Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czajniczek Russella zestrzelony!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
21-05-2011 10:27Hodża (11172 punktów)Czajniczek Russella zestrzelony!
0 na 2
Powoli, powoli przemierzam "Boga urojonego", smakując tę lekturę. Niestety, efekt jej staje się odwrotny do zamierzonego przez Autora. Być może, kiedy już dobrnę do jej końca w przeciągu roku, dwóch, pokuszę się o jakieś osobiste krytyczne podsumowanie
Natknąłem się tam na argument o tym (podobno słynnym) czajniczku. Chciałbym w tym miejscu jednak zaoponować.
Otóż wydaje mi się, że ten argument jest fałszywy logicznie. To znaczy, że w rzeczywistości może doskonale służyć teistom do skompromitowania przekonań ateistycznych. Już tłumaczę, dlaczego:
Otóż w samym pojęciu "porcelanowego czajniczka" jest zawarte założenie, że został on wytworzony przez człowieka, gdyż jest on jednym z narzędzi, przedmiotów stworzonych, którymi posługuje się człowiek i jedynym możliwym do pomyślenia jego twórcą jest człowiek, zaś historia cywilizacji jest znana na tyle dobrze, by wykluczyć możliwość, aby taki przedmiot został wysłany w ten obszar przestrzeni. Zatem dowodzi się absurdalności poprzez przyjęcie absurdalnego założenia.

Ja bym proponował inna wersję tego argumentu: że np. istnieje gdzieś w Układzie Słonecznym asteroida o niemal doskonale kulistym kształcie wielkości piłki futbolowej. Można by nawet (badając statystycznie miliony asteroid) określić prawdopodobieństwo tego, że taki obiekt istnieje. Tyle tylko, że z kolei nawet jego odkrycie nie byłoby równie "niesamowite".
Tak więc "czajniczek Russella" do lamusa argumentów.
A może zastąpić go jakąś nieznaną formą materii... hm, ale to już mamy... a może cząsteczką elementarną, nie pasującą do żadnych modeli?
Nie jest łatwo znaleźć dobry zastępnik tego naczynia.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

21-05-2011 10:48
 Ocena 11 na 11
perun (8610 punktów)

>doskonale służyć teistom do skompromitowania przekonań ateistycznych.
>A może zastąpić go jakąś nieznaną formą materii...
E tam przesadzasz z tą kompromitajcją . Już zastąpiono Latającym Potworem Spaghetti
21-05-2011 17:15 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>E tam przesadzasz z tą kompromitajcją . Już zastąpiono Latającym Potworem Spaghetti

Właśnie! Spaghetti! Przecież to też artefakt!
perun (8610 punktów)

>Właśnie! Spaghetti! Przecież to też artefakt!
Udowodnij .
22-05-2011 08:22 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Spagetti i (lub) czajniczek były zawsze, odwieczne, wielkie, nieporuszone... Kiedyś objawiły się ludziom, którzy sądzili, że je tworzą...
Hodża (11172 punktów)
>Spagetti i (lub) czajniczek były zawsze, odwieczne, wielkie, nieporuszone... Kiedyś objawiły się ludziom, którzy sądzili, że je tworzą...

To stawia sprawę w całkowicie nowym świetle. Nie wziąłem pod uwagę tego, że przecież te idee mogły rzeczywiście być przedwieczne! Ale ich ucieleśnienie mogło nastąpić tylko tu, na Ziemi (ewentualnie jakiejś innej zaludzionej planecie). Pardon, zaludnionej. Jakąż wtedy jest niedorzecznością sądzić, że taki (domniemywam, że idealny) czajniczek miałby orbitować setki milionów kilometrów stąd, nie służąc człowiekowi zbawczą herbatą! I tak, i tak, dochodzimy do sprzeczności.
Wiem, że mój wywód jest niejasny; ale taki boski czajniczek nie zajmowałby nas w ogóle, gdyby jego obecność nas nie dotyczyła w jakimś stopniu! Hipoteza orbitującego czajniczka, któremu obojętne byłyby zielone połacie upraw herbacianych Cejlonu, dobre sobie!

22-05-2011 22:19 
 Ocena-1 na 1
zachaj (5239 punktów)
>>Spagetti i (lub) czajniczek były zawsze, odwieczne, wielkie, nieporuszone... Kiedyś objawiły się ludziom, którzy sądzili, że je tworzą...
>To stawia sprawę w całkowicie nowym świetle. Nie wziąłem pod uwagę tego, ...

Otóż to. Nie wziąłeś pod uwagę wielu rzeczy pisząc ten wątek.
23-05-2011 09:20 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>To stawia sprawę w całkowicie nowym świetle. Nie wziąłem pod uwagę tego, ...
>Otóż to. Nie wziąłeś pod uwagę wielu rzeczy pisząc ten wątek.

Przede wszystkim, i to rzeczywiście sobie wyrzucam, nie wziąłem pod uwagę braku poczucia humoru niektórych osób. Poczytaj może inne moje odpowiedzi w tym wątku i wyluzuj. To nie jest seminarium na uczelni, nie trzeba się od razu tak napinać.
zachaj (5239 punktów)
>Przede wszystkim, i to rzeczywiście sobie wyrzucam, nie wziąłem pod uwagę braku poczucia humoru niektórych osób.

Rzeczywiście, jak ten wątek miał rozbawić, to moje poczucie humoru tego nie ogarnia. Poza tym, "Filozofia i światopogląd" to nieodpowiednie miejsce, proponuje przenieść do działu "Słabych żartów".

Jeszcze wyjaśnij mi proszę, czy czytanie dwa lata książki to też był żart czy po prostu masz problemy z tą czynnością? Bo jeżeli to drugie, w internecie są dostępne audiobooki Dawkinsa.
23-05-2011 17:57 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Jeszcze wyjaśnij mi proszę, czy czytanie dwa lata książki to też był żart czy po prostu masz problemy z tą czynnością? Bo jeżeli to drugie, w internecie są dostępne audiobooki Dawkinsa.

Brak czasu. Mam różne inne zajęcia w ciągu dnia,potem jestem zmęczony więc biorę wieczorem książkę, przeczytam dwie strony i śpię.
A ostatnio przyśnił mi się Dawkins, jak pił herbatę nalewaną do filiżanek z czajniczka Russella przez Boga i razem się zaśmiewali: "Ale robimy ich w konia, ha, ha!"

25-05-2011 09:38 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Orbituje ten Czajniczek, al Czajniczek, albo El Czajniczek. Inne, to tylko czajniczki. Ale gdyby Czajniczek orbitomocny nie orbitował, to nie powstaliby ludzie, których jedynym sensem egzystencji (o czym nie wiedzą) jest picie herbaty. Tak, tak, herbata jest rośliną dla której Czajniczek stworzył wszechświat. Musieli jednakże powstać ludzie, bowiem w ich jelitach jest bakteria blaX, bez której udziału plan nieśmiertelności dla herbaty nie może być zrealizowany. Czajniczek pragnie aby wszystko było herbatą.
21-05-2011 10:57
 Ocena 24 na 24
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Hodżo w przestrzeni kosmicznej znaleziono już brylanty i chmury wódki/spirytusu (alkoholu etylowego) - niestety daleko od Ziemi. Ponieważ jak wiadomo i brylanty i wódkę wytwarza człowiek zupełnie niemożliwe jest, idąc Twoim tokiem rozumowania, by one tam istniały.
Jedynym zatem wyjściem, idąc Twoją linią rozumowania, jest, że astronomowie uczestniczą w wielkim ateistycznym spisku mającym na celu uprawdopodobnienie wersji czajniczka Russela.
Jeśli jeszcze dowiedziesz "swoją logiką", że astronomowie to Żydzi i masoni dostaniesz program w Radiu OjRydz.

A i jeszcze astronomowie znaleźli planety podobne do Ziemi - od razu widać, że to spisek! Przecie tylko jedną taką planetę stworzył Wielki Duch Manitou!

Co więcej mogę powiedzieć? Astronomowie coś odkryli niezgodnego z Świętą Księgą - wiedz, że coś się dzieje!

Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
21-05-2011 16:45 
 Ocena 2 na 2
neurosurgery (2484 punktów)
> wiedz, że coś się dzieje!

Widzę, że magia internetu jest obecna! A co do postu - duży + ode mnie.
21-05-2011 17:23 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Hodżo w przestrzeni kosmicznej znaleziono już brylanty i chmury wódki/spirytusu (alkoholu etylowego) - niestety daleko od Ziemi. Ponieważ jak wiadomo i brylanty i wódkę wytwarza człowiek zupełnie niemożliwe jest, idąc Twoim tokiem rozumowania, by one tam istniały.

Przecież to nie są artefakty, których struktura jest nieodłączna od ich funkcji.
Czajniczek posiada zakodowaną w sobie przydatność do parzenia herbaty i tyle.

>Jedynym zatem wyjściem, idąc Twoją linią rozumowania, jest, że astronomowie uczestniczą w wielkim ateistycznym spisku mającym na celu uprawdopodobnienie wersji czajniczka Russela.

Czajniczek Russella nie podoba mi się nie ze względu na ateistyczny spisek, lecz ze względu na osłabienie intelektualne, które wywołuje wśród racjonalistów, sprowadzając dyskurs na manowce absurdu. Jest to de facto czajniczek trojański, rozsadzający od wewnątrz spójność rozumowania sceptyków.

>Jeśli jeszcze dowiedziesz "swoją logiką", że astronomowie to Żydzi i masoni dostaniesz program w Radiu OjRydz.
Nie wiedziałem, że mam jakąś logikę, ale cieszę się i postaram się ją pielęgnować, by ładnie urosła.
A co do Żydów, to nie słyszałem o żadnym astronomie tej narodowości. Mogą być tylko bankierami lub prawnikami, lub właścicielami koncernów medialnych

>A i jeszcze astronomowie znaleźli planety podobne do Ziemi - od razu widać, że to spisek! Przecie tylko jedną taką planetę stworzył Wielki Duch Manitou!
>Co więcej mogę powiedzieć? Astronomowie coś odkryli niezgodnego z Świętą Księgą - wiedz, że coś się dzieje!

Ho,ho. Nie wiedziałem.
21-05-2011 17:50 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Hodżo w przestrzeni kosmicznej znaleziono już brylanty i chmury wódki/spirytusu (alkoholu etylowego) - niestety daleko od Ziemi. Ponieważ jak wiadomo i brylanty i wódkę wytwarza człowiek zupełnie niemożliwe jest, idąc Twoim tokiem rozumowania, by one tam istniały.
>Przecież to nie są artefakty, których struktura jest nieodłączna od ich funkcji.
>Czajniczek posiada zakodowaną w sobie przydatność do parzenia herbaty i tyle.
Gejzery też.
Zresztą, zakodowaną? Ech...
Struktura nieodłączna od funkcji? Hmm... to samo jest z alkoholem etylowym.

W sumie albo nie potrafisz przekazać, o co Ci chodzi, albo bronisz się do upadłego z dumy. Im bardziej brniesz w wyjaśnienia, tym bardziej "przegrywasz" - takie mam wrażenie.

Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
Hodża (11172 punktów)
>>Czajniczek posiada zakodowaną w sobie przydatność do parzenia herbaty i tyle.
>Gejzery też.

Dobrze więc. Proponuję, byśmy się kiedyś spotkali przy Old Faithful i mi pokażesz, jak się parzy herbatę

>W sumie albo nie potrafisz przekazać, o co Ci chodzi, albo bronisz się do upadłego z dumy. Im bardziej brniesz w wyjaśnienia, tym bardziej "przegrywasz" - takie mam wrażenie.

Ha! Nie powiedziałem jeszcze swojego ostatniego słowa w kwestii czajniczków, zapamiętaj!!!

22-05-2011 09:11 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>>Czajniczek posiada zakodowaną w sobie przydatność do parzenia herbaty i tyle.
>>Gejzery też.
>Dobrze więc. Proponuję, byśmy się kiedyś spotkali przy Old Faithful i mi pokażesz, jak się parzy herbatę
Wrzucasz liście herbaty do wody, która ma 95 stopni i po chwili masz ją zaparzoną. Wystarczy zaczerpnąć czerpakiem.



Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
22-05-2011 10:07 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Wrzucasz liście herbaty do wody, która ma 95 stopni i po chwili masz ją zaparzoną. Wystarczy zaczerpnąć czerpakiem.
Trzeba tylko wybrać moment pomiędzy erupcjami, żeby nam herbata nie wystrzeliła w powietrze

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
21-05-2011 17:51 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Hodżo w przestrzeni kosmicznej znaleziono już brylanty

Chyba diamenty. Gdyby znaleziono brylanty, to byłby zaiste cud
21-05-2011 17:56 
 Ocena 5 na 5
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Hodżo w przestrzeni kosmicznej znaleziono już brylanty
>Chyba diamenty. Gdyby znaleziono brylanty, to byłby zaiste cud
Brylant to szczególna forma diamentu (ma szczególny kształt pl.wikipedia.org/wiki/Brylant ) - mając w przestrzeni chmurę diamentów trafisz i na "naturalny brylant".

Czepiaj się dalej Hodżo. Tylko napisz, co Cię boli.

Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
Hodża (11172 punktów)
>>>Hodżo w przestrzeni kosmicznej znaleziono już brylanty
>>Chyba diamenty. Gdyby znaleziono brylanty, to byłby zaiste cud
>Brylant to szczególna forma diamentu (ma szczególny kształt pl.wikipedia.org/wiki/Brylant ) - mając w przestrzeni chmurę diamentów trafisz i na "naturalny brylant".

No, to już nie jest takie pewne. Trzeba by tę chmurę dokładniej zbadać. Nie wiem, czy spektroskopia umożliwia wykrywanie brylantów, natomiast sam rachunek prawdopodobieństwa, aby mógł być sensownie zastosowany, też musi mieć oparcie w statystyce.

>Czepiaj się dalej Hodżo. Tylko napisz, co Cię boli.

Nie czepiam się. Nic mnie nie boli.
22-05-2011 09:09 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
> natomiast sam rachunek prawdopodobieństwa, aby mógł być sensownie zastosowany, też musi mieć oparcie w statystyce.
Przez takie zdania, jak powyższe, wychodzi na to, że czegoś nie łapiesz. Statystyka jest pochodną rachunku prawdopodobieństwa.
Natomiast rozumiem, że chodzi Ci o to, że na podstawie próby losowej (sondażu) chciałbys opisać populacje, a tego sondażu nie ma.

Można też założyć, że kryształ wegla zwany diamentem może przyjąć losowe (dowolne) kształty i wyliczać ile trzeba losowych diamentów, by z prawdopodobieństwem 80% był wśród nich "naturalny brylant" - by było sensownie musi być ograniczenie na wielkość diamentu lub dobrze określona średnia wielkość diamentu.
Da się wtedy zrobić.

Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
Hodża (11172 punktów)
>Można też założyć, że kryształ wegla zwany diamentem może przyjąć losowe (dowolne) kształty i wyliczać ile trzeba losowych diamentów, by z prawdopodobieństwem 80% był wśród nich "naturalny brylant" - by było sensownie musi być ograniczenie na wielkość diamentu lub dobrze określona średnia wielkość diamentu.
>Da się wtedy zrobić.

Wierzę, że tak
Pozdrawiam
25-05-2011 09:51 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>w przestrzeni kosmicznej znaleziono już (...) chmury wódki/spirytusu (alkoholu etylowego) - niestety daleko od Ziemi.

A konkretnie - jak daleko?

Czas budować front walki przeciw agresji w polityce. (Bronisław Komorowski)
25-05-2011 10:38 
 Ocena 3 na 3
Gosia (9452 punktów)
>>w przestrzeni kosmicznej znaleziono już (...) chmury wódki/spirytusu (alkoholu etylowego) - niestety daleko od Ziemi.
>A konkretnie - jak daleko?

Nieco ponad 25 lat świetlnych, bierz namiary na Wegę.
25-05-2011 10:47 
 Ocena 1 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A konkretnie - jak daleko?
>Nieco ponad 25 lat świetlnych

Trochę jest...

>bierz namiary na Wegę.

Też niedobrze. Z Wegi to Hitlera transmitują - widziałem na filmie .


Czas budować front walki przeciw agresji w polityce. (Bronisław Komorowski)
25-05-2011 11:42 
 Ocena 4 na 4
Gosia (9452 punktów)
>>>A konkretnie - jak daleko?
>>Nieco ponad 25 lat świetlnych
>Trochę jest...

Bez paniki, turystyka kosmiczna się rozwija, pośpiechu nie ma. Trochę tego tam jest - podobnież cała ludzkość miałaby co chlać 10 razy dłużej niż wynosi przewidywany czas istnienia Wszechświata.

>>bierz namiary na Wegę.
>Też niedobrze. Z Wegi to Hitlera transmitują - widziałem na filmie .

I to w zasadzie jest słuszny kierunek: wiadomo - alkohol to ZŁOOO
25-05-2011 10:42 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

Gosia w zasadzie napisała. Sgr B2.

Pozdrawiam

Egoizm jest rodzajem algorytmu.
21-05-2011 10:58
 Ocena 25 na 25
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
O zgrozo. Czemu czajniczek nie może być porcelanowy?

Istotą tej tezy jest argumentu nie do obalenia. Czemu w wyniku naturalnych procesów w świecie nie mógłby powstać porcelanowy czajniczek?

Patrzysz na to w zły sposób. To jest po prostu jakiś porcelanowy obiekt, kiedy powstawał nie musiał mieć twórcy. To Ty klasyfikujesz go jako czajniczek, bo możesz w nim zaparzyć herbatę. Kiedy powstawał we wszechświecie to wszechświat nie myślał - o stworzę sobie czajniczek do parzenia i nalewania herbaty.

Czajniczek nie implikuje że został stworzony przez człowieka. Małpa też mogłaby teoretycznie napisać inwokację z Pana Tadeusza, to też byśmy pomyśleli, że zostało to stworzone przez człowieka?

>Zatem dowodzi się absurdalności poprzez przyjęcie absurdalnego założenia.

Jeśli z fałszu wynika fałsz to jest to prawda. Implikacja logicznie poprawna! Gdyby Russell postawił logiczną tezę jego argument nie miałby sensu.

>Można by nawet (badając statystycznie miliony asteroid) określić prawdopodobieństwo tego, że taki obiekt istnieje.

To właśnie dowodzi, że nie rozumiesz istoty czajniczka Russella. Chodzi o wymyślenie czegoś całkowicie nieprawdopodobnego, czego nie da się empirycznie obalić. Przecież nie można empirycznie udowodnić, że czajniczek nie przeniósł się w czasie np. z przyszłości! Twój argument jest więc zupełnie nietrafiony. Tym bardziej, że w ogóle nie można zobaczyć z ziemi czy czajniczek tam jest, czy go nie ma.

Musisz się bardziej postarać by udowodnić, że on nie istnieje.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-05-2011 17:26 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>To właśnie dowodzi, że nie rozumiesz istoty czajniczka Russella. Chodzi o wymyślenie czegoś całkowicie nieprawdopodobnego, czego nie da się empirycznie obalić. Przecież nie można empirycznie udowodnić, że czajniczek nie przeniósł się w czasie np. z przyszłości! Twój argument jest więc zupełnie nietrafiony.

Fakt, nie uwzględniłem opcji "czajniczka skaczącego w czasie". Plus.
Verin (547 punktów)
>Powoli, powoli przemierzam "Boga urojonego", smakując tę lekturę. Niestety, efekt jej staje się odwrotny do zamierzonego przez Autora. Być może, kiedy już dobrnę do jej końca w przeciągu roku, dwóch, pokuszę się o jakieś osobiste krytyczne podsumowanie

Każdą książkę tak powoli czytasz czy akurat ta Ci tak nie idzie?
Dawkins w swoich biologicznych książkach czasem przynudza, ale w "Bogu urojonym" pisał zwięźle, zrozumiale i z humorem na dobrym poziomie - dla mnie miodzio, za pierwszym razem przeczytałam w 7 dni
Hodża (11172 punktów)
>>Powoli, powoli przemierzam "Boga urojonego", smakując tę lekturę. Niestety, efekt jej staje się odwrotny do zamierzonego przez Autora. Być może, kiedy już dobrnę do jej końca w przeciągu roku, dwóch, pokuszę się o jakieś osobiste krytyczne podsumowanie
>Każdą książkę tak powoli czytasz czy akurat ta Ci tak nie idzie?

Różne rodzaje literatury czytam w różnych trybach. Posiadam następujące: publicystyka (gazety, książki popularnonaukowe) - przelatuję piernikiem, kryminał/sensacja,(też szybko), horror (wolniej, dla lepszego wczucia się w suspens), romanse (potrzebny jest odpowiedni nastrój, muzyka, herbatka i herbatniki), literatura młodzieżowa, literatura dziecięca, filozofia(zwłaszcza czytanie Hegla jest jak chodzenie w piasku), matematyka (niektóre pozycje można czytać nawet nieskończenie długo).

>Dawkins w swoich biologicznych książkach czasem przynudza, ale w "Bogu urojonym" pisał zwięźle, zrozumiale i z humorem na dobrym poziomie - dla mnie miodzio, za pierwszym razem przeczytałam w 7 dni

To, co mnie zaskoczyło po przeczytaniu pierwszych dwóch rozdziałów to konstatacja, że jest to tylko reakcja na zamachy 11 września. Ładna rekapitulacja, ale czy wnosi to coś istotnie nowego, zobaczę. Na razie nie widzę żadnych odkrywczych stwierdzeń.
Verin (547 punktów)
>Różne rodzaje literatury czytam w różnych trybach. Posiadam następujące: publicystyka (gazety, książki popularnonaukowe) - przelatuję piernikiem, kryminał/sensacja,(też szybko), horror (wolniej, dla lepszego wczucia się w suspens), romanse (potrzebny jest odpowiedni nastrój, muzyka, herbatka i herbatniki), literatura młodzieżowa, literatura dziecięca, filozofia(zwłaszcza czytanie Hegla jest jak chodzenie w piasku), matematyka (niektóre pozycje można czytać nawet nieskończenie długo).

Myślę, że trochę dziwnie u Ciebie z tymi trybami - literatura popularnonaukowa uchodzi za tę "cięższą", no i masz w jednym "trybie" literaturę dziecięcą i filozofię
Ale ludzie różni są, więc można zrozumieć. W każdym razie czytanie jakiejkolwiek książki przez rok, dwa, jest moim zdaniem, niezbyt dobre, bo wówczas treść nie wchodzi tak dobrze do głowy i zapomina się co było na początku, przez co można coś źle zrozumieć.

Edit: Hmm... teraz myślę, że Cię nie zrozumiałam od razu z tymi trybami

>To, co mnie zaskoczyło po przeczytaniu pierwszych dwóch rozdziałów to konstatacja, że jest to tylko reakcja na zamachy 11 września.

Dlaczego uważasz, że "to tylko reakcja na zamachy 11 września"?
Hodża (11172 punktów)
>Myślę, że trochę dziwnie u Ciebie z tymi trybami - literatura popularnonaukowa uchodzi za tę "cięższą", no i masz w jednym "trybie" literaturę dziecięcą i filozofię
>Ale ludzie różni są, więc można zrozumieć. W każdym razie czytanie jakiejkolwiek książki przez rok, dwa, jest moim zdaniem, niezbyt dobre, bo wówczas treść nie wchodzi tak dobrze do głowy i zapomina się co było na początku, przez co można coś źle zrozumieć.
>Edit: Hmm... teraz myślę, że Cię nie zrozumiałam od razu z tymi trybami

Czasem po prostu moja nieposkromiona chęć ironizowania ze wszystkiego i wszystkich, łącznie z sobą, tak właśnie się objawia.
A książki raczej szybko czytam, ale rzeczywiście, literatura filozoficzna (właściwie "Bóg urojony" do niej się nie zalicza, raczej do publicystyki popularnej) nie jest "lekkostrawna" więc przeżuwam ją bardzo powoli. W każdym razie albo coś rozumiem i czytam dalej, albo nie i wtedy ... myślę ... ... ...


>Dlaczego uważasz, że "to tylko reakcja na zamachy 11 września"?
Pominąwszy to, że oczywiście książka powstała po zamachach, i że są tam wyraźne do nich odniesienia, to pierwsze dwa rozdziały autor mógłby chyba streścić w zdaniu "Ameryko! Co zrobiłaś z testamentem Ojców Założycieli?!?" i dorzucić trzysta przypisów. To by było dokładnie to samo. Strasznie ubolewa nad tym, że Ameryka, zamiast ocknąć się ku racjonalności, pogrąża się w religijnym szaleństwie (również w reakcji na te zamachy, tak też można te żale rozumieć). Próbuje to jakoś sobie i nam wytłumaczyć, ale chyba bezskutecznie.
Chyba najbardziej go zszokowała wypowiedź G. Busha seniora o ateistach.
Po prostu odnoszę takie wrażenie, że Dawkins obawia się, że te zamachy, wynik fundamentalizmu religijnego z jednej strony, owocuje wzrostem postaw fundamentalistycznych z drugiej. I ma rację.
Tylko, że gdyby to samo napisał w innej sytuacji, przed 2001 rokiem, mógłbym to czytać rzeczywiście jako wywód bardziej naukowca, niż publicysty piszącego o sprawach społecznych.
22-05-2011 22:24 
 0 na 2
zachaj (5239 punktów)
>Każdą książkę tak powoli czytasz czy akurat ta Ci tak nie idzie?

Jak przeczytałem ten wątek to mnie przeraziło. Sam przeczytałem 7 książek w przeciągu kilku ostatnich miesięcy, oprócz tego studiuję i pracuję. Nie wyobrażam sobie czytania czegokolwiek dłużej niż 3 miesiące. Zgroza, co ten Pan tu reprezentuje.
Hodża (11172 punktów)
>>Każdą książkę tak powoli czytasz czy akurat ta Ci tak nie idzie?
>Jak przeczytałem ten wątek to mnie przeraziło. Sam przeczytałem 7 książek w przeciągu kilku ostatnich miesięcy, oprócz tego studiuję i pracuję. Nie wyobrażam sobie czytania czegokolwiek dłużej niż 3 miesiące. Zgroza, co ten Pan tu reprezentuje.

No, to przygotuj się na więcej, bo mam jeszcze kilka ciekawych tematów do poruszenia...

21-05-2011 13:40
 Ocena 15 na 15
i.czaplicka (5782 punktów)
Już tłumacze, jak mógł się czajniczek znaleźć na orbicie. Właściciel latającego spodka akurat upodobał sobie porcelanę malowana w róże, wiec ukradł ów czajniczek z domu Roberta Emmeta.
Chciał ukraść nocnik (większe, bardziej kolorowe róże) ale ten był akurat w użyciu.
W drodze powrotnej na swoja ojczysta planetę kosmita pokłócił się ze swoimi dwoma partnerami. Ta rasa ma akurat pięć płci, wiec małżeństwa są pięcioosobowe. W wyniku awantury użyto jako pocisków wszystkich talerzy, waz z dynastii Ming, i rzeczonego nocnika (tfu, czajniczka) Jeden z partnerów chciał popełnić samobójstwo, otworzył właz, silnie ciśnięty czajniczek poszybował w przestrzeń.
Nieprawdopodobne? Bóg jest znacznie mniej prawdopodobny.
Hodża (11172 punktów)
>Już tłumacze, jak mógł się czajniczek znaleźć na orbicie. Właściciel latającego spodka akurat upodobał sobie porcelanę malowana w róże, wiec ukradł ów czajniczek z domu Roberta Emmeta.

To rozumowanie przeprowadza nas w sferę agnostycyzmu typu "tymczasowego" dotyczącego kwestii istnienia cywilizacji pozaziemskich.
Zgoda, taki przebieg wydarzeń wydaje mi się być dobrym uzasadnieniem dla czajniczka. Ale wtedy już nie zaprzątalibyśmy sobie nim głowy.
P.S.
BZDURA! Ten Emmet musiałby zgłosić na policji fakt kradzieży i dziś byłby do zweryfikowania w archiwach.
21-05-2011 18:35 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)

>BZDURA! Ten Emmet musiałby zgłosić na policji fakt kradzieży i dziś byłby do zweryfikowania w archiwach.
>
Czajniczek został skradziony po egzekucji.
22-05-2011 07:11 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)

>BZDURA! Ten Emmet musiałby zgłosić na policji fakt kradzieży i dziś byłby do zweryfikowania w archiwach.
>
Jesteś pewien, ze Robert Emmet pragnąłby kontaktów z policją?
Hodża (11172 punktów)
>Jesteś pewien, ze Robert Emmet pragnąłby kontaktów z policją?

Sprawdziłem. No, rzeczywiście, był buntownikiem. Ale czy miał czajniczek?
22-05-2011 08:32 
 Ocena 3 na 3
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Myślisz, że mało jest spraw związanych z kradzieżą zastawy stołowej, które nigdy nie zostały wyjaśnione? Przypuszczasz, że policje wszystkich państw na świecie są stu procentowo skuteczne w kwestii kradzieży czajniczków? Spokojnie znajdziesz miliony skradzionych czajniczków, to znaczy nie je, ale fakty kradzieży... W sumie też nie każdy zgłasza na komisariacie kradzież czajniczka...
21-05-2011 19:00 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Nieprawdopodobne? Bóg jest znacznie mniej prawdopodobny.

Ciekawe, jak zostało wyliczone albo jaką metodą oszacowane to prawdopodobieństwo? Bo jeżeli na zasadzie 'tak mi się wydaje', to przekonania zwolenników Boga, używających tego samego sposobu, są równie prawdopodobne...
-
21-05-2011 19:37 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)
YYYY czajniczki istnieją, Robert Emmet istniał...
Scorp (5381 punktów)
>YYYY czajniczki istnieją, Robert Emmet istniał...
>
YYYY... Wykpić się żartem z błędu jest łatwo i wygodnie.
Imaginacje nie są żadnym parametrem w rachunku prawdopodobieństwa.
-
finerbijk (17282 punktów)
W tym argumencie nie jest ważne kto jest producentem czajniczka i jak on się znalazł na orbicie, chodzi tylko o wiarę w niesprawdzalne.

Jest to argument nieadekwatny, ale z innego powodu. Nawet najmniejszy obiekt w kosmosie (w odróżnieniu od Boga) teoretycznie można namierzyć, wszystko kwestia odpowiedniej techniki.
21-05-2011 14:11 
 Ocena 4 na 4
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Jest to argument nieadekwatny, ale z innego powodu. Nawet najmniejszy obiekt w kosmosie (w odróżnieniu od Boga) teoretycznie można namierzyć, wszystko kwestia odpowiedniej techniki.

Właśnie czajniczka się nie da! Tym się odróżnia, że go nie widać, nie sposób go zauważyć! To nie jest jakiś zwykły czajniczek tylko niewykrywalny! Gdyby się dało ustalić, że go tam nie ma, to by nie było problemu.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-05-2011 14:24 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Właśnie czajniczka się nie da! Tym się odróżnia, że go nie widać, nie sposób go zauważyć! To nie jest jakiś zwykły czajniczek tylko niewykrywalny!
"Czajniczek krąży wokół Słońca po eliptycznej orbicie, lecz jest za mały do wykrycia przez nawet najlepsze teleskopy." [wiki]

To, że dzisiaj jest niewykrywalny nie znaczy, że jest niewidzialny - nie zakłada się, że w przyszłości udoskonalona technika nie umożliwi jego wykrycia. Każdy materialny przedmiot teoretycznie może zostać zbadany.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>To, że dzisiaj jest niewykrywalny nie znaczy, że jest niewidzialny - nie zakłada się, że w przyszłości udoskonalona technika nie umożliwi jego wykrycia. Każdy materialny przedmiot teoretycznie może zostać zbadany.

To będziemy wiedzieć tylko jeśli udowodnimy, że czajniczek lata. Do póki nie możemy wykazać, że nie jest, nie możemy udowodnić, że go tam nie ma. To świadczy tylko o tym jaki mamy niedoskonałe przyrządy

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
21-05-2011 14:46 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
> To świadczy tylko o tym jaki mamy niedoskonałe przyrządy

No właśnie, a Boga nie da się wykryć najdoskonalszymi przyrządami, dlatego uważam, że ten argument niezupełnie jest adekwatny. Już lepszy magiczny jednorożec, albo FSM
21-05-2011 17:33 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>> To świadczy tylko o tym jaki mamy niedoskonałe przyrządy
>No właśnie, a Boga nie da się wykryć najdoskonalszymi przyrządami, dlatego uważam, że ten argument niezupełnie jest adekwatny. Już lepszy magiczny jednorożec, albo FSM

Tak, to oddaje istotę mojego postu. Chodzi po prostu o logiczną spójność argumentacji, bez przemycania podważających istotę wywodu ukrytych założeń.
21-05-2011 22:15 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Tak, to oddaje istotę mojego postu. Chodzi po prostu o logiczną spójność argumentacji, bez przemycania podważających istotę wywodu ukrytych założeń.
Otóż to, czajniczek to w gruncie rzeczy hipoteza naukowa, której weryfikację zawieszono z powodu braku odpowiednich środków badawczych.
Niematerialne byty boskie niepoddające się żadnej metodzie naukowej to całkiem inna beczka.
21-05-2011 18:47 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>No właśnie, a Boga nie da się wykryć najdoskonalszymi przyrządami,

Jeżeli się nie da, to tak jakby go nie było.

21-05-2011 22:19 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Jeżeli się nie da, to tak jakby go nie było.
To już by trzeba się zagłębić w niuanse kognitywistyki, ale zgadzam się, że na potrzeby dnia codziennego spokojnie można przyjąć, że jest tak jak piszesz.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>To już by trzeba się zagłębić w niuanse kognitywistyki, ale zgadzam się, że na potrzeby dnia codziennego spokojnie można przyjąć, że jest tak jak piszesz.

Jaki ma związek Bóg z nauką? Mówimy o Bogu Spinozy chyba? Tak?

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
22-05-2011 03:20 
 Ocena 1 na 1
neti neti (30 punktów)
Cogito ergo sum. Czysto naukowe podejście. Teraz wystarczy jedynie znaleźć samozwańczego boga. W przypadku Jezusa, wiemy co się stało. Dla kontrastu - nie znam boga, który NIE MA związku z ludzkim umysłem.
22-05-2011 11:06 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Jaki ma związek Bóg z nauką?

Jak twierdzi Dawkins (z czym się zgadzam) związek taki zachodzi tam, gdzie religia wkracza w dziedziny nauki takie, jak kosmologia, czy nauki przyrodnicze, tym samym dając możliwość naukowej oceny twierdzeń głoszonych przez jej wyznawców.
22-05-2011 11:16 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Tylko do wyznawców to i tak nie trafia... To jest na zasadzie:

-Bóg stworzył człowieka
-Nie, człowiek powstał na drodze ewolucji
-A więc Bóg działał poprzez procesy ewolucyjne!

-Modlitwa pomaga
-Modlitwa nie pomaga, mamy na to dowody
-Oczywiście że pomaga, to nie kwestia dowodów tylko wiary

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
22-05-2011 11:25 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Tylko do wyznawców to i tak nie trafia...

Bywało jednak, że się uginali pod ciężarem dowodów, jak w przypadku teorii heliocentrycznej czy ewolucji. Poletko boskie się kurczy, chociaż ludzka wyobraźnia jest nieograniczona i chcący zawsze wymyśli takie miejsce, gdzie teleskop i mikroskop nie sięga.
21-05-2011 15:15
 Ocena 10 na 10
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> (...) jedynym możliwym do pomyślenia jego twórcą jest człowiek

Zabawne, dostrzegam tu pewne analogie z "Bogiem"...
Złotek (867 punktów)
(zablokowany)
>Otóż w samym pojęciu "porcelanowego czajniczka" jest zawarte założenie, że został on wytworzony przez człowieka,
Zupełnie jak Bóg.
setarkos (10757 punktów)
Chodziłoby o to, że np. laser (jak czajniczek) nie pojawia się sam z siebie, lecz jest intencjonalnie wytworzony - w odróżnieniu od np. grawitacji, którą można co najwyżej odkryć, a wyłączyć lub ominąć się nie umie?
Hodża (11172 punktów)
>Chodziłoby o to, że np. laser (jak czajniczek) nie pojawia się sam z siebie, lecz jest intencjonalnie wytworzony - w odróżnieniu od np. grawitacji, którą można co najwyżej odkryć, a wyłączyć lub ominąć się nie umie?

Tak, o to mi chodzi, że absurdalność "czajniczka Russella" wynika z tego, że ten obiekt jest tak mocno osadzony w naszym codziennym doświadczeniu, że cała ta anegdota sprowadza się do kwestii niemożliwości umieszczenia przez człowieka tego obiektu na orbicie. Niemożliwości czy bezsensowności, wszystko jedno. Także dla kogoś, kto chce przekonać inteligentnego teologa ten rodzaj argumentu jest niewiele wart; jest to tylko retoryka, obliczona na przeciętną publiczność, nie wyrobioną w kwestiach filozoficznych.

Mógłbym zaproponować inne porównanie: załóżmy, że istnieje forma egzystencji składająca się z pewnej konfiguracji spinów magnetycznych w kryształach substancji nieorganicznych, która ulega zniszczeniu przy jakimkolwiek pomiarze; jest tak subtelna, że niemożliwe jest, by możliwe było jej zbadanie w takim stopniu, by wykazać to, że jest bytem świadomym i samoorganizującym się. Możliwe do pomyślenia, niemożliwe do zbadania.
22-05-2011 18:10 
 Ocena 1 na 1
Diomedes (85 punktów)
>cała ta anegdota sprowadza się do kwestii niemożliwości umieszczenia przez człowieka tego obiektu na orbicie.
Chyba nie bardzo rozumiesz. W całej tej historyjce nie chodzi o to jak powstał czajniczek, gdyż jest on odwieczny, nie ma przyczyny ani celu. Nie stworzył go człowiek, ani żaden z bogów. Chodzi o to, że nie można udowodnić jego nieistnienia mimo, że jest oczywiście ludzkim wymysłem. Podobnie jest z bogami. Większość została stworzona na podobieństwo ludzi. Choćby ten najpopularniejszy nad Wisłą zapłodnił kiedyś dziewicę i ma z nią syna, a np. na obrazach przedstawia się go jako brodatego staruszka, nieco przy kości. Jasne jest chyba, że ten image boga wymyślili ludzie? Podobnie jest z czajniczkiem. To tylko argument na wszystkie "Udowodnij mi, że bogów nie ma!".
22-05-2011 23:30 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>.. Możliwe do pomyślenia, niemożliwe do zbadania.
Jeśli kto lubi fikcję nienaukową to wie, że najlepszym dla niej tworzywem są rzeczy tak fantastycznie pomyślane, by niemożliwe było ich badanie.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
W czajniczku chodzi tylko o to, jak ja to swoim małym rozumkiem pojmuję, że nie da się udowodnić nieistnienia czegoś. Można tylko udowodnić czegoś istnienie.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Ja bym dodał - że nie da się empirycznie udowodnić nieistnienia czegoś.

Apriorycznie można udowodnić nieistnienia wielu rzeczy.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Apriorycznie można udowodnić nieistnienia wielu rzeczy.
Jakich?
To tak jak w sądzie. Nie powołuje się świadków, którzy mówią, że X nie zamordował. Bo niby skąd oni to wiedzą?
Powołuje się co najwyżej świadków, którzy twierdzą, że zamordował.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> Apriorycznie można udowodnić nieistnienia wielu rzeczy.
>Jakich?

Np. istnienia świata lustrzanego

>To tak jak w sądzie. Nie powołuje się świadków, którzy mówią, że X nie zamordował. Bo niby skąd oni to wiedzą?

Oczywiście że obrona powołuje świadków, którzy twierdzą, że nie zamordował bo np. wtedy był w barze. Tylko do tego trzeba przyjąć przesłankę a priori, że nie mógł być w dwóch miejscach na raz.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

> Np. istnienia świata lustrzanego
Nieprawda, Alicja przeszła do tego świata, co zostało opisane w książce Charlesa Lutwidge`a Dodgson`a pt.
"Through the Looking-Glass, and What Alice Found There"

> bo np. wtedy był w barze
No więc właśnie , oni tylko zeznają, że wtedy a wtedy był w barze, a nie że nie zamordował. Bo nie można być świadkiem czegoś czego się nie widziało. Można być tylko świadkiem czegoś co się widziało. To ewentualnie sąd może taki wniosek wyciągnąć ,jeśli oczywiście da wiarę zeznaniom świadków. Ale nie musi, bo może uznać, że są niewiarygodni bo wtedy byli schlani jak świnie i coś się im pop...doliło.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Nieprawda, Alicja przeszła do tego świata, co zostało opisane w książce Charlesa Lutwidge`a Dodgson`a

To sobie porozmawialiśmy o chiralności...

>> bo np. wtedy był w barze
>No więc właśnie , oni tylko zeznają, że wtedy a wtedy był w barze, a nie że nie zamordował. Bo nie można być świadkiem czegoś czego się nie widziało.

Empirycznie. Aprioryczne myślenie nakazuje uznać, że skoro było się świadkiem jak był w barze, to również wie się, że nie zamordował. O tym piszę cały czas.

Aposteriorycznie nie możemy wykazać niczego czego nie byliśmy świadkami. To myślenie rozumowe - aprioryczne - pozwala nam opisywać rzeczywistość i wnioskować.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> myślenie rozumowe - aprioryczne - pozwala nam opisywać rzeczywistość i wnioskować.
A może lepiej je nazwać dedukcyjnym?
Bo jak mi się wydaje aprioryzm dotyczy raczej wiedzy niż myślenia. Chyba Platon był apriorystą, bo uważał że całą wiedzę mamy w sobie , a potem tylko ją sobie przypominamy. Menon.

Poza tym gdyby X, podejrzewany o morderstwo, siedział w domu, a nie szwendał się po barach, to wtedy już żaden świadek nie mógłby zaświadczyć, że nie zabił.


Wszystko ma swój początek i koniec.
23-05-2011 16:14 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> myślenie rozumowe - aprioryczne - pozwala nam opisywać rzeczywistość i wnioskować.
>A może lepiej je nazwać dedukcyjnym?

Zarówno w dedukcji oraz indukcji chodzi raczej o ustalenie jakiegoś faktu, który będzie pomocny przy wydaniu sądu. Fakty nie muszą być empiryczne. Mówimy o ustalaniu czy coś nie istnieje. Nie da się tego wydedukować, ani odwrotnie inaczej niż apriorycznie, ponieważ wnioski aposterioryczne musiałyby (jak sama nazwa wskazuje) wypłynąć z doświadczenia, a nieistnienia nie da się doświadczyć.

Da się jedynie wykazać rozumowo.

>Bo jak mi się wydaje aprioryzm dotyczy raczej wiedzy niż myślenia. Chyba Platon był apriorystą, bo uważał że całą wiedzę mamy w sobie , a potem tylko ją sobie przypominamy. Menon.

Miłuję Platona, ale bliższa mi prawda. Logikiem był Stagiryta, kiedy jego mentor tylko idealistą.

>Poza tym gdyby X, podejrzewany o morderstwo, siedział w domu, a nie szwendał się po barach, to wtedy już żaden świadek nie mógłby zaświadczyć, że nie zabił.

Ale jeśli żaden świadek by nie miał empirycznej przyjemności doświadczenia sensualistycznego aktu morderstwa dokonanego przez X moglibyśmy wymyślić, że nic nie wskazuje na to, iż jest winny. Gdybyśmy w dodatku wiedzieli, że zamordowany Y znajdował się w zamkniętym pomieszczeniu, do którego przed jego zgonem wchodził tylko Z to moglibyśmy śmiało stwierdzić, że to Z zabił, a nie X.

I nie mielibyśmy wtedy żadnego empirycznego dowodu na to, że X nie dokonał zabójstwa.

Podobnie empirycznie nie możemy wykazać nieistnienia czegokolwiek. Musielibyśmy zbadać wszystko co istnieje. Musielibyśmy rejestrować wszelkie zdarzenia, żeby móc przestać odwoływać się od sądów racjonalnych na rzecz empirycznych. To jest niestety niemożliwe.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
22-05-2011 14:15 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Można tylko udowodnić czegoś istnienie.

Na jakiej podstawie twierdzisz, że w pokoju nie ma wielbłąda? Odwołujemy się (dla skrótu) do spostrzeżenia wzrokowego:

Jeśli w pokoju nie widzę wielbłąda, to w pokoju nie ma wielbłąda.
W pokoju nie widzę wielbłąda.
_______________________________________
W pokoju nie ma wielbłąda.

To rozumowanie w oparciu o jeden z aksjomatów naturalnej dedukcji.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Na jakiej podstawie twierdzisz, że w pokoju nie ma wielbłąda?
To nie jest twierdzenie, tylko negacja.
Zaprzeczam, neguję, aby w pokoju znajdował się wielbłąd!
Twierdzenie byłoby wtedy, gdybym twierdził, że w pokoju znajduje się wielbłąd.
To tak jest z Bogiem!
Można jedynie dowodzić jego istnienia.
Natomiast nie da się udowodnić, że nie istnieje.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Hodża (11172 punktów)
>W czajniczku chodzi tylko o to, jak ja to swoim małym rozumkiem pojmuję, że nie da się udowodnić nieistnienia czegoś. Można tylko udowodnić czegoś istnienie.

Na pewno. Ale ten przykład ma też "drugie dno" - właśnie takie, że sprowadza się tak naprawdę przykładowo do twierdzenia, że nasz rodak, imć Twardowski, mieszka na Księżycu i ma się dobrze. Też nie można tego udowodnić obserwacyjnie (jeśli cały czas NASA nie potrafiła znaleźć miejsca, gdzie lądowali jej ludzie i zrobić wyraźne zdjęcia z orbity ), ale można udowodnić historycznie. Stąd też rozumiem przecież, o co chodziło Russelowi i że chyba nie chciał tak lekko potraktować tego tematu, tylko wymyślił bez głębszej analizy ad hoc taki anegdotyczny przykład; jednak uważam, i to jest istota mojego postu, że w argumentacji powinno się podawać przykład bytu z założenia niezależnego od ludzkiej aktywności.

P.S. Od razu zaznaczam, że nie sugeruję, jakoby człowiek nie wylądował na Księżycu, jeszcze tego by mi było trzeba, by się do mnie przykleiła etykietka "zwolennika teorii spiskowych", eh.
22-05-2011 16:30 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> wymyślił bez głębszej analizy ad hoc taki anegdotyczny przykład;
Bo nie przewidział, że Hodża go zaatakuje!
Mógł podać przykład z krasnoludkami. One ręką ludzką wytworzone nie są. A też nie da się ich nieistnienia udowodnić. Ale Dawkins mówi też o wróżkach i innych Potworach Spaghetti.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Hodża (11172 punktów)
>Mógł podać przykład z krasnoludkami. One ręką ludzką wytworzone nie są. A też nie da się ich nieistnienia udowodnić.

Tak, wtedy bym się nie poważył na takie zuchwalstwo
Taaaak, krasnoludki już byłyby lepsze.
Ale najlepszy jest banalny może przykład. Mogę twierdzić, że codziennie liczę w myślach przed zaśnięciem barany. To podobno skuteczna praktyka w przypadku trudności z zasypianiem. Nie wydaje mi się, by ktokolwiek był w stanie zweryfikować prawdziwość tego mojego stwierdzenia.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>prawdziwość tego mojego stwierdzenia.
Można by spróbować. Np. wziąć 2 grupy ludzi po 1000 osób każda. Z problemami w zasypianiu.
Jednej grupie kazać liczyć barany przed snem , a drugiej nie. Potem porównać, czy ta która liczyła barany, statystycznie istotnie łatwiej zasypiała od tej co baranów przed snem nie liczyła.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Hodża (11172 punktów)
>
>prawdziwość tego mojego stwierdzenia.
>Można by spróbować. Np. wziąć 2 grupy ludzi po 1000 osób każda. Z problemami w zasypianiu.
>Jednej grupie kazać liczyć barany przed snem , a drugiej nie. Potem porównać, czy ta która liczyła barany, statystycznie istotnie łatwiej zasypiała od tej co baranów przed snem nie liczyła.

Nie chodziło mi o skuteczność tej metody, tylko o to, czy ją rzeczywiście stosuję. Tam, gdzie w grę wchodzi świadoma inteligencja, nigdy nie można mieć pełnego zaufania do przedmiotu badań.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>W czajniczku chodzi tylko o to, jak ja to swoim małym rozumkiem pojmuję, że nie da się udowodnić nieistnienia czegoś. Można tylko udowodnić czegoś istnienie.

Nie, moim zdaniem brak czajniczka na orbicie okołoziemskiej dowodzi , że absurdem jest sugerowanie przez ateistów przypadkowego powstania życia , bowiem prawdopodobieństwo przypadkowego powstania prostego czajniczka jest miliony razy większe niż przypadkowe powstania czegoś tak złożonego jak życie - zatem oba prawdopodobieństwa są praktycznie równe zeru.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> przypadkowego powstania życia
Życie nie powstało przypadkowo , tylko na drodze ewolucji. A ewolucja jest pewną konsekwencją. Tak toczy się świat!
Istnienie życia da się biologiczne wytłumaczyć , a istnienie czajniczka nie!

Wszystko ma swój początek i koniec.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>> przypadkowego powstania życia
>Życie nie powstało przypadkowo , tylko na drodze ewolucji.

Darwin, który zza światów loguje się na ten portal przeciera oczy ze zdumienia :

przecież ewoluować może to co już żyje!- czyli najpierw życie a potem jego ewolucja.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>przecież ewoluować może to co już żyje!- czyli najpierw życie a potem jego ewolucja.
Nie byłabym tego taka pewna.
Słowo ewolucja ma też inne znaczenia np. «proces przeobrażeń, przechodzenia do stanów bardziej złożonych». Od Big Bangu następuje swego rodzaju ewolucja.


Wszystko ma swój początek i koniec.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Słowo ewolucja ma też inne znaczenia np. proces przeobrażeń, przechodzenia do stanów bardziej złożonych. Od Big Bangu następuje swego rodzaju ewolucja.

Ewolucja rzeczy martwej odbywa się pod wpływem oddziaływań innych rzeczy martwych np. martwy kamień z ostrymi krawędziami wrzucony do rzeki staje się okrąglakiem o gładkiej powierzchni ale ciągle jest martwy.

Innymi słowy przyczyna życia leży poza martwą materią.
24-05-2011 10:49 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Innymi słowy przyczyna życia leży poza martwą materią.
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
24-05-2011 17:38 
 Ocena 2 na 2
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> przyczyna życia leży poza martwą materią.
Nie wiemy skąd się wzięło życie.
Może nawet kilka razy powstawało na Ziemi, a potem, na skutek katastrof kosmicznych ulegało zniszczeniu.
Może przybyło do nas z kosmosu. A może wypełzło z morza, z praoceanu, na skutek wyładowań atmosferycznych i innych czynników. Ale najprawdopodobniej jest to wynik ewolucji materii martwej w żywą, z etapami przejściowymi. Przecież są przejścia od nie żywego ( wirusy) do żywego (bakterie). I od roślin do zwierząt.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Ale najprawdopodobniej jest to wynik ewolucji materii martwej w żywą, z etapami przejściowymi.

Co powoduje ewolucję materii tak ,że staje się żywą? ona sama?- absurd.

Def. życia :

Życie to zespół działań immanentnych (wsobnych) , celowych podporządkowanych rozwojowi podmiotu.

Materia jest bezwładna a więc nie może być źródłem działań celowych- inaczej mówiąc przyczyną działań celowych jest to co niematerialne zwyczajowo nazywane duszą.
24-05-2011 19:41 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Def. życia :

O jezu, powinien być filtr na takie rzeczy, automatycznie wycinający takie śmieciowe notki z forum.

>Życie to zespół działań immanentnych (wsobnych) , celowych podporządkowanych rozwojowi podmiotu.

No, to żywe są na przykład gry komputerowe (a przynajmniej niektóre elementy gier komputerowych). Weź się za uprawę jakiś kwiatków lepiej, albo poszukaj swojej Heleny, a nie fylozofujesz.
24-05-2011 20:15 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>>Def. życia :
>O jezu, powinien być filtr na takie rzeczy, automatycznie wycinający takie śmieciowe notki z forum.

Jak tak możesz Ta definicja ma oficjalne poparcie Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu, jakkolwiek trzeba przyznać, że w wersji zalecanej ma dodatkowy przecinek i kawałek o aktualizowaniu swojego dobra.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> zwyczajowo nazywane duszą.
Dusza jest pojęciem średniowiecznym, dzisiaj już przebrzmiałym.


Wszystko ma swój początek i koniec.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Dusza jest pojęciem średniowiecznym, dzisiaj już przebrzmiałym.

A co to ma do rzeczy? - zdanie 2+2=4 pochodzi z czasów jeszcze dawniejszych niż średniowiecze a wcale nie jest przebrzmiałe- można dostać w szkole dwóję za nieznajomość tego zdania.
maruda (5550 punktów)
>>Dusza jest pojęciem średniowiecznym, dzisiaj już przebrzmiałym.
>A co to ma do rzeczy? - zdanie 2+2=4 pochodzi z czasów jeszcze dawniejszych niż średniowiecze a wcale nie jest przebrzmiałe- można dostać w szkole dwóję za nieznajomość tego zdania.
Jak taka dusza wygląda, czy mieści się w pantofelku, a w bakterii. Jak odróżnić żywą bakterię od martwej?
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Jak odróżnić żywą bakterię od martwej?

To proste :

martwe jest bezwładne a żywe władne.
24-05-2011 23:26 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>Jak odróżnić żywą bakterię od martwej?
>To proste :
>martwe jest bezwładne a żywe władne.

Czyli żywe to takie z duszą i ta dusza porusza bakterią?
Co się dzieje z dusza bakterii jeżeli ją zamrozimy. Zamrożona bakteria jest bezwładna, nieżywa. Nie powinna mieć duszy. Po rozmrożeniu mammy dużą szansę na "ożycie bakterii" czy dostaje nową duszę?
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Co się dzieje z dusza bakterii jeżeli ją zamrozimy. Zamrożona bakteria jest bezwładna, nieżywa.

Życie, którego przyczyna jest dusza, przejawia się poprzez aktywność zewnętrzną- jeśli ciało jest zamrożone ta aktywność jest niemożliwa i dla obserwatora z zewnątrz rzecz wydaje się martwa. Nie ma to jednak nic wspólnego z duszą.
25-05-2011 11:13 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>>Co się dzieje z dusza bakterii jeżeli ją zamrozimy. Zamrożona bakteria jest bezwładna, nieżywa.
>Życie, którego przyczyna jest dusza, przejawia się poprzez aktywność zewnętrzną- jeśli ciało jest zamrożone ta aktywność jest niemożliwa i dla obserwatora z zewnątrz rzecz wydaje się martwa. Nie ma to jednak nic wspólnego z duszą.
Nie jestem pewien czy rozumiesz co napisałeś przed chwilą. Napisałeś, że bakteria ma duszę. Od dzisiaj zwykłe sprzątanie kuchni czy łazienki będzie mi się kojarzyło z masowym morderstwem wielu milionów istnień które maja duszę. Zastanawia mnie jak wygląda Niebo i Piekło takich bakterii.
25-05-2011 11:48 
 Ocena 5 na 5
Gosia (9452 punktów)

>Zastanawia mnie jak wygląda Niebo i Piekło takich bakterii.

Niebo:



Piekło:

25-05-2011 10:52 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>martwe jest bezwładne a żywe władne.
Jeśli mój śpiący kot zwisa mi na rękach bezwładnie to znaczy, że jest martwy?
Jeśli w komputerze po wpisaniu komendy przebiegają jakieś procesy i mrugają światełka to znaczy, że jest on żywy? No bo rusza się przecież... coś w nim się dzieje...
Morska fala uderza o brzeg, to przynosi i wyrzuca jakieś muszelki, to je zabiera. Jakoś działa. Jest bezwładna czy władna?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>>martwe jest bezwładne a żywe władne.
>Jeśli mój śpiący kot zwisa mi na rękach bezwładnie to znaczy, że jest martwy?

Czy martwy może spać?

>Jeśli w komputerze po wpisaniu komendy przebiegają jakieś procesy i mrugają światełka to znaczy, że jest on żywy? No bo rusza się przecież... coś w nim się dzieje...

Rzecz władna (żywa) wykonuje czynności z własnej inicjatywy - komputer wykonuje czynności z woli programisty.

>Morska fala uderza o brzeg, to przynosi i wyrzuca jakieś muszelki, to je zabiera. Jakoś działa. Jest bezwładna czy władna?

Odpowiadając na to proste pytanie sugerowałbym, że jesteś nieinteligentny bo nie umiesz sam na nie odpowiedzieć. Dlatego też przez grzeczność nie odpowiem na nie.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> A co to ma do rzeczy?
To, że nie ma duszy.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>> A co to ma do rzeczy?
>To, że nie ma duszy.

Nie ma duszy i już? A może jakieś uzasadnienie tak kategorycznej tezy? Ja swoje tezy uzasadniam stosując logikę- proszę też spróbować, to nie boli.
24-05-2011 22:14 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
>>> A co to ma do rzeczy?
>>To, że nie ma duszy.
>Nie ma duszy i już? A może jakieś uzasadnienie tak kategorycznej tezy? Ja swoje tezy uzasadniam stosując logikę- proszę też spróbować, to nie boli.
Spróbuję logicznie, dusza nie zmieści się do mrówki.
24-05-2011 22:51 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> A może jakieś uzasadnienie tak kategorycznej tezy?
W zasadzie to nie ja powinnam udowadniać,że duszy nie ma, ale Ty, że ona jest.
Dusza istniała do czasów być może Kartezjusza. A zaczęła się chyba od Platona.
Lecz we współczesnych czasach nie wiemy czym miała by być.
Osobną substancją? Formą ciała? Kartezjusz sądził, iż mieszka w szyszynce.
To wszystko przebrzmiałe już określenia filozoficzne, nie odpowiadające wynikom współczesnej nauki.

Wszystko ma swój początek i koniec.
Hodża (11172 punktów)
>> A może jakieś uzasadnienie tak kategorycznej tezy?
>W zasadzie to nie ja powinnam udowadniać,że duszy nie ma, ale Ty, że ona jest.
>Dusza istniała do czasów być może Kartezjusza. A zaczęła się chyba od Platona.
>Lecz we współczesnych czasach nie wiemy czym miała by być.
>Osobną substancją? Formą ciała? Kartezjusz sądził, iż mieszka w szyszynce.
>To wszystko przebrzmiałe już określenia filozoficzne, nie odpowiadające wynikom współczesnej nauki.

Chodzi chyba o entelechię.
Czy są to przebrzmiałe określenia filozoficzne, to nie wypowiem się, bo nie wiem. Ale, jeśli chodzi o naukę, konkretnie biotechnologię, to już nie byłbym tego taki pewien.
Po pierwsze: wciąż nie jest jasne, czy i w jakim stopniu zjawiska kwantowe wpływają na wzajemne relacje poszczególnych cząstek w obrębie komórki jak i w całym organizmie. Jest to trudne do wykrycia, ale już pewne przesłanki po temu istnieją. Takie powiązanie byłoby czymś, co zespala obiekty właśnie na zasadzie "całość jako więcej niż suma składników". Oczywiście nie ma to nic wspólnego z jakimikolwiek metafizycznymi wyobrażeniami. Po drugie, praktyczną realizacją koncepcji entelechii jest powodzenie koncepcji hodowania niektórych organów na bazie szkieletu będącego nośnikiem i matrycą hodowli komórkowej, co nie byłoby możliwe bez nadania im "ucelowiającego" kształtu. Nie twierdzę, że to dowodzi istnienia jakiejś formy niezależnej od materii, natomiast twierdzę, że mechanizmy oddziaływań międzykomórkowych w procesie ontogenezy są tak wrażliwe na kształt (dużo bardziej u zwierząt, niż roślin), że w praktyce wygląda to tak, jakby entelechia rzeczywiście istniała.

www.polity(*)towosc-ukladow-ozywionych.read

P.S. Ten popularny artykuł zawiera wzmianki o dyskusji, toczącej się wśród uczonych na temat tego, czy istnieją nietrywialne efekty kwantowe w biochemii, decydujące o funkcjonowaniu organizmów żywych. Od siebie dodam, że nie ma doprawdy żadnych podstaw, by wciskać takie pomysły do problemu powstania życia; natomiast, kto wie, czy w drodze ewolucji materia nie "podłapała" sposobu, jak to wykorzystać.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>> A może jakieś uzasadnienie tak kategorycznej tezy?
>W zasadzie to nie ja powinnam udowadniać,że duszy nie ma, ale Ty, że ona jest.

Żywa żaba skacze a martwa nie ,mimo że obie zbudowane są z takich samych martwych atomów. Musi być zatem między nimi różnica niematerialna i tą różnicę nazywamy duszą.
25-05-2011 15:33 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>> A może jakieś uzasadnienie tak kategorycznej tezy?
>>W zasadzie to nie ja powinnam udowadniać,że duszy nie ma, ale Ty, że ona jest.
>Żywa żaba skacze a martwa nie ,mimo że obie zbudowane są z takich samych martwych atomów. Musi być zatem między nimi różnica niematerialna i tą różnicę nazywamy duszą.
Różnicę nazywamy metabolizmem.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Różnicę nazywamy metabolizmem.
Co jest przyczyną metabolizmu?
25-05-2011 16:03 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>Różnicę nazywamy metabolizmem.
> Co jest przyczyną metabolizmu?
Dusza jest przyczyna metabolizmu, zgadłem?
Tylko czemu ATP i podobne związki nazywać duszą?
25-05-2011 18:31 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Różnicę nazywamy metabolizmem.
> Co jest przyczyną metabolizmu?
Chemia i fizyka.
Wiem, wiem, zaraz zapytasz, co jest przyczyną chemii i fizyki.
Widzisz, to miecz obosieczny. Coś jak pytanie dziecka "a dlaczego?!", które zadaane w nieskończoność, w końcu musi dostać odpowiedź "bo tak".
Jeśli dowolna struktura X jest przyczyną chemii i fizyki, to zadaj dalsze pytanie - co jest przyczyną struktury X. I tak dalej, w nieskończoność.

Jeśli w dowolnym momencie przyznasz, że istnieje jakaś struktura Y, która jest przyczyną samą w sobie, czyli wymyka się z ciągu przyczynowo-skutkowego, to ja zapytam: a co ma w sobie takiego ta struktura, że ona może, a chemia i fizyka nie?
I proszę wówczas nie o pobożne życzenia, założenia i Twoje odczucia subiektywne, a udowodnione i sprawdzone fakty.

Jeśli nie potrafisz ich podać, to oznacza, że przyznajesz, że nie wiesz jaka własność powoduje, iż struktura Y wymyka się z tego ciągu. Co z kolei oznacza, że nie potrafisz odmówić tej własności dowolnej innej strukturze.
I skróciłam nasze cierpienia do minimum.

Nie dziękuj
25-05-2011 19:45 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)

> Co jest przyczyną metabolizmu?

Zgaduję, że podział przestrzeni na wnętrze (z metabolizmem) i zewnętrze (z którego ów czerpie).
Istotnym warunkiem życia faktycznie zdaje się powstanie brzegu ciała, który czynniki sprzyjające wpuszcza do wewnątrz, niesprzyjających unika a 'niechciane' wydala.

[Może mówiąc o przyczynie masz na myśli kompletną listę warunków dla życia koniecznych?
Tylko po co mylące personifikacje o "władności" drobnoustrojów, skoro niewykluczone, że rzecz da się wyjaśnić jako złożony mechanizm?]
25-05-2011 20:17 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>> Co jest przyczyną metabolizmu?
>Zgaduję, że podział przestrzeni na wnętrze (z metabolizmem) i zewnętrze (z którego ów czerpie).
>Istotnym warunkiem życia faktycznie zdaje się powstanie brzegu ciała, który czynniki sprzyjające wpuszcza do wewnątrz, niesprzyjających unika a 'niechciane' wydala.
Bardzo trafne. Hipoteza tworzenia kompartmentów jest badana przez noblistę Szostaka. W zasadzie ten warunek jest zweryfikowany, powstanie amfipatycznych cząstek powoduje powstanie błon.

>Tylko po co mylące personifikacje o "władności" drobnoustrojów, skoro niewykluczone, że rzecz da się wyjaśnić jako złożony mechanizm?]
W zasadzie jest to dość dobrze wyjaśnione Oczywiście nie w każdym pikantnym szczególe, ale wiemy, że nasza niewiedza nie jest argumentem, więc te szczegóły pozostawiamy sobie jako kolejne cegiełki do odkrycia.
setarkos (10757 punktów)
>.. przez noblistę Szostaka. W zasadzie ten warunek jest zweryfikowany,
To miłe, że nobliści-naukowcy nie tracą z oczu nauki (inaczej niż niektórzy laureaci nagród pokojowych).

Dodatkową możliwością wynikłą z istnienia półprzepuszczalnej błony/ściany jest pewnie kooperacja między drobnoustrojami prowadząca do wielokomórkowości - niemożliwe byłoby chyba sąsiedztwo bez dynamicznej struktury ogrodzeń..
Jeśli tak, to czy tyczy to również organelli komórkowych (np. mitochondriów)?
Innymi słowy: czy dzisiejsza biologia traktuje komórkę jako symbiont?

Pozdrawiam
Ania... (14138 punktów)
>>.. przez noblistę Szostaka. W zasadzie ten warunek jest zweryfikowany,
>To miłe, że nobliści-naukowcy nie tracą z oczu nauki (inaczej niż niektórzy laureaci nagród pokojowych).
>Dodatkową możliwością wynikłą z istnienia półprzepuszczalnej błony/ściany jest pewnie kooperacja między drobnoustrojami prowadząca do wielokomórkowości - niemożliwe byłoby chyba sąsiedztwo bez dynamicznej struktury ogrodzeń.
Oj, wielokomórkowość to późny etap i akurat znamy różne rodzaje i etapy tworzenia struktur wielokomórkowych. Ten etap mamy opracowany choćby na całej skali żyjących organizmów. Niewiadome dotyczą co najwyżej pewnych kolejności.
Prawdziwie intrygujące jest powstanie pierwszej komórki, ale i tu nie ma takźle, jak nam niektórzy wmawiają. Co nieco wiemy.
>Jeśli tak, to czy tyczy to również organelli komórkowych (np. mitochondriów)?
Mitochondria to endosymbionty, coś jak dzisiaj rozpoczynające endosymbiozę zooksantelle.
> Innymi słowy: czy dzisiejsza biologia traktuje komórkę jako symbiont?
Tak. Co prawda nie dotyczy to każdej organelli, ale w zasadzie nieliczni już wątpią w endosymbiotyczną naturę plastydów i mitochondrium, dyskusja toczy się nad peroksysomami (niektórzy opisali tworzenie ich de novo, jeśli mieli rację, to endosymbioza peroksysomów leży, jeśli im się "wydawało", to w hipotezie tej coś jest, coby nie powiedzieć "coś się dzieje")
Raczej nie wierzy się w pomysły Pani Margulis o endosymbiozie jądra itd.
25-05-2011 17:48 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Żaba skacze bo dobrze funkcjonują jej organy. Ale jak ją przejedzie samochód, to ją rozgniecie i piaździec. Ma wszystko połamane i skakać nie może. I życie z niej odpływa.
Może coś co określamy jako życie, to dobre funkcjonowanie wszystkich organów? A jak jaka choroba się wda, albo wypadek, to następuje rozstrój owej homeostazy i organizm jak to mówią, umiera.

Wszystko ma swój początek i koniec.
24-05-2011 21:16 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)

>Życie to zespół działań immanentnych (wsobnych) , celowych podporządkowanych rozwojowi podmiotu.

Że koty mają cechy 'personalne' wielu się zgodzi, nawet komara co niektóry nie ubije tylko odgoni - ale żeby zaraz jakimś bakteriom nadawać podmiotowość?
Hodża (11172 punktów)
>> przyczyna życia leży poza martwą materią.
>Nie wiemy skąd się wzięło życie.

Zakładam, że życie powstało z materii nieożywionej, samorzutnie. I to wyczerpuje moje pojmowanie cudowności.
To znaczy, że dla mnie cudowne nie jest to, co ktoś , obojętne kto, zrobił, stworzył, tylko to, co się bez udziału świadomości poczęło i stworzyło.

Czy zaproponowanie doświadczenia, w którym można by obserwować ewolucję materii nieożywionej w kierunku coraz bardziej złożonych struktur stanowić by mogło istotny wkład do dysputy filozoficznej o początkach życia? Nie mam na myśli tego rodzaju doświadczeń, jak to Millera-Ureya, w którym odkryto szereg aminokwasów (kilka lat temu otworzone niebadane dotąd fiolki i okazało się, że jest ich tam nawet więcej, niż udało się wykryć ówczesnymi metodami). Chodzi mi o zaproponowanie doświadczenia, w którym będzie możliwe wykazanie spontanicznej ewolucji cząsteczek w kierunku bardziej złożonych struktur, przy czym bez możliwości powiązania tego z powstaniem RNA czy PNA.
Czy tego rodzaju eksperymenty robiono? Bo jeśli tak, to dam sobie spokój z wymyślaniem
23-05-2011 09:11 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>> przypadkowego powstania życia
>>Życie nie powstało przypadkowo , tylko na drodze ewolucji.
>Darwin, który zza światów loguje się na ten portal przeciera oczy ze zdumienia :
>przecież ewoluować może to co już żyje!- czyli najpierw życie a potem jego ewolucja.

Ewolucja odnosi się do wszelkich procesów, które stopniowo zmieniają formy organizacji materii. I tak galaktyki są wynikiem ewolucji układów gwiazd, same gwiazdy- wynikiem ewolucji obłoków gazu, planety również powstają i kształtują w procesie, który możemy nazwać ewolucją.
Nawet ten element ewolucji biologicznej, jaką jest naturalna selekcja, również istnieje w przypadku obiektów astronomicznych. Przestrzeń aż roi się od nieudanych gwiazd (brązowych karłów) czy szczątków planet, zniszczonych w gigantycznych zderzeniach
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Ewolucja odnosi się do wszelkich procesów, które stopniowo zmieniają formy organizacji materii.

Czyli życie to forma organizacji materii martwej? - no bo wszystkie składniki żywej komórki są martwe, prawda?

Tak rozumują materialiści z Marksem i Leninem na czele.

Ale w jaki sposób zbiór rzeczy martwych (komórka) żyje?
A może komputer wg. ciebie żyje? - przecież to też zbiór rzeczy martwych , pewna forma organizacji materii.
24-05-2011 10:35 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>A może komputer wg. ciebie żyje? - przecież to też zbiór rzeczy martwych , pewna forma organizacji materii.
Ale czy Ty rozumiesz, co się do Ciebie pisze? Istnieją różne formy organizacji materii - jedne są żywe (człowiek, sosna, krewetka), inne nie (komputer, rower, deska klozetowa). Wszystkie składają się z martwych elementów tablicy Mendelejewa, tylko w różnych proporcjach. Na przykład w rowerze jest więcej żelaza, a w człowieku więcej tlenu.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
23-05-2011 09:09 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>prawdopodobieństwo przypadkowego powstania prostego czajniczka jest miliony razy większe niż przypadkowe powstania czegoś tak złożonego jak życie
To się nazywa "argument z widzimisię".


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>To się nazywa "argument z widzimisię".

Poważnie sadzisz,że nikt nie oszacował prawdopodobieństwa przypadkowego ułożenia się atomów lub ich związków w strukturę tak skomplikowaną jak chociażby bakteria?

Poza tym twierdzenie , że możliwe jest ułożenie martwych atomów ( przypadkowo w naturze lub przez naukowca w laboratorium) w strukturę ,która zacznie żyć jest absurdem:

Jeśli do jednej martwej rzeczy dodamy drugą martwą rzecz to nowa rzecz powstała z tych dwu jest dalej martwa .

Dodanie do tej nowej martwej rzeczy kolejnej to powrót do sytuacji jaką mieliśmy na początku.

A więc nie jest możliwe z tylko martwych atomów stworzyć rzecz żywą.

Inaczej mówiąc przyczyna życia i samo ono nie są materialne.
24-05-2011 09:30 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>To się nazywa "argument z widzimisię".
>Poważnie sadzisz,że nikt nie oszacował prawdopodobieństwa przypadkowego ułożenia się atomów lub ich związków w strukturę tak skomplikowaną jak chociażby bakteria?
Bakteria jest strukturą skomplikowaną, dużo atomów, różne związki. Roboczo proponuję zająć się prostszym materiałem. Jakie jest prawdopodobieństwo powstania idealnego kryształu z atomów węgla. Pamiętaj że jest to pytanie podchwytliwe.

>Nie jest możliwe z tylko martwych atomów stworzyć rzecz żywą.
Co oznacza żywa rzecz? Czy możesz wskazać które atomy są żywe? Wskaż choć jeden udokumentowany przypadek tych "żywych atomów".

>Poza tym twierdzenie , że możliwe jest ułożenie martwych atomów (przypadkowo w naturze lub przez naukowca w laboratorium) w strukturę, która zacznie żyć jest absurdem.
Bzdura, to jest tylko bardzo skomplikowane i wymaga ogromnej ilości wolnego czasu. Tak z innej beczki zapytam, czy człowiekowi budującemu twój dom też każesz układać wszystko z martwych atomów? Może zagonisz go do noszenia piasku z rzeki, wypalania cegieł, rąbania lasu na na deski do szalunków? Jak to nie, a naukowcowi każesz to robić, jakim prawem?

>Dodanie do tej nowej martwej rzeczy kolejnej to powrót do sytuacji jaką mieliśmy na początku.
>Jeśli do jednej martwej rzeczy dodamy drugą martwą rzecz to nowa rzecz powstała z tych dwu jest dalej martwa.
W ogródku miałem dwie martwe rzeczy, zdechłą żabę i zgniłe jabłko. Proszę wyjaśnij jakim cudem w tamtym miejscu wyrosła mi śliwka, przecież z martwych rzeczy nie mogą powstawać żywe. Nie rozpaczaj tylko nad jakością mojego argumentu, sam korzystasz z podobnych porównań.

>Inaczej mówiąc przyczyna życia i samo ono nie są materialne.
Tu dla odmiany się zgodzę, tylko mam jeden drobny warunek, złożysz swoją modlitwę i ofiarę w wysokości 10 tysięcy zł dla wybranego przeze mnie bóstwa.
24-05-2011 09:45 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>A więc nie jest możliwe z tylko martwych atomów stworzyć rzecz żywą.
A jak sądzisz, z czego się składasz? Może Cię zaskoczę, ale... z martwych atomów. Z tlenu, wodoru, węgla, siarki, azotu, fosforu i różnych metali, przede wszystkim wapnia.
>>Inaczej mówiąc przyczyna życia i samo ono nie są materialne.
Taka jest Twoja wiara. Tyle tylko, że absurdalna, albowiem prowadzone są eksperymenty syntezy związków organicznych, z których powstały żywe struktury. Pod poniższym linkiem jest popularny artykuł na ten temat.
archiwum.polityka.pl/art/od-rna-do-dna,425777.html
Jest spora szansa na to, że uczonym jednak uda się odtworzyć proces powstania życia.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>>A więc nie jest możliwe z tylko martwych atomów stworzyć rzecz żywą.
>A jak sądzisz, z czego się składasz? Może Cię zaskoczę, ale... z martwych atomów. Z tlenu, wodoru, węgla, siarki, azotu, fosforu i różnych metali, przede wszystkim wapnia.

Zapytałem prof. mikrobiologii : czy wszystkie materialne składniki żywej komórki są martwe? Odpowiedział- tak!
A na pytanie kolejne : dlaczego zatem komórka żyje? odpowiedzał : nie wiem, myślę że oprócz tych martwych składników musi być coś jeszcze ,czego nie znamy i niepoznamy ,gdyż jest niematerialne.
24-05-2011 12:56 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Pewnie katolik, to co się dziwisz.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
24-05-2011 16:01 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Zapytałem prof. mikrobiologii : czy wszystkie materialne składniki żywej komórki są martwe? Odpowiedział- tak!
>A na pytanie kolejne : dlaczego zatem komórka żyje? odpowiedzał : nie wiem, myślę że oprócz tych martwych składników musi być coś jeszcze ,czego nie znamy i niepoznamy ,gdyż jest niematerialne.

Czy wszystkie komórki są żywe? To jest trudne pytanie, uprośćmy. Czy komórki w twoim palcu są żywe i dlaczego tak uważasz? Czy jeżeli odetniesz palec to komórki w nim będące pozostaną żywe i jak długo? Czy w takim razie palec jest żywy?

Komórki organizmów wielokomórkowych żyją głównie dlatego że inne komórki (układy, narządy) im pomagają, dostarczają pokarm, odprowadzają pozostałości z metabolizmu.

Możemy roboczo przyjąć że pantofelek, mrówka i ty żyjecie, tylko czy to jest takie samo życie. Zamieniłbyś się z jętką jednodniówką?
24-05-2011 17:44 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Zapytałem prof. mikrobiologii : czy wszystkie materialne składniki żywej komórki są martwe? Odpowiedział- tak!
>A na pytanie kolejne : dlaczego zatem komórka żyje? odpowiedzał : nie wiem, myślę że oprócz tych martwych składników musi być coś jeszcze

A co to znaczy "żyje" i "żywy"? Co jest wykładnikiem "żywości" bądź "martwości" mitochondrium, chloroplastów, jądra komórkowego, etc? Zachowanie funkcji?
24-05-2011 10:32 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli do jednej martwej rzeczy dodamy drugą martwą rzecz to nowa rzecz powstała z tych dwu jest dalej martwa .
>Dodanie do tej nowej martwej rzeczy kolejnej to powrót do sytuacji jaką mieliśmy na początku.

Weźmij atom wodoru - nie grzeje. Dodaj drugi, trzeci, tysięczny, milionowy - dalej nie grzeje.
Zaprawdę powiada Parys: Słońce to bujda .

>A więc nie jest możliwe z tylko martwych atomów stworzyć rzecz żywą.
>Inaczej mówiąc przyczyna życia i samo ono nie są materialne.

Parys.... a gdzie te bakteryjne dusze idą po śmierci?...

Czas budować front walki przeciw agresji w polityce. (Bronisław Komorowski)
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Weźmij atom wodoru - nie grzeje. Dodaj drugi, trzeci, tysięczny, milionowy - dalej nie grzeje.

Dobry człowieku !
Twój przykład ze słońcem nie trafiony- słońce jest martwe, tu dyskutujemy o rzeczach żywych.

Zresztą gdyby życie rzeczy wynikałoby z wielości atomów, z których jest zbudowane to..... Ziemia ,Slońce wg ciebie są żywe- mają tych atomów o wiele więcej niż człowiek nieprawdaż?

Porozmawiaj zatem ze słońcem lub ziemią - może ci wyjaśnią czym jest życie.
24-05-2011 12:55 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Znów nie zrozumiałeś...
To bardzo dobra analogia.
Mnóstwo martwych drobin połączonych razem daje żywe.
Mnóstwo zimnych drobin połączonych razem daje ciepłe.
Wspólną płaszczyzną są reakcje chemiczne.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
24-05-2011 13:50 
 Ocena 6 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Twój przykład ze słońcem nie trafiony- słońce jest martwe, tu dyskutujemy o rzeczach żywych.

W odpowiedzi na Twą jakże błyskotliwą obserwację:

Jeśli do jednej martwej rzeczy dodamy drugą martwą rzecz to nowa rzecz powstała z tych dwu jest dalej martwa.
Dodanie do nowej martwej rzeczy kolejnej to powrót do sytuacji jaką mieliśmy na początku.


...usiłowałem Ci uzmysłowić, banalny dla osób zachowujących jaki-taki kontakt z rzeczywistością, fakt, że w świecie nader częstym zjawiskiem jest przechodzenie ilości w jakość czego synteza termojądrowa albo choćby grawitacja najprostszymi przykładami.
A to tylko kwestia banalnego dodawania.
Cóż dopiero, gdy uwzględnić złożoność fizykochemiczną świata, powodującą, że całość często staje się czymś kompletnie innym niż prosta suma składających się na nią części.
Zwykła woda wystarczy za przykład powstawania jakości zupełnie nowej, o własnościach całkowicie odmiennych od własności składających się na nią tlenu i wodoru.
A wszystko odbywa się bez udziału jakowejś metafizycznej, niematerialnej duszy wody dodawanej do procesu przez niematerialnego Boga czy Fęfoga.
Niby czemu z życiem miałoby być inaczej?

>Porozmawiaj zatem ze słońcem lub ziemią - może ci wyjaśnią czym jest życie.

Ty sobie tak w piwnicy gadasz z kartoflami i stąd te Twoje refleksje?

Czas budować front walki przeciw agresji w polityce. (Bronisław Komorowski)
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>...usiłowałem Ci uzmysłowić, banalny dla osób zachowujących jaki-taki kontakt z rzeczywistością, fakt, że w świecie nader częstym zjawiskiem jest przechodzenie ilości w jakość czego synteza termojądrowa albo choćby grawitacja najprostszymi przykładami.

W przykładach tych ilość przechodzi w jakość ale martwe pozostaje dalej martwe.

Def. życia :

Życie to zespół działań immanentnych (wsobnych) , celowych podporządkowanych rozwojowi podmiotu.

Jeśli będziesz miał coraz więcej martwych atomów to to samo nie spowoduje wystąpienia celowych działań.

Nie bądź naiwnym.
24-05-2011 21:02 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Def. życia :
>Życie to zespół działań immanentnych (wsobnych)

Zechciej objaśnić mnie prostego, cóż to takiego rozumiesz pod pojęciem działań immanentnych (wsobnych) .

>celowych

???

>podporządkowanych rozwojowi podmiotu.

Jakąż to podmiotowość przypisujesz bakterii?

Czas budować front walki przeciw agresji w polityce. (Bronisław Komorowski)
Parys (592 punktów)
(zablokowany)
>Zechciej objaśnić mnie prostego,

Po co?- ludzie prości są szczęśliwsi od nie prostych.
25-05-2011 08:08 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Zechciej objaśnić mnie prostego,
>Po co?- ludzie prości są szczęśliwsi od nie prostych.

To już nic się o życiu nie dowiem?

Czas budować front walki przeciw agresji w polityce. (Bronisław Komorowski)
24-05-2011 21:09 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>Def. życia :
>Życie to zespół działań immanentnych (wsobnych) , celowych podporządkowanych rozwojowi podmiotu.

Nie wiedziałem że wirusy komputerowe są żywe, ale patrz wychodzi na to że tak.
24-05-2011 19:43 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)

>Twój przykład ze słońcem nie trafiony- słońce jest martwe, tu dyskutujemy o rzeczach żywych.

Nietrafiony to był pomysł by cię nauczyć pisać - ile nieszczęść z tego mamy!
big_zyd pisał o paleniu się Słońca, zaś o życiu, per analogiam.
diogenes (42753 punktów)
>...ten argument jest fałszywy logicznie.

Niemiecka Wikipedia opowieść o czajniczku określa jako parodię religii, swego rodzaju formę analogizmu. Satyra była zawsze dobrym narzędziem w racjonalnej krytyce religii. Wystarczy sięgnąć do jej początków: przedsokratyk Ksenofanes z Kolofonu uważał (krytykując Homera), że gdyby konie miały bogów, bogowie ci podobni byliby do koni. Intencję parodii Russela dobrze wyraża powiedzenie ministra propagandy Goebbelsa, że kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. To, czego dotyczy owo kłamstwo, nie ma specjalnie znaczenia: równie dobrze dotyczyć może rasy, wojny, czajniczka w kosmosie i religii. [edit] Pewną wersję tej reguły manipulacji odnajdziemy w reklamie. Sformułowałbym to tak: Produkt pokazany w mediach tysiąc razy wydaje się być potrzebny.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
22-05-2011 15:40 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Satyra była zawsze dobrym narzędziem w racjonalnej krytyce religii.

Tak, i doceniam rolę tego argumentu, zaś również i mój post nie był 100% na serio Wyobraźmy sobie wielkie tytuły w "L'Osservatore Romano":

INTERNAUTA Z POLSKI DOWIÓDŁ ISTNIENIA BOGA
Anonimowy internauta polski, użytkownik portalu Racjonalista.pl, podał dowód wykazujący fałszywość argumentacji Bertranda Russella znanej jako "czajniczek Russella", tym samym wprowadzając intelektualny zamęt w środowiskach ateistycznych. Z dobrze poinformowanych źródeł dowiadujemy się, że od momentu upowszechnienia tego rozumowania, gwałtownie topnieją szeregi stowarzyszeń i innych organizacji wolnomyślicielskich w Europie i Ameryce. Anonimowy ksiądz z jednej z rzymskich parafii powiedział wysłannikowi naszej gazety :
- To cud. To prawdziwy cud. Mam teraz w kościele trzystu dorosłych mężczyzn, przygotowujących się do chrztu. Jako chrzcielnice wykorzystujemy beczki z pobliskich zakładów chemicznych. Od trzech dni nie zamykamy kościoła na noc. Wszyscy oni głośno się modlą i proszą o przebaczenie Boga za to, że obrażali Go próbując dowieść Jego nieistnienia.
maruda (5550 punktów)
>Anonimowy ksiądz z jednej z rzymskich parafii powiedział wysłannikowi naszej gazety :
>- To cud. To prawdziwy cud.
Nie zapomnij o prawdziwym imieniu Boga które brzmi Apu Qun Tiqsi Wiraqutra.
Sylwek (15472 punktów)
Wydaje mi się, że chyba nie rozumiesz argumentu "z czajniczka"... Stwierdzenie, iż pojawienie się czajniczka jest wysoce absurdalne bo poucza nas o tym historia ma dokładnie tyle samo sensu, co stwierdzenie, iż historie mitologiczne są absurdalne, bo poucza nas historia. Zarazem - ani czajniczka, ani niewidzialnych bogów olimpijskich nie sposób logicznie wykluczyć, tudzież udowodnić ich nieistnienia.
Hodża (11172 punktów)
>Zarazem - ani czajniczka, ani niewidzialnych bogów olimpijskich nie sposób logicznie wykluczyć, tudzież udowodnić ich nieistnienia.

Właśnie nie łapiesz, o co chodzi: czajniczek, jako z definicji swojej artefakt, może być wykluczony.
Taka argumentacja byłaby sensowna wobec np. katolików, gdyby wierzyli oni, że Matka Boska jest naprawdę Matką Boską Gipsową.
23-05-2011 09:23 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Na przyszłość: należy się dwa razy zastanowić, nim zarzuca się brak logiki rozumowaniu stworoznemu przez myśliciela będącego autorem kilku fundamentalnych prac z dziedziny logiki i metamatematyki - on naprawdę całkiem nieźle sobie radził z budowaniem poprawnych rozumowań.

Czajniczek Russela ma być analogią wszelkich absurdalnych wierzeń dowolnych religii. Gadanina o artefakcie jest zupełnie od rzeczy, gdyż w istocie, analogicznie do twierdzeń religii można stworzyć pewną narrację wyjaśniająca genezę czajniczka, która odwoła się do cudu. Gdy już to zrobimy zauważmy pewne rzeczy (to one były "racją" za tworzeniem całej tej opowieści): istnieje przekonanie promowane przez zwolenników religii, że to sceptycy muszą udowadniać nieprawdziwość twierdzeń religii. Wierzący w czajniczek Russela mógłby się analogicznie domagać dowodów na nieistnienie tegoż. Oczywiście byłby wzięty za wariata - mimo, iż od strony czysto logicznej, rozumowanie jego nie różniło by się od rozumowania zwolenników religii. A jednak, bablanina o nieudowadnialnym charakterze fałszywości religijnych mitów pokazuje, że działa tu raczej respekt przed tradycją, niż racjonalność.

Tylko tyle i aż tyle wynika z tego argumentu. "Sztuczna" geneza czajniczka jest nieistotna także i dlatego, że można go sobie zastąpić dowolnym odpowiednio pomyślanym bytem, na przykład Bardzo Małą Planetką zamieszkaną przez little people...

PS: czajniczek nie jest z definicji artefaktem, jest tym co nazwiemy czajniczkiem. Przemyśl to sobie.
Hodża (11172 punktów)
>Na przyszłość: należy się dwa razy zastanowić, nim zarzuca się brak logiki rozumowaniu stworoznemu przez myśliciela będącego autorem kilku fundamentalnych prac z dziedziny logiki i metamatematyki - on naprawdę całkiem nieźle sobie radził z budowaniem poprawnych rozumowań.

Ależ to, że ktoś jest wielkim logikiem nie zmienia faktu, że w swojej publicystyce mógł popełniać jakieś błędy. Ta opowieść z całą pewnością nie jest zaliczana do dorobku naukowego Russella i dlatego poważyłem się podać ją w wątpliwość. Poza tym, jakkolwiek wielki, Russell nie był przecież wszechwiedzącym Bogiem, więc myślę, że mógł się mylić, nawet nie w intencji swojego rozumowania, ale właśnie w jego logicznej konstrukcji.

Z pozostałą częścią wypowiedzi zasadniczo się zgadzam.
Pozdrawiam
Sylwek (15472 punktów)
>Poza tym, jakkolwiek wielki, Russell nie był przecież wszechwiedzącym Bogiem, więc myślę, że mógł się mylić

Ale się nie mylił, QED.
zachaj (5239 punktów)
>... Być może, kiedy już dobrnę do jej końca w przeciągu roku,
>dwóch, pokuszę się o jakieś osobiste krytyczne podsumowanie

Rzeczywiście może powstrzymaj się przed jakimkolwiek komentarzem na tym forum przez następne dwa lata. Sorry ale beznadziejne jest to co piszesz.
Hodża (11172 punktów)
>Sorry ale beznadziejne jest to co piszesz.

To za mało, by mnie przekonać. Jeszcze tu trochę popiszę, nie przejmuj się
jederman (173 punktów)
>ten rodzaj argumentu jest niewiele wart; jest to tylko retoryka, obliczona na przeciętną publiczność

Zgadzam się (choć oczywiście ująłbym to zjadliwiej ). Podstawowy problem tkwi jednak w tym, że zwrot "argument z czajniczka" niczego jednoznacznie nie identyfikuje. "Argumentów z czajniczka" jest wiele - między innymi dlatego ten wątek zamienił się w taki miszmasz. Poniżej podam ilustracje. Zacznę od cytatu z ... no, zgadnijcie z kogo? (Uwaga Kowalska!)

Cytat:
Russell podkreśla, że ciężar dowodu powinien spoczywać na wyznawcy, nie na tym, kto nie wierzy. Moje rozumowanie idzie w podobną stronę ("mine is the related point") i stwierdzić muszę, że argumenty za istnieniem niebiańskiego czajniczka (makaronowego potwora, Esmeraldy i Keitha, jednorożca) nie są równie mocne, jak te, które przemawiają przeciw.

A teraz wyliczanka.

Wariant I (Russell)
Teza: ciężar dowodu spoczywa na wyznawcy, a nie na tym, kto nie wierzy.
Argument:
1. W przypadku czajniczka my wszyscy (religijni lub nie) żądalibyśmy raczej wykazania zdania egzystencjalnego niż jego negacji.
2. Przypadek czajniczka się generalizuje: zawsze ciężar argumentu spoczywa na tym, kto wygłasza tezę egzystencjalną.
[Mój komentarz: przesłanka (2) jest problematyczna. W praktyce ciężar argumentu zwalamy na tego, kto wygłasza tezę o niższej wiarygodności początkowej, niezależnie od formalnego kształtu tej tezy. Przykład: państwo A słynie z potęgi militarnej. Ale przychodzi szpieg i mówi: "oni nie mają silnej armii" (czyli: nie istnieje silna armia w ich posiadaniu). Ja, król jederman, uznałbym, że to na szpiegu spoczywa ciężar argumentu. A wy?]

Wariant II (Dawkins)
Teza: Fakt, że ani A, ani negacja A, nie posiadają konkluzywnego dowodu, nie przesądza o tym, że A jest równie wiarygodne co jego negacja.
Argument: Ani "istnieje czajniczek...", ani "nie istnieje czajniczek..." nie posiadają konkluzywnego dowodu, to jednak nie znaczy, że jedna z tych tez jest równie wiarygodna co druga (zdaniem Dawkinsa ta o nieistnieniu jest bardziej wiarygodna, choć nie jest konkluzywnie dowodliwa).

[Komentarz. Dawkins - w przeciwieństwie do licznych wyrobów dawkinsopodobnych - rozumie, że takie postawienie sprawy obarcza go obowiązkiem wykazania niewiarygodności teizmu. I w dalszej części książki tego właśnie próbuje - z lepszym lub gorszym skutkiem (ten wątek to nie miejsce na ocenę)]

I jeszcze na szybko, dwa warianty ludowe.

Wariant III (dawkinsowcy, nie mylić z Dawkinsem)
Teza: Nie istnieją żadne przesłanki, aby choćby zacząć rozważać istnienie Boga.
Argument:
1. Nie istnieją żadne przesłanki, aby choćby zacząć rozważać istnienie czajniczka.
2. Przesłanki za rozważeniem istnienia czajniczka są dokładnie takie same, jak przesłanki za rozważaniem istnienia Boga (w obu przypadkach zbiór pusty)

Wariant IV (dialog dwóch półgłówków)
Wierzący (ryczy): Udowodnij, że Boga nie ma!!!
Ateista (ryczy): Udowodnij, że czajniczka nie ma !!!
Wierzący (ryczy): A ty udowodnij, że Boga nie ma!!!
Ateista (ryczy): A ty ...

Dobra, to tyle. Stawiam flaszkę przeciwko orzechom, że tych wariantów jest więcej. Czajniczek to raczej zjawisko kulturowe niż jednoznacznie określony argument - praktyka jest taka, że dyskutanci na ogół sami zbyt dobrze nie wiedzą o co im chodzi, ale jak wspomną o czajniczku - ach no, to zapewne znaczy, że błysnęli inteligencją, że są au courant ... i tak to się toczy.

To powyżej było do wszystkich; poniższa uwaga jest zaś tylko do Hodży, a więc ... drogie żabki i ropuszki, nie czytamy prywatnej korespondencji!

>Czajniczek Russella nie podoba mi się nie ze względu na ateistyczny spisek, lecz ze względu na osłabienie intelektualne, które wywołuje wśród racjonalistów

Ale poleciałeś! Osłabienie, czyli - wcześniej był wyższy pułap, latali jak orły, a teraz osłabli? Hodża, ty pochlebco!

Pozdrawiam


But little they cared for the Native Press
The worn white soldiers in Khaki dress

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365