Od 65 mln lat mamy spokój ze strony kosmosu. Ani wielkie impakty ani wejście Słońca w ramię spiralne galaktyki nie ma miejsca (na krawędzi ramion wydaje się najniebezpieczniej)
zmianynazi(*)piralne-ramiona-drogi-mleczneji pewnie dlatego od 65 mln lat spokojnie powstawała coraz to większa inteligencja wśród gatunków. Naukowcy zauważyli, że im większa grupa w jakiej organizmy żyją (ale nie ogromna - bo wtedy mamy anonimowe osobniki jako stado) tym grubsza substancja korowa w stosunku do reszty mózgu (co dość dobrze koreluje z inteligencją gatunków).
Stado ryb natomiast nie potrzebuje dużej inteligencji, osobniki nie muszą sie rozpoznawać,
bo korzystają z faktu, że jest wiele ryb i któraś pierwsza zauważa drapieżnika lub miejsce z atrakcyjnym pokarmem.
Zrobiono eksperyment wycinając pewnej rybie cześć płata czołowego. Spowodowało to, że przestała ona reagować na zachowania stada ryb lecz pływała "gdzie chciała". Okazało się, że całe stado podążało za nią. Albowiem mechanizm jest taki, że ryby podążają
za osobnikiem który robi cos zdecydowanie nietypowego. Cóż za ironia losu.
Dobrze, że ludzie nie są rybami i takie sytuacje raczej nie zachodzą niemniej
jakiś ślad stadnego zachowania po rybich przodkach mamy. Robiono eksperymenty polegające na tym, że gdy wszyscy czekają przed pasami na zielone światło to eksperymentator ruszał jak jeszcze było czerwone. Często niejeden z czekających ruszał wtedy mimo czerwonego światła.
Wszystko to powyżej napisałem prowadzi wspomnianych naukowców do wniosku ze ewolucja była "zmuszona preferować" u organizmów wyższych, żyjących w grupach (ale nie tylko 1+1 lub rodzic+ dzieci) mutacje wiodące do większej inteligencji. Przy czym nie do inteligencji akademickiej (której miernikiem są np testy IQ) tylko do tak zwanej "inteligencji makiawelicznej" (pojęcie wprowadzone przez Richarda Christie; Inne nazwiska naukowców związane z tym tematem "Machaivellian Intelligence" to np R.W.Byrne, A.Whiten, Tomasz Witkowski).
W uproszczeniu, bardziej wąsko można by ją nazwać inteligencją społeczno-emocjonalną.
Występuje ona w społecznościach półtrwałych gdzie przydatna jest współpraca, ale obecna jest też rywalizacja. W szczególności "inteligencja makiaweliczna" obejmuje:
koalicje, przyjaźnie, oszustwa, przewidywanie myśli/zachowań innych (mind reading),
umiejętność korzystania z cudzej wiedzy, pomoc (niekiedy bezinteresowna, np gdy nie głodny pomaga głodnemu zdobyć pokarm). Psychologowie ewolucyjni nie traktują pojęcia "Machaivellian Intelligence" jakoś bardzo pejoratywnie tylko jako akurat dość dobrze zwięzłe i jako tako pasujące do zagadnienia.
Najciekawsze jest, że obserwacja tych inteligentniejszych gatunków prowadzi do wniosku, że rywalizacje i awantury są ograniczone w takim zakresie aby nie szkodzić kondycji i zdolnościom obronnym całej grupy. Cóż, nie wiem czy obecna ludzkość i grupy w niej istniejące są (nadal) tak rozsądne.
Wspomniana inteligencja (w szczególności społeczna) to nie to samo co inteligencja akademicka.
Na czym polega różnica - obrazuje przykład klasyczny (dla ilustracji tego zjawiska) dwóch zadań.
Pierwsze:
Jeśli na stole leżą (dwustronnie oznaczane) CZTERY karty i widzimy: A, B, 2, 3
oraz ogłoszona jest reguła: "jeśli na karcie jest samogłoska to po drugiej stronie jest liczba parzysta"
To które z tych kart wystarczy odwrócić żeby zbadać czy reguła jest prawdziwa?
Czytelniku odpowiedz sam sobie zanim przeczytasz dalej.
Drugie:
Strażnik miejski wchodzi do lokalu. Widzi dwie osoby znane mu co do wieku (ale ze szklankami w rekach o nieznanej zawartości - trzeba by powąchać) oraz dwie osoby o trudnym do okreslenia wieku ale z oczywistymi napojami.
Wiek nieznany+piwo, Wiek nieznany+sok, 20-latek, 16-latek
Które osoby musi sprawdzić (przez wylegitymowanie lub powąchanie napoju)?
Cóż się okazuje?
Drugie zadanie ludzie rozwiązują znacznie łatwiej, szybciej, trafniej mimo że są to zadania logicznie tożsame

Tak samo jest z wdawaniem reszty i przewalutowaniem w biednych krajach Ameryki Południowej.
Dzieci czyszczące buty znakomicie rozwiązują takie (ustawione przez badaczy bez ich wiedzy) zadania niezależnie od rodzaju walut i liczy banknotów czy monet którymi badacz po czyszczeniu butów płaci. Gdy jednak te same dzieci zaproszono na eksperymenty z takimi samymi zadaniami ale zamiast pieniędzy dano (tożsame matematycznie) zdania typowo szkolne - to słabiutko wypadły.
To może można wyobrazić sobie programy szkolne nastawione bardziej na inteligencję praktyczną/społeczną, a nie tylko logiczną?
migg.wordpress.com/2007/07/18/badz-jak-szympans/