 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-05-2013 09:25 | Mateusz Wert (153 punktów) | W kościele
2 na 2 | Jak się domyślam, większość z Was nie chodzi do kościoła. Lecz być może zdarza się pójść tam z koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie.
Czy przed wejściem do świątyni klękacie, żegnacie się (swoją drogą to mnie zastanawia, gdzie Bóg rzekł, aby w ten sposób się z nim witać, a przecież ten znak może być zastąpiony przez "cześć"), w czasie bycia w kościele, gdy trzeba klęknąć klękacie, czy może wszystko to olewacie. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
20 na 20 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie.
Wchodząc do świątyni należy przestrzegać minimum miejscowych obyczajów. W muzułmańskiej, buddyjskiej, hinduistycznej zdejmuję buty, a w chrześcijańskiej zachowuję się spokojnie nie przeszkadzając innym. Klękanie nie jest obowiązkowe. Wody święconej nie ruszam bo się brzydzę. To siedlisko paskudnych bakterii.
|
|
 | | Mateusz Wert (153 punktów) | >>koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie. >Wchodząc do świątyni należy przestrzegać minimum miejscowych obyczajów. W muzułmańskiej, buddyjskiej, hinduistycznej zdejmuję buty, a w chrześcijańskiej zachowuję się spokojnie nie przeszkadzając innym. Klękanie nie jest obowiązkowe. Wody święconej nie ruszam bo się brzydzę. To siedlisko paskudnych bakterii. >
Czyli jak mniemam gdy wchodzisz do kościoła, pomijasz wodę święconą, wkraczasz do środka bez klękania i w czasie mszy gdy wszyscy klękają, bo tak wg nich trzeba, Ty siedzisz, tak?
|
|
|  | 11 na 11 | Sceptyk35 (291 punktów) |
>Czyli jak mniemam gdy wchodzisz do kościoła, pomijasz wodę święconą, wkraczasz do środka bez klękania i w czasie mszy gdy wszyscy klękają, bo tak wg nich trzeba, Ty siedzisz, tak?
O ile o mnie chodzi - dokładnie tak.
|
|
|  | 9 na 9 | MadameDeVoltaire (1428 punktów) | >Czyli jak mniemam gdy wchodzisz do kościoła, pomijasz wodę święconą, wkraczasz do środka bez klękania i w czasie mszy gdy wszyscy klękają, bo tak wg nich trzeba, Ty siedzisz, tak?
Ja również. Za to wstaję jak inni wstają. Ale nie mamroczę nic pod nosem i nie tłukę się po klatce piersiowej, stoję sobie spokojnie.
bang bang, shot you dead
|
|
|  | 7 na 7 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Czyli jak mniemam gdy wchodzisz do kościoła, pomijasz wodę święconą, wkraczasz do środka bez klękania i w czasie mszy gdy wszyscy klękają, bo tak wg nich trzeba, Ty siedzisz, tak?Przez ostatnie 5 lat czyli będąc 2-3 razy w czasie obrzędu zachowuję się dokładnie jak opisałeś  . Przy okazji byłem tam jako osoba od zdjęć: ślub brata (byłem może 2 minuty, bo trzeba było coś załatwić), chrzest jego syna, chyba byłem jeszcze raz, ale nie pamiętam. Na: - pogrzeby w kościele nie chodzę, - śluby przed kościołem po ceremonii, - chrzciny nie mam zamiaru chodzić (wyjątek zrobiłem dla brata robiąc fotki, nie wyobrażam sobie, co by musiało się zdarzyć, żebym przyszedł na kolejne) Ja naprawdę nie mam żadnych potrzeb jakie kościół mógłby zrealizować. Do rodziny już chyba dotarło, więc moja obecność w kościele dla nich też jest raczej niekomfortowa. Znajomi doskonale wiedzą o moim podejściu do spraw religijnych, oprócz tego mam własną wolną wolę. Muszę jednak zaznaczyć, że nie mam dziewczyny ani żony i tu z tego co słyszę mógłby się zacząć prawdziwy test  Poza obrzędami zdarza mi się kościoły zwiedzać. Niestety u nas jest bardzo mało zabytków niekościelnych, zastanawiające nieprawdaż 
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
|  | 1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Czyli jak mniemam gdy wchodzisz do kościoła, pomijasz wodę święconą, wkraczasz do środka bez klękania i w czasie mszy gdy wszyscy klękają, bo tak wg nich trzeba, Ty siedzisz, tak?
Kiedyś klękałem żeby nie było głupio, ale potem nie. Ta decyzja przychodzi mi bardzo łatwo z powodu kontuzji kolana, a nie jakiegoś ostentacyjnego bohaterstwa. Poza tym od pewnego czasu nie mam okazji, ani powodu do wizyt w kościele. Od każdej reguły są wyjątki. Np dla zabawy dałem sobie zrobić palcem kropkę na czole w świątyni hindu podczas pobytu w Indiach. To przecież tylko zwykły teatr i jak się ma ochotę, to można udawać i się tym bawić.
|
|
|  | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Czyli jak mniemam gdy wchodzisz do kościoła, pomijasz wodę święconą, wkraczasz do środka bez klękania i w czasie mszy gdy wszyscy klękają, bo tak wg nich trzeba, Ty siedzisz, tak?
Zabrzmiało jakby Cie takie postępowanie oburzało. Czego oczekujesz?
Ja staram się po prostu nie wchodzić do kościołów/synagog/meczetów itp w czasie obrzędów (co innego jak akurat zwiedzam, a czasem w katedrze są fajne koncerty naszych symfoników). A jak muszę, to staram się nie rzucać w oczy - siadam sobie gdzieś w kąciku i tylko wstaje jak inni wstają, poza tym siedzę. Nie pisze smsów ani nie surfuje sobie po necie na tablecie. Ten raz do roku (i to w porywach) mogę przecierpieć, jeżeli moim bliskim (ale tylko tym bardzo bliskim) na tym zależy - zwykle to ślub lub pogrzeb.
Nie słyszałam jeszcze złego słowa co do mojego zachowania.
"We live in times of smart phones and stupid people"
|
|
14 na 16 | Ania. (14138 punktów) | >Jak się domyślam, większość z Was nie chodzi do kościoła. Lecz być może zdarza się pójść tam z >koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie. >Czy przed wejściem do świątyni klękacie, żegnacie się (swoją drogą to mnie zastanawia, gdzie Bóg >rzekł, aby w ten sposób się z nim witać, a przecież ten znak może być zastąpiony przez "cześć"), w >czasie bycia w kościele, gdy trzeba klęknąć klękacie, czy może wszystko to olewacie. Ja podobnie jak Jan: wchodzę, nie maczam paluchów i nie klękam nigdy.
Należy rozróżnić czynności związane z szacunkiem dla wyznawców, ludzi zgromadzonych, od czynności wyrażających poddaństwo i uległość, cześć dla przedmiotu kultu. Szacunek wyznawcom IMO należy wyrazić, ale wobec przedmiotu kultu - nie ma takiej potrzeby.
Kiedy wstają, wstaję, bo to niegrzecznie siedzieć, podczas gdy starsze babcie stoją.
Jeśli siedzę w czasie klękania - siedzę dalej. Jeśli stoję, bo nie ma miejsc siedzących - stoję dalej.
Klękanie i żegnanie się nie należą do czynności wyrażających szacunek dla wyznawców, ale dla przedmiotu kultu, trudno oczekiwać, aby osoba niewierząca, a uczestnicząca w mszy przypadkiem - bo pogrzeb, bo ślub czy komunia, wyrażała cześć lub poddaństwo przedmiotowi kultu, w który nie wierzy. Stąd nie maczam, nie udaję wiary, nie krzyżykuję, nie tłukę w piersi, nie śpiewam i nie modlę się.
Gdybym miała okazję odwiedzić meczet, zdjęłabym buty, bowiem byłoby to tym samym z grubsza, co włażenie w butach do czyjegoś salonu wbrew jego woli. Skoro takie mają normy, należy je uszanować, a trudno oczekiwać, że będą boso deptać po błotku z moich butów.
W każdej świątyni dostosowuję strój, nie wchodzę w bikini lub w miniówce rodem z dyskoteki. To z kolei wyraża szacunek dla wyznawców.
|
|
3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Jak się domyślam, większość z Was nie chodzi do kościoła. Lecz być może zdarza się pójść tam z >koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie. W ogóle się nie zdarza. Przestałem chodzić do kościoła nie bez przyczyny, nie widzę więc potrzeby wracania tam, niezależnie od towarzystwa.
|
|
 | 2 na 2 | Ania. (14138 punktów) | >>Jak się domyślam, większość z Was nie chodzi do kościoła. Lecz być może zdarza się pójść tam z >>koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie. >W ogóle się nie zdarza. Przestałem chodzić do kościoła nie bez przyczyny, nie widzę więc potrzeby wracania tam, niezależnie od towarzystwa. Nawet na pogrzeb mamy przyjaciela nie pójdziesz?
|
|
|  | 3 na 3 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Nawet na pogrzeb mamy przyjaciela nie pójdziesz? Pogrzeb może być świecki, bez żadnych kościelnych obrządków. Jeśli nie to mogę przyjść bezpośrednio na cmentarz nie uczestnicząc w mszy poprzedzającej pochówek. Inna sprawa, że nie było - na szczęście - okazji do sprawdzenia tego w praktyce. Na razie więc głowy sobie tym nie zawracam.
|
|
| |  | 5 na 5 | Ania. (14138 punktów) | >>Nawet na pogrzeb mamy przyjaciela nie pójdziesz? >Pogrzeb może być świecki, bez żadnych kościelnych obrządków. To nie goście decydują o obrządku. Wypadałoby zastosować się do życzenia zmarłej osoby.
>Jeśli nie to mogę przyjść bezpośrednio na cmentarz nie uczestnicząc w mszy poprzedzającej pochówek. Inna sprawa, że nie było - na szczęście - okazji do sprawdzenia tego w praktyce. Na razie więc głowy sobie tym nie zawracam. Gratuluję, ja niestety - miałam okazję. A pogrzeb jest tylko jednym przypadkiem. Są i śluby, często kościelne, rzadko cywilne, a ostatnio nawet komunię musiałam zaliczyć. Opcji "po kościele" w zasadzie nie ma. Na pogrzebie często ksiądz odwala formułkę w 5 minut i zmyka, więc cała ceremonia zwykle odbywa się w kościele. W przypadku ślubu i komunii... Jeśli nie jestem bliską osobą, stosuję wymyk na hamburgera, ogniskując się po mszy, ale jeśli jestem w gronie najbliższych, niezbyt to zręczne jest.
To trochę tak, jak gdybym zaprosiła bliskich na moją obronę, a oni poszli na kawę w trakcie najważniejszej części. Nie zgadzasz się, że nie za ładnie? Nawet jeśli nie mają pojęcia, o czym mówię, słuchają i udają że rozumieją, aby wyrazić ich wsparcie dla mnie. Są w ważnym momencie.
|
|
| | |  | | Mateusz Wert (153 punktów) | Co do komunii, ja ostatnio miałem w rodzinie, zostałem zaproszony i zwyczajnie się nie pojawiłem, znają moje poglądy i wiedzą, że nie lubię głupot kościelnych. Muszą uszanować moją wolę, nie można się do niczego zmuszać i iść wbrew swym przekonaniom.
A na komunię to można pójść do domu po kościele.
Natomiast w 100% zgadzam się z tym co napisałaś wyżej - na temat zachowania w kościele.
|
|
| | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >To nie goście decydują o obrządku. Wypadałoby zastosować się do życzenia zmarłej osoby. Toż nic takiego nie pisałem. Jest tylko taka możliwość zmarły/a nie musi być osobą religijną. >Gratuluję, ja niestety - miałam okazję. A pogrzeb jest tylko jednym przypadkiem. Są i śluby, często kościelne, rzadko cywilne, a ostatnio nawet komunię musiałam zaliczyć. Do brania udziału w ślubie również okazji nie miałem. Co do komunii to do kościoła nie poszedłem, rodzinie nie przeszkadzało. Nawet gdyby im przeszkadzało, to cóż, ich problem. >Opcji "po kościele" w zasadzie nie ma. Na pogrzebie często ksiądz odwala formułkę w 5 minut i zmyka, więc cała ceremonia zwykle odbywa się w kościele. W przypadku ślubu i komunii... Zawsze można poczekać na cmentarzu. Co do komunii to nie widzę problemu w nie przyjściu do kościoła, co do ślubu to również głowy sobie tym na razie nie zawracam. >To trochę tak, jak gdybym zaprosiła bliskich na moją obronę, a oni poszli na kawę w trakcie najważniejszej części. Nie zgadzasz się, że nie za ładnie? Nawet jeśli nie mają pojęcia, o czym mówię, słuchają i udają że rozumieją, aby wyrazić ich wsparcie dla mnie. Są w ważnym momencie. Moim zdaniem to inna sprawa. Obrona to nie kościelny obrządek, tam nie chodzi o wiarę. Zresztą osobiście na obronę nie mam zamiaru nikogo zapraszać, pogrzeb też będzie mi całkowicie obojętny. Nie widzę sensu w zmuszaniu kogoś do brania udziału w czymś na co nie ma ochoty. Przyjaciel powinien zrozumieć, czemu nie chcę się pojawić w kościele. Na cmentarzu po mszy jak najbardziej zaś mogę się pojawić, choćby kosztem czekania przed kościołem na wyjście żałobników.
|
|
| | | |  | 7 na 7 | Ania. (14138 punktów) | > Moim zdaniem to inna sprawa. Obrona to nie kościelny obrządek, tam nie chodzi o wiarę. Zresztą osobiście na obronę nie mam zamiaru nikogo zapraszać, pogrzeb też będzie mi całkowicie obojętny. Nie widzę sensu w zmuszaniu kogoś do brania udziału w czymś na co nie ma ochoty. Przyjaciel powinien zrozumieć, czemu nie chcę się pojawić w kościele. Na cmentarzu po mszy jak najbardziej zaś mogę się pojawić, choćby kosztem czekania przed kościołem na wyjście żałobników.Jestem bardzo zdecydowana w kwestii poglądów. Ale jeśli dochodzi do relacji międzyludzkich, stawiam na relacje. A więc jeśli ktoś bliski uznaje, że chciałby, abym uczestniczyła w ważnej dla niego chwili, uczestniczę (warunkiem jest właśnie bliskość osoby). Słowem, jeśli poprosi mnie o trzymanie za rękę przy przekłuwaniu sutka, pójdę, chociaż nie rozumiem jego potrzeby. Jeśli będzie miał ochotę wypuszczać wianki w nurt rzeki, aby pożegnać zdechłego psa tak samo. Jeśli ma to być komunia - tak samo. Nie muszę rozumieć potrzeby tego święta, aby świętować z bliską mi osobą, skoro on / ona świętuje. Mamy widocznie troszkę inne priorytety  Zdarza się, nie muszą być takie same, nie ma nakazu żadnego
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Jestem bardzo zdecydowana w kwestii poglądów. Ale jeśli dochodzi do relacji międzyludzkich, stawiam na relacje. A więc jeśli ktoś bliski uznaje, że chciałby, abym uczestniczyła w ważnej dla niego chwili, uczestniczę (warunkiem jest właśnie bliskość osoby). Słowem, jeśli poprosi mnie o trzymanie za rękę przy przekłuwaniu sutka, pójdę, chociaż nie rozumiem jego potrzeby. Jeśli będzie miał ochotę wypuszczać wianki w nurt rzeki, aby pożegnać zdechłego psa tak samo. Jeśli ma to być komunia - tak samo. Nie muszę rozumieć potrzeby tego święta, aby świętować z bliską mi osobą, skoro on / ona świętuje.Jedna sprawa to uroczystości religijne, druga to wydarzenia z religią niezwiązane. Nie widzę sensu pojawiania się w kościele. Po mszy przyjść mogę, w tym nie widzę problemu, co już zresztą pisałem. Jeśli druga osoba nie potrafiła by tego zrozumieć i wymagałaby obecności w kościele, to cóż jej problem bo przymusu nie trawię. > Mamy widocznie troszkę inne priorytety  > Zdarza się, nie muszą być takie same, nie ma nakazu żadnegoNajwidoczniej. Nie widzę jednak w tym problemu, takie same priorytety i poglądy to chyba tylko w KRLD panują  .
|
|
| | | | |  | 3 na 3 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >A więc jeśli ktoś bliski uznaje, że chciałby, abym uczestniczyła w ważnej dla niego chwili, uczestniczę (warunkiem jest właśnie bliskość osoby). Słowem, jeśli poprosi mnie o trzymanie za rękę przy przekłuwaniu sutka, pójdę, chociaż nie rozumiem jego potrzeby. Jeśli będzie miał ochotę wypuszczać wianki w nurt rzeki, aby pożegnać zdechłego psa tak samo. Jeśli ma to być komunia - tak samo. Nie muszę rozumieć potrzeby tego święta, aby świętować z bliską mi osobą, skoro on / ona świętuje. -Bardzo ładnie, ale czy to nadal jest bliskość o jaką nam chodzi? Czy tylko rodzaj jednostronnego uzależnienia, może nawet nieświadomy szantaż emocjonalny, któremu ulegamy, bo nam bardziej zależy? Czy ta osoba, której zachciankom ulegamy, doceni to, czy wręcz przeciwnie z czasem straci do nas szacunek? Co dostajemy w zamian, łaskę przebywania z bliską osobą? Czy druga strona, skoro bliska, nie powinna brać nas takimi jacy jesteśmy i powiedzieć czasami ok. nie będę naciskać, skoro w to nie wierzysz to nie ma sensu abyś np. sterczał w kościele. Oczywiście wszystko zależy jak to sobie ułożymy już na początku znajomości, ale gdy zaczniemy się na wszystko godzić i jeszcze udawać, że nas to bawi, to mamy potem przerąbane i źle się to skończy prędzej czy później.
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Ania. (14138 punktów) | >>A więc jeśli ktoś bliski uznaje, że chciałby, abym uczestniczyła w ważnej dla niego chwili, uczestniczę (warunkiem jest właśnie bliskość osoby). Słowem, jeśli poprosi mnie o trzymanie za rękę przy przekłuwaniu sutka, pójdę, chociaż nie rozumiem jego potrzeby. Jeśli będzie miał ochotę wypuszczać wianki w nurt rzeki, aby pożegnać zdechłego psa tak samo. Jeśli ma to być komunia - tak samo. Nie muszę rozumieć potrzeby tego święta, aby świętować z bliską mi osobą, skoro on / ona świętuje. >-Bardzo ładnie, ale czy to nadal jest bliskość o jaką nam chodzi? Czy tylko rodzaj jednostronnego uzależnienia, może nawet nieświadomy szantaż emocjonalny, któremu ulegamy, bo nam bardziej zależy? Czy ta osoba, której zachciankom ulegamy, doceni to, czy wręcz przeciwnie z czasem straci do nas szacunek? Co dostajemy w zamian, łaskę przebywania z bliską osobą? Czy druga strona, skoro bliska, nie powinna brać nas takimi jacy jesteśmy i powiedzieć czasami ok. nie będę naciskać, skoro w to nie wierzysz to nie ma sensu abyś np. sterczał w kościele. Oczywiście wszystko zależy jak to sobie ułożymy już na początku znajomości, ale gdy zaczniemy się na wszystko godzić i jeszcze udawać, że nas to bawi, to mamy potem przerąbane i źle się to skończy prędzej czy później. Nie wiem jakich masz bliskich. Piszę o swojej sytuacji, podkreślając słowo "bliscy" mi ludzie. W przypadku bliskich mi ludzi nie ma mowy o szantażu emocjonalnym. Istnieje za to wzajemność. W zamian dostajemy ich wsparcie i bliskość, kiedy my tego potrzebujemy. Kiedy to my mamy dziwne pomysły, urządzamy dziwne dla nich okazje. Jeśli będę chciała urządzić psu pogrzeb, to moi bliscy przyjdą, chociaż nie będą może rozumieli po co mi taka okazja.
Mam teraz dziwne wrażenie, że otacza mnie morze patologicznych relacji rodzinnych.
Urodziny dziadziusia też nie muszą nas bawić, bo może zaprosił kolegów z wojska i nie ma z kim porozmawiać... Ale w moim domu przyjęte jest chodzić i na takie okazje. Albo na urodziny dzieci, gdzie głównie drą się i biegają dziatki. Po prostu, relacje rodzinne są wzajemne, nie zawsze robimy tylko to, na co akurat mamy ochotę, a raczej co byśmy sami wymyślili. Czasem robimy to, na co ma ochotę ktoś inny.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >Nie wiem jakich masz bliskich. Piszę o swojej sytuacji, podkreślając słowo "bliscy" mi ludzie. W przypadku bliskich mi ludzi nie ma mowy o szantażu emocjonalnym. Istnieje za to wzajemność. W zamian dostajemy ich wsparcie i bliskość, kiedy my tego potrzebujemy. -Jest przyzwoicie, gdy jest to transakcja wymienna. Tylko jak ktoś nie posiada potrzeby rytuałów i unika dziwactw, może jest zbyt prosty w użyciu, to nie ma za co się wymieniać. >Czasem robimy to, na co ma ochotę ktoś inny. -Właśnie tu jest "pies pogrzebany". Jeżeli już jestem świadom, że komuś coś nie sprawia przyjemności, że się dla mnie poświęca, to nie będę się z tym zbyt dobrze czuł. Wolę żeby mi szczerze powiedział, że go to nie bawi i tego samego oczekuję w zamian, abym bez konsekwencji fochów mógł powiedzieć nie, dziękuję, tym razem beze mnie.
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
| | |  | 2 na 2 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > To nie goście decydują o obrządku. Wypadałoby zastosować się do życzenia zmarłej osoby.Aniu  ja ostatnio byłem na 2 katolickich pogrzebach: ewidentnego ateisty, ewidentnego szamanisty (podpisał moją apostazję). Dokładniej byłem raz przed kościołem, bo u szamanisty msza trwała chyba 1,5 h zamiast 30 minut i drugi raz byłem na chowaniu trumny do ziemi, gdzie jeszcze był ksiądz. Z tym szanowaniem życzenia osoby zmarłej to nie jest wcale tak super. U szamanisty pod kościołem była chyba 1/2 osób, wszyscy w środku zdawali sobie sprawę, że uczestniczą w szopce niezgodnej z jego życzeniem. > Jeśli nie jestem bliską osobą, stosuję wymyk na hamburgera, ogniskując się po mszy, ale jeśli jestem w gronie najbliższych, niezbyt to zręczne jest.Za jakieś 4 lata czeka mnie komunia dziecka dla którego byłem ojcem chrzestnym i to będzie dla mnie test. Podjąłem złą decyzję, bo nie chciałem wojny z rodziną i teraz za to zapłacę  > To trochę tak, jak gdybym zaprosiła bliskich na moją obronę, a oni poszli na kawę w trakcie najważniejszej części. Nie zgadzasz się, że nie za ładnie? Nawet jeśli nie mają pojęcia, o czym mówię, słuchają i udają że rozumieją, aby wyrazić ich wsparcie dla mnie. Są w ważnym momencie.Nie czuję tego porównania. Dla mnie przebywanie w świątyniach w czasie obrzędów nie jest przyjemne. Jestem tam niepotrzebny, część osób mnie obserwuje (ateiści to naprawdę nie jest duża grupa), jak pytany komentuję zgodnie z moim odczuciem, to jest kiepsko. Ja widzę to tak. Jak buduję dom to do pomocy zapraszam ludzi, o których wiem, że pomogą, i do robienia elektryki nie biorę osób niekompetentnych. U mnie w rodzinie, jak - trzeba wytłumaczyć angielski/niemiecki/matematykę/fizykę/biologię/chemię i nie wiem co jeszcze to się wzywa mnie, - naprawić softowo komputer, nastawić telewizor itd. wzywany jestem ja. Ja nie wymagam, żeby wzywać mojego wujka lub ciocię, by w tym uczestniczyli.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | . > Za jakieś 4 lata czeka mnie komunia dziecka dla którego byłem ojcem chrzestnym i to będzie dla mnie test. Podjąłem złą decyzję, bo nie chciałem wojny z rodziną i teraz za to zapłacę  Nie obraź się, ale chyba lepiej jak Ty zapłacisz niż to dziecko. Ty więcej rozumiesz. Moi rodzice mieli baaaaardzo różne poglądy religijne, ale ani ja, ani nikt z mojego rodzeństwa nie ucierpiał ma skutek tych różnic, za co jestem im bardzo wdzięczny.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | jarekland (142470 punktów) |
> Za jakieś 4 lata czeka mnie komunia dziecka dla którego byłem ojcem chrzestnym i to będzie dla mnie test. Podjąłem złą decyzję, bo nie chciałem wojny z rodziną i teraz za to zapłacę  Z pewnością ale skoro już jesteś tym chrzestnym to do np.rolek dołącz "Magię rzeczywistości" Dawkinsa.
|
|
| | | |  | 1 na 3 | Ag-nes (2295 punktów) | > Za jakieś 4 lata czeka mnie komunia dziecka dla którego byłem ojcem chrzestnym i to będzie dla mnie test. Podjąłem złą decyzję, bo nie chciałem wojny z rodziną i teraz za to zapłacę  Tak się zastanawiam? Ciekawe co by wybrała rodzinka gdybyś sprawę postawił tak: albo obecność podczas ceremonii albo koperta po. Nieźle byliby wściekli jakby Cię zobaczyli w kościele.
|
|
|  | 7 na 7 | MadameDeVoltaire (1428 punktów) | A propos pogrzebów, to zawsze jak na jakimś bywam strasznie mnie mierzi jak ksiądz podchodzi do płaczącej rodziny i im macha tacą przed nosem. Nie wiem nigdy, czy to ja nie jestem przyzwyczajona do tych obrządków które są całkiem normalne, czy wszyscy dookoła też uważają, że to źle wygląda.
bang bang, shot you dead
|
|
| |  | 6 na 6 | Ania. (14138 punktów) | >A propos pogrzebów, to zawsze jak na jakimś bywam strasznie mnie mierzi jak ksiądz podchodzi do płaczącej rodziny i im macha tacą przed nosem. Nie wiem nigdy, czy to ja nie jestem przyzwyczajona do tych obrządków które są całkiem normalne, czy wszyscy dookoła też uważają, że to źle wygląda. W moim gronie wszyscy. Ale pewnie niektórzy uważają, że to normalne.
W okolicy mojego domu rodzinnego gruchnęło kiedyś, że na pogrzebie babci takiej z sąsiedztwa ksiądz palnął, że to była taka dobra chrześcijanka, bo nawet jak do spowiedzi szła, to zawsze na ofiarę dawała (w sensie do spowiedzi poza mszą). Reakcje sąsiadów były podobne do mojej, wstydu wieprz nie ma.
|
|
| |  | 2 na 2 | DEMONICON (4893 punktów) | > A propos pogrzebówOstatni raz jak byłem w kościele, to także był pogrzeb, ale czy to można zaliczyć do bycia w kościele,hmm... Pogrzeb mojego dziadka połączył się z jakimś zatruciem pokarmowym. Siedziałem sobie blady na krzesełku w trakcie domowych stęków i jęków. Wciskano mi całowanie krzyża, podobno nawet po tym żołądek lepiej pracuje. Spojrzałem z politowaniem na ciocię chcącą uleczać ducha. Mało tego trzeba było wychodzić z domu aby załatwiać potrzeby fizjologiczne w nadwornym małym kibelku, gdyż tak głupio wymiotować w domu rozmodlonym, a popierdywać także nieciekawie. W kościele także nie zabawiłem, przykościelny stary ustęp stał przede mną otworem całą swoją zapleśniałą mroczną otchłanią łykającej fekalia dziury. Smród, bród i ubóstwo, nawet drzwiczek nie było. I jak tu skupić się na atmosferze religijnej, tu ciężko o jakąkolwiek ekstazę. Dodam, ze to były najostrzejsze mrozy tego roku. Mam nadzieję, że pogrzeby mi się nie będą wiązać z biegunką, za dużo by było takich niefartownych zbiegów okoliczności. Czasami takie już życie jest - przewrotne. Pozdrawiam
|
|
4 na 4 | DEMONICON (4893 punktów) | > Jak się domyślam, większość z Was nie chodzi do kościoła. Lecz być może zdarza się pójść tam z> koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie.Unikam tych budynków, unikam tych tematów, ignoruję pochody, nawracania i ego typu głupotki. Jest mi to zwyczajnie obojętne. Nie chce mi się wiązać miłością, czy wrogością z polityką religijną. Ostatnio mi jakaś miła dziewczyna wciskała na mieście ulotkę o moce belzebuba w Hello Kitty, spytałem, czy na poważnie te brednie drogą papierową rozsiewa. Toć tam jak woły wyskakują elementarne problemy z logiką, a jakże, elementarną. Ogólnie: bogów mam w d..., kościoły w d..., religie w d..., ot normalnie z ludźmi gadam, w miarę spontanicznie, nawet nie szukając w nich religijności, czy ateizmu. Zastanawia mnie skąd mój synuś na wszelkie totemy maryjne mówi bozia. Skąd edukacja przyszła?  > Czy przed wejściem do świątyni klękacie, żegnacie się (swoją drogą to mnie zastanawia, gdzie Bóg> rzekł, aby w ten sposób się z nim witać, a przecież ten znak może być zastąpiony przez "cześć"), w> czasie bycia w kościele, gdy trzeba klęknąć klękacie, czy może wszystko to olewacie.Zachowuję się podobnie, jak w początkowych wypowiedziach. Jeśli oczywiście Muszę się znaleźć w tych miejscach. Ostatnio zastanawia mnie, czy publiczne wycie majówkowe pod pomnikami, jest oznaką normalności, zdrowia umysłowego, czy może traktować to jak marcowanie kotów? Śmieszy mnie to gwiazdorstwo. Pozdrawiam
|
|
2 na 2 | Borgïr (736 punktów) | Zdarza mi się być na rocznicowej mszy za zmarłą babcię (rany, co za strata kasy).
Nie maczam, nie klękam, w miarę możliwości siadam w ostatniej ławce i cichosza.
|
|
13 na 13 | Anna Salman (16360 punktów) | >Jak się domyślam, większość z Was nie chodzi do kościoła. Ostatnio nie bywam, ale bywałam, nawet często i to w kościołach różnych wyznań. Dawniej często z przypadku / obowiązku, potem z ciekawości. Jestem socjolożką i obserwowałam zachowania ludzi w czasie mszy. Mam dzięki temu niezły materiał porównawczy, dotyczący poszczególnych religii, nie wszystkich, niestety.
Często zdarzało mi się zachowywać, jak pozostali, bo są miejsca, gdzie lepiej nie wyróżniać się z tłumu, a tych formułek katolickich oraz rytuału, to się można szybko wyuczyć. W zasadzie podczas ostatnich pobytów zorientowałam się, że lepiej się orientuję, niż duża część wyznawców. A miałam możliwość sprawdzić to w wiejskim kościele (cotygodniowa obecność mieszkańców obowiązkowa), na grupie młodzieży w wieku ponadgimnazjalnym, czyli co najmniej 8-9 lat nauki religii w szkole. Wynik obserwacji? Nie znają formułek ani pieśni kościelnych (nawet kolęd), nie wiedzą, kiedy jest "padnij / powstań", najszybciej reagują na widok tacy (błyskawiczna ewakuacja). To czego oni się uczą przez te wszystkie lata? Zachowania dorosłych też bywają ciekawe - drzemka w czasie mszy, zajmowanie sobie miejsca w czasie, gdy reszta idzie na "obchód kościoła" (rezurekcja - też zaliczyłam), pogaduchy na prywatne tematy w czasie święcenia ognia (byłam), a ucieczka przed tacą jest już normą. Dawniej stawali poza kościołem, ale teraz widzę, że poborcy nauczyli się "wychodzić do ludu". Formy ekstremalne to wyjście z kościoła już po kilkunastu minutach całą grupą (młodzież), wyjście "na dymka" - uczestnictwo "zza płotu" (mężczyźni w średnim wieku), odbieranie telefonów w trakcie mszy (niby wychodzą do przedsionka, ale słychać), wysyłanie esemesów. Nie wspominając już o komentarzach po mszy, typu "Pieprzył i pieprzył, myślałem już, że się spóźnię na autobus", "Co on za bzdury wygadywał", "Zauważyłaś, że ten ksiądz ... (chwila namysłu i nazwisko) ma grzybicę paznokci? Dlatego wzięłam komunię "na rękę"." Zaprawdę, jak jeszcze kiedyś będę chciała sobie poprawić humor, to pójdę na mszę w kościele rzymskokatolickim. Protestanci nie dają tyle powodów do uciechy.
Natomiast msza prawosławna to jest cudo, widowisko, tyle że długie i na stojąco, niestety. Ale jeżeli kiedyś będziesz miał okazję być w Polsce wschodniej w czasie ichniej Wielkanocy - skorzystaj i obejrzyj. Polecam też chóry prawosławne, z protestanckich najlepiej śpiewają baptyści i zielonoświątkowcy.
|
|
 | 5 na 5 | Ania. (14138 punktów) | Dziś szukając tych nieszczęsnych marchewek, wychodzę ze sklepiku otwartego, a obok zamknięte głucho wejście do mini-marketu. Pani odbiła się od drzwi zdziwiona i pyta mnie, czy zamknięte. Mówię, że jakieś święto dziś. I tak sobie spacerowałam i patrzyłam na kolejne zdziwione osoby, które nie miały pojęcia, że jakieś święto jest.
Wydaje mi się, że jest więcej takich antychrystów (jak my), niż ktokolwiek podaje w statystykach.
|
|
|  | 2 na 2 | Anna Salman (16360 punktów) | >Wydaje mi się, że jest więcej takich antychrystów (jak my), niż ktokolwiek podaje w statystykach. Jednak wystarczająco dużo, żeby mi popsuć wrażenia słuchowe. Mieszkam blisko kościoła i zeszli się tam jacyś ludzie, którym się wydaje, że potrafią śpiewać. Za gorąco dziś, żebym okna zamknęła albo znowu wyszła na spacer. I tak sobie "święcę" dzień święty.
|
|
|  | 7 na 7 | Grey (2102 punktów) | >I tak sobie spacerowałam i patrzyłam na kolejne zdziwione osoby, które nie miały pojęcia, że jakieś święto jest. >Wydaje mi się, że jest więcej takich antychrystów (jak my), niż ktokolwiek podaje w statystykach. To prawda, takich osób jest mnóstwo, dlatego napisałem w innym wątku, że to dobra inicjatywa - ostrzeganie przed świętami. Parę lat temu w szkole dla dorosłych siedzieliśmy przed zajęciami. Weszła jedna dziewczyna i mówi: - Dzisiaj jest jakieś święto? Bo chciałam sobie kupić bułkę, a tu wszędzie zamknięte. Inny uczeń mówi: - No właśnie, też chciałem coś kupić do jedzenia. Na to ja: - Tak, dzisiaj jest jakieś święto. Wczoraj w busie było włączone radio i mówili, że dzisiaj będzie takie święto, że będą sklepy pozamykane. Wszyscy się dziwili. Zabawne, ale głodnemu do śmiechu nie jest.
|
|
| |  | | DyktaFon (9281 punktów) |
>- Tak, dzisiaj jest jakieś święto. Wczoraj w busie było włączone radio i mówili, że dzisiaj będzie takie święto, że będą sklepy pozamykane.
Nie wszyscy jeżdżą autobusami....
|
|
| | |  | 1 na 1 | Grey (2102 punktów) | >Nie wszyscy jeżdżą autobusami.... Jest gorzej niż myślisz. Nawet nie wszyscy kierowcy busów włączają radio. Pytałem tego kolegę, który nie kupił śniadania: "Twój kierowca nie włącza radia?" A on na to, że nie.
|
|
1 na 1 | maniek1 (3407 punktów) |
>Czy przed wejściem do świątyni klękacie, żegnacie się ..... czy może wszystko to olewacie.> Unikam tych miejsc, ale ostatnio byłem w kościele na ślubie - ponieważ padał deszcz, było zimno, a ja nie przyjechałem własnym autem. Siedziałem cały czas nie reagując na "padnij, powstań", nie przeszkadzało mi wstawanie i klękanie starszych pań, wolałem pozostać w zgodzie z własnym sumieniem, niż ich. Dla mnie chodzenie "tam" i towarzyszące temu czynności, to robienie z siebie idioty, a na moją tam obecność złożyło się kilka czynników, których i tak nie uważam za usprawiedliwienie. Po prostu źle się z tym czuje, mogłem z rodziną lepiej zaplanować i spędzić tę godzinę P.S Cała moja rodzina (żona i dwoje dzieci) również tylko siedzieli.
|
|
2 na 2 | nm123 (423 punktów) | Mi tam wydaje się perwersyjne stosowanie do wszystkich zaleceń. Oczywiście nie wejdę do kościoła i nie pokaże dupy, bo to nieładnie ;D Normalnie nie chodzę do kościoła(łał). Jednak gdy już jestem np na pogrzebie kogoś bliskiego z rodziny, czy innej bliskiej osoby  , to stanę lub siądę i tyle. Śmieszne by było gdybym klękał, bił się w piersi za grzechy, albo poszedł do komunii, czy spowiedzi. To tak jakby cofnąć się w czasie i wiwatować na widok Stalina czy Hitlera. Zachwycać się eleganckim strzałem w głowę zadanym przez stalinowskich żołnierzy, albo wrzucić żyda do pieca...lub samemu wskoczyć. Urazić nikogo przecież nie wypada.
|
|
1 na 3 | wozieee (274 punktów) | Nie wchodzę tam, bo nie mam tyle szacunku co Wy dla tych skretyniałych ceremonii i debili, którzy na nie uczęszczają.
Mod: Nalegamy na nieco mniej agresywną retorykę.
|
|
-2 na 2 | filip34 (64 punktów) | A ja chodzę do kościoła ze względu na dobre stosunki rodzinne  A tam oczywiście klękam i siadam tak jak inni - nie za wygodne te drewniane ławki, toteż rozprostować kości jest przyjemnie. Nie odmawiam modlitw, nie śpiewam, jednak z uśmiechem mówię do najbliższych osób "pokój z tobą" w momencie "przekazywania pokoju" - i to wydaje mi się w ogóle najwartościowszą częścią całej mszy
|
|
 | | wozieee (274 punktów) | Dużo masz z tego kasy/przywilejów czy po prostu lubisz iść na kompromis z ludźmi kiedy wiesz, że nie mają racji?
|
|
|  | 1 na 3 | filip34 (64 punktów) | Święty spokój sobie tym zapewniam  Godzina tygodniowo to nie tak dużo. Jako, że mieszkam w domu rodzinnym odpowiednie relacje są niezbędne. Kompromisy są czasami nieodzowne w rodzinnym gronie.
|
|
| |  | 4 na 4 | wozieee (274 punktów) | Ty szanujesz ich chodząc do ich świątyni, a co oni robią dla ciebie? Sponsorują książki Dawkinsa? Nie daj się stłamsić katolickiej propagandzie. Nie daj sobą pomiatać.
|
|
| | |  | 2 na 4 | filip34 (64 punktów) | Zawsze musi być coś za coś? Nie sądzę
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Grey (2102 punktów) | > Zawsze musi być coś za coś?> Nie sądzę  No racja. Święty spokój powinien być za darmo.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | wozieee (274 punktów) | > Zawsze musi być coś za coś?> Nie sądzę  Wiele nie wiem, ale to co wiem, powiem, bo to ważne. Podążając przez życie spotkasz ludzi, z których 90% jeżeli będzie mogła wykorzysta Cię bez zastanowienia, a Ty chcesz się bawić w Jezusa? Chyba, że odpowiada Ci mentalność niewolnika/wiecznego pracownika. Praca na swoje to nie grzech, a postawienie na swoim pomimo gróźb najbliższych, którzy najwyraźniej totalnie Cię nie szanują, cnotą jest, mój synu. Skończ z tymi ukłonami, bo nikt na nie nie zasługuje. Nie po to rzuciłeś zabobon, żeby teraz przez rodziną klękać.
|
|
| |  | 1 na 1 | maniek1 (3407 punktów) | > Święty spokój sobie tym zapewniam >Przyznaj po prostu, że jesteś zależny od innych i nie masz wyjścia, musisz z nimi chodzić do kościoła, bo nie szanują Twoich poglądów - będzie to (dla mnie) bardziej racjonalne, niż niemądre tłumaczenia. > Godzina tygodniowo to nie tak dużo. Jako, że mieszkam w domu rodzinnym odpowiednie relacje są niezbędne.>Zaproś kogoś z rodziny np. na spotkanie P S R - tylko jedna godzina tygodniowo i zobacz, czy uszanuje Twoje "modlitwy" i z Tobą pójdzie > Kompromisy są czasami nieodzowne w rodzinnym gronie.>Oczywiście, ale dobrze, aby działały w obie strony. >
|
|
| | |  | 2 na 2 | Ania. (14138 punktów) | >>Godzina tygodniowo to nie tak dużo. Jako, że mieszkam w domu rodzinnym odpowiednie relacje są niezbędne.>Zaproś kogoś z rodziny np. na spotkanie P S R - tylko jedna godzina tygodniowo i zobacz, czy uszanuje Twoje "modlitwy" i z Tobą pójdzie Cała niemal moja rodzina uczestniczyła w połowie MAiA'i, a mama była raz czy dwa na spotkaniach PSR. Dla mamy to nie było wyrzeczenie żadne, ma poglądy podobne do mnie, a cieszy się mogąc spędzać ze mną czas. Jak widać wzajemność można realnie uzyskać.
|
|
|  | | szarley (54913 punktów) | >Dużo masz z tego kasy/przywilejów czy po prostu lubisz iść na kompromis z ludźmi kiedy wiesz, że nie mają racji?
Nie rozumiem, kto w końcu ma kasę? Kapłan od wiernych czy wierni za chodzenie do kościoła?
|
|
| Selanos (12869 punktów) | Siadam sobie gdzieś z tyłu i siedzę.
Zresztą ja w kościele to coraz większa rzadkość. Pewnie przez najbliższą dekadę będę chodził na pogrzeby starszych członków rodziny i to wszystko. Wśród znajomych coraz mniej osób chce ślub kościelny czy chrzciny dla dzieci. Młodsi członkowie rodziny też powolutku i z ociąganie oddalają się od jedynej słusznej wiary i bardzo dobrze.
|
|
siostra_Pasterka_od_Opatrzności_Bożej (0 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
-1 na 3 | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Czasami uczestniczę w mszy, ostatnio byłem ciekawy jak mszę odprawia jeden znajomy ksiądz profesor i dlatego poszedłem.
Kiedy już jestem na liturgii, moje uczestnictwo jest aktywne. Robię wszystko to, co inni. Myślę, że głupia ostentacja jest bez sensu - zwłaszcza, że kiedy cały kościół klęczy, jeden stojący człowiek przykuwa uwagę. Więc uczestniczę aktywnie, żeby nie przykuwać uwagi ani nie wywyższać się.
Kiedy jestem na jakimś spotkaniu wyznawców buddyzmu i jest medytacja np., medytuję również.
|
|
 | 1 na 1 | Mateusz Wert (153 punktów) | Ale wiecie co, gdy wierni chodzą do kościoła, klękają i robią wszystkie te głupoty bo trzeba, ksiądz widząc to myśli sobie "ale debile". Inaczej ma się sprawa kiedy wchodzą do kościoła ateiści, bez klękania, żegnania się itd. Wtedy jeśli ksiądz to zauważa, wie że ma do czynienia z rozumnymi osobami.
Oczywiście to co sobie czarni myślą mam gdzieś, ale daje im się znak, że ma się ich gdzieś i że nie każdy jest idiotą.
|
|
|  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Ale wiecie co, gdy wierni chodzą do kościoła, klękają i robią wszystkie te głupoty bo trzeba, ksiądz widząc to myśli sobie "ale debile". Inaczej ma się sprawa kiedy wchodzą do kościoła ateiści, bez klękania, żegnania się itd. Wtedy jeśli ksiądz to zauważa, wie że ma do czynienia z rozumnymi osobami.
Chyba dużo przebywasz w ich towarzystwie , za dużo
|
|
|  | | Jacek Przypadek (1069 punktów) | Sorry, ale to śmieszne. To tak samo jakbym poszedł na dyskotekę w garniturze, z "Panem Tadeuszem" pod pachą, rozsiadł się i ostentacyjnie dawał świadectwo: co prawda jestem na dyskotece, jednak nie jako ci prostaczkowie, co się przyszli zabawiać!
Zresztą księża w ogromnej większości to osoby głęboko wierzące, które uważają ateizm za jakiś irracjonalizm albo co gorszego.
|
|
| |  | 3 na 3 |
| |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Sorry, ale to śmieszne. To tak samo jakbym poszedł na dyskotekę w garniturze, z "Panem Tadeuszem" pod pachą, rozsiadł się i ostentacyjnie dawał świadectwo: co prawda jestem na dyskotece, jednak nie jako ci prostaczkowie, co się przyszli zabawiać! Nie widzę potrzeby bywania w kościele, skoro jestem ateistą, ale gdyby nieznane okoliczności mnie zmusiły to i tak nie widziałbym powodu do wykonywania tych wszystkich rytualnych czynności. Co do Twojego przykładu, dyskoteka to nie kościół, tam ludzie bawią się jak chcą. >Zresztą księża w ogromnej większości to osoby głęboko wierzące, które uważają ateizm za jakiś irracjonalizm albo co gorszego. Nie byłbym tego taki pewien. Nie żebym uważał, że nie ma wierzących księży, ale czy jest ich większość?
|
|
5 na 5 | maciejo (3492 punktów) | Obecnie to w kościele bywam tylko gdy jestem na ślubie czy innej rodzinnej uroczystości, która bez mszy obyć się nie może. Wstaje, siadam normalnie jak wszyscy ale nie klękam, nie wypowiadam magicznych formułek, znaków żadnych nie robię. Wody święconej nie dotknę;p Podziwiam architekturę, obserwuje zegarek.
Znajomi, którzy kiedyś do kościoła mnie wyciągali już tego nie robią z racji wpadki, którą raz wbrew sobie zaliczyłem. Podczas pewnej mszy jak zwykle obserwowałem potajemnie upływające sekundy, wypatrywałem oznak molestowania u ministrantów, zastanawiałem się czy gdyby kaczka miała na dziobie usta, to czy mogła by gwizdać i nad innymi ważnymi dla ludzkości pytaniami. W pewnym momencie wciągnęła mnie księża płomienna mowa odnośnie in vitro. Tłumaczył dlaczego jest śmiertelnym grzechem, zabójstwem i jak bardzo zdemoralizowane są osoby, które ten piekielny proceder popierają. Robił przy tym tak gigantyczne biologiczne błędy, że parsknąłem ze śmiechu. Znajomi spojrzeli się z potępieniem, kilka osób wokół również (później ręki na znak pokoju nie podali;] - religia miłości). Po mszy jak wyszliśmy rozpętała się burzliwa dyskusja o obrazie uczuć religijnych i żadne tłumaczenia nie pomogły. Bym wiedział, bym jakiegoś księdza wyśmiał wcześniej - miałbym święty spokój.
|
|
2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > Jak się domyślam, większość z Was nie chodzi do kościoła. Lecz być może zdarza się pójść tam z koleżanką, czy rodziną. Jeśli tak, to ciekaw jestem jak się zachowujecie.> Czy przed wejściem do świątyni klękacie, żegnacie się (swoją drogą to mnie zastanawia, gdzie Bóg rzekł, aby w ten sposób się z nim witać, a przecież ten znak może być zastąpiony przez "cześć"), w czasie bycia w kościele, gdy trzeba klęknąć klękacie, czy może wszystko to olewacie. ... dawno nie byłem w kościele, ale nigdy problemu nie miałem. Przeważnie staję z tyłu, pod chórem. Tutaj panuje dość duża dowolność, nawet wierni często nie klękają. Gorzej z uroczystościami rodzinnymi. Ze świadkowania (ślub) bratu i siostrze byłem zwolniony, mieli z czego wybierać (trochę kuzynostwa jest), a i ojciec by się sprzeciwiał bo byłem już oficjalnie związany z rozwódką (związek przetrwał ćwierć wieku), no i poglądów ateistycznych nie kryłem. Gorzej było z chrzcinami, bo w mojej rodzinie traktuje się to jako zobowiązanie do opieki w razie śmierci rodziców - wątek raczej rodzinny niż religijny. Ojca spacyfikowali, ale dałem warunek. Jak się dogadają z księdzem to oki - ja żadnych zaświadczeń nie przynosiłem (i tak bym nie dostał). Dwadzieścia lat temu jakoś im się to udało, ksiądz nawet nie spojrzał, że do komunii nie poszedłem. Tak samo przy pierwszej komunii, być byłem jako chrzestny, nawet z przodu. Wiadomo, klękałem i wstawałem jak wszyscy, by chrześniakom "poruty" nie czynić, ale jakieś bicie się w piersi i inne cuda odpadały. Do bierzmowania ksiądz nawet chrzestnych nie wymagał, więc jak zwykle pilnowałem rodzinie obiadu w domu. W rodzinie to standard, na uroczystości przychodzę i pilnuję obiadu, lub "gospodarstwa" gdy reszta idzie do kościoła - i nikt z tego problemu nie robi. Nawet ojciec, jak jeszcze żył - a był najbardziej "bogobojny", przynajmniej na pokaz zawsze wszystkiego pilnował... ... wydawało się, że największym wyzwaniem będzie pogrzeb ojca. Tak się złożyło, że to ja musiałem wszystko załatwiać. Ale było bez problemu. Jeszcze rodzina trochę zyskała. Raz, bo księdzu nie udało się zastosować wygórowanych stawek - a lubił, tyle że wcześniej pogadałem tak "od serca" z organistą, czyli kolegą "ze szkolnej ławki". Po drugie, "wymusiłem" (jeżeli tak można to nazwać), że kościelny nie chodził z tacą. Za to wystawił skarbonkę z boku ołtarza, kto chciał to mógł pójść i wrzucić datek, co wielu uczyniło przy okazji komunii. Ten zwyczaj, w mojej "rodzinnej parafii", zawsze był praktykowany przy okazji ślubów i pogrzebów. Wystarczyło wyraźnie zaznaczyć, że tak ma być. Chyba do dziś parafianie tego pilnują, bo są dość czuli w kwestii finansów. Dają nieraz dużo, ale nie cierpią namolności w tej kwestii... ... jeszcze w latach 80-tych (ubiegłego wieku) był taki przypadek, że dorośli dawali na tacę banknoty 10, 20 i 50 złotowe. Tylko małe dzieci rzucały bilon. Kiedyś nowy proboszcz zwrócił uwagę z ambony, że odgłos bilonu na tacy mu przeszkadza w kazaniu. Przez kilka miesięcy wszyscy rzucali bilon...  ... był taki zwyczaj, że na poważniejsze cele wierni dawali pieniądze w kopertach. Jak zażyczył sobie podpisane koperty, to później przepraszał z ambony bo na opał by brakło. Taki to ludek wtedy tam mieszkał...  ... acha, jeszcze jedno o czym pisała Ania Salman. Nawet jako ateista to wyłączam komórkę przed wejście do kościoła. To oznaka szacunku dla ludzi uczestniczących we mszy. Aż dziwne, że nieraz wierni o tym zapominają. Zresztą ludzie zapominają o tym nie tylko w kościele, ale również w kinie, teatrze, filharmonii, itp. Gdzie się kultury uczyli to nie wiem...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|