W momencie wybuchu supernowej "w naszej okolicy" na Ziemię przybędzie sporo neutrin oraz promieniowania - w szczególności gamma.
Spowoduje to intensywną przemianę atmosferycznego azotu w węgiel C-14 który wchodzi w obieg przyrody ale rozpada się z czasem gdyż jest niestabilny.
Badania pozostałości po C-14 pokazały, że w ostatnich 50 tyś lat mieliśmy cztery poważne wybuchy sąsiednich supernowych. Najbliższy w odległości około 360 lat świetlnych.
adsabs.harvard.edu/abs/2009AGUFMPP31D1386FBetelgeza (nadolbrzym, kolejny kandydat) jest niewiele dalej i jak już zamieni się w supernową to będzie jasna jak Księżyc w pełni.
Nie tak poważna w skutkach była ostatnia do tej pory supernowa w naszej galaktyce: SN 1604.
Zaobserwowana 9 października 1604. Była widoczna gołym okiem. W czasie szczytowej jasności była najjaśniejszym obiektem na nocnym niebie, z wyjątkiem Wenus. Miała jasność -2,5.
Skoro wybuchła w odległości 20 tysięcy lat świetlnych to była 500 razy dalej niż wspomniane, a zatem niosła 500^2 = 250000 razy mniej energii

Gatunek Homo sapiens sapiens jakoś przetrwał wszystkie podane wyżej wybuchy supernowych. Nie wydają się one zatem śmiertelnym zagrożeniem.
Wybuch supernowej w naszej galaktyce będzie widoczny (gołym okiem lub przez odpowiednie sprzęty) dla istot rozumnych także w innych galaktykach
- w szczególności w całej, najbliższej sercu nas wszystkich, Laniakei (nasza supergromada galaktyk).
Innym zagrożeniem może być trafienie w Ziemię strumienia fal i cząstek (jet) wygenerowanego w otoczeniu czarnej dziury lub gwiazdy neutronowej.
W tym ostatnim przypadku można rozważać obecnie, jako prawdopodobną, odległość Ziemi od emitera rzędu tysiąca lat świetlnych
(jakaś gwiazda neutronowa pożerająca stopniowo sąsiednia gwiazdę lub jeszcze nie odkryta czarna dziura w podobnej sytuacji).
Ponieważ taka wiązka jest dość spójna to nie ma prostej zależności porównawczej z wpływem supernowej, może być gorzej (sic!).
Jakieś problemy mogą stwarzać też niezwykle szubko nadlatujące cząstki materialne.
Być może organizmy na Ziemi od czasu wyjścia z wody nigdy nie doświadczyły kąpieli w dżecie. Dlatego nie można twierdzić, że na pewno będzie niegroźny.
Wszystkie obiekty w naszej galaktyce często dość przypadkowo dryfują względem siebie. Słońce 20 km/sek względem pobliskich gwiazd.
Kiedyś jakiś nadolbrzym (tuż przed jego zamianą w supernową), gwiazda neutronowa czy czarna dziura z dżetem mogą zbliżyć się niebezpiecznie blisko do Ziemi.
Z całą pewnością da się przeżyć wtedy w odpowiednich schronach.
Jedynym problem wydaje się trwałe spalenie atmosfery czyli związanie tlenu z azotem (bo nie będzie gdzie wyjść ponownie pooddychać) lub "ugotowanie" oceanów i gruntu na setki metrów w głąb, wraz ze schronami.
Odpowiednie obliczenia mogą - być może - wykazać czy jest to rzeczywiste zagrożenie przy określonej, nie nieprawdopodobnie małej, odległości.
Za sensowną do obliczeń uważam odległość 36 lat świetlnych, prawdopodobną w ciagu dalszego czasu trwania ludzkości, jeśli chodzi o "mijankę" Słońca z supernową lub emiterem dżeta (to 10x bliżej niż znany z ostatnich 50 tyś lat najbliższy przykład).
Oczywiście dżet z centralnej czarnej dziury galaktyki lub ewentualnego kwazara (możliwy po zderzeniu z Andromedą) nie grozi Słońcu z 36 lat świetlnych.
To by była straszna "miotła" - jak miotacz ognia. Chodzi o te dżety lokalne.
