Racjonalista - Strona głównaDo treści
O byciu w błędzie i fanatyzmie ateo-antyklerykalnym

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
15-05-2011 19:33Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów)
(zablokowany)
O byciu w błędzie i fanatyzmie ateo-antyklerykalnym
Ocena 13 na 15
Najbardziej myli się ten kto twierdzi, że nigdy się nie myli i nie dostrzega żadnych popełnionych przez siebie błędów.
Ktoś taki staje się fanatykiem.

Prawdopodobnie najwięcej cierpienia przyniosły i nadal przynoszą ludzkości fanatyzmy religijne. Ja chciałem zastanowić się natomiast nad fanatyzmem ateistyczno-antyklerykalnym:

Oczywiście nie zawsze zachodzi równoważność ateizm <=> antyklerykalizm ale jest to chyba najczęstsza, przynajmniej w Polsce, korelacja. Sam uważam siebie za zdecydowanego ateistę i umiarkowanego antyklerykała, który przeszedł etap mocnego, ale nie fanatycznego, antyklerykalizmu.

Można uznawać ateizm za jedynie słuszny, naukowy światopogląd ale czy namolne propagowanie go, wyszydzanie inaczej myślących - choćby byli bezrefleksyjnie zindoktrynowani, wywyższanie się z tego powodu: do czego to prowadzi ? Pozwala sobie ulżyć ? Naprawia świat robiąc ze sztucznie 'nawróconych' lepszych ludzi ? Niewiara sama przychodzi albo i nie - ważniejsze jest chyba nie obrażać innych osób i nie posługiwać się agresją kiedy się o 'takich' sprawach rozmawia ?

Można nienawidzić Kościoła za obłudę, hipokryzję, a nawet całą jego krwawą historię. Tylko czy uznawanie, że wszystko co dziś robią, zwłaszcza część inteligencji katolickiej lub organizacji pomocy społecznej, nie może być po prostu dobre i niosące pomoc, a wierzącym i z jakiegoś powodu wykluczonym - nadzieję ? Czy naprawdę zawsze brak obłudy jest lepszy niż nieszkodliwa 'bajka' ?

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie twierdzę, że brak działania na rzecz 'racjonalizacji' świata jest najlepszym wyborem - oczywiście jest jednym z najgorszych jeżeli dla kogoś ważne są wartości jak: wolność, sprawiedliwość, rozwój... Najgorszym jednak jest, moim zdaniem, 'nawracanie' na ateizm (wszak każdy z nas rodzi się ateistą) przy użyciu AGRESJI, WYSZYDZANIA I WYWYŻSZANIA SIĘ.

To samo dotyczy fanatycznego antyklerykalizmu - często uogólniającego najgorsze patologie na całość wspólnoty - prowadzącego do uśmiechu na twarzy kiedy ktoś wziął butelki z benzyną, kamienie i poszedł niszczyć kościoły...

Nadal będę się śmiał ze 'świętych zębów' ale w niektórych kwestiach warto zachować umiar aby nie nakręcać jakiejś chorej wojny światopoglądowej - choćby dlatego, że może to przynosić odwrotne od zamierzonych efekty.

Polecam obejrzeć: www.ted.co(*)ryn_schulz_on_being_wrong.html
(to ten materiał zainspirował mnie po trosze do napisania tego wątku) i zastanowić się czy sami nie ocieramy się w niektórych sprawach o fanatyczne postawy
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

zachaj (5239 punktów)

>...uznawanie, że wszystko co dziś robią, zwłaszcza część inteligencji katolickiej

Co masz tutaj konkretnie na myśli?

>... przy użyciu AGRESJI, WYSZYDZANIA I WYWYŻSZANIA SIĘ.

Kto stosuje takie metody? Chyba druga strona. Jeżeli za "wyszydzanie" uważasz nutkę ironii to gratuluję. Z resztą co innego pozostaje gdy rozmawiasz z ludźmi, którzy posiadają monopol na "prawdę".

>To samo dotyczy fanatycznego antyklerykalizmu - ...

A co to takiego? Pewnie to samo co ateista-fundamentalista...
15-05-2011 22:52 
 Ocena 1 na 3
Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów)
(zablokowany)
>>...uznawanie, że wszystko co dziś robią, zwłaszcza część inteligencji katolickiej
>Co masz tutaj konkretnie na myśli?
Pomoc dla ludzi wykluczonych: niepełnosprawnych, nieuleczalnie chorych, bezdomnych, ... oczywiście wtedy kiedy nie ma przede wszystkim na celu promocji doktryn katolickich - ale jak napisałem - czy w każdej sytuacji życiowej hasło 'stop obłudzie' musi być najważniejsze ?

>>To samo dotyczy fanatycznego antyklerykalizmu - ...
>A co to takiego? Pewnie to samo co ateista-fundamentalista...
Ja wiem, że to byli debile, ale oddawanie moczu na ludzi - pewnie częściowo psychicznie obłąkanych - którzy koczowali pod krzyżem na krakowskim to skrajny przykład inspirowany po części fanatyzmem - antyklerykalnym. W ogóle cała AGRESJA (nie ironia !!) antyklerykalna, jak każda inna, jest przejawem fanatyzmu.

Ruch Poparcia / SLD / Głosuj na kobiety !
16-05-2011 11:46 
 Ocena 6 na 6
zachaj (5239 punktów)
>>>To samo dotyczy fanatycznego antyklerykalizmu - ...
>>A co to takiego? Pewnie to samo co ateista-fundamentalista...
>Ja wiem, że to byli debile, ale oddawanie moczu na ludzi - pewnie częściowo psychicznie obłąkanych - którzy koczowali pod krzyżem na krakowskim to skrajny przykład inspirowany po części fanatyzmem - antyklerykalnym. W ogóle cała AGRESJA (nie ironia !!) antyklerykalna, jak każda inna, jest przejawem fanatyzmu.

Ale coś Ci się chyba pomyliło. Czy myślisz, że ludzie którzy poszli pod krzyż dręczyć modlących się, mieli coś wspólnego z antyklerykalizmem? To byli jacyś menele, których w Warszawie nie brakuje, ewentualnie podpici imprezowicze. Ktoś kto oddaje mocz w miejscu publicznym aby znieważyć drugą osobę, nie może być kojarzony z jakimkolwiek poważnym ruchem społeczno-politycznym? Ktoś kto się tak zachowuje na pewno nie próbuje walczyć o zmianę prawa czy poprawę sytuacji.

Ponadto jak można łączyć sikanie na znicze z antyklerykalizmem i wygłaszać takie orędzie. To jakby część z tych meneli siedziało na forum, inaczej nie rozumiem kto mógłby być Twoją grupą docelową. Wątpię, aby ktoś kto tak prymitywnie i chamsko zachowuje się na ulicy, wracał do domu i siadał na forum racjonalisty. Dlatego uważam cały Twój wątek za nieporozumienie.

Jest całkiem duże prawdopodobieństwo, że ta cała historia z sikaniem na ludzi jest wymyślona i lansowana przez RM. Nie dam sobie ręki uciąć za to, ale słyszałem co wygadywali "krzyżowcy" na antenie tego radia. To się w głowie nie mieści jak niesamowite opowieści tam szerzono.

Także prawdopodobnie lansujesz tutaj propagandę Rydzyka, pod płaszczykiem walki z "fanatycznym antyklerykalizmem". Muszę przyznać, że z powodzeniem, wielu się już nabrało...
Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów)
(zablokowany)
>Także prawdopodobnie lansujesz tutaj propagandę Rydzyka, pod płaszczykiem walki z "fanatycznym antyklerykalizmem". Muszę przyznać, że z powodzeniem, wielu się już nabrało...

Niestety, kolejne pudło... Przeczytaj odpowiedzi Kowalskiej i Mariana i daj im po plusie Pozdrawiam

Ruch Poparcia / SLD / Głosuj na kobiety !
16-05-2011 14:43 
 Ocena 8 na 8
zachaj (5239 punktów)
>Niestety, kolejne pudło... Przeczytaj odpowiedzi Kowalskiej i Mariana i daj im po plusie Pozdrawiam

Już dawno dałem. Nie zmienia to faktu - ateistyczny fanatyzm to rzadkość. Ludzie którzy zachowują się agresywnie, robią to nie z powodu głębokich światopoglądowych przemyśleń ale raczej dlatego, że są ogólnie agresywni i prymitywni. Co innego wierzący, których właśnie głęboka i ślepa wiara w dogmaty prowadzi do nieprawidłowych zachowań.

Ateiści - racjonaliści nie maja żadnej świętej księgi w którą mogliby bezgranicznie wierzyć. Dlatego każde słowo można podważyć i wszystko podlega dyskusji. To jest taki wentyl bezpieczeństwa, który uniemożliwia pojawienie się fanatyzmu. Tak naprawdę gdy racjonaliście przedstawimy wystarczającą ilość rzetelnych dowodów, jesteśmy w stanie zmienić jego poglądy. Dokładnie odwrotnie jest z fanatykami.

Kiedyś jeden z kreacjonistów powiedział: "...nawet gdy wszystkie dowody we wszechświecie będą świadczyły o tym, że Bóg nie istnieje, to i tak będę w Niego wierzył, bo tak napisane jest w mojej Świętej Księdze"

Uwierz mi, ateistyczny, antyklerykalny fanatyzm to problem bardziej niż marginalny, wynikający raczej z ogólnego chamstwa ludzi i braku poszanowania czegokolwiek, niż jakiś "złych nurtów" w środowisku niewierzących.
16-05-2011 21:48 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>"...nawet gdy wszystkie dowody we wszechświecie będą świadczyły o tym, że Bóg nie istnieje, to i tak będę w Niego wierzył, bo tak napisane jest w mojej Świętej Księdze"

Trzeba jakoś odróżnić coś, co przyjmujemy na mocy dowodów, argumentacji, od czegoś, co osadzone jest w procesie ideowej socjalizacji (np. religijnej). Trudno być fanatykiem takiej czy innej teorii mnogości, ale katolicyzmu - owszem. Fanatyzm ma zupełnie inne podłoże: argumenty nie grają w nim istotnej roli. Dlatego nie święta księga stanowi jego ostateczną podstawę ewentualnych dyskusji, polemik czy nawet walki: wszystkie drogi prowadzą do złożonego syndromu wspomnianej ideowej socjalizacji: indoktrynacja to za mało powiedziane, bo termin ten nie akcentuje dostatecznie tresury w systemie zachowań i emocji, czy też pewnych genetycznych uwarunkowań.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
17-05-2011 07:22 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
Księga jest pewnym punktem wyjścia, oczywiście sam proces owej socjalizacji religijnej jest integralnym, głęboko zakorzenionym elementem kultury. Czepiam się Biblii, gdyż uważam ją za fundament wiary i jeśli znajdujemy w niej treści uznawane dzisiaj za niemoralne, świadczy to o całej religii i jej wyznawcach. Nie można uznać jednocześnie, że pewne treści są prawdą absolutną, a w pewnych miejscach jedynie metaforą. Dziwię się, że ludzie nie potrafią sami odkryć wielu sprzeczności zawartych w religii. Pewnie w większości przypadków obowiązkowe ślepe posłuszeństwo i skuteczna indoktrynacja uniemożliwia trzeźwą analizę.
17-05-2011 08:30 
 Ocena-1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Nie można uznać jednocześnie, że pewne treści są prawdą absolutną, a w pewnych miejscach jedynie metaforą.
Bo kto zabroni? Zachaj?
Jak widzisz w żonglerce cytatami religijni są dobrzy nad wyraz.
A że to nierozumne to inna sprawa.

>Dziwię się, że ludzie nie potrafią sami odkryć wielu sprzeczności zawartych w religii. Pewnie w większości przypadków obowiązkowe ślepe posłuszeństwo i skuteczna indoktrynacja uniemożliwia trzeźwą analizę.
To czemu się dziwisz, skoro wiesz?
Tak działa wiara.
Albo oportunizm.
Albo zwykła głupota...

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
zachaj (5239 punktów)
>>Nie można uznać jednocześnie, że pewne treści są prawdą absolutną, a w pewnych miejscach jedynie metaforą.
>Bo kto zabroni? Zachaj?

Nie wnosisz nic ciekawego do dyskusji.
17-05-2011 15:17 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Nie wnosisz nic ciekawego do dyskusji.

Wnoszę, wnoszę, tylko Ty nie chcesz tego przyjąć.

Ja, widzisz, nie dziwię się, że ludzie religijni po uważaniu klasyfikują cytaty jako Przemądre Słowo Boże albo jako alegorie dla starodawnych głupców.
Ja, widzisz, nie dziwię się, że "ludzie nie potrafią sami odkryć wielu sprzeczności zawartych w religii".
Bo ja wiem
jak działa wiara,
jak działa oportunizm,
jak działa zwykła głupota.
Etc.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
17-05-2011 10:07 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Czepiam się Biblii, gdyż uważam ją za fundament wiary...

Nie tylko Biblia jest fundamentem wiary. Religie mają pewną uniwersalną strukturę o kilku fundamentalnych zmiennych. Weź pod uwagę, że na długo przed rozumieniem sensów świętych pism dzieci (nawet niemowlaki) uczestniczą w obrzędach religijnych niejako pozawerbalnie, co pozostawia trwały ślad w ich psychice i układzie nerwowym. To jest owo przesiąkanie skorupki za młodu, które ma swój specyficzny determinizm.

>Dziwię się, że ludzie nie potrafią sami odkryć wielu sprzeczności zawartych w religii.

Dla pewnych systemów przekonań kategoria niesprzeczności jest nieistotna. Człowiek jest śmiertelny i Człowiek jest nieśmiertelny to zdania logicznie sprzeczne, ale w świadomości ukształtowanej przez religię mają się dobrze. Człowiek skłonny jest uwierzyć w religijne bzdury, ale tej wiary nie aplikuje już do codziennego życia. Wystarczy przecież wprowadzić pojęcie tamtego świata, aby wspomniane powyżej dwa sprzeczne zdania przestały niepokoić. Podział na sacrum i profanum to jeden ze sposobów racjonalizacji sprzeczności.To dlatego wszystko, co zalatuje monizmem jest dla kościoła herezją.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
zachaj (5239 punktów)
>>Czepiam się Biblii, gdyż uważam ją za fundament wiary...
>Nie tylko Biblia jest fundamentem wiary. Religie mają pewną uniwersalną strukturę o kilku fundamentalnych zmiennych. ...

Otóż to. Zauważ, że to się nie tyczy tylko religii. Za młodu "nasiąkamy" również innymi zachowaniami. Wychowujemy się w danej kulturze, w danym języku, a ten co ciekawe, według najnowszych badań, bardzo mocno determinuje nasz sposób myślenia. Jeszcze a propos kultury, ostatnio oglądałem film "Rasa a inteligencja", naukowcy doszli dlaczego są tak duże dysproporcje w osiągnięciach różnych ras. Okazuje się, że to właśnie kultura w której się wychowujemy ma decydujące znaczenie. Dlatego właśnie Azjaci(wschodni) oblegają najlepsze prestiżowe uczelnie w USA. Oni mają głęboko zakorzeniony pęd do wiedzy i poszanowanie dla ludzi wykształconych. Pielęgnują takie zachowania kulturowe od pokoleń.

Może z czasem i w naszej kulturze będziemy kładli nacisk na inne aspekty. Ale takie zmiany to kwestia wielu lat.

>Dla pewnych systemów przekonań kategoria niesprzeczności jest nieistotna.

Zgadzam się. Potrzebujemy zmiany sposobu myślenia na bardziej krytyczny. Młodym ludziom nie prezentuje się innej opcji. Niektórzy wyłamują się z szyku, tylko dlatego, że sami są ciekawi lub dzieje się to przez przypadek. Większość przechodzi przez proces indoktrynacji, nieskażeni wiedzą o istnieniu innych idei.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Nosisz się z zamiarem wstąpienia do seminarium/klasztoru, ale że nie do końca jesteś zdecydowany, więc na tym forum oczekujesz racjonalnych argumentów "za"? Proszę bardzo, oto ode mnie masz racjonalny argument: rób to, co uważasz dla siebie za dobre, tylko nie zapominaj miłować bliźniego swego.


Za egzegezę poza eklezją auto-da-fe (graffiti - Wrocław pl. Nankiera 1986)
15-05-2011 22:52 
 Ocena 1 na 1
Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów)
(zablokowany)
>Nosisz się z zamiarem wstąpienia do seminarium/klasztoru ?
:D To żeś wymyślił Z którego zdania to wyczytałeś ? Nie musisz odpowiadać

Ruch Poparcia / SLD / Głosuj na kobiety !
15-05-2011 21:47
 Ocena 11 na 11
TyDraniu (6569 punktów)
>Ja chciałem zastanowić się natomiast nad fanatyzmem ateistyczno-antyklerykalnym:

Nie wiem, co to jest fanatyzm ateistyczno-antyklerykalny, ale domyślam się, że chodzi o tych, którzy protestują, gdy księża łamią prawo i nie zostają ukarani.

>ale czy namolne propagowanie go, wyszydzanie inaczej myślących - choćby byli bezrefleksyjnie zindoktrynowani, wywyższanie się z tego powodu: do czego to prowadzi ? Pozwala sobie ulżyć ?

Nie. Po prostu mamy Obowiązek, by raz w tygodniu wizytować wiernych z Wyjaśniającymi Broszurami o Ateizmie. Oczywiście jedną godzinę dziennie musimy przeznaczyć na wchodzenie na portale katolickie, by propagować ateizm i wyszydzać inaczej myślących. To i tak postęp. Parę lat temu tradycyjne podejście do ateo-ewangelizacji polegało na wysyłaniu wierzących na tortury i śmierć, oraz na atakach terrorystycznych na kościoły w imię Braku Boga. To, przyznaję, pozwalało sobie nieco ulżyć.
15-05-2011 22:55 
 Ocena-1 na 3
Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów)
(zablokowany)
>>Ja chciałem zastanowić się natomiast nad fanatyzmem ateistyczno-antyklerykalnym:
>Nie wiem, co to jest fanatyzm ateistyczno-antyklerykalny, ale domyślam się, że chodzi o tych, którzy protestują, gdy księża łamią prawo i nie zostają ukarani.
Pudło ...

Ruch Poparcia / SLD / Głosuj na kobiety !
15-05-2011 22:10
 Ocena 12 na 12
Kowalska (14008 punktów)
>To samo dotyczy fanatycznego antyklerykalizmu - często uogólniającego najgorsze patologie na całość wspólnoty - prowadzącego do uśmiechu na twarzy kiedy ktoś wziął butelki z benzyną, kamienie i poszedł niszczyć kościoły... Nadal będę się śmiał ze 'świętych zębów' ale w niektórych kwestiach warto zachować umiar aby nie nakręcać jakiejś chorej wojny światopoglądowej - choćby dlatego, że może to przynosić odwrotne od zamierzonych efekty. Polecam obejrzeć: www.ted.co(*)ryn_schulz_on_being_wrong.html (to ten materiał zainspirował mnie po trosze do napisania tego wątku) i zastanowić się czy sami nie ocieramy się w niektórych sprawach o fanatyczne postawy

   Jako, że i ja ze świętych zębów krotochwile czyniłam, pozwolę sobie przeto zabrać głos.

   Zawsze i od zawsze wychodzę z założenia, że każda skrajność jest groźna. Skrajność jest głupotą i prostą drogą do debilizmu powodującego krzywdę innych.

   Założyłeś wątek o oczywistych oczywistościach. Nikt przy zdrowym osądzie nie będzie mówił, że wszyscy księża gwałcą dzieci lub, że wszyscy niewierzący jedzą macę z ludzka krwią i zabijają noworodki oraz księży dla uciechy.

   Każdy, powtarzam każdy fanatyzm jest zły. Tak jak i Kościól katolicki fanatycznie nawracając popełnił i popełnia błędy i zbrodnie, tak i ateiści chcąc fanatycznie odwrócić ludzi od Kościoła popełniają błąd. Bo na siłę to można słoik odkręcać.

   Skrajności, fanatyzmy, to rzeczy straszne. Ludzie fanatyczni, owładnięci jedną myślą, drogą, ideą są najczęściej w historii ludzkości tymi, którzy w imię ideałów wymordowali miliony.

   Zęby, włosy, kości czy co tam z trupów jako relikwie biorą to pół biedy. Gorzej jak w imię któregoś z bogów giną ludzie, którzy mają kompletnie w dupie w co wierzy ten czy inny zamachowiec.


"Historia przyznała rację papieżowi. Afryka doznała jedzenia."
15-05-2011 22:44 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Bo na siłę to można słoik odkręcać.

Ale nie trzeba Znam pewien sposób dzięki, któremu każdy słoik otwieram bez użycia wielkiej siły.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>Bo na siłę to można słoik odkręcać.
>Ale nie trzeba Znam pewien sposób dzięki, któremu każdy słoik otwieram bez użycia wielkiej siły.
To go zdradź. Może pod gorącą wodę go dać?
Albo, ktoś mi mówił, że o parapet jakoś otwierać.
Wieczko nożem podważyć?
Co robić?


Wszystko ma swój początek i koniec.
Menel de Lux (3111 punktów)

> To go zdradź. Może pod gorącą wodę go dać?
>Albo, ktoś mi mówił, że o parapet jakoś otwierać.
>Wieczko nożem podważyć?
>Co robić?

Poważnie?
Uderz kantem wieczka o coś twardego np. blat stołu, i wieczko odkręcisz bez problemu.

AdamGr (3037 punktów)
A kapselek od piwa może zębem otwierasz ?
17-05-2011 16:23 
 Ocena 1 na 1
Menel de Lux (3111 punktów)
>A kapselek od piwa może zębem otwierasz ?

Zamiast się chichrać pomógłbyś Grabowskiej słoik otworzyć skoro grzecznie prosi
AdamGr (3037 punktów)
Jeden otwieracz już pokazano, sam posiadywam.
Inne metody to :

- podgrzanei zakrętki wsadzając na parę chwil do gorącej wody
- podważenie pokrywki na gwincie (zassanie powietrza)

Walenie w cos? Bardzo ryzykowna operacja, taka sam jak walenie w dno - kumpel po takiej operacji miał bliskie spotkania z chirurgią i temblaczkiem.
Menel de Lux (3111 punktów)
>Jeden otwieracz już pokazano, sam posiadywam.
>Inne metody to :
>- podgrzanei zakrętki wsadzając na parę chwil do gorącej wody
>- podważenie pokrywki na gwincie (zassanie powietrza)
>Walenie w cos? Bardzo ryzykowna operacja, taka sam jak walenie w dno - kumpel po takiej operacji miał bliskie spotkania z chirurgią i temblaczkiem.

Powoli, powoli...
Po co tyle siły wkladać w to "walenie"?
Wystarczy uderzyć z wyczuciem w blat roboczy wieczkiem, które jest metalowe więc nie pęknie i nie pokaleczy ręki , powietrze odejdzie i odkręcamy wieczko bez wysiłku i niepotrzebnego zachodu (gorąca woda).
Podważając wieczko nożem można uszczerbić górną część słoika co spowoduje że konsumpcja zawartośći będzie dosyć ryzykownym przedsięwzięciem.
Od "zawsze" odkręcam w ten sposób "oporne" słoiki, i nic zlego mi się nie przytrafiło.
Prosta metoda, wygodna i skuteczna.
Uff...
Może już wystarczy o tych słoikach?
16-05-2011 19:17 
 Ocena 1 na 1
kogut59 (3090 punktów)
> To go zdradź. Może pod gorącą wodę go dać?
>Albo, ktoś mi mówił, że o parapet jakoś otwierać.
>Wieczko nożem podważyć?
>Co robić?
Można i tak

-jad- (18783 punktów)
>Wieczko nożem podważyć?

Zasada ta sama ale można łatwiej. Wystarczy ścisnąć troszkę pokrywkę rękami, tak żeby powietrze dostało się do środka. Zajmuje to dosłownie kilka sekund a potem idzie już bardzo łatwo.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> ścisnąć troszkę pokrywkę rękami
To chyba trzeba mieć rękę jak mały Cygan nogę!

Wszystko ma swój początek i koniec.
finerbijk (17282 punktów)
>To chyba trzeba mieć rękę jak mały Cygan nogę!

Najłatwiej opukać krawędź zakrętki czymś cięższym, na przykład, rączką od noża.
-jad- (18783 punktów)
>> ścisnąć troszkę pokrywkę rękami
>To chyba trzeba mieć rękę jak mały Cygan nogę!

Nie Nie chodzi o to, żeby ścisnąć tak, by skruszyć słoik a pokrywkę trwale wygiąć. Wiele nie trzeba by powietrze dostało się do środka. Polecam użyć obu dłoni; spleść palce nad pokrywką i wew. stroną dłoni ścisnąć do środka.
Działa


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
16-05-2011 17:25 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Nikt przy zdrowym osądzie nie będzie mówił, że wszyscy księża gwałcą dzieci lub, że wszyscy niewierzący jedzą macę z ludzka krwią
Czyżby moje nauki nie poszły w las i przyniosły owoce?

Wszystko ma swój początek i koniec.
16-05-2011 20:22 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>> Nikt przy zdrowym osądzie nie będzie mówił, że wszyscy księża gwałcą dzieci lub, że wszyscy niewierzący jedzą macę z ludzka krwią

>Czyżby moje nauki nie poszły w las i przyniosły owoce?

   Nie wiem gdzie poszły Twoje nauki Grabowska, bo ja ich nie odbieram. A to z tej prostej przyczyny, iż nie zwykłam uczyć się od osób, które nawet z określeniem własnej płci mają kłopoty.

"Historia przyznała rację papieżowi. Afryka doznała jedzenia."
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> z określeniem własnej płci mają kłopoty.
Osoby takie zawsze były uważane za święte!

Wszystko ma swój początek i koniec.
rdest (2492 punktów)

Bezsilność ateistów często prowadzi do frustracji i napięcia, które można rozładować na różne sposoby.
Rozumiem to. Nie popieram tego.
15-05-2011 22:46 
 Ocena 6 na 6
-jad- (18783 punktów)
>Bezsilność ateistów często prowadzi do frustracji i napięcia.

Ludzi w ogóle. Nie tylko ateistów.


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
16-05-2011 11:59 
 Ocena 1 na 1
asmodai (2845 punktów)
>Bezsilność ateistów często prowadzi do frustracji i napięcia, które można rozładować na różne sposoby.
>Rozumiem to. Nie popieram tego.
>
Wobec głupoty jesteśmy bezsilni
15-05-2011 23:11
 Ocena 12 na 12
Marian (5438 punktów)
>Sam uważam siebie za zdecydowanego ateistę i umiarkowanego antyklerykała [...]
   Umiarkowanego? Znaczy się, że uważasz, że kościół powinien tylko trochę rządzić? Wbrew obiegowej opinii, antyklerykalizm to nie jest niechęć wobec kleru. To jest sprzeciw wobec klerykalizacji, czyli władzy kleru.
   Ja jestem zdecydowanym antyklerykałem, bo uważam, że kościół nie powinien rządzić ludźmi, którzy nie są jego członkami.

>Niewiara sama przychodzi albo i nie [...]
   Też tak uważam.

>Najgorszym jednak jest, moim zdaniem, 'nawracanie' na ateizm (wszak każdy z nas rodzi się ateistą) przy użyciu AGRESJI, WYSZYDZANIA I WYWYŻSZANIA SIĘ.
   Prawie się zgadzam. W zasadzie w 3/4. O ile nawracanie, agresja i wywyższanie się są negatywne, to wyszydzania za takie nie uważam. To tylko nieco pejoratywne określenie na wyśmiewanie.
   Śmieszne poglądy zawsze zasługują na wyśmianie. Trzeba tylko rozróżnić dwie rzeczy: atak na człowieka i na jego poglądy. To drugie jest ok, mimo że ludzie często to traktują bardzo osobiście. Trzeba mieć zdrowy dystans do swoich poglądów.
   Kiedy przestanę słuchać o dzieciakach, które boją się przyznać do ateizmu swoim rodzicom, albo o tym, jak to oznacza społeczne samobójstwo, czy historii o ludziach, którzy zabili własne dziecko ze względu na swoje poglądy, kiedy symbole religijnej hegemonii znikną z miejsc, gdzie być nie powinny a kler przestanie okradać ten kraj, gdy przestanę być traktowany jak obywatel drugiej kategorii ze względu na brak właściwych poglądów, wtedy może stonuję nieco w wyśmiewaniu religii. To już nie będzie tak istotne.

>Polecam obejrzeć: www.ted.co(*)ryn_schulz_on_being_wrong.html
   Dzięki. Bardzo dobre.

   W tym temacie kawałek mojego zdania. To naturalne, że nikt nie lubi być w błędzie, ale lekiem na to nie jest unikanie konfrontacji. Według mnie, rozwiązaniem jest dbałość o to, żeby mieć jak najwięcej poglądów prawdziwych i jak najmniej fałszywych. Mamy metody do tego. Okazjonalnie okaże się, że się mylimy ale to tylko pozwoli nam skorygować nasze poglądy. Na tym polega proces nauki.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
Brzostowski (7067 punktów)
Zawsze w określonej grupie ludzi znajdziesz jeszcze mniejsze skrajne, to oczywiste. Tak też jest wśród ateistów-antyklerykałów. To nie jest szczególnie groźne zjawisko, o ile jest niewielkie. Znacznie gorzej jest jeśli antyklerykały utożsamiają się z racjonalistami! Od antyklerykała/ateisty nie trzeba wymagać racjonalizmu, podobnie jak od klerykała/teisty. Mają oni swoje ugruntowane poglądy, jak chcą mogą je zmieniać, ich sprawa, mogą myśleć racjonalnie, ale nie muszą. Natomiast racjonalista aby być w zgodzie ze sobą musi być racjonalny, musi myśleć, posługiwać się argumentami, nie wolno mu pomijać faktów, przemilczać, nawet wtedy gdy stoi to w sprzeczności z dotychczas wyrażanym przez niego stanowiskiem. No taki On musi być. Tymczasem, mamy, także na tym portalu (większość to młodzież to można im wybaczyć), wielu ludzi o poglądach antyklerykalnych, którzy tylko takiej postawie nadają miano czegoś w rodzaju "prawdziwych racjonalistów". Dla niektórych, nawet ateizm niewojujący jest już podejrzany, bo przecież trzeba oświecać i przegnać tę bandę czarnych. Nie przypomina to Wam "prawdziwych Polaków". A do tego:
stałe podkreślanie win Kościoła,
umiłowanie wyszydzania (często obrażania, wyzywania od durniów, głąbów różnych ludzi związanych z KK),
powtarzanie oczywistych nieprawd odnośnie KK, już chyba po prostu wierząc w nie (jest winien zagładzie Żydów, II wojnie, AIDS w Afryce, niewolnictwu, nierówności kobiet i mężczyzn, itd...)
pomijanie wszelkich dobrych rzeczy które robi KK,
brak odpowiedzi w przypadku wykazania że ateizm nie musi być 100% pewny (1% Dawkinsa, teoria złożoności),
itd...

To wszystko ludziom o poglądach antyklerykalnych można mówić i pisać, ateistycznych, już trochę mniej. No takie mają poglądy, tak widzą świat. Słuchaczki RAdia MAryja też za wszystko winią Rosję, lewaków, Żydów i Tuska, nic dobrego o przeciwnikach nie mówią, zagonieni w ślepy zaułek milczą lub mówią że to wielka tajemnica wiary, itd ...

Podobieństwa są. Im wolno tak mówić, no mają takie poglądy ...

Racjonalista jednak nie może manipulować, wybierać cząstkowe informacje, zestawiać je w grupy tak aby wyciągać wnioski po to by dokopać KK, pomijać wiele rzeczy gdy nie pasują do przekonań, milczeć gdy to wygodne. Nie może , bo przestaje być racjonalistą.

Być racjonalistą to cholernie trudna sprawa, mieć cały czas otwarty umysł, być krytycznym, uczyć się i uczyć...

Niestety mam wrażenie, że wielu antyklerykałów nie unosi tego ciężaru, mówią na siebie racjonaliści, a nie rozumieją tego pojęcia, ja nazywam ich ideologicznymi racjonalistami.

I piszę to z troski i sympatii, nikogo nie chcę urazić.

pzdr
16-05-2011 13:14 
 Ocena 1 na 1
asmodai (2845 punktów)
Bycie katolikiem/ chrześcijaninem to też cholernie, trudna sprawa bo Pan Bóg nakazał przestrzegać, całego prawa zapisanego w Starym i Nowym Testamencie. A nie tylko
wybranych fragmentów, czytanych na niedzielnych mszach.
Należy egzekwować całe prawo, a więc wtedy gdy mówi nie zabijaj i gdy mówi o kamienowaniu nie posłusznych nastolatków.
umiłowanie wyszydzania (często obrażania, wyzywania od durniów, głąbów różnych ludzi związanych z KK),
"powtarzanie oczywistych nieprawd odnośnie KK, już chyba po prostu wierząc w nie (jest winien zagładzie Żydów, II wojnie, AIDS w Afryce, niewolnictwu, nierówności kobiet i mężczyzn, itd...)"
I znowu to samo biedny wiecznie nie winny kościół, atakowany przez wstrętnych ateistów.
Właściwie to jest jeden i ten sam pseudo argument powtarzany, przez wierzących a brzmi on: to nie prawda! I gęby zamknięte.
Kiedy Racjonaliści powołują się na naukę, badania itp. Środowiska związane z kościołem, odwołują się do autorytetów. To jest bardzo, ale to bardzo wygodne w czasie dyskusji.
"pomijanie wszelkich dobrych rzeczy które robi KK,"

Owszem kościół robi dużo dobrego, ale robił by więcej gdyby, zamknął buzie i nie wtrącał się w nie swoje sprawy.
"{brak odpowiedzi w przypadku wykazania że ateizm nie musi być 100% pewny (1% Dawkinsa, teoria złożoności)",
I to jest piękne że nie musi być 100% pewny
16-05-2011 14:06 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>Bycie katolikiem/ chrześcijaninem to też cholernie, trudna sprawa...
zgadzam się
>umiłowanie wyszydzania (często obrażania, wyzywania od durniów, głąbów różnych ludzi związanych z KK),
> "powtarzanie oczywistych nieprawd odnośnie KK, już chyba po prostu wierząc w nie (jest winien zagładzie Żydów, II wojnie, AIDS w Afryce, niewolnictwu, nierówności kobiet i mężczyzn, itd...)"
>I znowu to samo biedny wiecznie nie winny kościół, atakowany przez wstrętnych ateistów.
Nic takiego nie pisałem
>Właściwie to jest jeden i ten sam pseudo argument powtarzany, przez wierzących a brzmi on: to nie prawda! I gęby zamknięte.
>Kiedy Racjonaliści powołują się na naukę, badania itp. Środowiska związane z kościołem, odwołują się do autorytetów. To jest bardzo, ale to bardzo wygodne w czasie dyskusji.
Nie jest to takie proste. RAcjonaliści odwołują się do rozumu, badań, autorytetów naukowych. Antyklerykały, głównie w dyskusji o KK niestety bardzo często już nie. Budują sobie teorie oparte na pseudoargumentach, plotakch lub przypuszczeniach, założeniach, od których do dowodu jest bardzo daleko. Weź chociażby np pogląd o tym, że KK jest winny AIDS w Afryce (wersja hard) lub jest winny rozprzestrzenianiu się AIDS w Afryce (wersja soft) bo nawołuje do neistosowania prezerwatyw. Każdy racjonalnie myślący człowiek, wie że to jest bzdura. A prawie wszyscy tzw "ideologiczni racjonaliści" powtarzają to w kółko, jako jedna z podstawowych win KK.

Za nim nastawiacie minusów zastanówcie się nad tym:
Ilu jest katolików w Afryce, a ilu mieszkańców innych religii? Do ilu z nich dociera tzw Słowo Boże? Ilu z nich słucha się tego, co mówi im ksiądz na misji? Ilu z nich usłucha aby nie cudzołożyć, a ilu usłucha aby nie używać prezerwatywy? JEśli się słuchają i są wierni - HIV się nie rozprzestrzenia (ewentualnie wyłącznie w rodzinie, co i tak jest wysoce prawdopodobne uwzględniając jakość życia), jeśli się nie słuchają to się rozprzestrzenia, ale wtedy to nie wina Kościoła, bo ten namawia do wierności! Tak czy nie? A co robią rządy tych krajów aby zapobiegać AIDS, co robi ONZ? Czy Kościół ma tam takie wpływy aby poprzez zakaz uzywania prezerwatyw wpływać istotnie na ilość zarażeń HIV? Wystarczyłoby aby gumki rozdawać za darmo w Afryce, nakłonić ludzi do stosowania i już! Problem zostanie znacznie ograniczony! Kościół temu przeszkadza? A ONZ, co?

można wskazać sporo tego typu oskarżeń KK, które racjonalnie myśląc nie trzymają się kupy.

Oczywiście KK ma wiele win, ale sporo jego grzechów opisywanych w sieci to naciągana antyklerykalna propaganda.

>Owszem kościół robi dużo dobrego, ale robił by więcej gdyby, zamknął buzie i nie wtrącał się w nie swoje sprawy.
>"{brak odpowiedzi w przypadku wykazania że ateizm nie musi być 100% pewny (1% Dawkinsa, teoria złożoności)",
>I to jest piękne że nie musi być 100% pewny

Zgadzam się.
AdamGr (3037 punktów)
>Weź chociażby np pogląd o tym, że KK jest winny AIDS w Afryce (wersja hard) lub jest winny rozprzestrzenianiu się AIDS w Afryce (wersja soft) bo nawołuje do neistosowania prezerwatyw. Każdy racjonalnie myślący człowiek, wie że to jest bzdura.

Do momentu w którym wierny słucha uwaznie i stosuje zalecenia Kościoła.
Bo organ ten wie lepiej co wpływa bądź nie wpływa na rozprzestrzenianie się choroby.
No więc nei stosuje i choruje, a jeśli choruje to widocznie Bóg tak chciał i to jest jego "krzyż" który winein nosić z pokorą itd ect.
No i istnieją cuda, więc silną wiara i gorąca modlitwa można się wyleczyć.
Błędne koło.
16-05-2011 15:43 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>Weź chociażby np pogląd o tym, że KK jest winny AIDS w Afryce (wersja hard) lub jest winny rozprzestrzenianiu się AIDS w Afryce (wersja soft) bo nawołuje do neistosowania prezerwatyw. Każdy racjonalnie myślący człowiek, wie że to jest bzdura. A prawie wszyscy tzw "ideologiczni racjonaliści" powtarzają to w kółko, jako jedna z podstawowych win KK.

Jestem jak najdalsza twierdzenia, że KK jest winny epidemii AIDS w Afryce, tudzież koncepcji jakoby był główną przyczyną jej rozpowszechniania się. Bardzo to karkołomne tezy. Jednocześnie sytuację, w której duża, międzynarodowa instytucja o dość znacznych (jednak) wpływach (co więcej - instytucja uzurpująca sobie prawo do bycia pewnym autorytetem) kategorycznie odradza jedyny poza abstynencją seksualną skuteczny środek zapobiegawczy, uważam za wysoce szkodliwą. Takie sformułowanie cię satysfakcjonuje?

>A ONZ, co?

A co ma pożyteczność czy efektywność ONZ (lub ich brak) do pożyteczności bądź szkodliwości KK? To są odrębne byty i nie widzę powodu, by rozpatrywać je w połączeniu.
16-05-2011 15:47 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>A do tego:
>stałe podkreślanie win Kościoła,

..to jest potrzebne, bo jaką inną krytykę może usłyszeć ta instytucja? Wiemy dobrze, co było, kiedy nie można było mówić o winach Kościoła.

>powtarzanie oczywistych nieprawd odnośnie KK, już chyba po prostu wierząc w nie (jest winien zagładzie Żydów, II wojnie, AIDS w Afryce, niewolnictwu, nierówności kobiet i mężczyzn, itd...)

Oczywiście, że Kościół nie ponosi całej odpowiedzialności za zagładę Żydów. Ale jest współodpowiedzialny, to nie ulega żadnej wątpliwości a i szmuglowanie przez Watykan zbrodniarzy do Ameryki Łacińskiej stanowi "świadectwo moralności" Kościoła i tego, jaki był faktyczny jego stosunek do zagłady.
Kościół natomiast ponosi pełną, powtarzam, pełną odpowiedzialność moralną za niewolnictwo w koloniach krajów katolickich, był bowiem instytucją, mającą teoretycznie na celu bronić najwyższych wartości, a on sankcjonował niewolnictwo jako wynikające z "praw naturalnych", które jednych ludzi postawiły ponad innymi.
To samo tyczy się kościołów protestanckich.
Scorp (5381 punktów)
>Najgorszym jednak jest, moim zdaniem, 'nawracanie' na ateizm (wszak każdy z nas rodzi się ateistą) przy użyciu AGRESJI, WYSZYDZANIA I WYWYŻSZANIA SIĘ.

Żeby to wszystko rozszyfrować, trzeba wyodrębnić trzy poziomy konfrontacji: (1) poziom idei, myśli, memów, (2) poziom psychiczny, (3) poziom cielesny

Każdy atak wywołuje obronę, która jest tym mocniejsza im niższy poziom. Akcja powoduje reakcję. Agresja narusza równowagę i odbiera miły spokój (ideowa), odbiera dobre samopoczucie (psychiczna) i zdrowie lub życie (cielesna).

Dla osiągnięcia sukcesu środki powinny być dobrane do celu. Dlaczego agresywność jest dobra w walce fizycznej, gorsza w psychicznej a najmniej skuteczna w walce idei? Dlatego, że w największym stopniu można pokonać ciało przeciwnika, w mniejszym zmienić jego psychikę, a najmniej działa agresja na idee, w które się wierzy lub uznaje.

Dlatego przy pomocy "AGRESJI, WYSZYDZANIA I WYWYŻSZANIA SIĘ" w sferze idei nie osiągnie się niczego.

Powie ktoś: inwazja chrześcijaństwa na społeczność pogańską odbyła się przecież z niemałym udziałem agresji fizycznej. Inwazja religii na umysł dziecka odbywa się zawsze z udziałem przemocy psychicznej.
Prawda, przemoc toruje drogę idei. Trzeba to mieć zawsze na uwadze. Ale tylko wtedy, kiedy ma odpowiednie warunki. W dyskusjach ludzi wolnych, niezależnych w swoich decyzjach, agresja psychiczna (wyszydzanie itp) jest nieskuteczna.

Nawet wtedy, gdy przeciwnik jest tak skołtuniony, że żadnych idei nie przyjmuje. Posiadanie i zaprezentowanie odrębnego zdania niż on jest dla niego wystarczająco ofensywne.
-
16-05-2011 08:57
 Ocena 12 na 12
finerbijk (17282 punktów)
Mrówka się wstawiła za słoniem, co by go inne mrówki tak mocno nie kąsały, bo chociaż słoń nieprzyzwoicie trąbiasty i macha tę trąbą w prawo i lewo co rusz przygniatając jakąś, to może biedakowi przykro się robi, kiedy tę jego trąbę wyśmiewają.
Bardzo szlachetne, ale trzymajmy proporcje.

Jeśli optowanie za zaprzestaniem utrzymywania przez państwo armii czarowników to antyklerykalizm - to jestem antyklerykałem. Jeśli wytykanie sprzeczności i bzdur w książce uważanej przez tych czarowników za natchnioną przez Boga to wyszydzanie - to jestem wyszydzaczem.
Nie popieram namolnego molestowania jakimkolwiek światopoglądem, ale kiedy ktoś przychodzi właśnie z taką intencją, to musi się liczyć z tym, że narazi swoje przekonania na wyśmianie.
O tym, że agresja fizyczna lub poniżanie czyjejś godności osobistej jest be można przekonywać przedszkolaków.
kadykianus (557 punktów)
>Najbardziej myli się ten kto twierdzi, że nigdy się nie myli i nie dostrzega żadnych popełnionych
>przez siebie błędów.
>Ktoś taki staje się fanatykiem.

To prawda. To cecha ludzi religijnych. Jeśli ktoś zastanawia się nad swoją wiarą i wątpi, to kiepski z niego wierzący. Właśnie tym jest wiara: niezachwiana w tym co mówi. Bez względu na wszystko. Nie opiera się niczemu i nikomu a na pewno nie rozumowi. To jest wiara. A co do tego ateizmu. Co to znaczy "nachalna propaganda"? To znaczy, że co, że nie mogę mówić tego co uważam? Mam to zachować dla siebie aby nie gorszyć prostaków? Jesteś jednym z tych, którzy na przykład o paradach gejowskich mówią, że to nachalna propaganda swojej seksualności. Tak? To jak Ty żyjesz? Na księżycu? Żyjesz wśród ludzi. Ludzie wychodzą na ulicę i wykrzykują swoje poglądy, to, co myślą. A Ty byś chciał tak, żeby niby popieram (ateistów, gejów, innych) ale niech oni tak się nie pokazują za bardzo??

To musisz wrócić na księżyc i tam, z dala od ludzi w samotni cieszyć się jednością poglądów i tym, że w najdalszej nawet okolicy nie ma nikogo, kto wypowie zdanie przeciwne.

A poza tym, to przecież ludzie religijni mają z czego się tłumaczyć, a nie ateiści. To nie ja robię z siebie wariata kiedy w XXI wieku gadam do obrazu.

Mówisz o nadziei? O wykluczonych? Kościoły, zorganizowane religie a katolicki na pierwszym miejscu są zaprzeczeniem idei wsparcia dla biedoty. Nie wiem czy wiesz, ale osoba na wózku inwalidzkim nie może zostać księdzem albo zakonnikiem. Kościół nie potrzebuje niepełnosprawnych w swych szeregach. Już samo to mówi o jego stosunku do ułomności ludzkich. I bardzo się dziwię temu co napisałeś, że jesteś zdeklarowanym ateistą ale raczej nie jesteś zdeklarowanym antyklerykałem. To znaczy, że co? Masz do nich jakąś słabość? U mnie to jest odwrotnie.

O ile człowiek może wątpić i się zastanawiać nad istnieniem boga, bo to koncepcja niesamowita, to nad głupotą księży chyba nie trzeba. 80% z nich to emocjonalne świry, ludzie skandalicznie niewykształceni, zakłamani i obrażeni na świat.

Ksiądz Jacek Prusak w Tygodniku Powszechnym (32/2004) cytował pracę Szwedów Conrada W. Barrisa i Anny A. Terruwe na temat księży amerykańskich. Autorzy wskazywali, że 20-25% księży miało poważne zaburzenia psychiczne, a 60-70% cierpi z powodu niedojrzałości emocjonalnej. Tylko 10-15% księży uznano za osoby dojrzałe psychicznie.

Inne badania zrobił włoski jezuita i psychiatra Luigii M. Rullia.
Badając kandydatów do kapłaństwa w Europie Zachodniej i w USA pokazał, że 60-80% wstępujących do seminariów już w momencie wstąpienia wykazuje duży stopień "niespójności psychicznej" bez form patologii. 10-20% jest zdrowa a pozostałe 10-20% seminarzystów ma zaburzenia psychiczne natury patologicznej.

O ile księża na Zachodzie mają problemy, to polscy księża są dla tamtych zaściankiem. I tacy ciemni ludzie w sutannach są, niestety ciągle na polskiej prowincji, dla wielu prostaków jedynym źródłem wiedzy o świecie. Więc jak w tym kraju ma być dobrze, skoro ambona jest krynicą głupoty? Mamy, ateiści, głaskać ich po głowie?

Żeby było śmieszniej, wczoraj widziałem w TV TRWAM amerykański film kreacjonistyczny, w którym pan mówił o tym, że bez pomocy boga motyl nie mógł by latać, tylko pełzał by jak gąsienica, którą był przed chwilą. Kreacjonizm to pogląd wojujących kościołów chrześcijańskich w USA ale nie katolickiego! A u Rydzyka jak najbardziej. On dawno odszedł z Kościoła i założył własną sektę. Sekciarstwo wewnątrz Kościoła katolickiego to problem.

Ksiądz Stanisław Obirek twierdzi, że właśnie ateiści - paradoksalnie - są nadzieją na oczyszczenie Kościoła z głupoty. Ateista zmusi Cię do wyrzeczenia się absurdów, które narosły w Twojej wierze aż do momentu, w którym dalej się nie cofniesz - to będzie rdzeń wiary, czyli to, o co chodzi. Ateiści "opłukują pisma" - powiedział. Widzisz, ateistom wierzący do niczego są nie potrzebni, ale wierzącym ateiści - bardzo. Żeby ich wiara nie przeobraziła się w gusła.
AdamGr (3037 punktów)

>chciałem zastanowić się natomiast nad fanatyzmem ateistyczno-antyklerykalnym:
>Oczywiście nie zawsze zachodzi równoważność ateizm <=> antyklerykalizm ale jest to chyba

Antyklerykalizm to nie światopogląd, to postawa wobec naruszeń prawa i norm społecznych przez duchowieństwo.
Można być wierzącym i jednocześnie antyklerykałem, nie ma tu żadnej sprzeczności.

>Można nienawidzić Kościoła za obłudę, hipokryzję, a nawet całą jego krwawą historię. Tylko czy
>uznawanie, że wszystko co dziś robią, zwłaszcza część inteligencji katolickiej lub organizacji
>pomocy społecznej, nie może być po prostu dobre i niosące pomoc, a wierzącym i z jakiegoś powodu
>wykluczonym - nadzieję ?

No jest dobre, ale jekiez to odkrycie i jakaż zasługa i gloria skoro mają to wpsisane jako podsatwę swojej dziąłanosci ?
To tak jakbyś chciał dziekowac lekarzowi że cie leczy.
No taki ma zawód, taki cel.

>(wszak każdy z nas rodzi się ateistą)

Hola hola ! Wdrukowany światopogląd ? Zdroooowo przesadziłeś.

Fanatyzm niejedno ma imie, nie ma sensu go konkretnie z czymkolwiek łączyć.
Anna Salman (16360 punktów)
>Oczywiście nie zawsze zachodzi równoważność ateizm <=> antyklerykalizm ale jest to chyba
>najczęstsza, przynajmniej w Polsce, korelacja.
Najczęstsza, w mojej ocenie, korelacja to antyklerykalizm i wiara (lub co najmniej praktykowanie), co widać zwłaszcza na wsiach. Wśród ateistów największymi antyklerykałami są chyba raczej "neofici" (nie znam analogicznego określenia na "odwróconych") i, obawiam się, że częściej niechęć do duchowieństwa katolickiego, niż rozsądkowe podejście do dogmatów wiary, staje się przyczyną odejścia od kościoła. Ateiści "z wychowania" nie mają powodu być antyklerykalni, dopóki ta ideologia nie zaczyna decydować o ich życiu, co właśnie dzieje się w Polsce. Nie byłam antyklerykalna, ale klerykalizację życia publicznego oraz obciążanie mnie rosnącymi kosztami utrzymania kasty kapłańskiej tego kościoła uważam za skandal.
>Można uznawać ateizm za jedynie słuszny, naukowy światopogląd
A kto go uznaje za naukowy? To tylko i wyłącznie odrzucenie idei Boga bądź też nieświadomość istnienia takowej idei (o ile nie została już wdrukowana w procesie socjalizacji).

ale czy namolne propagowanie go,
>wyszydzanie inaczej myślących - choćby byli bezrefleksyjnie zindoktrynowani, wywyższanie się z tego
>powodu: do czego to prowadzi ?
Do tego samego, co działanie w drugą stronę

>To samo dotyczy fanatycznego antyklerykalizmu - często uogólniającego najgorsze patologie na całość
>wspólnoty -
To, że agresja rodzi agresję nie jest niczym nowym. Radykalizacja postaw po jednej stronie z reguły powoduje radykalizację kontrpoglądów. Jednak oglądając własne podwórko, stwierdzam, że to ja i moje poglądy zostały zaatakowane (a i tak z butelką benzyny się nigdzie nie wybiorę - zwłaszcza, że ten kościół został wybudowany i/lub jest utrzymywany z moich podatków)
diogenes (42753 punktów)
>Można uznawać ateizm za jedynie słuszny, naukowy światopogląd ale czy namolne propagowanie go,...

Problem ten bez jasnej koncepcji ontogenezy pozostanie tylko poletkiem dla intelektualnych i niewiążących harców tak ze strony ateistów jak i religijnie zindoktrynowanych ludzi. O tym, że wcześniejsze stadia rozwoju człowieka mają wpływ na jego późniejsze zachowanie wiemy od dawna. Nie daleko pada jabłko od jabłoni, Czym skorupka za młodu przesiąka..., Czego się Jaś nie nauczył,...itp. Potwierdzają to również obserwacje biologów: jeśli po urodzeniu zabrać jagnię matce tylko na kilka godzin, nigdy nie rozwinie ono w sobie normalnych interakcji z innymi osobnikami. Nie będzie się z nimi bawił, będzie do końca samotne i odłączone od stada. Jego układ nerwowy pozbawiony został w odpowiednim momencie odpowiednich bodźców (dotykowych, chemicznych, optycznych) i jako taki raz na zawsze określać będzie jego dalsze funkcjonowanie. Inne zwierzęta (człowiek również) reaguje na tego typu deprywacje. Taka jest po prostu determinacja w ramach systemu nerwowego. Pewne bodźce lub ich brak we wcześniejszych jego fazach rozwoju determinują jego późniejsze stany. Jeśli wspomniana skorupka przesiąknie za młodu pewnymi treściami (np. religijnymi), nic dziwnego, że stanowią one stały element reakcji na wszystkie pozostałe bodźce. Pedagogiczno-społecznym wariantem porzekadła o skorupce jest powiedzenie Modrzewskiego , że Takie będą Rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Jeśli ów chów jest religijny, to nie dziwmy się, że wiek dojrzały i starość (a ta zwłaszcza) są religijne. Zdawał sobie z tego sprawę Jezus, kładąc nacisk na ewangelizację dzieci. W tym duchu działa kościół katolicki i trzeba przyznać, że to niezwykle skuteczna metoda produkowania wiernych, metoda mająca swe oparcie w naukowych badaniach nad ontogenezą (socjalizacją) człowieka. Trzeba zdawać sobie sprawę, że wychowanie jest procesem sięgającym w głąb układu nerwowego, przesądzającym o jego dalszym funkcjonowaniu. Kościół nie walczy o dusze: kościół walczy o mózgi. Poglądy nie są tylko sprawą pojęć i logiki, ale struktury układu nerwowego. Nie ma sensu ludziom zabierać religię dzieciństwa. Jeśli coś można zrobić, to chronić dzieci przed indoktrynacją. A to jest zadaniem oświaty.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Kasza (396 punktów)
Jak na mój gust to o m. inn. tym wątku jest www.racjonalista.pl/forum.php/s,419679
rexus (2343 punktów)
A jak ktoś jest wojownikiem i lubi z armaty przywalić? Bezowocny dialog go nie zadowala. Chce gromić instytucje religijne, jak one kiedyś gromiły innowierców.
Wiesz czemu Watykan odstąpił od publicznych egzekucji i srogich kar?
Bo wymordowali wszystkich nieposłusznych.

I kiedy nastały czasy, że można sobie drwić i kpić z religii, wprowadzają przepis o poszanowaniu uczuć religijnych, a z drugiej strony ty prawisz morały.

Jak weźmiesz ludzi za pysk i każesz im wierzyć w latającego potwora spaghetti, to będą się do niego gorliwie modlić.
Więc trzeba ludzi wziąć za ten pysk i do niego mówić, że bóg katolicki to ściema, że bełkot, że manipulacja. I niech mi piekłem nie grożą, bo z laczka zasunę.
matekkk (134 punktów)
>A jak ktoś jest wojownikiem i lubi z armaty przywalić? Bezowocny dialog go nie zadowala. Chce gromić instytucje religijne, jak one kiedyś gromiły innowierców.
>Wiesz czemu Watykan odstąpił od publicznych egzekucji i srogich kar?
>Bo wymordowali wszystkich nieposłusznych.
>I kiedy nastały czasy, że można sobie drwić i kpić z religii, wprowadzają przepis o poszanowaniu uczuć religijnych, a z drugiej strony ty prawisz morały.
>Jak weźmiesz ludzi za pysk i każesz im wierzyć w latającego potwora spaghetti, to będą się do niego gorliwie modlić.
>Więc trzeba ludzi wziąć za ten pysk i do niego mówić, że bóg katolicki to ściema, że bełkot, że manipulacja. I niech mi piekłem nie grożą, bo z laczka zasunę.
>

Ale jaki ty masz interes w tym, że chcesz tak gorliwie nawracac ludzi? Tak bardzo ich kochasz, ze nie możesz zniesc ich życia w obłudzie? Masz jakieś poczucie misji?
rexus (2343 punktów)
Nie chcę nawracać, tylko odwracać.

ps. Masz może dzieci?
matekkk (134 punktów)
>Nie chcę nawracać, tylko odwracać.

A co to za różnica.

Chodzi mi po głowie pewna myśl z którą mało kto się tu zgodzi, ale dla mnie w tym momencie jest ona prawdziwa. Dla ludzi którzy nie są do wiary nastawieni fanatycznie, nie traktują dogmatów, nakazów, zakazów zawartych w religii jak sprawy życia i śmierci, nie mają jakichś strasznych wyrzutów sumienia ani dylematów moralnych z powodu ich łamania, koncepcja Boga jest lepsza niż koncepcja braku Boga, nawet jeśli jest ona nie prawdziwa. Również dla ludzi, którzy z jakichś powodów nie mają możliwości aby w pełni cieszyc się życiem, koncepcja Boga jest lepsza niż koncepcja braku Boga.
Ale to nie jest coś na wzór zakładu Pascala. Jeśli człowiek raz pozna prawdę, to już nie ma powrotu do wiary i nie ma wtedy mowy o żadnym kalkulowaniu co mi się bardziej opłaca.

To jest też kwestia moralna. Lepiej życ w kłamstwie i byc z tego powodu szczęśliwszym, czy poznac prawdę która może unieszczęśliwic. Bo to, że ateiści są zazwyczaj mniej szczęśliwymi ludźmi przejawia się chocby w większej liczbie samobójstw tych drugich.

>ps. Masz może dzieci?
Nie mam. Sam do niedawna byłem dzieckiem i wiem jak to jest. 40% dzieci ma w dupie Boga mimo że w niego wierzy, drugie 40 % raczej w niego nie wierzy, 20 % to prawdziwi wyznawcy. Nie ma mowy o wyśmiewaniu czy odpychaniu ateistów, zazwyczaj jest dokładnie na odwrót, wyśmiewane są dzieci zbyt gorliwie obnoszące się z wiarą. Nie ma sensu walczyc z religiami, bo walka toczy się sama w ludzkich umysłach.

Jeśli chodzi o ludzi starszych, to z całą stanowczością uważam, że należy ich wiarę zostawic w spokoju. Czasem to jedyne co im pozostało. Byłbym kretynem, gdybym teraz zaczął się kłócic z moja 75-letnią babcią, że Bóg nie istnieje
17-05-2011 15:25 
 Ocena 6 na 6
liliac (147340 punktów)
>koncepcja Boga jest lepsza niż koncepcja braku Boga, nawet jeśli jest ona nie prawdziwa.

Ale dlaczego tak sądzisz?

>Lepiej życ w kłamstwie i byc z tego powodu szczęśliwszym, czy poznac prawdę która może unieszczęśliwic.

Pozostawmy to kwestią indywidualną. Ja poproszę o prawdę jednakowoż.

>Bo to, że ateiści są zazwyczaj mniej szczęśliwymi ludźmi przejawia się chocby w większej liczbie samobójstw tych drugich.

Nie znam tych statystyk - czy mógłbyś podać źródło? Chyba że chodzi ci o to:
Cytat:
Jedynym wskaźnikiem zdrowia społecznego, pod względem którego kraje religijne wypadają zdecydowanie lepiej niż świeckie, jest wskaźnik samobójstw. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia z 2003 roku, w którym zbadano 100 państw pod względem odsetka samobójstw wśród mężczyzn, dziesięć pierwszych miejsc na liście krajów, w których ten odsetek jest najwyższy zajmują państwa bardzo niereligijne (oprócz Sri Lanki). Warto jednak zauważyć, że wszystkie te dziewięć państw to byłe republiki radzieckie - takie jak Białoruś, Ukraina czy Łotwa - lub inne byłe państwa komunistyczne.


>Nie ma mowy o wyśmiewaniu czy odpychaniu ateistów, zazwyczaj jest dokładnie na odwrót, wyśmiewane są dzieci zbyt gorliwie obnoszące się z wiarą.

Ale zdajesz sobie sprawę, że istnieją całkiem liczne doniesienia sytuacjach o dokładnie odwrotnym charakterze, więc twoje - dość kategoryczne twierdzenie - nie do końca znajduje poparcie w rzeczywistości? A statystykami zapewne nie dysponujemy

>Nie ma sensu walczyc z religiami, bo walka toczy się sama w ludzkich umysłach.

Póki religia ogranicza się do umysłów wyznawców, naprawdę nie mam z nią problemu. Kłopoty zaczynają się, gdy owi wyznawcy próbują na gruncie swojej religii wpływać na moją skromną osobę.
matekkk (134 punktów)
>>koncepcja Boga jest lepsza niż koncepcja braku Boga, nawet jeśli jest ona nie prawdziwa.
>Ale dlaczego tak sądzisz?

Bo uważam że perspektywa życia wiecznego w ciągłej ekstazie jest dosyc kusząca. Bo są miliony ludzi skrzywdzonych przez los, chorych, niepełnosprawnych, skrajnie ubogich czy nieatrakcyjnych, których pragnienia nigdy nie zostaną zaspokojone, którzy nigdy nie zaznają szczęścia. Mogą oni wegetowac i czekac na śmierc( lub ją przyspieszyc), albo miec nadzieję, że po śmierci sprawiedliwości stanie się zadosc.
To nie ma znaczenia czy Bóg istnieje czy nie. Liczy się to, że Ci ludzie czują się z tym lepiej, że to daje im jakiś cel.

>Nie znam tych statystyk - czy mógłbyś podać źródło? Chyba że chodzi ci o to:

Tak, chyba mi o to chodziło.

>Ale zdajesz sobie sprawę, że istnieją całkiem liczne doniesienia sytuacjach o dokładnie odwrotnym charakterze, więc twoje - dość kategoryczne twierdzenie - nie do końca znajduje poparcie w rzeczywistości? A statystykami zapewne nie dysponujemy

Po pierwsze jakie doniesienia, bo nie spotkałem się z takimi. Po drugie nie wszystko co dzieje się wśród ludzi ma swoje odzwierciedlenie w statystykach, bo odnotowywane są tylko skrajne przypadki zachowań. A np. tego, że na religii 90 % klasy ma bekę z księdza nikt nie odnotowuje. Nie wiem ile masz lat, ja wiem jak zachowuje się dzisiejsza młodzież bo sam się do niej jeszcze zaliczam.I Nie ma mowy o prześladowaniu ateistów, na pewno nie w Polsce.
Nigdy nie ma tak, że wśród dzieci czy młodzieży ateizm jest powodem do wyśmiewania.Gdy ktoś jest np wyrzutkiem w klasie, to ateizm może byc tylko pretekstem, tak samo jak bieda, czy wręcz zbyt gorliwa wiara, albo cokolwiek innego. Dzieci wyszydzają konkretne osoby, a nie ich poglądy. Nie mam na to statystyk, po prostu wychowałem się wśród tysięcy rówieśników i osób kilka lat starszych/młodszych od siebie i wiem jak to wygląda.

>Póki religia ogranicza się do umysłów wyznawców, naprawdę nie mam z nią problemu. Kłopoty zaczynają się, gdy owi wyznawcy próbują na gruncie swojej religii wpływać na moją skromną osobę.

Mama suszy mi co niedzielę głowę, żebym poszedł do kościoła. Czasem mnie to irytuje, nawet mocno, ale nie do tego stopnia, żebym miał z tego powodu zacząc nawracac ludzi na ateizm. Wsparcie kościoła przez państwo to też jest spory problem, bo te pieniądze mogłyby zostac inaczej zagospodarowane. Innych wpływów na moją osobę nie widzę. Nikt mi niczego nie narzuca. A to że raz na ruski rok spotkam świadka jehowy, który zacznie coś do mnie bełkotac? Wyśmieję go i zamknę mu drzwi przed nosem. I nic więcej, nie mam zamiaru z tego powodu wszczynac wojen ideologicznych.
rexus (2343 punktów)
Matrixową filozofię można między bajki włożyć.

Nawet sam Popiełuszko mawiał "zło bierze się od zakładania pęt prawdzie"

Cierpka prawda daje więcej szczęścia niż słodki matrix, zaprawdę powiadam ci.
18-05-2011 08:46 
 Ocena 5 na 5
liliac (147340 punktów)
>To nie ma znaczenia czy Bóg istnieje czy nie. Liczy się to, że Ci ludzie czują się z tym lepiej, że to daje im jakiś cel.

Moglibyśmy się spierać na ile rzeczywiście wartościowy może być tak iluzoryczny cel, ale to bez znaczenia - jeśli rzeczywiście komuś dobrze się z tym żyje, niech sobie wierzy choćby i we Wróżkę Zębuszkę (perspektywa gotówki pod poduszką po każdej interwencji stomatologicznej także jest kusząca), byle sam i byle w imieniu Wróżki Zębuszki nie próbował mi niczego narzucać tudzież nie organizował w publicznych szkołach zajęć z "zębuszkologii stosowanej".

>>Nie znam tych statystyk - czy mógłbyś podać źródło? Chyba że chodzi ci o to:
>Tak, chyba mi o to chodziło.

Zatem z pewnością zauważyłeś zdanie, które specjalnie podkreśliłam? I dostrzegasz dlaczego teza, którą z zalinkowanych danych wyciągasz jest nieco karkołomna?

>Po pierwsze jakie doniesienia, bo nie spotkałem się z takimi.

Chociażby reportaże rozmaite - skoro statystyki cię nie interesują bądź ich nie ma, możemy mówić jedynie o danych anegdotycznych. Co jakiś czas się pojawiają np. w "Znalezionych w sieci". Np. o dzieciach wytykanych palcami, bo pani katechetka powiedziała, że "bozia ich do siebie nie weźmie" (nie, nie mówię o nastolatkach). Jeśli nie wierzysz, mogę ewentualnie poszukać później

>Po drugie nie wszystko co dzieje się wśród ludzi ma swoje odzwierciedlenie w statystykach, bo odnotowywane są tylko skrajne przypadki zachowań.

Trochę popłynąłeś, zwłaszcza z tymi "skrajnymi". Zapewniam cię, że socjologia nie zajmuje się tylko zachowaniami skrajnymi, a znakomitą część tego, co się w społeczeństwie dzieje jednak da się statystycznie opisać.

>A np. tego, że na religii 90 % klasy ma bekę z księdza nikt nie odnotowuje.

Ale nie patrz na wszystko z perspektywy nastolatka, OK? Istnieją też młodsze dzieci. A rzeczoną "bekę" - i owszem - dość powszechnie się wspomina w rozmaitych raportach i opracowaniach.

>I Nie ma mowy o prześladowaniu ateistów, na pewno nie w Polsce.

Nie wiem dlaczego "młodzież" ci się tak przewija ciągle, bo pytanie, które padło gdzieś powyżej, dotyczyło dzieci. I szczerze przestrzegam przed stwierdzeniami, że kategorycznie nie, bo jeden przykład anegdotyczne może je obalić Zapewniam cię, że w przypadku dzieci w wieku np. okołokomunijnym wytykanie palcami dzieci, które na religię nie chodzą jest wcale nierzadkim zjawiskiem. Z środowiskiem podstawówkowo-przedszkolnym miewam kontakt akurat.

>Mama suszy mi co niedzielę głowę, żebym poszedł do kościoła. Czasem mnie to irytuje, nawet mocno, ale nie do tego stopnia, żebym miał z tego powodu zacząc nawracac ludzi na ateizm. Wsparcie kościoła przez państwo to też jest spory problem, bo te pieniądze mogłyby zostac inaczej zagospodarowane. Innych wpływów na moją osobę nie widzę. Nikt mi niczego nie narzuca. A to że raz na ruski rok spotkam świadka jehowy, który zacznie coś do mnie bełkotac? Wyśmieję go i zamknę mu drzwi przed nosem. I nic więcej, nie mam zamiaru z tego powodu wszczynac wojen ideologicznych.

Obawiam się, że rozmawiamy na zupełnie innych poziomach. Skoro wpływy religijne na niewierzących ograniczają się w twoim świecie do tego głównie, że "mama suszy ci głowę", nic dziwnego, żeś zaskoczony postawą ateistów

W moim świecie narzucanie poglądów religijnych przejawia się w nieco szerszy sposób. Jego przejawami są lekarze odmawiający wypisywanie preparatów antykoncepcyjnych i odstępujący od leczenia, które mogłoby uszkodzić płód, mimo że ciężarna rzeczonego leczenia wymaga, lekarze odmawiający przerwania ciąży, farmaceuci żądający prawa do odmowy sprzedaży preparatów antykoncepcyjnych, zakaz eutanazji, religia w szkołach publicznych (zwłaszcza organizowana w środku dnia lekcyjnego, a nie na początku lub końcu), głoszenie, że "homoseksualiści są obrzydliwością w oczach Pana" tudzież chorobą przez osoby publiczne, obowiązek zatrudnienia przez szpital szamana zamiast kolejnej pielęgniarki, katechetki opowiadające w szkole o porach w prezerwatywach, konsultowanie się z radą szamanów w kwestii ustawy dotyczącej zapłodnienia metodą "in vitro", portrety papieża i "święte obrazki" w szpitalach oraz szkołach oraz msze w rzeczonych instytucjach bądź przez te instytucje organizowane, etc. Wymieniać dalej?

Zresztą tych kwestii finansowych, które - jak mi się zdaje - nieco bagatelizujesz, również nie uważam za "niewarte wojen ideologicznych" - wręcz przeciwnie. Fakt, że państwo z moich podatków finansuje wrogą mi organizację, mocno mi przeszkadza.
matekkk (134 punktów)
>Moglibyśmy się spierać na ile rzeczywiście wartościowy może być tak iluzoryczny cel, ale to bez znaczenia - jeśli rzeczywiście komuś dobrze się z tym żyje, niech sobie wierzy choćby i we Wróżkę Zębuszkę (perspektywa gotówki pod poduszką po każdej interwencji stomatologicznej także jest kusząca), byle sam i byle w imieniu Wróżki Zębuszki nie próbował mi niczego narzucać tudzież nie organizował w publicznych szkołach zajęć z "zębuszkologii stosowanej".

Pisałem o tym post wyżej. Jest on o tyle wartościowy, że może nadac sens życiu ludziom, którzy go utracili. Jeśli wiara jest w stanie zredukowac ludzkie cierpienie, to dajmy ludziom( tym najsłabszym) prawo do tego.

>Zatem z pewnością zauważyłeś zdanie, które specjalnie podkreśliłam? I dostrzegasz dlaczego teza, którą z zalinkowanych danych wyciągasz jest nieco karkołomna?

Dostrzegam. Swoją drogą chciałbym przejrzec całą listę. Niestety raczej jej nie znajdę.

>Chociażby reportaże rozmaite - skoro statystyki cię nie interesują bądź ich nie ma, możemy mówić jedynie o danych anegdotycznych. Co jakiś czas się pojawiają np. w "Znalezionych w sieci". Np. o dzieciach wytykanych palcami, bo pani katechetka powiedziała, że "bozia ich do siebie nie weźmie" (nie, nie mówię o nastolatkach). Jeśli nie wierzysz, mogę ewentualnie poszukać później

Statystyki mnie bardzo interesują. Anegdoty mniej, bo częstosc występowania takich ( jakichkolwiek) anegdot jest w dużej mierze kwestią optyki mediów.

>Trochę popłynąłeś, zwłaszcza z tymi "skrajnymi". Zapewniam cię, że socjologia nie zajmuje się tylko zachowaniami skrajnymi, a znakomitą część tego, co się w społeczeństwie dzieje jednak da się statystycznie opisać.

W takim razie poproszę statystyki na temat prześladowania młodych ateistów w Polsce .

>Ale nie patrz na wszystko z perspektywy nastolatka, OK? Istnieją też młodsze dzieci. A rzeczoną "bekę" - i owszem - dość powszechnie się wspomina w rozmaitych raportach i opracowaniach.

Czyli przyznajesz, ze w Polsce odnotowuje się przypadki dyskryminacji ludzi wierzących?

> I szczerze przestrzegam przed stwierdzeniami, że kategorycznie nie, bo jeden przykład anegdotyczne może je obalić

Twierdzę, że nie ma takiej tendencji. Jakieś pojedyncze przypadki na pewno są.

.
>Obawiam się, że rozmawiamy na zupełnie innych poziomach. Skoro wpływy religijne na niewierzących ograniczają się w twoim świecie do tego głównie, że "mama suszy ci głowę", nic dziwnego, żeś zaskoczony postawą ateistów

To z mamą to był zamierzony infantylizm . Rzeczywiście nie odczuwam presji związanej z byciem ateistą( a właściwie skrajnym agnostykiem).

>Jego przejawami są lekarze odmawiający wypisywanie preparatów antykoncepcyjnych i odstępujący od leczenia, które mogłoby uszkodzić płód, mimo że ciężarna rzeczonego leczenia wymaga, lekarze odmawiający przerwania ciąży, farmaceuci żądający prawa do odmowy sprzedaży preparatów antykoncepcyjnych, zakaz eutanazji, religia w szkołach publicznych (zwłaszcza organizowana w środku dnia lekcyjnego, a nie na początku lub końcu), głoszenie, że "homoseksualiści są obrzydliwością w oczach Pana" tudzież chorobą przez osoby publiczne, obowiązek zatrudnienia przez szpital szamana zamiast kolejnej pielęgniarki, katechetki opowiadające w szkole o porach w prezerwatywach, konsultowanie się z radą szamanów w kwestii ustawy dotyczącej zapłodnienia metodą "in vitro", portrety papieża i "święte obrazki" w szpitalach oraz szkołach oraz msze w rzeczonych instytucjach bądź przez te instytucje organizowane, etc. Wymieniać dalej?

Kwestia aborcji to śliski temat, bo dotyczy on pytania o to, kiedy człowiek staje się człowiekiem. Nie spłycajmy obrony aborcji do zdania " bo Bóg zakazał aborcji". Każdy człowiek ma prawo do życia, pytanie czy embrion=człowiek. Jest to pytanie nadal otwarte.

Co do reszty- zgadzam się.

PS. Nie jestem obrońcą wiary. Tak już mam, że w każdej światopoglądowej dyskusji staram się pokazac drugą stronę medalu. W wielu kwestiach się z Tobą zgadzam.
18-05-2011 11:29 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>to dajmy ludziom( tym najsłabszym) prawo do tego.

Ależ nikomu tego prawa nie odmawiam, dopóki... (jak wyżej)

>Swoją drogą chciałbym przejrzec całą listę. Niestety raczej jej nie znajdę.

Ale dlaczego? Ta stronka może cię zainteresuje

>Statystyki mnie bardzo interesują. Anegdoty mniej, bo częstosc występowania takich ( jakichkolwiek) anegdot jest w dużej mierze kwestią optyki mediów.
(...)
>W takim razie poproszę statystyki na temat prześladowania młodych ateistów w Polsce

Napisałam, że da się rozmaite kwestie opisać statystycznie, a nie że są opisane. Ale to ty przecież na podstawie danych anegdotycznych li i jedynie deklarowałeś, że " na pewno nie". Niezależnie od naszych chęci na razie musimy pozostać w kręgu danych anegdotycznych, indywidualnych doświadczeń etc.

>Czyli przyznajesz, ze w Polsce odnotowuje się przypadki dyskryminacji ludzi wierzących?

W niektórych środowiskach prawdopodobnie tak.

>Twierdzę, że nie ma takiej tendencji. Jakieś pojedyncze przypadki na pewno są.

Twierdzę, że to zależy od środowiska i niestety żadne z nas nie dysponuje danymi statystycznymi na ten temat.

>To z mamą to był zamierzony infantylizm

Z jednej strony - cieszę się, bo już zdążyłam się nieco zniesmaczyć. Z drugiej - celowa infantylizacja realnych problemów?

>Rzeczywiście nie odczuwam presji związanej z byciem ateistą( a właściwie skrajnym agnostykiem).

A sporo osób odczuwa - i to niebezpodstawnie. Dokonywanie "celowej infantylizacji" ich problemów może być przez nich odbierane jako obelżywe.

>Kwestia aborcji to śliski temat, bo dotyczy on pytania o to, kiedy człowiek staje się człowiekiem.

Nie tylko tej kwestii, bo teraz ty spłycasz tę kwestię, ale OK - to nie jest tematem obecnego wątku.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Ludzie są nosicielami różnych osobowości.
Adorno opisał tzw. osobowość autorytarną.
Ludzie o takiej osobowości pragną narzucać innym swoje poglądy niezależnie od tego, jakie one są. Religijne czy ateistyczne.
Bo oni uważają, że to oni mają rację.
Znają tylko dwa rodzaje poglądów - własne i błędne.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Sarmat (230 punktów)
W artykule "Zaracanie kijem Wisły" , Pan Koraszewski zauważył (i słusznie) , że wielu przestało odwiedzać nasz portal . Jako główny powód tej rejterady uznał piętnowanie antysemityzmu w Racjonaliście . Osobiście nie sądzę , aby to był główny powód . Ludzie odchodzą z powodu , o którym Ty napisałeś . Przez agresywne , aroganckie , graniczące z fanatyzmem antyreligianctwo (przepraszam za neologizm , ale chyba jest czytelny) uprawiane przez niektórych bywalców portalu .
16-05-2011 19:01 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
> ... uprawiane przez niektórych bywalców portalu .

Najlepiej jakby takie zachowanie na gorąco piętnować, jeżeli krytyka religijna przekracza granice dobrego smaku lub jest po prostu chamska. Od tego mamy moderatorów, system oceniania i alarmowania.

Gdy ktoś notorycznie łamie regulamin, łatwo może zostać zablokowany.

Z drugiej strony, ludziom religijnym, których tu nie mało, jakakolwiek krytyka będzie niewygodna.
Menel de Lux (3111 punktów)

>Można uznawać ateizm za jedynie słuszny, naukowy światopogląd

Czy ateizm na pewno jest światopoglądem?
Jestem ateistą i dla mnie jest to tylko i wyłącznie postawa która każe mi odrzucać możliwość istnienia boga osobowego- kreatora i kontrolera naszego życia.
Swiatopogląd to pojęcie o świecie, nieistniejący bóg nie może być częścią świata ani światopoglądu.
matekkk (134 punktów)
Uważam, że fanatyzm ateistyczny bierze się z pewnego rodzaju buntu wobec wiary. Byc może "wojujący" ateiści czują się oszukani przez religie i stąd ich potrzeba walki, potrzeba wyszydzania, potrzeba buntowania się. Świadczy o tym chociażby fakt, że jest grupa ateistów, która, skoro nie wierzy w byty duchowe, powinna traktowac je na równi, tymczasem wyszydzają oni bogów, ale sami przyznają że do szatana mają pewien szacunek i nawet gotowi są pisac o nim z dużej litery( własnie przez wzgląd na ten szacunek).
17-05-2011 10:47 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
>jest grupa ateistów, która, skoro nie wierzy w byty duchowe, powinna traktowac je na równi, tymczasem wyszydzają oni bogów, ale sami przyznają że do szatana mają pewien szacunek i nawet gotowi są pisac o nim z dużej litery( własnie przez wzgląd na ten szacunek).
Którzy to? Możesz wskazać?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
matekkk (134 punktów)
>Którzy to? Możesz wskazać?

Ci, którzy piszą tu na forum, że darzą szacunkiem szatana i dlatego piszą go z dużej litery. Tak jakby ciut bardziej wierzyli w szatana niż w Boga
17-05-2011 11:26 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Ci, którzy piszą tu na forum, że darzą szacunkiem szatana i dlatego piszą go z dużej litery. Tak jakby ciut bardziej wierzyli w szatana niż w Boga
Ateiści? Szatana? Bez żartów. Ateista nie wierzy w szatana tak samo jak w boga (dowolnego, czy też może raczej wszystkich). Chyba, że owego szatana ma za coś w rodzaju krasnoludka, wtedy może wierzyć Szatan, diabeł, Aryman itd. to postacie z tej samej półki, co Bóg (Jahwe), Ptah, Odyn i Amaterasu.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
matekkk (134 punktów)

>Ateiści? Szatana? Bez żartów. Ateista nie wierzy w szatana tak samo jak w boga (dowolnego, czy też może raczej wszystkich). Chyba, że owego szatana ma za coś w rodzaju krasnoludka, wtedy może wierzyć Szatan, diabeł, Aryman itd. to postacie z tej samej półki, co Bóg (Jahwe), Ptah, Odyn i Amaterasu.

Mi tego nie tłumacz
17-05-2011 11:33 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Mi tego nie tłumacz
Dobrze, ale w takim razie dlaczego piszesz, że ateiści darzą szacunkiem szatana? Albo to nie szatan, albo to nie ateiści.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
17-05-2011 13:36 
 Ocena-1 na 1
matekkk (134 punktów)
>Dobrze, ale w takim razie dlaczego piszesz, że ateiści darzą szacunkiem szatana? Albo to nie szatan, albo to nie ateiści.

Musiałbyś się spytac ludzi, którzy tak piszą. Prawdopodobnie jest to szacunek taki jak do postaci literackiej. W tym właśnie widzę przejaw buntu, bo szatan jako postac literacka czy mitologiczna nie jest kimś, kto wzbudza szacunek w jakimkolwiek aspekcie, a mimo to znajdują się ateiści, którzy tak go postrzegają. Szanują szatana chyba za to, że jest przeciwieństwem boga. Paradoksalne, bo przecież jednocześnie nie wierzą w istnienie ani jednego ani drugiego
17-05-2011 14:17 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Musiałbyś się spytac ludzi, którzy tak piszą. Prawdopodobnie jest to szacunek taki jak do postaci literackiej.

Ty, mój drogi, prawdopodobnie, świadomie lub mniej świadomie, pijesz do kolegi Darskiego, szerzej znanego jako Nergal.

Darski - gdyby zrobić mu archiwum wycinków prasowych - sam do końca nie wie, co on jest. Pamiętam, jak mówił, że jest agnostykiem, gdzie indziej, że ateistą, jeszcze gdzie indziej, że jest unikalny i na niego nie ma nazwy. I faktycznie, często wspomina Szatana jako inspirację, mówi o mocy ludzkiej, nihilizmie etc, chociaż jakoś strasznie spójne to nie jest. Nie wiem, czy pisze na forum, ale jakoś go nie wyłowiłam.

Co do dużych liter w ogóle, są tu ludzie, którzy każdego boga, bożka, ducha czy emanację napiszą dużą literą, bo znają zasady języka polskiego. Imiona i nazwy własne - dużą literą. Słowem: mówimy, że jest Bóg katolików, bóg muzułmanów (czyli Allah), mój ulubiony bóg z Indii, czyli Ganesh i, np, bardzo ciekawy aztecki Quetzalcohuāt, taki mezoamerykański, bo czcili go i Toltekowie, i Majowie, i Aztekowie... nb, też urodziła go dziewica. Bardzo ciekawy bóg.

Czy widzisz różnicę w kwestiach pisowni? Szacunek ma tu naprawdę mało do rzeczy.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
matekkk (134 punktów)
Cytat z forum:
"Wiem, wiem, to bez sensu, że "bóg" piszę z małej, a "Szatan" z dużej litery... nic nie poradzę, nie wierzę w to całe boskie pitolenie, ale do Szatana jednak mam jakiś szacunek."
17-05-2011 18:18 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Cytat z forum:
>"Wiem, wiem, to bez sensu, że "bóg" piszę z małej, a "Szatan" z dużej litery... nic nie poradzę, nie wierzę w to całe boskie pitolenie, ale do Szatana jednak mam jakiś szacunek."

No fajnie. W jakim to było wątku? To jest cała wypowiedź? Kto to napisał? W odpowiedzi na co?

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
matekkk (134 punktów)

>No fajnie. W jakim to było wątku? To jest cała wypowiedź? Kto to napisał? W odpowiedzi na co?

Kontekst jest zachowany.
Prawdopodobnie popełniłem generalizację pisząc o grupach ateistów, byc może są to pojedyncze przypadki. Skąd się wzięła ta generalizacja? Autor słów wypowiada się( w innych postach) w sposób typowy dla sporej grupy forumowiczów, którzy w każdym temacie o Bogu czy bogach, pierwsze co piszą to nabijają się, prześcigają w wymyślaniu coraz to zabawniejszych metafor na określenie Boga, ostentacyjnie manifestując swój ateizm. Zachowują się trochę tak, jakby Bóg im coś zrobił i chcą się na nim teraz odegrac . Takich ludzi jest tu naprawdę sporo, aczkolwiek konkretną wypowiedz o szacunku do szatana znalazłem tylko jedną.
18-05-2011 00:25 
 Ocena 11 na 11
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Prawdopodobnie popełniłem generalizację pisząc o grupach ateistów, być może są to pojedyncze przypadki. Skąd się wzięła ta generalizacja? Autor słów wypowiada się( w innych postach) w sposób typowy dla sporej grupy forumowiczów, którzy w każdym temacie o Bogu czy bogach, pierwsze co piszą to nabijają się, prześcigają w wymyślaniu coraz to zabawniejszych metafor na określenie Boga, ostentacyjnie manifestując swój ateizm.

Co to jest "ostentacyjnie manifestując swój ateizm"? Jak katolicy zasuwają parę razy do roku z transparentami, obrazami, kwiatkami i śpiewem po ulicach, to jest tradycja. Jak Terlikowski pisze swoje artykuły, to to jest dziennikarstwo katolickie. Jak ateiści sobie pożartują w internecie, na swoim forum, to to jest ostentacja? Weź, człowieku, wyluzuj. Dla sporej grupy ateistów religia faktycznie jest śmieszna. Ateiści nie dyskryminują bytów mitycznych w nieistnieniu - równie nieistniejący jest Koszałek Opałek, jak i Jahwe. Gdyby ktoś zaperzał Ci się do punktu piany, że nabijasz się z jego głębokiej wiary w krasnoludki, które robią mu bałagan w piwnicy, to byś się nie śmiał? To nie jest personalna obraza tego konkretnego boga i tego konkretnego wyznawcy, kiedy wierzący to wreszcie zrozumieją... Po prostu - dla ateisty wierzący katolik to ktoś upierający się, że nadnaturalna siła personifikowana jako starzec z długą brodą opiekuje się jego losem. Tak to mniej więcej wygląda. Niewidzialny przyjaciel. To nie jest czysta złośliwość, dla nas tak to wygląda, rozumiesz? Nie prychamy z wyższością, klepiąc w klawiaturę. W każdym razie - nie cały czas i nie na każdego

>Zachowują się trochę tak, jakby Bóg im coś zrobił i chcą się na nim teraz odegrać . Takich ludzi jest tu naprawdę sporo, aczkolwiek konkretną wypowiedz o szacunku do szatana znalazłem tylko jedną.

No i co z tego? Facet ma najwyraźniej jakieś personalne motywy, by lubić tę konkretną postać literacką. Może to element buntu przeciw bogom, może jakieś młodzieńcze sentymenty do black metalu. Niech sobie pisze, co to komu szkodzi.

Co do odgrywania się na Bogu (czyli jego katolickiej wersji, o ile dobrze rozumiem) - coś w tym może być. Ta konkretna idea sporo miesza ateistom w życiu, nie mówiąc o wyznawcach owej idei. Nie ma się co dziwić, że od czasu do czasu trochę się pozłośliwią. Lepsze to, niż katolik, który mnie wyzwał od pań nie najcięższej proweniencji i przestępców, akcentując swoje poglądy klasycznym strzałem "z liścia"

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
matekkk (134 punktów)
>Co to jest "ostentacyjnie manifestując swój ateizm"? Jak katolicy zasuwają parę razy do roku z transparentami, obrazami, kwiatkami i śpiewem po ulicach, to jest tradycja. Jak Terlikowski pisze swoje artykuły, to to jest dziennikarstwo katolickie. Jak ateiści sobie pożartują w internecie, na swoim forum, to to jest ostentacja?

Gdy człowiek( skrajny agnostyk) zakłada temat z pytaniem, czy takie zjawiska jak opętania są wystarczająco dobrze zbadane by wykluczyc ich prawdziwosc, a pierwszych 10 odpowiedzi to " haha bóg- Koszałek Opałek", "haha szatan jest sympatyczniejszy", "haha a ja wierze w potwora spaghetti", itd itd i żadnej treści merytorycznej( podkreślam- żadnej treści merytorycznej), to czuję się jak w piaskownicy.

Oczywiście znalazło się tez wielu, którzy rzeczowo wyjaśnili, dlaczego ich zdaniem egzorcyzmy to ściema. Podejrzewam że ci pierwsi nawet się za bardzo nad tym nie zastanawiali.
18-05-2011 09:46 
 Ocena 4 na 4
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Gdy człowiek( skrajny agnostyk) zakłada temat z pytaniem, czy takie zjawiska jak opętania są wystarczająco dobrze zbadane by wykluczyć ich prawdziwość, a pierwszych 10 odpowiedzi to "haha bóg- Koszałek Opałek", "haha szatan jest sympatyczniejszy", "haha a ja wierze w potwora spaghetti", itd itd i żadnej treści merytorycznej( podkreślam- żadnej treści merytorycznej), to czuję się jak w piaskownicy.

Użytkownicy a) bardzo starzy, którzy tłumaczyli to już fefnaście tysięcy razy i mają dosyć; b) bardzo nowi, którzy się jeszcze nie otrzaskali i kozaczą. Plus, oczywiście, kilku klasycznych wesołków, którym się nie chce. Norma i wzruszenie ramion. Jakkolwiek wiele osób chciałoby, żeby forum racjo było jak sympozjum naukowe, nie jest tak. To nadal forum.

>Oczywiście znalazło się tez wielu, którzy rzeczowo wyjaśnili, dlaczego ich zdaniem egzorcyzmy to ściema. Podejrzewam że ci pierwsi nawet się za bardzo nad tym nie zastanawiali.

A muszą? Nie mogą olać z zasady? Tu forum jest, powtarzam

PS: Używaj funkcji podgląd przed wysłaniem. Gubisz polskie znaki.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
matekkk (134 punktów)
>Jakkolwiek wiele osób chciałoby, żeby forum racjo było jak sympozjum naukowe, nie jest tak. To nadal forum.

Nie wiem jak Ciebie, ale mnie cholernie denerwuje brak merytoryki na forach internetowych. Człowiek chcąc się czegoś dowiedziec , musi przebijac się przez dziesiątki nic nie znaczących postów( tak jak tutaj- temat o antyklerykalizmie, a gdzieś wyżej wywiązała się dyskusja o odkręcaniu słoików).

>>Oczywiście znalazło się tez wielu, którzy rzeczowo wyjaśnili, dlaczego ich zdaniem egzorcyzmy to ściema. Podejrzewam że ci pierwsi nawet się za bardzo nad tym nie zastanawiali.
>A muszą? Nie mogą olać z zasady? Tu forum jest, powtarzam

Uważam, że aby byc ateistą w pełnym tego słowa znaczeniu, należy się zastanowic nad takimi pytaniami. Co to za ateista, który nie potrafi wytłumaczyc kwestii opętań, cudów, objawień? Co to za ateista, który się nad tym nawet nie zastanawiał? Agnostyk może sobie pozwolic na taką ignorancję, ateista nie.

>PS: Używaj funkcji podgląd przed wysłaniem. Gubisz polskie znaki.
To nie to. Coś mi się stało z klawiaturą i nie mogę wstwiac "c z kreską".
18-05-2011 11:30 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>.. wywiązała się dyskusja o odkręcaniu słoików.
Widocznie szanowni forumowicze uznali temat słoików za co najmniej porównywalnie ważny.
>.. znalazło się też wielu, którzy rzeczowo wyjaśnili, dlaczego ich zdaniem egzorcyzmy to ściema.
Należy ich podziwiać, jako że dla samego rozpoznania tematu musieli "przebijać się przez dziesiątki nic nie znaczących" informacji.
>.. Agnostyk może sobie pozwolić na taką ignorancję, ateista nie.
Bardzo to nobilitujące dla ateistów, jeśli akurat w nich upatruje się 'potrafiących odpowiedzieć na każde pytanie'. Jenak bez przesady - nie są wołami od czarnej roboty, by porządkować wszystkie wymysły sutannowych.
matekkk (134 punktów)
>>.. wywiązała się dyskusja o odkręcaniu słoików.
>Widocznie szanowni forumowicze uznali temat słoików za co najmniej porównywalnie ważny.

To czemu nie założyli osobnego tematu o słoikach, tylko zaśmiecają ten? Przenieście się na samosię, tam też każdy temat jest o wszystkim.
18-05-2011 13:41 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>To czemu nie założyli osobnego tematu o słoikach,
W gestii inicjatora tematu leży oznaczanie wpisów jako "off-topic" lub ich usuwanie.
Grzeczniej byłoby z Twojej strony ograniczyć się do stosownego prowadzenia wątków zakładanych prze siebie, przed dawaniem innym swych niewczesnych rad.
matekkk (134 punktów)
>>To czemu nie założyli osobnego tematu o słoikach,
>W gestii inicjatora tematu leży oznaczanie wpisów jako "off-topic" lub ich usuwanie.
>Grzeczniej byłoby z Twojej strony ograniczyć się do stosownego prowadzenia wątków zakładanych prze siebie, przed dawaniem innym swych niewczesnych rad.

Ale dzisiaj piękna pogoda. Kto idzie na browar?
18-05-2011 12:30 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)

>Uważam, że aby byc ateistą w pełnym tego słowa znaczeniu, należy się zastanowic nad takimi pytaniami. Co to za ateista, który nie potrafi wytłumaczyc kwestii opętań, cudów, objawień?
Ateista nie jest Duchem Świętym, żeby wiedzieć wszystko na każdy temat. Z takimi żądaniami to proszę się udać do Trurla i Klapaucjusza, sławnych Omnipotencjatorów Ogólnych.
>Co to za ateista, który się nad tym nawet nie zastanawiał?
Zwyczajny. Taki, którego nie obchodzą religijne zjawiska nadprzyrodzone, bo w nie nie wierzy. Wystarczy mu, że nie ma na nie dowodów i już. Zamiast rozmyślać, ile diabłów mieści się na końcu kropidła egzorcysty, woli zgłębiać prawdziwy świat.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
matekkk (134 punktów)

>Zwyczajny. Taki, którego nie obchodzą religijne zjawiska nadprzyrodzone, bo w nie nie wierzy. Wystarczy mu, że nie ma na nie dowodów i już. Zamiast rozmyślać, ile diabłów mieści się na końcu kropidła egzorcysty, woli zgłębiać prawdziwy świat.

To się nazywa agnostycyzm.
18-05-2011 13:03 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>To się nazywa agnostycyzm.
Naprawdę? Jesteś pewien?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
matekkk (134 punktów)
>>To się nazywa agnostycyzm.
>Naprawdę? Jesteś pewien?

Jeśli ateizm definiujesz jako wiarę w to, że Bóg nie istnieje, to masz rację.
19-05-2011 07:06 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)

>Jeśli ateizm definiujesz jako wiarę w to, że Bóg nie istnieje, to masz rację.
To nie ja, to encyklopedie. I nie jako "wiarę w to, że Bóg nie istnieje". Ateizm to - ogólnie ujmując - brak wiary w istnienie bogów, silniej - negacja ich istnienia. Do kategorii "bogów" zaliczam też diabły, demony, strzygi, skrzaty, rusałki, południce i inne takie, a co za tym idzie, nie wierzę w cuda, opętania, znaki i czarne koty (w znaczeniu złe wróżby, bo w koty jako takie wierzyć nie muszę, wiem, że są).

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-05-2011 00:41 
 Ocena 5 na 5
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Nie wiem jak Ciebie, ale mnie cholernie denerwuje brak merytoryki na forach internetowych. Człowiek chcąc się czegoś dowiedziec , musi przebijac się przez dziesiątki nic nie znaczących postów( tak jak tutaj- temat o antyklerykalizmie, a gdzieś wyżej wywiązała się dyskusja o odkręcaniu słoików).

Jak to w życiu. Człowiek organizuje kolację, zaprasza znajomych fanów kina, planuje popisać się nowym Noé. A tu koleżanka zagaja o kotach, ktoś zaczyna analizować memy, jedna dwójka oddala się na kanapę kłócić o kwestie religijne, druga zostaje w temacie kotów i przy stole, trzecia zabiera gospodynię do kuchni na wódkę i zaczyna rozmawiać o ostatnich zakupach dupereli do roweru i kto ma lepiej napięty łańcuch...

>Uważam, że aby byc ateistą w pełnym tego słowa znaczeniu, należy się zastanowic nad takimi pytaniami. Co to za ateista, który nie potrafi wytłumaczyc kwestii opętań, cudów, objawień? Co to za ateista, który się nad tym nawet nie zastanawiał? Agnostyk może sobie pozwolic na taką ignorancję, ateista nie.

Ja uważam, że ateista nic w kwestiach wiary nie musi, zasadniczo. Ja, prawda, nałogowo czytam, więc wiele rzeczy sobie sfalsyfikowałam albo odrzuciłam jako mało prawdopodobne, ale nie każdy musi. Nb, wierzących nikt do obowiązkowych studiów teologii nie zagania, żeby się mogli nazywać wierzącymi.

>>PS: Używaj funkcji podgląd przed wysłaniem. Gubisz polskie znaki.
>To nie to. Coś mi się stało z klawiaturą i nie mogę wstwiac "c z kreską".

Uj, dobrze wiedzieć. Drażni

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
matekkk (134 punktów)
>Jak to w życiu. Człowiek organizuje kolację, zaprasza znajomych fanów kina, planuje popisać się nowym Noé. A tu koleżanka zagaja o kotach, ktoś zaczyna analizować memy, jedna dwójka oddala się na kanapę kłócić o kwestie religijne, druga zostaje w temacie kotów i przy stole, trzecia zabiera gospodynię do kuchni na wódkę i zaczyna rozmawiać o ostatnich zakupach dupereli do roweru i kto ma lepiej napięty łańcuch...

Jeśli podoba Ci się taki porządek na forum, o jakim piszesz, to ok, przyjmuję to do wiadomości. Mam jednak wrażenie że brak zgody ze mną w pewnych kwestiach przenosisz na wszystkie inne kwestie . Może się mylę, ale coś czuję że gdybym napisał post w obronie "off-topowców", to Ty wręcz przeciwnie, zaczęłabyś piętnowac niemerytoryczne posty

> Ja uważam, że ateista nic w kwestiach wiary nie musi, zasadniczo. Ja, prawda, nałogowo czytam, więc wiele rzeczy sobie sfalsyfikowałam albo odrzuciłam jako mało prawdopodobne, ale nie każdy musi. Nb, wierzących nikt do obowiązkowych studiów teologii nie zagania, żeby się mogli nazywać wierzącymi

Ostatnim zdaniem sama przyznajesz, że ateizm jest pewną formą wiary.
Spójrz na to z tej strony : jest sobie pan Ktoś, który nie wie nic na temat przyczyn powstania religii, nie ma pojęcia jak racjonalnie wytłumaczyc takie zjawiska jak opętania, cuda, objawienia, wysłuchane modlitwy , nie wie dlaczego NDE nie dowodzi istnienia Boga, a mimo to jest na 100% przekonany ze Bóg nie istnieje. To mi trochę przypomina wierzącego, który jest na 100% przekonany że Bóg istnieje, bo "autentycznie czuje jego obecnosc".

Potrafię racjonalnie odpowiedziec na pytania, na które pan Ktoś nie zna odpowiedzi, a mimo to pozostawiam pewien margines niepewności w kwestii istnienia Boga, bo wiedza którą posiadam nie pozwala mi z czystym sumieniem powiedziec,że " Nieistnienie Boga jest faktem".

19-05-2011 22:09 
 Ocena 7 na 7
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Jeśli podoba Ci się taki porządek na forum, o jakim piszesz, to ok, przyjmuję to do wiadomości. Mam jednak wrażenie że brak zgody ze mną w pewnych kwestiach przenosisz na wszystkie inne kwestie . Może się mylę, ale coś czuję że gdybym napisał post w obronie "off-topowców", to Ty wręcz przeciwnie, zaczęłabyś piętnowac niemerytoryczne posty

*facepalm* Nie mówię, że mi się podoba. Mówię, że tak to już jest i raczej trudno to zmienić. Z jednej strony mam natręctwa dryfujące swobodnie w stronę OCD, ale nigdy nie miałam nic przeciwko odrobinie chaosu. To zdrowe, naturalne. Przeszkadza mi to raz mniej, a raz dostaję ataku furii , ale staram się tym zbytnio nie przejmować.

>Ostatnim zdaniem sama przyznajesz, że ateizm jest pewną formą wiary.

*double facepalm* Ja wiem, że wierzący mają tendencje do natrętnego używania jakiejś dziwnej heurystyki zakotwiczenia, ale może nie przeginajmy, hm? Ja to chyba nadal mam gdzieś w opisie: nazywanie ateizmu religią to jak nazywanie łysiny kolorem włosów. Nie mam w domu telewizora - czy to znaczy, że jestem przeciwniczką wszystkich płacących abonament telewizyjny, a telewizji jako medium szczególnie? Nie, po prostu telewizja nie ma mi nic do zaoferowania i mnie nudzi, a momentami zniesmacza. Oglądajcie sobie, dobrzy ludzie, i 24 na dobę. Ja nie chcę.

> To mi trochę przypomina wierzącego, który jest na 100% przekonany że Bóg istnieje, bo "autentycznie czuje jego obecnosc".

I tak funkcjonuje większość wierzących (nie liczmy "katolików z przyzwyczajenia", to zupełnie inna kategoria). Wiara w swojej istocie jest irracjonalna i za to ludzie ją lubią. Jest do tego dobudowana literatura przedmiotu i filozofia, którą interesuje się mniejszość. I jest git.

Gdzie jest zapisane, że ateista, po swoich wewnętrznych przemyśleniach i/lub przejściach nie może powiedzieć, że wszystko co tłumaczone samą religią to dla niego rzeczy wyimaginowane? Jak mi powiesz, że opętania/wizje mają jakąś rzetelną literaturę naukową, to parsknę, więc to sobie odpuśćmy. A co do badań modlitw, to z tego co pamiętam, wyszło na to, że pogarszają szanse pacjentów, o których się ich informuje. Do kitu z takimi "dobrymi życzeniami".

>Potrafię racjonalnie odpowiedziec na pytania, na które pan Ktoś nie zna odpowiedzi, a mimo to pozostawiam pewien margines niepewności w kwestii istnienia Boga, bo wiedza którą posiadam nie pozwala mi z czystym sumieniem powiedziec,że " Nieistnienie Boga jest faktem".

Ja mówię tak: jako istota racjonalna i lubiąca empirię nie mogę uczciwie uznać, że jakikolwiek bóg istnieje, więc nie zawracam sobie bogami głowy. Coś, co jest mniej prawdopodobne niż kosmici nie ma prawa zabierać mi cennego czasu. Żarliwi wyznawcy owych bogów świetnie sobie dają z tym radę.

Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
rexus (2343 punktów)

>Oczywiście znalazło się tez wielu, którzy rzeczowo wyjaśnili, dlaczego ich zdaniem egzorcyzmy to ściema. Podejrzewam że ci pierwsi nawet się za bardzo nad tym nie zastanawiali.

Jest literatura, która rzeczowo wyjaśnia ten rzekomy fenomen cudów, egzorcyzmów etc. Wystarczy poszukać.
Nie wiem czy czytałeś, mój wpis, do twojego pierwszego postu.

Na YT znajdziesz sporo materiału ze znakomitym Derrenem Brownem.
matekkk (134 punktów)
>Jest literatura, która rzeczowo wyjaśnia ten rzekomy fenomen cudów, egzorcyzmów etc. Wystarczy poszukać.
>Nie wiem czy czytałeś, mój wpis, do twojego pierwszego postu.

>

>Na YT znajdziesz sporo materiału ze znakomitym Derrenem Brownem.

Masz rację, Derren Brown jest niesamowity.
17-05-2011 14:11 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
>>Którzy to? Możesz wskazać?
>Ci, którzy piszą tu na forum, że darzą szacunkiem szatana i dlatego piszą go z dużej litery. Tak jakby ciut bardziej wierzyli w szatana niż w Boga
   Przez 8 lat obecności na tym forum nie zauważyłem, żeby ktokolwiek pisał o swoim szacunku dla szatana, więc trudno mi uwierzyć w to co piszesz. Przyznam, że sam dawno temu zwykłem pisać to słowo wielką literą, ale dlatego, że byłem przekonany, że to nazwa własna (imię). To się zmieniło dopiero wtedy, gdy ktoś zwrócił mi uwagę, że tak nie jest.
   Więc samo pisanie wielką literą jeszcze nie świadczy o szacunku. Znajdziesz tu wciąż wielu, którzy rzeczownik „bóg” piszą wielką literą, bo tak ich nauczono w szkole, a nie z szacunku dla bytu, w którego istnienie nie wierzą.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
17-05-2011 15:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>   Przez 8 lat obecności na tym forum nie zauważyłem, żeby ktokolwiek pisał o swoim szacunku dla szatana, więc trudno mi uwierzyć w to co piszesz.
Nie bardzo pamiętam, co przez lata na naszym forum nawypisywałem, ale ponieważ pisałem zawsze zgodnie z własną wiedzą i poglądami, to musiałem pisać o Szatanie z szacunkiem i z duża literą na początku słowa. Przez wieki, to określenie opozycjonisty przybrało charakter imienia, a imiona mam zwyczaj pisać z dużej litery.
Szatan - nawet tylko ten wynikający z Biblii, a nie widzę powodu do tych ograniczeń - to arcyciekawa postać i nie dostrzegam żadnych przyczyn, abym miał mieć do niej mniej szacunku niż do np. Jahwe.
Red. Izdebski opisał tak pięknie i z szacunkiem imć Szatana, że któraś ze stron satanistycznych zalinkowała ten artykuł. Więc go Panu polecam:
www.racjon(*)s,5022/q,Szatanskie.propozycje

Pozdrawiam.

@@@
.
17-05-2011 16:14 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
   Najwyraźniej nie natknąłem się na takie wątki. Fakt jest faktem, nie czytam wszystkiego. Zauważyłem, że matekkk znalazł nawet jedną wypowiedź, której wcześniej nie czytałem, odnoszącą się do szatana z szacunkiem. Jednak jego post zdawał się sugerować, że to jest „częste”. Takie odniosłem wrażenie. Nie wystarczająco, żebym ja się natknął
   Faktycznie, szatan jako koncepcja, jest interesująca, ale mimo to jestem daleki od wyrażania szacunku bytom nieistniejącym. O ile wiem, „szatan” to nie jest imię. Znaczy po prostu tyle, co „przeciwnik”. Nie znam się za bardzo na mitologii judeo-chrześcijańskiej, ale zdaje się, że z tym tytułem utożsamia się nawet kilka postaci, m.in. Lucyfera, czy Belzebuba (a to już są imiona).
   Szatan po raz pierwszy pojawia się w księdze Hioba, właśnie w charakterze bezimiennego przeciwnika. Przynajmniej w Tysiąclatce, gdziekolwiek pojawia się „szatan”, jest pisany małą literą.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
Mam trzy - dosyć zasadnicze pytania:
Czy Pan przeczytał to co napisałem?
Czy Pan przeczytał artykuł, który Panu poleciłem i zalinkowałem?
Jak wiele Pan z tego zrozumiał?

Myślę, że nie zastanowił się Pan nad moim /zresztą trochę żartobliwym/ postem skoro powtarza Pan wątki tam zawarte i porządnie objaśnione.

Odniosę się więc tylko do spraw, z którymi niekoniecznie się zgadzam.

>ale mimo to jestem daleki od wyrażania szacunku bytom nieistniejącym.
Tak, tu mamy zasadniczą różnicę. Jako młody człowiek czytałem duże ilości literatury fantastyczno-naukowej z fantastycznymi bohaterami, którzy cieszyli się moim szacunkiem.
Z postaci znanych, choć bardziej fantastycznych jak prawdziwych, moim szacunkiem cieszy się Jezus.
Nie widzę też powodu aby boga, który przyniósł ludziom oświecenie nie darzyć szacunkiem.

>Przynajmniej w Tysiąclatce, gdziekolwiek pojawia się „szatan”, jest pisany małą literą.
Żaden z przekładów biblijnych nie stanowi dla ateisty autorytetu absolutnego, a tym bardziej, że to "Biblia tysiąca błędów". (Wyjaśnienie dla poważnych i zasadniczych: Tak - prawidłowa pisownia szatana w języku polskim jest z małej litery)

Wyżej wyjaśniłem, że - moim zdaniem - Szatan przez wieki wyżywania na nim - wielkim opozycjoniście Pana - zdobył sobie prawo do używania jego określenia jako własnego imienia.

Osobiście używam dużej litery przez własny szacunek dla tego mitycznego bohatera. Większy nawet jak dla drugiego mitycznego bohatera Biblii "Jestem, który jestem", nazywanego w Biblii z szacunku Bogiem lub Panem /z dużej litery/.
Ale nikogo do tego nie zmuszam ani ateistów, ani chrześcijan.

Jak Mu się nie będzie podobało, to bez mojej pomocy sam sobie da radę.

Proponuję przy zachowaniu należnego szacunku dla mitów wszelakich zachowanie do nich równego dystansu.

Pozdrawiam.

@@@
.
17-05-2011 20:21 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
>Czy Pan przeczytał to co napisałem?
   Oczywiście.

>Czy Pan przeczytał artykuł, który Panu poleciłem i zalinkowałem?
   Częściowo. Podczas czytania zdałem sobie sprawę, że nijak się ma do tematu, więc zaniechałem lektury, mając ciekawsze rzeczy do roboty.

>Jak wiele Pan z tego zrozumiał?
   Wystarczająco.

>Tak, tu mamy zasadniczą różnicę [...]
   Rozumiem, ale jakoś mnie to nie przekonuje.

>Nie widzę też powodu aby boga, który przyniósł ludziom oświecenie nie darzyć szacunkiem.
   Tu podobna kwestia. Byty nieistniejące raczej nie mają żadnej mocy niesienia czegokolwiek. Nawet gdyby to zdanie potraktować metaforycznie (bóg := idea boga), nie mógłbym się z nim zgodzić.

>Żaden z przekładów biblijnych nie stanowi dla ateisty autorytetu absolutnego [...]
   I nie stanowi. Jednak to nie moja religia, więc powołanie się w ten sposób na „opinię” jej niewątpliwie wyznawców uznałem za uzasadnione.

>Wyżej wyjaśniłem, że - moim zdaniem - [...]
   Tak, rozumiem, prywatna opinia.

   Przepraszam, że tak poszatkowałem wypowiedź, ale chciałem się odnieść do konkretnych punktów. Podsumowując, naprawdę uważam to za spór o kolor stojaków na rowery. To jest kwestia osobistych preferencji.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>   Tu podobna kwestia. Byty nieistniejące raczej nie mają żadnej mocy niesienia czegokolwiek.
Czyżby? Jahwe, Herkules, Jezus, Szatan, Thor i tysiące innych mitycznych herosów nie wnosiły w społeczności ważnych idei, wzorów do naśladowania i nie były przedmiotem szacunku?
Tak to Pańska opinia.
Bardzo szczególna i bardzo osobista.

>   I nie stanowi. Jednak to nie moja religia, więc powołanie się w ten sposób na „opinię” jej niewątpliwie wyznawców uznałem za uzasadnione.
Nie przeszkadzam. Dla milionów Biblia jest autorytetem. Natomiast ja spotkałem nawet w tekstach kapłanów katolickich Szatana pisanego z dużej litery.

>>Wyżej wyjaśniłem, że - moim zdaniem - [...]
>   Tak, rozumiem, prywatna opinia.
Wydaje mi się, wszyscy wyrażamy tu swoje prywatne opinie, które bronią się lepiej lub gorzej jakością tekstów i argumentacji.

>Podsumowując, naprawdę uważam to za spór o kolor stojaków na rowery.
Nie do końca, choć nie ja go rozpocząłem. Wyraziłem tylko swoje zdanie. Mam nadzieję, że merytoryczne.

>To jest kwestia osobistych preferencji.
Zdecydowanie, będąc religoznawcą i ateistą do wszystkich bogów mam jednakowy dystans, choć nierówną sympatię.
Szatana lubię trochę bardziej. Uważam Go za ciekawszy wzór do naśladowania w porównaniu do np. "małego" chararakterem Jahwe.
Ale mamy osobiste preferencje i ja swoich nie chcę nikomu narzucać.

PS. Nie sympatyzuję specjalnie z Satanistami, to też religia, a wiara w Szatana, tak jak w innych bogów, może być też groźną.

Pozdrawiam.

@@@
.
18-05-2011 23:01 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
>>   Tu podobna kwestia. Byty nieistniejące raczej nie mają żadnej mocy niesienia czegokolwiek.
>Czyżby? Jahwe, Herkules, Jezus, Szatan, Thor i tysiące innych mitycznych herosów nie wnosiły w społeczności ważnych idei, wzorów do naśladowania i nie były przedmiotem szacunku?
   Może powinniśmy oddzielić dwie rzeczy: idea Jahwe (czy czego tam) jest jak najbardziej rzeczywista i istotnie wpływa na ludzkie umysły. Sam Jahwe to jednak byt fikcyjny. O to właśnie mi chodzi.

>>   Tak, rozumiem, prywatna opinia.
>Wydaje mi się, wszyscy wyrażamy tu swoje prywatne opinie, które bronią się lepiej lub gorzej jakością tekstów i argumentacji.
   Cóż, jednak kiedy wkraczamy na grząski grunt semantyki, preferowanych definicji i czy warto lub nie, wyrażać komuś/czemuś szacunek... o gustach się nie dyskutuje.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>   Może powinniśmy oddzielić dwie rzeczy: idea Jahwe (czy czego tam) jest jak najbardziej rzeczywista i istotnie wpływa na ludzkie umysły. Sam Jahwe to jednak byt fikcyjny. O to właśnie mi chodzi.
Zaczęliśmy od rozmowy:
Cytat:
>>Bogusławski: Nie widzę też powodu aby boga, który przyniósł ludziom oświecenie nie darzyć szacunkiem.
Pan Marian: Tu podobna kwestia. Byty nieistniejące raczej nie mają żadnej mocy niesienia czegokolwiek. Nawet gdyby to zdanie potraktować metaforycznie (bóg := idea boga), nie mógłbym się z nim zgodzić.

Coś moim zdaniem ogromnie pokręcona ta Pańska argumentacja. Jesteśmy na racjonalistycznym forum, gdzie większość uznaje wszelkich bogów za mity. Obaj jesteśmy już tu długo! Czyżby imputował mi Pan, że wierzę w istnienie Szatana i tysięcy innych herosów? Zresztą napisałem wprost, że to mity wnosiły ważne idee i były przedmiotem szacunku.
Wydaje mi się, że przemiotem sporu, ale może się mylę i zostawiam tu osąd naszym czytelnikom było:
Czy można mitycznego boga Szatana darzyć szacunkiem?
Jako argument za - zalinkowałem tu fajny artykuł o tym micie red. Izdebskiego, który Pan przeczytał tylko Częściowo, gdyż Podczas czytania zdałem sobie sprawę, że nijak się ma do tematu, więc zaniechałem lektury, mając ciekawsze rzeczy do roboty.
Moim zdaniem ma wiele i stąd mój link.
________________________________

>>>>Wydaje mi się, wszyscy wyrażamy tu swoje prywatne opinie, które bronią się lepiej lub gorzej jakością tekstów i argumentacji.
>   Cóż, jednak kiedy wkraczamy na grząski grunt semantyki, preferowanych definicji i czy warto lub nie, wyrażać komuś/czemuś szacunek...
Spora część dyskusji, o ile nie większość, na tym forum jest właśnie temu poświeconych.

>o gustach się nie dyskutuje.
Przepraszam, ale ja włączyłem się z poniższą rozmowę:
Cytat:
>Pan Matekkk: Ci, którzy piszą tu na forum, że darzą szacunkiem szatana i dlatego piszą go z dużej litery. Tak jakby ciut bardziej wierzyli w szatana niż w Boga
Pan Marian: Przez 8 lat obecności na tym forum nie zauważyłem, żeby ktokolwiek pisał o swoim szacunku dla szatana, więc trudno mi uwierzyć w to co piszesz.
>   Pozdrawiam.

To o czym była powyższa dyskusja?
______________________________

Panie Marianie, dajmy spokój tej rozmowie, całkowicie się tu z Panem zgadzam, że szkoda czasu na te rozważania mając ciekawsze rzeczy do roboty. To tylko ja jestem zboczonym - wybierając religioznawstwo za pasję życia.

Pozdrawiam.

@@@
.
19-05-2011 09:31 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
   Zatem zakończmy tą trywialną i bezsensowną dyskusję odpowiedzią na to pytanie:
>Czy można mitycznego boga Szatana darzyć szacunkiem?
   Najwyraźniej można, jeśli się to komuś podoba. Nawet jeśli mnie osobiście wydaje się to dziwaczne.

   Oraz na to:
> Cytat:
>Pan Matekkk: Ci, którzy piszą tu na forum, że darzą szacunkiem szatana i dlatego piszą go z dużej litery. Tak jakby ciut bardziej wierzyli w szatana niż w Boga
> Pan Marian: Przez 8 lat obecności na tym forum nie zauważyłem, żeby ktokolwiek pisał o swoim szacunku dla szatana, więc trudno mi uwierzyć w to co piszesz. >   Pozdrawiam.

>To o czym była powyższa dyskusja?
   Właściwie nie było żadnej dyskusji, tylko moje stwierdzenie faktu, że nigdy wcześniej nie byłem świadkiem wyrażania szacunku szatanowi. Tak jest napisane. Teraz to się zmieniło.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
19-05-2011 11:41 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>   Zatem zakończmy tą trywialną i bezsensowną dyskusję
Zakończenie rozmowy z Panem na ten temat sam zaproponowałem, ale zgadzając się z tym co napisał Izdebski - zupełnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dyskusja o Szatanie i jego roli w europejskiej kulturze na naszym forum jest trywialna i bezsensowną

I zgadzając się na z pierwsza częścią odpowiedzi na pytanie:
>>>>Czy można mitycznego boga Szatana darzyć szacunkiem?
>   Najwyraźniej można, jeśli się to komuś podoba.

Nie mogę pozostawić bez komentarza stwierdzenia:
>Nawet jeśli mnie osobiście wydaje się to dziwaczne.
Tak dziwaczne jest to dla wielu, ale wpisuje tu ponizej wyimki z artykułu Izdebskiego z pytaniem do racjonalistów (tylko i wyłącznie) Czy można mieć trochę szacunku do tej mitycznej postaci, czy nie można?

Szatan narodził się ponad 3 tysiące lat temu, gdzieś, w starożytnej Persji. Około VII - VI w. p.n.e.

Szatan, diabły, a nawet sam Książę Ciemności stojący na czele piekielnego królestwa i znaczna część poglądów o istnieniu upostaciowanego zła istniejące wśród żydów, a następnie chrześcijan, zapewne wywodzą się z irańskiego dualizmu. Choć nie należy pomijać wpływów innych religii na archetypy biblijnych mitów, których źródła odnajdujemy w przedbiblijnych zapisach.

Uosobienie i losy Zła w Biblii są niejasne i zagmatwane. Tanach - Stary Testament poświęca Szatanowi niewiele uwagi. Pojawia się on tam dopiero po wyzwoleniu Żydów z niewoli Babilońskiej, w powiązaniu z rajskim wężem. Znacznie więcej jego opisów znajdujemy w pozabiblijnych źródłach: wierzeniach ludowych, apokryfach, apokalipsach. Jak upostaciowane zło wyglądało i wygląda w żydowskiej tradycji?

Szatan pod własnym imieniem pojawi się dopiero w Księdze Hioba. Występuje tam jako niebiański prokurator, którego imię znaczy "oskarżyciel". Oskarża on ludzi przed Bogiem, jest tym, który donosi o ich grzechach. Choć jest opozycjonistą Boga, jest też jego sługą, a Bóg, będąc panem świata, toleruje istnienie zła. W Księdze Kapłańskiej wybiera kozła ofiarnego dla siebie, drugiego każąc zepchnąć w przepaść dla Azazela. Można to odczytać, że sam Bóg oddaje część należnej mu ofiary Szatanowi.

Później, łącząc Szatana z Lucyferem, zaczęto go uważać za zbuntowanego przeciw Bogu króla demonów. Największy z aniołów, z podwójną ilością skrzydeł, powstał z blasku samego Boga. Wygnany za karę z niebios, zabrał ze sobą hufiec upadłych aniołów i został ich wodzem. Jego rebelię zapoczątkowała odmowa złożenia hołdu Adamowi. Trudno temu się zbytnio dziwić, wszak był on tylko nędzną istotą utworzoną z prochu. Legendy mówią, że uczynił to nie tylko zazdroszcząc Adamowi pozycji, ale także Ewy.

Wielopostaciowe zło, występując w postarotestamentowych, żydowskich mitach pod różnymi imionami, staje się ucieleśnieniem nikczemności. Gdy rola zła zaczyna rosnąć, wzrasta także liczba zastępów diabelskich. Ale czy możemy gada z raju identyfikować z Oskarżycielem z Księgi Hioba lub z diabelskim przywódcą - Lucyferem? Czy Baal, Belial, Belzebub to różne demony, czy też różne imiona tej samej postaci? W nowej religii uosobienia zła przybierają często imiona i atrybuty bogów, a czasem tylko władców - podporządkowanych, konkurencyjnych czy wrogich plemion. Baal-zebub (Pan much) wywodzi się od Baal-zebul (Pana podziemi i przepaści), który był bogiem filistyńskiego Akkaronu. Pojawia się Lilith (sumeryjski, żeński demon nękający nocami mężczyzn), Reszew (kanaejski bóg zarazy). Księga Tobiasza wprowadza (pochodzącego prawdopodobnie z Iranu) demona Asmodeusza. Najważniejszy z żydowskich demonów to Samael - wódz aniołów wygnanych z nieba, główny oskarżyciel Izraela, "trucizna Boga", Książe demonów, zarządzający lewą stroną sfery sitra achra - ma ciemny odcień skóry i rogi. Wraz małżonką Lilith działa w nocy, kusząc ludzi do złego, a ci, grzesząc, umacniają jego potęgę. Poprzez szatańskie sztuczki udaje mu się zwieźć na pokuszenie nawet najświątobliwszych.

Szatan, choć pod każdym względem ustępuje Bogu, stworzony został jako najpotężniejszy z aniołów. Jego pochodzenie staje się przyczyną sporów pierwszych myślicieli chrześcijańskich. Czy będąc upadłym aniołem był przyczyną Zła, a może to Zło było przyczyną jego upadku? Wtedy powstaje dylemat jego dawności. Czy zaistniało wraz z Bogiem, czy istnieje z woli i mocy boskiej, a może jest jeszcze wcześniejsze?

Nadal jego istnienie potwierdzają współcześni papieże, a także sięgają po niego intelektualiści katoliccy. Dominikanin Andrzej Kłoczowski: Diabeł jest przede wszystkim inteligencją - po stokroć przekraczającą człowieka. Także duchowo jest po stokroć doskonalszy w sensie ontologicznym. I zajmuje się prawdziwym kuszeniem, a nie "drobnymi" sprawkami, takimi jak cudzołóstwo czy pijaństwo.

(...) Historia Europy bez diabła byłaby czymś równie dziwacznym jak opis chrześcijaństwa bez Chrystusa."

Nie sposób się nie zgodzić, że dla naszej kultury, dla naszej moralności Szatan jest postacią tak ważną, iż należałoby Go może wpisać... do preambuły unijnej konstytucji.


Przy okazji znajduję coraz więcej zapisów tytułujących Szatana z dużej litery. Może Pan znaleźć nawet w przytoczonych w artykule cytatach.

Ta dyskusja jest dla mnie zabawną, choćby przez próby przydawaniu szacunku lub jego braku dla mitu większego znaczenia, niż jakiekolwiek mity mogą mieć dla racjonalistów.
Tak mam wielki szacunek dla chłopca, który krzyknął - "Król jest nagi", ale z pełną świadomością, iż to jest tylko bajeczny chłopiec.

Serdecznie bawi mnie złość na mój szacunek dla mitu, a jeszcze bardziej serdecznie pozdrawiam czytelników podzielających ten mój pogląd.

@@@
.
19-05-2011 12:01 
 Ocena 2 na 2
Rigoletto (3891 punktów)
>Tak dziwaczne jest to dla wielu, ale wpisuje tu ponizej wyimki z artykułu Izdebskiego z pytaniem do racjonalistów (tylko i wyłącznie) Czy można mieć trochę szacunku do tej mitycznej postaci, czy nie można?

Ba, ja nawet znam osobę, która darzy Szatana (niekoniecznie mitycznego) autentycznym szacunkiem. A co do mitów, to ciekawa jest analogia postaci Szatana i Prometeusza. W zasadzie jeden i drugi zbuntowali się przeciwko Bogu/bóstwom, ale ocena ich postepowania jest odmienna, gdyż jeden rzekomo działał na szkodę ludzi, a drugi na korzyść. No cóż, starożytni Grecy mieli inne zdanie na temat dobroci bytów boskich, niż chrześcijanie...
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>Ba, ja nawet znam osobę, która darzy Szatana (niekoniecznie mitycznego) autentycznym szacunkiem.
Nie wątpię. Znam literaturę satanistyczną i naukowe opracowania dotyczące satanistów.

Dlatego, od początku podkreślałem swój szacunek dla pewnego mitu, a nawet precyzyjniej własnego wyobrażenia tego mitu. Ponadto - jednak bardziej na zasadzie żartobliwej prowokacji - niźli poważnego szacunku. Jaki mam np. do mitu Jezusa. (Nie wypowiadam się tu o jego faktycznym, bądź nie, istnieniu.)

>A co do mitów, to ciekawa jest analogia postaci Szatana i Prometeusza. W zasadzie jeden i drugi zbuntowali się przeciwko Bogu/bóstwom, ale ocena ich postepowania jest odmienna, gdyż jeden rzekomo działał na szkodę ludzi, a drugi na korzyść. No cóż, starożytni Grecy mieli inne zdanie na temat dobroci bytów boskich, niż chrześcijanie...
Tak, mity są bardzo ciekawe, ale także są bardzo ważnym elementem zbiorowej świadomości.
Co na naszym forum podkreślał np. Pan Maciej.

Pozdrawiam.

@@@
.
Marian (5438 punktów)
>Zakończenie rozmowy z Panem na ten temat sam zaproponowałem, ale zgadzając się z tym co napisał Izdebski - zupełnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dyskusja o Szatanie i jego roli w europejskiej kulturze na naszym forum jest trywialna i bezsensowną
   To może być źródłem problemu. Widocznie braliśmy udział w różnych dyskusjach. Myślałem, że tematem jest to, czy bytom fikcyjnym należy się, czy też nie, szacunek. W tym kontekście rola idei szatana jest dla mnie zupełnie niematerialna. Równie dobrze to mógłby być pilot Pirx albo Superman.
   Moja główna obiekcja polegała na stwierdzeniu, że coś, czego nie ma, nie może być odbiorcą szacunku. Całość rozbija się o moje osobiste rozumienie szacunku, czym jest i komu się należy. A to już dyskusja o gustach.

> Serdecznie bawi mnie złość na mój szacunek dla mitu, a jeszcze bardziej serdecznie pozdrawiam czytelników podzielających ten mój pogląd.
   Nie wiem skąd Pan* wziął złość... Mam nadzieję, że moje wypowiedzi nie doprowadziły do wrażenia, że jakąś odczuwam w związku z tym.

   Pozdrawiam.

* W dyskusjach internetowych preferuję pomijać tego typu zbędne formalne zwroty grzecznościowe, ale Pan zaczął, więc się odwdzięczam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
19-05-2011 18:17 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>   To może być źródłem problemu. Widocznie braliśmy udział w różnych dyskusjach.
Zdecydowanie tak! Proszę wrócić i ponownie przeczytać zapisy.

>Myślałem, że tematem jest to, czy bytom fikcyjnym należy się, czy też nie, szacunek.
O tym jest stała dyskusja na tym forum. Czy i jak wielki szacunek należy się bogom? Czy wszyscy musimy mityczne byty jednakowo szanować?
Bo chyba nie jest dla Pana przedmiotem wątpliwości, że znakomita większość ludzi oddaje religijny (a więc największy) szacunek bytom fikcyjnym.

>W tym kontekście rola idei szatana jest dla mnie zupełnie niematerialna.
Nie przesadzajmy, chyba nie chciałby Pan zostać ofiarą jakiegoś satanistycznego nabożeństwa. Szatan jest postacią niematerialną podwójnie. Jako koncepcją niematerialnego bytu i jako mit. Ale rola idei może już przybierać dosyć materialne kształty.

>Równie dobrze to mógłby być pilot Pirx albo Superman.
Szanuję postawy tych bohaterów. Choć chyba nie ma Pan wątpliwości, że wiem, iż są wymyśleni.

>   Moja główna obiekcja polegała na stwierdzeniu, że coś, czego nie ma, nie może być odbiorcą szacunku.
Po pierwsze. Moim zdaniem idee (mity) istnieją. Po drugie. Do wszystkiego co istnieje, a nawet do nieistnienia możemy mieć stosunek i intelektualny i emocjonalny. Dalej - twierdzę, że taka jest praktyka. Mamy stosunek (w tym szacunek) do bytów wymyślonych.

>Całość rozbija się o moje osobiste rozumienie szacunku, czym jest i komu się należy.
>A to już dyskusja o gustach.
Nawet gusty są przedmiotem dyskusji, gdy się je publicznie, pod dyskusję właśnie, na forum przedstawia.

>   Nie wiem skąd Pan* wziął złość...
Proszę poprawić na irytację.

>* W dyskusjach internetowych preferuję pomijać tego typu zbędne formalne zwroty grzecznościowe, ale Pan zaczął, więc się odwdzięczam.
Bardzo Panu dziękuję.
Jestem człowiekiem starej daty i preferuję polską kulturę, a ta pozwala na formę "ty" tylko do rodziny i osobistych przyjaciół. Jestem tu od wielu lat. Do kilku osób na tym forum odczuwam uczucia przyjaźni, ale nawet z nimi utrzymuję formę "Pan" dla zachowania równego dystansu z wszystkimi.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Marian (5438 punktów)
>Zdecydowanie tak! Proszę wrócić i ponownie przeczytać zapisy.
   Cóż, na pewno nie kwestionowałem roli idei szatana w kulturze. W tym temacie się z Panem zgadzam i nie ma o czym rozmawiać.

>Bo chyba nie jest dla Pana przedmiotem wątpliwości, że znakomita większość ludzi oddaje religijny (a więc największy) szacunek bytom fikcyjnym.
   Oczywiście, ale ta znakomita większość z reguły jest absolutnie przekonana, że przedmiot ich szacunku jest jak najbardziej rzeczywisty.

>>W tym kontekście rola idei szatana jest dla mnie zupełnie niematerialna.
>Nie przesadzajmy [...] Ale rola idei może już przybierać dosyć materialne kształty.
   Zgadzam się, ale to wciąż nie ma wpływu na pytanie o należny szacunek. To dotyczy idei, nie zaś odnośnego bytu per se.

>>Równie dobrze to mógłby być pilot Pirx albo Superman.
>Szanuję postawy tych bohaterów. Choć chyba nie ma Pan wątpliwości, że wiem, iż są wymyśleni.
   Podobnie nie mam wątpliwości, że Pan wie, iż szatan jest wymyślony. Jednak użył Pan zwrotu „szanuję postawy”; to jest zasadniczo co innego niż szacunek do samych postaci.

>>   Moja główna obiekcja polegała na stwierdzeniu, że coś, czego nie ma, nie może być odbiorcą szacunku.
>Po pierwsze. Moim zdaniem idee (mity) istnieją.
   Oczywiście, jak najbardziej. Tylko wracamy do rozróżnienia szatan-idea szatana. Może to idei szatana należy się szacunek?

>Po drugie. Do wszystkiego co istnieje, a nawet do nieistnienia możemy mieć stosunek i intelektualny i emocjonalny. Dalej - twierdzę, że taka jest praktyka. Mamy stosunek (w tym szacunek) do bytów wymyślonych.
   Proszę mnie źle nie zrozumieć, wiem że tak można. Po prostu u mnie występuje swego rodzaju dysonans poznawczy: wiem, że to coś nie istnieje, więc jak mógłbym to szanować? Jednak rozumiem, że nie każdy tak reaguje. W szczególności, jeśli dokonuje się swoistej metafory byt=idea bytu.

>Nawet gusty są przedmiotem dyskusji, gdy się je publicznie, pod dyskusję właśnie, na forum przedstawia.
   Rozmowy o gustach kończą się na ogół na ich przedstawieniu. Nie można nikogo przekonać, że najlepsze są lody czekoladowe.

>>   Nie wiem skąd Pan* wziął złość...
>Proszę poprawić na irytację.
   Też nie bardzo; jednak wyobrażam sobie, że mój sposób wysławiania się może powodować takie wrażenie.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
20-05-2011 10:59 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Zgadzam się, ale to wciąż nie ma wpływu na pytanie o należny szacunek. To dotyczy idei, nie zaś odnośnego bytu per se.
Tu musielibyśmy uzgodnić rozumienie mitu, idei, archetypu oraz ich znaczenia w kulturze.
Osobowe wzorce zachowań (postaw) mogą dotyczyć tak postaci istniejących, jak i mitycznych.
Opisane są zresztą procesy deifikacji istniejących postaci, jak i antropoizacji sił przyrody i zwierząt.
Szanowano dosyć powszechnie w kulturze starożytnej Grecji Herkulesa i ja nie widzę podstaw aby ten szacunek próbować mu odebrać. Tylko dlatego, że to postać fikcyjna.
Dla roli kulturowego wzorca niewielkie ma znaczenie, czy jest bytem istniejącym, czy wymyślonym. Zresztą byty istniejące, przez kulturową obróbkę stają się często bytami wymyślonymi.

Cytat:
Pan Marian: Jednak użył Pan zwrotu "szanuję postawy"; to jest zasadniczo co innego niż szacunek do samych postaci.
Pan Marian: Moja główna obiekcja polegała na stwierdzeniu, że coś, czego nie ma, nie może być odbiorcą szacunku.
>Bogusławski: Po pierwsze. Moim zdaniem idee (mity) istnieją.
Pan Marian: Oczywiście, jak najbardziej. Tylko wracamy do rozróżnienia szatan-idea szatana. Może to idei szatana należy się szacunek?


Wikipedia:
Postawa - uwewnętrzniona przez jednostkę, wyuczona skłonność (akt woli przejawiający się w czynach) do reagowania w społecznie określony sposób, szczególnie przez podejmowanie określonych działań w odpowiedzi na oczekiwania społeczne.
Aż tak dalece nie rozróżniam szacunku dla postaci, od szacunku dla jej postawy. Wszystkie postaci mogę tylko szanować za działania zgodne z potrzebami społecznymi i zachowaniami stanowiącymi lub mogącymi stanowić wzorce zachowań społecznych.
Niezależnie od tego czy to postaci istniejące, czy tylko wymyślone.

>Rozmowy o gustach kończą się na ogół na ich przedstawieniu. Nie można nikogo przekonać, że najlepsze są lody czekoladowe.
Udało mi się parę osób rozsmakować w winach, które początkowo były fatalnie do nich nastawione.
Uczyłem też ludzi i obserwowałem ich przemiany w zakresie gustów pod wpływem rozwoju intelektualnego. Bardzo wysoko oceniam tzw. postawy otwarte, a dosyć nisko postawy zamknięte. Dotyczy to również smaków i gustów. Choć kwestię poczucia smaku stawiam ogromnie wysoko.

Pozdrawiam.

@@@
.
20-05-2011 15:17 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
   Sprzeczamy się o słówka. Nie mam zamiaru odbierać Heraklesowi szacunku; chodzi tylko o to, że zgodnie z moim prywatnym rozumieniem tego pojęcia, ja osobiście nie mam zamiaru go nim obdarzać. Inni mogą sobie robić co chcą, a dla mnie to wciąż będzie dziwactwo.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
20-05-2011 15:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>   Sprzeczamy się o słówka. Nie mam zamiaru odbierać Heraklesowi szacunku; chodzi tylko o to, że zgodnie z moim prywatnym rozumieniem tego pojęcia, ja osobiście nie mam zamiaru go nim obdarzać. Inni mogą sobie robić co chcą, a dla mnie to wciąż będzie dziwactwo.
W sferze społecznej jestem zdecydowanym liberałem, aż prawie po libertynizm. Uważam, że ludzie powinni być maksymalnie wolnymi, a jedynym ograniczeniem powinna być tylko wolność drugiego człowieka.
Dlatego uważam, że ma Pan prawo do swoich poglądów i uważania innych poglądów za dziwactwo.

Mój przyjaciel mawiał: Ja to jestem taką dziwką. Chodzę sobie, obserwuję, słucham i wszystkiemu się dziwię.
Ja też czytam, obserwuję, myślę i wielokrotnie moje zdziwienie, aż stuporu sięga.
Taki już dziwny mam charakter, a gdy Pan ma dziwny inaczej, to też bardzo dobrze.
Nic mi do tego.

Pozdrawiam.

@@@
.
schlawiner (400 punktów)
>   Rozmowy o gustach kończą się na ogół na ich przedstawieniu. Nie można nikogo przekonać, że najlepsze są lody czekoladowe.
Vide Strauss - Kahn.
Marian (5438 punktów)
>>   Rozmowy o gustach kończą się na ogół na ich przedstawieniu. Nie można nikogo przekonać, że najlepsze są lody czekoladowe.
>Vide Strauss - Kahn.
   Muszę przyznać, że nie zrozumiałem tej uwagi.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
Niby Pan ma rację:
Steven Weinberg napisał ciekawe psychologiczne stwierdzenie:
Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii.
Zgadzam się z nim całkowicie, po maleńkiej zamianie słowa "religia" na słowo "wiara". Tak, wiara /obok chciwości/ jest przyczyną największego zła na świecie. Im głębsza, tym gorzej, a najgorsza - fanatyzm - jest przerażająca. Można wierzyć w różnych bogów i różne religie.
Także w ateizm.

Ale tu Pańska racja gwałtownie się kończy. Weryfikuje ją praktyka. Ateizm najczęściej łączy się ze sceptycyzmem, a więc z postawą niewiary. Trudno jest prześladować innych za poglądy, gdy się wątpi i poszukuje.
Piętnuje Pan tu wiele zjawisk w środowisku ateistycznym, ale gdzie Pan je praktycznie znajduje.

W Polsce przy nachalnej dominacji katolickiej, to ludzie boją się nawet do swojego ateizmu wielokrotnie przyznać.
Na naszym forum rzeczywiście mają trochę więcej odwagi, a podczas ostrych dyskusji polaryzują się stanowiska. Czasem nawet za bardzo. Mógłbym mieć wyrzuty sumienia, gdybym nie czytał oficjalnych wypowiedzi całej hierarchi i intelektualistów Kościoła Katolickiego na temat ateizmu i ateistów.

Osobiście nie uważam się za ateistę tylko za naturalistę ontologicznego i racjonalnego sceptyka. Kocham ludzi i życie, ale paru rzeczy nie lubię. Na przykład głupoty, a chyba już na pograniczu nienawiści jest mój stosunek do obłudy, a moim zdaniem Kościół Katolicki jest najbardziej obłudną instytucją, a jego funkcjonariusze (w uogólnieniu) najbardziej obłudnymi ludzmi.

Zastanowić się nad sobą i własnymi postawami zawsze warto!

Pozdrawiam.

@@@
.
17-05-2011 14:25 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Zgadzam się z nim całkowicie, po maleńkiej zamianie słowa "religia" na słowo "wiara". Tak, wiara /obok chciwości/ jest przyczyną największego zła na świecie.

Chyba jednak instytucjonalna religia jest większym złem, niż wiara. Wiara jest sprawą indywidualną, a religia każe zasady tej wiary propagować społecznie, czasami przy użyciu środków prawnego (a nawet fizycznego) przymusu, również wśród osób jej nie podzielających.
Bywa, że osoby słabej wiary koncentrują się na zewnętrznych przejawach religijności, które stanowią wyznacznik ich odrębności i samookreślenia.

Z resztą się zgadzam.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Chyba jednak instytucjonalna religia jest większym złem, niż wiara.
Nie wiem co chciałby Pan postawić przedmiotem oceny. Ja oceniałem tu postawy i motywacje czynów ludzi.
To ludzie czynią zło, nawet poprzez budowę złych instytucji. Np. inkwizycji, SS, NKWD itd. I to ludzie w ramach ich doktryn-religii czynią zło.

>Wiara jest sprawą indywidualną, a religia każe zasady tej wiary propagować społecznie, czasami przy użyciu środków prawnego (a nawet fizycznego) przymusu, również wśród osób jej nie podzielających.
Tak, jest nawet katolickie powiedzenie: "Nic lepiej nie powstrzymuje herezji od zapachu stosu", ale człowiek słabej wiary /sceptyk/ niezbyt chętnie w imię tej wiary, w którą wątpi, będzie czynił zło. Trzeba go jakoś zmusić do tego.
Czasem strach wystarcza a czasem nie.

>Bywa, że osoby słabej wiary koncentrują się na zewnętrznych przejawach religijności, które stanowią wyznacznik ich odrębności i samookreślenia.
Mówi Pan tu o oportuniźmie lub religianctwie, a to już przedmiot zupełnie innego zagadnienia.
Wielu z nas, dla świętego spokoju, nie drażni "nawiedzonych".

Pozdrawiam.

@@@
.
17-05-2011 18:21 
 Ocena 4 na 4
finerbijk (17282 punktów)
>Nie wiem co chciałby Pan postawić przedmiotem oceny. Ja oceniałem tu postawy i motywacje czynów ludzi.
>To ludzie czynią zło, nawet poprzez budowę złych instytucji. Np. inkwizycji, SS, NKWD itd. I to ludzie w ramach ich doktryn-religii czynią zło.
Wiara, jako element religii, nie jest moim zdaniem niczym złym sama w sobie. Jest tylko opisem rzeczywistości na prywatny użytek. Jeśli dodamy całą nadbudowę organizacyjną z eklezją, kapłanami, miejscami kultu, biurokracją i innymi elementami wymagającymi ciągłego utrzymywania, otrzymamy religię z całym bagażem uciążliwości i zagrożeń.

>Mówi Pan tu o oportuniźmie lub religianctwie, a to już przedmiot zupełnie innego zagadnienia.
To właśnie wrodzone cechy religii. Wiara nie wymaga stawiania stosów, ani katedr, albo wypraw za morze by podbijać w imię Pana. Potrzebuje tego zazdrosny o wpływy i żądny władzy kler, oraz ich świeccy poplecznicy, próbujący ugrać przy okazji coś dla siebie.
Zgadzam się, że groźna może być naiwna wiara w misję ziemską różnych nawiedzeńców, którzy pociągają tłumy w sobie wiadomym kierunku.
astrotaurus (12445 punktów)

>Wiara nie wymaga stawiania stosów, ani katedr, albo wypraw za morze by podbijać w imię Pana.
Jeśli uwierzysz w Boga, który łaknie stosów i katedr to będziesz czuł potrzebę dostarczenia mu czego trzeba.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
finerbijk (17282 punktów)
>Jeśli uwierzysz w Boga, który łaknie stosów i katedr to będziesz czuł potrzebę dostarczenia mu czego trzeba.

Jezus nie pragnął tych rzeczy, a były.
astrotaurus (12445 punktów)

>Jezus nie pragnął tych rzeczy, a były.
Ale mało kto wierzy w takiego prymitywa o ograniczonych wymaganiach w tym względzie.
Poważny Bóg dla swej chwały potrzebuje poważnych rzeczy.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.

Albo się zupełnie nie rozumiemy, albo nie zgadzamy.

Wikipedia:
Wiara jest terminem wieloznacznym. W mowie potocznej oznacza przekonanie o czymś. Stanowisko, pogląd, w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujące jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości. W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu wiarygodnie potwierdzającego ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary.

Religia - system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum (świętością) i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w czynnościach religijnych (np. kult czy rytuały), w sferze społeczno-organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).

_____________________________________

>Wiara, jako element religii, nie jest moim zdaniem niczym złym sama w sobie.
Wiara niezależnie czego jest elementem polega przede wszystkim na przyjmowaniu prawd "własnej religii" bez żadnego dowodu.
Dlatego dla racjonalistycznych sceptyków jest złą postawą "samą w sobie".

>Jest tylko opisem rzeczywistości na prywatny użytek.
Wiara nie jest opisem tylko stosunkiem do czegoś - np. religijnego czy partyjnego opisu rzeczywistości.

>>>>Mówi Pan tu o oportunizmie lub religianctwie, a to już przedmiot zupełnie innego zagadnienia.
>To właśnie wrodzone cechy religii.
Mimo bardzo krytycznego stosunku do wszelakich religii - aż tak krytycznie wyznawców różnych wyznań nie oceniam i uważając znakomitą ich większość to ludzie zwyczajnie religijni.

Wikipedia:
Pojęcie oportunizmu wywodzi się z języka łacińskiego i pochodzi od słowa opportunus, które oznacza korzystny, wygodny. Z proweniencji tegoż pojęcia można wywnioskować jego współczesne znaczenie opisujące postawę polegającą na postępowaniu adekwatnym do zaistniałej sytuacji, warunków (często politycznych lub społecznych), mające na celu uzyskanie pewnych korzyści. Wiąże się to jednoznacznie z brakiem pewnych niezmiennych zasad, wg których postępowałoby się w życiu. Wiele wspólnego z oportunizmem ma konformizm, różniący się jednak brakiem indywidualizmu.

Religianctwo bigoteria, dewocja, przesadna i powierzchowna gorliwość w przestrzeganiu praktyk religijnych; odwoływanie się we wszystkim do religii.


>Wiara nie wymaga stawiania stosów, ani katedr,
Tylko najwięcej dzięki jej powstało i stosów i katedr.

Nie religie niosą zbrodnie. Żadne! Ani chrześcijaństwo, ani islam, ani komunizm, czy wiele innych - tylko fanatyczni ich wyznawcy uznający (wierzący w) jedynosłuszność własnych poglądów. Fanatycznie przekonani (wierzący w) we własne rację są gotowi dla tych racji zniszczyć nawet cały świat.

Pozdrawiam.

@@@
.
finerbijk (17282 punktów)
>Nie religie niosą zbrodnie. Żadne! Ani chrześcijaństwo, ani islam, ani komunizm, czy wiele innych - tylko fanatyczni ich wyznawcy uznający (wierzący w) jedynosłuszność własnych poglądów.
Jasne, że religie jako idee nie niosą zbrodni same w sobie, lecz robią to ci, którzy nimi kierują. I to niewiele ma wspólnego z wiarą. Czy papieże zawsze postępowali jak ludzie głęboko (fanatycznie) wierzący? Nie trzeba być wielkim znawcą historii kościoła, aby stwierdzić, że częściej kierowali się zwykłym wyrachowaniem politycznym. Czy Stalin wierzył w Leninizm - śmiech na sali.

Ludzie wierzą w życie pozaziemskie, lub że czarny kot przynosi pecha, że życie na Ziemi zapoczątkowały istoty wyższe i w inne podobne historie, które ocierają się o dogmaty religijne, ale religiami nie są. Jeśli taka wiara szkodzi, to w minimalnym stopniu.

Dopiero instrumentalne wykorzystanie wiary przez wyrachowanych przywódców/guru/liderów, itd., jest groźne. Tylko religia zorganizowana w ścisłe struktury pozwala czynić zło pod sztandarem wiary, przy czym wiara ta nie jest nigdy monolitem - są prawdziwie wierzący, ludzie cynicznie wykorzystujący tych poprzednich i cała gama pomiędzy. Wszyscy oni znajdują swoje miejsce w ramach organizacji religijnej, w której wiara stanowi tylko jakiś rodzaj mitu założycielskiego.
Oczywiście znajdą się też szaleńcy gotowi ginąć za ideę, czy wyimaginowane nagrody pośmiertne itd., ale z racji ilości szkody przez nich wyrządzane są dużo mniejsze, niż szkody czynione przez zimne, wyrachowane systemy ideologiczne, czy to religijne czy inne.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Jasne, że religie jako idee nie niosą zbrodni same w sobie, lecz robią to ci, którzy nimi kierują.
> I to niewiele ma wspólnego z wiarą.

Przepraszam, ale nie mam już nic więcej do powiedzenia ponadto co już uprzednio w tym temacie powiedziałem.

Miłego dnia.

@@@
.
17-05-2011 15:26 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)
>Chyba jednak instytucjonalna religia jest większym złem, niż wiara. Wiara jest sprawą indywidualną, a religia każe zasady tej wiary propagować społecznie, czasami przy użyciu środków prawnego (a nawet fizycznego) przymusu, również wśród osób jej nie podzielających.
Jak już dzielimy włos na czworo (słusznie zresztą!) to dodajmy, że wiara jest fundamentem , przyczyną i źródłem religii.
Presję, o której mówisz może wywrzeć system władzy na religii oparty. I takie systemy władzy są największymi szkodnikami.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>że wiara jest fundamentem , przyczyną i źródłem religii.
Dokładnie tak.

>Presję, o której mówisz może wywrzeć system władzy na religii oparty.
Dokładnie tak, z tym, że ja włączam do tego także parareligie np. komunizm, faszyzm itd.

Pozdrawiam.

@@@
.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365