 |
Czy racjonaliści umieją dyskutować racjonalnie. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-07-2011 05:50 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Czy racjonaliści umieją dyskutować racjonalnie.
4 na 6 | A co to w ogóle znaczy? Znaczy to posługiwać się w dyskusji przede wszystkim argumentami: naukowymi, logicznymi, zdroworozsądkowymi. Odróżniać osobę od jej poglądów czy przekonań. Można się z czyimiś poglądami nie zgadzać, ale dobrze by było uzasadniać z kolei swoje własne stanowisko. Tymczasem niektórzy racjonaliści nie umieją racjonalnie rozprawiać. Dlaczego? A bo niby skąd mają to umieć robić? Nikt ich tego przecież nie nauczył. W szkołach nie ma filozofii, która uczy dyskursu. Dlatego potem reagują zamiast racjonalnie - emocjonalnie. Denerwują ich poglądy, które nie są zgodne z ich własnymi. Nie umiejąc odpierać argumentów miotają inwektywy, obrzucają interlokutora wyzwiskami, reagują agresywnie na to, że ktoś śmie się z nimi nie zgadzać. A wzorców dobrych nie ma! A wręcz są złe, jako to wszelakie dyskusje w TV.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
10 na 10 | CamelOT (915 punktów) | Już chciałem napisać odpowiedź twierdzącą, że owszem, umieją, i zawierającą wszystkie wyżej wymienione, przywary: kłótliwą, ad personam, nierzeczową za to agresywną... ale po chwili wydało mi się to już mniej zabawne. Odpowiem tak: niektórzy potrafią, niektórzy nie. Racjonaliści to nie są absolwenci myślowej szkoły ninja, ukształtowani tak samo, wiedzący to samo i zglajszachtowani. Są bardzo różni, niedojrzali, niezborni myślowo i dojrzalsi, więcej nieco oczytani. Łączy ich jedno, że zgadzają się z poglądem, że świat nie jest miejscem magicznego, niezrozumiałego szaleństwa, jest poznawalny i najważniejszym pytaniem jest "dlaczego" a nie "co bóg rozkaże". I tyle. Reszta jest różnorodnością.
Przyznasz chyba, że tutaj częściej można spotkać się z rzeczową wymianą poglądów niż w pozostałych zakątkach polskiego internetu? Prócz paru harcowników-krypto-kleryków rozrabiających jak pijane zające w kapuście, przeciętna jest przyzwoita.
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Przyznasz chyba, że przeciętna jest przyzwoita. Przyznaję.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
19 na 19 | Meretseger (61860 punktów) | To zależy, profesorowo, to zależy. Czasem interlokutor, po raz n-ty powtarzający duby smalone tak racjonalistę wkurzy, że ten nie mając już ochoty na powtarzanie po raz n-ty tych samych argumentów, przywali z grubej rury. Ale cóż, sam sobie interlokutor wtedy winny, po co było prowokować nerwowe reakcje, wszak wiadomo, że nawet racjonalista to tylko człowiek, a są granice ludzkiej wytrzymałości...
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 2 na 2 | Przemysław Jarocki (3008 punktów) | Podobnie jak autorka tego wątku czasem wątpiłem w jakość dyskusji na forum, na moje szczęście odkryłem i zacząłem stosować opcję ukrywanie wypowiedzi wybranych osób na forum. Od razu zrobiło się przejrzyściej i ciekawiej, no i udaje mi się przeczytać to co mnie interesuje w ograniczonym czasie jakim dysponuję.
A co do samego pytania, to przedmówcy już chyba napisali wszystko w tym temacie. Jesteśmy tylko ludźmi i czasem każdemu nerwy puszczają. Ciekawe, że wątek zapoczątkowała pani Profesor, której argumentacja kilku oponentom wydała się nielogiczna lub nieracjonalna.
Pozdrawiam i życzę samych miłych i konstruktywnych dyskusji.
|
|
|  | 5 na 5 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Ciekawe, że wątek zapoczątkowała pani Profesor, której argumentacja kilku oponentom wydała się nielogiczna lub nieracjonalna. Bo ona nie widzi własnych błędów i niedociągnięć. Może zresztą każdy ma taki zbiór poglądów, gdzie fiksuje i tego nie widzi. Do reakcji emocjonalnych u w miarę racjonalnych oponentów zwykle prowadzi upierdliwość rozmówcy, a nie odmienność poglądów. Jest dokladnie jak napisała Meretseger.
Pozdrawiam
Jesteśmy wynikiem wykorzystania błędów ewolucji przez ewolucję.
|
|
|  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>odkryłem i zacząłem stosować opcję ukrywanie wypowiedzi wybranych osób na forum To też jest wyjście. Ale ja na przykład się nie denerwuję jak ktoś ma inne zdanie. Chętnie podejmuję polemikę z każdym, nawet trudnym przeciwnikiem. Wręcz czekam na argumenty z którymi mogłabym zawalczyć swoim aparatem mózgowym. Ale jak ktoś zamiast argumentów wymyśla mi od idiotek to mi ręce i piersi opadają.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Jeżeli interlokutor bredzi to w ogóle nie powinno podejmować się z nim dyskusji. Lecz weźmy konkretny przykład, który nas tzn. Ciebie i mnie dotyczy. Chodzi mianowicie o słynną książkę "50 mitów..." Ty , moim zdaniem, bezpodstawnie twierdzisz, że jest ona nic nie warta, a jej autorzy, czterech profesorów psychologii z dorobkiem, "pieprzą". Powołujesz się przy tym na opinię pani psycholog z 30 letnim doświadczeniem. Ale, jak jest wyjaśnione w tej książce, doświadczenie jest często mylące. Dopiero rzetelne badania naukowe odkrywają prawdę o rzeczywistości. Ludziom od wieków się wydawało, że to Słońce krąży wokół Ziemi. Takie mieli, mylne, doświadczenie. A ktoś kto to doświadczenie podważał to zapewne "pieprzył jak potłuczony". Jak już pisałam, bibliografia do tej książki wynosi ponad 1200 pozycji i ze względów objętościowych została zamieszczona na stronie internetowej pod tym adresem: cis.pl/web_documents/50biblio.htm.Proszę kliknąć i zobaczyć. Tak więc nie wydaje mi się abym po raz n-ty powtarzała duby smalone. To Ty mnie starasz się uciszyć, pisząc "przestań, skończ z tym". Książka ta jest ciosem dla wielu psychologów, terapeutów i seksuologów, bo podważa w sposób naukowy i empiryczny mity i wiarę , które do tej pory wyznawali, dlatego budzi taką niechęć. Podobnie "Bóg urojony " Dawkinsa wywołuje wściekłość wśród wierzących i kleru, bo obnaża nieprwady które głoszą lub w które święcie wierzą. Lecz racjonaliści nie powinni się obrażać na rzeczywistość.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
|  | 5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | No i masz, nożyce się odezwały. Czy ja, profesorowo, mówiłam o Tobie?
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | 2 na 2 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > No i masz, nożyce się odezwały. Czy ja, profesorowo, mówiłam o Tobie? Ale ja tu taki konkretny przykład podałam. Na szczęście my się nie kłócimy, tylko spokojne sobie rozmawiamy, co właśnie powinno być przykładem dla innych. I tak powinna wyglądać dyskusja. Ileż to żeśmy się nawymieniały poglądów na temat aborcji ogólnie mówiąc, ale i sytuacji kobiet. Ale nigdy mnie nie potraktowałaś grubym słowem. Czyli, że można się pięknie różnić. No i co się stało, że się w niektórych punktach nie zgadzamy? Nic!
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > No i masz, nożyce się odezwały. Czy ja, profesorowo, mówiłam o Tobie?BTW Szanowna Profesorowa nie czyta własnych postów szczególnie na temat np: polityki, aborcji, pedofilii, homoseksualizmu. Tam aż kipi od jej racjonalizmu i całkowitego braku emocji - chyba coś poprzestawiałem, ale tak bywa z ...sarkazmem  . A wystarczy tylko wspomnieć "niemoralną biblię"..to coś o oku...belce...drzazdze... i wątek nabiera kolorytu
|
|
| | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Ponieważ nawet ktoś mi kiedyś zarzucił biegunkę słowną, to chyba nie jest trudno wybrać z tego.... kilka przykładów, które naocznie zilustrowały by Twoje sarkastyczne uwagi. Konkretnie piszesz o Biblii więc się ustosunkuję. Na rozkaz Boga wyrzynano w pień całe miasta wraz z kobietami , dziećmi i nawet zwierzętami kiedy Izrael podbijał ziemie mlekiem i miodem płynące. Córki Lota współżyły z pijanym ojcem. Bóg dla zakładu z szatanem dokopał zdrowo Hiobowi. Mojżesz zabił Egipcjanina. Nawet widziałam taką kreskówkę dla dzieci o Boblii, gdzie ten fakt zabójstwa został ocenzurowany. Król Dawid wysłał męża swojej kochanki na wojnę na pewną śmierć. To tylko parę przykładów umoralniających z Biblii. Gdybyś i Ty jakieś konkrety przytoczył to byłoby dobrze.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > Ponieważ nawet ktoś mi kiedyś zarzucił biegunkę słowną,o chyba nie jest trudno wybrać z tego.... kilka przykładów...<Nie jestem więc pierwszy... Moja uwaga "BTW", choć sarkastyczna (wybacz jeśli bolesna) miała pobudzić jedynie refleksje "nad sobą" i nie ma sensu tworzyć wątku "Cytaty z profesorowej" > Twoje sarkastyczne uwagi<Uwaga była jedna > Konkretnie piszesz o Biblii więc się ustosunkuję....> Gdybyś i Ty jakieś konkrety przytoczył to byłoby dobrze.Biblia w ogromnej swej części jest "niemoralna", ale na pewno nie cała...przykład podałem ...o oku i belce - uważasz go za niemoralny, nie racjonalny albo nie rozsądny??? Inny sama (o ironio  ) ) używasz jako motto: > Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość<Choć trochę nadęnty, mało konkretny to "coś" w tym jest..że Ci się podoba..hmm? Pozdrawiam z refleksją
|
|
| | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > choć sarkastyczna (wybacz jeśli bolesna)Bolesna by była gdybyś użył jakiegoś argumentum ad personam. Tak, przyznaję się, ja raz jeden użyłam, ale zaraz uderzyłam się w piersi. Zawsze mi tylko dawałeś same minusy, a teraz się odezwałeś, z czego się cieszę bo można wymienić myśli. Nie chodzi o tworzenie wątku z cytatami, ale o podanie jakiegoś przykładu mojej oziębłości emocjonalnej i nieracjonalnych wypowiedzi. > Biblia w ogromnej swej części jest "niemoralna", ale na pewno nie całaAlbowiem jak jej sama nazwa wskazuje jest to zbiór różnorodnych ksiąg spisywanych przez stulecia. Powiedzenie o belce i źdźble oraz oku nie ma chyba z moralnością wiele wspólnego, jest to zgrabna parabola jak ta, że "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego." > Inny sama (o ironio ) ) używasz jako motto:Dlaczego o ironio? Chociaż to mi wytłumacz!
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | | | |  | | Artur@R (7115 punktów) |
>Dlaczego o ironio? Chociaż to mi wytłumacz!
Hmmm...cały problem w tym właśnie, że "muszę" tłumaczyć. EOT
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Hmmm...cały problem w tym właśnie, że "muszę" tłumaczyć. EOT No właśnie czegoś takiego nie lubię. Braku informacji zwrotnej. Przez to między innymi rozpadają się małżeństwa, bo mąż się pyta żony: - O co masz do mnie pretensję? A żona na to - Jak to, to TY nie wiesz!? Domyśl się!
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
 | 1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >... sam sobie interlokutor wtedy winny, po co było prowokować nerwowe reakcje, ... Nie zgadzam się tym bardziej, że większość znanych mi przypadków "nerwowych reakcji" nie była sprowokowana, a jeśli już do czegoś takiego doszło, to nie w ten sposób, by prowokacja była wielokrotnie powtórzona. Nie przypominam sobie, by pojawienie się bluzgów nie przejawiało cech reakcji na własne kompleksy, lub - odwrotnie - poczucia wyższości.
Stach M. G.
|
|
2 na 2 | kkuj (614 punktów) | Skąd założenie, że na forum ogólnodostępnym wymiana poglądów będzie/powinna być racjonalna? Z jednej strony piśmiennictwo w naszej teraźniejszej Polsce jest traktowane po macoszemu, więc jasne wyrażanie swoich myśli w postaci wpisu stanowi pewną trudność. Z drugiej strony, mało kto orientuje się, że argument który używa jest "red-herringiem", "straw-man argumentem" etc. Wydaje się mu, że stawia sprawę na polu racjonalnej dyskusji. Podczas gdy jego rozmówca może interpretować to dwojako, albo założyć, że rozmówca nie wie, że dany argument został już wielokrotnie przemyślany i jest złym argumentem, albo założyć że rozmówca istotnie chce sprowadzić rozmowę na pole inwektyw. odchodząc od tematu: > Nie umiejąc odpierać argumentów miotają inwektywy, obrzucają interlokutora wyzwiskami,Zgodnie z ostatnimi hitami youtube: www.youtube.com/watch?v=-Xw5zhcFIOUpowinno być: "Nie umiejąc odpierać argumentów miotają jak szatan inwektywy"  Pozdrawiam.
|
|
 | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Skąd założenie, że na forum ogólnodostępnym wymiana poglądów będzie/powinna być racjonalna? Bo to jest forum racjonalistów. Mimo iż ogólnodostępne. > jasne wyrażanie swoich myśli Tu nawet nie chodzi o jasne wyrażanie myśli a o argumentowanie, uzasadnianie swojego zdania. Immanuel Kant też nie pisał jasno. Argumenty zaś mogą być różnej wagi. Weźmy przykład aborcji. Jeśli twierdzę, że człowiek jako egzemplarz gatunku homo sapiens zaczyna się w trakcie zapłodnienia jaja kobiety przez plemnik mężczyzny to jest to niepodważalny fakt biologiczny o którym uczą się dzieci już chyba w szkole podstawowej. Ktoś kto twierdzi inaczej myli się. To tak jakby upierał się, że wszystkie choroby są zaraźliwe. A z powyższego faktu biologicznego wynika logicznie, że aborcja jest zlikwidowaniem rozwijającego się życia człowieka ( w sensie egzemplarza gatunku). A w naszej kulturze pozbawianie życia wszelakiego jest uznawane za czyn zły, brzydki, niemoralny. Nawet ubój zwierząt rzeźnych uznawany jest za mało elegancki i niewiele się o tym mówi publicznie. Stąd końcowy wniosek, że aborcja jest złem. Chodzi mi więc właśnie o tego typu argumentację. A jeśli ktoś ma do niej zarzuty to niech polemizuje i przedstawi własną. Tylko niech nie zaczyna od podważania faktów twierdząc , że zygota to zlepek jakichś, nie wiadomo jakich, komórek, które nie wiadomo skąd i jak znalazły się w macicy.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
|  | 1 na 3 | kkuj (614 punktów) | Zasadniczo się zgadzam, że aborcja nie jest moralnie dobrym czynem. Niestety nasz organizm stawia nas przed faktem dokonanym i świadomość decyzji spoczywa w zakresie stosunkowo głęboko zanurzonego w moralność. O ile zakładam, że kwestię zabicia komórki własnego organizmu, zabicia komórki innego organizmu, intruza traktujemy jako czynność amoralną, to w sytuacji człowieka wkracza to w sferę moralności. >A w naszej kulturze pozbawianie życia wszelakiego jest uznawane za czyn zły, brzydki, niemoralny. Nawet ubój zwierząt rzeźnych uznawany jest za mało elegancki i niewiele się o tym mówi publicznie.
I tu raczej polemizuję. W kulturze, w pojęciu społecznych norm, kolektywnej świadomości rzeczywiście przysporzenie cierpienia, odebranie komuś jego wolności i potencjału jest traktowane jako złe. Nie powiedziałbym, że odbieranie życia. Muchę zabija się bez kontemplacji nad jej mizernym losem, co wynika z szowinizmu gatunkowego oraz subiektywnej oceny potencjału muchy. Obcego żołnierza zabija się w ramach antycypacji, że on ma podobny zamiar, albo jeszcze gorszy. W tej sytuacji człowiek poprzez splot zdarzeń zależnych i niezależnych od niego staje przed wątpliwym wyborem. Podobnie jest z zarodkiem. Połączone komórki gamet w niewielkim stopniu są człowiekiem. Embriologia jest stosunkowo podobna do programów komputerowych o zdolności samo-modyfikacji, w których po uruchomieniu, przy dostarczonych zasobach zewnętrznych wykonywana jest pewna zawarta w nim procedura rozwijania tego programu. Jest to człowiek w tym sensie, że po rozpakowaniu otrzymujemy człowieka. Jednak proces rozpakowywania często się pomija, jako nieistotny z punktu widzenia definicji człowieka. Według mnie to zaciemnia osąd moralny nad aborcją. Uważam, że najlepiej aby matka miała wybór, czy dochodzi do zapłodnienia, czy nie. Ale biologia pozbawia ją tego wyboru. W związku z tym jedyną możliwością wyboru jest wybór ograniczający potencjał innego człowieka, co jest złe. Jednakże odcięcie zasobów, powstrzymanie rozpakowywania się człowieka nie równa się moralnie zabiciu człowieka "rozpakowanego". Uważam, że taka moralna w rozumieniu naszej kultury dotyczy kwestii odbierania potencjału, wolności innej osobie. Pozostaje kwestia przysparzania cierpienia. O ile zarodek do około 7-9 tygodnia nie posiada układu nerwowego, nie jest zdolny do odczuwania cierpienia. Wraz z procesem rozpakowywania, zyskuje coraz większą zdolność odczuwania cierpienia. Tym samym o ile aborcja jest wczesna, jest szansa brak cierpienia, bądź niewielkie cierpienie, co moralnie jest albo nieistotne albo w niewielkim stopniu zmienia zło tego czynu.
Podsumowując, uważam że aborcja jest moralnie zła, ale porównując ją moralnie z innymi czynami nie stawiałbym jej na równi z odebraniem życia człowiekowi. Trudno porównywać z innymi czynami, ale wydaje mi się Być może dotknie to wielu osób, ale porównałbym to z osobistą decyzją o długotrwałym pozbawieniem wolności człowieka rozpakowanego (co jako społeczeństwo z konieczności również robimy). (używam pojęcia człowieka rozpakowanego dla rozróżnienia, tak jak pani używa frazy egzemplarza gatunku).
Kilka uwag uzupełniających. To, że nie wiem kiedy człowiek zakończył rozpakowywanie (rozwój embrionalny) nie powoduje, że osąd moralny jest nieprawidłowy. Podobnie mogę się mylić co do zdolności odczuwania cierpienia przez 7 tygodniowy embrion.
Proszę zwrócić uwagę, że zgadzam się z Panią, że aborcja skutkuje zabiciem człowieka. Jednak takie zdanie jako pewna kalka od razu jest odczytywane przez innych jako postawa braku przyzwolenia, zakazu aborcji etc. Tak jednak nie jest. Skutkuje to oceną mojej postawy jako relatywizmu moralnego. Ja nie odbieram tego jako relatywizm moralny, a interpretację rzeczywistości w kontekście kulturowym. Inna sprawa, że w przypadku embrionu zużywanie zasobów innej osoby również mogłoby być czynem moralnie złym, w zależności od skutków "pasożytowania". Nie ma jednak podmiotu, co do którego czyn moralny można przypisać.
|
|
| |  | | Przemek J. (3008 punktów) | Chyba Ci się wątek pomylił?
|
|
| | |  | | kkuj (614 punktów) | >Chyba Ci się wątek pomylił? Nie pomylił, pani profesor może teraz pastwić się nad słabością argumentacji na przykładzie.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Przemek J. (3008 punktów) | Jak dla mnie zaśmiecasz wątek, zresztą zupełnie jak moje wypowiedzi skierowane do Ciebie. Czy moderatorzy mogą to wszystko wykasować, dla dobra nas wszystkich?
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > zgadzam się z Panią, że aborcja skutkuje zabiciem człowieka Dlatego aborcji można dokonać tylko w obronie życia matki. Jeśli dalszy rozwój płodu może spowodować śmierć matki może ona ten płód usunąć. Np. ma raka, musi brać chemię, a chemia zabije dziecko. Może wtedy taką decyzję podjąć ratując swoje życie. I nie naruszy to moralności. W innym wypadku skutek w postaci aborcji nie równoważy powodu z jakiego się jej dokonuje.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | |  | | kkuj (614 punktów) | >Może wtedy taką decyzję podjąć ratując swoje życie. I nie naruszy to moralności. Nie chcę przedłużać niepotrzebnie wątku, ale ciekawi mnie zdanie Pani profesor co do legislatury. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o moralną stronę mam podobne zdanie co Pani. Według mnie nie wszystkie czyny naganne moralnie należy karać, a są również takie, które prawnie można zakazać, ale są one amoralnie (nie dotyczą moralności). Czy aborcję "na życzenie" dajmy do 8 tygodnia należy karać? (Osobiście uważam, że nie)
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Czy aborcję "na życzenie" dajmy do 8 tygodnia należy karać? Nie zajmuję się prawem! Czy za branie łapówek należy karać śmiercią? Osobiście uważam ,że nie! A jednak w 1965 roku został powieszony w więzieniu mokotowskim Stanisław Wawrzecki (ojciec aktora Pawła Wawrzeckiego), główny oskarżony w tzw. aferze mięsnej. za to, że brał łapówki od kierowników sklepów mięsnych.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
|  | 4 na 4 | Ignorancja (4718 punktów) | > Stąd końcowy wniosek, że aborcja jest złem.> Chodzi mi więc właśnie o tego typu argumentację. A jeśli ktoś ma do niej zarzuty to niech polemizuje i przedstawi własną. Tylko niech nie zaczyna od podważania faktów twierdząc , że zygota to zlepek jakichś, nie wiadomo jakich, komórek, które nie wiadomo skąd i jak znalazły się w macicy. (I. Miss Word intelektu - Grabowska profesor)Ktoś coś takiego twierdzi? Co najwyżej twierdzimy, że zespół kilku komórek nie równa się w pełni ukształtowanemu zespołowi komórek. To chyba też prosta prawda biologiczna? Natomiast tobie nie podoba się, że nie chcemy przystać na zaakceptowanie: a) twoich wybiórczych faktów biologicznych b) stosowania wybiórczych faktów biologicznych do budowy jedynie słusznych "prawd" ideologicznych. Ponadto faktem biologicznym, jak juz taka nomenklaturę stosujemy jest fakt, iż w naturze każda jednostka jest ukierunkowana na własną korzyść. Zarówno zygota chce przetrwać, jak i matka oraz inne potomstwo matki. Faktem jest również, że kontynuacja życia przebiega kosztem innych. Dlaczego Grabowska zatem sięgasz tak wybiórczo do natury, patrząc tylko korzyści zygoty? Brakuje ci jaj, by przyznać, że natura jest gwałtowna? Czy mam rozumieć Grabowska, że pragniesz ucywilizować nasz gatunek, odwołując się do jakiegoś dobra wyższego, norm etycznych, jakie należy wprowadzić etc.? Cudownie. Z którego punktu wyjdziemy, by analizować konieczność wprowadzenia ucywilizowanych norm? No chyba nie z egoistycznego spojrzenia jednostki, zarówno zygoty, jak i tych, co zygotę poczęli? Weźmy może zatem dobro natury jako całości, wszak jesteśmy jej częścią to i własnego dobra sie dobijamy. Nadmierny rozród, w momencie zaburzenia mechanizmu naturalnej selekcji prowadzi do przeludnienia.Przeludnienie zaburza równowagę zmierzając krokami zdecydowanymi w kierunku zagłady, w tym samozagłady. Co proponujesz? Świadome ograniczenie rozrodu, czy powrót do naturalnej selekcji? Z punktu widzenia kondycji jednostek, a co za tym idzie gatunku wypadałoby wprowadzić selekcję naturalną. Zero opieki medycznej, żadnych szczepionek, eliminacja jakichkolwiek ingerencji w naturę. A wtedy, by przetrwać mnóżmy się na chwałę Grabowskiej. Podoba się tobie taki scenariusz? Pewno nie. Co w takim razie zrobić? Może jednak ograniczyć rozród? Zapewne rozwiązanie nie jest optymalne, bo ograniczenie z pominięciem selekcji naturalnej nie wpłynie korzystnie na podnoszoną kondycję jednostek, a co za tym idzie gatunku. Tak więc może jednak mnóżmy się, mnóżmy. I korzystajmy z dobrodziejstw cywilizacyjnych. Jak już tak się namnożymy, że bójki o bezpieczeństwo energetyczne staną się trywialne w obliczu walki o "banalny" dostęp do wody pitnej to staniemy się świadkami i uczestnikami  ) selekcji naturalnej masowej. Też się nie podoba? To natura Grabowska. Wprawdzie w ujęciu nieco bardziej skomplikowanym, aniżeli lansowane przez ciebie. A może jeszcze wyjaśnisz mnie niedojdzie, dlaczego nowy egzemplarz gatunku homo sapiens jest w świetle biologii czymś istotniejszym od nowego egzemplarza gatunku rana temporaria? Pozostaję w nadziei, że moja argumentacja, choć odlegle zbliżyła się do postulowanego: dyskutować racjonalnie?
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
| |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > zespół kilku komórek nie równa się w pełni ukształtowanemu zespołowi komórekA kiedy staje się w pełni ukształtowany? Nigdy, bo komórki cały czas się wymieniają. Stare umierają, a nowe powstają. Czasem nawet nowotwory! > Zarówno zygota chce przetrwać, jak i matkaZamiast leninowskiej walki klas, lub darwinowskiej walki o byt wprowadzasz tutaj niepoprawnie jakąś walkę matki z jej własnym płodem.  > Świadome ograniczenie rozrodu, czy powrót do naturalnej selekcji?Na świecie dosyć dużo umiera z głodu małych Murzunków aby się bać przeludnienia, a jeszcze różne tsunami i trzęsienia ziemi w tym pomagają, albo chociażby ten facet z Norwegii. Sama piszesz o ŚWIADOMYM ograniczeniu rozrodu, czyli o antykoncepcji!!! Antykoncepcja zaś, a szczególnie kalendarzyk małżeński oraz wstrzemięźliwość płciowa ( to żart oczywiście), to zupełnie co innego niż aborcja, a też służą ograniczeniu rozrodu. Chiny wprowadziły świadome ograniczenie rozrodu no i mają teraz dobrze. Ale dla Chińczyków życie ludzkie ma małą wartość. Jak chłopi się buntują to się przysyła armię i już się nie buntują. > dlaczego nowy egzemplarz gatunku homo sapiens jest w świetle biologii czymś istotniejszym od nowego egzemplarza gatunku rana temporaria?W świetle biologii pewnie nie jest, ale tak własnie jak Ty rozumował marquis de Sade. Ponieważ dla niego w swietle biologii nie było różnicy między człowiekiem a raną, dlatego uważał, że można zabić człowieka zadając mu rany, bo natura i tak potem przerobi go na inny swój wytwór ( tzn. jego atomy staną się składnikami innej struktury), np. na pachnące kwiatki. A przecież dla biologii czy kwiatki czy człowiek to wsio rawno. > Pozostaję w nadzieiNo właśnie, możemy tak dyskutować chociaż nie musimy się zgadzać. Przepraszam za użyty argument ad personam na samym początku, bo chyba tego w końcu nie zrobiłam. Sama się go teraz wstydzę.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Ignorancja (4718 punktów) |
Cóż Grabowska. Nie zdziwił mnie twój post. Dalej stosujesz ten sam chwyt. Jak ci przydatne to posługujesz się argumentem z biologii, ale jak juz wspomniałam wybiórczo.
To fantastycznie, że jednak przyznałaś, iz w świetle biologii zarówno zygota ludzka, jak i kijanka żaby trawnej mają ten sam status. Co w takim razie sprawia ich wartościowanie? Kijanka nieważna, zygota przeciwnie - bardzo ważna podług ciebie. Zdaje się, że dostrzegasz wyższość pewnym gatunków, a tym samym stajesz się zwolennikiem uznania hierarchizacji w świecie przyrody. Bardzo miło. Szkoda tylko, że i tu wykazujesz wybiórczość i niekonsekwencję, ponieważ w pewnym momencie robisz zwrot o 180 stopni i z fana-maksymalisty hierarchizacji przeradzasz się w zagorzałego przeciwnika hierarchizacji. Oczywiście mowa o tym, iż nagle usilnie nie dostrzegasz różnic pomiędzy organizmem zygoty, a organizmem kobiety. Odpowiadając na twe pytanie kiedy zespół komórek jest w pełni ukształtowany? Ano choćby wtedy, gdy komórki utworzyły wreszcie sprawnie działające systemy/zespoły gotowe do podejmowania i kontynuacji swych funkcji bez takiego elementu jak nieodzowna pomoc zewnętrzna (inklusive inkubator sztuczny dość wysoko rozwiniętej technologii).
Tyle biologia ( w tym zmodyfikowana postępem).
Przejdźmy może teraz do uwarunkowań społecznych. Po pierwsze. Państwo zarządza obywatelami. I jako demokratyczne ma działać w ich interesie (przynajmniej teoretycznie). Uważasz za stosowne nadać zygotom prawa obywatelskie? Nadasz im przy okazji Pesel, NIP, a może REGON? Chyba sama dostrzegasz irracjonalność takich pomysłów? Czemu zatem (mając na względzie twój pęd do hierarchizacji) nie chcesz dostrzec, że jednak jest różnica pomiędzy kobietą, jej narodzonym potomstwem, a zygotami?
Poprzedni post miał ci ukazać złożoność problemów na styku prawo naturalne-prawo społeczne. Jak widzę skrzętnie ominęłaś poważną dyskusję i ... przepraszam czytających za wyrażenie - zasrałaś mnie po prostu idiotyzmami.
>> Świadome ograniczenie rozrodu, czy powrót do naturalnej selekcji? (ja) >Na świecie dosyć dużo umiera z głodu małych Murzunków aby się bać przeludnienia, a jeszcze różne tsunami i trzęsienia ziemi w tym pomagają, albo chociażby ten facet z Norwegii. (miss intelektu - Grabowska profesor)
o popatrz, a jednak jakimś chyba cudem populacja homo sapiens na świecie wzrasta z roku na rok.
Potem jeszcze piszesz, że świadome ograniczenie rozrodu to antykoncepcja(rozbiję może wypowiedź na dwie części) 1. część. Sensowna:
Zgoda. Tak w ideale tak jest, że mowa o antykoncepcji. Tyle, że ideałów nie ma. Zawsze może przydarzyć się wpadka. Co wtedy? A co jeśli ta wpadka rujnuje nam życie, życie rodzinne, życie narodzonego potomstwa? Taka wpadkę można zaliczyć nawet stosując antykoncepcję. Ot choćby mój brat przyrodni. Miał dwójkę. I dobrze im się żyło. Była bratowa miała spiralkę - no i qurka wodna, chyba za sprawą ducha świętego zaszła po wielu latach w ciąże trzecią. Dziecko się urodziło. Lubię mego bratanka na równi z pozostałą dwójką. Ale małżeństwo się posypało ...
Pewnie przyczyn rozwodu było kilka, ale nie zapomnę rozmowy z moją byłą bratową, której meritum przemilczę, bo gówno komu do tego.
2. część. Bezsensowna.
Grabowska podaje przykład Chin, jako wzorcowy do ograniczania rozrodu. No fantastycznie. Tyle, że w Chinach to ograniczanie odbywa się nie tylko poprzez antykoncepcję, ale i poprzez aborcję( a jest jej zagorzałym przeciwnikiem - znowu niekonsekwencja?). Tyle, że Chiny są marnym przykładem, albowiem w tym kraju pęd do aborcji nie wynika z jakiegoś wygodnictwa matek, tylko przede wszystkim z bardzo kulawej edukacji seksualnej, z mentalności tej nacji mającej korzenie w wielowiekowym trzymaniu niższych, a szerokich jak Huang-ho warstw społecznych w ciemnocie oraz z naprawde pilnej potrzeby ograniczenia rozrodu. (Grabowska nie tnij, gdy będziesz odpowiadać na tę frazę, bo poproszę kolegium moderatorów o przyglądnięcie się temu jako zwyczajnej manipulacji)
W Europie, a nawet mimo wszystko Polsce, aż takiego zacofania nie ma, ale sa wspomniane wyżej niezawinione wpadki, mogące zrujnować życie rodzinne.
Zresztą cały temat poprzez aktywistów pro-life jest rozdmuchany, gdyż większość organizacji dobijających się o złagodzenie obecnego prawa przedstawia projekty, których punktem ciężkości jest świadome rodzicielstwo, czyli antykoncepcja. Jednak nie zamykają przy tym oczu na jej niedoskonałość, mogącą nieść za sobą dramaty. Tak jak nie przymykają oczu na patologię i mają jaja, by otwarcie powiedzieć, że takie jednostki narodzone z bezmyślności, obciążone niejednokrotnie już w chwili narodzin patologią są w większości obciążeniem zarówno dla siebie samych*, jak i dla całego gatunku, społeczeństwa, etc.
*No chyba, że ktoś mnie przekona iż już zygota w pełni świadomie podejmuje decyzję o swym dalszym życiu, w przekonaniu, że brud, smród i ubóstwo będzie jej miłą codziennością.
Odnośnie tematu wątku.
Czy ktoś mi może wytłumaczyć, że Grabowska przywołując argumenty, jak choćby te o murzynkach, czy Chinach jest jednak w swej argumentacji racjonalna i rzeczowa? Jest to niezmierne istotne, skoro uważała za stosowne założyć powyższy wątek lamentacyjny.
A co do Markiza de Sade ... cóż Grabowska, to, że się w takich klimatach lubujesz chyba nikogo w miarę bywałego na tym forum nie zaskoczy.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.
|
|
6 na 6 | Koraszewski (82900 punktów) | Czy czytelnicy Racjonalisty to zaraz racjonaliści? W długim życiu moim nie przedstawiłem się nigdy jako racjonalista. Dążę do racjonalizmu, staram się, ale irracjonalnych reakcji nigdy tak całkiem nie zdołam wykluczyć. Z kulturą podobnie, staram się, lubię lubić ludzi, ale czasem się odwinę, a bywa, że i bluznąć mam ochotę. Dyskusja jest czymś zawsze trudnym, a w kulturze polskiej, tradycji liberum veto, która trafiła pod strzechy i rozsiadła się tam na dobre, jest wyjątkowo kłopotliwa. Bo jak tu dyskutować w domu wariatów, kiedy zazwyczaj nie daje się nawet ustalić o czym właściwie rozmawiamy i co chcielibyśmy uzgodnić.
|
|
 | | Przemysław Jarocki (3008 punktów) | > Bo jak tu dyskutować w domu wariatów, kiedy zazwyczaj nie daje się nawet ustalić o czym właściwie rozmawiamy i co chcielibyśmy uzgodnić.
Panie Andrzeju, jeśli w powyższym stwierdzeniu donosi się pan do poziomu dyskusji na forum, to społeczność internetowa poradziła sobie częściowo z tym problemem. Moderatorzy, którzy pilnują jakości i trzymania się tematu w dyskusji, to dość częste i skuteczne rozwiązanie. Oczywiście wymaga to zaangażowania w taką pracę (bo to jest praca i to ciężka, w dodatku na zasadzie wolontariatu), szczególnie osób koordynujących pracami moderatorów i ich mianowaniami (wiadomo ludzie przychodzą i odchodzą). Co prawda zazwyczaj praca moderatorów powoduje zwiększenie się liczby nowych wątków, ale zmykanie wątków martwych i głupich (niestety musimy się zdać na ocenę moderatorów i ich stronniczość) pozwala ograniczyć ich liczbę. Plusem takiej restrykcyjnej polityki jest łatwość dotarcia do informacji i ciekawych dyskusji.
Wydaje mi się, że w przypadku komentarzy pod artykułami sytuacja jest w miarę stabilna, gorzej tu na forum. Karmimy trolle (sam to zrobiłem)! I moim zdaniem to jest drugi poważny błąd popełniany na tym forum.
|
|
|  | 1 na 1 | Koraszewski (82900 punktów) | Dyskusje na wszelkich forach internetowych to z konieczności dość bezładna paplanina, zaś moderator pilnuje raczej kultury wypowiedzi, względnie wyrzuca coś co jest już kompletnie od rzeczy (b. rzadko). Prawdziwym problemem jest posiedzenie Sejmu, zebranie w szkole czy w przedsiębiorstwie, w radzie gminnej. Sztuka dyskutowania, która jest fundamentem demokracji, to umiejętność ustalenia o czym chcemy dyskutować, kolejność spraw, które musimy uzgodnić, nadanie autorytetu prowadzącemu, że by skutecznie wyciszał przeszkadzaczy, umiejętność sporządzania wniosków i tworzenia gwarancji ich realizacji. Z tego punktu widzenia polska kultura jest wspaniale obłąkana (ale święta prawda, że są jeszcze gorsze). Zabawne, bo po Szwecji polskie zebrania przyprawiają o ciarki na grzbiecie. Ich (Szwedów) nudna systematyczność imponuje wynikami (chociaż nie zapobiega ziewaniu).
|
|
| |  | | Przemek J. (3008 punktów) | > Dyskusje na wszelkich forach[...]Nie jestem bywalcem wielu forów i nie wiem jak jest faktycznie. Zakładając, że masz (forma per "ty" może być? Bo niby to ogólnie przyjęte w Internecie, ale nie lubię nadmiernego spoufalania, jeśli ktoś sobie tego nie życzy) większe doświadczenie w tym temacie, jest to dla mnie fakt smutny. Ja wybrałem sobie takie fora, gdzie przestrzega się zasad moderacji (wymyślonych na potrzeby każdego z nich) i dyskusje są raczej na temat i trzymają pewien poziom. > Prawdziwym problemem jest posiedzenie Sejmu, [...]Nie jestem bywalcem wielu forów i nie wiem jak jest faktycznie. Zakładając, że masz (forma per "ty" może być? Bo niby to ogólnie przyjęte w Internecie, ale nie lubię nadmiernego spoufalania, jeśli ktoś sobie tego nie życzy) większe doświadczenie w tym temacie, jest to dla mnie fakt smutny. Ja wybrałem sobie takie fora, gdzie przestrzega się zasad moderacji (wymyślonych na potrzeby każdego z nich) i dyskusje są raczej na temat i trzymają pewien poziom. Oczywiście jestem tego świadom. Boleję że w naszym kraju dyskusja praktycznie nie istnieje. Wszędzie są tylko kłótnie i przepychanie świętszej racji. Nie mam możliwości ani ochoty uczyć dyskusji wszystkich polaków, ale mam prawo głosu na tym forum, gdzie z definicji zaglądają ludzie racjonalni, którzy wg mojego wyobrażenia powinni dążyć do dyskusji nie słownego sparingu (o czym pisałem wcześniej). Nie mam możliwości wypowiedzenia się do całego narodu (nie mam nawet takiej ochoty), ale chętnie będę dyskutował o tym, że tu, na tym wirtualnym fragmencie naszej ojczyzny powinniśmy dyskutować tak jak ludziom inteligentnym przystało. Andrzeju mam nadzieję, że ten fragment Twojej wypowiedzi to swoisty okrzyk bezradności, bo trudno mi uwierzyć, że osoba, która angażuje się w sprawy własnej miejscowości, próbując zmienić choćby drobne rzeczy, nie widzi potrzeby zmiany poziomu dyskusji na tym forum (a później się zobaczy  . W zawiązku z poprzednim akapitem nie zgadzam się na stwierdzenie "prawdziwy problem" w dosłownym znaczeniu tego zwrotu. Jeśli to był tylko zwrot stylistyczny mają podkreślić wagę akapitu to ok.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Jest jeszcze coś takiego jak emocje i nieumiejętność słuchania lub czytania ze zrozumieniem. Emocje często powodują, że ludzie słyszą (lub odczytują) to czego mówiący lub piszący w ogóle nie powiedział lub nie napisał. Np. osoby nie cierpiące Żydów ( tzw. antysemici) będą spostrzegały osobę piszącą o kwestiach żydowskich jako filosemitę, lub wręcz zakamuflowanego Żyda. Homofobi, kogoś nie potępiającego w czambuł gejów i lesbijek, będą uważali za ich obrońcę i członka lobby homoseksualnego, a jego wypowiedzi nie zawierające mowy nienawiści, za pochwalanie i propagowanie zboczenia. Osoby takie opętane własnymi negatywnymi emocjami do danego zjawiska czy rasy lub narodowości nie rozumieją, że można mówić o tych sprawach bez emocji, obiektywnie i rzeczowo. Każda, już nie tyle pozytywna co neutralna wzmianka o Rosjanach, powoduje u prezesa JK atak furii i oskarżanie o sprzyjanie sowietom.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > staram się, lubię lubić ludzi, ale czasem się odwinę, a bywa, że i bluznąć mam ochotę. Być może trudno jest oddzielić ludzi od ich poglądów, ale osądzani lub zbluzgiwani powinni być zawsze za uczynki swoje, a nie za to co uważają czy plotą. Jeśli ktoś krytykuje prezydenta nawet mocnymi słowami, to albo ma rację, albo się myli. Jeśli ma rację to nie powinno się go sądzić. A jeśli nie ma racji to tym bardziej, albowiem jego słowa są jako ten wiatr. Ludzie czują się zwykle urażeni, kiedy ktoś wytyka im ich faktyczne przywary, albowiem prawdziwa cnota krytyk ( zwłaszcza niesłusznych) się nie boi.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
|  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | >osądzani lub zbluzgiwani powinni być zawsze za uczynki swoje, a nie za to co uważają czy plotą. Zgadzam się, że nie za to, co uważają. Z pleceniem już byłabym ostrożniejsza. Plecenie, co komu ślina na język przyniesie, może wyrządzić wiele szkody, dlatego ludzie, którzy plotą bez krzty refleksji, powinni być przywoływani do porządku - w miarę możliwości bez użycia słów powszechnie uważanych za obelżywe. >Ludzie czują się zwykle urażeni, kiedy ktoś wytyka im ich faktyczne przywary, albowiem prawdziwa cnota krytyk ( zwłaszcza niesłusznych) się nie boi. I tak, i nie. Zależy to od tego, jakie brednie ludzie o innych opowiadają. Gdyby np. ktoś zaczął o mnie mówić publicznie, że złośliwie obcinam kotom ogony, to - pomimo, że nikt, kto mnie zna, nie uwierzy - wyrwałabym oszczercy jęzor. Metaforycznie, rzecz jasna, bo do fizycznej przemocy jestem chyba niezdolna.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | | Głąbiński (3538 punktów) | >... jak tu dyskutować w domu wariatów, kiedy zazwyczaj nie daje się nawet ustalić o czym właściwie rozmawiamy i co chcielibyśmy uzgodnić. W takiej sytuacji zalecam wyodrębnienie z bełkotu jednego (ew. kilku) dającego się skonkretyzować wątku i próbowanie skupić uwagę ogółu dyskutantów wyłącznie na nim. Staram się tą zasadę stosować (m. in. na nin. forum) i mam wrażenie, że w wielu wypadkach udało mi się osiągnąć rezultat zadowalający.
Stach M. G.
|
|
1 na 1 | Amol (692 punktów) | >A co to w ogóle znaczy? >Znaczy to posługiwać się w dyskusji przede wszystkim argumentami: naukowymi, logicznymi, >zdroworozsądkowymi.
Racjonaliści nie podają cytatów z biblii jako usprawiedliwienie własnych czynów, czy wzór postępowania moralnego, lub uzasadnienie poglądów politycznych. Racjonaliści nie uzasadniają istnienie zła na świecie działaniem szatana, czy przypowieścią biblijną.
Już nie mogę tego znieść: - " A gdzie jest napisane?" -" W biblii tego nie ma" -" Źle rozumiesz biblię"
Brak własnego rozumu. Jak można myśleć, że to jest słowo boga napisane przez ludzi, którzy pisali za mocą ducha św. Jak można używać biblii jako argumentu.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Jak można używać biblii jako argumentu. Ja nie używam. Co najwyżej można argumentować, że Biblia jest niemoralna używając do tego pewnych z niej cytatów.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
|  | | Amol (692 punktów) | > >Jak można używać biblii jako argumentu. >Ja nie używam. >Co najwyżej można argumentować, że Biblia jest niemoralna używając do tego pewnych z niej cytatów.
Tak zwani chrześcijanie ciągle używają biblijnych cytatów i to z jaką pokorą.
|
|
1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) |
>Znaczy to posługiwać się w dyskusji przede wszystkim argumentami: naukowymi, logicznymi, zdroworozsądkowymi. W moim odczuci każdy racjonalista to robi lub stara się to robić, lecz trudno wymagać od rozmówcy by ten tak to odbierał, zwłaszcza, gdy nie jest racjonalistą.
>Odróżniać osobę od jej poglądów czy przekonań. Można się z czyimiś poglądami nie zgadzać, ale dobrze by było uzasadniać z kolei swoje własne stanowisko. Na pewno dobrze by było i racjonalista tak robi lub powinien, lecz często rozmówca 'wie swoje' i żadna racjonalna argumentacja doń nie dociera, nawet powtarzana enty raz.
>Tymczasem niektórzy racjonaliści nie umieją racjonalnie rozprawiać. Na szczęście 'niektóry' to nie 'każdy'. Nie zapominaj także, że racjonalista to też człowiek - żywy z krwi i kości, z emocjami, charakterem, gorszym dniem, z różnym wykształceniem, zainteresowaniami etc.
>Dlaczego? A bo niby skąd mają to umieć robić? Nikt ich tego przecież nie nauczył. A np. katolików nauczył? A Ciebie?
>Dlatego potem reagują zamiast racjonalnie - emocjonalnie. Nie dlatego.
>Denerwują ich poglądy, które nie są zgodne z ich własnymi. Czy mówisz za siebie? Ja np. nie upoważniłam Cię do mówienia za mnie, a za racjonalistę się uważam.
>Nie umiejąc odpierać argumentów miotają inwektywy, obrzucają interlokutora wyzwiskami, reagują agresywnie na to, że ktoś śmie się z nimi nie zgadzać. Widzę, że masz bardzo złe doświadczenia. To przykre. Proponuje jednak byś nie uogólniała - to też może świadczyć brakach umiejętności prowadzenia dyskursu.
>A wzorców dobrych nie ma! A wręcz są złe, jako to wszelakie dyskusje w TV. To dlaczego ich słuchasz?
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
5 na 5 | finerbijk (17282 punktów) | >Tymczasem niektórzy racjonaliści nie umieją racjonalnie rozprawiać. Zdanie to należałoby zacząć - niektórzy samozwańczy (lub domniemani) racjonaliści lub niektórzy uczestnicy forum "Racjonalisty"..., bo inaczej, to jakby powiedzieć: niektórzy wegetarianie jedzą świńskie mięso.
>Denerwują ich poglądy, które nie są zgodne z ich własnymi. Każdy przecież wie, że to jego poglądy są słuszne (nikt przecież nie zakłada, że ma głupie poglądy) - więc jak tu się nie denerwować!
Sytuacja, kiedy okazuje się, że nasze poglądy są oparte na nieprawdziwej lub wątpliwej wiedzy, jest niezwykle trudna i może negatywnie wpłynąć na nasze samopoczucie (a komu potrzebne złe samopoczucie?), więc zamiast walki na argumenty racjonalna jest ucieczka w sztuczki erystyczne, prześmiewczość, zwrócenie uwagi na stan psychiczny kontr-dyskutanta, lub obracactwo kota ogonem.
|
|
 | | Przemek J. (3008 punktów) | Słuszne 2 pierwsze argumenty, ale później pojawia się fragment, z którym się nie zgadzam.
>[...]więc zamiast walki na argumenty racjonalna jest ucieczka[...]
Dyskusja nie jest walką, tylko okazją do wymiany poglądów i spojrzenia z innej perspektywy (dalej: nasze dobro) na swoje poglądy. Właśnie traktowanie jej jak walkę powoduje tyle problemów z wylewającym się jadem i tym, że nerwy puszczają.
Ucieczka też raczej nie jest racjonalna. Wydaje mi się, że to raczej reakcja odruchowa, taka naleciałość ewolucyjna. Jeśli podchodzimy do dyskusji jako do starcia (walki), to na celu nie mamy naszego dobra tylko zwycięstwo. Niestety w dyskusji, na szczęście dla przetrwania naszego gatunku, gdy mamy konkretny cel do osiągnięcia to podświadomie zaczynamy korzystać z wszystkich narzędzi i sztuczek na jakie pozwala nam nasz spryt. Jeśli włączy się układ limbiczny i zablokuje inteligencję to zaczyna się wszystko o czym pisałeś dalej, kończy się dyskusja i zaczyna pyskówka.
Cała sztuka polega na tym, żeby zapanować na odruchami i nie pozwolić przekształcić się dyskusji w słowną bijatykę. I wszystkim życzę powodzenia w dążeniu do mistrzostwa w tej sztuce.
|
|
|  | | finerbijk (17282 punktów) | >Dyskusja nie jest walką, tylko okazją do wymiany poglądów i spojrzenia z innej perspektywy (dalej: nasze dobro) na swoje poglądy. Ale to też ścieranie poglądów, czyli swoista walka. Dobro (nawet własne) jest wartością o tyle pożądaną, co elastyczną, jak chińskie rajstopy.
>Jeśli włączy się układ limbiczny i zablokuje inteligencję to zaczyna się wszystko o czym pisałeś dalej, kończy się dyskusja i zaczyna pyskówka. Inteligencja może być sługą uczuć wywołujących emocje i jest tylko środkiem czy narzędziem, a nie jakąś wartością tożsamą z racjonalnością. Niekiedy bywa wykorzystywana do świadomego wywoływania określonych emocji u strony przeciwnej - tak na złość, albo w określonym celu.
>Cała sztuka polega na tym, żeby zapanować na odruchami i nie pozwolić przekształcić się dyskusji w słowną bijatykę. I wszystkim życzę powodzenia w dążeniu do mistrzostwa w tej sztuce. Sztuka uznawania swojej omylności jest trudna, szczególnie tam gdzie w grę wchodzą przesłanki niemożliwe do ostatecznego zdefiniowania i weryfikacji. Nie wszystkie dyskusje muszą kończyć się konsensusem. Czasami jest więcej, niż jedna racja. Wymyślono kulturę i jakieś normy relacji między ludźmi, wystarczy tylko tyle albo aż tyle, aby o nich nie zapominać.
|
|
| |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) |
> Inteligencja może być sługą uczuć wywołujących emocje i jest tylko środkiem czy narzędziem, a nie jakąś wartością tożsamą z racjonalnością. Niekiedy bywa wykorzystywana do świadomego wywoływania określonych emocji u strony przeciwnej - tak na złość, albo w określonym celu.Specjalnie użyłem 2 różnych pojęć: inteligencja i spryt, żeby uniknąć powyższego. Niestety wyraziłem się nie dość jasno. To o czym napisałeś powyżej dla dobra tej dyskusji zdefiniowałem jako spryt. Czyli wykorzystujemy swoją inteligencję, wiedzę i doświadczenie w celu dokopania przeciwnikowi. Ja rozumiem, że to o czym piszę to jakaś wyidealizowana sytuacja, ale powinniśmy chyba do niej dążyć zawsze gdy o tym pamiętamy, czyli dyskutować nie walczyć na poglądy. > Ale to też ścieranie poglądów, czyli swoista walka.I znów może zacznę od definicji (oczywiście uproszczonej, na potrzeby klarowności tej dyskusji). Walka to starcie się 2 racji w celu zdominowania jednej przez drugą. Tego w racjonalnej dyskusji powinno się unikać, bo jak wcześniej próbowałem pokazać, prowadzi to tylko do emocjonalnego podejścia do tematu i kończy się kłótnią. Bardzo rzadko czytam Twoje wypowiedzi na forum, właśnie dlatego, że często jest to dla Ciebie sparing słowny z dysputantami (to moja subiektywna ocena i proszę nie traktować jej osobiście, być może nie czytam wszystkie lub czytam pobieżnie) niż rzeczowa wymiana argumentów i próba refleksji na sobą samym. Oczywiście ja sam już na tym forum dałem upust takim fatalnym zachowaniom, bo późno w nocy nerwy mi puściły. A wystarczyło iść spać. Nie wiem jak to jest u innych, ale u mnie podejście do dyskusji jak do walki, zaczęło się w wieku lat kilkunastu. Wielu moich znajomych miało podobne podejście do naszych dysput. Ale to dobrze, ćwiczyliśmy się w sztuce argumentacji, sztuczek erystycznych i dawaliśmy upust naszym emocjom w trudnym wieku, by to wszystko mogło zaowocować w przyszłości. Na szczęście dla mnie z czasem (głównie pod wpływem literatury) dorosłem do dyskusji i doceniłem całe dobrodziejstwo jakie się z nią wiąże. Ostatnio był artykuł pozujący jak dyskutują ludzie na poziomie i to się chce czytać. > Sztuka uznawania swojej omylności jest trudna, szczególnie tam gdzie w grę wchodzą przesłanki niemożliwe do ostatecznego zdefiniowania i weryfikacji.Jest to trudne ale możliwe. Sam jestem tego przykładem. Zdaję sobie sprawę, że nadal w wielu kwestach błądzę, więc jeśli tylko ktoś mówi sensownie, logicznie, nawet jeśli jego poglądy są zupełnie sprzeczne z moimi mam dwa wyjścia: wysłuchać i przedstawić swoje argumenty. Czasem gdy argumentów mi brak, bo jestem nie dość obeznany z daną dziedziną przyznaję się do tego. Przecież moje wycofane się z dyskusji nie oznacza porażki jakiejś idei, to tylko przyznanie się, że nie jestem specjalistą w danej dziedzinie. Poznanie nowych opinie zazwyczaj jest dobrą okazją to szerszego poznania świata. Dzięki takiemu podejściu jestem w stanie bez zawału serca wysłuchać wypowiedzi Cejrowskiego, ale w życiu nie zacząłbym z nim dyskusji na tematy religijne. Natomiast gdy zaczynają mi "grać emocje", to znak, że czas "dać sobie na wstrzymanie" i wrócić do tematu za jakiś czas. Są sytuacje gdy dyskutant jest głuchy na nasze argumenty, reaguje wyłącznie emocjonalni lub jest zwyczajnie głupi (tak w uproszczeniu), to na forum jest tak opcja "Wyłącz.." i ja z niej korzystam. Życie jest zbyt krótkie i piękne by poświęcać je na dokarmianie trolli.
|
|
| | |  | 2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | > Tego w racjonalnej dyskusji powinno się unikać, bo jak wcześniej próbowałem pokazać, prowadzi to tylko do emocjonalnego podejścia do tematu i kończy się kłótnią.Może masz alergiczny stosunek do wyrażenia "walka", ale niekoniecznie każda słowna potyczka musi prowadzić do kłótni, którą tutaj uważam za wymianę złośliwości nie będących żadnymi argumentami. Bez emocji, to mogą się wymieniać informacją komputery. Jak ktoś twierdzi, że je całkiem tłumi podczas wymiany przeciwnych zdań, to jest albo obłudnikiem, albo nienormalny. > Bardzo rzadko czytam Twoje wypowiedzi na forum, właśnie dlatego, że często jest to dla Ciebie sparing słowny z dysputantamiOczywiście, z tym z czym się zgadzam nie dyskutuję, a poglądy przeciwne niestety prowadzą często do słownych sparingów, które lubię, bo uważam je za dobre źródło nauki, niejednokrotnie zmuszające do szukania nowej wiedzy lub odświeżenia starej. Oczywiście wszystko pod warunkiem zachowania jakiegoś tam poziomu; obrzucaniem się epitetami nigdy nie byłem zainteresowany. > ja sam już na tym forum dałem upust takim fatalnym zachowaniomNie wiem, co masz na myśli pod tymi fatalnymi zachowaniami, ale ja tam ciągle sobie daję upust, a co tam.. Jak komuś się nie podoba może w każdej chwili konwersację zakończyć, nie obrażę się i staram się nie obrażać innych. > Są sytuacje gdy dyskutant jest głuchy na nasze argumenty, reaguje wyłącznie emocjonalni lub jest zwyczajnie głupi (tak w uproszczeniu), to na forum jest tak opcja "Wyłącz.." i ja z niej korzystam.Nigdy nie korzystałem, ani nie zamierzam korzystać z tej opcji, ponieważ nawet głupiemu zdarzy się czasem powiedzieć coś mądrego, a szkoda by było przegapić. Oprócz argumentów w dyskusji ważna też jest umiejętność ich przedstawiania. Beznamiętne wklepywanie twierdzeń A, B, C jest nudne i powoduje skutek przeciwny - brak zainteresowania tematem. Rzeczowość musi być odpowiednio oprawiona w retorykę, a forum to nie jest beznamiętny serwis informacyjny, ale miejsce wymiany poglądów, odczuć, wrażeń, przemyśleń, czasem też prześmiewczych stwierdzeń i twórczej błazenady
|
|
| | | |  | | Przemek J. (3008 punktów) | Nie, nie mam alergicznego stosunku do słowa "walka". Mam alergiczny stosunek to walki, tam gdzie powinna być dyskusja. Oczywiście jesteśmy maszynami biologicznymi, dla których emocje są integralną częścią istnienia (no może nie w przypadku zaburzeń autystycznych, ale to nie ma znaczenia dla tej dyskusji) i nie da się ich uniknąć. Ale skoro mamy świadomości i coś na kształt własnej woli, to dlaczego nie próbować zapanować na emocjami na rzecz poprawy jakości dyskusji i klarowności przekazu? Jasne nie wszystkie emocje są złe i wrzucenie trafnego dowcipu lub gry słów jest wskazane (ja lubię), ale niestety jest to rzadkość. Jeśli już pojawiają się emocje to zazwyczaj związane z walką i dlatego w takich momentach zalecam wstać od komputera.
To powyższe było w odniesieniu do pierwszego Twojego akapitu. Do pozostałych nie będę się odnosił, a to z tego powodu, że to już tylko deklaracje naszych preferencji. Obaj wyraziliśmy nasze zdanie na poruszane w nich tematy i nie ma o czym dyskutować. W każdym razie ja nie mam nic sensownego do dodania.
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Znaczy to posługiwać się w dyskusji przede wszystkim argumentami: naukowymi, logicznymi, zdroworozsądkowymi.
Z akcentem na przede wszystkim. Nie kto inny, jak Schopenhauer napisał arcydziełko pt. Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów, gdzie dokładnie instruuje, jak przeciwnika przekonać, a jak trzeba - to i zgnoić. Nie żyjemy w czasach jednej, dogmatycznej teorii, jednej Prawdy. Jest wiele teorii, jej autorzy argumentują nie tylko rzeczowo, logicznie. A jeśli logicznie, to w sensie jakiej logiki? Tradycyjna logika dwuwartościowa w wielu kontekstach jest niewystarczająca. Zdrowy rozsądek też bozia nie dzieli po równo: to co dla jednych jest zdroworozsądkowe, dla innych powinno trafić do psychiatryka (porównaj dyskurs polityczny w Polsce, ale nie tylko) lub więzienia. Nie jest w modzie poszukiwanie ostatecznych uzasadnień metafizycznych (to atawizm religiantów). Teorie trzeba szybko dostosowywać do zalewu nowych, zaskakujących faktów. Słowem: styl racjonalizmu musi być inny niż 100 czy 50 lat temu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>styl racjonalizmu musi być inny niż 100 czy 50 lat temu Ale nie powinno się utrzymywać, że jeśli to co mniemam lub twierdzę nie zgadza się z faktami, to tym gorzej dla faktów. > A jeśli logicznie, to w sensie jakiej logiki? W życiu codziennym posługujemy się logiką dwuwartościową. Np. cały wymiar sprawiedliwości jest na niej oparty. Winny, albo niewinny, zabił ,lub nie zabił. Tertium non datur. > co dla jednych jest zdroworozsądkowe, dla innych powinno trafić do psychiatryka Przez zdrowy rozsądek rozumiem to o czym mówią np. przysłowia ludowe. Kto drogi prostuje , ten w domu nie nocuje. Nie czas przeprzęgać konie, gdy wóz stoi w brodzie. Co nagle to po diable. Itd.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > Ale nie powinno się utrzymywać, że jeśli to co mniemam lub twierdzę nie zgadza się z faktami, to tym gorzej dla faktów.
Powinno. Sfery powinności i faktyczności nie wiąże jakaś żelazna konieczność. Człowiek swą wolność wykorzystuje równie dobrze do prawdy jak i fałszu.
>W życiu codziennym posługujemy się logiką dwuwartościową. >Np. cały wymiar sprawiedliwości jest na niej oparty. >Winny, albo niewinny, zabił ,lub nie zabił. Tertium non datur.
Nie. Jesteśmy bardziej zakłamani, niż nam się wydaje. Mamy tyle wartości, ile nam akurat potrzeba, a owe tertium na różne sposoby zamiatamy pod dywan. I to nie tylko w wymiarze sprawiedliwości - w każdym. Winny? Ok. Ale jak się poruszy odpowiednie sprężynki - to już mniej winny (logika rozmyta). Weź też pod uwagę problemy z seksem: ileż tu jest pośrednich stopni, a wydawałoby się, że nie ma sprawy, że jest tylko kobieta i mężczyzna i - jak by się wydawało - tertium non datur. A tu na świat przyjdzie - hermafrodyta, o którym nawet dwuwartościowy bóg zapomniał), a tu księżulo zapała miłością do nieletniego ministranta, a tu tatuś dobiera się do córeczki, a tu chłopiec zerknie na chłopca, itp.itd. Tych sfer rozmytych, szarych jest więcej (polityka, gospodarka, religia). A my wciąż udajemy, że to niby tak tylko, przypadkowo i prawimy dyrdymały o nieskazitelnej prawdzie, pięknie i dobru. Świat ze swej natury jest rozmyty, jest fuzzy. To bardzo interesujący temat.
>Przez zdrowy rozsądek rozumiem to o czym mówią np. przysłowia ludowe.
Zdrowy rozsądek jest sprzeczny. Nie ma chyba przysłowia, dla którego nie można podać jego przeciwieństwa (czas to pieniądz - śpiesz się powoli). Język naturalny (język zdrowego rozsądku) jest antynomiczny (por. antynomia kłamcy). A od kiedy lud wędruje do miast, przysłowia zmieniają się na mniej ludowe. Wczoraj na moście zobaczyłem napis: kto rano wstaje, ten się nie wyśpi. Ma to również mocniejszą wersję: kto rano wstaje, ten leje jak z cebra, która zalatuje teologią wyzwolenia, a może i ateizmem, lub kłopotami z pęcherzem. W każdym razie związek między pracą a jej owocami nie jest taki, jak by chciało to ludowe porzekadło. Będziesz wstawała rano, tyrała, a bóg ci da raka lub kryzys.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Weź też pod uwagę problemy z seksem Biorę. Właśnie moderator poradziła mi, abym się udała do prof. Starowicza. Może się wybiorę. To taki szarmancki mężczyzna i profesor! Ale seks niewiele ma wspólnego z logiką. Wiele zjawisk rozkłada się na continuum. A może nawet wszystkie. Nawet słynne peerelowskie "jajeczko częściowo nieświeże" też może wykazywać różny stopień nieświeżości. A co z ciążą? Czy można być trochę w ciąży. Częściowo w ciąży? > a tu księżulo zapała miłością do nieletniego ministranta Dobrze że na to zwróciłeś uwagę! Wszyscy tylko krzyczą, że księża gwałcą i molestują ministrantów, a tu się okazuje, że mogą też (pała)ć do nich miłością.
Podsumowując! Świat jest rozmyty i dlatego filozofowie mają tyle roboty. Ale tzw. normalni ludzie nie bawią się w dzielenie włosa na czworo tylko walą z grubej rury. Chociaż z drugiej strony popatrz jak ci z "CSI: Kryminalne zagadki Miami" dzielą włosy na pięcioro aby schwytać właściwego zabójcę. Ale to fikcja filmowa!
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Ale seks niewiele ma wspólnego z logiką.
Ma wiele. Żyjemy w świecie dychotomicznych podziałów: prawda - fałsz, dobro - zło, bóg - diabeł, kobieta - mężczyzna, prawica - lewica, itd., w świecie, w którym rzekomo tertium non datur.
>A co z ciążą? Czy można być trochę w ciąży. Częściowo w ciąży?
Ciąża to nie rzecz, jak np. dzbanek, to proces. Nazwa zwodzi nas jak zwykle na manowce, sugerując, że to jest coś skończonego, ograniczonego. Porównaj chociażby aspekt ilościowy: od jednej komórki, do miliardów. To tylko dla uproszczenia cały ten okres nazywamy jednym słowem. A jak są problemy, to lekarz nie leczy ciąży, tylko np. serce płodu. Powiem tak: kobieta jest zawsze tylko trochę w ciąży. Gdyby było inaczej, ciąża trwałaby - moment.
>Świat jest rozmyty i dlatego filozofowie mają tyle roboty.
Nie tylko filozofowie. Naukowcy też.
>Ale tzw. normalni ludzie nie bawią się w dzielenie włosa na czworo tylko walą z grubej rury.
Ktoś to robi zazwyczaj za nich. Kupują komputer nie mając pojęcia, jak działa. Patrzą w plazmę - to samo. Słuchają kazania - również. A przecież trzeba było włos nie tylko podzielić na czworo, ale rozbić na atomy, ba, na całą masę cząstek elementarnych, aby powstało to wszystko, co widzimy w galeriach handlowych i w domach normalnych ludzi.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Żyjemy w świecie dychotomicznych podziałów: Ale jak się pytamy o drogę, a ktoś nam mówi, że trzeba iść w lewo, to idziemy w lewo a nie stoimy jak Sokrates pół dnia i nie zastanawiamy się a co to znaczy dokładnie w lewo i ile stopni w lewo i co to w ogóle znaczy " w lewo". > Ciąża to nie rzecz, jak np. dzbanek, to proces. Zawsze mówiłam, że ciąża to proces (rozwoju człowieka) i że (ten proces) ma swój początek i koniec, jak każdy proces!!!
W każdym bądź razie do życia codziennego nie potrzeba nam zbyt subtelnych podziałów i śmiało możemy kierować się przysłowiami, że z cudzego woza to złaź choć i w pół morza, albo inne :"Nie rozrabiaj, nie podskakuj, siedź na dupie i przytakuj."
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >do życia codziennego nie potrzeba nam zbyt subtelnych podziałów...
I odwrotnie: im stajemy się subtelniejsi, tym bardziej jesteśmy niecodzienni. Człowiek, jak zwykle, plącze się między skrajnościami: Raz zje krem z żółwia, a raz golonkę z chrzanem zapije setką.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) | >>do życia codziennego nie potrzeba nam zbyt subtelnych podziałów... >I odwrotnie: im stajemy się subtelniejsi, tym bardziej jesteśmy niecodzienni. Człowiek, jak zwykle, plącze się między skrajnościami: Raz zje krem z żółwia, a raz golonkę z chrzanem zapije setką.
a przepraszam, subtelnością jest tu krem z żółwia czy golonka z setką?
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Raz zje krem z żółwia Opowiedz mi o kremie z żółwia. Słyszałam o zupie z żółwia.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Opowiedz mi o kremie z żółwia. Słyszałam o zupie z żółwia.
Może była to i zupa, ale konsystencję miała kremu, a kolor ... chyba pistacjowy. Widziałem to kiedyś na Batorym. Niektórzy to zjedli, ale potem był sztorm, i się to to wychlupało.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | 4 na 4 | i.czaplicka (5782 punktów) |
>A co z ciążą? Czy można być trochę w ciąży. Częściowo w ciąży? Jak najbardziej. poszukaj np, "puste jajo płodowe"
|
|
| | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >>A co z ciążą? Czy można być trochę w ciąży. Częściowo w ciąży? >Jak najbardziej. poszukaj np, "puste jajo płodowe" A jest jeszcze tzw. graviditas imaginaria czyli ciąża urojona, ( nie mylić z "Bogiem urorjonym").
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
5 na 9 | Alicja Duda (25557 punktów) | > Nie umiejąc odpierać argumentów miotają inwektywy, obrzucają interlokutora wyzwiskami,> reagują agresywnie na to, że ktoś śmie się z nimi nie zgadzać.Rozmawiając dobiera się argumenty do poziomu percepcji rozmówcy. Dysonans powstaje gdy rozmówca jest fałszywy. Tak jak w twoim przypadku podszywasz się pod kobietę a jesteś mężczyzną o męskim seksistowskim sposobem myślenia. Sugerujesz rozmówcy, że masz za sobą własne ( kobiece) doświadczenia a równocześnie nie jesteś w stanie zrozumieć innego niż twoje typowo męskie ( i to ograniczone) podejście do spraw kobiet. Twoje wypowiedzi na temat aborcji jestem w stanie zrozumieć choć ich nie akceptuję ale przyzwyczajona jestem do takiej argumentacji ze strony mężczyzn. Natomiast twoje wypowiedzi jako kobiety powodują że robi mi się niedobrze.  Podobne uczucia  wzbudza u mnie twoja fascynacja pedofilią. Nie jesteś w stanie zrozumieć, że jest to szkodliwe dla psychiki dziecka bo widzisz w tym jedynie swoją przyjemność. Żadna normalna matka nie życzyłaby sobie by w tajniki seksu wprowadzał jej nieletnie dziecko stary zboczony facet. I to zupełnie niezależnie od płci tego dziecka. Zabawy seksualne pomiędzy rówieśnikami wcale mnie nie gorszą a jedynie żal mi dzieci ze względu na ich małą wiedzę o seksie bo konsekwencje będą ponosić całe życie. Dziecko to nie mały różowy bobasek ale przede wszystkim olbrzymie zobowiązanie na całe życie. To odpowiedzialność nie tylko za zapewnienie bytu ale i za prawidłowy rozwój. To danie szansy na dobre życie. Ta odpowiedzialność nie kończy się nigdy nawet na prawnukach. Ale ty tego nie jesteś w stanie pojąć. Z uporem maniaka wracasz do tych tematów, mimo tego, że już wszyscy wykorzystali racjonalne argumenty ale trafili na ścianę w twoim mózgu. Do ciebie to nie dociera. Bo nie o argumenty ani o dyskusję ci chodzi, bo ciebie podnieca już samo pisanie o molestowaniu dzieci i seksie z nieletnimi. Nie widzę powodu by brać udział w twojej masturbacji przy komputerze ale równocześnie nie mogę pozwolić by twoje zboczone pomysły traktowane były na tym forum jako racjonalne.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
 | -1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Wypowiedzi niektórych z was skłoniły mnie do przeczytania waszej dysputy z osobą ukrywającą się pod Nickiem prof. Grabowska i trochę żałuję bo niewiele z tego wynikło. Co prawda miałem trochę ubawu czytając ten kabaret, ale znam lepsze formy rozrywki. To dobre polega na tym, że zrozumiałem iż założenie tego wątku to była prowokacja. I niestety niektórzy dali się na nią złapać. Najpierw kkuj później Alicja Duda. Trochę to niepokojące (smutne - nie jestem pewien które uczucie przeważa), gdy moderator sam rozmywa wątek, ale jak to się pisze na forum, na którym panują inne zasady: "nie moje rybki, nie moje akwarium". Dla podkreślenia mojej dezaprobaty przy obu postach kliknąłem na nic nie znaczący "-". Jeśli ktoś chce o tym podyskutować, to zapraszam w stotosowne miejsce. Jeśli mam rację i założenie tego wątku było faktycznie prowokacją, to tym bardziej należało wykorzystać nadarzającą się okazję do dyskusji, a nie karmić trolla na kolejnym miejscu forum. Chyba nikt nie łudzi się, że osoba, która unika odpowiedzi na trudne pytania w jednym miejscu, zrobi to w innym?
|
|
|  | aspagnito (538 punktów) (zablokowany) | Przemku - to się nazywa "dowód społeczny".
Prawie wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy gwałcą rzeczywistość i na tych, którzy tę rzeczywistość już zgwałcili... Nieliczni mają ten przywilej dymać ją za jej radosną zgodą..
|
|
| |  | | Przemek J. (3008 punktów) | Dziękuję, nie wiedziałem.
|
|
|  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Jeśli mam rację i założenie tego wątku było faktycznie prowokacją Ale kogo i do czego miał ten wątek sprowokować i które, z podanych, znaczenie słowa prowokacja masz na myśli? prowokacja 1. «podstępne działanie mające na celu nakłonienie kogoś do określonego postępowania, zwykle szkodliwego dla niego i osób z nim związanych» 2. «podstępna działalność tajnych agentów udających członków jakiejś organizacji, działających na jej szkodę» 3. «działanie lub jego efekt mające na celu zaszokowanie kogoś, wywołanie w kimś jakichś emocji lub niekontrolowanych zachowań» 4. «nakłanianie jakiejś osoby do popełnienia przestępstwa w celu doprowadzenia do wszczęcia przeciwko niej postępowania karnego»
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
> Nie jesteś w stanie zrozumieć, że jest to szkodliwe dla psychiki dzieckaBadania psychologiczne temu przeczą. A skoro przeczą, to rozum nie ma tu nic do rzeczy. > podszywasz się pod kobietęSkoro zostałam przez Ciebie zdemaskowana to nie ma to większego znaczenia bo i tak traktujesz mnie jak mężczyznę. Innych z kolei to nie obchodzi jakiej jestem płci, lub im to nie przeszkadza, albowiem koncentrują się nie na tym KTO pisze a CO pisze. Meretseger zawsze się do mnie zwraca per Profesorowo i szat nie rozdziera. > ograniczone podejście do spraw kobietZnowu przypisujesz mi jakieś podejście. Czy ja chcę dla kobiet źle? Sprawy prawne w tym wypadku mnie nie obchodzą. Może dla mnie być prawnie dopuszczona całkowita aborcaja na każde życzenie do 3 miesiąca życia płodu. Gdybym była cyniczna powiedziałabym, że to dobrze, bo i tak jest za dużo ludzi, a za mało pracy. Pisałam już o tym i się powtarzam. Mnie tylko i wyłącznie chodzi o to ,aby kobiety i lekarze mieli świadomość, że aborcja jest złem, żeby zdawali sobie sprawę że dokonując aborcji postępują wbrew naturze, wbrew planowi przyrody. Potępiam też tych, którzy tak chętnie walczą o prawo kobiet do aborcji, a nic nie robią, aby stworzyć kobietom warunki do tego aby chciały rodzić. To wszystko. > Żadna normalna matka nie życzyłaby sobie by w tajniki seksu wprowadzał jej nieletnie dziecko stary zboczony facet.A czy ja twierdzę inaczej? Ale czasami są takie sytuacje, że małolatka się zakocha w starszym facecie, niekoniecznie zaraz zboczonym, tylko lubiącym młodsze panienki i potem robi się z tego bógwico. Tym bardziej, że jak tu już ludzie pisali taka 13 ,14 latka nie podpada pod żadną pedofilię. Obejrzyj sobie mini wykładzik seksguru.pl/pedofilia.> Z uporem maniaka wracasz do tych tematówBo razi mnie obłuda, głupota i niekonsekwencja chociażby prawa. Dlatego zadałam pytanie, czy jeśli się krzywdzi małego Piotrusia odbierając go matce w ten sposób w jaki to zrobiono, a wszyscy psychologowie twierdzą, że spowodowało to traumę psychiczną u niego, której skutki trudno przewidzieć, to skoro się skazuje na więzienie pedofilów krzywdzących dzieci to dlaczego tych co skrzywdzili Piotrusia się nie pociąga do odpowiedzialności karnej. Czy to jest według Ciebie temat o pedofilii? Bo pada w nim to słowo? Tak samo wątek o młodocianych rodzicach nie był o pedofilii. Nieco przewrotnie i ironicznie pytałam, czy owego tatusia młodego nie nalezałoby oskarżyć o pedofilię ( co zresztą sąd zrobił, ale kary nie wymierzył), i pytałam, też ironicznie, czy aby Super Express nie propaguje pedofilii roztkliwiając się nad skutkami współżycia nieletniej i nie potępiając surowo, jak to ma we zwyczaju w innych przypadkach, 17 letniego gwałciciela. Bo przecież stosunek z 12 latką uważany jest za gwałt, bo ona nie wie co robi i jest wykorzystywana. A ciąża pochodzi z przestępstwa i kwalifikuje się niejako podwójnie do aborcji. Raz jako wynik gwałtu a dwa jako że z przestępstwa. > bo ciebie podnieca już samo pisanie o molestowaniu dzieciA to już jest insynuacja tak zwana: "Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest."
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| Ojciec Lesiotr (6102 punktów) | >A co to w ogóle znaczy?
Właśnie - temat jest bzdurnie postawiony. Następny wątek będzie miał pewnie tytuł "Czy ludzie prawdomówni potrafią rozmawiać bez kłamstw?" albo "czy ludzie uczciwi umieją nie kraść?" itd.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
|
|
1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | >Czy racjonaliści umieją dyskutować racjonalnie. Doskonale zauważone i napisane. Nic ująć nic dodać. Takie same myśli nasuwały mi się po przeczytaniu niedawnej "dyskusji" w jednym z ostatnich i innych wątków tego forum. Zresztą także z analizy niektórych moich sporów, choć staram się zwykle trzymać dystans.
Wniosek z tego jest chyba taki, że gdy zaatakowana zostaje miła sercu idea to racjonalizm staje się bezużyteczny. My niedokończeni racjonaliści będziemy się tłumaczyć tym, że jeśli ktoś nas (ideę z którą się identyfikujeny) atakuje "kłonicą" to niepodobna bronić się "czystym rozumem", trzeba użyć adekwatnych środków rażenia. Ale to jest kiepskie tłumaczenie.
Trzeba nad sobą popracować i to dotyczy nie tylko tych którzy posługują się zwykle wspomnianą kłonicą.
|
|
2 na 2 Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | > Denerwują ich poglądy, które nie są zgodne z ich własnymi.Kto ma poglądy, tego obalanie ich nie denerwuje, bo sam je weryfikował, zna ich źródła, wie jak ich bronić i jest świadom ich logicznej niedoskonałości. Dlatego nie bywa wytknięciem sprzeczności zaskoczony. Zaś większość nerwusów dyskusyjnych w miejsce poglądów ma zaadoptowane mniej lub bardziej obiegowe stereotypy, których, jako nieprzemyślanych samodzielnie, obronić nie są w stanie. Kiedy się takiemu rozmówcy wykaże sprzeczność, wpada w panikę i działając chaotycznie, sięga po środki najczęściej stosowane w jego otoczeniu, czyli wyzwiska. Przynajmniej taki stereotyp zaadoptowałam sobie ja, Oliwia Sandra Nowak.  Ale sama wychowałam się wśród kulturalnych ludzi, czego mam nadzieję na tym forum dowieść.
|
|
 | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>większość nerwusów dyskusyjnych w miejsce poglądów ma zaadoptowane mniej lub bardziej obiegowe stereotypy OK, załóżmy, że mam zaadoptowany stereotyp, wynikły z oglądania filmów ("Psychoza" "Piątek, trzynastego") i czytania doniesień prasowych, oraz oglądania wiadomości TV, że każdy chory psychicznie jest niebezpieczny i agresywny. Ale nagle dowiaduję się, że według całej masy danych empirycznych (badań i doniesień naukowych)ponad 90 proc. pacjentów ze zdiagnozowaną poważną chorobą psychiczną, w tym schizofrenią, nigdy nie stosuje przemocy. Co wtedy robi racjonalista? Nerwus dyskusyjny zaś zaczyna nie tyle podważać owe dane empiryczne , no bo niby jak. On ich nie przyjmuje do wiadomości!!! Zawsze powtarzam tę dykteryjkę o pewnej pani która przyszła do ZOO i zobaczyła żyrafę. - Takiego zwierzęcia NIE MA! powiedziała i opuściła ZOO. Więc jak tu dyskutować z kimś, kto zamyka oczy na rzeczywistość bo woli żyć w wygodnej być może ułudzie?
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
|  | 2 na 2 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) | >Więc jak tu dyskutować z kimś, kto zamyka oczy na rzeczywistość bo woli żyć w wygodnej być może ułudzie?
To pytanie zadaj siadając wygodnie przed lustrem. Czeka Cię długi wieczór.
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | >>Więc jak tu dyskutować z kimś, kto zamyka oczy na rzeczywistość bo woli żyć w wygodnej być może ułudzie? >To pytanie zadaj siadając wygodnie przed lustrem. >Czeka Cię długi wieczór.
Ale wiesz o co chodzi z tym nie przyjmowaniem do wiadomości pewnych faktów?
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) | >>>Więc jak tu dyskutować z kimś, kto zamyka oczy na rzeczywistość bo woli żyć w wygodnej być może ułudzie? >>To pytanie zadaj siadając wygodnie przed lustrem. >>Czeka Cię długi wieczór. >Ale wiesz o co chodzi z tym nie przyjmowaniem do wiadomości pewnych faktów?
Oczywiście. Pewna pani Prof. G. mnie tego uczy. Jest w tym niezła.
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
|  | 1 na 1 Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | >- Takiego zwierzęcia NIE MA! powiedziała i opuściła ZOO. A forumowy nerwus zostaje i lży bogu ducha winnego dozorcę żyraf.
>Więc jak tu dyskutować z kimś, kto zamyka oczy na rzeczywistość bo woli żyć w wygodnej być może ułudzie? Nie wszyscy dyskutują w tym samym celu, właściwie to można przyjąć zasadę, że kto zelży adwersarza, ten swój prawdziwy cel dyskutowania odkrył.
|
|
| |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | > Nie wszyscy dyskutują w tym samym celu Dyskusję porównałabym do partyjki szachów. Ten kto umie myśleć lepiej zrobi szacha mata adwersarzowi, a w dyskusji kto używa lepszych ( mocniejszych) argumentów przekonuje tego kto ich nie ma, albo ma słabsze. Oczywiście zawsze adwersarz może rozrzucić figury szachowe i dać po łbie szachownicą temu kto go zapędził w kozi róg, tylko to już się nie nazywa grą w szachy!
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | |  | 2 na 2 Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | >adwersarz może rozrzucić figury szachowe i dać po łbie szachownicą Ha! I mnie przyszło na myśl porównanie dyskusji do szachów i do "ruchu szachownicą" też.
|
|
| | | |  | | Przemek J. (3008 punktów) | > >adwersarz może rozrzucić figury szachowe i dać po łbie szachownicą> Ha! I mnie przyszło na myśl porównanie dyskusji do szachów i do "ruchu szachownicą" też.Boście się "Mikołajka" naczytali i szachy już nigdy nie będą takie jak kiedyś  Ja dalej jak zacięta płyta, pozwolę sobie powtórzyć: to o czym piszecie to nie jest dyskusja. To sparing słowny, dobry jako trening ale z czasem nudnym i bezowocny, bo już nigdzie nie prowadzi.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>to o czym piszecie to nie jest dyskusja A co to jest dyskusja? Wyobraźmy sobie, że Akwinata żyła by dzisiaj i wystąpiła by w dyskusji na temat istnienia Boga ze swoimi dowodami na Jego istnienie. A po drugiej stronie stołu siedział by Richard Dawkins i po kolei te dowody zbijał doprowadzając je ad absurdum. Czy to wg. Ciebie była by dyskusja?
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Skąd ja niby mam widzieć czy to byłaby dyskusja?
To kto zasiada do stołu nie determinuje tego czy będziemy mili do czynienia z dyskusją, bijatyką słowną, bełkotem czy przedstawieniem. Wiele zależy od poruszanych tematów, celu spotkania, moderacji i aktualnej kondycji i samopoczucia interlokutorów.
Dawkins już próbował dyskusji z współczesnymi odpowiednikami Tomasza z Akwinu i zwykle nic z tego nie wynikało, poza mniej lub bardziej cywilizowaną wymianą poglądów.
Moim zdaniem podany przez Ciebie przykład nie jest najlepszym, bo jak już wielu ateistów się przekonało, dyskusja z teistami nie ma racji bytu. Co najwyżej są partnerami do treningów słownych. Dla teistów wiara jest tak głęboko zakorzenia w ich umysłach, że wypierają z niego wszystko co tej wierze przeszkadza. Teiści, których ja spotkałem w sowim życiu, mieli wraz z wiarą wszczepiony mem misjonarstwa, oni nie dążyli do dyskusji tylko do nawrócenia.
|
|
| | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Tomasz z Akwinu nie był teistą o jakim Ty mówisz, tylko filozofem i teologiem przy okazji. Myślę,że gdyby znalazł się w czasach współczesnych a Dawkins wytłumaczył by mu osiągnięcia współczesnej nauki to Tomasz przyznał by mu rację i najwyżej się rozpłakał. Wg.mnie dyskusja polega na dochodzeniu wspólnie do jakiegoś zgodnego z prawdą wniosku. Czasami nie ma nad czym dyskutować. Np. dyskusja nad tym czy można dawać homoseksualistom dzieci do adopcji jest bezprzedmiotowa ponieważ wszelakie badania psychologiczne dawno już wykazały, że dzieci wychowywane przez homoseksualistów niczym się nie róznią od tych wychowywanych przez heteroseksualistów. To tylko ludzie nie mający wiedzy, że takie badania istnieją uwazają, że temat jest dyskusyjny.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Myślę, że temat ewentualnej dyskusji pomiędzy Tomaszem a Richardem możemy zakończyć. Ja nic więcej do niego nie wniosę, zbyt mało tego pierwszego czytałem, żeby ustosunkować się do twojej sugestii, że beksa z niego  > Wg [pozwoliłem sobie na usunięcie kropy - Przemek] mnie dyskusja polega na dochodzeniu wspólnie do jakiegoś zgodnego z prawdą wniosku.Wg mnie dyskusja polega na wymianie poglądów i spojrzeniu na swoje stanowisko z innej strony, poszerzeniu własnej wiedzy i usystematyzowaniu własnych poglądów. Jak widzisz moja definicja dyskusji jest nieco szersza. Twoja definicja zawiera się w mojej, ale już jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że jest zbyt ograniczona. Poniżej przykłady dlaczego. - Nie każda dyskusja dotyczy tylko spraw sprawdzalnych, więc czasem kończy się porównaniem hipotez, nie można wybrać jedynej prawdziwej, bo jeszcze nie wiemy, która nią jest. Często już mi się zdarzyło i zapewne stanie się to jeszcze wielokrotnie, że w wyniku dyskusji osiągam efekt zupełnie odwrotny. Interlokutorzy odrzucają swoje poglądy, które uznawali za prawdziwe i zaczyna się poszukiwanie nowych. - Wypracowanie wspólnego wniosku nie zawsze jest możliwe. Mój nadużywany przykład, to już ten wcześniej użyty dotyczący ateisty i teisty. - No i "dochodzenie". Oczekiwanie na dojście do jakiegoś ostatecznego rozwiązania niepotrzebnie budzi emocje (co zbyt często kończy dyskusję a zaczyna pyskówkę) i może prowadzić do bezproduktywnego przedłużania paplaniny. Bo czasem kończą się argumenty i zaczynają się powtórzenie i dziwny słowotok, a to już nie jest dyskusja tylko paplanina (w lepszym wypadku rozmowa). Dla zdefiniowanych przeze mnie efektów dyskusji lepiej przerwać zanim to nastąpi i dać sobie czas na refleksję i zebranie dodatkowych argumentów lub po prostu w ogóle zrezygnować z dalszej rozmowy na dany temat w wyniku zaistniałego impasu. To jest moje stanowisko i poglądy w sprawie dyskusji. Pewnie nie są idealne, ale od czasu gdzie je sobie uświadomiłem i zdefiniowałem czerpię dużo więcej przyjemności z udziału w wszelakiego typu dyskusjach internetowych i przypadkowych spotkaniach w rzeczywistym świecie.
|
|
| | | | | | | | |  | prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) | Ważne jest też co jest przedmiotem dyskusji. Poza tym czym dyskusja różni się od zwykłej rozmowy, czy wymiany poglądów? Przypomniał mi się Platon, a właściwie jego dialogi. To też są przykłady dyskusji, które prowadził Sokrates chcąc dociec co to jest sprawiedliwość, cnota czy miłość. Ale dzisiaj już psychologowie dzięki różnym badaniom odarli miłość ze wszelkich tajemnic (Bogdan Wojciszke - "Psychologia miłości" GWP Gdańsk 2005). Więc i o miłości nie ma co dyskutować tylko trzeba przeczytać tę książkę.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | > Ważne jest też co jest przedmiotem dyskusji.
Dla dyskutantów na pewno.
>Poza tym czym dyskusja różni się od zwykłej rozmowy, czy wymiany poglądów?
Opisałem już powyżej co dla mnie jest dyskusją. Twoja obecna wypowiedź, to dla mnie już rozmowa. Piszesz kilka zdań, bez żadnego uzasadnienia, co mają one wspólnego z podjętym tematem, zmuszasz mnie do własnej interpretacji, zapewne po to, żeby się do niej przyczepić (zgaduję na podstawie Twoich dotychczasowych zachowań na forum).
>Przypomniał mi się Platon, a właściwie jego dialogi. >To też są przykłady dyskusji, które prowadził Sokrates chcąc dociec co to jest sprawiedliwość, cnota czy miłość.
I tu pełna zgodna. "Obrona Sokratesa" to jedna z moich ulubionych książek.
>Więc i o miłości nie ma co dyskutować tylko trzeba przeczytać tę książkę.
O co Ci chodzi? Co to wnosi do tematu?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | > Boście się "Mikołajka" naczytali i szachy już nigdy nie będą takie jak kiedyś A właśnie nie czytałam.  > to nie jest dyskusja. To sparing słowny, dobry jako trening ale z czasem nudnym i bezowocny, bo już nigdzie nie prowadzi.Bo po prawdzie to mało kto się w jaką podróż wybiera. Każdy we własne poglądy tudzież przyswojone stereotypy obrósł niczym yokozuna w tłuszczyk i ze swojego kawałka zepchnąć się nie da. Przyczyna zaś taka, że życie jest walką i na każdym kroku chodzi o zwycięstwo i dalej - dominację. Czyli o władzę.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | Lekturę polecam, bo moim zdaniem naprawdę warto. Lekka łatwa i przyjemna a jak ktoś ma skłonności do refleksji to daje ona dużo takich okazji. > życie jest walką i na każdym kroku chodzi o zwycięstwo i dalej - dominację. Czyli o władzę.Wszystko zależy od definicji. Mnie wcale na dominacji i władzy nie zależy. Oczywiście mam wolę życia, więc konieczność walki zachodzi na różnych poziomach, ale to nie znaczy, że nie mogę dążyć do sytuacji, w których wolę bezsensownej walki unikać. Taką sytuacją jest dla mnie rozmowa i wymiana poglądów. Rozumiem, że trening w przepychankach słownych jest ważny, szczególnie jeśli dopiero wyrabia się światopogląd lub wciąż ma siły i ochotę walczyć o jakieś idee, ale nie jest on sam celem w sobie. W moim przekonaniu powinien prowadzić do celu, którym jest właśnie umiejętność prowadzenia dyskusji. Jako człowiek starający się postępować mądrze i myśleć racjonalnie co pewien czas wyrzucam ze swojego umysłu stereotypy i dogmaty. Nie jest to łatwe, bo wracają one cichaczem i niepostrzeżenie, ale mam świadomość ich istnienia i związanych z ich bytnością ryzyk, dlatego nawet gdy się niepostrzeżenie przebiją i uzewnętrznią zawsze jestem gotów przyznać się do błędów. Jako pasjonat szeroko pojętej nauki, zdaję sobie sprawę z ograniczeń modeli świata i zjawisk, które tworzymy we własnych umysłach i zawsze jestem gotów na zmianę swoich, jeśli tylko stoją za tym racjonalne przesłanki i dowody. Zapewne dla wielu jestem idealistą, ale dla mnie to nie problem (do tego niepoprawnym optymistą). Mam fajne życie, które sprawia mi przyjemność i dyskusje są jego elementem. Bijatyki na słowa i argumenty zupełnie mnie nie bawią. Niestety, jak patrzę na swoje niektóre wypowiedzi, wychodzi mi, że nadal jestem zarażony mesjanizmem, ale pracuję i nad tym
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | > Lekka łatwa i przyjemnaEh, taki Mikołajek by mi się przydał, załatwię sobie. > trening w przepychankach słownych jest ważny [...] ale nie jest on sam celem w sobie [...] powinien prowadzić do celu, którym jest właśnie umiejętność prowadzenia dyskusji.Ale po co przygotowywać się do dyskusji, skoro dyskusje w istocie są treningiem słownym, który nie jest celem samym w sobie... Się mi zakręciło coś? > co pewien czas wyrzucam ze swojego umysłu stereotypy i dogmaty. Nie jest to łatweBo do podświadomości nie umiemy zajrzeć... Gdy o podświadomości mowa zawsze zamartwiam się "dzikimi dziećmi" z którymi nie udało się nawiązać kontaktu. > zawsze jestem gotów przyznać się do błędówWstępne założenie, że druga strona mogłaby mieć rację, jest przyznaniem, że nie przemyślało się swojego stanowiska do końca i obstaje przy niepewnym twierdzeniu dla hecy. To lekceważące wobec przeciwnika, a jeśli natrafi się na adwersarza słabszego (mówiąc skrótowo), to przecież wciskamy mu świadomie kit, czyli treści których prawdziwości nie jesteśmy pewni. To przecież nieuczciwe. Chyba sporo osób podziela moje zdanie, są pewni swego, więc i dyskusje bywają zaciekłe. > Mam fajne życie, które sprawia mi przyjemność i dyskusje są jego elementem.Jesteś Mikołajkiem???  > Bijatyki na słowa i argumenty zupełnie mnie nie bawią.A może chcesz ukryć wszystkich i tylko Mikołajka zostawić?
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Przemek J. (3008 punktów) | >>trening w przepychankach słownych jest ważny [...] ale nie jest on sam celem w sobie [...] powinien prowadzić do celu, którym jest właśnie umiejętność prowadzenia dyskusji. >Ale po co przygotowywać się do dyskusji, skoro dyskusje w istocie są treningiem słownym, który nie jest celem samym w sobie... Się mi zakręciło coś?
Widzę, że mnie nie zrozumiałaś. Jeśli Twój wniosek wynika wyłącznie z powyższej mojej wypowiedzi, to chyba masz problem z wyciąganiem logicznych wniosków. Dyskusja nie jest treningiem słownym (nie widzę nigdzie miejsca, gdzie bym tak napisał, a na pewno nie miałem takiego zamiaru). Dyskusja jest uwieńczeniem treningów. Żeby umieć dyskutować, trzeba wiedzieć co jest zwykłą sztuczką erystyczną, co może obrazić interlokutora, jak odciągać uwagę od tematu głównego, gdy się nie ma argumentów na poparcie swojego stanowiska itp.. Wiedza ta pozwala na kontrolowanie samego siebie, w celu unikania tychże błędów destrukcyjnych dla dyskusji i wskazaniu rozmówcy, gdy sam takie sztuczki zaczyna stosować. Ponieważ najlepsza wiedza ta teoretyczna ugruntowana praktyką, dlatego napisałem, że sparingi słowne są ważne w pewnym etapie rozwoju.
>Wstępne założenie, że druga strona mogłaby mieć rację...
Założenie, że zawsze się ma rację to może być objaw megalomani lub choroby psychicznej. Lekceważące dla interlokutora (to nie jest walka, tu nie ma przeciwników, o celach dyskusji pisałem już wcześniej. W dyskusji nie chodzi i pokonanie kogoś tylko o własny rozwój) jest nie słuchanie jego argumentów, dążenie do jego poniżenia, wykorzystywanie jego słabości zamiast wykazywania słabości poglądów, których broni.
Wstępne założenie, że mogę się mylić, to objaw dojrzałości umysłowej. Jeśli na wstępie musimy przyjąć, że druga strona się myli i będzie dążyć do poniżenia nas, to już w tym momencie odrzucamy możliwość prowadzenia dyskusji. Szykujemy się na kolejny sparing słowny. Ja nie chcę pokazać, ze to coś złego, ja tylko chcę pokazać, że wg mojej definicji to dwie różne rzeczy, które, jeśli je rozdzielić, pozwalają na świadomy wybór, czy chcemy się kopać do upadłego czy wolimy pracować na własnym rozwojem.
> Chyba sporo osób podziela moje zdanie, są pewni swego, więc i dyskusje bywają zaciekłe.
Może te sporo osób zechciałoby się wypowiedzieć w swoim imieniu? (Pytanie retoryczne, sporo much lubi kupy i mnie to też nie przekonuje). Dyskusje bywają zaciekłe, z zupełnie innych względów. To co Ty masz na myśli ja definiuję jako kłótnie (sparingi słowne).
>Mam fajne życie, które sprawia mi przyjemność i dyskusje są jego elementem. Jesteś Mikołajkiem???
Co przez to rozumiesz, skoro nie czytałaś książki? Jeśli Mikołajek dla Ciebie to osoba ciesząca się życiem i zadowolona z samego siebie, to tak jestem nim. Co prawda u książkowego Mikołajka ta radość wynikała z jego dziecięcego spojrzenia na świat, ja do swojej dojrzałem i trochę to trwało, ale efekt dla zewnętrznego obserwatora często jest podobny.
>>Bijatyki na słowa i argumenty zupełnie mnie nie bawią. >A może chcesz ukryć wszystkich i tylko Mikołajka zostawić?
Nie zrozumiałem. Domyślam się jakiejś przenośni ale niestety nie umiem jej uchwycić.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | > Jeśli Twój wniosek wynika wyłącznie z powyższej mojej wypowiedzi, to chyba masz problem z wyciąganiem logicznych wniosków.Ale jest jeszcze taka możliwość, że to Ty masz problem z rozumieniem co napisałeś. > Dyskusja nie jest treningiem słownym (nie widzę nigdzie miejsca, gdzie bym tak napisał, a na pewno nie miałem takiego zamiaru).Jeśli nie jesteś pewien, powinieneś sprawdzić. Ja tego nie zrobię, bo nie jest w Twoim tekście jasne co nazywasz "dyskusją", co "wymianą poglądów", użyłeś też terminu "rozmowa" no i "przepychanka słowna". Dla mnie to są synonimy, ale jeśli ustalisz inaczej, to może wyciągnę jakie wnioski. > Dyskusja jest uwieńczeniem treningówA teraz trenujemy, czy dyskutujemy? > Założenie, że zawsze się ma rację to może być objaw megalomaniNie zalecałam czynić takich założeń. > W dyskusji nie chodzi i pokonanie kogoś tylko o własny rozwójPomagam Ci jak mogę!  > Wstępne założenie, że mogę się mylić, to objaw dojrzałości umysłowej.Objawem dojrzałości jest przedstawianie dobrze przemyślanych koncepcji. > Jeśli na wstępie musimy przyjąć, że druga strona się myliLogika nakazuje takie założenie, inaczej nie ma "drugiej strony" dyskusji. > Może te sporo osób zechciałoby się wypowiedzieć w swoim imieniu? (Pytanie retoryczne, sporo much lubi kupy i mnie to też nie przekonuje).Nie widzę wielu chętnych, a zgoła żadnego, widać ta kupa nie po mojej stronie leży.  > Jesteś Mikołajkiem???> Co przez to rozumiesz, skoro nie czytałaś książki?Słyszało się o niej.  > >>Bijatyki na słowa i argumenty zupełnie mnie nie bawią.> >A może chcesz ukryć wszystkich i tylko Mikołajka zostawić?> Nie zrozumiałem. Domyślam się jakiejś przenośni ale niestety nie umiem jej uchwycić.Skoro podoba Ci się "Mikołajek" jako rzecz (a także postać) lekka łatwa i przyjemna, a nie podobają bijatyki na słowa i argumenty, powinieneś tak długo wyłączać widok na poszczególnych forumowiczów, aż zostanie tylko to co lubisz, a będzie to "Mikołajek" (A ujętym w cudzysłów "Mikołajkiem" jest każdy lekki łatwy i przyjemny rozmówca... Czyli nierealny, niestety.)
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Przemek J. (3008 punktów) | > Ale jest jeszcze taka możliwość, że to Ty masz problem z rozumieniem co napisałeś.Bardzo cenna uwaga, ale dla mnie nie nowa. Owszem jest taka możliwość. W czasie dyskusji zdarza się, że odkrywam nowe spojrzenie na moje słowa. Czasem tak niesamowite jak Twoje, dla mnie mało wartościowe, bo tylko po raz kolejny widzę jakie cuda można wnioskować gdy logika zawodzi, ale czasem naprawdę ważne i odkrywcze. > nie jest w Twoim tekście jasne co nazywasz "dyskusją", co "wymianą poglądów", użyłeś też terminu "rozmowa" no i "przepychanka słowna". Dla mnie to są synonimy, ale jeśli ustalisz inaczej, to może wyciągnę jakie wnioski.Po pierwsze warto zajrzeć do wikipedii. Po drugie pisałem w poście #83. Co prawda zamiast przepisać definicję użyłem tez z niej wynikających, co mogło wprowadzić trochę zamieszania, ale nie takiego by nie umieć rozróżnić tego co definiuję jako dyskusja i sparing słowny. Jako synonimów używałem określeń przepychanka słowna, sparing słowny, trening słowny. Definicje pozostałych, jak już pisałem, znajdziesz w Wiki. > A teraz trenujemy, czy dyskutujemy?Na pewno nie jest to dyskusja, bo tobie brakuje wiedzy i stosujesz jakąś dziwną logikę, do tego temat nie jest sprecyzowany. Zwykła wymiana poglądów, czyli rozmowa. Każda rozmowa jest jakimś treningiem (np. mięśni). Dla mnie to jest trening klarowności przekazu i cierpliwości. Na moje nieszczęście przekształca się to w sparing słowny, więc pewnie za chwilę sobie odpuszczę dalsze zabieranie głosu. > > >Założenie, że zawsze się ma rację to może być objaw megalomani> Nie zalecałam czynić takich założeń.To co w takim razie oznaczała Twoja wypowiedź? > Objawem dojrzałości jest przedstawianie dobrze przemyślanych koncepcji.Zgoda, ale nie zawsze dobrze przemyślana koncepcja oznacza koncepcję kompletną, zawierającą wszystkie możliwe dowody i implikacje. Tylko, że tych ostatnich może przybywać lub mogą się zmieniać. Nie zawsze jest okazja poznać wszystkie dowody w dowolnej chwili, dlatego dyskusja powinna być do tego okazją. > > Jeśli na wstępie musimy przyjąć, że druga strona się myli> Logika nakazuje takie założenie, inaczej nie ma "drugiej strony" dyskusji.Jaka logika, w którym miejscu? Zresztą pisałem już, że takie podejście zamyka drogę do dyskusji i już nie chcę się powtarzać, a staram się Ciebie nie obrazić więc ugryzę się w... palec  > Nie widzę wielu chętnych, a zgoła żadnego, widać ta kupa nie po mojej stronie leży.I znów wykazujesz niezdolność logicznego wyciągania wniosków. Napisałem przecież, że pytanie retoryczne, więc nikt myślący się nie odzywa, bo rozumie, że to nic do tematu nie wniesie (zakładając, że ktokolwiek poza nami to czyta). Czym jest "ta kupa"? Twoją tezą, że przekonanie o własnej racji, nie dopuszczenie możliwości, że oponent może mieć lepsze argumenty? Jeśli tak to po jakiej stronie ona leży jak nie po Twojej? Chyba, że to taka przenośnia, że kupa owszem jest Twoja ale pod moim nosem śmierdzi. Jeśli tak to ok., bo faktycznie śmierdzi mi ona Twoją niezdolnością do logicznego myślenia. > Słyszało się o niej.Nie rozumiesz różnicy pomiędzy przeczytaniem i słyszeniem o czymś? Naprawdę jesteś taka ograniczona, czy tylko mnie podpuszczasz? Jeśli to drugie to przepraszam za ograniczoną, jeśli to pierwsze, to naprawdę nie mamy o czym dalej rozmawiać. > powinieneś tak długo wyłączać widok na poszczególnych forumowiczów, aż zostanie tylko to co lubisz,Systematycznie to robię, choć z zupełnie innych powodów, niż Ci się wydaje. > A ujętym w cudzysłów "Mikołajkiem" jest każdy lekki łatwy i przyjemny rozmówca... Czyli nierealny, niestety.Wręcz przeciwnie. Spotkałem takich wielu, tylko że ja wyrosłem z Twojego rozumienia "lekki, łatwy i przyjemny". Dla mnie oznaczają one osoby myślące, umiejące logicznie wnioskować i z dużą wiedzą na poruszany temat. Z nimi dyskusja jest lekka, łatwa i przyjemna, choć jednocześnie wymagająca intelektualnie, dotyczy ciężki tematów i dostarcza radości z uczestnictwa i poznawania świata. A pomyśleć, w czasie gdy odpisywałem na Twojego posta mogłem przeczytać kilkadziesiąt stron "Mikołajka". Powinienem znacznie więcej czytać, ale książek nie wpisów na forum.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | > >> >Założenie, że zawsze się ma rację to może być objaw megalomani> > Nie zalecałam czynić takich założeń.> To co w takim razie oznaczała Twoja wypowiedź?Że nigdy nie powinno się stawiać tez, o których prawdziwości sami nie jesteśmy przekonani. Ta kwestia poszła na pierwszy ogień, ale tak sobie przeglądam coś Ty mi jeszcze tu wysmażył, a tam takie kwiatki: > Twoje, dla mnie mało wartościowe, bo tylko po raz kolejny widzę jakie cuda można wnioskować gdy logika zawodzi> tobie brakuje wiedzy i stosujesz jakąś dziwną logikę> takie podejście zamyka drogę do dyskusji> I znów wykazujesz niezdolność logicznego wyciągania wniosków> ja wyrosłem z Twojego rozumienia> Nie rozumiesz różnicy pomiędzy przeczytaniem i słyszeniem o czymś?> Naprawdę jesteś taka ograniczona, czy tylko mnie podpuszczasz?> to naprawdę nie mamy o czym dalej rozmawiać.Itd, itp, całe mnóstwo materiału na sprawienie Ci naprawdę potężnych batów, ale tak się składa, że nie chcą mnie tutaj, niechże więc sami sobie z Tobą i Tobie podobnymi tańcują. Bo zapewne prędzej czy później za skórę im zaleziesz. Czego zarówno im jak i Tobie szczerze, acz niezbyt życzliwie życzę.
|
|
 | 2 na 2 | Głąbiński (3538 punktów) | >... większość nerwusów dyskusyjnych w miejsce poglądów ma zaadoptowane mniej lub bardziej obiegowe stereotypy, ... Nie istnieje granica między tymi "poglądami" i "stereotypami". Możemy mówić jedynie o przewadze któregoś z tych dwu sposobów w uformowaniu rozumienia rzeczy w umysłach dyskutantów. Nie widzę również tak prostego związku między stopniem racjonalności i kulturą dyskusji. W wielu wypadkach nerwy puszczają osobie, która ma bardziej rozumne uporządkowanie myśli.
Stach M. G.
|
|
|  | Oliwia Sandra Nowak (758 punktów) (zablokowany) | >Nie istnieje granica między tymi "poglądami" i "stereotypami". Właściwie wszystkie granice są umowne, podział na dyskutantów opanowanych i pyskaczy też przecież jest nieostry.
>W wielu wypadkach nerwy puszczają osobie, która ma bardziej rozumne uporządkowanie myśli. A może dla tej osoby to nie myśli własne, a stereotypy?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|