 |
Sezon polowania na ateistów rozpoczęty! Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-01-2012 15:46 | Marek Matejewski (3695 punktów) | Sezon polowania na ateistów rozpoczęty!
26 na 28 | Mnóstwo się mówi o prześladowaniu chrześcijan na całym świecie. O tym, że są tak bardzo pokrzywdzeni bo to przecież najbardziej prześladowana religia... no właśnie - religia. A co z tymi, którzy odcinają się od wszelkich religii? Czy mogą się czuć bezpiecznie? Czy racjonalny ateista umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś wierzy? Czy może tłum ateistów rzuciłby się z kamieniami na osobę wierząca tylko dlatego że wierzy w Boga? Czarno na białym widać co religia robi z ludźmi i w co ich zamienia. Gdyby Hitchens żył musiałby uzupełnić nowe wydanie swojej znakomitej rozprawy "Bóg nie jest wielki" o niniejszy materiałZatem kto prześladuje wierzących? Kto prześladuje ateistów? Czy wzajemnie wyświadczają sobie tą nikczemną przysługę? Odpowiedź brzmi: Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować zarówno przedstawicieli innych wyznań jak i ateistów nie tyle za ich poglądy ale za brak poglądów identycznych z jego własnymi! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | wafelos (517 punktów) | Tylko jeden komentarz mi się nasuwa na myśli , zaprezentuje go w postaci obrazka:
|
|
10 na 14 | Kamil1838 (521 punktów) | To jest okropne. Nie dosyć, że uroili sobie jakiegoś boga, którego istnienie jest niemożliwe to karzą tych, którzy nie są na tyle naiwni by wierzyć w takie brednie. To idiotyczne, że za to, że nie ma się urojeń, idzie się do więzienia.
|
|
17 na 17 | szemrany robert (425 punktów) | >Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować Warto podkreślić, że nie tylko religijny, ale każdy przesiąknięty ideologią przyznającą sobie monopol na prawdę.
|
|
10 na 10 | finerbijk (17282 punktów) | >Czy racjonalny ateista umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś wierzy? W Chinach za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku ateistycznych władz.
>Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować zarówno przedstawicieli innych wyznań jak i ateistów nie tyle za ich poglądy ale za brak poglądów identycznych z jego własnymi! Historia i teraźniejszość nie potwierdzają tego. Ateizm nie gwarantuje humanitaryzmu i wolności.
|
|
 | 16 na 16 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Historia i teraźniejszość nie potwierdzają tego. Ateizm nie gwarantuje humanitaryzmu i wolności.
Zgodzę się, ale tylko dlatego, że nie mamy jeszcze wystarczających doświadczeń. Wydaje mi się, że mieszasz ateizm racjonalny z ateizmem ideologicznym skoncentrowanym na czyszczeniu wszelkiego sprzeciwu i podobnie jak religie uzurpującym sobie monopol na prawdę. Ateizm w wersji racjonalnej dopiero kiełkuje i ma bardzo ciekawe perspektywy. Natomiast ateizm powiązany z ideologią komunistyczną w wersji np. chińskiej nie jest tu dobrym przykładem żeby negować dobre rokowania ateizmu w przyszłości. Tego typu pseudo-ateizm można wręcz porównać do religii - gdzie kult Boga jest zastępowany przez kult wodza (tak wyglądał ateizm w ZSRR czy np. obecnie w Korei Pn. gdzie określa się go mianem pseudo-religii "Dżucze" z ukochanym przywódcą, półbogiem na czele).
|
|
|  | 10 na 10 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ateizm w wersji racjonalnej dopiero kiełkuje i ma bardzo ciekawe perspektywy.Nie, Panie Marku. Istnieje od starożytności, tyle tylko, że jego przedstawiciele byli nieliczni. Profesor Andrzej Nowicki poświęcił dużą cześć swojego życia dla udostępnienia Polakom światowego dorobku myśli ateistycznej. Polecam. Co do reszty Pańskiej wypowiedzi - zgoda. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
|  | 9 na 9 | finerbijk (17282 punktów) | >Wydaje mi się, że mieszasz ateizm racjonalny z ateizmem ideologicznym skoncentrowanym na czyszczeniu wszelkiego sprzeciwu i podobnie jak religie uzurpującym sobie monopol na prawdę. Nie mieszam, tylko nie rozróżniam takich gatunków. Ateiści mogą być racjonalni, albo nie, w tym również uprawiać kult jednostki, którego nota bene w Chinach obecnie nie ma.
|
|
 | 11 na 11 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Czy racjonalny ateista umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś wierzy? >W Chinach za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku ateistycznych władz. >>>>Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować zarówno przedstawicieli innych wyznań jak i ateistów nie tyle za ich poglądy ale za brak poglądów identycznych z jego własnymi! >Historia i teraźniejszość nie potwierdzają tego. Ateizm nie gwarantuje humanitaryzmu i wolności. Znowu Pan udaje, że nie zrozumiał wypowiedzi: Jest tu wyraźnie napisane - racjonalny ateista, a wiec człowiek, którzy odrzucił głupotę wiary w nadprzyrodzone stwory ze względów rozumowych (racjonalnych), a nie człowiek, który uwierzył, że bogowie religijni nie istnieją, a religie są głupie i zamienił wiarę religijną na para-religijną utopię z "żywym bogami na czele". To wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą, to tym bardziej, a nie przedmiot wiary. Na przykład komunizm nie był ani lepszym, a gorszym od chrześcijaństwa. To były dwie konkurencyjne i walczące ze sobą ideologie. Racjonalny ateizm jest oparty na sceptycyzmie naukowym i w umysłach jego nielicznych przedstawicieli humanitaryzm i liberalizm są głęboko zaszczepione.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
|  | 8 na 8 | finerbijk (17282 punktów) | >Znowu Pan udaje, że nie zrozumiał wypowiedzi: Jest tu wyraźnie napisane - racjonalny ateista, a wiec człowiek, którzy odrzucił głupotę wiary w nadprzyrodzone stwory ze względów rozumowych (racjonalnych), a nie człowiek, który uwierzył, że bogowie religijni nie istnieją, a religie są głupie i zamienił wiarę religijną na para-religijną utopię z "żywym bogami na czele". W Chinach już dawno nie ma jakichś "żywych bogów". Nie wiem dlaczego odmawia Pan racjonalności ich ateizmowi. Może by należało rozbudować ten termin na "racjonalny humanitarny ateista". Można tak się bawić długo, tylko po co? Autor wątku, moim zdaniem niesłusznie, stwierdził, że ateiści nie wsadzają za przekonania czy wiarę i do tego tylko się odniosłem.
>Racjonalny ateizm jest oparty na sceptycyzmie naukowym i w umysłach jego nielicznych przedstawicieli humanitaryzm i liberalizm są głęboko zaszczepione. Właśnie, nielicznych. Racjonalny ateista może równie dobrze być zwolennikiem socjalizmu i kary śmierci.
|
|
| |  | 12 na 12 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >W Chinach już dawno nie ma jakichś "żywych bogów". Nie wiem dlaczego odmawia Pan racjonalności ich ateizmowi. Może by należało rozbudować ten termin na "racjonalny humanitarny ateista". Można tak się bawić długo, tylko po co? A ja się z nie tylko z Pańskim zdaniem nie zgadzam. Nie zgadzam się także ze swoistym dla Pana alogicznym tokiem myślenia oraz subiektywizmem ocen, który staram się ewidentnie wykazywać. Oceniają nas i tak nasi czytelnicy.
Pańska wiedza o współczesnych Chinach i mentalności tego narodu jest tak przytłaczająca, że istotnie trudno z Panem rozmawiać o chińskich stosunkach społecznych, ale chętnie zapoznam się ze stanowiskiem wykazującym obecnie sprawowanie władzy w Chinach przez "racjonalnych ateistów". Choć oczywiście - jak wszędzie - można tam takie jednostki też spotkać.
>Autor wątku, moim zdaniem niesłusznie, stwierdził, że ateiści nie wsadzają za przekonania czy wiarę i do tego tylko się odniosłem. Autor wątku pisał o "racjonalnych ateistach" i mnie się nie podobało manipulacyjne ustawienie go w narożniku, po to aby przywalić i jemu i ateistom i racjonalistom.
>>>>Racjonalny ateizm jest oparty na sceptycyzmie naukowym i w umysłach jego nielicznych przedstawicieli humanitaryzm i liberalizm są głęboko zaszczepione. >Właśnie, nielicznych. Racjonalny ateista może równie dobrze być zwolennikiem socjalizmu i kary śmierci. Tak, jest to bardzo dobra egzemplifikacja Pańskich stosowanych często na naszym forum manipulacji. Co do drugiego zdania ma pierwszy równoważnik? Dalej - też twierdzi Pan zupełnie bezpodstawnie, że racjonalistyczny ateista może być zwolennikiem kary śmierci. Doklejając do tego wyrwany z kontekstu socjalizm. Czyżby tak przy okazji chciałby Pan socjalizmowi też przywalić? Szatkuje Pan i przekręca wypowiedzi polemistów. Jest Pan w sporej części naszych dyskusji wyraźnie nierzetelnym, a ja tego bardzo nie lubię. Po prostu jak na racjonalistę, to bardzo brzydko się Pan tu bawi - chyba że racjonalistą, to Pan nie jest?
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | |  | 13 na 13 | finerbijk (17282 punktów) | >chętnie zapoznam się ze stanowiskiem wykazującym obecnie sprawowanie władzy w Chinach przez "racjonalnych ateistów". Choć oczywiście - jak wszędzie - można tam takie jednostki też spotkać. Za ich racjonalnością przemawia pragmatyzm gospodarczy i społeczny, oraz odejście od szalonych maoistowskich pomysłów z czasów rewolucji kulturalnej. Wystarczy porównać ten kraj z Koreą Pł., gdzie ateizm również jest elementem państwowej polityki, a racjonalności co kot napłakał.
>Autor wątku pisał o "racjonalnych ateistach" i mnie się nie podobało manipulacyjne ustawienie go w narożniku, po to aby przywalić i jemu i ateistom i racjonalistom. Nikomu nie zamierzałem przywalać. To Pan manipuluje pojęciami i wydumał sobie jakiegoś abstrakcyjnego "racjonalnego ateistę", który musi mieć koniecznie same anielskie przymioty. Stosunek do zaświatów nie przesądza o żadnych innych cechach, czy to w skali indywidualnej, czy społecznej.
>twierdzi Pan zupełnie bezpodstawnie, że racjonalistyczny ateista może być zwolennikiem kary śmierci. Doklejając do tego wyrwany z kontekstu socjalizm. Czyżby tak przy okazji chciałby Pan socjalizmowi też przywalić? Nie wiem w jaki sposób miałbym to zrobić, wspomniałem o socjaliźmie i karze śmierci, bo Pan przywołał liberalizm i humanitaryzm. Co do tych rzeczy zdania są podzielone również wśród stałych użytkowników tego forum, mieniących się racjonalistami.
>Szatkuje Pan i przekręca wypowiedzi polemistów. Jest Pan w sporej części naszych dyskusji wyraźnie nierzetelnym, a ja tego bardzo nie lubię. A Pan w dużej części własnych wypowiedzi skupia się na ocenie rozmówców, czego nie lubię, albo na belferskich połajankach, a nie przedmiocie dyskusji. Mówiąc o nierzetelności wypada wskazać zdania oponenta sprzeczne z faktami, a nie osobiste wrażenia.
>Po prostu jak na racjonalistę, to bardzo brzydko się Pan tu bawi - chyba że racjonalistą, to Pan nie jest? Nie przyklejam sobie żadnych etykietek. Wolę poglądy na sprawy, niż bezmyślne podążanie za tą, czy inną flagą.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >>>>chętnie zapoznam się ze stanowiskiem wykazującym obecnie sprawowanie władzy w Chinach przez "racjonalnych ateistów". Choć oczywiście - jak wszędzie - można tam takie jednostki też spotkać. >Za ich racjonalnością przemawia pragmatyzm gospodarczy i społeczny, oraz odejście od szalonych maoistowskich pomysłów z czasów rewolucji kulturalnej. Wystarczy porównać ten kraj z Koreą Pł., gdzie ateizm również jest elementem państwowej polityki, a racjonalności co kot napłakał. No rzeczywiście ważki argument. Racjonalistami są ludzie bardziej sprawni gospodarczo i trochę mniej mordujący.
>>>>Autor wątku pisał o "racjonalnych ateistach" i mnie się nie podobało manipulacyjne ustawienie go w narożniku, po to aby przywalić i jemu i ateistom i racjonalistom. >Nikomu nie zamierzałem przywalać. To Pan manipuluje pojęciami i wydumał sobie jakiegoś abstrakcyjnego "racjonalnego ateistę", który musi mieć koniecznie same anielskie przymioty. Wbrew temu co Pan sądzi, tu większość potrafi czytać ze zrozumieniem i prawidłowo osądzać nasze wypowiedzi. Nawet, gdybym sobie wydumał "racjonalny ateizm", to podałem jego krótką definicję (to co pod tym terminem rozumiem), ale to Pan Marek Matejewski użył zasadnie tego określenia. Rozumiem, że Pana każda obrona racjonalnego ateizmu boli, co daje się zauważyć, ale ani Pan Marek, ani ja nie przypisywaliśmy im zaraz jakiś tam - anielskich przymiotów.
>Stosunek do zaświatów nie przesądza o żadnych innych cechach, czy to w skali indywidualnej, czy społecznej. To jest Pańskie - znane mi już od dawna - zdanie. Ja uważam, że w rożnym stopniu - w zależności od stopnia wiary - warunkuje.
>>>>twierdzi Pan zupełnie bezpodstawnie, że racjonalistyczny ateista może być zwolennikiem kary śmierci. Doklejając do tego wyrwany z kontekstu socjalizm. Czyżby tak przy okazji chciałby Pan socjalizmowi też przywalić? >Nie wiem w jaki sposób miałbym to zrobić, wspomniałem o socjaliźmie i karze śmierci, bo Pan przywołał liberalizm i humanitaryzm. Proszę zajrzeć do słowników, czy Wikipedii, albo nie rozumie Pan znaczenia słów, albo robi Pan z kogoś głupiego? Ze mnie, czy z .....
>Co do tych rzeczy zdania są podzielone również wśród stałych użytkowników tego forum, mieniących się racjonalistami. Tak szczególnie wśród tych, mieniących się racjonalistami.
>>>>Szatkuje Pan i przekręca wypowiedzi polemistów. Jest Pan w sporej części naszych dyskusji wyraźnie nierzetelnym, a ja tego bardzo nie lubię. >A Pan w dużej części własnych wypowiedzi skupia się na ocenie rozmówców, czego nie lubię, albo na belferskich połajankach, a nie przedmiocie dyskusji. Mówiąc o nierzetelności wypada wskazać zdania oponenta sprzeczne z faktami, a nie osobiste wrażenia. Jeżeli chodzi o Pana, to już wielokrotnie dokładnie wykazywałem Panu manipulacje i ewidentne kręcenie faktami. W tym wątku jest tego też przykład. Mnie jest wszystko jedno, czy Pan rzeczywiście nie rozumie, czy też nie chce tego zrozumieć. Odnoszę się do Pańskich tekstów, a nie do Pana, ale przecież ktoś jest ich autorem i bierze za nie odpowiedzialność. Dlatego, gdy piszę, że wypisuje Pan tu często prymitywne manipulacje faktami, dla obrony fideistycznych postaw, to trudno rozdzielić - czy oceniam poziom tekstu, czy poziom jego autora. Wielce Szanowny Panie, nikt nas nie jest w stanie bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami. Gdy racja jest po Pańskiej stronie, czytelnicy na pewno Panu ją przyznają.
>>>>Po prostu jak na racjonalistę, to bardzo brzydko się Pan tu bawi - chyba że racjonalistą, to Pan nie jest? >Nie przyklejam sobie żadnych etykietek. Wolę poglądy na sprawy, niż bezmyślne podążanie za tą, czy inną flagą. Tu jest sedno sprawy, Pan woli niby nie mieć sprecyzowanych poglądów i złości Pana, że ewidentnie wykazuję Pańskie sztandary, ale jest to dyskusyjne forum, a mnie propagowane przez Pana tu poglądy - w części - zdecydowanie się nie podobają i wykazuję, gdzie - moim zdaniem - nie ma Pan racji i manipuluje faktami. To jest mój intelektualny obowiązek, a nasze racje oceniają i tak nasi czytelnicy.
Osobiście mam sprecyzowane poglądy i kilka ważnych idei, którymi się w życiu kieruję - jedną z nich może być racjonalny ateizm, a dalej to: humanizm, liberalizm, tolerancja i nie życzę sobie ich bezpodstawnego kwestionowania.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 7 na 7 | finerbijk (17282 punktów) | >Nawet, gdybym sobie wydumał "racjonalny ateizm", to podałem jego krótką definicję (to co pod tym terminem rozumiem), ale to Pan Marek Matejewski użył zasadnie tego określenia. Oczywiście. Równie dobrze możemy stwierdzić, że dobrzy ludzie nie prześladują innych za poglądy. Ja piszę o rzeczywistości, a Pan o ideałach, stąd pewnie to niezrozumienie. Możemy też sobie podumać o teoretycznym miłosiernym chrześcijaninie, jak to on kocha wrogów swoich, jak się poświęca dla bliźniego i dalej wychwalać go pod niebiosa i wzdychać, że podobni mu nie rządzą w Indonezji.
>Rozumiem, że Pana każda obrona racjonalnego ateizmu boli, co daje się zauważyć, ale ani Pan Marek, ani ja nie przypisywaliśmy im zaraz jakiś tam - anielskich przymiotów. Obawiam się, że Pan nie rozumie, iż odgadywanie uczuć innych na podstawie paru linijek to trudna sztuka. Stąd liczne odniesienia w Pana tekstach do stanów emocjonalnych rozmówców. Ja nie atakuję postulowanego "racjonalnego ateizmu", tylko zastanawiałem się gdzie go szukać. Racjonalny ateista to dla mnie niewierzący, który kieruje się rozumem raczej, niż wiarą. Jeśli Pan tę definicję rozszerza na własny użytek, to może Pan podciągać pod nią cokolwiek i z tej pozycji obalać kolejne argumenty. Tylko, czy to jeszcze będzie dyskusja?
>Tak szczególnie wśród tych, mieniących się racjonalistami. Racjonalizm to tylko deklaracja, a kiedy przyjdzie do szczegółów to bywa różnie. Na przykład, dla jednych racjonalna jest neutralność wyznaniowa, dla innych narzucanie swoich słusznych skądinąd poglądów przy użyciu środków administracyjnych. Kto ma być sędzią racjonalności? Pan Tabisz, czy może Pan Koraszewski?
>Jeżeli chodzi o Pana, to już wielokrotnie dokładnie wykazywałem Panu manipulacje i ewidentne kręcenie faktami. W tym wątku jest tego też przykład. Proszę dodać, że w Pańskim mniemaniu. Jeśli ja tu kręcę faktami, to Pan swoimi hipotetycznymi tworami wziętymi z sufitu.
>Tu jest sedno sprawy, Pan woli niby nie mieć sprecyzowanych poglądów i złości Pana, że ewidentnie wykazuję Pańskie sztandary, Wręcz przeciwnie, wypowiadam się tam, gdzie mam konkretne poglądy i wcale nie złoszczą mnie przeciwne opinie. Zabawne. Dla Pana występuję jak widać pod kościelnymi chorągwiami, w innym wątku posądzono mnie, że antyklerykalizm nie pozwala mi zrozumieć potrzeby ochrony uczuć religijnych. Bez szufladek się nie da widocznie, nawet na "racjonalistycznym" forum.
>Osobiście mam sprecyzowane poglądy i kilka ważnych idei, którymi się w życiu kieruję - jedną z nich może być racjonalny ateizm, a dalej to: humanizm, liberalizm, tolerancja i nie życzę sobie ich bezpodstawnego kwestionowania. Nie ośmieliłbym się naruszać Pańskich świętości. Nieśmiało proponuję tylko zastanowić się nad tą tolerancją. Przynajmniej z tolerancją dla odrębnego zdania, to Pan nie przesadza.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > >>>Nawet, gdybym sobie wydumał "racjonalny ateizm", to podałem jego krótką definicję (to co pod tym terminem rozumiem), ale to Pan Marek Matejewski użył zasadnie tego określenia.> Oczywiście. Równie dobrze możemy stwierdzić, że dobrzy ludzie nie prześladują innych za poglądy.Możemy stwierdzać przeróżne rzeczy, ja od początku pisywania na tym forum konsekwentnie twierdzę, że to właśnie wiara jest przyczyną ograniczeń intelektualnych i złego postępowania nawet dobrych ludzi. • Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii. Steven WeinbergPrzedmiot wiary jest tu drugorzędnym warunkiem - pierwszorzędnym jest jej głębokość. > Ja piszę o rzeczywistości, a Pan o ideałach, stąd pewnie to niezrozumienie.Wszystko co piszę dotyczy rzeczywistości, ale w tej rzeczywistości różnorodne idee warunkują postępowanie ludzi i mowa o rzeczywistości społecznej bez ideałów jest mową o wydumanym, a nie o istniejącym świecie. > Możemy też sobie podumać o teoretycznym miłosiernym chrześcijaninie, jak to on kocha wrogów swoich, jak się poświęca dla bliźniego i dalej wychwalać go pod niebiosa i wzdychać,Tak literatura na ten temat jest ogromna. Nawet ciekawe wypowiedzi można sobie na naszym forum poczytać (pana Finerbijka też) tyle że fakty historyczne mówią, że "miłosierny chrześcijanin", jako uogólnienie jest tylko tworem teoretycznym. (Wydumaną bajdą!) > >>>Rozumiem, że Pana każda obrona racjonalnego ateizmu boli, co daje się zauważyć, ale ani Pan Marek, ani ja nie przypisywaliśmy im zaraz jakiś tam - anielskich przymiotów.> Obawiam się, że Pan nie rozumie, iż odgadywanie uczuć innych na podstawie paru linijek to trudna sztuka.Tak dosyć trudna, ale na naszym forum jest prawie 3 tys. Pańskich wypowiedzi, z których większość czytałem. Taki mam zwyczaj. > Ja nie atakuję postulowanego "racjonalnego ateizmu", tylko zastanawiałem się gdzie go szukać. Racjonalny ateista to dla mnie niewierzący, który kieruje się rozumem raczej, niż wiarą. Jeśli Pan tę definicję rozszerza na własny użytek, to może Pan podciągać pod nią cokolwiek i z tej pozycji obalać kolejne argumenty. Tylko, czy to jeszcze będzie dyskusja?Nie bardzo zgadzam się z Wikipedią, wolę bardziej wiarygodne źródła, ale jednak to taka internetowa podstawa, której się trzymam, albo wprost zaznaczam, że się z nią nie zgadzam. Proszę sobie tam poczytać definicje racjonalizmu i ateizmu. A czy Pan może (i jakimi metodami) bronić połączenia ich w jedno określenie definiujące ludzką postawę światopoglądową? Nie! Wielce Szanowny Panie, ja nie kręcę ani sobie niczego nie wymyślam. > >>>Tak szczególnie wśród tych, mieniących się racjonalistami.> Racjonalizm to tylko deklaracja, a kiedy przyjdzie do szczegółów to bywa różnie.No właśnie! Po co to kręcenie? Oczywiście, że z ludźmi bywa różnie - co innego mówią, a co innego robią. Tylko we mnie nie ma nic ze służb specjalnych, ani strażników myśli. Deklaracje ludzi przyjmuję za prawdziwe. Przynajmniej do czasu kiedy spójne, Wątpliwości zaczynają się kiedy widać, że ktoś ewidentnie kręci i udaje kogoś innego niż jest nim na prawdę. > Na przykład, dla jednych racjonalna jest neutralność wyznaniowa, dla innych narzucanie swoich słusznych skądinąd poglądów przy użyciu środków administracyjnych.Znowu Pan albo nie rozumie, albo kręci? Racjonalizm powstrzymuje od walki z wiatrakami. Jest sceptycznym do wszelakich "słusznych poglądów". Słuszne poglądy to mają różnorodne ideologie i nawet to nie jest jeszcze groźnym. Groźną jest dopiero wiara w ich jedynie-słuszność i narzucanie ich innym, a to z racjonalizmem nie ma nic wspólnego. Ateizm jest przekonaniem, które może mieć różne podstawy intelektualne i emocjonalne. Ateista może wierzyć, że takiego, czy innego boga nie nie ma. Dlatego uważam za konieczne dookreślenie - racjonalny ateizm - czyli taki ateizm, który jest wynikiem procesu intelektualnego. Ten któremu żadni bogowie do zrozumienia rzeczywistości nie są potrzebni. > Kto ma być sędzią racjonalności? Pan Tabisz, czy może Pan Koraszewski?Szanowny Panie tu każdy sobie sam sędziów wybiera. Osobiście nie uznaję żadnych autorytetów, a za zbiorowego sędziego swoich racji uznaję ogół naszych czytelników. Ogólnie zgadzam się z tymi zapisami: pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 a doprecyzowania to już mam własne. > >>>Jeżeli chodzi o Pana, to już wielokrotnie dokładnie wykazywałem Panu manipulacje i ewidentne kręcenie faktami. W tym wątku jest tego też przykład.> Proszę dodać, że w Pańskim mniemaniu. Jeśli ja tu kręcę faktami, to Pan swoimi hipotetycznymi tworami wziętymi z sufitu.Wszystko co tu piszę jest moim poglądem, opartym o własne intelektualne przygotowanie. Ale chyba nie uważa się Pan za żadną "Świętą Krowę" lub innego świętego, którego tekstów nie wolno krytykować - to ogół czytelników osądzą nasze rozmowy i dyskusje. > >>>Tu jest sedno sprawy, Pan woli niby nie mieć sprecyzowanych poglądów i złości Pana, że ewidentnie wykazuję Pańskie sztandary,> Wręcz przeciwnie, wypowiadam się tam, gdzie mam konkretne poglądy i wcale nie złoszczą mnie przeciwne opinie.Tak, zademonstrował Pan to wielokrotnie, a nawet i tu. > Dla Pana występuję jak widać pod kościelnymi chorągwiami, w innym wątku posądzono mnie, że antyklerykalizm nie pozwala mi zrozumieć potrzeby ochrony uczuć religijnych.No widzi Pan, a o mnie i moich poglądach na ogół wszyscy mają dosyć jednoznaczne zdanie. Słusznie Pan napisał aby nie doszukiwać się w autorze tego czego sam nie twierdzi, gdzie Pana wpisałem pod kościelne sztandary? Natomiast stwierdzam w dużej części Pańskich wypowiedzi subiektywizm w obronie chrześcijaństwa i w ocenie racjonalizmu, a Pańskie argumenty są natury bardziej emocjonalnej, niż racjonalnej. .
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: . >Bez szufladek się nie da widocznie, nawet na "racjonalistycznym" forum. To o czym mielibyśmy na naszym forum rozmawiać. Rozmawiamy o swoich poglądach na różne sprawy, już tym samym sami umieszczamy się w różnych szufladkach. Najmniej ciekawymi są dyskutanci, którzy chcą być we wszystkich jednocześnie.
>>>>Osobiście mam sprecyzowane poglądy i kilka ważnych idei, którymi się w życiu kieruję - jedną z nich może być racjonalny ateizm, a dalej to: humanizm, liberalizm, tolerancja i nie życzę sobie ich bezpodstawnego kwestionowania. >Nie ośmieliłbym się naruszać Pańskich świętości. Nieśmiało proponuję tylko zastanowić się nad tą tolerancją. Przynajmniej z tolerancją dla odrębnego zdania, to Pan nie przesadza. Wielce Szanowny Panie, to forum służy nie "tolerancji dla zdań odrębnych", a dyskusji nad naszymi poglądami na różnorodne tematy, które to podajemy pod osąd i dyskusje naszych czytelników. Bardzo sobie szanuję Pańskie zdanie, gdy Pan zachowuje je dla siebie, ale na naszym forum to swoje poglądy Pan publicznie głosi i przedstawia pod krytyczny osąd czytelników i nic w tym dziwnego, że spotyka się Pan (tak jak wszyscy inni) z ich akceptacją lub krytyką.
Tu wcale nie jest tak jak w katolickiej nauce, że jeden stek głupot napisze, a dziesięciu pieje w zachwycie, jaki to on mądry. Przynajmniej jest tak dopóty, dopóki nie stwierdzą, że to heretyk przebrzydły. W mentalności ludzkiej najbardziej pogardzam obłudą i proszę jej po mnie nie oczekiwać.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | Niestety nie mogę odpisać teraz na każde zdanie, więc pokrótce. Zgodnie z Pana radą przeczytałem definicje ateizmu i racjonalizmu i nie znalazłem tam nic, co by mogło wnieść coś nowego do dyskusji. Pomyślałem wtedy, że może Pański "racjonalny ateista" (RA) ma coś wspólnego z osobą wyznającą "racjonalizm światopoglądowy". To by nawet pasowało. Kłopot w tym, że światopogląd ten mogą wyznawać równie dobrze teiści, deiści i inni (co oczywiście nie neguje RA, ale wymaga wspomnienia). Drugi kłopot jest taki, że przywódcy chińscy, od których zaczęła się rozmowa, z łatwością mogliby wpisać się w tę definicję, ponieważ nie wyznacza ona żadnych sztywnych norm etycznych, a jedynie ogólne zarysy.
Mamy tam co prawda zdanie, że "racjonalista za główne kryterium moralności uznaje zazwyczaj krzywdę, bądź jej brak", lecz bardzo łatwo można z tego wywieść słuszność działań mających na celu ochronę społeczeństwa przed krzywdami, które niewątpliwie niosą ze sobą religie lub inne nieracjonalne praktyki. I jak jako ateista, odmówi im Pan racji?
Jest tam też inne ważne zdanie (pod którym podpisuję się obiema rękami): "racjonalizm powiązany jest nadzwyczaj często z afirmacją liberalizmu. Żyj i daj żyć innym". Jednakże, pogodzenie tego zdania z powyższą koniecznością ochrony przed wspomnianymi krzywdami może napotykać pewne trudności. Ważniejsza wolność, czy bezpieczeństwo?
Na powyższym przykładzie widzimy pewne wewnętrzne konflikty czyniące z racjonalizmu pogląd podlegający w pewnym stopniu arbitrarnej i/lub subiektywnej ocenie, co sugerowałem zresztą wyżej odnośnie RA. Nie chcę się wdawać w krytykę racjonalizmu światopoglądowego, który generalnie mi się podoba, ale chciałem podzielić się wrażeniem, że u Pańskiego RA, tak naprawdę jednoznaczny jest tylko ateizm, a wszystko inne to sprawy dyskusyjne i względne.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Niestety nie mogę odpisać teraz na każde zdanie, więc pokrótce. Całe szczęście!
>Zgodnie z Pana radą przeczytałem definicje ateizmu i racjonalizmu i nie znalazłem tam nic, co by mogło wnieść coś nowego do dyskusji. Nic na to począć nie mogę. Tak, występują takie przypadki w przyrodzie.
>Pomyślałem wtedy, że może Pański "racjonalny ateista" (RA) ma coś wspólnego z osobą wyznającą "racjonalizm światopoglądowy". To by nawet pasowało. Po pierwsze nie mój, a po drugie chyba ma, jeżeli poleciłem przeczytania tego hasła, taka jest logika prowadzenia racjonalnej rozmowy.
>Kłopot w tym, że światopogląd ten mogą wyznawać równie dobrze teiści, deiści i inni (co oczywiście nie neguje RA, ale wymaga wspomnienia). Kłopoty są tu zupełnie inne, choć zasadnicze. Po pierwsze - tak jak wyżej napisałem - ja nie jestem wyznawcą ani Wikipedii, ani innych zapisów tylko ogólnie się z nimi zgadzam. Po drugie, każdy czyta, to co chce przeczytać. Ja przeczytałem: "Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania." Pan przeczytał to, w co ja akurat bardzo wątpię: "Wśród zwolenników racjonalizmu znajdują się [...] i teiści."
>Drugi kłopot jest taki, że przywódcy chińscy, od których zaczęła się rozmowa, z łatwością mogliby wpisać się w tę definicję, ponieważ nie wyznacza ona żadnych sztywnych norm etycznych, a jedynie ogólne zarysy. Proszę Wielce Szanownego Pana oczywiście, że przywódcy Chińscy mogą się wpisać! Wpisać się mogą nawet przywódcy Korei Północnej. Wystarczy poczytać nasze forum ilu dyskutantów się w to wpisuje.
>Mamy tam co prawda zdanie, że "racjonalista za główne kryterium moralności uznaje zazwyczaj krzywdę, bądź jej brak", lecz bardzo łatwo można z tego wywieść słuszność działań mających na celu ochronę społeczeństwa przed krzywdami, które niewątpliwie niosą ze sobą religie lub inne nieracjonalne praktyki. Nie tylko zdań, ale mądrych książek na temat racjonalizmu napisano wiele, autor Wikipedii i redaktor Agnosiewicz starali się wydobyć z nich sedno. Oczywiście byli subiektywni i to są ich poglądy, z którymi jak napisałem ogólnie się zgadzam.
>I jak jako ateista, odmówi im Pan racji? Po pierwsze ja wcale nie jestem ateistą - co już wielokrotnie na naszym forum zaznaczałem, po drugie mówimy tu o racjonalnym ateizmie, po trzecie wykazywał się tu Pan znajomością chrześcijaństwa, to dobrze Pan wie jak wiele interpretacji można wywieść z Ewangelii. Nie, proszę Pana - zupełnie nie biorę odpowiedzialności za wszystkie bzdury, które sobie niektórzy z moich wypowiedzi wywodzą, a co dopiero z wypowiedzi innych.
>Jest tam też inne ważne zdanie (pod którym podpisuję się obiema rękami): "racjonalizm powiązany jest nadzwyczaj często z afirmacją liberalizmu. Żyj i daj żyć innym". Jednakże, pogodzenie tego zdania z powyższą koniecznością ochrony przed wspomnianymi krzywdami może napotykać pewne trudności. Ważniejsza wolność, czy bezpieczeństwo? Racjonalizm bardzo dobrze radzi sobie z tymi problemami, ale w tym wątku, na te tematy już nie chce mi się z Panem dyskutować.
>Na powyższym przykładzie widzimy pewne wewnętrzne konflikty czyniące z racjonalizmu pogląd podlegający w pewnym stopniu arbitrarnej i/lub subiektywnej ocenie, co sugerowałem zresztą wyżej odnośnie RA. Ja w swoich poglądach żadnych konfliktów nie dostrzegam, gdyż gdybym je dostrzegł, dotąd bym pracował aż bym je zniwelował. Nie podejmuję się też tak opornemu umysłowi wyjaśnić na czym polega racjonalizm i ateizm, czy są tożsame, czy mogą lub muszą być sprzeczne. Jest bardzo bogata literatura i na naszym forum było wiele bardzo ciekawych dyskusji na ten temat, kto chciał to zrozumiał. Inni wciąż klepią to samo.
>Nie chcę się wdawać w krytykę racjonalizmu światopoglądowego, który generalnie mi się podoba, No właśnie, niby podoba nam się to samo, a jak pokazałem "diabeł tkwi w szczegółach". Tylko te szczegóły są ogromnie ważne dla całej idei.
>ale chciałem podzielić się wrażeniem, że u Pańskiego RA, tak naprawdę jednoznaczny jest tylko ateizm, a wszystko inne to sprawy dyskusyjne i względne. Jak widać wszystko bardzo dobrze Pan zrozumiał i też bardzo dobrze Pan się do tego odniósł. To tylko ja się czepiam, ale czepiać się takich wypowiedzi będę się zawsze. To racjonalistyczne forum, a ja lubię jasność poglądów. Więc Pańskie - jak umiem - doprecyzowuję i rozjaśniam i wcale nie proszę o pozwolenie na to. Kto będzie chciał to zrozumie, kto nie zrozumie, to już i Święty Boże nie pomoże.
Miłego dnia.
.
|
|
| | | | | | | | |  | 4 na 4 | finerbijk (17282 punktów) | >Po pierwsze ja wcale nie jestem ateistą - co już wielokrotnie na naszym forum zaznaczałem, A tak, przepraszam, zapomniałem. Lubi się Pan nazywać naturystą ornitologicznym, czy jakoś podobnie...
>po drugie mówimy tu o racjonalnym ateizmie, No tak, wypada tylko żałować, że ateizm niekoniecznie zawsze stara się być racjonalny, nawet w tym mglistym słownikowym sensie. To tylko chciałem w sumie napisać.
>To tylko ja się czepiam, ale czepiać się takich wypowiedzi będę się zawsze. Po to jest forum, aby czepiać się, wyjaśniać, itd. Przynajmniej na ile się da i starcza dobrej woli.
>Kto będzie chciał to zrozumie, kto nie zrozumie, to już i Święty Boże nie pomoże. Amen
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Po pierwsze ja wcale nie jestem ateistą - co już wielokrotnie na naszym forum zaznaczałem,> A tak, przepraszam, zapomniałem. Lubi się Pan nazywać naturystą ornitologicznym, czy jakoś podobnie...  > >>>po drugie mówimy tu o racjonalnym ateizmie,> No tak, wypada tylko żałować, że ateizm niekoniecznie zawsze stara się być racjonalny, nawet w tym mglistym słownikowym sensie. To tylko chciałem w sumie napisać.  > >>>To tylko ja się czepiam, ale czepiać się takich wypowiedzi będę się zawsze.> Po to jest forum, aby czepiać się, wyjaśniać, itd. Przynajmniej na ile się da i starcza dobrej woli.  > >>>Kto będzie chciał to zrozumie, kto nie zrozumie, to już i Święty Boże nie pomoże.> Amen No i nareszcie jest Pan sobą - bez żadnego udawania.Pokazał Pan tu jak na dłoni: swoje poglądy, swój poziom intelektualny i kulturalny. Krótko i treściwie. Gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do Pańskich intencji i poziomu, to tu mamy tu całego Pana Finerbijka! Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | |  | 5 na 5 | KarolG (2892 punktów) | > Wystarczy porównać ten kraj z Koreą Pł., gdzie ateizm również jest elementem państwowej polityki, a racjonalności co kot napłakał.No faktycznie ateizm jak diabli: niezwykle zjawiska po śmierci Kim Dzong Ila. Pozdrawiam (z Korei)
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | slik (20011 punktów) | > >Wystarczy porównać ten kraj z Koreą Pł., gdzie ateizm również jest elementem państwowej polityki, a racjonalności co kot napłakał.> No faktycznie ateizm jak diabli: niezwykle zjawiska po śmierci Kim Dzong Ila.Bo komunizm to taka świecka forma katolicyzmu
|
|
|  | 4 na 4 | rdest (2492 punktów) |
>To wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą, to tym bardziej, a nie przedmiot wiary. Każda wiara, Panie Andrzeju. Także w ograniczone, skądinąd, możliwości ludzkiego rozumu.
Pozdrawiam
Konformizm gwarantem spójności grupy
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>To wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą, to tym bardziej, a nie przedmiot wiary. >Każda wiara, Panie Andrzeju. >Także w ograniczone, skądinąd, możliwości ludzkiego rozumu. Tak, Panie Rdest - każda wiara, ale skąd Panu wzięła wiara "w ograniczone, skądinąd, możliwości ludzkiego rozumu?" Chyba z jakiejś katolickiej propagandy?
Na tym forum były bardzo ciekawe dyskusje na temat światopoglądu. Proponuję aby Pan sobie poczytał.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
|  | 5 na 5 | szemrany robert (425 punktów) | Proszę wybaczyć argument ad Stalinum, który jednak wydaje mi się na miejscu. Po pierwsze nie wiem, czy istnieją dane potwierdzające rzekomy ateizm Stalina. Ale do rzeczy: > racjonalny ateista, a wiec człowiek, którzy odrzucił głupotę wiary w nadprzyrodzone >stwory ze względów rozumowych (racjonalnych), a nie człowiek, który uwierzył, że >bogowie religijni nie istnieją, a religie są głupie i zamienił wiarę religijną na >para-religijną utopię z "żywym bogami na czele".Czy Józef Stalin Mógł być racjonalnym ateistą wg Pana definicji? Moim zdaniem tak. Nic nie stoi na przeszkodzie by uznać, że mógł dojść do ateizmu w podany sposób. Twierdzenie, że ateizm zawsze pociąga za sobą humanitaryzm i liberalizm jest moim zdaniem nie uprawnione. Stalin był socjopatą, Socjopatia nie wyklucza racjonalizmu w kwestii wiary w bogów itp. Oczywiście ateizm Stalina mógł mieć również podstawy irracjonalne. Sam Stalin mógł być też fideistą albo komunistą. Jednak cały czas hipoteza pierwsza jest możliwa. P.S. Nie odnoszę się tutaj do racjonalizmu światopoglądowego.
|
|
| |  | 8 na 8 | rysiek (4593 punktów) | Ateizm, "pociąga za sobą" tylko niewiarę w istnienie bogów. Natomiast ideologie w których zawarta jest m.in. niewiara w bogów, należałoby określać odpowiednimi terminami, np. komunizm.
|
|
| | |  | 1 na 1 | szemrany robert (425 punktów) | Miałem oczywiście na myśli racjonalny ateizm zdefiniowany powyżej przez pana Bogusławskiego.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | rysiek (4593 punktów) | Rozumiem, ale chyba lepiej jest mówić o konkretnych ideologiach, a nie o ateizmie, który, jako taki, jest a-ideologią. Oczywiście, Stalin mógł zostać ateistą drogą racjonalną. I gdybyż był tylko ateistą...
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | szemrany robert (425 punktów) | A-ideologią jest raczej sceptycyzm. Sam ateizm to tylko pogląd, który można ewentualnie włączyć do jakiejś ideologii czy światopoglądu.
>lepiej jest mówić o konkretnych ideologiach, a nie o ateizmie Dokładnie o to mi chodzi. Ateizm nie determinuje określonej moralności. Tak samo "racjonalny ateizm", o którym była mowa.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | rysiek (4593 punktów) | >(...) Sam ateizm to tylko pogląd, który można ewentualnie włączyć do jakiejś ideologii czy światopoglądu. Osobiście wolę wersję mówiącą, że to brak określonego poglądu. Oczywiście można zbudować ideologię czyniącą z tego braku istotny element.
>Ateizm nie determinuje określonej moralności. (...) Ciekawe, czy ktoś badał ewentualne istnienie takich zależności?
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 | Menel de Lux (3111 punktów) | Dokładnie. Ateizm jest brakiem wiary w boga. Jest to zbiór pusty i nie można mu przypisywać żadnych cech.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >(...) Sam ateizm to tylko pogląd, który można ewentualnie włączyć do jakiejś ideologii czy światopoglądu. >Ateizm nie determinuje określonej moralności. Tak samo "racjonalny ateizm", o którym była mowa.
Zgoda. Ani "racjonalny ateizm" ani "ateizm" nie determinuje moralności. Jednak dlaczego wyróżnienie kategorii "racjonalnego ateizmu" uważam za istotne? Otóż dlatego, że właśnie "ateizm" ma moim zdaniem szansę koegzystować z racjonalną myślą i robi to. Jeżeli taki związek między racjonalizmem a ateizmem się pojawia to dlaczego nie mamy wyróżnić kategorii "racjonalnego ateizmu"? Zresztą nie ja ją wymyśliłem, pisał o niej np. Dawkins. Racjonalny ateizm odróżniam od czystego ateizmu z uwagi na to, że w praktyce ten drugi staje się niestety zwykle częścią jakiejś głównej ideologii i wykorzystywany jest w charakterze narzędzia do jej utwierdzania. Tym samym jest to ateizm skażony i stanowi tradycyjny argument dla teistów.
Proszę sobie porównać "racjonalny ateizm" z inną kategorią, np. z "racjonalnym teizmem" - widać na dzień dobry, że ten drugi twór to oksymoron, który nie ma racji bytu. Tymczasem racjonalny ateizm to kategoria uzasadniona i potrzebna - choćby po to, żeby unikać etykiety "komunisty".
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Proszę sobie porównać "racjonalny ateizm" z inną kategorią, np. z "racjonalnym teizmem" - widać na dzień dobry, że ten drugi twór to oksymoron, który nie ma racji bytu. Zupełnie nie ma Pan racji Panie Marku, główny atak na użyte przez Pana określenie wynika z czegoś innego. Dobrze to ujmuje ksiądz Marek Dziewiecki: Wiara chrześcijan jest racjonalna, gdyż wierzą oni w to, że pochodzą od kogoś większego niż oni sami, a zatem od kogoś, kto w jeszcze większym niż oni stopniu potrafi myśleć, kochać i decydować. Natomiast wiara ateistów jest irracjonalna, gdyż wierzą w to, że pochodzą od nieświadomej siebie materii lub że są dziełem ślepego przypadku. Więc nic dziwnego, że przypisując ateistom racjonalizm, tak wzburzył Pan teistów.
>Tymczasem racjonalny ateizm to kategoria uzasadniona i potrzebna - choćby po to, żeby unikać etykiety "komunisty". Znowu zupełnie z tym uzasadnieniem się nie zgadzam. Po pierwsze epitety zależą od epitetującego, a nie od epitetowanego - z czego wynika, że można Panu (i mnie także) każdą etykietkę przylepić, a po drugie określenie - racjonalny ateista - jest całkowicie uzasadnionym racjonalnie opisem pewnej postawy światopoglądowej i nie potrzeba tego tłumaczyć strachem przed głupkami, którzy będą nas epitetować. Przed epitetowaniem można się obronić w ocenach tylko krytycznie myślacych racjonalistów, a nie nienawidzących Pana za samodzielne myślenie fideistów.
Panie Marku, już Nasz Papież powiedział "Nie lękajcie się!" A więc się nie lękajmy!
Pozdrawiam.
@@@ .
>
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | >Zupełnie nie ma Pan racji Panie Marku, główny atak na użyte przez Pana określenie wynika z czegoś innego. >Dobrze to ujmuje ksiądz Marek Dziewiecki: > Wiara chrześcijan jest racjonalna, gdyż wierzą oni w to, że pochodzą od kogoś większego niż oni sami, a zatem od kogoś, kto w jeszcze większym niż oni stopniu potrafi myśleć, kochać i decydować. >Natomiast wiara ateistów jest irracjonalna, gdyż wierzą w to, że pochodzą od nieświadomej siebie materii lub że są dziełem ślepego przypadku.
Myśl ks. Dziewieckiego jest mi znana i zgodzę się z Pana diagnozą.
>Więc nic dziwnego, że przypisując ateistom racjonalizm, tak wzburzył Pan teistów.
Chyba nawet wiem którego z nich najbardziej, o ile tylko tu zagląda. Jest taki jeden pan redaktor z pewnego portalu, który namiętnie używa określenia "nieracjonalny ateizm" kiedy tylko ma chwilę czasu.
>Po pierwsze epitety zależą od epitetującego, a nie od epitetowanego - z czego wynika, że można Panu (i mnie także) każdą etykietkę przylepić (...)
Trudno odmówić Panu racji. Uznaję mój argument za chybiony.
>Przed epitetowaniem można się obronić w ocenach tylko krytycznie myślacych racjonalistów, a nie nienawidzących Pana za samodzielne myślenie fideistów.
Tylko fideistów?
|
|
| |  | | Marek Matejewski (3695 punktów) | Przyjmijmy, że Stalin był racjonalnym ateistą tak samo jak to, że Hitler był ministrantem z wyboru. Pan zakłada, że ateizm nie musi pociągać za sobą humanitaryzmu - zgoda. Tymczasem dodam, że teizm fałszywie zakłada humanitaryzm, który ginie gdzieś głęboko na tle wszechobecnej dyskryminacji i nietolerancji.
Wróćmy do wujka Joe. Czy da się wykazać związek między ateizmem Stalina a jego okrucieństwem? Twierdzę, że absolutnie nie - socjopatia, o której Pan wspomniał jakoś tłumaczy wynaturzenie sowieckiego przywódcy, ale na pewno nie robi tego ateizm.
Czy natomiast da się wykazać związek wiary Hitlera z jego okrucieństwami? Pośrednio tak, a szczególnie z wynaturzeniem osobowości i osobistymi urojeniami. Trudno nie zauważyć analogii między koncepcją "Narodu Wybranego" a "Rasą Nadludzi". Czym różniły się czystki Hitlera od czystek dokonywanych przez Izraelitów z polecenia Boga? Weźmy np. kazus Jerycha. Przypadek czy źródło inspiracji?
|
|
| | |  | 1 na 1 | szemrany robert (425 punktów) | > Tymczasem dodam, że teizm fałszywie zakłada humanitaryzm, który ginie gdzieś głęboko >na tle wszechobecnej dyskryminacji i nietolerancji.Zinstytucjonalizowany - na pewno tak. > Czy da się wykazać związek między ateizmem Stalina a jego okrucieństwem? Twierdzę, że >absolutnie nieZgadzam się, oczywiście. > Czy natomiast da się wykazać związek wiary Hitlera z jego okrucieństwami? Pośrednio >tak, a szczególnie z wynaturzeniem osobowości i osobistymi urojeniami.Sądzę, że człowiek zdolny do zbrodni na taką skalę jak Hitler musi albo ślepo wierzyć, albo mieć jakieś zaburzenia psychiczne (albo jedno i drugie). Natomiast twierdzenie, jakoby wiara religijna Hitlera miała związek z jego okrucieństwami wydaje mi się naciągane, bo nie wiemy nawet czy na pewno H. był teistą. > Trudno nie zauważyć analogii między koncepcją "Narodu Wybranego" a "Rasą Nadludzi".Silniejsze analogie występują raczej z filozofią Schopenhauera, ewentualnie Nietzsche'go. pl.wikipedia.org/wiki/Rasa_panów
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Sądzę, że człowiek zdolny do zbrodni na taką skalę jak Hitler musi albo ślepo wierzyć, albo mieć jakieś zaburzenia psychiczne (albo jedno i drugie). Natomiast twierdzenie, jakoby wiara religijna Hitlera miała związek z jego okrucieństwami wydaje mi się naciągane, bo nie wiemy nawet czy na pewno H. był teistą.Raczej na pewno wiemy, że Hitler (tak jak i Stalin) był psychopatą i właśnie ta patologia najsilniej warunkowała jego wszelkie poczynania. Niedawno był cały wątek temu zagadnieniu poświęcony: www.racjonalista.pl/forum.php/s,474361Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę wybaczyć argument ad Stalinum, który jednak wydaje mi się na miejscu.Na ile dobrze zna Pan biografię Stalina i jego portret psychologiczny, gdyż ja dosyć średnio. Nigdy nie był moim bohaterem. > Po pierwsze nie wiem, czy istnieją dane potwierdzające rzekomy ateizm Stalina.No właśnie? Możemy sobie tylko pogdybać! > Ale do rzeczy:> >>>racjonalny ateista, a wiec człowiek, którzy odrzucił głupotę wiary w nadprzyrodzone >stwory ze względów rozumowych (racjonalnych), a nie człowiek, który uwierzył, że >bogowie religijni nie istnieją, a religie są głupie i zamienił wiarę religijną na >para-religijną utopię z "żywym bogami na czele".> Czy Józef Stalin Mógł być racjonalnym ateistą wg Pana definicji?Nie wiem? Według mojej wiedzy podstawą jego mentalności była warunkująca wszelkie decyzje psychopatia. > Moim zdaniem tak.To proszę o przedstawienie argumentów. > Nic nie stoi na przeszkodzie by uznać, że mógł dojść do ateizmu w podany sposób.Mógł, ale czy doszedł? > Twierdzenie, że ateizm zawsze pociąga za sobą humanitaryzm i liberalizm jest moim zdaniem nie uprawnione. Stalin był socjopatą, Socjopatia nie wyklucza racjonalizmu w kwestii wiary w bogów itp.Mnie uczono, że zanim włączę się do rozmowy należy przedtem zrozumieć o czym w niej jest mowa. Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że ateizm zawsze pociąga za sobą humanitaryzm i liberalizm, tu wyraźnie zaznaczałem, że mówię o "racjonalnym ateizmie". Pisze Pan, że socjopatia nie wyklucza...., to tak jakby Pan napisał, że brak nogi nie wyklucza pełnej sprawności fizycznej. > Oczywiście ateizm Stalina mógł mieć również podstawy irracjonalne. Sam Stalin mógł być też fideistą albo komunistą. Jednak cały czas hipoteza pierwsza jest możliwa.Oczywiście mogło być tak, a mogło być siak. Możliwych hipotez jest wiele, tylko co z tego wynika? > P.S. Nie odnoszę się tutaj do racjonalizmu światopoglądowego.Przepraszam, a dlaczego? Dlatego, że to Panu pozwala na prowadzenie niejasnych wywodów i spekulacji? Bardzo proszę o ponowne przeczytanie całej rozmowy i postaranie się o jej zrozumienie. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | szemrany robert (425 punktów) | Cały czas odnoszę się do wcześniejszej Pana wypowiedzi, w której pisze Pan: > racjonalny ateista, a wiec człowiek, którzy odrzucił głupotę wiary w nadprzyrodzone >stwory ze względów rozumowych (racjonalnych), a nie człowiek, który uwierzył, że >bogowie religijni nie istnieją, a religie są głupie i zamienił wiarę religijną na >para-religijną utopię z "żywym bogami na czele".Mój wywód ma charakter wyłącznie hipotetyczny i ma na celu przeciwstawienie się tezie, że taki ateizm determinuje humanitaryzm i liberalizm. W wymienionej wypowiedzi pisze Pan dalej, że > Racjonalny ateizm jest oparty na sceptycyzmie naukowym i w umysłach jego nielicznych >przedstawicieli humanitaryzm i liberalizm są głęboko zaszczepione.na co nie zwróciłem uwagi i za to przepraszam. Zmienia to wymowę całego postu i wskazuje, że miał Pan na myśli właśnie racjonalizm światopoglądowy. Niemniej jednak w wątku broni Pan stanowiska pana Matejewskiego z pierwszego postu, który nie definiuje "racjonalnego ateizmu". Z samego sformułowania "racjonalny ateizm" pierwszym skojarzeniem jakie mi się nasunęło jest "ateizm o podstawach racjonalnych". Stąd, jak sądzę, całe nieporozumienie.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Niemniej jednak w wątku broni Pan stanowiska pana Matejewskiego z pierwszego postu, który nie definiuje "racjonalnego ateizmu". Z samego sformułowania "racjonalny ateizm" pierwszym skojarzeniem jakie mi się nasunęło jest "ateizm o podstawach racjonalnych". Stąd, jak sądzę, całe nieporozumienie.Tak, bronię stanowiska pana Matejewskiego, a czytając inne Pańskie wypowiedzi - wiem, że tu zaistniało tylko niezrozumienie mojej wypowiedzi. > Cały czas odnoszę się do wcześniejszej Pana wypowiedzi, w której pisze Pan:> >>>racjonalny ateista, a wiec człowiek, którzy odrzucił głupotę wiary w nadprzyrodzone stwory ze względów rozumowych (racjonalnych), a nie człowiek, który uwierzył, że bogowie religijni nie istnieją, a religie są głupie i zamienił wiarę religijną na para-religijną utopię z "żywym bogami na czele".> Mój wywód ma charakter wyłącznie hipotetyczny i ma na celu przeciwstawienie się tezie, że taki ateizm determinuje humanitaryzm i liberalizm. Po pierwsze, przytoczone przez Pana zdanie jest pewnym skrótem myślowym, odwołującym do opisów idei racjonalizmu i ateizmu (wyjaśniającym to, o co tu chodzi), a nie nawet próbą zdefiniowania racjonalnego ateizmu, która musiałaby być pełniejszą, a przez to i dłuższą. Po drugie, jak wynika z tego zdania - racjonalizm dając metodę poznania i zrozumienia świata jest tu ważniejszym od ateizmu, do którego rozumowo się dochodzi. Po trzecie - Bogusławski napisał: Cytat: Racjonalny ateizm jest oparty na sceptycyzmie naukowym i w umysłach jego nielicznych przedstawicieli humanitaryzm i liberalizm są głęboko zaszczepione i dostrzega różnicę pomiędzy "zaszczepieniem" a "zdeterminowaniem". Po czwarte , odwoływałem się tu do nurtów filozoficznych: humanizmu i liberalizmu, a nie politycznych (czego np. pan Finerbijk nie chciał zrozumieć i dołączył do nich socjalizm, który jest ideą społeczno-ekonomiczną). Do takich idei racjonalizm odwołuje się zarówno teoretycznie, jak i praktycznie w działaniach jego znaczących przedstawicieli. > na co nie zwróciłem uwagi i za to przepraszam.Wydaje mi się, że dobrze się stało, gdyż pozwoliło mi to na jeszcze jaśniejsze wytłumaczenie moich poglądów i stanowiska w tej sprawie. Myślę że teraz jestem przez Pana i wszystkich, którzy chcą zrozumieć lepiej zrozumianym, a jak ktoś nie chce, to i Święty Boże nie pomoże. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
 | 6 na 6 | Celecrin (6386 punktów) |
>W Chinach za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku ateistycznych władz.
Napisałbym, że sprytnie zmanipulowałeś dyskutantów na Forum, używając fałszywego argumentu, choć mam też pewne podejrzenia, iż po prostu argument Twój może być płytki, a sprawy nie przemyślałeś i rzeczywiście sam błądzisz innych prowadząc na manowce.
Po pierwsze finerbijk: Nie ma czegoś takiego jak "ateistyczne władze". Władza w Chinach wywodzi się od władz komunistycznych. Ateiści nie zajmują się kwestiami społecznymi. Władze w Chinach stworzyli komuniści, których głównym hasłem były kwestie społeczne, chęć zaprowadzenia komunizmu, nie religijne. Nawiasem mówiąc komunizm w wydaniu Mao, to religia. Religia zwalcza inne religie, jednak przede wszystkim "ateizm" komunistom (wszędzie) służył do zwalczania jakichkolwiek więzi społecznych poza ich systemem. Najlepszym przykładem są właśnie Chiny, które gnębiły ludzi uprawiających T'ai chi.
>Historia i teraźniejszość nie potwierdzają tego. Ateizm nie gwarantuje humanitaryzmu i wolności. Ateizm nie jest ideologią, jak już wspomniałem nie zajmuje się kwestiami społecznymi. Można natomiast mówić, że humanitaryzm i wolność idzie w parze z ilością ateistów w społeczności. Im więcej, tym lepiej. To są kwestie podstawowe i nie powinny być nawet dyskutowane.
|
|
|  | 9 na 9 | finerbijk (17282 punktów) | >a sprawy nie przemyślałeś i rzeczywiście sam błądzisz innych prowadząc na manowce. Mam trochę lepsze mniemanie o piszących tutaj i sądzę, że każdego stać na własne zdanie.
>Ateiści nie zajmują się kwestiami społecznymi. Władze w Chinach stworzyli komuniści, których głównym hasłem były kwestie społeczne, chęć zaprowadzenia komunizmu, nie religijne. Chodziło mi o stosunek do religii i wolności przekonań. Komuniści to zdeklarowani ateiści, chociaż obecny ustrój w Chinach trudno nazwać komunizmem. Twierdzenie, że ateiści nie zajmują się kwestiami społecznymi jest conajmniej dziwne. Czy, na przykład, wycofanie religii ze szkół i walka o świeckie państwo to nie są społeczne postulaty ateistów? W Chinach z tym nie było problemów, bo rządzili ateiści właśnie i te sprawy wynikały z ateizmu komunistów, a nie z ich poglądów na gospodarkę, czy inne rzeczy.
>Nawiasem mówiąc komunizm w wydaniu Mao, to religia. Religia zwalcza inne religie, jednak przede wszystkim "ateizm" komunistom (wszędzie) służył do zwalczania jakichkolwiek więzi społecznych poza ich systemem. Najlepszym przykładem są właśnie Chiny, które gnębiły ludzi uprawiających T'ai chi. Do dzisiaj gnębią, ale uprawiających Falun Dafa. Jednak czasy Mao i jego polityka społeczna dawno minęły, więc ta "religia" upadła. Ateizm natomiast pozostał, jako jedyny politycznie poprawny światopogląd. Nie wiem, kto tu usiłuje manipulować, dzieląc ateistów na tych dobrych (racjonalnych, jak pisze Pan Bogusłwski) i złych (czyli wszystkich innych, którzy mogą mieć jakieś grzeszki za kołnierzem).
>Ateizm nie jest ideologią, jak już wspomniałem nie zajmuje się kwestiami społecznymi. Zgadza się, nie jest, ale niektórzy usiłują z niego zrobić ideologię. Nie rozumieją, że to nie ateizm jest lekiem na zło religii, ale swobodna myśl i jej ochrona.
>Można natomiast mówić, że humanitaryzm i wolność idzie w parze z ilością ateistów w społeczności. Im więcej, tym lepiej. To są kwestie podstawowe i nie powinny być nawet dyskutowane. Aby na pewno? Patrząc na populację Chin, to można stwierdzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że znajdziesz tam więcej ateistów, niż wszędzie indziej na świecie. W Rosji też jest ich sporo. Ale pewnie według Ciebie to są ci źli ateiści, bo postkomunistyczni? Dla mnie ateizm to tylko odrzucenie przesądów religijnych, a nie jakiś fetysz na pedestale samozadowolenia i recepta na powszechną szczęśliwość.
|
|
| |  | 3 na 3 | Celecrin (6386 punktów) | >>a sprawy nie przemyślałeś i rzeczywiście sam błądzisz innych prowadząc na manowce. >Mam trochę lepsze mniemanie o piszących tutaj i sądzę, że każdego stać na własne zdanie. Nie wiem po co ta uwaga. Nie ma nic do rzeczy.
>Chodziło mi o stosunek do religii i wolności przekonań. Komuniści to zdeklarowani ateiści, chociaż obecny ustrój w Chinach trudno nazwać komunizmem. Człowieku, nie rozumiesz o co mi chodzi? Celem totalitaryzmu w Chinach nie jest wprowadzenie ateizmu, celem jest rządzenie, utrzymanie władzy. W zbiorze ateistów komuniści są podzbiorem, i nawet wtedy, nie każdy komunista musi być ateistą.
>Twierdzenie, że ateiści nie zajmują się kwestiami społecznymi jest co najmniej >dziwne. Czy, na przykład, wycofanie religii ze szkół i walka o świeckie państwo to >nie są społeczne postulaty ateistów? Postulaty ateistów? Ty nic nie rozumiesz prawda? Dobra. Jeszcze raz. Ateizm jest światopoglądem religijnym. Definicja ateizmu mówi tylko o poglądzie na istnienie boga czy bogów. Definicja nie mówi nic o zasadach moralnych, o poglądach politycznych itd. Ateizm to nie doktryna polityczna (kwestie społeczne). Wcześniej wspomniałem podzbiór komunistów, to doktryna polityczna może być ateistyczna.
Jednym słowem. Mylnie podsuwasz pojęcie ateizmu jako doktryny politycznej co jest błędem. Koniec i kropka.
|
|
| | |  | 2 na 4 | finerbijk (17282 punktów) | >Człowieku, nie rozumiesz o co mi chodzi? Celem totalitaryzmu w Chinach nie jest wprowadzenie ateizmu, celem jest rządzenie, utrzymanie władzy. W zbiorze ateistów komuniści są podzbiorem, i nawet wtedy, nie każdy komunista musi być ateistą. Wprowadzenie i propagowanie ateizmu jako obowiązującego światopoglądu było i jest częścią polityki komunistów. Do rządzenia, ateizm, podobnie jak religia, może być przydatny, ale nie jest konieczny. Nigdzie nie napisałem też, że każdy ateista to komunista. Chociaż dobry komunista powinien być ateistą.
>Postulaty ateistów? No, różnych organizacji ateistycznych i podobnych.
>Definicja ateizmu mówi tylko o poglądzie na istnienie boga czy bogów. Definicja nie mówi nic o zasadach moralnych, o poglądach politycznych itd. Cały czas to właśnie podkreślam. Ale tutaj pajawił się jakiś "racjonalny ateista", a ten już podobno powinien mieć jakieś zasady moralne i określone poglądy na różne sprawy.
|
|
| | | |  | | Celecrin (6386 punktów) | > Do rządzenia, ateizm, podobnie jak religia, może być przydatny, ale nie jest konieczny.> Nigdzie nie napisałem też, że każdy ateista to komunista.Ok. Wróćmy do zdania, które mnie "włączyło". > "W Chinach za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku ateistycznych władz."Zdanie w zasadzie prawdziwe, ale wymowa nie. Sugerujesz w nim wprost, że "ateizm jest ważniejszy od komunizmu". Jednym słowem, że ludzie idą za kratki, bo władze są ateistyczne, a nie komunistyczne, ok? Takie było Twoje przesłanie? Jeśli tak, to jest błąd, bo to nieprawda. Usiłuję powiedzieć, iż ateizm komunistycznych władz chińskich ma zerowy, (zerowy rozumiesz) wpływ, na to kto idzie do więzienia, a kto nie. Mam prosty postulat. Oczyszczam ateizm z odpowiedzialności za wszelkie totalitaryzmy. Co w zasadzie sugerujesz. > Cały czas to właśnie podkreślam. Ale tutaj pojawił się jakiś "racjonalny ateista", a ten już podobno powinien mieć jakieś zasady moralne i określone poglądy na różne sprawy.Mogę bronić "czystości" ateizmu ( czystości w sensie braku odpowiedzialności za totalitaryzm) na różne sposoby, cóż na pewno nie przez tworzenie "ateisty racjonalnego". Dlatego przecież stwierdziłem, że ludzi prowadzisz na manowce  . Oni chcą bronić czystości ateizmu, jego pokojowej wizji. Ateista jest cool. Tymczasem oskarżanie ateizmu o totalitaryzm, to tak jakbyś wszystkich Niemców oskarżał o nazizm, albo Norwegów oskarżał o morderczą ksenofobię, bo Norwegiem jest Andreas Brejvik.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Tymczasem oskarżanie ateizmu o totalitaryzm, to tak jakbyś wszystkich Niemców oskarżał o nazizm, albo Norwegów oskarżał o morderczą ksenofobię, bo Norwegiem jest Andreas Brejvik. A gdzie ja oskarżam wszystkich ateistów? Jedyne co piszę, to że ateiści niekoniecznie muszą być święci. Gdybyś był Niemcem i twierdził, że Niemcy zawsze byli humanitarni i pokojowo nastawieni, to był pomyślał o Tobie to samo, co teraz myślę jak czytam to, co piszesz o ateizmie. Gdybyś ewentualnie potem zaczął prostować, że masz na myśli dobrych, niezindoktrynowanych, "prawdziwych" Niemców, to powtórzyłbyś taktykę Pana Bogusławskiego i Przemka J. w tym wątku. Wystarczy poczytać.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Gdybyś ewentualnie potem zaczął prostować, że masz na myśli dobrych, niezindoktrynowanych, "prawdziwych" Niemców, to powtórzyłbyś taktykę Pana Bogusławskiego i Przemka J. w tym wątku. Wystarczy poczytać. Ni cholery! Poczytać nie wystarczy - trzeba jeszcze cokolwiek zrozumieć.
@@@ .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | Po prostu ręce można załamać  . Ja nie czepiam się, że oskarżasz wszystkich ateistów. Napisałeś kompletnie coś innego. Spróbuj przeczytać ze zrozumieniem jeszcze raz: Cytat: Jednym słowem, że ludzie idą za kratki, bo władze są ateistyczne, a nie komunistyczne, ok? Takie było Twoje przesłanie? Jeśli tak, to jest błąd, bo to nieprawda. > Gdybyś był Niemcem i twierdził, że Niemcy zawsze byli humanitarni i pokojowo nastawieni, to był pomyślał o Tobie to samo, co teraz myślę jak czytam to, co piszesz o ateizmie.To oskarżasz wszystkich Niemców, że nie byli pokojowi czy nie? Zwróć uwagę, iż nie napisałeś "wszyscy" Niemcy. Widzisz ja nie twierdzę, że wszyscy ateiści są cacy. Twierdzę natomiast, że nie można przypisywać pewnych cech ateizmowi, faszyzmowi itd. Nie można przypisywać pewnych cech Niemcom. Nie chodzi o to, czy wszyscy byli dobrzy lub źli. Błędne w przekazie jest zdanie:"W niemieckiej III Rzeszy za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku niemieckich władz." Analogicznie: > Czy racjonalny ateista umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś wierzy?> >W Chinach za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku ateistycznych władz.Przeniosłeś cechy komunizmu na ateizm, który tutaj nie ma nic do rzeczy. Robisz dokładnie tę samą rzecz co oskarżanie stalinizmu o ateizm, czy oskarżanie faszyzmu o katolicyzm. Jeśli w dalszym ciągu nie czaisz... To czy chiński przywódca jest ateistą jest nieważne, ważne, że kieruje się on doktryną komunistyczną. To doktryna komunistyczna jest odpowiedzialna za brak wolności. Nie możesz oskarżać ateizmu o wsadzanie ludzi za kratki. Prościej się już nie da.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Widzisz ja nie twierdzę, że wszyscy ateiści są cacy. Twierdzę natomiast, że nie można przypisywać pewnych cech ateizmowi, faszyzmowi itd. Jak to nie można? Ateizm ma tę cechę, że charakteryzuje się odrzuceniem wiary w istoty nadprzyrodzone, a faszyzm inne, o których tu nie dyskutujemy.
>Błędne w przekazie jest zdanie:"W niemieckiej III Rzeszy za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku niemieckich władz." Nie jest błędne, bo nie zawiera żadnych zdań fałszywych. Rzesza była niemiecka a nie marsjańska, podobnie władze. Oczywiście wypada doprecyzować kto wtedy rządził i jaka była jego polityka.
>Przeniosłeś cechy komunizmu na ateizm, który tutaj nie ma nic do rzeczy. Robisz dokładnie tę samą rzecz co oskarżanie stalinizmu o ateizm, czy oskarżanie faszyzmu o katolicyzm. Nie moja wina, że komunizm jest ateistyczny, podobnie jak nie jest to wina żadnych innych ateistów. Bycie ateistą nie wyklucza bycia komunistą, co oczywiście nie znaczy, że każde postępowanie komunistów wynika z ateizmu.
>To czy chiński przywódca jest ateistą jest nieważne, ważne, że kieruje się on doktryną komunistyczną. To doktryna komunistyczna jest odpowiedzialna za brak wolności. Nie możesz oskarżać ateizmu o wsadzanie ludzi za kratki. Nigdzie nie oskarżam ateizmu, tylko stwierdziłem, że niektórzy ateiści (niekoniecznie powodując się ateizmem) też mogą wsadzać. Jeśli masz problem z tym, że chińskie władze są ateistyczne, to już nic Ci nie poradzę.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | >Nie jest błędne, bo nie zawiera żadnych zdań fałszywych. Rzesza była niemiecka a nie marsjańska, podobnie władze. Oczywiście wypada doprecyzować kto wtedy rządził i jaka była jego polityka. Och naprawdę? Tu jest pies pogrzebany jak sądzę. >Nigdzie nie oskarżam ateizmu, tylko stwierdziłem, że niektórzy ateiści (niekoniecznie powodując się ateizmem) też mogą wsadzać. Popatrz na swoje zdanie. Niektórzy ateiści nie oznacza faktycznie oskarżeń względem ateizmu. Znaczy tyle co: "ateista może też zabić", "kłamać" itd... Zgoda, żeby jednak temat ostatecznie wyjaśnić (ponieważ sądzę zbliżyliśmy się do wyjaśnienia), może skupmy się na tym chińskim ateiście przy władzy.
Wsadza ludzi do więzienia, jak to napisałeś, za przekonania. Co jest motywem jego działania? Ateizm? Cała sprawa zaczęła się, kiedy kolega Matejewski napisał: >Czy racjonalny ateista umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś wierzy? Matejewski myślał jedynie z pozycji ateizmu. Czystego ateizmu encyklopedycznego. Natomiast chiński przywódca kieruje się: ideologią, będąca jednocześnie naczelną ideologią państwową, oparta na pięciu filarach: marksizmie-leninizmie, maoizmie, teorii Deng Xiaopinga, zasadzie trzech reprezentacji Jiang Zemina oraz Koncepcji Naukowego Rozwoju Hu Jintao. Żadna z tych ideologii nie jest i nie będzie nigdy częścią ateizmu. Jego motywem, nie jest więc ateizm.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Żadna z tych ideologii nie jest i nie będzie nigdy częścią ateizmu. Jego motywem, nie jest więc ateizm. Zgadza się, nigdzie na napisałem, że ateizm jest motywem. Tylko tyle, że ateiści również bywają sprawcami prześladowania za poglądy. Cała dyskusja poszła w kierunku, czy ateizm Chińczyków to "prawdziwy", "racjonalny" ateizm. Trochę tak, jakby pytać, czy wegetarianizm z pobudek religijnych różni się czymś od niejedzenia mięsa z innych przyczyn.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) |
>Zgadza się, nigdzie na napisałem, że ateizm jest motywem. Tylko tyle, że ateiści również bywają sprawcami prześladowania za poglądy. Chyba pierwszy raz się na tym Forum zgadzamy. Jednakże, jeśli ateizm nie jest motywem działania, mitycznego już dla nas, chińskiego komunisty-ateisty z rządu, to nie ma sensu pisać, że ateista wsadza do więzienia za jakieś poglądy. Komunista wsadza. Natomiast kolega Matejewski pisał o ateistycznych pobudkach działania (nie myślał o polityce).
|
|
| |  | 3 na 3 | Przemek J. (3008 punktów) | A moim zdaniem, zbyt często stosuje się uogólnienie nazywając Chiny krajem ateistów. Chiny to bardzo rozległy kraj, więc każde uogólnienie dotyczącego jego mieszkańców będzie... tylko uogólnieniem.
Chiny to nadal w wielu miejscach kraj ludzi silnie wierzących, w wszelkiego rodzaju duchy, szczególnie kult przodków jest silnie mocny. Do tego dochodzą wszelakiego rodzaj religie znane na całym świecie. Na koniec tzw. ateizm państwowy. Tylko, że on tak naprawdę ateizmem nie jest .Po prostu wiara w bogów zostaje zastąpiona wiarą w partię. Podobne procesy mogliśmy obserwować i nas, ale tam jest to znacznie lepiej organizowane. Dzieci od małego są indoktrynowane i wpaja się im wiarę w partię i jej przywódców.
To co teiści tak chętnie nazywają ateizmem w Chinach, nie ma z nim nic wspólnego. Chińczyk wierzący w jedną partię jest takim samym ateistą jak katolik wierzący w jednego boga. Zgadza im się liczba odrzuconych innych bogów i wiara w jedyną słuszna ideologię.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
>A moim zdaniem, zbyt często stosuje się uogólnienie nazywając Chiny krajem ateistów. Dokładnie tak. A było tak - jak Pan opisuje - nawet wówczas, gdy wtłaczano wszystkim doktrynę Mao.
Dzisiaj partia komunistyczna przedstawia się jako kontynuator szkoły konfucjańskiej, a klasyczne teksty wykorzystuje do kontrolowania społeczeństwa. "Chińska partia komunistyczna nie promuje teraz komunizmu, ale właśnie Czteroksiąg i Pięcioksiąg czyli neokonfucjanizm i próbuje manipulować społeczeństwem powołując się na idee Konfucjusza: prawomocność władzy, monarchizm i konieczność jedności".
Wikipedia: Za podstawę struktury idealnego państwa Konfucjusz uważał tradycyjną chińską rodzinę - składającą się z głowy rodu i następnie hierarchicznie podporządkowanych mu potomków. W rodzinie takiej głowa rodu ma absolutną władzę, ale jednocześnie powinna to też być osoba kierująca się zawsze cnotą i posiadająca jak największą wiedzę na temat tej części niebiańskiego porządku, jaka dotyczy jego rodziny. Członkowie rodziny powinni się podporządkowywać woli jej głowy nawet jeśli sądzą, że ona błądzi i niewłaściwie interpretuje zasady niebiańskiego porządku. Nawet, gdy rzeczywiście tak jest - brak podporządkowania się i tak będzie sprzeczny z niebiańskim porządkiem, gdyż porządek ten wymaga zawsze podporządkowywania się autorytetowi. Oczywiste jest jednak, że głowa rodziny posiadająca cnotę i wiedzę będzie zawsze tak postępowała aby stosunki wewnątrz rodziny rozwijały się możliwie jak najbardziej harmonijnie ku ogólnemu dobru wszystkich jej członków, czyli kierowała się zasadą humanizmu. W przypadku gdy tak nie jest - rodzina się wcześniej czy później rozpadnie, a po jakimś czasie powstanie nowa - na czele której będzie stał ktoś cnotliwy.
Struktury państwa powinny być skonstruowane na takich samych zasadach jak rodzina - a zatem na czele takiego państwa powinna stać światła i cnotliwa osoba. Taka osoba powinna mieć absolutną władzę, ale jej wiedza o niebiańskim porządku i cnota powinny gwarantować, że władza ta nie zostanie nadużyta. Wszystkie rodziny mają obowiązek podporządkowywać się tej władzy - ponownie nawet wtedy, gdy się z nią nie zgadzają, gdyż ew. bunt - ewidentnie sprzeczny z zasadami niebiańskiego porządku i tak nie przybliży ich do stanu niebiańskiego spokoju, pogłębiając tylko chaos powodowany złymi rządami. Z drugiej jednak strony - władca, który nie ma cnoty i wiedzy - jeśli stworzy takie struktury państwa, które gwałcą i ignorują potrzeby większości rodzin, doprowadzi wcześniej czy później swoje państwo do upadku. Stąd dobrze zorganizowane państwo, spełniające zasady niebiańskiego porządku można poznać po tym, że nie zmusza ono głów rodzin do podejmowania działań stojących w ostrym konflikcie z interesem tych rodzin. Tak więc - obowiązkiem rodzin jest pełne posłuszeństwo, ale obowiązkiem dobrego władcy jest takie urządzenie państwa, w którym rodziny nie są zmuszane do działań stojących w sprzeczności z ich interesem.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >To co teiści tak chętnie nazywają ateizmem w Chinach, nie ma z nim nic wspólnego. Chińczyk wierzący w jedną partię jest takim samym ateistą jak katolik wierzący w jednego boga. Zgadza im się liczba odrzuconych innych bogów i wiara w jedyną słuszna ideologię.
Ateizm (stanowisko zakładające, że bogowie nie istnieją) nie wyklucza wiary w ideologię, pod warunkiem, że jest to ideologia nie-teistyczna.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>To co teiści tak chętnie nazywają ateizmem w Chinach, nie ma z nim nic wspólnego. Chińczyk wierzący w jedną partię jest takim samym ateistą jak katolik wierzący w jednego boga. Zgadza im się liczba odrzuconych innych bogów i wiara w jedyną słuszna ideologię. >Ateizm (stanowisko zakładające, że bogowie nie istnieją) nie wyklucza wiary w ideologię, pod warunkiem, że jest to ideologia nie-teistyczna. Nie rozumiem Pańskiego posta, jeżeli Pan chciał poprzeć Pana Przemka wystarczyło mu kliknąć plusa, a nie powtarzać tego samego trochę innymi słowami. Moim zdaniem obaj Panowie macie tu rację. Wierzyć można w bzdury wszelakie i w istnienie bogów i w to, że bogowie nie istnieją, lub iż swoją moc w różny sposób objawiają. Wierzący w boga, też najczęściej odrzucają wszelkich bogów - poza bogiem własnym i tym zakresie katolicy też są ateistami (oczywiście poza jedynie prawdziwą Trójcą).
Ważnym elementem jest tu głębokość wiary, gdyż każda wiara nas intelektualnie ogranicza, a im jest głębsza to tym bardziej.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >>>>>To co teiści tak chętnie nazywają ateizmem w Chinach, nie ma z nim nic wspólnego. Chińczyk wierzący w jedną partię jest takim samym ateistą jak katolik wierzący w jednego boga. Zgadza im się liczba odrzuconych innych bogów i wiara w jedyną słuszna ideologię. >>Ateizm (stanowisko zakładające, że bogowie nie istnieją) nie wyklucza wiary w ideologię, pod warunkiem, że jest to ideologia nie-teistyczna. >Nie rozumiem Pańskiego posta, jeżeli Pan chciał poprzeć Pana Przemka wystarczyło mu kliknąć plusa, a nie powtarzać tego samego trochę innymi słowami.
Gdzie ja pisze to samo, innymi słowami? Ja właśnie piszę coś odwrotnego. Członek KPCh będąc ateistą, może jednocześnie wierzyć w przewodnią rolę partii i w to, że Mao był największym przywódcą w historii ludzkości.
>Ważnym elementem jest tu głębokość wiary, gdyż każda wiara nas intelektualnie ogranicza, a im jest głębsza to tym bardziej.
Tu pełna zgoda - wiara ogranicza niezależnie od bycia ateistą czy teistą.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Gdzie ja pisze to samo, innymi słowami? Ja właśnie piszę coś odwrotnego.Pan Matejewski Cytat:Chińczyk wierzący w jedną partię jest takim samym ateistą jak katolik wierzący w jednego boga. Zgadza im się liczba odrzuconych innych bogów i wiara w jedyną słuszna ideologię. Pan Rigoletto Cytat:Członek KPCh będąc ateistą, może jednocześnie wierzyć w przewodnią rolę partii i w to, że Mao był największym przywódcą w historii ludzkości. Gdzie ta odwrotność? Jakoś jej nie umiem dostrzec?Jeden i drugi ma swojego boga i swoją religię w które święcie wierzy, a innych bogów i inne religie odrzuca. Czasem nawet krwawo zwalcza. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > .> >Gdzie ja pisze to samo, innymi słowami? Ja właśnie piszę coś odwrotnego.> Pan Matejewski Cytat:Chińczyk wierzący w jedną partię jest takim samym ateistą jak katolik wierzący w jednego boga. Zgadza im się liczba odrzuconych innych bogów i wiara w jedyną słuszna ideologię. > Pan Rigoletto Cytat:Członek KPCh będąc ateistą, może jednocześnie wierzyć w przewodnią rolę partii i w to, że Mao był największym przywódcą w historii ludzkości. > Gdzie ta odwrotność? Jakoś jej nie umiem dostrzec?Jeden i drugi ma swojego boga i swoją religię w które święcie wierzy, a innych bogów i inne religie odrzuca.> Czasem nawet krwawo zwalcza.Nie zgadza się liczba odrzuconych bogów, z wypowiedzi kolegi. U ateisty z mojego przykładu wynosi ona 0, u teisty z przykładu kolegi, wynosi 1.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Przemek J. (3008 punktów) | Jak dla mnie Twoje wypowiedź jest niezrozumiała, bo napisałeś właśnie, że ateista, członek KPCh odrzuca 0 bogów.
Skoro wierzy w nich wszystkich (żadnego nie odrzuca) to jak może być ateistą?
|
|
| | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Jak dla mnie Twoje wypowiedź jest niezrozumiała, bo napisałeś właśnie, że ateista, członek KPCh odrzuca 0 bogów. >Skoro wierzy w nich wszystkich (żadnego nie odrzuca) to jak może być ateistą?
Tfu. Miało być oczywiście "nie odrzuconych". Katolik nie odrzuca 1, ateista odrzuca wszystkich.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Nie zgadza się liczba odrzuconych bogów, z wypowiedzi kolegi. >U ateisty z mojego przykładu wynosi ona 0, u teisty z przykładu kolegi, wynosi 1. A rozumiem! Dla Pana Mao nie był bogiem, a KPCh nie była kościołem, tyle tylko, że dla mnie jest. (Oczywiście różniącym się od Boga katolickiego, tak KPCh różni się od Kościoła Katolickiego) Ale w jednym i w drugim przypadku stosunek, do tych fantomów wynika z wiary. Czyli według nas jest 1 do 1. Swojego zostawiamy a innych odrzucamy. Stąd ta potrzeba przymiotnika "racjonalny", gdyż ateizm też może wynikać także z wiary w innego "boga", jak i wiary w to, że żadnego boga nie ma.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | >Na koniec tzw. ateizm państwowy. Tylko, że on tak naprawdę ateizmem nie jest .Po prostu wiara w bogów zostaje zastąpiona wiarą w partię. Aha, a na zachodzie może ateiści zastąpili sobie wiarę w bogów, wiarą w demokrację? Myślę, że niejeden chiński ateista poczułby się dziwnie czytając takie twierdzenia. W partię nie trzeba wierzyć, bo ona istnieje realnie o czym każdy może się przekonać. Co do indoktrynacji to oczywiście istnieje, ale pamiętajmy, że to ateiści nią sterują, wychowując nowych ateistów na swoje podobieństwo.
Nie przyszło Ci do głowy, że niejednemu, dobrze sytuowanemu chińskiemu ateiście, taki system może się po prostu podobać?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | > Aha, a na zachodzie może ateiści zastąpili sobie wiarę w bogów, wiarą w demokrację?
Jeśli ateiści to zrezygnowali z wiary, jeśli wierzący, to oczywiście czemu nie? Wierzyć można we wszystko, w to horoskopy, homeopatię, demokrację. Np. ja osobiście nie wierzę w nic. Nie wierzę również w demokrację, więc mogę sobie spokojnie obserwować w jakim stopniu się ona sprawdza w praktyce, jakie niesie korzyści i jakie ma wady.
> W partię nie trzeba wierzyć, bo ona istnieje realnie o czym każdy może się przekonać.
Oczywiście w partię nie, ale w jej nieomylność i ideały już tak.
> Co do indoktrynacji to oczywiście istnieje, ale pamiętajmy, że to ateiści nią sterują, wychowując nowych ateistów na swoje podobieństwo.
Co do tych ateistów to właśnie dyskutujemy, czy aby na pewno nimi są, bo jeśli nie to wychowują kolejne pokolenie ślepo wierzących w ideały partyjne a nie ateistów.
> Nie przyszło Ci do głowy, że niejednemu, dobrze sytuowanemu chińskiemu ateiście, taki system może się po prostu podobać?
Oczywiście. Podobnie jak dobrze sytuowanemu katolickiemu księdzu obecny system w Polsce może się podobać.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | >Co do tych ateistów to właśnie dyskutujemy, czy aby na pewno nimi są, bo jeśli nie to wychowują kolejne pokolenie ślepo wierzących w ideały partyjne a nie ateistów.
Jeśli wierzą w to, że Bóg/bogowie nie istnieją, są ateistami. Na tym właśnie polega ateizm, w odróżnieniu od teizmu. Dopiero później mamy inne rozróżnienia. Teista, też nie musi być wyznawcą jakiejś religii, tak jak ateista nie musi być wyznawcą jakiejś ideologii.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Przemek J. (3008 punktów) | To zależy od tego jaką definicję ateizmu lub boga przyjmiemy. Jak dla mnie nie ma różnicy między bogiem opisanym jako staruszek na chmurce a nieomylnym Kinem czy innymi ciałem partyjnym. Nie ma ogólno przyjętej definicji boga, więc ciężko dyskutować o czymkolwiek, co wymaga jego zdefiniowania.
Definicja ateizmu też nie jest tak prosta, jakby się to mogło wydawać, bo w ramach tego portalu toczyło się już kilka dyskusji na temat definicji tego pojęcia. Jeśli przyjmiemy Twoją definicję, to mamy problem z zdefiniowaniem boga, o czym pisałem powyżej. Jeśli przyjąć, że ateizm to odrzucenie wiary, to zrównujemy go z racjonalizmem.
> Tfu. Miało być oczywiście "nie odrzuconych". Katolik nie odrzuca 1, ateista odrzuca wszystkich.
Ateista odrzuca wszystkich, ale jeśli ktoś wierzy w nieomylność partii, to czyż nie zostaje mu jedno bóstwo, podobnie jak katolikowi? I tym samym wiara w partię powoduje "wykluczenie z grona ateistów". Wszystko zależy od definicji.
|
|
| | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >To zależy od tego jaką definicję ateizmu lub boga przyjmiemy. Jak dla mnie nie ma różnicy między bogiem opisanym jako staruszek na chmurce a nieomylnym Kinem czy innymi ciałem partyjnym. Nie ma ogólno przyjętej definicji boga, więc ciężko dyskutować o czymkolwiek, co wymaga jego zdefiniowania.
Jeśli ktoś uważa Kima za boga, rozumianą jako istotę nadprzyrodzoną, to jest teistą, ale jeśli ktoś uznaje go za człowieka - przywódcę narodu, najwyższy autorytet etc. to nie oznacza, że jest teistą.
>Definicja ateizmu też nie jest tak prosta, jakby się to mogło wydawać, bo w ramach tego portalu toczyło się już kilka dyskusji na temat definicji tego pojęcia. Jeśli przyjmiemy Twoją definicję, to mamy problem z zdefiniowaniem boga, o czym pisałem powyżej. Jeśli przyjąć, że ateizm to odrzucenie wiary, to zrównujemy go z racjonalizmem.
Niektóre wypowiedzi w tym wątku, błędnie to sugerują.
>> Tfu. Miało być oczywiście "nie odrzuconych". Katolik nie odrzuca 1, ateista odrzuca wszystkich. >Ateista odrzuca wszystkich, ale jeśli ktoś wierzy w nieomylność partii, to czyż nie zostaje mu jedno bóstwo, podobnie jak katolikowi? I tym samym wiara w partię powoduje "wykluczenie z grona ateistów". Wszystko zależy od definicji.
A jeśli ktoś wierzy w teorię ewolucji (bo znaczna część ludzi przyjmuje teorie naukowe bez zrozumienia, czyli "na wiarę" ) to znaczy, że jest teistą?
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>To zależy od tego jaką definicję ateizmu lub boga przyjmiemy. Jak dla mnie nie ma różnicy między bogiem opisanym jako staruszek na chmurce a nieomylnym Kinem czy innymi ciałem partyjnym. Nie ma ogólno przyjętej definicji boga, więc ciężko dyskutować o czymkolwiek, co wymaga jego zdefiniowania.> Jeśli ktoś uważa Kima za boga, rozumianą jako istotę nadprzyrodzoną, to jest teistą, ale jeśli ktoś uznaje go za człowieka - przywódcę narodu, najwyższy autorytet etc. to nie oznacza, że jest teistą.Prawie tak, ale nie do końca. Bóg może mieć rożne nazwy np. "Najwyższy autorytet" i posiadać przeróżne atrybuty. Ważnym jest intelektualny stosunek do niego. Jest on oparty albo na krytycznej postawie sceptycyzmu naukowego, albo na wierze. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni. (stąd) Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii. Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.
W tych oraz innych tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym wśród znanych. Pomimo wszelakich poświęceń, w zawierusze dziejów wraz z wyznawcami umierają ich bogowie. Gdy trwają przez pokolenia, to pomimo doniosłości tradycji i dogmatu o niezmienności, rzeczywistość wymusza permanentną aktualizację ich atrybutów. (stąd) > A jeśli ktoś wierzy w teorię ewolucji (bo znaczna część ludzi przyjmuje teorie naukowe bez zrozumienia, czyli "na wiarę" ) to znaczy, że jest teistą? Teistą jest ten kto wierzy w boga, ale razem z tymi którzy wierzą, że boga nie ma i tymi którzy przyjmują teorie naukowe na wiarę - zaliczają się do fideistów. Z racjonalizmem, który jest sceptycznym i wymaga właśnie zrozumienia - nie mają nic wspólnego. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) |
>>Jeśli ktoś uważa Kima za boga, rozumianą jako istotę nadprzyrodzoną, to jest teistą, ale jeśli ktoś uznaje go za człowieka - przywódcę narodu, najwyższy autorytet etc. to nie oznacza, że jest teistą. >Prawie tak, ale nie do końca. Bóg może mieć rożne nazwy np. "Najwyższy autorytet" i posiadać przeróżne atrybuty.
Tym sposobem można teistami nazwać wielbicieli firmy Apple... Wczoraj słyszałem w TV jak jakaś sportsmenka twierdziła, że ojciec jest dla niej największym autorytetem. To przecież nie oznacza, że uważa go za Boga.
>Ważnym jest intelektualny stosunek do niego. Jest on oparty albo na krytycznej postawie sceptycyzmu naukowego, albo na wierze. > [color=blue]Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma.
No więc podobnie jak i ja, uważa Pan, że ateizm nie musi być związany z racjonalnym myśleniem.
>>A jeśli ktoś wierzy w teorię ewolucji (bo znaczna część ludzi przyjmuje teorie naukowe bez zrozumienia, czyli "na wiarę" ) to znaczy, że jest teistą? > Teistą jest ten kto wierzy w boga, ale razem z tymi którzy wierzą, że boga nie ma i tymi którzy przyjmują teorie naukowe na wiarę - zaliczają się do fideistów. Z racjonalizmem, który jest sceptycznym i wymaga właśnie zrozumienia - nie mają nic wspólnego.
Ale w tym wątku nie chodziło o fideistów i nie-fideistów tylko o ateistów i teistów, ale kolega z którym polemizowałem wyżej, najwyraźniej miesza te pojęcia.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Jeśli ktoś uważa Kima za boga, rozumianą jako istotę nadprzyrodzoną, to jest teistą, ale jeśli ktoś uznaje go za człowieka - przywódcę narodu, najwyższy autorytet etc. to nie oznacza, że jest teistą.> >>>Prawie tak, ale nie do końca. Bóg może mieć rożne nazwy np. "Najwyższy autorytet" i posiadać przeróżne atrybuty.> Tym sposobem można teistami nazwać wielbicieli firmy Apple...Pozory mylą, ja myślałem, że jednak mam do czynienia z bardziej racjonalnym człowiekiem, który choćby "Faraona" czytał. Bogowie są bardzo zróżnicowani i to pojęcie nie ogranicza się do tego Boga, w którego wierzą chrześcijanie. Ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest też o jego jednoznaczną definicję. (Trochę wyżej napisałem * ) Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego. Dlatego zupełnie nie wiem jak odnieść się do powyższego zdania, ale znane są tzw. kulty Cargo. > Wczoraj słyszałem w TV jak jakaś sportsmenka twierdziła, że ojciec jest dla niej największym autorytetem. To przecież nie oznacza, że uważa go za Boga.Jeżeli nie oznacza, to po co w ogóle Pan o tym pisze? Jaki to argument i co on tu wnosi. Mamy różne rożne potrzeby autorytetów i różne autorytety, a także różne podmioty i przedmioty kultu. > >>>Ważnym jest intelektualny stosunek do niego. Jest on oparty albo na krytycznej postawie sceptycyzmu naukowego, albo na wierze. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. > No więc podobnie jak i ja, uważa Pan, że ateizm nie musi być związany z racjonalnym myśleniem.Nie, nie musi i często nie jest. Ludzie np. wierzą, że boga nie ma lub ich to wcale nie interesuje. > A jeśli ktoś wierzy w teorię ewolucji (bo znaczna część ludzi przyjmuje teorie naukowe bez zrozumienia, czyli "na wiarę" ) to znaczy, że jest teistą?> >>>Teistą jest ten kto wierzy w boga, ale razem z tymi którzy wierzą, że boga nie ma i tymi którzy przyjmują teorie naukowe na wiarę - zaliczają się do fideistów. Z racjonalizmem, który jest sceptycznym i wymaga właśnie zrozumienia - nie mają nic wspólnego.> Ale w tym wątku nie chodziło o fideistów i nie-fideistów tylko o ateistów i teistów, ale kolega z którym polemizowałem wyżej, najwyraźniej miesza te pojęcia.W tym wątku chodziło o różne sprawy. Ja odniosłem się do Pańskiego zdania o ewolucji, gdzie właśnie Pan zestawia "wiarę" (w teorię ewolucji) z "teizmem". Do czego się odniosłem. Mnie, na szczęście, te pojęcia się zupełnie nie mylą. PS. Przed kliknięciem w "publikuj" warto swój tekst jeszcze raz przeczytać i sprawdzić, czy jest w nim dokładnie to co chciałem napisać, a także warto sprawdzić czy w tekstach, do których się odnoszę, zostało właśnie to napisane co za pierwszym razem z nich odczytałem. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>Tym sposobem można teistami nazwać wielbicieli firmy Apple... >Pozory mylą, ja myślałem, że jednak mam do czynienia z bardziej racjonalnym człowiekiem, który choćby "Faraona" czytał. Bogowie są bardzo zróżnicowani i to pojęcie nie ogranicza się do tego Boga, w którego wierzą chrześcijanie.
A gdzie ja twierdzę, że się ogranicza? Ja twierdzę tylko, że nie można określać słowem "teista" z powodu wyznawania jakiejś ideologii nie-religijnej.
>Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego. Dlatego zupełnie nie wiem jak odnieść się do powyższego zdania, ale znane są tzw. kulty Cargo.
Kult Cargo to jak najbardziej teizm. Wyznawcy tego kultu nie czcili przecież abstrakcyjnej idei "technologii lotniczej" tylko bogów, którzy zsyłali owe ładunki.
>W tym wątku chodziło o różne sprawy. Ja odniosłem się do Pańskiego zdania o ewolucji, gdzie właśnie Pan zestawia "wiarę" (w teorię ewolucji) z "teizmem". Do czego się odniosłem. Mnie, na szczęście, te pojęcia się zupełnie nie mylą.
No i świetnie, bo niektórym się mylą.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Tym sposobem można teistami nazwać wielbicieli firmy Apple...> >>>Pozory mylą, ja myślałem, że jednak mam do czynienia z bardziej racjonalnym człowiekiem, który choćby "Faraona" czytał. Bogowie są bardzo zróżnicowani i to pojęcie nie ogranicza się do tego Boga, w którego wierzą chrześcijanie.> A gdzie ja twierdzę, że się ogranicza?Proponuję wrócić i przeczytać sobie naszą rozmowę. > Ja twierdzę tylko, że nie można określać słowem "teista" z powodu wyznawania jakiejś ideologii nie-religijnej.Przecież wyraźnie napisałem: Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego, do tego wytłuściłem to nawet. Teistą jest człowiek, który w taką istotę wierzy i obdarza ją kultem, ale bogowie są bardzo zróżnicowani i to pojęcie nie ogranicza się do tego Boga, w którego wierzą chrześcijanie. Ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest też o jego jednoznaczną definicję. (Trochę wyżej napisałem * ) Osobiście nie znam nie-religijnych ideologii (ostatecznie mogę się zgodzić na ideologie para-religijne), gdyż najważniejszym ich celem jest przekonanie (wymuszenie uwierzenia) jak największej ilości zwolenników do tego właśnie, a nie innego zbioru uporządkowanych poglądów - religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych, który - służy do objaśniania otaczającego świata. Społeczną funkcją ideologii jest artykulacja celów aktywności i dopuszczalnych sposobów ich osiągania oraz motywacja ich zasadności względami uznawanymi za wyższe niż jednostkowy interes. I co istotne nawet te ideologie, które odwołują się do nauki, np. komunizm i neoliberalizm, każą swoje dogmaty przyjmować na wiarę. Warto sobie zestawić: ideologia i religia> Kult Cargo to jak najbardziej teizm. Wyznawcy tego kultu nie czcili przecież abstrakcyjnej idei "technologii lotniczej" tylko bogów, którzy zsyłali owe ładunki.No widzi Pan, tacy prości ludzie, a wykazali się większą mądrością od ludzi z Pańskiego - mało zrozumiałego przykładu: "Tym sposobem można teistami nazwać wielbicieli firmy Apple..."> No i świetnie, bo niektórym się mylą.To proszę im to wyjaśnić. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Rigoletto (3891 punktów) | > >Tym sposobem można teistami nazwać wielbicieli firmy Apple...>>>>Pozory mylą, ja myślałem, że jednak mam do czynienia z bardziej racjonalnym człowiekiem, który choćby "Faraona" czytał. Bogowie są bardzo zróżnicowani i to pojęcie nie ogranicza się do tego Boga, w którego wierzą chrześcijanie.> >A gdzie ja twierdzę, że się ogranicza?> Proponuję wrócić i przeczytać sobie naszą rozmowę.Wróciłem i przeczytałem. Nie widzę tam niczego, co uzasadniałoby Pańską opinię. > >Ja twierdzę tylko, że nie można określać słowem "teista" z powodu wyznawania jakiejś ideologii nie-religijnej.> Przecież wyraźnie napisałem:> Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego, do tego wytłuściłem to nawet. Teistą jest człowiek, który w taką istotę wierzy i obdarza ją kultem, ale bogowie są bardzo zróżnicowani i to pojęcie nie ogranicza się do tego Boga, w którego wierzą chrześcijanie.Zgadzam się i nigdy nie twierdziłem, że się ogranicza. > Ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest też o jego jednoznaczną definicję.> (Trochę wyżej napisałem * )> Osobiście nie znam nie-religijnych ideologiiMiałem na myśli ideologie, które nie odnoszą się do sfery nadnaturalnego sacrum (co jest istotne dla pojęcia "religia"). Neoliberalizm czy komunizm, które był Pan łaskaw wskazać, w tym ujęciu są właśnie ideologiami nie-religijnymi. > >Kult Cargo to jak najbardziej teizm. Wyznawcy tego kultu nie czcili przecież abstrakcyjnej idei "technologii lotniczej" tylko bogów, którzy zsyłali owe ładunki.> No widzi Pan, tacy prości ludzie, a wykazali się większą mądrością od ludzi z Pańskiego - mało zrozumiałego przykładu:> "Tym sposobem można teistami nazwać wielbicieli firmy Apple..."Ależ ja właśnie uważam, że miłośników Ipod'ów, w przeciwieństwie do czcicieli Johna Fruma, nie można uważać za teistów tylko dlatego, że są wielbicielami talentu Jobs'a. > >No i świetnie, bo niektórym się mylą.> To proszę im to wyjaśnić.Próbuję, ale Pan mi w tym nie pomaga.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Osobiście nie znam nie-religijnych ideologii> Miałem na myśli ideologie, które nie odnoszą się do sfery nadnaturalnego sacrum (co jest istotne dla pojęcia "religia").Zrozumiałem co Pan chciał powiedzieć i uważam takie ograniczenie za zupełnie nieuprawnione. Znam podobne poglądy - choćby z Wikipedii. do której Pana wysłałem. Znane jest kilkaset definicji religii i można sobie wybrać tą, która najbardziej odpowiada, albo stworzyć sobie własną. Za klasyczną definicję uznaje się: Definicje Tielego-Söderbloma: Religią nazywamy w sensie ogólnym stosunek pomiędzy człowiekiem i potęgą nadludzką, w którą on wierzy i od której czuje się zależny. Stosunek ten znajduje swój wyraz w specjalnych uczuciach (zaufanie i lęk), wyobrażeniach (wiara) i czynnościach (modlitwy, obrzędy, wśród nich specjalne ofiary), a także w wypełnianiu moralnych przykazań. Dla mnie w tej definicji np. stalinowski komunizm się znakomicie mieści. Proszę też wziąć pod uwagę Buddyzm: Buddyzm (inna nazwa to: sanskr. Buddha Dharma; pāli. Buddha Dhamma - "Nauka Przebudzonego") - system filozoficzno-etyczny uznawany przez wielu ludzi za religię, rzadziej za filozofię. Założycielem i twórcą jego podstawowych założeń był żyjący od około 560 do 480 roku p.n.e. Siddhārtha Gautama (pāli. Siddhattha Gotama), syn księcia z rodu Śākyów, władcy jednego z państw-miast w północnych Indiach. Buddyzm bywa zaliczany do religii dharmicznych oraz do religii nieteistycznych.> Neoliberalizm czy komunizm, które był Pan łaskaw wskazać, w tym ujęciu są właśnie ideologiami nie-religijnymi.Co sądzę o idelogii, to już wyżej napisałem. Poniżej np. różne niekonfesyjne opisy religii: Opisy religii tworzone z perspektywy nauk o człowieku. Religia jest w nich pojmowana jako wytwór ludzkiej działalności i element kultury.
Richard Dawkins - krytykuje religię jako "niebezpieczny nonsens, który uczy wrogości wobec innych ludzi". Po zamachach na World Trade Center i Pentagon wezwał do ostrzejszej krytyki światopoglądów religijnych.
Sam Harris - porównuje religię do zaburzenia umysłowego, które, jak pisze, "pozwala skądinąd normalnym ludzkim istotom korzystać z owoców szaleństwa i uważać je za święte".
Opisy naturalistyczno-psychologiczne Religia jest w tym ujęciu subiektywną, psychiczną reakcją człowieka na obiektywną rzeczywistość materialną (przyrodę, stosunki społeczne, procesy dziejowe). Obiektywnym aspektem religii jest w tym ujęciu rzeczywistość, która wywiera wpływ na człowieka zmuszając go do trudu jej zrozumienia. Subiektywny aspekt religii stanowią: jej treść doktrynalna, warstwa przeżyciowa oraz rytualna. Przedstawiciele: Karol Marks, Zygmunt Freud, Ludwik Feuerbach, Thomas Henry Huxley.
Opisy antropologiczno-funkcjonalistyczne Podejście antropologiczno - funkcjonalistyczne akcentuje rolę zjawisk religijnych w danej kulturze i społeczeństwie. Religia jest tu przedstawiana jako forma świadomości oraz zbiór praktyk organizujących życie społeczeństwa. Przedstawiciele: Claude Levi-Strauss, Bronisław Malinowski, Emile Durkheim.Dla mnie (tak na szybko w uproszczeniu) Religia, tak jak i ideologia jest formą świadomości nabytą na wiarę w procesie socjalizacji, albo indoktrynacji. Uproszczoną wizją rozumienia rzeczywistości i subiektywną, psychiczną reakcją człowieka na tą rzeczywistość (przyrodę, stosunki społeczne, procesy dziejowe). Wraz ze zbiorem praktyk charakterystycznych dla danego systemu. Zresztą, tak jak napisałem, ideologię uważam nie tyle za religię, co za para-religię. > No i świetnie, bo niektórym się mylą.> >>>To proszę im to wyjaśnić.> Próbuję, ale Pan mi w tym nie pomaga.  Przykro mi, ale nikt mnie nie przydzielił Panu do pomocy, której zresztą bym się nie podjął. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Co do tych ateistów to właśnie dyskutujemy, czy aby na pewno nimi są, bo jeśli nie to wychowują kolejne pokolenie ślepo wierzących w ideały partyjne a nie ateistów. >Jeśli wierzą w to, że Bóg/bogowie nie istnieją, są ateistami. A racjonalista zaraz musi wierzyć w to - w co inni wierzą. Pan sobie żartuje.
Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.
>Na tym właśnie polega ateizm, w odróżnieniu od teizmu. To na czym polega ta różnica? Na przedmiocie wiary? Dla mnie jest to drobną różnicą istotną oczywiście dla wierzących, którzy w imię swego boga gotowi są nawet wojny prowadzić. Nie mówiąc już o drobniejszych prześladowaniach innowierców.
>Dopiero później mamy inne rozróżnienia. Dla mnie zaczynają się zasadnicze. Światopogląd oparty na sceptycyzmie naukowym (a przynajmniej na sceptycyzmie) i intelektualna (racjonalna) droga dojścia do ateizmu oraz światopogląd oparty na wierze (zupełnie wtórnym jest tu przedmiot wiary - może być nim i ateizm). Dopiero taka różnica światopoglądowych przekonań jest różnicą alternatywną.
>Teista, też nie musi być wyznawcą jakiejś religii, tak jak ateista nie musi być wyznawcą jakiejś ideologii. Zgoda, ale istotą jest tu sposób przyjęcia swojego przekonania. Sceptyczna wiedza o weryfikowalnej doświadczalnie rzeczywistości, czy wiara? ---------------------------
Bzurą jest stwierdzenie, że Dawkins, Matejewski, czy Bogusławski sobie wymyślili racjonalnego ateistę. Można powiedzieć, że tacy ateiści byli wprost pierwotni, (występują już od starożytności). Natomiast ateizm zrodzony nowożytnie - będący częścią składową różnych ideologii - (konkurencyjnych dla religii) narzuca swym wyznawcom wiarę w "ateizm" z całym dobrodziejstwem inwentarza i zastępuje jednych bogów innymi bogami.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >. >>>>>Co do tych ateistów to właśnie dyskutujemy, czy aby na pewno nimi są, bo jeśli nie to wychowują kolejne pokolenie ślepo wierzących w ideały partyjne a nie ateistów. >>Jeśli wierzą w to, że Bóg/bogowie nie istnieją, są ateistami. >A racjonalista zaraz musi wierzyć w to - w co inni wierzą.Pan sobie żartuje. >Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.
Czy chciałby się Pan kłócić z ateistą, który wierzy, że Boga/bogów nie ma, w kwestii czy faktycznie jest on ateistą?
>>Na tym właśnie polega ateizm, w odróżnieniu od teizmu. >To na czym polega ta różnica? Na przedmiocie wiary?
Właśnie tak. Ateista, teista - to tylko etykietki, którymi próbujemy opisywać różne kategorie światopoglądowe.
>Dla mnie jest to drobną różnicą istotną oczywiście dla wierzących, którzy w imię swego boga gotowi są nawet wojny prowadzić. Nie mówiąc już o drobniejszych prześladowaniach innowierców.
Trzeba również przyznać, że w imię swego boga są też gotowi robić różne przyzwoite rzeczy. A świństwa można robić również z miłości do żony albo z pobudek patriotycznych.
>>Dopiero później mamy inne rozróżnienia. >Dla mnie zaczynają się zasadnicze. Światopogląd oparty na sceptycyzmie naukowym (a przynajmniej na sceptycyzmie) i intelektualna (racjonalna) droga dojścia do ateizmu oraz światopogląd oparty na wierze (zupełnie wtórnym jest tu przedmiot wiary - może być nim i ateizm).
Zakłada Pan, że droga oparta na racjonalnym myśleniu i sceptycyzmie jest zawsze pozytywna? Ja mam tu pewne wątpliwości. Patron tego portalu też głosił piękne idee ale nie przeszkadzało mu to robić także rzeczy paskudne.
>Dopiero taka różnica światopoglądowych przekonań jest różnicą alternatywną. >>Teista, też nie musi być wyznawcą jakiejś religii, tak jak ateista nie musi być wyznawcą jakiejś ideologii. >Zgoda, ale istotą jest tu sposób przyjęcia swojego przekonania. >Sceptyczna wiedza o weryfikowalnej doświadczalnie rzeczywistości, czy wiara? >--------------------------- >Bzurą jest stwierdzenie, że Dawkins, Matejewski, czy Bogusławski sobie wymyślili racjonalnego ateistę. Można powiedzieć, że tacy ateiści byli wprost pierwotni, (występują już od starożytności). >Natomiast ateizm zrodzony nowożytnie - będący częścią składową różnych ideologii - (konkurencyjnych dla religii) narzuca swym wyznawcom wiarę w "ateizm" z całym dobrodziejstwem inwentarza i zastępuje jednych bogów innymi bogami.
To prawda, marksizm jest w wielu aspektach dziedzicem chrześcijaństwa. Ale tak jak pisałem wcześniej, ateizm to pogląd, który głosi, że Bóg/bogowie nie istnieją i tyle. Po co na siłę udowadniać, że komuniści-ateiści nie są ateistami, skoro właśnie wyznają pogląd, że Boga nie ma.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Czy chciałby się Pan kłócić z ateistą, który wierzy, że Boga/bogów nie ma, w kwestii czy faktycznie jest on ateistą?Ja nie chciałbym się kłócić z kimkolwiek. Lubię sobie podyskutować z racjonalistami i pożartować z fideistów. Ponieważ zawsze byłem człowiekiem czynnym, o sprecyzowanych poglądach, zdarzało mi się wchodzić w różne intelektualne starcia, ale zawsze staram się szanować partnerów rozmowy i zrozumieć to o czym oni mówią, a nie opierać się na tym co mnie się tylko wydaje, że mówią. Przecież tu wyraźnie napisałem, że deklaracje opierające się na wierze mają tą samą wartość. To jaki miałby by być tu przedmiot kłótni? W jego wiarę? Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. > Ateista, teista - to tylko etykietki, którymi próbujemy opisywać różne kategorie światopoglądowe.Tak, określenie "ateista" wzięło się z etykietki, którą wyznawcy bogów określali tych, którzy w bogów wątpili, ale te etykietki stały bardzo użyteczne, gdy myśliciele odrzucający racjonalnie bogów, sami zaczeli się tym epitem określać. Dziś jest to bardzo użyteczny termin opisujący światopoglądowe przekonanie. Dla mnie ważniejszym jest podział na fideistów i afideistów, a nawet antyfideistów (do jakich sam się zaliczam). > >>>Dla mnie jest to drobną różnicą istotną oczywiście dla wierzących, którzy w imię swego boga gotowi są nawet wojny prowadzić. Nie mówiąc już o drobniejszych prześladowaniach innowierców.> Trzeba również przyznać, że w imię swego boga są też gotowi robić różne przyzwoite rzeczy. A świństwa można robić również z miłości do żony albo z pobudek patriotycznych.Można z różnych pobudek, ale jak na razie, w całej historii ludzkości, przytłaczającą ilość zbrodni popełniono ze wzlędów fideistycznych. Następne przyczyny to żądza władzy i chciwość. Reszta przyczyn, to najwyżej kilka procent. > >>>Dla mnie zaczynają się zasadnicze. Światopogląd oparty na sceptycyzmie naukowym (a przynajmniej na sceptycyzmie) i intelektualna (racjonalna) droga dojścia do ateizmu oraz światopogląd oparty na wierze (zupełnie wtórnym jest tu przedmiot wiary - może być nim i ateizm).> Zakłada Pan, że droga oparta na racjonalnym myśleniu i sceptycyzmie jest zawsze pozytywna?Tak, zawsze! > Ja mam tu pewne wątpliwości.Wcale się nie dziwię. > Patron tego portalu też głosił piękne idee ale nie przeszkadzało mu to robić także rzeczy paskudne.Patron tego portalu też był człowiekiem i to wcale nie jakimś świętym człowiekiem. Może dla żartu warto, jego paskudztwa zestawić z paskudztwami jakiegoś "wyniesionego na ołtarze". Nigdzie i nigdy nie napisałem, że racjonaliści to sami święci. (Choć tak przy okazji, to badania socjologiczne pokazują, że ateiści ździebko bardziej przestrzagają zasad moralnych od teistów wszelakich wyznań. Żdziebko, ale jednak!) > >>>Dopiero taka różnica światopoglądowych przekonań jest różnicą alternatywną.> Teista, też nie musi być wyznawcą jakiejś religii, tak jak ateista nie musi być wyznawcą jakiejś ideologii.Ciekawe stwierdzenie, które musiałbym lepiej przemyśleć. Czy boga można wyjąć z systemu opisującego rzeczywistość, bo gdy nie można to ten opis rzeczywistości, a której szczycie stoi bóg nie jest niczym innym jak religią. Nawet, gdy ma tylko jednego wyznawcę. Z ateizmem jest jest jednak inaczej. Ja nie znam przypadku (choć nie przeczę, że istnieją), aby ateista odrzucił jednego boga. Najczęściej (a chyba prawie zawsze) odrzuca cały świat nadprzyrodzony. Bogusławski: Cytat: Zgoda, ale istotą jest tu sposób przyjęcia swojego przekonania. Sceptyczna wiedza o weryfikowalnej doświadczalnie rzeczywistości, czy wiara? --------------------------- Bzurą jest stwierdzenie, że Dawkins, Matejewski, czy Bogusławski sobie wymyślili racjonalnego ateistę. Można powiedzieć, że tacy ateiści byli wprost pierwotni, (występują już od starożytności). Natomiast ateizm zrodzony nowożytnie - będący częścią składową różnych ideologii - (konkurencyjnych dla religii) narzuca swym wyznawcom wiarę w "ateizm" z całym dobrodziejstwem inwentarza i zastępuje jednych bogów innymi bogami. > To prawda, marksizm jest w wielu aspektach dziedzicem chrześcijaństwa.Bzura, jednak tematy, o których się pisze trzeba znać. Zapewne w marksizmie jak i w całości kultury europejskiej znajdzie się jakieś elementy chrześcijaństwa, ale one są tam zupełnie mało znaczące. > Ale tak jak pisałem wcześniej, ateizm to pogląd, który głosi, że Bóg/bogowie nie istnieją i tyle.Wolałbym "przekonanie", a nie "pogląd", ale nigdzie temu zdaniu nie przeczyłem. (Rajonaliści już tak mają, że czytają i myślą, myślą i czytają. Dlatego bzdury im się znacznie rzadziej zdarzają.) > Po co na siłę udowadniać, że komuniści-ateiści nie są ateistami, skoro właśnie wyznają pogląd, że Boga nie ma.Nikomu nic na siłę nie mam zamiaru udowodniać. Pamiętam złote zdania klasyków. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne!" oraz "Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda." Tylko to jest forum skierowane do racjonalistycznej inteligencji. Nie zauważyłem aby tu ktokowiek twierdził - a ja już na pewno nie - że komuniści-ateiści nie są ateistami. Twierdzę zaś i dla ludzi myślących przedstawiłem poważne argumenty, że komunistyczny ateizm był oparty na wierze, a nie na procesie intelektualnym. Moim zdaniem - każda wiara nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębsza to tym bardziej. Komuniści w swej większości byli głęboko wierzącymi ludźmi, tak w "żywego boga" Stalina (Kult "Bogów Żywych" sięga starożytności i Hitler, czy Stalin nie byli w tym ani pierwszymi, ani ostatnimi. Jest bogata na ten temat literatura, a tu proponuję zacząć od: alehistori(*)011/09/KULT-JEDNOSTKI-CZ2.html), jak i swój Kościół - "Mateńkę Partię". Są na ten temat bogate źródła i tylko ideologiczne zacietrzewienie może przeszkadzać aby wziąć je pod uwagę. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >>Czy chciałby się Pan kłócić z ateistą, który wierzy, że Boga/bogów nie ma, w kwestii czy faktycznie jest on ateistą? >Ja nie chciałbym się kłócić z kimkolwiek. Lubię sobie podyskutować z racjonalistami i pożartować z fideistów. Ponieważ zawsze byłem człowiekiem czynnym, o sprecyzowanych poglądach,
Fideiści też mają bardzo sprecyzowane poglądy...
>zdarzało mi się wchodzić w różne intelektualne starcia, ale zawsze staram się szanować partnerów rozmowy i zrozumieć to o czym oni mówią, a nie opierać się na tym co mnie się tylko wydaje, że mówią. Przecież tu wyraźnie napisałem, że deklaracje opierające się na wierze mają tą samą wartość.
Pan twierdzi, że jest naturalistą ontologicznym, jak rozumiem są to poglądy ugruntowane. Czy to nie jest fideizm?
>>Ateista, teista - to tylko etykietki, którymi próbujemy opisywać różne kategorie światopoglądowe. >Tak, określenie "ateista" wzięło się z etykietki, którą wyznawcy bogów określali tych, którzy w bogów wątpili, ale te etykietki stały bardzo użyteczne, gdy myśliciele odrzucający racjonalnie bogów, sami zaczeli się tym epitem określać. >Dziś jest to bardzo użyteczny termin opisujący światopoglądowe przekonanie. Dla mnie ważniejszym jest podział na fideistów i afideistów, a nawet antyfideistów (do jakich sam się zaliczam).
W nic Pan nie wierzy? Przecież nie jest Pan w stanie wszytkiego oprzeć bezpośrednio na wiedzy.
>>>>>Dla mnie jest to drobną różnicą istotną oczywiście dla wierzących, którzy w imię swego boga gotowi są nawet wojny prowadzić. Nie mówiąc już o drobniejszych prześladowaniach innowierców. >>Trzeba również przyznać, że w imię swego boga są też gotowi robić różne przyzwoite rzeczy. A świństwa można robić również z miłości do żony albo z pobudek patriotycznych. >Można z różnych pobudek, ale jak na razie, w całej historii ludzkości, przytłaczającą ilość zbrodni popełniono ze wzlędów fideistycznych. Następne przyczyny to żądza władzy i chciwość. Reszta przyczyn, to najwyżej kilka procent.
A ja uważam, że jednak żądza władzy i chciwość jest na pierwszym miejscu. Proszę wskazać na jakąś spektakularną zbrodnie, gdzie brakowałoby tych elementów.
>>>>>Dla mnie zaczynają się zasadnicze. Światopogląd oparty na sceptycyzmie naukowym (a przynajmniej na sceptycyzmie) i intelektualna (racjonalna) droga dojścia do ateizmu oraz światopogląd oparty na wierze (zupełnie wtórnym jest tu przedmiot wiary - może być nim i ateizm). >>Zakłada Pan, że droga oparta na racjonalnym myśleniu i sceptycyzmie jest zawsze pozytywna? >Tak, zawsze!
Myślę, że to naiwne myślenie. Ulega Pan iluzji, że rozum i cnota zawsze idą w parze.
>>Patron tego portalu też głosił piękne idee ale nie przeszkadzało mu to robić także rzeczy paskudne. >Patron tego portalu też był człowiekiem i to wcale nie jakimś świętym człowiekiem. Może dla żartu warto, jego paskudztwa zestawić z paskudztwami jakiegoś "wyniesionego na ołtarze". Nigdzie i nigdy nie napisałem, że racjonaliści to sami święci.
Ale zaprzecza tezie, że racjonalne myślenie i sceptycyzm zawsze prowadzą do dobra.
>>>>>Dopiero taka różnica światopoglądowych przekonań jest różnicą alternatywną. >>Teista, też nie musi być wyznawcą jakiejś religii, tak jak ateista nie musi być wyznawcą jakiejś ideologii. >Ciekawe stwierdzenie, które musiałbym lepiej przemyśleć. Czy boga można wyjąć z systemu opisującego rzeczywistość, bo gdy nie można to ten opis rzeczywistości, a której szczycie stoi bóg nie jest niczym innym jak religią. Nawet, gdy ma tylko jednego wyznawcę.
Ten przypadek dotyczyłby szczególnego rodzaju teistów, jakimi są deiści.
>Z ateizmem jest jest jednak inaczej. Ja nie znam przypadku (choć nie przeczę, że istnieją), aby ateista odrzucił jednego boga. Najczęściej (a chyba prawie zawsze) odrzuca cały świat nadprzyrodzony.
Odrzuca bo jest właśnie ateistą, ale to nie przeszkadza mu być komunistą, rasistą, faszystą etc.
>Natomiast ateizm zrodzony nowożytnie - będący częścią składową różnych ideologii - (konkurencyjnych dla religii) narzuca swym wyznawcom wiarę w "ateizm" z całym dobrodziejstwem inwentarza i zastępuje jednych bogów innymi bogami.[/color][/cytat] >>To prawda, marksizm jest w wielu aspektach dziedzicem chrześcijaństwa. >Bzura, jednak tematy, o których się pisze trzeba znać. Zapewne w marksizmie jak i w całości kultury europejskiej znajdzie się jakieś elementy chrześcijaństwa, ale one są tam zupełnie mało znaczące.
Prosze poczytać J. Gray'a. Bardzo dobrze wyprowadza marksizm z chrześcijańskiego milenaryzmu. Zresztą nie on pierwszy, nawet Chesterton, którego takie porównania powinny mierzić, zdaje sobie z tego sprawę.
>>Po co na siłę udowadniać, że komuniści-ateiści nie są ateistami, skoro właśnie wyznają pogląd, że Boga nie ma. >Nikomu nic na siłę nie mam zamiaru udowodniać. Pamiętam złote zdania klasyków. "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne!" oraz "Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda." >Tylko to jest forum skierowane do racjonalistycznej inteligencji. Nie zauważyłem aby tu ktokowiek twierdził - a ja już na pewno nie - że komuniści-ateiści nie są ateistami.
Były głosy, mówiące, że ateizm komunistyczny to w istocie teizm. I do tego odnosiły się moje wypowiedzi.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Fideiści też mają bardzo sprecyzowane poglądy...Mają, tylko co to ma wspólnego z tym co napisałem. > Pan twierdzi, że jest naturalistą ontologicznym, jak rozumiem są to poglądy ugruntowane. Czy to nie jest fideizm?Wypowiadałem się na ten temat wielokrotnie - nawet niedawno w wątku Pana Maceoxa: * Proponuję poszukać sobie w internecie naturalizmu, naturalizmu metodologicznego i naturalizmu ontologicznego. Jak Pan będzie cokolwiek na ten temat wiedział, to będziemy mogli porozmawiać. > W nic Pan nie wierzy? Przecież nie jest Pan w stanie wszystkiego oprzeć bezpośrednio na wiedzy.Swoje przekonania światopoglądowe opisałbym tak jak niżej: Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. *I to właśnie denerwuje ideologów opierających swoje przekonania na wierze. Niezależnie od przedmiotu tej wiary. > A ja uważam, że jednak żądza władzy i chciwość jest na pierwszym miejscu.A ja proponuję poczytać choćby historię Kościoła Katolickiego pisaną nie przez apologetów. > Proszę wskazać na jakąś spektakularną zbrodnie, gdzie brakowałoby tych elementów.Przeróżne elementy biorą udział w zbrodniach. Np. biskupa porzucił kochanek. Natomiast w syntezie dziejów wojny religijne są na pierwszym miejscu. > Myślę, że to naiwne myślenie. Ulega Pan iluzji, że rozum i cnota zawsze idą w parze.Lubię w moim wieku zachowywać naiwność i wiarę w ludzi. Jak mógłby Pan ze zrozumieniem poczytać moje wypowiedzi, to może by Pan zrozumiał jak twardo trzymam się rzeczywistości , ale wiem, że dla Pana jest to niewykonalne. > Ale zaprzecza tezie, że racjonalne myślenie i sceptycyzm zawsze prowadzą do dobra.Racjonalizm prowadzi do tego, że nie używa się wielkich kwantyfikatorów, a założyciel naszego portalu napisał: Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'.> >>>Z ateizmem jest jest jednak inaczej. Ja nie znam przypadku (choć nie przeczę, że istnieją), aby ateista odrzucił jednego boga. Najczęściej (a chyba prawie zawsze) odrzuca cały świat nadprzyrodzony.> Odrzuca bo jest właśnie ateistą, ale to nie przeszkadza mu być komunistą, rasistą, faszystą etc.Ateizm, tak samo jak teizm jest przekonaniem i jako przekonanie może mieć różne źródła. Tak racjonalne, jak i irracjonalne (oparte na wierze). Tak, jak wierzącym w Boga nie przeszkadzało być komunistą, rasistą, faszystą etc, tak samo nie przeszkadza to tym, którzy wierzą, że świat nadprzyrodzony nie istnieje. > To prawda, marksizm jest w wielu aspektach dziedzicem chrześcijaństwa.> >>>Bzura, jednak tematy, o których się pisze trzeba znać. Zapewne w marksizmie jak i w całości kultury europejskiej znajdzie się jakieś elementy chrześcijaństwa, ale one są tam zupełnie mało znaczące.> Proszę poczytać J. Gray'a. Bardzo dobrze wyprowadza marksizm z chrześcijańskiego milenaryzmu. Zresztą nie on pierwszy, nawet Chesterton, którego takie porównania powinny mierzić, zdaje sobie z tego sprawę.Szanowny Panie, ja z zasady nie uznaję żadnych autorytetów. Obu Panów czytałem, ale żaden nie był na tyle przekonujący, abym uwierzył, że Marks nie wiedział o czym pisze, a ja Marksa czytałem. > Były głosy, mówiące, że ateizm komunistyczny to w istocie teizm. I do tego odnosiły się moje wypowiedzi.Znowu ja nie lubię dyskutować z "onymi" nawet jak by to byli Gray'a i Chesterton. Jak komuś czyjeś poglądy się podobają, to niech ich broni osobiście, a jak się nie podobają, to niech zwraca się do ich autorów. Ja twierdziłem i nadal to podtrzymuję, że np. stalinowski komunizm był para-religią (choć przekonuje mnie też Pan Rafał Imos, który mówi, że to jednak była religia), a Stalin w niej pełnił rolę boga. Podobna sytuacja jest aktualnie w Korei Północnej. Jak jest bóg, to chyba są i teiści, choć ja ich bym jednak tak nie nazwał. Dla mnie istotą tych paranoicznych systemów politycznych jest fideizm. Głęboka wiara w jedynynosłuszność wyznawanej para-religii. Dlatego największe zło widzę w opieraniu swojego światopoglądu na wierze. Cokolwiek miałoby by być przedmiotem/podmiotem tej wiary. Każda wiara ogranicza nas intelektualnie, a im jest głębszą, to tym bardziej. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > >Fideiści też mają bardzo sprecyzowane poglądy...> Mają, tylko co to ma wspólnego z tym co napisałem.A to, że aby mieć sprecyzowane poglądy trzeba mieć silne przekonanie, że owe poglądy są słuszne. Czyli innymi słowy trzeba wierzyć, że są słuszne. > >Pan twierdzi, że jest naturalistą ontologicznym, jak rozumiem są to poglądy ugruntowane. Czy to nie jest fideizm?> Wypowiadałem się na ten temat wielokrotnie - nawet niedawno w wątku Pana Maceoxa: * Proponuję poszukać sobie w internecie naturalizmu, naturalizmu metodologicznego i naturalizmu ontologicznego. Jak Pan będzie cokolwiek na ten temat wiedział, to będziemy mogli porozmawiać.Panie Andrzeju, to czym jest naturalizm ontologiczny nie ma w kontekście mojego pytania, żadnego znaczenia. Podobnie jak inni myśliciele, znalazł Pan dobry powód aby przyjąć taki pogląd na otaczający nas świat, jaki Pan przyjął. Uznał Pan na podstawie własnych przemyśleń, że taki a taki światopogląd jest właściwy. Cóż innego czynią tzw. fideiści różnej maści? > Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.Teraz Pan zawęża wiarę do konkretnej religii. > Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnymAle nie zamyka się Pan na możliwość istnienia czegoś co może nigdy nie poddać się naukowej weryfikacji? > >A ja uważam, że jednak żądza władzy i chciwość jest na pierwszym miejscu.> A ja proponuję poczytać choćby historię Kościoła Katolickiego pisaną nie przez apologetów.Znam ją. Jest w niej dużo żądzy władzy i chciwości i bardzo mało wiary. > >Proszę wskazać na jakąś spektakularną zbrodnie, gdzie brakowałoby tych elementów.> Przeróżne elementy biorą udział w zbrodniach. Np. biskupa porzucił kochanek. Natomiast w syntezie dziejów wojny religijne są na pierwszym miejscu.Chyba nie jest Pan historykiem. Konflikty zbrojne mają zazwyczaj bardzo skomplikowaną genezę. Czynnik religijny występował w niektórych wojnach jako dość istotny, ale w niewielu przypadkach był decydujący. > >Myślę, że to naiwne myślenie. Ulega Pan iluzji, że rozum i cnota zawsze idą w parze.> Lubię w moim wieku zachowywać naiwność i wiarę w ludzi.Wiedziałem. Kolejny ciemny fideista!  Jak mógłby Pan ze zrozumieniem poczytać moje wypowiedzi, to może by Pan zrozumiał jak twardo trzymam się rzeczywistości , ale wiem, że dla Pana jest to niewykonalne. Znowu akt wiary.  > >Ale zaprzecza tezie, że racjonalne myślenie i sceptycyzm zawsze prowadzą do dobra.> Racjonalizm prowadzi do tego, że nie używa się wielkich kwantyfikatorów, a założyciel naszego portalu napisał:> Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznejCzłowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'.Fajny slogan, ale tylko slogan. Mniej więcej taki jak : "Coca-cola to jest to". > >Odrzuca bo jest właśnie ateistą, ale to nie przeszkadza mu być komunistą, rasistą, faszystą etc.> Ateizm, tak samo jak teizm jest przekonaniem i jako przekonanie może mieć różne źródła. Tak racjonalne, jak i irracjonalne (oparte na wierze).> Tak, jak wierzącym w Boga nie przeszkadzało być komunistą, rasistą, faszystą etc, tak samo nie przeszkadza to tym, którzy wierzą, że świat nadprzyrodzony nie istnieje.Zgadzam się. > >Proszę poczytać J. Gray'a. Bardzo dobrze wyprowadza marksizm z chrześcijańskiego milenaryzmu. Zresztą nie on pierwszy, nawet Chesterton, którego takie porównania powinny mierzić, zdaje sobie z tego sprawę.> Szanowny Panie, ja z zasady nie uznaję żadnych autorytetów. Obu Panów czytałem, ale żaden nie był na tyle przekonujący, abym uwierzył, że Marks nie wiedział o czym pisze, a ja Marksa czytałem.Ja nawet nie musiałem czytać owych panów, aby stwierdzić, że marksizm to ideologia oparta na "Kazaniu na górze", w wesji materialistycznej (oczywiście w uproszczeniu). > Ja twierdziłem i nadal to podtrzymuję, że np. stalinowski komunizm był para-religią (choć przekonuje mnie też Pan Rafał Imos, który mówi, że to jednak była religia), a Stalin w niej pełnił rolę boga. Podobna sytuacja jest aktualnie w Korei Północnej. Jak jest bóg, to chyba są i teiści, choć ja ich bym jednak tak nie nazwał.Ja też nie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > A to, że aby mieć sprecyzowane poglądy trzeba mieć silne przekonanie, że owe poglądy są słuszne. Czyli innymi słowy trzeba wierzyć, że są słuszne.Tak się wydaje fideistom, racjonaliści uważają, że "silne przekonania" można nabyć na podstawie odpowiedzi, których udziela nauka. > Panie Andrzeju, to czym jest naturalizm ontologiczny nie ma w kontekście mojego pytania, żadnego znaczenia.Ciekawy sposób prowadzenia rozmowy. Najpierw pytanie, a później stwierdzenie, że nie ma to żadnego znaczenia. > Podobnie jak inni myśliciele, znalazł Pan dobry powód aby przyjąć taki pogląd na otaczający nas świat, jaki Pan przyjął. Uznał Pan na podstawie własnych przemyśleń, że taki a taki światopogląd jest właściwy.Tylko nie Pan uzgodni sam ze sobą, czy "przyjąłem", czy "uznałem na podstawie własnych przemyśleń" - dla mnie jest zasadnicza różnica. > Cóż innego czynią tzw. fideiści różnej maści? Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. *> >>>Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach.> Teraz Pan zawęża wiarę do konkretnej religii.Do jakiej do katolicyzmu czy komunizmu? Gdzie Pan się tego doczytał? Mnie się wydawało, że mówię tu o wierze, a nie o wyznaniu. Najlepiej polemizuje z się z poglądami, które ja myślę, że polemista tak myśli!> >>>Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym> Ale nie zamyka się Pan na możliwość istnienia czegoś co może nigdy nie poddać się naukowej weryfikacji?Tak, zdecydowanie! Odrzucam wiarę wszelaką. Nie wierzę ani w krasnale, ani w zadnego boga, ani w świat nadprzyrodzony. Istnieje tylko świat dostępny poznaniu za pomocą zmysłów, a świat nadzmysłowy - nawet gdyby istniał - nie ma dla człowieka żadnego znaczenia. Oczywiście nie mówię tu o aspektach kulturowych, psychologicznych, czy psychiatrycznych, ale to już inna bajka. > >>>>A ja uważam, że jednak żądza władzy i chciwość jest na pierwszym miejscu.> >A ja proponuję poczytać choćby historię Kościoła Katolickiego pisaną nie przez apologetów.> Znam ją. Jest w niej dużo żądzy władzy i chciwości i bardzo mało wiary.To zna Pan ją bardzo kiepsko. Oczywiście nie istniała taka podłość, która funkcjonariuszy Kościoła by nie zainspirowała, ale motorem prawie zawsze była religia. • Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii. Steven Weinberg> Chyba nie jest Pan historykiem. Konflikty zbrojne mają zazwyczaj bardzo skomplikowaną genezę.Nie zawodowym historykiem nie jestem, ale słuchałem wykładów i składałem egzaminy z nauk historycznych u dosyć wybitnych historyków. Tylko co to ten osobisty wtręt ma tu na rzeczy. Tak, konflikty mają różne przyczyny, ale do uruchomienia środków potrzebną jest motywacja i wówczas religia (ideologia) jest niezastąpioną. > Czynnik religijny występował w niektórych wojnach jako dość istotny, ale w niewielu przypadkach był decydujący.Tak na szybko kawałek w internecie złapany: Z nakazu Boga, tak Czyngis-Chan i Kabuł-Chan zostali przysłani. [...] Mocą Boga wszystkie kraje od wschodu do zachodu słońca zostały nam przyznane. [...] Teraz z głębi serca powinieneś powiedzieć: "Będziemy twoimi poddanymi; oddamy ci nasze siły". [...] A jeżeli nie będziecie posłuszni nakazom Boga, i sprzeciwicie się naszym rozkazom, wiedzcie, że będziecie naszymi wrogami.Następny też dobry przykład: niemiecki żołnierz, w przeciwieństwie do bolszewika u którego na pasie nie ma miejsca dla Boga, nigdy nie jest sam, nawet gdy znajduje się daleko w głębi terytorium wroga. * Takich kawałków w historii są setki tysiecy. > Ale zaprzecza tezie, że racjonalne myślenie i sceptycyzm zawsze prowadzą do dobra.Nigdy poważnie (nie retorycznie) nie twierdziłem, że coś jest "zawsze" albo "nigdy". Racjonalne myślenie powstrzymuje przed używaniem wielkich kwantyfikatorów. > Fajny slogan, ale tylko slogan. Mniej więcej taki jak : "Coca-cola to jest to".Co ja biedny mogę począć, że Pan tyle tylko zrozumiał. > Ja nawet nie musiałem czytać owych panów, aby stwierdzić, że marksizm to ideologia oparta na "Kazaniu na górze", w wesji materialistycznej (oczywiście w uproszczeniu).Tak, to oczywiste, że Pan wie nawet bez czytania. Ja po przeczytaniu i sprawdzeniu, nie mogę dojść do takich wniosków. Ot taki bezbożny tuman jestem. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | > >A to, że aby mieć sprecyzowane poglądy trzeba mieć silne przekonanie, że owe poglądy są słuszne. Czyli innymi słowy trzeba wierzyć, że są słuszne.> Tak się wydaje fideistom, racjonaliści uważają, że "silne przekonania" można nabyć na podstawie odpowiedzi, których udziela nauka.Aby nabyć takiego "silnego przekonania" musiał Pan pewnego pięknego dnia, podjąć decyzję (lub uświadomić ją sobie), że przyjmuje Pan taki światopogląd. A to już musiało wynikać z Pańskiego wewnętrznego przekonania, że to jest słuszne. > >Panie Andrzeju, to czym jest naturalizm ontologiczny nie ma w kontekście mojego pytania, żadnego znaczenia.> Ciekawy sposób prowadzenia rozmowy. Najpierw pytanie, a później stwierdzenie, że nie ma to żadnego znaczenia.> >Podobnie jak inni myśliciele, znalazł Pan dobry powód aby przyjąć taki pogląd na otaczający nas świat, jaki Pan przyjął. Uznał Pan na podstawie własnych przemyśleń, że taki a taki światopogląd jest właściwy.> Tylko nie Pan uzgodni sam ze sobą, czy "przyjąłem", czy "uznałem na podstawie własnych przemyśleń" - dla mnie jest zasadnicza różnica.Miliony teistów i ateistów są teistami i ateistami, właśnie "na podstawie własnych przemyśleń". Niczym Pan się nie różni od Kadynała Newmana czy Trockiego, oni też "przemyśleli" i "uznali"... > >Ale nie zamyka się Pan na możliwość istnienia czegoś co może nigdy nie poddać się naukowej weryfikacji?> Tak, zdecydowanie! Odrzucam wiarę wszelaką. Nie wierzę ani w krasnale, ani w zadnego boga, ani w świat nadprzyrodzony. Istnieje tylko świat dostępny poznaniu za pomocą zmysłów, a świat nadzmysłowy - nawet gdyby istniał - nie ma dla człowieka żadnego znaczenia. Oczywiście nie mówię tu o aspektach kulturowych, psychologicznych, czy psychiatrycznych, ale to już inna bajka.No, ale wielu ludzi patrzy szerzej (w ich mniemaniu) na świat. Nauka nie daje odpowiedzi na wiele pytań. Np. wielu ludzi zadaje sobie pytanie o sens życia i tworząc akceptowalną dla siebie odpowiedź, czyni automatycznie akt wiary w ów sens. > >Chyba nie jest Pan historykiem. Konflikty zbrojne mają zazwyczaj bardzo skomplikowaną genezę.> Nie zawodowym historykiem nie jestem, ale słuchałem wykładów i składałem egzaminy z nauk historycznych u dosyć wybitnych historyków. Tylko co to ten osobisty wtręt ma tu na rzeczy. Tak, konflikty mają różne przyczyny, ale do uruchomienia środków potrzebną jest motywacja i wówczas religia (ideologia) jest niezastąpioną.Miałem kiedyś w ręku badania nad dobroczynnością w USA, z którego wynika, że znacznie więcej osób, które deklarują się jako wierzące (niezależnie od wyznawanej religii), rzecz jasna uwzględniając proporcje ilościowe, uczestniczy pomaga innym, uczestniczy w akcjach charytatywnych. Czyli kwestia religii i wiary nie jest taka jednoznaczna... Może gdyby na świecie byli sami racjonalni ateiści, to bezbronni starcy nie mieliby możliwości pisania na forach internetowych, tylko przerabiałoby się ich na karmę dla rybek... > >Czynnik religijny występował w niektórych wojnach jako dość istotny, ale w niewielu przypadkach był decydujący.> Tak na szybko kawałek w internecie złapany: Z nakazu Boga, tak Czyngis-Chan i Kabuł-Chan zostali przysłani. [...] Mocą Boga wszystkie kraje od wschodu do zachodu słońca zostały nam przyznane. [...] Teraz z głębi serca powinieneś powiedzieć: "Będziemy twoimi poddanymi; oddamy ci nasze siły". [...] A jeżeli nie będziecie posłuszni nakazom Boga, i sprzeciwicie się naszym rozkazom, wiedzcie, że będziecie naszymi wrogami.> Następny też dobry przykład: niemiecki żołnierz, w przeciwieństwie do bolszewika u którego na pasie nie ma miejsca dla Boga, nigdy nie jest sam, nawet gdy znajduje się daleko w głębi terytorium wroga. * Takich kawałków w historii są setki tysiecy. Instrumentalne wykorzystanie religii i wiary? Jak najbardziej. Ale religia jest do tego niepotrzebna. Rewolucjoniści francuscy mordowali biednych chłopów z Wandei w imię Postępu... > >Ale zaprzecza tezie, że racjonalne myślenie i sceptycyzm zawsze prowadzą do dobra.> Nigdy poważnie (nie retorycznie) nie twierdziłem, że coś jest "zawsze" albo "nigdy". Racjonalne myślenie powstrzymuje przed używaniem wielkich kwantyfikatorów.> >Fajny slogan, ale tylko slogan. Mniej więcej taki jak : "Coca-cola to jest to".> Co ja biedny mogę począć, że Pan tyle tylko zrozumiał.Pan za to nie zauważył, że poddajac się autorytetom, nie dowodzi Pan swojej niezależności w myśleniu... > >Ja nawet nie musiałem czytać owych panów, aby stwierdzić, że marksizm to ideologia oparta na "Kazaniu na górze", w wesji materialistycznej (oczywiście w uproszczeniu).> Tak, to oczywiste, że Pan wie nawet bez czytania. Ja po przeczytaniu i sprawdzeniu, nie mogę dojść do takich wniosków.> Ot taki bezbożny tuman jestem.Współczuję. Ale to nie Pana wina, tak jest Pan zaprogramowany.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Aby nabyć takiego "silnego przekonania" musiał Pan pewnego pięknego dnia, podjąć decyzję (lub uświadomić ją sobie), że przyjmuje Pan taki światopogląd. Tak, w wyniku intelektualnego procesu doszedłem do przyjęcia mojego światopoglądu. Tyle że w zjawiskach procesowych wyznaczanie granic jest niemożliwe i tylko czasem że względów pragmatycznych wyznacza się je sztucznie.
>A to już musiało wynikać z Pańskiego wewnętrznego przekonania, że to jest słuszne. Tak, przekonywałem się, przekonywałem aż przekonałem.
>Miliony teistów i ateistów są teistami i ateistami, właśnie "na podstawie własnych przemyśleń". Gdyby Pan napisał, że są teiści i ateiści "na podstawie własnych przemyśleń" nie zaprotestował bym wcale. Przy "milionach" mam ogromne zastrzeżenia.
>Niczym Pan się nie różni od Kadynała Newmana czy Trockiego, oni też "przemyśleli" i "uznali"... Dziękuje z porównanie, ale wiarę (przekonania) generalnie nabywa się w procesie socjalizacji lub indoktrynacji, a nie w wyniku przemyśleń (oczywiście nie mówimy tu o jakiś wyjątkowych wyjątkach, typu np. Trocki).
>No, ale wielu ludzi patrzy szerzej (w ich mniemaniu) na świat. Żyję już dosyć długo i trochę przeczytałem aby zaprzeczać "mniemanologii stosowanej". Tak różni ludzie różnie mniemają.
>Nauka nie daje odpowiedzi na wiele pytań. Nauka bardziej specjalizuje się w formułowaniu coraz bardziej precyzyjnych pytań niż odpowiedzi na nie. Odpowiedzi są jakby produktem ubocznym, a którego można wyciągać praktyczne (weryfikowalne doświadczalnie) wnioski.
>Np. wielu ludzi zadaje sobie pytanie o sens życia i tworząc akceptowalną dla siebie odpowiedź, czyni automatycznie akt wiary w ów sens. Tak, jedni zadają sobie pytania o sens inni starają się się sensownie przeżyć życie. Nikt rozsądny nie zaprzeczy, że ludzie są różni, a 99% ludzkości posiada światopogląd fideistyczny.
>Miałem kiedyś w ręku badania nad dobroczynnością w USA, z którego wynika, że znacznie więcej osób, które deklarują się jako wierzące (niezależnie od wyznawanej religii), rzecz jasna uwzględniając proporcje ilościowe, uczestniczy pomaga innym, uczestniczy w akcjach charytatywnych. No właśnie - ciekawym zjawiskiem jest dobór literatury pod swój światopogląd. Proszę jednak poczytać trochę więcej badań socjologicznych. Nawet wśród tych prowadzonych przez fideistyczne ośrodki. Podane tu przez Pana przykłady były merytorycznie kwestionowane na naszym forum.
>Czyli kwestia religii i wiary nie jest taka jednoznaczna... Przecież to oczywiste, że zależy to od kwestii.... W niektórych wypadkach jest jednoznaczna, w innych wieloznaczna.
>Może gdyby na świecie byli sami racjonalni ateiści, to bezbronni starcy nie mieliby możliwości pisania na forach internetowych, tylko przerabiałoby się ich na karmę dla rybek... Badania socjologiczne pokazują, że współczynnik moralności jest taki sam, niezależne od wyznawanej religii, a według światopoglądu, to ateiści są odrobinę bardziej moralnymi od teistów. O czym już świadczy Pańska powyższa - pełna zupełnie bezzasadnej złośliwości wypowiedź.
>Instrumentalne wykorzystanie religii i wiary? Jak najbardziej. Ale religia jest do tego niepotrzebna. Rewolucjoniści francuscy mordowali biednych chłopów z Wandei w imię Postępu... Wyznawcy jednej religii mordowali wyznawców innej. Przecież właśnie o tym mówię. Tak wygląda cała zapisana historia ludzkości. Tu tylko wartym zaznaczenia jest, że Rzymscy Katolicy - w imię "Boga Miłości" - wypracowali najbardziej skuteczne metody prześladowania i eksterminacji wszelakich wątpiących w jedynosłuszność pasienia ich brzuchów. Metody tak dobre, że zostały zastosowane w XX wieku przez wielu, w tym przez Gestapo i NKWD.
>Pan za to nie zauważył, że poddając się autorytetom, nie dowodzi Pan swojej niezależności w myśleniu... Ależ Szanowny Panie, nie tylko zauważyłem, ale wielokrotnie o tym tu pisałem. W moim przypadku tych autorytetów jest kilka tysięcy (większość przeczytanych poważnych książek), a tych najważniejszych, których przemyślenia stały się podbudową dla mojego światopoglądu jest kilkudziesięciu i nie jest to liczba stała.
CDN
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >Aby nabyć takiego "silnego przekonania" musiał Pan pewnego pięknego dnia, podjąć decyzję (lub uświadomić ją sobie), że przyjmuje Pan taki światopogląd.> Tak, w wyniku intelektualnego procesu doszedłem do przyjęcia mojego światopoglądu. Tyle że w zjawiskach procesowych wyznaczanie granic jest niemożliwe i tylko czasem że względów pragmatycznych wyznacza się je sztucznieU wierzących jest tak samo. Ich wiara ewoluuje, w zależności od możliwości intelektualnych. Inna jest wiara Ratzigera czy Hellera, a inna moherowej babci. > >A to już musiało wynikać z Pańskiego wewnętrznego przekonania, że to jest słuszne.> Tak, przekonywałem się, przekonywałem aż przekonałem.> >Miliony teistów i ateistów są teistami i ateistami, właśnie "na podstawie własnych przemyśleń".> Gdyby Pan napisał, że są teiści i ateiści "na podstawie własnych przemyśleń" nie zaprotestował bym wcale. Przy "milionach" mam ogromne zastrzeżenia.Na kilka miliardów ludzi? Myślę, że nie przesadziłem. > >Niczym Pan się nie różni od Kadynała Newmana czy Trockiego, oni też "przemyśleli" i "uznali"...> Dziękuje z porównanie, ale wiarę (przekonania) generalnie nabywa się w procesie socjalizacji lub indoktrynacji, a nie w wyniku przemyśleń (oczywiście nie mówimy tu o jakiś wyjątkowych wyjątkach, typu np. Trocki).Pański światopogląd też ma podbudowę w socjalizacji i cechach osobniczych. Nasze wybory są w znacznej części (o ile nie całkowicie) zdeterminowane biologicznie, więc procesy przyjmowaniu jakiegoś określonego sposobu myślenia, u "fideistów" i "nie fideistów" muszą być podobne. > >Np. wielu ludzi zadaje sobie pytanie o sens życia i tworząc akceptowalną dla siebie odpowiedź, czyni automatycznie akt wiary w ów sens.> Tak, jedni zadają sobie pytania o sens inni starają się się sensownie przeżyć życie. Nikt rozsądny nie zaprzeczy, że ludzie są różni, a 99% ludzkości posiada światopogląd fideistyczny.Czyli należy Pan do tego wspaniałego 1%? No cóż gratuluję, ale i współczuję. Musi się Pan strasznie męczyć z tym fideistycznym motłochem. > >Miałem kiedyś w ręku badania nad dobroczynnością w USA, z którego wynika, że znacznie więcej osób, które deklarują się jako wierzące (niezależnie od wyznawanej religii), rzecz jasna uwzględniając proporcje ilościowe, uczestniczy pomaga innym, uczestniczy w akcjach charytatywnych.> No właśnie - ciekawym zjawiskiem jest dobór literatury pod swój światopogląd. Proszę jednak poczytać trochę więcej badań socjologicznych. Nawet wśród tych prowadzonych przez fideistyczne ośrodki. Podane tu przez Pana przykłady były merytorycznie kwestionowane na naszym forum.Zwykle jest tak, że kiedy badania są sprzeczne z naszymi przekonaniami, to wtedy uważamy, że wynikają one z nastawienia badacza (np. religijnego). Tak więc jak widać nawet ci, którzy "wierzą" w naukę, mogą bez problemu okładać się badaniami, które są pożywką dla ich światopoglądu. Badania o których pisałem przeprowadzał R. Putnam. Nie wydaję mi się, że jest religijnym oszołomem, ale może się mylę? > >Czyli kwestia religii i wiary nie jest taka jednoznaczna...> Przecież to oczywiste, że zależy to od kwestii....> W niektórych wypadkach jest jednoznaczna, w innych wieloznaczna.> >Może gdyby na świecie byli sami racjonalni ateiści, to bezbronni starcy nie mieliby możliwości pisania na forach internetowych, tylko przerabiałoby się ich na karmę dla rybek...> Badania socjologiczne pokazują, że współczynnik moralności jest taki sam, niezależne od wyznawanej religii, a według światopoglądu, to ateiści są odrobinę bardziej moralnymi od teistów. O czym już świadczy Pańska powyższa - pełna zupełnie bezzasadnej złośliwości wypowiedź.Ja nie jestem teistą. Nie uważam również, aby istniały absolutne zasady moralne. Moralność czy etyka są relatywne i mogą się zmieniać w zależności od okoliczności. > >Instrumentalne wykorzystanie religii i wiary? Jak najbardziej. Ale religia jest do tego niepotrzebna. Rewolucjoniści francuscy mordowali biednych chłopów z Wandei w imię Postępu...> Wyznawcy jednej religii mordowali wyznawców innej. Przecież właśnie o tym mówię. Tak wygląda cała zapisana historia ludzkości. Tu tylko wartym zaznaczenia jest, że Rzymscy Katolicy - w imię "Boga Miłości" - wypracowali najbardziej skuteczne metody prześladowania i eksterminacji wszelakich wątpiących w jedynosłuszność pasienia ich brzuchów. Metody tak dobre, że zostały zastosowane w XX wieku przez wielu, w tym przez Gestapo i NKWD.Ach, taki Pan nietolerancyjny! Kościół nie robił niczego innego niż każda inna instytucja posiadająca władzę. Nie słyszałem nigdy o żadnym tyranie, czy zbrodniczej organizacji, która głosiłaby, że celem jej działania jest sianie zła i zniszczenia. Wszyscy zawsze zapewniają, że walczą o "większe dobro" a ci, których zabijają i gnębią to siły zła, które im w tym przeszkadzają. > >Pan za to nie zauważył, że poddając się autorytetom, nie dowodzi Pan swojej niezależności w myśleniu...> Ależ Szanowny Panie, nie tylko zauważyłem, ale wielokrotnie o tym tu pisałem. W moim przypadku tych autorytetów jest kilka tysięcy (większość przeczytanych poważnych książek), a tych najważniejszych, których przemyślenia stały się podbudową dla mojego światopoglądu jest kilkudziesięciu i nie jest to liczba stała.Tak trzymać Panie Andrzeju! I nie zasklepiać się, nie zasklepiać!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > U wierzących jest tak samo.strebski.d(*)t/texts/philosophy/Religia.pdf> Ich wiara ewoluuje, w zależności od możliwości intelektualnych.www.racjon(*)q,O.Templetona.dla.Witwickiego> Inna jest wiara Ratzigera czy Hellera, a inna moherowej babci.Inna - dlatego wiarę babci szanuję, a kpię sobie z religii Ratzigera czy Hellera. > >>>Gdyby Pan napisał, że są teiści i ateiści "na podstawie własnych przemyśleń" nie zaprotestował bym wcale. Przy "milionach" mam ogromne zastrzeżenia.> Na kilka miliardów ludzi? Myślę, że nie przesadziłem.Lepiej poczytać wyniki badań. Kilka, do kilkunastu procent, to fundamentaliści, drugie tyle głęboko wierzący. Około 60 do 70 procent, to ludzie w różnym stopniu indyferentni religijnie. Do ateizmu przyznaje się około 5% (z tym, że jest to różnorodne odrzucanie świata nadprzyrodzonego. Ateiści, którym idea nadprzyrodzoności jest do niczego niepotrzebną i którzy wiedzą dlaczego nie wierzą, to jest rząd promili. Tyle wielkie liczby, w wielkim zaokrągleniu. > Pański światopogląd też ma podbudowę w socjalizacji i cechach osobniczych.Dokładnie tak. 99,9 chrześcijan rodzi się w rodzinach chrześcijańskich i 99,9 muzułmanów rodzi się w rodzinach muzułmańskich. Na to nakładają się cechy osobnicze (charakterologiczne) np. pokorność i oparcie się na autorytetach, czy niepokorność i poszukiwanie własnej drogi. > Nasze wybory są w znacznej części (o ile nie całkowicie) zdeterminowane biologicznie, więc procesy przyjmowaniu jakiegoś określonego sposobu myślenia, u "fideistów" i "nie fideistów" muszą być podobne.Dziwne, ale nie są i jest na ten temat bogata literatura. No chyba, że wie i bez czytania. > Czyli należy Pan do tego wspaniałego 1%?Nie wiem czy wspaniałego. Ja się z tym dobrze czuję. > No cóż gratuluję, ale i współczuję.Coś Pan bardzo swoją empatię deklaruje - choć już w Pańskich tekstach negatywnych uczuć do inaczej myślacych jest sporo. > Musi się Pan strasznie męczyć z tym fideistycznym motłochem.Tak, głupota jest męcząca, ale nasze życie nie zamyka się w dyskusjach światopogladowych, a nasz światopogląd to: Spójna niespójność Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.
Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.
Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze. *> Badania o których pisałem przeprowadzał R. Putnam. Nie wydaję mi się, że jest religijnym oszołomem, ale może się mylę?Putnamów jest wielu tego prac akurat nie znam (znam Hilarego). Osobiście polecam badania bardziej znanego Phila Zuckermana. *> Ja nie jestem teistą.Piękna deklaracja.  Tyle, że ja jestem niewierzącym i potrafię czytać ze zrozumieniem. > Ach, taki Pan nietolerancyjny!Tak, świadczy o tym całe moje życie i większość publikacji. Choć przyznaję, że tolerancja głupoty oraz zachłanności na władzę i dobra doczesne przychodzi mi z trudnością. > Kościół nie robił niczego innego niż każda inna instytucja posiadająca władzę.Cholera, a ja naiwny bardzo bym chciał żyć w jednych krajach, a w innych za Boga nie! Kościół - jak pokazuje cała historia - robił zawsze znacznie, znacznie więcej. Robił tak dużo, że jego działalność jest dla mnie jednym z pośrednich dowodów na nieistnienie Boga. Bóg, gdyby istniał nie pozwoiliłby na czynienie tyle zła w jego imieniu. > Tak trzymać Panie Andrzeju! I nie zasklepiać się, nie zasklepiać!  A może zamiast tego apelu pod moim adresem warto poczytać co Bogusławski tu nawypisywał. Zresztą, moim zdaniem, czytanie nie szkodzi. No, chyba że ktoś wie więcej bez czytania. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.> Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.Pełna zgoda. Te kwestie można rozdzielać, bez szkody dla jednej czy drugiej sfery. > Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne.Myślę, że niewielu teistów miało przeżycia mistyczne. Większość z nich przyjmuje bezrefleksyjnie wierzenia religijne z otoczenia w jakim żyją. Jest jednak grupa osób, które starają się znaleźć rozumowe (bo niekoniecznie naukowe) wytłumaczenie zjawisk związanych z wiarą i religią. Być może, niechcianym, ubocznym efektem tych działań był rozwój nauki w Europie, w ciągu ostatnich wieków (nie chciałbym głębiej w to wchodzić, bo jest to pole do kolejnych starć światopoglądowych). Część osób szukających Boga rozumem, otrzymuje takie potwierdzenie. Część (do których się zaliczam) nie znajduje i przestaje być teistami. To co Pan powiedział o przeżyciu mistycznym w odczuwaniu sacrum jest bardzo istotne, bo moim zdaniem, racjonalne potwierdzenie istnienia Boga jest (jak to słusznie stwierdzili, co bystrzejsi teologowie), jest w ogóle niemożliwe, nawet gdybyśmy stali się świadkami Armageddonu opisywanego w Apokalipsie św. Jana. > Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.> Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą.To prawda, ale światopogląd opiera się na różnych dziedzinach kultury. Sama nauka jest niewystarczająca, nie mówiąc już o możliwości empirycznej weryfikacji wszystkich sądów. > W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze. [/color]Niewykluczone, że całkowita spójność jest równoznaczna, z chorobą psychiczną... Pierwszy z wymienionych wyżej światopoglądów jest bardzo niepraktyczny i niemożliwy do realizacji w pełni. Nawet najwięksi sceptycy muszą w pewnych momentach, przyjąć założenia bez dowodów. Drugi, łatwiejszy też nie występuje w czystej postaci. Dominują światopoglądy pośrednie, z wychyleniem w jedną lub drugą stronę. > >Badania o których pisałem przeprowadzał R. Putnam. Nie wydaję mi się, że jest religijnym oszołomem, ale może się mylę?> Putnamów jest wielu tego prac akurat nie znam (znam Hilarego). Osobiście polecam badania bardziej znanego Phila Zuckermana.*Z tego co widzę na jego stronie to Pan Zuckermann to jakiś aktywista. Jego silne zaangażowanie nieco dyskwalifikują te badania, bo te często odzwierciedlają ideologiczne założenia badacza. Robert D. Putnam jest zdecydowanie bardziej znaczącym naukowcem, i ponieważ sam, nie jestem w stanie przeprowadzić podobnych badań, zdaje się na tego badacza, którego uważam za bardziej neutralnego i sprawniejszego metodologicznie, czyli właśnie Putnama.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Pełna zgoda. Te kwestie można rozdzielać, bez szkody dla jednej czy drugiej sfery.Zdecydowanie nie pełna zgoda. Ludziom udaje się jakoś te kwestie rozdzielać, ale zawsze jest to z mniejszą lub większą szkodą. > Myślę, że niewielu teistów miało przeżycia mistyczne.Wśród ateistów jeszcze mniej i dlatego cennym jest opis Władysława Dawida. > Większość z nich przyjmuje bezrefleksyjnie wierzenia religijne z otoczenia w jakim żyją.Zdecydowana większość. > Jest jednak grupa osób, które starają się znaleźć rozumowe (bo niekoniecznie naukowe) wytłumaczenie zjawisk związanych z wiarą i religią.Jest taka grupa, ale ich argumenty na ogół są tak słabe, że boją się wejść na nasze forum aby ich bronić. Namawiałem już kilka osób aby podały tu tytuł jakiejś mądrej książki i zechciały bronić zawartych w niej racji. Jak na razie żaden odważny się nie znalazł. Może Pan? Chętnie podsunę bibliografię. > Być może, niechcianym, ubocznym efektem tych działań był rozwój nauki w Europie, w ciągu ostatnich wieków (nie chciałbym głębiej w to wchodzić, bo jest to pole do kolejnych starć światopoglądowych).Po co zaraz starć! Katolicki uczony Georges Minois napisał dwu tomowe dzieło "Kościół i nauka". Do tego warto dołożyć trzy tomy.  I jakiś tam obrazek się nam już rysuje. > To prawda, ale światopogląd opiera się na różnych dziedzinach kultury.Musiałby Pan zdefiniować tu "kulturę", gdyż przy najszerszej definicji tego terminu, to oczywiście ma Pan rację. > Sama nauka jest niewystarczająca,Zupełnie nie rozumiem co miałoby znaczyć: "wystarczająca" - "niewystarczająca". Nasze zmysły są jedynym źródłem poznania świata. Nauka opiera się właśnie na tym zmysłowym poznaniu świata, uzbrając nasze zmysły w różnorodne narzędzia. Więc zupełnie nieważnym jest tutaj określenia stopnia wystarczajączości. Naukowe (zmysłowe) poznanie świata jest wszystkim - co człowiek posiada. Ponadto są tylko różne bajdy i spekulacje. > nie mówiąc już o możliwości empirycznej weryfikacji wszystkich sądów.Znowu trzeba dokładnie wyjaśnić o co Panu chodzi? W metodologię naukową zapisana empiryczna weryfikacja wszystkich sądów. Gdy coś się takiej weryfikacji nie poddaje nie jest naukowym sądem. Cytat:Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania. > Niewykluczone, że całkowita spójność jest równoznaczna, z chorobą psychiczną...Więc śmiało może Pan mnie zaliczyć do chorych psychicznie, gdyż gdy nawet nie osiągnąłem całkowitej spójności to jestem jej bardzo blisko i do niej stale dążę. > Pierwszy z wymienionych wyżej światopoglądów jest bardzo niepraktyczny i niemożliwy do realizacji w pełni.> Nawet najwięksi sceptycy muszą w pewnych momentach, przyjąć założenia bez dowodów.Wydawałoby się, iż człowiekowi inteligentnemu w tej samej rozmowie nie trzeba powtarzać tego samego. Przyjęcie bez dowodów, a przyjęcie "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". www.racjon(*)m.php/s,477419/z,0/d,7#w478571 To są dwa zupełnie różne przyjęcia. > Badania o których pisałem przeprowadzał R. Putnam. Nie wydaję mi się, że jest religijnym oszołomem, ale może się mylę?> >>>Putnamów jest wielu tego prac akurat nie znam (znam Hilarego). Osobiście polecam badania bardziej znanego Phila Zuckermana.*> Z tego co widzę na jego stronie to Pan Zuckermann to jakiś aktywista.> Jego silne zaangażowanie nieco dyskwalifikują te badania, bo te często odzwierciedlają ideologiczne założenia badacza. Robert D. Putnam jest zdecydowanie bardziej znaczącym naukowcem, i ponieważ sam, nie jestem w stanie przeprowadzić podobnych badań, zdaje się na tego badacza, którego uważam za bardziej neutralnego i sprawniejszego metodologicznie, czyli właśnie Putnama.Powyższe zdanie może posłużyć właśnie jako przykład umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wypowiedzi jednego z nas bardziej odzwierciedlają jego ideologiczne założenia - drugi mając ugruntowany światopogląd, dąży do obietywnego opisu rzeczywistości. Nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie, a że tu mamy inteligentych czytelników, to odpowiedzi udzielą sobie sami. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > Zdecydowanie nie pełna zgoda. Ludziom udaje się jakoś te kwestie rozdzielać, ale zawsze jest to z mniejszą lub większą szkodą.Napisał Pan, że: "Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku." a ja w odpowiedzi: Pełna zgoda. Te kwestie można rozdzielać, bez szkody dla jednej czy drugiej sfery. Jest tu jakaś różnica? > >Większość z nich przyjmuje bezrefleksyjnie wierzenia religijne z otoczenia w jakim żyją.> Zdecydowana większość.Zdecydowana większość jest niezdecydowana...  > >Jest jednak grupa osób, które starają się znaleźć rozumowe (bo niekoniecznie naukowe) wytłumaczenie zjawisk związanych z wiarą i religią.> Jest taka grupa, ale ich argumenty na ogół są tak słabe, że boją się wejść na nasze forum aby ich bronić. Namawiałem już kilka osób aby podały tu tytuł jakiejś mądrej książki i zechciały bronić zawartych w niej racji. Jak na razie żaden odważny się nie znalazł. Może Pan? Chętnie podsunę bibliografię.Nie jestem zainteresowany, ponieważ jak pisałem wyżej, uważam, że rozumowe udowodnienie tych kwestii jest niemożliwe. > >Być może, niechcianym, ubocznym efektem tych działań był rozwój nauki w Europie, w ciągu ostatnich wieków (nie chciałbym głębiej w to wchodzić, bo jest to pole do kolejnych starć światopoglądowych).> Po co zaraz starć!Uff.  cdn.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Zdecydowanie nie pełna zgoda. Ludziom udaje się jakoś te kwestie rozdzielać, ale zawsze jest to z mniejszą lub większą szkodą.> Napisał Pan, że:> >>>"Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku."> a ja w odpowiedzi:Cytat:Pełna zgoda. Te kwestie można rozdzielać, bez szkody dla jednej czy drugiej sfery. > Jest tu jakaś różnica?Jest. I aby jeszcze bardziej sprawę skomplikować cytat z artykułu, który warto przeczytać w całości: Zastanówmy się więc, czy wiara uskrzydla naukę, czy jest dla niej handicapem. Odpowiedź wcale nie jest prosta. Religia przez wieki poważnie ucierpiała w starciu z nauką. W miarę, jak coraz lepiej poznajemy wszechświat, Bogu zostaje coraz mniej do zrobienia. Jednocześnie coraz bardziej sprawni intelektualnie wierzący ludzie nauki i teologowie próbują uzgodnić religijny i naukowy punkt widzenia. Poznaniu religijnemu nadać uzupełniający względem naukowego charakter, a naukowemu religijny. Czasem w "poważnej" polskiej publicystyce można się spotkać z opinią, że nie ma przeszkód, aby człowiek wierzący zajmował się pracą naukową. Zupełnie nie potrafię zrozumieć tego stwierdzenia, bo albo mówimy o oczywistości dotyczącej ogromnej masy wierzących uczonych, albo nie rozumiemy zupełnie słowa nauka.
Warto przypomnieć, że każdy uczony, poza zakresem swej specjalności, jest tak samo laikiem jak każdy inny człowiek. Przenoszenie autorytetu naukowego z jednej dziedziny na drugą jest zwyczajną uzurpacją. Natomiast w zakresie uprawianej przez siebie dziedziny nauki żaden z uczonych nie może opierać się na jakichkolwiek dogmatach i dlatego np. teologia jest wiedzą, ale nie jest nauką.
Nauka i wiara nie mogą być ze sobą sprzeczne, gdyż z punktu widzenia nauki zdania, których przedmiotem jest termin empirycznie nieweryfikowalny są nonsensem, także nonsensem jest przeczenie takim zdaniom. Zaś nauka zajmuje się porządkiem (sensem) empirycznie weryfikowalnego świata. Nie znaczy to, że uważam religię za przeżytek lub mało ważne zjawisko społeczne. I choć wiemy, że doświadczenie religijne jest wyjątkowo odporne na empiryczne badanie i wierzący wyrażają sprzeciw, gdy ich wierzenia chcemy poddawać próbom weryfikacji doświadczalno-rozumowej i racjonalnej dyskusji, to nie zapominajmy, że w religiach musi tkwić coś, co oni uważają za bardzo ważne. Wiara zaspokaja ich potrzeby i odpowiada na ważkie pytania. Religia może być, i najczęściej jest, racjonalna, gdyż jest wynikiem przemyśleń rozumnych ludzi; dlatego wiara na drodze spekulacji intelektualnych może znaleźć potwierdzenie.*Różnica jest właśnie w tym co napisałem: Cytat:Ludziom udaje się jakoś te kwestie rozdzielać, ale zawsze jest to z mniejszą lub większą szkodą. Czyli wszystko jest dobrze dopóki światopogląd religijny nie koliduje z metodologią naukową. Gdy zaczyna kolidować zaczynają się większe lub mniejsze problemy. > >>>Jest taka grupa, ale ich argumenty na ogół są tak słabe, że boją się wejść na nasze forum aby ich bronić. Namawiałem już kilka osób aby podały tu tytuł jakiejś mądrej książki i zechciały bronić zawartych w niej racji. Jak na razie żaden odważny się nie znalazł. Może Pan? Chętnie podsunę bibliografię.> Nie jestem zainteresowany, ponieważ jak pisałem wyżej, uważam, że rozumowe udowodnienie tych kwestii jest niemożliwe.Prawie zgoda. Ja na jakieś tam rozumowe udowadnianie nawet bym się zgodził. Cytat:Religia może być, i najczęściej jest, racjonalna, gdyż jest wynikiem przemyśleń rozumnych ludzi; dlatego wiara na drodze spekulacji intelektualnych może znaleźć potwierdzenie. Natomiast ponieważ nie istnieją najmniejsze możliwości - na gruncie nauk przyrodniczych - udowodnienia istnienia jakiejkolwiek nadprzyrodzoności. To udowodnienie "tych kwestii" jest rzeczywiście niemożliwe. > >>>Być może, niechcianym, ubocznym efektem tych działań był rozwój nauki w Europie, w ciągu ostatnich wieków (nie chciałbym głębiej w to wchodzić, bo jest to pole do kolejnych starć światopoglądowych).> >Po co zaraz starć!> Uff.  Czyżby same źródła nie wystarczały? Na przykład to: Wspaniały katolik i genialny uczony Błażej Pascal: "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania"Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Ciąg dalszy: . > Ja nawet nie musiałem czytać owych panów, aby stwierdzić, że marksizm to ideologia oparta na "Kazaniu na górze", w wesji materialistycznej (oczywiście w uproszczeniu).> >>>Tak, to oczywiste, że Pan wie nawet bez czytania. Ja po przeczytaniu i sprawdzeniu, nie mogę dojść do takich wniosków.> >>>Ot taki bezbożny tuman jestem.> Współczuję. Ale to nie Pana wina, tak jest Pan zaprogramowany.  Za współczucie dziękuję! Tak, rzeczywiście jestem już tak zaprogramowany aby - jako już z zasady niewierzący w nic i nikomu - wszystkie informacje weryfikować. Zawsze też pamiętam powiedzenie, że nikt nie jest w stanie nas bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami.----------------------------- Podam Panu tu informację, z której prawdopodobnie i tak Pan nie skorzysta: Marks - mimo napisania "Manifestu komunistycznego" miał niewiele wspólnego z komunizmem. Był filozofem zajmującym się głównie problematyką ekonomiczną i jego krytyka współczesnego mu kapitalizmu jest na pograniczu genialności. Natomiast wybór jego tekstów o komunizmie, to jakieś rozproszone szczątki. Zupełnie nie dające podstaw do zbudowania jakiejkolwiek komunistycznej doktryny. Komunizm to rodzaj utopii mający swoje źródła już w starożytności: Pierwsze utopie komunistyczne tkwiły korzeniami w starożytnej wierze w złoty wiek ludzkości. Teoria Platona (ok. 427-347 p.n.e.), zawarta w Państwie, oparta była na przekonaniu, że państwo idealne winno dążyć do najwyższych cnót, a wszyscy obywatele realizować jeden wspólny cel. Państwo Platona było wizją organizacji, w której ludzie mieli zajmować stale miejsca i rządzić się rozumem. Dlatego też na jego czele stawiał filozofów, a całość organizmu państwowego widział w postaci hierarchii stanowej. Utopia Platona zakładała ascezę i zniesienie własności wśród rządzących. Nawiązując do Platona, stoik Zenon z Kition (ok. 336-264 p.n.e.) wymyślił idealne państwo wolności i równości. Niektórzy stoicy mieli nawet wpływ na egalitarne reformy społeczne. Sfajros z Bosforu był wychowawcą króla Sparty Kleomenesa, a Gajusz Blossius - Tyberiusza (irakchusa, autora reform agrarnych w Rzymie. Filon z Aleksandrii pisał z zachwytem o sekcie esseńczyków, którzy na początku I wieku praktykowali wspólnotę w równości. Chrześcijaństwo ukazało perspektywę wiecznego szczęścia w Królestwie Niebieskim, zachęcało do miłości bliźniego, ubóstwa i pracowitości, ale nie zalecało budowania raju na ziemi, zwłaszcza siłą. Książki-utopie publikowano i w Renesansie i w Oświeceniu. W XIX wieku zaczęto tworzyć wizje "socjalizmu utopijnego" - ideologią mająca na celu zniesienie własności prywatnej jako źródła wyzysku i zamianę dotychczasowych stosunków wspólnotą majątkową i równością wszystkich obywateli. Komunizm radziecki był zlepkiem komunistycznej utopii z elementami filozofii marksistowsko-leninowskiej i praktyką stalinowskiej monopartii. Tak, ten stalinowski komunizm miał wiele wspólnego z chrześcijaństwem, ale co miał do tego Marks? Tyle samo co Jezus z polityką Kościoła Rzymskokatolickiego. Co mógł biedny Jezus uczynić z tym (i to pomimo swej boskości), co chrześcijanie z jego myślą - choćby właśnie tą z "Kazaniem na górze" uczynili. Tak - komunizm i pierwotne chrześcijaństwo mają wiele ze sobą wspólnego.Piękne utopie, które posłużyły ludziom podłym do czynienia zła - w imię chorych koncepcji religijnych. > Ja nawet nie musiałem czytać owych panów,Jest tu zasadnicza różnica pomiędzy nami. Ja odkąd nauczyłem się czytać - około 5 roku życia - to czytać muszę. Czytam różnych autorów i poznaję różne poglądy. Jedne przekonywują mnie mniej, inne zaś bardziej. Sam sobie wybieram, ale na mądrości innych ludzi buduję sobie swój własny światopogląd i pomimo Pańskiego współczucia dla mnie - za żadne skarby świata na światopoglądy z Panem bym się nie zamienił. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) |
>Komunizm radziecki był zlepkiem komunistycznej utopii z elementami filozofii marksistowsko-leninowskiej i praktyką stalinowskiej monopartii. Tak, ten stalinowski komunizm miał wiele wspólnego z chrześcijaństwem, ale co miał do tego Marks? Tyle samo co Jezus z polityką Kościoła Rzymskokatolickiego. Co mógł biedny Jezus uczynić z tym (i to pomimo swej boskości), co chrześcijanie z jego myślą - choćby właśnie tą z "Kazaniem na górze" uczynili. >Tak - komunizm i pierwotne chrześcijaństwo mają wiele ze sobą wspólnego.Piękne utopie, które posłużyły ludziom podłym do czynienia zła - w imię chorych koncepcji religijnych.
Tylko kto był w tych parach opozycji: Jezus - Kościół, Marks - Stalin, bardziej racjonalny? Twórcy idealistycznych utopii czy pragmatycy, którzy tworzyli potęgi wykorzystując religie i ideologie? Moim zdaniem ci drudzy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Tak - komunizm i pierwotne chrześcijaństwo mają wiele ze sobą wspólnego. >>>>Piękne utopie, które posłużyły ludziom podłym do czynienia zła - w imię chorych koncepcji religijnych. >Tylko kto był w tych parach opozycji: Jezus - Kościół, Marks - Stalin, bardziej racjonalny? Jakie pary opozycji? To tak, jakby zestawiał Pan krzesło z krzesłem elektrycznym. Mityczna postać z faktyczną instytucją. Filozof z politykiem. Groch z kapustą. Ideologia komunistyczna zupełnie nie jest sprzeczną z ideologią jezusowej gminy (jest jej twórczą rozbudową) - natomiast zbudowane na tych ideologiach religie: chrześcijaństwo i komunizm były (i są) konkurencyjne i dlatego bezlitośnie (za pomocą wszelkich dostępnych im środków) się zwalczały (i nadal zwalczają).
>Tylko kto był, bardziej racjonalny? >Twórcy idealistycznych utopii czy pragmatycy, którzy tworzyli potęgi wykorzystując religie i ideologie? Zupełnie nie rozumiem zestawienia. "Pragmatycy tworzący potęgi" prawie zawsze (nie przypominam sobie przypadku, kiedy nie) opierali się na religiach-ideologiach.
>Moim zdaniem ci drudzy. Dlatego zupełnie nie wiem, kto teorytycznie wykazywał się większą racjonalnością? Nawet najbardziej irracjonalny umysł ma naturalną skłonność do racjonalizowania. Nawet najbardziej zideologizowane instytucje posługują się racjonalnymi mechanizmami.
Racjonalizm zideologizowanej instytucji wykazał bardzo dobrze Tadeusz Breza w "Spiżowej bramie". Może warto przeczytać. Spiżowa brama jest wielkim esejem, spisanym w formie dziennika, zajmującym się sprawami Watykanu, głównie czysto ziemskimi, ukazującymi w sposób wnikliwy mechanizm władzy za czasów pontyfikatu papieża... Spiżowa brama jest wielkim esejem, spisanym w formie dziennika, zajmującym się sprawami Watykanu, głównie czysto ziemskimi, ukazującymi w sposób wnikliwy mechanizm władzy za czasów pontyfikatu papieża Piusa XII, zdecydowanego autokraty. Świetna znajomość przedmiotu, ironia, umiejętność charakteryzowania ludzi, spotkania, rozmowy złożyły się na pasjonującą opowieść o naszej epoce.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >>>A to, że aby mieć sprecyzowane poglądy trzeba mieć silne przekonanie, że owe poglądy są słuszne. Czyli innymi słowy trzeba wierzyć, że są słuszne. >>Tak się wydaje fideistom, racjonaliści uważają, że "silne przekonania" można nabyć na podstawie odpowiedzi, których udziela nauka. >Aby nabyć takiego "silnego przekonania" musiał Pan pewnego pięknego dnia, podjąć decyzję (lub uświadomić ją sobie), że przyjmuje Pan taki światopogląd. A to już musiało wynikać z Pańskiego wewnętrznego przekonania, że to jest słuszne.
>>>Podobnie jak inni myśliciele, znalazł Pan dobry powód aby przyjąć taki pogląd na otaczający nas świat, jaki Pan przyjął. Uznał Pan na podstawie własnych przemyśleń, że taki a taki światopogląd jest właściwy.
>>>Ot taki bezbożny tuman jestem. >Współczuję. Ale to nie Pana wina, tak jest Pan zaprogramowany.
Proponuję przemyśleć: Podstawowym założeniem, które trzeba przyjąć, jest takie, że istnieje realny świat zewnętrzny, który odbieram zmysłami (a nie, że to wszystko mi się śni). Po przyjęciu tego założenia można już pytać: jak to wszystko działa? A więc rozpoczyna się nauka ... fizyki.
I poza tym pierwszym założeniem - w TŁUMACZENIU jak działa świat naprawdę żadnej wiary nie potrzeba.
Czym innym od tłumaczenia zjawisk jest doświadczanie życia jako takiego. Ale do tego tym bardziej żadnej wiary nie potrzeba.
Jest to co jest, a o czym innym trudno spekulować.
Oczywiście później, w życiu są różne stopnie pewności co do jakichś faktów, czy tez. Można coś zakładać - co się w danej sytuacji wydaje rozsądne, ale nie jest to powód, by w cokolwiek wierzyć.
Czasem nawet pozostaje tylko stwierdzić: "nie wiem".
pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >Proponuję przemyśleć: >Podstawowym założeniem, które trzeba przyjąć,
No więc coś jednak musisz przyjąć.
>jest takie, że istnieje realny świat zewnętrzny, który odbieram zmysłami (a nie, że to wszystko mi się śni). Po >przyjęciu tego założenia można już pytać: jak to wszystko działa? A więc rozpoczyna się nauka ... fizyki. >I poza tym pierwszym założeniem - w TŁUMACZENIU jak działa świat naprawdę żadnej wiary nie potrzeba.
Ja tu nie widzę kolizji. Taki np. ks. Heller przecież jest niezłym fizykiem.
>Czym innym od tłumaczenia zjawisk jest doświadczanie życia jako takiego. >Ale do tego tym bardziej żadnej wiary nie potrzeba.
To prawda. Ale czy to oznacza, że jeśli ktoś sobie w coś wierzy, np. w Boga, albo w to, że nauka uczyni człowieka szczęśliwym, jest gorszy od kogoś, kto twierdzi, że w nic nie wierzy?
>Jest to co jest, a o czym innym trudno spekulować. >Oczywiście później, w życiu są różne stopnie pewności co do jakichś faktów, czy tez. Można coś zakładać - co się w danej sytuacji wydaje rozsądne, ale nie jest to powód, by w cokolwiek wierzyć. >Czasem nawet pozostaje tylko stwierdzić: "nie wiem".
Oczywiście, że tak. I tu jest chyba podstawowa różnica pomiędzy światopoglądem fideistycznym i niefideistycznym. Fideista boi się odpowiedzi "nie wiem", ale dotyczy to zarówno teistów jak i ateistów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Taki np. ks. Heller przecież jest niezłym fizykiem.
Ale mógł być lepszym.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >Proponuję przemyśleć:> >Podstawowym założeniem, które trzeba przyjąć,> No więc coś jednak musisz przyjąć.Moim zdaniem tak, ale przyjmuję to założenie na podstawie dość racjonalnego rozważania: www.racjonalista.pl/forum.php/s,474426#w476547Po prostu rachunek zysków i strat przy braku ostatecznej pewności wychodzi lepiej przy przyjęciu tej właśnie opcji. Ale są tacy, którzy twierdzą, że nawet tego założenia nie trzeba robić: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w479832A wiedzę na temat funkcjonowania świata mają zdecydowanie większą od mojej. > >w TŁUMACZENIU jak działa świat naprawdę żadnej wiary nie potrzeba.> Ja tu nie widzę kolizji. Taki np. ks. Heller przecież jest niezłym fizykiem.Tak, ale jest niezły tylko dlatego, że w ramach swych badań naukowych wie, że w TŁUMACZENIU jak działa świat żadnej wiary nie potrzeba. Gdyby w ramach swych badań zakładał, że świat powstał w 6 dni, to by popularności w świecie nauki raczej nie zdobył. > >Czym innym od tłumaczenia zjawisk jest doświadczanie życia jako takiego.> >Ale do tego tym bardziej żadnej wiary nie potrzeba.> To prawda. Ale czy to oznacza, że jeśli ktoś sobie w coś wierzy, np. w Boga, albo w to, że nauka uczyni człowieka szczęśliwym, jest gorszy od kogoś, kto twierdzi, że w nic nie wierzy?Nie. To tego nie oznacza. Moim zdaniem wszyscy ludzie są równi w takim właśnie sensie, że jedni nie są lepsi od drugich. > >Jest to co jest, a o czym innym trudno spekulować.> >Oczywiście później, w życiu są różne stopnie pewności co do jakichś faktów, czy tez. Można coś zakładać - co się w danej sytuacji wydaje rozsądne, ale nie jest to powód, by w cokolwiek wierzyć.> >Czasem nawet pozostaje tylko stwierdzić: "nie wiem".> Oczywiście, że tak. I tu jest chyba podstawowa różnica pomiędzy światopoglądem fideistycznym i niefideistycznym. Fideista boi się odpowiedzi "nie wiem", ale dotyczy to zarówno teistów jak i ateistów.No trochę tak chyba jest, ale czy to akurat tylko strach go motywuje? Sądzę że procesy psychologiczne leżące u podstaw wiary są jednak dużo bardziej skomplikowane. W efekcie wychodzi i tak na przyjmowanie jakiegoś twierdzenia bez uzasadnienia, ale do tego potrzeba najpierw całego procesu socjalizacji. Pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Podstawowym założeniem, które trzeba przyjąć, jest takie, że istnieje realny świat zewnętrzny, który odbieram zmysłami (a nie, że to wszystko mi się śni). Po przyjęciu tego założenia można już pytać: jak to wszystko działa? A więc rozpoczyna się nauka ... fizyki. I poza tym pierwszym założeniem - w TŁUMACZENIU jak działa świat naprawdę żadnej wiary nie potrzeba.
Uważam, że nawet tutaj wiara nie jest potrzebna, bo istnienie świata nie jest założeniem lecz faktem. Zaczynasz tak jak Kartezjusz: cogito ergo sum, ale w odróżnieniu od Kartezjusza nie robisz nieuprawnionego założenia dualizmu, lecz badasz to coś istniejące metodą naukową i dochodzisz do obecnego obrazu świata.
A gdyby Twojemu cogito zdarzyło być snem, to niewiele by to zmieniło, bo sny nie mogą być bezcielesnym duchem oderwanym od świata lecz muszą zachodzić jako proces w zorganizowanej materii. I ta zależność snów od materii udostępnia tę ostatnią metodzie naukowej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > > Podstawowym założeniem, które trzeba przyjąć, jest takie, że istnieje realny świat zewnętrzny, który odbieram zmysłami (a nie, że to wszystko mi się śni). Po przyjęciu tego założenia można już pytać: jak to wszystko działa? A więc rozpoczyna się nauka ... fizyki. I poza tym pierwszym założeniem - w TŁUMACZENIU jak działa świat naprawdę żadnej wiary nie potrzeba.> Uważam, że nawet tutaj wiara nie jest potrzebna, bo istnienie świata nie jest założeniem lecz faktem. Zaczynasz tak jak Kartezjusz: cogito ergo sum, ale w odróżnieniu od Kartezjusza nie robisz nieuprawnionego założenia dualizmu, lecz badasz to coś istniejące metodą naukową i dochodzisz do obecnego obrazu świata.To badanie i ten obraz mogą mi się śnić (być wytworem mojego umysłu - ułudą), podobnie jak cała reszta odbieranej przeze mnie "rzeczywistości". > A gdyby Twojemu cogito zdarzyło być snem, to niewiele by to zmieniło, bo sny nie mogą być bezcielesnym duchem oderwanym od świata lecz muszą zachodzić jako proces w zorganizowanej materii.To "muszą" brzmi bardzo dogmatycznie. > I ta zależność snów od materii udostępnia tę ostatnią metodzie naukowej.Trochę się ostatnio interesowałem - na bardzo wstępnym i podstawowym poziomie - naukowymi badaniami umysłu i w znakomitej większości opracowań, które przeczytałem na ten temat (np. skrypty prof. Włodzisława Ducha; specjalny numer niemieckiego czasopisma Spektrum der Wissenschaft poświęcony w całości badaniu świadomości i inne) wskazuje się, że na razie nie mamy kompletnej wiedzy o tym, w jaki sposób działa umysł. Istnieje wciąż LUKA w wyjaśnieniu związku pomiędzy fizycznymi procesami zachodzącymi w mózgu, a zjawiskiem umysłu i w szczególności świadomości. Ostatnio, przy okazji innego wątku napisałem tak: Moim zdaniem (i chyba w ogóle) jest możliwy jeden, ostateczny dowód na odrzucenie solipsyzmu - a mianowicie wykazanie w ramach kognitywistyki, że jakaś konkretna cząsteczka szeroko pojętej materii (np. substancji mózgowej), którą uchwycimy w laboratoium JEST konkretną myślą (a mianowicie wątpliwością badanej osoby co do realności świata zewnętrznego). Inaczej mówiąc - jeśli komuś po nitce do kłębka uda się wykazać, że każda dowolna myśl wynika dokładnie z każdorazowo takiej, a nie innej formy obserwowanej materii, wówczas - poza tym, że ma murowanego Nobla - obali ostateczne wątpliwości co do solipsyzmu. Jeśli bowiem myśli są pochodną materialnego świata zewnęrznego, to ten świat zewnętrzny nie może być tylko snem. Czy aby na pewno nauka na pewno to już rozstrzygnęła ponad wszelką wątpliwość? Poleciłem przed chwilą na forum w dziale "nauka" wykłady prof. Haralda Lescha ("kosmos i kwanty"). Jest również na you tubie film z jego uniwersyteckiego wykładu na temat metod fizyki (niestety po niemiecku bez tłumaczenia): www.youtube.com/watch?v=u29--YNGMygPodczas tego wykładu prof. Lesch właśnie mówi o tym, że pierwszym założenim jest, że świat zewnętrzny istnieje, a potem możemy uprawiać fizykę. Ale jednocześnie rozumiem, że nauka w coraz większym stopniu potwierdza, że umysł bierze się właśnie z tej materii, która jest dostępna naszym zmysłom. Pytanie tylko, jak daleko nam jeszcze do ostatecznego wyjaśnienia tej zależności.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > >> Podstawowym założeniem, które trzeba przyjąć, jest takie, że istnieje realny świat zewnętrzny, który odbieram zmysłami (a nie, że to wszystko mi się śni). Po przyjęciu tego założenia można już pytać: jak to wszystko działa? A więc rozpoczyna się nauka ... fizyki. I poza tym pierwszym założeniem - w TŁUMACZENIU jak działa świat naprawdę żadnej wiary nie potrzeba.> > Uważam, że nawet tutaj wiara nie jest potrzebna, bo istnienie świata nie jest założeniem lecz faktem. Zaczynasz tak jak Kartezjusz: cogito ergo sum, ale w odróżnieniu od Kartezjusza nie robisz nieuprawnionego założenia dualizmu, lecz badasz to coś istniejące metodą naukową i dochodzisz do obecnego obrazu świata.> To badanie i ten obraz mogą mi się śnić (być wytworem mojego umysłu - ułudą), podobnie jak cała reszta odbieranej przeze mnie "rzeczywistości".Sądzę, że to wszystko nie może być tylko snem. Miedzy snem a jawą są istotne różnice uniemożliwiające stosowanie metody naukowej we śnie. Z jednej strony we śnie możesz robić rzeczy niemożliwe na jawie, jak np. latać machając rękami, a z drugiej strony nie możesz wyśnić działania obiektów materialnych, których modelowanie przekracza możliwości Twojego umysłu - np. spróbuj wyśnić poprawne dzielenie dwóch dużych liczb pisane ołówkiem na kartce papieru. Gdyby istniał tylko sen to nie byłoby możliwości wyśnienia obiektów dostępnych tylko poprzez materialne instrumenty badawcze. Nie byłoby atomów i wirusów, galaktyk i kwazarów, i nie moglibyśmy skonstruować ani laserów ani komputerów. Go gorsze, w śnionym tylko świecie nie obowiązywałyby prawa fizyki, cuda byłyby nagminne i historia byłaby niespójna, niczym w opowieści spisanej przez kogoś naprutego winem i ziołami. > > A gdyby Twojemu cogito zdarzyło być snem, to niewiele by to zmieniło, bo sny nie mogą być bezcielesnym duchem oderwanym od świata lecz muszą zachodzić jako proces w zorganizowanej materii.> To "muszą" brzmi bardzo dogmatycznie.To "muszą" jest skrótem językowym. Trudno mi za każdym razem zastrzegać się, że "przy obecnym stanie wiedzy nie znamy wyjątku od tego aby...". A może znasz jakiś wyjątek? > Istnieje wciąż LUKA w wyjaśnieniu związku pomiędzy fizycznymi procesami zachodzącymi w mózgu, a zjawiskiem umysłu i w szczególności świadomości.Nie nazwałbym tego luką. Owszem, jest sporo jeszcze do wyjaśnienia, ale w ogólnych zarysach wiemy już jak umysł i świadomość działają. Polecam książkę Daniela Dennetta Consciousness Explained. O ile me wiadomo nikt tej hipotezy nie obalił, jedynie niektórzy filozofowie wybrzydzają się, że to nie takie wyjaśnienie jakiego się spodziewali. > Moim zdaniem (i chyba w ogóle) jest możliwy jeden, ostateczny dowód na odrzucenie solipsyzmu - a mianowicie wykazanie w ramach kognitywistyki, że jakaś konkretna cząsteczka szeroko pojętej materii (np. substancji mózgowej), którą uchwycimy w laboratorium JEST konkretną myślą (a mianowicie wątpliwością badanej osoby co do realności świata zewnętrznego). Inaczej mówiąc - jeśli komuś po nitce do kłębka uda się wykazać, że każda dowolna myśl wynika dokładnie z każdorazowo takiej, a nie innej formy obserwowanej materii, wówczas - poza tym, że ma murowanego Nobla - obali ostateczne wątpliwości co do solipsyzmu.To jest główny cel kognitywistyki. Tyle, że szukamy nie cząsteczki ale aktywności neuronów, bo myśli i świadomość prawie na pewno nie są obiektem lecz procesem zachodzącym w obiekcie (którym jest mózg). Ponadto zachodzi pytanie, czy ta myśl reprezentowana jest przez aktywność pojedynczego neuronu lub wyspecjalizowanej grupy neuronów, czy też na pojedynczą myśl z reguły składa się aktywność wielu obszarów kory mózgowej. Ta pierwsza hipoteza, postawiona ponad 30 lat temu, znana jest jako hipoteza grandmother cell: w Twoim mózgu jest komórka nerwowa, która jest aktywna tylko jak myślisz o Twojej babci. Przez wiele lat wydawało się, że działanie mózgu jest zbyt skomplikowane aby hipoteza babcinej komórki była prawdziwa. Zaskoczeniem więc było gdy kilka lat temu znalazła ona potwierdzenie. > www.youtube.com/watch?v=u29--YNGMyg> Podczas tego wykładu prof. Lesch właśnie mówi o tym, że pierwszym założenim jest, że świat zewnętrzny istnieje, a potem możemy uprawiać fizykę.Tak jest łatwiej: założyć coś aby uniknąć dyskusji prowadzącej do tego założenia. Ale tu właśnie w tę dyskuję się wdajemy i moim zdaniem, to założenie nie jest potrzebne bo można do niego dojść drogą racjonalnej analizy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > >>> Podstawowym założeniem, które trzeba przyjąć, jest takie, że istnieje realny świat zewnętrzny, który odbieram zmysłami (a nie, że to wszystko mi się śni).> Sądzę, że to wszystko nie może być tylko snem. Miedzy snem a jawą są istotne różnice uniemożliwiające stosowanie metody naukowej we śnie.[...]> Gdyby istniał tylko sen to nie byłoby możliwości wyśnienia obiektów dostępnych tylko poprzez materialne instrumenty badawcze. Nie byłoby atomów i wirusów, galaktyk i kwazarów, i nie moglibyśmy skonstruować ani laserów ani komputerów. Go gorsze, w śnionym tylko świecie nie obowiązywałyby prawa fizyki, cuda byłyby nagminne i historia byłaby niespójna, niczym w opowieści spisanej przez kogoś naprutego winem i ziołami.Bardzo przypadł mi do gustu Pana opis sennej rzeczywistości. Spomiędzy Pańskich słów da się również odczuć zamiłowanie do przedmiotu badań i do nauki w ogóle. Mi jednak chodziło o solipsyzm: " Solipsism ( /ˈsɒlɨpsɪzəm/) is the philosophical idea that only one's own mind, alone, is sure to exist. The term comes from Latin solus (alone) and ipse (self). Solipsism as an epistemological position holds that knowledge of anything outside one's own mind is unsure. The external world and other minds cannot be known, and might not exist outside the mind. As a metaphysical position, solipsism goes further to the conclusion that the world and other minds do not exist. Although the number of individuals sincerely espousing solipsism has been small, it is not uncommon for one philosopher to accuse another's arguments of entailing solipsism as an unwanted consequence, in a kind of reductio ad absurdum. In the history of philosophy, solipsism has also served as a skeptical hypothesis". Definicja moim znacznie bardziej czysta i logiczna, od tego co proponuje pod tym hasłem polska wikipedia. Nie chodziło mi zatem dosłownie o sen, a o to, że cały świat fizyczny, włącznie z moim własnym ciałem może być tylko wyobrażeniem mojego umysłu. W poprzednim wpisie napisałem, że jest możliwy dowód na odrzucenie solipsyzmu w postaci bezpośredniego wykazania przyczynowości materialnych podstaw konkretnych stanów świadomości, np. myśli, ale obecnie sądzę, że się jednak myliłem. Nawet gdyby w ramach nauki udało się wykazać, że każda dana myśl wynika z danej, konkretnej aktywności neuronów i w ten sposób odczytać badanej osobie jej aktualne myśli bezpośrednio z obserwacji jej mózgu, to i tak ta osoba przecierałaby oczy ze zdumienia, a gdyby wyznawała solipsyzm, stwierdziłaby, że to tylko jej umysł takie wizje produkuje. Podobnie, gdyby udało się wręcz dosłownie i krok po kroku - wraz z ostatecznym efektem - zobaczyć jak powstaje czyjaś myśl, to zarówno badający jak i badany mogą - każdy ze swej perspektywy - powiedzieć, że to tylko w ich umysłach powstaje wizja takiego eksperymentu, tak jak zresztą cały tak zwany świat zewnętrzny jest w rzeczywistości fikcją owego umysłu Z tych względów uważam, że twierdzenie prof. Lescha wedle którego istnienie świata zewnętrznego trzeba założyć, a potem dopiero można uprawiać fizykę, nie było żadnym skrótem. To chyba rzeczywiście trzeba założyć. Sam nie mam z tym założeniem problemu, gdyż poza przyzwyczajeniem myślowym życia codziennego pomaga mi w tym w ramach filozoficznej refleksji pewnego rodzaju rachunek zysków i strat: www.racjonalista.pl/forum.php/s,474426#w476547Jednak nawet niezależnie od możliwej hipotezy solipsyzmu istnieje w badaniu świadomości jeden problem, który mi osobiście trochę przypomina obserwację czarnej dziury. Otóż podobnie jak czarnej dziury nie można zaobserwować bezpośrednio, a tylko pośrednio w oparciu o obiekty znajdujące się wokół niej, to również raczej nie sądzę, aby możliwe było bezpośrednie zaobserwowanie czyjejś świadomości, gdyż ... obserwator musiałby zyskać świadomość badanej osoby, a uzyskanie tej perpsektywy byłoby możliwe tylko wówczas, gdyby obserwator sam stał się tą osobą. Własnej świadomości również nie można zbyt dobrze zaobserwować, ponieważ trudno sobie wyobrazić własną świadomość obserwowaną przez nią samą. Obserwator nie może być jednocześnie obserwowanym obiektem. No chyba że udałoby się skonstruować jakiś system luster... nie wiem. Ale oczywiście, gdy już przyjmiemy założenie co do istnienia świata zewnętrznego, to istnieje cały szereg obserwacji, które pozwalają na wniosek, że z wielkim prawdopodobieństwem istnieją zarówno czarne dziury, jak również świadomość u innych osób. I nauka oczywiście jest coraz bliżej wyjaśniania, w jaki sposób funkcjonuje jedno i drugie. Bardzo dziękuję za linki i poleconą książkę (choć z tego co do tej pory wyczytałem, to nie każdy naukowiec podziela pogląd Dennetta np. w kwestii qualiów). Dziękuję również za czas przeznaczony na czytanie wpisu laika, a tym bardziej za Pańskie odpowiedzi.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Mi jednak chodziło o solipsyzm: ...a kind of reductio ad absurdum. Właściwie tym podsumowaniem można by zakończyć tę dyskusję, ale chciałbym jeszcze wyjaśnić na czym ta redukcja polega. Otóż, moim zdaniem, solipsyzm jest absurdem nie dlatego, że jest nieprawdziwy, ale dlatego, że nic nowego nie mówi. Aby to wykazać, weźmy solipsyzm za dobrą monetę i załóżmy, że - jak to mówisz - > cały świat fizyczny, włącznie z moim własnym ciałem może być tylko wyobrażeniem mojego umysłuAle nie poprzestań na odłożeniu takiego stanowiska do szufladki z etykietką "absurd", lecz zbadaj do czego ono prowadzi. Zauważ, że w tym ponoć wyobrażonym świecie jest bardzo dużo regularności: wyobrażone krzesła stoją na wyobrażonych podłogach, wyobrażone samochody podlegają wyobrażonym prawom mechaniki, a wyobrażeni ludzie są podobni do Twojego wyobrażonego ciała. A także - co jest jeszcze bardziej zastanawiające - wypicie wyobrażonej butelki wina skutkuje już całkiem realnym wpływem na Twój umysł, a wsadzenie swojego wyobrażonego palca w wyobrażony płomień świecy boleśnie ujawnia związek tych wyobrażeń z jedyną ponoć realnością. Ale nie zrażaj się tymi drobnymi kłopatami, czytaj wyobrażone książki o wyobrażonej bitwie pod wyobrażonym Grunwaldem. Kup sobie za wybrażone pieniądze wyobrażony mikroskop i popatrz swoim wyobrażonym okiem na wyobrażonego pantofelka. Puść na wyobrażonym telewizorze wyobrażony film o wyobrażonym lądowaniu na wyobrażonym Księżycu. Itd. A jak to wszystko już zrobisz to twierdzę, że dojdziesz do dokładnie takiego samego opisu świata jak prezentuje go nauka. Cóż więc tu solipsyzm nowego wniósł? > Własnej świadomości również nie można zbyt dobrze zaobserwować, ponieważ trudno sobie wyobrazić własną świadomość obserwowaną przez nią samą.Obserwowanie samego siebie to samoświadomość. Oczywiście, ta samoświadomość jest uproszczonym modelem własnej świadomości, ale ludzie mają predyspozycje do budowania takich modeli, nawet wielostopniowych, np. "myślę, że moi pracownicy myślą, że ja myślę, że oni myślą o mnie dobrze, ale ja myślę...". Wiedza o takim modelowaniu umysłów jest jednym z kontretniejszych osiągnięć psychologii. en.wikipedia.org/wiki/Theory_of_mind
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Zauważ, że w tym ponoć wyobrażonym świecie jest bardzo dużo regularności: wyobrażone krzesła stoją na wyobrażonych podłogach, wyobrażone samochody podlegają wyobrażonym prawom mechaniki, a wyobrażeni ludzie są podobni do Twojego wyobrażonego ciała. W jaki sposób powyższe ma obalić tezę "wyobrażonego" świata? Czy istnieje jakieś prawo poparte doświadczeniem, które by mówiło, że wyobrażone krzesła nie mogą stać na wyobrażonej podłodze, wyobrażone samochody nie podlegają prawom mechaniki? Czym różni się śnione krzesło stojące na podłodze od rzeczywistego krzesła stojącego na podłodze? Jak możemy odróżnić jedno od drugiego?
>A także - co jest jeszcze bardziej zastanawiające - wypicie wyobrażonej butelki wina skutkuje już całkiem realnym wpływem na Twój umysł, a wsadzenie swojego wyobrażonego palca w wyobrażony płomień świecy boleśnie ujawnia związek tych wyobrażeń z jedyną ponoć realnością. A skąd to wiadomo, że wypicie wyobrażonej butelki wina skutkuje "realnym" wpływem, a nie "wyobrażonym"?
>Ale nie zrażaj się tymi drobnymi kłopatami, czytaj wyobrażone książki o wyobrażonej bitwie pod wyobrażonym Grunwaldem. Przeczytałem trylogię Tolkiena, obejrzałem film o ataku "obcych" na Ziemię. Czy po przeczytaniu książki o bitwie pod Grunwaldem powinienem te wszystkie opowieści traktować jako fakty, czy jako "wyobrażenia"?
>A jak to wszystko już zrobisz to twierdzę, że dojdziesz do dokładnie takiego samego opisu świata jak prezentuje go nauka. Cóż więc tu solipsyzm nowego wniósł? A czy solipsyzm ma obowiązek wnosić cokolwiek nowego? Może jest tylko i wyłącznie innym traktowaniem tego, co wyobrażamy sobie jako rzeczywistość?
PS Nie jestem "wyznawcą" solipsyzmu, ale podane przez ciebie argumenty wydają mi się bardzo słabe. Ich moc sprowadza się do stwierdzenia "nie, bo nie".
Nie da rady. Psa nie ma. Ale mamy akwarium i złote rybki. Więc zgłaszamy się do Klubu Pancernych jako łódź podwodna. Prosimy o przyjęcie. Taka łódź to też rzecz pancerna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Czy solipsysta może wyobrazić sobie swoją (konkretną, na konkretny temat) niewiedzę, o świecie, który właśnie sobie wyobraża? W końcu wszystko, co sobie wyobraża jest w jego umyle, więc i ta wiedza również. Może jednocześnie wiedzieć i nie wiedzieć? A jeśli tak jest, że może, to czy jest schizofrenikiem? Osobą o wielu osobowościach? Jak wtedy, na jakiej podstawie, może twierdzić, że to jego umysł sobie wyobraża, skoro nie wie rzeczy o świecie, który sobie właśnie wyobraża? Zdaje się, że właśnie niewiedza jest argumentem za tym, że solipsyzm jest wewnętrznie sprzeczny.
Pozdrawiam
"Kto ile zdążył, tego mu cofnąć nie może." - Wisia Sz. o Śmierci
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Zdaje się, że właśnie niewiedza jest argumentem za tym, że solipsyzm jest wewnętrznie sprzeczny. Czyli uważasz, że niewiedza neguje wiedzę. Buahahaha!
Nie da rady. Psa nie ma. Ale mamy akwarium i złote rybki. Więc zgłaszamy się do Klubu Pancernych jako łódź podwodna. Prosimy o przyjęcie. Taka łódź to też rzecz pancerna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Fizyk (17637 punktów) | > A czy solipsyzm ma obowiązek wnosić cokolwiek nowego? Może jest tylko i wyłącznie innym traktowaniem tego, co wyobrażamy sobie jako rzeczywistość?
To co to jest rzeczywistość? I czym się różni solipsystycznie wyobrażona rzeczywistość od "normalnej" rzeczywistości? A jak niczym, to macham na solipsyzm brzytwą Ockhama.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >To co to jest rzeczywistość? I czym się różni solipsystycznie wyobrażona rzeczywistość od "normalnej" rzeczywistości? A jak niczym, to macham na solipsyzm brzytwą Ockhama. Brzytwa nie znajduje w tym przypadku zastosowania, bo solipsyzm nie jest kreowaniem dodatkowego bytu, wręcz odwrotnie. To jest alternatywna hipoteza do tezy, że istnieje coś poza mną.
Nie da rady. Psa nie ma. Ale mamy akwarium i złote rybki. Więc zgłaszamy się do Klubu Pancernych jako łódź podwodna. Prosimy o przyjęcie. Taka łódź to też rzecz pancerna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > solipsyzm nie jest kreowaniem dodatkowego bytu, wręcz odwrotnie
No ale jakaś jaźń (zewnętrzna w stosunku do naszego świata) ten sen śni, nieprawdaż? Albo stoi gdzieś jakaś transcendentna maszyna, która generuje tę symulację.
To są elementy praeter necessitatem, podpadające pod Brzytwę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > > solipsyzm nie jest kreowaniem dodatkowego bytu, wręcz odwrotnie> No ale jakaś jaźń (zewnętrzna w stosunku do naszego świata) ten sen śni, nieprawdaż?Z tego co mi wiadomo na temat solipsyzmu żadna jaźń zewnętrzna nie istnieje z definicji.> Albo stoi gdzieś jakaś transcendentna maszyna, która generuje tę symulację.Patrz wyżej.> To są elementy praeter necessitatem, podpadające pod Brzytwę.Nie. Solipsyzm nie zakłada istnienia jakiegokolwiek bytu poza solipsystą, wręcz przeciwnie - nie istnieje nic poza solipsystą, a więc brzytwa nie ma czego ciąć.
PS Nie jestem zwolennikiem solipsyzmu, natomiast uważam, że tej hipotezy nie da się obalić. Przykład próby obalenia solipsyzmu w Wikipedii jest naiwny i bezsensowny: Cytat:Solipsysta (zwolennik solipsyzmu) nie może całkowicie zabrać autonomiczności postrzeganym obiektom (tzn. nie potrafi nimi dowolnie sterować - np. Rysy są stale w Tatrach, bez względu na wolę solipsysty). W jaki to niby można udowodnić istnienie Rysów w Tatrach? Może solipsysta wyobraża sobie Rysy w Tatrach, a także każdą z osób, które są gotowe poświadczyć to istnienie?
Powtórzę - nie ma możliwości obalenia hipotezy solipsyzmu. Równie dobrze można by próbować obalić to, że we śnie widziałem to, co widziałem.
Nie da rady. Psa nie ma. Ale mamy akwarium i złote rybki. Więc zgłaszamy się do Klubu Pancernych jako łódź podwodna. Prosimy o przyjęcie. Taka łódź to też rzecz pancerna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Solipsyzm nie zakłada istnienia jakiegokolwiek bytu poza solipsystą
Nie możesz wyśnić samego siebie, bez popadania w błędne koło. Jest ontologiczna różnica pomiędzy Tobą-śniącym i Tobą-śnionym.
Rzeczywistość śniona (zawierająca Ciebie-śnionego) jest nieodróżnialna od "rzeczywistości zwykłej" (nie-solipsystycznej) - natomiast postulowany podmiot śniący, jako nadmiarowy, podpada pod Brzytwę.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Solipsyzm wcale nie zakłada, że solipsysta śni/wyobraża sobie samego siebie. Solipsyzm postuluje, że nie istnieje nic poza sem/wyobrażeniem solipsysty i nim samym. Tu nie ma do czego zastosować brzytwy, chyba że założyć, że sen/wyobrażenia solipsysty poddają się działaniu brzytwy, ale wówczas trzeba by było postulować istnienie solipsysty bez solipsyzmu, co wydaje mi się wewnętrznie sprzeczne.
Nie da rady. Psa nie ma. Ale mamy akwarium i złote rybki. Więc zgłaszamy się do Klubu Pancernych jako łódź podwodna. Prosimy o przyjęcie. Taka łódź to też rzecz pancerna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Solipsyzm wcale nie zakłada, że solipsysta śni/wyobraża sobie samego siebie.
No ale "kamera" mu raczej nie fruwa nad sceną, jak w grach strategicznych (bo wówczas miałby pewność, że śni), tylko ma widok first person, jak w strzelankach?
> Solipsyzm postuluje, że nie istnieje nic poza sem/wyobrażeniem solipsysty i nim samym.
Tu właśnie solipsysta popełnia błąd, o którym napisałem wyżej. Myli siebie-śniącego z sobą-śnionym. Albo ogólniej: podmiot śniący z podmiotem śnionym (bo oczywiście śniący nie musi śnić modelu siebie samego). Kto zadaje pytanie "czy świat wokół mnie jest snem?" - podmiot śniony. To on wchodzi w interakcje ze światem. Podmiot śniący idzie pod Brzytwę.
Sny nie śnią się same, nie mogą też być śnione przez postaci z wewnątrz świata śnionego. Tylko Bóg stworzył (wyśnił) się sam, ale On nie istnieje - logika nie pozwala.
> sen/wyobrażenia solipsysty (...)
Błąd, jak wyżej. Solipsysta to ten z wewnątrz. Sen jest śniony nie przez niego, ale przez postulowany implicite byt nadmiarowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > > Solipsyzm wcale nie zakłada, że solipsysta śni/wyobraża sobie samego siebie.> No ale "kamera" mu raczej nie fruwa nad sceną, jak w grach strategicznych (bo wówczas miałby pewność, że śni), tylko ma widok first person, jak w strzelankach?dokładnie tak > > Solipsyzm postuluje, że nie istnieje nic poza sem/wyobrażeniem solipsysty i nim samym.> Tu właśnie solipsysta popełnia błąd, o którym napisałem wyżej. Myli siebie-śniącego z sobą-śnionym.Nieprawda. On niczego nie myli. On tylko mówi "jestem świadomy i odbieram różne bodźce, ale nie wiem skąd one pochodzą - być może, że tylko mi się ten odbiór śni. Nie wiem skąd pochodzi mój umysł". "Myślę, więc jestem, a co do reszty nie ma żadnej pewności" > Kto zadaje pytanie "czy świat wokół mnie jest snem?" - podmiot śniony.Nie żaden podiot śniony - tylko JA - ten który na pewno istnieje, bo inaczej nie mógłby o nic pytać. > To on wchodzi w interakcje ze światem. JA wchodzę w interakcję ze światem, ale nie wiem, jaka jest natura tej interakcji, bo równie dobrze ta interakcja może być tylko filmem wyświetlanym w moim umyśle. > Podmiot śniący idzie pod Brzytwę.To niemożliwe. Myślę, więc jestem A poza tym reszta jest niepewna. Reszta idzie pod brzytwę > Sny nie śnią się samePo odrzuceniu solipsyzmu oczywiście istnieją materialne podstawy snów w mózgu. Jednak stwierdzenie tego może mi się tylko wydawać - być złudzeniem. Solipsysta mówi nie wiem skąd pochodzi moje "ja" - wiem tylko, że jest. > nie mogą też być śnione przez postaci z wewnątrz świata śnionego.Jakie postaci? Pewne jest tylko "ja istnieję" - nie wiem na pewno skąd, bo tzw. "zmysły" mogą mnie oklamywać i świat zewnętrzny może stanowić tylko ułudę. > Tylko Bóg stworzył (wyśnił) się sam, ale On nie istnieje - logika nie pozwala.WŁAŚNIE! Na podobnej zasadzie logika nie pozwala pytać, o to skąd wziął się moj umysł, skoro cała rzeczywistość dookoła może być tylko cześcią tego umysłu. Nie mam żadnych narzędzi, by dowieść prawdziwość "świata zewnętrznego", bo nie mogę wyjść poza moje "JA". Tym bardziej nie mam żadnych narzędzi, by stwierdzić, skąd ono pochodzi. > > sen/wyobrażenia solipsysty (...)> Błąd, jak wyżej. Solipsysta to ten z wewnątrz.Z jakiego wewnątrz? Solipsysta to Twoje "JA" - to które postrzega, że myśli - jakie tu jest wewnątrz, albo zewnątrz? > Sen jest śniony nie przez niego, ale przez postulowany implicite byt nadmiarowy.Nadmiarowe jest tylko przyjęcie, że istnieje jakiś byt poza moim "JA". Ale moje "JA" samo w sobie nadmiarowe nie jest i być nie może, bo myślę, a zatem jestem. Co do reszty nic nie jest pewne. pozdrawiam P.S. W sąsiednim wpisie wyjaśniam, że nie nie wyznaję solipsyzmu i wskazałem racjonalne rozumowanie prowadzące jego odrzucenia - opiera się ono jednak tylko na rachunku zysków i strat, a nie na dowodzie: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w483558
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Widzę, że mamy problem komunikacyjny z tym "JA".
Uporządkujmy jeszcze raz: sen wymaga podmiotu śniącego. Gra wymaga gracza. Jest różnica pomiędzy graczem, a jego awatarem w świecie gry. Jest różnica pomiędzy śniącym, a śnionym. W grze/śnie Twój awatar może stracić nogę, ale zewnętrzny w stosunku do świata gry/snu podmiot nie poniesie tego konsekwencji.
Dalej: awatar nie jest (nie może być) twórcą gry. Postać śniona nie jest kreatorem snu, lecz jego częścią. Częścią uprzywilejowaną, ale wciąż tylko częścią. Inne śnione postaci mogą jej obciąć nogę.
Dalej: świat wymaga wyjaśnienia. Może sobie istnieć samoistnie, ale może też być symulacją/snem, generowanym przez jakiś podmiot zewnętrzny, należący do wyższego piętra rzeczywistości. Hipoteza solipsysty jest taka - ponad obserwowalnym światem istnieje wyższe piętro, z poziomu którego mój świat jest w jakiś sposób generowany i wyświetlany. Podmiotem generującym taką symulację świata jestem "ja", śniący na wyższym piętrze.
Nie możemy jednak beztrosko utożsamiać wyższopoziomowego, zewnętrznego "ja"-śniącego - z niższopoziomowym, wewnętrznym "ja"-śnionym. Te podmioty mogą mieć wspólne myśli (jednokierunkowy kanał komunikacyjny z zewnątrz do wewnątrz), co może być przyczyną tej pomyłki - ale fizycznie to są dwa oddzielne obiekty, funkcjonujące na różnych piętrach rzeczywistości.
I to właśnie wyższe piętro rzeczywistości - wraz z podmiotem generującym rzeczywistość niższego piętra - obcinamy Brzytwą, jako nadmiarowe. Nie obcinam tu Twojego myślącego "ja", a tylko niefalsyfikowalny postulat, że ma ono więcej pięter niż jedno.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Widzę, że mamy problem komunikacyjny z tym "JA". [...] >I to właśnie wyższe piętro rzeczywistości - wraz z podmiotem generującym rzeczywistość niższego piętra - obcinamy Brzytwą, jako nadmiarowe. Nie obcinam tu Twojego myślącego "ja", a tylko niefalsyfikowalny postulat, że ma ono więcej pięter niż jedno. Gdyby tak założyć jak mówisz, to rzeczywiście to "wyższe piętro" można by odciąć brzytwą Ockhama. Jednak sądzę, że wyznawca solipsyzmu będący jednocześnie konsekwentnym sceptykiem wcale nie musi tego "wyższego piętra" zakładać. On tylko zamiast "dotykam" mówi "wydaje mi się, że dotykam". Czy to już jest wyższe piętro?
Aczkolwiek w pewnym zakresie przyznam Ci rację - ostatecznie żyjemy właśnie w tym świecie, który jest nam dany w naszych wrażeniach - innego nie mamy - to jest nasza rzeczywistość, w której musimy się odnaleźć. Nie ma innego wyjścia. A zatem mozna powiedzieć, że gdybanie nad tym, czy ta rzeczywistość jest aby na pewno rzeczywista zaiste podpada pod brzytwę ockhama.
pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > wyznawca solipsyzmu (...) nie musi tego "wyższego piętra" zakładać.
Jego prawem jest zakładać sobie (lub nie zakładać), co mu się żywnie podoba - a moim prawem szukanie logicznych dziur w jego koncepcjach.
> On tylko zamiast "dotykam" mówi "wydaje mi się, że dotykam".
No to ja go grzecznie pytam o źródło tej iluzji dotyku. I jeżeli on mi odpowiada, że to jego mózg, wówczas domagam się doprecyzowania - czy to ten sam mózg, którego mogę dotknąć palcem po otwarciu jego czaszki?
Jeżeli ten sam, to zarzucam jego rozumowaniu błędne koło. W jaki sposób jego mózg stworzył sam siebie? Mogę też zaproponować prosty eksperyment i wycinać solipsyście mózg po kawałku - sprawdzając, czy znikają przy tym jakieś części rzeczywistości.
Jeżeli natomiast solipsysta zaczyna mówić o jakimś innym mózgu/źródle (takim, którego nie mogę dotknąć), śniącym "gdzieś poza tym światem" - wtedy właśnie błyskam na niego Brzytwą. I żeby była zupełna jasność - nie mówię solipsyście dogmatycznego: "na pewno nie masz racji". Mówię tylko: twoja hipoteza jest niefalsyfikowalna, a zatem nikt (w tym również ty) nie ma powodu, aby traktować ją inaczej niż w kategoriach rozrywkowych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >> wyznawca solipsyzmu (...) nie musi tego "wyższego piętra" zakładać. >Jego prawem jest zakładać sobie (lub nie zakładać), co mu się żywnie podoba - a moim prawem szukanie logicznych dziur w jego koncepcjach. Jeśli solipsysta nie zakłada "wyższego piętra", a tylko swoje "myślące JA", to czy na pewno można znaleźć dziurę w tej koncepcji poprzez dopisanie mu tego wyższego piętra? Przecież on nigdy nic nie mówił o jakimś wyższym piętrze.
>> On tylko zamiast "dotykam" mówi "wydaje mi się, że dotykam". >No to ja go grzecznie pytam o źródło tej iluzji dotyku. Zakładając, że wszystkie treści świadomości są iluzją - to nie ma na Twoje pytanie odpowiedzi. Pewne jest tylko istnienie samej Twojej świadomości - Twojego "JA". Przy zalożeniu, że reszta jest iluzją nie wiadomo skąd owe "JA" się bierze.
Dopisywanie wyższego piętra oczywiście podpada wówczas pod brzytwę Ockhama, tak samo jak każda inna spekulacja dotycząca pochodzenia "JA".
Z punktu widzenia solipsysty niczego się o tym nie możemy dowiedzieć, bo wszystko, czego się "dowiadujemy" jest tylko w "moim" umyśle.
Pytanie o to źródło jest tak samo błędne, jak w ramach "klasycznej" - materialnej wizji świata pytanie o źródło (szeroko rozumianej) materii.
>I jeżeli on mi odpowiada, że to jego mózg, Absolutnie tak nie odpowiada. Całe jego ciało, jak i mózg jest iluzją, podobnie jak wnioski płynące z nauki.
>wówczas domagam się doprecyzowania - czy to ten sam mózg, którego mogę dotknąć palcem po otwarciu jego czaszki? Tak, w ramach "mojej" iluzji widzę to, co przyzwyczaiłem się nazywać moim ciałem i czuję, że ktoś palcem dotyka mojego czoła. Wszystko to jest tylko wyobrażeniem, podobnie jak wyobrażeniem mojego "JA" jest to co wiem o kognitywistyce i naukach o mózgu.
>Jeżeli ten sam, to zarzucam jego rozumowaniu błędne koło. W jaki sposób jego mózg stworzył sam siebie? Jaki mózg? Jakie błędne koło? Mózg jest iluzją. Jedynie pewne jest tylko to, co teraz jest przedmiotem mej świadomości.
>Mogę też zaproponować prosty eksperyment i wycinać solipsyście mózg po kawałku - sprawdzając, czy znikają przy tym jakieś części rzeczywistości. Dopóki tylko będzie miał świadomość - będzie właśnie dokładnie twierdził, że te kolejne "znikające elementy" są iluzją w jego świadomości, tak samo zresztą jak samo to znikanie jest również iluzją.
>Jeżeli natomiast solipsysta zaczyna mówić o jakimś innym mózgu/źródle (takim, którego nie mogę dotknąć), śniącym "gdzieś poza tym światem" - wtedy właśnie błyskam na niego Brzytwą. Oczywiście tak - ten Twój pomysł jak najbardziej podlega pod brzytwę. Ale kto mówił o jakimś innym mózgu/źródle? Nic na ten temat nie wiadomo.
>I żeby była zupełna jasność - nie mówię solipsyście dogmatycznego: "na pewno nie masz racji". Mówię tylko: twoja hipoteza jest niefalsyfikowalna, a zatem nikt (w tym również ty) nie ma powodu, aby traktować ją inaczej niż w kategoriach rozrywkowych. Tu przyznam Ci rację, aczkolwiek sądzę, że ta metodą mogłaby być chyba śmierć - ale nie jestem do końca pewien. Jesli bowiem założymy, że istnieje tylko "moje JA", a cała reszta jest tylko jego iluzją, to wówczas to "JA" powinno chyba istnieć niezależnie od losów tej iluzji (np. "mojego" ciała)?
Jednocześnie muszę zaznaczyć, że oczywiście znane mi są (w dużej ogólności) wnioski płynące z nauki dotyczące materialnych podstaw świadomości i związku pomiędzy mózgiem a umysłem. Jednak solipsysta zawsze będzie mógł powiedzieć: te wnioski (jak i cała nauka) tylko mi się śnią.
Ja nie jestem solipsystą, ale to dlatego, że tak się sam określam wobec świata. Takie jest moje założenie - że ów świat rzeczywiście istnieje obiektywnie i niezależnie ode mnie. Określam to jako założenie, bo również nie potrafię przeprowadzić dowodu na fałszywość solipsyzmu.
W związku z tym, że solipsystą nie jestem oczywiście zgadzam się z tym, że tę hipotezę należy traktować w kategoriach rozrywkowych, choć w ramach tej rozrywki mozna ją rozpatrzyć z pełną sceptyczną konsekwencją - tzn. np. bez postulowania niepotrzebnych bytów.
Pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Jeśli solipsysta nie zakłada "wyższego piętra", a tylko swoje "myślące JA" > (...) on nigdy nic nie mówił o jakimś wyższym piętrze.
Maceox, skup się proszę, bo tłumaczę po raz ostatni.
Świat, którego "doświadcza" solipsysta, jest iluzją, tak? No więc iluzje, podobnie jak sny czy gry komputerowe, w których świecie możesz się zanurzyć, muszą mieć jakieś źródło/generator. Może to być umysł śniącego, może być komputer, może być jakiś "demon" manipulujący twoim umysłem.
Jeżeli solipsysta upiera się, że jego "iluzja" nie posiada źródła, wówczas jest ona tożsama ze "zwykłą" (niesolipsystyczną) rzeczywistością - i nie mamy o czym dalej mówić.
Jeżeli natomiast źródłem iluzji solipsysty jest jego "myślące JA", to jest ono czymś gatunkowo różnym od "doświadczanego" przez niego ciała i mózgu. To "myślące JA" nie jest generowane przez mózg solipsysty, ale odwrotnie - jego mózg (wraz z resztą ciała i świata wokół solipsysty) jest generowany przez owo "myślące JA". W przeciwieństwie do innych (niby)ludzi, których "myślące JA" pochodzą ze świata iluzji (są generowane przez ich iluzoryczne mózgi), umysł solipsysty pochodzi z zewnątrz iluzji.
Ja w tym momencie wyróżniam i oddzielam grubą krechą dwa piętra: piętro świata iluzji i piętro źródła tej iluzji. Jeżeli tego nie zrobię, wtedy źródło będzie "generowane" przez siebie samo, co jest błędem logicznym. Nie możesz w sensie ścisłym wyśnić samego siebie, chociaż potocznie możemy tak mówić.
Solipsysta może więc sobie twierdzić, że: "istnieje tylko moje myślące JA" - ale ja dodaję do tego: "...oraz iluzoryczny świat, który jest przez twoje myślące JA generowany".
I teraz brutalny fakt: ten iluzoryczny (jakoby) świat jest złożony, konsekwentny i dla solipsysty zupełnie nieodróżnialny od rzeczywistości "zwykłej" - i zupełnie tak samo jak ona, wymaga naukowego wyjaśnienia.
Jedynym, co różni ten "iluzoryczny świat" od "świata zwykłego" jest dziwacznie rozdwojony na dwa piętra umysł samego solipsysty. Jego ciało i materialny mózg tkwią w świecie iluzji, ale treść myśli jest "kanałowana" z jakiegoś wyższego piętra. Ten właśnie "kanał" przecina Brzytwa Ockhama, sugerując że "myślące JA" solipsysty równie dobrze może pochodzić z tego samego piętra, co reszta świata. Świata który, po takim odcięciu od rzekomego źródła, traci już oczywiście atrybut "iluzoryczności".
> (...) również nie potrafię przeprowadzić dowodu na fałszywość solipsyzmu
Ależ Brzytwa Ockhama nie falsyfikuje hipotez - ona "jedynie" pokazuje ich słabość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | > > Jeśli solipsysta nie zakłada "wyższego piętra", a tylko swoje "myślące JA"> > (...) on nigdy nic nie mówił o jakimś wyższym piętrze.> Maceox, skup się proszę, bo tłumaczę po raz ostatni.Przyznam się, że sam nie zaliczam się do osób szczególnie bystrych, w związku z czym przeczytałem Twój wpis kilkakrotnie i przemyślałem go. Na początku miałem parę zastrzeżeń, jednak ostatecznie uznałem, że Twoja metoda poradzenia sobie z solipsyzmem jest bardziej elegancka od tej zaproponowanej przeze mnie (rachunek zysków i strat przy kulce w łeb: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w483558). pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | W zasadzie Kulka na mole odpowiedział Ci już w pełni poprawnie, to jednak - ponieważ Cię to nie przekonało - dorzucę jeszcze jedno wyjaśnienie.
>> solipsyzm nie jest kreowaniem dodatkowego bytu, wręcz odwrotnie >No ale jakaś jaźń (zewnętrzna w stosunku do naszego świata) ten sen śni, nieprawdaż? O tym nic nie wiadomo! W solipsyźmie jedyne co wiadomo, to to, że "ja" (umysłowe "ja") istniejĘ. Co do reszty nic nie jest pewne i może być tylko wyobrażeniem - snem mojego "ja".
Natomiast jakiekolwiek spekulacje co do skąd owo "ja" pochodzi, lub czy "ktoś" inny owo "ja" śni pozostają spekulacjami, bo własnie nie ma żadnej możliwości pozyskania o tym jakiejś sprawdzonej informacji. Jeśli cały "świat zewnętrzny" jest przez mnie śniony - lub innymi słowy - ukazuje mi się "przed oczami" jako wyświetlany w moim umyśle "film" - to nie mam żadnych instrumentów, by sprawdzić, skąd owo "ja" pochodzi. Jest ono oczywistym faktem - bo mam świadomość istnienia - ale nie wiem skąd się owa świadomość wzięła.
>Albo stoi gdzieś jakaś transcendentna maszyna, która generuje tę symulację. To jest dokładnie taki sam argument, jak by po odrzuceniu solipsyzmu (a więc po przyjęciu, że obiektywnie i niezależnie od nas istnieje świat "zewnętrzny") przyjąć, że musi przecież istnieć jakaś praprzyczyna materii, a więc coś takiego, co tę materię generuje.
A przecież o fideizm Cię nie podejrzewam
>To są elementy praeter necessitatem, podpadające pod Brzytwę. No oczywiście!
Ale "myślę więc jestem" pod brzytwę nie podpada, bo to jest tylko stwierdzenie faktu. Cała reszta jest niepewna. Całkiem pewna jest tylko moja aktualna myśl.
P.S. Ja również nie wyznaję solipsyzmu i mam racjonalną argumentację prowadzącą do jego odrzucenia (nie stanowiącą jednak dowodu, a tylko rachunek zysków-strat):
Jeśli jest prawdą, że świat "zewnętrzny" jest ułudą, to ułudą jest również moje ciało, a także to, że do mojego istnienia potrzebne jest oddychanie. Przyjmując takiego stanowisko mogę sobię więc spokojnie strzelić w łeb, bo po co mi ta ułuda mojego ciała i całej reszty świata? Mój umysł istnieje wszak niezależnie od tego złudzenia.
Ponieważ jednak nie mam pewności, czy przypadkiem, nie jest odwrotnie - to znaczy tak, że ów "świat zewnętrzny" jednak obiektywnie istnieje, a ja w pełni z niego właśnie materialnie pochodzę - to po strzeleniu sobie w łeb nic ze mnie nie pozostanie - po prostu się unicestwię.
W związku z tym, ponieważ nie jesteśmy pewni, która opcja jest prawdziwa - to bezpieczniej jest dłużej pożyć.
A gdyby jednak soplipsyzm był prawdziwym założeniem, to po śmierci ciała i tak się to okaże (bo mój umysł istnieć będzie dalej), ale wówczas niczego przecież nie straciłem, a co się podczas tamtego "życia" tego FILMU w mym umyśle naoglądałem to moje.
Nie mówiąc o tym, że solipsyzm jest ohydą ze społecznego punktu widzenia. W praktce dobrego doświadczania życia z ludźmi ta kwestia w ogóle nie powstaje. Choć ten argument nie jest filozoficzny, a - przyznaję - wyłącznie moralny.
pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >> Mi jednak chodziło o solipsyzm: ...a kind of reductio ad absurdum. >A jak to wszystko już zrobisz to twierdzę, że dojdziesz do dokładnie takiego samego opisu świata jak prezentuje go nauka. Dokładnie tak, dlatego przez pewien czas twierdziłem, że jakkolwiek nie ma na to dowodu, to jest dokładnie wszystko jedno, czy się założy istnienie "świata zewnętrznego", czy solipsyzm - wychodzi niby na to samo. A jednak:
>Cóż więc tu solipsyzm nowego wniósł? Traktowanie innych ludzi będzie z początku takie samo, bo nawet przy solipsystycznej wizji lepiej będzie nie czynić drugiemu, co niemiłe, ponieważ wiemy, że również nam będzie wówczas milej (nawet jeśli ta druga osoba to tylko jakieś nasze wyobrażenie). Jednak w momencie ostrego sporu szybciej nasunąć się może wariant siłowy - skoro to tylko wyobrażenie, to dlaczego nie zastosować bardziej radykalnych środków - skoro wszystko to i tak tylko wyobrażenie.
Ze społecznego punktu widzenia solipsyzm jest kompletną patologią. Sądzę, że psychopaci mogą właśnie w pewnym sensie wyznawać solipsyzm - liczą się tylko i wyłącznie oni, a cały świat wokół nich należy do nich bez względu na jakiekolwiek kodeksy moralne.
Ja nie tylko dlatego zakładam, że świat zewnętrzny istnieje. Mam również racjonalny "zakład": Jeśli prawdą jest solipsyzm, to w takim razie po co mi ta ułuda wyświetlana przed oczami? Mogę sobie równie dobrze strzelić kulkę w łeb, a moje "JA" istnieć będzie dalej. Gdyby sie jednak okazało, że prawdziwe jest to, że ten świat zewnętrzny jest prawdziwy, a wówczas - jak wiadomo ja z niego tylko pochodzę, a po śmierci nic ze mnie nie pozostanie - to wychodzi na to, że na wszelki wypadek lepiej jest pożyć dłużej i założyć ten drugi wariant.
Jednak tak jak mówiłem na początku tej dyskusji - to tylko założenie.
Przyznam jednak, że na dłuższą metę szkoda czasu na rozpatrywanie tego problemu. Ostatecznie należy dokonać samookreślenia wobec świata. Nie mówiąc o tym, że to właśnie ten, a nie inny świat jest dla nas dostępny poprzez zmysły. W nim żyjemy. A przynajmniej - NIM - owym światem - żyjemy.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Fizyk (17637 punktów) | > Jeśli prawdą jest solipsyzm, to w takim razie po co mi ta ułuda wyświetlana przed oczami?
Dlaczego "ułuda"? Przecież dla solipsysty to wszystko co istnieje! Również istnieje to dla naukowca. Tyle, że naukowiec podejrzewa istnienie rzeczywistości, co jednak wcale nie jest konieczne do uprawiania nauki - patrz interpretacja kopenhaska mechaniki kwantowej.
> Mogę sobie równie dobrze strzelić kulkę w łeb, a moje "JA" istnieć będzie dalej.
A skąd ten wniosek? Zanim zabierzesz się za pistolet radzę zacząć od wkładania palca w ogień.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >> Jeśli prawdą jest solipsyzm, to w takim razie po co mi ta ułuda wyświetlana przed oczami? >Dlaczego "ułuda"? Przecież dla solipsysty to wszystko co istnieje! Wedle jego założenia w pierwszej kolejności istnieje jednak jego umysł, z którego bierze się to wyobrażenie, które jako takie można nazwać ułudą.
>Również istnieje to dla naukowca. Tyle, że naukowiec podejrzewa istnienie rzeczywistości, co jednak wcale nie jest konieczne do uprawiania nauki Tak to prawda. Nawet solipsysta może przecież uprawiać naukę, tyle tylko że on nie sądzi, że bada jakąś niezależną od niego rzeczywistość obiektywną.
>> Mogę sobie równie dobrze strzelić kulkę w łeb, a moje "JA" istnieć będzie dalej. >A skąd ten wniosek? Tylko i wyłącznie przyjmując punkt widzenia solipsysty (tak dla zabawy) - skoro cały "świat zewnętrzny" wraz zmoim ciałem jest tylko wyobrażeniem mojego umysłu, ale mój umysł już wyobrażeniem nie jest (bo inaczej nie mógłbym myśleć), to w takim razie wszystko wyobrażone pochodzi z owego "umysłu", ale likwidacja wyobrażenia nie powinna likwidować umysłu. Krótko: Likwidacja wyobrażenia nie likwiduje umysłu. Czy przy założeniu solipsyzmu ten wniosek jest nieuprawniony?
>- patrz interpretacja kopenhaska mechaniki kwantowej. Właśnie w zasadzie chętnie bym już pozostawił temat solipsyzmu. Byłbym ciekaw, czy uważa Pan, że istnieje obiektywny przypadek? Raczej skłaniam się ku temu, by przyjąć, że przypadek to tylko brak wiedzy o wszystkich działających czynnikach będących przyczyną danego zjawiska, ewentualnie brak umięjętności kontrolowania wszystkich tych czynników.
Utarte jest twierdzenie, że mechanika kwanotwa nie jest deterministyczna, tylko probabilstyczna. Ja się zastanawiam, na ile tylko nie poznaliśmy w tym zakresie w pełni deterministycznych wyjaśnień. Spotkałem się również z kauzalną interpretacją mechaniki kwantowej.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > W nic Pan nie wierzy?
Co prawda to nie do mnie było to pytanie, ale też odpowiem: w nic nie wierzę. A to już od wielu lat fideiści tak mi się dziwują, ale nie potrafią wskazać niczego w co wiara miałaby mi się na coś przydać.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > > W nic Pan nie wierzy?> Co prawda to nie do mnie było to pytanie, ale też odpowiem: w nic nie wierzę. A to już od wielu lat fideiści tak mi się dziwują, ale nie potrafią wskazać niczego w co wiara miałaby mi się na coś przydać.Ja na przykład wierzę w to, że nic nie jest pewne.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > > Ja na przykład wierzę w to, że nic nie jest pewne.  > A ja nie muszę w to wierzyć, ja to wiem.  Słusznie. Punkt dla Ciebie.  Odpowiadasz podobnie do Carla Gustawa Junga, który na pytanie o to czy wierzy w Boga, odparł "Nie wierze - ja wiem".
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | > Ja na przykład wierzę w to, że nic nie jest pewne.  Uważasz, że nie jest pewne to, że jesteś świadomy (np. swej aktualnej myśli)?
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | Z wielkim zaciekawieniem czytam ten wątek i dyskusję Panów. Mam tu drobną wątpliwość dotyczącą Pana słów:
>Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.
Nie do końca rozumiem. Czy chodzi o to, że ktoś, kto deklaruje, że nie wierzy w Boga może tak na prawdę nie być całkiem szczery, a w rzeczywistości tylko wierzy, że Bóg nie istnieje?
Bo gdyby rzeczywiście - zgodnie ze swą deklaracją - po prostu nie wierzył w Boga (np. dlatego, że w ogóle w nic nie wierzy), to ja nie widzę możliwości, żeby deklarację tę opierał na wierze.
Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Z wielkim zaciekawieniem czytam ten wątek i dyskusję Panów.
>Mam tu drobną wątpliwość dotyczącą Pana słów: >>>> Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.
>Nie do końca rozumiem. Czy chodzi o to, że ktoś, kto deklaruje, że nie wierzy w Boga może tak na prawdę nie być całkiem szczery, a w rzeczywistości tylko wierzy, że Bóg nie istnieje? Obie deklaracje przyjmuję za szczere i uczciwe. W najbliższej rodzinie miałem osoby wierzące w Boga oraz takie, które wierzyły, że Bóg nie istnieje. Dlatego teizm/ateizm wolę nawet nazywać przekonaniem, niż poglądem. Ważną, a chyba naistotniejszą jest umysłowa (intelektualna) podstawa dla tego przekonania. Z przeróżnych przyczyn mogę wierzyć, że Bóg istnieje lub nieistnieje. (Trzeba by tym przyczynom poświęcić cały wątek. Raczej psychologiczny, jak filozoficzny.)
>Bo gdyby rzeczywiście - zgodnie ze swą deklaracją - po prostu nie wierzył w Boga (np. dlatego, że w ogóle w nic nie wierzy), to ja nie widzę możliwości, żeby deklarację tę opierał na wierze. Nawet na naszym forum spotykałem osoby wierzące, że świat nadprzyrodzony nie istnieje. (Można sobie w archiwum poszukać.) Od "ateisty racjonalisty" wymagam odpowiedzi - dlaczego uważasz, że "nie istnieje" i na podstawie jakich intelektualnych przesłanek doszedłeś do takiego wniosku. Ponadto istnieją "ateiści naturalni" - tak zostali w domu ukształtowani i nigdy im myśl aby to rozważać nie przyszła do głowy oraz ateiści "indyferetni religijnie" - guzik ich to wszystko obchodzi. (O swojej racjonalnej podstawie przyjęcia istnienia wyłącznie naturalnej rzeczywistości - pisałem wielokrotnie i bardzo dużo.)
Istnieją też głęboko wierzący wyznawcy różnych para-religii - mający własnych bogów - którzy w sposób naturalny odrzucają wszystkie konkurencyjne religie i konkurencyjnych bogów, czasem nazywając to ateizmem, a nawet naukowym ateizmem. (Np stalinowski komunizm.) Wykorzystują to różni manipulanci (nawet na naszym forum) do przymitywnej manipulacji, w której twierdzą, że ateizm jest winien różnym głupotom oraz zbrodniom.
Trochę interesuje się Pan religioznawstwem, więc wie Pan w jak przeróżne rzeczy ludzie są w stanie wierzyć i trochę psychologią, a więc wie Pan jak przedziwne światopoglądy są ludzie w stanie budować. Komunistyczny ateizm był (religią) para-religią, w którą głęboko wierzono i nie miał nic wspólnego z racjonalnym ateizmem do którego dochodzi się drogą rozumową (nie na wiarę).
Trudno to już bardziej jasno wyłożyć, niż uczyniłem w tym wątku i uważam, że mętne to to może być tylko dla mętniaków, którzy chcą tu zamącić.
Jestem całkowicie przekonany, że Pan mnie zrozumie (co wcale nie znaczy, że mój pogląd powinien Pan zaakceptować) ale, gdyby były jeszcze jakieś wątpliwości, to proszę pytać.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Panie Andrzeju, dość często zdarza mi się czytać Pana wypowiedzi, nawet gdy nie są odpowiedzią na moje posty. Mogę powiedzieć, że Pan w dużej mierze przyczynił się do doprecyzowania niektórych moich poglądów, a już na pewno przyczynił się Pan do podniesienia mej własnej poprzeczki co do PRECYZJI i LOGIKI wypowiedzi, a także definiowania pojęć i odróżniania pozornie tylko podobnych, a w rzeczywistości odmiennych zjawisk (oczywiście wszystko zależy od kontekstu, czasem można sobie pozwolić na uogólnienie, czasem na dystans, a innym razem na humor). Proszę spojrzeć, co napisałem tu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,477419#w478579może to trochę wyjaśnia, dlaczego mam taką wątpliwość: > >>>> Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.>Nie do końca rozumiem. Czy chodzi o to, że ktoś, kto deklaruje, że nie wierzy w Boga może tak na prawdę nie być całkiem szczery, a w rzeczywistości tylko wierzy, że Bóg nie istnieje?> >Bo gdyby rzeczywiście - zgodnie ze swą deklaracją - po prostu nie wierzył w Boga (np. dlatego, że w ogóle w nic nie wierzy), to ja nie widzę możliwości, żeby deklarację tę opierał na wierze.Chodzi mi wyłącznie o precyzję wypowiedzi: Jeśli zakładamy, że ktoś nie wierzy (w Boga) to jest afideistą (przynajmniej co do Boga) i wtedy trudno mu imputować, że opiera to twierdzenie ... na wierze. Zupełnie czymś innym jest założenie, że ktoś wierzy, że nie ma Boga. To twierdzenie rzeczywiście jest oparte na wierze. > Obie deklaracje przyjmuję za szczere i uczciwe. W najbliższej rodzinie miałem osoby wierzące w Boga oraz takie, które wierzyły, że Bóg nie istnieje.Ale w tych dwóch deklaracjach jest mowa jeszcze o kimś innym, a mianowicie o kimś, kto NIE WIERZY w Boga. Taki przykład w rodzinie Pan miał? Bo to zupełnie nie to samo, co ktoś, kto wierzy, że Bóg nie istnieje. > Dlatego teizm/ateizm wolę nawet nazywać przekonaniem, niż poglądem. Ważną, a chyba naistotniejszą jest umysłowa (intelektualna) podstawa dla tego przekonania. Z przeróżnych przyczyn mogę wierzyć, że Bóg istnieje lub nieistnieje. (Trzeba by tym przyczynom poświęcić cały wątek. Raczej psychologiczny, jak filozoficzny.)Pełna zgoda - podobnie należałoby przeanalizować nawet podstawę BRAKU JAKIEJKOWLIEK WIARY, albo przynjamniej braku wiary w Boga - trochę to inny temat, bo Pan mówi fideistach (wierzacych, że Bóg istnieje lub nieistnieje), a ja teraz mówię o afideistach (niewierzących). > >Bo gdyby rzeczywiście - zgodnie ze swą deklaracją - po prostu nie wierzył w Boga (np. dlatego, że w ogóle w nic nie wierzy), to ja nie widzę możliwości, żeby deklarację tę opierał na wierze.> Nawet na naszym forum spotykałem osoby wierzące, że świat nadprzyrodzony nie istnieje.Tak, ale ja nie mówiłem o takich osobach. Ja mówilem o kimś, kto nie wierzy, a nie o kimś kto wierzy. > (Można sobie w archiwum poszukać.) Od "ateisty racjonalisty" wymagam odpowiedzi - dlaczego uważasz, że "nie istnieje" i na podstawie jakich intelektualnych przesłanek doszedłeś do takiego wniosku. Ponadto istnieją "ateiści naturalni" - tak zostali w domu ukształtowani i nigdy im myśl aby to rozważać nie przyszła do głowy oraz ateiści "indyferetni religijnie" - guzik ich to wszystko obchodzi. (O swojej racjonalnej podstawie przyjęcia istnienia wyłącznie naturalnej rzeczywistości - pisałem wielokrotnie i bardzo dużo.)Zgadzam się, a właśnie Pana wypowiedzi w największej chyba mierze sklonily mnie do wyraźnego odróżnienia niewierzących w Boga od wierzących, że Bóg nie istnieje. > Istnieją też głęboko wierzący wyznawcy różnych para-religii - mający własnych bogów - którzy w sposób naturalny odrzucają wszystkie konkurencyjne religie i konkurencyjnych bogów, czasem nazywając to ateizmem, a nawet naukowym ateizmem. (Np stalinowski komunizm.)Mam wrażenie (uzasadnione plusem od Pana), że Pan czytał moją wypowiedź w tym wątku, w ktorej sam to stwierdzam, zresztą zainspirowany w dużej mierze Pańskimi wcześniejszymi wpisami. > Wykorzystują to różni manipulanci (nawet na naszym forum) do przymitywnej manipulacji, w której twierdzą, że ateizm jest winien różnym głupotom oraz zbrodniom.Trochę interesuje się Pan religioznawstwem, więc wie Pan w jak przeróżne rzeczy ludzie są w stanie wierzyć i trochę psychologią, a więc wie Pan jak przedziwne światopoglądy są ludzie w stanie budować.Tak > Komunistyczny ateizm był (religią) para-religią, w którą głęboko wierzono i nie miał nic wspólnego z racjonalnym ateizmem do którego dochodzi się drogą rozumową (nie na wiarę).Zgoda > Trudno to już bardziej jasno wyłożyć, niż uczyniłem w tym wątku i uważam, że mętne to to może być tylko dla mętniaków, którzy chcą tu zamącić.JCzasem oczyszczanie może być trudniejsze od zamącania. > Jestem całkowicie przekonany, że Pan mnie zrozumie (co wcale nie znaczy, że mój pogląd powinien Pan zaakceptować) ale, gdyby były jeszcze jakieś wątpliwości, to proszę pytać.Ja Pana rozumiem prawie całkowicie, a mam tylko w dalszym ciągu wątpliwość co do tego jednego Pańskiego zdania i na razie mi ich Pan całkowicie nie rozwiał. Sądzę, że chodzi tylko o nie do końca precyzjne sformułowanie. Jeżeli w jednym zdaniu zakładamy, że ktoś nie wierzy, to nie możemy w następnym zdaniu zakładać czegoś przeciwnego. Tylko o to mi chodzi. Co innego by było jak by Pan napisał tak: "Deklaracja, że ktoś wierzy, że boga nie ma, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze". Wtedy nie miałbym zastrzeżeń, poza tym, że nikt by pewnie nie wygłaszał tak skomplikowanej deklaracji. Może o tyle powinienem jeszcze lepiej Pana zrozumieć, że nawet jak ktoś mówi, że nie wierzy, to jeszcze może się zdarzyć, że tą konkretną "niewiarę" opiera na innej wierze? Tak by można z tego wybrnąć? Ale dlatego właśnie przyjąłem już w poprzednim wpisie możliwość, że ta deklaracja jest nieszczera. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz u
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
Pan Maceox: Cytat:Teraz proszę Cię, żebyś przeczytał dwa zdania:
"Nie obejrzałem prognozy pogody i nie zakładam, że jutro spadnie śnieg" "Nie obejrzałem prognozy pogody i zakładam, że jutro nie spadnie śnieg"
Czy dostrzegasz różnicę między tymi dwoma zdaniami?
A teraz takie dwa zdania:
"nie wierzę w Boga" "wierzę, że Boga nie ma"
Są one dokładnie tak samo różne, jak zdania o śniegu, które przytoczyłem powyżej. W pierwszym przypadku ktoś nie przyjmuje żadnego twierdzenia bez uzasadnienia. A w drugim jak najbardziej.
I to nie jest żadna gra słów. Po prostu nie można dowieść NIEISTNIENIA czegoś, czego nie da się zweryfikować. Dlatego wiara w nieistnienie Boga jest prawie taka sama, jak każda inna, tyle że ukierunkowana na negację.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z kimś, kto mówi, że "nie wierzy w Boga" - on po prostu nie zakłada tego Boga bez uzasadnienia. > nie można dowieść NIEISTNIENIA czegoś, czego nie da się zweryfikować.Dowieść "nieistnienia" raczej nie można, ale przyjąć "nieistnienie" na podstawie różnorodnych naukowych weryfikacji, to już jest możliwym - a wówczas łączy się to ze stwierdzeniem > on po prostu nie zakłada tego Boga bez uzasadnienia.> >>>>Deklaracja, [...]. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.> Nie do końca rozumiem. Czy chodzi o to, że ktoś, kto deklaruje, że nie wierzy w Boga może tak na prawdę nie być całkiem szczery, a w rzeczywistości tylko wierzy, że Bóg nie istnieje?Gdzie tu nieszczerość deklaracji? Człowiek mówi o tym, w co wierzy! Że brak precyzji? Toż to zwyczajna deklaracja w rozmowach, a nie ścisła definicja. > Bo gdyby rzeczywiście - zgodnie ze swą deklaracją - po prostu nie wierzył w Boga (np. dlatego, że w ogóle w nic nie wierzy), to ja nie widzę możliwości, żeby deklarację tę opierał na wierze.Ni jak, nie widzę żadnych przeszkód do szczerej niewiary w krasnoludki, tak jak i szczerej niewiary w istnienie krasnoludków. > Chodzi mi wyłącznie o precyzję wypowiedzi: Jeśli zakładamy, że ktoś nie wierzy (w Boga) to jest afideistą (przynajmniej co do Boga) i wtedy trudno mu imputować, że opiera to twierdzenie ... na wierze.A dlaczego, ktoś kto twierdzi, że nie wierzy z boga, to musi zaraz być afideistą - nie wystarcza, że jest ateistą - głęboko wierzącym w nieistnienie świata nadprzyrodzonego? > Zupełnie czymś innym jest założenie, że ktoś wierzy, że nie ma Boga. To twierdzenie rzeczywiście jest oparte na wierze.Tak, bez mieszania w to sił nadprzyrodzonych, to jaka różnica jest w stwierdzeniach - wierzę i nie wierzę? Przecież oba stwierdzenia opierają się tylko na wierze. Są fideistyczne. Niech Pan w takim razie wyjaśni co to w ogóle praktycznie znaczy: "po prostu wierzy w boga" lub "nie wierzy w Boga" czy . Dla mnie każdy w miarę sprawny intelektualnie człowiek ma różne poglądy (przekonania) w różny sposób nabyte. Podstawowym procesem ich nabywania jest proces socjalizacji. Teraz niech Pan sięgnie do psychologii i pedagogiki i popatrzy jak te procesy się odbywają i jakie wytwarzają różne typy osobowości. Jedne osobniki są bardziej podatne na indoktrynacje inne odwrotnie wszystko kwestionują. Teraz na osobowość trzeba nałożyć otrzymywaną wiedzę. Naprawdę nie ma tu miejsca na rozpisywanie się w tym temacie, a ja też nie czuję się najbardziej tu kompetentnym. > Ale w tych dwóch deklaracjach jest mowa jeszcze o kimś innym, a mianowicie o kimś, kto NIE WIERZY w Boga. Taki przykład w rodzinie Pan miał? Bo to zupełnie nie to samo, co ktoś, kto wierzy, że Bóg nie istnieje.Nie bardzo dostrzegam różnicę pomiędzy deklaracjami - "NIE WIERZĘ" w Boga od "nie wierzę, że Bóg istnieje", gdyż oba przypadki są deklaracjami wiary, a wierzyć można w zupełnie przedziwne rzeczy. Bardzo często usłyszy Pan deklarację - "jestem niewierzącym" lub "ja w Boga nie wierzę" i czego Pan jeszcze tu oczekuje? Konkretnej wypowiedzi "wierzę", że bóg nie istnieje"? Uważa Pan, że ktoś nie ma prawa tak lub inaczej powiedzieć o swej niewierze lub, że jest wtedy nieszczerym. Szczere są tylko deklaracje - ja w Boga wierzę? Ludzie mają prawo do różnych przekonań i różnego uzasadniania ich zasadności, a my każde z nich powinniśmy przyjąć za prawdziwe, gdyż dotyczy to określonej osoby, która wie jakie ma poglądy. > Pełna zgoda - podobnie należałoby przeanalizować nawet podstawę BRAKU JAKIEJKOLWIEK WIARY,Postawę czy podstawę, gdyż to tu spora różnica? > albo przynajmniej braku wiary w Boga - trochę to inny temat, bo Pan mówi fideistach (wierzących, że Bóg istnieje lub nie istnieje), a ja teraz mówię o afideistach (niewierzących).Wydaje mi się, że się właśnie nie rozumiemy, gdyż ja mówiąc o fideistach/afideistach mówię właśnie o postawie poznawczej, w którą nie należy wciskać przedmiotu wiary/niewiary (np. Boga), gdyż tu alternatywne są teizm/ateizm. > Czasem oczyszczanie może być trudniejsze od zamącania.Jest zawsze. > Sądzę, że chodzi tylko o nie do końca precyzyjne sformułowanie.Nie jest precyzyjne. Precyzyjne wymaga wielozadaniowości. > Jeżeli w jednym zdaniu zakładamy, że ktoś nie wierzy, to nie możemy w następnym zdaniu zakładać czegoś przeciwnego. Tylko o to mi chodzi.??? > Co innego by było jak by Pan napisał tak:> "Deklaracja, że ktoś wierzy, że boga nie ma, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze".> Wtedy nie miałbym zastrzeżeń, poza tym, że nikt by pewnie nie wygłaszał tak skomplikowanej deklaracji.Jeżeli mamy czepiać precyzji, to też się Pan pogubił, gdyż wtedy należałoby zapisać to tak: "Deklaracja, że ktoś wierzy, że boga nie ma, od deklaracji, że ktoś wierzy, że bóg jest. [...]". Albo właśnie "Deklaracja, że ktoś wierzy, w boga - od deklaracji, że ktoś nie wierzy w boga. [...]." Gdyż chodzi tu o postawę (wiarę), a obie części zdania złożonego powinny być równe, aby wyciągnąć z nich logiczny wniosek dotyczący postawy światopoglądowej (wiary). Pozd
|
|
| | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | Spróbuję to ująć po swojemu i proszę mi powiedzieć, czy Pana dobrze zrozumiałem: Deklaracja "wierzę w x" jest zawsze fideistyczna Deklaracja "nie wierzę w x (w tym również w nic nie wierzę)" może być fideistyczna albo afideistyczna w zależności od uzasadnienia i postawy. Przykład: jeśli ktoś opiera swoją deklarację niewiary (np. w Boga) na bezmyślnym naśladowaniu otoczenia, gdzie akurat to jest w modzie, to jest fideistą. Jeśli natomiast ktoś uzasadnia swą niewiarę postawą racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, to przynajmniej jest duża szansa, że jest afideistą. Gdyby było inaczej i zawsze prawdziwe było to: "> Jaka różnica jest w stwierdzeniach - wierzę i nie wierzę? Przecież oba stwierdzenia opierają się tylko na wierze. Są fideistyczne."to wtedy poniższa, często cytowana przez Pana deklaracja jest w pełni fideistyczna: Cytat:Czy koniecznie trzeba wierzyć? Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym Dlatego właśnie mam wątpliwości do tego Pana zdania: > Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.Ja sądzę, że może się zdarzyć, że deklaracja, że ktoś nie wierzy (np. w boga) nie opiera się wcale na wierze. Sądze, że do takich osób zalicza się autor przytoczonego cytatu i również Pan. Jeśli się mylę, to nic już z tego nie rozumiem. Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > Spróbuję to ująć po swojemu i proszę mi powiedzieć, czy Pana dobrze zrozumiałem:> Deklaracja "wierzę w x" jest zawsze fideistycznaTak! > Deklaracja "nie wierzę w x (w tym również w nic nie wierzę)" może być fideistyczna albo afideistyczna w zależności od uzasadnienia i postawy.Nie! "Wierzę" i "nie wierzę" - zawsze jest deklaracją fideistyczną, gdyż oparta jest na wierze. [...]język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".[...] i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".www.racjon(*)m.php/s,477419/z,0/d,7#w478571> Przykład: jeśli ktoś opiera swoją deklarację niewiary (np. w Boga) na bezmyślnym naśladowaniu otoczenia, gdzie akurat to jest w modzie, to jest fideistą.Tak! > Jeśli natomiast ktoś uzasadnia swą niewiarę postawą racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, to przynajmniej jest duża szansa, że jest afideistą.Nie, "niewiarę", a "wiedzę": "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji"> Gdyby było inaczej i zawsze prawdziwe było to:> >>>Jaka różnica jest w stwierdzeniach - wierzę i nie wierzę? Przecież oba stwierdzenia opierają się tylko na wierze. Są fideistyczne."Dokładnie tak. > to wtedy poniższa, często cytowana przez Pana deklaracja jest w pełni fideistyczna:Zupełnie nie łapię? To jakaś inna logika".Moim zdaniem - deklaracja ta, dosyć precyzyjnie i jednoznacznie, odrzuca wiarę wszelaką. Proszę o ponowne jej przeczytanie. > Dlatego właśnie mam wątpliwości do tego Pana zdania: [...]> >>>Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, nie różni się od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze.> Ja sądzę, że może się zdarzyć, że deklaracja, że ktoś nie wierzy (np. w boga) nie opiera się wcale na wierze.Wierzę ludzkim deklaracjom, choć odróżniam język zwyczajnych rozmów, od języka dysput filozoficznych. Deklaracja "wiary" i "niewiary", choć są przeciwstawne, to mają tą samą wartość logiczną. (Chyba, że jest to "język zwyczajnych rozmów" i pod deklaracją - "nie wierzę", kryje się "refleksja ateistyczna"). Staram się opierać swój światopogląd na naukowej wiedzy, a nauka nie może opierać się na wierze. Wynika to już ze naturalizmu metodologicznego, przyjętego dosyć powszechnie jako paradygmat. > Sądzę, że do takich osób zalicza się autor przytoczonego cytatu i również Pan.Tak! "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".[...] i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".> Jeśli się mylę, to nic już z tego nie rozumiem.Jeżeli Pan tak właśnie myśli, to nie myli się Pan wcale. Pozdrawiam serdecznie @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | \>>Deklaracja "nie wierzę w x (w tym również w nic nie wierzę)" może być fideistyczna albo afideistyczna w zależności od uzasadnienia i postawy. >Nie! >"Wierzę" i "nie wierzę" - zawsze jest deklaracją fideistyczną, gdyż oparta jest na wierze. > [...]język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji".[...] i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Przepraszam, Na razie dwa twierdzenia, które do mnie docierają z Pana wypowiedzi to te:
1. >"Wierzę" i "nie wierzę" - zawsze jest deklaracją fideistyczną, gdyż oparta jest na wierze. a jednocześnie to: 2. [...] i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Czyli dalej redukując te słowa: 1. "nie wierzę" i 2. "w nic nie wierzę"
ale to ostatnie uprościliśmy już do samego "nie wierzę" mamy więc: 1. "nie wierzę" i 2. "nie wierzę"
Proszę mi powiedzieć, dlaczego to pierwsze jest fideistyczne, a to drugie niefideistyczne. Czy dlatego, że to drugie jest filozoficzne, a to pierwsze nie? Czy z jakichś innych przyczyn? Bo że chodzi o sposób uzasadnienia, albo o postawę, to już Pan zaprzeczył. Ale też Pan napisał, że to pierwsze ZAWSZE jest fideistyczne. To jakim CUDEM to drugie może być niefideistyczne?
>>Jeśli się mylę, to nic już z tego nie rozumiem. >Jeżeli Pan tak właśnie myśli, to nie myli się Pan wcale. Jest za piętnaście pierwsza w nocy. W tym tu dialogu z Panem o "nie wierzę" i "nie wierzę", z których pierwsze nigdy nie może, a drugie zawsze może - czuję się już prawie całkiem nieźle napruty i przywąchany - przeprowadza mnie Pan tu przez jakieś kruca fuks Himalaje mistycyzmu.
>Pozdrawiam serdecznie PEACE! P.S. Wnoszę o powołanie do życia emotikonu jarającego skręta.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Izdebski napisał: Cytat: Czy koniecznie trzeba wierzyć?
Sam nie uważam wiary za rzecz człowiekowi konieczną, a całkowitą niewiarę za rzecz możliwą. Nie będę się tu odwoływać do klasyki, choć oczywiście warto tam sięgać, aż po starożytność, nie mówiąc już o współczesnych, powiem tylko, że właśnie jestem takiej postawy przykładem. Nie jestem teistą, ale też nie uważam się ani za ateistę, ani za agnostyka, bliską jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".
Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Swoje przekonania staram się opierać na wiedzy naukowej, a nie na wierze. Istnieje dla mnie tylko rzeczywistość świata materialnego dostępnego ludzkim zmysłom i przekonują mnie tylko argumenty poddające się naukowej weryfikacji. Wiem, że aktualne przekonania mogą okazać się błędne, ale wtedy zmienię je, gdyż w przeciwieństwie do wiary, nauka nie opiera się na dogmatach. Na gruncie światopoglądowym wiara w absolut, czy istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna, nawet odwrotnie czyni ten świat absurdalnym. I moim zdaniem jest to wypowiedź spójna i jasna. Próby teologicznego jej pokręcenia są dla mnie zupełnie nieprzekonywujące. Izdebskiego tu rozumiem bez trudu, a Pana zastrzeżeń nawet z trudem zrozumieć mi się tu nie udaje. _______________________________________ > Proszę mi powiedzieć, dlaczego to pierwsze jest fideistyczne, a to drugie niefideistyczne.Bardzo proste, Pan z jasnej wypowiedzi publicystystycznej, chce zrobić definicję filozoficzną, a raczej nawet teologiczną. W całej wypowiedzi są zawarte jasne stwierdzenia: "język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych" oraz "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji" i potrzebna jest wyraźnie zła wola aby nie zrozumieć o co, bardzo konkretnie, autorowi chodziło. Stwierdzenie: >> i dlatego z filozoficznego punktu widzenia zdecydowanie, dosłownie i precyzyjnie "w nic nie wierzę".<< jest, zupełnie uprawnionym w publicystyce, zwrotem retorycznym (choć merytorycznym) uzupełniającym całą wypowiedź. Zgodnym, tak z logiką, jak i z językiem polskim. > >>>Jeżeli Pan tak właśnie myśli, to nie myli się Pan wcale.> Jest za piętnaście pierwsza w nocy. W tym tu dialogu z Panem o "nie wierzę" i "nie wierzę", z których pierwsze nigdy nie może, a drugie zawsze może - czuję się już prawie całkiem nieźle napruty i przywąchany - przeprowadza mnie Pan tu przez jakieś kruca fuks Himalaje mistycyzmu.No i widzi Pan zyskał Pan pewność, że mój autor bredzi, a ja zwątpiłem w Pańską sprawność intelektualną. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) |
> Izdebski napisał: [...]> I moim zdaniem jest to wypowiedź spójna i jasna.W pełni się z panem zgadzam. Nigdzie tu nie napisałem, że miało by być inaczej. Moim zdaniem ta jego wypowiedź jest nie tylko spójna wewnętrznie, ale ponadto również przekazująca nam pewną prawdę o możliwościach poznawczych człowieka względem jego nieograniczonych możliwości konfabulacji. > Próby teologicznego jej pokręcenia są dla mnie zupełnie nieprzekonywujące.Jest dla mnie czasem wielką zagadką, jakie to skarby ludzie potrafią w moich wypowiedziach znajdywać, o istnieniu których nie mam zielonego pojęcia. > Izdebskiego tu rozumiem bez truduJa również. > a Pana zastrzeżeń nawet z trudem zrozumieć mi się tu nie udaje.Nie wierzę Panu. Prościej niż w poprzednim wpisie już się chyba nie da. Przy czym nie mam żadnych zastrzeżeń do Izdebskiego. Chodziło mi jedynie najpierw o Pana wypowiedź: Cytat:Deklaracja, że ktoś nie wierzy w boga, od deklaracji, że ktoś w boga wierzy. Mają tą samą wartość, gdyż opierają się na wierze a później o tą: Cytat:"Wierzę" i "nie wierzę" - zawsze jest deklaracją fideistyczną, gdyż oparta jest na wierze. Otóż przy dobrej woli jestem w stanie zrozumieć te Pana wypowiedzi i potraktować je nawet jako wewnętrznie spójne. Rozumiem, że jeśli jakiś gość powie: "nie wierzę mojej żonie, nie wierzę jej tłumaczeniom", to on tak naprawdę tylko wierzy, że żona kłamie (dla uproszczenia zostawmy na boku możliwość, że ma on pewne uzasadnione przesłanki, by tak przypuszczać - nie są one wszak na tyle mocne, by gość mógł powiedzieć "wiem to, bo widziałem"). Podobnie może się zdarzyć, że ktoś mówiąc "nie wierzę w Boga" - tak naprawdę tego nie przemyślał - nie stwierdza on, że poznajemy tylko otaczający nas świat przy użyciu zmysłów, a o Bogu to tylko ludzie coś opowiadają. Jest on natomiast święcie przekonany o tym, że Bóg nie istnieje, bo ON TO WIE (ale przecież nie empirycznie) - a więc w zasadzie wierzy w nieistnienie Boga. W tych przypadkach przyznaję, że deklaracja "nie wierzę" jest jak najbardziej fideistyczna. Jednak jeśli posłużyć się definicją wiary, na którą gdzie indziej się zgodziliśmy: " Wiara jest przyjęciem twierdzenia za prawdziwe bez dostatecznych racjonalno-empirycznych uzasadnień" To wówczas słowa "nie wierzę" oznaczają tylko: "nie przyjmuję niczego za prawdziwe bez dostatecznych racjonalno-empirycznych uzasadnień" I dlatego zapytałem Pana, czy Pan widzi możliwość uznania deklaracji "nie wierzę" jednak za afideistyczną w zależnoci od uzasadnienia albo postawy deklarującego. Pan odpowiedział, że nie, że taka deklaracja ZAWSZE jest fideistyczna. Ale jeszcze nic się nie stało. Ja widzę światełko w tunelu na wyjście z tego impasu. Proponuję Panu taką ugodę: Ja Panu zadaję pytanie: Czy Pan widzi możliwość JAKIEGOKOLWIEK kontekstu, w którym słowa "nie wierzę" nie będa stanowić deklaracji fideistycznej? - Np. kontekstu słów Izdebskiego, w których on właśnie słów "nie wierzę" używa? Jeśli Pan odpowie "tak", to ja się przyznam, że nie miałem do końca dobrej woli - a raczej dobrej wyobraźni - by zrozumieć, że Pana stwierdzenie: Cytat:"Wierzę" i "nie wierzę" - zawsze [sic!] jest deklaracją fideistyczną, gdyż oparta jest na wierze. odnosiło się tylko do niektórych kontekstów. Z mojej strony to bardzo niewiele tylko upraszczając cały ten tu spór między nami dotyczy wyłącznie tego słówka "zawsze". Moja propozycja ugody polega na tym, że pozostawiamy to "zawsze", ale dodajemy (albo przynajmniej pamiętamy): "w zależności od kontekstu". > No i widzi Pan zyskał Pan pewność, że mój autor bredzi, a ja zwątpiłem w Pańską sprawność intelektualną.To pierwsze nie zgadza się wcale, a co do tego drugiego, to wierzę, że jeszcze Pan całkiem nie zwątpił. Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ale jeszcze nic się nie stało. Ja widzę światełko w tunelu na wyjście z tego impasu. Proponuję Panu taką ugodę:> Ja Panu zadaję pytanie: Czy Pan widzi możliwość JAKIEGOKOLWIEK kontekstu, w którym słowa "nie wierzę" nie będą stanowić deklaracji fideistycznej? - Np. kontekstu słów Izdebskiego, w których on właśnie słów "nie wierzę" używa?> Jeśli Pan odpowie "tak", to ja się przyznam, że nie miałem do końca dobrej woli - a raczej dobrej wyobraźni - by zrozumieć, że Pana stwierdzenie:Cytat:"Wierzę" i "nie wierzę" - zawsze [sic!] jest deklaracją fideistyczną, gdyż oparta jest na wierze. > odnosiło się tylko do niektórych kontekstów. język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych W języku zwyczajnych rozmów używamy zwrotów: "wierzę w to" lub "nie wierzę w tamto", a także wielkich kwantyfikatorów np.: "zawsze", "nigdy" i dlatego w języku zwyczajnych rozmów można użyć zwrotów "wierzę w to" lub "nie wierzę w tamto" w sensie: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji" i wówczas może to być i najczęściej jest wypowiedź afideistyczna. Natomiast w języku dysput filozoficznych (wymagającym precyzji) deklaracje "wierzę" i "nie wierzę" zawsze są deklaracjami fideistycznymi, gdyż oparte są na właśnie wierze. Już naprawdę jaśniej nie mogę. (Także o tych trudnościach w precyzji języka pisze A. Izdebski i dlatego do całości jego wypowiedzi się odwoływałem). Oczywiście całkowicie się z Panem zgadzam, że znaczenie słów, a nawet całych zdań i akapitów jest uzależnione od kontekstów. Powiedziałbym więcej - nawet od autorów wypowiedzi: "Gdy dwóch mówi to samo, to wcale nie musi to, to samo znaczyć" > >>>No i widzi Pan zyskał Pan pewność, że mój autor bredzi, a ja zwątpiłem w Pańską sprawność intelektualną.> To pierwsze nie zgadza się wcale, a co do tego drugiego, to wierzę, że jeszcze Pan całkiem nie zwątpił.Pisałem o konkretnym przypadku. Gdybym zwątpił w Pana całkowicie, to nie prowadził bym dalszych rozmów z Panem, a przecież je prowadziłem. To żaden komplement ani uprzejmość - ja naprawdę lubię rozmawiać z Panem. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Być może nieporozumienie wzięło się stąd, że próbowałem uogólnić na wszystkie możliwe konteksty Pana jedno zdanie, które wyrwałem z kontekstu innego dialogu. Mimo to sądzę, że ta dyskusja i tak może prowadzić do paru ciekawych rozważań i wniosków. Obecnie mam bowiem nieco inną wątpliwość. Chodzi o odróżnianie kontekstów. Pan napisał tak: > język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych > W języku zwyczajnych rozmów używamy zwrotów: "wierzę w to" lub "nie wierzę w tamto", a także wielkich kwantyfikatorów np.: "zawsze", "nigdy" i dlatego w języku zwyczajnych rozmów można użyć zwrotów "wierzę w to" lub "nie wierzę w tamto" w sensie: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji" i wówczas może to być i najczęściej jest wypowiedź afideistyczna. Natomiast w języku dysput filozoficznych (wymagającym precyzji) deklaracje "wierzę" i "nie wierzę" zawsze są deklaracjami fideistycznymi, gdyż oparte są na właśnie wierze.------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Wróćmy na chwilę do słów Izdebskiego: Cytat:Zgadzam się z twierdzeniem, iż obszary współczesnej wiedzy są tak wielkie, że większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować "na wiarę". A idąc dalej, to język zwyczajnych rozmów oraz dyskusji różni się od języka dysput filozoficznych i w nich używam często zwrotu "wierzę w to" lub "wierzę w tamto". Ale przecież czynię tak tylko dlatego, że w codziennym języku trudno używać zwrotu "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji". Rozumiem ten fragment jego wypowiedzi w ten sposób, że autor podkreśla wieloznaczność słowa "wierzę". W języku codziennym można użyć takiego sformułowania zamiast słowa "zakładam", albo zamiast wyrażenia "jest to dla mnie najbardziej prawdopodobne", czy też zamiast "najwyraźniej wygląda na to, że ...". Najlepszy przykład podał zresztą on sam, a mianowicie właśnie: "na podstawie posiadanych przesłanek jestem bardziej lub mniej przekonany o prawdziwości podawanej informacji", co na codzień również ujmujemy krótko jako "wierzę". Tak naprawdę opieramy się w tych przypadkach całkiem racjonalnie na posiadanych informacjach i w oparciu o nie wysnuwamy wnioski co do prawdziwości jakiejś okoliczności. W tym znaczeniu "wierzę" ma w zasadzie tylko uwydatnić element niepewności, bo doświadczenie nakazuje nam wątpić w kompletność posiadanych przez nas informacji na dany temat, w związku z czym nie mówimy "wiem na pewno". Słowo "wierzę" jest więc wówczas - wręcz jak na ironię - wyrazem naszego sceptycyzmu co do jakichś konkretnych zaszłości - "wierzę, ale nie wiem na pewno". Natomiast w języku dysput filozoficznych należałoby już oczywiście nie używać tego rodzaju skrótów - właśnie z tego względu, że "wierzę" jest wieloznaczne - i raczej dokładnie wskazać, czy akurat coś zakładamy, czy też uważamy za mniej lub bardziej prawdopodobne, czy też może nawet akurat właśnie wierzymy dogmatycznie, a w tym ostatnim przypadku słowo "wierzę" będzie znów uprawnione, ale już nie jako skrót, tylko właśnie jako dość ścisłe określenie postawy fideistycznej . Izdebski wyjaśnia więc dlaczego na codzień używa skrótów "wierzę w to" albo "w tamto", choć ściśle rzecz biorąc w nic w ogóle nie wierzy, albowiem jest konsekwentnym sceptykiem i nie opiera swoich sądów na wierze. Jego "w nic nie wierzę" jest - jak sam określa - ścisłe i precyzyjne, a więc jak najbardziej możliwe do podniesienia również ... w dyspucie filozoficznej, ale o tym poniżej. Izdebski nie wypowiada się natomiast na temat możliwych znaczeń wyrażenia "nie wierzę" i tym bardziej nie wynika z jego tekstu, jakoby "nie wierzę" mogło być oparte na wierze. Oczywiście w niektórych kontekstach tak jest i sądzę, że Izdebski zdaje sobie z tego sprawę, ale nie o tym akurat pisał w tym fragmencie swego tekstu. Przytoczylem jego tekst tylko po to, by wskazać kontekst, w którym deklaracja "nie wierzę" jest afideistyczna. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ I powracam do Pana stwierdzenia: > Natomiast w języku dysput filozoficznych (wymagającym precyzji) deklaracje "wierzę" i "nie wierzę" zawsze są deklaracjami fideistycznymi, gdyż oparte są na właśnie wierze.Sądzę, że jeśli przyglądamy się temu zagadnieniu w ogólności i we wszystkich możliwych kontekstach, to trudno powiedzieć, gdzie jest granica pomiędzy "zwykłą rozmową" a dysputą filozoficzną. Czy dysputa filozoficzna ma miejsce wówczas, gdy się coś zaczyna uogólniać? Czy wówczas, gdy się zadaje pytania, na które nikt nie ma odpowiedzi? Nie mowiąc już o tym, że niektórzy filozofowie używają dość poetyckiego języka. Raczej trudno stosować "dysputę filozoficzną" jako ścisłe kryterium, które pozwoli nam odróżnić kontekst wypowiedzi i ocenić, czy "nie wierzę" było akurat fideistyczne. Ostatecznie, nawet w ramach dysputy filozoficznej istnieje możliwość takiego kontekstu wyrażenia "nie wierzę", albo nawet nie tyle kontekstu, co ROZUMIENIA samego wyrażenia "nie wierzę", w ramach którego słowo "nie" stanowi zaprzeczenie odnoszące się do następującego po nim czasownika. Wówczas "nie wierzę" oznacza zaprzeczenie temu, jakobym ja w coś wierzył - jest odrzuceniem wiary. Jest właśnie dokładnie i ściśle deklaracją afideizmu. "Nie" umieszczone przed "wierzę" daje w tym kontekście ostatecznie to samo co literka "a" dodana do słowa "fideizm". Pozdrawiam serdecznie P.S. Ja również lubię z Panem rozmawiać - a ten wątek traktuję jako pewnego rodzaju logiczno-językowe szachy z Panem. Tyle, że w rozmowie dla mnie nie musi chodzić o to, by komuś dać mata, ale raczej o to, żeby się dogadać.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >P.S. Ja również lubię z Panem rozmawiać - a ten wątek traktuję jako pewnego rodzaju logiczno-językowe szachy z Panem. Tyle, że w rozmowie dla mnie nie musi chodzić o to, by komuś dać mata, ale raczej o to, żeby się dogadać. Panie Maćku, nie mamy szansy w tym temacie się dogadać - nie ze względu na brak dobrej woli - ale właśnie ze względu na brak precyzyjności języka. Językiem - poza językoznawcami - zajmowali się filozofowie, głównie ze szkoły analitycznej, ale i oni do jakiś jednoznacznych konkluzji nie doszli. Mamy język taki jaki mamy i w tym języku musimy starać się porozumiewać. Są ludzie zdecydowanie bardziej kompetentni niż ja aby rozpatrywać różnice i podobieństwa pomiedzy logiką matematyczną, a poetyką i rozgrywać "logiczno-językowe szachy". Nie czuję się tu ani mocnym, ani jakoś bardziej zainteresowanym.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Są ludzie zdecydowanie bardziej kompetentni niż ja aby rozpatrywać różnice i podobieństwa pomiedzy logiką matematyczną, a poetyką i rozgrywać "logiczno-językowe szachy". Nie czuję się tu ani mocnym, ani jakoś bardziej zainteresowanym.
No i nagadałem się, narozpisywałem, a wcale nie mam pewności, czy Pana stwierdzenie (że deklaracja "nie wierzę" jest zawsze fideistyczna) dobrze zrozumiałem.
Te "logiczno-językowe szachy" to mi się tak poetycko napisało, a tak naprawdę chodzi tylko o rozumienie słów. I o porozumienie w tej kwestii. Rozumiem, że często jest to trudne.
Zastanawiałem się jeszcze nad tym Pana stwierdzeniem i pomyślałem, że być może wynika ono z Pana światopoglądu, w ramach którego (o ile mogę tak to ująć) po prostu bada się to co jest. Tak jak nie ma sensu wierzyć, tak też nie ma sensu w cokolwiek nie wierzyć, skoro tylko jest właśnie, to co jest i nic ponad to. W tym układzie wiara w ogóle nie powstaje, a zatem nie ma również powodu, by ją odrzucać. Jest z miejsca niepotrzebna i nigdy jej nie było. W tym kontekście "nie wierzę" jest fideistyczne, bo w co mam nie wierzyć? W to co jest? Byłoby to zupełnie nieuzasadnione. A nad tym czego nie ma to przecież w ogóle się nie ma sensu zastanawiać.
???
Pozdrawiam serdecznie.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Oczywiście w partię nie, ale w jej nieomylność i ideały już tak. Piszesz o tej partii, jak jakimś bóstwie, a tak nie jest. Wewnątrz partii (oraz na zewnątrz też) z pewnością toczą się spory dotyczące różnych rozwiązań i pomysłów, oraz przepychanki różnych frakcji, co nie ma wpływu na to, że wszyscy mogą być ateistami.
Rozumując w ten sposób, możemy stwierdzić, że wszystko jest bogiem: partie, nauka, sztuka, itd. Musimy rozróżnić pomiędzy wierzyć komuś, czemuś, a wierzyć w kogoś, coś. Tak zatem, nie wierzy się w partię (bo ta istnieje), ale wierzy się partii (z mniejszym, większym lub udawanym entuzjazmem) lub słuszność jej polityki. Czy lepszy ateista liberał, czy komuch, to rzecz gustu i niezależna stricte od samego ateizmu.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | > Rozumując w ten sposób, możemy stwierdzić, że wszystko jest bogiem: partie, nauka, sztuka, itd. Musimy rozróżnić pomiędzy wierzyć komuś, czemuś, a wierzyć w kogoś, coś.
Dokładnie tak to widzę. Ludzie tak samo wierzą w doktryny religijne jak i partyjne. Nie ma znaczenia czy obiektem kultu jest starszy jegomość na chmurce, czy nowa piosenka w komórce. Każda ślepa wiara prowadzi do fanatyzmu, każdy przedmiot kultu można nazwać bożkiem.
KK to wierzyć komuś w coś? Jeśli w coś to KK nie istnieje, bo prawie każdy jego członek wierzy w coś innego (swoje wyobrażenie ich boga). Skoro organizacja ta ma wspólną nazwę i zatwierdzone doktryny, to raczej jest to wiara komuś - przywódcom religijnym. Czyli zupełnie jak w partii. Chodzi o wiarę w doktryny i jakieś bliżej niezdefiniowane bóstwa.
Analogia do istniejącej partii jest bardzo trafna, bo partia to takim sam twór jak duchowni. Oni też istnieją, podobnie jak świątynie i całe ich wyposażenie oraz metody manipulacji "ciemnym ludem".
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | >Dokładnie tak to widzę. Ludzie tak samo wierzą w doktryny religijne jak i partyjne. Nie ma znaczenia czy obiektem kultu jest starszy jegomość na chmurce, czy nowa piosenka w komórce. Każda ślepa wiara prowadzi do fanatyzmu, każdy przedmiot kultu można nazwać bożkiem.
Jeśli tak definiujesz teizm to w porządku, ale po pierwsze nie taka jest powszechnie przyjęta jego definicja, a po drugie wielu gorliwych ateistów (którzy zgodnie z Twoją definicją jednak nimi nie są), byłoby oburzonych słysząc, że nie są ateistami...
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Trochę mnie nie było, ale przeczytałem wątek do końca i nie mam do dopowiedzenia nic ponad to co już Pan Andrzej napisał.
Proszę zatem nie odczytywać źle mojego milczenia (odnosi się to też do innych interlokutorów) , ja po prosto nie mam nic sensownego do dodania.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
. >>>>Na koniec tzw. ateizm państwowy. Tylko, że on tak naprawdę ateizmem nie jest. Po prostu wiara w bogów zostaje zastąpiona wiarą w partię. >Aha, a na zachodzie może ateiści zastąpili sobie wiarę w bogów, wiarą w demokrację? Aha - według Pana każdy mądry człowiek musi zaraz być ateistą, a o ludziach indyferentnych religijnie, to coś Pan słyszał. Bo o naturalistach, to wiem, że nie, gdyż chrzani się Panu "ontologiczny" z "ornitologicznym". Oj trochę trzeba doczytać - Szanowny Panie.
>Co do indoktrynacji to oczywiście istnieje, ale pamiętajmy, że to ateiści nią sterują, wychowując nowych ateistów na swoje podobieństwo. Coś słabo znam historię świata, gdyż nie przypominam sobie ani jednego państwa opartego na ateistycznej ideologii. Oczywiście istniały para-religijne ideologie (np. komunizm), w który były wplecione elementy nazywane przez nich ateizmem, a nawet "naukowym ateizmem". Z racjonalnym ateizmem miało to tyle samo wspólnego co Kościół Katolicki ma z nauką.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Coś słabo znam historię świata, gdyż nie przypominam sobie ani jednego państwa opartego na ateistycznej ideologii. Oczywiście istniały para-religijne ideologie (np. komunizm), w który były wplecione elementy nazywane przez nich ateizmem, a nawet "naukowym ateizmem". Nikt rozsądny nie twierdzi, że naziści mordowali dlatego, ponieważ byli Niemcami. Podobnie, nikt rozsądny nie powie, że stalinowcy robili to samo, ponieważ byli ateistami. Jednakże, zaprzeczanie niemieckości nazizmu jest podobne do zaprzeczania ateizmu stalinowskiego reżimu. Zbiór ateistów zawiera ludzi o różnych poglądach na politykę i wszystko inne oprócz istnienia bogów, według mnie niczego to ateizmowi nie ujmuje, aby było o co drzeć szaty.
>Z racjonalnym ateizmem miało to tyle samo wspólnego co Kościół Katolicki ma z nauką. Dodatkowe oprzymiotnikowanie stosunkowo oczywistych terminów przynosi czasem tylko zamęt. Osobiście wolę racjonalnych ludzi, racjonalne myślenie lub zachowania, ateizm niech sobie zostanie ateizmem, ale jak kto uważa. Nie sądzę, aby to określenie (ateizm) wymagało specjalnego dowartościowania, albo żeby była potrzeba tworzenia gatunków ateizmu. Wtedy przestajemy mieć do czynienia z ateizmem, a zaczynamy z ideologią.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | >>>>Coś słabo znam historię świata, gdyż nie przypominam sobie ani jednego państwa opartego na ateistycznej ideologii. Oczywiście istniały para-religijne ideologie (np. komunizm), w który były wplecione elementy nazywane przez nich ateizmem, a nawet "naukowym ateizmem". >Nikt rozsądny nie twierdzi, że naziści mordowali dlatego, ponieważ byli Niemcami. Podobnie, nikt rozsądny nie powie, że stalinowcy robili to samo, ponieważ byli ateistami. A mnie wydawałoby się, że nikt rozsądny nie zestawia ideologii (religii) z narodowością. Byli niemieccy naziści i radzieccy komuniści. Niemieccy naziści mieli swoją doktrynę, w którą wpleciono elementy chrześcijańskie i starogermańskie, a radzieccy komuniści mieli swoją doktrynę, w którą wpleciono elementy ateizmu.
>Jednakże, zaprzeczanie niemieckości nazizmu jest podobne do zaprzeczania ateizmu stalinowskiego reżimu. Bzurą już jest samo zestawienie. Groch z kapustą.
>Zbiór ateistów zawiera ludzi o różnych poglądach na politykę i wszystko inne oprócz istnienia bogów, według mnie niczego to ateizmowi nie ujmuje, aby było o co drzeć szaty. Tyle że to kompletna bzdura! Nigdy i nigdzie taki zbiór w praktyce nie zaistniał. Powodów do odrzucenia bogów jest wiele. Dlatego do ateizmu dochodzi się przeróżnym drogami i przekonania ateistyczne są mocno zindywidualizowane. Natomiast oczywiście, że istniały ideologie para-religijne np. komunizm, które sobie ateizm wpisały na sztandary. Z racjonalnym ateizmem miało to tyle samo wspólnego co Kościół Katolicki ma z nauką.
>Dodatkowe oprzymiotnikowanie stosunkowo oczywistych terminów przynosi czasem tylko zamęt. Jak, widać niektórym nawet oprzymiotnikowanie nie wystarczy i tak niewiele rozumieją.
>Osobiście wolę racjonalnych ludzi, racjonalne myślenie lub zachowania, ateizm niech sobie zostanie ateizmem, ale jak kto uważa. Ma Pan wolny wybór. Nawet na złość mamie może Pan odmrozić sobie uszy. Tyle, że czy się Panu to podoba, czy nie, to taki światopogląd jak racjonalny ateizm istnieje i w tym zbiorze mieści się duża ilość uczestników naszego forum.
>Nie sądzę, aby to określenie (ateizm) wymagało specjalnego dowartościowania, A czy ktokolwiek tu próbował dowartościować ateizm. Znowu ma Pan kłopoty ze zrozumieniem.
>albo żeby była potrzeba tworzenia gatunków ateizmu. Znowu Pan wymyśla teraz jakieś "gatunki". Szanowny Panie, racjonalny ateizm jest indywidualną postawą, do której dochodzi się własną drogą intelektualną i trudno ateistów nawet pogrupować, ale zdecydowanie się różni od różnych ideologii i religii - np. chrześcijaństwa i komunizmu, gdzie jest konieczność przyjęcia dogmatów na wiarę.
Wielce Szanowny Panie, to nie tylko Pan, to cała myśl katolicka próbuje zestawić ideologię komunistyczną z racjonalnym ateizmem, a uprawnione jest tylko zestawianie komunizmu z chrześcijaństwem. Religii z para-religią walczących o rząd dusz.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | szemrany robert (425 punktów) | Odnoszę wrażenie, i nie odkrywam przy tym Ameryki, że dyskusja obu panów jest skazana na niepowodzenie. W związku z tym pozwolę sobie przedłożyć kilka luźnych uwag, które może pomogą  . Pan Bogusławski pisze o "racjonalnym ateizmie" jako o światopoglądzie, natomiast finerbijk jako o poglądzie - to zasadnicza różnica . Wydaje mi się, że sedno sporu leży przede wszystkim w niefortunnym sformułowaniu "racjonalny ateizm", które jest dla pana Bogusławskiego tożsame z racjonalizmem światopoglądowym, czyli tymi wartościami, które leżą u podstaw Racjonalisty. Finerbijk natomiast postuluje nie dorabianie do poglądu, jakim jest ateizm, określonego światopoglądu czy ideologii. Możliwe, że obaj zgadzacie się z wszystkimi tymi tezami, a spór toczy się wyłącznie o słowa. Osobna kwestia to stalinizm, który ateistyczny był w tym sensie, że nie było tam boga z zaświatów, natomiast istniał kult wodza. System ten miał charakter religijny lub parareligijny (dogmaty, wiara), ot ideologia z monopolem na prawdę. Tak więc znów kwestia doboru słów. Wydaje mi się, że obaj myślicie podobnie, ale ubieracie to w odmienne słowa. Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić  .
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > Wydaje mi się, że obaj myślicie podobnie, ale ubieracie to w odmienne słowa. Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić .Szanowny Panie Robercie, proponuję zacząć od tego samego co ja zawsze czynię. Przeczytania ze zrozumieniem całej dyskusji. Mój spór - o ile to można w ogóle nazwać sporem - z Panem Finerbijkiem jest zasadniczym na naszym forum, gdyż dotyczy spraw światopoglądowych. Moim zdaniem - (uzasadniałem to już tu wielokrotnie) najważniejszą cechą naszego światopoglądu jest stosunek do wiary. (wiary w cokolwiek - przedmiot wiary ma tu zupełnie drugorzędne znaczenie). Uważam, że każda wiara nas ogranicza, a im jest głębszą to tym bardziej.Dlatego widzę zasadniczą różnicę pomiędzy religijnym ateizmem przyjętym na skutek wiary, a ateizmem przyjętym rozumowo, na skutek pracy intelektualnej. > Odnoszę wrażenie, i nie odkrywam przy tym Ameryki, że dyskusja obu panów jest skazana na niepowodzenie.Tu zgadzam się całkowicie, ale ja biorę pod uwagę jeszcze jeden aspekt sprawy. Mamy sporą część inteligentnych czytelników, którym ten spór pomaga w wypracowaniu sobie własnego zdania i tylko dlatego go prowadzę. > W związku z tym pozwolę sobie przedłożyć kilka luźnych uwag, które może pomogą .> Pan Bogusławski pisze o "racjonalnym ateizmie" jako o światopoglądzie, natomiast finerbijk jako o poglądzie - to zasadnicza różnica.Przepraszam, a jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy poglądem a światopogladem? Dotychczas myślałem, że światopogląd jest zbiorem pogladów. Czyżbym się mylił? > Wydaje mi się, że sedno sporu leży przede wszystkim w niefortunnym sformułowaniu "racjonalny ateizm", które jest dla pana Bogusławskiego tożsame z racjonalizmem światopoglądowym, czyli tymi wartościami, które leżą u podstaw Racjonalisty.Panu mogą się wydawać różne rzeczy. Ja jestem całkowicie przekonanym o jego "fortunności" i przedstawiłem sporo argumentów dla obrony tego stanowiska. Dostrzegam różnicę pomiedzy "racjonalizmem światoglądowym", a "racjonalnym ateizmem". Wiem że Pana Finerbijka nie przekonałem i wcale mnie to nie dziwi, ale że Pana też nie to szkoda. Choć teraz - poza apelem aby ponownie przeczytał Pan całość rozmowy i przemyślał użyte w niej argumenty - niewiele więcej mogę już zrobić. > Finerbijk natomiast postuluje nie dorabianie do poglądu, jakim jest ateizm, określonego światopoglądu czy ideologii.Co robi Pan Finerbijk, dla niektórych jest trudne od odgadnięcia, a jeszcze trudniejsze do zrozumienia. Od innych dostaje brawa. Ateizm nie tyle jest poglądem - co przekonaniem i może mieć przeróżne intelektualne podstawy. Ateizm wynikający z wiary, jest alternatywnym do ateizmu racjonalnego wynikającego z refleksji intelektualnej. Mieszanie tych dwu ateizmów wynika albo z głupoty, albo z chęci ideologicznej manipulacji.> Możliwe, że obaj zgadzacie się z wszystkimi tymi tezami, a spór toczy się wyłącznie o słowa.Nie jest to takie trudne. Wystarczy wpisać w Googla "racjonalny ateizm" aby przekonać się z jak gwałtownym i napastliwym atakiem, to pojęcie spotyka się na katolickich stronach i wśród katolickiej inteligencji, a więc dla katolickich ideologów ma ogromne znaczenie jego utrącenie lub choćby zmiękczenie. Szanowny Panie, ja na swoje poglądy, a dalej na światopogląd, pracowałem całe życie. Co wcale nie znaczy, że błądzę lub się w czymś nie mylę, ale to znaczy, że na ogół wiem i rozumiem o czym mówię i mam do tego stosowne argumenty. (Proponuję jednak sięgnąć do naszego archiwum, w którym znajdzie Pan wiele moich argumentów uszczegółowiających to stanowisko). > Osobna kwestia to stalinizm, który ateistyczny był w tym sensie, że nie było tam boga z zaświatów, natomiast istniał kult wodza.Dla Pana ateizmem jest religia, która uznaje kult boga żywego, a religią teistyczną jest dopiero taka, która uznaje kult boga transcendentalnego? Przykro mi, ale religioznawstwo nas uczy, że różne religie posiadają różnych bogów. Także tych żywych. > System ten miał charakter religijny lub parareligijny (dogmaty, wiara), ot ideologia z monopolem na prawdę.Tak, hitleryzm i stalinizm były religiami (para-religiami) i dlatego komunistyczny ateizm był częścią ich wyznania. Elementem tej religii (para-religii) i dlatego zdecydowanie, a nawet alternatywnie, różni się od ateizmu racjonalistycznego. Zresztą właśnie tu (ateizm = komunistyczny ateizm) - ten ideologiczny "pies jest pogrzebany" i dla którego drugim elementem katolickiej walki o dusze jest społecznie pozytywny odbiór pojęcia "racjonalny", pod który fideiści też chcieliby się podpisać, lub gdy to jest niemożliwym, to choć trochę zdeprecjonować jego znaczenie. > Tak więc znów kwestia doboru słów.Tak, Szanowny Panie Robercie, to kwestia doboru słów i terminologii, tylko tak jakoś dziwnie się składa, że ludzie za pomocą słów się porozumiewają i za pomocą słów wiodą spory. Słowa są potężnym orężem i dlatego warto walczyć o słowa. Rzeczy należy nazywać po imieniu, a nie bawić się w zaciemnianie pojęć i kręcenie nimi. Przepraszam, ale na zakończenie zacytuję samego siebie z wcześniejszego postu do Pana: Cytat: Myślę że teraz jestem przez Pana i wszystkich, którzy chcą zrozumieć lepiej zrozumianym, a jak ktoś nie chce, to i Święty Boże nie pomoże. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | > Powodów do odrzucenia bogów jest wiele. Dlatego do ateizmu dochodzi się przeróżnym drogami i przekonania ateistyczne są mocno zindywidualizowane. Oczywiście ma Pan rację. Ale czy ktoś dojdzie do ateizmu w kościele, czy na plenum partii, to koniec końców dochodzi do tego samego wniosku - bogów nie ma. Ja rozumiem, że niektórych ateistów mogą uwierać absurdalne argumenty religiantów, że ateizm prowadzi do zbrodni i tyranii, za przykład podających różne totalitarne systemy, dlatego chcąc się odciąć ateiści ci różnicują ateizm na ten lepszy i gorszy, tak jakby każdy dobry ateista musiał najpierw urodzić się w religijnej rodzinie, a potem sobie wypracować swój ateizm na drodze własnych przemyśleń. Inna kwestia to niechęć do czystego racjonalizmu, który według definicji nie musi być domeną wyłącznie ateistów, stąd zapewne to połączenie - racjonalny ateizm.
W żadnym wypadku się nie upieram, aby odmawiać zasadności czy bytu racjonalnemu ateizmowi. Zwracam tylko uwagę na fakt, że sam ateizm oznacza tylko to, co oznacza, a odmawianie komuś prawa nazywania się ateistą (również tym racjonalnym) tylko dlatego, że urodził się w kraju gdzie ateizm dominuje, lub że jest przekonany o słuszności programu tej lub innej partii, to niedorzeczność. Pomijam tutaj kult jednostki, gdyż obecnie można o nim mówić jedynie w Korei Północnej, a gros ateistów mieszka w Chinach i Rosji.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Powodów do odrzucenia bogów jest wiele. Dlatego do ateizmu dochodzi się przeróżnym drogami i przekonania ateistyczne są mocno zindywidualizowane. >Oczywiście ma Pan rację. Ale czy ktoś dojdzie do ateizmu w kościele, czy na plenum partii, to koniec końców dochodzi do tego samego wniosku - bogów nie ma. Przy dyskusji z Panem, to nawet tego nie jestem już pewien? Wydawało mi się, że jakieś minimum racjonalne trzeba spełniać, aby wdawać się w rozmowy na tym forum. Jak widać się myliłem. Tak ma Pan sto procent, że jak ktoś "dochodzi" w stodole, czy pod stodołą, to tylko do głupoty dochodzi. Dlatego radzę "dochodzić" do rozumu w bibliotekach, a przynajmniej przy książkach.
>Ja rozumiem, że niektórych ateistów mogą uwierać absurdalne argumenty religiantów, że ateizm prowadzi do zbrodni i tyranii, za przykład podających różne totalitarne systemy, dlatego chcąc się odciąć ateiści ci różnicują ateizm na ten lepszy i gorszy, tak jakby każdy dobry ateista musiał najpierw urodzić się w religijnej rodzinie, a potem sobie wypracować swój ateizm na drodze własnych przemyśleń. Może Pan i doskonale potrafi zrozumieć się z niektórymi ateistami, ale akurat mnie nie uwiera ani teizm, ani ateizm tylko głupota, a głupota - poza patologią - wynika z zastępowania skomplikowanej wiedzy naukowej, upraszającą rozumienie rzeczywistości (światopogląd) wiarą. Wiarą w cokolwiek - nawet i w naukę - nie mówiąc już o przeróżnych ideologiach (religiach).
>Inna kwestia to niechęć do czystego racjonalizmu, który według definicji nie musi być domeną wyłącznie ateistów, stąd zapewne to połączenie (racjonalny ateizm). Znowu bzdury. Co to znaczy "czysty racjonalizm"? Red. Agnosiewicz pisze: Najkrótsza definicja ideologii racjonalistycznej - Człowiek jest istotą zasadniczo irracjonalną, która podejmuje decyzje i działania w 90 procentach przypadków mające inne pobudki niż 'czyste' uzasadnienie intelektualne. Racjonalność polega na tym, że korzystamy z pozostałych 10 procent. Racjonalizm zaś to obrona owych '10%'. To jest ten "czysty racjonalizm"? Czy ten z Wikipedii: Racjonalizm światopoglądowy odrzuca przyjmowanie na samą tylko wiarę religijnych, filozoficznych, społecznych i politycznych dogmatów, choć nie jest całkowicie ateistyczny, ani rewolucyjny społecznie. Racjonaliści przyjmują tylko te spośród elementów wiedzy i wierzeń, które dają się uzasadnić na podstawie czysto logicznego myślenia oraz empirycznego poznania. Racjonalizm proszę Szanownego Pana tylko odrzuca przyjmowanie przekonań "na wiarę". Wszystko jedno teistycznych, czy ateistycznych. Wymaga procesu intektualnego, który dla nieracjonalistów jest zupełnie niedostępnym.
>W żadnym wypadku się nie upieram, aby odmawiać zasadności czy bytu racjonalnemu ateizmowi. Mnie Pańskie zacietrzewienie i upór tylko bawią, natomiast ludzka ciekawość prowadzi do zastanowienia, czy naprawdę tak prostego wywodu inteligentny człowiek nie może zrozumieć? Jakie są tego przyczyny charakterologiczne, intelektualne, czy ideologiczne? Jakieś być muszą?
>Zwracam tylko uwagę na fakt, że sam ateizm oznacza tylko to, co oznacza, a odmawianie komuś prawa nazywania się ateistą (również tym racjonalnym) tylko dlatego, że urodził się w kraju gdzie ateizm dominuje, lub że jest przekonany o słuszności programu tej lub innej partii, to niedorzeczność. Niedorzeczności to Pan tu opowiada nawet w powyższym zdaniu. Wynika z niego, że nie tylko nic Pan z mojego wywodu nie zrozumiał, ale wszystko się Panu po.... merdało. __________________________________________
W poście wyżej Pan Maceox, który ma przygotowanie psychologiczne próbuje to wszystko Panu jakoś wyjaśnić, ale posądzam, że też nie da rady.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 6 na 6 | finerbijk (17282 punktów) | > Jak widać się myliłem. Tak ma Pan sto procent, że jak ktoś "dochodzi" w stodole, czy pod stodołą, to tylko do głupoty dochodzi.Nic nie wspominałem o dochodzeniu do czegokolwiek przy budynkach gospodarczych proszę Pana. Pisze Pan górnolotnie o racjonalności rozmowy, a zdanie dalej takie dyrdymały  . Gdzie Pan nie potrafi znaleźć kontrargumentu, to posądza o niezrozumienie, zacietrzewienie i upór. Nie umiem tak dyskutować, proszę wybaczyć.
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
. > >>>Wydawało mi się, że jakieś minimum racjonalne trzeba spełniać, aby wdawać się w rozmowy na tym forum. Jak widać się myliłem. Tak ma Pan sto procent racji, że jak ktoś "dochodzi" w stodole, czy pod stodołą, to tylko do głupoty dochodzi. Dlatego radzę "dochodzić" do rozumu w bibliotekach, a przynajmniej przy książkach. Tak ma Pan sto procent, że jak ktoś "dochodzi" w stodole, czy pod stodołą, to tylko do głupoty dochodzi.> Nic nie wspominałem o dochodzeniu do czegokolwiek przy budynkach gospodarczych proszę Pana.Cały mój wywód o przyjmowaniu ateizmu jako przedmiotu wiary lub dochodzeniu do niego drogą intelektualną. Intelektualista - Wielce Szanowny Pan Finerbijk kwituje: Cytat: czy ktoś dojdzie do ateizmu w kościele, czy na plenum partii, "Stodoła" - to tylko logika, która z Pańskich wywodów wynika. > Pisze Pan górnolotnie o racjonalności rozmowy, a zdanie dalej takie dyrdymały .Do rozmowy, to są potrzebne dwie strony. Mające pojęcie o czym mówią, gdyż inaczej to są tylko takie dyrdymały, z jakimi usiłuje się Pan włączać do rozmowy. > Gdzie Pan nie potrafi znaleźć kontrargumentu, to posądza o niezrozumienie, zacietrzewienie i upór.Biedny i niezrozumiany Pan Finerbijk! Coraz więcej osób już nie potrafi Pana zrozumieć, a sam siebie, to Pan jeszcze rozumie? Ani Pan, ani ja nie jesteśmy sędziami we własnej sprawie. Osądzają nas czytelnicy, a nikt nie jest w stanie nas bardziej skompromitować, niż uczynimy to sami. > Nie umiem tak dyskutować, proszę wybaczyć.Tak - moim zdaniem - zupełnie nie potrafi Pan dyskutować, a co jeszcze gorsze, że żaden sposób z dyskusji nie potrafi skorzystać. Pan tylko chciałby tu narzucać swoje nieuprawnione racjonalnie - czyli wprost bzdurne - przekonania. To trochę za mało, jak na racjonalistyczne forum. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >>Na koniec tzw. ateizm państwowy. Tylko, że on tak naprawdę ateizmem nie jest .Po prostu wiara w bogów zostaje zastąpiona wiarą w partię. >Aha, a na zachodzie może ateiści zastąpili sobie wiarę w bogów, wiarą w demokrację? We wszystko można wierzyć, również w demokrację. Np: jeśli ktoś jest święcie przekonany o tym, że demokracja usunie wszystkie problemy społeczne i zapewni ludziom szczęście, to ja bym powiedział, że on właśnie wierzy w demokrację.
Wiara to tylko przyjmowanie za prawdziwe twierdzenia racjonalnie i empirycznie nieuzasadnionego.
>W partię nie trzeba wierzyć, bo ona istnieje realnie o czym każdy może się przekonać. Masz tu w tym zdaniu tylko częściowo rację. W partię jako zbiór ludzi i metod, jakimi się posługuje zupełnie nie trzeba wierzyć, bo są one stwierdzalne empirycznie.
Jednak juz w partię jako ideę - jako środek do realizacji jedynie słusznego programu - albo w partię, którego wodza się czci - to już trzeba wierzyć.
Czym innym jest wiara, a czym innym przedmiot wiary.
Przedmiotem wiary może być prawie wszystko - religia teistyczna (z sacrum) to tylko jeden przykład.
>Co do indoktrynacji to oczywiście istnieje, ale pamiętajmy, że to ateiści nią sterują, wychowując nowych ateistów na swoje podobieństwo. Może się zdarzyć i zdarza się, że ludzie niewierzący w Boga indoktrynują mlode pokolenia jakąs swoją inną wiarą - np. wiarą w komunizm.
Jednak w żadnym razie człowiek niewierzący w Boga nie może nikogo indoktrynować niewiarą w Boga. W tym zakresie po prostu pozostaje racjonalny - więc nie ma tu żadnej indoktrynacji.
Oczywiście zdarza się (zależy od definicji ateisty) - że są ateiści święcie wierzący w to, że Boga nie ma. Może się to w każdym razie stać taką ideą fixe, że od innych przedmiotów wiary niewiele się będzie różniło. Tymczasem empirycznie to tylko odkrywamy otaczający nas świat i o żadnym Bogu nie ma w ogóle mowy - a to zupełnie nie to samo, co przyjęcie, że go nie ma.
P.S. Zdarzyło mi się coś mało racjonalnego - odpowiedziałem na Twojego posta, zanim zapoznałem się z wszystkimi juz istniejącymi odpowiedziami. Powtórzylem więc w zasadzie większość argumentow. Jednak posta zostawiam, bo może coś tam nieco inaczej ująłem, co sprawi, że przynajmniej jakoś minimalnie wzbogaci dyskusję. A to już warto.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | Do wszystkiego innego już się odniosłem gdzie indziej, więc się nie będę powtarzał, tylko to jedno:
>Oczywiście zdarza się (zależy od definicji ateisty) - że są ateiści święcie wierzący w to, że Boga nie ma. Definicja: Ateizm - odrzucenie teizmu lub stanowisko, że bogowie nie istnieją. Czym to się różni od wiary, że Boga nie ma? To tylko gra słów, nic więcej. Dlaczego ateista nie może wierzyć w słuszność realnego socjalizmu, albo w czerwony kapitalizm, który obowiązuje w Chinach?
>Tymczasem empirycznie to tylko odkrywamy otaczający nas świat i o żadnym Bogu nie ma w ogóle mowy - a to zupełnie nie to samo, co przyjęcie, że go nie ma. W praktyce to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ jedno i drugie prowadzi do odrzucenia religii i takiego postępowania, jakby bogów nie było.
Jeśli Bóg by się objawił i odowodnił empirycznie swoje istnienie, to zarówno "niewierzący" ateiści, jak i ci dla których "nie ma mowy o Bogu" (których raczej powinniśmy nazwać agnostykami), musieliby przyjąć ten fakt z całym dobrodziejstwem inwentarza, nieważne co ich doprowadziło do swojego ateizmu. Póki, co to jeden pies.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | maceox (6766 punktów) | Tak zupełnie ogólnie to się z Tobą w zasadzie zgadzam. Gdybyśmy sobie siedli na spokojnie przy piwku, to wszystkie te drobne różnice by się zatarły. Jednak tu, na forum - na tym właśnie forum - jest czasem również istotne, żeby dopracować szczegóły. A w tej dyskusji wcale nie są one nieistotne.
Ponieważ nie zakwestionowałeś definicji wiary, którą przytoczyłem, to może będzie to dobry, wspólny punkt wyjścia: wiara jest przyjęciem twierdzenia za prawdziwe bez dostatecznych racjonalno-empirycznych uzasadnień.
Teraz proszę Cię, żebyś przeczytał dwa zdania:
"Nie obejrzałem prognozy pogody i nie zakładam, że jutro spadnie śnieg" "Nie obejrzłem prognozy pogody i zakładam, że jutro nie spadnie śnieg"
Czy dostrzegasz różnicę między tymi dwoma zdaniami?
A teraz takie dwa zdania:
"nie wierzę w Boga" "wierzę, że Boga nie ma"
Są one dokładnie tak samo różne, jak zdania o śniegu, które przytoczyłem powyżej. W pierwszym przypadku ktoś nie przyjmuje żadnego twierdzenia bez uzasadnienia. A w drugim jak najbardziej.
I to nie jest żadna gra słów. Po prostu nie można dowieść NIEISTNIENIA czegoś, czego nie da się zweryfikować. Dlatego wiara w nieistnienie Boga jest prawie taka sama, jak każda inna, tyle że ukierunkowana na negację.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z kimś, kto mówi, że "nie wierzy w Boga" - on po prostu nie zakłada tego Boga bez uzasadnienia.
No dobra, a co w sytuacji, jeśli ktoś powie:
"Nie wierzę, że Boga nie ma"? Zależy oczywiście, co on sam pod tym niby podwójnym przeczeniem rozumie. Zdanie to zwykle będzie znaczyło, że on wierzy w Boga. Jednak w kontekście tego, co napisałem powyżej - o ile taka osoba dodałby szybko, że w Boga też nie wierzy - wszystko stałoby się jasne. Ona po prostu niczego nie przyjmuje na wiarę. Nawet nieistnienia czegoś, czego nie da się zweryfikować (a zwłaszcza tego) osoba ta nie przyjmuje. Ona po prostu jest afideistą.
>>Oczywiście zdarza się (zależy od definicji ateisty) - że są ateiści święcie wierzący w to, że Boga nie ma. >Definicja: Ateizm - odrzucenie teizmu lub stanowisko, że bogowie nie istnieją. Czym to się różni od wiary, że Boga nie ma? Ale co się ma nie różnić od wiary, że Boga nie ma?
1. odrzucenie teizmu? czy 2. stanowisko, że bogowie nie istnieją? czy 3. odrzucenie teizmu i stanowisko, że bogowie nie istnieją?
Każde z tych zdań oznacza trochę co innego, a według wskazanej przez Ciebie definicji ateistą może być zarówno osoba przyjmująca zdanie 1, jak i ta przyjmująca zdanie 2, jak również ta, która przyjmuje zdanie 3 (w definicji użyto łącznika "lub").
Jednak we wszystkich tych punktach zależy od przesłanek, na jakich "odrzuca" lub "przyjmuje stanowisko". Jeśli dlatego, że nie wierzy w Boga, to jak najbardziej różni się to od wiary, że nie ma Boga - jak napisałem wyżej. A jeśli dlatego, że wierzy, że nie ma Boga, to wtedy niczym się to nie różni od wiary, że nie ma Boga, bo to wtedy właśnie jest to.
>To tylko gra słów, nic więcej. nie tylko - wyjaśnię poniżej
>Dlaczego ateista nie może wierzyć w słuszność realnego socjalizmu, albo w czerwony kapitalizm, który obowiązuje w Chinach? Może! Kto napisał, że nie może? Przecież nawet o tym pisałem w poprzednim poście. Chyba zaczyna to do Ciebie trafiać. >>Tymczasem empirycznie to tylko odkrywamy otaczający nas świat i o żadnym Bogu nie ma w ogóle mowy - a to zupełnie nie to samo, co przyjęcie, że go nie ma. >W praktyce to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ jedno i drugie prowadzi do odrzucenia religii i takiego postępowania, jakby bogów nie było. To ma duże znaczenie w praktyce. Pisałem coś o idei fixe. Chodzi o to, że jak ktoś wierzy, (nawet w to, że Boga nie ma), to staje się to dla niego obsesją, racją bytu, a nawet jedyną słuszną prawdą. Jeśli na prawdę głęboko wierzy w negację czegoś, czego nie da się dowieść, to prawdę mówiąc nie wiem, czy bardziej współczuć jemu, czy temu, który wierzy w coś, czego nie da się dowieść. >Jeśli Bóg by się objawił i odowodnił empirycznie swoje istnienie, to zarówno "niewierzący" ateiści, jak i ci dla których "nie ma mowy o Bogu" (których raczej powinniśmy nazwać agnostykami), musieliby przyjąć ten fakt z całym dobrodziejstwem inwentarza, nieważne co ich doprowadziło do swojego ateizmu. Tak, to prawda >Póki, co to jeden pies. Ale co? Niewierzący ateiści i agnostycy? Wyglądają mi rzeczywiście podobnie, ale czy to na pewno to samo... można się i temu przyjrzeć z bliska. Pozdrawiam
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Czy dostrzegasz różnicę między tymi dwoma zdaniami? Rozumiem tę różnicę, ale ona nie neguje ateizmu obu stanowisk, a o to się toczył tutaj spór. Ktoś, kto wierzy, że bogowie nie istnieją, nie może być nazywany fideistą (jak sugerowano w tym wątku). Definicja za wiki: "Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe, a jedynym źródłem wiedzy w kwestiach wiary i etyki może być jedynie stała tradycja ludzkości oparta ostatecznie na pierwotnym Bożym Objawieniu. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu." Niewierzący w istnienie bogów nie powołuje się na żadne objawienia, czy tradycje, ani nie twierdzi, że w inny sposób nadprzyrodzony uzyskał swoje przekonanie, a więc w sensu lato można go z powodzeniem zrównać z osobą, która nie ma żadnego zdania na istnienie takich bytów z przyczyn braku doświadczeń empirycznych. Wiara w Boga implikuje cały szereg konsekwencji dla wierzącego, podczas gdy wiara w niestnienie Boga kończy się tym samym, czym w przypadku osoby odrzucającej Boga z powodu braku dowodów na jego istnienie, czyli na niczym. Niewiarę taką możemy określić jako stganowisko bliższe pewności, że bogowie nieistnieją, niż w drugim przypadku.
>>Definicja: Ateizm - odrzucenie teizmu lub stanowisko, że bogowie nie istnieją. Czym to się różni od wiary, że Boga nie ma? >Ale co się ma nie różnić od wiary, że Boga nie ma? >1. odrzucenie teizmu? >czy >2. stanowisko, że bogowie nie istnieją? >czy >3. odrzucenie teizmu i stanowisko, że bogowie nie istnieją? Odrzucenie teizmu przez agnostyka daje te same konsekwencje, jak stanowisko ateisty, że bogowie nie istnieją, chociaż wynikać może odmiennego sposobu myślenia.
>To ma duże znaczenie w praktyce. Pisałem coś o idei fixe. Chodzi o to, że jak ktoś wierzy, (nawet w to, że Boga nie ma), to staje się to dla niego obsesją, racją bytu, a nawet jedyną słuszną prawdą. To trochę daleko posunięte twierdzenia. Konieczność wiary napotykamy na każdym kroku w życiu codziennym i niekoniecznie musi to prowadzić do jakichś obsesji. Wjeżdżając na most przyjmuję na wiarę, że został dobrze zbudowany i nie zawali się, itd., itp. Całkowite wyrzeczenie się wiary prowadzi do paranoi. Wiara w nieistnienie może z powodzeniem pozostawać jedyną słuszną prawdą, dopóki ktoś nie udowodni, że jest inaczej. Wiara zastępuje wiedzę, kiedy brakuje tej ostatniej (oczywiście nie powinna jej zastępować), kiedy nie ma możliwości bezpośredniego doświadczenia.
>Jeśli na prawdę głęboko wierzy w negację czegoś, czego nie da się dowieść, to prawdę mówiąc nie wiem, czy bardziej współczuć jemu, czy temu, który wierzy w coś, czego nie da się dowieść.
>>Póki, co to jeden pies. >Ale co? Niewierzący ateiści i agnostycy? Różnica to kwestie estetyki i emocji. Osobiście wolę stanowisko agnostyczne, ale uważam, że sama wiara w nieistnienie zaświatów nie jest w niczym niebezpieczna, bo sama taka wiara nie każe podejmować jakichkolwiek działań na szkodę myślących inaczej.
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Fizyk (17637 punktów) | > Wjeżdżając na most przyjmuję na wiarę, że został dobrze zbudowany i nie zawali się, itd., itp.
Mylisz wiarę z racjonalnym postępowaniem w obliczu niepełnej wiedzy.
> Całkowite wyrzeczenie się wiary prowadzi do paranoi.
Pozdrowienia od paranoika.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | > Mylisz wiarę z racjonalnym postępowaniem w obliczu niepełnej wiedzy.Wiem, że niektórzy na słowo "wiara" dostają biegunki. Sorry memory, niech będzie "racjonalne postępowanie w obliczu niepełnej wiedzy"  > Pozdrowienia od paranoika.Też pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | perun (8610 punktów) |
> Wiem, że niektórzy na słowo "wiara" dostają biegunki. Sorry memory, niech będzie "racjonalne postępowanie w obliczu niepełnej wiedzy"  Wierzę, że Ona mnie kocha. Kiedyś tak mówiłem i dopiero teraz widzę jak głupio to musiało brzmieć. Od teraz będę mówił ; w obliczu niepełnej wiedzy na temat Jej uczuć zakładam, że być może mnie kocha.  PS. Coś żle ucelowałem finerbijk. Się już poprawiłem z tym minusem 
Ci, którzy zrzekają się nieodłącznej człowiekowi wolności, w celu uzyskania krótkotrwałej odrobiny bezpieczeństwa, ani na jedno, ani na drugie nie zasługują - George Washington
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | > Od teraz będę mówił ; w obliczu niepełnej wiedzy na temat Jej uczuć zakładam, że być może mnie kocha.Jej lepiej chyba w ten sposób nie mówić, heh. > PS. Coś żle ucelowałem finerbijk. Się już poprawiłem z tym minusem  Spoko, na minusy i tak się nie obrażam, jak niektórzy tutaj.
|
|
| | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Ktoś, kto wierzy, że bogowie nie istnieją, nie może być nazywany fideistą (jak sugerowano w tym wątku). Jeśli on w to WIERZY, to on nie tylko może być nazwany fideistą, ale on jest fideistą.
>"Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi". Dokładnie tak!
>Według fideisty poznanie religijne [ oparte na wierze] w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe, a jedynym źródłem wiedzy w kwestiach wiary i etyki może być jedynie stała tradycja ludzkości oparta ostatecznie na pierwotnym Bożym Objawieniu [ wierze]. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu." Poprawiłem tę definicję, bo miała tendencję do zbytniego czepiania się akurat jednego rodzaju fideizmu, a mianowicie fideizmu religijnego.
>Niewierzący w istnienie bogów nie powołuje się na żadne objawienia Niewierzący raczej na pewno tego nie czyni, pytanie co robi wierzący. Na co powołuje się wierzący w nieistnienie Boga?
>czy tradycje właśnie tu jest pies pogrzebany. Otóż sądzę, że o ile rzadko poprzez objawienie, o tyle już całkiem prawdopodobnie wierzący w nieistnienie Boga przyjmuje taką postawę np. ze względu na tradycję, np. po rodzicach, albo ze względu na WPŁYW OTOCZENIA. Jest wszak fideistą.
>ani nie twierdzi, że w inny sposób nadprzyrodzony uzyskał swoje przekonanie, To, że nie twierdzi, że w sposób nadprzyrodzony je uzyskał, to tylko tyle znaczy, że nie jest na maksa pogięty, ale to jeszcze nie znaczy, że nie jest fideistą. Jeśli np. zakochał się w ateistce i tylko z tego względu - chcąc się jej przypodobać - wciąż czynnie poświadcza swój ateizm, to jest wypisz wymaluj fideistą - wierzącym w nieistnienie Boga.
>a więc w sensu lato można go z powodzeniem zrównać z osobą, która nie ma żadnego zdania na istnienie takich bytów z przyczyn braku doświadczeń empirycznych. Jak widać nie można. Ateista przez WPŁYW OTOCZENIA nie ma nic wspólnego z wolnomyślicielem.
>Wiara w Boga implikuje cały szereg konsekwencji dla wierzącego, podczas gdy wiara w niestnienie Boga kończy się tym samym, czym w przypadku osoby odrzucającej Boga z powodu braku dowodów na jego istnienie, czyli na niczym. Guzik prawda. Wiara jest zawsze okłamywaniem samego siebie. Chodzi o postawę poznawczą. DLACZEGO ON JEST ATEISTĄ? Bardzo liczy się to, jak on do tego doszedł. Dopiero droga rozumowania świadczy o jego fideiźmie lub afideiźmie. Jeśli przyjął to na wiarę, bo twierdzi, że tak jest fajowo, bo Behemot, który podarł biblię tak śpiewa, a w oazie to same cnotki siedzą (notabene zupełny fałsz) - to on jest fideistą.
>Niewiarę taką możemy określić jako stanowisko bliższe pewności, że bogowie nieistnieją, niż w drugim przypadku. Im kto większą ma pewność w kwestii Boga, z tym większym dystansem do niego podchodzę. Pachnie mi z daleka fideizmem. Np. w nauce mamy tylko wciąż coraz bardziej doskonałe modele rzeczywistości. I bardzo daleko im jeszcze do doskonałości. Gdzie tam pewność.
>Odrzucenie teizmu przez agnostyka daje te same konsekwencje, jak stanowisko ateisty, że bogowie nie istnieją, chociaż wynikać może z odmiennego sposobu myślenia. Wszystko zależy od sposobu myślenia. Są religijni agnostycy i są wierzący ateiści.
>>To ma duże znaczenie w praktyce. Pisałem coś o idei fixe. Chodzi o to, że jak ktoś wierzy, (nawet w to, że Boga nie ma), to staje się to dla niego obsesją, racją bytu, a nawet jedyną słuszną prawdą. >To trochę daleko posunięte twierdzenia. Konieczność wiary napotykamy na każdym kroku w życiu codziennym i niekoniecznie musi to prowadzić do jakichś obsesji. Wjeżdżając na most przyjmuję na wiarę, że został dobrze zbudowany i nie zawali się, itd., itp. Tu mamy do czynienia z wieloznacznością pojęcia wiary. Wiara w to, że most wytrzyma nie jest NIEUZASADNIONYM TWIERDZENIEM, a więc nie jest wiarą z naszej definicji, którą chyba przyjęliśmy. W każdym razie jej nie zakwestionowałeś.
>Całkowite wyrzeczenie się wiary prowadzi do paranoi. Są tacy, którzy rozumują odwrotnie, a mianowicie, że: Tylko całkowite wyrzeczenie się wiary nie prowadzi do paranoi
>Wiara w nieistnienie może z powodzeniem pozostawać jedyną słuszną prawdą, dopóki ktoś nie udowodni, że jest inaczej. Jedyna słuszna prawda to gówno prawda. Np. nauka nic nie wie o prawdzie. Ewentualnie się do niej zbliża.
>Wiara zastępuje wiedzę, kiedy brakuje tej ostatniej A po co zastępować wiedzę? Nie wystarczy powiedzieć "nie wiem"?
>(oczywiście nie powinna jej zastępować) oczywiście
>kiedy nie ma możliwości bezpośredniego doświadczenia. To masz wtedy obserwacje pośrednie (patrz czarne dziury), poparte obliczeniami. Ewentualnie hipotezy - również oparte na tym, co już wiemy i na racjonalnym rozumowaniu. Wierzyć to znaczy przyjmować coś bez uzasadnienia. Niektórzy mówią, że im taka postawa do niczego nie jest potrzebna.
>>Jeśli na prawdę głęboko wierzy w negację czegoś, czego nie da się dowieść, to prawdę mówiąc nie wiem, czy bardziej współczuć jemu, czy temu, który wierzy w coś, czego nie da się dowieść. >>>Póki, co to jeden pies. >>Ale co? Niewierzący ateiści i agnostycy? >Różnica to kwestie estetyki i emocji. A jest między nimi w ogóle jakaś różnica?
>[...] uważam, że sama wiara w nieistnienie zaświatów nie jest w niczym niebezpieczna, bo sama taka wiara nie każe podejmować jakichkolwiek działań na szkodę myślących inaczej. Sama wiara teoretycznie niby nigdy nie jest niebezpieczna. Np. wiara w chrześcijaństwo albo w komunizm sama w sobie nikomu nic złego nie zrobiła. Tylko zobacz co się w konsekwencji dzieje z ludźmi indoktrynowanymi i ślepo wierzącymi w słuszność przedmiotu ich wiary. Z wierzącymi w ateizm może być dokładnie tak samo. Dzisiaj tylko obsikają kościół i podrą biblię, a jutro ...? Fideista jest w stanie zrobić wszystko dla obrony swojej JEDYNIE SŁUSZNEJ PRAWDY ... i wtłoczenia jej innym.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Jeśli on w to WIERZY, to on nie tylko może być nazwany fideistą, ale on jest fideistą. Nie jestem pewien, że wierzący w nieistnienie bogów może być nazwany fideistą. Jego wiara jest tylko wątpliwością zbliżoną do przekonania, ale w przypadku pojawienia się dowodów przeciwnych może w każdej chwili ulec zawieszeniu, więc nie jest czymś irracjonalnym w odróżnieniu od wiary w istnienie. Wiara w nieistnienie świata nadprzyrodzonego nie może wymagać dowodów, bo takich nie ma. Inaczej mówiąc, wiara wierze nierówna.
>Niewierzący raczej na pewno tego nie czyni, pytanie co robi wierzący. Na co powołuje się wierzący w nieistnienie Boga? Może się powoływać na sprzeczności w przekazach religijnych ze stanem wiedzy naukowej, niespójności wewnętrzne tych przekazów i brak wiarygodnych przesłanek na rzecz ich prawdziwości.
>To, że nie twierdzi, że w sposób nadprzyrodzony je uzyskał, to tylko tyle znaczy, że nie jest na maksa pogięty, ale to jeszcze nie znaczy, że nie jest fideistą. Jeśli np. zakochał się w ateistce i tylko z tego względu - chcąc się jej przypodobać - wciąż czynnie poświadcza swój ateizm, to jest wypisz wymaluj fideistą - wierzącym w nieistnienie Boga. W takim przypadku, to raczej na pewno te kwestie były mu przedtem co najmniej obojętne. Jeśli by wierzył, to co najwyżej mógł to ukrywać, ale przez to nie stał się ateistą, lecz krypto-wierzącym. Do wiary można dojść na drodze rozumowej lub intuicyjnej, czy jeszcze innej, ale nie da się jej sobie wmówić bądź odmówić w procesie wolicjonalnym.
>Jak widać nie można. Ateista przez WPŁYW OTOCZENIA nie ma nic wspólnego z wolnomyślicielem. To chyba zbyt zasadnicze. Każdy ulega jakimś wpływom, wybieramy te, które nam pasują. Dzisiaj ciężko wymyślić coś całkiem oryginalnego, jeśli chodzi o te sprawy, ale to nie znaczy, że nasz światopogląd nie może wynikać z własnych przemyśleń.
>Jeśli przyjął to na wiarę, bo twierdzi, że tak jest fajowo, bo Behemot, który podarł biblię tak śpiewa, a w oazie to same cnotki siedzą (notabene zupełny fałsz) - to on jest fideistą. Co za różnica, jaka była inspiracja? Przekonanie o nieistnieniu czegoś w obliczu braku dowodów na istnienie to tylko obowiązująca w danym czasie hipoteza, która co prawda nie skłania do szukania Boga, ale tak samo to działa, kiedy nie szukamy dowodów na nie/istnienie sześcionogich słoni.
>Tu mamy do czynienia z wieloznacznością pojęcia wiary. Wiara w to, że most wytrzyma nie jest NIEUZASADNIONYM TWIERDZENIEM, a więc nie jest wiarą z naszej definicji, którą chyba przyjęliśmy. W każdym razie jej nie zakwestionowałeś. Jeśli staniesz przed mostem z lian w dżungli, który na oko jest w kiepskim stanie, to już sprawa nie jest tak jednoznaczna. Życie czasem wymaga ryzyka, a wtedy bez wiary w powodzenie ani rusz.
>A po co zastępować wiedzę? Nie wystarczy powiedzieć "nie wiem"? Wierzyć przecież oznacza nie wiedzieć. Zarówno wierzący, jak i niewierzący twierdzą, że nie wiedzą, ale postępują tak, jakby racja była po ich stronie. Agnostycy (w większości) mówią, że nie wiedzą, ale postępują tak, jakby racja była po stronie ateistów. >To masz wtedy obserwacje pośrednie (patrz czarne dziury), poparte obliczeniami. Ewentualnie hipotezy - również oparte na tym, co już wiemy i na racjonalnym rozumowaniu. Wierzyć to znaczy przyjmować coś bez uzasadnienia. Niektórzy mówią, że im taka postawa do niczego nie jest potrzebna. Tutaj dochodzimy do różnicy pomiędzy wierzyć, że coś nie istnieje, a wierzyć, że istnieje. Wiara w nieistnienie opierać się może na własnych obserwacjach, analogiach, kruchości przesłanek przeciwnych, itd. Wiara w istnienie czegoś pomimo braku potwierdzenia w codziennym doświadczeniu jest czymś całkowicie różnym, wymaga o wiele większego zaangażowania "ośrodka wiary".
>A jest między nimi w ogóle jakaś różnica? W praktyce nie ma.
>Z wierzącymi w ateizm może być dokładnie tak samo. Dzisiaj tylko obsikają kościół i podrą biblię, a jutro ...? Fideista jest w stanie zrobić wszystko dla obrony swojej JEDYNIE SŁUSZNEJ PRAWDY ... i wtłoczenia jej innym. Dlatego wiara czy niewiara powinny ograniczać się do prywatnego użytku. Nie posiadanie swojej "jedynie słusznej prawdy" też nie gwarantuje tolerancji. Różni dyktatorzy kierowali się często cynizmem i właśnie brak zasad i przewrotność pozwalały im osiągać szczyty. Poza tym, wiara w cokolwiek nie musi oznaczać, że uznajemy ją za jedyną słuszną, a czasem tylko za najbardziej według nas przekonującą możliwość.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Nie jestem pewien, że wierzący w nieistnienie bogów może być nazwany fideistą. Jego wiara jest tylko wątpliwością zbliżoną do przekonania, Wiara to jest nieuzasadnione przyjmowanie za prawdziwe twierdzeń bez racjonalno-empirycznego uzasdnienia. Jeśli ma wątpliwość to ja bym go w tym aspekcie wątpliwości nie nazwał w ogóle wierzącym. Natomiast nie wiem na jakiej zasadzie wątpliwość może być zbliżona do przekonania.
>ale w przypadku pojawienia się dowodów przeciwnych może w każdej chwili ulec zawieszeniu To chyba rzeczywiście jakaś jednak forma wiary, bo normalnie to w przypadku dowodów przeciwnych uległoby raczej obaleniu, a nie tylko zawieszeniu.
>więc nie jest czymś irracjonalnym w odróżnieniu od wiary w istnienie. nie jestem przekonany już co do przesłanek tego wnioskowania
>Wiara w nieistnienie świata nadprzyrodzonego nie może wymagać dowodów, bo takich nie ma. Na żadną wiarę nie ma dowodów. Wiara to tylko przyjmowanie czegoś bez uzasadnienia.
>Inaczej mówiąc, wiara wierze nierówna. To prawda. Nawet dwóch katolików może wierzyć zupełnie inaczej, a co dopiero wierzący w całkiem różne idee.
>Niewierzący raczej na pewno tego nie czyni, pytanie co robi wierzący. Na co powołuje się wierzący w nieistnienie Boga? >Może się powoływać na sprzeczności w przekazach religijnych ze stanem wiedzy naukowej, niespójności wewnętrzne tych przekazów i brak wiarygodnych przesłanek na rzecz ich prawdziwości. To już robi krytyczny scpetyk. Z wiarą nie ma to nic wspólnego.
>Do wiary można dojść na drodze rozumowej lub intuicyjnej, czy jeszcze innej, Zacząłeś precyzować dwie drogi, a potem otworzyłeś furtkę w sposób nieograniczony na w ogóle wszystkie drogi. Przy okazji - do wiary dojść na drodze rozumowej? Mógłbyś dać przykład?
>ale nie da się jej sobie wmówić bądź odmówić w procesie wolicjonalnym. Ja sobie ostatnio coraz częściej wiary odmawiam, ale ja mam silną wolę.
>Jak widać nie można. Ateista przez WPŁYW OTOCZENIA nie ma nic wspólnego z wolnomyślicielem. >To chyba zbyt zasadnicze. Każdy ulega jakimś wpływom, wybieramy te, które nam pasują. Dzisiaj ciężko wymyślić coś całkiem oryginalnego, jeśli chodzi o te sprawy, ale to nie znaczy, że nasz światopogląd nie może wynikać z własnych przemyśleń. No to ulega wpływom, czy wynika z własnych przemyśleń?
>Co za różnica, jaka była inspiracja? Przekonanie o nieistnieniu czegoś w obliczu braku dowodów na istnienie to tylko obowiązująca w danym czasie hipoteza, która co prawda nie skłania do szukania Boga, ale tak samo to działa, kiedy nie szukamy dowodów na nie/istnienie sześcionogich słoni. Tak, ale to właśnie nie jest żadna wiara. Ale mogą być tacy, dla których to nie jest tylko obowiązująca w danym czasie hipoteza, a wręcz najświętsza prawda, że Boga nie ma. Przy okazji powstaje kult nieistniejącego boga. Gorzej - Bóg musi być w ramach tego kultu zabijany wciąż na nowo. Nie wystarczy odpuścić sobie myśli o nim. Trzeba kultywować mit, po to, żeby boga wciąż na nowo strącać z piedestału. Ja tak widzę właśnie irracjonalnie wierzących ateistów.
>>Tu mamy do czynienia z wieloznacznością pojęcia wiary. Wiara w to, że most wytrzyma nie jest NIEUZASADNIONYM TWIERDZENIEM, a więc nie jest wiarą z naszej definicji, którą chyba przyjęliśmy. W każdym razie jej nie zakwestionowałeś. >Jeśli staniesz przed mostem z lian w dżungli, który na oko jest w kiepskim stanie, to już sprawa nie jest tak jednoznaczna. Wiara to tylko przyjęcie czegoś bez uzasadnienia. Szacowanie ryzyka to nie jest wiara, a zwykła racjonalna czynność dokonywana wobec niepełnych danych. Oczywiście decyzje trzeba często podejmować szybko. Ale to nie znaczy, że nie mamy dla nich dobrych uzasadnień.
>Życie czasem wymaga ryzyka, a wtedy bez wiary w powodzenie ani rusz. To jest znowu zupełnie co innego. Wiara we własne siły jest rzeczywiście istotnym elementem psychologicznym, ale to nie ma nic wspólnego ani z mostem, ani z bogiem, ani z nieistniejącym bogiem, a tylko z pewnością siebie.
>>A po co zastępować wiedzę? Nie wystarczy powiedzieć "nie wiem"? >Wierzyć przecież oznacza nie wiedzieć. Nie. Wierzyć to znaczy zakładać coś bez uzasadnienia.
>Zarówno wierzący, jak i niewierzący twierdzą, że nie wiedzą, ale postępują tak, jakby racja była po ich stronie. Ja bym powiedział, że ich podejście do niewiedzy jest diametralnie różne.
>Tutaj dochodzimy do różnicy pomiędzy wierzyć, że coś nie istnieje, a wierzyć, że istnieje. Wiara w nieistnienie opierać się może na własnych obserwacjach, analogiach, kruchości przesłanek przeciwnych, itd. Wiara opierać się może tylko na tym, że ktoś coś zakłada, a nie potrafi tego wytłumaczyć. To o czym mówisz - obserwacje itd, to raczej nie wiara, a zwykłe racjonalne przemyślenia. Chyba, że to analogie są nieuprawnione - wtedy to jest wiara.
>Wiara w istnienie czegoś pomimo braku potwierdzenia w codziennym doświadczeniu jest czymś całkowicie różnym, wymaga o wiele większego zaangażowania "ośrodka wiary". Ja tam nie wiem. Wiara w nieistnienie, wiara w istnienie. Najgorsze, że się coś zakłada bez uzasadnienia.
>Nie posiadanie swojej "jedynie słusznej prawdy" też nie gwarantuje tolerancji. Bardziej nieposiadanie "jedynie słusznej prawdy" gwarantuje tolerancję, niż jej posiadanie. Ale nieposiadanie jej też tolerancji nie gwarantuje w pełni. Trochę masz tu rację. >Różni dyktatorzy kierowali się często cynizmem i właśnie brak zasad i przewrotność pozwalały im osiągać szczyty. A co, jakby sobie poprzyjmowali różne bzdety bez żadnego uzasadnienia, to by byli lepsi?
>Poza tym, wiara w cokolwiek nie musi oznaczać, że uznajemy ją za jedyną słuszną, a czasem tylko za najbardziej według nas przekonującą możliwość. Przekonującą? Bez uzasadnienia trudno mnie przekonać.
A najlepsze jest to, że to wszystko wcale nie jest takie proste, jak Tobie się wydaje, że mi się wydaje. Jednak najpierw jest istotne, żeby w miarę możliwości nie robić bigosu z pojęć. Trzeba odróżniać to co różne.
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >.. stanowisko, że bogowie nie istnieją. Czym to się różni od wiary, że Boga nie ma? Z punktu widzenia teistów różnicy może nie widać, jeśli zakładają, że każdy (także ateista) w coś wierzy. Tymczasem sytuacja nie jest symetryczna, ponieważ ateista może być wierzący natomiast teista nie może być sceptykiem.
[Zdaje się, że prawo Indonezji karząc za ateizm zabrania jednocześnie sceptycyzmu lub nakazuje wiarę, przez co popada w grubą nielogiczność i totalitaryzm.]
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Tymczasem sytuacja nie jest symetryczna, ponieważ ateista może być wierzący natomiast teista nie może być sceptykiem. Miałem na myśli, że wiara w nieistnienie jest jakościowo zbieżna z nie wiarą w istnienie. Reszta to przystawki ideologiczne.
>[Zdaje się, że prawo Indonezji karząc za ateizm zabrania jednocześnie sceptycyzmu lub nakazuje wiarę, przez co popada w grubą nielogiczność i totalitaryzm.] Zgadza się.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Miałem na myśli, że wiara w nieistnienie jest jakościowo zbieżna z nie wiarą w istnienie. Doprawdy nie potrafię pojąć jak niewiara (nieobecność wiary) miałaby świadczyć o wierze. Nie sądzę, by wątpliwość zastosowana wobec wątpliwości skutkowała olśnieniem pewności. Być może wolno i należy wierząc w swą wiarę utwierdzać się w wierze, nie sposób jednak zachować sceptycyzm rezygnując z niego. Co mi przychodzi do głowy, to tylko, że przedmiot/podmiot wiary jest tu kluczem - w tym wypadku tajemniczy "Bóg". Ci, którzy mówią, że weń wierzą nie wskazują go jednak w sposób sprawdzalny, lecz sugerują wpierw uwierzyć, by odkryć go jakoby w sobie. Może te bogi to sny o potędze ich rozmarzonych eg? [czy jak to się odmienia] > Reszta to przystawki ideologiczne. W swoim względem wierzących zagubieniu dopuszczam myśl, że sam obiekt ich wiary może być ideologiczną przystawką - takim zmyślonym gruppenfuhrerem VOLFem (z serialu z Hansem Klosem), o którego im dokładniej ich pytać, tym bardziej (śmiejąc się w kułak) mówią, że nieuchwytny. A jak im co zarzucać, to zasłaniają się poleceniami "szefa".
[Pardon, jeśli uraziłem czyjeś religijne uczucia - to tylko efekt rozchwiania logiki.]
|
|
| | | | | | | | |  | | finerbijk (17282 punktów) | >Doprawdy nie potrafię pojąć jak niewiara (nieobecność wiary) miałaby świadczyć o wierze. Nie sądzę, by wątpliwość zastosowana wobec wątpliwości skutkowała olśnieniem pewności. Być może wolno i należy wierząc w swą wiarę utwierdzać się w wierze, nie sposób jednak zachować sceptycyzm rezygnując z niego. To ma zastosowanie tylko w przypadku wiary w nieistnienie, nigdy do wiary w istnienie. Wiara w nieistnienie to, można powiedzieć, sceptycyzm posunięty do przekonania.
|
|
 | 3 na 3 | zachaj (5239 punktów) | >>Czy racjonalny ateista umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś wierzy? >W Chinach za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku ateistycznych władz.
Chiny są przede wszystkim krajem komunistycznym, ateizm jest tylko elementem systemu.
Ateizm nie gwarantuje humanitaryzmu, zgadzam się. Ateizm wyklucza jedynie istnienie boga.
|
|
|  | 3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | >Chiny są przede wszystkim krajem komunistycznym, ateizm jest tylko elementem systemu. Przez to jest gorszy ateizm? Czy system jest lepszy?
|
|
| |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | >>Chiny są przede wszystkim krajem komunistycznym, ateizm jest tylko elementem systemu. >Przez to jest gorszy ateizm? Czy system jest lepszy?
Czy stalinowski ateizm był dobry? Nie. Bo mordowanie zakonników nie rozwiązuje problemu, raczej wywołuje odwrotny efekt.
|
|
| | |  | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Chiny są przede wszystkim krajem komunistycznym, ateizm jest tylko elementem systemu. >>Przez to jest gorszy ateizm? Czy system jest lepszy? >Czy stalinowski ateizm był dobry? Nie było stalinowskiego ateizmu. Była stalinowska wersja komunizmu (komunizm też miał różne oblicza), w którą były wplatane elementy ateistyczne.
>Nie. Bo mordowanie zakonników nie rozwiązuje problemu, raczej wywołuje odwrotny efekt. Zakonników mordowano jako konkurencję dla sekretarzy. Czyli jedna religia likwidowała intelektualnie i fizycznie drugą religię. Chrześcijanie też mordowali heretyków i innowierców. Zawsze jest to podłe, złe i bezdennie głupie.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | |  | 4 na 4 | zachaj (5239 punktów) |
>Nie było stalinowskiego ateizmu. >Była stalinowska wersja komunizmu (komunizm też miał różne oblicza), w którą były wplatane elementy ateistyczne.
Był stalinowski ateizm. Stalin jeszcze przed objęciem władzy należał do "Wojujących Bezbożników" i ateizm był integralną częścią systemu, o wiele bardziej ważną niż w dzisiejszych Chinach, gdzie rzeczywiście jest tylko elementem. Pamiętaj, że bolszewicy i komuniści, bo trzeba te dwie grupy odróżniać, opierali swoje założenia bezpośrednio na ideologii Marksa, który wiemy jakie miał poglądy o religii.
>>Nie. Bo mordowanie zakonników nie rozwiązuje problemu, raczej wywołuje odwrotny efekt. >Zakonników mordowano jako konkurencję dla sekretarzy.
Znowu się nie zgodzę. Zakonników mordowano przede wszystkim jako wrogów systemu, razem z kułakami i różnymi grupami etnicznymi (w tym Polakami). Najgorsze jest to, że większość tych ludzi nie stawiała czynnego oporu i nie stanowiła realnego zagrożenia, szczególnie w późniejszym okresie rządów Stalina, a jednak musiała zginąć przez wyjątkowo realne urojenia przywódcy.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Nie było stalinowskiego ateizmu.> >>>Była stalinowska wersja komunizmu (komunizm też miał różne oblicza), w którą były wplatane elementy ateistyczne.> Był stalinowski ateizm.A czy Pan mógłby podać jakieś źródła? Nigdy o nich nie słyszałem, a chętnie zapoznałbym się z tym przypadkiem. > Stalin jeszcze przed objęciem władzy należał do "Wojujących Bezbożników"Nigdzie nie przeczyłem temu, że Stalin (jak większość komunistów) się za ateistę uważał. > i ateizm był integralną częścią systemu, o wiele bardziej ważną niż w dzisiejszych Chinach, gdzie rzeczywiście jest tylko elementem.Jak bardzo ateizm był integralną częścią jednej religii - "stalinowskiego komunizmu" i jaki "stalinowski komunizm" miał stosunek do innych religii, bardzo dobrze opisuje pan: Rafał Imos. Polecam. > Pamiętaj, że bolszewicy i komuniści, bo trzeba te dwie grupy odróżniać, opierali swoje założenia bezpośrednio na ideologii Marksa, który wiemy jakie miał poglądy o religii. Naprawdę Szanowny Pan wie jakie Marks miał poglądy o religi?I co? I Lenin ich ani trochę nie zmodyfikował? To były takie same poglądy? Jakoś inaczej - nie tylko to pamiętam, ale mam trochę przeczytanych książek na ten temat, które stoją w domowej bibliotece. > Nie. Bo mordowanie zakonników nie rozwiązuje problemu, raczej wywołuje odwrotny efekt.> >>>Zakonników mordowano jako konkurencję dla sekretarzy.> Znowu się nie zgodzę.Ma Pan prawo się nie zgodzić, gdy Panu wiara na taką zgodę nie pozwala. > Zakonników mordowano przede wszystkim jako wrogów systemu, razem z kułakami i różnymi grupami etnicznymi (w tym Polakami).Wszystko do jednego wora i wymieszać i wychodzi jedna wielka mądrość - system stalinowski był szatański, gdyż opierał się na ateizmie. Katarów katolicy już w XII - XIII wieku mordowali jako wrogów jedynie słusznego systemu. Wcześniej też innych mordowali, tyle, że mniej systemowo. > wyjątkowo realne urojenia przywódcy.Na temat "wyjątkowo realnych urojeń"" nie podejmuję się rozmowy, gdyż musiałbym się wcześniej dobrze napruć się winem, a jeszcze lepiej napalić jakiś ziół. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | zachaj (5239 punktów) |
> Wszystko do jednego wora i wymieszać i wychodzi jedna wielka mądrość - system stalinowski był szatański, gdyż opierał się na ateizmie.  A czy ja coś takiego napisałem!!? Pan mnie próbuje wrzucić do jednego wora z Terlikowskim. To już lepiej od kurew mnie Pan nawyzywaj. Oczywiście, że stalinowski komunizm był formą religii, jednak ta religia nie miała nic wspólnego z bogiem. Więc chyba nie naginam rzeczywistości mówiąc, że był to system ateistyczny. Nie miało to też nic wspólnego z dzisiejszym ateizmem i racjonalizmem, oprócz tego, że negowało istnienie boga. Rzeczywiście prawdą jest, że stalinowska walka z innymi religiami, była walką dwóch religijnych systemów. Przyczyną utopijnych założeń komunizmu nie był ateizm, to jest jasne. Jednak nie możemy zakłamać historii, twierdząc że ta utopia nie negowała bóstwa znanego z biblii. To jest po prostu fakt.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | > >>>Wszystko do jednego wora i wymieszać i wychodzi jedna wielka mądrość - system stalinowski był szatański, gdyż opierał się na ateizmie.  > A czy ja coś takiego napisałem!!? Pan mnie próbuje wrzucić do jednego wora z Terlikowskim. To już lepiej od kurew mnie Pan nawyzywaj.Nie ma się czym przejmować ani złościć. Nikt nas nie jest w stanie skompromitować bardziej, niż uczynimy to sami. > Oczywiście, że stalinowski komunizm był formą religii, jednak ta religia nie miała nic wspólnego z bogiem.Pisałem już w tym wątku, że Stalin był "bogiem żywym" i to uzasadniałem. Trzeba czytać nie tylko swoje wypowiedzi - choć tu zdarzają się i tacy, którzy nawet własnych nie czytają > Więc chyba nie naginam rzeczywistości mówiąc, że był to system ateistyczny.W tym całym wątku przewija się spór na temat różnicy pomiędzy religijnym ateizmem przyjmowanym "na wiarę", a ateizmem racjonalnym, wypracowywanym w procesie intelektualnym. System stalinowski zupełnie nie był ateistycznym, gdyż jego przesłanie wcale nie wynikało z koncepcji ateistycznych. Ateizm był tylko częścią składową jego doktryny. > Nie miało to też nic wspólnego z dzisiejszym ateizmem i racjonalizmem, oprócz tego, że negowało istnienie boga.Nie miało to też wiele wspólnego z wcześniejszym ateizmem. Już wiecej miało wspólnego z przekazem ewagelicznym, choć po odrzuceniu motywów nadnaturalnych. _____________________________________________________________________ > Rzeczywiście prawdą jest, że stalinowska walka z innymi religiami, była walką dwóch religijnych systemów. Przyczyną utopijnych założeń komunizmu nie był ateizm, to jest jasne. Jednak nie możemy zakłamać historii, twierdząc że ta utopia nie negowała bóstwa znanego z biblii. To jest po prostu fakt.Już nie apeluję do Pana aby Pan wypowiedzi innych - w tym moje - przeczytał. Naprawdę niech Pan tu swoje wypowiedzi przeczyta i postara się zrozumieć, to co sam Pan wcześniej napisał. Mam mocno zakodowany zwyczaj, że zanim odniosę się do jakiego tekstu, to go uważnie czytam, a nawet sięgam do innych wypowiedzi. Proponuję robić to samo. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | |  | katechetka (-31 punktów) (zablokowany) | |
|
| | | | |  | 6 na 6 |
| | | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Kompletne bzdury. Komunizm to nie religia. >Tutaj sie Pan doksztalci. Niektórym, jak widać i dokstalcanie nie pomaga. Ten Pani trollizm jest tu nie tylko żenującym, on staje się już nudnym. Niedługo zaczniemy tu określać, że coś jest na poziomie Katechetki, powyżej poziomu Katechetki i z rzadka, że poniżej poziomu Katechetki.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
 | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >>Czy racjonalny ateista umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś wierzy? >W Chinach za niektóre przekonania i praktyki można jak najbardziej trafić za kratki z wyroku ateistycznych władz. Nie jest możliwe, by za same przekonania (nieujawniane praktykami) jakikolwiek racjonalny ateista mógł kogoś karać. W szczególności czyichś wewnętrznych przekonań religijnych 'ateista totalny' chyba nie zna, nie widzi i nie ma do nich żadnego stosunku. Praktyki grup lokalnych to inna sprawa, bo ma wymiar materialny. Prawdopodobnie rząd 'totalnie ateistyczny' nie będzie specjalnie wyróżniać działań o podłożu religijnym, lecz traktować je jak inne nieefektywne gospodarczo przejawy guseł i zabobonów. Wydawać się to może dyskryminacją ze względu na religię tylko dla osób 'wirusem religii skażonych'. Dlatego trafnie pisze autor wątku: >>Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować zarówno przedstawicieli innych wyznań jak i ateistów nie tyle za ich poglądy ale za brak poglądów identycznych z jego własnymi! .. bo w poruszonym temacie mamy do czynienia z przekreśleniem wolności przekonań - karą za samą deklarację niewiary przy braku praktyk.
>.. Ateizm nie gwarantuje humanitaryzmu i wolności. Tak. To prawda, którą warto pamiętać.
[Ale przeszkód nie stawia wartościom ludzkim, lecz co najwyżej ekspansji nieziemskich wymysłów.]
|
|
|  | 1 na 1 | finerbijk (17282 punktów) | >Nie jest możliwe, by za same przekonania (nieujawniane praktykami) jakikolwiek racjonalny ateista mógł kogoś karać. Wystarczy czasem głośno wyrazić swoje poglądy, nie trzeba praktyk. A co do "racjonalnego ateisty", to definicja jest na tyle mętna, że znajdzie się tam miejsce również dla chińskich władz. Przecież ograniczanie wpływów irracjonalnych religii, nie musi być zaprzeczeniem racjonalizmu. Ktoś może powiedzieć, że tylko chronią społeczeństwo przed zabobonem i ciemnotą.
>Prawdopodobnie rząd 'totalnie ateistyczny' nie będzie specjalnie wyróżniać działań o podłożu religijnym, lecz traktować je jak inne nieefektywne gospodarczo przejawy guseł i zabobonów. >Wydawać się to może dyskryminacją ze względu na religię tylko dla osób 'wirusem religii skażonych'. Nie wiem, decydować mogą różne czynniki, jak obawa o utratę wpływów, kwestie etniczno-kulturowe i różne inne. Nie analizowałem przyczyn, wskazałem prosty fakt, że ateizm nie zapewnia przestrzegania wolności, a przymiotnik "racjonalny" jest dość relatywny. Twierdzenie, że "racjonalny ateista" nie prześladuje jest warte tyle, co powiedzenie, że "tolerancyjny katolik" albo "liberalny protestant" nie robią tego samego - czyli praktycznie nic.
|
|
5 na 5 | tom2010 (352 punktów) | Najpierw napadli go religijni bandyci, a potem napadł go religijny rząd i potraktował w sposób gorszy niż ci bandyci.
Ten biedny człowiek jest ofiarą nienawiści motywowanej religią. Ale rząd też, choć w mniejszym stopniu jest ofiarą. Rząd opanowany przez religię nie jest niepodległy ani niezależny. Z dumnej i decyzyjnej organizacji staje się jedynie bezmyślnym wykonawcą przepisów jakiś swiętych ksiąg, czy organizacji. Jest zmuszony do agresji wobec obywateli i podatników na zlecenie swojego mocodawcy - religii. No i płaci ogromne kwoty na utrzymanie pasożytującej na nim ideologii lub organizacji.
Czy w związku z tym nie byłoby efektywniejsze prowadzenie walki o wolność pod hasłem wyzwolenia rządów spod niewolnictwa w stosunku do religii?
|
|
2 na 2 | rysiek (4593 punktów) | "Konstytucja Indonezji uznaje 6 oficjalnych religii"... A co ta konstytucja mówi o wyznawcach innych religii?, np. mieszkańcach zachodniej części Nowej Gwinei, tzw. Papui i Papui Zachodniej? Bo co o ateistach to już wiemy.
|
|
4 na 4 ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Dyskusja, która jak zwykle staje się dychtomią ateizm vs. teizm, jak zwykle skończy się niczym, bo jest nieracjonalna.
Żadna ideologia, (np.komunizm, katolicyzm) nie ma na sztandarach wojny, tyranii i bezprawia. Przeciwnie, wszystkie są za wolnością, miłością i sprawiedliwością! Nawet islam, który postuluje wyrzynać niewiernych aż do ostatniego, głosi jednym oddechem miłość i sprawiedliwość. Zatem żadna z nich nie zasługuje na potępienie.
A więc winni są ludzie, fałszujący piękne założenia? Ludzie są, jak wiadomo, niedoskonali, więc można uznać, że w każdej ideologii są i diabły i anioły i zawsze można znaleść odpowiedni przykład na każdą okoliczność.
A czym jest ateizm? Ideologią, religią, światopoglądem? Moim zdaniem, tym ostatnim, ale odkąd czytam ten portal, wszystkie te definicje funkcjonują równolegle i jednocześnie, co sprowadza dyskusję do absurdu, a na pewno do nieracjonalności.
|
|
 | 3 na 3 | rysiek (4593 punktów) | Nie ma: >Żadna ideologia, (np.komunizm, katolicyzm) nie ma na sztandarach wojny, tyranii i bezprawia. (...)
Ale ma: >Nawet islam, który postuluje wyrzynać niewiernych aż do ostatniego (...)
>Zatem żadna z nich nie zasługuje na potępienie. Może niektóre jednak zasługują?
|
|
 | 2 na 2 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > Żadna ideologia, (np.komunizm, katolicyzm) nie ma na sztandarach wojny, tyranii i bezprawia. Przeciwnie, wszystkie są za wolnością, miłością i sprawiedliwością! Nawet islam, który postuluje wyrzynać niewiernych aż do ostatniego, głosi jednym oddechem miłość i sprawiedliwość. Zatem żadna z nich nie zasługuje na potępienie.Pisze Pan, że islam postuluje wyrzynać niewiernych aż do ostatniego, głosząc jednocześnie miłość i sprawiedliwość. I to nie zasługuje Pana zdaniem na potępienie? Czyli powszechna deklaracja miłości usprawiedliwia u Pana "wyrzynanie"? Gratuluję trzeźwego wywodu.  > A więc winni są ludzie, fałszujący piękne założenia?A nie widzi Pan, że te "piękne" założenia pełnią rolę marchewki? Gdy ktoś zakłada nową sektę i chce zgromadzić wyznawców to co ma głosić? "Zapraszam - tylko u nas krew, ból, śmierć i cierpienie w pakiecie?" Proszę uczciwie przemyśleć to co Pan napisał. Mam nadzieję, że się Pan z tego wycofa. Pozdrawiam.
|
|
|  | ratus (4786 punktów) (zablokowany) | Dlaczego mam się wycofać? Nie podał pan żadnych argumentów, które by mnie mogły przekonać do zmiany zdania (oprócz pańskiej dezaprobaty). Przemyśleń dokonuję przed wysłaniem komentarza, który zresztą traktuję tylko jako głos w dyskusji, a nie jako objawienie jedynie słusznej prawdy.
|
|
3 na 3 | tom2010 (352 punktów) | W regionach rządzonych przez islam powszechne jest zabijanie ludzi o skłonnościach racjonalnych. Jest to sztuczna selekcja, powodująca że w kolejnych pokoleniach coraz większy procent populacji ma skłonności nieracjonalne (bo pozostałych wybito). To może być jednym z czynników w wyniku których regiony rządzone przez islam są tak bardzo zacofane.
|
|
2 na 4 | magnoliafb (3 punktów) | Kto prześladuje inni  Lekcja w szkole nie religii rozmowa nauczyciela z uczniem autentyczna sytuacja. Nauczyciel: czy wierzący są prześladowani? Uczeń:tak. N: a jak, kto? U:inni. N: jacy inni? U:no inni. N:a przykład widziałaś? U: tak inni obrażają. N:tak prześladują i dlatego powinniśmy wierzyć i się nie dawać. Jak widać osoby wierzące same wmawiają że są prześladowane i uczą tego młodsze pokolenia a niby religia powinna szerzyć miłość nie nienawiść.
|
|
 | | MadameDeVoltaire (1428 punktów) |
>Jak widać osoby wierzące same wmawiają że są prześladowane i uczą tego młodsze pokolenia a niby religia powinna szerzyć miłość nie nienawiść.
Haha, to brzmi jak teoria spisku.
Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
|
|
 | 3 na 3 gegebege (231 punktów) (zablokowany) | > Kto prześladuje inni > Lekcja w szkole nie religii rozmowa nauczyciela z uczniem autentyczna sytuacja.> Nauczyciel: czy wierzący są prześladowani?> Uczeń:tak.> N: a jak, kto?> U:inni.> N: jacy inni?> U:no inni.> N:a przykład widziałaś?> U: tak inni obrażają.> N:tak prześladują i dlatego powinniśmy wierzyć i się nie dawać.> Jak widać osoby wierzące same wmawiają że są prześladowane i uczą tego młodsze pokolenia a niby religia powinna szerzyć miłość nie nienawiść. Cytat:Ok. 100 mln chrześcijan cierpi na świecie w wyniku prześladowań. Najgorsza sytuacja wyznawców Chrystusa jest Korei Północnej, ale także w Afganistanie, Arabii Saudyjskiej i Iranie, w których nie mogą oni nadal bez ograniczeń wyznawać swojej wiary - wynika z zaprezentowanego dzisiaj w Bernie w Szwajcarii corocznego raportu "Weltverfolgungsindex 2012" międzynarodowego Dzieła Pomocy Prześladowanym Chrześcijanom "Open Doors" (Otwarte Drzwi). W pierwszej dziesiątce na czele krajów, gdzie chrześcijanie są najbardziej prześladowani znajduje się dziewięć państw z muzułmańską większością.
Według organizacji znacznie pogorszyła się sytuacja chrześcijan w Pakistanie po zamordowaniu w marcu ub.r. ministra ds. mniejszości religijnych Shahbaza Bhatti. "Sytuacja chrześcijan istotnie się pogorszyła tam gdzie wzrósł islamski ekstremizm" - stwierdza organizacja.
W raporcie Open Doors nie kryje rozczarowania następstwami "arabskiej wiosny" dla religijnych mniejszości w zrewoltowanych krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. "Zamiast wiosny powinno się mówić o 'arabskiej zimie' patrząc szczególnie na sytuację chrześcijan w Egipcie" - stwierdza.
Organizacja równie negatywnie ocenia sytuację chrześcijan w Sudanie, gdzie po podziale państwa w minionym roku na Sudan Południowy i Republikę Sudanu, prezydent tego drugiego dąży do utworzenia pierwszego islamskiego państwa w Afryce, w którym będzie obowiązywało prawo szariatu.
Kolejnym krajem na Czarnym Lądzie, w którym chrześcijanie są prześladowani jest Nigeria. Co raz dochodzi tam do "najgorszych okrucieństw" z wieloma ofiarami śmiertelnymi. W ostatnim roku zginęło tam z powodu swojej wiary ponad 300 chrześcijan. Ostatnio ich sytuację bardzo zaostrzyła działalność ekstremistycznej sekty islamskiej "Boko Haram", która stała za zamachami przeciw chrześcijanom i kościołom podczas Bożego Narodzenia. W ich wyniku zginęło lub zaginęło ponad 200 osób. Ponadto sekta wydała chrześcijanom ultimatum na opuszczenie zdominowanej przez muzułmanów północnej Nigerii.
Z wielką troską organizacja pisze o sytuacji chrześcijan w Korei Północnej i Chinach. W Korei po śmierci dyktatorów Kim Ir Sena i jego syna - Kim Dzong Ila kult "Umiłowanego Wodza" i "Wiecznego Prezydenta" przyjął postać pseudoreligii a każdy wyznający inną wiarę jest prześladowany. Większość z ok. 400 tys. chrześcijan żyje w podziemiu a ok. 70 tys. przebywa w więzieniach i obozach pracy. Jak zaznacza "Open Doors" podobnie jak w latach ubiegłych liczbowo najwięcej chrześcijan jest prześladowanych w Chinach. Nadal ok. 80 mln wyznawców Chrystusa nie może w Państwie Środka praktykować swej wiary w sposób wolny.
Tak prezentuje się sporządzona przez "Open Doors" lista 10 krajów, w których wyznawcy Chrystusa są najbardziej prześladowani: 1. Korea Północna (2010 r. miejsce 1) 2. Afganistan (3) 3. Arabia Saudyjska (4) 4. Somalia (5) 5. Iran (2) 6. Malediwy (6) 7. Uzbekistan (9) 8. Jemen (7) 9. Irak (8) 10. Pakistan (11)
Raport "Open Doors" powstaje w oparciu o całoroczny monitoring przestrzegania prawa do wolności religijnej chrześcijan w 50 krajach świata. Organizacja sporządza dokument na podstawie informacji własnych, doniesieniach innych oraz szacunkach ekspertów. Zródło
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Cytat: Z wielką troską organizacja pisze o sytuacji chrześcijan w Korei Północnej i Chinach. W Korei po śmierci dyktatorów Kim Ir Sena i jego syna - Kim Dzong Ila kult "Umiłowanego Wodza" i "Wiecznego Prezydenta" przyjął postać pseudoreligii a każdy wyznający inną wiarę jest prześladowany. Wielce Szanowny Panie, jak świat światem, to wyznawcy jednych bogów walczyli z wyznawcami bogów innych. Jedni mordowali, a inni nad własnymi ofiarami z troską się pochylali i o swych bohaterach pieśni spiewali. Najlepszą metodykę zwalczania herezji opracował Kościół Katolicki - począwszy od wojen z Katarami - w trybunałach inkwizycyjnych. Metodyka ta była później udoskonalana przez organizacje para=religijne: Gestapo, NKWD i tak dalej. Tak! Wiara czyni z ludzi potwory i dobrze ujął to Steven Weinberg: • Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.My nie chcemy ginąć za jakąkolwiek wiarę, a tym bardziej kogokolwiek za jego poglądy mordować i dlatego nawołujemy do kierowania się racjonalizmem: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67a nie wiarą w jakiekolwiek - nawet najwspanialsze - bóstwa. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| |  | 3 na 3 | Rigoletto (3891 punktów) | >Tak! Wiara czyni z ludzi potwory i dobrze ujął to Steven Weinberg: > • Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
Ja uważam, że agresja wobec przedstawicieli tego samego gatunku i dążenie dominacji nad nimi, jest immanentną, biologiczną cechą Homo sapiens i ideologie (w tym religijne), które posądzamy o to, że są przyczyną "zła" na świecie, są tylko kulturową "nakładką" naszych cech gatunkowych. Osobniki naszego gatunku, dążące do dominacji nad innymi, będą korzystać z różnych ideologii aby osiągnąć swoje cele - ktoś pokroju Amalryka Amaury'ego zapewne zrobiłby błyskotliwą karierę jako przyboczny Robiespierra, członek KPZR, czy manago dużej współczesnej korporacji.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Ja uważam, że agresja wobec przedstawicieli tego samego gatunku i dążenie dominacji nad nimi, jest immanentną, biologiczną cechą Homo sapiens i ideologie (w tym religijne), które posądzamy o to, że są przyczyną "zła" na świecie, są tylko kulturową "nakładką" naszych cech gatunkowych.Niezależnie jak ta nakładka została na ludzkość nałożona i jak nakłada się ją we współczesności na jednostki, to jest przyczyną ogromu zła. Oczywiście nie jedyną. > Osobniki naszego gatunku, dążące do dominacji nad innymi, będą korzystać z różnych ideologii aby osiągnąć swoje celeTak, ale wiara w religie i ideologie jest znakomitym motorem do napędzania zła. > ktoś pokroju Amalryka Amaury'ego zapewne zrobiłby błyskotliwą karierę jako przyboczny Robiespierra, członek KPZR, czy manago dużej współczesnej korporacji.Dlaczego tylko przyboczny? Jak miałby szczęście mógłby zastąpić nawet Hitlera, czy Stalina. To prawdopodobnie do nich podobna psychopatyczna osobowość. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
1 na 3 | MadameDeVoltaire (1428 punktów) |
> Odpowiedź brzmi: Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować zarówno przedstawicieli> innych wyznań jak i ateistów nie tyle za ich poglądy ale za brak poglądów identycznych z jego> własnymi!Hm, to chyba jasne, banda fanatyków leje się nawzajem, ateista patrzy z boku i puka się po głowie, w końcu rzucą się na niego 
Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
|
|
 | 2 na 2 | Rudeboy (3 punktów) | Każda forma może być zarażona fanatyzmem nawet stwierdzenie skrajny ateizm, może być zagrożeniem dla zdrowego myślenia .
|
|
|  | | MadameDeVoltaire (1428 punktów) | >Każda forma może być zarażona fanatyzmem nawet stwierdzenie skrajny ateizm, może być zagrożeniem dla zdrowego myślenia . Jeżeli chce się na siłę ateizować to owszem.
Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
|
|
katechetka (-31 punktów) (zablokowany) | Obecnie ateisci przesladuja chrzescijan,Wietnam,Chiny to tylko pojedyncze przyklady. Co do tego nie ma watpliwosci. Ateisci maja swoje stowarzyszenia,statuty.Pisza co im sie podoba. Sa w o niebo lepszej sytuacji niz chrzescijanie na swiecie.
|
|
 | 6 na 6 | setarkos (10757 punktów) | >Obecnie ateiści prześladują chrześcijan W Polsce pewnie mają zagwarantowaną prawną ochronę wartości świeckich, a sądy będące na ich usługach dręczą chrześcijan wyrokami za obrazę uczuć ateistycznych.
[Nie mówiąc już o tym, że nocami wieszają swoje symbole nad drzwiami kancelarii prymasa i gotowi pobić za próbę ich usunięcia.]
|
|
1 na 1 | Mikuś Frąckiewicz (616 punktów) | > Mnóstwo się mówi o prześladowaniu chrześcijan na całym świecie. O tym, że są tak bardzo> pokrzywdzeni bo to przecież najbardziej prześladowana religia... no właśnie - religia. A co z tymi,> którzy odcinają się od wszelkich religii? Czy mogą się czuć bezpiecznie? Czy racjonalny ateista> umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś> wierzy? Czy może tłum ateistów rzuciłby się z kamieniami na osobę wierząca tylko dlatego że wierzy w> Boga?> Czarno na białym widać co religia robi z ludźmi i w co ich zamienia. Gdyby Hitchens żył musiałby> uzupełnić nowe wydanie swojej znakomitej rozprawy "Bóg nie jest wielki"> o niniejszy> materiał> Zatem kto prześladuje wierzących? Kto prześladuje ateistów? Czy wzajemnie wyświadczają sobie tą> nikczemną przysługę?> Odpowiedź brzmi: Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować zarówno przedstawicieli> innych wyznań jak i ateistów nie tyle za ich poglądy ale za brak poglądów identycznych z jego> własnymi!Smutne jest to dyskryminowanie ateistów. W mojej szkole jest ich niewiele, a tylko ja się z tym bardzo obnoszę. Zatem wszyscy mówią, że ateizm to to samo, co satanizm. Próbuję wytłumaczyć, że ateizm to jest brak wiary w jakiegokolwiek boga, bożka, ale oni są nieugięci. Ponadto uznają ateistów za kompletnie nieczułe istoty, egoistów kochających tylko siebie. Bardzo mnie to denerwuje. Ale jakoś sobie z tym radzę. To prawda, chrześcijanie wręcz uwielbiają mówić, że są prześladowani. Niech uważają, kto tu jest prześladowany. Zakładam, że więcej zginęło heretyków, ateistów i reformatorów, a nie prześladowanych chrześcijan.
|
|
1 na 1 | szuro (1757 punktów) | Witam Panie Marku, po lekturze Pana postu zastanawiam się nad tym czy zestawienie racjonalny ateista vs religijny umysł jest do końca miarodajne. Moje wątpliwości wynikają z faktu że w przypadku religijności dotykamy nie tylko wiary w boga ale również tematyki wspólnoty, instytucji itd. Ateizm z kolei odnosi się do nie istnienia boga bez odnoszenia się do pozostałych składowych religijności A teraz do puenty  - w moim przekonaniu wiara w boga lub jej brak nie implikuje prześladowań. Dopiero w momencie pojawienia się odpowiedniej "infrastruktury" może się przemienić w system opresyjny. Z tym że to dotyczy każdej ideologi co oznacza że jeżeli racjonalny ateizm da się wpleść w jakąś szerszą strukturę,to może ona represjonować osoby inaczej myślące tak samo jak w przytoczonym artykule
|
|
-4 na 6 atmanand.nintanandaअभयच (-5 punktów) (zablokowany) | Nie ma prześladowania ateistów przyjacielu. Ateiści są sami sobą udręczeni bo jak mówi upaniszad:
Dwa ptaki nierozłączni towarzysze,
Na tym samym drzewie przebywają,
Jeden z nich spożywa słodkie owoce,
Drugi patrzy nic nie spożywając.
Na tym samym drzewie człowiek purusza ,
Zasmucony, pogrążony w niemocy, ze zbłąkanym umysłem,
Lecz gdy rozpozna tego innego,
Pana, radosnego,
I jego potęgę, uwalnia się od smutku.
Mundaka III.1.1-2 tłum. M. Kudelska
|
|
| fiiś (1053 punktów) | >Mnóstwo się mówi o prześladowaniu chrześcijan na całym świecie. (...) >Odpowiedź brzmi: Tylko religijny umysł jest zdolny do tego by terroryzować zarówno przedstawicieli >innych wyznań jak i ateistów nie tyle za ich poglądy ale za brak poglądów identycznych z jego >własnymi! A czy nie jest aby tak, że religijny umysł, czy dowolna inna ideologia jest tylko pewną wielką narracją pozwalającą w ten czy inny sposób racjonalizować rzeczywistość i swoje w niej dążenia i pozwalającą odwrócić uwagę od rzeczywistej kondycji człowieka sytuującej go jako zwyczajny materialny byt w materialnym świecie. To trudne do zaakceptowania, zwłaszcza gdy się przy okazji zdekonstruuje przekonanie o wolnej woli! Prof.Yeshayahu Leibowitz mówił, że wiara potrzebuje aby o nią walczyć, wiedza obroni się sama. Stąd pewnie jest nieuniknione, aby ludzie walczyli o swą wiarę, puki chcą czyt. potrzebują wierzyć. Ateistom, więc, pozostaje się bronić. Osobiście, jestem przekonany o schyłku wielkich narracji (ideologii) bo ich funkcja, jako społecznego spoiwa i narzędzia społecznej komunikacji (porozumienia), wygasa. Narzędziem komunikacji staje się sieć, w niej zaczynają się tworzyć społeczne cele i zręby organizacji.
|
|
-2 na 2 | ELOELO (-34 punktów) | > Mnóstwo się mówi o prześladowaniu chrześcijan na całym świecie. O tym, że są tak bardzo> pokrzywdzeni bo to przecież najbardziej prześladowana religia... no właśnie - religia. A co z tymi,> którzy odcinają się od wszelkich religii? Czy mogą się czuć bezpiecznie? Czy racjonalny ateista> umieściłby za kratkami chrześcijanina albo muzułmanina na 5 lat tylko dlatego, że sobie w coś> wierzy? Czy może tłum ateistów rzuciłby się z kamieniami na osobę wierząca tylko dlatego że wierzy w> Boga?> Czarno na białym widać co religia robi z ludźmi i w co ich zamienia...Też nie nienawidzę religii. Ale Jezus jest dobry On kocha każdego człowieka, a mimo to, że On kochał jego ukamienowano, pytanie za co??? Za to że kochał??? I zrobili mu to właśnie ludzie religijni, faryzeusze którzy tylko szukali sposobu jak go zgładzić. Polecam filmik 4 minutowy: "Nienawidzę religii, ale kocham Jezusa": www.youtube.com/watch?v=bA-9sMqgUnQ
|
|
 | 7 na 9 | TyDraniu (6569 punktów) | > Też nie nienawidzę religii. Ale Jezus jest dobry On kocha każdego człowieka, a mimo to, że On kochał jego ukamienowano, pytanie za co??? Za to że kochał??? I zrobili mu to właśnie ludzie religijni, faryzeusze którzy tylko szukali sposobu jak go zgładzić.Proponuję, byś skierował tę miłość na obiekt istniejący. Nie ma tam w twoim otoczeniu jakiejś dziewczyny, chłopaka, zwierzątka lub zbiorku kamieni? Jeżeli to nie wchodzi w grę, to może Królewna Śnieżka? Była dobra, naprawdę kochała te krasnoludki, a mimo to, że Ona kochała to zła królowa ją otruła jabłkiem, pytanie za co??? Że była ładniejsza???
|
|
|  | -2 na 4 | ELOELO (-34 punktów) | > Proponuję, byś skierował tę miłość na obiekt istniejący. Nie ma tam w twoim otoczeniu jakiejś dziewczyny, chłopaka, zwierzątka lub zbiorku kamieni?> Jeżeli to nie wchodzi w grę, to może Królewna Śnieżka? Była dobra, naprawdę kochała te krasnoludki, a mimo to, że Ona kochała to zła królowa ją otruła jabłkiem, pytanie za co??? Że była ładniejsza???>
 Ciekawe czy jak staniesz na Sądzie Ostatecznym przed Bogiem, czy też będziesz takie dowcipy opowiadał??? W głowie mi się nie mieści jak można odrzucać istnienie Boga, Stwórcy. Myślę że ten link przybliży Ci temat: www.youtub(*)=player_embedded&v=srGLlYon-B0
|
|
| |  | 11 na 11 | liliac (147340 punktów) | > W głowie mi się nie mieści jak można odrzucać istnienie Boga, Stwórcy.Dwa lata na naszym forum powinny były choć trochę pomóc w oswojeniu się z tym zjawiskiem
|
|
| |  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | > Ciekawe czy jak staniesz na Sądzie Ostatecznym przed Bogiem, czy też będziesz takie dowcipy opowiadał???No a jakże inaczej. Pogadamy jak żartowniś z żartownisiem, jak jajcarz z jajcarzem 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | >W głowie mi się nie mieści jak można odrzucać istnienie Boga To bóg wystarczająco mały, by się zmieścić (czy tak ekspansywny, że wolnych miejsc nie zdzierży)?
|
|
| | |  | 4 na 4 | Ejek (176 punktów) | >>W głowie mi się nie mieści jak można odrzucać istnienie Boga
To dość proste jest: jeśli myśleć (racjonalnie?) a może po prostu myśleć. To nie da się wierzyć w Boga. Przy dzisiejszym poziomie nauki, dostępie do informacji na prawdę trudno pojąć wiarę w Boga. Jednocześnie po co szukać charakterystyk ludzi religijnych i ateistów (może po prostu nie wierzących?) w Chinach i III Rzeszy? Nie wystarczy wśród znanych ludzi nam współczesnych? Katolicy to przecie chyba najbardziej zakłamana nacja jaką znam. Są to ludzie (znam osobiście takich "głęboko wierzących" i jednocześnie niechodzących do kościoła, oszukujących państwo itp itd). Co z tego, że mają rzekomo kręgosłup moralny w religii jeśli z "automatu" mają te reguły gdzieś. Przykład mają zresztą z samej góry. Ateizm nie jest ideologią. Nic mi nie nakazuje ani z niczego mnie nie rozgrzesza. Sam muszę ocenić co jest dobre a co złe. Nigdy nie biłem swojego dziecka a uderzenie kobiety nie mieści mi się w głowie. A znajomym "głęboko wierzącym" i owszem.
|
|
| | | |  | | Artur@R (7115 punktów) | >... a uderzenie kobiety nie mieści mi się w głowie.< Jeśli mogę zapytać, a pytam z ciekawości : co sprawia, że agresja wobec kobiety "nie mieści Ci się w głowie"? Czy chodzi o konkretną kobietę (Twoją partnerkę, małżonkę, itd) czy o każdą kobietę? Czy mógłbyś to sprecyzować ? Pozdrawiam
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | |  | | Ejek (176 punktów) | > >... a uderzenie kobiety nie mieści mi się w głowie.<> Jeśli mogę zapytać, a pytam z ciekawości : co sprawia, że agresja wobec kobiety "nie mieści Ci się w głowie"?> Czy chodzi o konkretną kobietę (Twoją partnerkę, małżonkę, itd) czy o każdą kobietę? Czy mógłbyś to sprecyzować ?Miałem na myśli przemoc domową. Obijanie obcych ludzi to jednak zupełnie inna kategoria.  Stosunek księży do tego problemu też jest typu - jak nie będziemy mówić to problemu nie będzie
|
|
| | | | | |  | | Artur@R (7115 punktów) | > Miałem na myśli przemoc domową. Obijanie obcych ludzi to jednak zupełnie inna kategoria.  Hmm, nie jest to stopień sprecyzowania, o który mi chodziło , ale ok. Opisz, proszę, jakie kategorie stosujesz rozróżniając (wartościując) "przemoc domową" od tej wobec obcych - skoro to inne kategorie. Czy tylko uderzenie "swoich"- dziecka i kobiety - "nie mieści Ci się w głowie"?
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | |  | | Ejek (176 punktów) | > >Miałem na myśli przemoc domową. Obijanie obcych ludzi to jednak zupełnie inna kategoria.  > Hmm, nie jest to stopień sprecyzowania, o który mi chodziło , ale ok.> Opisz, proszę, jakie kategorie stosujesz rozróżniając (wartościując) "przemoc domową" od tej wobec obcych - skoro to inne kategorie.> Czy tylko uderzenie "swoich"- dziecka i kobiety - "nie mieści Ci się w głowie"?> "Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."Nie jestem agresywny wobec nikogo. Ani rodziny ani obcych. A jak wartościuję? Podobnie, ale jednak ogół dość jednoznacznie potępia (ściga) agresję wobec obcych. To jednak wielu uważa agresję wobec rodziny przynajmniej do pewnego momentu za dopuszczalną. "Ten moment" jest różnie pozycjonowany i po prostu uważam, że wiara pomaga w ustawianiu rodziny w roli służebnej wobec mężczyzny. Mam nadzieję, że już wystarczająco jasno wytłumaczyłem.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) |
> >Czy tylko uderzenie "swoich"- dziecka i kobiety - "nie mieści Ci się w głowie"?> Nie jestem agresywny wobec nikogo. Ani rodziny ani obcych. A jak wartościuję?> Podobnie, ale jednak ogół dość jednoznacznie potępia (ściga) agresję wobec obcych. To jednak wielu uważa agresję wobec rodziny przynajmniej do pewnego momentu za dopuszczalną. "Ten moment" jest różnie pozycjonowany i po prostu uważam, że wiara pomaga w ustawianiu rodziny w roli służebnej wobec mężczyzny.> Mam nadzieję, że już wystarczająco jasno wytłumaczyłem.<I tak i nie  . Napisałeś o jakimś "ogóle", a ja ciekaw byłem Twojego poglądu. Samo stwierdzenie "podobnie" - niewiele mówi, a stwiedzenie, że wiara (IMO- nie tylko religijna) usprawiedliwia każdą przemoc i okrucieństwo - jest dość oczywiste. Ale zostawmy to. Mnie zainteresowało Twoje, w swej wymowie kategoryczne - stwierdzenie, iż "nie mieści Ci się w głowie" np. uderzenie kobiety. Nie byłem pewny czy to tylko rodzaj przenośni czy kategoryczna zasada. Dlatego pozwoliłem sobie na pytania, bo widzisz ja, choć uważam się za w miarę racjonalnego, bez większych pokładów agresji humanistę, jestem sobie wstanie wyobrazić sytuację i okoliczności, kiedy mógłby kobietę uderzyć, gdyż jestem relatywistą moralnym i oceniam zdarzenia w zależności o okoliczności, miejsca, czasu, relacji itd. Używanie stwierdzeń zawierające kategoryczne kwantyfikatory typu: wszytko, nic, zawsze, nigdy, każdy, wszyscy - (pomijając zastosowanie w logice) zakłamuje ogląd rzeczywistość i IMO, powinno być traktowane jedynie jako rodzaj, sposób wyrażania emocji, a najlepiej nauczyć się nie używać tych kwantyfikatowrów w trakcie dyskusji czy też opisując swoje poglądy. Pozdrawiam
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|