Racjonalista - Strona głównaDo treści
Propaganda "metafizyczna"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
06-12-2015 00:56olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Propaganda "metafizyczna"
Ocena 1 na 1
Jak najłatwiej zmanipulować ludzi? Ano odwołując się do niewiedzy i przedstawiając własną nadinterpretację jako alternatywę dla niej. Tymczasem niewiedza jest dla ludzi naturalna. Nie wiemy wielu rzeczy, zaczynając od tak prozaicznej kwestii jak przewidzenie naszej następnej myśli, a kończąc na naturze rzeczywistości, która jest w większości przed nami ukryta. Jeżeli coś badamy, to zawsze pozostają kwestie nieznane, które uwzględniamy w obliczeniach jako twarde fakty. Możemy np wiedzieć, że e=mc2, ale nie wiemy skąd to się wzięło - zawsze możemy zapytać "a z czego to wynika?" i możemy zadawać to pytanie w nieskończoność.

Są jednak ludzie, którzy mówią, że wiedzą. Ludzki mózg porządkuje znane informacje i próbuje tworzyć z nich teorie na temat tego co nieznane. Zawsze powstają pytania o poprzednią przyczynę od tej, którą znamy i tak będzie niezależnie od tego ile wiemy. Zawsze (prawie) powstają jakieś wartości i moralność. Religia ma za zadanie odpowiedzieć na nieodpowiadalne pytania, nadać życiu człowieka głębszy sens i usprawiedliwić moralność jednostki sprowadzając ją do obiektywnie istniejących imperatywów. Ludzie dzielą się na zindoktrynowanych (religią lub ideą), poszukujących, niezainteresowanych tą tematyką i wolnomyślicieli. Stara propaganda najlepiej oddziałuje na zindoktrynowanych, poszukujących można zwabić nową propagandą, czyli jakimiś teoryjkami utworzonymi za pomocą fachowych nazw. Na przykładzie Jackowskiego widać jak działa propaganda odwołująca się do metafizyki: vod.pl/programy-tv/sprawa-dla-reportera/mvjeh#

Ok 9:30

Niezłe jaja
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Matix (5786 punktów)
Jak przeżyć życie ciągle zadając pytania o moralność? Kiedy jeść? Kiedy pracować? Kiedy wychowywać dzieci, skoro ciągle nie wiemy co powinno być moralne i zadajemy pytania? Czy właściwie powinniśmy przestać robić co robimy i zadać pytanie, czy to co robimy jest moralne i bez odpowiedzi na to pytanie nie robić nic?
oportunista (1711 punktów)
Religia ma za zadanie odpowiedzieć na nieodpowiadalne pytania
Konstrukcja myśli dość pogmatwana, ale sens z niej można wydobyć.
Poznajemy świat przy pomocy doświadczenia i intuicji. W poznawaniu doświadczalnym pomocne są zmysły i nauka. Intuicja karmi się teologią, która z kolei jest narzędziem religii. Oba te sposoby poznania wzajemnie się nie wykluczają, więcej zachowując równowagę między nimi osiągamy wyższy poziom zrozumienia otaczającego nas świata. Intuicja lubi chadzać na skróty, poznanie doświadczeniem każe nam się zreflektować przed podejmowaniem pochopnych udogodnień. Każdy z nas ma indywidualny stosunek i preferencje do popadania w nadmierne poleganie jednej czy drugiej opcji. Obie są równoważne, bo aby funkcjonować poprawnie zawsze musimy pogodzić się z błędem. Powód jest prosty, nasz mózg posiada ograniczenia i niczego nie jest wstanie do końca przekalkulować, zawsze liczy na lud szczęścia, a tu już wchodzimy w kompetencje intuicji.
07-12-2015 23:47 
 0 na 2
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)

>Religia ma za zadanie odpowiedzieć na nieodpowiadalne pytania
Religia nie jest w stanie odpowiedzieć na takie pytania, ona zajmuje się sprawami ducha lecz racjonalnie zagadnienia nie wytłumaczy ... a nauka unika tego zagadnienia, chowając głowę w piasek.

>... Intuicja karmi się teologią, która z kolei jest narzędziem religii.
Intuicja nie karmi się teologią, to teologia karmi się intuicją. Intuicja spełnia wymagania stawiane wobec Boga ... być może mylimy intuicją z Bogiem, ponieważ to ona wyprowadza nas z opresji.

(7grudzień2015-ZbyszekzWarszawy)
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Zbyszku muszę Cię zmartwić, ale Boga nie ma i są na to argumenty.
08-12-2015 18:25 
 Ocena 1 na 3
ZbyszekzWarszawy (299 punktów)Odp: Propaganda "metafizyczna" - intuicja a Bóg.

>Zbyszku muszę Cię zmartwić, ale Boga nie ma i są na to argumenty.

Niczym mnie nie zmartwisz ... pomyliłeś adresata. Przeczytaj ponownie moją wypowiedź i zacytuj co ja takiego napisałem.

(8grudzień2015-ZbyszekzWarszawy)
08-12-2015 11:21 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Propaganda "metafizyczna"
Intuicja (czyli prawa półkula) nie jest równoważna lewej logicznej półkuli. Obie mają się uzupełniać, ale w prawej półkuli powstają często bzdury, które trzeba korygować racjonalizmem. Religia zawsze jest zła i nielogiczna.
rogaliczek (669 punktów)
>Tymczasem niewiedza jest dla ludzi naturalna. Nie wiemy
>wielu rzeczy, zaczynając od tak prozaicznej kwestii jak przewidzenie naszej następnej myśli, a
>kończąc na naturze rzeczywistości, która jest w większości przed nami ukryta. Jeżeli coś badamy, to
>zawsze pozostają kwestie nieznane, które uwzględniamy w obliczeniach jako twarde fakty. Możemy np
>wiedzieć, że e=mc2, ale nie wiemy skąd to się wzięło - zawsze możemy zapytać "a z czego to wynika?"
>i możemy zadawać to pytanie w nieskończoność.

W ogóle to jakie nasze myśli? Co uczyniłeś abyś mógł nazywać je swoimi? Wszystko się po prostu dzieje samo z siebie, na bezczela narzucone przez wszechświat i jedynie wydaje się, że mamy na cokolwiek wpływ.
08-12-2015 11:19 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Tak, ale nasze myśli = myśli przypisane do danej osoby. Sprawa jest prosta.
Podobnie jak moje włosy, chociaż nie miałem żadnego wpływu na to, że są moje.
17-12-2015 20:20 
 Ocena-1 na 1
Pokorny człowiek (419 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
>Tak, ale nasze myśli = myśli przypisane do danej osoby. Sprawa jest prosta.
>Podobnie jak moje włosy, chociaż nie miałem żadnego wpływu na to, że są moje.


Czy jest tu lekarz!

Przecież to co bazgrzesz to objaw choroby.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Opanuj się, bo póki co to Ty panikujesz jakbyś się bał rozpadu osobowości po uświadomieniu sobie, że "ja" to wytwór wyobraźni.
Pokorny człowiek (419 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
>>Tymczasem niewiedza jest dla ludzi naturalna. Nie wiemy
>>wielu rzeczy, zaczynając od tak prozaicznej kwestii jak przewidzenie naszej następnej myśli, a
>>kończąc na naturze rzeczywistości, która jest w większości przed nami ukryta. Jeżeli coś badamy, to
>>zawsze pozostają kwestie nieznane, które uwzględniamy w obliczeniach jako twarde fakty. Możemy np
>>wiedzieć, że e=mc2, ale nie wiemy skąd to się wzięło - zawsze możemy zapytać "a z czego to wynika?"
>>i możemy zadawać to pytanie w nieskończoność.
>W ogóle to jakie nasze myśli? Co uczyniłeś abyś mógł nazywać je swoimi? Wszystko się po prostu dzieje samo z siebie, na bezczela narzucone przez wszechświat i jedynie wydaje się, że mamy na cokolwiek wpływ.


Automaty z Matrixa do lekarza!!!

Mówisz o myśli obrazie itp który pojawi się w twoim umyśle?
Tak na takie myśli możemy zareagować tłumiąc je lub polemizując z nimi lub mieć je w nosie.

Zdaj sobie jednak sprawę że takie myśli to skutek uboczny tego że jesteś aktualnie przytomny .

Czym jest to że jesteś teraz tutaj ,cały czas jesteś i dokładnie zdajesz sobie z tego sprawę.
Czy to że jesteś jest myślą ? lub myśleniem ?
Dokładnie wiesz c"o piszesz w postach.
Jesteś i "myślisz" tu i teraz.
Nie możesz bredzić że nie wiesz co za chwilę zrobisz!
To jest tak głupie i absurdalne stanowisko jak to Teologiczne.
Nie mów że nie wiesz co zrobisz za chwilę bo to absurdalny nonsens.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Oczywistości nie zanegujesz. Oczywiście, że nie wiadomo. Myśli płyną, a Ty ich doświadczasz. To jasne, że nie możesz być ich autorem, bo coś takiego jak autor istnieje tylko w przekazie słownym, co służy do odróżnienia twórczości mózgów różnych ludzi. Jeśli akceptuję lub tłumię myśl, to nadal mamy odpalający się w mózgu mechanizm akceptacji lub tłumienia myśli i to potem nazywamy wyborem. To, że ktoś jest przytomny i istnieje tu i teraz to też efekt tego, że doświadczenia zostają mu narzucone przez tok zdarzeń. Taki istniejący organizm doświadcza iluzji wpływu na mechanizmy wewnętrzne, które rządzą się swoimi prawami wg toku zdarzeń. Mogę wiedzieć co piszę kiedy zaczynam post, ale jego dalsza część jest generowana na bieżąco i staję przed tym faktem, że mój mózg postanowił to napisać.
Pokorny człowiek (419 punktów)
(zablokowany)
Cytat:
>Oczywistości nie zanegujesz. Oczywiście, że nie wiadomo. Myśli płyną, a Ty ich doświadczasz. To jasne, że nie możesz być ich autorem, bo coś takiego jak autor istnieje tylko w przekazie słownym, co służy do odróżnienia twórczości mózgów różnych ludzi. Jeśli akceptuję lub tłumię myśl, to nadal mamy odpalający się w mózgu mechanizm akceptacji lub tłumienia myśli i to potem nazywamy wyborem. To, że ktoś jest przytomny i istnieje tu i teraz to też efekt tego, że doświadczenia zostają mu narzucone przez tok zdarzeń. Taki istniejący organizm doświadcza iluzji wpływu na mechanizmy wewnętrzne, które rządzą się swoimi prawami wg toku zdarzeń. Mogę wiedzieć co piszę kiedy zaczynam post, ale jego dalsza część jest generowana na bieżąco i staję przed tym faktem, że mój mózg postanowił to napisać.


Może tak zapytam wprost:

Kto tobą Steruje?

Przeczytałem kilkanaście różnych twoich postów,w ostatnich napisałeś że przeszedłeś depresję,może to nie była depresja a Schizofrenia.
Wiele twoich wypowiedzi zdradza to że masz problem z oceną rzeczywistości.
Może wyciągnąłeś fałszywe wnioski podczas obniżonego nastroju i dopasowujesz do tych wniosków otaczający cię świat.

Chcę cię zapewnić żę Nauka wcale nie stwierdziła że wolna wola nie istnieje.
Rozmawiałem kilka dni temu z dr Boguszewskim na ten temat,odpowiedź jest taka jak myślałem.Nauka nic takiego nie twierdzi,więc nie wiem skąd u ciebie te poglądy.
Chory Sam Harris tak na ciebie wpłynął czy epizod Depresyjny.

Nie wiem czy brałeś jakieś piguły w tej depresji ale jeśli brałeś to może ci zaszkodziły.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie badz smieszny. Nie dosc, ze nie potrafisz odpowiedziec na argumenty, to jeszcze nazywasz rozmowce chorym na schizofrenie i to samo robisz z naukowcami, na ktorych sie powoluje. To juz jest dogmatyzm i zdanie, ktorego nie warto brac pod uwage.

A pytanie kto mna steruje jest bez sensu, bo nigdy nikt nie steruje
Kazdy jest sterowany przez COS i to nie jest jeden czynnik, tylko wiecej. Czlowiek mylnie przypisuje dzialanie podmiotowi, ktory jest spojny tylko pod tym wzgledem, ze dana jazn jest przypisana danemu organizmowi. To uleganie iluzji mozna jeszcze na sile sklasyfikowac jako urojenia. W tym co ja pisze nie ma ani jednego elementu schizofreni.

Nauka nie stwierdzila niczego na temat wolnej woli bo zasadniczo sie nia nie zajmuje. Podobnie jak bogiem, dusza i innymi fantasmagoriami. Niby jaka wolna wola moglaby Twoim zdaniem istniec? Przedstaw swoja koncepcje.

Przepraszam za brak polskich znakow, pisze z komorki.
20-12-2015 19:58 
 Ocena 1 na 1
rogaliczek (669 punktów)
Ja bym to ujął w ten sposób: Każdy podejmuję najlepszą możliwą decyzję ze swojego punktu widzenia w danej chwili. Tak ten świat jest skonstruowany, że uczymy się na błędach i przekazujemy doświadczenia innym.

O wolnej woli moglibyśmy mówić gdybyśmy wybrali swoją przyszłość przed swoimi narodzinami i ją wówczas w pełni zaakceptowali.
20-12-2015 20:14 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)

>O wolnej woli moglibyśmy mówić gdybyśmy wybrali swoją przyszłość przed swoimi narodzinami i ją wówczas w pełni zaakceptowali.

Nie ma sensu rozważać sytuacji absurdalnych jako alternatywy, gdyż nie są możliwe do zaistnienia. Nie można istnieć przed własnym powstaniem, bo to sprzeczność sama w sobie. Wolna wola dotyczy wyborów tylko wtedy, gdy istniejemy.
20-12-2015 20:51 
 Ocena 1 na 1
rogaliczek (669 punktów)
>Nie ma sensu rozważać sytuacji absurdalnych jako alternatywy, gdyż nie są możliwe do zaistnienia. Nie można istnieć przed własnym powstaniem, bo to sprzeczność sama w sobie. Wolna wola dotyczy wyborów tylko wtedy, gdy istniejemy.

Nie napisałem o powstaniu tylko o narodzinach. Przecież składniki z których się składasz istniały od zawsze(jako energia).

Może to działać na zasadzie: " Jestem absolutem, ale będąc nim jestem w zasadzie niczym ponieważ wszystkie przeciwieństwa się równoważą. Zacznę więc poznawać siebie samego od samego początku(pustki) aż do całkowitej wszechmocy(Boga)."
20-12-2015 23:03 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)

> Nie napisałem o powstaniu tylko o narodzinach.
Niewiele to zmienia. Płód na takie pytanie nie odpowie świadomie (chociaż jako żywa istota raczej nie będzie z natury rzeczy dążył do samounicestwienia), a tym bardziej zygota.

> Przecież składniki z których się składasz istniały od zawsze(jako energia).
Składniki nie są całym mną. Tak jak Tadż Mahal nie jest jedynie głazami i piachem, a obrazy Matejki barwnymi plamami.

>Może to działać na zasadzie: " Jestem absolutem, ale będąc nim jestem w zasadzie niczym ponieważ wszystkie przeciwieństwa się równoważą. Zacznę więc poznawać siebie samego od samego początku(pustki) aż do całkowitej wszechmocy(Boga)."

Jesteśmy tylko częścią całości, gdyż osobowość posiada granice. Musi być coś co wytrąca z równowagi, bo inaczej nie byłoby możliwości poznawania. Nie ma całkowitej wszechmocy, doskonałość jest jak uciekający horyzont.
22-12-2015 01:22 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> Nie napisałem o powstaniu tylko o narodzinach.
>Niewiele to zmienia. Płód na takie pytanie nie odpowie świadomie (chociaż jako żywa istota raczej nie będzie z natury rzeczy dążył do samounicestwienia), a tym bardziej zygota.

A kiedy człowiek zaczyna być świadomy i na jakiej podstawie skoro wcześniej kształtował się nieświadomie? Otóż człowiek zostaje ukształtowany przez otoczenie, a późniejsze jego decyzje to wybór tej, która wydaje się optymalna. Nikt nie odpowiada za swój wybór w sensie absolutnym, bo wybór jest wynikiem obliczeń wykonywanych przez mózg, a to mózg steruje świadomością, więc nawet jeśli świadomość zwrotnie wpływa na mózg, to jest to skutek skutku, a nie autonomiczna decyzja dokonywana przez podmiot.

>Składniki nie są całym mną. Tak jak Tadż Mahal nie jest jedynie głazami i piachem, a obrazy Matejki barwnymi plamami.

A kim jesteś "cały Ty"? Założę się, że nie ma nikogo kto by poprawnie odpowiedział na to pytanie. Chyba, że ktoś powie "nie wiem".

>Jesteśmy tylko częścią całości, gdyż osobowość posiada granice.

Osobowość wynika z doświadczenia oddzielenia, które jest iluzją. Osobowość posiada granice, ale ja nie jestem swoją osobowością. Chyba jasne, że osobowość to tylko jakaś część mnie.
Spring (1174 punktów)
> A kiedy człowiek zaczyna być świadomy i na jakiej podstawie skoro wcześniej kształtował się nieświadomie?
To jest kwestia dyskusyjna. Z tą świadomością to nie jest przeskok z nieświadomości, tylko miarowa zmiana uświadamiania sobie coraz więcej. Osobiście uważam, że dziecko w wieku około 6-7 lat, czyli czas gdy rozpoczyna szkołę, jest wystarczająco świadome by ponosić odpowiedzialność za własne czyny.

> Otóż człowiek zostaje ukształtowany przez otoczenie, a późniejsze jego decyzje to wybór tej, która wydaje się optymalna.
Człowiek potrafi również dokonywać oceny zachowań i je modyfikować.

> Nikt nie odpowiada za swój wybór w sensie absolutnym, bo wybór jest wynikiem obliczeń wykonywanych przez mózg, a to mózg steruje świadomością, więc nawet jeśli świadomość zwrotnie wpływa na mózg, to jest to skutek skutku, a nie autonomiczna decyzja dokonywana przez podmiot.

I jak ten mózg dokonuje obliczeń, w systemie dwójkowym?

Uczucia i emocje oraz wgląd i intuicja pełnią ogrmoną rolę rozwojową w dopełnieniu do umysłu analitycznego.
Poza tym uważam, że reinkarnacja ma swój udział w formowaniu się osobowości, jednak podejrzewam, że nie warto tu o tym dyskutować.

> A kim jesteś "cały Ty"? Założę się, że nie ma nikogo kto by poprawnie odpowiedział na to pytanie. Chyba, że ktoś powie "nie wiem".
Wydaje mi się, że chciałeś zapytać o grancie "JA". Bo na pytanie kim jestem cały ja, to właśnie ja w całości.

> Osobowość wynika z doświadczenia oddzielenia, które jest iluzją.
Wiem dobrze, że nie jestem krzesłem na którym siedzę i nie jest to iluzja.

> Osobowość posiada granice, ale ja nie jestem swoją osobowością. Chyba jasne, że osobowość to tylko jakaś część mnie.
W zasadzie można uznać, że jesteś, pozostałe komponenty to w większości twoje narzędzia (np. narządy).
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Z tą świadomością to nie jest przeskok z nieświadomości, tylko miarowa zmiana uświadamiania sobie coraz więcej.
A co to ma do rzeczy? Liczy się to, że kształtuje nas w całości to co na zewnątrz, a to co wewnątrz jest wynikiem tego z pomieszaniem z losowością. Nie możemy więc odpowiadać za swoje czyny w sensie absolutnym, bo w tym sensie coś musiało nas ukształtować z zewnątrz żebyśmy się stali sobą. Nie ma innej opcji i nie ma przesłanek do tego żeby przypuszczać, że istnieje jakiś wyizolowany czynnik, za który akurat mielibyśmy odpowiadać.
>dziecko w wieku około 6-7 lat[...]jest wystarczająco świadome by ponosić odpowiedzialność za własne czyny.
Za które czyny i w jakiej kwestii jest świadome? Na czym polega ta odpowiedzialność? Bo oczywiście trzeba uczyć dziecko odpowiedzialności, ale w innym znaczeniu tego słowa, czyli znaczeniu społecznym. Gdyby każdy w pełni odpowiadał za to jaki jest to nikt nie wybierałby źle, bo każdy dokonuje wyboru, który jest dla niego optymalny w danym momencie.

>Człowiek potrafi również dokonywać oceny zachowań i je modyfikować.

No i co z tego, że odpala się tryb dokonywania oceny zachowań i pojawiają się modyfikacje? Czemu mówisz akurat o tych czynnikach składających się na wybór, bo nie bardzo rozumiem.

>I jak ten mózg dokonuje obliczeń, w systemie dwójkowym?

W systemie dwójkowym tego nie opiszesz.
W ogóle ludzie mocno nadużywają myślenia w tym prymitywnym systemie. Wyobrażają sobie, że jest jakaś przyczyna i ona daje określony skutek, ale nie biorą pod uwagę tego w jakich warunkach się to odbywa, jakie inne czynniki występują. No więc mamy szereg mikromechanizmów, które składają się na jedną decyzję i mózg podsumowuje je sobie w Twojej świadomości i jeszcze jest zdolny do tego żeby poza nią podsuwać Ci mylne przekonania, teorie, a nawet motywy własnych decyzji. Idealnym przykładem ukrywania motywów przed samym sobą jest kiedy ortodoksi religijni udają, że seks jest dla nich nieważny, bo religia każe tak myśleć. Koleś może sobie myśleć, że seks jest zły, a kobieta jest mu potrzebna do tego żeby czuć miłość Boga poprzez nią. Na podobnej zasadzie psychoanaliza tworzy fałszywe przekonania co do własnych motywów i fałszywą interpretację zdarzeń z przeszłości.

>Uczucia i emocje oraz wgląd i intuicja pełnią ogrmoną rolę rozwojową w dopełnieniu do umysłu analitycznego.

Zgadza się i to tym bardziej komplikuje sprawę oceny, bo emocje i intuicja to już nie jest prosta logika, tylko kreatywny proces z wieloma zmiennymi i niewiadomymi i tu też działa taka zasada, że sam fakt obserwacji zmienia emocje, które odczuwamy. Choć w sumie dla tej dyskusji nie ma to najmniejszego znaczenia.

>Poza tym uważam, że reinkarnacja ma swój udział w formowaniu się osobowości

Po co wprowadzać takie założenie? Ja chętnie podyskutuję, tym bardziej, że kiedyś reinkarnacja wydawała mi się najbardziej prawdopodobna, ale z tego wyrosłem.

>Bo na pytanie kim jestem cały ja, to właśnie ja w całości.

Mówisz o desygnacie, ale myślisz o mentalnej treści, która mu odpowiada. Prawidłowo na pytanie o to kim jesteś cały Ty i w ogóle Twoje "ja" odpowiesz "nie wiem, wydaje mi się, że...".

>Wiem dobrze, że nie jestem krzesłem na którym siedzę i nie jest to iluzja.

Ale zobacz, już samochodu nie oddzielasz w ten sposób od kierownicy. Samochód z kołami, kierownicą, siedzeniami, silnikiem to samochód, a w Twojej głowie istnieje mentalny obraz samochodu jako takiego i oddzielasz go od reszty i od jego własnych elementów. Podobnie jest z ludźmi i światem - w zależności od spojrzenia jesteś sobą, zwierzęciem ludzkim, albo elementem świata, który ma przypisane jakieś przyczyny i skutki, a jest stanem przejściowym między kolejnymi przyczynami i skutkami. To, że widzisz siebie jako cały organizm i przypisujesz temu dodatkowo wszystkie mentalne śmieci na swój temat, typu etykietki, przymiotniki, imię, cechy charakteru itd to jest właśnie iluzja. Taka sama iluzja jak patrzysz na samochód jako na samochód, a nie na sumę zaszufladkowanych mechanizmów, będących oddzielną materią niż inne obiekty, ale jest to tylko stan tymczasowy i ten sam samochód rozbije się, zestarzeje i będzie inny. W rozwoju duchowym trzeba pojąć tylko jedną rzecz - świat jest jaki jest, ale desygnaty są nam niedostępne i jesteśmy "uwięzieni" w świecie pojęć i wyobrażeń. Wszystko czego teraz doświadczamy to wyobrażenie, ale nie jest ono całkowitym oderwaniem od rzeczywistości, tylko prawdą zinterpretowaną przez nasze mózgi i ciągle modyfikowaną w memach kulturowych. Ta iluzja to też skróty myślowe jakie czynimy na temat rzeczywistości, np kiedy wydaje nam się, że obserwujemy rzeczy takimi jakie są, a w rzeczywistości widzimy ich obraz i myślimy o naszym skrócie mentalnym w głowie na ich temat. Są jednak pewne fakty, które można wyabstrahować z tego co do nas dociera i porządkujemy sobie świat wg oceny prawdopodobieństwa dla danych przekonań i tworzymy syntezę tych wyizolowanych pewników. Podstawiasz coś na wejściu i otrzymujesz coś na wyjściu jak w jakiejś maszynie. Dlatego człowiek musi się nauczyć we własnym zakresie odpowiedniej oceny rzeczywistości, która odpowiada jego potencjałowi. Nie mamy jednak wpływu na stan początkowy i na to co mózg na początku podstawia i czego nawet nie zauważasz, bo nie analizujesz jakiegoś wycinka uznając coś za pewnik. I jeśli coś modyfikujesz, to pod wpływem czegoś, a nie dlatego, że jakiś mityczny Ty uruchomiłeś jakąś mityczną wolną wolę. Chyba, że masz jakieś przesłanki żeby tak uważać.

>W zasadzie można uznać, że jesteś, pozostałe komponenty to w większości twoje narzędzia (np. narządy).

Nagle mamy dwóch "ja" - jeden to cały prawdziwy ja, a drugi to wyizolowany element treści mentalnej. Wiesz już który jest iluzją i którego należy traktować z duuużym dystansem? Ten, który jest tylko formą narządu, tylko jest funkcją osadzoną w umyśle - "ja" w sensie osobowość to iluzja, a ja w sensie desygnat mojej osoby to fakt, o którym mam tylko szczątkowe, subiektywne dane.
23-12-2015 10:48 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)
> pomieszaniem z losowością.
Nie ma większego znaczenia w jakiej miejscowości się urodzisz, matematyka wszędzie ta sama.

> Nie możemy więc odpowiadać za swoje czyny w sensie absolutnym, bo w tym sensie coś musiało nas ukształtować z zewnątrz żebyśmy się stali sobą.
Odpowiedzialność oznacza, że ponosimy konsekwencje, tylko tyle. Gdy dźgasz krokodyla kijem, to nie dziw się, że cię ugryzie.

>>dziecko w wieku około 6-7 lat[...]jest wystarczająco świadome by ponosić odpowiedzialność za własne czyny.
>Za które czyny i w jakiej kwestii jest świadome?
Za te, które popełnia świadomie. W innym wypadku należy wytłumaczyć dziecku co i jak.

> Bo oczywiście trzeba uczyć dziecko odpowiedzialności, ale w innym znaczeniu tego słowa, czyli znaczeniu społecznym.
Miś w zoo, czy bakteria w piaskownicy są raczej typami aspołecznymi.

>Gdyby każdy w pełni odpowiadał za to jaki jest to nikt nie wybierałby źle, bo każdy dokonuje wyboru, który jest dla niego optymalny w danym momencie.
Nie kiedy brakuje wiedzy.

>No i co z tego, że odpala się tryb dokonywania oceny zachowań i pojawiają się modyfikacje? Czemu mówisz akurat o tych czynnikach składających się na wybór
Jest to argument mówiący, że człowiek nie musi przyjmować bezmyślnie wzorce z otoczenia.

> Idealnym przykładem ukrywania motywów przed samym sobą jest kiedy ortodoksi religijni udają,
Zgoda, tak jest z wiąrą religijną. Również w wypadku wielu innych poglądów, a także pod wpływem używek. Człowiek brnie w iluzję i nie potrafi wrócić do rzeczywistości.

> bo emocje i intuicja to już nie jest prosta logika, tylko kreatywny proces z wieloma zmiennymi i niewiadomymi i tu też działa taka zasada, że sam fakt obserwacji zmienia emocje, które odczuwamy. Choć w sumie dla tej dyskusji nie ma to najmniejszego znaczenia.
Ma takie znaczenie, że nie wszystkie decyzje są podejmowane na zasadzie obliczeń (jak to ująłeś).

>>Poza tym uważam, że reinkarnacja ma swój udział w formowaniu się osobowości
>Po co wprowadzać takie założenie?
Po to by mieć pełny obraz tego, jakie czynniki wpływają na osobowość.

> Ja chętnie podyskutuję, tym bardziej, że kiedyś reinkarnacja wydawała mi się najbardziej prawdopodobna, ale z tego wyrosłem.
Zapewne odkryłeś bardziej logiczne wytłumaczenie zjawisk.

> Prawidłowo na pytanie o to kim jesteś cały Ty i w ogóle Twoje "ja" odpowiesz "nie wiem, wydaje mi się, że...".
Nawet jeżeli nie potrafię dookreślić wszystkiego na temat "JA", to nie oznacza, że nie wiem nic. W tym samym sensie nie wiem, czym jest kamień leżący przy drodze, gdyż nie potrafię wglębić się w nieskończoność jego struktury, jak i wszelkich przeszłych interakcji z otoczeniem.

>Ale zobacz, już samochodu nie oddzielasz w ten sposób od kierownicy.
Kierownica jest częścią samochodu, ale asfalt nie jest.

> Samochód z kołami, kierownicą, siedzeniami, silnikiem to samochód, a w Twojej głowie istnieje mentalny obraz samochodu jako takiego i oddzielasz go od reszty i od jego własnych elementów.
W pewnych warunkach mogę się pomylić, ale ogólnie samochód to samochód, krowa to krowa.

> Podobnie jest z ludźmi i światem - w zależności od spojrzenia jesteś sobą, zwierzęciem ludzkim, albo elementem świata, który ma przypisane jakieś przyczyny i skutki, a jest stanem przejściowym między kolejnymi przyczynami i skutkami.
Ponieważ obiekty są zmienne, a między nimy wystepują różnice i podobieństwa, człowiek korzystając z umysłu stara się zrozumieć co czy jest i jakim zasadom podlega.

> To, że widzisz siebie jako cały organizm i przypisujesz temu dodatkowo wszystkie mentalne śmieci na swój temat, typu etykietki, przymiotniki, imię, cechy charakteru itd to jest właśnie iluzja.
Jeżeli coś jest użyteczne, to nie jest iluzją, tylko świadomym wyborem. Gdyby każdy nagle stał się Jasiem Kowalskim, to by dopiero był straszny sen.

> Taka sama iluzja jak patrzysz na samochód jako na samochód, a nie na sumę zaszufladkowanych mechanizmów, będących oddzielną materią niż inne obiekty, ale jest to tylko stan tymczasowy i ten sam samochód rozbije się, zestarzeje i będzie inny.
Nie tylko ty jesteś świadom przemijalności obiektów materialnych.

> W rozwoju duchowym trzeba pojąć tylko jedną rzecz - świat jest jaki jest, ale desygnaty są nam niedostępne i jesteśmy "uwięzieni" w świecie pojęć i wyobrażeń.
Nie, ponieważ dostępne nam jest poznanie, które mimo że nie przychodzi zawsze łatwo, to jest drogą wyzwolenia się z iluzji.

> Nie mamy jednak wpływu na stan początkowy i na to co mózg na początku podstawia i czego nawet nie zauważasz, bo nie analizujesz jakiegoś wycinka uznając coś za pewnik. I jeśli coś modyfikujesz, to pod wpływem czegoś
Świat się nie kończy na jednej próbie, pomyłki uczą, negatywne odpowiedzi wskazują.

> nie dlatego, że jakiś mityczny Ty uruchomiłeś jakąś mityczną wolną wolę. Chyba, że masz jakieś przesłanki żeby tak uważać.
Nie wiem o jakim mitycznym aspekcie mówisz. Wolna wola - to możliwość dokonywania świadomych wyborów.

>Nagle mamy dwóch "ja" - jeden to cały prawdziwy ja, a drugi to wyizolowany element treści mentalnej.
"Ja" jest jedno, tak jak konkretny kamień przy drodze. Postrzeganie nie jest nieskończenie doskonałe, ale też nie może takie być, gdyż zajęłoby całą wieczność wgłębianie się w każdy aspekt.

> ja w sensie desygnat mojej osoby to fakt, o którym mam tylko szczątkowe, subiektywne dane.
A radą na to jest uzupełnianie luk wiedzy oraz zmiana zdania co do fałszywych przekonań.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma większego znaczenia w jakiej miejscowości się urodzisz, matematyka wszędzie ta sama.

Znaczenie mają czynniki, które wpłynęły na to, że jestem taki, a nie inny. Są to czynniki losowe pomieszane z prawami, które dotyczą wszystkich zdrowych ludzi. Wcześniej mnie nie było, ale zostałem ukształtowany przez nienależące do mnie przyczyny, czyli zastałem na świecie bycie sobą i zastałem decyzje, które podejmuje mój mózg i sytuacje, w których się znajduję. To mnie kształtuje, więc nie mogę przejąć odpowiedzialności i abstrahować od tego co mnie ukształtowało.

>Odpowiedzialność oznacza, że ponosimy konsekwencje, tylko tyle. Gdy dźgasz krokodyla kijem, to nie dziw się, że cię ugryzie.

Coś się poplątałeś. Czyli dziecko poniżej 6 lat nie ponosi konsekwencji za dźgnięcie krokodyla kijem, a 6-7 letnie ponosi, bo jest odpowiedzialne? Nie bardzo. Mamy po prostu przyczyny i skutki, a wprowadzanie czynnika odpowiedzialności jest bezsensowną komplikacją, która prowadzi do sprzeczności i absurdów.

>Za te, które popełnia świadomie. W innym wypadku należy wytłumaczyć dziecku co i jak.

Czyli jeśli popełnia je nieświadomie i mu nie wytłumaczymy, to nie jest odpowiedzialne za swoje czyny? Skąd takie, a nie inne kryterium?

Dziecko coś robi, bo jego mózg złożony z niezależnych od niego genów podejmuje decyzję. Sama świadomość często nie hamuje czynów.

>Miś w zoo, czy bakteria w piaskownicy są raczej typami aspołecznymi.

Nie wiem co to ma do tematu. Nie pisałem o misiach i bakteriach, tylko o tym, że jedyna odpowiedzialność jaką ponosimy jest społeczna, a nie absolutna. Psychopata nie jest winny, że jest psychopatą, ale odpowiada za swoje czyny przed społeczeństwem i TYLKO przed społeczeństwem.

>Nie kiedy brakuje wiedzy.

I nie można być za to odpowiedzialnym. Podobnie za to kiedy mamy wiedzę, ale musimy postąpić inaczej z jakiegoś powodu. Zawsze wybieramy to co wydaje się optymalne, więc nie możemy być za to odpowiedzialni, że nam się coś wydaje.

>Jest to argument mówiący, że człowiek nie musi przyjmować bezmyślnie wzorce z otoczenia.

No i? Wiadomo, że nie musi, ale to czy przyjmuje zależy od tego jak został wychowany i jak jest zbudowany jego mózg. Zawsze to mechanizmy w mózgu podejmują decyzję i nie ma jednostki, która mogłaby za to odpowiadać (poza odpowiedzialnością społeczną, prawną).

>Zgoda, tak jest z wiąrą religijną. Również w wypadku wielu innych poglądów, a także pod wpływem używek. Człowiek brnie w iluzję i nie potrafi wrócić do rzeczywistości.

Podaj mi definicję rzeczywistości. Każdy człowiek brnie w iluzję, bo taka jest nasza natura i wręcz nie ma innej możliwości. Religia to największa iluzja, natomiast używki nieraz robią odwrotnie i otwierają oczy. Niektórzy potrzebują przekonać się na własnej skórze, że mózg to komputer zależny od przekonań i fizycznego obiektu znajdującego się w czaszce - neuroprzekaźników i neuronów. Świadomość i jednostka to tylko wynik tych procesów, a odpowiedzialność za decyzje to wirus umysłu, zwykła wkrętka.

>Ma takie znaczenie, że nie wszystkie decyzje są podejmowane na zasadzie obliczeń (jak to ująłeś).

Jak to nie? Mogę Ci podać nawet uproszczony wzór na te obliczenia: czynnik emocji + czynnik logiczny + czynnik przekonań = decyzja. Każdy czynnik ma swoją wagę, choć to też uproszczenie, bo de facto nie ma po co oddzielać tych czynników. A właśnie emocje powodują, że ludzkie decyzje są niemierzalne dla innych ludzi - każdy podjął taką decyzję jaką MUSIAŁ podjąć.

>Po to by mieć pełny obraz tego, jakie czynniki wpływają na osobowość.

Jak chcesz mieć pełny obraz, skoro wprowadzasz do obliczeń swoje nieracjonalne haluny?

>Zapewne odkryłeś bardziej logiczne wytłumaczenie zjawisk.

Odkryłem wewnętrzne sprzeczności w reinkarnacji i sprzeczność z prawem przyczynowości. To wystarczy. Jedyna logiczna reinkarnacja to taka, w której wszystko jest przypadkowe. Oczywiście to, że jest logiczna to nie oznacza, że tak jest.

>Nawet jeżeli nie potrafię dookreślić wszystkiego na temat "JA", to nie oznacza, że nie wiem nic. W tym samym sensie nie wiem, czym jest kamień leżący przy drodze, gdyż nie potrafię wglębić się w nieskończoność jego struktury, jak i wszelkich przeszłych interakcji z otoczeniem.

Oczywiście, że nie wiesz nic, bo "ja" jest niemierzalną halucynacją w Twojej głowie. Mózg tworzy pomocnicze koncepcje. Kamień też jest dla Ciebie tylko taką koncepcją - Twój mózg wyobraża sobie kamień w taki, a nie inny sposób i umieszcza go na Twoim planie świata. W rzeczywistości kamień jest noumenem, do którego Twój mózg nie ma bezpośredniego dostępu, a "ja" to nawet nie noumen, tylko abstrakcja.

>Kierownica jest częścią samochodu, ale asfalt nie jest.

Bo ludzie nie zdecydowali się włączyć asfaltu w obręb mentalnego obrazu samochodu. Można stworzyć takie pojęcie, w którym samochód jest częścią asfaltu, a dane pojęcie opisuje całą widzialną panoramę. Wszystko zależy od tego jak chcesz na coś patrzeć, ale samochód jako taki po prostu nie istnieje, poza tym, że jest memem w Twojej głowie. Istnieje za to szereg mechanizmów, które Twój mózg wyodrębnia jako samochód i oddziela od otoczenia. Równie dobrze może oddzielić w ten sposób kierownicę, albo fotele, czy pojedyncze atomy silnika.

>W pewnych warunkach mogę się pomylić, ale ogólnie samochód to samochód, krowa to krowa.

No właśnie nie, ale tak Ci się wydaje, bo śpisz. Podobnie jak na ekranie widzisz piksele, a Twój mózg układa je w literki i rozumie treść jaka jest zaszyfrowana umownie pod danymi literkami.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)

>Ponieważ obiekty są zmienne, a między nimy wystepują różnice i podobieństwa, człowiek korzystając z umysłu stara się zrozumieć co czy jest i jakim zasadom podlega.

Nie. Tu właśnie chodzi o tą próbę zrozumienia, która szufladkuje rzeczywistość żeby ją zrozumieć, a to może tylko oddalać człowieka od zrozumienia. To, że obiekty są zmienne nie ma znaczenia w kontekście tego co napisałem. Są zmienne, bo nie istnieją obiekty, tylko mechanizmy, które człowiek nazywa obiektami żeby było mu łatwiej myśleć. Do abstrakcyjnego myślenia nie będziemy rozkładać wszystkich czynników na części, tylko właśnie przydają się szufladki, które są skrótem do tych mechanizmów.

>Jeżeli coś jest użyteczne, to nie jest iluzją, tylko świadomym wyborem. Gdyby każdy nagle stał się Jasiem Kowalskim, to by dopiero był straszny sen.

Nikt nie stałby się Jasiem Kowalskim, tylko raczej to Jaś Kowalski przestałby się utożsamiać z tą etykietką. Użyteczność, a świadomy wybór to niepokrewne kwestie. Ludzkie ego na siłę szuka iluzji, z którą może się utożsamiać. To nic złego, bo tak zostaliśmy ukształtowani przez ewolucję, ale warto sobie to uświadomić.

>Nie tylko ty jesteś świadom przemijalności obiektów materialnych.

Przemijalność obiektów materialnych to tylko METAFORA, którą się posługujemy żeby opisać mechanizmy.

>Nie, ponieważ dostępne nam jest poznanie, które mimo że nie przychodzi zawsze łatwo, to jest drogą wyzwolenia się z iluzji.

Poznanie czego? Noumeny zawsze są dla nas niepoznane. Podstawy filozofii się kłaniają, a także czysta prosta logika: jeżeli jesteś mózgiem interpretującym rzeczywistość, to jasne, że świat przedstawiony dla świadomości tego mózgu jest sumą interpretacji na temat rzeczywistości, a nie rzeczywistością jako taką. I tego żaden człowiek nie przeskoczy. Rozwój i świadomość, że tak powiem "duchowa" polega na zaprzestaniu utożsamiania się z czymkolwiek i zdaniu sobie sprawy, że nasz świat jest iluzją. To odwrotny proces od zdobywania jakiejś specjalnej wiedzy - należy rozszyfrowywać szufladki i mentalne skróty i pozbywać się przekonań. Oczywiście na czas rozmyślań, bo stałe przebywanie w takim stanie też byłoby patologią.

>Świat się nie kończy na jednej próbie, pomyłki uczą, negatywne odpowiedzi wskazują.

Jest różnie, ale nawet w takich sytuacjach, w których pomyłki uczą mówimy o mechanizmie, który zaszedł, a nie o świadomym wyborze podmiotu. Nie mamy jednak wpływu na stan początkowy i na to co mózg na początku podstawia i czego nawet nie zauważasz, bo nie analizujesz jakiegoś wycinka uznając coś za pewnik. I jeśli coś modyfikujesz, to pod wpływem czegoś. Podtrzymuje to co napisałem, bo nie na to odpowiedziałeś.

>Nie wiem o jakim mitycznym aspekcie mówisz. Wolna wola - to możliwość dokonywania świadomych wyborów.

A czym są świadome wybory? Mówisz o wyborze, a nie o wolnej woli. Wola to chęć, wybór to możliwość wyboru między różnymi opcjami, a wolna wola to nielogiczny religijny koncept. "Wolna" i "wola" nie idą w parze.

>"Ja" jest jedno, tak jak konkretny kamień przy drodze. Postrzeganie nie jest nieskończenie doskonałe, ale też nie może takie być, gdyż zajęłoby całą wieczność wgłębianie się w każdy aspekt.

Nie trzeba się wgłębiać w każdy aspekt. Wystarczy wytworzyć sobie odpowiednie filtry mentalne. "ja" to zaburzenie tego filtru. I wcale "ja" nie jest jedno. Zależy co tak nazwiesz, bo w rzeczywistości coś takiego jak "ja" to tylko iluzja. To coś takiego, że świadomość utożsamia się z matrycą, która ją wytwarza, jej elementami, bądź co gorsza przekonaniami na jej temat (najgorzej jak są to przymiotniki lub rzeczowniki typu: wesoły, miły, mędrzec, prawnik) czyli błąd.

>A radą na to jest uzupełnianie luk wiedzy oraz zmiana zdania co do fałszywych przekonań.

Nie. To jest antyrada, bo w przypadku "ja" nie ma mowy o wiedzy. Wiedza powoduje, że "ja" staje się tylko pewnym elementem umysłu, który jest potrzebny jedynie w interakcjach społecznych i podejmowaniu decyzji na temat swojego organizmu.
28-12-2015 16:20 
 Ocena 1 na 1
Spring (1174 punktów)
>Znaczenie mają czynniki, które wpłynęły na to, że jestem taki, a nie inny.
Szczególnego znaczenia nabierają, gdy im się nie opierasz.

> zastałem decyzje, które podejmuje mój mózg i sytuacje, w których się znajduję.
To niezły start.

> To mnie kształtuje, więc nie mogę przejąć odpowiedzialności i abstrahować od tego co mnie ukształtowało.
Przeszłość nie jest w naszym zasięgu, jedynie przyszłość.

> Czyli dziecko poniżej 6 lat nie ponosi konsekwencji za dźgnięcie krokodyla kijem, a 6-7 letnie ponosi, bo jest odpowiedzialne?
Dzieci potrzebują nadzoru opiekunów do czasu, gdy będą w stanie radzić samodzielnie. Dziecko idące do szkoły musi być odpowiednio przygotowane.

>Czyli jeśli popełnia je nieświadomie i mu nie wytłumaczymy, to nie jest odpowiedzialne za swoje czyny?
Nie.

>Dziecko coś robi, bo jego mózg złożony z niezależnych od niego genów podejmuje decyzję.
Tak jest tylko u olsona.

> jedyna odpowiedzialność jaką ponosimy jest społeczna, a nie absolutna.
Nie zamierzam powtarzać się, albo łapiesz, co piszę, albo zostajesz przy swoim...

>Psychopata nie jest winny, że jest psychopatą, ale odpowiada za swoje czyny przed społeczeństwem i TYLKO przed społeczeństwem. I nie można być za to odpowiedzialnym. Podobnie za to kiedy mamy wiedzę, ale musimy postąpić inaczej z jakiegoś powodu. Zawsze wybieramy to co wydaje się optymalne, więc nie możemy być za to odpowiedzialni, że nam się coś wydaje.
Kolejne olsonizmy.

>No i? Wiadomo, że nie musi, ale to czy przyjmuje zależy od tego jak został wychowany i jak jest zbudowany jego mózg. Zawsze to mechanizmy w mózgu podejmują decyzję i nie ma jednostki, która mogłaby za to odpowiadać (poza odpowiedzialnością społeczną, prawną).
Ja dotąd poznałem tylko jedną taką jednostkę...

>Podaj mi definicję rzeczywistości.
Czyżbyś nadawał spoza niej?

> Każdy człowiek brnie w iluzję, bo taka jest nasza natura i wręcz nie ma innej możliwości.
W interesującym towarzystwie się obracasz.

> a odpowiedzialność za decyzje to wirus umysłu, zwykła wkrętka.
Nie próbowałeś się wyleczyć?

> każdy podjął taką decyzję jaką MUSIAŁ podjąć.
musiał, to musiał.

>Jak chcesz mieć pełny obraz, skoro wprowadzasz do obliczeń swoje nieracjonalne haluny?
Proponujesz swoje?

>Oczywiście, że nie wiesz nic, bo "ja" jest niemierzalną halucynacją w Twojej głowie.
Serio?

>Bo ludzie nie zdecydowali się włączyć asfaltu w obręb mentalnego obrazu samochodu.
Pewnie mieli jakieś powody...

> ale samochód jako taki po prostu nie istnieje
Przecież nic nie istnieje.

> tak Ci się wydaje, bo śpisz.
aż strach się obudzić.

> Ludzkie ego na siłę szuka iluzji, z którą może się utożsamiać.
To pewnie po jakichś traumatycznych doświadczeniach...

> jeżeli jesteś mózgiem
Nie jestem.

> Wystarczy wytworzyć sobie odpowiednie filtry mentalne.
Rozumiem, że już sobie takie zafundowałeś.

> I wcale "ja" nie jest jedno.
Nawet się nie dziwię.

> w rzeczywistości coś takiego jak "ja" to tylko iluzja.
No przecież, jak i wszystko.
29-12-2015 00:18 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
W dyskusji chodzi o to żeby jak najlepiej przedstawić swoje zdanie i żeby zrozumieć jak najlepiej zdanie drugiej strony. Tymczasem Ty jedynie odpowiadasz na wycinki zdań, tak jakbyś w każdym wycinku chciał mieć rację, ale żadna spójna teoria z tego nie wynika, ani w żaden sposób nie odnosisz się do moich argumentów.

>>Znaczenie mają czynniki, które wpłynęły na to, że jestem taki, a nie inny.
>Szczególnego znaczenia nabierają, gdy im się nie opierasz.

Gdy kto się nie opiera i czemu się nie opiera? Wymyślasz jakąś swoją wersję moich wpisów żeby się z nimi nie zgadzać, czy serio nie rozumiesz? To jaką decyzję podejmę, w tym to jakie mam pragnienia i czy im się opieram to wynik genów i wychowania. Nie ma żadnego dodatkowego "ja", który byłby wynikiem czegoś innego. I to tyczy się każdego. Także tych, którzy myślą, że jest inaczej, bo nadają sobie jakąś nadprzyrodzoną moc, która jest taką samą prymitywną wiarą jak katolicyzm.

>> zastałem decyzje, które podejmuje mój mózg i sytuacje, w których się znajduję.
>To niezły start.

Dla kogo niezły i pod jakim względem? Znów nie odnosisz się do tego co napisałem.

>> To mnie kształtuje, więc nie mogę przejąć odpowiedzialności i abstrahować od tego co mnie ukształtowało.
>Przeszłość nie jest w naszym zasięgu, jedynie przyszłość.

No i co z tego? I jak to się ma do faktu, że ukształtowała nas przeszłość, na którą nie mamy wpływu? Bo ta przyszłość jest wynikiem tej przeszłości i o to chodziło w tym argumencie.

>Dzieci potrzebują nadzoru opiekunów do czasu, gdy będą w stanie radzić samodzielnie. >Dziecko idące do szkoły musi być odpowiednio przygotowane.

A kto orzeka kryteria odpowiedniego przygotowania i definicję radzenia sobie samodzielnie? Może wszyscy ludzie mają wypaczone pojęcie tych desygnatów? I nie ma jakiejś specjalnej granicy między byciem samodzielnym, a byciem niesamodzielnym. Pewne decyzje świadome z perspektywy czasu są głupie, bo nabyliśmy wiedzę o lepszych rozwiązaniach. Wtedy jednak tego nie wiedzieliśmy i musieliśmy podejmować tamte złe decyzje. A czasem musimy wybierać złe decyzje, bo życie daje złe wybory i pod tym względem Twoje pojęcie wolności sypie się jak domek z kart.

>>Czyli jeśli popełnia je nieświadomie i mu nie wytłumaczymy, to nie jest odpowiedzialne za swoje czyny?
>Nie.

A jak to się ma do tego, że każdy człowiek podejmuje decyzje, która wydaje mu się optymalna? Oznacza to, że wszystkie złe decyzje są wynikiem nieświadomości. Czyli nigdy nie ma żadnej winy, co nie znaczy, że nie ma złych wyborów. Jednak ktoś musi orzekać co jest dobre, a co złe, a tak robi tylko człowiek. Dla wszystkich innych zwierząt źle jest kiedy je boli, a dobrze kiedy pobudza się układ nagrody. U człowieka jest dokładnie ten sam mechanizm, ale do tego dochodzą treści mentalne, które są komentarzem mózgu do doznań. I same treści mentalne mogą wywoływać doznania, ale to inny temat. W każdym razie człowiek przez to nabywa utożsamienia się z myślami i doznaniami i dokonuje mentalnego podziału na "siebie" i "resztę". I to oddzielenie jest tylko w głowie. Na tej podstawie ludziom można wmówić różne poglądy, a oni utożsamiają to z "ja". Obserwują powierzchowne reakcje innych i na tej podstawie budują zdanie o sobie i innych. Sami też wkręcają sobie haluny na swój temat na podstawie pamięci o różnych sytuacjach. Wkręcają sobie haluny o innych na podstawie pojedynczych sytuacji i wkręcają sobie haluny o świecie przez to co przeczytali. Nawet jak ktoś myśli logicznie i jest inteligentny, to może sobie wkręcić haluny na podstawie tego co sam rozkminił. Mnie interesują konkrety, a nie jakieś iluzje, które uważam za mentalny śmietnik i które niestety często są powtarzane bez przemyślenia przez osoby, które nie rozumieją tych oczywistości. Na nasze decyzje mają wpływ instynkty i emocje, którym podlegamy i od tego też zależy jak zinterpretujemy dane, które do nas docierają i dlatego "ja" różnych ludzi jest inne (choć powtarzalne).
I my to odbieramy jako SWOJĄ decyzję, ale świadomy człowiek wie na czym polega podejmowanie decyzji, a nieświadomym można manipulować wmawiając mu poczucie winy, poczucie bycia gorszym, potrzebę realizacji cudzych celów i powoływanie się na społeczne normy. Taką wizję wmawia swojej ofierze psychopata, a to ten typ ludzi jest odpowiedzialny za wymyślenie religii, tworzenie reklam, które z założenia mają nas manipulować itd. Osoba z mentalnością ofiary wierzy w nieistniejące "ja", z którym się utożsamia, a które jest winne, nieczyste, niegodne i zawsze trzeba je poprawić żeby dorównać innym. Osoba z mentalnością kata wierzy w istnienie "ja", które jest lepsze, sprytniejsze, wiedzące lepiej co jest dobre dla innych. Osoba świadoma, z mentalnością zwycięzcy nie wierzy w istnienie żadnego "ja", bo wie, że rozmawiamy o halunach, a konkretniej o treści mentalnej towarzyszącej doznaniom. Jak można opierać swój światopogląd na czymś takim? Oczywiście osoby świadome też podlegają tym halunom, ale mogą się od tego dystansować i ogarniać myślami szerszą perspektywę niż tylko czubek swojego nosa i projekcje na temat jakichś wyimaginowanych spraw typu reinkarnacja. Człowiek świadomy zdaje sobie sprawę ze swojej natury, a człowiek utożsamiający się z wyimaginowanym "ja" podejmującym decyzje to człowiek śpiący. "Ja zbudowałem zamek z piasku, ja zjadłem bułkę, ja zrobiłem ładną kupkę, popatrz mamo! Ja, robot" Nie zdajesz sobie sprawy z tego, że to Twój organizm zrobił klocka, bo musiałeś, a nie dlatego, że podjąłeś taką decyzję. Mogłeś ewentualnie ze..ać się w gacie, ale kto rozsądny podejmuje taką decyzję? Ja twierdzę, że wszystkie moje decyzje ZACHODZĄ (słowo-klucz) w mojej głowie i jest to związane z nieświadomością. A to co trafia do świadomości to tylko treść towarzysząca podejmowaniu decyzji przez mózg. Ja to ja tylko dla innych ludzi, a gdybym był sam na bezludnej wyspie miałbym tylko doznania wewnętrzne i zewnętrzne i nie byłoby żadnego mnie.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
A co do filtrów postrzegania rzeczywistości, to każdy jakieś ma. Ja mam oczywiście lepsze niż większość, ale zawsze jak kogoś spotykam, to zakładam, że ta osoba może być akurat w mniejszości i mieć ode mnie jeszcze lepsze filtry.

Najgorzej jak ktoś ma takie filtry, że jego poglądy przypominają kopiowanie losowych poglądów lub całych patternów na rozmowę i na posiadanie argumentów. Wtedy to aż słoma z butów wystaje. Niektórzy nadmiernie teoretyzują, jak ja onegdaj, ale wtedy da się jeszcze wytłumaczyć.

I właśnie na tym powinny polegać filtry żeby jak najmniej ulegać iluzjom kiedy mówimy o prawdzie. Bo w codziennym życiu to właśnie z iluzji czerpiemy przyjemności i one są potrzebne. Wręcz - gdybyśmy postrzegali świat takim jaki jest naprawdę to nikt by nie chciał żyć.

I podstawowym prawidłowym filtrem jest odróżnienie prawdy od swojej wizji prawdy, świata od swojej wizji świata, siebie od swojej wizji siebie, podejmowania decyzji od swojej wizji podejmowania decyzji. Rzeczy same w sobie są dla nas niedostępne - my obserwujemy interpretacje mózgu na ten temat. A swoją wizję na dowolny temat można modyfikować.

Modyfikacja powstaje na podstawie zaczęcia myślenia od czystej karty i zebrania sobie argumentów za różnymi opcjami. Wybór (zazwyczaj) nie powinien być zero-jedynkowy, tylko jeśli coś z czym się nie zgadzamy ma jakąś stronę, z którą się zgadzamy, to możemy wciągnąć ją w obręb swoich przemyśleń i zbudować z tego własny wniosek.

W przypadku świadomości wiemy bardzo dużo. Wiemy, że świadomość jest produktem umysłu, że na to jakie podejmujemy decyzje wpływ mają geny i środowisko, a także to co robimy w ciągu życia, głównie kiedy dojrzewamy. Potem sytuacja życiowa, którą NAPOTYKAMY może nas zmienić. A to, że my kreujemy częściowo tą rzeczywistość to jest taki feedback dla rzeczywistości, a od nas odbijają się tylko przyczyny, skutki i losowość. Nie ma innej opcji, o ile nie wprowadzi się dogmatu niepojętości, a jeśli się go wprowadzi to kwestia podejmowania decyzji jeszcze bardziej się rozmywa.

Żeby istniało realne "ja" podejmujące decyzje, obdarzone wolną wolą to musiałyby wystąpić takie warunki, które przeczą istnieniu materii, przyczynowości i wszystkiemu co dzieje się na świecie, którego doświadczamy. Czyżbyś wierzył w aż taką schizofreniczną wersję, tak jak katolicy?

P.S.
Na dodatek nie ma już osoby, którą byłem sekundę temu, więc nie mogę być odpowiedzialny za to co zrobiłem tydzień temu. Natomiast doświadczę skutków swoich czynów, ale kiedy to już będą skutki, to nie będą to już moje czyny. Tak to działa, a to co Ty piszesz to jest mentalna projekcja na ten temat.
29-12-2015 20:45 
 Ocena 2 na 2
Spring (1174 punktów)
> Tymczasem Ty jedynie odpowiadasz na wycinki zdań, tak jakbyś w każdym wycinku chciał mieć rację
Wybrałem "najpiękniejsze kwiatki", nic poza tym, słowo daję...

> w żaden sposób nie odnosisz się do moich argumentów.
Odniosę się, gdy napotkam.

> Gdy kto się nie opiera i czemu się nie opiera?
Potrafisz z jednego krótkiego zdania zrobić długich pięć, zaczynając od pytania, czy "A" to aby na pewno "A"... nazywasz to dyskusją?

> To jaką decyzję podejmę, w tym to jakie mam pragnienia i czy im się opieram to wynik genów i wychowania.
Nawet w tym wątku powtarzasz to poraz n-ty, a przecież nie dyskutujemy na ten tamat po raz pierwszy. Jeżeli duskutuję nie z żywym człowiekiem tylko z losowo zaprogramowanym automatem, to jaka różnica, co odpowiem. Tylko nie pytaj, co to jest żywy czlowiek, nie będę odpowiadał.

> Dla kogo niezły i pod jakim względem?
Odpowiadam tym, którzy wymagają dodatkowo wyjaśnienia: dla ciebie; pod każdym.

> Bo ta przyszłość jest wynikiem tej przeszłości i o to chodziło w tym argumencie.
Chcesz spływać z nurtem, spływaj...

> A kto orzeka kryteria odpowiedniego przygotowania i definicję radzenia sobie samodzielnie?
Zdrowy rozsądek.

> Może wszyscy ludzie mają wypaczone pojęcie tych desygnatów?
Niektórzy na pewno.

> I nie ma jakiejś specjalnej granicy między byciem samodzielnym, a byciem niesamodzielnym.
Tak jak nie ma granicy między mędrcem i głupcem, tylko wolno upływające dziesiąki lat świadomego doświadczenia.

> Pewne decyzje świadome z perspektywy czasu są głupie, bo nabyliśmy wiedzę o lepszych rozwiązaniach.
Wystarczy zmienić perspektywę na odpowiednią do sytuacji.

> Twoje pojęcie wolności sypie się jak domek z kart.
Nic nie szkodzi, przecież dzieje się to w twoim umyśle, przeświadczonym o wszechograniającej iluzji.

> Czyli nigdy nie ma żadnej winy, co nie znaczy, że nie ma złych wyborów.
Polecam zapoznać się z pojęciem sumienia (tłumaczył nie będę).

> Osoba świadoma, z mentalnością zwycięzcy nie wierzy w istnienie żadnego "ja"
To jak belka na drodze, też nie wierzy w swoje "ja", a przykrości może narobić, że hoho...

> A co do filtrów postrzegania rzeczywistości, to każdy jakieś ma. Ja mam oczywiście lepsze niż większość, ale zawsze jak kogoś spotykam, to zakładam, że ta osoba może być akurat w mniejszości i mieć ode mnie jeszcze lepsze filtry.
No coż, w takim razię życzę najlepszych filtrów.

> Najgorzej jak ktoś ma takie filtry, że jego poglądy przypominają kopiowanie losowych poglądów lub całych patternów na rozmowę
Interesujące...

> Niektórzy nadmiernie teoretyzują, jak ja onegdaj, ale wtedy da się jeszcze wytłumaczyć.
Nadal za dużo.

> Bo w codziennym życiu to właśnie z iluzji czerpiemy przyjemności i one są potrzebne.
Zauważyłem.

> Wręcz - gdybyśmy postrzegali świat takim jaki jest naprawdę to nikt by nie chciał żyć.
Aha... to warto pilnować filtrów jak oka, gdyż nie można dopuścić do sytuacji, że nam opadną i ukażą świat naprawdę.

> od nas odbijają się tylko przyczyny, skutki i losowość.
Nigdy tej losowości (o której tak często mówisz nie spotkałem), ale widocznie przebywamy w różnych miejscach. W dodatku jeszcze się od nas odbija...

> Czyżbyś wierzył w aż taką schizofreniczną wersję, tak jak katolicy?
No co ty, moja jest o wiele zabawniejsza.

> Natomiast doświadczę skutków swoich czynów, ale kiedy to już będą skutki, to nie będą to już moje czyny.
Sprytne, ciekawe czy policja to kupi.

> Na dodatek nie ma już osoby, którą byłem sekundę temu, więc nie mogę być odpowiedzialny za to co zrobiłem tydzień temu.
I teraz mam problem, nie wiem któremu olsonowi mam odpisać.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No i trollingu ciąg dalszy, a argumentów jak nie było, tak nie ma.

>Nawet w tym wątku powtarzasz to poraz n-ty, a przecież nie dyskutujemy na ten tamat po raz pierwszy.

>> w żaden sposób nie odnosisz się do moich argumentów.
>Odniosę się, gdy napotkam.

I tu pięknie widzimy jaka jest z Tobą dyskusja. Raz powtarzam argument do znudzenia, bo nie trafia, a innym razem piszesz, że odniesiesz się gdy napotkasz argument. No i nie odpowiedziałeś kilka razy na to samo

>Potrafisz z jednego krótkiego zdania zrobić długich pięć, zaczynając od pytania, czy >"A" to aby na pewno "A"... nazywasz to dyskusją?

Zobaczmy jeszcze raz na co odpowiadasz:

>>>Znaczenie mają czynniki, które wpłynęły na to, że jestem taki, a nie inny.
>>Szczególnego znaczenia nabierają, gdy im się nie opierasz.
>Gdy kto się nie opiera i czemu się nie opiera?

Chodziło mi o to, że zaprzeczyłeś sobie w tym przykładzie. Skoro znaczenie mają czynniki (dlatego proszę o definicję czynników) to nie można wprowadzić dodatkowego kryterium, bo byłby to kolejny z czynników. Jeszcze raz: podejmuję jakąś decyzję. Jeżeli czemuś się opieram lub nie to jest to tylko kolejny czynnik wpływający na decyzję. Masz problem z myśleniem przyczynowo skutkowym?

>Jeżeli duskutuję nie z żywym człowiekiem tylko z losowo zaprogramowanym automatem, to jaka różnica, co odpowiem. Tylko nie pytaj, co to jest żywy czlowiek, nie będę odpowiadał.

Każdy żywy człowiek jest losowo zaprogramowanym automatem z pkt widzenia absolutnego. Z innych punktów widzenia może być zaprogramowany nielosowo, a pod wpływem ściśle zdeterminowanych czynników, które działają na zasadzie przyczyny i skutku. Masz może jakąś alternatywę dla tego rozumowania?

>Odpowiadam tym, którzy wymagają dodatkowo wyjaśnienia: dla ciebie; pod każdym.

A mówiliśmy o tym:
>> zastałem decyzje, które podejmuje mój mózg i sytuacje, w których się znajduję.
>To niezły start.

Skąd wiesz, że sytuacje, które mnie spotykają to dobry start? Może było fatalnie? Skąd wiesz, że mój mózg to dobry start? Może jest odwrotnie? Dla wielu ludzi jest fatalnie, dla większości w tym kraju średnio, a dla niektórych jest świetnie. Jedni są mądrzy, inni głupi, jedni zdrowi, drudzy chorzy. Jedni mają dobry start, a drudzy nie, jedni mają dobry potencjał, a drudzy nie.

Są teraz 2 możliwości: można próbować się oszukiwać, że wszyscy są równi, a życie dobre, a człowiek ma wolną wolę i jeśli cierpi to z własnej winy (racjonalizacja, uspokajanie sumienia zwalając winę na innych), albo można stwierdzić, że każdy zastaje jakąś sytuację, ta sytuacja powoduje następną sytuację i tak dalej. Oczywiście ta druga opcja jest prawidłowa i chyba tego nie muszę więcej udowadniać. Jeśli czegoś nie rozumiesz to napisz czego, a wyjaśnię. Chyba, że nie chcesz dyskutować, tylko udowadniać swoje wierzenia, to w takim razie pomyliłeś rozmówcę.

>> Bo ta przyszłość jest wynikiem tej przeszłości i o to chodziło w tym argumencie.
>Chcesz spływać z nurtem, spływaj...

Że co proszę? Przykro mi, ale odziedziczyłem w genach dość ekscentryczną osobowość i przeważnie idę pod prąd. O tym decydują cechy, które dostałem. Gdybym dostał inne, to płynąłbym z nurtem. Prościej nie da się tego wyjaśnić...

>> A kto orzeka kryteria odpowiedniego przygotowania i definicję radzenia sobie samodzielnie?
>Zdrowy rozsądek.

Czyj? Na jakiej podstawie?

>> Może wszyscy ludzie mają wypaczone pojęcie tych desygnatów?
>Niektórzy na pewno.

Którzy?

>> I nie ma jakiejś specjalnej granicy między byciem samodzielnym, a byciem niesamodzielnym.
>Tak jak nie ma granicy między mędrcem i głupcem, tylko wolno upływające dziesiąki lat świadomego doświadczenia.

Głupiec i mędrzec to etykietki. W naturze nie istnieją zero-jedynkowe odpowiedniki, tylko skala np mądrości lub samodzielności. Tylko, że akurat te pojęcia są intersubiektywne dla społeczności ludzkich i w sensie absolutnym nie istnieją.

I teraz tak: osoba samodzielna to taka, która sama podejmuje dobre decyzje - może sobie przypisać odpowiedzialność, ale przed nikim nie odpowiada, bo wybiera dobrze. Osoba niesamodzielna wybiera źle, ale to nie jej wina, tylko tego, że jest niesamodzielna, więc nie może za to odpowiadać, tak jak słaby piłkarz nie może odpowiadać za to, że jest słaby, a trener wystawił go w pierwszym składzie.

>> Pewne decyzje świadome z perspektywy czasu są głupie, bo nabyliśmy wiedzę o lepszych rozwiązaniach.
>Wystarczy zmienić perspektywę na odpowiednią do sytuacji.

Tzn? Bzdury piszesz po raz kolejny.

>> Twoje pojęcie wolności sypie się jak domek z kart.
>Nic nie szkodzi, przecież dzieje się to w twoim umyśle, przeświadczonym o wszechograniającej iluzji.

Raczej w Twoim doświadczającym dysonansu poznawczego. W moim Twoje pojęcie wolności od dawna jest zidentyfikowane jako iluzja. Twój doświadcza iluzji i nawet o tym nie wie - totalna śpiączka, jak napastnik Górnika Łęczna

>> Czyli nigdy nie ma żadnej winy, co nie znaczy, że nie ma złych wyborów.
>Polecam zapoznać się z pojęciem sumienia (tłumaczył nie będę).

No i co mi z takiego pojęcia? Co to wnosi do dyskusji? Leżysz i kwiczysz i nawet nie wysilisz się żeby użyć argumentu. W takim razie po co dyskutujesz? Chcesz podbudować ego? Taka karma, że wszechświat z moją pomocą wyrównuje nadmierny potencjał bufonady

>> Osoba świadoma, z mentalnością zwycięzcy nie wierzy w istnienie żadnego "ja"
>To jak belka na drodze, też nie wierzy w swoje "ja", a przykrości może narobić, że hoho...

Czyli belka powinna wierzyć w swoje "ja"? Piękna logika Springa

>> Wręcz - gdybyśmy postrzegali świat takim jaki jest naprawdę to nikt by nie chciał żyć.
>Aha... to warto pilnować filtrów jak oka, gdyż nie można dopuścić do sytuacji, że nam opadną i ukażą świat naprawdę.

kolejny przykład zero-jedynkowego myślenia. Nie potrafisz przełączać się między różnymi sposobami myślenia i filtrami? To współczuję...
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Nigdy tej losowości (o której tak często mówisz nie spotkałem), ale widocznie przebywamy w różnych miejscach. W dodatku jeszcze się od nas odbija...

Być może nigdy nie spotkałeś też powietrza. W końcu nie rozmawiałeś z jego "ja" i nie doświadczyłeś jego wolnej woli

> Czyżbyś wierzył w aż taką schizofreniczną wersję, tak jak katolicy?
No co ty, moja jest o wiele zabawniejsza.

Czerstwa jak bułka z awiteksu. Od wersji katolickiej różni się tylko tym, że tamta jest z opium, a Twoja z makiem.

>> Natomiast doświadczę skutków swoich czynów, ale kiedy to już będą skutki, to nie będą to już moje czyny.
>Sprytne, ciekawe czy policja to kupi.

A od kiedy policja jest bogiem?

>I teraz mam problem, nie wiem któremu olsonowi mam odpisać.

To bez znaczenia. I tak każdy olson sprawia Ci mentalne manto, bo jesteś nieprzygotowany do merytorycznej dyskusji
30-12-2015 20:09Nie na temat 
 Ocena 1 na 3
Spring (1174 punktów)
> No i trollingu ciąg dalszy, a argumentów jak nie było, tak nie ma.
Niestety nie ma mocnych argumentów przeciwko olsonizmom, jak z każdą inną formą solipsyzmu.

> To bez znaczenia. I tak każdy olson sprawia Ci mentalne manto, bo jesteś nieprzygotowany do merytorycznej dyskusji
Dlatego wycofuję się z dalszej konwersacji.

Niech Filtry będą z Tobą, Mistrzu Olsonie!
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Podsumowując: skompromitowałeś się, nie przedstawiłeś żadnego argumentu i odchodzisz zadowolony nie wiedząc, że to wszystko miało miejsce. Widzisz i to jest właśnie Twoja podstawowa iluzja

Olsonizm to przeciwieństwo solipsyzmu, no ale to kolejna kompromitacja człowieka, który nawet nie wie jak nazwać dany pogląd, a próbuje wypowiadać się na portalu racjonalista.
rogaliczek (669 punktów)
>A kim jesteś "cały Ty"? Założę się, że nie ma nikogo kto by poprawnie odpowiedział na to pytanie. Chyba, że ktoś powie "nie wiem".

Ja bym odpowiedział, że jestem tym, czego jestem świadomy.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ja bym odpowiedział, że jestem tym, czego jestem świadomy.

Ja bym tak nie odpowiedział. [ja] jestem świadomy czegoś, czyli istnieje ja i to coś czego jestem świadomy.
rogaliczek (669 punktów)
>Niewiele to zmienia. Płód na takie pytanie nie odpowie świadomie (chociaż jako żywa istota raczej nie będzie z natury rzeczy dążył do samounicestwienia), a tym bardziej zygota.

Nie zrozumieliśmy się. Chodziło mi mniej więcej o taką hipotetyczną sytuację, że zgadzasz się np: w ramach eksperymentu na całkowitą utratę pamięci w zamian powiedzmy za milion dolarów.

Podczas tego procesu nie wiesz co i dlaczego się dzieje i odczuwasz cierpienie ale masz możliwość stopniowego przywracania wspomnień aż dochodzisz do momentu kiedy jesteś świadomy swojej poprzedniej przeszłości i że ty sam zadałeś sobie tyle trudu aby otrzymać wynagrodzenie.
Spring (1174 punktów)
>Nie zrozumieliśmy się.
Konkretnie w czym?

>Chodziło mi mniej więcej o taką hipotetyczną sytuację, że zgadzasz się np: w ramach eksperymentu na całkowitą utratę pamięci w zamian powiedzmy za milion dolarów.
>Podczas tego procesu nie wiesz co i dlaczego się dzieje i odczuwasz cierpienie ale masz możliwość stopniowego przywracania wspomnień aż dochodzisz do momentu kiedy jesteś świadomy swojej poprzedniej przeszłości i że ty sam zadałeś sobie tyle trudu aby otrzymać wynagrodzenie.
Na taki eksperyment nie zgodziłbym się.
Zależy jaka część pamięci zastałaby zablokowana. Na pewno istnieje poziom, w którym człowieka uważa się za niepoczytalnego.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ja bym to ujął w ten sposób: Każdy podejmuję najlepszą możliwą decyzję ze swojego punktu widzenia w danej chwili. Tak ten świat jest skonstruowany, że uczymy się na błędach i przekazujemy doświadczenia innym.
>O wolnej woli moglibyśmy mówić gdybyśmy wybrali swoją przyszłość przed swoimi narodzinami i ją wówczas w pełni zaakceptowali.

To jest kwintesencja absurdu wolnej woli. Wolna wola potrzebowałaby do zaistnienia abstrakcyjnej sytuacji, w której żyłbym przed swoimi narodzinami. Tymczasem "ja" co chwilę umiera i rodzi się nowe i nawet ciężko nam powiedzieć co to dokładnie oznacza.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365