 |
Uwarunkowanie każdego człowieka a podział na dobro i zło Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-10-2011 13:03 | Annaz (3 punktów) | Uwarunkowanie każdego człowieka a podział na dobro i zło | Kazdy czlowiek rodzi sie z pewnymi predyspozycjami. Każdy dąży do osiągnięcia wlasnego szczescia, ale dla kazdego droga do niego jest inna. Są ludzie ktorzy rodza sie z potrzeba niesienia pomocy i milosci innym i takich ludzi nazywa sie dobrymi. Co jednak z ludzmi, ktorzy takiej potrzeby nie posiadaja, czy to ich wina? Nie mozna oczywiscie zapominac o innych czynnikach ktore ksztaltuja nasze zycie ale to tez nie jest w pełni zależne od nas. To jest tylko połączenie wpływów otoczenia na układ neuronow w naszym mozgu z ktorym sie rodzimy przekształcony o to co już na niego wpłynelo. Czy można zatem dzielić ludzi na dobrych i złych? Czy człowiek nie jest tylko marionetką ? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | neurosurgery (2484 punktów) | > Są ludzie ktorzy rodza sie z potrzeba niesienia pomocy i milosci innym i takich ludzi nazywa sie dobrymi. Co jednak z ludzmi, ktorzy takiej potrzeby nie posiadaja, czy to ich wina?Co z tymi ludźmi? Żyją i mają się dobrze. Niesienie pomocy ma się nijak do bycia dobrym lub złym. Wielu mafiozów fundowało budowę szpitali i innych rzeczy, a w międzyczasie zabijali swoich przeciwników. To tak jak z tańczeniem. Według mojej babci moja wartość towarzyska wynosi zero, bo nie chcę tańczyć. Czy to mi w jakikolwiek sposób ujmuje? Czy to moja wina? Tak już mam i nie widzę potrzeby robienia czegoś, czego nie lubię.  To samo z niesieniem pomocy. To tylko chęci i jak wspominałem - nie stanowi to żadnej wykładni "dobroci" człowieka.
Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
|
|
 | | Annaz (3 punktów) | W takim razie 'dobro' jest pojęciem względnym? Na równi trzeba byłoby postawić ludzi, którzy urodzili się z wielką wrażliwością, ludzi myślących i świadomych przez co często prowadzili życie cięższe i mniej szczęśliwe z tymi którzy żyjąc liczyli się jedynie z własnymi płytkimi i subiektywnymi korzyściami. Dlaczego ci myślący mają mieć gorzej, czy nie ma na tym świecie wyrównania rachunków i sprawiedliwości a 'bycie dobrym' to tylko pojęcie względne?
|
|
|  | 4 na 4 | neurosurgery (2484 punktów) | > W takim razie 'dobro' jest pojęciem względnym?Oczywiście. Dla niektórych szamanów w Afryce seks z dziećmi jest "dobry". > czy nie ma na tym świecie wyrównania rachunków i sprawiedliwości?Śmierdzi mi tu katolicką potrzebą sprawiedliwości. Właśnie o to chodzi, że nie ma sprawiedliwości. Masz dobry zestaw genów - wygrywasz, zły - przegrywasz. Właśnie po to ludzie wymyślili Raj, żeby mieć poczucie, że Ktoś TAM rozliczy te wszystkie niesprawiedliwości. Niestety, dupa zbita. 
Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
|
|
|  | | Ania... (14138 punktów) | >W takim razie 'dobro' jest pojęciem względnym? Oczywiście. Nasze postrzeganie dobra jest względne. I często niepewne.
>Na równi trzeba byłoby postawić ludzi, którzy urodzili się z wielką wrażliwością, ludzi myślących i świadomych przez co często prowadzili życie cięższe i mniej szczęśliwe z tymi którzy żyjąc liczyli się jedynie z własnymi płytkimi i subiektywnymi korzyściami. Nie do końca. Istotne jest dla mnie, czy człowiek stara się świadomie realizować swój potencjał, czy też nie dano mu szans. Inaczej widzę dziecko wyrosłe na sawannie Afryki, które nie miało okazji uczęszczać do szkoły, a inaczej wałkonia, który miał podane wszystko na tacy, ale nie chciało mu się pomyśleć o własnej przyszłości.
>Dlaczego ci myślący mają mieć gorzej, czy nie ma na tym świecie wyrównania rachunków i sprawiedliwości a 'bycie dobrym' to tylko pojęcie względne? Nie ma. Oczekiwanie sprawiedliwości jest typowym przykładem myślenia życzeniowego. Ale nie zgadzam się, że myślący mają się gorzej. Świadomość odpowiedzialności za moje czyny pomaga mi żyć w zgodzie z własnym pojęciem etyki, przez co zasypiam spokojnie i nie pozostawiam po sobie krzywdy ludzkiej - przynajmniej robię co mogę aby tak było. Każdy mój wybór czynię tak, abym nie musiała się go wstydzić. To daje mi spory komfort i niezależność.
|
|
| Ania... (14138 punktów) | >Kazdy czlowiek rodzi sie z pewnymi predyspozycjami. Każdy dąży do osiągnięcia wlasnego szczescia, >ale dla kazdego droga do niego jest inna. Są ludzie ktorzy rodza sie z potrzeba niesienia pomocy i >milosci innym i takich ludzi nazywa sie dobrymi. Nie sądzę, aby rodzili się z tymi cechami. A bynajmniej nie w całości. W dużej mierze nasze odczucie dobra i potrzeby związane z tym wynikają z wychowania. Np. bliźnięta jednojajowe mają często zupełnie różne osobowości.
>Co jednak z ludzmi, ktorzy takiej potrzeby nie >posiadaja, czy to ich wina? Trudno się rozmawia o odpowiedzialności w tych kwestiach. Myślę, że przyczyny często są "niezależne" od ich decyzji, jednak nie zmniejsza to ich odpowiedzialności za własne czyny, chyba, że lekarze decydują inaczej. Może dlatego warto przewartościować sposób patrzenia i zamiast myśleć o zemście, skoncentrować się na ochronie osób postronnych.
>Nie mozna oczywiscie zapominac o innych czynnikach ktore ksztaltuja >nasze zycie ale to tez nie jest w pełni zależne od nas. To jest tylko połączenie wpływów otoczenia >na układ neuronow w naszym mozgu z ktorym sie rodzimy przekształcony o to co już na niego wpłynelo. >Czy można zatem dzielić ludzi na dobrych i złych? Czy człowiek nie jest tylko marionetką ? W pewnym sensie tak...
|
|
2 na 2 | jasenka (1863 punktów) | > Co jednak z ludzmi, ktorzy takiej potrzeby nieposiadaja, czy to ich wina?
Nie jest to ich wina, tak jak i zasługą nie jest dla tych, którzy pomagają. Aby pomagać, trzeba mieć pewne predyspozycje, silny, zorganizowany charakter, odporny na rozklejanie się, trzeba umieć działać i nie zapominać o sobie, bo tylko zdrowy egoista może być przydatny słabszym, trzeba samemu być silnym i szczęśliwym, żeby umieć pomagać. Ale w niczym to nie umniejsza wartości ludzi, którzy tego nie potrafią, potrafią tylko współczuć.
Ja nie dzielę na "dobrych i złych", dzielę na aktywnych, biernych i szkodzących. To ostatnie tylko ma negatywną dla mnie wymowę.
|
|
 | | Annaz (3 punktów) | W takim razie na czym polega sens życia? Skoro wszystkie nasze posunięcia są od czegoś zależne to nasza wolna wola jest jedynie złudzeniem. Jesteśmy tu jedynie po to aby odegrać swoją role i zniknąć. Kościół katolicki zakłada, że jesteśmy na Ziemii aby się poniekąd wykazać swoją dobrocią ( co moim zdaniem nie ma sensu, gdyż to Bóg rzekomo tworzy ludzi takimi jakimi są i świat w którym żyją,dlaczego więc wystawia ich na próbę dobrze wiedząc jakie beda jej wyniki). Ludzie którzy są dobrzy dostają w nagrodę wieczne szczęście po śmierci. Odrzucając jednak tę koncepcję trzeba znaleźć jakąs alternatywę, czy może w zyciu chodzi o to zeby jak najwięcej przyjemności z niego czerpać? Można potraktować je jako okazja, szansa na szczęście, ale znów pojawia się pytanie dlaczego jedni mają większe możliwości by z niej skorzystać (rodzą sie silniejsi psychicznie, mają w sobie więcej optymizmu) niż inni?
|
|
|  | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | >W takim razie na czym polega sens życia? Skoro wszystkie nasze posunięcia są od czegoś zależne to nasza wolna wola jest jedynie złudzeniem. Jesteśmy tu jedynie po to aby odegrać swoją role i zniknąć. A po cóż innego? Jednak uświadomienie sobie pewnych zależności umożliwia nam realizację celów, które wcześniej były niedostępne. Może dlatego warto myśleć o wpływie genów i wychowania na nas, nie po to, aby zrzucić na innych odpowiedzialność, ale po to, aby wybierać bardziej świadomie.
>Kościół katolicki zakłada, że jesteśmy na Ziemii aby się poniekąd wykazać swoją dobrocią ( co moim zdaniem nie ma sensu, gdyż to Bóg rzekomo tworzy ludzi takimi jakimi są i świat w którym żyją,dlaczego więc wystawia ich na próbę dobrze wiedząc jakie beda jej wyniki). Ludzie którzy są dobrzy dostają w nagrodę wieczne szczęście po śmierci. >Odrzucając jednak tę koncepcję trzeba znaleźć jakąs alternatywę, czy może w zyciu chodzi o to zeby jak najwięcej przyjemności z niego czerpać? Można potraktować je jako okazja, szansa na szczęście, ale znów pojawia się pytanie dlaczego jedni mają większe możliwości by z niej skorzystać (rodzą sie silniejsi psychicznie, mają w sobie więcej optymizmu) niż inni? Alternatywą jest życie dla życia. Nie widzę powodu dla udręczania się w oczekiwaniu wątpliwej nagrody. Jednak dobre samopoczucie nie oznacza dręczenia innych, przeciwnie, większość ludzi dobrze czuje się postępując dobrze i uczciwie. O ile w ogóle myślą o tym, a to jest dość typowe dla osób "rozmyślających". Wiele osób wierzących nie tyka tych problemów, bo po co - wystarczy iść do kościółka i dwa razy w roku do spowiedzi, a niebo mamy.
|
|
|  | 1 na 1 | jasenka (1863 punktów) | >W takim razie na czym polega sens życia?
Nie ma na to odpowiedzi, bo dla każdego sensem jest coś innego. Każdy rodzi się z pewnym potencjałem, dla mnie sensem jest korzystanie nie tylko z przyjemności życia, ale też praca nad sobą, nad doskonaleniem cech, z którymi przyszliśmy na świat. Pesymista i słaby psychicznie może być np. dobry w gotowaniu - i może swojej rodzinie uprzyjemniać życie pomysłowymi daniami. To też jest wykorzystanie swoich umiejętności. Niekoniecznie trzeba zbawiać świat, by znaleźć sens.
|
|
|  | | mario1970 (191 punktów) | >W takim razie na czym polega sens życia?
Sensem życia jest życie. Innego nie ma. Żyjemy bo żyjemy. Bo kiedyś nasz tatuś "natchnął" mamusię (bynajmniej duchowo). Sensem życia jest zakodowana w genach potrzeba prokreacji - zaludniania ziemi naszymi potomkami, którzy będą mieli własnych potomków itd. Wokół prokreacji kręci się całe życie czy tego chcemy czy nie. A najlepiej jak szukasz sensu życia to obejrzyj sobie "Sens życia" Monty Pythona.
|
|
1 na 1 damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | > Czy można zatem dzielić ludzi na dobrych i złych? Czy człowiek nie jest tylko marionetką ?Ktoś tu chyba "Housa" oglądał? Oczywiście, że można dzielić(choć życie nie składa się tylko z dwóch kolorów). Brak wolnej woli co najwyżej stwierdza, że nie są źli bądź dobrzy z własnej nieprzymuszonej woli. Natomiast od odpowiedzialności nie można uciekać, ludzie są tak samo odpowiedzialni za swoje morderstwa jak pistolety z których strzelali. Polecam tu tekst Kołakowskiego: Balaam czyli Problem winy obiektywnej shaman36.b(*)tywnej,index.html?ticaid=6d3a7
Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
|
|
1 na 1 | Marcuch (664 punktów) | >Są ludzie ktorzy rodza sie z potrzeba niesienia pomocy i >milosci innym i takich ludzi nazywa sie dobrymi. Nie, dobrymi nazywa się słusznie takich, którzy mają wybór i wybierają dobrze.
> Co jednak z ludzmi, ktorzy takiej potrzeby nie posiadaja, czy to ich wina? Nie jest to ich wina, jeżeli nie mają wyboru. Jednak ktoś, kto "nie ma potrzeby" zawsze może zdecydować się czynić dobro i być dobrym.
>Czy można zatem dzielić ludzi na dobrych i złych? Czy człowiek nie jest tylko marionetką ? Można dzielić w granicach posiadanej przez człowieka wolności. Lepiej ujmij rzecz od innej strony: jaka musi być rzeczywistość i jaka jest natura człowieka, skoro istnieją ludzie dobrzy i źli. Wywracanie tego typu oczywistości (że istnieją dobrzy i źli ludzie) jest ostatnio modne, zdobywa poklask spragnionej sensacji publiczności. Nie jest też nowe, kiedyś było "Fatum", teraz jest "determinizm", oba pojęcia fałszują obraz człowieka. W środowiskach, gdzie głos mają ludzie młodzi, jak Internet, prawdy głębokie, trudne, o powierzchowności prozaicznej i wymagające dużego doświadczenia życiowego stają się "niepopularne" - np. problem jak moralnie oceniać ludzi. Czy nie łatwiej powiedzieć "każda ocena jest relatywna i fałszywa"?
|
|
1 na 1 | jark44 (619 punktów) | > Kazdy czlowiek rodzi sie z pewnymi predyspozycjami. Każdy dąży do osiągnięcia wlasnego szczescia,> ale dla kazdego droga do niego jest inna. Są ludzie ktorzy rodza sie z potrzeba niesienia pomocy i> milosci innym i takich ludzi nazywa sie dobrymi. Co jednak z ludzmi, ktorzy takiej potrzeby nie> posiadaja, czy to ich wina? Nie mozna oczywiscie zapominac o innych czynnikach ktore ksztaltuja> nasze zycie ale to tez nie jest w pełni zależne od nas. To jest tylko połączenie wpływów otoczenia> na układ neuronow w naszym mozgu z ktorym sie rodzimy przekształcony o to co już na niego wpłynelo.> Czy można zatem dzielić ludzi na dobrych i złych? Czy człowiek nie jest tylko marionetką ?Po pierwsze człowiek rodzi się po to by przekazać geny następnym pokoleniom. Ewolucja nie zajmuje się naszą psychiką i konstrukcją naszej emocjonalności. Jej to po prostu nie interesuje. Stąd często u ludzi występuje zwyczajny smutek, ot taki zwyczajny. Ewolucja nie wyposażyła nas w radość "ewolucyjną". No, chyba, że jest się katolikiem, to byle obrazek może być źródełkiem szczęścia wiecznego  Po drugie, nie ma dobra i zła w sensie obiektywnym. Czy zwierzęta, które aby przeżyć i pożerają inne robią źle? Natura nie zna aksjologi. W kosmosie dzieją się rzeczy straszne - dla nas, ale nie kosmosu!!! Dopiero poprzez wychowanie i ewolucję naszego mózgu, doszliśmy do etapu tworzenia pewnych abstraktów (mózg zaczął być zdolny do tworzenia takowych). Jest nim także pojęcie dobra i zła. To oczywiście dobrze. Natomiast twierdzenie, że ktoś rodzi się dobry lub zły nie jest uzasadnione. Pewne fakty trzeba uporządkować, aby rzeczy widzieć właściwie.
mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
|
|
 | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52279 punktów) | . > Ewolucja nie zajmuje się naszą psychiką i konstrukcją naszej emocjonalności. Jej to po prostu nie interesuje. Stąd często u ludzi występuje zwyczajny smutek, ot taki zwyczajny. Ewolucja nie wyposażyła nas w radość "ewolucyjną".Panie Jarku, niech Pan jednak ponownie przejrzy ten dobry podręcznik www.google(*)CNHaOMIDeUtxDXHQcwLlETZg22dqug a później sięgnie do Dawkinsa. Ewolucja - chyba nie zajmuje się niczym, ale w wyniku jej procesów otrzymaliśmy bardzo wiele, a napewno naszą świadomość będącą funkcją mózgu. Tam mieszczą się także nasze radości i smutki. Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
|  | | jark44 (619 punktów) |
>Ewolucja - chyba nie zajmuje się niczym, ale w wyniku jej procesów otrzymaliśmy bardzo wiele, a na pewno naszą świadomość będącą funkcją mózgu. Tam mieszczą się także nasze radości i smutki. >Pozdrawiam serdecznie.
Panie Andrzeju, bardzo cenię Pana uwagi więc ustosunkowuję się do nich: - ewolucja, jako pewien proces ma swój "cel" - bez względu jak go rozumiemy. Celem tym jest dostosowanie osobników do warunków, - ewolucja niczym się nie zajmuje, bo jest procesem a nie bytem, - rozwój mózgu i jego zdolności łącznie z naszymi uczuciami to efekt uboczny ewolucji.
Jakaś ku temu musiała być przyczyna, że pojawiła się taka funkcja mózgu, ale nie po to aby przystosować gatunek do przeżycia. Bez mózgu także pewnie przetrwalibyśmy - pytanie tylko w jakiej postaci.
Pozdrawiam serdecznie
P.S. lektury zapewne uzupełnię
mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
|
|
| |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
>- ewolucja, jako pewien proces ma swój "cel" - bez względu jak go rozumiemy. Celem tym jest dostosowanie osobników do warunków, Lepiej tak nie pisz, bo zaraz wyskoczy tu jaki "znawca" i stwierdzi, że skoro tak, to ewolucja jest celowa i świadomie, rozumnie zaprogramowana. ID, znaczy. Ewolucja nie ma żadnego celu, nawet przystosowania osobników do warunków. Przystosowanie się "samo robi" - po prostu spośród licznych mutacji trwają i powielają się te, które służą dostosowaniu, bo niedostosowani giną, najczęściej młodo i bezpotomnie.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | jark44 (619 punktów) | >>- ewolucja, jako pewien proces ma swój "cel" - bez względu jak go rozumiemy. Celem tym jest dostosowanie osobników do warunków, >Lepiej tak nie pisz, bo zaraz wyskoczy tu jaki "znawca" i stwierdzi, że skoro tak, to ewolucja jest celowa i świadomie, rozumnie zaprogramowana. ID, znaczy. Ewolucja nie ma żadnego celu, nawet przystosowania osobników do warunków. Przystosowanie się "samo robi" - po prostu spośród licznych mutacji trwają i powielają się te, które służą dostosowaniu, bo niedostosowani giną, najczęściej młodo i bezpotomnie. > Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Napisałem cel w "klamerkach", więc o żaden cel świadomy nie chodzi. To raczej skrót myślowy.
Poza tym "celowość" nie jest niczym złym, bo teoria celowości używana do uzasadnienia istnienia boga też już dawno się wypaliła.
Russel mówi - "nie srodowisko zostalo stworzone dla ich rozwoju, ale one same rozwinely sie odpowiednio do warunkow, i to jest podstawa przystosowania sie. Nie ma w tym zadnego dowodu celowosci".
mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | Ty to wiesz, ja to wiem - ale "znawca" nie wie i weźmie śmiertelnie serio i dosłownie.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Ewolucja nie ma żadnego celu, nawet przystosowania osobników do warunków. Przystosowanie się "samo robi" - po prostu spośród licznych mutacji trwają i powielają się te, które służą dostosowaniu, bo niedostosowani giną, najczęściej młodo i bezpotomnie. Ależ to właśnie owo "samosięrobienie", czyli walka o byt, to jest mechanizm ewolucji, jego druga część, gdzie pierwsza, to mutacje.
|
|
| |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52279 punktów) | . > Panie Andrzeju, bardzo cenię Pana uwagi więc ustosunkowuję się do nich:> - ewolucja, jako pewien proces ma swój "cel" - bez względu jak go rozumiemy. Celem tym jest dostosowanie osobników do warunków,Dotyka Pan tu istoty zasadniczego sporu. Jeżeli ewolucja jest teleologiczna, to może być teologiczna, a to przeczy samej istocie darwinowskiej rewolucji naukowej. Ewolucja to nie "dobry, mądry i kochający" Pan Bóg. Ewolucja to ślepy proces. Pytanie "jaki cel ewolucja miała w tym i tym" jest zupełnie bez sensu. Ewolucja nie miała i nie ma żadnego celu. Ona dosyć przypadkowo różnicuje jednostki, z których przeżywają i wydają potomstwo najlepiej przystosowane. > - ewolucja niczym się nie zajmuje, bo jest procesem a nie bytem,Bytem jest też człowiek, a zajęć ma dużo. > - rozwój mózgu i jego zdolności łącznie z naszymi uczuciami to efekt uboczny ewolucji.Żaden uboczny - ewolucja nie mając celu - nie tworzy ani efektów zasadniczych, ani ubocznych. Osobniki najlepiej przystosowane przeżywają i wydają potomstwo. > Jakaś ku temu musiała być przyczyna, że pojawiła się taka funkcja mózgu, ale nie po to aby przystosować gatunek do przeżycia.Nie było żadnej przyczyny i żadnego celu, po prostu osobniki ze sprawniejszym mózgiem przeżywały i wydawały potomstwo, a tym z mniej sprawnym było trudniej. (Odwrotnie jak teraz.) > Bez mózgu także pewnie przetrwalibyśmy - pytanie tylko w jakiej postaci.Przecież żyją nawet jednokomórkowce, a ogniw pośrednich jest bez liku. PS. Proponuję tak na szybko jako wprowadzenie: www.racjon(*)/q,Malpi.ogon.homo.teologicusawww.racjon(*),Czlowiek..fenomenalne.zwierzePozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | jark44 (619 punktów) | >. >>Panie Andrzeju, bardzo cenię Pana uwagi więc ustosunkowuję się do nich: >>- ewolucja, jako pewien proces ma swój "cel" - bez względu jak go rozumiemy. Celem tym jest dostosowanie osobników do warunków, >Dotyka Pan tu istoty zasadniczego sporu. Jeżeli ewolucja jest teleologiczna, to może być teologiczna, a to przeczy samej istocie darwinowskiej rewolucji naukowej. >Ewolucja to nie "dobry, mądry i kochający" Pan Bóg. Ewolucja to ślepy proces. Pytanie "jaki cel ewolucja miała w tym i tym" jest zupełnie bez sensu. >Ewolucja nie miała i nie ma żadnego celu. Ona dosyć przypadkowo różnicuje jednostki, z których przeżywają i wydają potomstwo najlepiej przystosowane. >>- ewolucja niczym się nie zajmuje, bo jest procesem a nie bytem, >Bytem jest też człowiek, a zajęć ma dużo. >>- rozwój mózgu i jego zdolności łącznie z naszymi uczuciami to efekt uboczny ewolucji. >Żaden uboczny - ewolucja nie mając celu - nie tworzy ani efektów zasadniczych, ani ubocznych. Osobniki najlepiej przystosowane przeżywają i wydają potomstwo. >>Jakaś ku temu musiała być przyczyna, że pojawiła się taka funkcja mózgu, ale nie po to aby przystosować gatunek do przeżycia. >Nie było żadnej przyczyny i żadnego celu, po prostu osobniki ze sprawniejszym mózgiem przeżywały i wydawały potomstwo, a tym z mniej sprawnym było trudniej. (Odwrotnie jak teraz.)
Panie Andrzeju, no mam problem, bo... zgadzamy się w 100% a "podzieliły" nas tylko niezbyt trafnie dobrane przeze mnie słowa. Tak, ewolucja nie ma żadnego celu ani nie robi nikomu dobrze. Tak po prostu się dzieje. To tak jak nadchodząca burza, która wcale nie ma na celu podlania roślin. Powstaje sobie, nadchodzi i woda spada.
Poza tym słowo cel użyte zostało w cudzysłowu. Tak dla prostoty wypowiedzi.
Mówiąc o "celu" myślę o oddziaływaniu gatunków na zmianę warunków. To tak jak moja źrenica kurczy się pod wpływem światła. Gdyby ileś tam pokoleń było narażone na takie działanie na źrenice, pewnie by doszło do zmiany, mutacji. I tu ten "cel" (cudzysłów) - dostosowanie się do większej ilości światła.
Spór nie w treści. Niezrozumienie wzajemne w warstwie pojęciowej. Przypuszczam i rozumiem Pana dlaczego dobrze by było zrezygnować ze słowa cel. Ale o to niech martwią się bardziej ci, którzy wierzą w przeznaczenie.
Powstanie życia i trwanie w nim jest absurdalne - jest absurdem, więc i ewolucja nim jest. Po co? na co? dlaczego? - to mnie nie interesuje.
mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52279 punktów) | . >Panie Andrzeju, no mam problem, bo... zgadzamy się w 100% a "podzieliły" nas tylko niezbyt trafnie dobrane przeze mnie słowa. Cenię sobie Pańskie wypowiedzi i czytam je z przyjemnością, ale słowa mają znaczenie. Czasem nawet bardzo duże. Tu służą nam do porozumiewania się i dlatego wymagana (oczywiście w rozmowie racjonalistycznej inteligencji) duża precyzja. Zresztą łatwo zauważyć jak fideiści próbują manipulować faktami i rozumieniem zjawisk za pomocą słów. Tak, że - Panie Jarku, to czy ja Pana i Pańskie intencje rozumiem ma to niewielkie znaczenie. Trzeba wyrażać się (szczególnie w sprawach i terminach różnie rozumianych) jasno i precyzyjnie.
>Powstanie życia i trwanie w nim jest absurdalne - jest absurdem, więc i ewolucja nim jest. Po co? na co? dlaczego? - to mnie nie interesuje. Nie jestem egzystencjonalistą. Dla mnie życie ludzkie ma sens. Oczywiście taki jaki sami potrafimy mu nadać.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | jark44 (619 punktów) |
> Cenię sobie Pańskie wypowiedzi i czytam je z przyjemnością, ale słowa mają znaczenie. Czasem nawet bardzo duże.Dziękuję i również wyrażam takie zdanie > Tu służą nam do porozumiewania się i dlatego wymagana (oczywiście w rozmowie racjonalistycznej inteligencji) duża precyzja. Zresztą łatwo zauważyć jak fideiści próbują manipulować faktami i rozumieniem zjawisk za pomocą słów.> Tak, że - Panie Jarku, to czy ja Pana i Pańskie intencje rozumiem ma to niewielkie znaczenie. Trzeba wyrażać się (szczególnie w sprawach i terminach różnie rozumianych) jasno i precyzyjnie.Rozumiem, że dla Pana precyzja i estetyka wypowiedzi są bardzo ważne; to jak myślę może mieć swe źródło również w wykonywanym przez Pana zawodzie. > >Powstanie życia i trwanie w nim jest absurdalne - jest absurdem, więc i ewolucja nim jest. Po co? na co? dlaczego? - to mnie nie interesuje.> Nie jestem egzystencjonalistą. Dla mnie życie ludzkie ma sens. Oczywiście taki jaki sami potrafimy mu nadać.Sprowadza się to zatem do subiektywnego odczucia. Subiektywne odczuwanie sensu nie wyklucza obiektywnego absurdu. Jest to nawet "bardzo" racjonalne. Nie uciekniemy przed nim (absurdem), choć dla mnie ma on jedynie znaczenie czysto akademickie. Ba! - nawet dla fideistów absurd jest wpisany w ich świtopogląd, ale chyba tego nie wiedzą  Pozdrawiam serdecznie
mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
|
|
| | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52279 punktów) | . >Rozumiem, że dla Pana precyzja i estetyka wypowiedzi są bardzo ważne; A powinny być dla wszystkich wypowiadajacych się na tym forum, ale to tylko nierealne marzenie.
>to jak myślę może mieć swe źródło również w wykonywanym przez Pana zawodzie. Tak, dużo w tym prawdy i to nawet już w kilku w życiu uprawianych zawodach.
>>>>Nie jestem egzystencjonalistą. Dla mnie życie ludzkie ma sens. Oczywiście taki jaki sami potrafimy mu nadać. >Sprowadza się to zatem do subiektywnego odczucia. Szczęśliwi ci, którzy "coś" ponad swój umysł posiadają. Ja mam tylko swoje subiektywne odczucia, za pomocą których próbuję poznać i zrozumieć świat obiektywnie istniejący.
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| oops (6 punktów) | >Co jednak z ludzmi, ktorzy takiej potrzeby nie posiadaja, czy to ich wina?
Jeśli posłurzyć się ekstremalnym przykładem to nie jest przecież winą psychopaty, że ma zestaw takich a nie innych genów, że jego płat czołowy tak a nie inaczej się ukształtował.
>Czy można zatem dzielić ludzi na dobrych i złych?
Czasem po prostu trzeba. Na przykład sadzając za kratki takich którzy znajdują przyjemność w wyprawianiu bliźnich na tamten świat.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|