Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dwie fazy cyklu życia związków wierzeniowych

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
14-08-2012 09:19aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
Dwie fazy cyklu życia związków wierzeniowych
Ocena 4 na 4
Na początek przykład. Pewien wizjoner w USA ostrzegał ludzkość przed końcem świata w 1844 roku. Tak oddziaływał na grupę swoich wyznawców, że zdołał ich zupełnie sobie podporządkować. Sprzedawał im nawet specjalne szaty, w których łatwiej im będzie wstąpić do nieba. Oczywiście koniec świata nie nastąpił, ale kiedy ten wizjoner przesuwał kolejną jego datę cały czas prawie o rok, liczba jego wyznawców się podwajała. W czym tkwi fenomen sekt i kościołów?
Idąc za wikipedią
pl.wikipedia.org/wiki/Sekta
Można wyróżnić dwie fazy każdego związku wierzeniowego. Na początku każdy z nich jest związany z założycielem i jego objawieniem w stosunku do jakiegoś specjalnego systemu wartości, przez który można oceniać rzeczywistość. Jest to etap burtzliwy i bazuje głównie i prawie wyłącznie na EMOCJACH. To etap SEKTY, który to etap ma to do siebie, że koncentruje się prawie wyłącznie na zdobywaniu nowych członków. Tylko ten etap świetnie nadaje się do tego typu działalności.
Kiedy liczba członków jest już satsfakcjonująca, sekta może stać się kościołem, który nie bazuje już na EMOCJACH, a skupia się na rozwoju INTELEKTUALNYM, a przynajmniej pozycjonuje się jako taki stabilny, rozsądny, rozważny intelektualnie nurt. W tym etapie związku wierzeniowego kościół zyskuje swoją pozycję, uznanie, władzę, czy perspektywy własnej ciągłości. Rzadko kiedy występują wtedy aberracje w postaci osób, które doznały nawiedzenia podobnego do założyciela i skupiają wokół siebie własną grupę wyznawców. Takie odłamy są siłą rzeczy tępione (schizma, herezje) i uznawane są za przynajmniej połowicznie destrukcyjne dla kościoła.
Niestety warto zauważyć, że ludzie, którzy z jednej strony lubią poddawać się działaniu przeróżnych emocji, a z drugiej strony posiadanie poglądów intelektualnych daje im satysfakcję, zdolni są kreować swój świat intelektualny i emocjonalny tylko i wyłącznie na bazie takich autorytetów, wizjonerów i kontynuatorów ich wizji... nawet jeśli nie tworzą oni związków wierzeniowych. Ten cykl życia związków wierzeniowych nie koniecznie musi się wiązać z religią, a może dotyczyć odrębnej dziedziny życia, w której pierwszy i najważniejszy wizjoner staje się zutomatycznie autorytetem wokół którego poglądów tworzy się cały system wartości.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Mortimer (1359 punktów)
>Sprzedawał im nawet specjalne szaty, w których łatwiej im będzie wstąpić do nieba.

Przypomniał mi się ks. Natanek i Rycerze Chrystusa Króla

A co do sekty, jako organizacji, to nawet ruch wczesnochrześcijański był sektą. Nie można tego inaczej nazwać. Podejrzewa się nawet, że Jan Chrzciciel miał swoich wyznawców i konkurował z Jezusem. Polecam przeczytać: Sieroty Jana Chrzciciela

>W czym tkwi fenomen sekt i kościołów?

Myślę, że w dobrej manipulacji uczuciami i poglądami ludzi. Jeśli nowa wiara/sekta ma dobry "program", to ludzie, którzy szukają swojego miejsca w świecie, a w szczególności grupy ludzi, którzy myślą tak jak oni, to z chęcią do takiej sekty dołączą. Zależy też jaka ta sekta jest. Czy jest to grupa, która popełni zbiorowe samobójstwo, czy też grupa, która ma za zadanie głosić dobre słowo i sprzeciwiać się złu na świecie itp.

Odsyłam do Sekty - dramatyczne wydarzenia

Uczestnicy konklawe, którzy zebrali się po śmierci Mikołaja IV (1288-1292), poczynili niestosowny dla siebie wybór. Papiestwo powierzono bowiem naprawdę POCZCIWEMU człowiekowi.
14-08-2012 15:29 
 Ocena 2 na 2
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>>Sprzedawał im nawet specjalne szaty, w których łatwiej im będzie wstąpić do nieba.
>Przypomniał mi się ks. Natanek i Rycerze Chrystusa Króla
Może być nawet ojciec dyrektor, ten sprzedaje cegiełki na jakieś zbożne cele, ale jakoś żaden z nich nie doczekał finału. Tu chodziło o wyznawców "Adwentystów Dnia Siódmego".
>A co do sekty, jako organizacji, to nawet ruch wczesnochrześcijański był sektą. Nie można tego inaczej nazwać. Podejrzewa się nawet, że Jan Chrzciciel miał swoich wyznawców i konkurował z Jezusem. Polecam przeczytać: Sieroty Jana Chrzciciela
Dzięki, przeczytam. Chrześcijanie byli w tej fazie kościołem dla siebie samych i żaden z nich nie przyzna, że kiedyś chrześcijaństwo było sektą, bo żadna sekta nie nazwie siebie sektą. Proszę sobie wyobrazić, że podobnie do pewnego "muzułmanina" z Rosji (ostatnie wydarzenia) zobaczyłbym iskry z trakcji trolejbusowej i doznał objawienia o końcu świata. W własnej subiektywnej ocenie byłbym bardziej papieski od papieża i bardziej boski, vide nieśmiertelny, niż Maryla Rodowicz. Nigdy bym nie przyznał, że tworzę groźną sektę, bo każdy związek wyznaniowy charakteryzuje poczucie MISJI, ale nikt w dzisiejszych czasach obiektywnie i ogólnospołecznie nie przyznałby mi racji i tępiono by przejawy moich rewelacji, nawet posyłając kogoś takiego jak ja, czy mi podobni do psychiatryka.
>>W czym tkwi fenomen sekt i kościołów?
>Myślę, że w dobrej manipulacji uczuciami i poglądami ludzi. Jeśli nowa wiara/sekta ma dobry "program", to ludzie, którzy szukają swojego miejsca w świecie, a w szczególności grupy ludzi, którzy myślą tak jak oni, to z chęcią do takiej sekty dołączą. Zależy też jaka ta sekta jest. Czy jest to grupa, która popełni zbiorowe samobójstwo, czy też grupa, która ma za zadanie głosić dobre słowo i sprzeciwiać się złu na świecie itp.
>Odsyłam do Sekty - dramatyczne wydarzenia
Tylko, że chciałem zwrócić właśnie uwagę, że w chwili, gdy sekta jest już bardzo potężna, a potem staje się kościołem, to wcale nie dba o rozwój emocjonalny. Idąc do kościoła żaden poważny ksiądz nie będzie nam grał na żadnych uczuciach i taki mechanizm sprzyja umocnieniu struktur. Kościół katolicki to dziś kupa gadających głów, które pozycjonują się w swoim systemie wartości jako bardzo rozsądne, rozważne i stabilne. Proszę zwrócić uwagę na to, że kiedy Kaczyński robił dym wokół krzyża pod Pałacem Prezydenckim, kościół przyjął wręcz stanowisko obojętne i nijakie, uznając krzyż jako symbol do wewnętrznego, osobistego rozpatrzenia dla każdego człowieka. Tym samym całkowicie odciął się od emocji. Nie jest to struktura która przeżywa burzliwy początek, a jednak wciąż musi być zauważana i dlatego cały czas kładzie silny nacisk na coś co nazywa rozwojem duchowym, zorientowanym wokół catharsis, ale w żadnym wypadku nie gra na emocjach. To błąd tak uważać. Gdyby grali na emocjach (oficjalnie) mogłoby to spowodować na tym etapie ich działalności wiele kryzysów, więc nawet jeśli jakiś czas temu znaleziono szkielet Chrystusa, Kościół stwierdził, że wniebowstąpienie opisane w piśmie świętym ma silny charakter symboliczny.
Chyba to ostatnie słowo najlepiej oddaje dziś ducha KRK. W Kościele wszystko jest symbolem czegoś większego.


Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
14-08-2012 15:55 
 Ocena 1 na 1
Mortimer (1359 punktów)
>Proszę zwrócić uwagę na to, że kiedy Kaczyński robił dym wokół krzyża pod Pałacem Prezydenckim, kościół przyjął wręcz stanowisko obojętne i nijakie, uznając krzyż jako symbol do wewnętrznego, osobistego rozpatrzenia dla każdego człowieka.

Ostatnio bardzo się ucieszyłem, czytając, że episkopat "postawił" się Kaczyńskiemu, iż rozpatrywanie przez cały czas tragedii smoleńskiej do niczego nie doprowadzi. Bardzo mi się to spodobało, że szef PiS, który tak bardzo kocha i uwielbia Kościół, nareszcie dostał od niego manto.

>Więc nawet jeśli jakiś czas temu znaleziono szkielet Chrystusa, Kościół stwierdził, że wniebowstąpienie opisane w piśmie świętym ma silny charakter symboliczny.

Pewnie. Czekam tylko na słowa Kościoła:
- Pismo Święte ma charakter symboliczny, jak i cała nasza religia!


Uczestnicy konklawe, którzy zebrali się po śmierci Mikołaja IV (1288-1292), poczynili niestosowny dla siebie wybór. Papiestwo powierzono bowiem naprawdę POCZCIWEMU człowiekowi.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>Pewnie. Czekam tylko na słowa Kościoła:
>- Pismo Święte ma charakter symboliczny, jak i cała nasza religia!

Tak nie do końca chodzi o to, żeby przyznać, że to co się robi ma znikomy charakter symboliczny. Brzmi to niemal jak kieliszek chleba, czy kromka wódki. Jednak dziś jak najbardziej KRK przyzna, że i Pismo Święte i KRK i cała religia, jest symbolem czegoś większego. Jak najbardziej.

Ostatnio nawet zaczęło mnie korcić, żeby założyć własną sektę, albo przynajmniej jakiś nurt o strukturze podobnej w pierwszej fazie do sekty. Wiele nie trzeba. Wystarczy tylko opracować spójny i oryginalny system wartości. Jeśli taki się już ma, to połowa sukcesu za nami. Jest on o tyle spójny, że tyle prawdziwy, co fałszywy, czyli fikcyjny. Prawda w oczy kole, a kłamstwo ludzie zawsze poznają, natomiast z bajek się nigdy nie wyrasta.
Po rozmowie z moim najlepszym przyjacielem Sebastianem ustaliliśmy (proszę to potraktować jako formę eksperymentalnego żartu), że ja będę Imperatorem, a on Wiceimperatorem. Jeśli do tej pory żadna polityka światowa się nie sprawdziła i wszystkie naraz przeciwstawione sobie w globalnym tyglu wzajemnie się zwalczają i tworzą tylko konflikty, to jest sens jednego głównego autorytetu, który jest posiadaczem wszystkiego i eliminuje wszelkie konflikty. Gdyby jakieś państwo miało być w konflikcie z drugim, to świadczyłoby to o niespójności i słabości Imperium. Ja bym był charyzmatycznym przywódcą, a mój kumpel robiłby za głównego światowego przedsiębiorcę. Nie byłoby sporów, bo jeśli ktoś miałby żale do tego porządku, to miałby je do mnie i nic nie mógłby w tej kwestii zrobić. Po dość krótkiej dyskusji z moim kumplem ustaliłem, że mamy taki oryginalny system wartości, ale jest jeden szkopuł - każdy chciałby być takim Imperatorem. O dziwo większość sekt działa na podobnej zasadzie przyznając swojemu liderowi podobne cechy i uznając, że to on powinien być władcą świata, a jeśli ktoś poza sektą uważa inaczej, to po prostu jest "zły" w odniesieniu do jakiegoś tam ubzduranego systemu wartości. Dość łatwo więc zdefiniować sekcie zło i dobro, gdy ma się taki system wartości.

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
finerbijk (17282 punktów)
Nie pasuje do tego schematu judaizm, gdzie nie można wyróżnić okresu guru-założyciela, a cały przekaz opiera się na dziesiątkach proroków, uczonych w piśmie i innych objaśniaczach słowa bożego. W związkach religii politeistycznych jest podobnie.
14-08-2012 15:08 
 Ocena 1 na 1
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>Nie pasuje do tego schematu judaizm, gdzie nie można wyróżnić okresu guru-założyciela, a cały przekaz opiera się na dziesiątkach proroków, uczonych w piśmie i innych objaśniaczach słowa bożego. W związkach religii politeistycznych jest podobnie.
Trudno wyróżnić jakiś okres powstania tej religii po prostu, jednak cała religia nie mogła się wziąć znikąd i nawet jeśli było wielu różnych proroków, to byli i wielcy charyzmaci, którzy jednoczyli różne odłamy. Na pewno bardzo opłacalnym jest jednoczyć, nawet jeśli wielu wizjonerów woli dzielić i skupiać sektę wokół swojej osoby i idei - problemy społeczne i wspólny wróg wspaniale potrafią wpływać na zjednoczenie.
Podobnie zresztą sprawa miała się z sektami chrześcijańskimi, które dość wyraźnie się różniły i każda bazowała na własnej ewangelii, gdzie często Chrystus przedstawiany był jako zwykły człowiek, albo czarodziej. Dopiero w momencie kształtowania się struktur kościelnych narzucono (chyba około 300 n.e.) 4 ewangelie, a wcześniej zjednoczono te różne sekty w imię "tronu piotrowego".
Myślę, że odpowiedzią na te wątpliwości może być hasło "the winner takes it all"

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...
finerbijk (17282 punktów)
>Myślę, że odpowiedzią na te wątpliwości może być hasło "the winner takes it all"
Akurat w chrześcijaństwie ostatecznie tych winnerów jest całkiem sporo, pewnie ze względu na uniwersalistyczny charakter tej religii i duże zróżnicowanie kulturowe społeczeństw. Jak każdy system ciągle podlega tendencjom jednoczącym i dzielącym, reformatorskim i tradycjonalistycznym.
aspagnito (538 punktów)
(zablokowany)
>>Myślę, że odpowiedzią na te wątpliwości może być hasło "the winner takes it all"
>Akurat w chrześcijaństwie ostatecznie tych winnerów jest całkiem sporo, pewnie ze względu na uniwersalistyczny charakter tej religii i duże zróżnicowanie kulturowe społeczeństw. Jak każdy system ciągle podlega tendencjom jednoczącym i dzielącym, reformatorskim i tradycjonalistycznym.

Nawet tak sztywnej organizacji jak KRK potrzebna jest świeża krew. Grunt to pozwolić sobie poskakać, ale nie pozwolić podskakiwać.

Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymania jej za jej radosną zgodą...

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365