>Czy nie brakuje dziś całej masy inteligentnych ludzi, naukowców którzy potrafią pogodzić "cuda" z nauką.
Jeżeli telefonia komórkowa nie została zawłaszczona przez religie, to jestem dobrej myśli. Chociaż coś tam ponoć mówią, że cała elektronika jest dziełem szatana, ale to jest margines życia religijnego.
>A więc wiara ma się całkiem dobrze i będzie miała( żesz ku..). Zabezpieczona w umysłach każdego rodzaju człowieka przetrwa niczym karaluch wybuch atomowy.
Zapewne. Jednak dopuszczam sytuację, w której nauka zgromadzi "masę krytyczną" faktów, które w końcu przenikną do programów szkolnych wykluczając w praktyce religie, pozostawiając niewielki margines na agnostycyzm i jakieś karkołomne próby połączenia racjonalnego myślenia z nieracjonalnością wiary.
>Na nic zda się zburzenie kościołów,
Burzenie kościołów? Ależ to by ożywiło wiarę. Niech Bóg broni od takich pomysłów.
>zmiana ornatów,
Nie mogę zrozumieć, dlaczego przy obecnych możliwościach przemysłu tekstylnego nie ma jeszcze ornatów z nadrukami holograficznymi, lateksowych, z pianki itp.
>przyjdzie w innej formie. Krąży już tak od dawna.
Machając mackami i gubiąc nitki spaghetti.
>Czeka sobie tylko na jakiś mały "cud".
Podobno już powstają wersje tosterów "Torino", chodzi o wizerunek ze słynnego całunu.
>Iskierkę która na nowo rozpali w ludziach nadzieję że nie są sami.
Czyli UFO.
>Bo nie chodzi tu o religię w formie o jakiej się najczęściej myśli ( ksiądz święta etc.) >ale o sytuację w której ludzie ulegną czemuś nie znanemu.
Cały wic polega na tym, że stare numery są najskuteczniejsze.
>Dzięki czemu będą czuli się szczęśliwi np. (zewnętrzna substancja dostarczana w celu osiągnięcia krótkotrwałego szczęścia).
Nie sądzę, by "religia chemiczna" się przyjęła; gdyby tak było, peyotl byłby już na całym świecie czczony jako święta roślina.
>Może ludzie będą tak znudzeni luksusem a inni monotonią życia że wynajdą sobie coś co ich pobudzi.
Już wynaleźli. To coś nazywa się wojna.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|