Racjonalista - Strona głównaDo treści
Buddyzm zen a racjonalizm.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
05-03-2011 19:02Jacek Tabisz (30006 punktów)Buddyzm zen a racjonalizm.
Ocena 2 na 2
W tym wątku nie stawiam żadnej mojej tezy. Po prostu zaobserwowałem ostatnio, iż kilku moich forumowych kolegów, których poglądy cenię, wyraża się ciepło o buddyzmie zen, a nawet uprawia medytację. Ja osobiście najlepiej zapoznałem się z prekursorem zen, buddyzmem chan i faktycznie, znalazłem u niektórych chińskich myślicieli sporo wartościowych myśli. Tym niemniej medytowanie to trochę więcej niż inspiracja, to wchodzenie bardziej w serce buddyjskiego świata.

Ze swojej strony mogę powiedzieć, iż wiedza o psychice ludzkiej w Indiach była bardzo ciekawa i nowatorska aż do czasu rozwoju naukowej wiedzy o psychice, która prześcignęła swoją poprzedniczkę. Indyjska wiedza o psychice zawsze też była i jest nadal oblana gęstym sosem subkontynentalnej mitologii, więc aby zobaczyć coś ciekawego, trzeba umieć sobie z tym sosem radzić. Dodam na marginesie iż w sztuce indyjskiej owa tradycyjna wiedza o psychice często góruje nad takąż w sztuce europejskiej, żyjącej póki co prenaukowymi standartami.

Zatem mam do was pytanie - czym jest dla was medytacja?
I drugie pytanie - na medytację potrzebny jest czas. Dlaczego go poświęcać akurat na nią? Jaki jest racjonalny sens takiego działania?

Formą rozrywki, zabobonem, czymś istotnym, alternatywną formą badań nad umysłem?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>czym jest dla was medytacja?

Przerwą w myśleniu.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A nie wystarczy sen?
05-03-2011 21:39 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>A nie wystarczy sen?

Sen jest przerwą świadomości, nie w myśleniu.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jeśli odejmiesz od świadomości emocje i myśli, zostanie głęboki sen.
शांति - czyli shanti, spokój, też jest emocją. Moim zdaniem zdarza się także w wirze pracy.
07-03-2011 16:56 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>jeśli odejmiesz od świadomości emocje i myśli, zostanie głęboki sen.

Nie rozumiem tej psychoarytmetyki:

świadomość - emocje - mysli = głęboki sen

Co się stało ze świadomością? Czy głęboki sen (sushupti) to jej forma? Ale przecież głęboki sen uchodzi raczej za brak świadomości.

>spokój, też jest emocją

Wychodzimy w ten sposób poza tradycję europejskiej filozofii. Spokój (apatheia) był klasycznie utożsamiany z brakiem emocji (Sokrates, cynicy, stoa, Epikur, Horacy). Potem pewne wątki stoicyzmu inspirowały chrześcijaństwo. Problemem emocji pojawił się w związku z - jednej strony - boską doskonałością, a - z drugiej - opisywanymi w Biblii namiętnościami boga (gniew, nienawiść). Rozprawiali na ten temat np. Ignacy z Antiochii i Orygenes. Niektórzy rozprawiają i dzisiaj.

Myślę, że do sprawy trzeba podejść z dwóch stron: subiektywnej (zjawisko spokoju dane w introspekcji i jego opis) oraz obiektywnej (neurofizjologia, genetyka, w tym genetyka behawioralna).

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
coreless (16088 punktów)

Szykuję od dłuższego czasu nowinkę o tym, jak medytacja uważności zgęszcza komórki nerwowe w niektórych obszarach mózgu, ale mam problemy, by się na tym skupić.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
05-03-2011 20:33 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>mam problemy, by się na tym skupić.

Zrób sobie przerwę.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A czy przerwa bez medytacji jest gorsza od takiej z medytacją?
05-03-2011 20:42 
 Ocena 3 na 3
coreless (16088 punktów)

Diogenes miał chyba na myśli pustkę, czyli nie miał nic na myśli. Zostańmy przy czytaniu między wierszami, czyli nieczytaniu.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
05-03-2011 21:06 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Niektórzy mówią, że przestrzeń pomiędzy wyrazami jest znakomitą lekturą...
05-03-2011 21:41 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Zostańmy przy czytaniu między wierszami...

Policz wiersze mojego postu.
A następnie przestudiuj teorię relacji.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zrobione. I co dalej?
06-03-2011 08:22 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)

>Policz wiersze mojego postu.

Mamy kōan.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Użyłeś dziwnego, zagranicznego słowa. Możesz je objaśnić dla tych, którzy nie uważali na lekcjach palijskiego w podstawówce ?
06-03-2011 12:06 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Niech zapytają mamy.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A to ciekawe... Zauważyłeś, iż nie ma historyjek o mniszkach zen?
06-03-2011 16:03 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)
>A to ciekawe... Zauważyłeś, iż nie ma historyjek o mniszkach zen?

To akurat mnie nie dziwi, nawet jeśli mniszki są takie kosmopolityczne.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekaw jestem, jak się nazywa rozprzestrzenianie się danych prądów na zasadzie "wszędzie, tylko nie u nas"? Kosmokosmizm?
06-03-2011 19:08 
 Ocena 2 na 2
coreless (16088 punktów)

Mi chodziło o kwiatki.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
06-03-2011 19:33 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No to mnie zbiłeś z tropu. Poczułem się jakby ktoś klasnął jedną dłonią. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko oświecenie.
07-03-2011 17:00 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>nie ma historyjek o mniszkach zen

Bo umysł jest bezpłciowy.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
05-03-2011 21:50 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>A czy przerwa bez medytacji jest gorsza od takiej z medytacją?

Przerwa z medytacją nie jest przerwą w myśleniu.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To w czym jest przerwą?
05-03-2011 22:03 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>To w czym jest przerwą?

W myśleniu.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
06-03-2011 10:39 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Takich przerw to ci u nas dostatek, waszmość Diogenesie!
08-03-2011 08:13 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Takich przerw to ci u nas dostatek...

Czy chodzi o niepoprawne myślenie?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
06-03-2011 20:00 
 Ocena 1 na 1
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>>A czy przerwa bez medytacji jest gorsza od takiej z medytacją?
>Przerwa z medytacją nie jest przerwą w myśleniu.
Pogubiłem się.
Na pytanie:
>>czym jest dla was medytacja?
Odpowiedziałeś.
>Przerwą w myśleniu.

No więc medytacja jest przerwą w myśleniu, czy nie?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Diogenes starał się stworzyć paradosk w stylu zen, wychodzący z założenia, że coś ani jest, ani nie jest, ani nie jest i jest etc. Ale masz rację, że z myśleniem to niekoniecznie działa.
07-03-2011 17:15 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>No więc medytacja jest przerwą w myśleniu, czy nie?




Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
A więc jest to stan w którym wyłączamy myślenie, ale pozostajemy przy świadomości? Jest przerwą, ale nie jest?
07-03-2011 22:48 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Jest przerwą, ale nie jest?

Nie myśl i zobacz, jak to jest.
Nie mogę zrobić tego za ciebie.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zostają stany emocjonalne i myśli tła. Niezwerbalizowane.
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
Nie potrafię. Gdy chcę przestać myśleć, myślę właśnie o tym by przestać. Ale gdy w końcu udaje mi się zapomnieć, że mam nie myśleć zaczynam myśleć o czym innym, uświadomiwszy to sobie znów myślę o tym by nie myśleć. Błędne koło. Nie da się nie myśleć. Całkowite zaprzestanie myślenia jest chyba nieodłączne ze snem, bądź upośledzeniem. Ale nie śpię bo jestem tego świadom i mogę się "obudzić" kiedy chcę, co automatycznie wyklucza opcję za snem.
maceox (6766 punktów)
>Nie potrafię. Gdy chcę przestać myśleć, myślę właśnie o tym by przestać.
nie chcę się narzucać, ale akurat zobaczyłem Twoją odpowiedź jako nową w tym wątku, więc może coś może Ci podpowiedzieć, co napisałem poniżej:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,401737#w402114
09-03-2011 08:56 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Nie potrafię.

Myśl to narzędzia.
Kiedy stolarz kończy pracę,
nie niszczy pił, dłut, młotków.
Odkłada je na bok.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jak myślisz, pisane na klawiaturze kompa też coś zagęszcza?
05-03-2011 20:44 
 Ocena 1 na 1
coreless (16088 punktów)
>Jak myślisz, pisane na klawiaturze kompa też coś zagęszcza?

Ja na klawiaturze nic nie piszę. Na czym piszę? Na szczęście - nie wiadomo.

Ponieważ nie ma najpierwszego początku i ostatecznego końca.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
No co ty? Nie kupiłeś sobie metapigmentów do pisania po plastiku?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Jakkolwiek może to dziwne, ale wątek wydaje mi się "źle postawiony".

Znana jest zagadka Einsteina pl.wikipedia.org/wiki/Zagadka_Einsteina
Podobno Einstein rozwiązywał ją w pamięci - czy to znaczy, że medytował?

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem rozwiązywał ją w pamięci, a nie medytował. Z tego co wiem, to medytacja zen polega na mentalnej ciszy.

Dlaczego uważasz, że wątek jest źle posawiony? (jestem ciekaw opinii, to wszystko, nie zakładam, że jest dobrze postawiony i nie będę tej tezy zajadle bronił )
05-03-2011 21:21 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Moim zdaniem rozwiązywał ją w pamięci, a nie medytował.
W pamięci rozwiążesz zadanie, gdy masz gotowy algorytm postępowania. A gdy nie masz musisz go stworzyć - albo metodą prób i błędów albo przemyślnością.

>Z tego co wiem, to medytacja zen polega na mentalnej ciszy.
Nie wiem na czym polega. Nie wiem, co to jest mentalna cisza.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Można stworzyć bez kartki nowy algorytm, zwłaszcza gdy jest się EInsteinem.

Ja swego czasu w liceum mat (jedno z bardziej mat w Polsce) w klasie mat zdziwiłem nauczyciela i siebie również rozwiązaniem dość złożonego zadania z rachunku prawdopodobieństwa bez zapisu matematycznego, lecz poprzez słowa zwykłego języka. Tak jakbym właśnie rozmyślał. Nie zapisałem tego. Dopiero na prośbę nauczyciela, który nie wiedział, skąd wziąłem wynik, odtworzyłem to, co myślałem (było to dość trudne). Nie piszę tego, żeby się chwalić (obecnie tragicznie wiele zapomniałem z matematyki - wstyd do potęgi ntej), ale aby powiedzieć, iż można robić wiele rzeczy w myślach i niekonwencjonalnie, jak się ma dobry dzień. Ale nie nazwałbym takich zdarzeń buddyjską medytacją.

Mentalna cisza to mój roboczy termin na "świadomy stan bez myślenia" zalecany w medytacji. Nie jestem fanem poszukiwania takiego stanu przez długie godziny. Ale siłą rzeczy, zajmując się wiele Subkontynentem, czytałem to i owo.

Na przykład, nie wiem już gdzie to było - stan "bycia lustrem, które może wszystko odbić, lecz nie zawiera żadnych odbić". To akurat było mi potrzebne do zrozumienia postulowanego nastroju w jednej z rag muzycznych. Czyli do sztuki, nie do medytacji. (swoją drogą fajny nastrój tu mam - 2:40, noc, makaki krzyczą za oknem, może chodzi o dość sporego węża, który pełzał sobie w ogrodzie (tak na oko 1,5 metra)). Jeśli chodzi o ragę, o wskazówkę z lustrem wykorzystałem w duchu utylitaryzmu - nie postulując istnienia takiego stanu, lecz zastanawiając się nad artystą, który chciał ową metaforę wyrazić w muzyce. Wyszło mu coś ładnego, ale grał, nie zaś medytował.

Czemu uważasz, iż temat topiku jest źle postawiony?
06-03-2011 09:12 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Można stworzyć bez kartki nowy algorytm, zwłaszcza gdy jest się EInsteinem.
Najwyraźniej nie wiesz, o co mi chodzi. Jak siłujesz się w głowie z zagadnieniem, to czasem bywa, że ono pochłania, a czasem, że jest, jak coś zupełnie nowego.
Zagadki z zen bywają takie - na przykład rozwiąż "Nigdy nie mów nigdy" tak, by okazało się, że nie jest paradoksem (jest paradoksem pozornym, słownym).

>Mentalna cisza to mój roboczy termin na "świadomy stan bez myślenia" zalecany w medytacji.
Dlaczego miałbym pozbywać się myślenia? I czy rzeczywiście jest bez myślenia, skoro odczuwam ten stan, a odczucie jest rodzajem myślenia przecież?
Prawdopodobnie podana przez Ciebie definicja jest zła.

>Na przykład, nie wiem już gdzie to było - stan "bycia lustrem, które może wszystko odbić, lecz nie zawiera żadnych odbić".
Owady mają ten typ świadomości, gdy nie są głodne, ani nie odbywają godów.

>Czemu uważasz, iż temat topiku jest źle postawiony?
Bo zen to niekoniecznie medytacja, ale haiku, zagadki logiczne, przypowieści i inne rzeczy.
Chrześcijaństwo poza ewangeliami, dziejami apostolskimi, i rozważaniami Tomka i Augustyna nie stworzyło wiele literatury. Jeszcze tylko kilka piosenek. Ci od zen pisali i poematy i inne rzeczy. Nie zamknęli świata w "świętych pismach".

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo ciekawe co napisałeś. Ja raczej skłonny jestem uważać, iż medytacja w zen nie jest aż tak odległa od medytacji w innych szkołach buddyzmu, albo nawet hinduizmu. Być może podzielona jest na progi wtajemniczenia i jakiś niższy prób objawia się zagadkami i twórczą kreatywnością. Natomiast celem jest uświadomiona pustka.

Z drugiej strony, gdy patrzę się na kulturę zainspirowaną zen i nicość wielu innych buddyjskich kultur (stupy, stupy, rzeźby, stupy), to muszę przyznać, że możesz mieć sporo racji. Tylko w tradycji zen istnieje na przykład wspaniała muzyka klasyczna, na codzien bowiem inni buddyści unikają muzyki jak ognia, chyba, że tylko ceremonialnej, najprostszej jak to tylko możliwe.

Ciekawe! Warto byłoby znaleźć jakiś tekst zen mówiący wprost, iż medytacji powinno cały czas służyć twórcze i zwerbalizowane myślenie. Ja się z czymś takim nie spotkałem.

Natomiast owady jako lustro z mojego przykładu to raczej niemożliwe. Moim zdaniem świadomość owada jest taka sama jak materii nieożywionej. Zerowa. Więc owym lustrem byłoby wszystko? Albo też chciałeś powiedzieć, iż ów lustrzany stan nic nie oznacza?
06-03-2011 11:53 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Natomiast celem jest uświadomiona pustka.
Szaleństwo wyziera z tych słów, bo inaczej by znaczyło, że jesteś oświeconym joginem zen itd.
Co dla nich wynika wiedzieć za bardzo nie możesz - za to wiesz, że dla Ciebie wynika tyle, że napisali wiersze, inne utwory, stworzyli muzykę, być może mają swoje rytuały religijne.

>Ciekawe! Warto byłoby znaleźć jakiś tekst zen mówiący wprost, iż medytacji powinno cały czas służyć twórcze i zwerbalizowane myślenie.
perso.ens-(*)_daishi_expounds_the_sutra.txt
Raczej niekoniecznie zwerbalizowane. Wręcz przeciwnie.

>Natomiast owady jako lustro z mojego przykładu to raczej niemożliwe. Moim zdaniem świadomość owada jest taka sama jak materii nieożywionej. Zerowa. Więc owym lustrem byłoby wszystko?
Owad podejmuje decyzje, kamień nie. Owad pasuje. Kamień nie.

>Albo też chciałeś powiedzieć, iż ów lustrzany stan nic nie oznacza?
Ja powiedziałem, co powiedziałem, inna sprawa, co Ty zrozumiałeś. Mówilem dosłownie, bez przenośni.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
>>Natomiast celem jest uświadomiona pustka.
>Szaleństwo wyziera z tych słów, bo inaczej by znaczyło, że jesteś oświeconym joginem zen itd.


Jestem szalony i tym... no... joginem

Cytat:
>Co dla nich wynika wiedzieć za bardzo nie możesz - za to wiesz, że dla Ciebie wynika tyle, że napisali wiersze, inne utwory, stworzyli muzykę, być może mają swoje rytuały religijne.


Z tym, że podobnie jak w sztuce chrześcijańskiej, sztuka byłaby i bez tego. Całkiem możliwe, że zen był wtórny wobec czegoś znacznie bardziej niewinnego i uniwersalnego, czyli estetyki.

Cytat:
>>Ciekawe! Warto byłoby znaleźć jakiś tekst zen mówiący wprost, iż medytacji powinno cały czas służyć twórcze i zwerbalizowane myślenie.
>perso.ens-(*)_daishi_expounds_the_sutra.txt
>Raczej niekoniecznie zwerbalizowane. Wręcz przeciwnie.


Myślenie emocjonalne?

Cytat:
>Owad podejmuje decyzje, kamień nie. Owad pasuje. Kamień nie.


Owad, podobnie jak kamień, nie podejmuje najpewniej decyzji. Działają geny behawioru. Kamień ich nie ma.

Cytat:
>>Albo też chciałeś powiedzieć, iż ów lustrzany stan nic nie oznacza?
>Ja powiedziałem, co powiedziałem, inna sprawa, co Ty zrozumiałeś. Mówilem dosłownie, bez przenośni.


Zatem myliłeś się co do owada, ale o tym rozmawiajmy na innej, istniejącej już stronie.
06-03-2011 13:50 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Sztuka byłaby bez względu na religie, ale w jednych się kapłani/księża/mnisi nią zajmują, a w innych nie - w ramach związkuz wyznawaną wiarą.

Jak dla mnie owad podejmuje decyzje. Ale tkwij we własnym błędzie, jak chcesz - jak nie, to poczytaj o teorii informacji i algorytmach decyzyjnych. pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_decyzji

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
06-03-2011 14:26 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)

>Jak dla mnie owad podejmuje decyzje. Ale tkwij we własnym błędzie, jak chcesz - jak nie, to poczytaj o teorii informacji i algorytmach decyzyjnych. pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_decyzji

www.youtub(*)9Ic9T8&feature=player_embedded

wersja obrazkowa
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dzieli nas rozbieżność zdań. W buddyjskiej przypowieści chodziło o świadome puste lustro. Owad najpewniej nie jest świadomy. Słowo decyzja można rozumieć na 1000 sposobów. Na przykład automatyczny odkurzacz może w czyimś ujęciu decydować, aby ominąć przeszkodę. Jeśli taki odkurzacz decyduje, to oczywiście owad też. Jeśli nie, to nie. Jeśli taki odkurzacz decydując jest świadomy, to owad też jest oczywiście świadomy. Jeśli nie, to nie. Ja mówię "nie", bo tak rozszerzone pojęcia tracą jakikolwiek sens.

A o tym, jak jest z owadem upewnią nas dalsze badania nad mózgiem i behawiorem zwierząt. Moim zdaniem już teraz wiemy wystarczająco wiele, aby wykluczyć świadomość owadów, ale czekajmy na dalsze, potwierdzone wyniki badań dotyczące tych zagadnień.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Mylisz świadomość z samoświadomością, myślę.
Ale racja, nauka rozstrzygnie niedługo tę kwestię.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
06-03-2011 15:09 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie mylę. Uważam, że muchy nie są świadome.
06-03-2011 15:16 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Nie mylę. Uważam, że muchy nie są świadome.
No cóż, skoro nie zgadzamy się nawet, co do definicji świadomości, to trudno dyskutować.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
06-03-2011 15:21 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Uważam, iż mucha nie odczuwa istnienia czegokolwiek. Natomiast jej zmysły reagują behawioralnie na bodźce. Jeśli nazwiesz to świadomością, to jest świadoma. Ale moim zdaniem takie rozszerzenie pojęcia świadomości nie ma sensu.
06-03-2011 10:48 
 0 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Bo zen to niekoniecznie medytacja, ale haiku, zagadki logiczne, przypowieści i inne rzeczy.

wiosna
świątynny dzwon brzmiąc
przemierza
jej

ciszę

>Chrześcijaństwo poza ewangeliami, dziejami apostolskimi, i rozważaniami Tomka i Augustyna nie stworzyło wiele literatury. Jeszcze tylko kilka piosenek. Ci od zen pisali i poematy i inne rzeczy. Nie zamknęli świata w "świętych pismach".

Nie zgadzam się. Nie znam bibliografii dzieł chrześcijańskich, ale kiedyś w pewnej bibliotece klasztornej widziałem całe ściany zastawione regałami z opasłymi tomiszczami. Na pewno było tam kilka wartościowych pozycji

A co do buddyzmu - to, co mnie jedynie od tej postawy dystansuje, to brak dowcipów buddyjskich. Jeśli znacie jakieś, chętnie bym poznał. Uważam bowiem, że poczucie humoru jest jednym z najważniejszych probierzy wartości kultury. Znam tylko jeden dowcip zen.

Kiedyś mistrz zadał uczniowi koan: "Mam laskę i nie mam jej." Uczeń długo myślał, dał jedną odpowiedź - i otrzymał raz trzciną bambusową, dał inną - też został skarcony. Zagłębił się w medytacji, bo zrozumiał, że oto stanął przed zagadką, której rozwikłanie doprowadzi go do satori.
Minęły lata. Mistrz miał już swoje lata, ale umysł wciąż bystry i przenikliwe spojrzenie. W końcu na ucznia spłynęła łaska Zrozumienia. Nie pozwalając, by emocje w jakikolwiek sposób zaciemniły mu wgląd w naturę rzeczywistości, odbył poranną medytację, spożył posiłek i udał się do Mistrza. Kiedy stanął przed nim, nie wytrzymał i krzyknął radośnie "Wiem, wiem!" "-Co wiesz?" - spytał zaskoczony Mistrz. "Mistrzu, wiele lat temu zadałeś mi koan: mam laskę i nie mam laski. Rozwiązałem go!" "-Ja coś takiego powiedziałem?! Ach, co za głupiec ze mnie!"- wykrzyknął zdumiony Mistrz.
I uczeń doznał oświecenia.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Moim zdaniem jest mnóstwo podobnych historii, w których można znaleźć humor oparty na paradoksach w relacji uczeń - mistrz, kiedy sam temat nauczania jest zupełnie nieuchwytny i takim być powinien.

Z tym, ze za takimi historyjkami kryje się w sumie tragedia. Bo ktoś w celu zaznania stanu prawdziwości zamknął się przecież na całe życie w klasztorze. W tej historyjce całe życie rozmyślał nad zagadką mistrza. Jego życie spełniło się dopiero wtedy, gdy po całym zmarnowanym życiu zrozumiał, że to bzdura. Ale co z tym życiem? Co ze wschodami słońca, pięknem kwiatów, śmiechem pięknych Japonek czekających na swojego księcia z bajki? Co z tym wszystkim?
Hodża (11172 punktów)
>Z tym, ze za takimi historyjkami kryje się w sumie tragedia.

Nie! To wielkie szczęście, znaleźć pokój wewnętrzny i wyciszenie z dala od pożądliwości obrazów świata.

>Bo ktoś w celu zaznania stanu prawdziwości zamknął się przecież na całe życie w klasztorze. W tej historyjce całe życie rozmyślał nad zagadką mistrza. Jego życie spełniło się dopiero wtedy, gdy po całym zmarnowanym życiu zrozumiał, że to bzdura. Ale co z tym życiem? Co ze wschodami słońca, pięknem kwiatów, śmiechem pięknych Japonek czekających na swojego księcia z bajki? Co z tym wszystkim?

Buddyzm pozwala być zachodem słońca, pięknem kwiatów i śmiechem pięknych Japonek.


Jacek Tabisz (30006 punktów)
Co masz do pożądliwych obrazów świata? Jest coś innego?
A Japonka to raczej z uczciwym mnichem związać się nie może.
06-03-2011 11:43 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Chrześcijaństwo poza ewangeliami, dziejami apostolskimi, i rozważaniami Tomka i Augustyna nie stworzyło wiele literatury. Jeszcze tylko kilka piosenek. Ci od zen pisali i poematy i inne rzeczy. Nie zamknęli świata w "świętych pismach".
>Nie zgadzam się. Nie znam bibliografii dzieł chrześcijańskich, ale kiedyś w pewnej bibliotece klasztornej widziałem całe ściany zastawione regałami z opasłymi tomiszczami. Na pewno było tam kilka wartościowych pozycji
Sugerujesz, bym ja znalazł te wartościowe pozycje? "Kwiatki świętego Franciszka".
Jeśli możesz podaj kolejne.

>A co do buddyzmu - to, co mnie jedynie od tej postawy dystansuje, to brak dowcipów buddyjskich.
Ja nie jestem buddystą. Po prostu oglądałem sobie świat i znalazłem ciekawe rzeczy tam, co nie znaczy, bym miał przyjmować całość buddyzmu.

Ogólnie ciekawe jest to, że oni (zenowcy i inny ze wschodu, niekoniecznie buddyści) usiłują jakoś opisać życie mentalne człowieka od środka. U nas jest pod względem językowym dużo biedniej niż tam - mamy ponazywanych parę uczuć na krzyż i parę stanów umysłu (np. zacietrzewiony). Abstrahuje od tego, że oni dążą do nirwany i przez to olewają przyziemność (wodociągów by nie wymyślili).

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wymyślali różne ciekawe rzeczy. To tylko Zachód zapatrzony jest w tych rozmodlonych i medytujących. W XX wieku, tacy ludzie jak Gandhi wypromowali obraz Indii jako "stolicy ducha". Ale to nieporozumienie. Wcześniej nie brakowało na tym obszarze ateistów i filozofów przyrody. Główną przeszkodą dla rozwoju Indii okazał się system kastowy wsparty doktryną reinkarnacji. Uciszało to zbyt mocno rewolucyjne dążenia społeczne (przydatne do rozwoju) i czyniło Indie łatwym celem zdobywców (tylko kasta wojowników, sama zresztą tradycyjnie i geograficznie podzielona, miała podstawy by bronić swej cywilizacji).
06-03-2011 15:24 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Sugerujesz, bym ja znalazł te wartościowe pozycje? "Kwiatki świętego Franciszka".
>Jeśli możesz podaj kolejne.

Np. "Dzienniczek", F. Kowalska i mnóstwo, mnóstwo innych ...

>Ja nie jestem buddystą. Po prostu oglądałem sobie świat i znalazłem ciekawe rzeczy tam, co nie znaczy, bym miał przyjmować całość buddyzmu.

Podobnie i ja, też wychodzę z założenia, że nie trzeba od razu wskakiwać do rzeki, aby napić się wody

Pozdrawiam
06-03-2011 15:33 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>>Sugerujesz, bym ja znalazł te wartościowe pozycje? "Kwiatki świętego Franciszka".
>>Jeśli możesz podaj kolejne.
>Np. "Dzienniczek", F. Kowalska

Dlaczego uważasz ten akurat utwór za wartościowy?
06-03-2011 16:14 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Sugerujesz, bym ja znalazł te wartościowe pozycje? "Kwiatki świętego Franciszka".
>>Jeśli możesz podaj kolejne.
>Np. "Dzienniczek", F. Kowalska i mnóstwo, mnóstwo innych ...
Zdaje się, że przeczytałem kawałek "Dzienniczka" kiedyś i nie odpowiadał mi, ale kwestia gustu.
Skreśliłbym od razu wszelkie hagiografię, o ile nie niosą czegoś więcej niż wychwalanie świętych i kościoła. Papieskie encykliki skreśliłbym również.
Co pozostaje? "Nie-boska komedia"?
Objawienia i tajemnice, nad którymi narosła góra grafomanii? Często zresztą paranoicznej.

>>Ja nie jestem buddystą. Po prostu oglądałem sobie świat i znalazłem ciekawe rzeczy tam, co nie znaczy, bym miał przyjmować całość buddyzmu.
>Podobnie i ja, też wychodzę z założenia, że nie trzeba od razu wskakiwać do rzeki, aby napić się wody


Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
07-03-2011 11:31 
 Ocena 2 na 2
piotao (913 punktów)

>>Jeśli możesz podaj kolejne.
>Np. "Dzienniczek", F. Kowalska i mnóstwo, mnóstwo innych ...

Albo 'Dzieje duszy'... w ogóle sporo dzieł z klasyki Karmelu jest mocno odjechane!

Czytałem. I mogę powiedzieć, że zarówno dla wierzącego, którym kiedyś byłem, jak i dla niewierzącego racjonalisty, którym jestem, literatura ta ma sporo zaskakujących znaczeń. Wierzący oczywiście zostaną zachwyceni kontaktem ze swoim bogiem który objawia się po ludzku ale nie tylko (vide malutki Jezus zamiast hostii, którego połamał ksiądz w czasie mszy, itp. - swoją drogą nasuwa to dość nieprzyjemne obrazy). Mało jest porządnych opisów zachwyceń w porównaniu np. z Teresą od Jezusa, bo i Faustyna prostą kobietą była. Pisała po prostu 'Przyszedł Jezus' i koniec na ten temat. Niemniej niektóre opisy są nieprawdopodobnie niezwykłe, jak na przykład ten, gdy Jezus (lub ten duch) obszedł okolicę próbując przez wzgląd na Faustynę dać ludziom łaski i nikt nie chciał (rzecz działa się w szpitalu) ich otrzymać. Jest to książka pisana przez osobę, która wierzy, i której nie przeszkadzają takie proste sprawy jak prawdopodobieństwo, neuroteologia czy zwykły krytycyzm. Interesujące są relacje jej spowiednika, księdza Sopoćki.

Natomiast dla racjonalisty tego typu literatura to obiekt najwyższych lotów w tematyce nieprawdopodobieństwa. Powiedzieć można, że jest to relacja osoby chorej psychicznie, opisującej otwartym tekstem swoje urojenia. Ciekawe studium psychologiczne, tragiczna postać w wąski i nierealistyczny sposób interpretująca swoje wizje, zawężona koncentracja wyłącznie na posłuszeństwie i studiowaniu nauk Kościoła... Walka ze złymi duchami, poznanie wnętrza osób, pomoc umierającym gdzieś w okolicy grzesznikom, itp. tematy - absolutnie nieweryfikowalne. Jedyne, co można było sprawdzić, gdy jeszcze była okazja, to sprawy dotyczące tzw. wewnętrznego poznania. Faustyna opisywała że otrzymywała nagłe światło w sprawach duszy (heh, właśnie) osób z którymi rozmawiała. Mogła widzieć ich stan duchowy, ich problemy, i odpowiednio im doradzić. Nie znam jednak wiarygodnych (i w ogóle żadnych) świadectw, że miała rzeczywiste poznanie co do osób i spraw, które zweryfikowano. Nawet gdyby jednak takie próby przeprowadzono, kto zdobyłby się na potwierdzenie prawdziwości w przypadku gdyby się okazało, że ma skłonności do dzieci, zakonnic lub uwielbia zjadać wydzielinę z nosa? W przypadku poznania, które obnaża do białości najintymniejsze sprawy, niewielu będzie miało cywilną odwagę potwierdzić: 'tak, ona ma rację, jestem nekrofilem, ale kryłem się z tym'. Nawet potwierdzenie odkrycia w stylu 'tak, to prawda że nie myję zębów' może być obarczone dużą niepewnością, i bez totalnej wcześniejszej inwigilacji będzie nieweryfikowalne. Dlatego rzeczy, które działy się w rozmowach Faustyny (podobnie jak w konfesjonale św. Pio) nie wyszły poza prosty lud.

Tego typu wgląd miał podobno także ojciec Pio (ja także jestem ojcem Pio), i sporo świadectw potwierdza, że umiał czytać w tzw. duszy. Trudno się do tego odnieść, niemniej pewne cechy są wspólne. Natomiast lektura listów św. Pio to podróż przez koszmar na jawie. Gościu opisuje swoje stany, które podobne są do jazdy kwasowej w trybie bad-tripu. Coś jak ślimak na krawędzi stali lub świeczka pod wodospadem. O ile ktoś to czuje psychodelicznie.

Przypadki świętych i ich 'wiedza' oraz 'przeżycia' powinny być jak najdokładniej badane, niestety kler i establishment dostępu właściwego do takich przypadków broni... Dowiedzielibyśmy się być może czegoś o mózgu, i może by się okazało, że to nie żaden panbuk tylko jakieś wyładowania w płatach ciemieniowych lub inne sztuczki natury...

pio



-pio-
Hodża (11172 punktów)
Dzięki za naświetlenie tematu, ja zetknąłem się jedynie z fragmentami, w każdym bądź razie, to rzeczywiście wygląda na coś, co się fachowo nazywa "mania religiosa" czy jakoś podobnie.

Jestem pełen szacunku dla ludzi, którzy poświęcają się pracy dla innych, sami wyrzekając się wszelkich doczesnych uciech i radości. Jakkolwiek - z drugiej strony - tryb pustelniczy życia wcale nie jest udręczeniem dla tych, którym to odpowiada z racji ich charakteru

>Tego typu wgląd miał podobno także ojciec Pio (ja także jestem ojcem Pio),

???

>i sporo świadectw potwierdza, że umiał czytać w tzw. duszy.

Telepatia - być może istnieje jakiś rodzaj transmisji elektromagnetycznej stanów mózgu, tego nie można wykluczyć. Jednak nie jest to zjawisko, które by się łatwo poddawało badaniom, no, chyba że wiadome ośrodki badające nie wiadomo co utrzymują swoje odkrycia w tajemnicy...

> Natomiast lektura listów św. Pio to podróż przez koszmar na jawie. Gościu opisuje swoje stany, które podobne są do jazdy kwasowej w trybie bad-tripu. Coś jak ślimak na krawędzi stali lub świeczka pod wodospadem. O ile ktoś to czuje psychodelicznie.

Piękne. Ja uwielbiam psychodelię - ale tylko w sztukach plastycznych, a i to z ograniczeniem czasu ekspozycji do kilku minut maksymalnie. Widziałem gdzieś zdjęcia z sanktuarium o. Pio we Włoszech - toż to istny religijny McDonalds, bilokacja to nic w porównaniu z tymi tysiącami obrazków, figurek, buteleczek w kształcie świętego. Żenada. Absolut przerobiony na plastikowe dewocjonalia. Jakoś dziwnie pewien jestem, że pod tym plastikiem nie ma nic, oprócz kasy.
Pozdrawiam
07-03-2011 17:14 
 Ocena 1 na 1
piotao (913 punktów)

>> [...] (ja także jestem ojcem Pio),
>???

No bo jestem ojcem i mam na imię Piotr

>>i sporo świadectw potwierdza, że umiał czytać w tzw. duszy.
>Telepatia - być może istnieje jakiś rodzaj transmisji elektromagnetycznej stanów mózgu,

Wykryto pewne synchroniczne dostrajanie się mózgów do siebie, co objawia się podobnymi reakcjami, lub podobnym tokiem rozumowania, i nieraz dwie osoby mówią jednocześnie to samo, lub identycznie odpowiadają. Dodając do tego umiejętność zimnego i gorącego odczytu, oraz ogólne stwierdzenia wyrażające niby wielkie prawdy 'widzę w twoim życiu wiele grzechu' można łatwo spowodować, że podatna osoba uwierzy w moc przepowiadania i czytania w duszach. Nie wiemy tego, ponieważ spowiedzi o.Pio nie były (prawdopodobnie) nagrywane, więc trudno ustalić, czy stosował te tanie tricki z psychologii. Ale podatnych osób mu nie brakowało a i potem tworzyły one przybudówki i niezwykłe historie do tych zwyczajności, które w wielkim napięciu i po oczekiwaniu doświadczyły. Oczekiwania + psychologia + podatność + ewolucja wspomnień postfactum = efekt wielkiego świętego. Jednak to tylko moje racjonalne próby zrozumienia pewnego obserwowanego fenomenu.

>Piękne. Ja uwielbiam psychodelię - ale tylko w sztukach plastycznych, a i to z ograniczeniem czasu ekspozycji do kilku minut maksymalnie. Widziałem gdzieś zdjęcia z sanktuarium o. Pio we Włoszech - toż to istny religijny McDonalds, bilokacja to nic w porównaniu z tymi tysiącami obrazków, figurek, buteleczek w kształcie świętego. Żenada. Absolut przerobiony na plastikowe dewocjonalia. Jakoś dziwnie pewien jestem, że pod tym plastikiem nie ma nic, oprócz kasy.

Oczywiście. Prymitywne i żałosne, obrzydliwe i tępe oraz puste i prozaiczne są te wszystkie z taniego plastiku lepione figurki, które kupuje się za grosze albo i ciężką kasę, aby potem kurzyły się gdzieś i wzmagały westchnienia. Ale skoro nie ma już Pio między nami, to przynajmniej sobie jego podobizny ukręcimy z byle czego. A gdzieś było napisane o tworzeniu obrazów i oddawaniu im czci, pokłonom, itp...

pozdrawiam
Pio



-pio-
DEmonizer (4893 punktów)
Podświadomość nie leniuchuje.
Stąd się może wzięło "doznałem olśnienia", a to też zwyczajnie jest praca mózgu.

Przez dłuższy czas nic się nie dzieje, a tu nagle burza pomysłów. Czy tak naprawdę w okresie "ciszy" nic się nie dzieje? Raczej wątpię, dzieje się wystarczająco dużo.

Ja często robię tak, że naładuję się literaturą, różną, oczywiście przepuszczoną przez osobiste sito, zostawiam to na pożarcie mózgowi, a już on sam jakoś to sobie połączy, efekty potrafią być niezwykłe, nie raz sam siebie zaskakuję i to jest fajne.

Czyli tak naprawdę pracuję literacko praktycznie bez przerwy.

Pozdrawiam
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, większość pracy mózgu odbywa się bez naszej świadomości. Można też uważać, iż medytacja jest próbą świadomego wykorzystania tej nieświadomej, często bardzo wartościowej mózgowej roboty. Pytanie, czy to najlepszy sposób i czy trzeba go opierać na prenaukowych tradycjach? Nie mówię tego w tonie retorycznym - w topiku zaznaczyłem, iż szanuję wiedzę na temat psychiki jaką posiedli w starożytności i w średniowieczu mieszkańcy Subkontynentu Indyjskiego i jaka się przeniosła do innych miejsc, wraz ze stworzonym przez nich buddyzmem.
06-03-2011 14:52 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
>Oczywiście, większość pracy mózgu odbywa się bez naszej świadomości. Można też uważać, iż medytacja jest próbą świadomego wykorzystania tej nieświadomej, często bardzo wartościowej mózgowej roboty. Pytanie, czy to najlepszy sposób i czy trzeba go opierać na prenaukowych tradycjach?

Czy najlepszy? A cholera wie. Czasem działa, czasem nie. W pewnych okolicznościach idealny, a w innych "poniżej pasa". Chyba jak większość antycznych narzędzi intelektualnych.

> Nie mówię tego w tonie retorycznym - w topiku zaznaczyłem, iż szanuję wiedzę na temat psychiki jaką posiedli w starożytności i w średniowieczu mieszkańcy Subkontynentu Indyjskiego i jaka się przeniosła do innych miejsc, wraz ze stworzonym przez nich buddyzmem.

Ja także ich szanuję, dlatego "rywalizuję" z ich myślą, czasem coś wybieram, czasem neguję, ale jednak biorę pod uwagę.

Na pewno nie zostali zredukowani do kremówek jak Karol Wojtyła.

Pozdrawiam
06-03-2011 15:13 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Uważam podobnie, choć dzięki temu, że Subkontynent mam teraz jak na dłoni, a nawet pod stopami, nie mam czasu na zajmowanie się ich jogą, czy buddyjską medytacją. Wolę wiersze Kalidasy, muzykę, taniec, a nawet ciekawe pomysły na pojazdy drogowe (ryksze Bajaj, historia firmy Leyland)
07-03-2011 11:01 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Nawiasem mówiąc, pierwotny buddyzm, szczególnie na tle czasów których powstawał, był koncepcją nieprawdopodobnie wyrafinowaną intelektualnie, oraz wysoce racjonalną (zarazem świadomą ograniczeń racjonalnej i szerzej ujmując konceptualnej drogi poznania). Szczerze mówiąc, nie sądzę by poza Platonem i Kantem żył w historii ktokolwiek podobnego formatu jak Siddharta Gautama. A nikt nie odcisną się takim piętnem zarówno na ideach drogich intelektualnym elitom, jak i praktyce i doświadczeniu dnia codziennego tak zwanych "prostych ludzi".
07-03-2011 09:39 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Z tego co wiem, to medytacja zen polega na mentalnej ciszy.

Trupy nie medytują
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Też mam taką szczerą nadzieję Ale mentalna cisza to nie to samo co mentalny niebyt, choć nie bronię tego określenia.
07-03-2011 11:02 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Też mam taką szczerą nadzieję Ale mentalna cisza to nie to samo co mentalny niebyt, choć nie bronię tego określenia.

Ale póki ma się mózg - póty ma się myśli. Zen tego nie zmienia.
06-03-2011 01:21 
 Ocena 1 na 1
Bezdomny (621 punktów)
>Podobno Einstein rozwiązywał ją w pamięci - czy to znaczy, że medytował?
Przecież on sam ją ułożył... No chyba, że to nie był on.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Spróbuj rozwiązać tę zagadkę w pamięci a zobaczysz, jakie to ciekawe będzie.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
rhotax7 (3947 punktów)
Medytacja jest dla mnie stratą czasu.
Stokrotnie bardziej wolę pomyśleć nad postami na racjonaliście pisanymi przez wielkich tego portalu i się czegoś od nich nauczyć niż tracić czas na mantry medytacyjne typu Om Mani Padme Hum--jest szczęście w kwiecie lotosu--co za bzdet.
Bądż poczytać Dawkinsa czy innych wielkich.

Ćwiczyłem kilka lat kung-fu i zapoznałem się z różnymi formami medytacji i mogę powiedzieć autorytarnie że to kompletna bzdura.

Racjonalizm, ateizm, krytyczne myślenie to jest to.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nawet hinduizm w jakimś sensie odpowiedział podobnie na zagadnienie medytacji (choć nie zabrakło sosu, który stał się ważniejszy od dania). W Bhagawatgicie, którą obecnie zawłaszczyli w dużej mierze (para)monoteiści spod znaku Kriszny, została wyłożona teza, iż wszystko oparte jest na działaniu i najlepszą formą medytacji jest działanie i to wedle własnych uzdolnień.

Też oczywiście wolę poczytać Dawkinsa (teraz sobie oglądam "wrogów rozumu" po raz któryś, bo chwilowo odpoczywam od syngaleskich sztuk teatralnych).

Poza tym wydaje mi się, iż jak jakieś nasze przedsięwzięcie intelektualne toczy się z powodzeniem, wypoczywamy przy tym.

Czasem umysł potrzebuje się oderwać, ale pomaga mu zajęcie się czymś innym - na przykład grą komputerową. Ja obecnie kompletnie nie mam na to czasu, i zawsze przegrywam na starcie z braku wprawy, ale ostatnio brat podarował mi Cywilizację V i choć czułem się trochę źle używając prezenty (taka strata czasu - myślałem), to chwila oderwania zaowocowała większą kreatywnością. Ale oczywiście zajęcie umysłu czymś innym polega właśnie na czymś kompletnie prostym, co też jest związane z jego wykorzystywaniem, tylko w innych rejestrach.

Od kiedy jestem w Azji nie miałem okazji dać się mojemu umysłowi oderwać i jakoś żyję. Więc może i to oderwanie nie jest wcale tak potrzebne...
05-03-2011 21:58 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>chwila oderwania zaowocowała większą kreatywnością.

Analogicznie bywa w sporcie. S.Amman połamał się przed olimpiadą i wbrew obawom skoczył po złoto:

pl.wikipedia.org/wiki/Simon_Ammann

Podczas wypadku rozbił (na chwilę) swoje ego (wygrać, wygrać, wygrać!), co jego karierze dobrze zrobiło.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie uważasz, że gra komputerowa lepiej rozbija ego?
06-03-2011 09:02 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>gra komputerowa lepiej rozbija ego?

Ale go nie składa.
Chodzi o kontrolowane rozbicie.
I ponowne składanie. Syntezę, jakby powiedział Kant.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
W kontrolowaniu procesów dotyczących siebie samego są całe tony ego. W ten sposób chtoniczne ulegnięcie jakiejś grze bardziej potrafi oddalić nas od ego. Naprawdę tak uważam. Hindus pewnie nazwałby to tantryzmem ( तंत्र )
Sylwek (15472 punktów)
Trzy plusy pokazują, że ateizm, Dawkins a nawet rewolucja moralna IV RP nie potrafiły wykorzenić ignorancji nawet tutaj, na Racjonaliście
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Witaj Sylwku W jakimś sensie jestem gospodarzem tego topiku, gdyż go założyłem, zatem - jeszcze raz - witaj. A teraz rozwiń swoją myśl. Widzisz, to wcale nie jest takie oczywiste, iż racjonaliści zajmują się buddyjską medytacją... (tylko nie dawaj mi za to minusa - to prawda, to wcale nie jest oczywiste).
07-03-2011 09:53 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Rozwinąłem niżej. Om rozumiane "metafizycznie" i mitycznie jest cóż... magią, ale medytacja jest słowem dość wieloznacznym i oznacza też inne rzeczy. Tak czy inaczej, tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,401737#w402227 napisałem więcej.
Amol (692 punktów)
>Zatem mam do was pytanie - czym jest dla was medytacja?
>I drugie pytanie - na medytację potrzebny jest czas. Dlaczego go poświęcać akurat na nią? Jaki jest
>racjonalny sens takiego działania?
>Formą rozrywki, zabobonem, czymś istotnym, alternatywną formą badań nad umysłem?

Swojego czasu próbowałem, ale medytacja nie przypadła mi do gustu. Sama filozofia medytacji dotycząca jakiejś kosmicznej energii jest śmieszna. Dla osiągnięcia konkretnych stanów medytacyjnych, trzeba długo praktykować. Może poprawić koncentrację, czy siłę woli. Jest wiele sposobów na osiągniecie spokoju, można po prostu dobrze się wyspać.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Twoja wypowiedź jest mi bliska światopoglądowo Oczywiście, kosmiczne energie natychmiast wyrzucam do ssypu. Nie jestem osobą wierzącą.

Oczywiście nie mam nic przeciwko prawdziwym siłom zachodzącym we wszechświecie , takim jak fale elektromagnetyczne. Ale im medytacja raczej fotonów nie trapi.
Medieval (3004 punktów)
Jacku, ja muszę raczej trzymać kontakt z rzeczywistością, bo w przeciwnym razie zdarzają mi się...:
- w biegu sztafetowym dobiegłem z dwoma pałeczkami,
- wyszedłem z psem bez psa i dosyć długo go szukałem,
- włożyłem do lodówki czajnik a margarynę położyłem na gaz,
- wyjechałem z Lublina do Warszawy w przeciwnym kierunku i dopiero po 40 km zorientowałem się że coś jest nie tak,
- wyjechałem z firmy klienta w płaszczu prezesa bo był podobny, puścili za mną pościg i na trasie nastąpiła wymiana płaszczy,
- wyjechałem w delegację, zostawiłem płaszcz w restauracji w Sandomierzu. Płaszcz wrócił do domu kurierem przede mną; co pomyślała żona ?
- na stadionie AWF w Gorzowie rzuciłem bumerangiem w woźnego,

Jeszcze ? Jaka medytacja ? Tu trzeba więcej dobrej kawy!!!!
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja też wolę kawę, choć jeszcze bardziej herbatę. A o medytację to właśnie pytam innych. Tak jak wyjaśniałem, w ostatnim czasie natknąłem się na kilka medytujących osób, znanych mi z bardzo fajnych i sensownych wypowiedzi na forum, zatem pomyślałem, że się zapytam. W końcu racjonalność medytacji została poddana krytyce nawet na gruncie indyjskich religii (Bhagawatgita).
05-03-2011 23:20 
 Ocena 1 na 1
Medieval (3004 punktów)
>Ja też wolę kawę, choć jeszcze bardziej herbatę. A o medytację to właśnie pytam innych.

Przywiozłem teraz trochę dobrej kawy i herbaty z Kenii. Na Okęciu mój plecak spodobał się psu pracującemu dla Służby Celnej i zostałem dokładnie przetrzepany Tak pięknie pachniała herbata.

Wrócę do tematu medytacji. Mam problemy z bolącym kręgosłupem. Doświadczona pani doktor reumatolog zaproponowała mi yogę, twierdząc że moja choroba jest prawdopodobnie efektem autoagresji organizmu. To była interesująca rozmowa i moim zdaniem racjonalna przesłanka do poznania innej filozofii bycia ze sobą samym, którą być może trzeba rozpocząć od nauki oddychania. Who knows ?

Pozdrawiam
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Joga jest systemem ćwiczeń fizycznych i oddechowych. Może być też pojmowana, jako szukanie absolutu, czyli stricte religijnie. Jako system ćwiczeń proponuje całkiem ciekawe rzeczy, sporo jej daje też starannie opracowana gradacja komplikacji ćwiczeń - to indyjska specjalność. Jako system ćwiczeń, joga nie jest medytacją. W Indiach, jeśli ktoś rzeczywiście chce medytować, traktuje jogę - zestaw ćwiczeń, jako narządzie pomocnicze. Ja na przykład uczę się grać na indyjskim instrumentach i aby było mi łatwiej, mój nauczyciel zaleca mi różne ćwiczenia związane z jogą.

Mnie chodzi o medytację jako o niemyślenie, wyciszenie etc. W jodze masz dwa elementy - wf i medytację (o różnych celach). Odnoszę się do tego drugiego, bowiem napisałem o zen.
07-03-2011 09:43 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>końcu racjonalność medytacji została poddana krytyce nawet na gruncie indyjskich religii (Bhagawatgita).

W Gicie bardzo racjonalnie wyłożono, w jaki sposób teoria karmy uzasadnia (racjonalnie) różnice kastowe, nieetyczne profesje i inne takie ciekawostki. Gita jest fajna, jest pięknie napisana, ma też sporo tak zwanej mądrości w sobie, ale nie znaczy to, izby trudnym było wykazanie licznych ślepych zaułków w niej się znajdujących.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Oczywiście, że nie jest to trudne. Ja zwróciłem uwagę na tylko jeden jej aspekt, jakim jest częściowa krytyka pasywnej medytacji. Joga czynu opiera się na prawie karmana (ale buddyzm również), tym niemniej można ją zrozumieć - rób to, co do ciebie należy (w czym jesteś dobry), nie przywiązuj się do owoców czynu i tak medytuj.
Sylwek (15472 punktów)
>Oczywiście, że nie jest to trudne. Ja zwróciłem uwagę na tylko jeden jej aspekt, jakim jest częściowa krytyka pasywnej medytacji.

Nie jestem pewny co oznacza "pasywna medytacja" w tym kontekście.

> Joga czynu opiera się na prawie karmana (ale buddyzm również), tym niemniej można ją zrozumieć - rób to, co do ciebie należy (w czym jesteś dobry), nie przywiązuj się do owoców czynu i tak medytuj.

Tak przedstawione "nieprzywiązywanie się" jawi mi się bardziej jako bezrefleksyjność (choć może skupiona?). Zresztą jak mnie pamięć nie myli Arjuna wprost jest zganiony przez Krysznę za zbytnie myślenie.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Arjuna jest raczej zganiony za dokonywanie cząstkowych sądów moralnych, bowiem nie chce stanąć do walki ze swoimi krewnymi (a wiadomo, kto zwykle walczy o sukcesję... ). Istnieje też - owszem - zasada skupienia. Czyn i myśl powinny być ze sobą związane, nie powinno być więcej jednego, czy drugiego - tak to rozumię w życzliwy sposób (bowiem cała Mahabharata to kilka Biblii i roi się w niej od sprzeczności, choć nie tak wielkich jak w Biblii, która to rekordzistką jest... ).

Pasywna medytacja oznacza tutaj coś prostego, to taki termin roboczy - po prostu przez jakiś czas siedzisz i medytujesz, a nie zabijasz uzurpatorów i medytujesz.
Sylwek (15472 punktów)
>Pasywna medytacja oznacza tutaj coś prostego, to taki termin roboczy - po prostu przez jakiś czas siedzisz i medytujesz, a nie zabijasz uzurpatorów i medytujesz.

W takim razie, zen jest jednym i drugim.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Chodzi ci o to, że związane są z nim tradycje artystyczne (kaligrafia, malarstwo, muzyka, poezja, ogrodnictwo, architektura, sztuka walki, taniec)?
07-03-2011 10:43 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Chodzi mi o to, że choć najbardziej charakterystyczną formą medytacji jest zazen, to nie jest jedyną. Medytują też malarze zenga tworząc swoje dzieła, medytować może ktoś orający pole i tak dalej...
Ratatoskr (4439 punktów)
>Zatem mam do was pytanie - czym jest dla was medytacja?

Dobrym sposobem na wyciszenie się i "wyrzucenie" z siebie stresu.

>I drugie pytanie - na medytację potrzebny jest czas. Dlaczego go poświęcać akurat na nią?

Bo 20-30 minut potrafi zrobić to czego nie zrobi 10 godzin snu. Nie sugeruję tu, że można ją zamiast snu stosować, ale bywało, że: jestem od kilku dni zdenerwowana, kładę się spać zdenerwowana, wstaję zdenerwowana. Pół godziny sam na sam ze swoimi nie-myślami i jest dużo-dużo lepiej.

seksualnosc-kobiet.pl
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czy do medytacji potrzebne ci są książki związane z buddyzmem, oraz recytacja tekstów palijskich? Masz (miałaś) jakiegoś nauczyciela? Czy też uważasz, że można medytować bez żadnych instrukcji?
Sylwek (15472 punktów)
>Czy do medytacji potrzebne ci są książki związane z buddyzmem, oraz recytacja tekstów palijskich? Masz (miałaś) jakiegoś nauczyciela? Czy też uważasz, że można medytować bez żadnych instrukcji?

Mieszasz. Znowu, obawiam się, założyłeś zbyt nieokreślony wątek.

Wymienione przez ciebie rzeczy są medytacja w takim stopniu, w jakim muzyką są buczenia Aborygenów, symfonie Mahlera, densflorowe rytmy Madonny, pop-artowe eksperymenty Bjork i podśpiewywania przy goleniu. Wszytko to niewątpliwie muzyka, czy jednak jest cokolwiek interesującego, gdyby postawić pytanie "czy muzyka jest dla was ważna?" i nie sprecyzować o jaką właściwie muzykę chodzi?
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To sprecyzuj. Wymień dla przykładu technikę medytacyjną, którą uważasz za mniej ciekawą i - o ile oczywiście chcesz - napisz, czemu zen na tle innych medytacji jest ciekawy. No i skąd potrzeba takiej muzyki?
07-03-2011 10:24 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
>To sprecyzuj. Wymień dla przykładu technikę medytacyjną, którą uważasz za mniej ciekawą i - o ile oczywiście chcesz - napisz, czemu zen na tle innych medytacji jest ciekawy. No i skąd potrzeba takiej muzyki?
Dam dwie odpowiedzi, jedną bardziej "religijną" czy może po prostu zakorzenioną w "filozofii zen" a drugą jaka być może trafi do "racjonalisty".

1) To proste i już wyjaśnione przez innych. Zen pozwala uświadomić sobie (i w jakimś stopniu kontrolować, lub chociaż "radzić sobie" z przepływem zdarzeń w ciele-umyśle). Przepływ ten zazwyczaj jest burzliwy, pełen boleści i cierpienia, gdyż taka jest natura tego świata. Uzyskując skupienie i świadomość tego jak zmienia się agregat tych wrażeń, oraz dostrzegając ich pustkę sprawiamy iż "my" cierpimy mniej. Oczywiście kluczem jest dojście do stanu, w którym nie ma cierpienia związanego z "ja" gdyż ja staje się tylko tym czym jest - konceptem bez właściwej treści. Przy czym cały ten wywód należy traktować jako prawdę względną serwowaną z punktu widzenia uwarunkowanej istoty.

2) to co nazywamy "ja" to zespół stanów psychofizycznych, charakteryzujących się nakierowaniem wolicjalnym na szereg różnych, często rozbieżnych celów przy pomocy właściwych pobudzeń emocjonalnych. Z określonych powodów, stany te zasadniczo mają postać pożądania tego czy tamtego, przy czym "gołe" doznania (qualia emocji i woli, jeśli coś takiego istnieje - ha ha) są oczywiście w związkach z konceptualizacjami, Teraz: jako ludzie posiadamy zdolności kognitywne umożliwiające nam z jednej strony pojęcie budowy własnych umysłów (jako złożonych tworów a nie "dusz" czy "jaźni"), ich genezy (emocje nie służą "nam", są mechanizmami regulacyjnymi wytworzonymi dla zmuszenia tych ciał-umysłów do starań o powielenie nie własnego istnienia), wreszcie, posiadamy możność poddania się treningowi mającemu na celu świadome ograniczenie i uregulowania owego strumienia stanów psychofizycznych, tak by był źródłem mniejszego subiektywnego cierpienia.

PS: te odpowiedzi, widzę, mniej się różnią co do formy niżbym chciał.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Bardzo ciekawa wypowiedź Sylwku, dziękuję Czyli też uważasz, iż życie jest głównie cierpieniem (stanowi to ważne założenie buddyzmu)? Czyli też uważasz, iż przyczyną bólu są pragnienia "ja"?

Ja ze swej strony uważam, iż warto asbtrahować od "ja", bowiem nie jest ono do końca prawdą, jest raczej modelem umysłu i wprowadza błędy w postrzeganiu rzeczywistości. Lecz abstrahowania od "ja" nie czynię celem samym w sobie, jest to dla mnie raczej przydatne narzędzie. Nie uciekam się w tym do medytacji, staram się to robić na chłodno, gdzie bądź i jak bądź.

DOdam na marginesie, iż "Samolubny gen" Dawkinsa to jednak niezłe narzędzie do wzięcia "ja" w nawias.
Sylwek (15472 punktów)
>DOdam na marginesie, iż "Samolubny gen" Dawkinsa to jednak niezłe narzędzie do wzięcia "ja" w nawias.

Czytanie sobie o "względności" ja i jego "niesubstancjalności" na pewno bywa ciekawe i może dać głęboki intelektualny wgląd.

Gdy jednak idzie o "branie ja w nawias" i uwalnianie się w ten sposób od cierpienia, jest równie skuteczne jak czytanie o fitnesie i diecie dla poprawy zdrowia. To kwestia dychotomii praktyka/teoria. Zen jest praktyką. Kulturowo bywa zasocjowany z pewną teorią ("buddyjska filozofia"), ale prawdopodobnie da się go łączyć z inną teorią (na przykład memetyką, choć nie tylko).
Sarmat (230 punktów)
Medytacja to taki "odmienny stan świadomości" . Można się tego nauczyć , wyćwiczyć . Można też osiągnąć niechcący , spontanicznie (mnie się raz udało) . Można też zbadać naukowo . Współczesna neurologia ma ku temu narzędzia (EEG , MR , oznaczanie poziomów odpowiednich neuromediatorów) . Tylko że racjonalizm nie uznaje żadnej empirii . Racjonalizm nie ma się nijak do medytacji . Chyba , że chodzi o jakiś "inny racjonalizm" .
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Spotkałem się z poglądem, iż medytacja służy osiągnięciu zupełnie naturalnego stanu alfa, który zdarza nam się co noc, o ile jesteśmy zdrowi. Ów stan głębokiego odprężenia pojawia się również w sposób świadomy, nie zawsze w nocy i podczas snu. Pytanie, czy warto spełniać określony zestaw ćwiczeń, aby dążyć do tego stanu?

Twoja wypowiedź zdaje się sugerować, iż stan medytacji jest czymś jeszcze innym. Czy umiałbyś to odnieść do ewolucji? Moim zdaniem w naszym ciele i w jego możliwościach nie mogą się pojawić rzeczy nie mające związku z materialną ewolucją w materialnym świecie. Jeśli zatem istnieje zupełnie odrębny stan medytacji, to jaka miałaby być jego rola, skąd się wziął? Czy szympansy też medytują? - mówiąć krótko.

Moim zdaniem używanie swojego ciała, takie jak jedzenie, uprawianie sportu, mycie zębów, spanie etc. też jest racjonalne.
DEmonizer (4893 punktów)
>Spotkałem się z poglądem, iż medytacja służy osiągnięciu zupełnie naturalnego stanu alfa, który zdarza nam się co noc, o ile jesteśmy zdrowi. Ów stan głębokiego odprężenia pojawia się również w sposób świadomy, nie zawsze w nocy i podczas snu.

Stan alfa? Tylko dlaczego nie beta, albo delta? Trochę mi się to kojarzy z opaską dra Lewina.
Magiczne słowo i poza nim nic magicznego.

Pytanie, czy warto spełniać określony zestaw ćwiczeń, aby dążyć do tego stanu?

Ja tam dążę do stanu kappa ...
Chyba można łatwiej określić stan umysłu, nie mnożąc bytów ponad miarę, a w mnożeniu buddyzm się nie ogranicza.

Pozdrawiam
DEmonizer (4893 punktów)
Odpowiadam w ten sposób, bo mnie interesują jak najprostsze formuły odpowiedzi z których jak najwięcej wynika. Ot taka złośliwa natura sceptyka.

Tylko brzytwiarze stosują brzytwę Ockhama. Takie złośliwe kreatury.

Co nie znaczy, że teoria umysłu mnie nie interesuje, a sposób jej ukazania wprawił kilka osób w zakłopotanie.

Pozdrawiam
06-03-2011 15:05 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Mnie też interesuje jak najprostsze wśród dobrych ujęć zjawisk.

Zastanawiam się też nad kwestiami światopoglądowymi. Czy jesteśmy spójni i czy staramy się być spójni w naszym światopoglądzie. I czy warto być spójnym?

Moim zdaniem warto być spójnym, skrajne przykłady to geografowie płaskiej ziemi, biologowie kreacjoniści itp.

Gdy zatem widzę, iż ktoś pisze o medytacji zen, pytam, jak to jest ze spójnością wobec postawy racjonalno sceptycznej. Być może jest dobrze, nie wiem, medytację można bardzo różnie rozumieć. Ale wydaje mi się, że warto taki problem poruszyć.

A propos spójności.
Na przykład moje zainteresowanie Indiami, obok tego, że lubię ich sztukę, zaś odczuwanie piękna jest moim zdaniem przejawem zachwytu nad niereligijnie rozumianą rzeczywistością i jej artystycznymi syntezami, a zatem obok tego inna cywilizacja obserwana wnikliwie daje mi też lekcję na temat tego, co z naszych zachowań ma podłoże behawioralne, a co kulturowe. Gdy widzi się inny kulturalnie świat, to to co wspólne jest pewną wskazówką co do wrodzonych ludzkich cech.

Nie medytuję, choć przecież jestem in situ i znam autorytety w tej dziedzinie, dlatego, iż nie widzę spójności między medytacją a poglądami które uważam za słuszne. Jeśli chodzi o higienę umysłu, jego oderwanie od zbyt długiego spoglądania na jedno zagadnienie (czego umysł "nie lubi"), to równie dobry jest moim zdaniem spacer po parku, a nawet gra komputerowa, która daje umysłowi zupełnie inne bodźce. Spróbujcie kiedyś, jak będziecie mieć mózgowe zaparcie (długi tekst do napisania, jakaś praca intelektualna, a tu nagle cisza w myślach). Ja też już od dawna kompletnie nie mam czasu na takie rzeczy, ale w przypadku braku czasu taka bezmyślna przyjemność potrafi zaskakująco rozruszać mózg. On to lubi - takie elektroniczne polowanie. Tak więc zadałem na tym topiku też takie pytanie, dlaczego bezmyślna (albo ograniczenie myślna) gra elektroniczna jest gorsza od medytacji uświęconej przez poezję i palijskie słowa?
06-03-2011 15:19 
 Ocena 2 na 2
DEmonizer (4893 punktów)
>Mnie też interesuje jak najprostsze wśród dobrych ujęć zjawisk.
>Zastanawiam się też nad kwestiami światopoglądowymi. Czy jesteśmy spójni i czy staramy się być spójni w naszym światopoglądzie. I czy warto być spójnym?
>Moim zdaniem warto być spójnym, skrajne przykłady to geografowie płaskiej ziemi, biologowie kreacjoniści itp.
>Gdy zatem widzę, iż ktoś pisze o medytacji zen, pytam, jak to jest ze spójnością wobec postawy racjonalno sceptycznej. Być może jest dobrze, nie wiem, medytację można bardzo różnie rozumieć. Ale wydaje mi się, że warto taki problem poruszyć.
>A propos spójności.

Czyżby istotą była zabawa w różnorodność? Ja tam się tak często bawię. Nie można zapominać o własnej fantazji, bo to ważny element człowieczeństwa.
Dzieciom w piaskownicy nie trzeba najnowszego testera na stan występowania bakterii.

>Na przykład moje zainteresowanie Indiami, obok tego, że lubię ich sztukę, zaś odczuwanie piękna jest moim zdaniem przejawem zachwytu nad niereligijnie rozumianą rzeczywistością i jej artystycznymi syntezami, a zatem obok tego inna cywilizacja obserwana wnikliwie daje mi też lekcję na temat tego, co z naszych zachowań ma podłoże behawioralne, a co kulturowe. Gdy widzi się inny kulturalnie świat, to to co wspólne jest pewną wskazówką co do wrodzonych ludzkich cech.

Szerokie zainteresowania są jak najbardziej pozytywem.
Można wejść do katedry i podziwiać architekturę oraz malarstwo, a niekoniecznie pieścić słuch bogów paplaniną.

>Nie medytuję, choć przecież jestem in situ i znam autorytety w tej dziedzinie, dlatego, iż nie widzę spójności między medytacją a poglądami które uważam za słuszne. Jeśli chodzi o higienę umysłu, jego oderwanie od zbyt długiego spoglądania na jedno zagadnienie (czego umysł "nie lubi"), to równie dobry jest moim zdaniem spacer po parku, a nawet gra komputerowa, która daje umysłowi zupełnie inne bodźce. Spróbujcie kiedyś, jak będziecie mieć mózgowe zaparcie (długi tekst do napisania, jakaś praca intelektualna, a tu nagle cisza w myślach). Ja też już od dawna kompletnie nie mam czasu na takie rzeczy, ale w przypadku braku czasu taka bezmyślna przyjemność potrafi zaskakująco rozruszać mózg. On to lubi - takie elektroniczne polowanie. Tak więc zadałem na tym topiku też takie pytanie, dlaczego bezmyślna (albo ograniczenie myślna) gra elektroniczna jest gorsza od medytacji uświęconej przez poezję i palijskie słowa?

Napisałem poniżej.

Pozdrawiam
06-03-2011 15:28 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Szerokie zainteresowania są jak najbardziej pozytywem.


OCzywiście, ale Indie i idący od nich buddyzm to gigantyczny supermarket wszystkiego. Więc pytam, dlaczego ktoś wziął z niego akurat płytę z mantrami, a nie nie na przykład album o architekturze mogolskiej, czy książkę z dziedziny filologii porównawczej o sanskrycie? Albo trochę słodyczy Haldiramsa? (można się zająć kuchnią indyjską, cóż za pyszności! No i nie trzeba zabijać świadomych do pewnego stopnia zwierząt, takich jak świnia, być może krowa i bardzo być może kura?)
06-03-2011 15:44 
 Ocena 2 na 2
DEmonizer (4893 punktów)
Widocznie tak historycznie wyszło. Europa przecież była dość mocno zamknięta kulturowo, w ogromnym procencie do tego się przyczyniło chrześcijaństwo: Ewangelizować, bo prawda jest po naszej stronie.

Europa jest jeszcze teraz wystarczająco mocno zamknięta we własnej kulturze, a przytrafiają się wyjątki-europejczycy. Mówi się o ciekawości akademickiej. Co nam Indie, jak z Cyganami jest "problem", akceptacja jako papier toaletowy.

W wielu przypadkach jest tak: Wybierzmy coś z innej kultury i się ponabijajmy. Ot takie osobliwe leczenie własnych kompleksów i to jeszcze bez argumentów (ewentualnie prymitywnie argumentowane, albo pseudo-).

Pozdrawiam
06-03-2011 15:49 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Może też działać fakt, iż w oczach niektórych wrażliwych ludzi chrześcijaństwo stało się nie do przyjęcia (Gott mit Uns na paskach nazistów na ten przykład). No i nie mieli swojego narkotyku, zatem sięgnęli po inne, ze Wschodu, często je przy okazji idealizując. Myślę, że nie przypadkowo w religii New Age wiele jest wschodnich wierzeń.

(ps.: czy moje wypowiedzi ci się nie podobają? Bo ja ci daję plusy, gdyż twoje są ok. Czyżbym opowiadał aż takie głupoty?)
06-03-2011 16:00 
 Ocena 2 na 2
DEmonizer (4893 punktów)
>Może też działać fakt, iż w oczach niektórych wrażliwych ludzi chrześcijaństwo stało się nie do przyjęcia (Gott mit Uns na paskach nazistów na ten przykład). No i nie mieli swojego narkotyku, zatem sięgnęli po inne, ze Wschodu, często je przy okazji idealizując. Myślę, że nie przypadkowo w religii New Age wiele jest wschodnich wierzeń.

Ludzie zmiennymi są, kultura zmienną jest i bardzo dobrze dobrze.
ALe z drugiej strony ludzie potrafią być cholernie uparci, wręcz obsesyjnie niezmienni. Tyle wpadek co miało chrześcijaństwo, mało tego przecież te wpadki miały naocznych świadków, którzy swoje dzieci mogli edukować, że jednak jest to fuj. A tu taki żarcik losu. "Gott mit uns" nie poruszył wyobraźni. Może Europa ma mocno zakorzenione parcie na krew.

>(ps.: czy moje wypowiedzi ci się nie podobają? Bo ja ci daję plusy, gdyż twoje są ok. Czyżbym opowiadał aż takie głupoty?)

Ps.: Jeśli coś mi się podoba, interesuje mnie, to rozmawiam z osobą o tym czymś mówiącą. Głupoty bym olewał, a przecież nie olewam, więc nie są to głupoty. A z plusami tak jest, że czasem daję, a czasem nie, zazwyczaj hurtowo, często zapominam, nie zwracam uwagi. Ale nie daję minusów, bo to zaostrza i przeciąga idiotyzm. Akceptuję i szanuję Ciebie jako rozmówcę, na prawdę.

Pozdrawiam
06-03-2011 16:30 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja daję plusy, kiedy na przykład zaburzone są proporcje strony. Na przykład gdy dobre wypowiedzi są zerowe, zaś takie sobie plusują. Często wynika to z poruszania kontrowersyjnych tematów.

Dobrze, że ludzie są zmienni i kultura się zmienia. Żałuję tylko niekiedy, iż ludzie zrażeni "lokalną duchowością" przede wszystkim szukają innych podniet, zamiast zastanowić się, iż może z tą płynącą z religii duchowością coś jest nie tak...

Oczywiście nie dotyczy to raczej medytacji o której tu mówimy, ale z pewnością dotyczy niektórych zachodnich buddystów. Do dziś nie mogę się otrząsnąć z wykładu, jaki zrobiła mi pewna Rosjanka we Francji na temat "przekazu energii" jakiego dokonuje z pomocą internetu jakiś vip tybetańsko - buddyjski.

Inną zabawną rzeczą jest "kąpiel w gongach". Idzie się jakby na koncert, po czym przez godzinę grupa rozpalonych lamaizmem mistyków łazi wokół widzów wydając dźwięki harmoniczne z metalowych instrumentów perkusyjnych.
DEmonizer (4893 punktów)
>Ja daję plusy, kiedy na przykład zaburzone są proporcje strony. Na przykład gdy dobre wypowiedzi są zerowe, zaś takie sobie plusują. Często wynika to z poruszania kontrowersyjnych tematów.

Można i tak, powód jest prywatnym odczuciem.

>Dobrze, że ludzie są zmienni i kultura się zmienia. Żałuję tylko niekiedy, iż ludzie zrażeni "lokalną duchowością" przede wszystkim szukają innych podniet, zamiast zastanowić się, iż może z tą płynącą z religii duchowością coś jest nie tak...

Podobno myślenie czasem boli, a już myślenie krytyczne jest gorsze od porodu.
Większość che być gwiazdą wychodzącą na estradę i z tego powodu, że się wyjść odważyli już gromkie brawa się należą. No cóż Edytą Górniak racjonalizmu nie jestem, ani Dodą jakiejkolwiek komisji śledczej (poseł Mularczyk, chyba).

>Oczywiście nie dotyczy to raczej medytacji o której tu mówimy, ale z pewnością dotyczy niektórych zachodnich buddystów. Do dziś nie mogę się otrząsnąć z wykładu, jaki zrobiła mi pewna Rosjanka we Francji na temat "przekazu energii" jakiego dokonuje z pomocą internetu jakiś vip tybetańsko - buddyjski.

Przeciwny jestem zbieraniu wszystkiego do jednego wora. Umysłowość jest oddolnie, ewolucyjnie budowana, a i ten wór może być ze słabego materiału.

>Inną zabawną rzeczą jest "kąpiel w gongach". Idzie się jakby na koncert, po czym przez godzinę grupa rozpalonych lamaizmem mistyków łazi wokół widzów wydając dźwięki harmoniczne z metalowych instrumentów perkusyjnych.

Czary-mary, hokus-pokus. Ale z drugiej strony jak ktoś chce się tak bawić, niech się bawi. Koncerty blackmetalowe też są idiotyczne, a fanów mają, niegroźnych i normalnych ludzi, nierzadko pacyfistów. Grunt, to dystans do przedstawienia. Szopka katolicka może być przedstawiana, oby tylko była szopką, a nie nawołującym do "podcinania gardeł" inaczej myślącym przedstawieniem.

Pozdrawiam
06-03-2011 19:01 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Przeciwny jestem zbieraniu wszystkiego do jednego wora. Umysłowość jest oddolnie, ewolucyjnie budowana, a i ten wór może być ze słabego materiału.


Jeśli chodzi o to, to nie ja zebrałem cokolwiek do wspólnego worka. Po prostu popatrzyłem na rzeczy noszące przymiotnik "buddyjskie". Nie ja im ten przymiotnik nadałem. Taki worek, jaki by nie był, czasem jednak istnieje. Pieklimy się na przykład na życzliwych i miłych, dobrych muzułmanów, że nie reagują na sytuację kobiet sugerowaną przez ich religię w wielu miejscach. Oni są dobrzy, kochają swoje żony/córki, one ubierają się jak chcą. Są tacy muzułmanie, mam takich przyjaciół. Ale to za mało - powinni jako pierwsi krytykować niską pozycję kobiety sugerowaną i realizowaną przez ich mniej wrażliwych towarzyszy w wierze.

Podobnie jest z buddyzmem. Istnieje dla niego wspólny worek, mimo wielu odłamów.
DEmonizer (4893 punktów)
Nie nie nie ...

Nie piszę, że ty zebrałeś ...
Tak ogólnie powiedziałem, dużo osób w ten sposób robi.



Pozdrawiam
07-03-2011 00:51 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale Budda był jeden? Jeśli tak, to może on to zrobił pierwszy?
DEmonizer (4893 punktów)
>Ale Budda był jeden? Jeśli tak, to może on to zrobił pierwszy?

Każda definicja ma swoje konsekwencje. Jak określimy Buddę, taki będziemy mieli opis buddyjskiej myśli, buddyjskiej wizji wszechświata.

Czymże jest twierdzenie: Jest tylko jedna metafizyka. Ignorancją?
TO jeszcze nie te czasy, jeszcze nie ma pewności, a za to mamy ogrom pytań.

Ja tam wolę: Dążymy do jednej i jak najlepszej metafizyki.

Pozdrawiam
07-03-2011 09:52 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Nie medytuję, choć przecież jestem in situ i znam autorytety w tej dziedzinie, dlatego, iż nie widzę spójności między medytacją a poglądami które uważam za słuszne. Jeśli chodzi o higienę umysłu, jego oderwanie od zbyt długiego spoglądania na jedno zagadnienie (czego umysł "nie lubi"), to równie dobry jest moim zdaniem spacer po parku, a nawet gra komputerowa, która daje umysłowi zupełnie inne bodźce. Spróbujcie kiedyś, jak będziecie mieć mózgowe zaparcie (długi tekst do napisania, jakaś praca intelektualna, a tu nagle cisza w myślach). Ja też już od dawna kompletnie nie mam czasu na takie rzeczy, ale w przypadku braku czasu taka bezmyślna przyjemność potrafi zaskakująco rozruszać mózg. On to lubi - takie elektroniczne polowanie. Tak więc zadałem na tym topiku też takie pytanie, dlaczego bezmyślna (albo ograniczenie myślna) gra elektroniczna jest gorsza od medytacji uświęconej przez poezję i palijskie słowa?

Wyćwiczone skupienie i uważność wydają mi się słowami-kluczami dla uchwycenia ewentualnego sensu medytacji (zen). Tego nie oferuje ani sen, ani tym bardziej rozpraszające rozrywki takie jak gry (może spacer - jeśli się "popłynie").

Co do poezji i palijskich słów to chyba piszesz o jakiś formach właściwych dla medytacji hinajany raczej niż chan/zen. Ta ostatnia za obiekt może brać liczenie oddechów, lub zgoła starć się uzyskać skupienie "na niczym". Ponieważ racjonalne wyjaśnienia i rekonstrukcje są nierelewantne dla celu medytacji, nie tylko nie jest ale zwyczajnie nie może być niekompatybilna z "racjonalizmem", tak jak nie może z nim być niekompatybilny sen czy oglądanie obrazów z przyjemnością. Medytacja to nie teoretyzowanie, nie wchodzi w konflikty z teoriami o świecie.

PS: oczywiście, pewno w różnych tradycjach pojawiły się praktyki o podobnym lub identycznym skutku, gdzie za przedmiot skupienia służą pewne "obiekty" jak słowa - nie tylko mantr w palijskim, ale na przykład różańcowych modłów. Ale to raczej kulturowo uwarunkowane dodatki.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Ale to raczej kulturowo uwarunkowane dodatki.


Czyli uważasz, iż w przeciwieństwie do różańca, medytacja jest sednem buddyzmu zen. Ale buddyści zen mają chyba swój zasób lektur. Po chińsku, palijsku, może nawet w sanskrycie...?
Sylwek (15472 punktów)
>Czyli uważasz, iż w przeciwieństwie do różańca, medytacja jest sednem buddyzmu zen. Ale buddyści zen mają chyba swój zasób lektur. Po chińsku, palijsku, może nawet w sanskrycie...?

Dzisiaj raczej po angielsku i japońsku. Lub po polsku, jeśli są w Polsce. Lub wcale, jeśli mają szczęście mieć nauczyciela i lub/wspólnotę. Zen naprawdę nie zajmuje się wyjaśnianiem świata, a ewentualne zasocjowane mity i wyznania są po prostu kulturowym dziedzictwem. Tylko dlatego, że europejscy ateiści i racjonaliści lepiej znają się na religii i bardzo dobrze są zakorzenieni w kodach kulturowych związanych z chrześcijańskim monoteizmem , nie stają się oni wierzącymi.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ale Europejscy ateiści raczej nie garną się do chrześcijańskich rytuałów, zaś medytacja zen komuś z zewnątrz też może się wydać rytuałem.

W Indiach nauczyciel jest niezmiernie istotny, zwłaszcza gdy w grę wchodzą praktyki filozoficzno - religijne, jest ojcem i bogiem. Czy w zen rzecz się ma podobnie?
Sylwek (15472 punktów)
>Ale Europejscy ateiści raczej nie garną się do chrześcijańskich rytuałów, zaś medytacja zen komuś z zewnątrz też może się wydać rytuałem.

Ale mają swoje rytuały. Jasne, że w zen jest rytuał, albo, rytuał bywa z nim powiązany, ale rytuał ten bardzo zależy od kultury i często się zupełnie odkleja.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Znam chrześcijan, którzy bronią rdzenności technik medytacyjnych w obrębie swojej religii. Abstrahując od tego, iż "rdzenność w chrześcijaństwie" nakazuje mi raczej porzucić ten popularny mem i udać się w stronę Dionizosa (cóż - sztuki Sofoklesa, jako Dionizyjski rytuał to niezła rzecz, kto wie czy nie najlepsza wśród rytuałów), nie mogę się do końca z owymi ćpaczami opium "Chrystus" nie zgodzić. W końcu życie monastyczne dość wcześnie wystartowało w tradycji chrześcijańskiej, a ma ono pewien związek z medytacją. Swoją drogą zauważ, iż klasztory mamy głównie w chrześcijaństwie i w buddyzmie, w hinduizmie i islamie tego nie ma.
Sylwek (15472 punktów)
>Znam chrześcijan, którzy bronią rdzenności technik medytacyjnych w obrębie swojej religii.

Całkiem możliwe. Wszyscy jesteśmy ludźmi, zaś większość najmądrzejszych ludzi w historii była w ten czy inny sposób religijna. Takoż i w ramach szeroko pojętej religii dokonano wielu fundamentalnych odkryć.
07-03-2011 14:10 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Gdy zatem widzę, iż ktoś pisze o medytacji zen, pytam, jak to jest ze spójnością wobec postawy racjonalno sceptycznej. Być może jest dobrze, nie wiem, medytację można bardzo różnie rozumieć. Ale wydaje mi się, że warto taki problem poruszyć.

Może wypowiem się jako praktyk medytacji. Otóż z racji codziennych zająć (pracuję w pewnym warsztacie mechanicznym) nie mam absolutnie czasu na to, żeby siadać w pozycji lotosu i lewitować, szurając umysłem po pustym obłoku w zjednoczeniu z naturą Buddy. Jednak wyciszenie i skupienie, które są owocem dobrej medytacji, są dla mnie na tyle cenne, że wykonując te czynności, które nie wymagają skupienia na nich samych (jak praca przy maszynach, itp. względy bhp), medytuję i nieskromnie myślę - że jest to medytacja doskonała, której mogą mi pozazdrościć mnisi z klasztorów lankijskich... Wykonując proste, powtarzalne czynności, jak zamiatanie (nie wstydzę się tego), układanie pojemników, ich czyszczenie, tam wszędzie, gdzie bez narażania się na wypadek mogę sobie pozwolić na ogarnięcie swojego bytu w jedności ze światem, staram się to czynić. I dzięki temu - jeszcze po pracy - mam ochotę, by zajrzeć na to forum, coś przeczytać a nawet to próbować zrozumieć (!)
Niech będzie więc tak, że każdy będzie odnajdywał swój własny sposób na odprężenie, nie twierdzę, że medytacja to coś więcej, ale dla mnie jest drogą pełną uśmiechniętych kwiatów lotosu.

> Jeśli chodzi o higienę umysłu, jego oderwanie od zbyt długiego spoglądania na jedno zagadnienie (czego umysł "nie lubi"), to równie dobry jest moim zdaniem spacer po parku,

Zgadzam się...

>a nawet gra komputerowa,

Nie zgadzam się.

>która daje umysłowi zupełnie inne bodźce.

Zdaje się, że stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że u dzieci spędzających dużo czasu przed komputerem lub telewizorem zachodzą jakieś zmiany aktywności płatów czołowych i zanik zdolności rozumienia mowy ciała. Ja zdecydowanie nie używam telewizji ani gier.

>dlaczego bezmyślna (albo ograniczenie myślna) gra elektroniczna jest gorsza od medytacji uświęconej przez poezję i palijskie słowa?

Medytacja nie bombarduje mózgu bodźcami. Ja np. nie znoszę pseudorealistycznych animacji komputerowych, od razu mnie wykręca, i gra w Mortal Combat tudzież inne strzelanki była dla mnie przykrym doświadczeniem, o którym chciałbym zapomnieć.


06-03-2011 20:52 
 Ocena 3 na 3
Sarmat (230 punktów)
Racjonalizm , to doktryna filozoficzna , uznająca rozum , jako jedyne narzędzie poznania . To miałem na myśli . Jeśli mylę się lub czegoś nie wiem , to proszę mnie poprawić . Nie obrażę się . Co do medytacji w ujęciu ewolucyjnym - nie potrafię się ustosunkować . Wiem jedynie , że ludzki mózg to najmniej poznany organ naszego ciała . Drzemie w nim potencjał wręcz niewyobrażalny . Europejska , akademicka medycyna skupia się głównie na soma (ciało) . Medycyna wschodu uważa (i słusznie) , że soma i psyche są nierozerwalne .
To tyle . Grypa mnie łamie , więc zaraz idę do wyra . Sorry !
Aha ! Cenię Twoje teksty . Są wyważone , pozbawione cynizmu , sarkazmu , złośliwostek i "wycieczek personalnych" . Dobranoc !
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Piękna wypowiedź Sarmacie! Wielki plus i zdrowiej szybko!

Cytat:
Medycyna wschodu uważa (i słusznie) , że soma i psyche są nierozerwalne .


I to jest prawda. Nie ma świadomości bez mózgu jak się dzisiaj przekonujemy. A mózg to ciało. Moją główną motywacją do tej rozmowy, jeśli chodzi o moje przyjazne relacje ze Wschodem, jest fakt iż tam powstało już wiele kontestacji technik medytacyjnych. Wspomniałem Bhagawatgitę, wołającą o potrzebie czynnej medytacji (i postulat ten spełniają na przykład chińskie sztuki walki wyrosłe z buddyzmu i z taoizmu). Teraz wspomnę, iż ateistyczni indyjscy myśliciele uważają, iż joga ( w sensie szkoły medytacyjnej, a nie tylko ćwiczeń) jest teistyczną i ludową wersją sankhyi. Jeśli chodzi o zen, to wydaje mi się, iż nie koniecznie rozgniewałbym niektórych myślicieli tego nurtu tym co tu robię.
DEmonizer (4893 punktów)

Uważam, że medytacja najlepiej się sprawdza jako forma rozrywki, bądź jest odpoczynkiem, relaksem. Raczej żadnych w tym hokus-pokus nie ma.

Sam próbowałem, ale jakoś bez widowiskowych efektów, stało się to jakoś tak z czasem nużące, nieefektywne. Potrafiłem się wyciszać, ale raczej wolę samotne spacery po lasach. Z pewnością osobisty światopogląd ma ogromny wpływ na podejście do medytacji, trochę jak w tym filmie dokumentalnym z Dawkinsem i wywoływaniem uczucia boga. Nie rabotajet.

Jeśli ktoś chce medytować, a proszę bardzo. Wolny świat wolnych ludzi.

Tylko zwróćmy uwagę na skrajność:
Przyjmijmy, że medytacja jest ideałem dla wszystkich i wszyscy powinni medytować jak najwięcej. I w pewnym momencie wszyscy postanawiają to zrobić, absolutnie wszyscy mieszkańcy ziemi, przybliżają się do ideału. Starają się jak najdłużej utrzymać ten stan. Wtedy ideał staje się utopią, samobójstwem ludzkości, katastrofą żywnościową, gospodarczą. Identycznie jest z ideałem wszystkich modlących się, bijących pokłony posągowi itp. Ideał religii jest samobójstwem globalnym.

Medytacja, jak najbardziej, ale z przymrużeniem oka, nie dla wszystkich jednocześnie i z dystansem do medytacji, ot taka prywatna rozrywka.

Gdyby tak różaniec był taką niewinną rozrywką?
A przecież różańcem się walczy o losy wszechświata. Ot kolejna izolacyjna utopia.

Pozdrawiam
Scorp (5381 punktów)
>Zatem mam do was pytanie - czym jest dla was medytacja?
>I drugie pytanie - na medytację potrzebny jest czas. Dlaczego go poświęcać akurat na nią? Jaki jest
>racjonalny sens takiego działania?
>Formą rozrywki, zabobonem, czymś istotnym, alternatywną formą badań nad umysłem?

Nie umiem niestety medytować, ale wydaje mi się, że jest to ćwiczenie bardzo wartościowe. O ile się orientuję, jest to wyciszenie myśli, chwilowe usunięcie ze świadomości bieżących, aktywnych memów. Mówiąc technicznie, odpowiada to 'wyzerowaniu liczników', generatory impulsów wyłączają się i przez jakiś czas jest cisza na poziomie symbolicznym. Dzięki temu usuwane są natrętne skojarzenia aktualne i natłok myśli (szum informacyjny) znika.

Kiedy powraca normalna aktywność umysłu, odtwarzają się powiązania pojęciowe i przypomina wszystko, co zostało zapamiętane, ale umysł jest w pewnym stopniu oczyszczony z hulających memów, które agresywnie zajmują uwagę procesorów. Analogia: reset komputera z przeładowaną pamięcią. Korzyść: zapomina się rzeczy mało ważne a męczące, natomiast szansę zaistnienia w świadomości otrzymują sprawy na tyle ważne, żeby zapisać się w synapsach (czy gdzieś tam).
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekawa wypowiedź. Dziękuję.

Pojawia się w mojej głowie pytanie - na ile sama medytacja jest memem? Nie raz spotałem się u osób medytujących z przekonaniem, iż wszystko we wszechświecie ma jaźń. To tak jakby treść teologiczno - filozoficzna związana z medytacją u jej twórców przeniknęła do medytującego.

Więc może spacer po parku jest mniej memetycznie niebezpieczny?
06-03-2011 19:18 
 Ocena 3 na 3
Scorp (5381 punktów)

>Pojawia się w mojej głowie pytanie - na ile sama medytacja jest memem?

Nie, mem to porcja informacji, a medytacja to złożone zachowanie, wymagające wysiłku, które inicjuje się świadomie, w celu osiągnięcia określonych korzyści. Niekontrolowane naśladownictwo, typowe dla memów, ma niewielkie znaczenie.

>Nie raz spotkałem się u osób medytujących z przekonaniem, iż wszystko we wszechświecie ma jaźń.

Kawiarniana metafizyka

> To tak jakby treść teologiczno - filozoficzna związana z medytacją

Wydaje mi się, że medytacja nie wymaga żadnych 'treści'. Nie potrzebuje ideologii.
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Właśnie z tym też wiąże się mój wątek. Czy potrzebujemy w takim razie buddyzmu, aby medytować? Masz rację, że sam zespół czynności nie jest memem. Ale jak poznajesz ten zespół czynności? Z czym związane są towarzyszące im terminy? Dlaczego opowieści o paradoksach zen mówią o mnichach?

Przykładowo. W jodze ważny jest oddech. Lecz ów oddech nie ma w hinduizmie czysto naukowego opisu. Wręcz przeciwnie - w tym oddechu skryta jest cała bogata teologia. Cały ocean memów.
Scorp (5381 punktów)
>Czy potrzebujemy w takim razie buddyzmu, aby medytować?

Myślę, że na początek na pewno tak. Trzeba się tego nauczyć.

>Ale jak poznajesz ten zespół czynności? Z czym związane są towarzyszące im terminy? Dlaczego opowieści o paradoksach zen mówią o mnichach?

Pytania rzucane tak sobie. Odpowiedź: OM

> w tym oddechu skryta jest cała bogata teologia. Cały ocean memów.

Ocean memów w oddechu? Poczytaj o memach: S. Blackmore.
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jeśli chodzi o oddech, to na początku wiki o pranajamie - prawie nic nie ma, ale to wierzchołek góry lodowej. I w tym jest wiele memów.

pl.wikipedia.org/wiki/Pranajama Cytat:
Pytania rzucane tak sobie. Odpowiedź: OM


Czytałeś upaniszady? One dość dobrze tłumaczą klasyczne rozumienie "om" To nie jest tylko dźwięk bez znaczenia.

Cytat:
Myślę, że na początek na pewno tak. Trzeba się tego nauczyć.


Myślisz, że na przykład dobry psycholog nie wiedzący za wiele o jodze nie jest w stanie przybliżyć pacjentowi podobnego doznania?
06-03-2011 20:28 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Jeśli chodzi o oddech, to na początku wiki o pranajamie - prawie nic nie ma, ale to wierzchołek góry lodowej. I w tym jest wiele memów.

Daj spokój z memami w oddechu. Słowo mem ma dość dokładnie określone znaczenie. Nie ma memów w oddechu, pokarmie ani w wydzielinach...

>Czytałeś upaniszady? One dość dobrze tłumaczą klasyczne rozumienie "om" To nie jest tylko dźwięk bez znaczenia.

Użyłem go w znaczeniu: poszukaj odpowiedzi w swoim rozumie, zanim zadasz pytanie...

>Myślisz, że na przykład dobry psycholog nie wiedzący za wiele o jodze nie jest w stanie przybliżyć pacjentowi podobnego doznania?

Wydaje się, że sprawa wykracza nieco poza tradycyjnye rozumianą psyche (jako przedmiot psychologii), więc ten psycholog musiałby kilka rzeczy z buddyzmu mieć przemyślane.
-
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
>Daj spokój z memami w oddechu. Słowo mem ma dość dokładnie określone znaczenie. Nie ma memów w oddechu, pokarmie ani w wydzielinach...


Już ci wyjaśniłem, iż chodzi mi o znaczenie oddechu w kulturze buddyjskiej.

Cytat:
>Użyłem go w znaczeniu: poszukaj odpowiedzi w swoim rozumie, zanim zadasz pytanie...


Ale ja nie zadaję tego pytania sobie. Uznaję monizm materialistyczny, bo działa i ma się dobrze. Monizm mentalistyczny uważam za koncepcję baśniową.

Cytat:
>>Myślisz, że na przykład dobry psycholog nie wiedzący za wiele o jodze nie jest w stanie przybliżyć pacjentowi podobnego doznania?
>Wydaje się, że sprawa wykracza nieco poza tradycyjnye rozumianą psyche (jako przedmiot psychologii), więc ten psycholog musiałby kilka rzeczy z buddyzmu mieć przemyślane.
>-


Właśnie niekoniecznie. Mógłby opracować swoją metodę odprężenia, zatrzymania myśli etc. Choć nie stałaby za nim tak wielowiekowa tradycja, to miałby przecież do pomocy naukę i płynącą z niej wiedzę. Ja nawet chciałbym, aby jakiś lekarz ateista zaproponował konkurencyjny zestaw ćwiczeń medytacyjnych. Może stałby się popularny w Indiach? (wcale nie żartuję )

Ja zwykle jestem trochę na bakier w tym wątku. Aż mi trochę głupio. Ja, miłośnik kultury Subkontynentu i taki temat... ALe może właśnie dlatego?
Sylwek (15472 punktów)
>Ciekawa wypowiedź. Dziękuję.
>Pojawia się w mojej głowie pytanie - na ile sama medytacja jest memem? Nie raz spotałem się u osób medytujących z przekonaniem, iż wszystko we wszechświecie ma jaźń. To tak jakby treść teologiczno - filozoficzna związana z medytacją u jej twórców przeniknęła do medytującego.

Rzeczywiście, bodaj Blackmore pierwsza zwróciła uwagę na podobieństwo teorii buddyjskich do memetyki, oraz na tropy "memetyczne" mogące uzasadniać sensowność medytacji. W każdym razie, tutaj znowu wychodzi na jaw nieprecyzyjność. Jeśli mówimy o zen to "wszechświat" równie dobrze jest z wszechjaźnią, jak i jej zupełnie pozbawiony.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Co masz na myśli pisząc o wszechjaźni. Czy istniejąc/nie istniejąc stanowi dla ciebie jakiś punkt odniesienia?
Sylwek (15472 punktów)
>Co masz na myśli pisząc o wszechjaźni. Czy istniejąc/nie istniejąc stanowi dla ciebie jakiś punkt odniesienia?

Właśnie nic nie mam. "Wszechjaźń" to albo filozoficzna i racjonalna koncepcja typu brahman, albo mistyczne poczucie "psychiczności" wszechrzeczy opisane nieporadnym językiem. Jak by tego nie interpretować - zabsolutyzowane jest złudzeniem (z punktu widzenia zen i większości innych odłamów buddyzmu zresztą też...).
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czyli jednak nirwana nie ma nic wspólnego z mokszą?
Sylwek (15472 punktów)
>Czyli jednak nirwana nie ma nic wspólnego z mokszą?

Rzekłbym, że funkcjonalnie jest tym samym, podobnie jak funkcjonalnie tym samym jest ataraksja czy zbawienie i jedność z Bogiem w Raju (w europejskim kręgu kulturowym), ale czasami funkcja to nie wszystko.
06-03-2011 19:12 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

Dobrze napisane. Dla mnie to najzwyczajniej reset.
A najtrudniej jest mi nie myśleć. 10 minut to już walka.
setarkos (10757 punktów)
>.. czym jest dla was medytacja?
Pewnie wiążą się z tym słowem jakieś mistyczne konotacje ale od takich abstrahuję. Dla mnie to zwykły, tylko dłuższy może - szerszy, bo nieśpieszny namysł. Każdemu chyba zdarza się zamyślić się tak, że nie słyszy co doń mówią lub nie widzi rzeczy zwykle go intrygujących, albo i zapomni sobie przez dłuższą chwilę odetchnąć. Zdaje się, że to stan inny niż sen i zwykle krótkotrwały, choć akurat to można ocenić poniewczasie, bo w trakcie zamyślenia się 'inne zegary bezgłośnie tykają'. Ciało naonczas bezwiedne z wolną głową jakieś tam swoje wewnętrzne sprawy układają, choć trochę jakby czują, że ich aktywność może nie pójść w niepamięć.
Inaczej mówiąc jest to jakby pozwolenie mózgowi na samowolną aktywność z minimalną tylko kontrolą i powściąganiem się od ingerencji - tak jakby sprawdzać jak, mając 'wolną rękę', bez nas sobie radzi..
>.. na medytację potrzebny jest czas. Dlaczego go poświęcać akurat na nią?
Jeśli dla kogoś jest zawsze oczywiste na co ma poświęcać czas, to zbędna mu medytacja.
>Jaki jest racjonalny sens takiego działania?
Cóż, tak rozważenie czyichś racji jak i w miarę czytelne formułowanie swoich, wymaga zwykle tym więcej namysłu im rzecz bardziej warta .. racjonalizacji.

Się pozdrawia ;]

[Może jakieś podobieństwo do medytacji jest w umiejętności tzw. szybkiego (całymi stronami) czytania, ale też we wnikliwej analizie jednej rzeczy (podobno Faraday kontemplował płomień świecy i twierdził, że to wystarczy do rozumienia fizyki), by już o 'odjazdach' joginów nie wspomnieć.]
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Jeśli dla kogoś jest zawsze oczywiste na co ma poświęcać czas, to zbędna mu medytacja.


Ładne, zgadzam się z tym. Autor Bhagawatgity też pewnie by się zgodził (nie mówię o krysznaickich odniesieniach tego tekstu, tylko o samej "jodze czynu")


Cytat:
(podobno Faraday kontemplował płomień świecy i twierdził, że to wystarczy do rozumienia fizyki)


To jest właśnie przykład nie zrzeszonej medytacji, której prawa do istnienia troszkę tu broniłem.
maceox (6766 punktów)
>Zatem mam do was pytanie - czym jest dla was medytacja?
myślę, że próbowanie osiągnięcia z miejsca stanu "pelnego spokoju" w medytacji nie jest dobrym pomysłem dla początkujących. W mojej praktyce wygląda to tak: - zaczynam medytację - przyglądam się temu co się pojawi (myśl lub obraz) - zaglądam dalej, co się z tego rozwinie - czasem zdarza się, że znajdę impuls do uspokojenia - wówczas najczęściej automatyczną reakcją jest dłuższy i głębszy oddech,
a więc takie trochę zmierzanie do medytacji poprzez początkowe przyglądanie się myślom (albo obrazom), przy jednoczesym rozluźnieniu
czasem też zaczynam od oddechu i skupieniu się na cielesnym odczuwaniu i też patrzeniu co się będzie działo

>I drugie pytanie - na medytację potrzebny jest czas. Dlaczego go poświęcać akurat na nią? Jaki jest
>racjonalny sens takiego działania?

kiedyś ćwiczyłem Tai Chi. Na pierwszych zajęciach spytałem instruktora do czego służy Tai Chi. Odpowiedział, że w zasadzie najlepszą odpowiedzią jest, że Tai Chi służy do niczego.

>Formą rozrywki, zabobonem, czymś istotnym, alternatywną formą badań nad umysłem?
doświadczeniem
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dziękuję, że zabrałeś głos . Czy odczuwasz w medytacji sacrum?
06-03-2011 21:07 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
Czy odczuwasz w medytacji sacrum?
nie.
Aczkolwiek zdarzały mi się takie doświadczenia w medytacji, które może pewnym sensie były jakąś - no - siłą wyższą - nie wiem czy to jest sakrum.
Ale, wcale nic pewnego nie wiem w tym zakresie, co to było. I nie wiem, czy z punktu widzenia "zen" była to udana medytacja.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Znów ładna wypowiedź. Ja myślę, że nikt tu nie jest jakimś głównym światowym guru od medytacji. Lubisz poezję. Jak mógłbyś opisać tę siłę wyższą. Miała osobowy, czy raczej abstrakcyjny charakter?
maceox (6766 punktów)
>Znów ładna wypowiedź. Ja myślę, że nikt tu nie jest jakimś głównym światowym guru od medytacji. Lubisz poezję. Jak mógłbyś opisać tę siłę wyższą. Miała osobowy, czy raczej abstrakcyjny charakter?
miała charakter bardzo wyraźnej myśli - tak bardzo wyraźnej, że na tle poprzedniej ciszy - była ona prawie jak jej usłyszenie, a nie tylko pomyślenie - tak, jakbym to nie ja był tym, który ją sformułował, bo wyłoniła się zupełnie nagle, bez związku z niczym, a jednocześnie stanowiła odpowiedź na to, co mnie tak w ogóle akurat trapiło.
06-03-2011 23:04 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Możliwy powód:
www.physor(*)nventional-wisdom-neurons.html
O ile znasz angielski.

Pozdrawiam

1 + e^(i * Pi) = 0
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie wiem, czy wolno medytować ze zmartwieniami?
07-03-2011 13:53 
 Ocena 1 na 1
maceox (6766 punktów)
>Nie wiem, czy wolno medytować ze zmartwieniami?
w medytacji nie ma wolno/ nie wolno jeżeli już, to szybko
07-03-2011 10:04 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Znów ładna wypowiedź. Ja myślę, że nikt tu nie jest jakimś głównym światowym guru od medytacji. Lubisz poezję. Jak mógłbyś opisać tę siłę wyższą. Miała osobowy, czy raczej abstrakcyjny charakter?

Tu z kolei ciekawostka: w zenie wszelkie takie poczucia są uznawane za "złudzenia", spontaniczne twory uspokajającego się i skupiającego umysłu, które jednak w rzeczywistości nie są niczym więcej od złudzeń marzeń sennych. Nawiasem mówiąc, są jedną z przyczyn, dla których zalecana jest opieka nauczyciela - mogącego uchronić ucznia przed popadnięcie w fiksację na ich punkcie i uznanie za głos boga/bogów (lub demonów, takie stany czasami przyjmują formę przerażających doznań).
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ciekawa uwaga, dziękuję. Czyli w medytacji zen są pewne stopnie wtajemiczenia, tak jak w jodze? Mógłbyś je wymienić?
07-03-2011 10:28 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Stopnie wtajemniczenia? W takim sensie, w jakim naukowiec z doświadczeniem rozpozna artefakty w preparacie, w którym początkujący widzi ważkie wyniki. Ten pierwszy jest na "wyższym stopniu wtajemniczenia".

Co do sedna, jeśli chodzi o "wiedzę o naturze świata" jaką daje zen, to znane porzekadło mówi, iż najprostsza wieśniaczka ma ją nie mniejszą od największego mędrca.
maceox (6766 punktów)
powyższą wypowiedź edytowałem kilka razy. Zaczęło się od wyedytowania samego "nie", a potem dopisywałem jeszcze dalej dwea razy. Mam nadzieję, że nie zmyliło to osób, które może w międzyczasie widzały efekt pośredni.
Kowalska (14008 punktów)
>Zatem mam do was pytanie - czym jest dla was medytacja?

   Mnie medytowanie szkodzi. Jak zaczynam medytować zamiast myśleć, to potem same nieszczęścia są. Tak w bliższym, jak i dalszym otoczeniu.

Dawkins jest moim idolem. I nieprawdą jest, że pinezki na krzesłach przed wykładami podkładam mu ja.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> czym jest dla was medytacja?
Sprecyzujmy czym jest medytacja. Meditatio to po łacinie a.myślenie, przemyśliwanie,rozważanie, rozmyślanie.b.przygotowywanie się,ćwiczenie.
Wikipedia pisze też: "Wbrew łacińskiemu źródłosłowowi wschodnia medytacja niekoniecznie ma coś wspólnego z namysłem, często jest nawet jego przeciwieństwem, w niektórych szkołach filozoficznych wręcz zaleca się oczyszczenie umysłu z jakichkolwiek myśli i wyobrażeń".
O ile rozmyślanie może się do czegoś przydać ,o tyle nie myślenie najwyżej może służyć odpoczynkowi. Jak ktoś dużo pracuje fizycznie, to przyda mu się poleniuchowanie na plaży w Hula-Gula. Jak ktoś dużo myśli , to pewnie przyda mu się jakiś czas od tego odpocząć i nie myśleć.

Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
07-03-2011 16:28 
 Ocena 5 na 5
Kowalska (14008 punktów)
>Wikipedia pisze też: (...)

   Niniejszym chciałam oficjalnie ogłosić nowy skład trójcy świętej.

W imię Dawkinsa, Wikipedii i Internetu świętego, amen.


Wybacz mi Jacek offtopika maluśkiego

Dawkins jest moim idolem. I nieprawdą jest, że pinezki na krzesłach przed wykładami podkładam mu ja.
07-03-2011 16:53 
 Ocena-1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>Wikipedia pisze też: (...)
>    Niniejszym chciałam oficjalnie ogłosić nowy skład trójcy świętej.
Nie rozumiem takich niemerytorycznych ataków na Dawkinsa czy Wikipedię. Dawkins jest po prostu dobry. Rzeczowy , inteligentny, pisze jasno. A Wikipedia to co? Idioci ją redagują? A że się czasami w czymś tam myli to co? Errare humanum est! Zawsze chyba można do nich napisać i skorygować błąd! Ale nie ,oczywiście najlepiej jest narzekać, wyśmiewać, wyszydzać. To się nazywa malkontenctwo!!


Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
07-03-2011 17:04 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>To się nazywa malkontenctwo!!

   Gdybyś Grabowska wyglądała tak jak ja, to też byś malkontenciła. A w ramach przeprosin do Wikipedii poszedł goździk z okazji Dnia Kobiet, do Dawkinsa dwa regały na książki (mnie niepotrzebne, bo książek nie mam), Internet się nie obraził, to twardy facet.


Dawkins jest moim idolem. I nieprawdą jest, że pinezki na krzesłach przed wykładami podkładam mu ja.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>    Gdybyś Grabowska wyglądała tak jak ja
Ja tam swój (mój) wizerunek ,co prawda symboliczny ,udostępniam! Na pewno wyglądasz pięknie. Przynajmniej w oczach Boga. Nie szatan zdobi człowieka!

Polaku wzywam Cię jak do apelu - walcz z szatańskimi ufonautami! dr Jan Pająk
Michał 'matragon' Worgacz (2557 punktów)

>Zatem mam do was pytanie - czym jest dla was medytacja

niektórym wydaje się - że medytacja - daje spokój ...
tymczasem jest dokładnie na odwrót, trzeba mieć spokój by medytować


NON SERVIAM
Hodża (11172 punktów)
Zastanawiałem się, czy jakoś zareagować na Międzynarodowy Dzień Kobiet. Wprawdzie pojawił się wątek na ten temat w dziale społecznym, ale ja chciałem złożyć życzenia, a dzięki oświeceniu zrozumiałem, że najlepsze miejsce jest w tym właśnie wątku.

Życzę miłym Paniom, by nadal były jak ten koan dla mężczyzn, niestrudzenie zgłębiających jego tajemnicę, na drodze pełnej zachwyceń i zdumień, prowadzącej do wyzbycia się iluzji istnienia.

Wszakże dla tych, dla których iluzje są cenną właściwością umysłu, polecam również inne ciekawe zagadki.


Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365