 |
Herezje w łonie racjonalistycznego ateizmu. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-02-2011 14:56 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Herezje w łonie racjonalistycznego ateizmu.
4 na 4 | 1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w rodzaju wiary, tylko à rebours. 2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i zboczenia. 3.Jakie państwo dostrzegacie inne takie dewiacje (herezje) oprócz zauważonej przeze mnie paralelnej do materialistycznego monizmu metafizycznej substancji mentalnej? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i > zboczenia.
Jest regulamin forum, ale nie ma ani ewangelii ani katechizmu racjonalisty, które zawierałyby kanoniczne tezy, również na tym portalu.
>zauważonej przeze mnie paralelnej do materialistycznego monizmu metafizycznej substancji mentalnej?
Kto tu coś takiego głosi pod szyldem racjonalizmu?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Kto tu coś takiego głosi pod szyldem racjonalizmu?
Swego czasu pozwoliłem sobie przytoczyć teorię D. Chalmersa o świadomości (głównie rozumianej jako qualia) jako jednej z własności informacji, obok tej przejawiającej się jako tak zwana "materia".
Oh, well... Zgrzeszyłem.
|
|
4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | Proszę, ludzie.
Jeśli nie rozumie się słowa "gen" - nie używa się go.
Nie rozumie słowa "metalogika" - nie używa się go.
Nie rozumie słowa "mentalny" - nie używa się go.
Nie rozumie słowa "ewolucja" - nie używa się go.
I tak dalej...
|
|
 | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >Jeśli nie rozumie się słowa Aby zrozumieć słowo, należy podać jego możliwie ścisłą definicję. O ile pamiętam, a staram już i sklerotycznam, upierałeś się kiedyś, że definicje są głupie i do niczego nam niepotrzebne. A może wierzysz w jakiś intuicjonizm, że każdy powinien intuicyjnie wiedzieć co dane słowo ( dla Ciebie) oznacza.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
|  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >>Jeśli nie rozumie się słowa >Aby zrozumieć słowo, należy podać jego możliwie ścisłą definicję.
Nie i na tym zakończmy, ok?
> O ile pamiętam, a staram już i sklerotycznam, upierałeś się kiedyś, że definicje są głupie i do niczego nam niepotrzebne.
Dalej się upieram.
> A może wierzysz w jakiś intuicjonizm, że każdy powinien intuicyjnie wiedzieć co dane słowo ( dla Ciebie) oznacza.
Załóżmy na chwilę, Grabowska, że się nawróciłem na twą wiarę w ścisłe definicje. Ale na początek - wytłumacz mi, co to znaczy "definicja"? Zdefiniuj mi ściśle, tak byśmy mieli pewność, że rozumiemy wszystkie słowa. Ostatecznie, może co innego rozumiemy przez definicje?
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kwadratura koła Sylwku?
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) | O co ci chodzi?
|
|
| |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Definicja słowa np. "gram" to wypowiedź która czyni ten wyraz zrozumiałym dla osoby rozumiejącej już pewien zasób wyrazów , ale jeszcze nie rozumiejącej wyrazu "gram". Jedne wyrazy bądź przedmioty łatwiej jest jednoznacznie zdefiniować , a inne trudniej. Taki przedmiot jak stół, łatwo a wyraz metafizyka czy mentalność trudniej. Inaczej rozumiał wyraz metafizyka twórca tego wyrazu Andronikos z Rodos , a inaczej zapewne Immanuel Kant. Słownik języka polskiego składa się z samych prawie definicji. stół 1. «mebel składający się z blatu opartego na nogach, służący głównie do spożywania na nim posiłków» Kto nie rozumie słowa mebel szuka dalej mebel «przenośny sprzęt będący częścią wyposażenia mieszkania, biura itp.» itp. Dlatego jak idziesz na targ i prosisz panią o marchewkę, to ona wie co to jest (niejako zna definicję marchewki) i podaje Ci "«roślinę warzywną o grubym, pomarańczowym korzeniu" a nie np.cebulę. Natomiast jak rozmawiasz z kimś o mentalności czy genach, to powinniście ustalić ( czyli niejako zdefiniować)co rozumiecie przez te wyrazy, bo inaczej się nie porozumiecie. Bo rozmówca będzie miał co innego na myśli mówiąc mentalność, a Ty co innego.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Grabowska, ja nie prosiłem o przykłady definicji, tylko definicję słowa "definicja". Póki co, nie wiemy nawet o czym rozmawiamy, czyż nie?
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | >Grabowska, ja nie prosiłem o przykłady definicji, tylko definicję słowa "definicja". Póki co, nie wiemy nawet o czym rozmawiamy, czyż nie?
Oj Sylwek. Grabowska wie o czym rozmawia. To przykład osoby, która zawsze wszystko wie. Rozumiesz już? No.
"Internet jest takim nieco przerażającym zapisem zdygitalizowanego, zbiorowego ego ludzkości. Jest tam wszystko, co się w ludzkim umyśle lęgnie-to, co najwznioślejsze, i to, co najbardziej podłe". W. Eichelberger.
|
|
| | |  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Dlatego jak idziesz na targ i prosisz panią o marchewkę, to ona wie co to jest (niejako zna definicję marchewki) i podaje Ci "«roślinę warzywną o grubym, pomarańczowym korzeniu" a nie np.cebulę. Pani podaje marchewkę a nie cebulę nie dlatego, że zna "definicję marchewki", ale wyłącznie dlatego, że gdy spytała mamusię "Cio to?" pokazując roślinę warzywną o grubym, pomarańczowym korzeniu, to mamusia odpowiedziała "Marchewka".
Aby wiedzieć "cio to" wystarczy znać nazwę, a nie definicję.
Doświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom. (O.Wilde)
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Aby wiedzieć "cio to" Dlatego piszę ,że " niejako zna definicję marchewki". Gdyby spytała mamusię "cio to jeśt metafizyka" to mamusia nie mogłaby jej nic pokazać.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Grabowska, twoje "niejako zna definicję" w istocie jest równoważne "definicje są bez znaczenia".
Zresztą, nie przypadkiem unikasz zdefiniowania "terminu "definicja" - po prostu nie ma to sensu i nie świadczy o zrozumieniu.
|
|
| |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Załóżmy na chwilę, Grabowska, że się nawróciłem na twą wiarę w ścisłe definicje. Ale na początek - wytłumacz mi, co to znaczy "definicja"? Zdefiniuj mi ściśle, tak byśmy mieli pewność, że rozumiemy wszystkie słowa. Ostatecznie, może co innego rozumiemy przez definicje?Może ja też coś od siebie... , bo uważam, że rola definicji i definiowania jest nie do przecenienia. Chyba większość nieporozumień bierze się z niechęci czy braku zamiłowania do uczciwego definiowania pojęć i problemów. Definicja definicji  jest ładnie i wystarczająco podana w wiki. Na definiowaniu opiera się całe nasze poznawanie świata - jeśli coś w naszym umyśle nie ma definicji to dla nas nie istnieje. Nawet nieokreślone, ulotne wrażenie, aby zostało włączone do naszej puli wiedzy musi zostać zdefiniowane jako "nieokreślone, ulotne wrażenie" właśnie. Najbardziej ogólną definicją obejmującą wszystko jest wszechświat. Cała reszta to tylko kolejne przybliżenia i uściślenia. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Na definiowaniu opiera się całe nasze poznawanie świata - jeśli coś w naszym umyśle nie ma definicji to dla nas nie istnieje. o'rilly? A znasz definicję kartki papieru, chleba, samochodu? Nie sądzę. Znasz nazwy, co i tak jest zupełnie niepotrzebne, aby mieć świadomość istnienia czegoś. Zanim mamusia ostrzegła cię "Zostaw ten nóż, bo się skaleczysz!" i po raz pierwszy usłyszałeś nazwę "nóż", to już wziąłeś go do rączki, prawda? Czy małpa potrzebuje znać definicję i/lub nazwę banana, aby go zjeść?
Doświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom. (O.Wilde)
|
|
| | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >Czy małpa potrzebuje znać definicję i/lub nazwę banana, aby go zjeść?[/color] Małpa nie potrzebuje, ale człowiek, aby prowadzić sensowną dyskusję na jakiś temat potrzebuje znać definicje lub znaczenie wyrazów i pojęć którymi się posługuje oraz ze współlokutorem w razie wątpliwości ustalać takie znaczenie.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Kolejny przypadkowy plus.
No ale nie ważne. W każdym razie do sensownej dyskusji znajomość "definicji", albo co gorsza "definiowania na wstępie" jest tak potrzebna jak znajomość chemicznej struktury farby do malowania.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Nie znam się na tym, ale znajomość chemicznej struktury farby jest potrzebna do tego czy chcemy malować np. w środku, czy na zewnątrz. Czy farba ma być mrozoodporna, czy jakaś inna.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Albo czy chcemy malować łazienkę, czy ściany na które raczej nie będziemy chlapać wodą. W sumie kolor też zależy od chemicznej struktury farby (choć znam teorię o metafizycznych pigmentach)...
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | rhotax7 (3947 punktów) | >(choć znam teorię o metafizycznych pigmentach)... Nie mogę padam ze śmiechu jak czytam Twoje wypowiedzi i Grabowskiej dotyczące Parapsychopatologii. Zacząłem używać określeń metafizycznych (jedynie słusznych) w lużnych rozmowach ze znajomymi mają moc rozbawiania.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też się dobrze bawię. Zadziwia mnie też pewność różnych specjalistów do odzianych w terminologię nader śmiałych, baśniowych hipotez przedstawianych jako fakty. A jak ktoś ma magisterkę, albo doktorat z danej dziedziny, to może już wszystko. Po prostu - wszechmoc. A tymczasem nie brakuje polonistów, którzy przeczytali tylko dwie książki w życiu.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
> W każdym razie do sensownej dyskusji znajomość "definicji", albo co gorsza "definiowania na wstępie" jest tak potrzebna jak znajomość chemicznej struktury farby do malowania.Do sensownej dyskusji może znajomość "definicji" nie jest potrzebna, zwłaszcza kiedy nie bardzo wiadomo co konkretnie ma oznaczać ów cudzysłów, ale znajomość definicji pojęć, którymi się operuje jest niezbędna. Definiowanie na wstępie (cóż znowu tu robi cudzysłów?) jest niezbędne kiedy się wprowadza jakieś pojęcie do dyskusji. A w nawiązaniu do poprzedniego akapitu: każde używane pojęcie ma być zdefiniowane na wstępie (w rozumie), zamiast chlapnąć jęzorem i potem myśleć co się chlapnęło.  I paralela do malowania, którą wysnułeś w swoim ...hmmm.... skrótowym umyśle: Jeśli malowanie zdefiniujesz jako pokrycie powłoką malarską jakiejś powierzchni to rzeczywiście można sobie wyobrazić robola, który w pierwszym dniu pracy będzie wiedział o swoim fachu dokładnie tyle samo, ile w chwili przejścia na emeryturę: mechaniczne wykonywanie określonych czynności. Jeśli malowanie zdefiniujemy jako pewną dziedzinę aktywności ludzi w zakresie powłok malarskich (również twórczych, artystycznych) - znajomość pewnych tajników tej dziedziny (ze znajomością chemicznej struktury farby) nie jest już takim dziwolągiem, jakim chciałbyś ją przedstawić.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | > A znasz definicję kartki papieru, chleba, samochodu? Nie sądzę.Czemu nie sądzisz? Ja dam głowę i tylko uszy sobie zostawię, że Ty też znasz te definicje. Może nie dokładnie do ostatniego szczegółu, ale na pewno w stopniu wystarczającym, żeby nie pomylić chleba z samochodem czy kartką. > Znasz nazwy, co i tak jest zupełnie niepotrzebne, aby mieć świadomość istnienia czegoś. Zanim mamusia ostrzegła cię "Zostaw ten nóż, bo się skaleczysz!" i po raz pierwszy usłyszałeś nazwę "nóż", to już wziąłeś go do rączki, prawda?No prawda (jakbyś przy tym była). Ale nazwy przydają się do czegoś innego niż sama świadomość istnienia czegoś. > Czy małpa potrzebuje znać definicję i/lub nazwę banana, aby go zjeść?Skoro nie wtranżala patyków zamiast bananów to coś ani chybi jest na rzeczy. Świat postrzegamy w wielu wymiarach i aspektach, one często się zazębiają - stąd Twoje niezrozumienie. W celach poznawczych musimy zajmować się definiowaniem, a nazwa to kategoria raczej ściśle językowa. I w dodatku nazwa ma swoją definicję, a definicja może być nazwą... 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > >A znasz definicję kartki papieru, chleba, samochodu? Nie sądzę.> Czemu nie sądzisz?Bo albo nie ma takich definicji, albo ich znajomość jest niepotrzebna do tego, żeby odróżnić kartkę od chleba, a ten od samochodu. A przy okazji, czy znając definicję chleba, ale nigdy o nim nie słysząc i nie widząc, byłbyś w stanie go rozpoznać?> Ja dam głowę i tylko uszy sobie zostawię, że Ty też znasz te definicje. Może nie dokładnie do ostatniego szczegółu, ale na pewno w stopniu wystarczającym, żeby nie pomylić chleba z samochodem czy kartką.Ciężko pomylić chleb z samochodem, nie uważasz? Do tego nawet nazwy są niepotrzebne. Jeśli wyjedziesz do Afryki, to choć nigdy tam wcześniej nie byłeś, to i tak będziesz w stanie stwierdzić co jest kwiatem, a co ptakiem.> No prawda (jakbyś przy tym była).Był. (Widzisz jak definicja cię zwiodła?)> Ale nazwy przydają się do czegoś innego niż sama świadomość istnienia czegoś.Ja tylko pokazałem, że nieprawdą jest twoje twierdzenie, że nie zdajemy sobie sprawy z istnienia czegoś dopóki nie znamy definicji tego czegoś.> >Czy małpa potrzebuje znać definicję i/lub nazwę banana, aby go zjeść?> Skoro nie wtranżala patyków zamiast bananów to coś ani chybi jest na rzeczy.Ale popłynąłeś!> Świat postrzegamy w wielu wymiarach i aspektach, one często się zazębiają - stąd Twoje niezrozumienie.Moje niezrozumienie? A to dobre!> W celach poznawczych musimy zajmować się definiowaniem, a nazwa to kategoria raczej ściśle językowa.Każda definicja zaczyna się nazwą, albo się nią kończy. Nazwą tego, co jest definiowane.> I w dodatku nazwa ma swoją definicję, a definicja może być nazwą... Ojej!
Doświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom. (O.Wilde)
|
|
| | | | | |  | 1 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | > Bo albo nie ma takich definicji, albo ich znajomość jest niepotrzebna do tego, żeby odróżnić kartkę od chleba, a ten od samochodu.A jak? Jak rozpoznać cokolwiek i odróżnić to od czegokolwiek innego kiedy się nie zna definicji rozróżnianych obiektów? > A przy okazji, czy znając definicję chleba, ale nigdy o nim nie słysząc i nie widząc, byłbyś w stanie go rozpoznać?Zagwozdka nie do ugryzienia... nie wiem jak można znać definicję czegoś nigdy o tym nie słysząc. > Ciężko pomylić chleb z samochodem, nie uważasz? Do tego nawet nazwy są niepotrzebne. Jeśli wyjedziesz do Afryki, to choć nigdy tam wcześniej nie byłeś, to i tak będziesz w stanie stwierdzić co jest kwiatem, a co ptakiem.No racja. Kiedy zna się definicje tych pojęć to potrafi się przypisać im ich odpowiedniki w naturze. > Był. (Widzisz jak definicja cię zwiodła?)Upppsss... Pisałem to w biegu przed wyjściem z domu i nie dołożyłem starań, choć wiem jakie psikusy potrafią kryć się za nickami. Już nie będę... A dałem się zwieść nazwie, jeśli już. > Ja tylko pokazałem, że nieprawdą jest twoje twierdzenie, że nie zdajemy sobie sprawy z istnienia czegoś dopóki nie znamy definicji tego czegoś.To nie jest moje twierdzenie. Ja twierdzę, że zaistnienie czegokolwiek w naszej świadomości następuje wyłącznie na zasadzie definiowania. Tym dokładniejszego im więcej informacji o tym czymś potrafimy odebrać i zinterpretować. Definiujemy to, o czym informacje odbieramy i interpretujemy. > Ale popłynąłeś!A mógłbyś podać choć z grubsza jakieś parametry tego "popłynięcia"? > Moje niezrozumienie? A to dobre!Niedobre. Ale mam nadzieję, że zrozumiesz.  > Każda definicja zaczyna się nazwą, albo się nią kończy. Nazwą tego, co jest definiowane.Ba, może być jeszcze gorzej.... Np.: Rubin to czerwony korund. Rubin - poznawczo: pojęcie definiowane, językowo: nazwa. Czerwony korund - poznawczo: definicja rubinu, językowo: nazwa. Może małpa nie używa języka odpowiadającego naszemu, więc u niej nazwy nie istnieją, ale jakiś sposób definiowania musi mieć.  > Ojej!Cojej? 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>A jak? Jak rozpoznać cokolwiek i odróżnić to od czegokolwiek innego kiedy się nie zna definicji rozróżnianych obiektów?
Że jak. Widzisz mleczarza i swoją dziewczynę i o tym z kim pójdziesz do łóżka decydujesz powtarzając sobie definicję swojej dziewczyny i mleczarza?
SZOK
|
|
| | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | >Że jak. Widzisz mleczarza i swoją dziewczynę i o tym z kim pójdziesz do łóżka decydujesz powtarzając sobie definicję swojej dziewczyny i mleczarza? >SZOK Po co tyle grzybów w barszcz? To z kim pójdę do łóżka to rzecz inna i wyboru dokonam w swoim czasie wedle swoich kryteriów. A może moja dziewczyna wykonuje zawód mleczarza i widząc ją widzę mleczarza? Nie pędź tak, bo łatwo zapędzasz się na manowce.
Natomiast co do meritum: zasady i cele definiowania, przydzielania nazw itp. prowadzą m.in. do rozpoznawania swojej dziewczyny. A że to definiowanie, rozpoznawanie odbywa się przy dużej wprawie/praktyce gdzieś w podświadomości, niezauważalnie jakby to inna rzecz. Gdybyś stracił pamięć w zakresie obejmującym definicję Twojej dziewczyny nie umiałbyś jej rozpoznać.
A może posługujesz się jakąś dziwną definicją definicji? Dasz link?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | "Jeśli istnieją gdzieś kamienne tablice, na których wyryto dziesięć filozoficznych przykazań, to możemy być pewni, że jest wśród nich nakaz: `Definiuj terminy, których używasz`. Julian Baggini Peter S. Fosl "Przybornik filozofa" Instytut Wydawniczy Pax > zasady i cele definiowania, przydzielania nazw itp. prowadzą m.in. do rozpoznawania swojej dziewczyny.Chociaż nie zawsze. Istnieje słynna książka angielskiego neurologa Olivera Sacksa pt. "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem." > Gdybyś stracił pamięć w zakresie obejmującym definicję Twojej dziewczyny nie umiałbyś jej rozpoznać.I wtedy z pewnością rzuciłby się na przystojnego mleczarza. > To z kim pójdę do łóżka to rzecz inna i wyboru dokonam w swoim czasie wedle swoich kryteriów.Tylko mi nie mów, że pójdziesz do łóżka z mleczarzem! Ja chcę mleczarza! Podobnego do tego hydraulika co to wyemigrował do Francji. 
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
> I wtedy z pewnością rzuciłby się na przystojnego mleczarza.I może by mu to wyszło na zdrowie, bo propaganda wierności dziewczynie walczy w jego wypowiedzi o lepsze z fobią na tle wypraw łóżkowych z mleczarzem.  > Tylko mi nie mów, że pójdziesz do łóżka z mleczarzem!O.K.! Będę milczał jak grób!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>A może posługujesz się jakąś dziwną definicją definicji? Dasz link?
To ja się pytałem jak definiujecie definicje. Grabowska się migała od odpowiedzi, to może ty podasz mi swoją definicję. Przecież bez ustalenia definicji nie wiemy o czym rozmawiamy, czyż nie?
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Grabowska się migała od odpowiedzi Nie migałam się, tylko dałam przykłady. Co to jest ogólnie definicja to podał link do Wikipedii astrotaurus. Tam jest obszernie napisane. Z definicjami jest ten kłopot, że tak jak w życiu nie ma ideałów ,tak też nie ma idealnych definicji, bo zawsze można się do czegoś przyczepić. Czy to więc oznacza, że dyskusja na żaden temat nie jest możliwa, bo każdy co innego ma na myśli, mówiąc o danym przedmiocie? Niekoniecznie. Po prostu dyskutanci zanim rozpoczną dyskusję powinni się porozumieć co będą rozumieli poprzez określone wyrazy. Np. dyskusja o aborcji nie ma sensu w momencie kiedy jeden z dyskutantów nie uznaje zygoty za człowieka, a drugi uznaje. Wtedy musimy ustalić definicję nazwy człowiek. Ale na jakim polu? Filozoficznym, biologicznym, prawnym? Bo dla filozofa człowiek to, załóżmy, istota rozumna zdolna do cierpienia. Dla biologa człowiek to istota wyposażona w pełną informację zawartą w chromosomach, czy genach, zdolna do rozwoju. Dla prawnika, powiedzmy, człowiek to ktoś, kto już się urodził, opuścił łono matki. I dlatego spory o aborcję tak wyglądają jak wyglądają, bo dyskutanci posługują się różnymi definicjami nazwy człowiek. Zresztą praktycznie cała filozofia to próby ustalania różnych definicji. Prawie we wszystkich dziełach Platona, pisanych w formie dialogów, uczestnicy owych dialogów spierają się o definicje różnych pojęć i wyrazów, takich jak sprawiedliwość, cnota (arete) czy też miłość, jak w Uczcie, czy Fajdrosie. Dlatego zakończę właśnie cytatą z Fajdrosa: "Jest jedna zasada. Przede wszystkim potrzeba wiedzieć o czym się mówi. A ludzie po większej części nie wiedzą nawet o tym, że nie znają istoty każdej rzeczy. A jednak tak jak gdyby ją znali nie porozumiewają się co do tego na początku rozważań , toteż w dalszym toku za to pokutują. Bo ani się z sobą potem, ani z drugim pogodzić nie mogą".
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Cieszy mnie odwołanie do Platona. W istocie, jest on źródłem "definicyjnej choroby" trawiącej europejską filozofie przez tyle wieków - choroby, która miała w XX w. nasilenie w postaci filozofii lingwistycznej.
Sama kwestia ciekawa, ale nie czarujmy się, wymaga odrębnego wątku.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Czy to więc oznacza, że dyskusja na żaden temat nie jest możliwa, bo każdy co innego ma na myśli, mówiąc o danym przedmiocie? Niekoniecznie. Po prostu dyskutanci zanim rozpoczną dyskusję powinni się porozumieć co będą rozumieli poprzez określone wyrazy.
Zgadzam się, ja też z reguły nie wdaję się w dyskusję z osobami, z którymi się nie zgadzam. To znakomicie ułatwia radzenie sobie z tzw. problemem definicji.
> "Jest jedna zasada. Przede wszystkim potrzeba wiedzieć o czym się mówi.
Mnie zaś frapuje zagadnienie słów. Czym są słowa? Tylko to podejście - moim zdaniem - ma jakikolwiek sens. Definicje są jak "ruskie babuszki" - mają nieznośną tendencję do zagnieżdżania się w nieskończoność, dodatkowo rozgałęziając się na dziedziny, poddziedziny i tematy szczegółowe i po rozpakowaniu takiego pakietu umysłowy gabinet filozofa pełen jest babuszek, spoza których nie dostrzega już przedmiotu swoich dociekań.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Mnie zaś frapuje zagadnienie słów. Kiedyś napisałam krótki tekścik na temat sporów , który może warto tym miejscu przypomnieć. Zagadnienie sporu Spór jest to przeciwstawienie sobie dwóch sprzecznych ze sobą stwierdzeń, przekonań. Np.- masło jest zdrowsze od margaryny lepiej jest nagradzać dzieci niż karać lub Przez dwa punkty przechodzi tylko jedna prosta Z dwóch zdań fałszywych nie może wynikać zdanie prawdziwe. albo gen. Jaruzelski jest zdrajcą lub bohaterem podatek liniowy jest lepszy niż dochodowy Piekło jest wieczne - piekło jest czasowe Marysia jest ładniejsza od Zosi opel jest lepszym samochodem niż fiat pomidorowa jest smaczniejsza niż szczawiowa Powyższe przykłady sporów możemy podzielić na spory rzeczywiste, realne, spory abstrakcyjne, spory bezprzedmiotowe i na spory pozorne. Niektóre z nich są do rozstrzygnięcia, inne zaś pozostają, z różnych powodów, nierozstrzygalne. a. - spory realne Ich przedmiot istnieje w rzeczywistości. Można je podzielić na rozstrzygalne i nie rozstrzygalne. Spory rozstrzygalne da się w miarę sensownie rozwiązać przeprowadzając rzetelne badania lub eksperymenty naukowe. Aby rozstrzygnąć czy zdrowsze jest masło czy margaryna, wystarczy karmić nimi przez jakiś okres dwie grupy ludzi. Jednych masłem - drugich margaryną. Przy zachowaniu wymogów rzetelności naukowej można zbadać, która z tych substancji ma lepszy wpływ na zdrowie, a która gorszy. Tak samo przeprowadzając eksperymenty psychologiczne, można odpowiedzieć, czy lepiej jest dla zdrowia psychicznego dzieci karać je, czy też je nagradzać. Spory nierozstrzygalne - realne - są takie, albo dlatego, że zawierają element probabilistyczny , albo są rozstrzygalne ex post. To czy Jaruzelski jest zdrajcą czy bohaterem, nie da się rozstrzygnąć, bo nie wiemy, i nigdy się nie dowiemy, co by było, gdyby nie wprowadził stanu wojennego. Czy podatek liniowy jest lepszy od dochodowego możemy się z kolei dowiedzieć ex post, a też nie będziemy do końca wiedzieli, czy jest to prawidłowość sprawdzająca się za każdym razem, czy jest to rzecz przypadku, że akurat w tym czasie i właśnie w tym kraju jeden z podatków okazał się lepszy. Bo w innym czasie i w kraju o innej sytuacji ekonomicznej mógłby się okazać korzystniejszy podatek dochodowy. b. - spory abstrakcyjne Do tej kategorii sporów wydają się należeć wszelkie spory logiczne czy matematyczne. Są to spory, jak się wydaje, rozstrzygalne za pomocą dowodzenia dedukcyjnego lub indukcyjnego. c. - spory bezprzedmiotowe Są to spory, których przedmiot w żaden sposób nie istnieje - ani realnie, ani, powiedzmy abstrakcyjnie, w rozumieniu abstrakcji logicznej czy matematycznej. Są to spory nierozstrzygalne, bo nie można orzec czy np. smok ujemny jest groźniejszy od dodatniego, gdyż jak wiadomo smoków nie ma. Należą do tej kategorii głównie spory ideologiczne, teologiczne. Np. czy Bóg nie chce, czy nie może zlikwidować zła na świecie. Lub, ile diabłów może się zmieścić na końcu szpilki. Czy świat składa się z monad, czy z formy i materii? Sporu tego nie da się rozstrzygnąć sensownie, ponieważ zarówno monady, jak i forma i materia w rzeczywistości nie istnieją. Są tylko czymś wymyślonym. Są wreszcie d. - spory pozorne, też nierozstrzygalne, chociaż realne, ale różniące się od tych zawierających element prawdopodobieństwa. Są one nierozstrzygalne bo opierają się na gustach bądź indywidualnych upodobaniach. Nie można zastosować do nich żadnych narzędzi naukowych. Nie da się ich też rozstrzygnąć ex post. Poza tym nie są w zasadzie sporami, ponieważ nie wymagają uzasadnień. Bowiem istotną cechą sporu jest to, że jeśli stoimy po jakiejś jego stronie i wygłaszamy określoną tezę to powinniśmy umieć tę tezę uzasadnić tzn. mieć w zanadrzu jakieś argumenty (logicznej, a nie emocjonalnej natury) popierające nasze stanowisko. Nie wypada człowiekowi inteligentnemu wygłaszać twierdzeń gołosłownych, za którymi nie stoją żadne racje. Spory pozorne zaś nie tylko nie wymagają żadnych uzasadnień, ale wręcz domaganie się w nich tychże - jest niedorzeczne. Jak bowiem można uzasadnić logicznie własne przekonanie o tym, że zupa ogórkowa bardziej mi smakuje niż pomidorowa. Albo jakie racje stoją za tym, że Basia bardziej mi się podoba niż Marysia. Ludzie prowadząc spory najczęściej nie rozróżniają ich rodzajów i nie wiedzą, że niektóre z nich są w ogóle nierozstrzygalne, albo rozstrzygalne pod pewnymi warunkami. Często też mieszają ze sobą różne gatunki sporów i konfrontują ze sobą na przykład elementy sporu naukowego, rozstrzygalnego, ze sporem teologicznym z natury swej nierozstrzygalnym, jak to czynią np. zwolennicy kreacjonizmu w stosunku do darwinistów.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > Są to spory nierozstrzygalne, bo nie można orzec czy np. smok ujemny jest groźniejszy od dodatniego, gdyż jak wiadomo smoków nie ma.Do jakiej zatem kategorii należy hipotetyczny spór o to, czy krasnoludki, żywiące się śmieciami(szczególnie tymi z tworzyw niedegradowalnych biologicznie) poprawiłyby stan czystości lasów? (Bo przecież sama ich obecność, nie dająca się dłużej zachować w tajemnicy, wabiłaby do lasów tłumy turystów...) - mamy tu wszystkie potrzebne dane do tego, by spróbować rozstrzygnąć ów spór (ile powinien jeść krasnoludek, żeby jego bilans ekologiczny był korzystny, itd., itp.)... > Czy świat składa się z monad, czy z formy i materii? Sporu tego nie da się rozstrzygnąć sensownie, ponieważ zarówno monady,> jak i forma i materia w rzeczywistości nie istnieją. Są tylko czymś wymyślonym.Zaszokowała mnie kategoryczność tego sądu pani. Zmuszony zatem się czuję zapytać: co istnieje? > Spory pozorne zaś nie tylko nie wymagają żadnych uzasadnień, ale wręcz domaganie się w nich tychże - jest niedorzeczne. Jak bowiem można uzasadnić logicznie własne przekonanie o tym, że zupa ogórkowa bardziej mi smakuje niż pomidorowa.> Albo jakie racje stoją za tym, że Basia bardziej mi się podoba niż Marysia.No, to tu już pani profesor pojechała po bandzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że kwestia gustu nie podlega dyskusji, ale jeśli Marysia ma wąsa i mówi chrapliwym głosem, dodatkowo niegramatycznie, niestety, takie przypadki również zna natura, że nie wspomnę o ćwiekach w powiekach albo kolczyku w nosie czy Bóg raczy wiedzieć gdzie jeszcze, to chyba mam prawo do logicznej argumentacji, że mi się nie podoba i chętnie bym usłyszał argumenty męża Marysi, co w niej znajduje takiego pociągającego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > chętnie bym usłyszał argumenty męża Marysi I mąż Marysi (pamiętasz Marysię z komedii Barei "Poszukiwany, poszukiwana"?) a więc mąż Marysi Ci takich argumentów dostarczy. Ale to będą jego subiektywne odczucia. "Naukowo" nie udowodni Ci, że Marysia jest ładniejsza niż Basia. Chyba, żeby przeprowadził badanie naukowe. Tzn. pokazał Marysię i Basię tysiącu osobom i zebrał ich oceny urody obu pań. I gdyby np. Marysia podobała się statystycznie istotnej większości osób to można by stwierdzić , że jest ładniejsza od Basi. Ale jeszcze trzeba by rozstrzygnąć czy to miałaby być populacja samych mężczyzn czy też mieszana płciowo, czy reprezentacja lesbijek byłaby wskazana itp.itd. > Zmuszony zatem się czuję zapytać: co istnieje? Chyba fizyka na to odpowiada. Istnieją atomy, jakieś cząstki elementarne, z których byty są zbudowane. > Do jakiej zatem kategorii należy hipotetyczny spór o to, czy krasnoludki Zapewne do bezprzedmiotowych, bo krasnoludki nie istnieją.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | >> Do jakiej zatem kategorii należy hipotetyczny spór o to, czy krasnoludki >Zapewne do bezprzedmiotowych, bo krasnoludki nie istnieją.
Z wcześniejszymi wypowiedziami się zgadzam, ale jeśli chodzi o krasnoludki, to będę namolny, bo mam bardzo życzliwy stosunek do tych pożytecznych istot, nie będę tu przytaczał argumentów na rzecz ich istnienia, bo to nie to forum , ale tego rodzaju spory nie należą do bezprzedmiotowych, tak, jak nie należały do bezprzedmiotowych rozważania Konstantego Ciołkowskiego na temat rakiet kosmicznych czy dziś rozważania o tym, czy globalne ocieplenie średniej temperatury o 2 st.C spowoduje wzrost areału upraw w Skandynawii, Kanadzie i Rosji. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
> To czy Jaruzelski jest zdrajcą czy bohaterem, nie da się rozstrzygnąć, bo nie wiemy, i nigdy się nie dowiemy, co by było, gdyby nie wprowadził stanu wojennego.Tam gdzie w grę wchodzą oceny emocjonalne nie da się rozstrzygnąć - można co najwyżej zapisać protokół rozbieżności. Dla ludzi gloryfikujących zniszczenie Warszawy ze śmietanką inteligenckiej młodzieży; podziwiających bandziorów pokroju Ognia, Łupaszki, Burego; modlących się do plugawego poplecznika pedofilów na stolcu Piotrowym - odpowiedź jest zawsze jasna. Chyba źle sklasyfikowałaś ten przykład. Pasowałby lepiej do kategorii: > nierozstrzygalne bo opierają się na gustach bądź indywidualnych upodobaniach.> Czy podatek liniowy jest lepszy od dochodowego możemy się z kolei dowiedzieć ex post, a też nie będziemy do końca wiedzieli, czy jest to prawidłowość sprawdzająca się za każdym razem, czy jest to rzecz przypadku, że akurat w tym czasie i właśnie w tym kraju jeden z podatków okazał się lepszy.Tu też wiadomo, że nie ma sytuacji do końca porównywalnej. Jedno państwo tu i teraz, to zupełnie co innego, niż inne państwo tam i wtedy. Nawet równoległe byty państwowe/społeczne dadzą inne efekty przy podatku liniowym czy progresywnym, bo nie ma ściśle porównywalnych państw/społeczeństw. Ekonomia nie jest nauką ścisłą, a jak zagnieździ się w niej religijny dogmatyk typu Balcerowicza staje się swoją własną karykaturą. > Są to spory nierozstrzygalne, bo nie można orzec czy np. smok ujemny jest groźniejszy od dodatniego, gdyż jak wiadomo smoków nie ma.No to mamy rozstrzygnięcie: dla prof.Grabowskiej oba typy smoków są równie niegroźne. Gorzej może być z ustaleniem stopnia groźności tych smoków dla stworów równie jak one nierealnych, ale przy odpowiednio precyzyjnym definiowaniu (może Sylwek wybaczy) ich cech też da się to rozgryźć. > zarówno monady, jak i forma i materia w rzeczywistości nie istnieją. Są tylko czymś wymyślonym.Jako i smoki dodatnie, ujemne i zerowe.  > Często też mieszają ze sobą różne gatunki sporów i konfrontują ze sobą na przykład elementy sporu naukowego, rozstrzygalnego, ze sporem teologicznym z natury swej nierozstrzygalnym, jak to czynią np. zwolennicy kreacjonizmu w stosunku do darwinistów.No i zwolennicy racjonalizmu w stosunku do teistów. No bo jak w rozmowie z teistami można oddzielić kwestie naukowe od teologicznych, kiedy teiści ich nie rozróżniają? Trudno, trzeba zacisnąć zęby i rozmawiać. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
> To ja się pytałem jak definiujecie definicje.Ha! Dobrze jest pytać się , ale jak od się nie idzie uzyskać odpowiedzi, to trzeba zwrócić uwagę na odpowiedzi od innych.  > Grabowska się migała od odpowiedzi, to może ty podasz mi swoją definicję.Prof.Grabowska już wyjaśniła, mam nadzieję- zadowalająco. > Przecież bez ustalenia definicji nie wiemy o czym rozmawiamy, czyż nie?Czyż tak. Definicja to jest w ogóle odpowiedź na pytanie "co to jest?" i, jak już wcześniej mówiłem, jest to dla nas podstawa jakiegokolwiek poznania - jeśli coś nie ma definicji to nie istnieje. Dla nas, oczywiście, ale nie znamy innego układu odniesienia, niż my.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Cóż, w nauce nie ma wcale "definicji" odpowiadających na pytanie "co to jest" więc zgodnie z twoim wyobrażeniem, nauka jest pozbawiona treści, hłe, hłe.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) | >Cóż, w nauce nie ma wcale "definicji" odpowiadających na pytanie "co to jest" więc zgodnie z twoim wyobrażeniem, nauka jest pozbawiona treści, hłe, hłe. Hłe, hłe, powiadasz? Zgodnie ze swoim wyobrażeniem mojego wyobrażenia zapewne....
Miałeś dać link do swojej definicji definicji. Powinieneś powiedzieć co Ci się konkretnie nie podoba w definicji definicji w wiki. Zamiast zatrzymać się na pierwszej przeszkodzie Ty jak Baran-Taran zasuwasz dalej (w bok, na manowce?) i mnożysz zagadnienia. I znowu definicja ma cudzysłów... I co to znaczy, że >w nauce nie ma wcale "definicji" odpowiadających na pytanie "co to jest" ? Czy w nauce definicje odpowiadają na jakieś inne pytanie? Czy w ogóle gdziekolwiek jakieś definicje są odpowiedzią na pytanie "co to jest"? A może nauka posługuje się niezdefiniowanymi pojęciami?
Widzę gdzie indziej, że potrafisz budować bogate wypowiedzi, czemu tutaj ogarnia Cię taka niemota?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Widzę gdzie indziej, że potrafisz budować bogate wypowiedzi, czemu tutaj ogarnia Cię taka niemota?
Odpowiem tobie tak krótko jak to tylko możliwe.
Po pierwsze: domaganie się linków jako argumentów jest dla mnie objawem takiego spłaszczenia intelektu, iż wizja mojego angażowania się w rozmowę z kimś takim budzi we mnie wstręt.
Po drugie: istotną treść teorii naukowych stanowią odpowiedzi na pytania "jak?", pytania "co to?" są dobre do podręczników dla kształcenia marnych pedagogów, którzy będą potem szkolić się w obrzydzaniu nauki zastępom nieszczęsnych ofiar systemu edukacji.
Po trzecie: definicja musi definiować termin przez wprowadzanie nowego terminu. Jeśli ktoś argumentuje, że nie da się prowadzić definicji "nie ustaliwszy znaczenia", to zgadza się, iż dyskusje sa niemożliwe: bo co z tego, że zdefiniujemy jedno słowo, skoro potem musimy definiować te użyte w jego definicji, w końcu założenie jest takie, że bez zdefiniowania nie wiadomo o czym mowa?
A skoro tak nie jest, skoro w rzeczywistości musimy jednak przyjmować słowa bez definicji, to cała gadanina o ich konieczności jest produktem niedouczonych umysłów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > definicja musi definiować termin przez wprowadzanie nowego terminu Czasami nie musi. Są tzw. aksjomaty. Np. Benedykt Chmielowski w słynnym zdaniu: "Koń jaki jest, każdy widzi" konia nie definiował, no bo każdy wie co to jest koń.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | > Odpowiem tobie tak krótko jak to tylko możliwe.Ołrajt! Ale nie krócej, niż to jest konieczne ze względu na wymogi cywilizowanej rozmowy, dobra? > Po pierwsze: domaganie się linków jako argumentów jest dla mnie objawem takiego spłaszczenia intelektu, iż wizja mojego angażowania się w rozmowę z kimś takim budzi we mnie wstręt.Ach, to dlatego jesteś taki wstrętny! Dopilnuj jednakże może , dobrze radzę, aby Twój wstręt budził się na dźwięk właściwego budzika, bo jeśli pozwolisz mu budzić się każdorazowo na dźwięk własnych złych emocji, to możesz stać się wstrętny na wciąż. Mogłeś podać wielokroć właściwą definicję definicji zamiast choćby ciskać bzdetami. Wezwanie do podania linku było zatem po trosze ironią, a po trosze zachętą - trafioną, skoro ciut się odblokowałeś. Poza tym w dobie internetu kiedy wszystko niemal jest w zasięgu linku pogarda dla skutecznego linkowania jest objawem cudacznego zmanierowania. Rzuciłbyś dobrym linkiem i miałbyś mnie z głowy.  > Po drugie: istotną treść teorii naukowych stanowią odpowiedzi na pytania "jak?", pytania "co to?" są dobre do podręczników dla kształcenia marnych pedagogów, którzy będą potem szkolić się w obrzydzaniu nauki zastępom nieszczęsnych ofiar systemu edukacji.Aha! Nauka zajmuje się badaniem "jak", lekceważąc "co" robi to "jak"...? A mógłbyś dać link do jakiegoś przykładu? I nie chciałbym Cie martwić, ale odpowiedź na "co to jest" w odniesieniu do jakiegoś procesu może dać odpowiedź wypisz-wymaluj identiko jak na pytanie "jak", tylko inaczej sformułowaną. > Po trzecie: definicja musi definiować termin przez wprowadzanie nowego terminu.Hmmmm... definiowanie niezdefiniowanego niezdefiniowanym....? Definicja musi definiować nowy termin starymi (i może, by nie komplikować, nie wracajmy do pojęć pierwotnych, elementarnych). > Jeśli ktoś argumentuje, że nie da się prowadzić definicji "nie ustaliwszy znaczenia",Takie mało maślane? A czymże jest definiowanie jak nie ustalaniem znaczenia właśnie? > to zgadza się, iż dyskusje sa niemożliwe: bo co z tego, że zdefiniujemy jedno słowo, skoro potem musimy definiować te użyte w jego definicji,To już było: definiujemy nowe pojęcia przy pomocy już zdefiniowanych. A jeśli w jakiejś dyskusji ktoś nie zna przytaczanych pojęć to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby podać mu znaną nam ich definicję? > w końcu założenie jest takie, że bez zdefiniowania nie wiadomo o czym mowa?Założenie to chyba na początku, a nie w końcu?  I skąd wymyśliłeś to "założenie"? Z faktami się nie dyskutuje, ani ich nie zakłada. Po prostu bez zdefiniowania nie wiadomo o czym mowa.> A skoro tak nie jest, skoro w rzeczywistości musimy jednak przyjmować słowa bez definicji, to cała gadanina o ich konieczności jest produktem niedouczonych umysłów.A może jakieś wyjaśnienie, jakiś przykład z douczonego umysłu? Tylko rzeczowo, konkretnie, bez ogólnikowych werdyktów poproszę: Gdzie, jak i czemu w rzeczywistości odbywa się "przyjmowanie słów bez definicji"?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Najpierw od mojego błędu - w tym zdaniu: >>Jeśli ktoś argumentuje, że nie da się prowadzić definicji "nie ustaliwszy znaczenia", ..zamiast "definicji" powinno być oczywiście "rozmów".
A teraz: nauka nie odpowiada na pytania "co to" gdyż są to pytania metafizyczne. Nauka nie odpowiada na pytania "co to gatunek?", jedynie "jak odróżnić od siebie gatunki?". Fizyka nie da nam odpowiedzi na pytanie "co to energia?", powie nam jednak "jak przekształca się energia w różnych przemianach?". A jeśli jest inaczej do daj mi przykłady istotnych kwestii naukowych sprowadzalnych do odpowiedzi na pytania "co to?".
>Definicja musi definiować nowy termin starymi (i może, by nie komplikować, nie wracajmy do pojęć pierwotnych, elementarnych).
Nowe, stare? Cóż to za pojęcia? Bo raczej nie uświadczymy ich w logice, która to zajmuje się kwestią definiowania. I te pojęcia pierwotne. Dobrze, że o nich wspomniałeś. Cóż daje nam wiedzę o ich znaczeniu, które najwyraźniej znamy bez definicji? Cóż je takiego wyróżnia, że rozumiemy je bez definiowania. Jaka magia sprawia, że te konkretne pojęcia potrafimy pojąć bez definiowania a inne nie?
>To już było: definiujemy nowe pojęcia przy pomocy już zdefiniowanych.
Chyba ty. Ale skoro już przy starych pojęciach jesteśmy - mało jest tak starych jak pojęcie "boga" czas więc by "definicjoniści" zamknęli gęby i przestali się dopraszać o jego definiowanie.
>I skąd wymyśliłeś to "założenie"? Z faktami się nie dyskutuje, ani ich nie zakłada. Po prostu bez zdefiniowania nie wiadomo o czym mowa.
Gadasz od rzeczy. Zdążyłeś już się przyznać, ze istnieją "pojęcia pierwotne", które zaprzeczą temu idiotyzmowi co go właśnie napisałeś. Jeszcze musi do ciebie dotrzeć, że wymóg definiowania siłą rzeczy prowadzi albo do jakiś takich (arbitralnie) przyjętych pojęć, albo do definiowania w nieskończoność przy pomocy coraz to nowych pojęć "niższego rzędu". Gdy to zrozumiesz, dotrze do ciebie, że tak czy siak gadanina i niezbędności definiowania jest głupotką i opium bardzo płytkich umysłków.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
> A teraz: nauka nie odpowiada na pytania "co to" gdyż są to pytania metafizyczne.Aha! Ale czasem metafizyka chyba w łaskawości swojej rozpatruje pozytywnie podania od nauki, skoro jakieś definicje w nauce jednak funkcjonują... > Nauka nie odpowiada na pytania "co to gatunek?", jedynie "jak odróżnić od siebie gatunki?". Fizyka nie da nam odpowiedzi na pytanie "co to energia?", powie nam jednak "jak przekształca się energia w różnych przemianach?".A jak i po co od definicji definicji doszedłeś do zakresu działań nauki? I może powiesz wreszcie co to jest, Twoim zdaniem, definicja, bo przecież gatunek i energia to są pojęcia dobrze w nauce zdefiniowane. > A jeśli jest inaczej do daj mi przykłady istotnych kwestii naukowych sprowadzalnych do odpowiedzi na pytania "co to?".A jeśli tak to podaj choć jeden dobry powód, dla którego miałbym uzasadniać idiotyzmy, które sam wymyślasz. Z tekstów rzucanych w wątku wygląda, że Twoja pogarda dla definicji jest starej daty i nieźle ugruntowana. Jeśli to nie jest jakaś kompulsywna fiksacja to powinieneś mieć obcykany pakiet alarmowy argumentów w pigułce. A Ty skaczesz z tematu na temat, plączesz wątki i ani jednego wyjaśnienia! Rozumiem, że jesteś nadpobudliwy intelektualnie, ale cywilizowana dyskusja ma swoje prawa. Albo wyjaśnij co to jest "przyjmowanie słów bez definicji", albo się lecz. > Nowe, stare? Cóż to za pojęcia? Bo raczej nie uświadczymy ich w logice, która to zajmuje się kwestią definiowania.O! Następny hegemon po metafizyce? Nie wiesz co znaczy nowe i stare? No to miałeś do wyboru jako synonimy: definiowane i znane/już zdefiniowane. Definiowaniem zajmuje się każdy człowiek w każdej dziedzinie, bo bez tego nie ma poznania w ogóle. Definicje mogą być niepełne, mogą być fałszywe , ale muszą być. Dobrze, jeśli są logiczne, odpowiadające rzeczywistości itp, ale nie istnieje żaden kwant informacji/wiedzy w naszym umyśle, który nie ma jakiejkolwiek definicji. > I te pojęcia pierwotne. Dobrze, że o nich wspomniałeś. Cóż daje nam wiedzę o ich znaczeniu, które najwyraźniej znamy bez definicji?Nie znamy bez definicji. Jeśli znamy, to znaczy, że zostały zdefiniowane. > Cóż je takiego wyróżnia, że rozumiemy je bez definiowania.Niczego nie rozumiemy bez zdefiniowania tego i ustalenia relacji do całej reszty. > Jaka magia sprawia, że te konkretne pojęcia potrafimy pojąć bez definiowania a inne nie?Wszystkie pojęcia definiujemy. Tyle że pojęcia pierwotne trochę trudniej. Kiedy mamy rozbudowany aparat pojęciowy, językowy, werbalny dla jakiejś dziedziny łatwo jest zdefiniować nowe pojęcie. Pierwociny definiowania nie są tak łatwe, jak choćby we wspominanym wcześniej przykładzie małp, które mają banany zdefiniowane w sposób wystarczający dla ich celów bytowych. > >To już było: definiujemy nowe pojęcia przy pomocy już zdefiniowanych.> Chyba ty.No to może wykrztuś wreszcie co masz przeciwko definicji definicji w wiki. > Ale skoro już przy starych pojęciach jesteśmy - mało jest tak starych jak pojęcie "boga" czas więc by "definicjoniści" zamknęli gęby i przestali się dopraszać o jego definiowanie.Stare niekoniecznie znaczy rozumne. Domyślam się, że defincjoniści to obelga również pod moim adresem, ale ja będę domagał się (nie dopraszał) definiowania boga. Nieprzeliczone definicje boga z bajek, mitów i opowieści religijnych nie usprawiedliwiają prób panoszenia się w życiu innych przez boskich bajarzy. Mam prawo domagać się definicji boga w świecie rzeczywistym. Prawdziwej, weryfikowalnej... > Gadasz od rzeczy. Zdążyłeś już się przyznać, ze istnieją "pojęcia pierwotne", które zaprzeczą temu idiotyzmowi co go właśnie napisałeś.Gadasz od rzeczy, ale mam nadzieję, że po moich wyjaśnieniach z tego posta już przestaniesz choć w tej jednej kwestii. > Jeszcze musi do ciebie dotrzeć, że wymóg definiowania siłą rzeczy prowadzi albo do jakiś takich (arbitralnie) przyjętych pojęć,Co to za siła rzeczy, jakich arbitralnie przyjętych pojęć...? czyli: co mówisz? > albo do definiowania w nieskończoność przy pomocy coraz to nowych pojęć "niższego rzędu".Spróbuj pojąć, że to idzie w przeciwnym kierunku. Od nielicznych pojęć elementarnych do coraz bardziej rozbudowanego systemu, do którego wprowadzamy co i rusz nowe pojęcia, bazując na tych już znanych. Pyszałków pretendujących do rozgryzania tajemnic bytu i niebytu, a nierozumiejących co to jest definicja powinno się pokazywać w cyrku. > Gdy to zrozumiesz, dotrze do ciebie, że tak czy siak gadanina i niezbędności definiowania jest głupotką i opium bardzo płytkich umysłków.Choćbyś miał niewiemajak głęboki umysł to przecie nie jest to czarna dziura i naprawdę w zasięgu Twoich możliwości jest pojęcie, że jeśli coś nie ma definicji to po prostu nie istnieje. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | OMFG, ROTFL
Nie gadam z trollami.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | > OMFG, ROTFLSDND, BZDRYM > Nie gadam z trollami.O, Złotousty Papkinie! Hektorze Forumowy! 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > jeśli coś nie ma definicji to po prostu nie istnieje.A sepulki istnieją chociaż definicji nie mają! pl.wikipedia.org/wiki/Sepulki"Według Lema, sepulki są bardzo podobne do murkwi, a kolorystycznie trochę przypominają pćmy łagodne."
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) |
> A sepulki istnieją chociaż definicji nie mają! pl.wikipedia.org/wiki/SepulkiNo ładne rzeczy: link do definicji, której nie ma! 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Co za bzdet.
|
|
| | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | >Co za bzdet.
O! Co za bzdet...?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >co to znaczy "definicja"? Co to znaczy "co to znaczy"?
Doświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom. (O.Wilde)
|
|
| | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Co to znaczy "co to znaczy"?
Postanowiłem nie zadawać tego bezlitosnego pytania, zamiast tego przyjąć zgodnie z rojeniami rozmówców, iż definicje ujmują znaczenia słów.
|
|
| | |  | 3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >>co to znaczy "definicja"? >Co to znaczy "co to znaczy"? A co to znaczy "co to znaczy", i co to znaczy?
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >>>co to znaczy "definicja"? >>Co to znaczy "co to znaczy"? >A co to znaczy "co to znaczy", i co to znaczy?
Grabowska, bingo! Taka wolta umysłowa, nie podejrzewałbym cię o taką zmyślność.
To teraz już wiesz, czemu definiowaniem sobie można nie zawracać głowy.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Myślę, że jakimś sensie żadne z tych słów nie zostało jeszcze w pełni zrozumiane. Ale nauka idzie w dobrym kierunku. Trafia też między strzechy. Bywa, że nie biolog weźmie sobie wymienione przez ciebie słowa bardziej do serca niż biolog.
|
|
 | | diogenes (42753 punktów) | >Proszę, ludzie. >Jeśli nie rozumie się słowa "gen" - nie używa się go. ... >I tak dalej...
E.Mach, kiedy ktoś prawił o atomach, zwykł był mówić: A widziałeś chociaż jeden?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja ciągle mam przed oczami tryliony, tetraliony atomów. Ty też, chyba żeś niewidomy. Mach był niewidomy?
|
|
| |  | 3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Mach był niewidomy? Nie, Mach był gejem i go ktoś pobił śmiertelnie koło kina Luna w Warszawie w 1965r.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Ten plus to pomyłka.
|
|
| | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >Ten plus to pomyłka. Czyli tak zwana Felix culpa.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Ja ciągle mam przed oczami tryliony, tetraliony atomów. Ty też, chyba żeś niewidomy. Mach był niewidomy?
Masz przed oczami atomy? Masz niezły wzrok albo niezłe dropsy.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mam przed oczami i w oczach to o czym mawiał Demokryt, czyli atomy i pustą przestrzeń. Nie mam natomiast przed oczami emocjonalnego niematerialnego wymiaru. Ani za oczami, ani w oczach. Wszędzie atomy i pusta przestrzeń, a w większych zbliżeniu w pełni materialny, kwantowy porządek w chaosie. Nigdy nie widziałem nic innego poza atomami, choć faktem jest, iż w dużej ilości wyglądają jak drzewa, skały, muchy, meduzy... etc. Nigdy nie widziałem atomów pojedyńczo, ale to chyba nie problem?
|
|
| | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | > Nigdy nie widziałem nic innego poza atomami, choć faktem jest, iż w dużej ilości wyglądają jak drzewa, skały, muchy, meduzy... etc. Nigdy nie widziałem atomów pojedyńczo, ale to chyba nie problem?Uściślijmy: nigdy nie widziałeś niczego (nawet atomów: pojedynczo czy dwójkami), bo nie masz do tego odpowiednich narzędzi.  Na potrzeby innego wątku sprokurowałem kwestię, która tu będzie pasowała jak ulał: Umysł ludzki jest bogatym narzędziem, przejawiającym wiele rodzajów aktywności. Jednym z takich zakresów działania jest opis świata poza umysłem. Jak mówił Demokryt: "Świat to atomy i przestrzeń, reszta to opinie". Widzimy na przykład za pomocą oczu i wstępnej interpretacji informacji z nich płynących pomarańczową pomarańczę. Wiemy już jednakże skądinąd, że coś takiego jak pomarańczowa pomarańcza nie istnieje w świecie rzeczywistym, poza naszym umysłem. Istnieje pewien zlepek cząstek i oddziaływań, który na potrzeby naszej orientacji w świecie i na potrzeby celów kulinarnych ciała - naszego nosiciela interpretujemy jako pomarańczową pomarańczę.Tak więc część mózgu za pomocą oczu chwytających fotony i wstępnej interpretacji tworzy dla Ciebie jakieś wizje, jakieś obrazki. Dopiero Ty po konfrontacji wszystkich dostępnych informacji i interpretacji budujesz w swym umyśle odpowiadający rzeczywistości, a nie chwilowym obrazkom model świata złożonego z atomów i przestrzeni. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Bzdet^2
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | > Bzdet^2O!^2 I pewnie chciałbyś, żeby traktować Cię poważnie.... 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Nie w takim towarzystwie...
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | > Nie w takim towarzystwie...Łaski bez! 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zaczęło się ciekawie, ale... Oczywiście, to co widzimy jest modelem określania przydatnej rzeczywistości, a nie jakimś obiektywnym widzeniem. Ale atomy są u podstaw tego procesu. Tak więc nie generujemy ich sobie, co najwyżej naprawdę nie widzimy (nawet duże ich zbiory są zmieniane dla potrzeb naszego ewolucyjnego mózgo - przewodnika).
|
|
| | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | > Zaczęło się ciekawie, ale...Ale....co? > Oczywiście, to co widzimy jest modelem określania przydatnej rzeczywistości, a nie jakimś obiektywnym widzeniem. Ale atomy są u podstaw tego procesu. Tak więc nie generujemy ich sobie, co najwyżej naprawdę nie widzimy (nawet duże ich zbiory są zmieniane dla potrzeb naszego ewolucyjnego mózgo - przewodnika).Chyba rozumiem z grubsza co mówisz, ale wygląda mi na to jakbyś sugerował, że ja sugerowałem "generowanie sobie atomów". A ja tylko mówiłem, że nasz (w naszym umyśle) model/opis świata nie jest światem. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| jederman (173 punktów) | > 1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w> rodzaju wiary, tylko à rebours.> 2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i> zboczenia.> 3.Jakie państwo dostrzegacie inne takie dewiacje (herezje) oprócz zauważonej przeze mnie> paralelnej do materialistycznego monizmu metafizycznej substancji mentalnej?Przykład takiej obrazoburczej herezji połączonej z bluźnierstwem znajdziecie tu  (Ta herezja nie jest naturalnie względem racjonalistycznego ateizmu jako takiego, lecz wobec pewnego specjalnego kościoła, który utworzył się w jego obrębie.)
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Kasuj niepotrzebne cytowania.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
 | Marlow (163 punktów) (zablokowany) |
> (Ta herezja nie jest naturalnie względem racjonalistycznego ateizmu jako takiego, lecz wobec pewnego specjalnego kościoła, który utworzył się w jego obrębie.)Boshe... A co to jest ten "racjonalistyczny ateizm jako taki" ? 
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
|  | | jederman (173 punktów) | > A co to jest ten "racjonalistyczny ateizm jako taki" ?  ups, pojęcia nie mam. Ot pech, człowiek chciał coś życzliwego napisać i od razu się ktoś przyczepił 
But little they cared for the Native Press The worn white soldiers in Khaki dress
|
|
| |  | 2 na 2 Marlow (163 punktów) (zablokowany) | > ups, pojęcia nie mam. Ot pech, człowiek chciał coś życzliwego napisać i od razu się ktoś przyczepił  Bo ja czepialski mam na drugie  Ale jak sam autor nie wie, to już kompletna mogiła. Najważniejsze że intencje były prawe 
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To jest niekiedy tu obecne, gdy nie mówi się tu o świadomości.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To jest szczególnie zabawne, zważywszy na to, jak mało osób obecnych na forum PRZEczytało Dawkinsa  (patrz wątek "Lęk przed naukowym opisem świadomości".
|
|
6 na 6 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Ja zauważyłem takie herezje: 1. Mówienie "wiem", gdy się "nie wie". 2. Przytaczanie własnej tezy jako ogólnej, gdy tymczasem powinna być obarczona cudzysłowem "moim zdaniem", bądź "w mojej opinii".
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
 | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | > 2. Przytaczanie własnej tezy jako ogólnej, gdy tymczasem powinna być obarczona cudzysłowem "moim zdaniem", bądź "w mojej opinii". Jest tylko jedno „ale”. Według mnie, to powinno się rozumieć samo przez się, że o ile dane zdanie nie zawiera explicite stwierdzenia typu „ogólnie wiadomo”, to należy je rozumieć jako prywatną opinię autora. Inaczej doprowadzimy do absurdu zaczynania każdego zdania od „moim zdaniem”. Warto podkreślać, że wygłasza się tylko swoją opinię, ale nie popadajmy w przesadę. Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
|  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >2. Przytaczanie własnej tezy jako ogólnej, gdy tymczasem powinna być obarczona cudzysłowem "moim zdaniem", bądź "w mojej opinii".> Jest tylko jedno „ale”. Według mnie, to powinno się rozumieć samo przez się, że o ile dane zdanie nie zawiera explicite stwierdzenia typu „ogólnie wiadomo”, to należy je rozumieć jako prywatną opinię autora. Inaczej doprowadzimy do absurdu zaczynania każdego zdania od „moim zdaniem”.Nie chcę doprowadzać do absurdów - zauważyłem tylko, że przydało by się częściej precyzować swoje zdanie. > Warto podkreślać, że wygłasza się tylko swoją opinię, ale nie popadajmy w przesadę. Tak. O to mi chodzi. Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Mówienie "wiem", gdy się "nie wie". Słowo "wiem" możemy wypowiedzieć wtedy, kiedy sami coś sprawdziliśmy naocznie. A i to nie w każdym wypadku. Np. "wiem", że jest Bóg, bo mi się osobiście objawił i przemawiał do mnie, nie wiem czy można uznać za prawdę. Ale to rozważania na inny moment.Wiem, że woda zamarza poniżej O st.C bo sama to sprawdziłam. Wiem, że mąż mnie zdradza, bo zdybałam go z kochanką w naszym łóżku itp. Mogę też powiedzieć "wiem" , że jest taka wyspa jak Madagaskar (mimo , że jej nie widziałam na oczy) , bo oglądałam o niej dużo filmów, czytałam książki, a poza tym moja ciocia mieszka w stolicy Madagaskaru Antananarywie. Dalej musimy już opierać się na wierze,lub zaufaniu do badań naukowych. I wtedy możemy mówić: "wiem" że palenie tytoniu w dużym stopniu przyczynia się statystycznie rzecz biorąc do powstania raka płuca, albowiem badania naukowe potwierdzają taką zależność. To, że mój dziadek palił 3 paczki papierosów dziennie od dwunastego roku życia i dożył w znakomitym zdrowiu 105 lat nie chwieje tą wiedzą, albowiem uzmysławiam sobie, że mój dziadek był tylko wyjątkiem od ogólnej reguły. > Przytaczanie własnej tezy jako ogólnej, gdy tymczasem powinna być obarczona cudzysłowem "moim zdaniem", bądź "w mojej opinii". Ale to "moje zdanie" lub "opinia" powinny być także podparte jakimś argumentem. Bo same, jako takie, nie mają praktycznie żadnej wartości. Chyba, że dotyczą osobistych gustów typu: "Moim zdaniem ogórkowa jest lepsza na kaca niż kapuśniak".
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
|  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >> Mówienie "wiem", gdy się "nie wie". >Słowo "wiem" możemy wypowiedzieć wtedy, kiedy sami coś sprawdziliśmy naocznie. A i to nie w każdym wypadku. Oj, nie przesadzaj Grabowska - sprowadzasz rzecz do absurdu.
> Dalej musimy już opierać się na wierze, lub zaufaniu do badań naukowych. Jest jeszcze coś takiego jak logika i rozum. W ten sposób możesz dojść do przekonania, że w powietrzu jest tlen, choć go nie widać (pomyśl, jak to sfalsyfikować w domowych warunkach - dwutlenku węgla też nie widać, uprzedzam).
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Jest jeszcze coś takiego jak logika i rozum. Za pomocą logiki i rozumu nie stwierdzę, że w powietrzu jest jakiś gaz. Tlen, czy dwutlenek węgla, a jeszcze gorszy ,tlenek. To mogę stwierdzić za pomocą odpowiednich przyrządów czy innej analizy chemicznej. Logika służy nam do tego , aby, jak to Boy pisał: "każdy mówi o czym innym, jak zwykle w życiu rodzinnym" - czyli nie pieprzyć bez sensu. Nie wypowiadać zdań przeczących sobie wzajemnie , definiować pojęcia, których się używa, nie uogólniać, nie prezentować części zjawiska jako jego całości, posiadać wiedzę na temat zagadnienia o którym się rozprawia i nie robić błędów w myśleniu.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | |  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Skoro Ty nie stwierdzisz, to świadczy o Tobie. Przydałaby Ci się jeszcze nauka czytania ze zrozumieniem.
Ja stwierdzę - w domowych warunkach wystarcza do tego talerzyk, woda, szklana misa (lub kubek lub coś podobnego), świeczka, zapałki. No i oczywiście rozum. Jak brakuje rozumu, to powyższe akcesoria same z siebie doprowadzą donikąd.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > wystarcza do tego talerzyk, woda, szklana misa Nie widzę tu między nami specjalnej różnicy, przecież napisałam: "To mogę stwierdzić za pomocą odpowiednich przyrządów". A czy to będzie misa czy jakiś czujnik to wszystko jedno. Chodziło mi o to,że za pomocą samego rozumu, siedząc w fotelu i patrząc w sufit , tego nie stwierdzę. Ale na przykład mogę jak Sherlock Holmes, dojść do wniosku "kto zabił" rozważając za pomocą tylko samego rozumu okoliczności wydarzenia.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Przyrządy, które opisałem same z siebie nic nie stwierdzają. Dopiero rozum i logika.
Ale zgoda, sam rozum, bez odrobiny doświadczenia będzie miał przed sobą nieskończoność możliwych dróg.
Niemniej "wiara w naukę", to przesada - idź do Centrum Nauki Kopernik, a sprawdzisz ogromną ilość naukowych stwierdzeń i twierdzeń. Zresztą jest nawet lepiej - komputer sam z siebie potwierdza część nauki, a internet daje możliwości sprawdzania o jakich człowiek 20 lat temu nie mógł marzyć. Nie jesteś ograniczony dogmatycznością wiary. W większośći ogranicza Cię Twoja ciekawość lub wygodnictwo.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Ale zgoda, sam rozum, bez odrobiny doświadczenia będzie miał przed sobą nieskończoność możliwych dróg. Zazwyczaj ma niestety święte księgi, albo ich parafrazy (niekiedy "ateistyczne")
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Dalej musimy już opierać się na wierze,lub zaufaniu do badań naukowych....
Dalej? Bliżej! Bez lustra widzisz tylko czubek swego nosa i tak na dobrą sprawę nie wiesz, skąd się bierze.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A także wymaganie argumentów od innych bez podania swoich...
|
|
2 na 2 | Koraszewski (82900 punktów) | >Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i zboczenia. < Bez wątpienia największą herezją wobec Nauki Kościoła Wielkiego Niebytu, która jest uporządkowana w księgach Ateistów-Apostołów, są próby stworzenia Kościoła Potwora Spaghetti. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że liczne herezje od ateistycznej ortodoksji są karane przez indywidualne a czasem grupowe pokazywanie języka i polemiki. Ortodoksyjni ateiści potrafią grubiańsko krytykować, a nawet wyśmiewać swoich heretyków. Zwróćmy uwagę na to, z jaka pogardą spotyka się NOMO, czyli wiara w odrębne magisteria. Dogmatyczne odrzucenie dwoistości ludzkiego umysłu wskazuje na to, że ortodoksyjni ateiści są zamknięci na światło dwoistości. O całej sprawie więcej mógłby powiedzieć prof. dr. hab. Zbigniew Mikołejko, ateista przy Polskiej Akademii Nauk, prześladowany przez ortodoksów za swoją, jakże odmienną, interpretacje ateizmu.
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > O całej sprawie więcej mógłby powiedzieć prof. dr. hab. Zbigniew Mikołejko, ateista Zdarza mi się słuchać Zbigniewa Mikołejki ,szczególnie w audycjach radia TOK FM. Jest na pewno religioznawcą, czy też filozofem religii, ale czy ateistą, to już taka do końca pewna bym nie była. Leszek Kołakowski też był, zdaje się, ateistą czy agnostykiem, a potem patrzę, a tu krzyż na jego grobie na Powązkach stoi.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
|  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >Leszek Kołakowski też był, zdaje się, ateistą czy agnostykiem, a potem patrzę, a tu krzyż na jego grobie na Powązkach stoi.
A co, popiersie Lenina miał sobie strzelić na nagrobku? Skoro ateiści nawet papieżami bywali, to cóż się biednego Kołakowskiego czepiasz.
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | NOMA będzie przeze mnie uparcie podważana, dopóki nie udowodni (na gruncie naszej kultury) iż nie jest chrześcijańtwem. Nawet tutaj ujrzałem trop. Dualizm. W chrześcijaństwie jest, nie każdy hinduista uprawiający NOMA by na to wpadł.
Moim zdaniem na gruncie naszej kultury mamy dalej chrześcijaństwo, nie NOMA. Religia wiary w wiarę nieśmiertelności miewa różne formy. Istotne jest kotłowanie się między zwątpieniem a wiarą w hotelik zmartwychwstania. Bóg tutaj jest dekoracją, więc nawet jak się rzeczywiście porzuca teizm, pozosaje niekiedy taki monodram.
Nie nazywam NOMA "herezją", bo chrześcijańtwo nie jest żadną herezją w stosunku do ateizmu. Tak samo jak baśń o sierotce Marysi nie jest herezją w stosunku do teleskopu Hubble'a.
|
|
3 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | > 1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w> rodzaju wiary, tylko à rebours.Teistą już byłem, a z obecnych pozycji agnostycznych, trudno mi jest oceniać odczucia wewnętrzne ateistów. Myślę, że jak twierdzą, że to nie jest wiara, to trzeba im wierzyć. Wprawdzie ateiści nie mają jakiegoś wiążącego systemu wartości, który obligował by ich do mówienia prawdy, ale przecież trzeba mieć zaufanie do ludzi.  > 2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i> zboczenia.Tak samo. Trzeba by się zapytać jakiegoś ateisty, czy przeszkadza mu to, że inny ateista nie wierzy bardziej w innego Boga niż on. Zauważyłem, że większość ateistów na tym forum najbardziej nie wierzy w Boga chrześciańskiego, więc być może jak ktoś bardziej nie wierzy w innego (np. Krysznę), to dla większości, która przede wszystkim nie wierzy w Boga chrześciańskiego, jest to herezja.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wszystkie topiki tak samo inspirują
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > ateiści nie mają jakiegoś wiążącego systemu wartości A kto go ma? Chrześcijanie X przykazań? Czcij ojca swego i matkę swoją! To ateiści nie czczą? Czczą! Tak samo jak chrześcijanie. Chociaż nic ich nie wiąże. Albo i nie czczą, tak jak niektórzy chrześcijanie, chociaż niby są związani. > większość ateistów na tym forum najbardziej nie wierzy w Boga chrześcijańskiego Może o nim najczęściej dyskutują z wierzącymi, tak jak można rozprawiać o smokach i krasnoludkach z dziećmi. Ale nie wierzą też w Allaha , Zeusa i Jahwe.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
|  | | Rigoletto (3891 punktów) | > > ateiści nie mają jakiegoś wiążącego systemu wartości> A kto go ma? Chrześcijanie X przykazań? Czcij ojca swego i matkę swoją! To ateiści nie czczą? Czczą! Tak samo jak chrześcijanie. Chociaż nic ich nie wiąże.No właśnie, nie wiąże. O tym właśnie pisałem. > Albo i nie czczą, tak jak niektórzy chrześcijanie, chociaż niby są związani.Ale ci ostatni przynajmniej powinni mieć wyrzuty sumienia.  > > większość ateistów na tym forum najbardziej nie wierzy w Boga chrześcijańskiego> Może o nim najczęściej dyskutują z wierzącymi, tak jak można rozprawiać o smokach i krasnoludkach z dziećmi. Ale nie wierzą też w Allaha , Zeusa i Jahwe.A to już ich trzeba zapytać, w którego boga nie wierzą bardziej. Niemniej jednak nie widziałem jeszcze aby któryś z tutejszych deklarował, że nie wierzy w Krysznę, a w Boga i owszem, więc jednak chyba w Boga bardziej nie wierzą niż w Krysznę.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Ale ci ostatni przynajmniej powinni mieć wyrzuty sumienia Wyrzuty sumienia nie są związane jedynie z chrześcijaństwem. Ono raczej wzbudza poczucie winy. Jakiś Papuas z Nowej Gwinei też ma wyrzuty sumienia jak matkę lub ojca ukrzywdzi.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Wyrzuty sumienia nie są związane jedynie z chrześcijaństwem. Ono raczej wzbudza poczucie winy.
Konsekwentny chrześcianin, nie powinien przejść wobec wyrzutów sumienia obojętnie. Ale osoba, która konsekwentnie stosuje materialistyczny światopogląd, doskonale wie, że "wyrzuty sumienia" to tylko wynik reakcji biochemicznych w organizmie. Kiedyś po prostu będzie się brało na to pastylkę. Albo nawet lepiej, będzie coś w rodzaju szczepionki np. dla żołnierzy albo komorników, aby nie musieli mieć poczucia winy, w związku z wykonywanymi obowiązkami.
>Jakiś Papuas z Nowej Gwinei też ma wyrzuty sumienia jak matkę lub ojca ukrzywdzi.
To zależy o indywidualnej oceny dobra i zła. Taki Pawka Morozow, czuł się zapewne wielce podbudowany moralnie, po tym jak "ukrzywdził" rodziców. A taki Hitler, pewnie przed śmiercią miał strasznego kaca moralnego, z powodu tego, że nie udało mu się zrealizować do końca "ostatecznego rozwiązania".
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Taki Pawka MorozowWidziałam kiedyś w TV film dokumentalny na temat owego Pawki. To wszystko o nim to oczywiście legenda. pl.wikipedia.org/wiki/Pawka_Morozow.> A taki HitlerNie mówmy o wyjątkach. > Kiedyś po prostu będzie się brało na to pastylkę.A dzisiaj można wypić pół litra. > szczepionki np. dla żołnierzyRuscy poili swoich sołdatów wódką, a jeszcze z tyłu za odziałem leciał z odbezpieczonym pistoletem NKWDzista i jak jakiś żołnierz miał wyrzuty sumienia to mu strzelał w łeb. > albo komornikówKomornik dostaje zastrzyk. Gotówki!
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > > Taki Pawka Morozow> Widziałam kiedyś w TV film dokumentalny na temat owego Pawki. To wszystko o nim to oczywiście legenda. pl.wikipedia.org/wiki/Pawka_Morozow.Pod linkiem, który podajesz nie ma żadnego hasła. Nawet zakładając, że w tym przypadku jest to legenda, to na pewno podobne zachowania mają miejsce. > > A taki Hitler> Nie mówmy o wyjątkach.Rozejrzyj się dookoła. Na świecie jest pełno osobników, którzy prześladują innych i jeszcze uważają, że tak trzeba. > > Kiedyś po prostu będzie się brało na to pastylkę.> A dzisiaj można wypić pół litra.> > szczepionki np. dla żołnierzy> Ruscy poili swoich sołdatów wódką, a jeszcze z tyłu za odziałem leciał z odbezpieczonym pistoletem NKWDzista i jak jakiś żołnierz miał wyrzuty sumienia to mu strzelał w łeb.No i widzisz. Mało naukowe metody mieli...
|
|
| | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Pod linkiem, który podajesz nie ma żadnego hasła. To taka technika. Wpisz w takim razie w Wiki normalnie PAWKA MOROZOW.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >> Pod linkiem, który podajesz nie ma żadnego hasła. >To taka technika. Wpisz w takim razie w Wiki normalnie PAWKA MOROZOW.
O.K. Jest. Tyle, że z hasła wynika, że nie wiadomo jak było.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >O.K. Jest. Tyle, że z hasła wynika, że nie wiadomo jak było. A ja widziałam film dokumentalny, bodajże fiński. Oni tam pojechali gdzie Pawka mieszkał i przepytywali ludzi co jeszcze pamiętali te czasy i wyszło im, że " cały konflikt i jego( Pawki) zabójstwo miały charakter wyłącznie rodzinnej tragedii. Już nie pamiętam o co tam chodziło, ale nie o donoszenie na rodziców. Zresztą jest to mało prawdopodobne psychologicznie. Dzieci na ogół stoją murem za swoimi rodzicami, choćby o nich najgorsze rzeczy mówiono lub choćby ci rodzice byli najgorsi. Wystarczy posłuchać dzieci z Domów Dziecka.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Dzieci na ogół stoją murem za swoimi rodzicami,
Na ogół. Czasem się to zmienia w momencie kiedy ukochany synek jest duży i silny, a mamusia nie chce się podzielić z nim swoją rentą.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wierzę w Krysznę, deklarowałem też już moją niewiarę w Sziwę. Uważam też, że słownikowa teizmu jest obciążona religią chrześcijańską. Nie ma w niej Bogini, ani Bogów monoteistycznych (a przecież tylu ich jest wymyślonych!).
Celowo piszę z "B", bowiem uważam że mam prawo do "b" w każdej sytuacji, ale chcę tylko pokazać przekręt tej sytuacji. Moim zdaniem albo powinno być Bogowie (jak Czesi) bo to nader liczna populacja (zarówno monoteistyczna, jak i politeistyczna), albo bogowie (również z monoteistycznymi) i tak samo Boginie lub boginie.
Ale pozostając przy uporze naćpanych religią leksykologów i zakładając B przy monoteizmach i b przy politeizmach powinno być.
Bogini - monoteistyczna bogini Bóg - monoteistyczny bóg Bogowie - monoteistyczni bogowie, monoteistyczni bogowie i boginie, monoteistyczni bogowie i boginie w większości i politeistyczni bogowie i boginie w mniejszości Boginie - monoteistyczne boginie, monoteistyczne boginie i politeistyczni bogowie/bogini w mniejszości bóg - politeistyczny bóg bogini - politeistyczna bogini bogowie - politeistyczni bogowie i boginie, ew. z monoteistycznymi bogami/boginiami w mniejszości boginie - politeistyczne boginie, ew. jak wyżej
Dodatkowo miesza dominacja rodzaju męskiego nad żeńskim w naszym języków. To znaczy facet nadaje rodzaj męski nawet większościowej grupie kobiet. W większości języków indoeropejskich tak jest.
|
|
| | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Nie wierzę w Krysznę, deklarowałem też już moją niewiarę w Sziwę. >Uważam też, że słownikowa teizmu jest obciążona religią chrześcijańską. Nie ma w niej Bogini, ani Bogów monoteistycznych (a przecież tylu ich jest wymyślonych!).
Czyżby a definicję w Wiki czytałeś?
"Teizm (gr. θεoς theos - bóg) to wiara w istnienie Boga, bogów lub bogiń, którzy są osobami ingerującymi w losy świata lub jest on ich dziełem; czuwającymi nad biegiem wydarzeń lub podtrzymującymi świat w istnieniu. Antonimem wyrazu "teizm" jest słowo "ateizm", czyli zaprzeczenie istnienia Boga/bogów."
>Celowo piszę z "B", bowiem uważam że mam prawo do "b" w każdej sytuacji, ale chcę tylko pokazać przekręt tej sytuacji. Moim zdaniem albo powinno być Bogowie (jak Czesi) bo to nader liczna populacja (zarówno monoteistyczna, jak i politeistyczna), albo bogowie (również z monoteistycznymi) i tak samo Boginie lub boginie.
To tylko kwestie zasady pisowni. W języku niemieckim wszystkie rzeczowniki, pisze się z wielkiej litery, ale to nie wynika z jakiegoś szacunku Niemców do stołów czy grzebieni. Czy pisanie z wielkiej litery słowa Allah też może przeszkadzać?
>Dodatkowo miesza dominacja rodzaju męskiego nad żeńskim w naszym języków. To znaczy facet nadaje rodzaj męski nawet większościowej grupie kobiet. W większości języków indoeropejskich tak jest.
No cóż zrobić, widocznie takie są konsekwencje dymorfizmu płciowego u naszego gatunku.
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A tu widzisz, Allach zawsze pisze się z małej litery w oryginalnym języku. A w naszym języku imiona i nazwiska z dużej - mamy Hitlera, Jahwe, Allacha, Franco, Mussoliniego, Corteza, Torquemadę, Benedykta XVI...
Natomiast tego, że ponoć po polsku Bóg to Jahwe, a bóg to Kriszna, Sziwa, etc., tego nie mogę przełknąć.
|
|
| | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >A tu widzisz, Allach zawsze pisze się z małej litery w oryginalnym języku. A w naszym języku imiona i nazwiska z dużej - mamy Hitlera, Jahwe, Allacha, Franco, Mussoliniego, Corteza, Torquemadę, Benedykta XVI... >Natomiast tego, że ponoć po polsku Bóg to Jahwe, a bóg to Kriszna, Sziwa, etc., tego nie mogę przełknąć.
Właśnie, to kwestia językowa. Słowo, Bóg jest traktowane w przypadku boga chrześcian, jak imię własne, tak jak Allah (choć Allah to też nic innego jak bóg). Pisanie o Bogu per Jahwe, jest już nieprecyzyjne, bo samo Jahwe, wskazuje na boga Starego Testamentu,a u chrześcian pod pojęciem Boga, kryje się coś innego.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Allach to nie do końca bóg w języku arabskim. To raczej zlepek, coś w stylu Tobóg. Jeśli chodzi o pisownie Bóg po polsku to skandal, bo przywłaszczono sobie rzeczownik pospolity, wielką literą wyróźniając "JEDYNIE PRAWDZIWEGO". A słownik nie powinien być katechizmem. Użycie słowa bóg po polsku łamie moim zdaniem prawo. Jest to czysta dyskryminacja Polaków wyznających inne religie i ateistów. Już tłumaczę. Zgodnie z zasadami pisowni, każdy katol może napisać o Sziwie "bóg". Jednocześnie hinduista nie może nie popełnić błędu pisząc "bóg" o bogu chrześcijan.
|
|
| | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Allach to nie do końca bóg w języku arabskim. To raczej zlepek, coś w stylu Tobóg. Jeśli chodzi o pisownie Bóg po polsku to skandal, bo przywłaszczono sobie rzeczownik pospolity, wielką literą wyróźniając "JEDYNIE PRAWDZIWEGO". A słownik nie powinien być katechizmem. Użycie słowa bóg po polsku łamie moim zdaniem prawo.Poważnie? Jest taki paragraf? Jak chcesz to pisz z małej litery. > Jest to czysta dyskryminacja Polaków wyznających inne religie i ateistów. Już tłumaczę. Zgodnie z zasadami pisowni, każdy katol może napisać o Sziwie "bóg".> Jednocześnie hinduista nie może nie popełnić błędu pisząc "bóg" o bogu chrześcijan.Dalczego nie napisałeś hindol? Czyżbyś bardziej nielubił katolików? Oj, coś mi się wydaję, że jednak bardziej nie wierzysz w Boga niż w boga Sziwę.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | hindol (znaczy huśtawka w hindi, ale ok  )
|
|
| | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > hindol (znaczy huśtawka w hindi, ale ok )Nawet pasuje.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A użyłem kotola, bowiem to oni przywłaszczyli sobie zupełnie bezprawnie słownik mojego języka... Więc gdy myślę o słowniku, oni mnie najbardziej irytują.
|
|
1 na 1 Marlow (163 punktów) (zablokowany) | > 1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w> rodzaju wiary, tylko à rebours.A nie jest?  I nie wiem, skąd to oburzenie. Przecież na tym portalu nikt zdaje się nie protestował przeciwko wiekopomnemu stwierdzeniu części organizatorów sławetnego MAiA, i tu cytuję: ''ateizm jest rodzajem wiary'' . Ba, zdecydowana większość chwacko maszerowała i jakoś te czerwone sztandary Racji im nie przeszkadzały  Ot i logika dziejów... > 2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i> zboczenia.Zgadza się. Tylko obawiam się, że owe zboczenia wymykają się reprezentacji neuronalnej.  > 3.Jakie państwo dostrzegacie inne takie dewiacje (herezje) oprócz zauważonej przeze mnie> paralelnej do materialistycznego monizmu metafizycznej substancji mentalnej?Obawiam się że materialistyczny monizm jest również metafizyką ( i to patykiem pisaną), zwłaszcza w wykonaniu co poniektórych użytkowników tego forum. Dorzucam od siebie sektę ateistów słownikowych, do której mam zaszczyt przynależeć. Sekta ta, jest solą w oku Nowego Ateizmu, zwanego również ''Organizacją''. Jak potwierdza jeden z ojców załozycieli ''Organizacji'' PZ Myers, nasza sekta jest przeszkodą nie do przezwyciężenia podczas praktykowania ateizmu (sic!)i jej wraży opór uniemożliwia członkom "Organizacji" osiągniecie orgazmu.
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
 | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | > >1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w rodzaju wiary, tylko à rebours.> A nie jest? Nie jest. Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
|  | 1 na 1 Marlow (163 punktów) (zablokowany) |
>Nie jest.
Ale czy aby na pewno nie jest? Czy można tego być pewnym, powiedzmy na 99%? A teraz na poważnie. Jako słownikowy, wiem że nie jest, ale najbardziej interesuje mnie uzasadnienie tych, którzy najpierw zdrowo namieszają, a potem nie wiedzą co dalej. I nie zawsze to wynika z nieznajomości, słów, definicji itd.
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
| |  | 5 na 5 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Nie jest. >Ale czy aby na pewno nie jest? >Czy można tego być pewnym, powiedzmy na 99%? Ja jestem pewny na 100%, bo mówię o własnym ateizmie.
>Jako słownikowy, wiem że nie jest, ale najbardziej interesuje mnie uzasadnienie tych, którzy najpierw zdrowo namieszają, a potem nie wiedzą co dalej. >I nie zawsze to wynika z nieznajomości, słów, definicji itd. Do istnienia mego ateizmu nie jest potrzebny ani "bóg", ani "brak boga". Stwierdzenie "brak boga" jest moją reakcją na próbę wmawiania mi "boga". Ja sam z siebie nie zajmuję się "bogiem" - jestem natomiast czesto do tego 'zmuszany'. Pierwotnym moim zainteresowaniem jest sam świat i ja jako jego element.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Rafaela (2059 punktów) | >Ja sam z siebie nie zajmuję się "bogiem" - jestem natomiast czesto do tego 'zmuszany'. Właśnie tak jest, a nie powinno!
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
| | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Pierwotnym moim zainteresowaniem jest sam świat i ja jako jego element.
Zdaje się, że trzeba rozróżnić dyskurs o świecie i dyskursy na odczepnego: o bogach, teizmie, ateizmie i innych pierdołach.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | Marlow (163 punktów) (zablokowany) |
>Do istnienia mego ateizmu nie jest potrzebny ani "bóg", ani "brak boga".
Ech... Skoro tak, to po co ''ateizm''? Kładziesz nacisk na ''mój''. Czy wynika z tego, że jest on jakimś szczególnym przypadkiem ''ateizmu''?
>Stwierdzenie "brak boga" jest moją reakcją na próbę wmawiania mi "boga". >Ja sam z siebie nie zajmuję się "bogiem" - jestem natomiast czesto do tego 'zmuszany'. >Pierwotnym moim zainteresowaniem jest sam świat i ja jako jego element.
No to mamy mały pasztet: sfera sacrum jest tak agresywna, że niejako ''wymusza'' na tobie bycie ateistą ( z naciskiem na aspekt indywidualny ), co jest sprzeczne z ''Do istnienia''. No chyba że masz na myśli dość modne ostatnimi czasy określenie ''apateizm'' i to właśnie należałoby podstawić zamiast ''ateizm''.
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
| | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Nie wydaje mi się, by jakiekolwiek doprecyzowanie było potrzebne. Zachowujesz się, jak ci, co wmawiają mi boga, sfery sacrum i inne pierdoły. Zmuszasz mnie bym odpowiedział - nie ma miejsca w moim widzeniu świata na boga. Chcesz koniecznie bym się definiował względem czegoś. Po co? Które miejsce mojej poprzedniej wypowiedzi było niezrozumiałe?
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) |
> No chyba że masz na myśli dość modne ostatnimi czasy określenie ''apateizm'' i to właśnie należałoby podstawić zamiast ''ateizm''.Albo mniej znany - ignostycyzm  Bardzo podobny, a jednak nie tożsamy. Apateista będzie dyskutował o Bogu, ignostyk nie będzie, bo polegnie ze zmęczenia  Chyba, że to wyjątkowo silne bydlę- naonczas wqrwiony indagowaniem da popalić!
|
|
| |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Postawioną tezę (ateizm jako religia) obala jeden przypadek ateizmu, który nie jest religią. Nie potrzebuję się rozwodzić nad tym,co powinno, a co nie powinno.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli nie używa się krytycznego myślenia ogólnie, w różnych dziedzinach swej refleksji, ateizm musi stać się wtedy rodzajem wiary, gdyż opiera się głównie na emocjach (nie lubię księży etc.). Niektórzy nieracjonalni ateiści przyjmują na wiarę równe ludziom wierzącym absurdy.
|
|
 | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) |
>Dorzucam od siebie sektę ateistów słownikowych, do której mam zaszczyt przynależeć. >Sekta ta, jest solą w oku Nowego Ateizmu, zwanego również ''Organizacją''. Jak >potwierdza jeden z ojców załozycieli ''Organizacji'' PZ Myers, nasza sekta jest >przeszkodą nie do przezwyciężenia podczas praktykowania ateizmu (sic!)i jej wraży >opór uniemożliwia członkom "Organizacji" osiągniecie orgazmu. Czy można prosić o źródło, odnośnik do tezy autora?
|
|
|  | Marlow (163 punktów) (zablokowany) | |
|
3 na 3 Krzysztof Jóźwiak (20202 punktów) (zablokowany) | Proponuję za twierdzenie, że "Ateizm jest wiarą" (choćby specyficzną) rozpalić stos dla bluźniercy  Bo jeśli ateizm jest wiarą to wszystko jest na wiarę. A czy ktoś w to uwierzy !?
Największy błąd popełnia ten, kto sądzi, że nieskończoność to jakaś bardzo duża liczba
|
|
 | damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | > Proponuję za twierdzenie, że "Ateizm jest wiarą" (choćby specyficzną) rozpalić stos dla bluźniercy  To kiedy macie zamiar mnie upiec? > Bo jeśli ateizm jest wiarą to wszystko jest na wiarę. A czy ktoś w to uwierzy !?Ja tak wierze...wróć...ja tak myślę...wróć...ja tak wiem...jeszcze raz wróć...ja tak uznaje..
|
|
|  | Krzysztof Jóźwiak (20202 punktów) (zablokowany) | > >Proponuję za twierdzenie, że "Ateizm jest wiarą" (choćby specyficzną) rozpalić stos dla bluźniercy  > To kiedy macie zamiar mnie upiec?Już niedługo, bój się. > >Bo jeśli ateizm jest wiarą to wszystko jest na wiarę. A czy ktoś w to uwierzy !?> Ja tak wierze...wróć...ja tak myślę...wróć...ja tak wiem...jeszcze raz wróć...ja tak uznaje..Wiesz co to jest sarkazm ? 
Największy błąd popełnia ten, kto sądzi, że nieskończoność to jakaś bardzo duża liczba
|
|
| Marcuch (664 punktów) | > 1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w> rodzaju wiary, tylko à rebours.> 2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i> zboczenia.Błąd pojęciowy, Pani prof. Herezja to odstępstwo od oficjalnej DOKTRYNY, nie od wiary, która jest czymś prywatnym. Wiara jest subiektywna, indywidualna, spontaniczna. Doktryna jest intersubiektywna, zbiorowa, wykoncypowana. Jeśli ateizm doczeka się doktryny, "szkoły", "księgi", czy innego zbioru tez podzielanych przez jakąś grupę ateistów rzekomo tylko z tego powodu, że są ateistami - to ci doktrynalni ateiści będą mieli prawo orzec, że tamci inni tam, be, co to nazywają się ateistami, a nie uznają księgi - są heretykami. Nie ma herezji "czystego" [a]teizmu, bo jedyne odstępstwo polegać mogłoby jedynie na negacji. Ale cóż: po raz kolejny dostrzegam tutaj mylenie prostych założeń metafizycznych ze skomplikowanymi systemami religijnymi (zrzęda). Jakżesz ten katolicyzm zalazł ludziom za skórę... Jeśli ktoś rozumie dosłownie, że herezja to "łodstympstwo łod wiary", to znak, że uległ jakiejś kościelny propagandzie.  [A]teizm musi wpadać w tę samą kategorię "ideową", co jego przeciwieństwo z czysto chłopskorozumowych względów. Nie jest teorią naukową bo nie spełnia wymogów metodologii naukowej, nie jest wnioskiem analitycznym, nie jest ideologią bo za prosty, nie jest hipotezą, nie jest pytaniem. Jest "aksjomatem", podstawowym przekonaniem w światopoglądzie człowieka i jako podstawowy jest ipso facto bezpodstawny, jak na prawdziwą wiarę przystało. Powiedziałbym, że ateizm to taki teizm, tylko o przeciwnym spinie.  Ale zaraz zaraz: dlaczegóż to ksiądz w kościele po odmówieniu przez wiernych wyznania doktryny mówi "Taka jest nasza wiara.", skoro wiara jest czymś indywidualnym? Wmawia coś ludziom? Ma wgląd w ich umysły? Albo, paralelnie: dlaczego ateista pyta innych o jakieś wspólne mianowniki, ateistyczną etykę, o jakiś ateistyczny "nasz system" tez i norm, skoro ateistyczna wiara też jest czymś jednostkowym i subiektywnym? Otóż, w mej możliwie przychylnej interpretacji, obaj wyrażają nadzieję, że wszyscy ich pobratymcy mówią do nich szczerze i podzielają pewne przekonania, czyli, że istnieje intersubiektywnie określony zbiór tez (związanych z tezą [a]teizmu), który mogliby nazywać "naszym". A dopiero stąd droga do zbudowania doktryny i automatycznie herezji.
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Błąd pojęciowy Herezja w innym , bardziej popularnym znaczeniu może oznaczać «odstępstwo od powszechnie przyjętego poglądu». > ateizm jest ipso facto bezpodstawny, jak na prawdziwą wiarę przystało. Ateizm nie tak do końca jest bezpodstawny , albowiem stwierdza on niemożność istnienia np. Boga chrześcijańskiego. W wierze, w doktrynie, czy jak tam zechcesz to nazwać, chrześcijańskiej istnieje tyle sprzeczności i absurdów, że niejako one same eliminują Boga z tejże wiary. Sam Tertulian dostrzegał te absurdy. Po prostu jak się człowiek przez chwilę chociaż zastanowi,i zrewiduje to co wie o świecie, to musi dojść do nieuchronnego wniosku, że coś takiego jak Bóg jest sprzeczne samo w sobie i niemożliwe. Ateizm więc jest o tyle bezpodstawny, że ateista nie ma żadnych podstaw aby wierzyć w jakiegokolwiek Boga. Natomiast wierzący uważają, że takie podstawy mają. Np. tzw. cuda uważają za widoczny znak od Boga, albo uważają, że człowiek jest tak skomplikowaną istotą, że to niemożliwe, aby ot tak sobie powstał "od małpy". Że tu musiała być interwencja siły wyższej, wyższej inteligencji, czyli Boga. > ateistyczną etykę A jest ateistyczna etyka? Ja słyszałam o religijnej i świeckiej. > "Taka jest nasza wiara." wiara 1. «określona religia lub wyznanie; też: przekonanie o istnieniu Boga» 3. «przeświadczenie, że istnieją istoty lub zjawiska nadprzyrodzone» > Nie ma herezji "czystego" [a]teizmu, bo jedyne odstępstwo polegać mogłoby jedynie na negacji. Ateizm zaprzecza istnieniu Boga, ale według mnie dalszą jego konsekwencją jest zaprzeczanie wszelkiej duchowości, niematerialności, nadprzyrodzoności. Prawdziwy ateista nie tylko "nie wierzy" w Boga, ale i nie wierzy w horoskopy, tarota, telepatię i telekinezę, bilokację itp. itd. Dlatego nazwałabym heretykiem ateizmu kogoś, kto mówi, że co prawda to on w Boga nie wierzy, ale w tarocie to coś musi być. Albo, że nasza samoświadomość ma jakieś inne podłoże niż materialne.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
|  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:«przeświadczenie, że istnieją istoty lub zjawiska nadprzyrodzone» I tu można wymienić wierzenia niektórych ateistów. Na przykład mentalny metafizyczny wymiar umieszczany poza monizmem materialistycznym nauki, albo świadomość mająca się zawierać w dwóch neuronach, lub rzece genów, lub w atomach. Albo przekonanie, iż dowolna ilość danej substancji ma podobne właściwości (stąd zapewne dwa świadome neurony, skoro ludzki mózg jest świadomy). Na tym ostatnim przekonaniu a rebours bazuje homeopatia, ale obecnie jest niemodna nawet wśród wierzących ateistów.
|
|
5 na 5 | Grimar (1210 punktów) |
>3.Jakie państwo dostrzegacie inne takie dewiacje (herezje) oprócz zauważonej przeze mnie
1. XIX-wieczne, pozytywistyczne rozumienie nauki(zbawcza funkcja biologii, metodologia nauk przyrodniczych jako wszech-metodologia). 2. Utożsamienie rozumu wyłącznie z tzw. zdrowym rozsądkiem 3. Syndrom oblężonej twierdzy 4. Zafiksowanie na krytyce religii (bo to banalny i niewymagający intelektualnego wysiłku obiekt do bicia), a niedostrzeganie problemów związanych np. z nowoczesnymi procesami racjonalizacji. Inaczej mówiąc - niezgoda rozumu na przemyślenie własnego myślenia (co byłoby stricte rozumne). 5. Utożsamienie przedmiotu myślenia z treścią myślenia (np: "Boga na pewno nie ma, bo potrafimy pokazać skąd się bierze w umyśle pojęcie Boga") 6. Mylenie metodologii naturalistycznej z naturalistyczną ontologią (mylenie naturalizmu nauk z ateizmem)
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Część z tych dewiacji popełniają także drzewa za moim oknem (a raczej palmy), świerszcze (a raczej cykady), oraz inne takie... Wraz z całą naturą lubię być dewiantem i nie upajać się mszalnym winem z nową metką.
|
|
 | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >1.pozytywistyczne rozumienie nauki
Był to jeden z ważniejszych etapów nauki (chociażby wpływ Macha na Einsteina). A następnie jego kontynuacja w neopozytywizmie, którego maniera uprawiania nauki obecna jest do dzisiaj (techniki logiczne).
>2. Utożsamienie rozumu wyłącznie z tzw. zdrowym rozsądkiem.
A o jakim jeszcze rozsądku można mówić?
>5. Utożsamienie przedmiotu myślenia z treścią myślenia...
Jak pokazuje chociażby radykalny konstruktywizm (Maturana, Varela) można skutecznie myśleć naukowo w takim paradygmacie. Wcześniej podobnie uważał Mach (do którego z pozycji obiektywnego materializmu doczepiał się Lenin), dzięki któremu samoloty rozwijają dzisiaj prędkość kilku machów.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
2 na 2 | Humanożerca (481 punktów) | >1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w >rodzaju wiary, tylko à rebours. Nie wiem, czy zaliczam się do tej grupy, rzadko się udzielam. >2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i > zboczenia. I owszem. >3.Jakie państwo dostrzegacie inne takie dewiacje (herezje) oprócz zauważonej przeze mnie Jaką zauważyłaś? Ja uznaję za "herezję" ateizmu, każdy taki ateizm, którego zwolennik wygłasza jakąś autentyczną pośrednią lub bezpośrednią pochwałę pod adresem religii, czy też niezbyt konsekwentnie ją odrzuca. Daję cudzysłowy, bo wiem, że formalizacja mniejsza w środowisku itp.
Ponadto, jeśli się nie mylę a samym tym forum, jest taki jeden "inkwizytor", który posądza innych ateistów o pewną postać wiary w nieśmiertelność duszy.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ale tylko niektórych.
|
|
|  | 1 na 1 | Humanożerca (481 punktów) | |
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mam nadzieję, że nic. W przypadku osób wyrastających z ideologii chrześcijańskiej azaświatyzm jest dużo ważniejszy od ateizmu.
|
|
| | |  | | Humanożerca (481 punktów) | >Mam nadzieję, że nic. Wydało mi się, że się zastrzegałeś. >W przypadku osób wyrastających z ideologii chrześcijańskiej azaświatyzm jest dużo ważniejszy od ateizmu. Być może, lecz całe to twoje ironiczno-pogardliwe pisanie o "hotelikach" na kilometr pachnie zwykłym resentymentem i prywatnym kompleksem. Inaczej mówiąc, jestem skłonny przypisać Ci taki tor myślenia: "Skoro nie mam możliwości żyć wiecznie, więc to przedstawię w kategoriach obskurnego hotelu, sam lepiej się poczuję a przy tym zabawimy się "w krucjatę" kosztem tych, którzy widzą w tym jakąś, choćby i nieosiągalną wartość."
Ps: Pojęcie resentymentu chociaż pochodzi od Nietzschego wśród etyków jest dość powszechne, m.in. za sprawą Schelera.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jedna trzecia ludzkości ćpa opium "Chrystus". Nic się nie zmieni, dopóki nie zacznie się akcja odwykowa. Moim zdaniem to nie są teiści, lecz zaświatowcy. Nie zależy im na bogu, lecz na owym hoteliku. Dlatego pytania o boga nie są dla nich szczególnie istotne. Czasem bywają ateiści będący nadal chrześcijanami z uwagi na zaświaty. Polemika z chrześcijaństwem powinna się odbywać na gruncie azaświatyzmu, a nie ateizmu.
Hotelik nie świadczy o moim resentymencie. Po prostu wiara kontraktowa, nastawiona na chuć wiecznego istnienia jest dla mnie czymś obrzydliwym. Towarzyszą jej tony hipokryzji. Znacznie bardziej szanuję teistów, którzy rzeczywiście kochają jakiegoś zmyślonego boga, zaś zaświaty mają gdzieś w tle. Moim zdaniem raj dla chrześcijan, gdyby istniał i istniał wedle ich zasad, byłby strasznym miejscem, przy którym najbardziej nawet ohydny hotel byłby Arkadią. Kto by trafił do tego chrześcijańskiego raju? Kupcy, gardzący wszystkim poza chucią własnego istnienia dla samego istnienia.
|
|
| | | | |  | | Humanożerca (481 punktów) | > Hotelik nie świadczy o moim resentymencie. Po prostu wiara kontraktowa,Chwileczkę, czy etyka uzasadniona neodarwinizmem sama nie jest oparta na myśleniu przez pryzmat "kontraktu"? W skrócie, bycie dobrym na dłuższą metę przynosi wszystkim maksymalny pożytek, więc przy okazji zaczęto karać tych, co nie przestrzegali reguł "kupieckiej gierki"? > nastawiona na chuć wiecznego istnienia jest dla mnie czymś obrzydliwym. Towarzyszą >jej tony hipokryzji. Znacznie bardziej szanuję teistów, którzy rzeczywiście kochają >jakiegoś zmyślonego boga, zaś zaświaty mają gdzieś w tle.Wiesz, dla mnie jednak pisanie o "chuci" i "hoteliku" pachnie własnym negatywnym nastawieniem, które w żaden konieczny sposób nie wynika z ateizmu. Równie dobrze mógłbyś uważać owo handlarstwo za coś jeszcze rozsądnego w przeciwieństwie do jakiejś czystej fascynacji "zmyślonym bytem". No, chyba, że się za młodu naczytałeś pewnego niemieckiego teologa Dietricha von Hildebranda.  > Moim zdaniem raj dla chrześcijan, gdyby istniał i istniał wedle ich zasad, byłby >strasznym miejscem, przy którym najbardziej nawet ohydny hotel byłby Arkadią. Kto by >trafił do tego chrześcijańskiego raju? Kupcy, gardzący wszystkim poza chucią własnego >istnienia dla samego istnienia.Coś sobie dorabiasz, uczty i nowe Jerozolimy nie świadczą o fascynacji "samym istnieniem".
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | >>Hotelik nie świadczy o moim resentymencie. Po prostu wiara kontraktowa, >Chwileczkę, czy etyka uzasadniona neodarwinizmem sama nie jest oparta na myśleniu przez pryzmat "kontraktu"? W skrócie, bycie dobrym na dłuższą metę przynosi wszystkim maksymalny pożytek, więc przy okazji zaczęto karać tych, co nie przestrzegali reguł "kupieckiej gierki"?
Obserwujemy to zjawisko, ale nie jest ono celem naszej etyki. Wiemy, że etyka wyewoluowała na tej zasadzie. Ta wiedza pozwala ją modyfikować do mniej kupieckich potrzeb. Poza tym nawet nasza behawioralna etyka (zapisana w genach) nie jest tak interesowna jak wiara w hotelik zmarwychwstania zawarta w chrześcijaństwie. W chrześcijaństwie sam Jezus jest chodzącym hotelikiem. To dość niespotykana sytuacja dla wielu innych religii. W etyce behiaworalnej głównym punktem odniesienia jest gen. Zawiera ona wiele altruizmu (w przypadku człowieka) i ów altruizm jest wręcz za mało egoistyczny w stosunku do danej jednostki.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Humanożerca (481 punktów) | >Obserwujemy to zjawisko, ale nie jest ono celem naszej etyki. Co nim jest? Chyba nie chcesz powiedzieć, że etyka pozwala neodarwiniście "wyrwać się" z kręgu procesów czysto ewolucyjnych? >Wiemy, że etyka wyewoluowała na tej zasadzie. Skoro uznaliśmy ową zasadę za etycznie obrzydliwą, okazuje się, że etyka powstała dzięki czemuś etycznie obrzydliwemu, co pachnie paradoksem. >Ta wiedza pozwala ją modyfikować do mniej kupieckich potrzeb. Nie mniej hedonistyczno-kupieckich. Tzn. samo mówienie w kategoriach potrzeby, zaspokajania, wymiany sugeruje kupiectwo. >Poza tym nawet nasza behawioralna etyka (zapisana w genach) nie jest tak interesowna >jak wiara w hotelik zmarwychwstania zawarta w chrześcijaństwie. A teraz na wszelki wypadek się z chrześcijaństwem licytujesz, bo sam wątpisz w te obłe zdania, które napisałeś powyżej? >W etyce behiaworalnej głównym punktem odniesienia jest gen. Zawiera ona wiele >altruizmu (w przypadku człowieka) i ów altruizm jest wręcz za mało egoistyczny w >stosunku do danej jednostki. Nie rozumiem, tu już nie ma nawet metafory, tu jest antropomorfizacja i hipostazowanie genów, czynienie z nich moralnych podmiotów, którym można przypisać egoizm, czy altruizm.
|
|
| astrotaurus (12445 punktów) | > 1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w rodzaju wiary, tylko à rebours.Nie wiem o kim konkretnie mówisz, ale postawa taka jest dość powszechna u teistów. Niby dumni są ze swej wiary, ale jak przypną łatkę swej przypadłości oponentowi bez wiary to mają z tego dziką satysfakcję. "Wiara w nieistnienie Boga" to i tak najłagodniejsze co nas może spotkać. "Ateizm to hitleryzm i stalinizm w jednym " - równie chyba powszechne, choć mniej miłe.  Cóż, w ogóle pojęcie ateizmu dla zaangażowanych niesympatyków bywa dosyć obszerne, zmuszone do dźwigania całego ogromu ich niechęci. Oczywiście kiedy celem jest owej niechęci wyładowanie, a nie rozumne definiowanie dla cywilizowanej komunikacji. > 2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i zboczenia.Nie w jajcarskiej kwestii odchyleń od ateizmu, ale w kwestii ogólniejszej już tu sygnalizowanej: od wiary nie ma odstępstw i herezji. One mogą istnieć wobec systemu władzy opartego na wierze/religii. Wiara natomiast jest udziałem konkretnego człowieka, a on wierze w swym umyśle nie jest w stanie się sprzeniewierzyć.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
1 na 1 | DEmonizer (4893 punktów) | Moje "życie intelektualne" jest jedną wielką herezją.  Kocham zaprzeczać sobie, to mnie rozwija, umacnia jako osobowość, pozwala ujrzeć tematy w wielu wymiarach. Kocham łamać intelektualne reguły. Zabawa we własny umysł i radość życiem.  > 1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w rodzaju wiary, tylko à rebours.Jeśli tak uważają, to ich problem. To aż tak mocno trzeba naciskać na "prawdy", aby samemu w sobie się nie "rozsypać"? To tylko chęć przypisania dogmatyzmu ateizmowi, choć to nie znaczy, że taki nie może istnieć i wtedy można go jakoś podpiąć pod ten tok rozumowania. Przeczytać sobie "Świętą księgę ateizmu", wziąć wszystkie prawdy do serca i w tłum - nawracać.  Dla mnie to by było za płytkie. Najpierw buduję siebie, potem tę budowlę określam, a że wyszło na ateizm, cóż bywa.  Po pierwsze jestem człowiekiem, mam podchodzić kulturalnie i z klasą do innych ludzi, dalej po drugie mogę sobie być ateistą, no i jestem.  > 2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i zboczenia.Prof. Grabowka, Meretseger, liliac, rhotax7, iluż pominąłem - dla mnie to są zupełnie inne osobowości, różne ateizmy, ile osób tyle heretyków z wadami i zaletami.  > 3.Jakie państwo dostrzegacie inne takie dewiacje (herezje) oprócz zauważonej przeze mnie paralelnej do materialistycznego monizmu metafizycznej substancji mentalnej?Dewiacje: Dawkinsizm i Darwinizm jako nowe religie.  Gdzieś na forum było: Darwin akbar!!!  Może w przyszłości DEmonizeryzm?  "metafizyczna substancja mentalna"? - co za diabeł? To podchodzi pod jakieś bioprądy energetyczne? Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:> Kocham zaprzeczać sobie, to mnie rozwija, umacnia jako osobowość, pozwala ujrzeć tematy w wielu wymiarach. Kocham łamać intelektualne reguły. Zabawa we własny umysł i radość życiem.  Ale skrajny relatywizm przestaje być myśleniem, warto o tym pamiętać. Dawkins jak na razie jest najmądrzejszym ateistą, jakiego znam. Oczywiście czekam na następnych. Odrzucanie faktu ewolucji (na przykład przez przydawanie obok niego metafizycznych wymiarów świadomości) przenosi delikwenta w krainę wiary.
|
|
|  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | > Dawkins jak na razie jest najmądrzejszym ateistą,jakiego znam.
Dobry kawał!!
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cóż, każdy inaczej definiuje słowo mądrość. Oby dobrze...
|
|
|  | 1 na 1 | rhotax7 (3947 punktów) | > Odrzucanie faktu ewolucji (na przykład przez przydawanie obok niego metafizycznych >wymiarów świadomości) przenosi delikwenta w krainę wiary. Oraz krainę czarów, a samo odrzucanie TE nadaje się do dyskwalfikacji delikwenta za grzech wobec nauki i natychmiastowej nagrody Tempeltona i wniebowziecia.
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Rzeczywiście, fakt ewolucji powinien być ważny dla każdego ateisty. Inaczej jego ateizm wypływa chyba z "żalu do pana Boga" - jak mówią niektórzy teiści, albo z niechęci wobec księdza Kowalskiego. Tu mogę tylko dodać prostych, kompletnie niewykształconych ludzi, którzy nic nie wiedzą o świecie, a jednak są ateistami. To inna kategoria. Ale mądrala, który pisze na internecie, powinien znać fakt ewolucji. Inaczej wspomniane "nagrody".
|
|
| | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) | > Ale mądrala, który pisze na internecie, powinien znać fakt ewolucji. Inaczej wspomniane "nagrody".A czemuż takie stanowcze wymagania? Zwłaszcza, że sam przyzwalająco zauważasz prostych, kompletnie nie wykształconych ateistów. Przecież ateista nie musi być jednocześnie akrasnoludkistą, afengszuistą, anieukiem... Jeśli tylko mądrala nie bierze się za pisanie na internecie o ewolucji to niechże jej sobie nie zna na zdrowie (choć , oczywiście, też takiej nieznajomości nie zalecam). 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Przecież ateista nie musi być jednocześnie akrasnoludkistą, afengszuistą Zacytuję tu sama siebie nieskromnie:
"Ateizm zaprzecza istnieniu Boga, ale według mnie dalszą jego konsekwencją powinno być zaprzeczanie wszelkiej duchowości, niematerialności, nadprzyrodzoności. Prawdziwy ateista nie tylko "nie wierzy" w Boga, ale i nie wierzy w horoskopy, tarota, telepatię i telekinezę, krasnoludki ,bilokację itp. itd. Dlatego nazwałabym heretykiem ateizmu kogoś, kto mówi, że co prawda to on w Boga nie wierzy, ale w tarocie to coś musi być. Albo, że nasza samoświadomość ma jakieś inne podłoże niż materialne."
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
> "Ateizm zaprzecza istnieniu Boga, ale według mnie dalszą jego konsekwencją powinno być zaprzeczanie wszelkiej duchowości, niematerialności, nadprzyrodzoności. Prawdziwy ateista ....Super! Prof.Grabowska na prezydenta! Jakiego tylko sobie wybierze!  Też bym chciał, żeby ludzie byli tacy jak mówisz, a do tego młodzi, zdrowi i bogaci! Tylko , kurde, co zrobić z kimś kto nie wierzy w żadnych bogów, a nie słyszał o ewolucji (chyba że Październikowej), komputer widział tylko przez szybę wystawy i w dodatku boi się czarnego kota ? Odmówić mu miana ateisty, bo nie spełnia dodatkowych wymagań? Nasuwa mi się tu lekka analogia do wierzących, którym ambicjonalnie nie wystarcza zwyczajny bóg, tylko musi być tak niesłychany, że godzi w sobie sprzeczności i niedorzeczności. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > i w dodatku boi się czarnego kota Ja też się boję czarnego kota, który siedzi u nas przy śmietniku, bo to bydlę nie wiadomo co zrobi. Może mnie ugryzie w palec, jak mu będę podawała kawałek kiełbaski? > nie wierzy w żadnych bogów, a nie słyszał o ewolucji Nie ma takich okazów. Aby nie wierzyć w bogów trzeba być silnym psychicznie i w miarę wykształconym. Albowiem w naturze ludzkiej leży wiara (łatwowierność) wszelaka. Co oglądam jakieś filmy dokumentalne z Azji, Afryki, Ameryki Pd i Pn, to ciągle widzę tam jak ludzie żyją religią , bogami i obrzędami. Jesteśmy , my ateiści, otoczeni morzem, oceanem, wiary. We wszystko. Nie tylko w bogów. Są może jakieś chlubne wyjątki, jak kraje skandynawskie i Czechy, ale i tam się pewnie szerzy jakiś inny zabobon. Tak więc, aby być ateistą, szczególnie w Polsce, trzeba się temu oceanowi zalewającej nas wiary umieć przeciwstawić. Trzeba mieć w zanadrzu jakiś oręż. A tym orężem jest WIEDZA I NAUKA. Ateista ignorant zginie pokonany przez przewrotne interpretacje rzeczywistości dokonywane przez świadków Jehowy lub księży katolickich albo też uroczego i rzutkiego Szymka Hołownię. Niniejszym ośmielam się więc rozszerzyć definicję ateisty. Ateista to taki ktoś kto nie wierzy w nic czego nie jest zdolna dowieść nauka, albo czego sam nie dowiódł lub nie widział.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 Marlow (163 punktów) (zablokowany) |
>Niniejszym ośmielam się więc rozszerzyć definicję ateisty. Ateista to taki ktoś kto nie wierzy w nic czego nie jest zdolna dowieść nauka, albo czego sam nie dowiódł lub nie widział.
Czy w ramach tej nowej definicji, tegoż jeszcze bardziej Nowego Ateizmu, prof Grabowska jest w stanie rozstrzygnąć status Monopolu Diraca? Istnieje on, czy nie istnieje? I czy prof Grabowska jest w stanie samodzielnie cos w tej materii zdziałać czy raczej nie bardzo?
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
| | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > rozstrzygnąć status Monopolu Diraca? Z tym się przeciętny człowiek raczej nie spotyka, i takie zagadnienie na jego życie codzienne ma wpływ niewielki. Ale np. sprawa cudów wywoływanych przez JPII już ma. Są ludzie, którzy sobie myślą, a może to prawda. Pomodlę się do JPII może i mnie to pomoże. Albo ,pójdę do wróżki i niech mi postawi karty, czy mój ukochany mnie zdradzi czy nie. Albo, Józek klnie, pije i pianę z pyska toczy. To może jaki djabeł w niego wstąpił, więc księdza egzorcystę trzeba wezwać, a nie do wariatkowa, albo do pierdla go odwieźć.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 Marlow (163 punktów) (zablokowany) | >> rozstrzygnąć status Monopolu Diraca? > Z tym się przeciętny człowiek raczej nie spotyka, i takie zagadnienie na jego życie codzienne ma wpływ niewielki. Ale np. sprawa cudów wywoływanych przez JPII już ma.
Momencik, momencik, to jest temat poświęcony ateistycznym herezjom, a nie kolejna krucjata pod sztandarem na którym widnieje jakże urocze hasełko katoliki som głupie, koniec kropka.
A co z szumną deklaracją podążania za nauka . Pozwolę sobie przypomnieć: >Niniejszym ośmielam się więc rozszerzyć definicję ateisty. Ateista to taki ktoś kto nie wierzy w nic czego nie jest zdolna dowieść nauka, albo czego sam nie dowiódł lub nie widział.
Czyżby już sie zdezaktualizowała?
Ale skoro prof.Grabowska chce bardziej przyziemnych przykładów, to proszę bardzo. Pytam więc co z ateistami, którzy są świecie przekonani o słuszności, no i oczywiście racjonalności, gender studies. Uznają to za naukę, a jakże. I co na to sama nauka?. A co z ateistami wyznawcami ''przemocy symbolicznej'', to już heretycy, czy jeszcze nie i co na to nauka?
Oedipa settled back, to await the crying of lot 49
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > gender studies Nie wiem. Nie znam się na tym. Proszę pytać Pana Sylwka. Wiem jedno, że związki partnerskie i adopcja dzieci przez pary jednopłciowe powinna być prawnie dozwolona, albowiem wszelkie badania naukowe dowodzą, że dzieci wychowywane w takich jednopłciowych związkach niczym się nie różnią pod jakimkolwiek względem, od dzieci wychowywanych przez pary heteroseksualne. > katoliki som głupie, koniec kropka. Nigdy nie twierdziłam, że som głupie. Po prostu uważam, że wiara jest kwestią emocji, a nie rozumu. Wiara jest ludziom potrzebna do spokojnego przeżycia. Ci co wierzą mają psychicznie lepiej. Zawsze to twierdziłam. Ale niektórzy ludzie zaczynają się zastanawiać. I na dobre im to nie wychodzi. Moja mama co ma już 97 lat ostatnio zaczyna wątpić w ten cały pic. I mnie to martwi, bo wolałabym, aby umarła wierząc , że idzie do Bozi. Dla niej byłoby to lepsze, niż po tak długim życiu zwątpić i umrzeć z przeświadczeniem, że to koniec wszystkiego. > A co z ateistami wyznawcami "przemocy symbolicznej" Nie wiem też, co to jest przemoc symboliczna. Wiem co to jest przemoc realna, której jestem oczywiście przeciwna.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | > > nie wierzy w żadnych bogów, a nie słyszał o ewolucji> Nie ma takich okazów. Aby nie wierzyć w bogów trzeba być silnym psychicznie i w miarę wykształconym.Ależ są. W starożytności albo w średniowieczu, wiedza naukowa była znikoma, a ateiści jakoś się pojawiali. > Albowiem w naturze ludzkiej leży wiara (łatwowierność) wszelaka. Co oglądam jakieś filmy dokumentalne z Azji, Afryki, Ameryki Pd i Pn, to ciągle widzę tam jak ludzie żyją religią , bogami i obrzędami. Jesteśmy , my ateiści, otoczeni morzem, oceanem, wiary.No a co z tymi "farbowanymi lisami" agnostykami? Ci chyba są najgorsi, prawda? > We wszystko. Nie tylko w bogów. Są może jakieś chlubne wyjątki, jak kraje skandynawskie i Czechy, ale i tam się pewnie szerzy jakiś inny zabobon. Tak więc, aby być ateistą, szczególnie w Polsce, trzeba się temu oceanowi zalewającej nas wiary umieć przeciwstawić. Trzeba mieć w zanadrzu jakiś oręż. A tym orężem jest WIEDZA I NAUKA.Nie od parady, byłoby nosić zdjęcie Dawkin'sa w portfelu.  > Ateista ignorant zginie pokonany przez przewrotne interpretacje rzeczywistości dokonywane przez świadków Jehowy lub księży katolickich albo też uroczego i rzutkiego Szymka Hołownię.> Niniejszym ośmielam się więc rozszerzyć definicję ateisty. Ateista to taki ktoś kto nie wierzy w nic czego nie jest zdolna dowieść nauka, albo czego sam nie dowiódł lub nie widział.Sama Grabowska piszecie, że wierzycie w sumienie, wiec się poprawcie a za pokutę przeczytajcie sobie jeden rozdział "Samolubnego Genu".
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > piszecie, że wierzycie w sumienie, Fakt istnienia sumienia można potwierdzić empirycznie. Nie wiem czy były na ten temat robione jakieś badania psychologiczne. Ja wierzę tylko w rzetelne badania naukowe. Przypuszczam, że psychologowie i na ten temat badania robili. > W starożytności albo w średniowieczu, wiedza naukowa była znikoma, a ateiści jakoś się pojawiali. Ale na palcach jednej ręki można było ich policzyć. A i z tą wiedzą tak źle nie było skoro już w starożytnym Egipcie i gdzie indziej wiedza astronomiczna stała na wysokim poziomie i trepanację czaszki umieli przeprowadzić. > No a co z tymi "farbowanymi lisami" agnostykami? Ci chyba są najgorsi, prawda? To zwykli tchórze, jak Kwaśniewski, którzy boją się asertywnie wyrazić swoje zdanie, aby się nie narazić. Więc wolą lawirować. Ja tam niby nie wierzę, ale jakby co, nie daj Boże, to zawsze mogę powiedzieć, że ja tak do końca to nie byłem przekonany Ojcze Inkwizytorze. Więcej grzechów nie pamiętam i proszę cię Ojcze duchowny o zbawienną pokutę i rozgrzeszenie.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > > piszecie, że wierzycie w sumienie,> Fakt istnienia sumienia można potwierdzić empirycznie. Nie wiem czy były na ten temat robione jakieś badania psychologiczne. Ja wierzę tylko w rzetelne badania naukowe. Przypuszczam, że psychologowie i na ten temat badania robili.A coście pisali powyżej? Hę? Cytat:"Wyrzuty sumienia nie są związane jedynie z chrześcijaństwem. Ono raczej wzbudza poczucie winy. Jakiś Papuas z Nowej Gwinei też ma wyrzuty sumienia" Niby istnienie sumienia chce potwierdzać empirycznie, a tu takie rzeczy wypisuje. > > W starożytności albo w średniowieczu, wiedza naukowa była znikoma, a ateiści jakoś się pojawiali.> Ale na palcach jednej ręki można było ich policzyć. A i z tą wiedzą tak źle nie było skoro już w starożytnym Egipcie i gdzie indziej wiedza astronomiczna stała na wysokim poziomie i trepanację czaszki umieli przeprowadzić.Jasne. Ogólną teorię względności mieli w małym palcu. > > No a co z tymi "farbowanymi lisami" agnostykami? Ci chyba są najgorsi, prawda?> To zwykli tchórze, jak Kwaśniewski, którzy boją się asertywnie wyrazić swoje zdanie, aby się nie narazić. Więc wolą lawirować. Ja tam niby nie wierzę, ale jakby co, nie daj Boże, to zawsze mogę powiedzieć, że ja tak do końca to nie byłem przekonany Ojcze Inkwizytorze. Więcej grzechów nie pamiętam i proszę cię Ojcze duchowny o zbawienną pokutę i rozgrzeszenie.No ale co tymi szodnikami zrobić? Niech się zadeklarują, a nie tak że Panu Bogu świeczkę a Dawkins'owi ogarek. Niech się zdecydują czy są po stronie światłości, czy po stronie wrogów ludzkości. Może jakaś medialna kampania społeczna "Oszukańczym agnostykom mówimy stanowcze nie!" ?
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > "Oszukańczym agnostykom mówimy stanowcze nie!" ? TAK! > Ogólną teorię względności mieli w małym palcu. A po co? Umieli obliczać, kiedy nastąpi zaćmienie Słońca, odległość Ziemi od Słońca , czy Księżyca itp. To im wystarczyło, aby bogów odrzucić. > Niby istnienie sumienia chce potwierdzać empirycznie, a tu takie rzeczy wypisuje. Jedno nie przeczy drugiemu. Po prostu nie interesowałam się takim szczegółowym zagadnieniem, czy wyrzuty sumienia były badane przez psychologów. Ale jak znam życie to pewnie tak. Mogę się zaprzeć i w googlach poszukać.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Jedno nie przeczy drugiemu. Po prostu nie interesowałam się takim szczegółowym zagadnieniem, czy wyrzuty sumienia były badane przez psychologów. Ale jak znam życie to pewnie tak. Mogę się zaprzeć i w googlach poszukać.
Nie kręćcie Grabowska! Jesteście kryptofideistką!!! Kiedy zapanują jedynie słuszne rządy rozumu i nauki, zrobi się z wami porządek!
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mnie gryzą małpy, choć żadna nie jest czarna  A poza tym świetnie piszesz. Duży plus!
|
|
| | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Czyli w tym przypadku herezja nie byłaby określana w sense katolickim. Herezja ateizmu jest innym pojęciem, jak herezja dogmatycznej wiary. W ateizmie ciężko o punkt odniesienia, ateiści w większości są indywidualistami, więc ze względu na czyje poglądy określamy herezję? Ateizm sam w sobie potrafi być heretycki, bo to przecież mamy: > "Ateizm zaprzecza istnieniu Boga, ale według mnie dalszą jego konsekwencją powinno być zaprzeczanie wszelkiej duchowości, niematerialności, nadprzyrodzoności. Prawdziwy ateista nie tylko "nie wierzy" w Boga, ale i nie wierzy w horoskopy, tarota, telepatię i telekinezę, krasnoludki ,bilokację itp. itd.To jest niewiara w coś, na tym nic się nie zbuduje. Osobowość ateisty to nie jest niewiara, to cały zestaw cech, wśród których niewiara jest jednym z elementów. "Lubię koty, nienawidzę psów, nie wierzę w boga" - Iksiński. "Nienawidzę kotów, kocham pieski, nie wierzę w boga" - Radzwiwił. Co innego może być herezją dla Prof. Grabowskiej, a co innego dla mnie. > Dlatego nazwałabym heretykiem ateizmu kogoś, kto mówi, że co prawda to on w Boga nie wierzy, ale w tarocie to coś musi być. Albo, że nasza samoświadomość ma jakieś inne podłoże niż materialne."Mi jest taka herezja obojętna. Nie nazwałbym jej herezją tylko idiotyczną niekonsekwencją i zastanawiałbym się nad samym ateizmem tej osoby, a raczej pseudo ateizmem i z pewnością nie atomizmem. Dla mnie szczery ateista to atomista. To jest wizja rzeczywistości, której konsekwencją jest ateizm, tu już nie ma miejsca na bycie chorągiewką na wietrze. Dziwi mnie ateizm typu, bo największy myśliciel Dawkins jest ateistą i ja nim jestem. Ja nim jestem dla siebie, z siebie, w sobie, nie ze względu na Dawkinsa. On jest bardzo mądrym panem, ale nie guru.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | astrotaurus (12445 punktów) | > Dla mnie szczery ateista to atomista. To jest wizja rzeczywistości, której konsekwencją jest ateizm, tu już nie ma miejsca na bycie chorągiewką na wietrze.A czemużeś tak rygorystyczny? Może kiedyś jakiś zespół atomów i przestrzeni da się zinterpretować jako bóg? Niekoniecznie taki z niedorzecznych bajań obecnych religijnych, ale zawsze...  > Dziwi mnie ateizm typu, bo największy myśliciel Dawkins jest ateistą i ja nim jestem.A mnie tam nie dziwi. Ludzie są jacy są i ja wolę, żeby ktoś się bezmyślnie zauroczył swobodą intelektualną Dawkinsa, niż jarmarcznym przepychem i kolorowymi kartonami na głowach ludzi w szatach czarodziejów.  > Ja nim jestem dla siebie, z siebie, w sobie, nie ze względu na Dawkinsa. On jest bardzo mądrym panem, ale nie guru.  "Toś mi brat, a żem stary przyjm moje błogosławieństwo".
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Ja mówię o sobie, a jak "coś" inni odbierają, to już ich sprawa. Oby się to nie kręciło wokół nożowniczych klimatów. > A czemużeś tak rygorystyczny? Może kiedyś jakiś zespół atomów i przestrzeni da się zinterpretować jako bóg? Niekoniecznie taki z niedorzecznych bajań obecnych religijnych, ale zawsze...Panteizm? Jeśli ktoś tak chce określić rzeczywistość, jego wola. Jestem dość rygorystyczny w "swojej" wizji rzeczywistości, ta rygorystyka jest pewnym narzędziem do ułatwienia opisu rzeczywistości. Atomizm jest lepszym rozwiązaniem niż spirytyzm. W pierwszym mam elementy w drugim "cholera wie co", co też nie znaczy, że wszechświat może nie być tym "cholera wie co". Po prostu chodzi o użyteczność opisu. Nauka osiągnęła przewagę poprzez użyteczność właśnie, choć prawdopodobnie absolutu nie opisze. Z światopoglądami bywa różnie, grunt to mieć dobre narzędzia do poruszania się po rzeczywistości. Najlepiej wybierać te z górnej półki. A że w tych czasach takie są lepsze i dostępne, więc z takich korzystam. Dobrze jest być kreatywnym, zmiennym w dostosowywaniu się do zmiennego otoczenia. > A mnie tam nie dziwi. Ludzie są jacy są i ja wolę, żeby ktoś się bezmyślnie zauroczył swobodą intelektualną Dawkinsa, niż jarmarcznym przepychem i kolorowymi kartonami na głowach ludzi w szatach czarodziejów.Z pewnością, ale chyba poprzeczkę trzeba podnosić, żeby JA - "Dawkins" stawało się JA - "JA". Pozdrawiam
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | > Moje "życie intelektualne" jest jedną wielką herezją. Kocham zaprzeczać sobie, to mnie rozwija, umacnia jako osobowość, pozwala ujrzeć tematy w wielu wymiarach. Kocham łamać intelektualne reguły. Zabawa we własny umysł i radość życiem.> Ale skrajny relatywizm przestaje być myśleniem, warto o tym pamiętać.Nie skrajny relatywizm w życiu, tylko relatywizm z naukowym sceptycyzmem w umyśle. Jeśli opracuję jakąś teorię dla siebie, to czy nie jest mile widziane, gdy staram się jej zaprzeczyć, bądź szukać nowych rozwiązań? Ja oddzielam własną twórczość literacką od zasad stosowanych w rzeczywistości, która mnie otacza. Literatura może być relatywistyczna, rzeczywistość dotyka mnie całościowo, tu skrajny relatywizm by zmniejszał do minimum moje szanse na przeżycie. Po co Einsteinowi była Teoria względności, przecież zasady Newtona spisywały się bardzo dobrze do naszej rzeczywistości? Chyba Einstein nie stał się po ogłoszeniu Teorii względności rakietą pędzącą z prędkością światła przez czasoprzestrzeń? > Odrzucanie faktu ewolucji (na przykład przez przydawanie obok niego metafizycznych wymiarów świadomości) przenosi delikwenta w krainę wiary.Ja nie musiałem wychodzić z religijnych metafizyk, ja się w Ewolucji wychowałem. Pozdrawiam
|
|
| oportunista (1711 punktów) | >1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w >rodzaju wiary, tylko à rebours. Określiłbym go jako "zboczenie", lub odstępstwo od normy, stan podobny do homoseksualizmu, niby wszystko w porządku, jednak nie do końca. >2.Jeśli tak to jak każda wiara posiadać on powinien swoje herezje, czyli od tej wiary odstępstwa i > zboczenia. Krótka lektura na forum upewnia mnie bardzo szybko, że tek jest w istocie.
>3.Jakie państwo dostrzegacie inne takie dewiacje (herezje) oprócz zauważonej przeze mnie >paralelnej do materialistycznego monizmu metafizycznej substancji mentalnej? Puenta nasuwa się sama - tru tu tutu kawał drutu.
|
|
 | | astrotaurus (12445 punktów) |
> Określiłbym go jako "zboczenie", lub odstępstwo od normy, stan podobny do homoseksualizmu, niby wszystko w porządku, jednak nie do końca.Określiłbyś...? gdyby co...? A te niezboczone normy to kto i jak wyznacza? A co jest podobnego w ateizmie i homoseksualizmie? Weź no rozwiń trochę! > Krótka lektura na forum upewnia mnie bardzo szybko, że tek jest w istocie.To znaczy jak? Jakie konkretnie herezje od ateizmu dostrzegłeś n tym forum? > Puenta nasuwa się sama - tru tu tutu kawał drutu.O! Tu pełna zgoda! Może nawet znana mi wersja będzie lepsza: "Srutu tutu, pęczek drutu" - takie to zaplątane! 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > A co jest podobnego w ateizmie i homoseksualizmie? Że w polskim społeczeństwie (zdrowym!) ateistów i homoseksualistów jest tyle co kot Alik napłakał.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
 | 3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >>1.Niektórzy z uczestników forum Racjonalista usiłują wmawiać ateistom, że ateizm jest czymś w >>rodzaju wiary, tylko à rebours. >Określiłbym go jako "zboczenie", lub odstępstwo od normy, stan podobny do homoseksualizmu, niby wszystko w porządku, jednak nie do końca. W pełni się zgadzam! Ateizm jest postawą reprezentowaną przez mniejszość społeczeństwa polskiego i wedle normy statystycznej jest odstępstwem od większości czyli zboczeniem. Tak zresztą jak i homoseksualizm. Jeśli prawdą jest, że homoseksualistów w społeczeństwie jest od 4 do 5 % to stanowią oni statystyczną mniejszość. Samo to, że większość społeczeństwa jest heteroseksualna sprawia, że homoseksualiści odstają, zbaczają niejako, od tej większości, a więc są niewątpliwymi zboczeńcami. Tak samo zboczeńcami są ludzie, którzy mają wszystkie zdrowe zęby. Mało kto bowiem w Polsce, poczynając od dzieci, ma zęby zdrowe, nie leczone, bez próchnicy. A więc ci ze zdrowymi zębami odstają od reszty normalnego społeczeństwa z chorymi zębami! A więc zboczeńcy!!! Z kolei w Czechach zboczeńcami są katolicy, bo jest ich tam około 34%. 64% Szwedów to ateiści, a reszta to zboczeńcy.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|