 |
Opowieść dla Jacka Tabisza - Mary neurobiolog Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-02-2011 18:51 | Sylwek (15472 punktów) | Opowieść dla Jacka Tabisza - Mary neurobiolog
10 na 10 | To znana historyjka, przynajmniej dla wszystkich, których obchodzi w jakikolwiek sposób zagadnienia świadomości, teorii umysłu i takie tam, ale z przykrością stwierdzam, że to także jedna z wielu rzeczy o jakich pojęcia nie miał autor tego wątku, gotów następnie wszystkich wspominających o niezrozumiałych dla niego sprawach nazwać religijnym oszołomstwem. Tak więc wyobraźmy sobie Mary - neurolog z przyszłości, która jakimś tajemnym zrządzeniem losu od urodzenia żyła w czarno białym pokoju. Nawet jej własne ciało by zawsze dokładnie pokryte czarną i białą farbą. Mary specjalizowała się w badaniu procesów widzenia. W istocie, mając dostęp do wszelkich wyników oraz możność robienia eksperymentów i całą wiedzę świata na wyciągnięcie ręki udało się jej zdobyć pełną wiedzę o fizjologii widzenia. Mary dokładnie wie co się dzieje w mózgu gdy ktoś patrzy na czerwoną truskawkę. Jednakże, Mary nie wie jak to jest patrzeć na czerwoną truskawkę. Eksperyment myślowy z Mary naświetla jedno z istotnych zagadnień wszelkich rozważań powiązanych ze świadomością i umysłem - kwestię istnienia i statusu qualiów - subiektywnych stanów (lub lepiej - "treści") świadomości. Qualia są swoistymi uniwersaliami - jako powtarzalna zawartość doświadczeń zmysłowych (na przykład quale czerwoności, które jest "takie same" przy widzeniu przedmiotów o czerwonej barwie). Są też subiektywne - mogę powiedzieć, że widzę coś czerwonego, ale nie mogę opisać jak to jest widzieć coś czerwonego. Eksperyment z Mary jest przyczynkiem do pytań: czy skoro teoretyczna wiedza o fizykalnych aspektach widzenia nie jest tożsama z posiadaniem quale związanych z różnymi zjawiskami widzenia, to czy w momencie gdy Mary opuściłaby swój czarno-biały świat i zobaczyłaby czerwone jabłko dowiedziałaby się czegoś nowego? Przecież już wcześniej wiedziała wszystko o tym co się dziej z jej mózgiem w momencie oglądania czerwonego jabłka. Ale skoro ta zdawałoby się pełna wiedza o fizycznych aspektach tego procesu nie pozwalała jej wiedzieć jak to jest widzieć czerwone jabłko, czy znaczy to, że takie pierwszoosobowe doświadczenia, zawierające między innymi quale czerwonej barwy jabłka (a także, jeśli już o to idzie, cały zestaw innych qualiów) zawiera coś, co nie przynależy do fizykalistycznego porządku będącego przedmiotem opisu naukowego? Opisu, który z natury funkcjonuje w "trzeciej osobie"? Czy w takim razie qualia nie są redukowalne do zjawisk fizycznych? jeśli nie, to jaki jest ich status ontologiczny, oraz relacja do fizykalnego świata doświadczeń intersubiektywnych? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | >Czy w takim razie qualia nie są redukowalne do zjawisk fizycznych? jeśli nie, to >jaki jest ich status ontologiczny, oraz relacja do fizykalnego świata doświadczeń >intersubiektywnych?
No właśnie, to podstawowe pytanie w kontekście świadomości i wcale nie oznacza automatycznego doszukiwania się duszy lub innych religijnych interpretacji.
|
|
 | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Ale Dawkins nigdy nie pisał o qualiach, nie mógł więc wydać ateistycznego certyfikatu bezgrzeszności myślenia o nich...
|
|
|  | 3 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | >Ale Dawkins nigdy nie pisał o qualiach, nie mógł więc wydać ateistycznego certyfikatu bezgrzeszności myślenia o nich...
Za to pisał o memach, bo wiadomo, że empiria jest najważniejsza...
|
|
| |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | Szydera na 5+
ładny kontrast dla p*****lol wybranych osób niżej.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Z pewnością wasz wspólny, wzajemny egzamin zaowocuje samymi piątkami.
A tak poza tym, Dawkins zastrzegał, iż memy są tylko hipotezą. Druga rzecz - do pięt mu nie dorastacie, i pamiętajcie o tym, nawet jeśli nie zgadzacie się z jego poglądami. WIęcej szacunku.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Sylwek (15472 punktów) | Już nawet emocjonalne zabarwienie zaczyna przypominać cześć katolików dla papieża. Kiedy będziesz wytaczał proces o obrazę uczuć religijnych za niedostateczny szacunek dla swego guru?
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nigdy. Po prostu Dawkins nie czuje się związany z teorią memu, która jest ciekawa i kto wie... A to, żeby szanować mądrzejszych od siebie potraktuj jak życzliwą radę.
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Sylwek (15472 punktów) | Było by miło gdybyś miał taki szacunek dla Kanta, który, wierz mi (hi hi), był umysłem tęższym od Dawkinsa (Kant to a propos nonsensu idealizmu transcendentalnego).
|
|
| | | | | | |  | -2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mam szacunek do niektórych przemyślen Kanta, ale wydaje mi się mniej spójny niż Dawkins. Całkiem możliwe, iż w dziedzinie abstrakcyjnego myślenia Kant wygrywa z Dawkinsem. Ale nie byłbym pewien dziedziny trafnych spostrzeżeń i dobrego wyciągania z nich wniosków.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Grimar (1210 punktów) | >Mam szacunek do niektórych przemyślen Kanta, ale wydaje mi się mniej spójny niż Dawkins. Całkiem możliwe, iż w dziedzinie abstrakcyjnego myślenia Kant wygrywa z Dawkinsem. Ale nie byłbym pewien dziedziny trafnych spostrzeżeń i dobrego wyciągania z nich wniosków.
TO SĄ NORMALNIE JAKIEŚ JAJA. Co takiego świadczy o geniuszu Dawkinsa? Nie jest on twórcą koncepcji samolubnego genu, tylko jej propagatorem. Jego koncepcja memów jest bardziej gnozą niż hipotezą naukową. A jego dywagacje na temat religii są wywarzaniem od dawna otwartych już drzwi, Dawkins powtarza stare argumenty, a niektórzy go taktują jakby to on wyrzucił Boga z nauki. Nie bądźmy śmieszni! Co takiego Dawkins wniósł do nauki czy filozofii, czym wzbogacił naukową metodologię? Wyświechtaną gadkę o okrutnym Bogu starego testamentu, o tym jak radykalny islam ogłupia ludzi, mogę usłyszeć od pierwszego lepszego żula z pod kiosku! Przecież to jest infantylne!
Dawkins to wstyd dla ateizmu, i jest mi głupio, gdy ktoś myśli ateizm=Dawkins.
Pytam jeszcze raz - CO ŚWIADCZY O NIEBYWAŁYM GENIUSZU DAWKINSA?? W jednym poście napisałeś, ze uważasz go za najmądrzejszego ateistę. W twoim rozumieniu prawdopodobnie tylko ateista może być mądry, a więc wynik sylogizmu jest taki: Dawkins jest najmądrzejszym człowiekiem. POWODY?
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jeśli chodzi o ateizm Dawkinsa, to trafia bezbłędnie i wyrafinowanie w złożone problemy. Bardzo ważne jest jego podkreślanie piękna prawdziwego świata, którym świadomie bądź nie gardzą osoby naćpane religią. Istotne jest też odniesienie do prawdy. Do tego dodam, iż mądrość Dawkinsa współgra z jego odwagą.
Jeśli chodzi o koncepcję samolubnego genu, jest on jej współtwórcą, niech nie myli cię notka na forum. Jest też współtwórcą innych koncepcji, nie znam też nikogo, kto równie klarownie rozumiałby mechanizmy ewolucji.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Jeśli chodzi o koncepcję samolubnego genu, jest on jej współtwórcą
Nie. "Samolubny gen" to metafora na skrótowe ujęcie teorii tworzonych przez innych - czego zresztą sam Dawkins w żaden sposób nie kryje. W tym sensie jego najistotniejszym osiągnięciem było wymyslenie nośnej metafory. Podobnie zresztą było z "rozszerzonym fenotypem".
Ja akurat uważam, że z tego powodu Dawkins największe osiągnięcia ma jako filozof biologii (co nie zmienia faktu, że sam prowadził względnie interesujące i ważne badania w ramach paradygmatu neodarwinowskiego).
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zapoznaję się z pracami, na których się opierał i uważam, iż przeredagował te teorie i wyraził je jaśniej i trafniej. Pytanie co to znaczy przeredagować...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | rhotax7 (3947 punktów) | Całkiem nieżle świadczy o jego geniuszu książka napisana przez naukowców których życie zmieniły jego idee i to w wielu dziedzinach nauki z przedrostkiem ewolucyjny- chociaż mogło tam nie być żadnego metafizyka a to może w pewnych kręgach go deprecjonować i tłumaczyć nienawiść do czystej inteligencji.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dawkins jest nie w smak "tradycyjnym intelektualistom". Ośmielił się zająć miejsce w społeczeństwie, jak obywatel demokratycznego świata. Przestał trzymać swoją wiedzę i poglądy pod poduszką zawodowej dumy wypchanej pierzem strachu, lenistwa i skrywanej w toalecie NOMA. Wielu nie może mu tego wybaczyć.
Moim zdaniem to co robi Dawkins jest na pograniczu nauki przez duże N i sztuki. Tak jak cała biologia, Dawkins nie wacha się wkraczać w świat humanistyki, gdzie obnaża z dawna przyjęte i uświęcone bzdury (jak genialność treści poezji Keatsa).
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) | >Dawkins jest nie w smak "tradycyjnym intelektualistom". Ośmielił się zająć miejsce w społeczeństwie, jak obywatel demokratycznego świata. Przestał trzymać swoją wiedzę i poglądy pod poduszką zawodowej dumy wypchanej pierzem strachu, lenistwa i skrywanej w toalecie NOMA. Wielu nie może mu tego wybaczyć.
Jest nie w smak, bo to, co pisze (mam na myśli jego szerokie dywagacje nad religią) jest po prostu intelektualnie miałkie. Dawkins jest naukowcem, ale nie wszystkie jego opinie są opiniami nauki, a niektórzy są skłonni przyjąć taką tożsamość. W Twojej wypowiedzi pojawia się domieszka teorii spiskowej: Dawkins ma zawsze racje, a jeżeli świat nauki i filozofii coś podważa, to nie jest to kwestia błędów Dawkinsa, tylko poza intelektualnych czynników towarzyszących krytykującym grupom. Mądrość Dawkinsa jest niefalsyfikowalna.
>Tak jak cała biologia, Dawkins nie wacha się wkraczać w świat humanistyki, gdzie obnaża z dawna przyjęte i uświęcone bzdury (jak genialność treści poezji Keatsa).
Kolejne zafałszowanie rzeczywistość; jakie to przyjęte i uświęcone bzdury w humanistyce Dawkins i tylko Dawkins obala? Owszem, psychologia ewolucyjna ma dużo do powiedzenia na temat moralności i estetyki opisowej. Ale jak Dawkins bawi się w filozofa (a znajmość podstaw filozofii ma żadną - nie licząc przypowieści o filiżance Russela), to to się robi po prostu żałosne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zacytuj kilka zdań, które uważasz za wyjątkowo twarde intelektualnie dywagacje nad religią i porozmawiamy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >Zacytuj kilka zdań, które uważasz za wyjątkowo twarde intelektualnie dywagacje nad religią i porozmawiamy.
Ty mi lepiej odpowiedz na to o co Cie prosiłem: jakie utarte bzdury w humanistyce Dawkins i tylko Dawkins obala?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie chodzi tylko o oryginalność, ale też sposób, w jaki to robi. W ramach odpowiedzi przeczytaj książkę "Rozplatanie tęczy". Jeśli uznasz, że zmarnowałeś czas, przeczytam za karę co tylko zechcesz.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grimar (1210 punktów) | >Nie chodzi tylko o oryginalność, ale też sposób, w jaki to robi. W ramach odpowiedzi przeczytaj książkę "Rozplatanie tęczy". Jeśli uznasz, że zmarnowałeś czas, przeczytam za karę co tylko zechcesz.
Czyli wychodzi ostatecznie na to, że Dawkins to po prostu dobry literat.
Na marginesie: nie jest prawdą, że chrześcijanie nie dostrzegają piekna ulotnego świata, piękna przemojających zjawisk, że rzekomo potępiają, to co naturalne i kierują estetyczne uwielbienie tylko w zaświaty. Nieporozumienie bierze się u tych, którzy odmieniając słowo "średniowiecze" przez wszytskie przypadki, zapominają często, iż nie było ono monolitem. Wczesne średniowiecze, związane z mrocznym augustianizmem deprecjonowało naturę, jednak średniowiecze tomistyczne rehabilitowało ją - stworzenie też mialo być piękne i dobre, ponieważ Bóg je powołał do istenia (związane z teorią transcendentaliów).
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > Przestał trzymać swoją wiedzę i poglądy pod poduszką zawodowej dumy wypchanej pierzem strachu, lenistwa i skrywanej w toalecie NOMA. Wielu nie może mu tego wybaczyć.> Moim zdaniem to co robi Dawkins jest na pograniczu nauki przez duże N i sztuki. Tak jak cała biologia, Dawkins nie waha się wkraczać w świat humanistyki, gdzie obnaża z dawna przyjęte i uświęcone bzdury (jak genialność treści poezji Keatsa).Można się spotkać z zarzutami, że Dawkins to ateistyczny celebryta i jego sława przewyższa dokonania na polu nauki - właściwie się z tym zgadzam, ale nie traktuję jako zjawisko negatywne - racjonalista.pl gromadzi ludzi inteligentnych i "sceptycznych", tymczasem marzy mi się, żeby ateizm docierał do mas, "przeciętniaków", a dla takich ludzi autorytety i celebryci są często ważni. Byłem pod ogromnym wrażeniem, gdy zobaczyłem "Boga urojonego" wysoko na liście bestsellerów EMPIKU - przy całym szacunku, ale nasi rodzimi ateiści mogą o takiej promocji i zamieszaniu "dookoła" tylko pomarzyć  Podobnie Daniel Dennett, Stephen Hawking czy wreszcie sam Sam Harris - popularny, elokwentny, inteligentny, przystojny (o ile moje hetero-oko słusznie sądzi  Pozdrawiam KŚ PS A poniżej zostawiam fragment widma z pomiarów metodą Hakki-Paoliego - wkleiło mi się przypadkiem i miałem niezły kłopot z kasowaniem 12000 wierszy... 24098 23623,6 23410,8 23482,8 23728,8 23926 24080,6 24086,8 23893,4 23601,6 23197,2 22892,8 22710,6 22772 22938,6 23163,6 (...)(jeżeli przestałem byc zabawny to dawajcie minusy! 
Człowiek bez Boga jest jak ryba bez roweru. - R. A. Wilson
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się z tobą. Mogę tylko dodać, iż pokazywanie, iż nauka nijak się ma do religii i trzeba coś z tego wybrać, nie jest tylko zwykłą popularyzacją. To rewolucjonizm w służbie ludzkości, na który nie ośmiela się 99,9% przejętych swą wielkością, lub zbyt nieśmiałych ateistów - naukowców. Ogromnym sukcesem Dawkinsa jest spójność pomiędzy jego naukowym, artystycznym i społecznym światopoglądami. Taka spójność to wyjątkowo rzadkie zjawisko, zaś naukowiec bez niej jest conajwyżej natchnionym rzemieślnikiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > To rewolucjonizm w służbie ludzkości, na który nie ośmiela się 99,9% przejętych swą wielkością, lub zbyt nieśmiałych ateistów - naukowców.
Dodałbym jeszcze, że naukowcy by osiągnąć sukces na swoim polu muszą często poświęcić ogromną część życia - pasję czy ambicje kierują głównie na badania, więc niewielu ma czas, zapał, czy talent by sceptycyzm promować.
Można się wobec tego zastanawiać czy np. S. Hawking pisząc "Krótką historię czasu" nie tracił czasu: mógł go przecież poświęcić na jakieś obliczenia, które okazałyby się kamieniem milowym w kosmologii - moim zdaniem jednak postąpił dobrze, bo książka zdobyła przeogromną popularność i stała się genialną reklamą wydziałów fizyki i nauki "samej w sobie", ale to tylko moja opinia - sprawa jest dyskusyjna
Człowiek bez Boga jest jak ryba bez roweru. - R. A. Wilson
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Grimar (1210 punktów) | >Jeśli chodzi o ateizm Dawkinsa, to trafia bezbłędnie i wyrafinowanie w złożone problemy. Bardzo ważne jest jego podkreślanie piękna prawdziwego świata, którym świadomie bądź nie gardzą osoby naćpane religią. Istotne jest też odniesienie do prawdy. Do tego dodam, iż mądrość Dawkinsa współgra z jego odwagą. >Jeśli chodzi o koncepcję samolubnego genu, jest on jej współtwórcą, niech nie myli cię notka na forum. Jest też współtwórcą innych koncepcji, nie znam też nikogo, kto równie klarownie rozumiałby mechanizmy ewolucji.
Jeśli chodzi o ateizm Dawkinsa, to problemy w które trafia, dawno zostały trafione. Podkreślenie piękna prawdziwego świata - żaden mi oryginalny wskaźnik wybitności. Z odniesieniem do prawdy nie zrozumiałem; niejeden uczony trafiał w prawdę, A Dawkins częściowo trafia w prawdę już dawno trafioną, a częściowo wpada w fałsz. Gdyby odwaga Dawkinsa szła w parze z jego mądrością było by ok; jednak brakuje mi tej mądrości, owszem jest inteligentny, ale jak jako biolog zabiera się za filozofowanie to jest to przykry efekt. I nie jest współtwórcą koncepcji samolubnego genu, tylko osobą, która ją rozpropagowała - i to jest niewątpliwie jego wielka zasługa. A nawet jeśli jest współtwórcą to nie czyni go to jeszcze najmądrzejszym ateistą, czy też człowiekiem wybitniejszym niż Kant!
Aha, i jak Hawking powiedział, iż Bóg nie stworzył świata, to Dawkins krzyknął, że "tak jak Darwin usunał Boga z biologii, tak Hawking usunął go z fizyki". To pokazuje, w jakiej zamkniętej twierdzy żyje Dawkins. Bóg już dawno opuścił fizykę, ale Dawkins ma swój świat.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cóż, każdy ma swoją opinię, teraz nie pozostaje nam nic innego jak analiza bezbłędnych trafień i ich oryginalności.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Grimar (1210 punktów) | >Cóż, każdy ma swoją opinię, teraz nie pozostaje nam nic innego jak analiza bezbłędnych trafień i ich oryginalności.
a więc pytam o konkrety: które KONKRETNIE twierdzenia Dawkinsa świadczą o jego wybitności?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Na przykład o tym, że naukowy opis tęczy może być wspaniałą poezją wbrew tezie Keatsa. Albo o tym, że świat rzeczywisty jest po prostu ciekawszy od krainy religijnych cudów. Proste rzeczy, ale ważne i nie spotkałem się u nikogo innego z równie przekonywującymi argumentami, zarówno intelektualnie, jak i estetycznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Grimar (1210 punktów) | >Na przykład o tym, że naukowy opis tęczy może być wspaniałą poezją wbrew tezie Keatsa. Albo o tym, że świat rzeczywisty jest po prostu ciekawszy od krainy religijnych cudów. Proste rzeczy, ale ważne i nie spotkałem się u nikogo innego z równie przekonywującymi argumentami, zarówno intelektualnie, jak i estetycznie.
Ewidentnie brak Ci argumentów na rzecz wybitności Dawkinsa. A jeśli chodzi o podkreślenie piękna efemerycznego świata, to zajrzyj do pierwszego lepszego tomiku poezji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Skoro uważasz, iż pierwszy lepszy tomik poezji mówiący o efemerycznym świecie ma związek z pięknem, raczej nie spotkasz się z innym Dawkinsem niż jakaś symboliczna, budząca w tobie niechęć postać.
Co rozumiesz przez słowo "efemeryczny"? Dlaczego go użyłeś? Co jest nieprzemijalne twoim zdaniem?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Grimar (1210 punktów) | >Co rozumiesz przez słowo "efemeryczny"? Dlaczego go użyłeś? Co jest nieprzemijalne twoim zdaniem?
Efemeryczny znaczy ulotny, nietrwały. Tęcza jest właśnie przemijająca, ale i tak jest piękna. Nie wiem o co Ci chodzi.
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Rigoletto (3891 punktów) | > Było by miło gdybyś miał taki szacunek dla Kanta, który, wierz mi (hi hi), był umysłem tęższym od Dawkinsa (Kant to a propos nonsensu idealizmu transcendentalnego).No proszę Cię nie żartuj, stary kawaler, który całe życie spędził w jakiejś prowincjonalnej dziurze, mądrzejszy od Dawikins'a? I jeszcze to imię. Czy ktoś o imieniu Immanuel mógł coś mądrego wymyślić?
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie lubisz żartów? To skąd Rigoletto?
A z opery mam do ciebie pytanie. Co sądzisz o Bergu?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | hulajduszka (20 punktów) | > Było by miło gdybyś miał taki szacunek dla Kanta, który, wierz mi (hi hi), był umysłem tęższym od Dawkinsa (Kant to a propos nonsensu idealizmu transcendentalnego).Dziwne troche zeby ateista mial jakis szczegolnie wielki szacunek do czlowieka, ktory obalil "dowody" na istnienie Boga po to tylko by samemu wcale nie lepszy wyprodukowac. Bo z tego Kanta to byl niezly kanciarz
|
|
| | | |  | 4 na 4 | spellbinder (8577 punktów) | >A tak poza tym, Dawkins zastrzegał, iż memy są tylko hipotezą. Druga rzecz - do pięt mu nie dorastacie, i pamiętajcie o tym, nawet jeśli nie zgadzacie się z jego poglądami. WIęcej szacunku.
Dawkins piszący o memach jest tym samym co Rowling pisząca o magii. Z resztą on tam zdaje się o memach jedynie wspomniał, a temat rozbuchał się zupełnie niezależnie.
|
|
| | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Głównie temat pociągnął D. Dennett.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Głównie temat pociągnął D. Dennett.  Co powinno uczynić nas podejrzliwym wobec doniosłości myśli Denneta.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Warto być podejrzliwym wobec każdego, ale ja go uważam za jedynego znanego filozofa umysłu, który zauważył odkrycia biologii w tej dziedzinie, co raczej przywarą nie jest. Jego wnioski nie są może idealne, ale przy innych to niemal geniusz.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Warto być podejrzliwym wobec każdego, ale ja go uważam za jedynego znanego filozofa umysłu, który zauważył odkrycia biologii w tej dziedzinie, co raczej przywarą nie jest. Jego wnioski nie są może idealne, ale przy innych to niemal geniusz.
To nie prawda. Popper wespół z noblistą z medycyny Ecclesem swego czasu zaproponował bardzo śmiałą teorię wyjaśniająca kreatywność i "otwartość" umysłów, a także ich zdolności poznawcze zdające się wybiegać poza typowe, przewidywalne algorytmy. Bazowała ona na zastosowaniu koncepcji doboru darwinowskiego do procesów myślowych.
Myślę Jacku, że gdybyś przestał się jeżyć na to co "filozoficzne" mógłbyś znaleźć wiele ciekawych dla siebie lektur i poglądów.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wyobraź sobie że znam Poppera i nawet go lubię, należy do grona nielicznych  Ale bardziej przekonuje mnie Denneth, choć faktem jest niezbitym, iż Popper potrafi się wysławiać znacznie jaśniej i już samo to jest ogromną przyjemnością intelektualną. Tyle, że dla mnie koncepcja Poppera jest mniej atrakcyjna od zaczętej przez Dawkinsa i porzuconej koncepcji memów.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Tyle, że dla mnie koncepcja Poppera jest mniej atrakcyjna od zaczętej przez Dawkinsa i porzuconej koncepcji memów.
Czemu? Koncepcja Dawkinsa u zarania była tak samo metafizyczna jak teoria trzech światów, z tym, że ta ostatnia swój charakter uzyskała w sposób zamierzony?
Nie ważne, zresztą Popper nigdy nie dociekał kwestii ewolucji kulturowej, zaś darwinizm jako "meta-zasadę" na początku traktował tak poważnie, że samą darwinowską teorię ewolucji traktował jako metafizyczną. Później wziął poprawkę na wszelkie dodatkowe zastosowania, które z osobna i wszystkie razem nadawały jej naukowy charakter.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dawkins wyraził swoją koncepcję niejasno, z mnóstwem błędów, etc. To fakt niezbity. Ja jednakże uważam, iż rzeczywiście ewolucja kulturowa może być odbiciem ewolucji naturalnej. Pamiętam, jak w pewnym momencie Dawkins gadał z jakimś chorym teistą. I ów człowiek był całkiem niezły, jeśli chodzi o intelekt. Wziął do ręki książkę Dawkinsa i spytał go, czy również ona jest tworem ewolucji. Ja bym powiedział, że zasadniczo tak. To tłumaczy też, dlaczego tak wiele działów matematyki działa, do tego stopnia iż to w zasadzie matematyka "odkryła" antymaterię. Wiele procesów matematycznych jest po prostu odbiciem poprzez nasze ewolucyjne korzenie rzeczywistych praw rządzących wszechświatem. Naszymi świadomymi oczami wszechświat patrzy sam na siebie. Jest to bardzo piękne!
A jeśli chodzi o Dawkinsa, to wogóle nie sprzągł on ewolucji kulturowej z genetycznym rozwojem zdolności mowy, a przecież to kapitalny punkt przejścia. Druga rzecz, którą irytująco powtarza za nim wielu epigonów, to cząstkowy charakter memów. Piosenka, albo religijna formułka są memami, ale już książka "Samolubny gen" nie. To bez sensu. W przypadku takiej teorii albo wszystko, albo nic. A i przypomniało mi się. Ów sprytny teista zapytał, czy to on jest autorem książki, czy też ona wyewoluowała. Odpowiedziałbym to drugie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Odpowiedziałbym to drugie.
Ja raczej to pierwsze.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak jak Dawkins. Ale moim zdaniem jak przyjąć teorię genetyki kultury to druga odpowiedź jest ciekawsza. W końcu memy mogą mutować i gdzieś to robią. Wyjątkowo twórczy lub po prostu skory do fantazjowania umysł sprzyja tym mutacjom. A poza tym masz mnóstwo gotowych zdań i elementów, które siłą rzeczy każdy przyjmuje niemal automatycznie. Memy języka, memy biologii etc. Nie można mówić iż tylko greckie βιος jest memem
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Satyr (4285 punktów) | > Druga rzecz - do pięt mu nie dorastacie, i pamiętajcie o tym, nawet jeśli nie zgadzacie się z jego poglądami. W dziedzinie biologii zapewne tak. Jeśli jednak mówimy o filozoficznej interpretacji wyników nauk biologicznych, to dorastają mu nie tylko do pięt ale i do głowy, a wielce prawdopodobne, że go przewyższają. Jego wnioski nie przebiły się nawet do akademickiej dyskusji w instytutach filozofii i są traktowane raczej jako publicystyka.
W kwestii teorii memów. Cały czas mnie zastanawia, czym się owe memy różnią od czegoś, co można nazwać po prostu zbiorami stanów umysłu. Cała ta ich ewolucja przypomina po prostu ewolucję kulturową, a owe memy to nic innego jak określone stany umysłu, lub dyspozycje do pewnych stanów umysłu (bo przecież np. katolik nie modli się bez przerwy - ma raczej dyspozycję). Różnica jest taka, że badacze ewolucji kulturowej mówią o zachowaniach kulturowych, czyli obserwowalnych danych, natomiast Dawkins mówi o czymś, czego nikt nigdy nie widział. Wydaje mi się, że on po prostu uznaje, że za zachowaniami kulturowymi stoją jakieś stany umysłu i te stany nazwał "memami". To nic oryginalnego i nie jest warte padania na kolana. Nie jest to też nauka lecz dość mętna metafizyka.
Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >W kwestii teorii memów. Cały czas mnie zastanawia, czym się owe memy różnią od czegoś, co można nazwać po prostu zbiorami stanów umysłu. Cała ta ich ewolucja przypomina po prostu ewolucję kulturową, a owe memy to nic innego jak określone stany umysłu, lub dyspozycje do pewnych stanów umysłu (bo przecież np. katolik nie modli się bez przerwy - ma raczej dyspozycję). Różnica jest taka, że badacze ewolucji kulturowej mówią o zachowaniach kulturowych, czyli obserwowalnych danych, natomiast Dawkins mówi o czymś, czego nikt nigdy nie widział.
Niezupełnie. Trzeba uczciwie zauważyć, że Dawkins sam bardzo poważnie swej teorii nie traktował - ot, wysunął ją jako pewną roboczą hipotezę na temat ewolucji przekazu kulturowego. Jeśli dobrze rozumiem, miało to polegać na tym, że pewne elementy behawioru, które mogą być obiektem względnie dokładnego kopiowania, byłyby "kodowane" przez jakieś reprezentacje w mózgach, mające się do nich jak geny do fenotypu.
Koncepcja ciekawa i być może nawet kiedyś okaże sie prawdziwa wobec niektórych aspektów kultury (choć pewno nie całej). Z umysłem ma o tyle związek, że aby była prawdziwa umysł musi być agregatem pewnych mniejszych całości, nie żadną tam niepodzielną substancją czy inną duszą. Doniosłość tej konstatacji zmniejsza jednak fakt, że do takich samych wniosków doszli wsteczni filozofowie badający nieistniejącą dla Jacka Tabisza subiektywność...
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A skąd wiesz, może subiektywności wcale nie ma? Mamy naturalną tendencję, aby tworzyć z niej wszechświaty Umysłu. Ja zalecam redukcjonizm.
|
|
| | | | |  | | spellbinder (8577 punktów) | >To nic oryginalnego i nie jest warte padania na kolana. Nie jest to też nauka lecz dość mętna metafizyka.
Każda grupa ma swoje "ale urwał", tudzież "bedziem pakować!". Dla wielbicieli Dawkinsa to jest słowo "memy" - w ten sposób ludzie rozróżniają kto do jakiej grupy należy...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja nie wiem, co ma każda grupa. Po powierzchownym zerknięciu na Racjonalistę odnosi się wrażenie, iż Dawkins jest tutaj znany i czytany. Po dyskusjach na forum można widać ledwie 1% osób które czytały jego prace biologiczne ze zrozumieniem. Więc krytykę lub pochwały należy poprzedzić lekturą. Jeśli ktoś wie, że Dawkins jest popularny i tyle o nim, niech nie wyciąga zbyt pochopnie wniosków.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | >Po powierzchownym zerknięciu na Racjonalistę odnosi się wrażenie, iż Dawkins jest tutaj znany i czytany.
Dawkins praktycznie wszędzie jest znany. A gdyby zaczął umawiać się z Paris Hilton byłby jeszcze bardziej znany. Tu nie o rozpoznawalność chodzi.
Tu chodzi o podejście - "wszystko co powiedział Dawkins jest święte". Teoria memu jest dramatycznym uproszczeniem - co więcej, dotyczy zagadnienia, którego Dawkins nie studiował, ale to na marginesie, bo Dawkins wcale nie ciągnął tego memu.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wiem, czy zauważyłeś, ale ja też tutaj dość krytycznie wyraziłem się o sposobie sformułowania przez Dawkinsa teorii memu. Nie daje sobie też rady z krytyką innych religii niż chrześcijaństwo i New Age, ale za to to pierwsze robi bezbłędnie, a jedna trzecia ludzkości to już coś.
|
|
| | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | >W kwestii teorii memów. Cały czas mnie zastanawia, czym się owe memy różnią od czegoś, co można nazwać po prostu zbiorami stanów umysłu.
...tym się różnią, że są reprodukowane, zaś nie każdy stan umysłu może być kopiowany w innych umysłach.
>Cała ta ich ewolucja przypomina po prostu ewolucję kulturową,
może i tak, nie wiem nic o ewolucji kulturowej, ale mem, będący plotką, potrafi ewoluować w przeciągu godzin a nawet minut, wątpię, czy ewolucję kulturową rozpatruje się w takich przedziałach czasowych.
>Różnica jest taka, że badacze ewolucji kulturowej mówią o zachowaniach kulturowych, czyli obserwowalnych danych, natomiast Dawkins mówi o czymś, czego nikt nigdy nie widział.
Przejawy istnienia memów są przynajmniej tak oczywiste, jak przejawy istnienia programów komputerowych, których zasadniczo też nikt nie widział. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>Różnica jest taka, że badacze ewolucji kulturowej mówią o zachowaniach kulturowych, czyli obserwowalnych danych, natomiast Dawkins mówi o czymś, czego nikt nigdy nie widział. >Przejawy istnienia memów są przynajmniej tak oczywiste, jak przejawy istnienia programów komputerowych, których zasadniczo też nikt nie widział.
No i Boga też nikt nie widział! Nie zapominajcie o Bogu!
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moim zdaniem w pełni mieści się to w koncepcji duszy, a nawet z niej wynika. Nowa metka do starych cudów.
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Czy w takim razie qualia nie są redukowalne do zjawisk fizycznych?
Wyobraźmy sobie, że zespół neurobiologów obserwuje dostępna mu aparaturą mój mózg. Ja patrzę dajmy na to na biały okrąg na czarnym tle (pole spostrzeżeniowe można by w sposób kontrolowany komplikować). Czy neurolodzy są w stanie w sposób jednoznaczny powiedzieć, co widzę?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Czy neurolodzy są w stanie w sposób jednoznaczny powiedzieć, co widzę?
W zasadzie powinno być to możliwe.
|
|
 | 1 na 1 |
2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Nie rozumiem po co taki zawikłany przykład z widzeniem barw, jakimiś qualiami itp. Przecież chodzi o świadomość, a nawet o samoświadomość. Nikt normalny się nie zastanawia jak widzi na czerwono. Podobno każdy inaczej. Samoświadomość, czy świadomość dotyczy nas jako jednostek, że zdajemy sobie sprawę z tego kim jesteśmy, że mamy swoje "Ja" tzn. wiemy po obudzeniu kim jesteśmy, jak się nazywamy, itp. Dlatego jak wspominałam ważna jest w świadomości też rola pamięci. Mówiło się też o sumieniu. Sumienie też należy do świadomości. I wszystkie te zjawiska, z sumieniem włącznie mają podłoże materialne( mózg). Można to porównać moim zdaniem do zapałki i płomienia. Czym innym jest zapałka i siarka w jej łebku, a czym innym niejako płomień tejże zapałki. Płomień to nie jest zapałka, ale gdyby nie było zapałki, nie byłoby pochodzącego od niej płomienia. Gdy zapałka się wypali płomień gaśnie na wiek wieków. Kiedy człowiek umrze nie ma już podłoża, z którego płynęły by jego myśli, przekonania i uczucia. Różne części mózgu odpowiedzialne są za różne rzeczy. Jedna za pamięć, inne za uczucia, jeszcze inne za intelekt ,motywację, itp.itd. Wszystko to razem zmieszane go kupy daje poczucie samoświadomości. Jaki jest status ontologiczny tego czegoś? Zważyć ani ugryźć tego nie można. "Dualista nie musi ukazać po prostu, że umysł nie wydaje się mieć cech fizycznych, a materia cech umysłu, ale że istnieje realna różnica między tymi dwoma substancjami." Julian Baggini Peter S. Fosl - "Przybornik Filozofa" Instytut Wydawniczy Pax
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
 | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Naprawdę nie obchodzą mnie twoje nieudane metafory, nie interesuje mnie też samoświadomość - nie ona jest tematem tego wątku.
|
|
|  | -1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Jest to opowieść dla mnie, a my rozmawialiśmy o świadomości, a nie o Sorbonie w XIII wieku. Wypowiedź Grabowskiej uważam za bardzo udaną.
|
|
| |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Jest to opowieść dla mnie, a my rozmawialiśmy o świadomości, a nie o Sorbonie w XIII wieku.
A co do rzeczy ma Sorbona, hę?
BTW, o "świadomości" należy napisać kilka książek by sięgnąć zarysu problematyki. Zaś ja celowo skupiłem się na malutkim tyci wycineczku - kwestii treści subiektywnych doświadczeń. Ale nawet tego nie ogarniasz (ani Grabowska, jeśli o to idzie) - wolisz po prostu utwierdzić się w jakiś tam swoich przekonaniach, zastanawiam się tylko, czy kiedyś dotrze do ciebie, że przy całym twoim antyreligianckim nastawieniu, sam prezentujesz żałosna kopie religijnego dogmatyzmu i bezkrytycznego uzależnienia od raz obranych autorytetów.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Po pierwsze, dlaczego zakładasz, iż wrażenia są subiektywne? Może są obiektywne? Skąd wiesz, iż każdy ludzki mózg nie ma po prostu dużego zbioru zupełnie obiektywnych wrażeń, których wymieszanie tworzy wrażenie zróżnicowania? Twoim dogmatem jest skrajny subiektywizm, oraz nieokreśloność. Tymczasem moim zdaniem każdy człowiek ma podobne wrażenia, różnie są wymieszane jedynie ich zbiory, co przy efektach tła (jedna rzecz w tle, druga na wierzchu) tworzy pewną gradację. Do tego dochodzą jeszcze wrażenia kulturowe, czyli wpływ pamięci innych rzeczy na "czyste" wrażenia z danej chwili. Napisałem o Sorbonie, gdyż popularny problem poruszony przez ciebie ma wiele wspólnego ze scholastyką. Zostanie rozwiany przez poczciwe, demokrytowe atomy (tylko czekać, aż wpadnie tu Rigoletto i stwierdzi, iż atomy nie są poczciwe i powinienem od niego uczyć, jakie są atomy  ).
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Po pierwsze, dlaczego zakładasz, iż wrażenia są subiektywne?
Nie zakładam. W moim wątku pojawiło sie sporo znaków zapytania. Z chęcią z kimś powędruję w kierunku rozważania takiego ujęcia - pod warunkiem, że zaprezentuje coś więcej niż apologię płytkiego scjentyzmu.
>Może są obiektywne? Skąd wiesz, iż każdy ludzki mózg nie ma po prostu dużego zbioru zupełnie obiektywnych wrażeń, których wymieszanie tworzy wrażenie zróżnicowania? Twoim dogmatem jest skrajny subiektywizm, oraz nieokreśloność. Tymczasem moim zdaniem każdy człowiek ma podobne wrażenia, różnie są wymieszane jedynie ich zbiory, co przy efektach tła (jedna rzecz w tle, druga na wierzchu) tworzy pewną gradację. Do tego dochodzą jeszcze wrażenia kulturowe, czyli wpływ pamięci innych rzeczy na "czyste" wrażenia z danej chwili.
Nie mówię o "wrażeniach" tylko ich treści. Ma się ona do wrażeń w najlepszym razie jak znaczenie słowa do słów. Sądzisz, że znaczenia słów są tożsame ze słowami? Albo akt werbalizacji jest tym samym co znaczenie?
>Napisałem o Sorbonie, gdyż popularny problem poruszony przez ciebie ma wiele wspólnego ze scholastyką. Zostanie rozwiany przez poczciwe, demokrytowe atomy.
Zasadniczo poczciwe demokrytowe atomy istnieją w taki sposób jak kwintesencja Arystotelesa, i naprawdę jest tylko śmieszniejsze, że z lubością posługujesz się obrazem stricte metafizycznym, gdy ci dostarcza miłego obrazowania, jednocześnie odcinając się od metafizyki.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Apologia płykiego scjentyzmu - nie znam tej osoby.
Sądzę, że znaczenia słów są w podobnej relacji ze słowami u 7 miliardów ludzkich mózgów obecnych na tej planecie. Jeśli nie są, wpływają na to inne kultury, ale w dość określony, prosty do przewidzenia sposób. Przykład - chleb i wino. Każda osoba wychowana w kręgu chrześcijańskim zniekształci znaczenia tych słów w podobny, mesjanistyczny sposób. Hindusowi raczej nie zadrżą łydki. I jeszcze jedno - moje słowa są o tyle złe, że są związane ze specyfiką kuchni danego regionu. Trzeba wziąć pod uwagę słowa bardziej podstawowe - Księżyc, Słońce, kamien, ptak, drzewo, rzeka, piasek etc.
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Jacku. Czy każdy ma swoje własne znaczenie słowa? A jeśli tak, to właściwie jak można uprawiać myślenie, skoro zasadniczo logika wymaga często tożsamości terminów a nie jakiegoś ciemnego "podobieństwa"?
Zaś jeśli wszyscy mają jedno i to samo znaczenie, to jak ono istnieje? We wszystkich głowach jako dokładne kopie? Wątpliwe. W "świecie 3" idei i znaczeń? Może jako idee platońskie? Jako gry językowe? Masz jakieś pomysły, czy tylko powielisz swoje credo "istnieje 7 miliardów... bla bla bla..."
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Istnieje 14 miliardów ludzkich dłoni. Robią różne rzeczy, ale są wystarczająco dokładne, aby zyskać o nich dostateczną wiedzę. I Sylwku, jako Osioł Joński proszę cię o usunięcie usunięcia z tej części dyskusji, bo wróciliśmy do meritum/ Pozdrawiam i dziękuję za ciekawą dyskusję!
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję za usunięcie szarości
|
|
| DEmonizer (4893 punktów) | Zacznę od tego, że temat mnie zaciekawił,a ten eksperyment uważam za interesujący, więc już plus za to.  > Tak więc wyobraźmy sobie Mary - neurolog z przyszłości, która jakimś tajemnym zrządzeniem losu od urodzenia żyła w czarno białym pokoju. Nawet jej własne ciało by zawsze dokładnie pokryte czarną i białą farbą. Mary specjalizowała się w badaniu procesów widzenia. W istocie, mając dostęp do wszelkich wyników oraz możność robienia eksperymentów i całą wiedzę świata na wyciągnięcie ręki udało się jej zdobyć pełną wiedzę o fizjologii widzenia. Mary dokładnie wie co się dzieje w mózgu gdy ktoś patrzy na czerwoną truskawkę. Jednakże, Mary nie wie jak to jest patrzeć na czerwoną truskawkę.Pierwsze: To jest tego samego typu dylemat, czy gdyby Kartezjusz przebywał w pokoju o kształcie kuli, z okrągłym wejściem i różnymi przedmiotami, które są z kul logicznie wyprowadzone, to jak wyglądałby układ współrzędnych. Drugie: Jak wyglądałby wszechświat dla rybki mieszkającej w kulistym akwarium? Oczywiście jest zainteresowana tym, co w akwarium istnieje oraz poza jego szklaną barierą. Trzecie: Porównanie widzenia barw między daltonistą i "widzącym prawidłowo". > Eksperyment myślowy z Mary naświetla jedno z istotnych zagadnień wszelkich rozważań powiązanych ze świadomością i umysłem - kwestię istnienia i statusu qualiów - subiektywnych stanów (lub lepiej - "treści") świadomości.A czy nie można "zmieszać" quali z memami? Albo mówić o jakiś elementach informacji, jako impulsie neuronalnym, bądź grupie impulsów, bodźcu reakcji na "element" otoczenia? Każdy stopień złożoności daje pewien efekt, mózg ludzki, czyli też i umysł jest jakąś złożonością, ewolucyjnym efektem połączenia innych złożoności. Czy qualia są pojęciem ewolucyjnym? Nie chcę tej teorii zrównać ze spirytyzmem, tylko mnie ona ciekawi. Memy są "dzieckiem" ewolucyjności. To nie Dawkins, tylko Dennett.  Cytat drugiego pana: "Kobiety nam się podobają, bo są ładne, czy są ładne, bo nam się podobają? Prawdą jest drugie stwierdzenie, prawdą jako konsekwencja ewolucji." (zacytowałem jego wnioskowanie) Wszelkie "jednostki" informacji np. w ludzkich umysłach są reakcją na otoczenie oraz relacją między ciałem a otoczeniem. Nie tylko tak jest u ludzi, u wszelkich innych istnień, tylko są one na "różnym" poziomie. > Qualia są swoistymi uniwersaliami - jako powtarzalna zawartość doświadczeń zmysłowych (na przykład quale czerwoności, które jest "takie same" przy widzeniu przedmiotów o czerwonej barwie). Są też subiektywne - mogę powiedzieć, że widzę coś czerwonego, ale nie mogę opisać jak to jest widzieć coś czerwonego.Coś jakby wyróżnienia przestrzeni rzeczywistości obiektywnej i przestrzeni "umysłów" ("wrażeń")? Tylko sądzę, że widzenie rzeczywistości jest konsekwencją rzeczywistości poprzez fakt różnorodności, dzięki której może istnieć informacja (jako odbiór rzeczywistości, kodowanie, przepływ od innego do innego). Sądzę, że qualia (choć to tylko słowo) są czymś jak program odbioru konkretnych jednostek informacji. > Eksperyment z Mary jest przyczynkiem do pytań: czy skoro teoretyczna wiedza o fizykalnych aspektach widzenia nie jest tożsama z posiadaniem quale związanych z różnymi zjawiskami widzenia, to czy w momencie gdy Mary opuściłaby swój czarno-biały świat i zobaczyłaby czerwone jabłko dowiedziałaby się czegoś nowego? Przecież już wcześniej wiedziała wszystko o tym co się dziej z jej mózgiem w momencie oglądania czerwonego jabłka. Ale skoro ta zdawałoby się pełna wiedza o fizycznych aspektach tego procesu nie pozwalała jej wiedzieć jak to jest widzieć czerwone jabłko, czy znaczy to, że takie pierwszoosobowe doświadczenia, zawierające między innymi quale czerwonej barwy jabłka (a także, jeśli już o to idzie, cały zestaw innych qualiów) zawiera coś, co nie przynależy do fizykalistycznego porządku będącego przedmiotem opisu naukowego?Może tu chodzi o modele świata fizykalnego ze względu na własne "fizykalne" "właściwości"? Nie wiem, czy by było dobrze subiektywizować obiektywność oraz obiektywizować subiektywność. > Opisu, który z natury funkcjonuje w "trzeciej osobie"? Czy w takim razie qualia nie są redukowalne do zjawisk fizycznych?Czy Windows jest redukowalny do zjawisk fizycznych? Jest efektem relacji fizycznych. Sadzę, że ten aspekt da się fizycznie badać. > jeśli nie, to jaki jest ich status ontologiczny, oraz relacja do fizykalnego świata doświadczeń intersubiektywnych?Muzykę w Winampie można odbierać jako ta "szalejąca krzywa", albo dźwięk wydobywający się z głośników. To co widzimy na monitorze jest odczytem banalnego zapisu zero- jedynkowego. Jaka jest relacja tego z fizykalnym światem? Polecam artykuł z neurobilogii w Świecie Nauki z Lutego 2011 o tytule "Sto bilionów połączeń". P.S.: Qualia - nie rozchodzi mi się tu o nazwy, bo walka o "najpoprawniejszość" nie daje żadnych rozwiązań. Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
>Pierwsze: To jest tego samego typu dylemat, czy gdyby Kartezjusz przebywał w pokoju o kształcie kuli, z okrągłym wejściem i różnymi przedmiotami, które są z kul logicznie wyprowadzone, to jak wyglądałby układ współrzędnych.
Nie sądzę, by był to tego samego typu dylemat. Zarówno układ kartezjański, jak i sferyczny stanowią konstrukty dość elegancko i łatwo ujmowane w postaci obiektywnej (to jest zwerbalizowanej) wiedzy.
>Drugie: Jak wyglądałby wszechświat dla rybki mieszkającej w kulistym akwarium? Oczywiście jest zainteresowana tym, co w akwarium istnieje oraz poza jego szklaną barierą.
Nie widzę związku.
>Trzecie: Porównanie widzenia barw między daltonistą i "widzącym prawidłowo".
Ależ cudownie. Zadajmy sobie pytanie - czy najdokładniejsza wiedza o fizyce widzenia barw (włącznie z neurofizjologia tego procesu) da mu wiedzę o tym jak wyglądają niepostrzegane przez niego barwy?
>A czy nie można "zmieszać" quali z memami? Nie. Memy to jak na razie pewna metafizyczna koncepcja o ewolucji kultury. Ma tylko pośredni związek ze świadomością, a zupełnie żadnego ważnego z kwestią treści doznań zmysłowych.
>Albo mówić o jakiś elementach informacji, jako impulsie neuronalnym, bądź grupie impulsów, bodźcu reakcji na "element" otoczenia?
Ale to jest elementem fizykalnego opisu. Oczywiście stanowi istotną i fascynująca wiedzę. Ale na tym zasadza się ten eksperyment myślowy - czy dokładny opis fizykalistyczny jest tożsamy z subiektywnymi treściami świadomości, a jeśli nie, to czym właściwie są te treści?
>Każdy stopień złożoności daje pewien efekt, mózg ludzki, czyli też i umysł jest jakąś złożonością, ewolucyjnym efektem połączenia innych złożoności.
I co z tego?, Jak to się ma do treści doznań i ich statusu ontologicznego?
>Czy qualia są pojęciem ewolucyjnym? Nie chcę tej teorii zrównać ze spirytyzmem, tylko mnie ona ciekawi.
Co ma tu do jasnej cholery spirytyzm do rzeczy? I nie, nie są pojęciem ewolucyjnym, bo ewoluują geny i ciała a nie subiektywne treści świadomości (koncepcja "zmian" qualiów wydaje się sama w sobie dziwaczną).
>Sądzę, że qualia (choć to tylko słowo) są czymś jak program odbioru konkretnych jednostek informacji.
Rzeczywiście istnieje koncepcja, że qualia są w jakimś sensie relacjami między "wejściem" a "wyjściem" tego co nazywamy umysłem (czyli czynności układu nerwowego), ale tak naprawdę trudno jej zwolennikom rozwikłać wszelkie trudności.
>Może tu chodzi o modele świata fizykalnego ze względu na własne "fizykalne" "właściwości"? Nie wiem, czy by było dobrze subiektywizować obiektywność oraz obiektywizować subiektywność.
Dochodzimy do sedna. We wspomnianym przeze mnie inkryminowanym wątku o świadomości niektórzy uczestnicy potrafią wmówić sobie, że kwestia rozziewu między subiektywnym i obiektywnym jest nieistotna i fakt, że tak ładnie nam przyrasta wiedza o obiektywnym sprawia, iż subiektywne jest nie ważne i nie ma sensu się nim przejmować.
>Czy Windows jest redukowalny do zjawisk fizycznych? Jest efektem relacji fizycznych. Sadzę, że ten aspekt da się fizycznie badać. Jest, o tyle, że jego program można ucieleśnić w pamięci komputera i jego mikroprocesorze. Zaś operacje logiczne w postaci bramek logicznych.
>Muzykę w Winampie można odbierać jako ta "szalejąca krzywa", albo dźwięk wydobywający się z głośników. To co widzimy na monitorze jest odczytem banalnego zapisu zero- jedynkowego. Jaka jest relacja tego z fizykalnym światem? Uhm, wszystko co przedstawiasz to jest fizykalny świat.
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | Moją powyższą wypowiedź traktuję jako "badanie gruntu". Może my się aż tak bardzo nie różnimy. Uważam, że wszechświat w którym my żyjemy jest elementarny (złożony z elementów), atomistyczny. Uważam także, że ważną sprawą jest oddzielenie dwóch Hiperprzestrzeni (takie określenie, aby uniknąć kalki trójwymiarowości): H. Rzeczywistości i H. Umysłów (uogólniając "wrażeń"), gdzie druga jest wytworem pierwszej. Memy - dla mnie to elementy wytworu umysłu(ów), elementy H. Umysłów. > Pierwsze: To jest tego samego typu dylemat, czy gdyby Kartezjusz przebywał w >pokoju o kształcie kuli, z okrągłym wejściem i różnymi przedmiotami, które są z kul >logicznie wyprowadzone, to jak wyglądałby układ współrzędnych.> Drugie: Jak wyglądałby wszechświat dla rybki mieszkającej w kulistym akwarium? >Oczywiście jest zainteresowana tym, co w akwarium istnieje oraz poza jego szklaną >barierą.Patrząc na to z atomistycznej strony: To w "Czym" jesteśmy zanurzeni wpływa na sposób widzenia "Tego". > Trzecie: Porównanie widzenia barw między daltonistą i "widzącym prawidłowo".Tu wychodzę od H. Umysłów: Który obraz jest prawdziwy? Oba i żaden z nich. Prawdziwość jest nierozstrzygalna. > czy dokładny opis fizykalistyczny jest tożsamy z subiektywnymi treściami świadomości, a jeśli nie, to czym właściwie są te treści?Jest i nie jest. Wydaje mi się, że trochę jest to tak, jak porównanie mechaniki kwantowej z teorią względności. Niby obie działają w tym samym wszechświecie, ale są bardzo różne od siebie. Świadomość jest kwestią skali złożoności, ale rozbijanie złożoności na czynniki pierwsze niszczy świadomość. Jeden neuron nic nie znaczy. Możemy ją badać tylko na pewnym schodku złożoności. Dla badania świadomości skala złożoności musi "być w sam raz". Interesuje mnie pytanie: Czy badanie świadomości ma wpływ na świadomość? Jaki? Jak reaguje świadomość świadomego tego, że jego świadomość jest badana? > Każdy stopień złożoności daje pewien efekt, mózg ludzki, czyli też i umysł jest >jakąś złożonością, ewolucyjnym efektem połączenia innych złożoności.> I co z tego?, Jak to się ma do treści doznań i ich statusu ontologicznego?Rodzaj złożoności wpływa na to, jaką można mieć gamę doznań. Oczywiście mówimy tu o przybliżonych doznaniach, bo nie da się określać tego w stylu "dużo - mało, 5 lub 7". Jaki jest Umysł, jakie zawiera "elementy wiedzy", taka jest jego Hiperprzestrzeń Umysłu. > nie, nie są pojęciem ewolucyjnym, bo ewoluują geny i ciała a nie subiektywne treści świadomości (koncepcja "zmian" qualiów wydaje się sama w sobie dziwaczną).Rozumiem. Wydaje mi się, że qualia są (jeśli są) w jakiś sposób zmienne, nieokreślone, niedookreślenia, jakby kwantowe. Czy jakieś qualium u jednego człowieka uznane za takie samo faktycznie takim jest? P.S.: Nie chciałbym, aby dyskusja zamieniła się w szarpaninę, bo temat uważam za bardzo istotny dla mnie. Pozdrawiam
|
|
| |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) |
>Uważam, że wszechświat w którym my żyjemy jest elementarny (złożony z elementów), atomistyczny. Uważam także, że ważną sprawą jest oddzielenie dwóch Hiperprzestrzeni (takie określenie, aby uniknąć kalki trójwymiarowości): H. Rzeczywistości i H. Umysłów (uogólniając "wrażeń"), gdzie druga jest wytworem pierwszej. >Memy - dla mnie to elementy wytworu umysłu(ów), elementy H. Umysłów.
Nie znam tej terminologii, zaś stojące za nią idee pachną mi tradycyjną, dualistyczną metafizyką.
Choć niektórzy w swym prostactwie bardzo się starali mnie zbyć, wciskając w ramy wyznawców takiego dualizmu, to w tym miejscu czuję się w obowiązku powiedzieć, iż nie jestem (metafizycznym) dualistą.
|
|
| | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | > Nie znam tej terminologii, zaś stojące za nią idee pachną mi tradycyjną, dualistyczną metafizyką.Nie nazwałbym tego dualizmem, raczej relacją: Zjawiska - Konsekwencje. Umysł samoświadomy dla życia jest tym, czym życie było dla materii, a jednocześnie wszystko jest materią, ogólniej informacją. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | DEmonizer (4893 punktów) | Pracuję właśnie nad taką ideą. Ważne jest oddzielenie H. Rzeczywistości od H. Umysłów, aby ograniczyć przestrzeń do sporów o prawdę. Rzeczywistość jest jedna i jednoznaczna, a w umysłach może być różnie. W ten sposób mogę odebrać ogromną przestrzeń krwawej walki religijnej, wtedy dopiero będzie się dożyć do świata w którym nie rozstrzyga się, czy bogowie istnieją, czy nie, bo ten temat jest niepotrzebny. Może to i idealizm, ale dla mnie piękny. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dla mnie to brzmi jak metafora. Natomiast rzeczywistość jest jedna. Czy rzeczywiście trzeba kroić nasz świat na pół, aby czuć się dobrze?
|
|
| | | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Dla mnie ta sprawa jest prosta. Jeśli ktoś chce, to niech kroi, jeśli nie, no więc niech tego nie robi. Dla mnie świat jest jednoznaczny, jeden, różnorodny. Wszechświat umysłu jest troszkę jak liczby zespolone.  Ja wcale się nie wycofuję z "atomizmu" i nie idę w jakieś transcendencje, bo są mi do niczego nie potrzebne, ja się fascynuję umysłowością. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie ma wszechświata umysłu. To drobna i jednak ograniczona cząstka materialnej natury, bardziej skomplikowana niż na przykład płetwa. ALe skoro mówisz o wszechświecie umysłu, wydaje mi się, że płetwa to co najmniej gromada galaktyk...
Skąd wiesz, iż umysł ma cokolwiek wspólnego z liczbami zespolonymi? Dlaczego nie z geometrią wykreślną, algebrą, albo teorią zbiorów?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | DEmonizer (4893 punktów) | > Nie ma wszechświata umysłu. To drobna i jednak ograniczona cząstka materialnej natury, bardziej skomplikowana niż na przykład płetwa.Jest i nie ma. Zależy od tego z której strony na to spojrzysz. Dla mnie wszechświat Umysłu jest pewnego rodzaju narzędziem, tak samo jak cyfra "jeden" na kratce, która przecież jest ograniczonym zbiorem cząsteczek grafitu. Rzeczywistym faktem jest ten właśnie grafit, skoro tylko on jest prawdą więc po co używać tej bzdurnej "jedynki". Wszechświat Umysłu traktuję jako iluzyjne narzędzie. Spójrz: Masz dwa elementy i relację między nimi, okazuje się, że ta relacja jest naprawdę istotna, ale istnieją przecież tylko te dwa elementy, więc relację pomijamy? > ALe skoro mówisz o wszechświecie umysłu, wydaje mi się, że płetwa to co najmniej gromada galaktyk...Wszystko jest kwestią skali. Tak naprawdę Ziemia nie istnieje, istnieje jakieś "kwantowe szaleństwo" w tym miejscu. To jest szczegółowość, która potrafi prowadzić do wniosków produkujących ból głowy w stosowaniu. > Skąd wiesz, iż umysł ma cokolwiek wspólnego z liczbami zespolonymi? Dlaczego nie z geometrią wykreślną, algebrą, albo teorią zbiorów?Metafora. Nie fakt, tylko właśnie metafora. No może fakt użycia metafory, ale to jest zjawisko umysłowe, które nie istnieje, bo są tylko i wyłącznie fizykalne impulsy. I zgadza się, są.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nadal uważam, iż słowo "wszechświat Umysłu (jeszcze przez duże "U")" jest nieprecyzyjne. To już było wiele razy - przeciwstawianie efektu procesów mózgowych ziemskiego ssaka Homo sapiens całemu wszechświatowi...
|
|
| | | | | | | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | > Nadal uważam, iż słowo "wszechświat Umysłu (jeszcze przez duże "U")" jest nieprecyzyjne.To tylko słowo, które mi dobrze brzmi. > To już było wiele razy - przeciwstawianie efektu procesów mózgowych ziemskiego ssaka Homo sapiens całemu wszechświatowi...Ja nic takiego nie robię. "Wszechświat Umysłów" jest efektem "pracy" neuronów, działania naszego mózgu, można powiedzieć, że jest równoważny mózgowi. Ja go wcale nie przeciwstawiam całemu wszechświatowi. Ja go stawiam gdzieś obok, jako narzędzie opisywania pewnych zjawisk. A słowo narzędzie coś o sobie mówi, np. dla mnie koło (obiekt matematyczny) jest narzędziem. I nie ma tu żadnych teistycznych naleciałości. Bez obaw.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To dobrze, że nie ma!  Może jednak Kraina Umysłu? Bo wszechświat, to tak jakbyś nazwał mrówkę wulkanem ruchu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Może być i Kraina Umysłów.  Ostatnio mam nastrój na tematy dość zaczepnie, że tak to ujmę. Jestem w trakcie patrzenia na pewne rzeczy z troszkę innych perspektyw. Lecz dalej BEZBOŻNIE. Tylko z większym dystansem. Tworzę konfrontację moich pomysłów z forumowiczami, a to już jest bardzo pouczające i dużo mi daje. Bawię się własnym umysłem, przekładam zabawę na forum i wyciągam wnioski, po prostu korzystam, może i ktoś skorzysta.  Przynajmniej dyskusje są ciekawe, a może i coś nowego podrzucą. Szkoda życia dla bogów, lepiej pielęgnować swoją Krainę Umysłów.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tutaj twoje poglądy są mainstreamowe. Ja jestem zaczepny z materializmem. Palmy za oknem tak samo.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | > Tutaj twoje poglądy są mainstreamowe. Ja jestem zaczepny z materializmem. Palmy za oknem tak samo.A po co te łatki? Każdy poprawny materialista, będąc szczerym i "notując" wszystkie swoje myśli mógłby się ugryźć w język, bo użyć może metafor niematerialistycznych. Jakbym założył wątek o ludzkich uczuciach, było by to "duchowe"? Jest pewna sfera egzystencji o której się rozmawia skrótami, metaforami, bo tak jest łatwiej, to jest nasz bagaż ewolucyjny. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Dla mnie to brzmi jak metafora. Natomiast rzeczywistość jest jedna. Czy rzeczywiście trzeba kroić nasz świat na pół, aby czuć się dobrze?
Rzeczywistość (naszego doświadczenia) sama jest rozbita na pół, zaś trzeba być osłem, który w rozwoju intelektualnym stoi na etapie presokratyków, by wmówić sobie, że jest jedna i ma postać atomów i próżni poza naszymi umysłami.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Masz rację, szanuję filozofów jońskich bardziej niż Sokratesa i na przykład Kanta. Jeśli osoby należące do tego klubu miłośnicy metafizyki nazywają osłami, uważam, iż to zaszczytne miano.
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Kant zasadniczo uważał (w pewnym sensie słusznie), że zabił metafizykę. Jeśli ty uważasz, że on był metafizykiem, cóż...
BTW: jońscy filozofowie byli zaś metafizykami czystej wody, no ale to nieistotny szczegół. Ostatecznie, brak koherencji nie jest twą najbardziej jaskrawą przypadłością...
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Kant może to zrobił, ale zdajesz sobie sprawę iż kantyzm zamiera nurty wręcz przeciwstawne do poglądów filozofa, które zresztą nie są całkowicie spójne.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | "Całkowicie spójne" nie są niczyje poglądy.
Trudno oskarżać Kanta o grzechy hochsztaplerów co później się pod jego filozofię podszywali.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście, ale przyznasz, że miał pecha do tych tłumów grzeszników. Dlatego w kontynuacji jego myśli znajdziesz wiele tez mogących uchodzić za czystej wody metafizykę.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Tylko co z tego? Nie obchodzą mnie Hegle, więc nie stanowi to dla mnie problemu. Bełkot kompromituje się sam, nie potrzebuje w tym celu certyfikatu "religianctwo", tak jak prawda nie potrzebuje certyfikatu "ateistyczne".
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Znów się z tobą zgadzam  Nie mam Kanta pod ręką i nie pamiętam już, z czym się u niego nie zgadzałem. Możesz napisać, co z kolei ciebie w nim inspiruje? A jeśli chodzi o teizm i ateizm, to ja już sto razy stwierdziłem, iż bliżej mi do teisty niezaświatowca niż ateisty zaświatowca. Uważam też, iż nasze emocje są ważną częścią nas samych i dobrze by było niekiedy animalizować sobie Naturę, myśleć o niej jako o Matce. Inaczej wychodzi człowiek na martwym tle. A tło nie jest martwe, to nieprawda. Wybacz, że wspomnę znów Dawkinsa, ale ja uważam, tak samo jak on, iż jeśli zachwyt nad Naturą można nazwać religią, to ja jestem bardzo religijny. Nie lubię natomiast ateistów, którym wszystko wisi, zerwali się ze smyczy i uważają, iż trzeba po prostu żyć życiem. Bez patrzenia w gwiazdy, bez patrzenia w trawę, we wszystko co piękne. Bliżej mi tu do umiarkowanych, romantycznych teistów. Myślę, że się mniej mylą od ateistów, którzy uznali, iż skoro żaden cel nie istnieje, to można całe życie żreć chipsy przed TV.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | > Znów się z tobą zgadzam Nie mam Kanta pod ręką i nie pamiętam już, z czym się u niego nie zgadzałem. Możesz napisać, co z kolei ciebie w nim inspiruje?W przypadku Kanta lepszym pytaniem byłoby "co cię w nim konfunduje?" na co odpowiedziałbym "wszystko"
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A co uznałbyś za cenne w tej dyskusji? Może jakieś motto? Właśnie zajrzałem na Wikipedię, żeby sobie przypomnieć, ale tam bzdury piszą, a mnie internet tutaj nie słucha jeśli chodzi o szukanie sensowniejszych stron.
W dziełach Kanta można też się dopatrzyć postulatów teistycznych i eschatologicznych - je również popierasz?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >A co uznałbyś za cenne w tej dyskusji? Może jakieś motto? Właśnie zajrzałem na Wikipedię, żeby sobie przypomnieć, ale tam bzdury piszą, a mnie internet tutaj nie słucha jeśli chodzi o szukanie sensowniejszych stron. Raczej nie odważę się mieszać tutaj Kanta bo i po co?
Z jego punktu widzenia istnieją formy poznania w niepoznawalny sposób wypełniane treścią doświadczenia przez rzeczy same w sobie. Te ostatnie mogą ale nie muszą być "podobne" do przedmiotów doświadczenia. Qualia to "znaki" wewnętrznego języka i w ogóle nie bardzo wiem jak je osadzić w jego systemie.
>W dziełach Kanta można też się dopatrzyć postulatów teistycznych i eschatologicznych - je również popierasz?
Dopatrzyć się można - w dziełach etycznych i zawsze na warunkach świadomego fideizmu bez pretensji do czegokolwiek co mogłoby być "wiedzą".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:>Dopatrzyć się można - w dziełach etycznych i zawsze na warunkach świadomego fideizmu bez pretensji do czegokolwiek co mogłoby być "wiedzą". No ja zawsze miałem problemy z odzieleniem jednego od drugiego. Miałem dwóch Kantów. W końcu etyka też bywa uznawana za wiedzę i łączona z innymi zagadnieniami w umyśle tego samego myśliciela. Teraz po mału zyskujemy opis ewolucyjnych podstaw intuicyjnej etyki, zatem połączenie niejako się pojawia.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dlaczego na przykład uważasz, iż Anaksymander był metafizykiem czystej wody? Za ogólną zasadę wszystkiego uznał przestrzeń. Czy przestrzeń jest metafizyczna? Heraklit z kolei pisał o zmienności, która tak naprawdę jest też niezmiennością. Rzeczywiście, zmienność jest ważnym elementem rzeczywistości. Jeśli spojrzymy na czasoprzestrzeń po einsteinowsku, zmienność w niektórych rzutach okazuje się niezmienna. Mówiąc inaczej - odkrycia Einsteina pozwalają spojrzeć na czasoprzestrzeń jako na konkretny obiekt. Wrażenia zmienności czasu są z tej perspektywy jedynie uproszczeniem szerszej, bardziej geometrycznej relacji. Nie wiadomo jeszcze, czy fizyka kwantowa w pełni obaliła skrajne aspekty postulatów Einsteina.
Inna rzecz, jeśli odnajdziemy cząsteczkowo - falową budowę czasoprzestrzeni, de facto będzie to postulat spełniąjący śmiałem intuicje Anaksymandra (o ile możemy je tak zrekonstruować z zachowanych fragmentów, co może też być, nie przeczę, najzwyklejszą w świecie nadinterpretacją).
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | >Czy przestrzeń jest metafizyczna?
Tak. Twoim problemem jest bezkrytyczne założenie, że "metafizyczność" to coś tożsamego z "mistyczne", lub "nadnaturalne". Tymczasem te terminy mają mało wspólnego.
Przestrzeń bywa metafizyczna, o tyle o ile jakiejś jej własności zakłada się, a nie postuluje do empirycznego sprawdzenia. To naprawdę nietrudno pojąć, ani też nie wymaga wiary w mity.
>Heraklit z kolei pisał o zmienności, która tak naprawdę jest też niezmiennością. Rzeczywiście, zmienność jest ważnym elementem rzeczywistości. Jeśli spojrzymy na czasoprzestrzeń po einsteinowsku, zmienność w niektórych rzutach okazuje się niezmienna. Mówiąc inaczej - odkrycia Einsteina pozwalają spojrzeć na czasoprzestrzeń jako na konkretny obiekt. Wrażenia zmienności czasu są z tej perspektywy jedynie uproszczeniem szerszej, bardziej geometrycznej relacji. Nie wiadomo jeszcze, czy fizyka kwantowa w pełni obaliła skrajne aspekty postulatów Einsteina.
Jeśli już cię interesują takie rzeczy - zerknij w stronę Parmenidesa. Jego Byt jest pod pewnymi względami taką statyczną strukturą przypominającą czterowymiarową czasoprzestrzeń Einsteina - istniejącą poza czasem (i "zwykłą", newtonowską przestrzenią) jako niezmienna struktura geometryczna.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja bardzo lubię Parmenidesa. Nie do końca się z nim zgadzam, ale był on niezwykle inspirujący.
Dla mnie Parmenides to początek zmierzchu najbardziej udanego okresu filozofii europejskiej.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | spray (5875 punktów) | > Pracuję właśnie nad taką ideą.> Ważne jest oddzielenie H. Rzeczywistości od H. Umysłów, aby ograniczyć przestrzeń do sporów o prawdę. Rzeczywistość jest jedna i jednoznaczna, a w umysłach może być różnie.Jest relatywistyczna. Przynajmniej z punktu widzenia rozumu  Jeśli nie jest - być może to rozum jest zjawiskiem relatywistycznym, o czym rozum pojęcia mieć nie może, dopóki siebie samego widzi za punkt odniesienia inercjalny w relatywistycznej rzeczywistości nieinercjalnej. To statnie może, choć nie musi, implikować totalną holistyczność Wszystkiego. I co wtedy? Ja tam sie nie martwię. Uznaję, że świadomość to nic innego, jak sposób istnienia pewnego mikroskopijnego wycinka Wszechświata. Uporządkowanie tego istnienia, to właśnie czas - a raczej jego złudzenie...przyczyna i skutek, tak z grubsza. Czyli - powiązania miedzy podobnymi stanami kwantowymi z racji podobieństwa, i to powiązania skarjnie znikome, ale jednocześnie konstytuujące (bo lepszych nie ma), a nie jakieś tam ... ekhm... następstwa... następstwa są wtórym efektem, dokładniej : nie ma przyczyny i skutku. Wszechświat jest holistyczny. Świadomość jest przypadkowym podobieństwem paru stanów holistycznych, dających złudzenie ciagłości - tym samym : przyczynowości. Czas... a raczej potoczne rozumienie czasu, jako wymiaru, to efekt tego nieporozumienia ... Prawdopodobnie nawet nie ma takiego wymiaru.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Czas... a raczej potoczne rozumienie czasu, jako wymiaru, to efekt tego nieporozumienia ... Prawdopodobnie nawet nie ma takiego wymiaru. Geometryczne powiązanie przestrzeni z czasem zostało udowodnione eksperymentalnie. Ludzie bawili się z superdokładnymi zegarami w różnych miejscach. Jakie poważniejsze dowody z twojej strony obalają powyższe?
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | I bardzo dobrze Sylwku!  Dobrze, źle - może kwestia gustu, ale pozwolisz, iż ocenię to na zasadzie, na co mamy dowody i czy przytaczamy je (jeśli je mamy) w naszych wypowiedziach.
|
|
|  | 1 na 1 | PiKu (93 punktów) | Co do qualiów to też mi się wydaje, że jest to jakiś rodzaj relacji między stanami mózgu a stanami receptorów lub pomiędzy różnymi stanami mózgu w różnych momentach i jego różnych rejonach-halucynacje nie muszą zależeć od odbioru sygnałów z zewnątrz. Można to uogólnić i zamiast mózg powiedzieć system analizujący informacje. Zresztą te relacje w postaci qualiów to informacja właśnie, treść, znaczenie. Wrażenie, że się jest to jedna z tych treści. Świadomość to relacja oparta na sprzężeniach zwrotnych-złożenie stanów układu i jego otoczenia. Może będę radykalny ale czy komórki wydzielającej autokrynowo po zadziałaniu jakiegoś wcześniejszego bodźca wewnętrznego lub zewnęrznego nie mogę też w pewnym sensie nazwać "świadomą"? To wszystko może się dziać w różnych układach i skalach czasowych ale sprzężenia są. Zdolność do rozróżniania różnych qualiów może wynikać z wielkości układu i charakteru jego wewnęrznych powiązań. Zdolność ta zostanie utrwalona w toku ewolucji jeśli sprzyja przetrwaniu i propagacji wzorca. Jeśli materia jest energią a energię(o ile naprawdę-poprawcie mnie, jeśli się mylę) można zrównać z informacją, to może dualizmu uda się uniknąć poprzez założenie wielorzędowej struktury tej informacji, analogicznie trochę do struktury białka. Może te podstawowe kwantowe bity-byty istnieją najpierw w relacji do samych siebie a potem jako elementy większych systemów, które też są we wzajemnej relacji? Jest tu jakiś specjalista? Help!
|
|
|  | 1 na 1 | PiKu (93 punktów) | Proszę o kulturalne wypowiedzi. Jestem amatorem, nie profesorem i nie chcę się zrażać do dyskusji ani zdobywania wiedzy.
|
|
| Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mary ma 7 miliardów braci i siostr, którzy to z grubsza podobnie radzą sobie z widzeniem czerwieni. Może ich badać i być przez nich badana.
W pełni najpewniej fizyczny świat Mary nazywa się Naturą. Na skutek błędnego sprzężenia atawizmów od bardzo dawna bracia i siostry Mary dopatrują się we wszystkich rzeczy niewidzialnych, które mają spełniać ich najskrytsze pragnienia. Dlatego nie lubią, jak coś jest w pełni fizykalne, czyli związane całkowicie z Naturą. Przeszkadza to w pracy Mary.
Nautura, w której żyje Mary i której jest częścią, podlegała i podlega procesowi ewolucji. Ów proces przyniósł wiele, w pełni fizykalnych, a jednak przełomowych zmian. Dalecy przodkowie Mary zaczęli się rozmnażać płciowo. Stali się organizmamy wielokomórkowymi. Wyszli z wody na ląd. Z lądu wzbili się w powietrze. Pod wpływem genów behawioru zaczęli budować mrowiska, ule, gniazda, tamy i inne konstrukcje. Swiadomość była jedną z wielu takich przełomowych, w pełni fizykalnych zmian.
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) | Więc jednak.
Wolisz być błaznem niż dyskutantem. Twój wybór.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Historyjka za historyjkę. Jeśli uważasz, że pisanie historyjek jest błazenadą, to przecież ty to zacząłeś. Skąd założenie czarnobiałego pokoju, skoro na świadomość złożyły się isniejące w naturze kolory? Skoro nawet mamy w naszym, ludzkim mózgu nie zawsze potrzebne starsze odcienie?
Odnosząc się do innego wątku twojej historyjki, można by stwierdzić, że nie powinniśmy sobie uzurpować prawa do badania skrzydeł ptaków i mechaniki ich lotu, bo poza aniołami na obrazach i tym podobnymi stworkami, nie mamy skrzydeł i nie latamy sami z siebie, bez żadnych dodatkowych urządzeń.
Piszesz - nie wiemy, jak to jest być świadomym, bo to inny kolor. Inny od czego? Mamy paletę impulsów nerwowych i genów konstruujących nasz organizm. Możemy śledzić ich ewolucję porównując siebie z naszymi przodkami (a dokładniej rzec biorąc ich bliskimi kuzynami). Gdyby nie było ewolucji, stopniowych mutacji, gdyby świadomość zjawiła się jak dusza dana od boga, to wtedy twoja historyjka miałaby rację bytu. Jednakże mamy potężną bibliotekę genów zawartą w naturze i możemy śledzić drogę ich zmian.
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Eksperyment nie miał na celu dowodzenia zakazu "badania" czy czegoś w tym stylu, ale sformułowaniu koncepcji pozwalającej rozważyć, czy pełny opis fizycznej strony zjawisk jest wszystkim co da się o nich powiedzieć? Naprawdę tego nie kumasz? Jesteś aż tak wykastrowany ze zdolności myślenia?
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zależy, co uważasz za "wszystko". Ja uważam, iż wystarczająco wiele.
Albo inaczej. Nauka to zadawanie zagadek rzeczywistości i próba odpowiadania na nie. Tworzy się modele, hipotezy i dowodzi się ich racji bytu. Uogólnia się różne zjawiska do postaci uniwersalnych wzorów. W tych wszystkich procesach "wszystko" nie jest głównym postulatem. Wiadomo, że dopóki nam się opis wszechświata nie skończy (co możliwe nie tak znów w odległej przyszłości) , dla ogólności będą istniały wyższe poziomy ogólności.
Wracając do konkretów - uważam, iż świadomość jest zjawiskiem energiomaterialnym, w pełni podlegającym badaniu. Jest zjawiskiem powtarzalnym (jednorazowy wystrzał znikąd ciężko było zbadać). Nie piszę "wszystko" choćby dlatego, że być może po wystarczającym zbadaniu naszej świadomości spotkami świadomych kosmitów. Swiadomych inaczej niż my. Rzuci to też nowe światło na szczegóły naszej wystarczającej wiedzy o świadomości i uczyni ową wiedzę jeszcze bardziej wystarczającą.
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Satyr (4285 punktów) |
>Albo inaczej. Nauka to zadawanie zagadek rzeczywistości i próba odpowiadania na nie. Tworzy się modele, hipotezy i dowodzi się ich racji bytu. Uogólnia się różne zjawiska do postaci uniwersalnych wzorów.
Jacku, chyba ciągle nie załapałeś istoty problemu. Sedno sprawy tkwi w przypuszczeniu, że pewne obiekty lub własności mogą w ogóle nie być - z samej ich istoty - dostępne jakiejkolwiek metodzie naukowej, i nigdy nie będą. Metoda współczesnej nauki opiera się na intersubiektywności - obiekty i własności, na temat których formułuje się hipotezy muszą być intersubiektywnie sprawdzalne, a więc dostępne poznawczo dla mnogości podmiotów (np. naukowców). Problem polega na tym, że rzeczone qualia nie są dostępne intersubiektywnie, lecz jedynie subiektywnie - leży to w samej ich naturze. Oznacza to, że kompletny, bezbłędny nawet fizykalistyczny opis wszechświata po prostu owe qualia opuści - są one dla niego "niewidoczne". Można znaleźć fizyczną podstawę np. aktu widzenia (tzw. neuronalny korelat świadomości) - ale jego opis i tak nie przekaże nam wszystkiego; "przeoczy" mianowicie specyficzne, subiektywne doznanie towarzyszące widzeniu czegoś np. czerwonego. I wynika to nie z naszej obecnej, przygodnej niedoskonałości poznawczej, ale z samej istoty problematycznych obiektów. Dlatego kwestia ontologicznego statusu takich właśnie subiektywnych obiektów i własności ma niebagatelne znaczenie.
Pozdrawiam
P.S. Uwaga do Sylwka - Twoje uwagi są niewątpliwie trafne ale okraszane wstawkami niezbyt uprzejmymi. Zniechęcasz swojego rozmówcę.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Sylwek nie daje rady odpowiadać spokojnie, bo każda cierpliwość ma granice. Dyskusja Sylwka z Jackiem ciągnie się od pewnego czasu - wcześniej w innych tematach.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moja cierpliwość ma szersze terytorium.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dzięki Satyrze, ale je nie zakładam qualiów. Moim zdaniem to, co się odczuwa po ujrzeniu koloru jest intersubiektywne, jeśli w przypadku człowieka odejmiemy uzależnienia kulturowe (a wtedy też będziemy mieć grupy podobnie odczuwających związanych z taką a nie inną kulturą).
Moim zdaniem 7 miliardów osób na tym świecie odczuwa czerwień tak samo, gdyż ma te same w ogólnym zarysie konstrukcyjnym mózgi. Od tego można odjąć osoby chore, więc niech będzie 6 miliardów, natomiast wpływ chorób na intersubiektywne odczuwanie też jest intersubiektywny. I pisałem już o tym.
I tu jeszcze dodam, iż sposób odczuwania czerwieni może wynikać z ekspresji genetycznej również na płaszczyźnie emocjonalnej. To nazywa się qualiami, które moim zdaniem są pustym terminem.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | kognitywista (3391 punktów) | >Moim zdaniem 7 miliardów osób na tym świecie odczuwa czerwień tak samo, gdyż ma te same w ogólnym zarysie konstrukcyjnym mózgi. Od tego można odjąć osoby chore, więc niech będzie 6 miliardów, natomiast wpływ chorób na intersubiektywne odczuwanie też jest intersubiektywny. Możesz tak zakładać i masz ku temu przesłanki, ale będą to jedynie założenia. Nie możesz tego nie tylko udowodnić, ale nawet stwierdzić. Być może połowa ludzkości widzi niebieski tak, jak Ty widzisz żółty (i odwrotnie). Może tak być i nie istnieje sposób aby to stwierdzić. To fascynujące zagadnienie znane jest jako problem odwróconych qualiów. W takim wypadku qualia rzeczywiście byłyby nieredukowalne, bo opisywałyby jakiś aspekt świata, którego nie ujmuje fizyka i neurofizjologia. Chalmers i Searle ostrzegają nas by nie utożsamiać rzetelnej nauki z redukcjonizmem, który jest wspaniałym narzędziem o ograniczonym obszarze zastosowań. Proponują antyredukcjonistyczny funkcjonalizm oparty na naturalizmie i mieszczący się w monistycznej koncepcji świata.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Oczywiście, możesz mieć zupełną rację. Wydaje mi się jednak, że nawet nadmierny być może redukcjonizm nie zapędza mnie aż tak daleko w modelach i koncepcjach, jak niektórych moich interlokutorów. Wydaje mi się, iż możliwości całkowicie fizykalnego zbadania tego, co nazywa się qualiami nie jest z założenia nierealna. Nauka nie musi przecież opisywać konkretnych obiektów, ale też interakcje i modulacje tych interakcji. Wyobrażam sobie nawet (bo dlaczego nie) w pełni usystematyzowaną tablicę odczuć i naukowy, fizykalny opis ich powstawania, z którego będzie można wyczytać bardziej złożone związki odczuciowe. Może to zupełnie niemożliwe, a może całkiem możliwe - zobaczymy. Jeśli chodzi o redukcjonizm, prosta jest tylko metoda. Efekty, które może dać, mogą się okazać dużo bardziej złożone i ważkie, od miękkiego, złożonego "bo tak jest", "bo nigdy", "zostawmy to".
|
|
| | | | | | | |  | | kognitywista (3391 punktów) | Dokładnie o to mi chodzi. Aby bezpodstawnie nie usztywniać stanowisk na etapie dociekań filozoficznych. Nie wiemy, czy qualia są badalne metodami obiektywnymi, czy nie. Scorp pięknie wyjaśnił przyczyny trudności, ale być może kiedyś uda się nam (albo naszym ewolucyjnym następcom) pokonać je.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Nauka to zadawanie zagadek rzeczywistości i próba odpowiadania na nie. Tworzy się modele, hipotezy i dowodzi się ich racji bytu. Uogólnia się różne zjawiska do postaci uniwersalnych wzorów. W tych wszystkich procesach "wszystko" nie jest głównym postulatem. Wiadomo, że dopóki nam się opis wszechświata nie skończy (co możliwe nie tak znów w odległej przyszłości) , dla ogólności będą istniały wyższe poziomy ogólności.
Ogólnie - o nauce masz, obawiam się (wbrew własnym rojeniom), podobne pojęcie co o filozofii. O ile pierwsze zdanie ujdzie, drugie podobnie, to trzecie jest zwyczajnie fałszywe i jest anachroniczną koncepcją zdyskredytowana wraz z pozytywizmem logicznym (choć jej rdzeń metodologiczny - indukcja - został zasadnie skrytykowany juz przez Davida Hume'a). No ale co o tym może wiedzieć ktoś, kto w ramach swej naiwnej dogmatyki z góry odrzuca pewne teorie i poglądy ze względu na etykietkę...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie odrzucam Sylwku. Napisałem, iż qualia są dla mnie martwym terminem i napisałem też dlaczego. Być może uważasz, że to dziwne, ale przecież mamy prawa do naszych opinii. Czy masz jeszcze coś poza qualiami na poparcie twoich hipotez o niebadalności świadomości? I czy wciąż mówimy o różnych formach świadomości, czy też tylko o Homo sapiens?
Jeśli chodzi o trzecią część, to nasz wszechświat nie jest nieskończony i naprawdę może się okazać, iż znajdziemy i wyjaśnimy wszystkie ogólne zasady nim rządzące na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Mam nadzieję, że istnieją też równoległe wszechświaty, lub coś w tę stronę, bo ja poczuję wtedy pewną klaustrofobię.
Nie mówię, że tak będzie, ale uznawanie, iż niemożliwe jest stworzenie najbardziej ogólnej teorii fizycznej dotyczącej naszego wszechświata nie ma podstaw. Jest to całkiem możliwe.
|
|
| | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Nie odrzucam Sylwku. Napisałem, iż qualia są dla mnie martwym terminem i napisałem też dlaczego.
Napisałeś po prostu, że je odrzucasz "bo to metafizyka" - co nie jest zresztą prawdą.
>Czy masz jeszcze coś poza qualiami na poparcie twoich hipotez o niebadalności świadomości? A gdzież to ja takie tezy głosiłem? Co najwyżej powiedziałem, że opis stricte fizykalistyczny może nie wystarczyć. Czy biolodzy też są metafizycznymi mistykami, bo posługują sie niefizykalistycznym pojęciem "ewolucji"?
>Jeśli chodzi o trzecią część, to nasz wszechświat nie jest nieskończony i naprawdę może się okazać, iż znajdziemy i wyjaśnimy wszystkie ogólne zasady nim rządzące na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Mam nadzieję, że istnieją też równoległe wszechświaty, lub coś w tę stronę, bo ja poczuję wtedy pewną klaustrofobię.
Obawiam się, że masz nikłe pojęcie o logicznej strukturze teorii naukowych i to ci pozwala pisać takie skończone bzdury.
>Nie mówię, że tak będzie, ale uznawanie, iż niemożliwe jest stworzenie najbardziej ogólnej teorii fizycznej dotyczącej naszego wszechświata nie ma podstaw. Jest to całkiem możliwe.
Uhm...
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Skoro ewolucja należy do świata idei, to jaki opis świata do niego nie należy? Ewolucja odnosi się tak samo do istniejącego zjawiska, jak słowo "jabłoń". "Jabłoń" to przecież nie tylko dany konkretny obiekt, ale też rządzące nim prawa, jego sposób wzrostu, rozmnażania się, a także selekcji, jakiej poddali jabłoń jej użytkownicy.
Zawężonym znaczeniem słowa ewolucja jest pojęcie "ewolucja naturalna na planecie Ziemia". Mówię raczej o tym drugim, zawężonym znaczeniu.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >Skoro ewolucja należy do świata idei, to jaki opis świata do niego nie należy?
Nie jestem pewny jak to się wiąże z tym wyżej, ale każdy opis świata należy do "idei". Chyba rozróżniasz słowo "jabłko" od jabłka? Czy znaki dla ciebie są tożsame ze znaczeniem? >Ewolucja odnosi się tak samo do istniejącego zjawiska, jak słowo "jabłoń". "Jabłoń" to przecież nie tylko dany konkretny obiekt, ale też rządzące nim prawa, jego sposób wzrostu, rozmnażania się, a także selekcji, jakiej poddali jabłoń jej użytkownicy.
No ok. Chodzi mi o trywialny fakt - biologia (przynajmniej na razie) nie redukuje się do fizyki. Ja sam jestem metafizycznym redukcjonistą (to jest, zakładam, że w pewnym intuicyjnie zrozumiałym sensie nie ma w biologii niczego czego by nie było w fizyce), ale nie epistemologicznym - wiem, że póki co mówienie iż "biologia to tylko fizyka" jest ignorowaniem poznawczej przepaści między opisem fizyki organizmów a ich biologii.
W tym sensie "ewolucja" jest pojęciem z poza fizyki - nie potrafimy (na razie?) modelować czy wyjaśniać ewolucji odwołując się jedynie do fundamentalnych praw fizyki (choć na pewno 99% naukowców uznaje, że "w rzeczywistości" ewolucja sprowadza się do fizyki).
Nie chcę dalej w to wnikać bo to inny temat niż wątku.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ciekawa wypowiedź i zgadzam się z nią. Moim zdaniem po prostu biologia w pełni stanie się objaśnialna przez fizykę. Nie wiem, dlaczego użyłeś słowa "redukcja"? Takie pełne połączenie dwóch na razie w dużej mierze rozdzielnych dziedzin zaowocuje wieloma nowymi spostrzeżeniami i będzie "wzbogaceniem".
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Zależy, co uważasz za "wszystko". Ja uważam, iż wystarczająco wiele.
No, to jak kreacjoniści uważają, że ID wyjaśnia wystarczająco wiele...
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zaraz, a co wyjaśniają twoje qualia? Wydaje mi się, że na tyle wiele, iż uważasz ewolucję za rzecz całkiem możliwą do obalenia. Sugerujesz wręcz, że na swój prywatny użytek już to zrobiłeś.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Zaraz, a co wyjaśniają twoje qualia? Wydaje mi się, że na tyle wiele, iż uważasz ewolucję za rzecz całkiem możliwą do obalenia. Sugerujesz wręcz, że na swój prywatny użytek już to zrobiłeś.
Qualia niczego nie wyjaśniają, one są problemem do wyjaśnienia.
Co do reszty - to nie mam pojęcia za bardzo o czym piszesz, a do twoich zmyśleń na mój temat nie mam zamiaru się odnosić.
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moim zdaniem qualia są źle postawionym pytaniem, któremu towarzyszy błędny i mylący model zjawiska.
Natomias na temat tego, że w kwestii ewolucji nie powiedziano ostatniego słowa, wypowiadałeś się w ostatnim wątku. Uznałem zatem, iż twoje przemyślenia tutaj mają dla ciebie duże znaczenie. Są w stanie całkowice przebudować uznawany obecnie przez wielu naukowców model rzeczywistości. Tylko dlatego o tym napisałem.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Moje przemyślenia na temat TE są akurat wywiedzione z samego mainstreamu filozofii i metodologii nauki i nigdy nie przywiązywałem do nich większej wagi - jest oczywistym, że teorie naukowe nie są do "udowodnienia" i co za tym idzie zawsze pozostaje możliwość ich obalenia. To nie znaczy, iż przynależę do anty-darwinowskiego oszołomstwa. Raczej przeciwnie.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pytanie, czy ewolucja naturalna jest teorią, czy też istniejącym faktycznie, zachodzącym zjawiskiem, które możemy różnie interpretować, ale raczej śmieszne by było przeczenie jego istnieniu. Moim zdaniem ewolucja naturalna jest jak Słońce, czy trzęsienie ziemi. Istniejący proces, widoczny zewsząd, który możemy różnie interpretować.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Pytanie, czy ewolucja naturalna jest teorią, czy też istniejącym faktycznie, zachodzącym zjawiskiem, które możemy różnie interpretować, ale raczej śmieszne by było przeczenie jego istnieniu. Moim zdaniem ewolucja naturalna jest jak Słońce, czy trzęsienie ziemi. Istniejący proces, widoczny zewsząd, który możemy różnie interpretować.
To źle postawione rozróżnienie. Gdyby ująć rzecz w sposób powierzchowny to powiedziałbym, że teoria ewolucji jest teorią ewolucji (bo jest), zaś jeśli jest prawdziwa, to sama ewolucja jest faktem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak trochę z innej beczki. Zauważ, iż odkrycie ewolucji stanowi coś wyjątkowego. Po raz pierwszy uśmiadomiliśmy sobie, iż tworem naturalnym może być system komplikujących się reguł działania. Albo nawet swoisty język (bo w jakimś sensie gen jest taką nieświadomą samorealizującą się powieścią)...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Tak trochę z innej beczki. Zauważ, iż odkrycie ewolucji stanowi coś wyjątkowego. Po raz pierwszy uśmiadomiliśmy sobie, iż tworem naturalnym może być system komplikujących się reguł działania. Albo nawet swoisty język (bo w jakimś sensie gen jest taką nieświadomą samorealizującą się powieścią)...
Jesteś świadom, że rudymenty darwinowskiego ewolucjonizmu poprzedzają Darwina o jakieś 2000 lat? Tak więc to nie takie nowe ani też "szokujące" odkrycie.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | To odkrycie nie jest szokujące w sensie, że "nagle Darwin", lecz w sensie tego co odkryto z pokaźną ilośćią dowodów, do których dużo później doszły też geny.
2000 lat. Chodzi ci o szkoły myśli indyjskiej? Rzeczywiście, różne wyrafinowane rozważania nad reinkarnacją w hinduizmie i buddyzmie można uważać za zapowiedź, przeczucie naukowego ewolucjonizmu i do dziś można znajdować w nich śmiałe inspiracje (tak jak u filozofów jońskich w innych tematach). Jeśli chodzi o nasz krąg kulturowy, to chodzi ci o neplatonizm?
Smiałą inspiracją płynącą z buddyzmu dawnych szkół jest choćby sugestia, iż osoba jest plątaniną różnorodnych więzów karmicznych (memy i geny?), w dużej mierze przypadkowych, poza którymi nie ma nic. Swiadomość byłaby tu tym, co czasem zlepia te przypadkowe elementy, ale też się z ich związku bierze. Oczywiście, podobnie jak u filozofów jońskich (zwłaszcza Anaksymandra i Heraklita) można się dopatrzeć w niektórych nurtach sankhyi i buddyzmu elementów logiki trójwartościowej. Bardzo to lubię, zresztą (wspomniałem o Einsteinie) być może natura też to "lubi". Wszystko jest i nie jest zarazem zmienne etc.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) |
> 2000 lat. Chodzi ci o szkoły myśli indyjskiej? Rzeczywiście, różne wyrafinowane rozważania nad reinkarnacją w hinduizmie i buddyzmie można uważać za zapowiedź, przeczucie naukowego ewolucjonizmu i do dziś można znajdować w nich śmiałe inspiracje (tak jak u filozofów jońskich w innych tematach). Jeśli chodzi o nasz krąg kulturowy, to chodzi ci o neplatonizm?Chodzi o fragmenty między innymi u Arystotelesa, gdy cytuje on "innych uczonych" snujących teorie o rozwoju życia na drodze zmienności i zróżnicowanej przeżywalności: "Zeus nie zsyła deszczu w tym celu, by umożliwić wzrastanie zboża, lecz z konieczności (...). Co wobec tego stoi na przeszkodzie, by również i część przedmiotów naturalnych zachowywały się w ten sam sposób, na przykład żeby zęby wyrastały z konieczności, a mianowicie przednie ostre i zdolne do rozdrabniania pokarmu i trzonowe, szerokie i zdolne do rozcierania pokarmu, czyli nie w tym celu, lecz na odwrót, by cel ten był przypadkowym skutkiem. To samo odnosiłoby się do wszystkich pozostałych części przedmiotów naturalnych, w których zdaje się istnieć dążenie do jakiegoś celu. Te więc twory organiczne, których wszystkie części połączyły się w sposób jakby celowy, zachowały się dzięki temu, że się właśnie tak samorzutnie korzystnie ukształtowały. Te natomiast, które się nieodpowiednio ukształtowały, ginęły i giną w dalszym ciągu". Skądinąd uniknąłem przepisywania z książkowego oryginału dzięki temu, że cytat ten znaleźć można na Racjonaliście: www.racjonalista.pl/kk.php/s,6243Osobiście nie dostrzegam związku między reinkarnacją a ewolucjonizmem. Chyba, że spuściznę ewolucyjnych adaptacji traktować jak materialne ucieleśnienie karmy  EDIT: widzę, że edytowałeś odpowiedź w czasie gdy ja swoją pisałem i też wskazałeś na karmę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Osobiście nie dostrzegam związku między reinkarnacją a ewolucjonizmem. Chyba, że spuściznę ewolucyjnych adaptacji traktować jak materialne ucieleśnienie karmy Coś w tym jest. Ja się nie upieram, że analogia jest bardzo bliska i warto się do niej przywiązywać. Chodziło mi raczej o to, iż Hindusi zdawali sobie sprawę z dynamizmu świata, że świat nie był dla nich statecznym katalogiem form. Dziś już nie jest z nimi tak dobrze, często mają problem ze zrozumieniem dynamicznej natury rzeczywistości. Wiele nurtów hinduizmu skostniało, również w rywalizacji z monoteizmami, które mocno wkroczyły do ich kraju dając gotowe i proste "rozwiązania".
|
|
2 na 2 | DEmonizer (4893 punktów) | Jeszcze kilka stwierdzeń dla podkręcenia dyskusji: Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby. Wiedza odgórna o tym co druga osoba myśli oraz jak rozumie moje słowa jest moją iluzją. Możemy dochodzić tylko do pewnych przybliżeń zrozumienia drugiej osoby i to jeszcze nie wiedząc jak dobre te przybliżenia są. Świat wrażeń jest niejednoznacznym opisem poprzez różnice w fizycznościach. W końcu pojawiła się potrzeba takich narzędzi jak matematyka oraz logika, np. zero jest wszędzie zerem i oznacza to samo. Pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby. To mi trochę przypomina Philipa K. Dicka. Ale on ostro ćpał i pił.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | I był autorem książek fantastycznych.
|
|
| |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Akurat to by było wielkim "darem" dla mnie od losu  Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Piszesz książki?  Rzeczywiście, w dziedzinie literatury fantastycznej pójście w śladu Dicka to nic złego.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie wiem, czy zdołam ze Sri Lanki, ale będę pamiętał i z chęcią zajrzę.
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | To mi daleko do Philipa K. Dicka.  Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Jeszcze kilka stwierdzeń dla podkręcenia dyskusji: >Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby.
Niebezpiecznie dryfujesz w kierunku transcendentalnego idealizmu. Wstydź się robić takie rzeczy na forum prawdziwych ateistów-materialistów.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | A skoro uważasz, że wstydzić się nie ma czego, to po co piszesz do własnej iluzji? Sam sobie przeczysz.
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) | Transcendentalny idealizm nie jest pierwszą rzeczą, której nazwa stanowi dla ciebie zagadkę, a mimo to piszesz o niej to czy tamto. Dlatego możesz sobie swobodnie pisać o iluzji.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Transcendentalny idealizm nie stanowi dla mnie zagadki, tylko nonsens. 7 miliardów mózgów na planecie Ziemia. Żaden z nich nie spłynął znikąd. Żaden z nich nie jest snem drugiego. Zrozumienie i niezrozumienie drugiej osoby wynika z innych braków, niż Wielka Tajemnica Mózgu Spoza.
|
|
| | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Nie Mózgu Spoza, tylko Mózgu w Mózgu, świadomości. Tu nie ma żadnej transcendencji. Nie można zapominać o własnej umysłowości skupiając się tylko na świcie obiektywnym. Tu nie chodzi o jakąś bzdurną duszę. Umysłowość jest naprawdę niesamowitym Uniwersum.  Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Umysłowość jest naprawdę wspaniałym tworem niesamowitego Uniwersum.
Mózg w mózgu, czyli tzw. błąd Kartezjusza.
SKupiając się tylko na świecie obiektywnym... hm.
Moim zdaniem. 1) tak naprawdę ciężko się skupić na innym świecie, bo go nie ma 2) charakter naszego skupienia jest zaburzony przez to, co nazywamy subiektywnością 3) subiektywność to próba nazwania wyrosłych na drodze ewolucyjnej gotowych, skrótowych modeli rzeczywistości, którymi dysponujemy nie zdając sobie emocjonalnie sprawy z tego, że na przykład kolory nie istnieją, to tylko etykietki do rozpoznawania jedzenia rosnącego na drzewie 4) każdemu Homo sapiens wydaje się, iż jego subiektywność jest jedyna. Tymczasem to cecha podobna dla wszystkich przedstawicieli gatunku (taka jak kształt dłoni, drobne różnice nie są tu istotne)
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | DEmonizer (4893 punktów) | > Umysłowość jest naprawdę wspaniałym tworem niesamowitego Uniwersum.Też prawda.  We Wszechświecie powstało życie, w którym zaistniały jednostki posiadające świadomość. Niesamowite. To jest naprawdę niesamowite i piękne.  > Mózg w mózgu, czyli tzw. błąd Kartezjusza.A gdzież tam, umysłowość w człowieku, a człowiek w Wszechświecie. Każdy człowiek ma jeden mózg, to chyba oczywiste. > SKupiając się tylko na świecie obiektywnym... hm.Trzeba się skupiać na świecie obiektywnym i subiektywnych. To drugie można nazwać konsekwencją empatii. > Moim zdaniem.> 1) tak naprawdę ciężko się skupić na innym świecie, bo go nie maNo jasne, że nie ma, ale są różne umysły. > 2) charakter naszego skupienia jest zaburzony przez to, co nazywamy subiektywnościąCzy jesteś fanem Deicide, bo ja tak? Brak subiektywności oznacza brak rywalizacji, nie byłoby wtedy np. nauki. > 3) subiektywność to próba nazwania wyrosłych na drodze ewolucyjnej gotowych, skrótowych modeli rzeczywistości, którymi dysponujemy nie zdając sobie emocjonalnie sprawy z tego, że na przykład kolory nie istnieją, to tylko etykietki do rozpoznawania jedzenia rosnącego na drzewiePrawda, ale nie ma co też robić z ludzi jednakowych cyborgów. > 4) każdemu Homo sapiens wydaje się, iż jego subiektywność jest jedyna. Tymczasem to cecha podobna dla wszystkich przedstawicieli gatunku (taka jak kształt dłoni, drobne różnice nie są tu istotne)Każdy ma swoją subiektywność, która mogła być efektem doboru płciowego oraz losowości natury, podobnie jak posiadanie osobistego niepowtarzalnego DNA. Akurat przy doborze partnerów drobne różnice są istotne.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Powiem tak. Mózgi i budowane przez nie świadomości opierają się na tych samych zasadach. Starczy jeden zdrowy mózg aby badać inne. I jest to wystarczające do opisania tego, czym jest świadomość. Natomiast sama świadomość daje nam swobodę zdobywania i przetwarzania informacji. Dlatego mamy różne poglądy.
I tu dla przykładu. Wystarczająca wiedza o mechanice ludzkiej dłoni nie musi obejmować wszystkich możliwych ruchów tejże dłoni w przestrzeni. One są "subiektywne". Tak samo "subiektywne" jest kruszenie się skał. Z tym, że ludzka świadomość ma większy wpływ na otoczenie niż powolne zjawiska erozji.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Powiem tak. Mózgi i budowane przez nie świadomości opierają się na tych samych zasadach. Starczy jeden zdrowy mózg aby badać inne
Szkoda, że "inne" są niezbędne by określić jakie mózgi są "zdrowe'. W ogólności - jest dokładnie na odwrót, i ma to nawet odbicie w zasadach metodologii wymagających jak największej liczby powtórzeń dowolnego eksperymentu, by wyniki z niego uzyskane miały jakąś naukową wartość.
Ktoś kto coś "odkrył" w jednym mózgu, może sobie wydrukować odkrycie na papierze toaletowym i w ten sposób uczynić je użytecznym dla innych.
>I tu dla przykładu. Wystarczająca wiedza o mechanice ludzkiej dłoni nie musi obejmować wszystkich możliwych ruchów tejże dłoni w przestrzeni. One są "subiektywne". Tak samo "subiektywne" jest kruszenie się skał. Z tym, że ludzka świadomość ma większy wpływ na otoczenie niż powolne zjawiska erozji.
Ta analogia jest tak mętna, że prawie uniemożliwia wykrycie swojego fałszu, a cóż dopiero, gdyby chcieć ją rozpatrywać jako wskazanie na prawdę...
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Napisałem "by badać inne" nie zaś, "by dojść do ostatecznych wyników". Oczywiście, aby w pełni zweryfikować wyniki badań, trzeba wziąć większy zbiór mózgów niż "1". Ale badać można już na jednym.
Moim zdaniem naprawdę subiektywne są nie same mózgi i budowane przez nie umysły. Wrażenie różnorodności i subiektywizmu powstaje pod wpływem pewnej dowolności w stosowaniu mózgów, jak i różnych środowisk kulturowych, w których funkcjonują. Oczywiście na zróżnicowanie wpływają też różne zmienne, takie jak intelekt, pamięć, wrażliwość emocjonalna etc. Ale czerpią z nich wyjściowo identyczne ludzkie zmysły myślenia. Po prostu pojawia się zróżnicowanie w przebijaniu się tych, a nie innych modułów mózgu, ale zasada ich spójności jest ta sama dla mózgów wszystkich zdrowych ludzi.
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | Nie czuję się Prawdziwym Kimś-tam, czuję się Sobą. Dość specyficzny, ale Ateista, "twardy" Ateista. Pozdrawiam
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | Może to i jest transcendentny idealizm, ale nie stosuję go w życiu, to się nie opłaca. Pogłówkować sobie można i tylko tyle. Seks bez sensu, rozmowa bez sensu, społeczność jest bzdurą. Kwestia punktu widzenia. Jest to w jakiś sposób prawdą, ale niestosowalną. Pozdrawiam
|
|
| |  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | Tak naprawdę jakaś pochodna idealizmu transcendentalnego jest wyznawana przez prawie każdego przytomnego człowieka, którego takie kwestie w ogóle obchodzą. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że większość XX wiecznej filozofii nauki była post-kantowska (z Popperem i Kuhnem na czele).
Największe przyjemność gdy idzie o intelektualne prostactwo jak ostatnio prezentuje na przykład pan Tabisz, daje świadomość, iż wykpiony przez niego system stworzony był jako przejrzyste, klarowne i spójne wyjaśnienie "sukcesów" nauki.
No ale, on woli wyznanie wiary w Dawkinsa (którego zresztą ten ostatni wcale nie pożąda) i literaturę popularnonaukową wraz z jej płytką i dość dziecinną recepcja w miejsce tradycyjnej religijnej celebry.
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Chyba się trochę złościsz? Weź głęboki oddech, policz do ilu chcesz i przestań.
Tak, masz zdecydowaną rację, wolę literaturę popularnonaukową od religijnej celebry.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Myśląc w tą stronę, nie możesz powiedzieć, iż istnieje planeta ziemia, bo każdy ma trochę inaczej unerwione stopy. Nawet buty mają różnie zużyte podeszwy.
Czyli - unerwienie stóp jest zróżnicowane, buty są zróżnicowane - wniosek - nigdy się nie dowiemy, czy Ziemia naprawę istnieje.
Z mojej strony veto
|
|
|  | | rhotax7 (3947 punktów) | Transcendencja dualistycznej formy indywidualizmu startych podeszw butów na czubkach i piętach wskazuje wyrażnie na wklęsłość Ziemi i nie możność poznania tej prawdy bez odwołania się do metafizyki hasła ZIEMIA JEST PLASKA.
Popieram Veto. Oraz podkreślam że fala o odpowiedniej dł. ma w fizyce ściśle określoną barwę bez względu na to czy fizyk jest z Chin i widzi skośnie falę czy też jest z Ziemi Świętej i widzi je jako fizyk ortodox koszernie.
|
|
| |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | >.. fala o odpowiedniej dł. ma w fizyce ściśle określoną barwę Nieprawda. Określonej barwie odpowiada częstotliwość "f" a nie długość fali. Dlatego pod wodą, gdzie inna jest prędkość światła, zielone pozostaje zielone (choć lambda inna). Oko nie ma wbudowanej miarki długości a barwy rozróżnia jako inne energie kwantu (E=h.f).
|
|
| | |  | 1 na 1 | rhotax7 (3947 punktów) | Fale elektromagnetyczne zależnie od długości fali (częstotliwości) przejawiają się jako barwy w zakresie dla nas widzialnym i nie za bardzo widzialnym. Długość jest powiązana z częstotliwością i falka o dł.30nm ma swoją częstotliwość i będzie miała swoją barwę pozafiołkową dla owadów widzialną co poniektórych. Także nie jest za dużym błędem mówienie o długości fal. Ale będę używał Twego określenia nim poznam bardziej prawidłowe metafizyczne i transcendentne bo zapewne takie istnieje.
|
|
| | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Ale będę używał Twego określenia nim poznam bardziej prawidłowe metafizyczne i transcendentne bo zapewne takie istnieje.
Tja...
|
|
| |  | -2 na 2 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Popieram Veto. To gdzie plus? Dla mnie te całe plusy i minusy to termometr poparcia dla poglądów tu obecnych, dawaj więc plusy, bo na razie tylko metafizycy punktują.
|
|
 | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Jeszcze kilka stwierdzeń dla podkręcenia dyskusji:> Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby.Sprzeciw. Własny obraz drugiej osoby nosisz w wyobraźni. Abstrahując od tego, na ile porozumienie jest możliwe, rozmawiasz jednak z drugą osobą. > Możemy dochodzić tylko do pewnych przybliżeń zrozumienia drugiej osoby i to jeszcze nie wiedząc jak dobre te przybliżenia są.Taki wniosek niemal prowadzi do kolejnego, że w ogóle nie ma sensu się porozumiewać ale jednak jest sens, prawda? > W końcu pojawiła się potrzeba takich narzędzi jak matematyka oraz logika, np. zero jest wszędzie zerem i oznacza to samo.No nie wszędzie, bo nigdy nie wiadomo jak inni z percepcją tego zera dają sobie radę 
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | > >Jeszcze kilka stwierdzeń dla podkręcenia dyskusji:> >Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby.> Sprzeciw. Własny obraz drugiej osoby nosisz w wyobraźni. Abstrahując od tego, na ile porozumienie jest możliwe, rozmawiasz jednak z drugą osobą.Rozmawiam i w trakcie rozmowy nie myślę o tym, że "Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby". Nie zastanawiam się nad tym.  > >Możemy dochodzić tylko do pewnych przybliżeń zrozumienia drugiej osoby i to jeszcze nie wiedząc jak dobre te przybliżenia są.> Taki wniosek niemal prowadzi do kolejnego, że w ogóle nie ma sensu się porozumiewać ale jednak jest sens, prawda?Oczywiście, że jest.  > >W końcu pojawiła się potrzeba takich narzędzi jak matematyka oraz logika, np. zero jest wszędzie zerem i oznacza to samo.> No nie wszędzie, bo nigdy nie wiadomo jak inni z percepcją tego zera dają sobie radę  W sumie, racja.  Pozdrawiam
|
|
| |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Rozmawiam i w trakcie rozmowy nie myślę o tym, że "Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby". Nie zastanawiam się nad tym.  Oczywiście. Zmierzam (zdawało mi się, że najkrótszą drogą) do tego, że de facto, sama rozmowa odbywa się między dwoma osobami a nie między jedną z nich a jej wyobrażeniem o tej drugiej. Nie można więc powiedzieć, że rozmawia się z obrazem drugiej osoby, chyba że masz na myśli kogoś, kto z jakichś powodów utracił kontakt z rzeczywistą rzeczywistością na rzecz własnych widów  Więc widząc tą nieszczęsną osobę, masz o niej jakieś wyobrażenie i na jego podstawie sklecasz wypowiedzi ale w efekcie rozmowa toczy się między osobami. Pozdrawiam.
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
| | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | Rozmowa toczy się między osobami, ale żadna z nich nie zna umysłowości drugiej. Dzięki temu można blefować, kłamać, udawać zainteresowanie. I w tym sensie chodzi o rozmowę z własnym obrazem drugiej osoby. Człowiek jest naiwny, bo musi być, aby móc być społecznym, w przeciwnym wypadku ma tylko samego siebie do dyspozycji. Wyścig zbrojeń działa. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > Dzięki temu można blefować, kłamać, udawać zainteresowanie. I w tym sensie chodzi o rozmowę z własnym obrazem drugiej osoby.Aha. Udawajmy, że zrozumiałem 
Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
|
|
| | | | |  | | DEmonizer (4893 punktów) | "Naiwny" to może złe słowo, chyba bardziej by pasowało "Ufny". Pozdrawiam
|
|
 | | DEmonizer (4893 punktów) | Podkręciłem dyskusję.  Pozdrawiam
|
|
 | daddy (2737 punktów) (zablokowany) | > Jeszcze kilka stwierdzeń dla podkręcenia dyskusji:> Nikt nie rozmawia z drugą osobą, tylko z własnym obrazem tej osoby.> Wiedza odgórna o tym co druga osoba myśli oraz jak rozumie moje słowa jest moją iluzją.> Możemy dochodzić tylko do pewnych przybliżeń zrozumienia drugiej osoby i to jeszcze nie wiedząc jak dobre te przybliżenia są.> Świat wrażeń jest niejednoznacznym opisem poprzez różnice w fizycznościach.> W końcu pojawiła się potrzeba takich narzędzi jak matematyka oraz logika, np. zero jest wszędzie zerem i oznacza to samo.> Pozdrawiam  Zgadzam się w pełni. Minus przez pomyłkę. Pozdrawiam.
|
|
| Jacek Tabisz (30006 punktów) | A tak szczerze Sylwku podzielę się z tobą tylko i wyłącznie moim odczuciem, którego ci nie narzucam, ani nic. Napisałeś o płytkim fizykalizmie, który uprawiam. Mam zatem nadzieję, że znasz jakiś, który jest dla ciebie głęboki. Moje odczucie płynące z przywoływanej historyjki o Mary jest takie,
Mamy metafizykalyzm. Dlaczego miałbym go uważać za głęboki, skoro zawsze się powtarza ta sama melodia - ludzka świadomość i specjalny, nadenergiomaterialny wymiar dla niej? Dlaczego mam w tym widzieć coś głębokiego? Dlaczego nie mam się zastanawiać nad pragnieniami, które być może stoją za takim ujęciem tematu? Skoro tyle nurtów religijnych od wieków przesycona jest takimi pragnieniami? I skoro zawsze chodzi o to samo?
Swiadomość/dusza/atman/ka poza materialnym światem. Dlaczego mam uważać to za głębokie? Przecież z tego wyrosłem, ku własnej satysfakcji...
|
|
 | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Nie jacku. Zastąpiłeś prawdy wiary z etykietka "katolicyzm", na coś co ma etykietkę "ateizm". Ale z ateizmem jako krytycznym odrzuceniem teizmu, o racjonalizmie przez litość nie wspomnę, ma to mało wspólnego.
Szczęśliwego życia w nowicjacie własnej nowej wiary, ale mnie aprawde ciekawi świat i ludzie tego świata ciekawi.
PS: nikt nie mówi, że qualia istnieją "nad" czymkolwiek, a gdybyś nie był głupi (wybacz dosadność, ale jest zbyt późno bym się bawił w fałszywą kurtuazję), to umiałbyś przedstawić jakieś potencjalne wyjaśnienia ich fizykalnego charakteru, miast bawić się zdecydowanie pozbawiona smaku retorykę.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Nie denerwuj się tak. Z moich wypowiedzi na tym topiku wynika, dlaczego uważam iż nie ma potrzeby mówić o qualiach. To niepotrzebny termin.
|
|
| |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Nie denerwuj się tak. Z moich wypowiedzi na tym topiku wynika, dlaczego uważam iż nie ma potrzeby mówić o qualiach. To niepotrzebny termin. Nawet twój guru Dennet nie neguje ich istnienia...
|
|
| | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak samo jak ja nie neguję pojęcia Jezus Zbawiciel. Pojęcie istnieje, obiekt pojęcia nie istnieje.
Poza tym w poprzedniej dyskusji gadaliśmy o świadomości zależnej nawet od prostych układów nerwowych, nie tylko ludzkich. Im też przypisujesz qualia?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | >Tak samo jak ja nie neguję pojęcia Jezus Zbawiciel. Pojęcie istnieje, obiekt pojęcia nie istnieje. >Poza tym w poprzedniej dyskusji gadaliśmy o świadomości zależnej nawet od prostych układów nerwowych, nie tylko ludzkich. Im też przypisujesz qualia?
Dennet nie neguje istnienia qualiów, a nie li tylko ich "pojęcia", choć ma oczywiście własne poglądy (uważa je za takie same zjawiska jak inne).
Co do reszty - bingo. Skoro aktywność naszych układów nerwowych ma treść w postaci qualiów, nie da się wykluczyć, że podobną treść mają inne układy nerwowe (lub odpowiednie procesy przetwarzania informacji w dowolnych układach). Gdybyś wtedy nie zafiksował się idiotycznie na propagandzie wulgarnego ateizmu, a zamiast tego czytał ze zrozumieniem, uniknął byś wielu kompromitacji.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Rozumiem twój wniosek dotyczący przejścia z qualiami do prostszych układów nerwowych. Ja z kolei mam odwrotnie. Skoro opis prostych układów nerwowych może obejść się bez qualiów (a sądzę, że może) to i te bardziej złożone dadzą sobie radę bez tego modelowego pojęcia.
Wydaje mi się, iż psychologia ewolucyjna to wspaniałe narzędzie do dochodzenia do opisania naszej świadomości. Jednocześnie skazuje ona na błądzenie po omacku osoby nie zdające sobie sprawy z tego, iż ludzki umysł zaczął działać w wyniku powolnej ewolucji poszczególnych modułów mózgów naszych przodków. I mamy w tym umyśle mnóstwo atawizmów, typu "kość ogonowa" i mnóstwo dróg na około, których by nie było gdyby nasz mózg nie był "projektowany na ślepo" przez mutacje i dobór naturalny.
Całkiem możliwe, iż będzie można prześledzić też ewolucję sposobu odczuwania czerwieni, podobnego u wszystkich Homo sapiens. To niestety krótka ścieżka, ale w końcu czerwień to przykład na szerszy problem.
|
|
| | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Dennet nie neguje istnienia qualiów, a nie li tylko ich "pojęcia", choć ma oczywiście własne poglądy (uważa je za takie same zjawiska jak inne). Ja naprawdę uważam, iż to niepotrzebne pojęcie i o ile dobrze rozumiem Dennetha, on przyjmuje je głównie dlatego, iż zaistniało całą mocą w filozofii umysłu. Nie może się do niego nie odnosić. Ale jeśli chcesz, to mogę powiedzieć innymi słowy, iż też uważam qualia za takie same zjawiska jak inne, czym w jakimś sensie odbieram im rację bytu (nawet ich nazwa sugeruje przecież coś innego, chyba się zgodzisz?).
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | kognitywista (3391 punktów) | > Ja naprawdę uważam, iż to niepotrzebne pojęcie i o ile dobrze rozumiem Dennetha, on przyjmuje je głównie dlatego, iż zaistniało całą mocą w filozofii umysłu.Jedna z publikacji Dennetta pt. "Sweet Dreams" cała sprowadza się do usilnego przekonywania czytelnika, iż zjawisko świadomości (a więc i qualia) nie są niczym szczególnym w świecie fizycznym i można je z powodzeniem badać z podejścia "trzecioosobowego" a nie tylko subiektywnego. Niestety autor nie podaje żadnych spójnych propozycji, jak to robić. Można odnieść wrażenie, że po prostu bardzo by chciał, aby dało się badać świadomość metodami obiektywnymi (ja także bym chciał). Odnośnie qualiów przyjmuje on podobną postawę jak Ty, Jacku. A sprowadziłbym ją do deklaracji: "ten problem mnie nie interesuje, nie uważam tego za problem, wolę inne aspekty zagadnienia". Ja osobiście także, ze względów estetycznych choćby, chętnie zapomniałbym o qualiach; niestety trochę mnie uwierają  Jestem skłonny przyjąć, że qualia nie stanowią problemu praktycznego. Mamy to szczęśćie, że możemy je badać z pozycji "pierwszoosobowej", bezpośrednio. Choć Nagel zapytałby pewnie w tym miejscu: "A co z nietoperzem ?"
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Dziękuję za wpis, gdyż były już głosy, mówiące o tym, iż pozbawiam Dennetta jego zamiłowania do qualiów, a ja z kolei jestem na Sri Lance, gdzie nie wziąłem swojej biblioteki, zaś internet jest baaaardzo wolny (dobrze, że jest, mimo to).
Wydaje mi się, że Dennett działa w dużym osamotnieniu i musi się odnosić do ton metafizycznego śmiecia (ok, niech będzie, pare kilo z tego to skarby) - przyjętego, pełnego terminów na których całe zacne środowisko robi doktoraty. Moim zdaniem wrażenie pewnego niedosytu powoduje w przypadku prac Dennetta to, iż on naprawdę MUSI nawiązywać do tego, co jest w środowisku filozofów umysłu przyjęte. Znam kilka jego prac i w niektórych z nich zajmuje się bardziej środowiskiem, niż nauką. Czyni tak, gdyż musi. Myślę, że każdy z nas, który ma związek ze uczelniami wyższymi wie jak to jest i może sobie wyobrazić sytuację Dennetta.
Jeśli chodzi o qualia, to badania behawioru mogą je rozwiać. W końcu geny działają na różnych płaszczyznach, od kształtu ręki, po sposób budowy gniazda, taniec godowy ptaka etc. Całkiem możliwe, iż będzie można znaleźć geny odpowiedzialne za konkretne sposoby odczuwania nazywanego dziś subiektywnym i rozkładając to wszystko na części pierwsze, opisać w pełni to zjawisko, eksperymentować na nim, stymulować je etc. W świetle naszych tradycji kulturowych i przeczuć wydaje się nierealne, iż można sklasyfikować tak intymne rzeczy i uczynić je intersubiektywnymi, ale może można. Być może będzie nam potrzebny aparat badawczy, "odczuwator"? To taki trochę żart, ale bądźmy otwarci i nie wrzucajmy do świata "nie przeszkadza" czegoś, co być może swobodnie będzie można zbadać, choć przeczą temu zakorzenione w nas treści literackie i podświadome przeczucia.
|
|
| | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Dziękuję za wpis, gdyż były już głosy, mówiące o tym, iż pozbawiam Dennetta jego zamiłowania do qualiów, a ja z kolei jestem na Sri Lance, gdzie nie wziąłem swojej biblioteki, zaś internet jest baaaardzo wolny (dobrze, że jest, mimo to).
Niezupełnie, było mówione, że nawet Dennet nie neguje ich istnienia, choć dla niego to po prostu kolejne zjawiska, co najwyżej (pozornie?) wyróżnione gdy idzie o sposób w jaki jaki je opisujemy.
Ale co do reszty - zgadzam się z kognitywistą całkowicie.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | kognitywista (3391 punktów) | Negowanie istnienia qualiów byłoby niepoważne. Pół wieku temu behawioryści także nie negowali istnienia świadomości, choć nie uważali za stosowne (potrzebne ?, dozwolone ?, możliwe ? ciekawe ? naukowe ?) zajmować się nią. Może kiedyś przyjdzie czas i na qualia lecz butne twierdzenie, że poddają się one badaniom naukowym tak samo jak reszta świata fizycznego nie ma na razie podstaw. Myślę, że naukowcy o poglądach Dennetta boją się qualiów, bo trochę śmierdzą im one dualizmem. Stąd usilna chęć ich naturalizacji ... i bardzo dobrze. Ale nic na siłę, zgodnie z genialnym postulatem Einsteina, by upraszczać wszystko, jak tylko się da, ale nie bardziej ...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Pół wieku temu behawioryści byli pozbawieni dzisiejszej wiedzy i narzędzi, przez co ich poglądy nieraz były straszliwie naiwne. Teraz jest inaczej. Co było pół wieku temu? Odkryto chyba, że geny wogóle istnieją... Przez ten czas udowodniono, iż nie tylko istnieją, ale programują bardzo złożone zachowania. Wydaje mi się, że warto uwzględnić nieprawdopodobną zmianę perspektywy przez ostatnie pół wieku. Ja też w życiu bym się nie podpisał pod wieloma twierdzeniami behawiorystów sprzed pół wieku.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | kognitywista (3391 punktów) | >Jeśli chodzi o qualia, to badania behawioru mogą je rozwiać. Rozwiać to może nie, ale na pewno wzbudzić wątpliwości. Podobnie jak coraz dokładniejsze badania organizmów żywych zmniejszały stopniowo prawdopodobieństwo istnienia vis vitalis. Mam nadzieję, że nikt z dyskutantów nie postuluje tutaj jakiejś osobliwej pozanaturalnej istoty qualiów i ci, którzy opowiadają się za ich zasadniczą niebadalnością (a do nich się zaliczam) upatrują jej przyczyny raczej w samej naszej relacji ze światem i szczególnego w nim miejsca świadomości (podmiot/przedmiot). Wydaje mi się, że obok zagadnienia: badalne-niebadalne bardzo istotne jest opowiedzenie się za statusem qualiów, czyli innymi słowy, określenie, czy uważa się je za epifenomen (co jest jednoznaczne z twierdzeniem o adekwatnej skuteczności behawioralnej zombie) czy też jednak pełnią qualia (i świadomość) istotną rolę ewolucyjną. Osobiście opowiadam się za tą drugą opcją, bo taka rozrzutność natury nie mieści mi się w głowie.
|
|
| | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Wydaje mi się, że obok zagadnienia: badalne-niebadalne bardzo istotne jest opowiedzenie się za statusem qualiów, czyli innymi słowy, określenie, czy uważa się je za epifenomen (co jest jednoznaczne z twierdzeniem o adekwatnej skuteczności behawioralnej zombie) czy też jednak pełnią qualia (i świadomość) istotną rolę ewolucyjną. Osobiście opowiadam się za tą drugą opcją, bo taka rozrzutność natury nie mieści mi się w głowie.
Ja obstawiam wersję epifenomenalistyczną, ale z "zastrzeżeniem epistemologicznym". Też wydaje mi się, że qualia to raczej kwestia ograniczeń poznawczych - tego, że próbujemy badać to co zazwyczaj bada a nie jest badane. Jako takie, nie maja wpływu na "zachowanie" mózgów jako obiektów materialnych, co za tym idzie - ludzi pojmowanych jako ciała. Niemniej, nie są "złudzeniem" raczej tym samym ciałem i jego procesami "widzianymi" z innej perspektywy.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | kognitywista (3391 punktów) | > Ja obstawiam wersję epifenomenalistyczną, ale z "zastrzeżeniem epistemologicznym".Szanuję to stanowisko i nie potrafię podać żadnych mocnych kontrargumentów. Poza oczywiście estetycznymi ... Nie lubię niepotrzebnych dodatków
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Są niepotrzebne również z uwagi na ekonomię, a gdy mówimy o organizmach żywych i ich ewolucyjnych dostosowaniach, ciężko abstrahować od ekonomii....
|
|
| | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mnie też taka rozrzutność natury nie mieści się w głowie, zwróciłem też uwagę w wielu miejscach na redukcję niepotrzebnych organów i cech przez dobór naturalny. Problemem byłaby nie tylko rozrzutność, ale też podtrzymywanie tej rozrzutności. Obserwacje na nic takiego nie wskazują. Rozrzutność zdarza się tylko przy zalotach, ale ogon pawia to seksualny wyścig zbrojeń . Na wyścigu z czym polegałoby podtrzymywanie, lub wytwarzanie świadomości na siłę, skoro jej obecność nie przejawiałaby się w interakcjach z otoczeniem?
|
|
| | | | | | | | | |  | | kognitywista (3391 punktów) | >Na wyścigu z czym polegałoby podtrzymywanie, lub wytwarzanie świadomości na siłę, skoro jej obecność nie przejawiałaby się w interakcjach z otoczeniem? A jednak świadomość istnieje. Analiza potencjalnych alternatywnych reakcji w świetle świadomego umysłu daje niewątpliwą przewagę nad prostymi automatyzmami w ewolucyjnym wyścigu. Natomiast nie jestem pewien, jaką przewagę dają qualia ?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Moim zdaniem wcale owa przewaga nie jest oczywistością poza naszym gatunkiem. Masz mrówki, osy i masz szympansy. Szympansy są na wymarciu, i to nie tylko przez człowieka. Już wcześniej mniej świadome małpy, takie jak pawiany i makaki zaczęły z nimi wygrywać, gdyż "nauczyły się" trawić niedojrzałe owoce. Ogólnie pawiany i makaki są znacznie bardziej wszechstronne, jeśli chodzi o środowisko. O mrówkach wogóle nie wspomnę. Ale nie trzeba brać owadów społecznych - niech będzie biedronka.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | kognitywista (3391 punktów) | >Moim zdaniem wcale owa przewaga nie jest oczywistością poza naszym gatunkiem. Masz mrówki, osy i masz szympansy. Szympansy są na wymarciu, i to nie tylko przez człowieka. Już wcześniej mniej świadome małpy, takie jak pawiany i makaki zaczęły z nimi wygrywać, gdyż "nauczyły się" trawić niedojrzałe owoce. Okazały się po prostu lepiej przystosowane do określonego środowiska w określonym czasie. Pamiętajmy, że w wyścigu ewolucyjnym konkurentem szympansa nie jest pawian, lecz bardziej cwany szympans zza miedzy, który sprzątnie mu sprzed nosa partnera seksualnego. Gdy warunki środowiska zaczynają stawiać organizmom żywym zbyt wysokie wymagania, ewolucja preferuje rozwiązania prymitywne. Gdyby nadszedł kataklizm, przeżyłyby np. karaczany, które śmiałyby się nie tylko z takich wynalazków ewolucji jak świadomość ale także z kory mózgowej, płuc, nerek i innych nietrafionych, niepotrzebnych cudactw. Taka fanaberia jak świadomy umysł mogła się pojawić tylko w warunkach względnego komfortu środowiskowego. O ile w ogóle jest przystosowaniem. Moim zdaniem jednak chyba jest.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Wielu ewolucjonistów uważa, iż świadomość u naczelnych rozwijała się w oparciu o środowisko grupy, stada. Patrząc na to z tej strony, można by stwierdzić, iż ma w sobie coś z pawiego ogona. Chodziło przecież, być może, o wewnętrzne strategie w stadzie mające na celu zwiększyć szanse na reprodukcje kosztem innych członków stada. ALe za jaką cenę? Ile czasu iskają się małpy i ile czasu my plotkujemy? Ile to zużywa energii... A przecież chodzi najpewniej o pozycję w stadzie/grupie. Nie upieram się przy tym pawim ogonie, po prostu ciekawie jest być może rozpatrzeć taką perspektywę dla początków świadomości. Natomiast czy można to nazwać przystosowaniem? Myślę, że tak, ale nie w tak oczywistym sensie, iż dłuższy pazur może więcej niż krótki pazur. To przystosowanie bardzo wyspecjalizowane, mogące być wadą przy zmianach środowiska (w tym wypadku rozpad grupy).
W każdym bądź bądź razie ciężko zgodzić się z poglądem, który w silniejszej formie niż ty to stwierdziłeś, pojawia się na tym forum. Mówi on, iż świadomość stanowi zawsze jakieś "ulepszenie" i z natury rzeczy poruszające się organizmy będą ewoluować w takim kierunku. Historia szympansów dowodzi, iż to bardzo wyspecjalizowane przystosowanie i dopiero Homo sapiens, dzięki rolnictwu i wielkim społeczeństwom uczynił je tak istotnym. A czy w ostatecznym rozrachunku nie wygrają jednak prostsze od nas organizmy? Któż to wie? Patrząc na naszą religijność i różne masakry, trzeba stwierdzić, iż różnie z tą świadomością bywa...
Ja jestem optymistą i uważam, iż w przypadku świadomości należy być optymistą. Ale - można mieć wątpliwości...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | [Jeśli wolno wtrącić..] >Wielu ewolucjonistów uważa, iż świadomość u naczelnych rozwijała się w oparciu o środowisko grupy Zdaje się to dość trafne. Umiejętność kooperacji poparta używaniem czytelnych sygnałów tyczy też innych gatunków (delfiny, wilki, kruki..), którym przypisuje się inteligencję. > Ile czasu iskają się małpy i ile czasu my plotkujemy? Chyba tyle, ile potrafią sobie zapewnić 'czasu wolnego'.. >.. czy można to nazwać przystosowaniem? (..) nie w tak oczywistym sensie.. Wypada odróżnić przystosowanie 'się' do środowiska (do czego wystarczy bezmózga eliminacja nieprzystosowanych) od przystosowywania środowiska dla grupy (w czym widzę zalążki pojęcia świadomości). >.. dopiero Homo sapiens, dzięki rolnictwu i wielkim społeczeństwom uczynił je tak istotnym. Bodajże tak właśnie. >.. różnie z tą świadomością bywa... Trudno zaprzeczyć. >należy być optymistą. Podobno pesymiści twierdzą w swym defetyźmie, że gorzej już być nie może - na co ufni w przyszłość optymiści odpowiadają, że owszem - może.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Masz rację, wydaje mi się, iż relacje z innymi przedstawicielami tego samego gatunku są potrzebne do zaistnienia świadomości. Coraz bardziej upada hipoteza inteligentnego łowcy samotnika. Ale, być może, starczy długie dorastanie, jak u niektórych kotowatych, które nie wiodą zbyt stadnego trybu życia, choć czasem mogą się łączyć w stada. Młodzieniec tygrysa śnieżnego łazi z matką wiele lat. Długie dorastanie jest wogóle ciekawym zagadnieniem. Wiadomo, iż żyworodność niesie z sobą pewne ograniczenia, jednym z nich jest to, iż niekiedy organizm musi się jeszcze długo rozwijać po urodzeniu, aby osiągnąć formę umożliwiającą samodzielne życie. Być może ów długi rozwój, z początku zupełnie automatyczny, stał się zaczynem przekazywania umiejętności, komunikacji etc. , a przez to też prostej świadomości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | kognitywista (3391 punktów) | >Masz rację, wydaje mi się, iż relacje z innymi przedstawicielami tego samego gatunku są potrzebne do zaistnienia świadomości. Tak, bo właśnie środowisko społeczne jest tym, w którym świadomość może dawać największą przewagę.
>Coraz bardziej upada hipoteza inteligentnego łowcy samotnika. Takiemu też nie zaszkodzi umiejętność przewidywania posunięć ofiary. Nie wiemy tylko, czy wystarczą do tego zawrotnie skomplikowane nieświadome algorytmy, czy też przydatna jest jednak świadoma analiza. Drugą istotną niewiadomą jest kwestia, czy tak bardzo skomplikowane algorytmy umysłowe u "wyższych" kręgowców mogą być nieświadome (czyli problem zombie).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Bardzo ciekawe uwagi!  Oczywiście problem zombi dotyczy wyższych kręgowców, a nie much, meduz i dwóch neuronów. Uderza w tych naszych stosunkowo nielicznych kuzynów, u których możemy przypuszczać jakąś świadomość. Aby rozwiązać w pełni problem zombi, musimy mieć pomoc ze strony badanych przez nas istot. Po części tak się dzieje w relacjach badacz - szympans. Po części, gdyż nie jest to bynajmniej doskonałe. Gdy jednakże będziemy mieli większą niż 1 grupę stworzeń, o których możemy z dużą dozą pewności powiedzieć, iż są świadome, a nie wyrastają z bardzo złożonych algorytmów, będziemy mogli wtedy wyróżnić jakieś elementy wykluczające, lub potwierdzające zombizm.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | kognitywista (3391 punktów) | >Wielu ewolucjonistów uważa, iż świadomość u naczelnych rozwijała się w oparciu o środowisko grupy, stada. Patrząc na to z tej strony, można by stwierdzić, iż ma w sobie coś z pawiego ogona. Chodziło przecież, być może, o wewnętrzne strategie w stadzie mające na celu zwiększyć szanse na reprodukcje kosztem innych członków stada. ALe za jaką cenę? Ile czasu iskają się małpy i ile czasu my plotkujemy? Ile to zużywa energii... A przecież chodzi najpewniej o pozycję w stadzie/grupie. Nie upieram się przy tym pawim ogonie, po prostu ciekawie jest być może rozpatrzeć taką perspektywę dla początków świadomości. Natomiast czy można to nazwać przystosowaniem? Myślę, że tak, ale nie w tak oczywistym sensie, iż dłuższy pazur może więcej niż krótki pazur. To przystosowanie bardzo wyspecjalizowane, mogące być wadą przy zmianach środowiska (w tym wypadku rozpad grupy). Z punktu widzenia ewolucji (pod kątem sukcesu reprodukcyjnego) pawi ogon (czy też świadomość - analogię uważam za jak najbardziej trafną) nie jest ani bardziej ani mniej sensowny niż długi pazur. Ten ostatni przy zmianie środowiska także może okazać się nieprzydatny lub wręcz przeszkadzający. Nie istnieją adaptacje uniwersalne.
>W każdym bądź bądź razie ciężko zgodzić się z poglądem, który w silniejszej formie niż ty to stwierdziłeś, pojawia się na tym forum. Mówi on, iż świadomość stanowi zawsze jakieś "ulepszenie" i z natury rzeczy poruszające się organizmy będą ewoluować w takim kierunku. To, co skomplikowane, nie zawsze wygra z tym, co proste. Ale można sensownie dzielić zwierzęta na mniej lub bardziej rozwinięte z punktu widzenia złożoności mechanizmów podejmowania decyzji. Tutaj, jak na razie, wygrywamy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zgadzam się w pełni. Chciałem w sumie zauważyć fakt, iż w przypadku rozwoju naszej świadomości, odbywały się adapacje do bardzo wyspecjalizowanych środowisk (iskające się stado). Nawet drapieżnik jest bardzo wyspecjalizowanym stworzeniem, gdyż nie może polować na wszystko i nie może pozwolić sobie na zbytnią liczebność (góra piramidy żywieniowej). Całkiem możliwe, iż inteligencję niektórych drapieżników rozwijała również rywalizacja o terytorium z przedstawicielami tego samego gatunku, stanowiącymi dla nich większe zagrożenie, niż zbyt szybko biegające ofiary.
Chodzi mi o to, iż nie można zakładać, iż w każdym wypadku droga ku świadomości danej linii rodowej zwierząt jest drogą ku większej skuteczności. Swiadomość kosztuje, jeśli nie wiedzie się wyrafinowanego trybu życia, lepiej "inwestować" w szybsze rozmnażanie itd.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | kognitywista (3391 punktów) | Dziękuję za twórcze rozwinięcie tematu. Właśnie tak to widzę.
|
|
8 na 8 | homopitek (1536 punktów) | >Eksperyment z Mary jest przyczynkiem do pytań: czy skoro teoretyczna wiedza o fizykalnych aspektach >widzenia nie jest tożsama z posiadaniem quale związanych z różnymi zjawiskami widzenia, to czy w >momencie gdy Mary opuściłaby swój czarno-biały świat i zobaczyłaby czerwone jabłko dowiedziałaby >się czegoś nowego?
Mary nie zobaczyłaby "czerwonego jabłka" zaraz po opuszczeniu czarno-białego pokoju, ponieważ rozpoznawania kolorów trzeba się nauczyć samodzielnie, przez własne doświadczenie. Mózg potrzebuje sporo czasu, zanim nauczy się kategoryzować barwy. Niemowlęta zaczynają rozpoznawać czerwień ok 6-7 miesiąca życia, a następne barwy pod koniec pierwszego roku życia. W przypadku Mary trudno przewidzieć, jak długo potrwałoby nauczenie się rozpoznawania barw innych niż biel i czerń i czy w ogóle byłaby zdolna zdobyć taką umiejętność. Jej wiek (dorosłość) w chwili opuszczenia pokoju mógłby sugerować, że proces nauki rozpoznawania barw będzie znacznie szybszy niż u niemowląt, ponieważ będzie ona posiadała już wykształcony aparat kategoryzacyjny. Z drugiej jednak strony, może to byc również przeszkodą, gdyż ośrodki mózgu odpowiedzialne za rozpoznawanie barw mogą być już zajęte przez inne funkcje. Doświadczenia z uczeniem się niektórych - zdawałoby się "przyrodzonych" - umiejętności świadczą, że po przekroczeniu pewnego wieku ich opanowanie staje się trudne (np. język), a w skrajnych przypadkach niemożliwe (np. liczenie).
>Przecież już wcześniej wiedziała wszystko o tym co się dziej z jej mózgiem w >momencie oglądania czerwonego jabłka.
Nie, nie wiedziała wszystkiego, ponieważ jej wiedza dotyczyła tylko mózgów znajdujących się w innych warunkach środowiskowych (z obecną barwą czerwoną).
>Ale skoro ta zdawałoby się pełna wiedza o fizycznych aspektach >tego procesu nie pozwalała jej wiedzieć jak to jest widzieć czerwone jabłko, czy znaczy to, że takie >pierwszoosobowe doświadczenia, zawierające między innymi quale czerwonej barwy jabłka (a także, >jeśli już o to idzie, cały zestaw innych qualiów) zawiera coś, co nie przynależy do >fizykalistycznego porządku będącego przedmiotem opisu naukowego?
Nie, nie zawiera niczego więcej, jeśli ten oips naukowy został sporządzony na adekwatnym poziomie ogólności. W tym wypadku będzie to poziom informatycznego opisu sposobu interpretowania konkretnego typu informacji przez jej mózg.
Nie stosuję emoticonów
|
|
 | | rhotax7 (3947 punktów) | Świetne. Proszę o częstsze zabieranie głosu.
|
|
 | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Zacznę od tego, że rzeczy o których piszesz same w sobie są ciekawe, ale... >Mary nie zobaczyłaby "czerwonego jabłka" zaraz po opuszczeniu czarno-białego pokoju, ponieważ rozpoznawania kolorów trzeba się nauczyć samodzielnie, przez własne doświadczenie. Mózg potrzebuje sporo czasu, zanim nauczy się kategoryzować barwy.
Czy więc sądzisz, że nie dostrzegałaby żadnej różnicy między barwami ze względu na brak odpowiednich koncepcji czy wyuczonych kategorii? Czy też, nie umiałaby ich nazwać? Skądinąd wiem o wynikach, które wskazują iż na percepcję kolorów i ich rozróżnianie wpływa struktura języka i nazewnictwa tychże jaka jest właściwa dla danej osoby.
>W przypadku Mary trudno przewidzieć, jak długo potrwałoby nauczenie się rozpoznawania barw innych niż biel i czerń i czy w ogóle byłaby zdolna zdobyć taką umiejętność. Jej wiek (dorosłość) w chwili opuszczenia pokoju mógłby sugerować, że proces nauki rozpoznawania barw będzie znacznie szybszy niż u niemowląt, ponieważ będzie ona posiadała już wykształcony aparat kategoryzacyjny. Z drugiej jednak strony, może to byc również przeszkodą, gdyż ośrodki mózgu odpowiedzialne za rozpoznawanie barw mogą być już zajęte przez inne funkcje. Doświadczenia z uczeniem się niektórych - zdawałoby się "przyrodzonych" - umiejętności świadczą, że po przekroczeniu pewnego wieku ich opanowanie staje się trudne (np. język), a w skrajnych przypadkach niemożliwe (np. liczenie).
Pozostaje pytanie - na ile brak kategorii wyklucza posiadania "wrażeń" (chocby dana osoba nie potrafiła ich nazwać).
>Nie, nie wiedziała wszystkiego, ponieważ jej wiedza dotyczyła tylko mózgów znajdujących się w innych warunkach środowiskowych (z obecną barwą czerwoną).
Hmm, tu jednak, wydaje mi się, dochodzimy do sedna. Dlaczego sądzisz, że "nie wiedziała wszystkiego"? My nie wiemy jak to jest widzieć barwę światła UV, ale nikt na tej podstawie nie twierdzi, że neurofizjologia pszczół będzie niepełna dopóki sobie sami w mózgach nie zrobimy ośrodków odpowiedzialnych za widzenie tego skraju widma.
>Nie, nie zawiera niczego więcej, jeśli ten oips naukowy został sporządzony na adekwatnym poziomie ogólności. W tym wypadku będzie to poziom informatycznego opisu sposobu interpretowania konkretnego typu informacji przez jej mózg.
Nie jestem pewny czy dobrze rozumiem. Mógłbyś rozwinąć?
|
|
|  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Napisałeś o "językowej" percepcji kolorów, więc mam pytania. Po pierwsze, neurony w oku kodują trzy kolory, w tym czerwony właśnie - sugerujesz, że można widzieć czerwony jako zielony, bo w języku brak nazwy "czerwony"? Czy może raczej chodzi o to, że przy płynnym przejściu między kolorami różne osoby różnie oceniają, kiedy zaczyna się zielony, a kończy niebieski?
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | > Po pierwsze, neurony w oku kodują trzy kolory, w tym czerwony właśnie - sugerujesz, że można widzieć czerwony jako zielony, bo w języku brak nazwy "czerwony"?> Czy może raczej chodzi o to, że przy płynnym przejściu między kolorami różne osoby różnie oceniają, kiedy zaczyna się zielony, a kończy niebieski?Raczej to drugie, choć w pewnym stopniu oba ujęcia na siebie zachodzą. O tu coś jest: web.ebscoh(*)Gl2ZQ==#db=a9h&AN=13030654
|
|
| | |  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Przeczytałem i przemyślałem. Wygląda na to, że teza ogólna - język kształtuje w pewnym stopniu percepcję - da się utrzymać. Choć kształtowanie w przypadku kolorów jest ograniczone. Gdy rozmyślam o tym, jak mózg obrabia dane z oka, to mi nawet pasuje - z tego wynika odpowiedź, że osoba z biało-czarnego pokoju rozpoznałaby czerwony, odróżniła od innych kolorów. By się tak nie stało musiałyby się jej "zepsuć" neurony w oku oraz w ośrodku mózgu przetwarzającym wrażenia z oka. Rzecz w tym, że te mechanizmy przetwarzania/widzenia mamy wrodzone, ale z powodu plastyczności mózgu/sieci neuronowych można je kształtować w życiu.
Dużo ciekawsze było dla mnie, że w dowolnych językach dochodzi (ewolucyjnie) do wyodrębnienia 11 (anglojęzyczne) lub 12 (inne języki rozwinięte, np. słowiańskie) uniwersalnych kategorii językowych na określenie kolorów - biały, czarny, szary, czerwony, niebieski, żółty, zielony, pomarańczowy, fioletowy, brązowy, granatowy, różowy. Przy czym w języku polskim, o ile mogę stwierdzić, rozróżnienie na kolor granatowy umiera. Ciekawe, ponieważ trzy ostatnie wymienione kolory są "wytworzone" kulturowo lub ewolucyjnie, a nie pochodzą z klucza fizycznego rozróżniania barw (klucz taki, to rozróżnianie względem długości fali, ewentualnie właściwości fotobarwnika w [pręcikach/czopkach] elementach światłoczułych). Jeszcze zdanie wtrącenia o fioletowym, który mimo pochodzenia z klucza fizycznego, ma bardzo słabą pozycję wśród kolorów, jak mi się zdaje, przynajmniej w Polsce. Również wygląda to na wpływ kultury/ewolucji. O ile powstanie językowej nazwy na kolor granatowy (fizycznie ciemnoniebieski) potrafię sobie wytłumaczyć ewolucyjnie - obserwacja nieba (pogoda), obserwacja wody (zdatność do picia?). O tyle z brązowym i różowym mam problemy. Zgadując, brązowy kojarzy się ze skórami zwierząt i drewnem, a różowy z cielesnością i mimiką twarzy (rumiana, zaróżowiona twarz jest synonimem zdrowia).
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | homopitek (1536 punktów) | >Gdy rozmyślam o tym, jak mózg obrabia dane z oka, to mi nawet pasuje - z tego wynika odpowiedź, że osoba z biało-czarnego pokoju rozpoznałaby czerwony, odróżniła od innych kolorów. By się tak nie stało musiałyby się jej "zepsuć" neurony w oku oraz w ośrodku mózgu przetwarzającym wrażenia z oka.
Niekoniecznie coś musi być popsute, co próbowałem wyjaśnić w poście do Sylwka.
> Rzecz w tym, że te mechanizmy przetwarzania/widzenia mamy wrodzone, ale z powodu plastyczności mózgu/sieci neuronowych można je kształtować w życiu.
Przetwarzania informacji tak, ale z poszczególnymi funkcjonalnościami (np. widzenie barw) to juz nie jest tak jednoznacznie.
>Dużo ciekawsze było dla mnie, że w dowolnych językach dochodzi (ewolucyjnie) do wyodrębnienia 11 (anglojęzyczne) lub 12 (inne języki rozwinięte, np. słowiańskie) uniwersalnych kategorii językowych na określenie kolorów - biały, czarny, szary, czerwony, niebieski, żółty, zielony, pomarańczowy, fioletowy, brązowy, granatowy, różowy.
Nie w dowolnych, a jedynie w niektórych. Istnieją języki bardzo ubogie w kategorie kolorów lub z poprzesuwanymi zakresami.
>Jeszcze zdanie wtrącenia o fioletowym, który mimo pochodzenia z klucza fizycznego, ma bardzo słabą pozycję wśród kolorów, jak mi się zdaje, przynajmniej w Polsce.
Nie tylko w Polsce, a dodatkową ciekawostką jest, że kobiety mają do niego większe skłonności. Zauważono nawet, że chłopcy, którzy mają siostry wcześniej i lepiej rozpoznają fiolet i jego odcienie.
>O ile powstanie językowej nazwy na kolor granatowy (fizycznie ciemnoniebieski) potrafię sobie wytłumaczyć ewolucyjnie - obserwacja nieba (pogoda), obserwacja wody (zdatność do picia?). O tyle z brązowym i różowym mam problemy. >Zgadując, brązowy kojarzy się ze skórami zwierząt i drewnem, a różowy z cielesnością i mimiką twarzy (rumiana, zaróżowiona twarz jest synonimem zdrowia).
To dość dobra metoda na szukanie przyczyn wyodrębniania danych kolorów w różnych kulturach. Pewne papuaskie plemię nie wyodrębnia klasycznego zielonego, lecz nasz żółtozielony. Po przyjrzeniu się ich zwyczajom sprawa się wyjaśnia: lubią wcinać sałatkę z liści tulipanów, które są najsmaczniejsze gdy ciutkę zżółkną. Mniaam.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | (...) >Przetwarzania informacji tak, ale z poszczególnymi funkcjonalnościami (np. widzenie barw) to juz nie jest tak jednoznacznie. Pisałem na podstawie artykułu (po angielsku). Widzenie barw w wieku 4 miesięcy jest jednoznaczne.
>>Dużo ciekawsze było dla mnie, że w dowolnych językach dochodzi (ewolucyjnie) do wyodrębnienia 11 (anglojęzyczne) lub 12 (inne języki rozwinięte, np. słowiańskie) uniwersalnych kategorii językowych na określenie kolorów - biały, czarny, szary, czerwony, niebieski, żółty, zielony, pomarańczowy, fioletowy, brązowy, granatowy, różowy. >Nie w dowolnych, a jedynie w niektórych. Istnieją języki bardzo ubogie w kategorie kolorów lub z poprzesuwanymi zakresami. Języki te są kwalifikowane/dzielone w zależności od rozwoju cywilizacyjnego (społeczeństwa, które się nimi posługuje?) - też z tego artykułu. Jest tam nawet ich opis - języków "rozwiniętych" i tych mniej, z "różnymi przesunięciami nazywania kolorów".
>>Jeszcze zdanie wtrącenia o fioletowym, który mimo pochodzenia z klucza fizycznego, ma bardzo słabą pozycję wśród kolorów, jak mi się zdaje, przynajmniej w Polsce. >Nie tylko w Polsce, a dodatkową ciekawostką jest, że kobiety mają do niego większe skłonności. Zauważono nawet, że chłopcy, którzy mają siostry wcześniej i lepiej rozpoznają fiolet i jego odcienie. Ciekawe, z czego to wynika? Może po prostu fiolet rzadko występuje w naturze?
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
|  | 1 na 1 | homopitek (1536 punktów) | >Czy więc sądzisz, że nie dostrzegałaby żadnej różnicy między barwami ze względu na brak odpowiednich koncepcji czy wyuczonych kategorii?
Odpowiedź może zależeć od poziomu analizy problemu. Oko z nerw wzrokowy niewątpliwie poradzą sobie z odebraniem i przesłaniem dalej informacji różnej niż właściwa dla barwy białej i czarnej. Kłopot Mary będzie polegał na tym, co jest "dalej". Obszry mózgu odpowiedzialne za dalsze przetwarzanie bodźców wzrokowych dostaną informację, która będzie nieznana. Dla mózgu to będą "informacyjne śmieci", które sieć neuronowa spróbuje przypisać do jednej ze znanych klas, których wzorce posiada (wcześniejsze doświadczenia). Jeśli skojarzenie nowej informacji ze jednym z wzorców będzie pozytywne, to nieznana informacja zostanie zaklasyfikowana jako "czarna" lub "biała". I jednej z tych odpowiedzi udzieli Mary na pytanie o kolor jabłka (zakładam, że wie, co to jest "jabłko"). Tak więc, odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: będzie widziała (oko) i nie będzie widziała (mózg). Jednoznaczność odpowiedzi będzie zależeć od zdefiniowania pojęcia "widzieć". Natomiast rejestracja różnic pomiędzy barwą jabłka a znanymi barwami, to już inna sprawa. Jeśli kontekst, w jakim występuje to jabłko, nada jabłku odpowiedniego znaczenia (wagi), np. ktoś rzuci tym jabłkiem w głowę Mary lub ona je zje i polubi jego smak, to informacja o rzeczywistej barwie jabłka zostanie zapamiętana i po pewnej liczbie powtórzeń obserwacji zostanie wydrębniona jako oddzielny wzorzec. Od tej pory Mary będzie widziała czerwone jabłko okiem i mózgiem. Mary skategoryzuje czerwień. Efektywność tego procesu będzie zależała od wielkości różnic pomiędzy posiadanymi wzorcami ("czerń" i "biel") a nieznaną informacją wzrokową (nową barwą) oraz kontekstów jej występowania. Obróbka tych różnic następuje prawdopodobnie jakąś metodą statystyczną, ponieważ da się zauważyć związek pomiędzy kolejnością uczenia się rozpoznawania barw, a długościami fal im odpowiadających.
Można też w skrócie powiedzieć, że (na pierwszy rzut oka, a raczej mózgu) Mary zobaczy "czerwone jabłko" jako "inaczej czarne" lub "inaczej białe", a z czasem z tego "inaczej" stworzy nową kategorię barw ("czerwone").
>Czy też, nie umiałaby ich nazwać? Skądinąd wiem o wynikach, które wskazują iż na percepcję kolorów i ich rozróżnianie wpływa struktura języka i nazewnictwa tychże jaka jest właściwa dla danej osoby.
To już jest problem na zupełnie innej płaszczyźnie. W tym wypadku nie chodzi o postrzeganie barw na poziomie sprzętowo-informatycznym, ich niskopoziomową kategoryzację, lecz o nadawanie etykiet (nazw) w celu usprawnienia interpretacji informacji. Domyślam się, że pewnie chodzi Ci o znane anomalie związane z odmiennym rozpoznawaniem (a raczej raportowaniem) koloru zielonego przez Japończyków i niektórych Papuasów. Ujmując sprawę ogólnie, to nie ma realnej możliwości zmiany mechanizmów niskopoziomowych przez struktury informacyjne wysokiego poziomu. Sprzęt (neurony i ich sieci) działają w sposób biologicznie określony i nie ma możliwości "namieszania" tu przy pomocy interpretera języka wysokiego poziomu. Podobnie jest w informatyce komputerowej - nie zmienisz listy rozkazów procesora programowo. Mozesz tylko uzyskać efekt "jak gdyby" na pewnym poziomie ogólności. W naszym przypadku język jest tylko nakładką systemową, wtórnie porządkującą rezultaty niskopoziomowej kategoryzacji. Spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie, jaka jest percepcja barw u chłopaka wspomnianego przez prof. Grabowską. Skoro nie może się on nauczyć języka, to nie widzia żadnych kolorów? Białego i czarnego też? Zatem, co widzi, a może jest ślepy?
>Pozostaje pytanie - na ile brak kategorii wyklucza posiadania "wrażeń" (chocby dana osoba nie potrafiła ich nazwać). "Wrażenie" może istnieć, ale może być inaczej klasyfikowane (np. nasze "czerwone jabłko" to dla Mary "czarne jabłko").
>Hmm, tu jednak, wydaje mi się, dochodzimy do sedna. Dlaczego sądzisz, że "nie wiedziała wszystkiego"? My nie wiemy jak to jest widzieć barwę światła UV, ale nikt na tej podstawie nie twierdzi, że neurofizjologia pszczół będzie niepełna dopóki sobie sami w mózgach nie zrobimy ośrodków odpowiedzialnych za widzenie tego skraju widma.
"Wiedzieć jak to jest widzieć światło UV" to nie jest pytanie z zakresu neurofizjologii. W dodatku nawet gdybyśmy też widzieli takie światło, to nie oznacza, że nasze "wiedzieć jak to jest" byłoby równoważne pszczelemu, choćby ze względu na możliwe róznice "sprzętowe" i odmienne konteksty informacyjne. Podam Ci taki przykład: obaj trafimy w wypadku prawe ręce. Ty jesteś praworęczny, a ja mańkut. Czy nasze indywidualne "wiedzieć jak to jest stracić prawą rękę" będą tożsame?
>>Nie, nie zawiera niczego więcej, jeśli ten oips naukowy został sporządzony na adekwatnym poziomie ogólności. W tym wypadku będzie to poziom informatycznego opisu sposobu interpretowania konkretnego typu informacji przez jej mózg. >Nie jestem pewny czy dobrze rozumiem. Mógłbyś rozwinąć?
Ostatnie zdanie jest rzeczywiście "zakręcone". Chodzi o to, mówiąc po ludzku, że taki opis musi zawierać wyjaśnienia procesów przetwarzania informacji ujęte w kategoriach im właściwych. Nie da się dobrze tłumaczyć procesów przetwarzania informacji przez mózg wyłącznie z poziomu np. psychologii lub filozofii umysłu. Te ostatnie fajnie nam opiszą problem na wysokim poziomie uogólnienia, ale nie powiedzą wiele o procesach odbywających się poniżej ich poziomu, a to właśnie tam odbywa się realne przetwarzanie informacji.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >Odpowiedź może zależeć od poziomu analizy problemu. Oko z nerw wzrokowy niewątpliwie poradzą sobie z odebraniem i przesłaniem dalej informacji różnej niż właściwa dla barwy białej i czarnej. Kłopot Mary będzie polegał na tym, co jest "dalej". Obszry mózgu odpowiedzialne za dalsze przetwarzanie bodźców wzrokowych dostaną informację, która będzie nieznana. Dla mózgu to będą "informacyjne śmieci", które sieć neuronowa spróbuje przypisać do jednej ze znanych klas, których wzorce posiada (wcześniejsze doświadczenia). Jeśli skojarzenie nowej informacji ze jednym z wzorców będzie pozytywne, to nieznana informacja zostanie zaklasyfikowana jako "czarna" lub "biała".
Dlaczego? Mary po prostu stwierdzi, że czerwony nie należy ani do kategorii "czarne" ani "białe". A jak nazwie tę nową kategorie jest nieważne. Jeśli zobaczy jako pierwsze czerwone jabłko, może czerwony nazwać np. kolorem jabłkowym.
>I jednej z tych odpowiedzi udzieli Mary na pytanie o kolor jabłka (zakładam, że wie, co to jest "jabłko"). >Tak więc, odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: będzie widziała (oko) i nie będzie widziała (mózg). Jednoznaczność odpowiedzi będzie zależeć od zdefiniowania pojęcia "widzieć".
J.w. Dlaczego zakładasz, że mózg nie rozpozna czerwonego jako nowej kategorii? Przecież dzieci, kiedy zaczynają postrzegać kolory, nie mają wyrobionego podziału kolorów na kategorię, ale nadal postrzeganie czerwieni jest dla nich innym doświadczeniem, niż doświadczenie postrzegania bieli.
|
|
| | |  | | homopitek (1536 punktów) | >Dlaczego? Mary po prostu stwierdzi, że czerwony nie należy ani do kategorii "czarne" ani "białe". A jak nazwie tę nową kategorie jest nieważne. Jeśli zobaczy jako pierwsze czerwone jabłko, może czerwony nazwać np. kolorem jabłkowym.
Celowo wybrałem najprostszy wariant z możliwych. Stwierdzenie, że coś należy do nieznanej kategorii nie zawsze jest takie proste, żeby odbywało się "z automatu". Kojarzenie ma założony w sobie margines dowolności, czyli względnego dopasowania do wzorca. To nie jest poszukiwanie kopii, lecz czegoś podobnego. I jeśli istniejące różnice nie przekraczają pewnej granicy, wynik jest pozytywny. Oczywiście nie mogę wykluczyć, że Mary od razu "załapie" nową barwę, ale szansa na to jest minimalna. Przede wszystkim dlatego, że wieloletnie przebywanie w czarno-białym świecie isttonie zmieni organizację jej mózgu w obszarach odpowiedzialnych za przetwarzanie informacji wzrokowej. Może nawet okazać się niezdolna do rozpoznawania nowych barw przez mózg. Po drugie, istniejące i mocno ugruntowane kategorie "przyciągają" nową infromację, ponieważ są punktem odniesienia i dobrze pasują do całości postrzegania otoczenia. Przypominam, że Mary nigdy nie widziała barwy czerwonej i pojawienie się obiektu o takiej własności będzie kolidowało z całym jej doświadczeniem życiowym. Nazwa jest na tym etapie obróbki informacji mało użyteczna, ale w procesie raportowania wyników oglądania "czerwonego jabłka" może odgrywać istotną rolę - w zależności od kontekstu komunikacji.
>>I jednej z tych odpowiedzi udzieli Mary na pytanie o kolor jabłka (zakładam, że wie, co to jest "jabłko"). >>Tak więc, odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: będzie widziała (oko) i nie będzie widziała (mózg). Jednoznaczność odpowiedzi będzie zależeć od zdefiniowania pojęcia "widzieć". >J.w. Dlaczego zakładasz, że mózg nie rozpozna czerwonego jako nowej kategorii? Przecież dzieci, kiedy zaczynają postrzegać kolory, nie mają wyrobionego podziału kolorów na kategorię, ale nadal postrzeganie czerwieni jest dla nich innym doświadczeniem, niż doświadczenie postrzegania bieli.
Skąd wiesz, że jest innym doświadczeniem? Mózg nie widzi bezpośrednio realnych kolorów tylko informację o nich, jaka dociera od oka. Myślisz, że gdybyś "skopiował" układ impulsów z nerwu wzrokowego Mary, to zobaczyłbyś "czerwone jabłko" bez obróbki i interpretacji informacji zawartej w tej kopii? Nic z tych rzeczy. Dzieci zaczynają rozróżniać kolory, ponieważ ich mózgi miesiącami, mozolnie i bezustannie "mielą" informację wzrokową kojarząc miliardy reprezentacji obrazów widzianych obiektów. To praktycznie obróbka statystyczna informacji masowej, która przynosi pierwsze efekty po pół roku życia. Dopiero po takim czasie zaczynają identyfikować czerwoną barwę, ponieważ jest to proces tworzenia (od prawie zera) struktur informacyjnych potrzebnych do sprawnej obsługi bodźców wzrokowych. Kolejna barwa (o ile pamiętam niebieska) zaczyna być rozpoznawana po kolejnych 3 miesiącach, a następna (żółta) po 1-2 miesiącach). Interwały maleją, ponieważ mózg ma już częściowo "przetarty szlak" - korzysta z już wypracowanych metod i struktur.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | To co podałeś o identyfikowaniu barw przez dzieci nie zgadza się z treścią artykułu podanego przez Sylwka. Czy możesz podać źródło swoich informacji?
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | A co konkretnie się nie zgadza, bo to spory temat, a ja nie mogę obejrzeć zalinkowanego tekstu, ponieważ flash wiesza mi przeglądarkę na tym tekście.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Tam gdzieś jest flash?
Matko...
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | homopitek (1536 punktów) | >Tam gdzieś jest flash? >Matko...
Ojcze... Gwarancji nie dam, bo prawdę mówiąc nie analizowałem, ale z doświadczenia wiem, że jak mi się wiesza przeglądarka to jest to robota flasha. Czasami wiesza, a czasami nie. Na strony z naćkanymi ładniutkimi bajerkami to nawet nie próbuję drugi raz wchodzić.
W tym wypadku jednak przed chwilą udało mi się oszukać "potwora" i ściągnąłem ten tekst.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Znaczy sie ja mam clicktoflash więc niechciane badziewie mi sie ni ładuje, ale..
...to strona dostawcy paperów naukawych to wątpię by tam był flash. z drugiej strony oni uwielbiają wjeb*ywać zbugowany java script, więc obstawiam ze to coś takiego też mogło być.
|
|
| | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | >...to strona dostawcy paperów naukawych to wątpię by tam był flash. z drugiej strony oni uwielbiają wjeb*ywać zbugowany java script, więc obstawiam ze to coś takiego też mogło być.
W ogóle większość prowadzących strony jest zdania, że jak "uatrakcyjnią" wizualnie, to ludzie będą im klikać i klikać bez końca. To odbicie ogólnocywilizacyjnego trendu w myśleniu: nieważna treść, ważna forma. Wygląda na to, że marksistowskie "Proletariusze wszystkich krajów, łaczcie się!" zastąpiło "Marketoidy..."
A jeszcze pięć lat temu było tak fajnie... Pentium I 233MHz i... poszedł w internet.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) |
> A jeszcze pięć lat temu było tak fajnie... Pentium I 233MHz i... poszedł w internet.Cóż systemy operacyjne upadają na rzec Sieci pełnej web-appsów i tak dalej, świat na psy. PS: pozwoliłem sobie ten poboczny wątek wyszarzyć jako, że cóż - jest nie na temat
|
|
| | | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | > ... świat na psy.Jest jeszcze gorzej! Mój pies kiedyś przesiadywał mi na kolanach, gdy plądrowałem internet, a teraz ma to gdzieś. Nawet psy się od tego odwracają ogonem. > PS: pozwoliłem sobie ten poboczny wątek wyszarzyć jako, że cóż - jest nie na temat  Bardzo lubię szary kolor.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Bardzo lubię szary kolor.
Odszarzyłem, bo wyszarza też fragmenty na temat.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Cytując artykuł: "However, research on infant color perception seems to reveal contradictory findings. Studies with 4-month-old infants reveal that after they view a color for a sufficient time to lose interest in it (i.e., to habituate), they start looking again (i.e., dishabituate) when shown a new color from a different universal category, but not when shown a new color from the same category. Thus, they seem to treat colors from the same category as being the same. These findings suggest that infants as young as 4 months perceive colors categorically even though they have not yet developed any language skills."
Co znaczy mniej więcej tyle, że niemowlęta czteromiesięczne zdają się rozpoznawać kolory.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | homopitek (1536 punktów) | >Cytując artykuł: >"However, research on infant color perception seems to reveal contradictory >findings. Studies with 4-month-old infants reveal that after >they view a color for a sufficient time to lose interest in it (i.e., to >habituate), they start looking again (i.e., dishabituate) when shown a >new color from a different universal category, but not when shown a >new color from the same category. Thus, they seem to treat colors from >the same category as being the same. These findings suggest that >infants as young as 4 months perceive colors categorically even >though they have not yet developed any language skills." >Co znaczy mniej więcej tyle, że niemowlęta czteromiesięczne zdają się rozpoznawać kolory.
Chyba nie oczekiwałeś, że rozpoznawanie barw pojawia się w konkretnej dacie, w gotowej formie? Przytoczony opis mówi bardziej o kategoriach (grupach) barw niż jakiejś konkretnej, a ja pisałem o czerwieni. Zauważanie różnic pomiędzy kategoriami barw wygląda mi na naturalny poprzednik rozpoznawania konkretnych z nich. Można to zinterpretować tak, że najpierw rozpoznawane są grupy barw (kategorie), a dopiero później proces rozpoznawania zostaje tak udoskonalony, że dziecko odróżnia pojedyncze barwy. Kategoryzowanie to proces uczenia się.
W ostatnich dwóch latach zaczęto eksperymentować ze sztucznym wzrokiem dla niewidomych (również takich od urodzenia). Eksperymenty polegały na wszczepianiu końcówek urządzenia elektronicznego (typu kamera) do nerwu wzrokowego. Nie podam końcowych efektów, bo czytałem o tym, gdy eksperymenty były w toku, ale już było widać, że badani powoli zaczynali widzieć coś więcej niż "czarną ścianę". Minął rok, więc chyba można już pogooglać, co słychać w tym temacie. Może są już jakieś jednoznaczne wyniki?
W kwestii moich rozbieżności z tym artykułem (i nie tylko z nim), to najważniejsza jest zupełnie inna sprawa. Nie przekonują mnie argumenty o wpływie struktur językowych na pierwotną kategoryzację barw ze względu na następstwo czasowe zjawisk. Jeśli coś tu na coś wpływa, to już prędzej sposób kategoryzacji barw skaluje struktury językowe niemowlęcia. I nie chodzi tu jedynie o samo następstwo czasowe, lecz również o odpowiedź na pytanie: dlaczego zwierzęta widzą kolory, skoro nie znają języka? Co do eksperymentów prowadzonych na osobach w wieku starszym, to nie mam takich zastrzeżeń.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Pierwotna kategoryzacja barw następuje w oku - neuronki tam kodują trzy barwy podstawowe (czerwony, żółty, niebieski) + czarny i biały. Sygnały biegną do odpowiedniej części mózgu, gdzie są obrabiane. Na koniec w bliżej nieokreślony sposób trafiają do świadomości.
Gdzieś po drodze plącze nam się wpływ języka. Skąd taki wniosek? Bo kategoryzujemy kolor brązowy, jako oddzielny kolor. Tak samo z kolorem różowym i granatowym. Kategoryzowanie powyższych kolorów w żaden sposób nie wynika z percepcji światła w oku. Zatem wpływ jest, jakkolwiek, powiedziałbym subiektywnie oceniając, jest nieduży. Dodatkowo muszę wspomnieć, że skategoryzowanie tych kolorów oddzielnie nie znaczy, że jakoś wykrzywiają nam myślenie - różowy to "rozrzedzony" czerwony (ewentualnie + niewielkie ilości dodatków innych kolorów), co każdy z nas rozumie.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | > Pierwotna kategoryzacja barw następuje w oku - neuronki tam kodują trzy barwy podstawowe (czerwony, żółty, niebieski) + czarny i biały.Wydaje mi się, że nie zrozumiałeś części mojej wcześniej wypowiedzi, a bez wątpienia teraz ja nie bardzo wiem o co Ci chodzi. Tak na marginesie, to chyba czerwony, zielony, niebieski i czarno-biały, czyli również odcienie szarości. Poza tym kategoryzacja to: pl.wikipedia.org/wiki/Kategoryzacja . Nie bardzo wiem, jak mogłaby zachodzić w oku. Pisząc o pierwotnej kategoryzacji: > >Nie przekonują mnie argumenty o wpływie struktur językowych na pierwotną >>kategoryzację barw ze względu na następstwo czasowe zjawisk. Jeśli coś tu na coś >>wpływa, to już prędzej sposób kategoryzacji barw skaluje struktury językowe >>niemowlęcia. I nie chodzi tu jedynie o samo następstwo czasowe, lecz również o >>odpowiedź na pytanie: dlaczego zwierzęta widzą kolory, skoro nie znają języka?> >Co do eksperymentów prowadzonych na osobach w wieku starszym, to nie mam takich >>zastrzeżeń.miałem na myśli spontaniczny proces uczenia się rozpoznawania barw zachodzący u niemowląt. Z kontekstu wynika to jednoznacznie. > Gdzieś po drodze plącze nam się wpływ języka. Skąd taki wniosek? Bo kategoryzujemy kolor brązowy, jako oddzielny kolor. Tak samo z kolorem różowym i granatowym. Kategoryzowanie powyższych kolorów w żaden sposób nie wynika z percepcji światła w oku.Bardzo jestem ciekaw, w jaki sposób uzasadnisz brak tego wynikania. > Zatem wpływ jest, jakkolwiek, powiedziałbym subiektywnie oceniając, jest nieduży. Dodatkowo muszę wspomnieć, że skategoryzowanie tych kolorów oddzielnie nie znaczy, że jakoś wykrzywiają nam myślenie - różowy to "rozrzedzony" czerwony (ewentualnie + niewielkie ilości dodatków innych kolorów), co każdy z nas rozumie.Wpływ języka jest wtórny i ogranicza się do nadawania etykiet obiektom informacyjnym tworzonym przez nasz mózg. Jeśli ktoś pokaże Ci jakiś przedmiot i powie, że ma on "kolor różowy", niczego to nie zmieni, jeżeli Twój mózg nie będzie potrafił samodzielnie wyodrębnić takiej barwy spośród innych. Ten ktoś będzie twierdził, że to "jest różowe", a Ty będziesz widział, że (np.) "jest czerwone". Język nie tworzy pełnych reprezentacji mentalnych z niczego, a tylko może zainicjować utworzenie pustej struktury informacyjnej właściwej dla jakiejś kategorii wraz z przypisaną etykietą (nazwą). "Treść" reprezentacji mentalnej trzeba wyprodukować samemu.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | pl.wikipedia.org/wiki/CzopkiJednak trójka to czerwony, zielony i niebieski - przynajmniej według Wikipedii ( - sprawdzę to sobie jeszcze). Kategoryzacja, ponieważ mamy trzy oddzielne widzenia kolorów - jakby trzy oddzielne zmysły. Pierwsza obróbka jest w oku - musiałbyś sięgnąć do książek, bo raczej nie będe Ci tego przepisywał (moje źródło to "Fizjologia zwierząt"), zbyt obszerne jest. W każdym razie czopki i pręciki są 'wewnątrz' oka (żenujący błąd konstruktora z Inteligentnego Projektu) zakopane pod dziewięcioma warstwami neuronów, które robią wstępną obróbkę sygnałów. Kolory biegną później oddzielnie do mózgu. pl.wikipedia.org/wiki/Pręcik_(medycyna) Tutaj mały materiał o pręcikach, właściwie bez rozpisywania dokładnie. Znów byś musiał sięgnąć do literatury. W każdym razie z kategoryzacją chodzi mi o to, że każdy kolor (czerwony, zielony, niebieski) ma swoisty kod impulsów w neuronach. Można by to porównać do języka, którym posługuje się mózg - mamy słowa na kolory 'podstawowe'. Cała reszta, to mieszanki podstawowych dostępnych nam barw. Jak je nazwiemy wynika z kultury. > >Gdzieś po drodze plącze nam się wpływ języka. Skąd taki wniosek? Bo kategoryzujemy kolor brązowy, jako oddzielny kolor. Tak samo z kolorem różowym i granatowym. Kategoryzowanie powyższych kolorów w żaden sposób nie wynika z percepcji światła w oku.> Bardzo jestem ciekaw, w jaki sposób uzasadnisz brak tego wynikania.Powyżej. Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | > pl.wikipedia.org/wiki/Czopki> Jednak trójka to czerwony, zielony i niebieski - przynajmniej według Wikipedii ( - sprawdzę to sobie jeszcze).Nie ma dla nas wielkiego znaczenia, która to trójka, bo główny problem jest w statystycznej obróbce danych wzrokowych przez mózg. > Kategoryzacja, ponieważ mamy trzy oddzielne widzenia kolorów - jakby trzy oddzielne zmysły. Pierwsza obróbka jest w okuChyba nie rozumiesz problemu. W kategoryzacji nie chodzi o jakąkolwiek obróbkę, lecz produkcję uogólnionych wzorców danych. Oko jedynie formatuje dane do pewnej postaci i nie jest to kategoryzacja. > W każdym razie z kategoryzacją chodzi mi o to, że każdy kolor (czerwony, zielony, niebieski) ma swoisty kod impulsów w neuronach.I dlatego żle interpretujesz zjawisko kategoryzacji barw. Ten kod to tylko konkretny format danych. Skoro masz wątpliwości, to spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego niewidomi ludzie "podłączeni" do kamery cyfrowej zaczynają po pewnym czasie rozróżniać obrazy, skoro zrobione to jest z pominięciem oka. > Można by to porównać do języka, którym posługuje się mózg - mamy słowa na kolory 'podstawowe'.Skoro tak, to dlaczego dziecko od urodzenia nie reaguje na te "kolory podstawowe"? > >>Gdzieś po drodze plącze nam się wpływ języka. Skąd taki wniosek? Bo kategoryzujemy kolor brązowy, jako oddzielny kolor. Tak samo z kolorem różowym i granatowym. Kategoryzowanie powyższych kolorów w żaden sposób nie wynika z percepcji światła w oku.> >Bardzo jestem ciekaw, w jaki sposób uzasadnisz brak tego wynikania.> Powyżej.Takie wyjaśnienie, to brak wyjaśnienia. Sam wyżej napisałeś: > Cała reszta, to mieszanki podstawowych dostępnych nam barw.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>Skoro masz wątpliwości, to spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego niewidomi ludzie "podłączeni" do kamery cyfrowej zaczynają po pewnym czasie rozróżniać obrazy, skoro zrobione to jest z pominięciem oka. Bądź tak dobry i sprawdź, czy nie dlatego, że podłączamy ich tak, że kodujemy sygnały kolorów według tego, co widzi oko. Ja już Ci linków nie wkleję, bo się troszkę rozczarowałem poziomem dyskusji.
Pozdrawiam PS. Skąd wiesz, że dziecko nie rozpoznaje kolorów od urodzenia? Bo Ci nie potrafi powiedzieć, że rozpoznaje - masz Ci los.
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | >>Skoro masz wątpliwości, to spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego niewidomi ludzie "podłączeni" do kamery cyfrowej zaczynają po pewnym czasie rozróżniać obrazy, skoro zrobione to jest z pominięciem oka. >Bądź tak dobry i sprawdź, czy nie dlatego, że podłączamy ich tak, że kodujemy sygnały kolorów według tego, co widzi oko.
Co to znaczy "według tego"? Sygnały z kamerki cyfrowej umieszczonej w oprawce okularu są identyczne z tymi, które generuje oko?
>PS. Skąd wiesz, że dziecko nie rozpoznaje kolorów od urodzenia? Bo Ci nie potrafi powiedzieć, że rozpoznaje - masz Ci los.
A skąd wiesz, że w wieku 4 lub 6 miesięcy rozpoznaje? Powiedziało Ci?
>Ja już Ci linków nie wkleję, bo się troszkę rozczarowałem poziomem dyskusji.
Ja też.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
>>Ja już Ci linków nie wkleję, bo się troszkę rozczarowałem poziomem dyskusji. >Ja też. To jakieś wklejałeś? Nie widzę. Dałeś jakieś poparcie dla swoich twierdzeń - w naukowych opracowaniach, czy nawet popularnonaukowych? Nie widzę. Podłączyęś tylko kamerkę cyfrową do mózgu na chybił trafił... i zadziałała. Cud! Każda niewidoma osoba może odzyskać wzrok w prosty sposób - kupując sobie kamerę cyfrową i kawałek kabla. Alleluja!
Dzięki za taką dyskusję.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>Dlaczego? Mary po prostu stwierdzi, że czerwony nie należy ani do kategorii "czarne" ani "białe". A jak nazwie tę nową kategorie jest nieważne. Jeśli zobaczy jako pierwsze czerwone jabłko, może czerwony nazwać np. kolorem jabłkowym. >Oczywiście nie mogę wykluczyć, że Mary od razu "załapie" nową barwę, ale szansa na to jest minimalna.
A czy nie można po prostu założyć, że Mary załapie od razu tę różnicę? Przecież eksperyment zaproponowany przez Sylwka, ma tylko pokazać (ewentualną) różnicę między obiektywnym opisem zjawiska a jego subiektywnym postrzeganiem.
>Dzieci zaczynają rozróżniać kolory, ponieważ ich mózgi miesiącami, mozolnie i bezustannie "mielą" informację wzrokową kojarząc miliardy reprezentacji obrazów widzianych obiektów. To praktycznie obróbka statystyczna informacji masowej, która przynosi pierwsze efekty po pół roku życia. Dopiero po takim czasie zaczynają identyfikować czerwoną barwę, ponieważ jest to proces tworzenia (od prawie zera) struktur informacyjnych potrzebnych do sprawnej obsługi bodźców wzrokowych. Kolejna barwa (o ile pamiętam niebieska) zaczyna być rozpoznawana po kolejnych 3 miesiącach, a następna (żółta) po 1-2 miesiącach). Interwały maleją, ponieważ mózg ma już częściowo "przetarty szlak" - korzysta z już wypracowanych metod i struktur.
To nie zmienia faktu, że dzieci w pewnym momencie rozróżniają kolory, a skoro rozróżniają to i muszą różnie je odczuwać. Mogą co najwyżej nie mieć świadomości tych odczuć. Ale nawet gdyby dorastały w otoczeniu gdzie nie wolno nadawać nazw kolorom, to już jako świadome osoby, będą odczuwać subiektywne różnice pomiędzy kolorami. Również Mary, nawet gdyby postrzeganie kolorów, pojawiło by się u niej po jakimś długim czasie, to przecież w końcu zauważyłaby różnice pomiędzy czerwonym, a czernią i bielą. A wtedy podstawowe pytanie z eksperymentu jest chyba nadal takie samo.
|
|
| | | | |  | | homopitek (1536 punktów) | >A czy nie można po prostu założyć, że Mary załapie od razu tę różnicę? Przecież eksperyment zaproponowany przez Sylwka, ma tylko pokazać (ewentualną) różnicę między obiektywnym opisem zjawiska a jego subiektywnym postrzeganiem.
Założyć można, ale ja mam taką wadę, że nie lubię założeń wątpliwych w sensie zgodności z rzeczywistością. W takich przypadkach bardzo często zapomina się "względności" takiego założenia i buduje wielopiętrowe uogólnienia, które okazują się mieć wątpliwą wartość.
>To nie zmienia faktu, że dzieci w pewnym momencie rozróżniają kolory, a skoro rozróżniają to i muszą różnie je odczuwać.
Nie zmienia. W dodatku dołożę jeszcze to, że poszczególne osoby mogą posiadać różne pierwotne reprezentacje mentalne barw.
>Również Mary, nawet gdyby postrzeganie kolorów, pojawiło by się u niej po jakimś długim czasie, to przecież w końcu zauważyłaby różnice pomiędzy czerwonym, a czernią i bielą.
To zależy, czy uda się jej znaleźć odpowiednie zasoby na nowe elementy kategoryzacji barw. Może się to nie udać, jeśli zostaną one zaanektowane przez inne funkcjonalności. Może się też stać tak, że bodźce wzrokowe "odbiją" zasoby zajęte przez inną funkcjonalność (hipoteza recyklingu Dehaene) i Mary będzie widzieć nowe kolory, ale może mieć problem z czymś innym.
Nie stosuję emoticonów
PS. Dzięki za tekst.
|
|
 | 3 na 3 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Doświadczenia z uczeniem się niektórych - zdawałoby się "przyrodzonych" - umiejętności świadczą Np. przypadki tzw. dzikich dzieci np. Victor, dziki chłopiec z Aveyron, nigdy nie nauczył się mówić.
Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
|
|
|  | | homopitek (1536 punktów) | >> Doświadczenia z uczeniem się niektórych - zdawałoby się "przyrodzonych" - umiejętności świadczą >Np. przypadki tzw. dzikich dzieci np. Victor, dziki chłopiec z Aveyron, nigdy nie nauczył się mówić.
Tego rodzaju przypadków odnotowano wiele. Niestety analiza ich przyczyn zatrzymała się na poziomie opisu zjawiska, co w konsekwecji prowadzi do empirycznych wniosków typu: jeśli człowiek do XX roku życia nie nauczy się posługiwać językiem, to będzie miał z tym problem w wieku późniejszym.
Nie stosuję emoticonów
|
|
1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Tu jest jeden, podstawowy problem. Nie wiemy czym jest świadomość, to nie jest rzecz odnaleziona. W gruncie rzeczy - jeszcze w nauce nie istnieje. Teraz ludzie coś badają i z góry chcą dowieść, że znaleźli właśnie "świadomość", która w końcu nawet nie wiadomo jak wygląda.
Takie szukanie do jakiego przyzwyczaiłem się w dzieciństwie - matka miała w zwyczaju prosić na zasadzie "Przynieś mi z pokoju ten...". I weź tu człowieku zrób no ten...
|
|
9 na 9 | Scorp (5381 punktów) | >Eksperyment myślowy z Mary naświetla jedno z istotnych zagadnień wszelkich rozważań powiązanych ze >świadomością i umysłem - kwestię istnienia i statusu qualiów - subiektywnych stanów (lub lepiej - >"treści") świadomości.
Problem z qualiami jest dość prosty i sprowadza się do reprezentacji i kontekstu pojęciowego. Jeżeli Mary nie widziała nigdy czerwieni, to w jej sieci pojęciowej nie ukształtował się kontekst emocjonalny (wrażeniowy) związany z czerwienią, który związałby się z jej 'naukowym' kontekstem zawierającym długości fali, reakcje oka i neuronów w mózgu itd. W związku z tym jej reprezentacja opisowa tego zjawiska (lub desygnat pojęcia) nie byłaby kompletna w stosunku do normalnie wychowanych ludzi. Rozmawiając o czerwieni, mówiono by więc o innych rzeczach.
> czy w momencie gdy Mary opuściłaby swój czarno-biały świat i zobaczyłaby czerwone jabłko dowiedziałaby się czegoś nowego?
Tak.
>Przecież już wcześniej wiedziała wszystko o tym co się dziej z jej mózgiem w momencie oglądania czerwonego >jabłka.
Nie wiedziała wszystkiego. Z receptorów optycznych nie dochodziły sygnały. Poznała opis tych reakcji (czyli działanie informacji odpowiadającej czerwieni), a opis informacji tworzy inną reprezentację niż sama informacja .
>czy znaczy to, że takie pierwszoosobowe doświadczenia, zawiera coś, co nie przynależy do fizykalistycznego porządku będącego przedmiotem opisu naukowego?
Nie, pierwszoosobowe doświadczenie to tylko szczególna reprezentacja, a ponieważ Mary nią nie dysponuje (u Mary informacja nie idzie po wszystkich ścieżkach), to w efekcie generuje u niej inną informację umysłową o zjawisku.
>Czy w takim razie qualia nie są redukowalne do zjawisk fizycznych? jeśli nie, to jaki jest ich status ontologiczny,
Nie są, bo informacja nie jest redukowalna do zjawisk fizycznych. Jest to informacja powstająca na określonej ścieżce, status więc ma ten sam, co wiedza naukowa, ale zawartość jest inna. Jest informacją nie wychodzącą poza doznający umysł, która wchodzi do sieci kontekstów (i tam ginie).
> oraz relacja do fizykalnego świata doświadczeń intersubiektywnych?
Jeżeli chodzi o relację do 'fizykalnego świata doświadczeń intersubiektywnych', to nie ma doświadczeń intersubiektywnych, doświadczenia (w sensie zdobycia informacji) są zawsze osobiste, natomiast doswiadczenia laboratoryjne (układy i procesy fizyczne) są (lub nie) powtarzalne. Intersubiektywny jest przekaz informacji o tych doświadczeniach. W przypadku Mary przekaz będzie zakłócony w obie strony. -
|
|
 | | Sylwek (15472 punktów) | Piękne.
|
|
 | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Wszczepienie odpowiedniej ścieżki neuronowej w odpowiednim miejscu do mózgu Mary będzie pełniło funkcje qualia?
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
|  | 4 na 4 | Sylwek (15472 punktów) | >Wszczepienie odpowiedniej ścieżki neuronowej w odpowiednim miejscu do mózgu Mary będzie pełniło funkcje qualia?
To nie zupełnie tak. Odrzuciwszy koncepcję "nadnaturalnego" charakteru świadomości, pozostaje nam przyjąć, że pewne "byty", "procesy" czy "zjawiska" mogą być albo przedmiotem opisu trzecioosobowego - wtedy mamy neurony, mózgi i tak dalej, lub pierwszoosobowego - wtedy mamy stany mentalne, pobudzenia zmysłowe, oraz ich treść czyli qualia właśnie. Ale trudno mówić by jakiś układ neuronowy pełnił funkcję quale (lub na odwrót). Wydaje mi się, że jeśli w ogóle problem przepaści poznawczej między perspektywą pierwszej i trzeciej osoby zostanie "zasypany" to na drodze bardziej zrozumiałego ujęcia równoważności opisu. W znaczeniu: desygnat pojęć opisu fizykalistycznego i mentalistycznego będzie czymś różnym pod względem epistemicznym (to jest nie da się jednego opisu w pełni zastąpić drugim), ale "tym samym" w perspektywie metafizycznej (rzeczy samej w sobie?)
Osobiście sądzę, ze na razie błądzimy trochę na obrzeżach tych zagadnień bo brakuje nam "idei przewodniej" - czegoś analogicznego do darwinizmu w biologii czy zasady względności w fizyce, co pozwoliłoby użytecznie interpretować różne problemy.
|
|
| |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Dojrzałem w poście "Scorpa" także wymienioną przeze mnie możliwość. A raczej pewną niezborność - samo posiadanie ścieżek neuronowych nie oznacza, że informacje przetwarzane na tych ścieżkach wpłyną na stan mentalny samoświadomości. Tak jest z kolorem czerwonym u Mary, przynajmniej dopóki jest w czarno-białym pokoju i nie ma wspomnień koloru czerwonego.
I teraz trafiamy do "idei przewodniej" - zdaje się, że jest nią ogarnięcie samoświadomości i świadomości.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Sylwek (15472 punktów) | Wydaje mi się, że tam chodziło o to, iż teoretyczna wiedza w ludzkim mózgu nie tworzy reprezentacji takich samych jak pobudzenia zmysłowe. A więc, teoretyczna wiedza o wzroku, choćby najdokładniejsza, nie pobudzi kory wzrokowej, która jest właściwym miejscem zachodzenia procesów, których mentalne korelaty mają treść w postaci qualiów związanych z postrzeganiem.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Scorp (5381 punktów) | >... teoretyczna wiedza o wzroku, choćby najdokładniejsza, nie pobudzi kory wzrokowej, ...
Przede wszystkim nie dostarczy informacji wytwarzanej na podstawie bodźców dostarczanych przez oczy (to też odpowiedź dla sceptymuchy). -
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Czyli mimo wszytko można mówić, że coś takiego jak "doświadczenie zmysłowe" ma komponent, który jest choćby na poziomie opisu nie redukowalny do "obiektywnego" opisu fizykalistycznego?
|
|
| | | | | |  | 7 na 7 | Scorp (5381 punktów) | >Czyli mimo wszytko można mówić, że coś takiego jak "doświadczenie zmysłowe" ma komponent, który jest choćby na poziomie opisu nie redukowalny do "obiektywnego" opisu fizykalistycznego?
W sformułowaniu 'doświadczenie zmysłowe' splatają się różne aspekty. Żeby to rozwikłać trzeba chyba rozdzielić podział subiektywność-obiektywność doświadczenia - od podziału obiekt-proces.
Subiektywnego nie da się opisać od zewnątrz, bo siedzi się w środku jak w pudełku. Zmysły dostarczają wyłącznie subiektywnych informacji, które można tylko odczuć (uświadomić sobie) i, tak czy inaczej, zaprezentować na zewnątrz.
Można zredukować (mereologicznie?) opis 'doświadczenia zmysłowego', rozumianego jako uświadomioną informację o bodźcach doznawanych przez ciało lub umysł ('zimno mi!'), do opisu poszczególnych jego części (pobudzenie receptorów, neuronów i kory, dotarcie do modułu świadomości), natomiast nie można zredukować go do opisu 'fizykalistycznego', czyli ograniczonego do struktur materialnych i oddziaływań.
Owym komponentem nieredukowalnym w opisie fizykalistycznym, czy neurofizjologicznym, doświadczenia zmysłowego jest informacja, emergentny proces, bez którego opis doświadczeń zmysłowych i innych obiektów umysłowych byłby nieadekwatny. Ale to duży temat... -
|
|
| | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Mym 7 miliardów bardzo podobnych pudełek i jeszcze więcej opartych na podobnej zasadzie. Możemy się badać nawzajem. To, że bez lustra nie zobaczymy sporej części własnych pleców, nie oznacza wcale, iż one nie istnieją.
|
|
| | | |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Zasadniczo tak. Ale sam problem można odwrócić: Czy nauka może nam powiedzieć, co mamy zrobić, by uzyskać u siebie takie lub bardzo podobne ścieżki neuronowe, a później, co zrobić, by "zadziałały"?
Najprawdopodobniej dla 95% (dwa odchyleni standardowe w każdą stronę) populacji ludzkiej w przypadku wzroku odpowiedź brzmi: TAK. Jakkolwiek nie podejmuje się powiedzieć, dla ilu procent populacji w praktyce da się zastosować otrzymane procedury. Zresztą i tak potrzeba będzie znaleźć procedurę potwierdzającą, że wrażenia mentalne są takie same, co z powrotem kieruje nas ku kwestii świadomości.
Pozdrawiam
Aktualnie brak stopki.
|
|
| | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) |
Mam pytanie. Czy samoświadomość, również możemy zaliczyć do kategorii qualia ?
|
|
| | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | >Mam pytanie. Czy samoświadomość, również możemy zaliczyć do kategorii qualia ?
Tak jak ja to rozumiem, to samoświadomość jest już słowem na określenie skomplikowanych i złożonych procesów psycho- i neurofizjologicznych. Na pewno w jej obrębie są "obecne" qualia (w końcu w jej skład wchodzą pobudzenia zmysłowe), ale nie bardzo rozumiem jak ona sama mogłaby być quale.
"czerwoność", albo "słoność" - swoiste, subiektywne "uniwersalia" wspólne wrażeniom zmysłowym "tego samego".
Jeśli już, to w literaturze istnieje spór czy "rozumienie" w kontekście abstrakcyjnego myślenia można rozpatrywać jako quale analogiczne do qualiów powiązanych z doświadczeniami zmysłowymi.
|
|
| | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>Mam pytanie. Czy samoświadomość, również możemy zaliczyć do kategorii qualia ? >Tak jak ja to rozumiem, to samoświadomość jest już słowem na określenie skomplikowanych i złożonych procesów psycho- i neurofizjologicznych. >Na pewno w jej obrębie są "obecne" qualia (w końcu w jej skład wchodzą pobudzenia zmysłowe), ale nie bardzo rozumiem jak ona sama mogłaby być quale.
Ale czy nie jest w takim razie jakimś układem qualia wywołanych przez wymienione przez Ciebie procesy? Cóż może być bardziej subiektywnego, od postrzegania samego siebie?.
|
|
| | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) |
>Ale czy nie jest w takim razie jakimś układem qualia wywołanych przez wymienione przez Ciebie procesy? Cóż może być bardziej subiektywnego, od postrzegania samego siebie?.
Sam fakt postrzegania samego siebie wcale nie wydaje mi się aż tak subiektywny - ma w sobie znacznie więcej z teoretyzowania niż to się na pierwszy rzut oka ukazuje - tak więc względnie łatwo przełożyć przynajmniej niektóre z konstytuujących go elementów na obiektywne wypowiedzi dostępne dla innych.
|
|
| | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>Ale czy nie jest w takim razie jakimś układem qualia wywołanych przez wymienione przez Ciebie procesy? Cóż może być bardziej subiektywnego, od postrzegania samego siebie?. >Sam fakt postrzegania samego siebie wcale nie wydaje mi się aż tak subiektywny - ma w sobie znacznie więcej z teoretyzowania niż to się na pierwszy rzut oka ukazuje - tak więc względnie łatwo przełożyć przynajmniej niektóre z konstytuujących go elementów na obiektywne wypowiedzi dostępne dla innych.
To prawda, ale czy w takim razie, można poczuć jak to jest "być kimś innym". Postrzegając własne "ja" obok pewnego rodzaju teoretyzowania, jak to napisałeś, odczuwamy chyba zawsze (z wyjątkiem stanów zaburzenia świadomości) pewien stan odrębości od świata zewnętrznego, niezależnie od bodźców zewnętrznych?
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | Niezupełnie, pomijając ewentualność zaburzeń, odpowiednie techniki medytacyjne potrafią usunąć "poczucie" odrębności.
Ale czy traktować je jako quale? Nie wiem, nie spotkałem się z czymś takim.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:odpowiednie techniki medytacyjne potrafią usunąć "poczucie" odrębności. Dowód naukowy? Jeśli chodzi o kulturowy, to mało kto jest tak przepojony ego jak jogin.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Dowód naukowy? Jeśli chodzi o kulturowy, to mało kto jest tak przepojony ego jak jogin.
Jakże może być odwód naukowy na usunięcie czegoś, czego istnienie nie jest poświadczone naukowym dowodem?
Co do joginów, to nie wiem - ale oni chyba wyrastają na filozofii absolutyzującej Ja do transcendentnej zasady, więc nie wiem jakim cudem miałyby ich medytacje prowadzić do usunięcia tego złudzenia.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Lubię twoje wypowiedzi. Można się z nich wiele nauczyć, niezależnie od tego, czy jest się na tak, czy na nie.
Bingo - dobrze powiedziane o joginach. To kogo miałeś na myśli pisząc o medytacji?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sylwek (15472 punktów) | To kogo miałeś na myśli pisząc o medytacji?
Każdego, kto w miarę udanie bawi się w zen. z sobą włącznie.
(ale, co podkreślam, kwestia "poczucia" jest drugorzędna wobec raczej niepodważalnych racjonalnych argumentów przeciwko "substancjalności" jaźni)
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Zen jest ciekawy. Jeszcze bardziej cenię jego chińskiego prekursora chan. A swoją drogą właśnie jestem po raz pierwszy w życiu w kraju buddyjskim  Ale, do rzeczy, naprawdę uważasz, iż udaje ci się świadomie porzucić wrażenie "ja"? Takie rzeczy mogą rzucać pewne światło na teorie estetyczne, którymi się obecnie zajmuję (jak zwykle między innymi). Chodzi mi o porównanie katharsis z navrasa, teorią dziewięciu ras. Tu tym razem chodzi raczej o uwolnienie emocji od "ja" na chwilę za pomocą struktury estetycznej. Oczywiście mój fizykalistyczny pogląd ma się z tym dobrze, albowiem mózg składa się z różnych modułów które generują nasze wrażenie umysłu i ja. Z tego punktu widzenia zacieranie wrażenia ja nie ma w sobie nic dziwnego.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Niezupełnie, pomijając ewentualność zaburzeń, odpowiednie techniki medytacyjne potrafią usunąć "poczucie" odrębności.> Ale czy traktować je jako quale? Nie wiem, nie spotkałem się z czymś takim.Dzięki. Chociaż zdaję się, że te techniki pozwalają również na oddzielenie się również od tych bodźców, które są podstawą qualia. Nieważne, może to tylko kwestia interpretacji. Do czegoś mi to było potrzebne, ale już zapomniałem do czego.
|
|
1 na 1 | rysiek (4593 punktów) | Myślę że warto podać, dla osób mało lub nieznających dyskutowane zagadnienia (jak np. ja), link do podstawowych informacji: en.wikipedia.org/wiki/Qualia#cite_note-1 (polska wersja zawiera niestety tylko dwa zdania). Nawiązując do wspominanego w postach Dennetta, wygląda że jest on mocno zaangażowany w dyskusję na ten temat, a nawet "coined the terms qualophiles for philosophers who believe in qualia; and qualophobes for those who don't." (Wiki, ibid.).
|
|
3 na 3 | Ania... (14138 punktów) |
>Tak więc wyobraźmy sobie Mary - neurolog z przyszłości, która jakimś tajemnym zrządzeniem losu od >urodzenia żyła w czarno białym pokoju. Nawet jej własne ciało by zawsze dokładnie pokryte czarną i >białą farbą. ... > Mary dokładnie wie co się dzieje w mózgu >gdy ktoś patrzy na czerwoną truskawkę. Jednakże, Mary nie wie jak to jest patrzeć na czerwoną >truskawkę. Problem polega nie na doszukiwaniu się udziału struktur poza mózgiem. Problem to założenia przyjęte w tym eksperymencie. Mary wie, co się dzieje w mózgu osoby patrzącej na truskawkę. Jednak pojęcie "czerwona" jest dla niej niedostępna. A wiedza o procesie nie oznacza, że w naszym mózgu ten proces jednocześnie zachodzi. Tak więc Mary analizuje pracę mózgu innej osoby, przez co oczywiście sama nie doświadcza takich samych bodźców. Czyli pojęcie czerwoności jest dla niej nadal niedostępne.
Czy warto tutaj uwzględniać rolę receptorów? Nie jest to konieczne. Nie otrzymawszy pewnego rodzaju bodźca w jej mózgu nie pojawi się odpowiadająca temu reakcja. Nie widzę problemu.
|
|
 | -1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja też go nie widzę, zatem nie przejmuję się qualiami.
|
|
3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > Mary dokładnie wie co się dzieje w mózgu >gdy ktoś patrzy na czerwoną truskawkę. Jednakże, Mary nie wie jak to jest patrzeć na czerwoną >truskawkę.
Uparty monista fizykalista mógłby podważać sensowność tej historii, wskazując, że ona sama opiera się na presupozycji istnienia subiektywnych qualiów ("wrażenie czerwieni"), którym chce się nadać intersubiektywne znaczenie. Powie tak: ja wiem "jak to jest patrzeć na truskawkę", ty też "to" wiesz, ale to sformułowanie należy do naszego języka prywatnego, w związku z czym historyjka nie jest w pełni komunikowalna. Jeżeli chciałbyś stwierdzić, że opis fizyczny jest nieadekwatny do subiektywnego wrażenia, musiałbyś przyjąć, że treść terminu "subiektywne wrażenie" jest przez nas obu zrozumiała "jednakowo", więc jest intersubiektywna. Tymczasem ja, jako materialista mogę uważać, że "quale-w-ogóle" jak i poszczególne przypadki nie mają żadnej określonej intersubiektywnie treści, że to termin pusty, więc i nie istnieje ani adekwatność, ani nieadekwatność opisu fizycznego do quale.
Całe opowiadanie nie byłoby również zrozumiałe dla samej Mary, bo sformułowanie "widzenie czerwieni" nie ma dla niej sensu. Sprowadzając to zdanie: > Mary dokładnie wie co się dzieje w mózgu gdy ktoś patrzy na czerwoną truskawkę. do punktu widzenia Mary otrzymujemy: Mary dokładnie wie co się dzieje w mózgu, gdy ktoś robi coś tajemniczego, nazywanego przez innych "widzeniem truskawki". Czyli, z punktu widzenia "truskawkowców" i psychologistów Mary osobiście coś wie, ale bez związku z tematem, więc nie wie, zdanie jest fałszywe. Zaś interpretując to zdanie materialistycznie, za "ktoś patrzy na czerwoną truskawkę" podstawiamy wyjaśnienie fizyczne, czyli wyjaśnienie Mary i otrzymujemy tautologię.
Podsumowując, już jako ja, a nie fingowany monista czy inny altowiolista, myślę, że tylko do empatycznego dualisty to opowiadanie przemawia.
|
|
 | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Czy wiesz jak to jest widzieć barwę światła UV tak jak to robi pszczoła? Czy mówienie o widzeniu barwy UV przez pszczoły jest dla ludzi niezrozumiałe?
|
|
|  | 5 na 5 | Rigoletto (3891 punktów) | > Czy wiesz jak to jest widzieć barwę światła UV tak jak to robi pszczoła? Czy mówienie o widzeniu barwy UV przez pszczoły jest dla ludzi niezrozumiałe?Nie potrzeba pszczół. Z dzieciństwa przypominam sobie przekomarzania mojego dziadka z babcią, otóż spierali się czy bardziej bolesne są problemy z prostatą (wersja dziadka, rzecz jasna), czy poród.
|
|
|  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >Czy wiesz jak to jest widzieć barwę światła UV tak jak to robi pszczoła?
Ja jako Marcuch - nie wiem. Ale uparty materialista powiedziałby, że za dwa-trzy lata neurokognitywistyka wyjaśni wszystko. Ból jest taki, że każde takie pytanie jest już osadzone w pewnych ciężkich założeniach, wydaje mi się. Np. że pszczoła to robi, że coś robi, że coś "postrzega".
> Czy mówienie o widzeniu barwy UV przez pszczoły jest dla ludzi niezrozumiałe?
To mętne pytanie, bo mówienie może się wydać zrozumiałe z tytułu swej wewnętrznej spójności i przylegania do obserwabli, ale wciąż pozostawiać naturę "widzenia UV" nie uchwyconą. Myślę, że to mówienie nie jest do końca zrozumiałe. Ale niech zapuszczę rozkminiarkę analizy refleksyjnej:
Mam obraz "żywa pszczoła". Dołączam doń pewne bezcielesne, tajemnicze X, które nazywam "pszczelą percepcją UV". A skłaniają mnie do tego przesłanki: a) dostrzegam gdzieniegdzie porządek w obrazie, wątki zachowywania się pszczoły owijają się wokół struktury określonych logicznie warunków; b) zakładam, że istnieje "czynnik porządkujący" to zachowanie, zewnętrzny wobec mnie - pszczoła zachowuje się konsekwentnie nie ulegając przy tym mojej woli; Próbując wykryć właściwości tego porządkującego X przymierzam doń różne znane mi subiektywnie modele ("in-pery-mentalnie"), odkrywam też, że X jest związane z jej ciałem (eksperymentalnie) i c) najlepiej dopasowanym modelem okazuje się mój własny wzrok w funkcji porządkowania zachowania mojego ciała. A więc tylko dzięki własnemu wzrokowi, który znam bezpośrednio, mam prawo uczciwie nazwać X pewnym "rodzajem wzroku".
Na razie jednak mam tylko pojęcie o sposobach warunkowania zachowania przez X, a nie wiem nic o jego naturze i sposobie bycia. Natura ta na pewno nie zależy od zakładanej przeze mnie fizyki. Jeżeli model, czyli swój wzrok uważam za rzecz jedyną w swoim rodzaju, dostępną poznawczo "tylko mnie", to i ów funkcjonalnie tylko uchwycony "wzrok pszczoły" mogę za taką niedostępną rzecz przypuszczalnie brać i co najwyżej detalizować dalsze opisy jego funkcji. I w takim zakresie - funkcjonalnym albo behawioralnym - mówienie jest zrozumiałe, i nawet daje poczucie rozumienia wielu ludziom, tyle, że de facto nie jest mówieniem do końca na temat, moim zdaniem.
Nawet robot ma wzrok niedostępny dla nas poznawczo jako wzrok, choćbyśmy sami go programowali, hehe.. a może to smutne?
|
|
 | 1 na 1 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:tylko do empatycznego dualisty to opowiadanie przemawia. I przez nich i dla nich jest stworzone. Dlatego nadal uparcie twierdzę, iż qualia to zły model zjawiska. Fałszywy problem, sztuczny termin. Empatia też ma swoje naukowe podstawy. Wiemy już trochę, jak ewoluowała, niektórzy uważają, iż była jedną z głównych dźwigni formowania się ludzkiej świadomości (i niektórych innych małp). Natomiast zawsze można pytać, jak to jest być samochodem, kogutem, dębem, trawą. Tylko że. Na przykład pszczoła ma mniejsze pojęcie jak to jest być pszczołą niż my, bo napewniej jest tylko behawioralnym urządzeniem biologicznym. Nie wie, że jest pszczołą, że gdzieś leci, nie czuje tego w najdrobniejszym nawet zakresie pszczołowatości. Jeśli chodzi o nas, to każdy proces widzenia czerwieni u zdrowych Homo sapiens oparty jest na tych samych zasadach i wywołuje podobne efekty. Jest to intersubiektywne, qualia to sztuczny termin. Równie dobrze można by nazwać rzęsy qualiami, bo zapewne nie ma dwóch identycznych rzęs (gdyby policzyć wszystkie atomy etc).
|
|
|  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | > Na przykład pszczoła ma mniejsze pojęcie jak to jest być pszczołą niż my, bo napewniej jest tylko behawioralnym urządzeniem biologicznym. Nie wie, że jest pszczołą, że gdzieś leci, nie czuje tego w najdrobniejszym nawet zakresie pszczołowatości.Człowiek, rozpatrywany trzecioosobowo, czyli tak jak czyni to materializm, też jest urządzeniem biologicznym. I w ten sposób materializm dochodzi do wniosku: "Nikt nic nie wie." i idzie na piwo.  Symetrycznie, psychologizm, wychodząc od tego samego spostrzeżenia: że nie wiemy nic rzeczach, o których nic nie wiemy, dochodzi do wniosku "Wszystko wiadomo." i też idzie na piwo.  Materia nie może wytworzyć sensu, umysł nie może go zniszczyć. Karuzela co niedziela. > Jeśli chodzi o nas, to każdy proces widzenia czerwieni u zdrowych Homo sapiens oparty jest na tych samych zasadach i wywołuje podobne efekty.Psychologista odpali na to tak. Przypuszczamy, że pewne zjawiska w rzeczywistości są podobne i można odnośnie nich formułować zasady, ponieważ mamy podobne doznania (np. percepcje), które wiążemy z tymi zjawiskami. W końcu kimże jest badacz rzeczywistości? Podmiotem przeżyć. Świat można wytłumaczyć percepcjami badacza (np. widzeniem czerwieni), a nie na odwrót, czyli świat ma naturę mentalną. A co to niby jest "zasada"? Coś materialnego? Wyjaśnij sobie znaczenie cząstki "oparty na" w wyrażeniu "proces jest oparty na zasadzie", a będzie uzdrowiona dusza twoja. Mam jeszcze takie ulubione pytanie, które określa "mój jedynie słuszny kierunek myślenia": powiesz Mam oczy bo widzę. czy Widzę bo mam oczy. ?
|
|
| |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Z oczami żadna opcja mi nie pasuje. Zmysły moich przodków ewoluowały w oparciu o interakcje z otoczeniem, zatem odparłbym "widzę i mam oczy, bo moi przodkowie od miliardów lat mieszkali na planecie zalanej blaskiej słonecznym".
Jeśli chodzi o twoją niemożność materialisty w podejściu od jednej strony i mentalisty w podejściu od drugiej strony, to brzmi to bardzo zabawnie, ale jeśli mózg i powstające w nim efekty da się zbadać, okarze się, iż poczucie celowości bazuje jak najbardziej na ewolucjach materialnego świata. Już teraz można powiedzieć, iż jest ono oczywistym instyntem, tudzież przeczuciem stworzeń, które na przykład planowały polowanie (mniej lub bardziej świadomie, ale też dość behawioralnie z początku).
Krótko mówiąc - uważam iż człowiek jest świadomym urządzeniem biologicznym i że świadomość też jest poznawalna naukowo. Chyba jest to po prostu trudne dla nas do wyobrażenia, jak można zbadać odczucie tego, że istniejemy, a nie tylko sam byt. Ale uważam, że można, bowiem owo odczucie też ma jak najbardziej materialne podstawy.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | > Z oczami żadna opcja mi nie pasuje.Dlaczego? > Zmysły moich przodków ewoluowały w oparciu o interakcje z otoczeniem, zatem odparłbym "widzę i mam oczy, bo moi przodkowie od miliardów lat mieszkali na planecie zalanej blaskiej słonecznym".Chcesz powiedzieć "Widzę bo ociec widział i dziad też widział."? Nędza, nędza! Przodkowie wielu ŚLEPYCH I POZBAWIONYCH OCZU stworzeń również mieszkali i ewoluowali na tej planecie... > jeśli mózg i powstające w nim efekty da się zbadać, okarze się, iż poczucie celowości bazuje jak najbardziej na ewolucjach materialnego świataCo znaczy "poczucie bazuje na ewolucjach", Ezechielu Ty mój? To samo, co "proces opiera się na zasadzie"?  > Krótko mówiąc - uważam iż człowiek jest świadomym urządzeniem biologicznym> i że świadomość też jest poznawalna naukowo.Czy możesz podać przykład jakiegoś eksperymentu naukowego, który empirycznie udowadnia, że świadomość w ogóle istnieje (żeby nauka wiedziała czym się zająć)?
|
|
| | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:>>Z oczami żadna opcja mi nie pasuje. >Dlaczego? Wyjaśniłem. Cytat:>Chcesz powiedzieć "Widzę bo ociec widział i dziad też widział."? A umiesz tego dokonać w inny sposób? Cytat:Nędza, nędza! ??? Cytat:Przodkowie wielu ŚLEPYCH I POZBAWIONYCH OCZU stworzeń również mieszkali i ewoluowali na tej planecie... Receptory światła to dość stara historia jeśli chodzi o zwierzęta. Później następowała niekiedy ich komplikacja na drodze ewolucji, a także ich zanik, jeśli ktoś nie przebywał w oświetlonych miejscach. Powtórzę - widzę i mam oczy, bo ewolucja moich przodków zachodziła na planecie zalewanej światłem bliskiej gwiazdy. Cytat:> > jeśli mózg i powstające w nim efekty da się zbadać, okarze się, iż poczucie celowości bazuje jak najbardziej na ewolucjach materialnego świata> Co znaczy "poczucie bazuje na ewolucjach", Ezechielu Ty mój? To samo, co "proces opiera się na zasadzie"?  Nie to samo, Jezusie. Mamy chęć celowości. Łatwo zauważyć, iż ona sprzyja w różnych przedsięwzięciach dotyczących zdobywania pokarmu, oraz rozmnażania się. Można przypuszczać, iż taki motywacyjny, behawioralny dogmat jest jedną z głównych składowych świadomości. Cytat:>>Krótko mówiąc - uważam iż człowiek jest świadomym urządzeniem biologicznym >> i że świadomość też jest poznawalna naukowo. >Czy możesz podać przykład jakiegoś eksperymentu naukowego, który empirycznie udowadnia, że świadomość w ogóle istnieje (żeby nauka wiedziała czym się zająć)? > Nauka zajmuje się tym w najlepsze. Znane są choćby eksperymenty dotyczące złożoności empatii naczelnych. Polega to na badaniu, czy szympans może stworzyć taką konstrukcję. "wiem, że Ug wie, że Berta na banana, bo wcisnąłem mu kit w tej sprawie. W związku z tym głodny Ug da w łeb słabej Bercie, a mocarz Puszek rzuci się wtedy jej pomóc, bo się parzy z Bertą, no a ja wtedy wezmę banany, których strzegł Puszek". Takie myślenie empatyczne, pozwalające na zaawansowane intrygi, nie jest czystym behawiorem i stanowi poważną przesłankę do wnioskowania, że cała niezbyt względem siebie solidarna gromadka ma mózgi ubabrane świadomością.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > Cytat:>>Z oczami żadna opcja mi nie pasuje. >>Dlaczego? > Wyjaśniłem.Podałeś swoją wersję wydarzeń, natomiast nie powiedziałeś DLACZEGO opcja druga Ci nie odpowiada, nie podałeś co jest w niej fałszywe twoim zdaniem. Co mnie dziwi, bo ta prehistoryczna "eksplikacja z dziada pradziada", choć na bakier z logiką, to, łącznie w innymi wypowiedziami twoimi, wyraźnie sugerują opcję B. > Cytat:>Chcesz powiedzieć "Widzę bo ociec widział i dziad też widział."? > A umiesz tego dokonać w inny sposób?Nie wiem, chyba nie. Czy to ma znacznie? I tak nie zrozumiałeś pytania, które dotyczy natury twojego wzroku, a nie ewolucyjnej historii oka. > Powtórzę - widzę i mam oczy, bo ewolucja moich przodków zachodziła na planecie zalewanej światłem bliskiej gwiazdy.Więc może przyda się logika elementarna: (p->q)<=>(!q->!p) Co w zastosowaniu do twojego powyższego zdania daje: "Fakt, że nie widzę lub nie mam oczu, zaprzecza temu, by ewolucja moich przodków zachodziła na planecie zalewanej światłem bliskiej gwiazdy." Powiedział krecik i otrzymał FAŁSZ. > Cytat:> > jeśli mózg i powstające w nim efekty da się zbadać, okarze się, iż poczucie celowości bazuje jak najbardziej na ewolucjach materialnego świata> >Co znaczy "poczucie bazuje na ewolucjach", Ezechielu Ty mój? To samo, co "proces opiera się na zasadzie"?  > Nie to samo, Jezusie.Dlaczego nazywasz mnie "Jezusem"? Ja ciebie nazwałem Ezechielem bo wygłaszasz proroctwa, zresztą nie ważne... > >Czy możesz podać przykład jakiegoś eksperymentu naukowego, który empirycznie udowadnia, że świadomość w ogóle istnieje (żeby nauka wiedziała czym się zająć)?> Nauka zajmuje się tym w najlepsze. Znane są choćby eksperymenty dotyczące złożoności empatii naczelnych. Polega to na badaniu, czy szympans może stworzyć taką konstrukcję.> "wiem, że Ug wie, że Berta na banana, bo wcisnąłem mu kit w tej sprawie. W związku z tym głodny Ug da w łeb słabej Bercie, a mocarz Puszek rzuci się wtedy jej pomóc, bo się parzy z Bertą, no a ja wtedy wezmę banany, których strzegł Puszek". Takie myślenie empatyczne, pozwalające na zaawansowane intrygi, nie jest czystym behawiorem i stanowi poważną przesłankę do wnioskowania, że cała niezbyt względem siebie solidarna gromadka ma mózgi ubabrane świadomością.Ach, więc "myślenie jest poważną przesłanką, że istnieje świadomość"...  Hahaha!! Nie zdawałem sobie sprawy jak wiele ludzka myśl zawdzięcza dzisiaj szympansom. Ale teraz niestety wiem...
|
|
| | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:>Podałeś swoją wersję wydarzeń, natomiast nie powiedziałeś DLACZEGO opcja druga Ci nie odpowiada, nie podałeś co jest w niej fałszywe twoim zdaniem. Co mnie dziwi, bo ta prehistoryczna "eksplikacja z dziada pradziada", choć na bakier z logiką, to, łącznie w innymi wypowiedziami twoimi, wyraźnie sugerują opcję B. > > Cytat:>Chcesz powiedzieć "Widzę bo ociec widział i dziad też widział."? Zauważyłem, iż obie cechy pojawiają się i rozwijają wspólnie. Cytat:>>A umiesz tego dokonać w inny sposób? >Nie wiem, chyba nie. Czy to ma znacznie? I tak nie zrozumiałeś pytania, które dotyczy natury twojego wzroku, a nie ewolucyjnej historii oka. Wyjaśnieniem natury mojego wzroku jest historia ewolucji. Cytat:>>Powtórzę - widzę i mam oczy, bo ewolucja moich przodków zachodziła na planecie zalewanej światłem bliskiej gwiazdy. >Więc może przyda się logika elementarna: (p->q)<=>(!q->!p) >Co w zastosowaniu do twojego powyższego zdania daje: "Fakt, że nie widzę lub nie mam oczu, zaprzecza temu, by ewolucja moich przodków zachodziła na planecie zalewanej światłem bliskiej gwiazdy." Powiedział krecik i otrzymał FAŁSZ. Kret posiada szczątkowe, zarośnięte oczy. Żyje pod ziemią. Jego szczątkowe, zarośnięte oczy tym bardziej potwierdzają obecność gwiazdy istotną dla przodków kreta. Cytat:>Dlaczego nazywasz mnie "Jezusem"? Ja ciebie nazwałem Ezechielem bo wygłaszasz proroctwa, zresztą nie ważne... Gdzie wygadywałem proroctwa? Czy każde zdanie twierdzące wyrażające czyjąś opinię (i być może z którym ty się nie zgadzasz) jest proroctwem? Cytat:> Ach, więc "myślenie jest poważną przesłanką, że istnieje świadomość"... Hahaha!! Nie zdawałem sobie sprawy jak wiele ludzka myśl zawdzięcza dzisiaj szympansom.> Ale teraz niestety wiem...> Podałem przykład dotyczący szympansów. Jeszcze raz powtórzę - tak wyrafinowana empatia, pozwalająca rozróżnić i czynnie wykorzystywać poszczególnych osobników w stadzie, a także przypuszczać, co będzie myślał ktoś pod wpływem myślenia kogoś jeszcze innego, którego się domyślamy, świadczy o zachodzeniu w szympansach świadomości. Owszem, ludzka myśl zawdzięcza napewno niejedno temu, że mamy tak bardzo świadomych kuzynów. Możemy badać nie tylko nasz gaunek. Ja nie jestem drażliwy, też się świetnie bawię, ale może byś św. Pawle tak wczytał się w moje wypowiedzi? Piszesz iż oczy muszą wynikać z potrzeby widzenia, albo na odwrót. Tymczasem one wyniknęły z czegoś, co nie było oczami i ewoluowało wraz z potrzebą (możliwością) widzenia. Na początku było tylko binarne "jasno" i "ciemno", które dobrze można było określić jako receptor usytuwania w przestrzeni, albo pomiar ciepła otoczenia. Jak wiesz, organizmy jenokomórkowe niekoniecznie czują, iż ciepły dzionek parzy je w skórę.
|
|
| | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | > Wyjaśnieniem natury mojego wzroku jest historia ewolucji.To jest właśnie istota ciemnego lasu, w którym tkwisz. Oczywiście ja też pewnie w jakimś tkwię, ale chodzi o kwestię opisu czym jest ten twój. Otóż, pytając się o własności swojego umysłu i swojej własnej percepcji, które dane są Ci bardziej bezpośrednio niż cokolwiek na tym świecie, chciałbyś odwołać się w pierwszej kolejności do zinterpretowanych przez obce Ci osoby wyników badań w odległych laboratoriach, w których nawet nigdy nie przebywałeś. W ten sposób stawiasz ścianę języka, teorii naukowych i ścianę ich interpretacji pomiędzy czymś, co nazywasz "sobą", a twoją wiedzą o tym czymś. Pomyśl, jak można by mierzyć taki parametr jak "prawdziwość" czy "adekwatność" percepcji bez odwoływania się do jej subiektywnego sensu? Materialistyczni moniści utrzymują, że posiadają jakiś zewnętrzny ogląd siebie (tkwią w "permanentnym OOBE"?  ). Przyczyna tego jest natury psychologicznej i jest prosta. Za dużo lektury, za mało refleksji i zaufania do samego siebie. Przykład. Laik-materialista Henio czyta artykuł neurobiologiczny. Roboczo przyjmuje perspektywę autora, który opisuje swoje obserwacje pewnego mózgu. Naukowiec wyciągnął wnioski z eksperymentu i żeby nadać im wartość poznawczą generalizuje je (łącznie z przedmiotem badanym), w oparciu o przyjętą w nauce logiczną zasadę indukcji. Od teraz wnioski w artykule przedstawiają się tak, jakby dotyczyły mózgu-w-ogóle. Materialista Henio akceptuje tę indukcję (choć nie jest ona niezawodną metodą wnioskowania). Skoro mowa jest teraz o "mózgu-w-ogóle", w którym zachodzą generalnie takie to a takie zjawiska, Henio wykonuje drugi krok: w kierunku przeciwnym niż biegła ww indukcja, podstawia swój własny mózg, jako hipotetyczny badany egzemplarz - nie rezygnując z przyjętej wcześniej perspektywy autora-badacza! Czujesz ten skok? Kombinacja niewinnej indukcji z niewinną egzemplifikacją, przy nieświadomie utrzymywanym "stałym punkcie widzenia" prowadzi do absurdu: mózg "obserwuje sam siebie" w danym eksperymencie. To nie błąd nauki - to błąd interpretacyjny. Wielu nieuświadomionych metodologicznie laików, dziennikarzy, popularyzatorów, a nawet naukowców tak czyni, nie zdając sobie sprawy, że nadużywają zasady indukcji. > Kret posiada szczątkowe, zarośnięte oczy.Tchórz. > Cytat:>Dlaczego nazywasz mnie "Jezusem"? Ja ciebie nazwałem Ezechielem bo wygłaszasz proroctwa, zresztą nie ważne... > Gdzie wygadywałem proroctwa?Chyba spytałem pierwszy. Dlaczego jestem "Jezusem"? W ogóle: racz odpowiadać na moje pytania. Może się czegoś wspólnie dowiemy. > Podałem przykład dotyczący szympansów.Podałeś tłumaczenie ignotum per ignotum. Ale zostawmy to, bo można prościej i tradycyjnie: czy świadomość jest falsyfikowalna? Podaj hipotetyczne doświadczenie i jego wynik, który zaprzeczyłby istnieniu świadomości. Zastanów się nad tym pytaniem, a odkryjesz czy "świadomość" może być w ogóle czymś wykrywalnym naukowo. > Jeszcze raz powtórzę (...)I jeszcze raz ignotum per ignotum. > Na początku było tylko binarne "jasno" i "ciemno", które dobrze można było określić jako receptor usytuwania w przestrzeni, albo pomiar ciepła otoczenia.Oczywiście: nawet zwykły pstryczek można rozpatrywać od strony jego "pamięci" i "świadomości". Otrzymamy w ten sposób zgoła inny zestaw cech, niż gdybyśmy badali jego własności fizyczne. Na przykład: dwa guziki mogą zawierać tę samą, jedną informację. Ale nigdy dwa guziki nie będą fizycznie "takie same", numerycznie nieodróżnialne, nigdy nie będą jednym fizycznym guzikiem. Stąd nieadekwatność wszelkiego fizycznego opisu świadomości.
|
|
| | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:Otóż, pytając się o własności swojego umysłu i swojej własnej percepcji, które dane są Ci bardziej bezpośrednio niż cokolwiek na tym świecie, chciałbyś odwołać się w pierwszej kolejności do zinterpretowanych przez obce Ci osoby wyników badań w odległych laboratoriach, w których nawet nigdy nie przebywałeś. A widzisz, tu się mylisz. Pisałem gdzieś o tym, że przeprowadzam swoje własne, prywatne badania na temat ew. psychiki zwierząt i ich sposobu działania. Podałem jeden przykład - puszczałem mojemu kotu nagrania ptaków. Zauważyłem, iż reaguje na ptaki z Północnej Afryki, których nigdy na żywo nie słyszał. Wie nawet, który ptak jest za duży, albo nawet groźny, a który akurat w sam raz, żeby zacząć go szukać. Na tej samej zasadzie kot nie reaguje na ptaki specyficznie amerykańskie, czy australijskie. Mój roboczy wniosek - katalog obiektów do polowania, przejawiających swą obecność akustycznie, jest u kota w dużej mierze behawioralny, tak samo jak u nas lęk przed wężem - behawioralnie dziedziczymy automatyczną panikę przed rzucającą się na nas żmiją. Sprawdzałem, byłem w zoo, za szybą, drażniłem żmiję, gdy się rzuciła na szybę, uciekłem (i prawie każdy to zrobi). Więc nie zakładaj, iż wiedza biologiczna nie może płynąć z własnych doświadczeń. Cytat:Czujesz ten skok? Kombinacja niewinnej indukcji z niewinną egzemplifikacją, przy nieświadomie utrzymywanym "stałym punkcie widzenia" prowadzi do absurdu: mózg "obserwuje sam siebie" w danym eksperymencie. To nie błąd nauki - to błąd interpretacyjny. Wielu nieuświadomionych metodologicznie laików, dziennikarzy, popularyzatorów, a nawet naukowców tak czyni, nie zdając sobie sprawy, że nadużywają zasady indukcji. Zdarza się, ale zauważ, iż dogmaty o skrajnej subiektywności qualiów powstają dokładnie tak samo. Cytat:Chyba spytałem pierwszy. Dlaczego jestem "Jezusem"? W ogóle: racz odpowiadać na moje pytania. Może się czegoś wspólnie dowiemy. Zrozumiałem, iż to taka zabawa w nadawanie sobie imion biblijnych. A poza tym nie wiem, czemu aż tak prorocze wydały ci się moje teksty. Bronię pewnego punktu widzenia, to wszystko. Jeśli chodzi o ilość przyjętych w tej dyskusji założeń (a zwłaszcza w ją poprzedzającej), mieszczę się na szarym końcu rankingu fantastów. Cytat:Podałeś tłumaczenie ignotum per ignotum. Ale zostawmy to, bo można prościej i tradycyjnie: czy świadomość jest falsyfikowalna? Podaj hipotetyczne doświadczenie i jego wynik, który zaprzeczyłby istnieniu świadomości. Zastanów się nad tym pytaniem, a odkryjesz czy "świadomość" może być w ogóle czymś wykrywalnym naukowo. Istnieniu świadomości przeczy to, że dany organizm podlega jedynie genom behawioru w najprostszy sposób, czyli nie mogąc w żaden sposób dowolnie spełniać ich programów. Można to badać dalej blokując niektóre z nich etc. W tym momencie możemy mówić o braku świadomości. Jest to dostateczny dowód. Cytat:Ale nigdy dwa guziki nie będą fizycznie "takie same", numerycznie nieodróżnialne, nigdy nie będą jednym fizycznym guzikiem. Stąd nieadekwatność wszelkiego fizycznego opisu świadomości. Pisałem już o tym. Podkreślanie tego typu zróżnicowania to czysta scholastyka. To, że nasze palce mają różne linie papilarne nie oznacza, że nie możemy opisać mechanizmu ręki opierając się na dłoniach z innymi liniami papilarnymi. To, że każdy kamień jest inny, nie oznacza, iż nie możemy powiedzieć wszystkiego co można o granicie, bazalcie, marmurze etc. To, że każda gwiazda jest inna (z pewnością ma o kilka atomów mniej od sąsiadki) nie oznacza, iż nie możemy opisać w pełni zasady działania gwiazd. A wiesz czemu? Otóż prawa fizyki i podstawowe cząstki składowe materii są tożsame. Atom wodoru i drugi atom wodoru są takie same. Grawitacja wszędzie działa tak samo. Obalenie tych dwóch sprawdzających się na razie założeń może obalić cały istniejący obecnie warsztat nauki. Ale nawet to nie będzie wiele oznaczało dla mózgów i świadomości, bowiem z pewnością na miejscu naszej ewolucji prawa fizyki działały bez lokalnych dziur bezprawia. Oczywiście udowodnienie bezprawia, lokalności praw fizyki, spowoduje ogólną niemożność stawiania tez ogólnych.
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Marcuch (664 punktów) | > Cytat:Otóż, pytając się o własności swojego umysłu i swojej własnej percepcji, które dane są Ci bardziej bezpośrednio niż cokolwiek na tym świecie, chciałbyś odwołać się w pierwszej kolejności do zinterpretowanych przez obce Ci osoby wyników badań w odległych laboratoriach, w których nawet nigdy nie przebywałeś. > A widzisz, tu się mylisz. Pisałem gdzieś o tym, że przeprowadzam swoje własne, prywatne badania na temat ew. psychiki zwierząt i ich sposobu działania. Podałem jeden przykład - puszczałem mojemu kotu nagrania ptaków. (...)> Więc nie zakładaj, iż wiedza biologiczna nie może płynąć z własnych doświadczeń.??? Man, ja piszę o twojej wiedzy o Tobie, a nie o żadnych kotach!... Rany julek... Chyba nie powiesz mi, że nie wiedziałbyś dlaczego widzisz, gdyby nie wykopaliska i paleontologia??? Twoje własne widzenie jest dla Ciebie absolutnie niepodważalnym pewnikiem, a teoria ewolucji jest bardzo prawdopodobną naukową hipotezą, jak możesz pierwsze wywodzić z drugiego?? Jak można gruntować swoją wiedzę o własnej świadomości informacjami z mediów i pisanych artykułów??? Paranoja. > Cytat:Kombinacja niewinnej indukcji z niewinną egzemplifikacją, przy nieświadomie utrzymywanym "stałym punkcie widzenia" prowadzi do absurdu: mózg "obserwuje sam siebie" w danym eksperymencie. > Zdarza się, ale zauważ, iż dogmaty o skrajnej subiektywności qualiów powstają dokładnie tak samo.Jasne, i dlatego śmieję się z psychologizmu tak samo jak z materializmu. Oba są na pewnej płaszczyźnie bardzo spokrewnione. > Cytat: Czy świadomość jest falsyfikowalna? Podaj hipotetyczne doświadczenie i jego wynik, który zaprzeczyłby istnieniu świadomości. > Istnieniu świadomości przeczy to, że dany organizm podlega jedynie genom behawioru w najprostszy sposób, czyli nie mogąc w żaden sposób dowolnie spełniać ich programów. Można to badać dalej blokując niektóre z nich etc. W tym momencie możemy mówić o braku świadomości. Jest to dostateczny dowód.Mnie chodzi o konkretny eksperyment. Np. sfalsyfikowanie grawitacji wyglądałoby następująco: "upuszczam cegłówkę, a ona nie spada, ergo grawitacja to ściema". Jak to wygląda dla świadomości? Mała podpowiedź: prawdopodobnie nijak, bo empirycznie nie można udowodnić nieistnienia czegokolwiek. Zaznaczam, że świadomość sera camembert to pikuś w porównaniu ze świadomością-w-ogóle. Przecież odczytanie wyników dowolnego eksperymentu wymaga posiadania świadomości (jeśli się dobrze orientuję), więc jak tu przeczyć jej istnieniu? Dobrze, że nikt się za to nie zabiera.  > Cytat:Ale nigdy dwa guziki nie będą fizycznie "takie same", numerycznie nieodróżnialne, nigdy nie będą jednym fizycznym guzikiem. Stąd nieadekwatność wszelkiego fizycznego opisu świadomości. > Pisałem już o tym. Podkreślanie tego typu zróżnicowania to czysta scholastyka. To, że nasze palce mają różne linie papilarne nie oznacza, że nie możemy opisać mechanizmu ręki opierając się na dłoniach z innymi liniami papilarnymi.Nie o to chodzi, stary. Chodzi o to, że informację można "powielać" ze stuprocentową dokładnością. Natomiast materii nie można. Żeby porównać dwa obiekty empirycznie należy wpierw wiedzieć, co porównujemy z czym, a zatem odróżnić jedno od drugiego. A skoro można odróżnić jedno od drugiego, to znaczy, że nie są tym samym. Metodologia. > Otóż prawa fizyki i podstawowe cząstki składowe materii są tożsame. Atom wodoru i drugi atom wodoru są takie same.Nieprawda! Żadne dwie cząstki elementarne nie są tożsame, ponieważ inaczej przebiega ich funkcja falowa, a mówiąc bardziej łopatologicznie: bo są gdzie indziej. A skoro są gdzie indziej to i inaczej oddziałują z otoczeniem itd. Oczywiście, "w interesujących nas chwilowo aspektach" dwa atomy mogą być takie same, ale ściśle rzecz biorąc to jest tylko podobieństwo z dokładnością do ignorowanych cech. W przypadku informacji możemy mówić o TOŻSAMOŚCI, o absolutnej identyczności z nieskończoną dokładnością. Informacja, bajt, gen, fizyczne modele rzeczywistości i "Billy Jean" Michaela Jacksona, nie są zlokalizowane, nie mają prędkości itp., itd., nie posiadają cech fizycznych. Jeżeli chciałbyś być konsekwentnym materialistą, musiałbyś zaprzeczyć ich istnieniu, albo włączyć w rodzaj transcendentalnego warunku istnienia świata, czy może inną metafizykę. Ile wierszy pt. "Lokomotywa" napisał Tuwim? Jeden, jest w całym wszechbycie tylko jeden taki wiersz "Lokomotywa" i nic z tym fantem nie zrobimy - ze względu na nieodróżnialność informacji i tym, co nazywamy jej "kopią". Tymczasem dowolne skupisko materii można, teoretycznie, powielić w innym miejscu i ignorując tę różnicę lokalizacji stwierdzić, że mamy dwa, dwa atomy, dwa parasole, dwie dłonie, dwie książeczki "Lokomotywa". Niestety, materializm ignoruje formę i sprowadza świat do treści. Nazywany był "klasycznym przesądem" już 50 lat temu, o ile ni wcześniej.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sylwek (15472 punktów) | Chciałem tylko dodać, że dałbym więcej plusów, gdybym mógł.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | >Chciałem tylko dodać, że dałbym więcej plusów, gdybym mógł. Plusy zarabia Maurice Merleau-Ponty, którego na polski przetłumaczono z 50-letnią obsuwą.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:>??? Man, ja piszę o twojej wiedzy o Tobie, a nie o żadnych kotach!... Mam wrażenie, że też jestem zwierzęciem, jak kot. To co napisałem przytoczyłem jako przykład iż wiedza na temat psychiki zwierząt nie musi koniecznie pochodzić z książek i z zaufania do podanych przez biologów rezultatów ich badań. Zresztą, czemu miałbym im nie ufać bardziej niż sobie w tym względzie. W portfelu mam banknoty z mennicy, a nie namalowane przez siebie. Cytat: Rany julek... Chyba nie powiesz mi, że nie wiedziałbyś dlaczego widzisz, gdyby nie wykopaliska i paleontologia??? Nie wiedziałbym też, dlaczego mam krew, gdyby nie medycyna. Cytat:Twoje własne widzenie jest dla Ciebie absolutnie niepodważalnym pewnikiem, a teoria ewolucji jest bardzo prawdopodobną naukową hipotezą, jak możesz pierwsze wywodzić z drugiego?? Jak można gruntować swoją wiedzę o własnej świadomości informacjami z mediów i pisanych artykułów??? Paranoja. Skoro bronisz w tym momencie hipersubiektywnego odczucia świadomości, to nie możesz napisać takich słów. Jeśli chodzi o "paranoję", to czy brak spodziewanych przez ciebie odpowiedzi zawsze owocuje takim podsumowaniem? Cytat:>Jasne, i dlatego śmieję się z psychologizmu tak samo jak z materializmu. Oba są na pewnej płaszczyźnie bardzo spokrewnione. Smiać się można, ale w końcu któraś opcja okaże się słuszną. Na tym forum subiektywizm już się taką opcją okazał. Cytat:>>Istnieniu świadomości przeczy to, że dany organizm podlega jedynie genom behawioru w najprostszy sposób, czyli nie mogąc w żaden sposób dowolnie spełniać ich programów. Można to badać dalej blokując niektóre z nich etc. W tym momencie możemy mówić o braku świadomości. Jest to dostateczny dowód. >Mnie chodzi o konkretny eksperyment. Niektórzy fizycy zauważają, iż zamiast budować coraz większe akceleratory, należy wyławiać cząsteczki z promieniowania kosmicznego. Meduza już jest gotowym eksperymentem. Nie musimy tworzyć naszej meduzy, która żyłaby bez świadomości. Cytat:Jak to wygląda dla świadomości? Jest cała masa zwierząt, które poruszają się tylko i wyłącznie dzięki genom behawioru o jednoznaczej ekspresji. Jeśli chcemy dalej wierzyć w świadomość - duszę, która dubluje to co i tak już jest, i która nie przejawia się w mocy obliczeniowej niezłożonych układów nerwowych, oczywiście możemy. To trochę tak jak z deizmem w rozmowach o tym, czy bóg istnieje. Zawsze możemy wierzyć, iż kamieniowi towarzyszy nieuchwytny duch kamienia. Cytat:Mała podpowiedź: prawdopodobnie nijak, bo empirycznie nie można udowodnić nieistnienia czegokolwiek. Udowodniono nieistnienie żółwi podtrzymujących Ziemię. Udowodniono też, iż Ziemia nie jest prostopadłościanem. A także iż gwiazdy nie unoszą się na szklanych sferach. Udowodniono nieistnienie szklanych sfer w naszych Układzie Słonecznym. Cytat:>Nie o to chodzi, stary. Chodzi o to, że informację można "powielać" ze stuprocentową dokładnością. Natomiast materii nie można. Żeby porównać dwa obiekty empirycznie należy wpierw wiedzieć, co porównujemy z czym, a zatem odróżnić jedno od drugiego. A skoro można odróżnić jedno od drugiego, to znaczy, że nie są tym samym. Metodologia. Dotycząca mózgów, nie zaś świadomości. Inaczej - widzimy podobnie, choć oczy mamy zróżnicowane. Barwa, kształt, żyłki etc. Cytat:>>Otóż prawa fizyki i podstawowe cząstki składowe materii są tożsame. Atom wodoru i drugi atom wodoru są takie same. >Nieprawda! Żadne dwie cząstki elementarne nie są tożsame, ponieważ inaczej przebiega ich funkcja falowa, a mówiąc bardziej łopatologicznie: bo są gdzie indziej. A skoro są gdzie indziej to i inaczej oddziałują z otoczeniem itd. Metodologia? > Cytat:Oczywiście, "w interesujących nas chwilowo aspektach" dwa atomy mogą być takie same, ale ściśle rzecz biorąc to jest tylko podobieństwo z dokładnością do ignorowanych cech. W przypadku informacji możemy mówić o TOŻSAMOŚCI, o absolutnej identyczności z nieskończoną dokładnością. Informacja, bajt, gen, fizyczne modele rzeczywistości i "Billy Jean" Michaela Jacksona, nie są zlokalizowane, nie mają prędkości itp., itd., nie posiadają cech fizycznych. Jeżeli chciałbyś być konsekwentnym materialistą, musiałbyś zaprzeczyć ich istnieniu, albo włączyć w rodzaj transcendentalnego warunku istnienia świata, czy może inną metafizykę. Ciekawe o informacji. Również atomy można tak potraktować, abstrahując od ich ruchu. Korpuskularno - falowa strultura światła owocuje mimi wszystko dokładnie takimi samymi porcjami fotonu. Do tego dochodzi stała prędkość etc. Cytat:>Niestety, materializm ignoruje formę i sprowadza świat do treści. Nazywany był "klasycznym przesądem" już 50 lat temu, o ile ni wcześniej. 50 lat temu wiedzieliśmy mniej, zwłaszcza jeśli chodzi o biologię. Co dajesz w opozycji do materializmu jeśli chodzi o świadomość? Odrębny wymiar mentalny? Czy to nie było przesądem obowiązującym przez wieki?
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >Smiać się można, ale w końcu któraś opcja okaże się słuszną. Na tym forum subiektywizm już się taką opcją okazał.
Grunt to nie popadać w skrajności, łącznie ze sceptycyzmem, golden środek to coś bardzo trudnego w istocie. Gwoli wyjaśnienia: nie popieram skrajnego subiektywizmu bo prowadzi do relatywizmu, nie stoję po stronie psychologizmu, ponieważ na jego gruncie (to będzie argument dla Ciebie) niemożliwa jest niewiedza, tajemnica, brak informacji, ingardenowskie "miejsca niedookreślenia" itp. Skoro wszystko istnieje o tyle, o ile jest pomyślane, to znaczy, że świat jest już "gotowy", do końca określony i nie ma miejsca na akt poznania, na to tyleż mistyczne i tajemnicze, co powszechne przeżycie "dowiadywania się" czegoś. Materializm również nie jest w stanie wyjaśnić poznania, oba nie są w stanie wyjaśnić do końca zasypiania, umierania, zapominania.
Psychologizm trzyma się kurczowo po stronie absolutnej wiedzy, materializm per analogiam po stronie niemożliwości jakiejkolwiek wiedzy - podczas gdy za każdym razem gdy sprawdzam na zegarku która godzina lub gdy o tym zapominam, udowadniam sobie i światu, że jednak istnieje przejście pomiędzy ciemnością o oświeceniem. W kontekście tych monizmów trzeba by to przejście nazwać "cudem".
> [cytat]>>Istnieniu świadomości przeczy to, że dany organizm podlega jedynie genom behawioru w najprostszy sposób, czyli nie mogąc w żaden sposób dowolnie spełniać ich programów.
Mętne.
>Zawsze możemy wierzyć, iż kamieniowi towarzyszy nieuchwytny duch kamienia.
Pewnie, takie Shinto. Ale nikt nie zaprzeczy, że kamieniowi towarzyszy forma kamienia, bo inaczej trzeba by mówić o każdym kamieniu z osobna. Ale czym jest forma kamienia? Czymś, czego istnienia materializm nie akceptuje.
>Udowodniono nieistnienie żółwi podtrzymujących Ziemię. To lapsus linguae. "Podtrzymujący Ziemię" nie jest wewnętrzną własnością żółwia, lecz określeniem relacji pomiędzy nim a Ziemią. Udowodniono więc, że żaden żółw nie spełnia tej relacji, a nie, że jakiś nie istnieje. Rozmaite żółwie istnieją i mają się dobrze, ale z tego co widać żaden nie podtrzymuje Ziemi.
Jeżeli udowadniam "nieistnienie czołgu za mną" nie wykazuję "nieistnienia", tylko wskazuję, że żaden czołg nie leży ze mną w pewnej relacji przestrzennej. To kwestie logiczno-językowe.
>Udowodniono też, iż Ziemia nie jest prostopadłościanem. A także iż gwiazdy nie unoszą się na szklanych sferach. Chodzi o nieistnienie przedmiotów, a nie posiadanie innych własności.
>Udowodniono nieistnienie szklanych sfer w naszych Układzie Słonecznym. Nie licząc kloszy latarnianych i wyrobów huty Krosno S.A. Nie chodzi o wykazanie, że "z tego, co widać, u nas tego nie ma", tylko o wykazanie, że "w ogóle tego (świadomości) nie ma". Pomyśl o częstej scence w sklepie: -Czy są fidelsy? (cokolwiek to jest) -?, Pszem Pana, jest tylko to co widać. I jak wykazać, że fidelsów nie ma? Trzeba by przeszukać cały sklep, niestety.
>Co dajesz w opozycji do materializmu jeśli chodzi o świadomość? Odrębny wymiar mentalny? Trochę tak, ale kiedy tak to nazywasz, widać, że próbujesz "materializować" umysł, duszę, formę i tak dalej. Nadajesz im charakter nadmiarowych przedmiotów, poruszających się w nadmiarowych wymiarach (generalnie rozumianych tak jak wymiary fizyczne), wskutek przyzwyczajenia lub wyedukowania do traktowania wszystkiego fizykalistycznie. Ale odrębność idei, form, liczb i fug Bacha od przedmiotów materialnych nie polega na tym, że one mają swoją "fizykę" i są "doklejone" do rzeczy, jak to myślą harekrisznowcy o reinkarnującej duszy doklejającej się do kolejnych ciał i jak to mówią panie od polskiego dzieciom w liceum. Relacje pomiędzy tymi abstraktami, a konkretnymi rzeczami rozciągają w wymiarze chyba niepojmowalnym - jednakże równoczesne współwystępowanie pewnych abstraktów w autorefleksji i pewnych domniemanych konkretów w percepcji każe je ze sobą jakoś wiązać.
Przez długi czas życia myślisz o rzeczach naiwnie, aż w pewnym momencie zdobywasz się na krytyczną refleksję: myślisz o swoim myśleniu o jakimś przedmiocie. Zauważasz, że twoje pojęcie przedmiotu jest czym innym niż sam ów przedmiot, że ma ono zupełnie inną naturę. Możesz nawet wchodzić na dalsze piętra takiej autorefleksji (Husserl). Widzisz, że owo zhipostazowane "pojęcie" jest jakimś dziwnym "czymś" co umyka całej materialistycznej klasyfikacji, która do tej pory wystarczała do radzenia sobie ze światem. I tutaj zaczyna się krytyczna filozofia i początek niepokojącej dychotomii, której nie można rozkminić przez całe życie. Nagle zapytujesz się czy aby wyrazy takie jak "wymiar", "kształt", "kolor", "słowo", "funkcja", za pomocą których organizowałeś do wczoraj składniki świata, czy aby one nie są nazwami jakichś autonomicznych bytów, czy przypadkiem "funkcja", "wymiar" i "kształt" nie są same przedmiotami-składnikami świata jakoś szerzej rozumianego, składnikami Bytu. Nie krążą wokół gwiazd, nie wchodzą w reakcje chemiczne, nie można ich pokroić na przestrzenne kawałki, jak kroiło się wszystko do tej pory, a jednak: skoro są na nie rzeczowniki, to chyba jakoś są? Czy można "istnieć inaczej", zapytujesz, czy "istnienie też ma odcienie"? I chciałoby się powiedzieć, że nie, bo "brzytwa Ockhama", bo to takie "ogólne kategorie intelektu", bo to "metafizyka i pustosłowie" - ale umysł wyraźnie potrzebuje tych uniwersaliów - tych lub innych, równie "logicznie nieporęcznych" - żeby mieć poczucie, iż mówi się z sensem. A więc trzeba szukać dla nich miejsca gdzieś w tym - i poszerzając to, co się za "wszystko" uważa, w ustawicznej grze samowiedzy i samokrytyki. Czy to miejsce jest w "przestrzeni logicznej", w "mózgach istot myślących", w "świecie idei", w "języku", w "jaźni Boga", czy gdzie tam jeszcze - nie mam bladego pojęcia. Ale na pewno nie chodzi o "unoszenie się mentalnego dymku" nad materią, bo takie wyobrażenie jest znów naiwnie materialistyczne.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Piękna wypowiedź, daje materiał do wielu ciekawych spostrzeżeń. Dziękuję ci za nią serdecznie, choć oczywiście nie do końca się z tobą zgadzam.
1. Język i pojęcia. Skoro język wyewoluował, a tak raczej było, relacja pojęcie przedmiot jest elementem zupełnie materialnego świata. Żaden człowiek tego nie opracował. Podobnie jest z qualiami i wszystkimi (w postulacie) hipersubiektywnymi elementami świadomości. Wydaje nam się, że każdy z nas widzi kolor czerwony tylko po swojemu. Tak naprawdę widzimy go identycznie, jeśli odjąć wpływy kulturowe, płci (czyli dwie grupy), oraz natężenie innych elementów percepcji.
2. Naiwny materialistyczny dymek jako dusza, tudzież wymiar mentalny, nie jest dziełem materialistów. Jeśli prześledzisz poprzedni wątek o strachu przez naukowym poznaniem świadomości, zobaczyć to na dłoni. Jeśli chodzi o filozofów - transcendentalistów, jest podobnie. Nie da się pomyśleć (oni po-odczuć) niczego niematerialnego. Stąd dziwacznie naiwny materializm mistyków, transcendentalistów etc. Przypomina mi się choćby "grawitacja ducha" okropnej Edyty Stein.
3. Nie wiem co określasz mianem "wiedzy" i dlaczego zakładasz, iż monizm maerialistyczny stoi jej na przeszkodzie. Moim zdaniem to co nazywamy "wiedzą", "poznaniem", "ciekawością", "percepcją" to tylko (i aż!) materialne relacje pomiędzy materialnymi obiektami. Po prostu, jak widać, materia może poznawać samą siebie porzez niektóre z jej form, takie jak Homo sapiens. Owo poznanie jest w pełni materialne (patrz punkt 1).
4. Czy postulat monizmu materialistycznego można nazwać skrajnością? Nie, gdyż nikt nigdy nie pomyślał w niematerialny sposób. Nikt nigdy też nie pomyślał o czymś poza materialnym. Sam podałeś przykłady żółwi podtrzymujących Ziemię. Stwierdziłeś, iż żółwie już są, więc w sumie jest to co najwyżej obarczona pewnym błędem obserwacja prawdziwego żółwia. Podobnie jest z każdym postulatem niematerialności. Podobnie z postulatem niepoznawalnej subiektywności. Nie pomyślimy o rzeczy materialnej, natomiast sposób naszego odczuwania jest obiektywny i składa się z ewolucyjnych cegiełek wspólnych dla całego gaunku, zróżnicowanych jedynie na zasadzie nieoc innego kształtu nosa, brwi etc.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Marcuch (664 punktów) | >1. Język i pojęcia. Skoro język wyewoluował, a tak raczej było, relacja pojęcie przedmiot jest elementem zupełnie materialnego świata.
O nie, jeśli rzecz ujmować materialistycznie, to musimy zrezygnować z abstraktów. A więc to, co wyewoluowało to nie język lecz same cielesne konkrety: "zachowania językowe", "działalność językowa" zwierząt, "czynności porozumiewania się". (Niestety i te wyrażenia trzeba wziąć w cudzysłów, bo też zawierają abstrakty, ale są już "bliższe ziemi"). W wielu tych czynnościach można znaleźć wspólne motywy, które składają się ostatecznie na pewną strukturę: gramatykę i słownik. Ta struktura też ulegała historycznym zmianom, ale nie koniecznie była to "ewolucja w celu najlepszego przystosowania", bo przebiegała ona w inny sposób niż zachowania językowe. W końcu genom to nie jest ani słownik, ani spis reguł gramatycznych. Zredukowanie reguł języka do struktury DNA jest skrajnie nieprawdopodobne, w każdym razie nikt jeszcze nie podał na to sposobu, więc nie ma nawet biologicznych przesłanek do "materializacji" języka. Trzeba by pewnie odwołać się do gramatyki generatywnej Chomsky'ego i zdać się na jego hipotezy, ale to też raczej beznadziejne.
Relacja pojęcie-przedmiot nigdy nie zostanie rozkminiona, ani nawet dostatecznie dobrze nazwana środkami naukowymi bo to kwestia metafizyczna. Czy ktokolwiek potrafi odróżnić przedmiot od swojego pojęcia tego przedmiotu? Nauka też opiera się na pojęciach, tylko może lepiej zorganizowanych. Też nie ma ona osobnego wglądu w świat-jakim-go-widać i w świat-jakim-jest-w-sobie. Zauważ, że każdy eksperyment naukowy zawiera jakieś teoretyczne założenia (na temat działania instrumentów pomiarowych), które pełnia analogiczną rolę do uwarunkowań i ograniczeń w procesie ludzkiej percepcji. Nie ma "czystych doświadczeń" rzeczy takich, jakimi "po prostu są". Język nauki żongluje nazwami niby to takich właśnie "prawdziwych" rzeczy, ale przecież są to modele matematyczne, więc znów pojęcia. Skoro za pomocą "Game of life" można dokonywać dowolnych obliczeń, to znaczy, że całą fizykę można zrekonstruować tak, iż świat będzie wielkim automatem komórkowym - a nie cząstkami poruszającymi się w polach, czy drgającymi super-strunami. I jak tu wybrać "jedynie słuszny model"? Zawsze będzie to arbitralny wybór języka, którym opisujemy coś bardzo tajemniczego, zwanego "obiektywną rzeczywistością".
>Wydaje nam się, że każdy z nas widzi kolor czerwony tylko po swojemu. Tak naprawdę widzimy go identycznie, jeśli odjąć wpływy kulturowe, płci (czyli dwie grupy), oraz natężenie innych elementów percepcji.
Nie wydaje mi się, że można mieć bezpośredni wgląd w treść percepcji drugiego człowieka, a zatem nie można porównać dwóch percepcji i badać, czy są identyczne.
> Nie da się pomyśleć (oni po-odczuć) niczego niematerialnego.
Myślę, że cała matematyka jest niematerialna i jakkolwiek w myśleniu matematycznym często się odwołujemy do doświadczeń cielesnych, to zdajemy sobie sprawę, iż liczby, figury geometryczne, relacje itd. nie są tym samym, co za nie podstawiamy, żeby ułatwić sobie zrozumienie.
> Stąd dziwacznie naiwny materializm mistyków, transcendentalistów etc.
Na nazwanie przeżyć mistycznych nie ma stosownego języka, więc posługują się niezręcznymi metaforami, podobnie postmoderniści.
>3. Nie wiem co określasz mianem "wiedzy" i dlaczego zakładasz, iż monizm maerialistyczny stoi jej na przeszkodzie. Moim zdaniem to co nazywamy "wiedzą", "poznaniem", "ciekawością", "percepcją" to tylko (i aż!) materialne relacje pomiędzy materialnymi obiektami.
O tym już pisałem. Abstrakty nie mają cech fizycznych, a wiedza składa się z abstrakcji. Jest fundamentalna różnica między pojęciami (i ideami), a przedmiotami rzeczywistymi: pierwsze mają skończoną liczbę własności i cech, drugie nieskończoną.
> (...) sposób naszego odczuwania jest obiektywny i składa się z ewolucyjnych cegiełek wspólnych dla całego gaunku (...)
Są składniki odczuwania, które można na drodze językowego porozumienia uzgodnić z kimś. Natomiast nie ma dwóch identycznych punktów widzenia i każda percepcja aktualnie lub potencjalnie zawiera sobie tylko właściwe, jednostkowe, subiektywne składniki. Spytaj daltonisty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Cytat:O nie, jeśli rzecz ujmować materialistycznie, to musimy zrezygnować z abstraktów. A więc to, co wyewoluowało to nie język lecz same cielesne konkrety: "zachowania językowe", "działalność językowa" zwierząt, "czynności porozumiewania się". (Niestety i te wyrażenia trzeba wziąć w cudzysłów, bo też zawierają abstrakty, ale są już "bliższe ziemi"). Ewolucję można pojmować jako zmieniające się, w pełni materialne, informacje genetyczne. To jest coś nowego, dawniej w filozofii tego nie było. Stąd cała reszta wyrażonych tutaj moich poglądów i przekonanie o, na przykład, intersubiektywności qualiów. Język, którym mówimy, jest ciekawym przejawem dalszej, w pełni materialnej ewolucji informacji wypływającej z materialnego świata i będącej czymś w pełni materialnym. Relacja pojęcie - obiekt, na swoim podstawowym poziomie, jest moim zdaniem zapisana w genach. Wydaje mi się, że nasze stanowiska się różnią, nie dojdziemy do niczego więcej. Czas pokarze, kto ma rację.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Marcuch (664 punktów) | >Czas pokarze, kto ma rację.
Chyba "pokaże"?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Tak, mam nadzieję, że jednak przez "ż"  Miło się z tobą rozmawia, ale stanęło na różnicy zdań i dalej już nie pójdzie. Ja uważam, iż gen jest w pełni materialną informacją i z tego biorę przesłanki do ataku na subiektywistyczny fundamentalizm, popularny w tych naszych dyskusjach jak papież dający odpustów. Ty masz pełne prawo się z tym nie zgodzić. Mnie, osobiście, drażni używanie terminologii filozoficznej, którą uważam w wielu miejscach za przestarzałą. Na przykład odkrycie genu powinno usunąć pewność podziału na obiekt i informację. Naprawdę powinno tę PEWNOSC usunąć. Ale nie... Bawimy się dalej. Dodam jeszcze na marginesie, iż na takie cuś jak gen, jak swoisty język materialnej natury nie będący naszym wrażeniem, przygotowani byli bardziej indyjscy filozofowie, tworząc pojęcie "namarupa" (नामरूप  , czyli imię (pojęcie) - kształt. Gen to taka namarupa. Wydaje mi się, że dzięki temu, że ewolują kształtoinformacje możliwym efektem jest świadomość (bez metafizycznych dymków, lecz w pełni materialna).
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | Nazwa-forma jest raczej używana na określenie zmiennego agregatu zjawisk psychofizycznych jakie składają się na jaźń. Mało ma to wspólnego z genami.
Sformułowania o "dymkach" pokazują, że wciąż nie umiesz wyjść poza już nawet nie tyle fizykalistyczne intuicje, ale takie zdroworozsądkowo-namacalno-przestrzenne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Sylwku, z tymi dymkami nie odnoszę się do ciebie. Twoje poglądy są bardzo przemyślane i inspirujące, choć się z nimi nie zgadzam. Odnoszę się chyba do milczącej większości, która przyznaje na tych świadomościowych wątkach oceny. Gdy ktoś spełnia ich marzenia o mówiących muszkach, oraz opakowuje wszystko w słowotok terminologiczny - sypią się plusy. Gdy ktoś nie spełnia marzeń i nie oplata swoich wypowiedzi terminologią, cisza...
Oczywiście "imię kształt" było w Indiach różnie używane. Lecz w sankhyi (सांख्य ) i w buddyzmie masz szkoły czysto materialistyczne ( भौतिकवाद ) . Nikt tam nie znał genów, ale sama koncepcja ma, moim zdaniem, pewne zakorzenienie w myśli indyjskiej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | No, no. Niezły z ciebie zawodnik, trzeba przyznać  ! Ciężko nawiązać wprost do dawnych spostrzeżeń. Mimo wszystko demokrytowa wizja atomów bardzo się zmieniła, głównie za sprawą fizyki kwantowej. W ten sam sposób można potraktować obecny w indyjskiej myśli splot materializmu i mentalizmu. Czym bowiem jest gen behawioru? Czym są zachowania, które ewidentnie dziedziczymy po naszych ewolucyjnych przodkach, takie jak lęk przed wężami? Albo, z bardziej normalnych rzeczy, takie jak widzenie kolorów, czyli raczej ewolucyjne nazwanie określonych częstotliwości fali elektromagnetycznej...? Ba, w sumie na bazie materialistycznej ewolucji coraz lepiej wiemy, iż wszystkie nasze doznania są tylko modelami, wyrosłymi z przystosowań ewolucyjnych. Rzeczywistość istnieje gdzieś obok nas, my mamy w naszych odczuciach jej gatunkową interpretację, intersubiektywną w obrębie gatunku Homo sapiens. Przypomina mi się mickiewiczowska śpiewka o "szkiełku i oku". Tak naprawdę szkiełko, czyli wszystkie urządzenia wspomagające nasze odkrywanie świata, zbliża nas do rzeczywistości, a także daje szansę wyjść poza prosty schemat mentalistyczny, potrzebny kiedyś do bardzo prostych zajęć.
|
|
1 na 1 aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Nie jestem w stu procentach pewien co do tezy, że qualle są takie bardzo, bardzo subiektywne.
Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy tę rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymać ją za jej radosną zgodą..
|
|
 | 2 na 2 | Sylwek (15472 punktów) | >Nie jestem w stu procentach pewien...
Ja też nie. Po prawdzie, to nie jestem w 100% pewny żadnej tezy...
|
|
|  | 3 na 3 | Kowalska (14008 punktów) | > >Nie jestem w stu procentach pewien...> Ja też nie. Po prawdzie, to nie jestem w 100% pewny żadnej tezy... Teraz to całkiem zgłupiałam. Wychodzi na to, że nie jestem kobietą  Bo niczego nie można być pewnym. Ja Cię Sylwek kiedyś dorwę. I odpokutujesz mi za te wszystkie machlojki. Jakem Kowalska.
Dawkins jest moim idolem. I nieprawdą jest, że pinezki na krzesłach przed wykładami podkładam mu ja.
|
|
|  | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja również  Stuprocentowa pewność to tak jak zamurować drzwi wyjściowe od własnego domu. Zdradzę ci parę moich wątpliwości, dotyczących monizmu materialistycznego, który mi się podoba, bo jest wspaniałym narzędziem badawczym. Jakby się okazał prawdziwy, na przyład genetyka kultury nie byłaby wcale szaloną koncepcją. Trochę się dziwię, że Dawkins tak się jej przestraszył. Poza tym jest bardzo na tym forum nie doceniany (bynajmniej nie chodzi mi o szpilki Kowalskiej, to chyba raczej dowód sympatii  ). Otóż najważniejsze u Dawkinsa jest właśnie wnikliwe poruszanie się wedle zasad monizmu materialistycznego, prawdziwe mistrzostwo! Ale żeby się tym cieszyć, trzeba chyba jednak trochę elastyczności umysłowej, trzeba nawet poznać zupełnie przeciwstawne systemy myślowe (i tu nawet dziwaczny filozofowie mogą się przydać). Ale nie ważne. Czas na zwierzenia. Otóż niektóre elementy fizyki kwantowej rzeczywiście są dość trudne na razie do wyjaśnienia z perspektywy m.m. Nie będę tutaj się wymądrzał, bo jest z nami Fizyk, który wyjaśni to milion razy lepiej niż ja. W każdym bądź razie problemem jest zachowanie się materii w trakcie pomiaru. Rzeczywiście nie obalono jeszcze twierdzenia, że księżyc nie może zniknąć, gdy na niego nie patrzymy. Wczytywałem się w to wiele razy wcześniej i nie jest to problem, który można ominąć jakąś roboczą hipotezą. Falę towarzyszącą cząsteczce można zrozumieć rzeczywiście jako falę prawdopodobieństwa, co jednakże dałoby się włączyć do m.m. Ale z tym znikającym księżycem mamy problem. Daje to też asumpt do przypuszczeń bardzo mentalistycznych. Druga rzecz to oczywiście połączenie fizyki einsteinowskiej z fizyką cząstek. Na razie póki co roboczo mamy wszechświat dualistyczny, gdzie w mikro i w makro skali działają po części odrębne prawa. Gdy w sytuacjach skrajnych (początek wszechświata, czarna dziura) próbuje się je łączyć (bo wtedy makro staje się mikro i w drugą stronę), zaczyna się niezły chaos. Przez dłuższy czas byłem fanem teorii strun, ale faktem jest, iż podlega ona coraz większej komplikacji, zaś jej weryfikacja oddala się od nas o lata świetlne. Przydałyby się bozony odziaływania grawitacyjnego. Nie wiadomo, co z bozonem Higgsa, który traktuję jako pewnego rodzaju krok w stronę włączenia czasoprzestrzeni do zakresu zinteresowań fizyki cząstek. Swoją drogą struna drgająca na różne sposoby i tworząca w ten sposób wszystkie możliwe cząstki, znów miałaby ciekawych prekursorów w Indiach i w starożytnej Wielkiej Grecji. Sliczna koncepcja. Ale nie zdziwił mnie Smolin pomstujący na traktowanie jej w religijny niemal sposób przez wielu fizyków teoretycznych. Nigdy chyba jeszcze nie było tak rozbudowanej teorii, tak głośnej wśród wielu naukowców i jednocześnie tak słabo osadzonej w jakichś przesłankach eksperymentalnych.
|
|
 | | Jacek Tabisz (30006 punktów) | Ja tak samo i staram się wyjaśnić dlaczego tak uważam.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|