 |
Scientific literacy z łyżką dziegciu Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-06-2015 19:59 | Sygnał (4252 punktów) | Scientific literacy z łyżką dziegciu
2 na 2 | Popularyzatorzy nauki od dawna mówią, że ogólnonaukowa wiedza naukowa jest dla populacji pozytywna. Zaznajomione z nauką społeczeństwo będzie rozumieć lepiej świat, przez co będzie podejmować lepsze decyzje w życiu społecznym. Nauka daje możliwość pełniejszego spojrzenia na rzeczywistość, przez co da możliwość podjęcia lepszych decyzji na jej temat i, co za tym idzie, pozwoli na stworzenie lepszego społeczeństwa. Ciekawie ten problem rozważa profesor January Weiner: www.youtube.com/watch?v=dB9Zh4zcH9MInną ciekawą dyskusją nad popularyzacją nauki profesor prowadzi z innymi sławnymi popularyzatorami nauki w Polsce: profesorem Ryszardem Tadeusiewiczem i doktorem Tomaszem Rożkiem: www.youtube.com/watch?v=FX_YKnNMggQCzy popularyzacja nauki działa? Czy ma sens? PS. Czy znacie innych Polskich popularyzatorów nauki? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | >Czy popularyzacja nauki działa? Czy ma sens? Moim zdaniem, jeśli ktoś odczuwa potrzebę zdobywania wiedzy, to szuka dostępu do tego rodzaju informacji. Natomiast jeśli komuś do poczucia zadowolenia wystarcza grill, piwko i ulubiony serial, to nawet nie zauważy popularyzacji nauki.
>Czy znacie innych Polskich popularyzatorów nauki? Wiktor Niedzicki.
|
|
1 na 1 | dzentelmen (2000 punktów) | Czy popularyzacja nauki działa? Czy ma sens?
Pewnie że ma sens,bo uświadamianie jak najszerszego grona ludzi leży w interesie ogółu,tym bardziej jeśli dotyczy to dziedzin bezpośrednio mających wpływ na życie codzienne każdego z nas,a nauka taką dziedziną jest.
>Czy znacie innych Polskich popularyzatorów nauki? Stanisław Bajtlik
|
|
1 na 1 | Jacholek (5699 punktów) | > Czy znacie innych Polskich popularyzatorów nauki?W dobie Internetu przydała by się forum tego typu jak en.wikipedia.org/wiki/Quora na którym zainteresowani nauką mogliby dialogować bezpośrednio z przedstawicielami nauki i zadawać wszelkiego rodzaju pytania jakie im się nasuwają w związku z lekturą czy zasłyszaną informacją. Póki co zapraszam na łamy Quora gdzie jednak potrzebna jest przyzwoita znajomość języka angielskiego : www.quora.com/
|
|
| Jan Rylew (3965 punktów) | Ciekawy temat i dobrze przygotowany wątek. "Zaliczyłem" tylko prelekcję profesora Weinera rozmowę popularyzatorów nauki przełożyłem na inny termin.
>Czy popularyzacja nauki działa? W ograniczonym zakresie i jest zróżnicowana lokalnie, z bardzo wielu powodów, które na ogół zostały wymienione przez prof. Weinera łącznie z pojemnością głowy co moim zdaniem nie jest zbyt trafnym stwierdzeniem. W Polsce chyba nie jest tak źle biorąc pod uwagę liczbę osób z dyplomami wyższych uczelni i studiujących. Czy z tego coś wynika to już inny temat. Obserwując rzeczywistość i kierunek jej rozwoju można być pesymistą co do wyników takich działań.
>Czy ma sens? I tak i nie. Sens ma wtedy jeśli buduje świadomość skompikowania drogi do prawdziwej wiedzy i daje wskazówki jak się w tym kierunku poruszać. Bez sensu chyba jest namawianie do czytelnictwa osoby słabo przygotowane do poruszania się w skomplikowanym świecie wiedzy, bo łatwo padają ofiarą krzewicieli pseudowiedzy.
>Czy znacie innych Polskich popularyzatorów nauki? Najlepszymi popularyzatorami nauki są autorzy ciekawych książek trzymający się stanu wiedzy i piszący tekstem nie stanowiącym problemu dla jego zrozumienia, także wykładowcy na uczelni zdolni zachęcić studentów o pogłębiania wiedzy.
|
|
2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Czy znacie innych Polskich popularyzatorów nauki?
Marcin Ryszkiewicz - jego zbiór esejów na temat ewolucji "Cztery miliardy lat" czyta się wspaniale. Jedna z tych lektur, dzięki którym łatwiej znaleźć swoje miejsce we Wszechświecie, i piszę to bez ironii. Również godne uwagi są napisane lekkim stylem, ale bez popadania w uproszczenia kapitalne książki genetyka Andrzeja Jerzmanowskiego. Dla młodzieńca interesującego się biologią molekularną lektura obowiązkowa (np. "Geny i ludzie"). Z dziedziny chemii mieliśmy w zamierzchłych czasach obrzydliwej komunistycznej indoktrynacji wielu świetnych autorów, ze zm. w ub. r. Stefanem Sękowskim na czele; również wiele artykułów w tamtych latach opublikowanych w prasie popularnonaukowej ("Problemy", "Młody Technik", "Przegląd Techniczny", "Astronomia", itd.)było napisanych tak ciekawie, że w zasadzie mogą i dziś stanowić świetną popularną lekturę - niestety, dostępność tychże jest dziś mocno ograniczona.
Dziś z polskich czasopism zdaje się jedynie "Wiedza i Życie" zachowuje podobny poziom merytoryczny.
Szkoda, że brak nam autorów pokroju Michaela Crichtona, który pośrednio, odwołując się do osiągnięć nauki i techniki przyczynił się do obudzenia zainteresowania niektórymi dziedzinami nauki (dinozaury znowu uciekły z zagrody - właśnie wchodzi na ekrany "Jurrasic World IV").
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
1 na 1 | Kowalski4 (762 punktów) | >Zaznajomione z nauką społeczeństwo będzie rozumieć lepiej świat, przez co będzie podejmować lepsze >decyzje w życiu społecznym. W to ostatnie akurat wątpię. Ludzie nawet posiadając szeroką wiedzę, zawsze znajdą wymówkę by wybierać 'w życiu społecznym', to co wygodne, a nie to co podpowiedziałaby wiedza.
>Czy popularyzacja nauki działa? Czy ma sens? Działa. Widać, że popularne i znane są te teorie (i dziedziny nauki), które znajdują wziętych popularyzatorów. Np. we współczesnej nauce nieźle 'znamy' darwinizm, kosmologię i fizykę cząstek elementarnych (wszędzie tam są dobrzy popularyzatorzy), ale już sama astronomia (po śmierci Sagana), chemia, geologia, albo nawet biologia (poza kwestiami ewolucji) wydaje się bardzo słabo znana społeczeństwu (a już na pewno jego elitom). Na pewno ma sens w podniesieniu ogólnej kultury naukowej, a zatem i technicznej społeczeństwa. Czyli jest dobra, ale nie warto jej przeceniać. Jej znaczenie jest chyba bardziej 'filozoficzne', w sensie moralnego postulatu rozumienia świata wokół siebie.
>Czy znacie innych Polskich popularyzatorów nauki? Ci, których znam, już padli w dyskusji. Oczywiście, zakładamy, że nauka to angielskie 'science', czyli odrzucamy popularyzatorów powiedzmy archeologii.
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | > Czy popularyzacja nauki działa?Miejscem systematycznego kontaktu z nauką powinna być szkoła. To w jej murach dzieci i młodzież powinna uczyć się nie tylko wzorów z fizyki, przebiegu reakcji chemicznych czy genetyki, ekonomii a nawet sztuki, ale również nabywać nawyków związanych z naukowym podejściem nie tylko do świata, ale również siebie i innych jako części natury (ze szkolnej gazetki: Pamiętaj człowieku młody że jesteś cząstką przyrody). Aktualnie proces kontaktu szkolnego z nauką całkowicie dezorganizuje religia, która wciąż uprawia systematyczny bełkot na temat niekompletności naukowej wizji świata i życia, która zdaniem religijnych doktrynerów powinna być uzupełniona modlitwą, kultem świętych obrazków lub osób z egzorcyzmami włącznie. Dzieci i młodzież z różnych względów lgnie do takiej oferty: łatwiej jest klepać Ojcze nasz niż uczyć się trygonometrii lub równań logarytmicznych, itp. Jeśli do tego dodamy, że religii jest więcej niż fizyki, chemii czy biologii, efekt jest do przewidzenia: bardzo słabe wyniki z matematyki i przedmiotów przyrodniczych...Nie jest to oczywiście jedyny powód, ale powód ważny. www.rmf24.(*)slabe-wyniki-z-mat,nId,1838199W takiej sytuacji popularyzacja nauki na innych kanałach przekazu (media) ma utrudnione zadanie. W wielu przypadkach traci szanse dotarcia do ewentualnego odbiorcy. > Czy ma sens?Nie ma innej drogi.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | szarley (54913 punktów) | >Miejscem systematycznego kontaktu z nauką powinna być szkoła. To w jej murach dzieci i młodzież powinna uczyć się nie tylko wzorów z fizyki, przebiegu reakcji chemicznych czy genetyki, ekonomii a nawet sztuki, ale również nabywać nawyków związanych z naukowym podejściem ... Nie również, ale przed wszystkim
>Aktualnie proces kontaktu szkolnego z nauką całkowicie dezorganizuje religia, która wciąż uprawia systematyczny bełkot na temat niekompletności naukowej wizji świata i życia, Należy wycofać religię ze szkół, ale nie wyrządza aż takiej szkody jak piszesz 1 Wielu, bardzo wielu wybitnych naukowców - przyrodników chodziło na katechezę jeśli nie w szkole to poza nią 2 W wielu średnich szkołach na katechezę chodzi mniej niż połowa uczniów 3 Autorytet katechetów, zwłaszcza w dziedzinie nauk jest znikomy, skoro nawet w dziedzinie "nauk moralnych" jest niski co widać po częstości rozpoczynania współżycia przed ślubem.
>efekt jest do przewidzenia: bardzo słabe wyniki z matematyki i przedmiotów przyrodniczych...Nie jest to oczywiście jedyny powód, ale powód ważny. Nie jedyny i nie tak ważny. Żaden katecheta nie powie "nie uczcie się fizyki bo wszystko znajdziecie na religii" Przywołana przez Ciebie trygonometria jest na maturze obowiązkowa, a wycofanie katechezy ze szkół nie spowoduje, że uczniowie masowo się rzucą na całki ze zbioru zadań Bermana.
Szkoła powinna uczyć jak się uczyć, dostarczać młodemu człowiekowi narzędzi do poznawania świata i rozbudzać ciekawość Ilu młodych ludzi widzi w szkole doświadczenie na lekcji fizyki lub chemii? Ilu ma możliwość samodzielnie je wykonać .. a ilu może zaproponować wykonanie jakiegoś eksperymentu? Ilu ma możliwość rozwijania zainteresowań po lekcjach?
Nauczyciel jest rozliczany z punktowej oceny ucznia na egzaminie, więc przygotowuje go do egzaminu , nie do dalszej samodzielnej nauki
Szkoła powinna dostarczać wiedzy przydatnej jako fundamentu dalszej nauki, a nie jedynie wtłaczać tę encyklopedyczną
Młody człowiek ryje na pamięć wszystkie stolice Afryki, a nie poradzi obsłużyć GPS ani zorientować mapy Ryje charakterystykę Himalajów a nie wie jak się ubrać na wycieczkę w Beskidy Uczy się struktury sejmu a nie poradzi wypełnić PITu Ryje ile komór serca ma jaszczurka, a nie wie kiedy pójść do lekarza. Kuje wzory chemiczne a nie poradzi przeczytać z etykiety "kreta" że trzeba ubrać okulary Uczy się Prawa Faradaya, a nie wie, że przed wymianą gniazdka, trzeba odłączyć napięcie
Katecheza nia ma nic do tego
>W takiej sytuacji popularyzacja nauki na innych kanałach przekazu (media) ma utrudnione zadanie. W wielu przypadkach traci szanse dotarcia do ewentualnego odbiorcy. Media mają utrudnione zadanie? Telewizja nie chce tego zadania realizować. Dlaczego? Bo na nauce trzeba się znać co najmniej jak Kurek i Kamiński i tak jak oni o niej opowiadać. Telewizja wcale nie wykorzystuje swojego potencjału do popularyzacji nauki, bo taniej i prościej jest puścić głupawy serial
>>Czy ma sens? >Nie ma innej drogi. Nie ma
|
|
|  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >Należy wycofać religię ze szkół, ale nie wyrządza aż takiej szkody jak piszesz >1 Wielu, bardzo wielu wybitnych naukowców - przyrodników chodziło na katechezę jeśli nie w szkole to poza nią
Ludzie wybitni dają sobie radę nawet w niedomagającym systemie. Wybitność mniej zależy od kontekstu. Chodzi o średnią strefę.
>2 W wielu średnich szkołach na katechezę chodzi mniej niż połowa uczniów
Tym niemniej w planie figuruje religia.
>3 Autorytet katechetów, zwłaszcza w dziedzinie nauk jest znikomy, .. jest niski co widać po częstości rozpoczynania współżycia przed ślubem.
Ale ślubem zwykle kościelnym...Co do autorytetu - zgoda.
>Szkoła powinna uczyć jak się uczyć, dostarczać młodemu człowiekowi narzędzi do poznawania świata i rozbudzać ciekawość
Zgoda. Co do ciekawości - wystarczy jej nie tłamsić i nie zaspokajać prostymi (np. religijnymi) odpowiedziami.
>Katecheza nia ma nic do tego
Ma, i to bardzo dużo. Sam fakt umieszczenia lekcji religii w systemie edukacji jest katastrofą, zwłaszcza w sferze podprogowej: w ten sposób robi się z religii równorzędną opcję z opcją naukową. To nie ma znaczenia, że na religię nie chodzi połowa uczniów. Ważne jest to, że wszyscy wchodzą do szkoły, w której jest religia. Nawet jak jej unikają. To tak jak z reklamą przerywającą świetny film: wqrwia, ale robi swoje. Ale kiedy absolwent zostanie politykiem, to łatwiej będzie mu znaleźć drogę do biskupiego pałacu, by załatwić poświęcenie mostu czy lotniska, która to impreza zwabi wierzących wyborców (połowę tych, co chodzili na religię...). Z pewnością upraszczam: mechanizm religijnej indoktrynacji jest skomplikowany.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | >Ma, i to bardzo dużo. Sam fakt umieszczenia lekcji religii w systemie edukacji jest katastrofą, zwłaszcza w sferze podprogowej: w ten sposób robi się z religii równorzędną opcję z opcją naukową.
Wina tu też poniekąd w biologii, która zdecydowanie zbyt mało akcentuje ewolucję jako podstawowy mechanizm napędzający WSZYSTKO w biologii. Efektem jest to, że dziecko nie umie sobie wyobrazić na drodze jakich naturalnych procesów coś powstało, w efekcie czego łatwiej przyjmuje nadprzyrodzone wytłumaczenia, których może wprost religia nie przekazuje, ale które zdecydowanie silnie implikuje.
Innym problemem jest to, że nie istnieje żaden przedmiot, który by uczył metodologii nauk. Marzy mi się filozofia z etyką w aktualnym wymiarze religii, która już od gimnazjum uczyła sceptycyzmu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >nie istnieje żaden przedmiot, który by uczył metodologii nauk. Marzy mi się filozofia z etyką ...
Etyka jako ekwiwalent religii w szkole to pomysł (celowo?) intelektualnie niedorobiony, nieporozumienie. Religię należałoby usunąć, albo przynajmniej zrównoważyć filozofią, a nie jej fragmentem - etyką. Religia to cały światopogląd, a nie tylko dekalog, i taką całościową wizję należałoby jej przeciwstawić. Nie chodzi tylko o etykę. Jak bowiem w ramach etyki dyskutować o kosmologii, błędnych rozumowaniach czy indukcji?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | | szarley (54913 punktów) | >>nie istnieje żaden przedmiot, który by uczył metodologii nauk. Marzy mi się filozofia z etyką ... >Etyka jako ekwiwalent religii w szkole to pomysł (celowo?) intelektualnie niedorobiony, nieporozumienie. Religię należałoby usunąć, albo przynajmniej zrównoważyć filozofią, a nie jej fragmentem - etyką. Religia to cały światopogląd, a nie tylko dekalog, i taką całościową wizję należałoby jej przeciwstawić. Nie chodzi tylko o etykę. Jak bowiem w ramach etyki dyskutować o kosmologii, błędnych rozumowaniach czy indukcji?
Katechezę ze szkół należałoby usunąć, nauczanie filozofii byłby ciekawe ale... nie w tym systemie edukacji Nie w sytuacji kiedy nauczyciel ma przekazać encyklopedyczną punktowaną wiedzę
"Kowalski do tablicy. Czym różniły się poglądy Pierdziklesa od Arcygnidesa na miesiączkowanie żab?"
To byłaby kpina z sensu nauczania filozofii, podobnie jak kpiną z nauczania historii jest zmuszanie wyłącznie do wkuwanai dat
|
|
| | | | |  | | Sygnał (4252 punktów) | >Katechezę ze szkół należałoby usunąć, nauczanie filozofii byłby ciekawe ale... nie w tym systemie edukacji >Nie w sytuacji kiedy nauczyciel ma przekazać encyklopedyczną punktowaną wiedzę >"Kowalski do tablicy. Czym różniły się poglądy Pierdziklesa od Arcygnidesa na miesiączkowanie żab?" >To byłaby kpina z sensu nauczania filozofii, podobnie jak kpiną z nauczania historii jest zmuszanie wyłącznie do wkuwanai dat
Z drugiej strony luźne ramy przedmiotu utrudniałyby ocenianie ucznia. Jeśli zajęcia miałyby być w dużej mierze formą dyskusji to kolejnym problemem byłoby zaangażowanie wszystkich uczestników.
Filozofia w szkole prowadzona jest prowadzona we Francji (tak przynajmniej słyszałem). Ciekawe, jak tam to wygląda.
|
|
| | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | > >Katechezę ze szkół należałoby usunąć, nauczanie filozofii byłby ciekawe ale... nie w tym systemie edukacji> >Nie w sytuacji kiedy nauczyciel ma przekazać encyklopedyczną punktowaną wiedzę> >"Kowalski do tablicy. Czym różniły się poglądy Pierdziklesa od Arcygnidesa na miesiączkowanie żab?"> Z drugiej strony luźne ramy przedmiotu utrudniałyby ocenianie ucznia. Jeśli zajęcia miałyby być w dużej mierze formą dyskusji to kolejnym problemem byłoby zaangażowanie wszystkich uczestników.A skąd dogmat o konieczności oceniania uczniów?  Dobry nauczyciel wciągnąłby znaczącą większość do dyskusji Niż demograficzny powinien sprzyjać nie zamykaniu szkół, a zmniejszaniu liczności klas, wtedy i filozofii nauczyć łatwiej i matematyki... > Filozofia w szkole prowadzona jest prowadzona we Francji (tak przynajmniej słyszałem). Ciekawe, jak tam to wygląda.Szkoda, że nie ma big_żyda. Wiedziałby.
|
|
| |  | | szarley (54913 punktów) | > >3 Autorytet katechetów, zwłaszcza w dziedzinie nauk jest znikomy, .. jest niski co widać po częstości rozpoczynania współżycia przed ślubem.> Ale ślubem zwykle kościelnym...Co do autorytetu - zgoda.Chyba nie masz nic przeciwko temu, aby ludzie brali koscielne śluby  To ich sprawa > >Szkoła powinna uczyć jak się uczyć, dostarczać młodemu człowiekowi narzędzi do poznawania świata i rozbudzać ciekawość> Zgoda. Co do ciekawości - wystarczy jej nie tłamsić i nie zaspokajać prostymi (np. religijnymi) odpowiedziami.Tak, także religijnymi, ale nie spotkałem fizyka, który by religią cokolwiek tłumaczył, a nie znaczy to, że nie uciekają się do prostych odpowiedzi. Jeszcze wyraźniej to widać po przykładzie nauczycieli "przedsiębiorczości" gdzie spotkałem się (zapewne nie tylko ja) z ekonomicznym dogmatyzmem i wynikającymi z niego prostymi odpowiedziami. Podobnie proste odpowiedzi można spotkać na historii i języku ojczystym bo przecież "Słowacki wielkim poetą był!" > >Katecheza nia ma nic do tego> Ma, i to bardzo dużo. Sam fakt umieszczenia lekcji religii w systemie edukacji jest katastrofą, zwłaszcza w sferze podprogowej: w ten sposób robi się z religii równorzędną opcję z opcją naukową.Sądzę, że przesadnie oceniasz wpływ religii. Nie powinno być w szkole katechezy z wielu przyczyn, ale tej akurat nie dostrzegam. Uczniowie poradzą widzieć różnice między katechezą a naukami przyrodniczymi , a świadkowie Jehowy i tak nie uwierzą w teorię ewolucji czy w wielki wybuch > Ale kiedy absolwent zostanie politykiem, to łatwiej będzie mu znaleźć drogę do biskupiego pałacu, by załatwić poświęcenie mostu czy lotniska, która to impreza zwabi wierzących wyborców (połowę tych, co chodzili na religię...).Kiedy zostanie politykiem, to nawet jeśli jest ateistą i natyklerykałem, to jak zwietrzy konfitury to się "nawróci"
|
|
| | |  | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | > Chyba nie masz nic przeciwko temu, aby ludzie brali koscielne śluby To ich sprawaOczywiście. Ale mam nadzieję, że nowożeńcy nie mają też nic przeciwko temu, że ja mam prawo oceniać ich zachowania. Chodzi o protokół rozbieżności. A ogólniej: o koegzystencję wielu różnych społecznych systemów komunikacji. > ...proste odpowiedzi można spotkać na historii i języku ojczystym...Prostota religijnych odpowiedzi nie ma nic wspólnego z prostotą (chociażby karykaturalnie błędną) w nauce czy naiwnym widzeniu świata. To różnica między światem a zaświatami, której nie da się sprowadzić do przedrostka za. > Sądzę, że przesadnie oceniasz wpływ religii.Być może. Wpływ religii na życie oceniam obserwując religijnych ludzi. Bywa miażdżący. > Kiedy zostanie politykiem, to nawet jeśli jest ateistą i natyklerykałem, to jak zwietrzy konfitury to się "nawróci"Dlaczego? Skąd to salto? Czy nie dlatego, że rzeczywistość społeczna nie sprzyja zachowaniom, które są wyrazem spójności myślenia i działania, że sprzyja hipokryzji i zakłamaniu? Czy to nie dlatego dla politycznych mend tak to nie, a nie to tak? Czy "nawrócenie" jest nawróceniem? Kim jest kapłan, który "nawróconego" traktuje jak nawróconego? "Kapłanem"? Szują?
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | | szarley (54913 punktów) | > >Chyba nie masz nic przeciwko temu, aby ludzie brali koscielne śluby To ich sprawa> Oczywiście. Ale mam nadzieję, że nowożeńcy nie mają też nic przeciwko temu, że ja mam prawo oceniać ich zachowania.Musiałbyś tym samym dać prawo biskupom do oceny czy mężczyzna może sypiać z mężczyzną Albo każdy ma prawo oceniać zachowanie innych (dopóki nie krzywdzą innych) albo nikt > >...proste odpowiedzi można spotkać na historii i języku ojczystym...> Prostota religijnych odpowiedzi nie ma nic wspólnego z prostotą (chociażby karykaturalnie błędną) w nauce czy naiwnym widzeniu świata. To różnica między światem a zaświatami, której nie da się sprowadzić do przedrostka za... i dlatego uczniowie na katechezie są narażeni na prawdy objawione, ale wiedząc o tym. Wielekroć w rozmowach z Polakami słyszałem skutki narażenia na "prawdy objawione" wyniesione ze szkoły na temat własnej historii. To samo? Tak, tylko że powszechniej stosowane, a przy tym jednak z cenzusem nauki. Katechezy jako nauki uczniowie nie traktują, nawet wierzący. > >Sądzę, że przesadnie oceniasz wpływ religii.> Być może. Wpływ religii na życie oceniam obserwując religijnych ludzi. Bywa miażdżący.Bywa, ale nie jest to skutkiem szkolnej katechezy, Jehowici w szkołach katechezy nie mają, a są chyba największymi fanatikami > >Kiedy zostanie politykiem, to nawet jeśli jest ateistą i natyklerykałem, to jak zwietrzy konfitury to się "nawróci"> Dlaczego? Skąd to salto? Czy nie dlatego, że rzeczywistość społeczna nie sprzyja zachowaniom, które są wyrazem spójności myślenia i działania, że sprzyja hipokryzji i zakłamaniu? Czy to nie dlatego dla politycznych mend tak to nie, a nie to tak?To dotyczy nie tylko religii. Przed wyborami wielu kandydatów zmienia poglądy i zawsze jest to hipokryzja i zakłamanie. Rzeczywistość społeczna to w Twoim kraju wybór głosami katolików agnostyka na prezydenta. > Czy "nawrócenie" jest nawróceniem? Kim jest kapłan, który "nawróconego" traktuje jak nawróconego? "Kapłanem"? Szują?Nie wiem. To chyba zależy od nawrócenia. Szaweł z Tarsu też się nawrócił, ale wielu było świetnymi aktorami, a inni trafili na aktorów
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Hodża (11172 punktów) | >Wpływ religii na życie oceniam obserwując religijnych ludzi. Bywa miażdżący.
Pozwolę sobie na swoje trzy grosze. Miażdżący w mojej ocenie jest w pierwszym rzędzie wpływ niemożliwych do wcielenia nauk, szczególnie tych z NT, na etyczność ludzi poddanych religijnej propagandzie. Bo jakoś nikt nie "oddaje ubogim wszystkiego, co ma" i nie "idzie za Jezusem", po drodze "biorąc swój krzyż". Owszem, jeśli coś podobnego do krzyża spotka na drodze życia, każdy z tych bogobojnych, potulnych słuchaczy cotygodniowej dawki psychodelicznych niedorzeczności ponosi znaczne wysiłki, by ten krzyż ominąć szerokim łukiem: śpieszy więc do lekarza a nie na adorację Najświętszego Sakramentu, albo pisze odwołanie, zamiast pokornie zapłacić niezasłużoną jego zdaniem karę.
W ten właśnie sposób Ewangelia staje się kuźnią krętaczy, malwersantów, wszelkiej maści oszustów, cwaniaków i kanciarzy, najgorszego autoramentu hipokrytów łatwo odnajdujących się w fasadowych realiach politycznego teatru, bo i tylko teatrem jest wiara, w której się wychowali. Ci, którzy godzą się na uczestnictwo w farsie jednocześnie zachowując zdolność racjonalnego myślenia zwykle w ten właśnie sposób godzą oczywisty fałsz bzdurnych postulatów z twardymi wymaganiami materii życia. Pozostali zaś tworzą klientelę kółek różańcowych i innych społecznych przechowalni ludzi, którzy nie załapali, o co w tym cyrku naprawdę chodzi.
>Czy nie dlatego, że rzeczywistość społeczna nie sprzyja zachowaniom, które są wyrazem spójności myślenia i działania, że sprzyja hipokryzji i zakłamaniu?
Dlatego.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Należy wycofać religię ze szkół, ale nie wyrządza aż takiej szkody jak piszesz Szkodzi, a największą szkodą jest wiara, że religia w szkole nikomu nie szkodzi.
Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
|
|
| |  | | szarley (54913 punktów) | >>Należy wycofać religię ze szkół, ale nie wyrządza aż takiej szkody jak piszesz >Szkodzi, a największą szkodą jest wiara, że religia w szkole nikomu nie szkodzi.
Rozmawiaj o tym z tymi, którzy uważają, że nie szkodzi. W tym aspekcie w którym rozmawiam z Diogenesem, podtrzymuję i argumentuję swoje zdanie
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|