W moim liceum zorganizowano kiczowate przedstawionko, oczywiście na jednej z lekcji. Pomijając fakt, że artystycznie było ..., to jeszcze w treści tak żałosne, że pożal się Boże. W zasadzie przypomniało mi Defiladę - film o Korei Płn., konkretnie momenty w których pokazywano miejsce w którym Wielki Przywódca spędził dzieciństwo i już jako embrion podobny wciąż raczej do jaszczurki niż człowieka myślał nad uratowaniem kraju przez imperialistami. No i oczywiście przedszkole

Oczywiście przesadzam, ale konwencja przedstawiania postaci Wojtyły jest w zasadzie bardzo podobna - od dziecka nieskazitelny, konieczne było wtrącenie, że zawsze pomagał kolegom w nauce (oczywiście był prymusem). W zasadzie mogłem zrobić scenę i ostentacyjnie żądać czegoś innego dla mnie w zamian, ale oczywiście nie miałem na to akurat siły. Potem po klasach chodziła grupka rozdawaczy "papieskich" kremówek (co akurat bardzo mi się spodobało

), a w zestawie z kremówką była różowa, fantazyjnie przycięta kartka z cytatem Wielkiego Przywód... tfu, znaczy się Największego Polaka (jako ciekawostkę dodam, że jak na ironię mi, zaprzysięgłemu relatywiście, przypadł w udziale cytat z jakimiś bzdurami o moralności wewnętrznej, nie pamiętam dokładnie, kto by się tam przejmował - ale kremówka była świetna

).
W tym roku Fryderyka za najlepszą piosenkę, a szczególnie za tekst, za wokal zresztą też, powinien dostać epokowy przebój, który leci, uwaga, tak:
"Nie ma lepszego, od Jana Pawła Drugiego, nie ma lepszego, od Jana Pawła drugiego."
Na melodię tzw. popularną

Ostatnia zwrotka brzmiała tak:
"A teraz mamy nowego, Benedykta Szesnastego, mamy nowego, Benedykta Szesnastego".
Ta piosenka wzruszyła me serce, duszę, tudzież inne materialne i nie elementy mnie do głębi. Naprawdę.
Oczywiście nie mogło zabraknąć scenki, jak to Wojtyła jako kardynał jeździł na nartach, a jakiś baca nie wierzył, że jest kardynałem (po jej odegraniu, według "reżysera", miała zapewne wybuchnąć salwa śmiechu).
A teraz wyjęta z teatrzyku głęboka myśl Jana Pawła Wielkiego, wtrącona w samym środku przedstawienia, jako głos Boży jakowyś, zewsząd spływający:
"Oj chodziło się na kremówki, chodziło."
"Trzeba nosić w sobie Chaos, by dać życie Tańczącej Gwieździe"