 |
Religijne mechanizmy zabezpieczeń Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-03-2012 10:41 | MH1978 (462 punktów) | Religijne mechanizmy zabezpieczeń
10 na 10 | Witam wszystkich! Chciałbym poruszyć temat religijnych mechanizmów zabezpieczeń, albo inaczej mechanizmów gwarantujących przetrwanie religii przez setki, a nawet tysiące lat. Moim zdaniem takie mechanizmy mają wielkie znaczenie dla istnienia danej religii, a dowodem ich niesamowitej skuteczności są właśnie te tysiące lat ich (religii) istnienia. Ponieważ jestem osobą nieprzychylną irracjonalnym wierzeniom religijnym, uważam że poznanie mechanizmów zabezpieczeń może się przyczynić do osłabienia ich samych w przyszłości, do tego, że coraz więcej ludzi będzie o tym mówić, coraz więcej osób będzie się nad tym zastanawiać. Im więcej ludzi będzie miało wątpliwości co do słuszności religii (jakichkolwiek irracjonalnych wierzeń), im więcej osób będzie sobie zdawało sprawę co tak naprawdę trzyma ich w religijnych ryzach, tym większa szansa na osłabienie tych ryzów, osłabienie religii, a nawet ich upadek, co z kolei (moim zdaniem) wiązałoby się ze zmniejszeniem liczby wojen, konfliktów, uprzedzeń, przyśpieszeniem postępu technicznego i rozwoju moralnego człowieka.
Większość religii (z chrześcijaństwem i islamem na czele) była w początkowej fazie wprowadzana ogniem i mieczem jako religie państwowe - jedynie słuszne, żeby nie powiedzieć święte na danym obszarze geograficznym. Bardzo wielu ludzi przyjęło je ze strachu przed utratą życia, bądź utratą życia swoich dzieci. Z kolejnymi pokoleniami było już łatwiej (polecam analizę wprowadzania chrześcijaństwa w Ameryce Łacińskiej). Dziś jednak tylko niektóre z nich, bardziej agresywne, jak choćby islam, stosuje aparat bezpośredniej przemocy, pozostałe natomiast trzymają swoich wiernych dzięki bardzo sprytnym mechanizmom zabezpieczeń. (Tak na marginesie, żeby nie było, że uważam chrześcijaństwo za lepszą religię, powiem, że terrorystyczne metody stosowane obecnie przez niektóre organizacje, a nawet całe kraje islamskie, były z powodzeniem stosowane przez chrześcijaństwo jeszcze 500 lat temu - z tą różnicą, że obecnie terroryści mają do dyspozycji o wiele bardziej śmiercionośną broń).
Jaki jest, moim zdaniem, najsilniejszy mechanizm zabezpieczeń? Nie jest nim strach przed potępieniem (ten działał dobrze jeszcze jakiś czas temu, ale teraz zdaje się traci na sile), jest nim siła tradycji. Jest to mechanizm niezwykle istotny, ponieważ działa zarówno na osoby głęboko wierzące, jak i na ludzi, których wiara jest "naskórkowa" i sprowadza się jedynie do pewnych okresowych obrzędów jak chrzciny, komunie, wesela, oraz kultywowanie świąt. Próba zerwania z religią chrześcijańską, nawet jeśli osoba, która miałaby na to ochotę, która zaczęła dostrzegać absurdy swojej wiary, wiąże się z poważnym wyłamaniem się z powszechnie obowiązującej tradycji. Nie jest to atrakcyjne, ani z punktu widzenia tego "co powiedzą ludzie, co powie rodzina", ani z punktu wiedzenia doboru partnera, ani z punktu widzenia wychowania dzieci. Nawet bardzo światły człowiek może zatem nie dać rady (albo po prostu nie chcieć dać rady) uwolnić się od religii, nawet jeśli uważa ją za stek bzdur i kłamstw.
W swojej głowie mam jeszcze sporo innych przykładów zabezpieczeń i na ile czas mi pozwoli oraz o ile ten temat okaże się dla Was ciekawy, pewnie jeszcze coś o nich napiszę, ale w tym miejscu chciałbym zachęcić Was do dalszej dyskusji i podaniu własnych przykładów.
Im więcej wiemy na temat danej choroby, tym łatwiej jest nam z nią walczyć! | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > jest nim siła tradycji. Jest to mechanizm niezwykle istotny, ponieważ działa zarówno na osoby głęboko wierzące, jak i na ludzi, których wiara jest "naskórkowa" i sprowadza się jedynie do pewnych okresowych obrzędów jak chrzciny, komunie, wesela, oraz kultywowanie świąt. Próba zerwania z religią chrześcijańską, nawet jeśli osoba, która miałaby na to ochotę, która zaczęła dostrzegać absurdy swojej wiary, wiąże się z poważnym wyłamaniem się z powszechnie obowiązującej tradycji.-Dodam demokrację czyli strach kandydatów do parlamentu przed narażeniem się wyborcom, więc nawet niewierzący nie poruszają tematu religii lub ślizgają się po nim. Dla tzw. prawicy z kolei "wartości" i "uczucia" bywają głównym, a czasami jedynym punktem programu wyborczego. Walczyć z tym trudno bo coraz więcej cwaniaków po tamtej stronie widzi bezsens religijnych banialuków, ale chętnie korzysta z profitów związanych z ich podtrzymywaniem. Na głupocie ludzkiej i nieszczęściu najłatwiej się zarabia. Wolą więc lekko ewoluować, dopasowywać stare bajki do współczesności, godzić to z nauką, odpowiednio odczytywać dawne proroctwa, usprawiedliwiać przeszłe masakry, ogólnie teologizować. Już wielki wybuch im nie przeszkadza, a nawet pasuje do biblii, teraz ewlocja pomalutku zaczyna być akceptowana. No i jest jeszcze takie zjawisko jak liberalne religianctwo a' la Szymon Hołownia, takie luzackie opowiadanie o Jezusie, bogu, aniołach stróżach i wniebowstapieniu z jednoczesnym poważnym traktowaniem tematu jako całości . Jednak główny problem to fakt, że naiwniaków na tej planecie nigdy nie zabraknie. -W sumie temat ciągle powracający i dużo tu wątków o tym właśnie. Zaraz pewnie ktoś wyskoczy, że my tylko o jednym 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
 | 2 na 2 | MH1978 (462 punktów) | >No i jest jeszcze takie zjawisko jak liberalne religianctwo a' la Szymon Hołownia, takie luzackie opowiadanie o Jezusie, bogu, aniołach stróżach i wniebowstapieniu z jednoczesnym poważnym traktowaniem tematu jako całości .
Takie luzackie opowiadanie o Jezusie, "alleluja i do przodu" itp. to raczej mechanizm przyciągający do religii (wiem o czym mówię, bo sam, jeszcze w czasach szkoły średniej, skusiłem się na coś takiego; tylko, że gdy sytuacja poszła o jeden krok za daleko, miałem tyle odwagi i oleju w głowie, żeby się upewnić co do niektórych spraw - dzięki temu jestem dziś ateistą). W moim nowym wątku chodzi mi raczej o mechanizmy zabezpieczające przed odejściem. Choć z drugiej strony... takie "Jezus, Jezus, Jezus, alleluja" jest niewątpliwie atrakcyjne dla wielu wyznawców i umacnia ich wiarę, więc jest to swego rodzaju mechanizm gwarantujący to, że od religii nie odejdą.
Powracając jednak do solidnych zabezpieczeń "systemu", myślę, że bardzo ważnym mechanizmem (na który zresztą zwrócił uwagę Richard Dawkins w swojej książce "Bóg urojony") jest przeświadczenie o moralnej wyższości wiary nad niewiarą, jak również o tym, że religijna wiara jest źródłem moralności. Często się słyszy o wartościach CHRZEŚCIJAŃSKICH, podczas gdy, o ile coś rzeczywiście jest jakąś wartością, pozostaje nią nadal - niezależnie od tego czy mamy do czynienia z chrześcijaninem czy ateistą. Sto złotych ma taką samą wartość dla mnie, jak i dla człowieka wierzącego. Ale już choćby szacunek dla ludzkiego życia jest, w przypadku człowieka głęboko wierzącego, mniejszy niż dla ateisty. Ateista postrzega swoje życie jako najwyższą wartość, podczas gdy dla człowieka wierzącego życie doczesne to tylko krótki przystanek w drodze do raju i istnieją przypadki, w których ten drugi, w trosce o swoje zbawienie, powinien je poświęcić (np. w ataku terrorystycznym), mimo iż stanowi ono dla niego dużą wartość.
Bez problemu można dowieść, że rozum jest narzędziem moralności - czyli narzędziem poznania dobra i zła (powtarzam się, więc postaram się krótko). Dużo trudniej natomiast dowieść (na dobrą sprawę nie wierzę, że jest to możliwe), że jest nim wiara lub religia, ale to właśnie ona jest kojarzona z moralnością. Zakładając ten wątek wspomniałem krótką historię z raju, w której człowiek stając się istotą moralną (zyskując narzędzie poznania dobra i zła) został potępiony jako zły (niemoralny). To oczywiście absurd. Ale niemoralne wzorce w "księdze ksiąg" nie kończą się na tym. To dopiero początek. W kolejnych rozdziałach aż roi się od krwawych masakr w imieniu Boga. Najnowsze księgi natomiast (Nowy Testament) są już, co trzeba przyznać, o wiele bardziej humanitarne, jakkolwiek pojawiają się w nich skrajnie niemoralne wzorce postępowania, jak choćby zasada nadstawiania drugiego policzka (której przestrzeganie doprowadziłoby do tego, że światem rządziliby najgorsi zbrodniarze pokroju Hitlera i Stalina). Mimo tego wszystkiego, mimo licznych niemoralnych wzorców w Biblii, mimo jawnie niemoralnych nakazów i zakazów religijnych (np. piętnowanie osób po rozwodzie, zakaz podważania dogmatów i prawd wiary, a zatem nakaz niemyślenia, potępianie osób o nietypowej orientacji seksualnej, uznawanie seksualności człowieka w ogóle jako grzech, etc., etc.) istnieje powszechne przeświadczenie, że bycie człowiekiem moralnym = bycie człowiekiem religijnym. Głęboko zakorzeniona (i słusznie) obawa człowieka przed byciem złym, powoduje, że większość, dla świętego spokoju, postanawia być religijna, mając nadzieję, że dzięki temu będzie dobra.
|
|
|  | 3 na 3 | jasenka (1863 punktów) | > >istnieje powszechne przeświadczenie, że bycie człowiekiem moralnym = bycie człowiekiem religijnym. Głęboko zakorzeniona (i słusznie) obawa człowieka przed byciem złym, powoduje, że większość, dla świętego spokoju, postanawia być religijna, mając nadzieję, że dzięki temu będzie dobra....mając nadzieję, że dzięki temu będzie postrzegana jako dobra czy moralna. To równanie moralności do religii wypacza najbardziej mózgi wiernych. Mają także wentyl bezpieczeństwa, bo mogą się wyspowiadać i krzywda, którą komuś zrobili, jest utylizowana. W każdym razie ja się mocno pilnuję, żeby być jeśli już nie moralną - choć i owszem, to przynajmniej pożyteczną dla ludzi i innych zwierząt. Robię ateistom pozytywny PR
|
|
| |  | 3 na 3 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > W każdym razie ja się mocno pilnuję, żeby być jeśli już nie moralną - choć i owszem, to przynajmniej pożyteczną .> Robię ateistom pozytywny PR  -Niemoralna, pożyteczna i pozytywnie robi ateistom. Całe życie szukam kogoś takiego... 
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
|  | 3 na 3 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Takie luzackie opowiadanie o Jezusie, "alleluja i do przodu" itp. to raczej mechanizm przyciągający do religii -Przyciąga do religii, uatrakcyjnia (jak dla niektórych), więc zabezpiecza ją przed szybkim zgonem, nie ma tu niezgodności.
> (W moim nowym wątku chodzi mi raczej o mechanizmy zabezpieczające przed odejściem. Choć z drugiej strony... takie "Jezus, Jezus, Jezus, alleluja" jest niewątpliwie atrakcyjne dla wielu wyznawców i umacnia ich wiarę, więc jest to swego rodzaju mechanizm gwarantujący to, że od religii nie odejdą.
-No właśnie. Nie ma tu mechanizmów samoistnych jak kod genetyczny, raczej memetyczny. To wszystko wymysły ludzi, mechanizmy myślowe stworzone przez nich.
> Ale już choćby szacunek dla ludzkiego życia jest, w przypadku człowieka głęboko wierzącego, mniejszy niż dla ateisty. Ateista postrzega swoje życie jako najwyższą wartość, podczas gdy dla człowieka wierzącego życie doczesne to tylko krótki przystanek w drodze do raju i istnieją przypadki, w których ten drugi, w trosce o swoje zbawienie, powinien je poświęcić (np. w ataku terrorystycznym), mimo iż stanowi ono dla niego dużą wartość.
-Tym dziwniejsze dlaczego to właśnie wierzący tak bronią doczesnego żywota, nie pozwalając ulżyć człowiekowi w cierpieniu. Wymyślą nawet, że naturalne jest podtrzymywanie człowieka specjalną aparaturą, gdy już tylko dogorywa i błaga o litość.
>Mimo tego wszystkiego, mimo licznych niemoralnych wzorców w Biblii, mimo jawnie niemoralnych nakazów i zakazów religijnych (np. piętnowanie osób po rozwodzie, zakaz podważania dogmatów i prawd wiary, a zatem nakaz niemyślenia, potępianie osób o nietypowej orientacji seksualnej, uznawanie seksualności człowieka w ogóle jako grzech, etc., etc.) istnieje powszechne przeświadczenie, że bycie człowiekiem moralnym = bycie człowiekiem religijnym. Głęboko zakorzeniona (i słusznie) obawa człowieka przed byciem złym, powoduje, że większość, dla świętego spokoju, postanawia być religijna, mając nadzieję, że dzięki temu będzie dobra.
-I całe sztaby pokręconych profesorów-doktorów-teologów pracują nad tym, aby ludzi w tym przeświadczeniu utrzymywać, dokonując kosmicznych wygibasów sofistycznych. Przy okazji nieźle z tego żyją.
Jakości rozumu nie należy mierzyć ilością wiedzy, lecz stosunkiem do prawdy.
|
|
5 na 5 | deili (1140 punktów) | Najważniejszym "magnesem" jest poczucie jedności, poczucia bycia w grupie. Człowiek z natury jest istotą stadną, potrzebuje bycia w grupie. W czasie rytuałów religijnych takich jak msza, ma właśnie te chwile których potrzebuje. Identyczny mechanizm można zaobserwować w śród faszyzujących kiboli, czy nawet na szkoleniach marketingów sieciowych. Dla kibola mecz, dla maniaka budowania piramidki szkolenia, a dla wierzących msze. Siłę tego pokazuje to jak szybko i jak bardzo ludzie uzależniają się, i stają się fanatykami, w danej dziedzinie. Wszak na szkolenia z piramidek i networków przychodzą zwykli ludzie, jeśli połkną bakcyla, poczują atmosferę, są wstanie przepuścić cały majątek byle być częścią grupy. Na stadion do sektorów dla szalikowców przychodzą młodzi chłopcy, często z ciekawości, niesamowite emocje i atmosfera sprawiają że odnajdują jedność, której tak często brak w codziennym środowisku, do tego stopni są "wchłaniani" że zmieniają poglądy, często drastycznie, a stadionowa sekta ich wchłania skutecznie i bez reszty. Chcesz rzesze wiernych zwolenników ? Daj im poczucie jedności w grupie, zjednocz w okół byle błahego sloganu, zrób spotkania na których pośpiewają, poczują swoją siłę w jedności. Zyskasz fanatyków którzy sami zrobią resztę, bez twojej ingerencji potępią, często zniszczą tych co się odwrócą od Ciebie. To poczucie jedności daje siłę fanatykom. Co do upadku tej metody, są pewne pozytywy jak i negatywy w najbliższej przyszłości. Pozytyw to taki, że manipulacja jest skuteczna tylko wówczas gdy manipulowany nie zdaje sobie sprawy z mechanizmów jakie na niego działają, tymczasem ta metoda, poczucia jedności, coraz częściej jest wykorzystywana w biznesie, reklamach, promocjach, czy wiecach politycznych, ludzie stają się tego świadomi, trudniej dają się wciągnąć. Negatywy to to że jesteśmy coraz bardziej skłóceni z najbliższym otoczeniem, mamy coraz mniej czasu dla przyjaciół, kolegów, rodziny, to w młodych ludziach powoduje głód takiego poczucia jedności. Dlatego też wśród wielu fanatyków, z jakiejkolwiek dziedziny ich dominuje młodzież. Obecnie na tym polu sukcesy odnoszą organizacje ekologiczne, religijne jak i polityczne. Obwiam się że tego nie da się wyeliminować,jedyne co można zrobić to zastąpić, tylko czym ? I czy to coś też nie stanie się z czasem kolejną sektą ?
|
|
4 na 4 | Anna Salman (16360 punktów) | >... Chciałbym poruszyć temat religijnych mechanizmów zabezpieczeń, albo inaczej mechanizmów gwarantujących przetrwanie religii przez setki, a nawet tysiące lat... To są mechanizmy analogiczne, jak te które umożliwiają przetrwanie jakiejkolwiek grupy. Najsilniejszym spoiwem jest konformizm grupowy, zwłaszcza w obrębie grupy pierwotnej - rodziny / sąsiedztwa. Najcięższą karą dla członka grupy jest wykluczenie. I żadne przekonania dotyczące istoty sacrum nie utrzymają w obrębie danej grupy tak silnie, jak strach przed izolacją społeczną (czasem łączoną z różnymi szykanami).
>... im więcej osób będzie sobie zdawało sprawę co tak naprawdę trzyma ich w religijnych ryzach, tym większa szansa na osłabienie tych ryzów, osłabienie religii, ... Niestety, często nawet niewierzący twierdzą, że ludzi w obrębie określonej religii utrzymuje wiara (jakby w innych religiach byli sami niewierzący).
>Dziś jednak tylko niektóre z nich, bardziej agresywne, jak choćby islam, stosuje aparat bezpośredniej przemocy, pozostałe natomiast trzymają swoich wiernych dzięki bardzo sprytnym mechanizmom zabezpieczeń. ... Słuszna uwaga. Od chwili, kiedy krk stracił monopol na władzę w Europie, stosuje politykę "zewnętrznego wroga", kreując urojone zagrożenia. Ta "aktywność" wzrosła jeszcze od drugiej połowy XIXw., gdy przestało istnieć państwo kościelne, czyli kościół stracił w ogóle możliwość stosowania przymusu bezpośredniego. To wówczas pojawiły się "Protokoły medrców Syjonu" - fałszywka, z której równie chętnie korzystała carska ochrana, jak duchowieństwo krk.
>... jest nim siła tradycji. Jest to mechanizm niezwykle istotny, ponieważ działa zarówno na osoby głęboko wierzące, jak i na ludzi, których wiara jest "naskórkowa" i sprowadza się jedynie do pewnych okresowych obrzędów jak chrzciny, komunie, wesela, oraz kultywowanie świąt. Trzeba zwrócić uwagę, że większość tzw. tradycji katolickiej to tradycja przedchrześcijańska, mająca korzenie w kulturze rolniczej. Sakramenty zostały wprowadzone dość późno, np. śluby kościelne upowszechniły się u nas bodajże w XVIII w. Na terenach Polski znaleziono miejsca pochówków dokonanych w obrządku pogańskim w ... XVII w.. Należałoby skutecznie wymusić, aby owe "tradycje" finansowane były przez samych wiernych. Szybko by stwierdzili, że jednak jest jeszcze inna nowa świecka tradycja - zakupy rodzinne w supermarkecie.
|
|
 | 2 na 2 | MH1978 (462 punktów) | >To są mechanizmy analogiczne, jak te które umożliwiają przetrwanie jakiejkolwiek grupy. Najsilniejszym spoiwem jest konformizm grupowy, zwłaszcza w obrębie grupy pierwotnej - rodziny / sąsiedztwa. >Najcięższą karą dla członka grupy jest wykluczenie. I żadne przekonania dotyczące istoty sacrum nie utrzymają w obrębie danej grupy tak silnie, jak strach przed izolacją społeczną (czasem łączoną z różnymi szykanami).
Już choćby dla tej Twojej odpowiedzi na mój wątek warto było go założyć. Nie chodzi mi nawet o to, że nie wiedziałem o sile grupy, o więzach społecznych w ramach zorganizowanej grupy, ale o to, że doskonale to ujęłaś. Miałem kiedyś (w szkole średniej i na studiach) kolegów - naprawdę świadomych ateistów/agnostyków, a jednak wizja wykluczenia z grupy musiała być dla nich znacznie bardziej przerażająca niż wizja życia w zgodzie z własnymi, głębokimi przekonaniami. Nie mogłem ich zrozumieć, dlaczego się ugięli i dołączyli do "ryczącego stada". Wygląda na to, że zbyt małą wagę przykładałem do tego, że dla większości ludzi wykluczenie z grupy może być najgorszym koszmarem. Teraz też znacznie bardziej rozumiem dlaczego "katolicy-olewatorzy" zawsze pozostaną katolikami (przynajmniej oficjalnie), bez względu na ich "olewatorski" stosunek do życia i brak powagi w czymkolwiek oraz dlaczego profesorowie na wyższych uczelniach, mimo swojej rozległej wiedzy, zwykle nie wyłamują się z powszechnie obowiązującej religii (choć na szczęście w naukach biologicznych prym stanowią profesorowie-ateiści).
Faktycznie, strach przed wykluczeniem z grupy jest na czele najsilniejszych religijnych mechanizmów zabezpieczeń.
|
|
|  | 2 na 2 | deili (1140 punktów) | >(choć na szczęście w naukach biologicznych prym stanowią profesorowie-ateiści). Jaki to paradoks, ale to w dużej mierze też dzięki temu samemu mechanizmowi. Przez długi lat badacze nauk związanych z biologią, byli wyklęci, a to ze względu na stosunek kościoła do teorii Darwina. Wspólny wróg jednoczy i kościół sam stworzył sobie wroga. Tak jak piszesz o ateistach którzy dołączyli do stada, tak tutaj miała miejsce zupełnie odwrotna sytuacja, chcąc być poważanym w środowisku nie mogłeś wyznawać zasad wroga. Oczywiście nie było to nigdy oficjalną doktryną, ale czasem rzeczy niepisane mają znacznie większe oddziaływanie. Obecnie ten mechanizm zaczyna zanikać, w dużej mierze z tego powodu że kościół, przynajmniej oficjalnie, przestał upierać się przy swoim. Ale ten trend pozostanie jeszcze na bardzo długi czas, to tylko może dowodzić jak silne są właśnie takie więzi.
|
|
|  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Faktycznie, strach przed wykluczeniem z grupy jest na czele najsilniejszych religijnych mechanizmów zabezpieczeń.Jak tak obserwuję naszą, dzisiejszą rzeczywistość, to tak myślę sobie, że to stopniowo traci jednak na znaczeniu, chociaż właśnie może nie pośród ludzi młodych, gdzie ta przynależność do grupy ma szczególne znaczenie. U ludzi nieco starszych, chyba to się jednak w sposób istotny zmienia. Te wrednie podglądające swoje elementy wspólnoty, jednak u nas zamierają i na wzór zachodni idziemy w stronę atomizacji i większej, osobistej niezależności, indywiduacji. Każdy żyje coraz bardziej sobie, a dom mój - moją twierdzą ( i moje ja wraz z poglądami i sposobem życia ), co być może jeszcze nie do końca jest obecne w mniejszych miejscowościach i wsiach, gdzie ostracyzm opini społecznej jest często wciąż żywy. Ale i to chyba zależy od regionu Polski. Myślę, że już troszkę starsze osoby coraz mniejszą wagę przywiązują do identyfikacji ze stadem, co być moze zaskakujące, ale rzuca mi się to jakoś w oczy. Przydałyby się rzetelne badania. Kiedyś jednolitość załatwiała presja plus ewentualna opresja, ale dzisiaj, chyba jednak jest z tym coraz słabiej. Nie boimy się specjalnie tej opresji, a na pewno mniej niz kiedyś, a nawet lubimy popyskować, pokazać swoją niezależność i odmienność. Tak naprawdę, coraz mniejsze grożą nam za to konsekwencje, o ile w ogóle. Troszkę sie jednak spluralizowaliśmy, nie boimy się już specjalnie innego czy obcego. Ale u ludzi młodych, będzie się utożsamienie jednak uwydatniać, tyle, że to raczej kwestia bardziej biologii młodego organizmu niż głupkowatej kultury, jak w przykładowych, zapyziałych małych miasteczkach czy wsiach. Teraz, co mi się wydaje kluczowym w sprawie zabezpieczeń. Otoż, religia tworzy człowiekowi narrację, matrycę, spójny model otaczajacej rzeczywistości, w którym ten się orientuje, a zatem automatycznie czuje się bezpiecznie. Bo ogarnia rzeczywistość dzięki całej masie punktów orientacyjnych (nieważne, że absurdalnych czy nielogicznych) fundowanych przez religię. Takie konstrukty z owymi punktami typu: Bóg - stworzenie - istnienie - apokalipsa - sąd - wieczność nagrodzona lub potępiona, czy narodziny - chrzest - szkoła - religia - komunia - bierzmowanie - małżeństwo - wesele - dzieci - wnuki - pogrzeb - niebo, ogarniają w sposób spójny rzeczywistość, pozwalaja się w niej orientować i czuć bezpiecznie. Wirus zaprzeczający, a usiłujący dostać się do tej naracji, to zachwianie owego bezpieczeństwa. Samo przeczucie, choćby tylko niewinne zaprzeczenie jakiemuś elementowi tej narracji, wywołuje poczucie możliwości zawalenia sie spójnego obrazu rzeczywistości, a więc spokoju, bezpieczeństwa, poczucia stabilności dla własnej obecności w świecie. Tutaj pojawi sie paniczny strach przed utratą gruntu i wszelkie możliwe ewolucje-rewolucje są posyłane do diabła. Problemem jest zatem całkowity brak obecności silnej i spójnej narracji alternatywnej. Ci ludzie tego nie znają. Tzn. coś tam wiedzą o innych religiach, ale to coś podobnego, więc nie robi specjalnie kuku, rysy na świadomości. Natomiast silnej narracji areligijnej, naukowej, opartej o aktualny stan wiedzy, oczywiście z niezbędnym stosunkiem krytyczno-sceptycznym, to już oni się panicznie boją, bo jej zwyczajnie nie rozumieją. Nie czują, nie widzą i nie wąchają nawet idącej za tym życiowej stabilności. Dla nich to jakaś niezrozumiała mgła. Zimna pustka. Zdobycia alternatywnej narracji nie umożliwia im niechlujna edukacja w szkole (co jest moim zdaniem żenujące w dzisiejszych czasach), ani rodzice, co jest akurat zrozumiałe. A samemu ciężko, nawet i z internetem i Racjonalistą  . Niewiedza i tak naprawde nieumiejętność racjonalnego myslenia o świecie, życiu i człowieku jest więc, moim zdaniem, najskuteczniejszym zabezpieczeniem religii, najlepiej zatem, by lud był ciemny, prosty i nie nadążał za rozwijającą się rzetelną wiedzą o świecie, życiu i człowieku.
|
|
| Menel de Lux (3111 punktów) | Rytuał, tradycja i poczucie wspólnoty. Lakonicznie, ale na tych właśnie trybikach mechanizmy o których mówisz się opierają. Wszystkie trzy zębatki zostają uruchomione podczas chrztu- katolickiego perpetuum mobile (jeżeli już jest mowa o mechanizmach...), nie widzę sposobu aby go obejść .
|
|
 | 1 na 1 | fiiś (1053 punktów) | >Rytuał, tradycja i poczucie wspólnoty.
To rzeczywiście te mechanizmy, i nie odnoszą się one tylko do religii. To samo zabezpiecza inne wspólnoty typu państwo narodowe, czy choćby kluby sportowe.
Wniosek: religia tworzy wspólnotę to jej siła. Religia daje też silną, jasno zdefiniowaną tożsamość. Religia jasno i prosto określa cele i środki ich realizacji. Nadaje sens życia. Daje łatwe i proste racjonalizacje, choć tu już nie tak pięknie. Jak się głębiej wejdzie to zaczyna się sypać i trzeba podpierać się dogmatami.
Krótko mówiąc, religia, jak każda ideologia, jest prostą i stosunkowo łatwa receptą na życie.
Sposób na rozmontowanie? Wyjść od racjonalizacji - tu najprędzej dochodzimy do absurdu. Wtedy sens staje się wątpliwy. Cel traci rację bytu, a środki ukazują swe brzydkie strony. Dla określenia tożsamości trzeba poszukać czegoś lepszego. Tutaj ważne aby ze świadomości publicznej wyrugować odium gorszości ateizmu, ale to się powoli dzieje. No i wreszcie wspólnota. Z tym dziś nie ma już problemu. Jest wiele alternatyw. Daje je choćby internet.
W moim przekonaniu nauka i społeczności alternatywne sprawiają, że religie są ludziom coraz mniej potrzebne. Dlatego religie okopują się w bastionach polityki i stamtąd trzeba je wyrugować.
|
|
5 na 5 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | Jest taki sprytny mechanizm, który ja nazywam "outsourcingiem myślenia".
Działa to mniej więcej tak: twoje argumenty, ateisto, są bardzo frapujące i wydają mi się nie do odparcia. Ale to tylko dlatego, że ja jestem zaledwie misiem o małym rozumku. Po mojej stronie są znacznie ode mnie mądrzejsi: papież, kardynałowie, profesorowie teologii. Jestem pewien, że dobrze znają twoje argumenty - i jestem też pewien, że wiedzą jak je odeprzeć. Przecież gdyby było inaczej, papież już dawno przyznałby rację Dawkinsowi, nieprawdaż?
W skrócie: odmawiam przyjęcia twojej argumentacji, dopóki nie przekonasz wszystkich mądrzejszych ode mnie. A imię ich, kurna, Legion.
|
|
 | | fiiś (1053 punktów) | > Jest taki sprytny mechanizm, który ja nazywam "outsourcingiem myślenia".outsourcing myślenia... - no rewelka
|
|
4 na 4 | Miły (925 punktów) | >Witam wszystkich! >Chciałbym poruszyć temat religijnych mechanizmów zabezpieczeń, albo inaczej mechanizmów >gwarantujących przetrwanie religii przez setki, a nawet tysiące lat. Moim zdaniem takie mechanizmy >mają wielkie znaczenie dla istnienia danej religii, a dowodem ich niesamowitej skuteczności są >właśnie te tysiące lat ich (religii) istnienia.
Witaj, twoje wyjaśnienia jak i innych, którzy wyrazili swoje zdanie w dyskusji na temat działania mechanizmów religii są jak najbardziej słuszne, jednak myślę, że równie ważnym aspektem tak zwanych mechanizmów religii jest to w jaki sposób sprzedaje i reklamuje się religie.
Religie to tak naprawdę jedne z najbardziej dochodowych biznesów świata- co nie znaczy, że uczciwych.
Spójrzcie na to jak promowana jest, choćby religia katolicka na naszym podwórku, tu w Polsce. Choćby powoływanie się na wizerunek JP2 i wywoływanie, nim różnych tanich chwytów mających chwytać za serce, różne historyjki z życia papieża, które mają przybliżyć go zwykłym ludziom i pokazać, że to był człek mimo tego, że "święty" to taki sam jak my.Najlepszy tego przykład to choćby opowiastka o oklepanych już kremówkach.
Poza tym stosuje się całą masę innych chwytów, które mają pokazywać religię w jak najlepszym świetle. Choćby gadka szmatka o tym, jak to jakiś święty - np wspomniany wyżej Jp2- rozumiał problemy maluczkich borykających się z codziennymi problemami. Inny przykłady, to promowanie komunii jako czegoś bardzo atrakcyjnego, ze względu na prezenty dla dzieci.
Sukienkowi oczywiście gadają, że najważniejsze to jest w tym przyjęcie pana Jezusa do serduszka, że tak się kleszym językiem wyrażę,ale nie oszukujmy się, większość dzieci nawet nie rozumie tego dziwacznego pojęcia, które i dla mnie jest po prostu absurdalne. Większość dzieci patrzy tak naprawdę na prezenty.
Takie właśnie promowanie religii pokazuje kolejną przyczynę czemu tak utrzymuje się ona w społeczeństwie.Jakie jest na, to lekarstwo?
Promujmy z jeszcze większym rozmachem naukę jako, naturalną alternatywę dla religii. Trzeba pokazać, że nauka to nie są nudne teorie sucho wykładane w szkołach,ale coś naprawdę fascynującego dotyczącego nas wszystkich i to w znacznie większym stopniu niż religia. Nauka dotyczy wszystkich a nie tak jak konkretna religia, tylko tych z określonego kręgu kulturowego, którzy ją wyznają.
Właściwie, to nauka jest dobrze promowana na zachodzie przez takie osoby jak Hawking-, który napisał nawet wraz z córką cykl książek dla dzieci, aby przekazać im w strawny dla nich sposób wiedzę naukową -czy Dawkins, jednak w Polsce dość mocno promowanie nauki kuleje. Należy to zmienić.
|
|
 | 2 na 2 | Miłosz Michałowski (1657 punktów) | Czego by nie powiedzieć, to nie da się ukryć, że religia jest skuteczna w swych mechanizmach i metodach "survivalu", o czym świadczy fakt, iż wciąż o niej rozprawiamy  Z drugiej jednak strony, jeśli spojrzeć na ostatnie 60-70 lat, nie sposób nie zauważyć, że traci ona wpływy (w kulturze Zachodu): nie tylko na rzecz nauki, ale także na rzecz "świeckiej" etyki - trudno mi powiedzieć, czy rozwija się ona wraz z przemianami społecznymi czy tez jest ich motorem. Niemniej, nie sposób już wciągać Boga w kwestie praw człowieka i stosunków społecznych (to zmiana dawniejsza, iż władza nie pochodzi, jak się okazuje, od Boga, ale od "baranków"  , ponieważ społeczeństwa same, bez inspiracji Kościoła, doszły do tego, że wolą żyć jako wolni obywatele pośród innych wolnych obywateli - np. św. Tomasz mało kogo przekona, że kobieta powinna być dziś podległa mężczyźnie. Dlatego religii pozostały już głównie tylko lub "aż" sfery związane seksualnością, w tym takie, w których trudno wyznaczać jednoznaczne granice (np. kwestia aborcji, in-vitro), co daje poletko do metafizycznego bełkotu. Jak zawsze brak w tym rzeczowych argumentów (w dodatku argumenty naukowe źle się prezentują w TV), a pełno chwytliwych emocjonalnych haseł: zabijanie nienarodzonych dzieci, etc. Oprócz tego taki nasz ukochany Kościół ma jeszcze mityczną wręcz "tradycję", z której wywodzi, iż jest źródłem wszelkiej moralności. I zastanawia mnie tylko, dlaczego panuje ciche przyzwolenie (a może to strach) w przestrzeni publicznej, by te bzdury sfalsyfikować. Dzięki temu Kościół może jeszcze grać metafizyką i transcendencją, pod którą podczepia moralność, której, swoją drogą, nigdy nie precyzuje, a jedynie rzuca frazesami. Na koniec jeszcze należałoby się odnieść do innych religii niż chrześcijańska (katolicka), ale by mówić o Islamie potrzeba wiedzy, której mi brak. Mechanizmy ogólne są w przypadku religii takie same i większość pojawiła się już w dyskusji. A co do kwestii szczegółowych i lokalnych, to w tym wypadku trudno mi stawiać hipotezy. Ale może jest tu ktoś z odpowiednią wiedzą. Sam byłbym ciekaw takiej analizy historyczno-socjologicznej Islamu i terenów mu "podległych".
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|