Racjonalista - Strona głównaDo treści
Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
18-10-2011 12:02jark44 (619 punktów)Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
Ocena 7 na 7
dla moralności i etyki dla postawy wypływającej z wartości chrześcijańskich.

Otwieram ten wątek, bowiem zauważyłem, że w obecnej gorącej dyskusji strona katolicka twierdzi, że nie ma innego spójnego systemu etycznego i wzorca dla postaw moralnych jak tylko ta, która wypływa z nauki i tradycji chrześcijańskiej.

Jak opisać krótko taki system wartości dla współczesnej Polski (świata, Europy), który jasno pokaże, że alternatywa tkwi w historii Europy starożytnej, ludów pogańskich (Germanowie, Słowianie, Celtowie) no i oczywiście tradycji chrześcijańskiej.

Zwrócić należałoby uwagę na to, że chrześcijaństwo nie stworzyło dzisiejszej etyki i moralności. Jest jedynie spadkobiercą tych poprzednich. Obecny zaś system moralny został poza tym ubogacony dorobkiem nowożytnej myśli humanistycznej itd.

Brak jest moim zdaniem wypracowanego "hasła" na odrzucenie innego hasła - "chrześcijańskia tradycja". Bez takiego "oręża" trudno rozmawia się z chrześcijanami, bo wymaga to dłuższego wywodu, a oni mają gotowca. Chrześcijaństwo po raz kolejny zamierza przywłaszczyć sobie cały dorobek kulturowy Europy.

Zapraszam do wyrażenie poglądów.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Wartości chrześcijańskie to tak jakby napisać... wartości ludzkie.

Jest wiele chrześcijańskich systemów etycznych wzajemnie się wykluczających.

Ludzie którzy mówią o "chrześcijańskich wartościach" wyraźnie nie mają pojęcia o etyce, aksjologii, a przede wszystkim etymologii słowa "chrześcijańskie" i problemach z nim związanych.

Zasadniczym problemem jest przypisywanie sobie przez kościół rzymsko-katolicki recepty na rozumienie chrześcijaństwa.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że obecna kultura kształtowała się na przestrzeni wieków, a obecnie prawa człowieka, szczególnie trzecich czy czwartych generacji konstruuje się raczej w opozycji do myślenia rzymsko-katolickiego.

Dopatrywanie się kwestii moralności w starożytności, szczególnie w myśleniu greckim jest słuszne, gdyż pierwsi, szczególnie pół-legendarni założyciele kościoła, tworzyli jeszcze po grece w zasięgu kultury greckiej, czy grecko-rzymskiej. Stąd koncepcje Augustyna które nadały prąd początkom myśli chrześcijańskiej (jeszcze wtedy nie do końca scentralizowanej, ale również nie rozdzielonej) opierały się głównie na dziełach Plotyna i Platona, a wychodziły przeciwko dualizmowi. Później jak wiadomo kolejnym wielkim doktorem kościoła był Tomuś, któremu również nie udało się uciec od wpływów greckiego myślenia, jednakże już spaczonego, ponieważ on sam nie znał greki i tomizm powstawał w oparciu o (nie najlepszy) przekład Arystotelesa.

Czyli trudno w jakikolwiek sposób zaprzeczyć, że starożytni grecy mieli duży wpływ na rozwój chrześcijaństwa w europie. Przykładem mogą być cnoty kardynalne, czy koncepcja duszy itd.

Nietrudno też odnieść wrażenia, że chrześcijaństwo jest po prostu swego rodzaju neo-orfizmem.

Oczywiście wszystkie te wpływy tyczą się głównie koncepcji ontologicznych, po części jednie aksjologicznych (jak wspomniane cnoty kardynalne). Problemem jest tu też to, że chrześcijaństwo nie uniknęło wariabilizmu, a burzliwe żywoty papieży, czy świętych stawiają etykę chrześcijańską i jej wartości pod wielkim znakiem zapytania.

Na szczęście współczesny standardowy polak nie wyznaje żadnej moralności chrześcijańskiej. Nie myśli też, co jest równie dużą ulgą, jak starożytny grek. Tradycja społecznie akceptowalnej moralności, która cały czas się zmienia, faktycznie sięga starożytności, ale na szczęście jest nowożytna i bardzo różna. Jednak mówienie o tym, że chrześcijaństwo, czy raczej katolicyzm ma jakiś wpływ na moralność współczesnego człowieka jest mocno przesadzone. Chyba że rozumiemy to dialektycznie. Bez wątpienia dylematy moralne rozstrzygane przez ludzi mojego pokolenia, które stawia przed nimi kościół są rozstrzygane na niekorzyść pożal się boże katolickiej moralności.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
18-10-2011 14:20
 Ocena 9 na 11
rhotax7 (3947 punktów)
Osobiście pragnę dodać do wspaniałej wypowiedzi Arystypa z Cyreny aspekt pochodzenia moralności jako takiej na jej najniższym poziomie wspólnym dla większości i nas współczesnych jak i starożytnych.

Moralność mamy zapisaną w genach.
Jej nakazy i zakazy mają za zadanie zapewnić przetrwanie/replikację genów na dane zachowanie moralne.

Nakazy i zakazy to na przykład:
-nie jedz trupów (można się brzydko rozchorować na chorobę na jaką akurat ktoś zmarł)
-nie zabijaj dzieci (muszą dorosnąć by się rozmnożyć)
-nie krzywdż dzieci/chroń dzieci (dlatego wiekszość nie cierpi pedofili)
-wybieraj mniejsze zło (czyli w dylematach moralnych wybieraj śmierć jednej osoby a ratuj życie wielu osób im więcej tym lepiej)

Są one wspólne dla ludzi którzy w większości mają właśnie aktywne te geny "moralne".

Wyjątki to oczywiście genomy osób typu --kanibale bez powodu (nie z konieczności zagrożenia głodową śmiercią i nawyków kulinarnych kulturowo uwarunkowanych a dla smakowych doświadczeń czy innych ) , pedofile-gwałciciele-zabójcy ,
oraz wszelkiej maści psychopaci --osoby te mają aktywne inne geny zagłuszające ich geny "moralności" .

I zostaną oni określeni przez muzułmanina jak i katolika czy buddystę jako niemoralni.

W bardziej skomplikowanych sytuacjach zaczynają pomagać w podejmowaniu decyzji już nakładki programowane przez kulturę danego regionu świata ale to już szczegóły.

Generalnie moralność nie ma związku w swej istocie z jakakolwiek religią/ideologią.
18-10-2011 21:55 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
Naturalistic fallacy, po raz tysięczny na tym forum... żałosne.
19-10-2011 13:08 
 Ocena 6 na 6
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Naturalistic fallacy

Jest jednak różnica pomiędzy kategorycznym stwierdzeniem, że "wszystko co naturalne, jest dobre" a zauważeniem, że pewne idee, które uważamy za dobre (pożądane), mają (czy słabiej: mogą mieć) naturalne pochodzenie.
Marcuch (664 punktów)
>> Naturalistic fallacy
>Jest jednak różnica pomiędzy kategorycznym stwierdzeniem, że "wszystko co naturalne, jest dobre" a zauważeniem, że pewne idee, które uważamy za dobre (pożądane), mają (czy słabiej: mogą mieć) naturalne pochodzenie.
>

Co to znaczy, że "idea ma naturalne pochodzenie"?
24-10-2011 01:32 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Co to znaczy, że "idea ma naturalne pochodzenie"?

Znaczy, że pojawiła się spontanicznie w puli genów kodujących behawior, jako jedna z opcji w pewnej "przestrzeni możliwości", a następnie - pokonując swoje alternatywy - została utrwalona na drodze doboru naturalnego.

W odróżnieniu od dyrektyw wyrytych w kamieniu przez bóstwo, które to mają pochodzenie nadnaturalne.
24-10-2011 17:56 
 Ocena 2 na 4
Marcuch (664 punktów)
Nie no, ludzie, TO jest czad!!!

>> Co to znaczy, że "idea ma naturalne pochodzenie"?
>Znaczy, że pojawiła się spontanicznie w puli genów kodujących behawior, jako jedna z opcji w pewnej "przestrzeni możliwości", a następnie - pokonując swoje alternatywy - została utrwalona na drodze doboru naturalnego.

Haha!!
Załóż forum "Paranaukowiec Polski", będę wpadał.
I do "Szamana" pisuj!
24-10-2011 23:46 
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Może spróbuję na prostym przykładzie.

Różnice w genotypie powodują różnice w funkcjonowaniu gospodarki hormonalnej, te zaś sprawiają, że osobniki będą odmiennie reagować np. w sytuacji konfliktowej.

Jeden będzie unikał konfrontacji, drugi będzie straszył, ale wycofa się przed walką, trzeci będzie walczył do pierwszej krwi, czwarty do poważnego zranienia, piąty do śmierci.

Niektóre z tych postaw w oczywisty sposób nie będą sprzyjały sukcesowi reprodukcyjnemu. Krwiożerczy psychopata prawdopodobnie młodo umrze, może nawet zagrozić bezpieczeństwu całego rodu. W puli genetycznej utrwalą się więc te geny, które - poprzez wpływ na funkcjonowanie układu produkującego np. testosteron - sprzyjają mniej agresywnym formom rozwiązywania sporów.

Kiedy gatunek dojrzeje do etapu refleksji etycznej, może niepożądane zachowania potępić explicite ("nie zabijaj ziomali") - ale nie będzie to niczym więcej niż (świadomym) potwierdzeniem normy, która i tak sama (nieświadomie) "wyrzeźbiła się" w puli genów.

Sposób powstania takiej dyrektywy nazywam "naturalnym", w odróżnieniu od - przykładowo - zakazu jedzenia mięsa w piątek, dla którego nie sposób zaproponować analogicznego mechanizmu genezy.

Będę (autentycznie) wdzięczny za wskazanie, w którym konkretnie punkcie odjechałem w stronę paranauki.
25-10-2011 01:06 
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)
>Może spróbuję na prostym przykładzie.

Oj, jak ja dziękuję Ojcowi Ateuszowi, że krótko i zwięźle wyłuszczył bałamutne problemy naszego nad-aktywnego i nierozumiejącego podstawowych pojęć kolegi.

Uf. Trzeba by już zamknąć ten wątek, bo weszli do niego ludzie z "upierdliwymi" chwytami.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
25-10-2011 03:35 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>Będę (autentycznie) wdzięczny za wskazanie, w którym konkretnie punkcie odjechałem w stronę paranauki.

Jasne. Największe hopla jest tutaj:
>Kiedy gatunek dojrzeje do etapu refleksji etycznej, może niepożądane zachowania potępić explicite ("nie zabijaj ziomali") - ale nie będzie to niczym więcej niż (świadomym) potwierdzeniem normy, która i tak sama (nieświadomie) "wyrzeźbiła się" w puli genów.

Osobniki mogą najwyżej stwierdzić przez obserwację fakt: "nie zabijamy ziomali". Zakładając, że słowo "ziomal" nie jest terminem wartościującym, tylko obserwacyjnym. Podobnie mogą stwierdzić: "Mamy mało jedzenia".
Między tą obserwacją, a sformułowaniem normy w sensie aksjologicznym: "Nie należy zabijać ziomali." lub też "Miejmy mało jedzenia", nie ma związku logicznego.

(Informuję, że "norma" jako typowe zachowanie to nie "norma" w sensie "zachowanie powszechnie uznane za dobre", co odkryjesz w słowniku. Np. promiskuityzm u homo sapiens. )

Poza tym: "Niepożądane zachowania"
-ze względu na jaki cel, do kata?
-w jakim kontekście, rany boskie?
-w jakiej skali czaso-przestrzennej, niech mnie dunder???
"Wartość" procesu/zdarzenia/przedmiotu z punktu widzenia osobnika może być ze względu na te czynniki kompletnie inna niż z tzw. "punktu widzenia genów". Pomieszanie wynika z tego, że w języku popularnonaukowym, a nawet naukowym używa się słów z etyki albo potocznych ("strategia").

"Jastrząb" w stadzie "gołębi" (mówię o grze ewolucyjnej) działa wbrew temu, co "wyrzeźbiło się w puli genowej". Zwycięża z populacją i nawet nie musi być inteligentny. Więc jakie działanie jest pożądane, gołębie czy jastrzębie? Pomijam już fakt, że ewolucja ustawicznie "rzeźbi" i zmienia kontekst.

Więcej: wierutną głupotą byłoby wyrażać w formie normy coś, co i tak zachodzi, np. "Miejmy dwoje oczu!". Po co mówić "Nie zabijajmy ziomali!" skoro i tak nie zabijamy???
Tymczasem, jeśli przyjrzysz się kiedyś poważnym normom moralnym, to zauważysz, że służą one raczej tłumieniu istniejących atawizmów ("Nie cudzołóż.", "Nie kradnij." itd.).

Pewnie zapomniałeś o rozwoju kulturowym i przekazywaniu wiedzy przez pokolenia. Ale to już nie geny.

A poza tym, szanuj słowo "idea". Idei nie ma w realu.
25-10-2011 12:31 
 Ocena 4 na 4
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Osobniki mogą najwyżej stwierdzić przez obserwację fakt (...)
> Między tą obserwacją, a sformułowaniem normy w sensie aksjologicznym (...) nie ma związku logicznego.

Do pewnych zachowań mamy naturalną (nieświadomie "wyrzeźbioną w genach") skłonność.
W świadomym procesie kodyfikowania norm prawnych, niektóre z tych zachowań ostaną się jako pożądane.
Nie twierdziłem niczego ponadto ("pewne idee, które uważamy za pożądane, mogą mieć naturalne pochodzenie").

> Poza tym: "Niepożądane zachowania" - ze względu na jaki cel, do kata?

No a jaki cel ma ustalanie norm etycznych, czy prawnych?
Szeroko rozumiany "dobrostan" społeczności, w której te normy miałyby obowiązywać.
Mniejsza przy tym o metodologię pomiaru, z grubsza: uśmiechnięci - dobrze, martwi - źle.

> "Wartość" procesu/zdarzenia/przedmiotu z punktu widzenia osobnika może być ze względu na te czynniki kompletnie inna niż z tzw. "punktu widzenia genów".

A jeszcze inna z punktu widzenia społeczności - i nikt tego nie kwestionuje.
I nie twierdzi, że to co dobre na jednym poziomie, jest też dobre na innym.
Nie jest jednak błędem naturalistycznym stwierdzenie, że niektóre strategie są korzystne na wszystkich poziomach.

> "Jastrząb" w stadzie "gołębi" (mówię o grze ewolucyjnej) działa wbrew temu, co "wyrzeźbiło się w puli genowej". Zwycięża z populacją i nawet nie musi być inteligentny. Więc jakie działanie jest pożądane, gołębie czy jastrzębie?

Gdybym miał kodyfikować normy dla tej społeczności, zapewne potępiłbym niektóre zachowania "jastrzębia".
Jastrząb może mieć oczywiście na ten temat odmienna opinię.

> Pomijam już fakt, że ewolucja ustawicznie "rzeźbi" i zmienia kontekst.

Ale ma jednak pewne naturalne ograniczenia i np. zasada "zjadaj swoje dzieci" nie utrwali się nigdy.

> Więcej: wierutną głupotą byłoby wyrażać w formie normy coś, co i tak zachodzi, np. "Miejmy dwoje oczu!"

Tu zgoda...

> Po co mówić "Nie zabijajmy ziomali!" skoro i tak nie zabijamy???

A tu już nie. Jak to "nie zabijamy"?
Może i zabijamy statystycznie rzadko, ale jednak zdarza się - i norma prawna jest jak najbardziej na miejscu.

> Pewnie zapomniałeś o rozwoju kulturowym i przekazywaniu wiedzy przez pokolenia. Ale to już nie geny.

Powtórzę po raz trzeci - niekiedy uznajemy za słuszne przekazać (świadomie) "drogą kulturową" coś, co i tak dostajemy "drogą genetyczną". Cała rzecz w tym, żeby być uczciwym i nie przypisywać jednej ideologii zasługi "wynalezienia" czegoś, co i tak wszyscy otrzymaliśmy jako dziedzictwo ewolucji.

> A poza tym, szanuj słowo "idea". Idei nie ma w realu.

Raczej nie dam się (tutaj) wciągnąć w dyskusję o tym, czym są "idee", "real" - i co to znaczy, że coś "jest".
Mogę za to przeprosić za wszelkie nieporozumienia, wynikające z używania przeze mnie nieformalnego języka.
25-10-2011 23:26Nie na temat 
Marcuch (664 punktów)
>Do pewnych zachowań mamy naturalną (nieświadomie "wyrzeźbioną w genach") skłonność.
>W świadomym procesie kodyfikowania norm prawnych, niektóre z tych zachowań ostaną się jako pożądane.
>Nie twierdziłem niczego ponadto ("pewne idee, które uważamy za pożądane, mogą mieć naturalne pochodzenie").

Ach rozumiem: czyli pewna norma została sformułowana przez osobnika. Ale przy okazji istniał naturalny proces, który jak gdyby "pokrywał się" z praktycznym spełnianiem tej normy. Czy tak? To jest ten "prezent od ewolucji"?
Jeśli tak, to w takim razie nie idee "mają naturalne pochodzenie", tylko pewne procesy, których wybrane własności pokrywają się z realizacją norm etycznych, wynalezionych przez osobniki. I wciąż normy w sensie aksjologicznym nie wywodzą się z genów. Bo też i każda konstatacja "To jest dobre i pożądane." może mieć za autora tylko świadomość, a nie ewolucję.

>Nie jest jednak błędem naturalistycznym stwierdzenie, że niektóre strategie są korzystne na wszystkich poziomach.
Owszem, nie jest, ale ta zbieżność jest przypadkiem. Słowo "dur" jest w polskim, w tureckim i we francuskim - co jednak nie znaczy, że zostało "skopiowane" czy "odziedziczone" przez jeden język z drugiego. Sens słowa w każdym języku - i analogicznie procesu na każdym poziomie, jest inny. Pokrywa się tylko wygląd.
26-10-2011 16:11 
 Ocena 3 na 3
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> nie idee "mają naturalne pochodzenie", tylko pewne procesy, których wybrane własności (...)

Już złożyłem samokrytykę za nadmierne nieformalny język moich wypowiedzi.

> każda konstatacja "To jest dobre i pożądane." może mieć za autora tylko świadomość, a nie ewolucję

Ale czasami ewolucja będzie "matką chrzestną" normy - i zazwyczaj jesteśmy w stanie wskazać kiedy.

Weźmy Dekalog dla przykładu:
[1-4] normy wyrzeźbione w memach, służą przetrwaniu religii/kultury
[5] ewidentnie wyrzeźbione w genach (nie tylko ludzi)
[6] kulturowe, ewidentnie niezgodne z "interesem" genów (chyba że chroni przed zemstą rogacza?)
[7,8] wyrzeźbione w memach, służą dobru społeczności
[9,10] wydumana penalizacja myślozbrodni, mem religijny

Sensowne przykazania są wspólne dla wszystkich kultur, reszta to "wartości religijne".

>> niektóre strategie są korzystne na wszystkich poziomach
> ta zbieżność jest przypadkiem

Raczej nie.
To co dobre dla genów zazwyczaj jest też dobre dla osobnika (sprawdzić, czy nie samiec modliszki).
Obstawiałbym, że dobro osobnika i społeczności też na ogół pozytywnie koreluje. Oczywiście, są wyjątki.
16-11-2011 17:08 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)

>Osobniki mogą najwyżej stwierdzić przez obserwację fakt: "nie zabijamy ziomali". Zakładając, że słowo "ziomal" nie jest terminem wartościującym, tylko obserwacyjnym. Podobnie mogą stwierdzić: "Mamy mało jedzenia".
>Między tą obserwacją, a sformułowaniem normy w sensie aksjologicznym: "Nie należy zabijać ziomali." lub też "Miejmy mało jedzenia", nie ma związku logicznego.
Problem polega na tym, że opisane zachowania działają na zasadzie instynktu, a nie logicznej obserwacji. Oparłeś swój wywód na nieprawdziwym założeniu.
De facto jak wytłumaczyć, że podobają nam się buzie dzieci? Czy jest to logiczna analiza? Nie. Po prostu ta cecha jest utrwalona w naszej fizjologii (a więc wynika z genów) bo kiedy powstała, została silnie utrwalona. Populacje bez tej cechy miały mniejsze szanse, bo sentyment do dzieci sprzyja ich ochronie, a więc przetrwaniu.

>(Informuję, że "norma" jako typowe zachowanie to nie "norma" w sensie "zachowanie powszechnie uznane za dobre", co odkryjesz w słowniku. Np. promiskuityzm u homo sapiens. )
W tym ujęciu normą jest ten instynkt, który jest utrwalony w większości populacji. Dla naszej rzeczony sentyment do buzi dziecka lub upodobanie w symetrii są normą.

> "Wartość" procesu/zdarzenia/przedmiotu z punktu widzenia osobnika może być ze względu na te czynniki kompletnie inna niż z tzw. "punktu widzenia genów". Pomieszanie wynika z tego, że w języku popularnonaukowym, a nawet naukowym używa się słów z etyki albo potocznych ("strategia").
>"Jastrząb" w stadzie "gołębi" (mówię o grze ewolucyjnej) działa wbrew temu, co "wyrzeźbiło się w puli genowej". Zwycięża z populacją i nawet nie musi być inteligentny. Więc jakie działanie jest pożądane, gołębie czy jastrzębie? Pomijam już fakt, że ewolucja ustawicznie "rzeźbi" i zmienia kontekst.
Jednak po zwycięstwie jastrzębia, bez gołębi jastrząb umiera. Dlatego jastrzębie są niekorzystne dla populacji.

Oczywiście nie można zlekceważyć idei. Ale okazuje się, że wartości przekazywane ideowo często były paskudne.
24-10-2011 18:35 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Znaczy, że pojawiła się spontanicznie w puli genów kodujących behawior, jako jedna z opcji w pewnej "przestrzeni możliwości", a następnie - pokonując swoje alternatywy - została utrwalona na drodze doboru naturalnego.
>W odróżnieniu od dyrektyw wyrytych w kamieniu przez bóstwo, które to mają pochodzenie nadnaturalne.

Najnowsze badania wydają się to potwierdzać:

"Jeśli szympansia skłonność do zwracania uwagi na dobro innych potwierdzi się, będzie to wzmacniać tezę, że nasz wyjątkowy altruizm nie spadł z nieba, lecz wyewoluował. Bo choć u małp na pewno nie widać jeszcze pełnej miłości bliźniego, to przynajmniej tli się jej wątły ognik".

Więcej... wyborcza.p(*)em_mierzona.html#ixzz1biWUdZO8
24-10-2011 18:55 
 Ocena 3 na 3
jasenka (1863 punktów)
>"Jeśli szympansia skłonność do zwracania uwagi na dobro innych potwierdzi się, będzie to wzmacniać tezę, że nasz wyjątkowy altruizm nie spadł z nieba, lecz wyewoluował.

I nie tylko ssaki naczelne są zdolne do altruizmu.
Znalazłam filmik, gdzie pies ratuje innego psa, potrąconego na autostradzie. Wszedł między pędzące samochody i chciał go wyciągnąć na pobocze, chyba mu się udało, nie widzę dokładnie:
www.youtube.com/watch?v=wrKPufUWyHk

Dlatego dostaję piany, gdy ktoś się mnie czepia, że nie jem mięsa, argumentując, że panbuk po to stworzył zwierzęta, żeby służyły czlowiekowi
16-11-2011 15:36 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>Naturalistic fallacy, po raz tysięczny na tym forum... żałosne.
Czy kwestionujesz prawdziwość naturalnego pochodzenia podanych przykładów wskazań? Przecież mają one swoje odpowiedniki także w świecie zwierząt! Mógłbyś wyjaśnić, na czym opierasz swoje zastrzeżenia?


Stach M. G.
20-10-2011 14:36 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Jej nakazy i zakazy mają za zadanie zapewnić przetrwanie/replikację genów na dane zachowanie moralne.

Nie. Nade wszystko: nie ma czegoś takiego, jak "geny na moralność".
20-10-2011 15:26 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
>>Jej nakazy i zakazy mają za zadanie zapewnić przetrwanie/replikację genów na dane zachowanie moralne.
>Nie. Nade wszystko: nie ma czegoś takiego, jak "geny na moralność".

Myślę, że są. Psa nie można nauczyć moralności. Człowieka tak. Te geny to po prostu zdolność człowieka do przyswajania sobie pewnego systemu wartości i sposobów postępowania w grupach, miejscach.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
20-10-2011 15:35 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>>Jej nakazy i zakazy mają za zadanie zapewnić przetrwanie/replikację genów na dane zachowanie moralne.
>>Nie. Nade wszystko: nie ma czegoś takiego, jak "geny na moralność".
>Myślę, że są. Psa nie można nauczyć moralności.
Przeciwnie.
Uczysz go norm zachowania. Jednak w naturze w stadzie wilków również istnieją zasady współżycia, które może wydają się nam okrutne, ale czy różnią się od porzucania noworodków lub zabijania niedołężnych rodziców? A takie normy istniały niemal do niedawna.
20-10-2011 16:25 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>Myślę, że są. Psa nie można nauczyć moralności. Człowieka tak. Te geny to po prostu zdolność człowieka do przyswajania sobie pewnego systemu wartości i sposobów postępowania w grupach, miejscach.

No, ale to nie to samo co geny na moralność. Mamy niewątpliwie genetyczną predyspozycję do uczenia się języka, ale sam język jest bytem niezdeterminowanym genetycznie (nie ma genów na konkretną gramatykę, morfologię, składnię, semantykę i frazeologię).
20-10-2011 16:52 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
>No, ale to nie to samo co geny na moralność. Mamy niewątpliwie genetyczną predyspozycję do uczenia się języka, ale sam język jest bytem niezdeterminowanym genetycznie (nie ma genów na konkretną gramatykę, morfologię, składnię, semantykę i frazeologię).

Sam sobie odpowiadasz - na "konkretną gramatykę, morfologię, składnię, semantykę i frazeologię" nie ale tak dowolną gramatykę, morfologię, składnię, semantykę i frazeologię to już tak. A to jest wiele mówiące. Pies może tylko szczekać nie odmieniając hau przez przypadki. Ach zapomniałem, angielskie psy szczekają "wow"




mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
Sylwek (15472 punktów)

>Sam sobie odpowiadasz - na "konkretną gramatykę, morfologię, składnię, semantykę i frazeologię" nie ale tak dowolną gramatykę, morfologię, składnię, semantykę i frazeologię to już tak. A to jest wiele mówiące. Pies może tylko szczekać nie odmieniając hau przez przypadki. Ach zapomniałem, angielskie psy szczekają "wow"

No ale w takim razie mówienie, że "moralności jest zdeterminowana genetycznie" ma tyle sensu co mówienie, że "język jest zdeterminowany genetycznie".

Czy odczytasz z genów gramatykę? Zrekonstruujesz słownik jakiegokolwiek języka? Nie.

Takoż - geny nie determinują ani moralności (która się zawsze jakoś różni między kulturami), ani tym bardziej krytycznej teorii moralności - etyki.
20-10-2011 18:34 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
>No ale w takim razie mówienie, że "moralności jest zdeterminowana genetycznie" ma tyle sensu co mówienie, że "język jest zdeterminowany genetycznie".
>Czy odczytasz z genów gramatykę? Zrekonstruujesz słownik jakiegokolwiek języka? Nie.
>Takoż - geny nie determinują ani moralności (która się zawsze jakoś różni między kulturami), ani tym bardziej krytycznej teorii moralności - etyki.

No, poszedłeś za daleko. Ten "gen" lub "grupa genów", to swego rodzaju pole, obszar, który pozwala człowiekowi zaistnieć (poprzez rozwój w grupie ludzi) w obszarze moralności, poznania języka, abstrakcyjnego myślenia. Prawidłowo wychowywany człowiek nabędzie pewne postawy, poglądy, które złożą się na jego szkielet moralny (i etyczny oczywiście). Zwierzaki tego nie mają.

Ale co to ma wspólnego z głównym wątkiem?


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
21-10-2011 08:55 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zwierzaki tego nie mają.
Niektóre mają.
Warto tu sięgnąć do psychologii zwierząt, a niebagatelną w tym rolę odgrywają neurony lustrzane uwarunkowane genetycznie.
Ponadto człowiek to też zwierzę.

Wątpię, aby było uprawnione stwierdzenie "moralność, język, religijność - jest całkowicie zdeterminowana genetycznie". Natomiast zdecydowanie uważam, że są od puli genetycznej mocno uzależnione. Po prostu są wynikiem procesów ewolucyjnych, a te przystosowania dziedziczymy genowo.
Ale jak słusznie Pan zauważył - to nie ten wątek.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
20-10-2011 15:34 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Jej nakazy i zakazy mają za zadanie zapewnić przetrwanie/replikację genów na dane zachowanie moralne.
>Nie. Nade wszystko: nie ma czegoś takiego, jak "geny na moralność".
Są. Wiemy o tym, bowiem po 1) zachowania zgodne z pewnymi wytycznymi socjalnymi występują u innych gatunków społecznych i 2) istnieją osoby z wrodzoną nieumiejętnością odczuwania instynktów, które ułatwiają przyjęcie tych norm.
jark44 (619 punktów)

>Są. Wiemy o tym, bowiem po 1) zachowania zgodne z pewnymi wytycznymi socjalnymi występują u innych gatunków społecznych i 2) istnieją osoby z wrodzoną nieumiejętnością odczuwania instynktów, które ułatwiają przyjęcie tych norm.

Moralność to coś więcej niż tylko wyćwiczone - "podaj łapę", "spokój", "bierz go". Nawet jeśli istnieje tam hierarchia... ojej - takie banały i ja daję się wciągać.

Odwołuję i nie odpowiadam. Psia moralność . A co z komarami?


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
20-10-2011 21:51 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>Są. Wiemy o tym, bowiem po 1) zachowania zgodne z pewnymi wytycznymi socjalnymi występują u innych gatunków społecznych i 2) istnieją osoby z wrodzoną nieumiejętnością odczuwania instynktów, które ułatwiają przyjęcie tych norm.
>Moralność to coś więcej niż tylko wyćwiczone - "podaj łapę", "spokój", "bierz go". Nawet jeśli istnieje tam hierarchia... ojej - takie banały i ja daję się wciągać.
Jak nazwiesz sytuację, w której pokonany wilk nie ginie, lecz pozwala mu się podporządkować, lub odejść? Albo w gronie naszych najbliższych krewnych - dozwolone jest znacznie więcej dzieciom, niż dorosłym.
Fakt, że słabszy się podporządkowuje, nie dziwi. Ale dlaczego nie zjada go jego dowódca? To są zasady, które umożliwiły istnienie grupy. Bez określonych zasad, grupa nie zaistnieje, bo pozabija się nawzajem. Zasady określają przede wszystkim pozostawianie przy życiu członków własnej grupy. Często też zasady dzielenia się pokarmem, czego spektakularnym przykładem są wampiry.

>Odwołuję i nie odpowiadam. Psia moralność . A co z komarami?
Komary nie tworzą społeczności, więc nie wykazują takich cech.

Ironizujesz, a to obecnie dość mocno eksplorowane pole. Oczywiście stopień zaawansowania i uszczegółowienia zasad trudno jest porównywać, ale geneza zasad i często ich treść są podobne.
20-10-2011 22:29 
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)

>Ironizujesz, a to obecnie dość mocno eksplorowane pole. Oczywiście stopień zaawansowania i uszczegółowienia zasad trudno jest porównywać, ale geneza zasad i często ich treść są podobne.

Oczywiście, że trochę ironizuję, ale my już ten etap mamy za sobą (jako ludzie)Nie jesteśmy ludami pierwotnymi, ucywilizowanymi psami czy kotami domowymi ani nawet... komarami. Tu chodzi o nazwanie etyki i moralności wywodzonych z innych źródeł niż nauka kościoła katolickiego i znalezienie odpowiedniego dla niej określnika, jasnego i czytelnego dla prostaka.

Chodzi o semantykę, swego rodzaju "nowomowę" jako odbicie lustrzane do "nowomowy", którą posługują się fideiści (jak Pan Andrzej Bogusławski ładnie ich określa).

Teraz jesteśmy na takim etapie - oni mają karabin a my wiemy jak go zrobić - ALE GO NIE MAMY (to oczywiście tylko przenośnia - nie jestem Terlikowskim)



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
21-10-2011 18:59 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>Ironizujesz, a to obecnie dość mocno eksplorowane pole. Oczywiście stopień zaawansowania i uszczegółowienia zasad trudno jest porównywać, ale geneza zasad i często ich treść są podobne.
>Oczywiście, że trochę ironizuję, ale my już ten etap mamy za sobą (jako ludzie)Nie jesteśmy ludami pierwotnymi, ucywilizowanymi psami czy kotami domowymi ani nawet... komarami. Tu chodzi o nazwanie etyki i moralności wywodzonych z innych źródeł niż nauka kościoła katolickiego i znalezienie odpowiedniego dla niej określnika, jasnego i czytelnego dla prostaka.
Nie zrozumiemy w pełni etyki, jeśli nie poznamy mechanizmów jej powstania. A etap powstawania mamy może za sobą, bo zrozumienia to dopiero przekraczamy. Sporo wiemy, ale nadal sporo się dowiadujemy.
Ważna jest analiza porównawcza międzygatunkowa.

>Chodzi o semantykę, swego rodzaju "nowomowę" jako odbicie lustrzane do "nowomowy", którą posługują się fideiści (jak Pan Andrzej Bogusławski ładnie ich określa).
>Teraz jesteśmy na takim etapie - oni mają karabin a my wiemy jak go zrobić - ALE GO NIE MAMY (to oczywiście tylko przenośnia - nie jestem Terlikowskim)
Jeśli dobrze rozumiem, chodzi o te fundamenty niby...
Przeciwnie, wiedząc, jak zrobić karabin, można go zrobić lepiej, niż go mając, gdzie wystarczy małe zacięcie i kupka.
Ateizm i rezygnacja z pseudo-etyki świętych ksiąg nie prowadzi do upadku moralności, wręcz przeciwnie - takie osoby są statystycznie rzadkimi gośćmi więzień.
21-10-2011 19:46 
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)

>Przeciwnie, wiedząc, jak zrobić karabin, można go zrobić lepiej, niż go mając, gdzie wystarczy małe zacięcie i kupka.
>Ateizm i rezygnacja z pseudo-etyki świętych ksiąg nie prowadzi do upadku moralności, wręcz przeciwnie - takie osoby są statystycznie rzadkimi gośćmi więzień.
>
No i właśnie przed kilkoma chwilami odkryłem - za inspiracją Peruna, że tym naszym "orężem" może być tradycja starosłowiańska. Ileż obyczajów, przedmiotów, sposobu bycia ze sobą, nazewnictwa itp. zagarnęło ze starej słowiańszczyzny chrześcijaństwo.

Mamy alternatywę dla "wartości chrześcijańskich" - mamy "WARTOŚCI STAROSŁOWIAŃSKIE"!

Pozdrawiam



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
Lodowy (1486 punktów)
>Jak opisać krótko taki system wartości dla współczesnej Polski (świata, Europy), który jasno pokaże,
>że alternatywa tkwi w historii Europy starożytnej, ludów pogańskich (Germanowie, Słowianie,
>Celtowie) no i oczywiście tradycji chrześcijańskiej.
Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
18-10-2011 14:37 
 Ocena 14 na 14
Meretseger (61860 punktów)

>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
Mniej więcej takimi samymi, jak i chrześcijanie. Czcili bóstwa, szanowali rodziców, kochali swoje dzieci, nie kradli, nie zabijali, nie podkładali świni sąsiadowi... a nie, zagalopowałam się...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
18-10-2011 14:42 
 Ocena 4 na 4
jasenka (1863 punktów)
> nie podkładali świni sąsiadowi...

Ale ponoć mogli zeżreć mu konia

www.racjon(*)6/q,Germanowie.i.Skandynawowie
18-10-2011 15:01 
 Ocena 1 na 1
Lodowy (1486 punktów)
>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>Mniej więcej takimi samymi, jak i chrześcijanie. Czcili bóstwa, szanowali rodziców, kochali swoje dzieci, nie kradli, nie zabijali, nie podkładali świni sąsiadowi... a nie, zagalopowałam się...
To na czym polega ta alternatywa?
18-10-2011 15:47 
 Ocena 17 na 17
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>To na czym polega ta alternatywa?
Na tym, by wyjaśnić, że "dobre i moralne" to nie chrześcijańskie, tylko również (a raczej głównie) to wcześniejsze.
Jeśli w stu systemach etycznomoralnych jest ten sam zakaz/nakaz, to dlaczego słyszy się ciągle, że jest on TYLKO I WYŁĄCZNIE chrześcijański?

Jeśli przykładowo weźmiemy wartości ludzkie, humanistyczne, w stylu nie zabijaj, nie kradnij, bądź miły, nie czyń drugiemu co tobie nie miłe, czyli te, które ukradło/przywłaszczyło sobie chrześcijaństwo, to czy możemy mówić, że to są tylko i wyłącznie chrześcijańskie wartości, skoro znane były tysiące lat wcześniej?

Bo jeśli odejmiemy to, co wspólne, "niechrześcijańskie", to wśród wartości wywodzących się wyłącznie z chrześcijaństwa zostaną nam takie rzeczy jak ksenofobia, homofobia, zabij-żyda-bo-tak-i-już, my-jesteśmy-lepsi-od-was-i-robimy-co-chcemy-bo-to-nasze.

Czy naprawdę mamy się kierować taką religijną "moralnością"?

Poza tym trzeba na prawdę naginać rzeczywistość, by twierdzić, że krzesło elektryczne jest symbolem tradycji, miłości międzyludzkiej, że każdy Polak chce by w kraju były krzesła elektryczne...

...znaczy się krzyże, przepraszam, pomyliło mi się...

Chociaż, co za różnica?
19-10-2011 08:17 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>To na czym polega ta alternatywa?
Na tym, że jest. Każdy może sobie wybrać system wartości, jaki mu pasuje, chociaż i tak wszystkie są w najważniejszych punktach takie same, bo są zwyczajnie i po prostu ludzkie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 09:35 
 Ocena 2 na 2
Lodowy (1486 punktów)
>>To na czym polega ta alternatywa?
>Na tym, że jest. Każdy może sobie wybrać system wartości, jaki mu pasuje,
Tu się zgadzam w zupełności.
>chociaż i tak wszystkie są w najważniejszych punktach takie same, bo są zwyczajnie i po prostu ludzkie.
Tu się zgadzam nieco mniej. Wg mnie np. islam ma system wartości różniący się dość zasadniczo od, nazwijmy to, europejskiego.
19-10-2011 11:10 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Tu się zgadzam nieco mniej. Wg mnie np. islam ma system wartości różniący się dość zasadniczo od, nazwijmy to, europejskiego.
Bo system europejski jest bardzo unowocześniony, głównie przez oświeceniowe prawa człowieka, a islamski jak był w początkach VII wieku, tak tam został. A przecież oba wywodzą się, przynajmniej w zasadach ogólnych, z systemu starotestamentowego, który jest adaptacją ogólnoludzkich norm etycznych z dodatkiem nakazów religijnych.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 13:19 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>>>To na czym polega ta alternatywa?
>>Na tym, że jest. Każdy może sobie wybrać system wartości, jaki mu pasuje,
>Tu się zgadzam w zupełności.
>>chociaż i tak wszystkie są w najważniejszych punktach takie same, bo są zwyczajnie i po prostu ludzkie.
>Tu się zgadzam nieco mniej. Wg mnie np. islam ma system wartości różniący się dość zasadniczo od, nazwijmy to, europejskiego.
Europejskiego DZIŚ.
Czym się różnimy? Tym, że my pracowaliśmy kilka wieków nad opracowaniem pewnych zasad, prawd, pewnego zrozumienia.
Kiedyś nie widziano nic złego w pobiciu i wypędzeniu dziewczyny ze wsi, za to, że przespała się "cudzołożnie". Kiedyś taki los oznaczał duże ryzyko zgonu. Czy różniło się to od kamienowania aż tak bardzo?
Kiedyś nie widziano problemu w zabiciu osoby dla ratowania jej duszy.

Nie religia nas różni, a rozwój kultury.
BTW - islam kiedyś był ostoją nauk. Mamy swój udział (jako kultura) w jego degeneracji.
19-10-2011 08:20 
 Ocena 7 na 7
jark44 (619 punktów)
>>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>>Mniej więcej takimi samymi, jak i chrześcijanie. Czcili bóstwa, szanowali rodziców, kochali swoje dzieci, nie kradli, nie zabijali, nie podkładali świni sąsiadowi... a nie, zagalopowałam się...
>To na czym polega ta alternatywa?

Alternatywa polega na:
- braku obłudy,
- braku kołtuństwa,
- otwarcie się na człowieka (chodzi o chęć odkrywania świata - gdyby nie bunt wobec chrześcijaństwa nie mielibyśmy komputera do tej pory, a gdyby nie było KK komputer mógłby być już od tysiąca lat),
- nienawiści do inaczej myślących i czujących,
- traktowaniu ludzi i ich poglądów z pozycji partnera a nie "biskupa"

To jeszcze mało?



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 04:39 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>Mniej więcej takimi samymi, jak i chrześcijanie. Czcili bóstwa, szanowali rodziców, kochali swoje dzieci, nie kradli, nie zabijali, nie podkładali świni sąsiadowi...
   Nie okradali i nie zabijli? Raczej uważali, że nie należy okradać, ani zabijać swoich.
19-10-2011 07:38 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Oczywiście Moim skromnym zdaniem dokładnie to samo dotyczy ludu Izraela od początku, a także chrześcijan potem. Wszak obcy to... obcy i jego nakazy i zakazy nie obejmują.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 10:24 
 Ocena-3 na 3
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście Moim skromnym zdaniem dokładnie to samo dotyczy ludu Izraela od początku, a także chrześcijan potem. Wszak obcy to... obcy i jego nakazy i zakazy nie obejmują.

Normy etyki chrześcijańskiej są takie same dla chrześcijan i niechrześcijan.
19-10-2011 10:35 
 Ocena 5 na 5
lukaszewicz (5674 punktów)

>Normy etyki chrześcijańskiej są takie same dla chrześcijan i niechrześcijan.

A etyka chrześcijańska to ta katolicka, protestancka, światków Jehowy czy też może Amiszów?

A może to etyka mormonów jest?
19-10-2011 10:38 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Normy etyki chrześcijańskiej są takie same dla chrześcijan i niechrześcijan.
Bo w większości pochodzą od zwyczajnej, bezprzymiotnikowej etyki. Takiej ogólnoludzkiej.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)
>>Normy etyki chrześcijańskiej są takie same dla chrześcijan i niechrześcijan.
>Bo w większości pochodzą od zwyczajnej, bezprzymiotnikowej etyki. Takiej ogólnoludzkiej.

Oczywiście! Prawo naturalne stanowi część etyki chrześcijańskiej, zgadzamy się.
19-10-2011 12:46 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Oczywiście! Prawo naturalne stanowi część etyki chrześcijańskiej, zgadzamy się.
A nazywaj to sobie, jak chcesz.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-10-2011 04:27 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>>Oczywiście! Prawo naturalne stanowi część etyki chrześcijańskiej, zgadzamy się.
>A nazywaj to sobie, jak chcesz.
   Przesadziłaś. Katole wszystko, co wartościowego wymyślono przed nimi, łaskawie zgadzają się uznawać za swoje. Tak uczynili z pięknemi pogańskiemi świętami, na przykład dzień przebaczenia win, gdy rodziło się nowe słońce, Gody, nazwali Bożym Narodzeniem.
   Nie podoba mi się to "nazywaj sobie, jak chcesz". Nie powinnaś popierać zawłaszczania etyki prez tę doktrynę kłamstwa, pychy i nienawiści.
20-10-2011 07:30 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Nie powinnaś popierać zawłaszczania etyki prez tę doktrynę kłamstwa, pychy i nienawiści.
Wcale nie popieram. Zwyczajnie nie chce mi się już kłócić z mbieleckim i po raz n-ty wyjaśniać, dlaczego nie ma racji. I tak go nie przekonam. Jak słusznie zauważa niekiedy Andrzej Bogusławski, "z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda".
Nie warto zajmować się takimi osobami. W końcu wymrą, niezmienieni. Wolę się skupiać na młodych. Swojej siostrzenicy, uczonej religii w szkole, dałam "Etykę dla myślących" prof. Środy. Ona to czyta i jak zechce o tym pogadać, to przyjdzie do mnie. Na razie już wie, że etyka tym się różni od etyki chrześcijańskiej, czym demokracja od demokracji socjalistycznej.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 13:58 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście! Prawo naturalne stanowi

W którym konkretnie artykule, paragrafie i ustępie?


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
jark44 (619 punktów)
>>>Normy etyki chrześcijańskiej są takie same dla chrześcijan i niechrześcijan.
>>Bo w większości pochodzą od zwyczajnej, bezprzymiotnikowej etyki. Takiej ogólnoludzkiej.
>Oczywiście! Prawo naturalne stanowi część etyki chrześcijańskiej, zgadzamy się.

Zgoda, ale tylko w 50%. To etyka chrzescijańska jest... częścią prawa naturalnego. Nie może dziedzictwo 30 tys lat być częścią 2 tys lat. No i treść jakby skopiowana.

Pomyłaka w rozróznieniu przyczyny od skutków i pomyłka merytoryczna - historia pokazuje cos innego.


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 23:14 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Zgoda, ale tylko w 50%. To etyka chrzescijańska jest... częścią prawa naturalnego. Nie może dziedzictwo 30 tys lat być częścią 2 tys lat. No i treść jakby skopiowana.

Muszę się nie zgodzić i to fundamentalnie - tj. w ogóle odrzucając oba kluczowe pojęcia.
Nie istnieje i nie może istnieć etyka chrześcijańska.
Oczywiście, wyjaśnić sobie należy, co właściwie rozumie się pod słowem "etyka".
Najszerzej: to każdy system zdań (sądów) operujący kategoriami dobra i zła, nawet jeśli tych kategorii używa w sposób odległy od czyichś przywyczajeń (np. system sądów uznający ludożerstwo za dobre, za złe zaś układanie wierszy o dmuchawcach w środę, w pełni zasługuje na miano systemu etycznego w opisowym sensie, choć z perspektywy innego systemu etycznego może być jaskrawo nieetyczny w sensie oceniającym).
Warunkiem systemowości jest jednak wewnętrzny sens, polegający m. in. na respektowaniu takich kategorii jak np. faktyczność, przyczynowość, czas itp. Kluczowe dla chrześcijańskiego rozumienia odpowiedzialności, dobra/zła etc. pojęcia grzechu pierworodnego czy odkupienia tych kategorii nie respektują, chrześcijaństwo zatem nie może być etyczne (w sensie opisowym) skoro nie może być systemem.
Ujmując to krótko i węzłowato: nie może być systemem etycznym zespół poglądów zasadzający się na założeniu, że da się komuś przypisać odpowiedzialność za wydarzenia, na które nie miał, nie ma, mieć nie będzie (choćby pozostającego w sferze czysto teoretycznych możliwości) wpływu.
Taka "etyka" z punktu się samolikwiduje - bowiem przy jej użyciu każdego można obarczyć odpowiedzialnością za cokolwiek kiedykolwiek i gdziekolwiek zaszło, zachodzi lub zajdzie w przyszłości.
Nad "prawem naturalnym" rozwodzić się już nie będę - absurdalność tego pojęcia wykazano dawno, dawno też obnażono jego manipulancki charakter.


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
20-10-2011 07:53 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)

>Nie istnieje i nie może istnieć etyka chrześcijańska.
>Oczywiście, wyjaśnić sobie należy, co właściwie rozumie się pod słowem "etyka".

>Nad "prawem naturalnym" rozwodzić się już nie będę - absurdalność tego pojęcia wykazano dawno, dawno też obnażono jego manipulancki charakter.

Nie będę z Tobą polemizował, z tego powodu chociażby, że nie zależy mi w kontekście tego wątku na czystości metodologicznej i pojęciowej. Mamy ludzi, którzy wciskają nam papkę propagandy katolickiej i trzeba im odpowiadać prosto i bezpośrednio. Chodzi o to, że ten, kto kopie łopatą nie zastanawia się z czego jest zbudowana.

Przyznaję Ci rację co do zasadności Twoich argumentów, ale przyznasz chyba, że w bezpośrednim kontakcie takie myślenie nie działa. To za trudne dla rozmówcy. Nawet publicystyka omija takie myślenie daleko. To może być dobre do stworzenia warsztatu myślowego. W praktyce i tak trzeba odstąpić od wielu zasad logicznych - bo dyskusja publiczna nie lubi logiki.

Oni mają "wartości chrześcijańskie" a my co mamy. Jak te wartości nazwać tak dla celów praktycznych. Oni nie za bardzo potrafiliby opisać te wartości i swoją tradycję.

Jak mam powiedzieć, no... oprócz "wartości chrześcijańskich" są jeszcze "wartości ogólnoludzkie", "wartości humanistyczne"? Tak to prawda, ale do nikogo to nie dociera.

To działa podobnie jak to, że gros nie wyobraża sobie innych związków niż małżeństwo. Związki partnerskie (tu chociaż jest alternatywne sformułowanie i dające jasny przekaz), nie budzą u ludów katolickich euforii, ale wiedzą o co chodzi.

Podobnie, niedawno pokazano, jak banda chuliganów zniszczyła dziesiątki grobów w Łódzkiem. Propaganda TVP3 pokazała to jako atak na krzyż - nie na groby. No takie to przekręty. Czysty, jasny przekaz - logiki w tym nic.

Dla alternatywy do "wartości chrześcijańskich" nie dysponujemy takim aparatem pojęciowym.

Inna rzecz, że katolicy przywłaszczyli sobie nawet historię Polski. Polski tylko katolickiej. To kościół katolicki wyzwolił Polskę z niewoli, to KK walczył o niepodległość. Nie wspomina się o biskupach ściśle współpracujących z zaborcami. Nie mówiąc o czasach PRL-u, gdzie KK nie walczył o Polskę wolną ale o Polskę Katolicką.

To pokazuje tylko jak mocna jest to ofensywa i bezpardonowa.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
22-10-2011 15:36 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>Nie istnieje i nie może istnieć etyka chrześcijańska.
To odkrycie powinno w ogóle rozpoczynać i kończyć cały wątek: chrześcijanie nie mają etyki.
Bo najpierw ukradli, a potem samo-zlikwidowali, haha!
23-10-2011 08:28 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
>>Nie istnieje i nie może istnieć etyka chrześcijańska.
>To odkrycie powinno w ogóle rozpoczynać i kończyć cały wątek: chrześcijanie nie mają etyki.
>Bo najpierw ukradli, a potem samo-zlikwidowali, haha!

No właśnie tak, chrześcijanie w tym sensie nie mają etyki własnej. Brak wam wyobraźni na to że możecie ją mieć. Sami się tego pozbawiliście przyjmując, że wszystko czym dysponujecie pochodzi od jakiegoś zdegenerowanego starca zwanego bogiem. Uważacie, że to on wam wszystko dał, a raczej narzucił. To co sami wymyśliliście, to także w oparciu o "studia" nad tym co wam jeszcze bóg nakazał. I tak szukając między wierszami dochodzicie do różnych bzdurnych wniosków:

- raz w piątek można jeść mięsko, innym razem (jak pasibrzuchy - biskupi ogłoszą) że można,
- nie potraficie sami zadbać o siebie, ale o wszystko prosicie swego bożka,
- jak można odprawiać modły do JPII, który w istocie był przestępcą (sprawa pedofilii)
- unikacie publicznej debaty na trudne pytania (zamiatanie pod dywan) - homoseksualizm w KK, nierówne prawa kobiet i mężczyzn (po prostu dyskryminacja), ukrywanie stanu swych finansów, choć są to pieniądze publiczne, jawne nawoływanie do nietolerancji wobec "niewiernych lub różnowierców", poczucie (fałszywej) wyższości nad niewiernymi, kpienie sobie z religii historycznych (pogańskich), bezprawne pchanie się na firmament przywódców duchowych, gdy mamy święta państwowe.
- nie chcecie przyznać, że tę waszą religię wszędzie wprowadziliście siłą i okrucieństwem (o tym nie mówi żaden reprezentatywny przywódca)

Wasza etyka sprowadza się do jednego - kto nie z nami przeciw nam.

TO JEST FUNDAMENT OCEN I POSTAW PREZENTOWANYCH PRZEZ WAS.


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
23-10-2011 22:10 
 Ocena 4 na 4
Marcuch (664 punktów)
>>>Nie istnieje i nie może istnieć etyka chrześcijańska.
>>To odkrycie powinno w ogóle rozpoczynać i kończyć cały wątek: chrześcijanie nie mają etyki.
>>Bo najpierw ukradli, a potem samo-zlikwidowali, haha!
>No właśnie tak, chrześcijanie w tym sensie nie mają etyki własnej.

Zaraz do tego wrócimy, ale dziwi mnie jedna sprawa:

> Brak wam wyobraźni na to że możecie ją mieć. Sami się tego pozbawiliście przyjmując, że wszystko czym dysponujecie pochodzi od jakiegoś zdegenerowanego starca zwanego bogiem.

Do kogo mówisz per "wy"? Bo teraz nie wiem kto z kim rozmawia? Wizualizujesz sobie kogoś przed twarzą, żeby pisać te głupawe oskarżenia? Z tego, co wiem chrześcijanie nie uważają swojego boga za zdegenerowanego starca, nie ośmieszaj się.

A teraz najlepszy kwiatek, o szerszym zasięgu: jak krytyka etyki chrześcijaństwa/chrześcijan w tym wątku popłynęła POZA GRANICE ROZUMU. Otóż z założenia, że nie istnieje etyka chrześcijańska (bo "się sama likwiduje", bo "jest zerżnięta z innej", bo "nie działa") wynika, że oskarżanie "chrześcijaństwa" o te wszystkie ludobójstwa, nienawiście i inne niecne procedery realizowane przez członków kościoła jest bezsensowne. Wszak nie "chrześcijaństwo" ich do tego namawiało, bo ono nie ma etyki, jak tu chcą co poniektórzy, więc to nie ono za te sprawy odpowiada.
Przecież wszyscy "świetnie znamy" mechanizmy ludzkich zachowań, możemy sobie jasno owe "chrześcijańskie" zbrodnie wyjaśnić: to działały mechanizmy osobnicze, gatunkowe, ewolucyjne, instynktowne, biofizyczny determinizm itd.
A znów jeśli trzymać się ciągle kategorii moralnych, to skoro chrześcijanie mieli rzekomo etykę "humanistyczną", "naturalistyczną" czy jaką tam, jedynie pod fałszywą nazwą "chrześcijańskiej", to TAK NAPRAWDĘ owe niechrześcijańskie prawzory moralności popychały ich do zbrodni, hehe! Co za impet!
19-10-2011 11:36 
 Ocena 3 na 3
jark44 (619 punktów)
>>Oczywiście Moim skromnym zdaniem dokładnie to samo dotyczy ludu Izraela od początku, a także chrześcijan potem. Wszak obcy to... obcy i jego nakazy i zakazy nie obejmują.
>Normy etyki chrześcijańskiej są takie same dla chrześcijan i niechrześcijan.

To dlaczego wy chrześcijanie mówicie, że nie ma alternatywy dla chrześcijańskiej tradycji w Europie. Zabraliście co najlepsze (dokładając mnóstwo bzdur - np. jest jeden bóg, do tego "miłosierny", bez wiary człowiek jest zaprzeczeniem człowieka, ktoś niewyznający wg waszej sekty jest uosobieniem "antywartości" - tak mówił ten wasz naczelny szaman - bp. Michalak (chyba nie pomyliłem, ale mniejsza z tym)).

Zachowujecie się jak wszystko wiedzący i mający prawo do nauczania - pytam czego, bajek, moralności. Wolę tę Sokratesowską, bo pozbawioną pierdół o wszechmocnym, wszechwiedzącym i miłosiernym.


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 11:39 
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)

>Normy etyki chrześcijańskiej są takie same dla chrześcijan i niechrześcijan.

No to ja wolę przestrzegać tych dla... "niechrześcijan"!!! i też pójdę nudzić się do nieba na łonie matki zawsze dziewicy


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 13:05 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>>Mniej więcej takimi samymi, jak i chrześcijanie. Czcili bóstwa, szanowali rodziców, kochali swoje dzieci, nie kradli, nie zabijali, nie podkładali świni sąsiadowi...
>   Nie okradali i nie zabijli? Raczej uważali, że nie należy okradać, ani zabijać swoich.
Jak każdy. Przykazanie "nie zabijaj" nie przeszkadzało bohaterom ST napadać na miasta i zabijać wszystkich mieszkańców. Więc tu akurat niemal każda kultura (albo każda) jest dokładnie taka sama.
20-10-2011 07:57 
 Ocena 4 na 4
jark44 (619 punktów)
>>>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>>>Mniej więcej takimi samymi, jak i chrześcijanie. Czcili bóstwa, szanowali rodziców, kochali swoje dzieci, nie kradli, nie zabijali, nie podkładali świni sąsiadowi...
>>   Nie okradali i nie zabijli? Raczej uważali, że nie należy okradać, ani zabijać swoich.
>Jak każdy. Przykazanie "nie zabijaj" nie przeszkadzało bohaterom ST napadać na miasta i zabijać wszystkich mieszkańców. Więc tu akurat niemal każda kultura (albo każda) jest dokładnie taka sama.

Tak, kultury różnią się między sobą w zasadzie kuchnią, trunkami i... palcem, którym pokazujemy, aby ktoś się od nas... od.. (dał nam spokój).

Co bardziej nieskażone cywilizacja kultury zachowały jeszcze właściwy sobie strój, muzykę, architekturę przez małe "a" itd.

Reszta to kopia - jak w genetyce.


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
18-10-2011 14:41 
 Ocena 8 na 8
Ania... (14138 punktów)
>>Jak opisać krótko taki system wartości dla współczesnej Polski (świata, Europy), który jasno pokaże,
>>że alternatywa tkwi w historii Europy starożytnej, ludów pogańskich (Germanowie, Słowianie,
>>Celtowie) no i oczywiście tradycji chrześcijańskiej.
>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
Takimi samymi, jakimi kieruje się każda społeczność, przynajmniej wobec członków własnej społeczności. O ile wiara nie wypaczyła ich.
18-10-2011 14:59 
 0 na 2
Lodowy (1486 punktów)
>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>Takimi samymi, jakimi kieruje się każda społeczność, przynajmniej wobec członków własnej społeczności. O ile wiara nie wypaczyła ich.
Czyli mówimy, że mamy alternatywę dla wartości chrześcijańskich, ale ona właściwie jest taka sama. Co więcej, ona jest taka sama jak we wszystkich innych społecznościach.
18-10-2011 15:13 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>>Takimi samymi, jakimi kieruje się każda społeczność, przynajmniej wobec członków własnej społeczności. O ile wiara nie wypaczyła ich.
>Czyli mówimy, że mamy alternatywę dla wartości chrześcijańskich, ale ona właściwie jest taka sama. Co więcej, ona jest taka sama jak we wszystkich innych społecznościach.
Dokładnie tak. W zasadniczych punktach jest taka sama, różni się szczegółami. I to nie zawsze na korzyść chrześcijaństwa.
Musi tak być, ponieważ to religia dostosowuje się do etyki, a nie odwrotnie.
19-10-2011 08:13 
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)
>>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>>Takimi samymi, jakimi kieruje się każda społeczność, przynajmniej wobec członków własnej społeczności. O ile wiara nie wypaczyła ich.
>Czyli mówimy, że mamy alternatywę dla wartości chrześcijańskich, ale ona właściwie jest taka sama. Co więcej, ona jest taka sama jak we wszystkich innych społecznościach.

Różnica jest taka, że my ateiści twierdzimy, że źródłem jest człowiek, a wy, wierzący myślicie, że to jakiś bożek wam to dał w darze, bo sami w siebie nie wierzycie.

Po drugie wniosek taki, że to my ludzie coś wymyśliliśmy, a część uważająca się za wyższych przygarnęła to sobie mówiąc - to nasze i jedynie słuszne wartości chrześcijańskie.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 09:27 
 Ocena 1 na 1
Lodowy (1486 punktów)
>Różnica jest taka, że my ateiści twierdzimy, że źródłem jest człowiek, a wy, wierzący myślicie, że to jakiś bożek wam to dał w darze, bo sami w siebie nie wierzycie.
Ooo, widzę, że zaliczyłeś mnie do wierzących. I z tego tytułu przywaliłeś mi minusy za wszystkie posty w tym wątku. Bardzo sie tym przejąłem.
>Po drugie wniosek taki, że to my ludzie coś wymyśliliśmy, a część uważająca się za wyższych przygarnęła to sobie mówiąc - to nasze i jedynie słuszne wartości chrześcijańskie.
Napisz coś kreatywnego bez odwoływania się do chrześcijaństwa, KRK, księży itp. Założyłeś ciekawy wątek, tylko żeby nie skończyło się na tym, że "hura, jak fajnie, jest alternatywa" i na tym koniec bez konkretów.
19-10-2011 09:52 
 Ocena 3 na 3
jark44 (619 punktów)
>>Różnica jest taka, że my ateiści twierdzimy, że źródłem jest człowiek, a wy, wierzący myślicie, że to jakiś bożek wam to dał w darze, bo sami w siebie nie wierzycie.
>Ooo, widzę, że zaliczyłeś mnie do wierzących. I z tego tytułu przywaliłeś mi minusy za wszystkie posty w tym wątku. Bardzo sie tym przejąłem.
>>Po drugie wniosek taki, że to my ludzie coś wymyśliliśmy, a część uważająca się za wyższych przygarnęła to sobie mówiąc - to nasze i jedynie słuszne wartości chrześcijańskie.
>Napisz coś kreatywnego bez odwoływania się do chrześcijaństwa, KRK, księży itp. Założyłeś ciekawy wątek, tylko żeby nie skończyło się na tym, że "hura, jak fajnie, jest alternatywa" i na tym koniec bez konkretów.

Minusy daje za wypowiedzi, a nie przekonania. Rozwój wątku nie zależy ode mnie, ale od szacownych forumowiczów.

Bardzo ciekawa propozycja - "napisz coś kreatywnego". Zaraz zasiądę i stworzę dzieło ponadczasowe ze współczynnikiem kreatywności ponad 100% .

Skoro nie przejmujesz się minusami, to po co o nich piszesz.

Co do alternatywy - ja ją mam. Problem tylko z tym jak ją nazwać w taki sposób, aby prości chrześcijanie, słuchający bezkrytycznie swych "baranich przywódców" mogli zrozumieć o co chodzi.

Dla chrześcijan nic przed narodzeniem tego mitycznego mesjasza nie istnieje, stąd oni myślą, że wszystko wtedy się zaczęła... haha

Pozdrawiam


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 13:10 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)

>Napisz coś kreatywnego bez odwoływania się do chrześcijaństwa, KRK, księży itp. Założyłeś ciekawy wątek, tylko żeby nie skończyło się na tym, że "hura, jak fajnie, jest alternatywa" i na tym koniec bez konkretów.
Trudno nie odwoływać się do chrześcijaństwa w temacie "alternatywy dla chrześcijaństwa" i nie odwoływać się do KRK, skoro to jest organizacja reprezentująca chrześcijaństwo w Polsce (bo nie negujemy jej dominacji, właśnie ta dominacja nas irytuje), nie sądzisz?

A tak swoją drogą: etyka chrześcijańska niedawno nie widziała problemu w spaleniu osoby o innych poglądach. Czy nie sądzisz, że jest to argument, który sugeruje dość wyraźnie jej omylność w ocenie rzeczywistości?
20-10-2011 08:06 
 Ocena 4 na 4
jark44 (619 punktów)

>A tak swoją drogą: etyka chrześcijańska niedawno nie widziała problemu w spaleniu osoby o innych poglądach. Czy nie sądzisz, że jest to argument, który sugeruje dość wyraźnie jej omylność w ocenie rzeczywistości?

Dzisiejszym odpowiednikiem spalania kogoś na stosie jest publiczne domaganie się przez naczelnego szamana - neurotyka Michalika (czy jak mu tam) stosownych czynności od demokratycznych instytucji państwowych (sprawa Nergala). Tu zatem nic się nie zmieniło, zmieniło jedynie formę i w każdej chwili może wyjść na jaw, że rozpalić stos można zawsze. To bezczelna instytucja i bez skrupułów - bo brak w niej logiki ludzkiej (jest za to logika boska, ach!!!).

Pisałem już na tym forum, że dotychczas KK mylił się dosłownie we wszystkim. Okazało się na przestrzeni dziejów, że NIGDY nie miał racji. Jak zatem w "wartościach chrześcijańskich" doszukiwać się wartości.?



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 20:20 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
>Czyli mówimy, że mamy alternatywę dla wartości chrześcijańskich, ale ona właściwie jest taka sama. Co więcej, ona jest taka sama jak we wszystkich innych społecznościach.

Jak alternatywa jest taka sama, to znaczy, że alternatywa nie występuje


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
18-10-2011 15:38 
 0 na 2
Lodowy (1486 punktów)
>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>Takimi samymi, jakimi kieruje się każda społeczność, przynajmniej wobec członków własnej społeczności.
Czy wzorem Germanów zezwolimy na małżeństwa kazirodcze? Czy jak katolicy uznamy nierozerwalność małżeństwa na całe życie? Czy może jak Słowianie dopuścimy poligamię?
18-10-2011 15:51 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?
>>Takimi samymi, jakimi kieruje się każda społeczność, przynajmniej wobec członków własnej społeczności.
>Czy wzorem Germanów zezwolimy na małżeństwa kazirodcze?
A nie zezwalamy, w pewnych okolicznościach?
papiez.pol(*)d,162950,cid,540.htm?body=desc

>Czy jak katolicy uznamy nierozerwalność małżeństwa na całe życie?
nierozerwalność?
www.we-dwo(*)ie;malzenstwa,artykul,314.html

>Czy może jak Słowianie dopuścimy poligamię?
No - formalnie nie możemy a nieformalnie różnie bywa.

To są szczegóły. Szczegóły, wynikające z historii danej kultury. Jednak my piszemy o podstawowych zakazach a takimi jest ograniczanie zabijania osobników własnej populacji i stosunek do praw regulujących własność. Wbrew pozorom instytucja małżeństwa nie jest aż tak kluczowa dla przetrwania populacji, stąd różnice. Podstawy są kluczowe:
brak instynktu powstrzymującego przed zabijaniem, powoduje wymarcie grupy
brak instynktu powstrzymującego przed zabieraniem cudzej własności powoduje narażenie grupy na konflikty. Małżeństwo przez wiele kultur było traktowane jako forma własności.
18-10-2011 16:15 
 0 na 2
Lodowy (1486 punktów)
>>Czy wzorem Germanów zezwolimy na małżeństwa kazirodcze?
>A nie zezwalamy, w pewnych okolicznościach?
> papiez.pol(*)d,162950,cid,540.htm?body=desc
Ale to nie jest na temat, nie piszemy o dyspenzie udzielanej przez KRK tylko alternatywie. Czy wzorujemy się na Germanach czy nie?
>>Czy jak katolicy uznamy nierozerwalność małżeństwa na całe życie?
>nierozerwalność?
>
www.we-dwo(*)ie;malzenstwa,artykul,314.html
Unieważnienie małżeństwa nie dostaje każdy katolik któremu się zachce rozwieźć. Zresztą to też nie na temat, bo pytanie jest jaka ma być niechrześcijańska alternatywa, a nie co robi KRK.
>>Czy może jak Słowianie dopuścimy poligamię?
>No - formalnie nie możemy a nieformalnie różnie bywa.
I znowu unikasz odpowiedzi.
>To są szczegóły. Szczegóły, wynikające z historii danej kultury.
>Jednak my piszemy o podstawowych zakazach a takimi jest ograniczanie zabijania osobników własnej populacji i stosunek do praw regulujących własność.
>Wbrew pozorom instytucja małżeństwa nie jest aż tak kluczowa dla przetrwania populacji, stąd różnice. Podstawy są kluczowe:
>brak instynktu powstrzymującego przed zabijaniem, powoduje wymarcie grupy
>brak instynktu powstrzymującego przed zabieraniem cudzej własności powoduje narażenie grupy na konflikty. Małżeństwo przez wiele kultur było traktowane jako forma własności.
Twój pomysł na alternatywę wartości chrześcijańskich to "nie zabijaj" i "nie jedz ludzi"? Bez urazy, ale tyle to wie kanarek mojej sąsiadki.
18-10-2011 16:35 
 Ocena 8 na 8
Ania... (14138 punktów)
>Ale to nie jest na temat, nie piszemy o dyspenzie udzielanej przez KRK tylko alternatywie. Czy wzorujemy się na Germanach czy nie?
To jest na temat. Bo jak widać, w pewnych okolicznościach zezwalamy.
W przypadku Germanów instynkt przezwyciężały względy ekonomiczne, jak u naszej szlachty. W Egipcie i u Inków religia.
Szukasz dziury, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, że etyka wywodzi się z naszych instynktów, a racjonalnie możemy te zasady dopracowywać. Religia wyłącznie czerpała z tych zasad. Niekiedy czerpała paskudnie - skoro potrafiła uzasadnić np. zabicie kogoś w obronie jego duszy. Albo odebrać dziecko rodzicom z powodu ich wiary.

>Unieważnienie małżeństwa nie dostaje każdy katolik któremu się zachce rozwieźć.
Mam zgoła odmienne wrażenie...

>Zresztą to też nie na temat, bo pytanie jest jaka ma być niechrześcijańska alternatywa, a nie co robi KRK.
I racja. W innych religiach chrześcijańskich to standard i małżeństwa normalnie się rozchodzą. Więc tym bardziej ta nierozerwalność jest mitem.
I oczywiście mitem być powinna, nie ma racjonalnego i ewolucyjnego powodu, dla którego mielibyśmy tkwić do śmierci przy złym partnerze.

>>>Czy może jak Słowianie dopuścimy poligamię?
>>No - formalnie nie możemy a nieformalnie różnie bywa.
>I znowu unikasz odpowiedzi.
Odpowiedziałam niżej.

>Twój pomysł na alternatywę wartości chrześcijańskich to "nie zabijaj" i "nie jedz ludzi"? Bez urazy, ale tyle to wie kanarek mojej sąsiadki.
A jakież masz inne?
Miłość bliźniego? Widziałam na marszu tę miłość, to mit. Albo zdarzenia z budowy hospicjum dla chorych na AIDS.
Tolerancja? Znowu widziałam. Albo wystąpienia o paleniu osób homoseksualnych, głoszone przez księdza.

I już wiem co napiszesz: to jednostkowe przypadki. Nie sądzę. To powszechne dla każdej religii, że baje o jednym, a robi się coś innego. Zresztą, gdyby tak było, to kościół jako instytucja powinien takie sytuacje piętnować i pouczyć owieczki, że źle czynią, a takiej reakcji jako żyję nie pamiętam.

Wymień mi te wartości, ale nie mityczne, a realizowane, a ja pomyślę, czy faktycznie są takie unikatowe.
19-10-2011 10:09 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)

>Czy wzorem Germanów zezwolimy na małżeństwa kazirodcze?
Małżeństwa "kazirodcze" nie były regułą, raczej wyjątkiem. Dyktowały je głównie względy dynastyczne, także majątkowe. Poślubiano kuzynki (a nawet, jak w egipskiej rodzinie królewskiej, własne siostry, siostrzenice lub ciotki), bo tego wymagała racja stanu lub ekonomii. Zwykli Egipcjanie, nawet arystokraci, niezwykle rzadko żenili się z kuzynkami, regułą było poślubianie dziewczyny obcej krwi z jakiegoś zaprzyjaźnionego lub związanego interesami domu. Faraon, choćby nawet taki pochodzący z jak najprawszego łoża, musiał myśleć o swoim następcy, który także powinien pochodzić z jak najprawszego łoża, a to oznaczało krew królewską obojga rodziców. Stąd Wielka Małżonka Króla musiała być jednocześnie jego krewną. Niektórzy obchodzili ten wymóg, jeśli sobie mogli na to pozwolić, bo mieli wystarczający autorytet (Amenhotep III i Teje, Ramzes II i Nefertari).
>Czy jak katolicy uznamy nierozerwalność małżeństwa na całe życie?
Katolicy też uznają małżeństwo za możliwe do rozerwania, a właściwie unieważnienia. Zresztą nierozerwalność małżeństwa jest pomysłem kompletnie kosmicznym i nie do utrzymania. To byłby koszmar.
>Czy może jak Słowianie dopuścimy poligamię?
Obecnie nie ma takiej potrzeby. Zresztą poligamia (ściśle - poligynia) u Słowian też nie była regułą. Nie była zakazana, ale to nie tak, że wszyscy zaraz musieli mieć po kilka żon. Większości wystarczała jedna na raz.
W naszych czasach poligamia (wszystko jedno, -gynia czy -andria) wiąże się z posiadaniem kilku teściowych, a to byłoby nie do wytrzymania i dla mężczyzn, i (a może zwłaszcza) dla kobiet

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 11:15 
 Ocena 7 na 7
Elka I Ponura (7473 punktów)
W Indiach w dobrym tonie, w wyższych kastach oczywiście, było poślubić bratową, jeśli bratu się zmarło. Tak w ramach ochrony kobiety i zachowania dobrego imienia rodziny, która przyjęła "nową". O ile dobrze pamiętam. To miało jakieś głębokie filozoficzne i religijne wyjaśnienie.
Mnie to zawsze pachniało - żeby nam nikt własności nie kalał, ale nic to Genetycznie nowa żona z nowym mężem nie miała nic wspólnego, więc potomstwo mogło być zdrowe (jacy rozsądni ci Hindusi, hm?), innych problemów "pokrewieństwa" nie widziano. Coś w tym jest.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
19-10-2011 12:24 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>W Indiach w dobrym tonie, w wyższych kastach oczywiście, było poślubić bratową, jeśli bratu się zmarło.
To samo było w Starym Testamencie, u Arabów także obowiązywało. Prawo lewiratu czy może raczej obyczaj dotyczyło także wskazanego spadkobiercy zmarłego, a gdy takiego nie było, mąż wdowy stawał się spadkobiercą. W Księdze Rut Booz był kuzynem teściowej Rut, Noemi. Po śmierci męża Rut i jej dwóch synów obie kobiety zostały bez spadkobierców. Booz poślubiając synową kuzynki zyskał prawo do spadku po jej zmarłym mężu.
W niektórym plemionach afrykańskich praktykowany jest sororat - poślubianie siostry zmarłej lub bezpłodnej żony.
W obu wypadkach cel był oczywisty - zapewnienie ciągłości rodu i zaopiekowanie się majątkiem.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-10-2011 21:46 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
Czyli jak zwykle - jeden pies, tylko Hindusi to ładniej podają


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
20-10-2011 04:11 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>>W Indiach w dobrym tonie, w wyższych kastach oczywiście, było poślubić bratową, jeśli bratu się zmarło.
>To samo było w Starym Testamencie,
   Grzech Onana (stąd onanizm) polegał na tym, że Onan prawem i obyczajem zmuszony do sypiania z wdową po zmarłym starszym bracie, stosował stosunek przerywany po to, aby nie spłodzić potomka, który wedle prawa byłby pogrobowcem owego brata i spadkobiorcą majątku dziada z wyłączeniem samego Onana i jego synów z żoną.
20-10-2011 08:09 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)
>>>W Indiach w dobrym tonie, w wyższych kastach oczywiście, było poślubić bratową, jeśli bratu się zmarło.
>>To samo było w Starym Testamencie,
>   Grzech Onana (stąd onanizm) polegał na tym, że Onan prawem i obyczajem zmuszony do sypiania z wdową po zmarłym starszym bracie, stosował stosunek przerywany po to, aby nie spłodzić potomka, który wedle prawa byłby pogrobowcem owego brata i spadkobiorcą majątku dziada z wyłączeniem samego Onana i jego synów z żoną.
>

No a gdzie tu alternatywne określenie do "wartości chrześcijańskich". Błagam!!!


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 13:21 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>W Indiach w dobrym tonie, w wyższych kastach oczywiście, było poślubić bratową, jeśli bratu się zmarło. Tak w ramach ochrony kobiety i zachowania dobrego imienia rodziny, która przyjęła "nową". O ile dobrze pamiętam. To miało jakieś głębokie filozoficzne i religijne wyjaśnienie.
To samo jest zalecane w ST.
19-11-2011 21:38 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>W Indiach w dobrym tonie, w wyższych kastach oczywiście, było poślubić bratową, jeśli bratu się zmarło.

Na bliskim wschodzie było to obowiązkiem.Mało tego.Kto zmarnował nasienie ten przypłacał rozrzutność własnym życiem.(1 Moj.38,8-10)
Ta przypowieść o Onanie zaprzecza twierdzeniu,że chrześcijaństwo jest nieprzychylne kobietom.Gdy kolejni bracia umierali,co było bardzo prawdopodobne wobec wielu plag lub wojen jakie zalecał Jahwe swojemu wybranemu ludowi, najmłodszy z braci musiał wziąć staruszkę.Cała przyjemność była po stronie wielokrotnej szwagierki, a na koniec żony.
20-10-2011 05:05 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>W naszych czasach poligamia (wszystko jedno, -gynia czy -andria) wiąże się z posiadaniem kilku teściowych, a to byłoby nie do wytrzymania i dla mężczyzn, i (a może zwłaszcza) dla kobiet
   Toż kobiety teściowych nie mają. Nie myl świekry z teściową.
20-10-2011 07:33 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>   Toż kobiety teściowych nie mają. Nie myl świekry z teściową.
A jeden pies, grunt, że wszyscy wiedzą, że chodzi o mamusię męża. Jedna taka mamusia ćwierkająca wokół syneczka to dość, kilka byłoby nie do zniesienia.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
jark44 (619 punktów)
>>W naszych czasach poligamia (wszystko jedno, -gynia czy -andria) wiąże się z posiadaniem kilku teściowych, a to byłoby nie do wytrzymania i dla mężczyzn, i (a może zwłaszcza) dla kobiet
>   Toż kobiety teściowych nie mają. Nie myl świekry z teściową.
>

Zawsze myślałem, że mam teściową. A skąd ta świekra. Gdym tak nazwał moją teściową, to... "zdziwiłaby się na długo".

Sorry - to raczej moja żona nie ma teściowej... NO, NO..



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-11-2011 16:20 
 Ocena 1 na 1
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Czy wzorem Germanów zezwolimy na małżeństwa kazirodcze?
Mógłbyś szczegółowo objaśnić co rozumiesz przez zgodę? Dotyczy to jednego szczepu czy ogólnie Germanów? Chętnie bym się dowiedział z jakich źródeł zaczerpnąłeś to twierdzenie.
20-10-2011 19:08 
 Ocena 8 na 8
perun (8610 punktów)
>>Jak opisać krótko taki system wartości dla współczesnej Polski (świata, Europy), który jasno pokaże,
>>że alternatywa tkwi w historii Europy starożytnej, ludów pogańskich (Germanowie, Słowianie,
>>Celtowie) no i oczywiście tradycji chrześcijańskiej.
>Możesz przybliżyć jakimi wartościami kierowali się Germanowie, bo słabo się w tym orientuję?

Jak wiadomo przed przybyciem na nasze tereny chrześijaństwa Słowianie ( Gremanowie, Celtowie, Prusowie, itd) nie mieli i nie kierowali się w życiu żadnymi wartościami. To była dzicz bez kultury i praw. Dopiero chrześcijaństwo zrobiło z tych dzikusów ludzi. Wiadomo, ze dopiero po przyjęciu chrześcijaństwa poganie poznali prawo, kulture i cywilizacje, chrześcijaństwo przyniosło im też tradycje i obyczaje i uczyniło z pogan ludzi. Niech bogowie mają w opiece chrześcijan, tak jak chrześcijanie mieli w opiece pogan. Ament
21-10-2011 09:32 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Trafiłeś prosto w dziesiątkę. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że chrześcijanie, a szczególnie katolicy wyobrażają sobie, iż wszystkie ludy pogańskiej Europy (może poza Grekami i Rzymianami) to była straszna dzicz, którą dopiero chrześcijaństwo z drzewa na ziemię ściągnęło. Ale widzę w tej postawie okropną arogancję i pogardę dla dawnych wierzeń, norm, zasad, obyczajów, które może niekoniecznie by mi odpowiadały w XXI wieku, ale wcale nie były gorsze niż chrześcijańskie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
21-10-2011 16:16 
 Ocena 9 na 9
perun (8610 punktów)
>Trafiłeś prosto w dziesiątkę. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że chrześcijanie, a szczególnie katolicy wyobrażają sobie, iż wszystkie ludy pogańskiej Europy (może poza Grekami i Rzymianami) to była straszna dzicz, którą dopiero chrześcijaństwo z drzewa na ziemię ściągnęło. Ale widzę w tej postawie okropną arogancję i pogardę dla dawnych wierzeń, norm, zasad, obyczajów, które może niekoniecznie by mi odpowiadały w XXI wieku, ale wcale nie były gorsze niż chrześcijańskie.

Bo chrześcijanie to ignoranci, myślą, że historia PL miała początek w 966r a przed tym rokiem była tu czarna dziura.
Nie wiedzą niebożeta, że obowiązkiem każdego Słowianina było przyjęcie z największym szacunkiem obcego przybysza, który był w drodze np. ''Gość w dom, bogi w dom '' to wg nich chrześcijańska tradycja nie słowiańskie prawo. Nie mają pojęcia, że poligamia u Słowian dotyczyła wodzów i możnych w społeczeńśtwie. Była dozwolona ale powszechna była monogamia. Nie mają pojęcia, że słowiańska wspólnota zwana zadrugą decyzje dotyczące tej wspólnoty podejmowała podczas rady, wiecu , a głosowali wszyscy dorośli mężczyżni i kobiety, tym samym kobiety miały takie same prawa jak mężczyżni. Chrześcijanie myślą, ze zwyczaje które sami dzisiaj kultywują to zasługa chrześcijaństwa. Nie widzą w kolędowaniu dawnej kultury Słowian, a tańcząc polke uważają pewnie, że to chrześcijańśki taniec dokładnie tak samo jak kujawiak.
Ostatnio od brata ciotecznego mojej kobiety - wielkiego katolika - dowiedziałem się, że śmigus-dyngus to tradycja wywodząca sie z Palestyny powstała na cześc wjazdu Jezuska do Jerozolimy
Nie mają też pojęcia, że paląc swieczki na grobach zmarłych oświetalają tym samym droge zmarłym w zaświatach, że urządzając stype, topiąc Marzanne, czy w wigilie Godów stawiając na stole 12 potraw, dziekują tym samym słowiańskim bogom za pomyślność w starym roku i kultywują stare zwyczaje z chrześcijaństwem nie mające nic wpólnego.
Nie chcą wiedzieć niebogi, że to co czyni z Polaka Polaka to właśnie kultura Słowian, którą tak bardzo pogardzają.
Ale znowu rozpisałem się nie na temat....
21-10-2011 16:34 
 Ocena 5 na 5
Artur@R (7115 punktów)
>Nie chcą wiedzieć niebogi, że to co czyni z Polaka Polaka to właśnie kultura Słowian<
...bo kultura Słowian czyni z Polaka tylko Polaka, a ich (katolików, chrześcijan) ignorancja i pogarda czyni "prawdziwymi" Polakami


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-10-2011 16:44 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
>>Nie chcą wiedzieć niebogi, że to co czyni z Polaka Polaka to właśnie kultura Słowian<
> ...bo kultura Słowian czyni z Polaka tylko Polaka, a ich (katolików, chrześcijan) ignorancja i pogarda czyni "prawdziwymi" Polakami
A tak o tym nie pomyślałem. Nie tak dawno słuchałem audycji w radiu Maryja poświęconej znaczeniu imion. I jakaś prawdziwa Polka żaliła się, że rodzice dali jej ''pogańskie'' imie Jagoda, przez co nieboga jest ''upośledzona'', bo nie ma patronki i droga do nieba jej się niesamowicie wydłużyła.
Prawdziwa Polka to taka co ma na imie Faustyna, lub przynajmniej Janina, a nie jakaś tam Sława nawet jeśli Przybylska.
Artur@R (7115 punktów)
>...a nie jakaś tam Sława nawet jeśli Przybylska.<
Chyba, że Świętosława ....choć nie wiadomo o jakie święto chodzi, więc raczej niekoniecznie...

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
21-10-2011 17:35 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)
>>...a nie jakaś tam Sława nawet jeśli Przybylska.<
>Chyba, że Świętosława ....choć nie wiadomo o jakie święto chodzi, więc raczej niekoniecznie...
Raczej w tym imieniu nie chodzi o święto, a o samą osobę, która wg tego imienia miała być '' tą której sława jest mocna, silna,,
Święty w starosłowiańskim znaczeniu to ''potężny, mocny''
Święto-wit - ''Potężny Pan'' tłumacząc na dzisiejszy połabskiego Svątevita.
21-10-2011 19:33 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)

>Nie mają też pojęcia, że paląc swieczki na grobach zmarłych oświetalają tym samym droge zmarłym w zaświatach, że urządzając stype, topiąc Marzanne, czy w wigilie Godów stawiając na stole 12 potraw, dziekują tym samym słowiańskim bogom za pomyślność w starym roku i kultywują stare zwyczaje z chrześcijaństwem nie mające nic wpólnego.
>Nie chcą wiedzieć niebogi, że to co czyni z Polaka Polaka to właśnie kultura Słowian, którą tak bardzo pogardzają.
>Ale znowu rozpisałem się nie na temat....
>

Myślę, że nie rozpisałeś się, a bardzo fajnie zacząłeś i... na temat jak najbardziej. To co przedstawiasz, to argumenty na to coś - chodzi o nazwę - czego szukamy. Im więcej będziemy o tym wiedzieć, tym nasze np. "tradycja słowiańska" będzie bardziej pełna i przemawiająca.

Jestem zachwycony tą odpowiedzią, bo zaświecił mi się pomysł, aby właśnie takich rzeczy zebrać moc. To przemawiać będzie. Na hasło słowiańszczyzna nikt jeszcze na szczęście w Polsce nie krzywi się, choć nie wie co się pod nim kryje.

Kiedyś słuchałem opowieści księży będących w Czechach (narzekali oczywiście jak tam ludzie są duchowo ubodzy) w celu "niesienia pomocy". Opowiadali z taką ironią o tym jak to sobie Czesi wybudowali wysoki pomnik słowińskiego boga (chyba Swaroga - mogłem przekręcić) na wysokiej górze, że odbywa się powrót do pogańskich i ohydnych praktyk. Opowieść tych księży zakończyła się płentą taką oto, że w ten wysoki postument uderzył piorun... no i miał to być znak od boga chrześcijan.

Takie oto typowe niszczenie starych tradycji po to by zupełnie przekręcić historię - naszą słowiańską.

Dziękuję i pozdrawiam

Jarosław Perek



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
21-10-2011 20:54 
 Ocena 14 na 14
perun (8610 punktów)

>Kiedyś słuchałem opowieści księży będących w Czechach (narzekali oczywiście jak tam ludzie są duchowo ubodzy) w celu "niesienia pomocy". Opowiadali z taką ironią o tym jak to sobie Czesi wybudowali wysoki pomnik słowińskiego boga (chyba Swaroga - mogłem przekręcić) na wysokiej górze, że odbywa się powrót do pogańskich i ohydnych praktyk. Opowieść tych księży zakończyła się płentą taką oto, że w ten wysoki postument uderzył piorun... no i miał to być znak od boga chrześcijan.
>Takie oto typowe niszczenie starych tradycji po to by zupełnie przekręcić historię - naszą słowiańską.

Ta historia z piorunem świadczy tylko o niewiedzy chrześcijan.(zresztą oni nigdy nie byli zainteresowani naszą kulturą uważaną przez nich za diabelską) U Słowian piorun to jeden z atrybutów boga. Perun, Perkun, Piorun znaczą to samo. Jest do dzisiaj u nas takie powiedzenie '' do pioruna'' dzisiaj ma znaczenie pejoratywne, kiedyś znaczyło tyle co '' o Jezu, o Boże''
U Słowian ktoś trafiony piorunem ( jeśli przyżył) uważany był za świętego. To samo dotyczyło drzew. Szczególnie gdy Piorun trafił w dąb, takie drzewo było uważane za święte, a wokół tworzono ''święty gaj'' miejsce kultu.
Uderzenie pioruna podczas wiosennej burzy było postrzegane jako akt miłosny Peruna z ziemią.
Przez Słowian taki posąg w który uderzył piorun oznaczałoby, że został ''poświęcony'' przez samego Peruna. To byłby dobry znak. Słowianie czcili nature ( jak większośc tzw. prymitywnych religii) ziemia traktowana była jak matka, surowe kary groziły np; za śmiecnie w lesie.
Do dzisiaj jeszcze popularnie mówi się, że dzieci bocian przynosi, to też pozostałosć wiary Słowian w to , ze dusze przynosił bocian.
Wampiry, wilkołaki, upiory, kranoludki, skrzaty, Licho, lalki, Dola, nimfy, wodniki, puszczanie wianków, lanie wosku, sypanie ryżem nowożeńców (dawniej ziarnem) czczenie ognia, co dzisiaj praktykują chrześcijanie w Matki Boskiej Gromnicznej, pokrywa się ze Słowiańskim świętem ognia boga Swaroga , malowanie jajek, choinka - strojenie gałązkami drzew domostw itd itp. to wszystko to słowiańska tradycja, obyczaje, kultura, która mimo 1000 lat prześladowań i tępienia przez chrześcijaństwo przetrwała i trwa. A te wszystkie matki boskie wieszane na drzewach przy drogach , kapliczki ...echh...
Dopiero poznając historie, mitologie, demonologie, obyczaje, tradycje i kulture Słowiań dowiedziałem się kim tak naprawę jestem. Jak bardzo jestem związany z tymi pogańskimi tradycjami, a jak mało mimo 1000 lat jest we mnie obcego mojej duszy i całkiem niezrozumiałego dla Słowianina -człowieka lasów i pól chrześcijaństwa, stworzonego przez ludzi pustyni dla ludzi pustyni.
Myśle, że każdy kto wychował się w tym kraju, gdyby zainteresował się tym skąd pochodzi i co go tworzy, odkryłby to samo. Wyrywjając z siebie chrześcijaństwo nic by nie stracił, a zyskałby wolność, wyrywając z siebie słowiańską kulture ...kim by był ?
jark44 (619 punktów)

>Dopiero poznając historie, mitologie, demonologie, obyczaje, tradycje i kulture Słowiań dowiedziałem się kim tak naprawę jestem. Jak bardzo jestem związany z tymi pogańskimi tradycjami, a jak mało mimo 1000 lat jest we mnie obcego mojej duszy i całkiem niezrozumiałego dla Słowianina -człowieka lasów i pól chrześcijaństwa, stworzonego przez ludzi pustyni dla ludzi pustyni.
>Myśle, że każdy kto wychował się w tym kraju, gdyby zainteresował się tym skąd pochodzi i co go tworzy, odkryłby to samo. Wyrywjając z siebie chrześcijaństwo nic by nie stracił, a zyskałby wolność, wyrywając z siebie słowiańską kulture ...kim by był ?
>

Bardzo chętnie poznałbym źródło, z którego czerpiesz te informacje

Pozdrawiam

Jarosław Perek



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
22-10-2011 09:55 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Bardzo chętnie poznałbym źródło, z którego czerpiesz te informacje
Mitologia Słowiań - A. Gieysztora
Mitologia Słowian - A. Brucknera
Świat dawnych Słowian - Zdenek Vana
Dzieje i kultura dawnych Słowian - J. Gąssowski
Religia Słowian - Szyjewskiego
Tajemnice Słowian - L. Mateli
Wojowie i Grody Słowiańskie - K.Śledzińskiego
Słowiańska moc - Sroka
Średnowieczni najemnicy - Urban,a
Słowiańskie wiece plemienne - P. Boronia

- to tylko kilka pozycji dostępnych w bibliotekach.
Warto sięgnąć po Karola Bunscha i jego powieści na temat początków państwowości polskiej.
Pozdrawiam
22-10-2011 10:25 
 Ocena 1 na 1
Amai (3012 punktów)
Dzięki, też chciałam zapytać
22-10-2011 10:58 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)
>Dzięki, też chciałam zapytać
Nie ma za co. Dla mnie ten temat to sama przyjemność
22-10-2011 08:00 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Perunie, jesteś WIELKI. Mam nadzieję, że nasi forumowi ewangelizatorzy to przeczytają i pomyślą.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
22-10-2011 09:57 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
>Perunie, jesteś WIELKI. Mam nadzieję, że nasi forumowi ewangelizatorzy to przeczytają i pomyślą.
Nie przesadzaj Meret , do 2 metrów troche mi brakuje, poza tym podobno rozmiar nie jest taki ważny
19-11-2011 16:36 
 Ocena 4 na 4
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Opowieść tych księży zakończyła się płentą taką oto, że w ten wysoki postument uderzył piorun...>
Dlaczego Kościoły mają piorunochrony?
22-10-2011 04:11 
 Ocena 5 na 5
Vytautas (4394 punktów)
> Ale widzę w tej postawie okropną arogancję i pogardę dla dawnych wierzeń, norm, zasad, obyczajów, które może niekoniecznie by mi odpowiadały w XXI wieku, ale wcale nie były gorsze niż chrześcijańskie.
   Dla przykładu -- Słowianie spowiedzi nie znali, ale mieli święto Godów -- dzień godzenia się, przebaczania i odpuszczania win.
22-10-2011 10:56 
 Ocena 7 na 7
perun (8610 punktów)

>   Dla przykładu -- Słowianie spowiedzi nie znali, ale mieli święto Godów -- dzień godzenia się, przebaczania i odpuszczania win.

I stąd mamy zwyczaj przed-w czasie wigilii godzenia się nawet z największymi naszymi wrogami.
Musze tylko dodać, że nazwa Święto Godowe nie pochodzi od ''godzenia się'' a od roku. W starosłowiańkim ''god'' to po prostu rok.
Święto Godowe było rozciągnięte w czasie, mniej więcej trwało od 21grudnia do początku stycznia ( chrześcijańskie Trzech Króli). Zaprzestawano w tym czasie wszelkiej pracy, a spędzano czas na wzajemnych odwiedzinach, przyjmowaniu gosci , spiewaniu pieśni ( taaak kolęd) i obdarowywaniu się prezentami. Był to czas radości i optymizmu.
Dlatego dzisiaj krześcijanie mają gwiazdke i prezenty na wigilie.
Wiedzcie krześcijanie, że my Słowianie też swiętowaliśmy narodzenie boga. 21-23 przesilenie zimowe, stary rok umierał ( Stare Słońce) a nowy rozpoczynał, odradza się Nowe Słońce.
To dlatego dekorujecie na to wielkie święto domy zielonymi drzewkami, ''wścibiacie'' pod obrusy siano, a kolędnicy ''lażą'' pod domach z gwiazdą - która nie ma nic wspólnego z tą betlejemską
Słowiańska kultura jest wystarczająco bogata i barwna, aby to chrześcijaństwo z niej czerpało a nie na odwrót.
21-10-2011 16:22 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>Ament<
Cement ...raczej.
Za pouczającą ironię - "plusik" - to lubię ...choć sarkazm bardziej boli i w pamięci się zapisuje


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
18-10-2011 16:14
 Ocena 8 na 10
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>dla moralności i etyki dla postawy wypływającej z wartości chrześcijańskich.

-No właśnie. Ja zacząłbym od tego, że nie ma żadnych wartości chrześcijańskich. Żadna religia nie jest posiadaczem jakichkolwiek wartości od zawsze na zawsze. To jest w chrześcijaństwie można spotkać i gdzie indziej. A jak pisał Dawkins, jeżeli możemy sobie wybierać systemy wartości, religie które nam odpowiadają, a nawet ich fragmenty, oznacza to, że równie dobrze możemy obyć się bez religii jako pośrednika.
-I jeszcze raz Schopenhauer: "Etyka i moralność nie zależą od takiej czy innej religii. To tylko religie przywłaszczają sobie pewne pojęcia moralne, obowiązujące w danym środowisku, sankcjonują je i głoszą".
-Niestety jak dotąd nikt tego, w żadnej dyskusji nawet zasygnalizuje, gdy z kolei różni prawdziwi Polacy powtarzają jak mantrę, że krzyż jest wpisany w historię kraju i narodu. Na dodatek to znak pokoju i miłości.... Znak, przedmiot, na którym, a potem w imię którego torturowano i zabijano i to nie w Polsce! Chyba, że niedługo stwierdzą, że Jezus był Polakiem, a cała biblijna sfora tak naprawdę wędrowała po kraju Polan, a nie po półwyspie Synaj?


"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
22-10-2011 10:29 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>-Niestety jak dotąd nikt tego, w żadnej dyskusji nawet zasygnalizuje, gdy z kolei różni prawdziwi Polacy powtarzają jak mantrę, że krzyż jest wpisany w historię kraju i narodu. Na dodatek to znak pokoju i miłości....

KORIUS, nikt nie przeczy, że krzyż wpisany jest w historie tego kraju dlatego, że ''prawdzwi Polacy'' mają racje. Krzyż od początku był wpisany w naszą historie. To pod tym znakiem wybijano zęby mieszkańom tego kraju za jedzenie mięsa w piątek, pod tym znakiem wiązano im do szyji kamienie i topiono w jeziorach za kultywowanie słowiańskich tradycji. Z tym znakiem walczyliśmy o swoje istnienie pod Płowcami i Grunwaldem, a jeszcze 70 lat temu czarne krzyże na skrzydłach Luftwaffe siały śmierć wśród cywilów na polskich drogach.
''Prawdziwi Polacy'' mają tylko psychiczne zaburzenia, że takie czyny dokonywane pod znakiem krzyża to oznaka ''pokoju i miłości''
22-10-2011 11:06 
 Ocena 5 na 5
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
> nikt nie przeczy, że krzyż wpisany jest w historie tego kraju dlatego, że ''prawdzwi Polacy'' mają racje. Krzyż od początku był wpisany w naszą historie. To pod tym znakiem wybijano zęby mieszkańom tego kraju za jedzenie mięsa w piątek, pod tym znakiem wiązano im do szyji kamienie i topiono w jeziorach za kultywowanie słowiańskich tradycji. Z tym znakiem walczyliśmy o swoje istnienie pod Płowcami i Grunwaldem, a jeszcze 70 lat temu czarne krzyże na skrzydłach Luftwaffe siały śmierć wśród cywilów na polskich drogach.
-Ależ tak, wiem to wszystko. Chodzi o ten eufemizm "wpisany"...lepiej byłoby mówić wypalony w mózgach, jak farmerzy wypalali bydłu swoje znaki. A ci, którzy nie chcieli mieć go "wpisanego" byli "wypalani" w całości.


"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
22-10-2011 11:26 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)

>-Ależ tak, wiem to wszystko.
Nie wątpie, że Ty wiesz. Wątpie tylko czy chrześcijanin czytający Twój wpis skojarzy, że krzyż na na płaszczu Rycerza Zakonu Najświętszej Marii Panny ( królowej Polski? ) to taki sam krzyż jak ten wiszący w Sejmie. I czy wie, że ''krzyżacy'' pod tym znakiem też nieśli nam ''pokój i miłość''. Prusom zanieśli, nam nie dali rady, ale może zastanowią się choć chwile nad tym, że mojemu pradziadkowi walczącemu w bitwie nad Bzurą, krzyż nie kojarzył się z miłością, gdy celował z boforsa do niemieckiego czołgu mającego na kadłubie wtedy biały krzyż.
Arłukowicz (3162 punktów)
Chrześcijaństwo po raz kolejny zamierza przywłaszczyć sobie cały dorobek
>kulturowy Europy.

Raczej chrześcijanie . We wczorajszym programie "Tomasz Lis na żywo" panowie Cymański i Niesiołowski kilkakrotnie to podkreslali
diogenes (42753 punktów)
>alternatywa tkwi w historii Europy...

A co z resztą historii człowieka? Etyka musi uwzględnić całą ewolucję człowieka, nie tylko kulturową (historia). Etyka będzie albo ewolucyjna, albo nie będzie jej wcale.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
kkuj (614 punktów)
>Zapraszam do wyrażenie poglądów.

Jest to chwyt poniżej pasa, ale można również zapytać się co taki chrześcijanin wie o innych systemach wartości skoro twierdzi, że jest to jedyny system moralny. Może to jest jedyny, który zna? Można zagiąć takiego na nieznajomości dogmatów swojej własnej religii, oraz wskazać, że ma ewidentne braki: np. stary eksperyment myślowy z wagonikiem kolejki i przełączaniem zwrotnicy co spowoduje zabicie jednej lub dwóch osób oraz różnicy pomiędzy wepchnięciem grubaska, który zablokuje wagonik. Przykład, który niszczy tak zwaną nieskończoną wartość życia ludzkiego.
Wiem, chamskie to ale czasem skuteczne.
jark44 (619 punktów)
>Może to jest jedyny, który zna? Można zagiąć takiego na nieznajomości dogmatów swojej własnej religii, oraz wskazać, że ma ewidentne braki: np. stary eksperyment myślowy z wagonikiem kolejki i przełączaniem zwrotnicy co spowoduje zabicie jednej lub dwóch osób oraz różnicy pomiędzy wepchnięciem grubaska, który zablokuje wagonik. Przykład, który niszczy tak zwaną nieskończoną wartość życia ludzkiego.

Nie znam tego starego eksperymentu myslowego....



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 13:02 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>> np. stary eksperyment myślowy z wagonikiem kolejki i przełączaniem zwrotnicy co spowoduje zabicie jednej lub dwóch osób oraz różnicy pomiędzy wepchnięciem grubaska, który zablokuje wagonik. Przykład, który niszczy tak zwaną nieskończoną wartość życia ludzkiego.
>Nie znam tego starego eksperymentu myslowego....
To prosty test. Pytano osoby, co by zrobiły gdyby:
1) widziały rozpędzoną kolejkę, która zbliża się do zwrotnicy, do której oni są przywiązani. Zwrotnica kieruje pociąg na prawy lub lewy tor. Do prawego przywiązano 10 osób, a do lewego jedną. Nie mogą biec i odwiązać nikogo, mogą tylko przestawić zwrotnicę na prawy lub lewy tor.
2) Jedzie szaleniec pociągiem. Jeśli wepchniesz grubasa pod lokomotywę, to szaleniec zatrzyma pociąg i nie przejedzie 10 osób przywiązanych do toru (nie pamiętam szczegółów, ale chodzi właśnie o bezpośredni i pośredni sposób zabicia jednej osoby).

Okazuje się, że np. psychopata nie widzi problemu i odpowiada tak samo, pozbawiając życia jedną osobę, aby uratować 10 osób. Pomijam ewentualne zapędy mordercze, co wcale nie jest nieodzowne przy psychopatii. Po prostu nie widzi różnicy między zwrotnicą a popchnięciem. Osoby "zdrowe" zwykle decydują się na zwrotnicę, ale nie decydują się na popchnięcie - dlaczego? Dlatego, że wynika to z instynktu, którego psychopata nie odczuwa.
Podobnie jest np. z pokojem pełnym osób, a na zewnątrz wojska. Jeśli znajdą ludzi ukrywających się, to wszystkich zabiją. Jedno z dzieci zaczyna płakać, nie potrafisz go uspokoić. Co zrobisz - udusisz je, aby ratować wszystkich?
dorias (722 punktów)

>To prosty test. Pytano osoby, co by zrobiły gdyby:
>1) widziały rozpędzoną kolejkę, która zbliża się do zwrotnicy, do której oni są przywiązani. Zwrotnica kieruje pociąg na prawy lub lewy tor. Do prawego przywiązano 10 osób, a do lewego jedną. Nie mogą biec i odwiązać nikogo, mogą tylko przestawić zwrotnicę na prawy lub lewy tor.
>2) Jedzie szaleniec pociągiem. Jeśli wepchniesz grubasa pod lokomotywę, to szaleniec zatrzyma pociąg i nie przejedzie 10 osób przywiązanych do toru (nie pamiętam szczegółów, ale chodzi właśnie o bezpośredni i pośredni sposób zabicia jednej osoby).

Tak bardzo ciekawy eksperyment myślowy, w którym wyszło, że etycznie, aby ratować 10 osób mogę przestawić zwrotnice, ale już aby uratować 10 osób nie mogę zepchnąć grubasa.

Więc jak według etyki można decydować, kto ma żyć a kto nie?

Przykład stoisz obok hitlerowca i każe Ci wybrać, kto ma przeżyć z dwójki ludzi geniusz czy zwykły robotnik, kogo byś wybrała? To działa na podobnej zasadzie, co z pociągiem.

Albo nawet z samym pociągiem leży 10 robotników bez wykształcenia a na drugim torze geniusz, który jest blisko odkrycia leku na wszystkie choroby świata lub Pani dziecko, kogo by pani wybrała? Dylemat wagonika, o którym pani pisze nie miał na celu wytyczyć jakichś granic etyki, ale pokazać jak pojmowane są zasady etyczne przez ludzi.

Bardzo Ciekawym dylematem jest
Cytat:
Budzisz się w szpitalnym łóżku i ku swojemu przerażeniu spostrzegasz, że jesteś połączony całym systemem rurek i urządzeń medycznych z człowiekiem leżącym na sąsiednim łóżku. Jest to umieszczony tam przez Towarzystwo Muzykologiczne najwybitniejszy skrzypek świata, który jest śmiertelnie chory i tylko ty możesz go uratować, zgadzając się na udział w kuracji. Kuracja będzie trwać dziewięć miesięcy i kiedy się zakończy, obaj będziecie całkowicie zdrowi. Ale jeżeli choć na chwilę wstaniesz z łóżka, zostanie przerwana, a wtedy skrzypek umrze. Czy w tej sytuacji porwany ma moralny obowiązek pozostać w łóżku?

pl.wikipedia.org/wiki/Dylemat_wagonika

Wstanie Pani z łóżka czy nie?

>Podobnie jest np. z pokojem pełnym osób, a na zewnątrz wojska. Jeśli znajdą ludzi ukrywających się, to wszystkich zabiją. Jedno z dzieci zaczyna płakać, nie potrafisz go uspokoić. Co zrobisz - udusisz je, aby ratować wszystkich?

Nie wiem jak to się ma do etyki gdzie tak naprawdę etykę zastępuje instynkt przetrwania i większość ludzi zrobi wszystko, aby przeżyć.

Co do etyki chrześcijańskiej czy innej to jest to ta sama etyka różnią ją jedynie źródła pochodzenia uznawane przez osoby i to tyle w sumie.

A na koniec w kwestiach etyki bardzo ciekawy film Czeski, który porusza właśnie kwestie dylematu wagonika. Krótki filmie, bo 5 minutowy niech sobie każdy odpowie sam, co by zrobił w takiej sytuacji, bo osobiście to nie wiem co bym zrobił.
www.youtub(*)?v=q844OgsP4_4&feature=related
24-10-2011 15:56 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Więc jak według etyki można decydować, kto ma żyć a kto nie?
Nie ma na to jednoznacznych odpowiedzi, jednak nie uważam, aby uniknięcie decyzji było zawsze etyczne.

>Dylemat wagonika, o którym pani pisze nie miał na celu wytyczyć jakichś granic etyki, ale pokazać jak pojmowane są zasady etyczne przez ludzi.
Oczywiście. W dużej mierze opierają się na nieuświadamianych sobie instynktach, odczuwanych jako emocje. Jednak świadomość tego może nam pomóc definiować to, co etyczne, a co nie

>Nie wiem jak to się ma do etyki gdzie tak naprawdę etykę zastępuje instynkt przetrwania i większość ludzi zrobi wszystko, aby przeżyć.
Ano widzisz - w pewnej mierze poświęcenie dla przetrwania kogoś nie jest sprzeczne z instynktem i ewolucyjnie zrozumiałe. Dlatego indywidualne wybory to mieszanka emocji, wychowania, zasad wpojonych.

>Co do etyki chrześcijańskiej czy innej to jest to ta sama etyka różnią ją jedynie źródła pochodzenia uznawane przez osoby i to tyle w sumie.
Może inaczej: w indywidualnych systemach do naturalnych zasad dodawane są szczegóły, jak "kogo zabić można, a kogo nie", bo zakaz zabijania zawsze dotyczy pewnych elementów ludzkości, a inne już nie są objęte ochroną. Np. w czasie wojny, w samoobronie, skazanego wyrokiem - zasady są inne.
Szczegóły te różnią się, zależnie od zasad religii. Jednak czy są dobre... średnio na jeża.
20-10-2011 16:28 
 Ocena-1 na 1
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>Jest to chwyt poniżej pasa, ale można również zapytać się co taki chrześcijanin wie o innych systemach wartości skoro twierdzi, że jest to jedyny system moralny. Może to jest jedyny, który zna? Można zagiąć takiego na nieznajomości dogmatów swojej własnej religii, oraz wskazać, że ma ewidentne braki: np. stary eksperyment myślowy z wagonikiem kolejki i przełączaniem zwrotnicy co spowoduje zabicie jednej lub dwóch osób oraz różnicy pomiędzy wepchnięciem grubaska, który zablokuje wagonik. Przykład, który niszczy tak zwaną nieskończoną wartość życia ludzkiego.
>Wiem, chamskie to ale czasem skuteczne.

Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.
20-10-2011 16:43 
 Ocena 2 na 2
kkuj (614 punktów)
>Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.

Pewnie można przeformułować tak pojęcia objawione, że owszem, mogą być one rozstrzygalne (poprzez zmianę znaczenia słów, syntezy, etc.). Mowa jednak nie o apologetach chrześcijańskich, a wiernych, którzy polegają na wierze. Wiata jest przekonaniem opartym na braku argumentów/złych argumentach, które łatwiej bronić i racjonalizować niż odrzucić.
jark44 (619 punktów)
>>Jest to chwyt poniżej pasa, ale można również zapytać się co taki chrześcijanin wie o innych systemach wartości skoro twierdzi, że jest to jedyny system moralny. Może to jest jedyny, który zna? Można zagiąć takiego na nieznajomości dogmatów swojej własnej religii, oraz wskazać, że ma ewidentne braki: np. stary eksperyment myślowy z wagonikiem kolejki i przełączaniem zwrotnicy co spowoduje zabicie jednej lub dwóch osób oraz różnicy pomiędzy wepchnięciem grubaska, który zablokuje wagonik. Przykład, który niszczy tak zwaną nieskończoną wartość życia ludzkiego.
>>Wiem, chamskie to ale czasem skuteczne.
>Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.
>

To proszę je rozstrzygnąć. A ja poproszę łaskawie o jakieś przesłanie z procesu rozstrzygania. Jestem ciekaw.

Pozdrawiam


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
21-10-2011 10:39 
 Ocena 2 na 2
mbielecki (2227 punktów)
(zablokowany)

>>Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.
>>
>To proszę je rozstrzygnąć. A ja poproszę łaskawie o jakieś przesłanie z procesu rozstrzygania. Jestem ciekaw.

Bardzo proszę: www.racjonalista.pl/forum.php/s,454806#w458189
21-10-2011 13:25 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.
>>To proszę je rozstrzygnąć. A ja poproszę łaskawie o jakieś przesłanie z procesu rozstrzygania. Jestem ciekaw.
>Bardzo proszę: www.racjonalista.pl/forum.php/s,454806#w458189
Konkretny cydat: Moim zdaniem "cel nie uświęca środków", tzn. nigdy nie powinno się dążyć do popełnienia zła, nawet jeśli mogłoby z tego wyniknąć jakieś dobro. Przeczy całej zbrodniczej działalności Kościoła Katolickiego - czynionej w imieniu Boga i na Jego chwałę. Nie było granic zła i podłości jakiejby nie przekroczył kler dla zaspokojenia własnej chciwości na dobra doczesne i dążenia do sprawowania absolutnej władzy. Jednocześnie będąc przy tym najbardziej obłudną instytucją świata. Wszystko czyniono dla dobra mordowanych i ograbianych, dając im za to zbawienie wieczne.

Pełna obrzydliwość.

@@@
.
21-10-2011 19:59 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>>>Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.
>>>
>>To proszę je rozstrzygnąć. A ja poproszę łaskawie o jakieś przesłanie z procesu rozstrzygania. Jestem ciekaw.
>Bardzo proszę: www.racjonalista.pl/forum.php/s,454806#w458189
Słowem stoisz przy zwrotnicy i możesz ją przestawić, tak aby pociąg zabił jedną osobę, ale nie - niech się dzieje wola boża, zgonie 100 osób, ale tak miało być.

Faktycznie moralność jak się patrzy, iście kościelna.
19-11-2011 16:48 
 Ocena 3 na 3
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Bardzo proszę: www.racjonalista.pl/forum.php/s,454806#w458189
>
"Kłamstwo jest dozwolone jeżeli służy ratowaniu duszy".Ojciec Kościoła Hieronim.
20-10-2011 18:24 
 Ocena 3 na 3
jasenka (1863 punktów)
>Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.

Według tej etyki nie można zrobić nic, tylko czekać i patrzeć, jaka jest "wola boska" i w którą stronę skręci wagonik, nie można podejmować decyzji o życiu lub śmierci człowieka.
Zasady sypią się natomiast w przypadku decyzji o ratowaniu kogoś z pożaru, gdy jest duże prawdopodobieństwo, że zginie się razem z osobą, którą chce się ocalić. Wybór samobójczej akcji ratunkowej jest traktowany jako bohaterstwo, ale już samobójstwo z powodu osobistego cierpienia jest czynnikiem wykluczającym z rajskiego ogrodka, dawniej nawet z pochówku na terenie cmentarza.
20-10-2011 18:39 
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)
> >Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.
>Według tej etyki nie można zrobić nic, tylko czekać i patrzeć, jaka jest "wola boska" i w którą stronę skręci wagonik, nie można podejmować decyzji o życiu lub śmierci człowieka.
>Zasady sypią się natomiast w przypadku decyzji o ratowaniu kogoś z pożaru, gdy jest duże prawdopodobieństwo, że zginie się razem z osobą, którą chce się ocalić. Wybór samobójczej akcji ratunkowej jest traktowany jako bohaterstwo, ale już samobójstwo z powodu osobistego cierpienia jest czynnikiem wykluczającym z rajskiego ogrodka, dawniej nawet z pochówku na terenie cmentarza.

Jasenka, chyba poszłaś za daleko. Nikt w sytuacjach ekstremalnych nie kieruje się etyką, moralnością. Działają wyuczone (lub nie) odruchy bezwarunkowe. Nie ma kalkulacji. Tu ludzie zachowują się podobnie.

Inaczej jest, gdy osobnik został poddany "profesjonalnej" tresurze na takie ekstremalne przypadki. Wtedy nawet krwawiącej rany nie opatrzy, by nie mieć kontaktu z krwią. Ale to sytuacje ekstremalne jak myślę.

P.S. podczas pożaru to sypie się przedmiot pożaru,a człowieka ogarnia strach, panika; innych ogarnia obojętność i nielicznych chęć racjonalnej pomocy


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
20-10-2011 19:11 
 Ocena 2 na 2
jasenka (1863 punktów)
>Jasenka, chyba poszłaś za daleko. Nikt w sytuacjach ekstremalnych nie kieruje się etyką, moralnością. Działają wyuczone (lub nie) odruchy bezwarunkowe. Nie ma kalkulacji. Tu ludzie zachowują się podobnie.

Jasne, że nikt się wtedy nie zastanawia, dlatego właśnie pisałam wcześniej, że ta etyka (katolicka) jest sztucznym, niepraktycznym tworem, nie trzymającym się zasad, które wypisuje na sztandarach. Dla mnie moralność istnieje w kodzie zero-jedynkowym, dlatego nigdy nie twierdzę, że jestem moralna
21-10-2011 10:41 
 Ocena 5 na 5
Amai (3012 punktów)
> >Dylematy moralne zawarte w tych "eksperymentach myślowych" są łatwe do rozstrzygnięcia w świetle etyki chrześcijańskiej.
>Według tej etyki nie można zrobić nic, tylko czekać i patrzeć, jaka jest "wola boska" i w którą stronę skręci wagonik, nie można podejmować decyzji o życiu lub śmierci człowieka.

No właśnie. Można by się zastanowić, o co oni właściwie mają pretensje do Piłata. Takie "umywanie rąk" jest przecież ideałem chrześcijańskiej etyki, więc właściwie wcielał w życie ich własne zasady, i to zanim je Kościół dokładnie określił.
Marcuch (664 punktów)
Jest pewien zestaw wartości, zwanych "chrześcijańskimi", bo akurat znajdują się w tym kanonie wiary. Niektóre z nich są też "muzułmańskie". I chrześcijaństwo nie "obraża się" na islam, że ów wyznaje pewne wspólne wartości. Widzi przez ten fakt przynajmniej teoretyczną możliwość ekumenicznego dialogu (jakkolwiek pewna dawka nietolerancji jest wpisana w każdą religię jako warunek jej przetrwania).

Ale tutaj widzę, że kilku osobom już na poziomie czysto teoretycznym drzazgą w tyłku stoi ten przymiotnik " chrześcijański" - jakby wartość np. humanistyczna (którą nazwano również "chrześcijańską", ze względów klarowności komunikacji, albo po prostu jej występowania w tej religii) została przez ów przymiotnik zepsuta. Wyznawanie wspólnych wartości przez chrześcijan, humanistów i racjonalistów nie tylko nie stanowi dla wielu piszących tutaj przyczynku do tolerancji i porozumienia, ale wywołuje pretensję o "zawłaszczenie", "zagarnianie" i tego typu tytularne bzdury. Porażka, totalna porażka.
Chrześcijaństwo jest też, na razie, w o tyle lepszym położeniu względem ateizmu oraz wątpienia, że daje wartościom fundament w wierze i w transcendentnym bycie boskim. Natomiast ateizm nie proponuje ani transcendentalnego źródła wartości, ani nawet nie posiada własnej tradycji - i tym samym stoi pierwszy w kolejce do całego tego "zawłaszczania", o które nie wiem po co tyle hałasu.

A jeżeli jest "inny spójny system etyczny", to najlepiej, zamiast narzekać na moherowy katolicyzm, po prostu odważnie, otwarcie podać ów system. Czy to nie zamknęło by ostatecznie ust adwersarzom?
Oczywiście jest jeden mały zonk - z owym fundamentem. Co jest źródłem tych wartości? Transcendentalny Rozum? Transcendentalny Człowiek przez duże C? Przypadek? Matka Natura? Próżnia? Forma? Chuck Norris? Co by to nie było, można w tego aksjologicznie fundującą rolę co najwyżej i co najmniej uwierzyć.
18-10-2011 23:29 
 Ocena 8 na 8
Kamil Ciura (762 punktów)
> Chrześcijaństwo jest też, na razie, w o tyle lepszym położeniu względem ateizmu oraz wątpienia, że daje wartościom fundament w wierze i w transcendentnym bycie boskim.

Proszę nie pisać kłamstw. Zmyślone historyjki i zmyślony władca to żaden fundament. Równie dobrze możemy upierać się, że moralność ma fundamenty w historyjce o czerwonym kapturku.

> Natomiast ateizm nie proponuje ani transcendentalnego źródła wartości,

Ateizm, z definicji, nie podaje jakiś urojonych źródeł wartości, lecz opiera je na logicznym myśleniu, ewolucji więzi społecznych (niewierzące małpy naczelne jak najbardziej mają coś w rodzaju prymitywnej moralności), biologii i racjonalizmie. Ateista powie: nie zabijaj, bo tym działaniem przerywasz egzystencję drugiego, samodzielnego intelektu, człowieka myślącego i czującego, oraz wyrządzasz szkody jego otoczeniu i całemu społeczeństwu, robiąc krok ku zezwierzęceniu i anarchii. Wierzący powie: nie zabijaj, bo to złe/bóg zabronił. A wielu wypadkach powie "nie zabijaj, z wyjątkiem [wstawić tutaj - heretyków, innowierców, chorych umysłowo i innych którzy ginęli i giną dalej z ręki religiantów]"

> ani nawet nie posiada własnej tradycji

bujda na resorach. Ateizm istniał od zawsze. Zanim pierwsi ludzie wpadli na wymyślenie sobie bogów, lub czczenia np. słońca, obywali się bez religii. Homo sapiens sapiens to jedyny gatunek na całej planecie posiadający religijną skazę - można nawet powiedzieć, że prawdopodobnie całe uniwersum jest niewierzące haha. Natomiast, jeżeli przez tradycję rozumiesz wymyślone rytuały, tony papieru zapisane bzdurami oraz majątek kościelny, to faktycznie - ateizm tradycji nie posiada.

> i tym samym stoi pierwszy w kolejce do całego tego "zawłaszczania", o które nie wiem po co tyle hałasu.

Nikt nie gada o wartościach ateistycznych, katolicy natomiast o chrześcijańskich plotą jak katarynki. Czy się to komuś podoba, czy nie, wartości humanistyczne są uniwersalne i ponad chrześcijańskie.

>Oczywiście jest jeden mały zonk - z owym fundamentem. Co jest źródłem tych wartości? Transcendentalny Rozum? Transcendentalny Człowiek przez duże C? Przypadek? Matka Natura? Próżnia? Forma? Chuck Norris? Co by to nie było, można w tego aksjologicznie fundującą rolę co najwyżej i co najmniej uwierzyć.

Nie rozumiem, o co chodzi z tym zonkiem. To człowiek, proces myślowy i kultura którą stworzył, są źródłami wartości, które wyznaje. Ale żeby to zrozumieć, należy spojrzeć na człowieka jako na samodzielny, kreatywny intelekt, a nie barana który potrzebuje boga, żeby mu mówił jak ma żyć. To religia zakrzywia tę moralność - usprawiedliwiając najgorsze czyny mitycznym wyższym dobrem.
19-10-2011 19:20 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>> Chrześcijaństwo jest też, na razie, w o tyle lepszym położeniu względem ateizmu oraz wątpienia, że daje wartościom fundament w wierze i w transcendentnym bycie boskim.
>Proszę nie pisać kłamstw. (...) Równie dobrze możemy upierać się, że moralność ma fundamenty w historyjce o czerwonym kapturku.
Takim tekstem kalasz wizerunek racjonalistów, jeśli się z nimi utwożsamiasz.

>> Natomiast ateizm nie proponuje ani transcendentalnego źródła wartości,
>Ateizm, z definicji, nie podaje jakiś urojonych źródeł wartości, lecz opiera je na logicznym myśleniu, ewolucji więzi społecznych (...)
Nie na temat i bez zrozumienia.

>> ani nawet nie posiada własnej tradycji
>bujda na resorach. Ateizm istniał od zawsze.
Możliwe, ale nie na temat.

>Czy się to komuś podoba, czy nie, wartości humanistyczne są uniwersalne i ponad chrześcijańskie.
Totalitaryzm, zabobon, nietolerancja.

>>Oczywiście jest jeden mały zonk - z owym fundamentem. Co jest źródłem tych wartości? Transcendentalny Rozum? Transcendentalny Człowiek przez duże C? Przypadek? Matka Natura? Próżnia? Forma? Chuck Norris? Co by to nie było, można w tego aksjologicznie fundującą rolę co najwyżej i co najmniej uwierzyć.
>Nie rozumiem, o co chodzi z tym zonkiem.
No właśnie widzę. A dokładnie: nie rozumiesz o co chodzi z tymi "wartościami".

>To człowiek, proces myślowy i kultura którą stworzył, są źródłami wartości, które wyznaje.
Na końcu powinno być "ę" w tym twoim biednym credo. Nawet nie potrafisz wykazać, czy ów "człowiek-twórca-wartości" istnieje. A jeśli religie również uważasz za wytwór ludzi to masz prawdziwą zagwozdkę. Co więcej, jeśli Bóg istnieje, a tak uważają chrześcijanie, to dorobek "człowieka" wygląda przy Jego dorobku dosyć zasmarkanie. Gdybym wybierał, po takiej prezentacji wybrałbym Biblię.
19-10-2011 08:02 
 Ocena 3 na 3
jark44 (619 punktów)
> Jest pewien zestaw wartości, zwanych "chrześcijańskimi", bo akurat znajdują się w tym kanonie wiary. Niektóre z nich są też "muzułmańskie". I chrześcijaństwo nie "obraża się" na islam, że ów wyznaje pewne wspólne wartości.

Chrześcijaństwo - szczególnie w Europie - boi się islamu jak ognia. Islam po prostu z napływem ludów wschodnich wypiera chrześcijaństwo.
Może i toleruje, ale dlatego, że jest religią nigdy tego jasno nie powie.

> Ale tutaj widzę, że kilku osobom już na poziomie czysto teoretycznym drzazgą w tyłku stoi ten przymiotnik " chrześcijański" - jakby wartość np. humanistyczna (którą nazwano również "chrześcijańską", ze względów klarowności komunikacji, albo po prostu jej występowania w tej religii) została przez ów przymiotnik zepsuta. Wyznawanie wspólnych wartości przez chrześcijan, humanistów i racjonalistów nie tylko nie stanowi dla wielu piszących tutaj przyczynku do tolerancji i porozumienia, ale wywołuje pretensję o "zawłaszczenie", "zagarnianie" i tego typu tytularne bzdury. Porażka, totalna porażka.

Mnie chrześcijaństwo stoi kołkiem z prostej przyczyny - jest agresywne (popatrz na ostatnie stwierdzenia Niesiołowskiego, biskupa no tego głównego guru oraz Wałęsy). Oni niedopuszczają żadnej rozmowy, ale dyktat swoich przekonań.

> Chrześcijaństwo jest też, na razie, w o tyle lepszym położeniu względem ateizmu oraz wątpienia, że daje wartościom fundament w wierze i w transcendentnym bycie boskim. Natomiast ateizm nie proponuje ani transcendentalnego źródła wartości, ani nawet nie posiada własnej tradycji - i tym samym stoi pierwszy w kolejce do całego tego "zawłaszczania", o które nie wiem po co tyle hałasu.

Chrześcijaństwo nie jest żadnym fundamentem, ale NAJWIĘKSZYM PRZEKRĘTEM W HISTORII. Chociażby przekręt z krzyżem. Dla mnie nie jest to symbol miłości, ale morderstwa na masową skalę, obłudy i zakłamania. Nie wiem, czy różni się bardo od swastyki. Tyle tylko, że zbrodnie ze swastyką robiono niedawno i istnieją nawet filmowe dokumenty. Pod krzyżem zbrodnie robiono wtedy kiedy telewizji nie było a chrześcijaństwo się nie chce przyznać do nich.
Zresztą, zarówno krzyż jak i swastyka są bardzo podobne - dwie belki złożone. Znaczyły również to samo - były one często znakiem słońca.

> A jeżeli jest "inny spójny system etyczny", to najlepiej, zamiast narzekać na moherowy katolicyzm, po prostu odważnie, otwarcie podać ów system. Czy to nie zamknęło by ostatecznie ust adwersarzom?

Mocherowa moralność? Unikać złej prawdy, obgadać, powtórzyć plotkę, popluć jak ktoś patrzy, żeby nie urzekł - a potem do spowiedzi i komunii!!! Ot mocherowa moralność. A jak się komuś coś przydarzy - "jak to dobrze, że jemu córka w ciążę zaszła a nie mnie" - choć sami szukali wcześniej tatusie, aby weselisko zrobić i nie wyszło to samo na jaw.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
19-10-2011 13:13 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>Mnie chrześcijaństwo stoi kołkiem z prostej przyczyny - jest agresywne (popatrz na ostatnie stwierdzenia Niesiołowskiego, biskupa no tego głównego guru oraz Wałęsy). Oni niedopuszczają żadnej rozmowy, ale dyktat swoich przekonań.
Cieszę się, że mogę się zgodzić w pełnej krasie.
Co nie znaczy (bo to często mi zarzucają w tym momencie) że inne religie, jak islam, nie są agresywne, nawet bardziej.
Jednak mówimy o naszym podwórku i fakt, że "u was biją murzynów" nie zmienia niczego.

>Chrześcijaństwo nie jest żadnym fundamentem, ale NAJWIĘKSZYM PRZEKRĘTEM W HISTORII. Chociażby przekręt z krzyżem. Dla mnie nie jest to symbol miłości, ale morderstwa na masową skalę, obłudy i zakłamania. Nie wiem, czy różni się bardo od swastyki. Tyle tylko, że zbrodnie ze swastyką robiono niedawno i istnieją nawet filmowe dokumenty. Pod krzyżem zbrodnie robiono wtedy kiedy telewizji nie było a chrześcijaństwo się nie chce przyznać do nich.
Znowu się zgadzam.
Czy możemy nosić małe stosiki aby uczcić Giordano Bruno?
Może to jest myśl... Czy ktoś może zaprojektować takie wisiorki?!?!
Marcuch (664 punktów)
>Mnie chrześcijaństwo stoi kołkiem z prostej przyczyny - jest agresywne (popatrz na ostatnie stwierdzenia Niesiołowskiego, biskupa no tego głównego guru oraz Wałęsy).
Za bardzo uogólniasz. Niesiołowski to nie chrześcijaństwo.

>Chrześcijaństwo nie jest żadnym fundamentem, ale NAJWIĘKSZYM PRZEKRĘTEM W HISTORII.
Slogan nie na temat.

>Zresztą, zarówno krzyż jak i swastyka są bardzo podobne - dwie belki złożone. Znaczyły również to samo - były one często znakiem słońca.
Świetnie, gratuluję.

>> A jeżeli jest "inny spójny system etyczny", to najlepiej, zamiast narzekać na moherowy katolicyzm, po prostu odważnie, otwarcie podać ów system. Czy to nie zamknęło by ostatecznie ust adwersarzom?
>Mocherowa moralność? Unikać złej prawdy, (...)
Błagam, czytaj ze zrozumieniem. Podaj swój, naturalnie lepszy od chrześcijańskiego, dekalog, a nie analizę zachowań twoich sąsiadek.
20-10-2011 08:22 
 Ocena 1 na 1
jark44 (619 punktów)

>Za bardzo uogólniasz. Niesiołowski to nie chrześcijaństwo.

Niesiołowski został wybrany przez masę takich jak on ludzi, a to część chrześcijaństwa. Takich tam osobników dostatek

>>Chrześcijaństwo nie jest żadnym fundamentem, ale NAJWIĘKSZYM PRZEKRĘTEM W HISTORII.
>Slogan nie na temat.

Życzę Ci abyś nigdy się o tym nie przekonał, gdy za przekonania nie znajdziesz pracy u np siostrzyczek lub zakonników, którzy za dotację państwową prowadzą np dom pomocy. A przekręt? - kościół nigdy nie miał racji, wszystko co twierdził to o dupę rozbić, pozostały mu jeszcze rzeczy niesprawdzalne - i tu wygrywa, bo ma grupę półgłówków. No i czerpie z tego procederu pieniądze. To nie przekręt?

>>Zresztą, zarówno krzyż jak i swastyka są bardzo podobne - dwie belki złożone. Znaczyły również to samo - były one często znakiem słońca.
>Świetnie, gratuluję.

Dziękuję za gratulację - podszyte czyś tam. Jak nie wierzysz to poczytaj o tym co katolicy robili z Serbami (i nie tylko) w faszystowskim państwie chorwackim. Nie mówiąc o bandytach z krzyżem na piersi (jakaż analogia do czołgów ze swastyką)rabujący Amerykę i tępiący afrykę z ich wyznań.

>>> A jeżeli jest "inny spójny system etyczny", to najlepiej, zamiast narzekać na moherowy katolicyzm, po prostu odważnie, otwarcie podać ów system. Czy to nie zamknęło by ostatecznie ust adwersarzom?

No właśnie - szukam nazwy dla takiego systemu. Nie musi być spójny, bo katole takiego także nie mają. Bo jak w tych bzdetach doszukać się spójności. Tam jest wiara i tyle...



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
22-10-2011 16:34 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
Popełniłeś kilkukrotnie pewien, powszechny u ludzi niechętnych chrześcijaństwu, błąd, polegający na rzutowaniu postaw moralnych wybranych jego reprezentantów na całokształt chrześcijańskiej doktryny. Jest to powierzchowne rozumienie przysłowia "Po uczynkach ich poznacie", czy jak to tam leci.
Otóż "ich" poznacie, a nie "szkołę, którą ukończyli". We wszystkich przypadkach przytaczane przykłady ludobójstwa, okrucieństwa, złodziejstwa, nienawiści itd. itp. są ewidentnie wbrew etyce chrześcijańskiej. Trzeba tylko mieć chęć zrobić ten jeden krok dalej i to zauważyć, ewentualnie sprawdzić: Odnieś czyny tych swoich kościelnych szwarccharakterów do dekalogu, a przekonasz się czy działali zaiste po chrześcijańsku.

Błąd ów, klepany w kółko na tym forum, jest w moim odczuciu rodzajem dyskryminacji ze względu na religię, czyli jest to "religizm", że tak to sobie nazwę. Wielu dyskutantów nakręca sie wzajemnie w owym "religijnym rasizmie", którego elementy można dostrzec zarówno u teistów, jak i ateistów. Np. "Świadkowie Jehowy" uważają obecne duże religie światowe za "Babilon Wielki", który musi zostać zniszczony przez boga w stylu chrześcijańskim, ateiści chcieliby, żeby wszystkie religie zastąpiła wiara w absolutny Rozum, a panteiści, że "tak naprawdę" wszystkim rządzi Przyroda, a jeśli ktoś uważa inaczej, to kłamie.

Oczywiście, ciągle zadajemy sobie pytanie, dlaczego popełniono tyle zbrodni, skoro istniały owe wielkie systemy etyczne i religie spajające całe narody i temperujące ludzkie zachowania? Moja odpowiedź brzmi: bo człowiek jest po pierwsze nieprzewidywalnym skur...synem - a dobrym ziomkiem tylko bywa. I żaden "kościół" tego nie naprawi, co najwyżej ilościowo.
22-10-2011 18:00 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Otóż "ich" poznacie, a nie "szkołę, którą ukończyli". We wszystkich przypadkach przytaczane przykłady ludobójstwa, okrucieństwa, złodziejstwa, nienawiści itd. itp. są ewidentnie wbrew etyce chrześcijańskiej. Trzeba tylko mieć chęć zrobić ten jeden krok dalej i to zauważyć, ewentualnie sprawdzić: Odnieś czyny tych swoich kościelnych szwarccharakterów do dekalogu, a przekonasz się czy działali zaiste po chrześcijańsku.

Chrześcijaństwo to nie tylko dekalog, niestety. Chrześcijan oceniam po tym jak działają i zachowuje się chrześcijanie, komunizm tak jak działają i zachowują się komuniści, choć ideały komunizm miał równie piękne jak chrześcijaństwo.
Chrześcijańśtwo to nie tylko ''kochaj bliżniego ...'' ( najpierw trzeba ustalić kto to ten blizni dla chrześcijanina), ale również '' kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie'' , chrześcijaństwo to również pogarda dla innych, którą okazywał sam wielki chrześcijańśki mistrz Jezus np w słowach '' nie rzucaj pereł przed wieprze'' gdzie wieprzami tutaj są ''inni'' czyli poganie.
>Oczywiście, ciągle zadajemy sobie pytanie, dlaczego popełniono tyle zbrodni, skoro istniały owe wielkie systemy etyczne i religie spajające całe narody i temperujące ludzkie zachowania? Moja odpowiedź brzmi: bo człowiek jest po pierwsze nieprzewidywalnym skur...synem - a dobrym ziomkiem tylko bywa. I żaden "kościół" tego nie naprawi, co najwyżej ilościowo.

Człowiek nie rodzi się ani zły, ani dobry. Człowieka kształtuje życie i tak dziwnie się składa, że najwięcej zależy od ideologii w jakiej został wychowany czy będzie dobry czy zły. Jeśli od małego człowieka uczymy szacunku dla KAŻDEGO, raczej w dorosłym życiu taki człowiek nie będzie czuł pogardy dla innego człowieka tylko dlatego, że jest inny. A czy chrześcijańśtwo tak uczy? Nie, najpierw uczy pogardy małego człowieka dla samego siebie, a nie może szanować innych ktoś, kto nie szanuje sam siebie. Póżniej uczy, że tylko chrześcijańśtwo to prawdziwa religia, inna to zabobony i diabelskie sztuczki. Jak chcesz, żeby nauczony pogardy dla inności mały człowiek w dorosłym życiu był dobrym człowiekiem? To wina chrześcijaństwa które dzieli ludzi na dobrych chrześcijań i pogardzanych przez nich wszystkich ''innych'' wyznawców fałszywych bogów i religii. Jaki szacunek ma mieć mały człowiek uczony przez chrześcijaństwo, ze jego bóg to prawdziwy bóg a bogowie innych ludzi to bałwany?
I piszesz, ze to nie wina chrześcijaństwa to całe polowanie na czarownice , mordy pogan itd? A skąd niby ta nienawiść do kobiety i czarownic? z nieba qrna spadła?
To nie wina nazizmu, ze tworzyli go żli ludzie nie?
o bogowie ide na piwo bo się znerwowałem
>

Nienawiść, ludobójstwo, pogarda dla kobiet wszytsko to, to część chrześcijańśkiej etyki, którą tworzyli między innymi tzw ''ojcowie kościoła'' Poczytaj troche o chrześcijańskiej etyce i jej twórcach zanim zaczniesz opowiadać bajki o chrzescijaństwie
23-10-2011 22:43 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>Chrześcijaństwo to nie tylko dekalog, niestety. Chrześcijan oceniam po tym jak działają i zachowuje się chrześcijanie (...)
Ale to jest wątek etyczny o etyce chrześcijańskiej, czyli o dekalogu właśnie, a nie wątek socjologiczny "z kamerą wśród chrześcijan".

> komunizm tak jak działają i zachowują się komuniści, choć ideały komunizm miał równie piękne jak chrześcijaństwo.
Może piękne, ale napewno logicznie sprzeczne jeśli chodzi o marksizm-leninizm. I w tym tkwi słabość i potencjalne zło marksizmu-leninizmu, wdrażanego u nas. Istnieją jednak małe komuny działające dosyć sprawnie (np. w Holandii), gdize ludzie żyją szczęśliwie.

Natomiast w krytyce "etyki chrześcijańskiej" w wątku niniejszym, z braku znajomości krytykowanej doktryny, używa się pseudo-argumentów jacy to źli byli pewni chrześcijanie. Co jest totalnie obok. "Nie czytałem Biblii, ale mój sąsiad, co czytał, narzygał mi na wycieraczkę."

Inne pytanie może rzucić trochę światła na tę kwestię: czy ci sami oskarżani ludzie nie będąc chrześcijanami postąpiliby lepiej (np. konkwistadorzy)? Czy ktoś jest w stanie to udowodnić?

I jeszcze jeden trop: narzekanie na "zło chrześcijaństwa" jest analogiczne do narzekania na "zło tego świata", które wydaje się "absurdalne" w świetle doskonale dobrego "Stworzyciela". Stary, dawno rozkminiony problem - no, ale w literaturze chrześcijańskiej, z którą nie każdy jest zaznajomiony...

>Chrześcijańśtwo to nie tylko ''kochaj bliżniego ...'' ( najpierw trzeba ustalić kto to ten blizni dla chrześcijanina)
Jak to, nie wiesz?? Drugi człowiek po prostu. To jest właśnie ta nieznajomość doktryny, którą się krytykuje.

>'' nie rzucaj pereł przed wieprze'' gdzie wieprzami tutaj są ''inni'' czyli poganie.
Skoro tak sobie interpretujesz... Cieniutko, cieniutko. Bo jest też historia o Samarytaninie, która ewidentnie uczy poszanowania obcych. Jest też o nadstawianiu drugiego policzka i o miłości do swoich wrogów. A Jezus podobno modlił się za swoich prześladowców. No ale, żeby o tym wiedzieć, trzeba jednak troszku poczytać.

>A czy chrześcijańśtwo tak uczy? Nie, najpierw uczy pogardy małego człowieka dla samego siebie, a nie może szanować innych ktoś, kto nie szanuje sam siebie.
Strzeliłeś kulą w płot, kolego, bo mam tu takie jezusowe hasełko: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego." - Jezus podobno dał takie JEDNO, podstawowe przykazanie.

> Póżniej uczy, że tylko chrześcijańśtwo to prawdziwa religia, inna to zabobony i diabelskie sztuczki.
Czego uczy każda religia, z ateizmem włącznie. Religie bez tego mechanizmu zanikają.

>A skąd niby ta nienawiść do kobiety i czarownic? z nieba qrna spadła?
Spytaj tego, kto nienawidzi. Nie przypuszczam, żeby wyczytał o tym w Biblii.

>To nie wina nazizmu, ze tworzyli go żli ludzie nie?
W samej doktrynie nazizmu jest założenie dyskryminacji, więc to zła doktryna. W czym problem? Ciągle nie odróżniasz złej doktryny od złych ludzi?

>Nienawiść, ludobójstwo, pogarda dla kobiet wszytsko to, to część chrześcijańśkiej etyki, którą tworzyli między innymi tzw ''ojcowie kościoła''
Widać, że zgłębiłeś Tomasza i Augustyna. Człowieku ośmieszasz się takimi "opiniami". Cytat. Poproszę cytat z ojca kościoła! I bez twojej interpretacji, goły cytat jednoznacznie świadczący na rzecz twoich zarzutów.
23-10-2011 23:05 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>>Chrześcijańśtwo to nie tylko ''kochaj bliżniego ...'' ( najpierw trzeba ustalić kto to ten blizni dla chrześcijanina)
>Jak to, nie wiesz?? Drugi człowiek po prostu. To jest właśnie ta nieznajomość doktryny, którą się krytykuje.
>>'' nie rzucaj pereł przed wieprze'' gdzie wieprzami tutaj są ''inni'' czyli poganie.
>Skoro tak sobie interpretujesz... Cieniutko, cieniutko. Bo jest też historia o Samarytaninie, która ewidentnie uczy poszanowania obcych. Jest też o nadstawianiu drugiego policzka i o miłości do swoich wrogów. A Jezus podobno modlił się za swoich prześladowców. No ale, żeby o tym wiedzieć, trzeba jednak troszku poczytać.

Tak jest to i jest to. Jest historia o Samarytaninie jest historia o wieprzach jest nakaz kochania blizniego są też słowa Jezusa kto nie jest z nim jest przeciwko niemu, kto mu nie uwierzy skonczy w piekle - swoja droga Jezusek uczy tu jak nalezy kochac swoich wrogów Ten sam Jezus, ktory mowi kochaj nieprzyjaciól , własnych nieprzyjaciół wysyła do piekła. Nie ma co piękny przykład jak należy interpretowac słowa Jezusa. Jest też przypowieśc, Lukasz 19;27 o zabijaniu tych ktorzy nie uwierzą itd itp. Każdy psychopata w tej etyce znajdzie coś dla siebie

>Widać, że zgłębiłeś Tomasza i Augustyna. Człowieku ośmieszasz się takimi "opiniami". Cytat. Poproszę cytat z ojca kościoła! I bez twojej interpretacji, goły cytat jednoznacznie świadczący na rzecz twoich zarzutów.
>
Jako, że nie mam już dzisiaj czasu innym razem odpowiem na ten Twój post, a teraz na szybko z pamięci ;
Kobieta to wór łajna, wojne mozna prowadzic w obronie swojej wiary i to jest wojna sprawiedliwa.
Dokładne cytaty z linkami podam jak bede miał czas. Zacytuje też kilku nieomylnych z ich boskimi myslami .
Dobranoc
24-10-2011 09:23 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)
"Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości" (św. Paweł)
"Zarodek płci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów." (św. Tomasz z Akwinu)
"Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn." (Jan Chryzostom)
"Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie." (św. Augustyn)
"Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych" (św. Tomasz z Akwinu)
"Kobiety są błędem natury (...) z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu (...) są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny (...) Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna." (św. Tomasz z Akwinu)
"U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd." (Klemens Aleksandryjski)
"Kobiecie przystoi jedynie szata żałobna. Skoro tylko przekroczy próg wieku dojrzałego, winna zasłonić swe gorszące oblicze, by nie utracić szczęśliwości wiecznej." (Tertulian)
"W miejscu, w którym zatrzyma się ksiądz, nie powinna przebywać żadna kobieta" (Synod Paryski, 846)
"Kobiecie nie wolno mieszkać w pobliżu kościoła." (Synod w Coyaca, 1050)
"Księża, którzy udzielają noclegu kobietom i doznają przy tym podniety, muszą zostać ukarani. Kobiety natomiast mają zostać sprzedane przez biskupa jako niewolnice." (2. Synod w Toledo)
Mogłabym więcej, ale po co. Mało, że Kościół gardził (i nadal gardzi*) kobietami, to jeszcze przyczyniał się do utrzymywania instytucji niewolnictwa**. Też mi etyka.

*wyjątek z internetowego dziełka Jacka Salija OP:
Cytat:
Rzeczywisty stosunek św. Pawła do kobiet wydaje się następujący: Podstawowym aksjomatem była dla niego prawda, że wszyscy ludzie -- bez względu na narodowość, płeć i pozycję społeczną -- zostali jednakowo odkupieni przez Chrystusa i wezwani do nawrócenia i życia wiecznego. "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie" (Ga 3,28). Kobieta jest więc istotnie -- w tym, co najważniejsze -- równoprawna mężczyźnie.
Otóż świadomość równoprawności spowodowała wśród pierwszych chrześcijanek pewne dążności emancypacyjne (na przykład zrzucały one nakrycia głowy, co musiało szokować zwłaszcza ludność pochodzącą ze Wschodu). Św. Paweł zdecydował się ingerować w tę sytuację. Wydaje mi się, że słusznie. (podkr. moje - M.) W Liście do Tytusa (2,5) wskazuje wprost na jeden z istotnych powodów, dlaczego kobiety mają być poddane mężom: "aby nie urągano słowu Bożemu". Jest to zgodne z jego ogólnym stanowiskiem, że dobro Ewangelii jest czymś najważniejszym i należy raczej odstąpić od swojej racji w sprawach drugorzędnych, niż przez upieranie się przy swoim stawiać Ewangelii przeszkody (por. 1 Kor 8,9-13; 9,19-23).
Sądzę, że dla Kościoła ta rezerwa św. Pawła wobec kobiecych tendencji emancypacyjnych była czymś błogosławionym (podkr. moje - M.).

Cóż dodać? Ojcaszek dominikanin uważa, że św. Paweł rację miał i już. Bo tak. Bo parę tysięcy lat temu ktoś tak wymyślił i tak ma być na wieki wieków.

** W chrześcijańskiej Irlandii do 1169 r. wolno było kupować i sprzedawać niewolników. W chrześcijańskiej Ameryce - do 18 grudnia 1865 r. (data ratyfikacji XIII poprawki).


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
24-10-2011 10:21 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>** W chrześcijańskiej Irlandii do 1169 r. wolno było kupować i sprzedawać niewolników. W chrześcijańskiej Ameryce - do 18 grudnia 1865 r. (data ratyfikacji XIII poprawki).

W katolickiej Brazylii do 13 maja 1888 r.
Parę dni wcześniej (5 maja) Jego Świątobliwość Leon XIII wyszczelił bardzo ciekawą encykliką In plurimis, z której dowiedzieć się można m. in. że:
Nigdy więc nie można okazać dość chwały i wdzięczności Kościołowi katolickiemu, który dzięki szczególnej i największej łasce Chrystusa Odkupiciela zasłużył się jako ten, który zniweczył niewolnictwo i wprowadził prawdziwą wolność, braterstwo i równość wśród ludzi i przez to przyczynił się do pomyślnego rozwoju narodów.



Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
Marcuch (664 punktów)
No wreszcie jakiś konkret! Co prawda dotyczy tylko "pogardy dla kobiet", tylko w średniowieczu i tylko zdaniem ojców i funkcjonariuszy kościoła bez podania źródeł i bez odniesień do Biblii - ale przyjmijmy, że jest o czym mówić. Sort chyba najbardziej seksistowskich zdań z historii kościoła, zapewne przesądzający, twoim zdaniem, że etyka chrześcijańska jest generalnie anty-kobieca. Ciekawe czy w czasach gdy padały, istniała jakakolwiek religia, czy wspólnota ludzka głosząca większe równouprawnienie niż chrześcijanie.

>"Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości" (św. Paweł)
Okropnie niesprawiedliwe.

>"Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn." (Jan Chryzostom)
Chora sentencja!

>"U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd." (Klemens Aleksandryjski)
Ten pan miał ewidentnie problem z kobietami - to ma być "etyka chrześcijańska"?

>"Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie." (św. Augustyn)
Przegięcie!

(Pomijam cytaty biologiczne i dotyczące obyczajów z tego copy-paste, bo to kwestie wyrażające raczej wczesnośredniowieczny stan wiedzy o człowieku i konformizm autora, a nie etykę).
Wypowiedzi są ewidentnie szowinistyczne, pozbawiają kobietę godności ludzkiej (termin z wiadomej etyki), sytuują ją gdzieś pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem i, moim prywatnym zdaniem z etyką chrześcijańską - merytorycznie (nie historycznie) - nie mają nic wspólnego.

Podejrzewam, że za takie pisanie dzisiaj Augustyn wyleciałby z korporacji, ale korporacja ustanowiła wiekuistą nienaruszalną instytucję "ojca kościoła" i tu się wkopała.
Wypowiedzi te są przede wszystkim niezgodne z podstawowym "Kochaj bliźniego swego", są bez związku z dekalogiem i nie weszły do żadnego kanonu etyki kościelnej. Nie słyszałem o księdzu, który by kiedykolwiek się na nie powoływał. Podejrzewam, że są przez kościół przemilczane.

>Sądzę, że dla Kościoła ta rezerwa św. Pawła wobec kobiecych tendencji emancypacyjnych była czymś błogosławionym
Św.Paweł reguluje obyczaje w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jakiś dzisiejszy dominikanin ocenia to historyczne działanie jako słuszne, a Ty wyczytujesz z tego współczesną generalną pogardę kościoła do kobiet. To nadinterpretacja.

> to jeszcze przyczyniał się do utrzymywania instytucji niewolnictwa**.
Niewolnictwo jest, z tego co wiem, wbrew etyce chrześcijańskiej. Po prostu.

>Też mi etyka.
Po takiej prezentacji sam plułbym na system (utożsamiając, powiedzmy, etykę kościelną z chrześcijańską). Ale nie buduję, ani Ty nie budujesz chyba swojej opinii o systemie na podstwie dziesięciu tak tendencyjnie wybranych zdań sprzed dziesięciu-nastu stuleci? Coś z Jezusa? Coś bardziej podstawowego, szerszego, jakąś chrześcijańską teorię?
24-10-2011 21:18 
 Ocena-2 na 2
Marcuch (664 punktów)
A co to? Jakaś apologetyka wyszła... Ale nie, nie jestem aż takim fanem tej organizacji. Mówienie jednak, że "pogarda dla kobiet jest częścią chrześcijańskiej etyki" jest fałszem.
26-10-2011 17:51 
 Ocena 8 na 8
perun (8610 punktów)
>A co to? Jakaś apologetyka wyszła... Ale nie, nie jestem aż takim fanem tej organizacji. Mówienie jednak, że "pogarda dla kobiet jest częścią chrześcijańskiej etyki" jest fałszem.
>
Minusa masz za ten fałsz.

# Św. Odo: "Gdyby ludzie mogli dostrzec to, co kryje się pod skórą... oglądanie kobiety powodowałoby tylko wymioty.
Skoro sami nawet koniuszkami palców nie chcemy dotykać śluzu i łajna, dlaczego tak gorliwie pożądamy objęcia naczynia z nieczystościami"

# Francois Garasse SJ, 1623r.: "Kobiety trzeba trzymać z dala od tego niebezpiecznego tekstu (Biblii), i od wszelkiej nauki w ogóle. Kobieta uczona to coś gorszego niż brodata. Poważnego uszczerbku doznałaby cnota dzieweczki, gdyby wolno jej było czytać Pieśń Salomona albo historię Zuzanny."

# Tertulian, Ojciec Kościoła: "Kobieta to bezbożne furie chuci."

"Podstawą małżeństwa i podstawą rozpusty jest ten sam akt. Dlatego mężczyzna
postępuje najlepiej, jeżeli nie tyka kobiety"

Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1861
Piusa XII (1939-1956) pozostawał w mocy przepis kościelny stanowiący: "Kobiecie pod żadnym warunkiem nie wolno zbliżać się do ołtarza, a uczestnicząc w nabożeństwie, winna zachować stosowną odległość

Pewnie ten przepis świadczy w morde o czci a nie pogardzie jaką kościół ma dla kobiet

Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1861
Siostra Theresa Kane żaliła się: "Uznano, że kobieta powinna siedzieć w domu, że z tych ram nie wolno jej wyjść. Ma być dozorczynią, niańką, gosposią. Nigdy nie widzieliśmy jej w innych rolach. Ośmielam się powiedzieć, że ten sam schemat stosuje Ojciec Święty. Widzi kobietę tylko w roli służącej. Przyznaje jej pozycję tylko towarzyszącą kapłanowi, ale nigdy rolę dominującą. Kobieta nie może być księdzem, biskupem, papieżem" [ 2 ]

A to słowa katoliczki o katolickim szacunku dla kobiet.
Marcuch (664 punktów)
>Minusa masz za ten fałsz.
Ranisz moje serce!

># Tertulian, Ojciec Kościoła: "Kobieta to bezbożne furie chuci."
Niezłe, zapamiętam. Pewnie spotkał Houston 500. Tertulian miał jakiś problem seksualny.

># Św. Odo: "Gdyby ludzie mogli dostrzec to, co kryje się pod skórą... oglądanie kobiety powodowałoby tylko wymioty.
Oglądanie chłopa też!

Dla takich erudytów jak Ty, wyrabiających sobie zdanie o etyce chrześcijańskiej na podstawie tak wyważonego sortu tekstów mam jeszcze jeden kwiatek, ogólnego zastosowania, który na pewno nazwiesz dwukierunkowo seksistowskim. św.Paweł:
"Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż. Podobnie i też mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona." (1 Kor 7, 2-7)
Można używać od połowy, albo do połowy.

>Siostra Theresa Kane żaliła się: (...)
Tej pani nie odpowiada dominacja mężczyzn wśród kościelnych urzędników. O to tu chodzi.

>"Kobiecie pod żadnym warunkiem nie wolno zbliżać się do ołtarza, a uczestnicząc w nabożeństwie, winna zachować stosowną odległość
>Pewnie ten przepis świadczy w morde o czci a nie pogardzie jaką kościół ma dla kobiet
Tak to sobie ogólnikowo tłumacz. Mnie to nie przekonuje, bo kościół - skoro tak lubisz mówić o kościele katolickim, zamiast o etyce chrześcijańskiej - ma bogatą "kobiecą tradycję", z którą te demagogiczne cytaty sprzed stuleci nie mają wiele wspólnego. Dotyczą bardziej seksu niż kobiet, a w formie dostosowane są do płci małostkowego, mizoginistycznego autora.
Do mnie w tej kwestii, bardziej niż pojedyncze, siarczyste wypowiedzi, przemawiają sprawy trochę szersze:
-żeńskie zakony
-kobiety święte i błogosławione
-kobiety-Doktorzy Kościoła, św.Teresa, św.Katarzyna ze Sieny
-"Maryja, matka Boża"
-mistyczki, cała tradycja od średniowiecza po XIXw;
-i cała sztuka chrześcijańska z kobietami w temacie, obecna również w świątyniach tej religii 1 2 3 4

Słyszałem też o "Liście do kobiet" JP2, fragment:

Cytat:
Kościół dziękuje więc za wszystkie kobiety i za każdą z osobna: za matki, siostry, żony; za
kobiety poświęcone Bogu w dziewictwie, za te, które oddają się posłudze tylu ludziom czekającym
na bezinteresowną miłość drugich; za te, które czuwają nad człowiekiem w rodzinie będącej
podstawowym znakiem ludzkiej wspólnoty; za kobiety wykonujące pracę zawodową, za te, na
których ciąży nierzadko wielka odpowiedzialność społeczna, za kobiety "dzielne" i za kobiety
"słabe" - za wszystkie: tak jak zostały pomyślane przez Boga w całym pięknie i bogactwie ich
kobiecości; tak jak zostały objęte przez Jego odwieczną miłość; tak jak - razem z mężczyzną - są
pielgrzymami na tej ziemi, która jest doczesną "ojczyzną" ludzi, a niejednokrotnie staje się "łez
padołem"; tak jak razem z mężczyzną podejmują wspólną odpowiedzialność za losy ludzkości,
według wymagań dnia powszedniego i tych ostatecznych przeznaczeń, które ludzka rodzina znajduje
w Bogu samym, w łonie niewypowiedzianej Trójcy.

Może warto przeczytać całość, żeby wyrobić sobie bardziej ugruntowaną opinię...
25-10-2011 08:31 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)
Oczywiście, że cytaty wybrałam tendencyjnie To tylko kilka, jest więcej takich kwiatków i u innych pisarzy, zwanych Ojcami Kościoła, Doktorami Kościoła, chrześcijańskimi filozofami, teologami i innymi mędrcami. Nie wnikałam nigdy głębiej w poglądy chrześcijaństwa na wojnę i inne problemy, zajmowałam się tylko kobietami, dziećmi i niewolnikami, stąd wybiórcze potraktowanie tematu. Być może, tak jak piszesz, to tylko wyskoki mizoginicznych dostojników, niemniej nigdy nikt się nie zająknął, by to potępić, wprost przeciwnie - owi dostojnicy wciąż są uważani za niekwestionowane kościelne autorytety, a wszak autorytetów się nie podważa.
>Św.Paweł reguluje obyczaje w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jakiś dzisiejszy dominikanin ocenia to historyczne działanie jako słuszne, a Ty wyczytujesz z tego współczesną generalną pogardę kościoła do kobiet. To nadinterpretacja.
Sądząc po przepisach dotyczących ubioru podczas audiencji u papieża, Kościół nadal rażą kolorowe stroje i odsłonięte głowy kobiet:
Cytat:
Dress conservatively even if you are one of hundreds. Women wear dark-colored dresses, with unrevealing necklines and long sleeves, and cover their heads. Men wear conservative business suits; in the reserved section some men will wear formal morning dress, and most women will be in black with gloves and mantillas.

www.romanguide.com/vaticancity/papal-audience.html
Ciekawe, co by się stało, gdybym tam poszła w swoim zwykłym uniformie, czyli w dżinsach... Niestety, nie będę miała okazji sprawdzić. Nie wybieram się, nic tam po mnie.
Uczony jezuita Robert Anthony Wild twierdzi, że kobiety noszące minispódniczki pójdą do piekła
No, ale mniejsza o to. Zastanawia mnie Pawłowe "rozdwojenie języka". Raz twierdzi, że wszyscy (mężczyźni i kobiety) są równi wobec Boga, innym razem, że nie, bo najpierw stworzony został mężczyzna, a potem kobieta i dlatego to mężczyzna ma panować, a kobieta słuchać i że to zgodne z Boskim zamysłem. Co on nawypisywał, zrobił z Boga kapryśną primadonnę, co to raz mówi tak, a raz inaczej. Ja bym się wreszcie od jakiegoś oficjalnego przedstawiciela Kościoła chciała dowiedzieć czarno na białym, czy mężczyzna i kobieta są równi, czy nie i czy Ojcowie i Doktorzy Kościoła pisali brednie, od których Kościół XXI wieku się odcina, czy się nie odcina i uznaje za święte słowa.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-10-2011 08:51 
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Być może, tak jak piszesz, to tylko wyskoki mizoginicznych dostojników, niemniej nigdy nikt się nie zająknął, by to potępić, wprost przeciwnie - owi dostojnicy wciąż są uważani za niekwestionowane kościelne autorytety, a wszak autorytetów się nie podważa.

Jak Fronda donosi uprzejmie, sam Benedykt XVI mówi tak:
To, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle (...) uważane za szkodliwe.

Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
25-10-2011 08:43 
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)
>Ciekawe czy w czasach gdy padały, istniała jakakolwiek religia, czy wspólnota ludzka głosząca większe równouprawnienie niż chrześcijanie.
Aha. Istniała. Celtowie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-10-2011 08:57 
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Ciekawe czy w czasach gdy padały, istniała jakakolwiek religia, czy wspólnota ludzka głosząca większe równouprawnienie niż chrześcijanie.
>Aha. Istniała. Celtowie.

A tam, Celtowie. W zdecydowanej większości ludzkich kultur system społeczny był (z różnych powodów) znacznie bardziej równościowy niż ten, jaki wytworzyło chrześcijaństwo.
Taki:

faraonizm w epoce przemysłowej tylko w jednym miejscu na świecie uświadczyć się dało.


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
25-10-2011 10:15 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
A to różnie bywało. Zdawałoby się, że rolnicze ludy powinny być bardziej "równościowe", a pasterskie, zwłaszcza koczownicze i wojownicze - mniej, a tu nie ma reguły. Chrześcijaństwo czerpie z kultury żydowskiej, greckiej i rzymskiej, w nich akurat kobiety miały mniej praw.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-10-2011 11:20 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>A to różnie bywało.

Pewnie, że różnie. W praktyce zależało to - i zależy - od paru, powiązanych zresztą, czynników:
- opłacalności utrzymywania nierówności
- fizycznej zdolności utrzymywania nierówności przez system
- ideologii systemu wreszcie.

>Zdawałoby się, że rolnicze ludy powinny być bardziej "równościowe", a pasterskie, zwłaszcza koczownicze i wojownicze - mniej

Odwrotnie.
Koczowanie nie sprzyja akumulacji kapitału (materialnego, społecznego, symbolicznego), nie sprzyja więc tym samym utrwalaniu się różnic (nierówności) społecznych.
Poza tym osiadłego jest znacznie łatwiej upilnować niż koczownika.

>a tu nie ma reguły.

Pewne statystyczne reguły daje się odnaleźć - jak wspomniałem wyżej, u koczowników nierówności kumulują się raczej słabo, bo po prostu nie mają jak się kumulować. Hierarchie i despotyzmy koczownik może sobie uprawiać na skalę swojej kilkudziesięcioosobowej patriarchalnej grupy ale to wszystko. Chyba, że koczownicy jakichś osiadłych podbiją - wtedy hulaj dusza po zęby jak najbardziej .

>Chrześcijaństwo czerpie z kultury żydowskiej, greckiej i rzymskiej, w nich akurat kobiety miały mniej praw.

Wyżej pisałem o nierównościach w ogólnym sensie, nierówności ze względu na płeć to bardzo szczególny i złożony przypadek. W konkretnym przypadku chrześcijaństwa i jego inspiracji - złożony po gordyjsku wręcz. U Żydów kobiety praw miały niewiele, u Greków trochę więcej, jeszcze więcej w Rzymie. Ale dla chrześcijańskiej praktyki społecznej, takiej, jaką empirycznie znamy, może największe znaczenie miały pewne, obdarzone naprawdę długim trwaniem, przyzwyczajenia europejskiego ludowego pogaństwa, które kobiety jakoś-tam jednak względnie doceniało.


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
25-10-2011 18:13 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
>>Ciekawe czy w czasach gdy padały, istniała jakakolwiek religia, czy wspólnota ludzka głosząca większe równouprawnienie niż chrześcijanie.
>Aha. Istniała. Celtowie.
Przypomnę, że w ówczesnej greckiej kulturze kobieta mogła np. rozwijać się naukowo i nauczać, czego przykładem jest chociażby Hypatia, którą kultura chrześcijańska wypartoszyła publicznie.
W Egipcie kobiety pełniłi funkcje publiczne - na pewno mnie rozwiniecie lub poprawicie, ale Żony Boga tak na przykład. Kobiety pełniły również opiekę nad nieletnim synem, który zbyt wcześnie został osierocony przez ojca - faraona, a niekiedy bywały faraonem same.

Dlatego śmiem twierdzić, że to był spory krok wstecz, również na tym polu.
25-10-2011 19:00 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>a niekiedy bywały faraonem same.

Nie tylko w Egipcie. Mnie swego czasu ujęła kuszycka instytucja kandake.

Pani Carolyn Fluehr-Lobban pisze:

Cytat:
While Pharaonic Egypt boasts several regnant queens, of whom Hatshepsut and Cleopatra VII are the most famous, this record contrasts dramatically with the much longer Meroitic list of ruling queens. During 3000+ years of history seven Egyptian queens are known to have ruled in their own right that is, they were more than merely queen-consorts or queen-mothers (Adams 1994). By comparison, Meroë claims at least ten regnant queens during the 500 year period between 260 BCE and 320 CE, and no fewer than six during the 140 period between 60 BC and 80 AD 2(3) (Ibid, 5 and 9). Beyond this remarkable difference, the Meroitic queens were portrayed as women, often alone or in the forefront of their own stelae and sculptures, dressed in women's regal clothing, while Hatshepsut, the best known of the Egyptian female pharaohs, had herself portrayed as male to garner acceptance, and to refer to herself as "king" (there being no word in Egyptian for "ruling queen.").


I dalej:

Cytat:
This official Chronicle of the Ethiopian monarchy of dynastic succession descends from Menelik I (957 BC, lunar calendar) includes six regnant queens referred to as Kandake , comprising what appears to be a Kandake line. The first is Nicauta Kandake (730-681 BC), with five subsequent Kandake-line queens ruling between 332 BC to 50 AD. Twenty-one queens are recorded as sole regent in the kingdom of Ethiopia until the 9th century CE, and several of these played critical roles in Ethiopian history.
25-10-2011 19:10 
 Ocena 7 na 7
Ania... (14138 punktów)
A później stałyśmy się narzędziem szatana i kielichem rozpusty... jakby degradacja, nie sądzisz?
Ale oczywiście jesteśmy tendencyjne
26-10-2011 07:07 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Królowa Amanitore zabijająca wrogów na prawym pylonie świątyni Apedemaka w Naqa:



Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-10-2011 21:31 
 Ocena 7 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)
> No wreszcie jakiś konkret! Co prawda dotyczy tylko "pogardy dla kobiet", tylko w średniowieczu i tylko zdaniem ojców i funkcjonariuszy kościoła bez podania źródeł i bez odniesień do Biblii ...... Coś z Jezusa? Coś bardziej podstawowego, szerszego, jakąś chrześcijańską teorię?
Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości... Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci. (1 Tm 2,11)
Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! (1 Kor 14,34)
Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny...Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. (1 Kor 11,7)
Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głowa Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. (Ef 5,22)
19-11-2011 19:16 
 Ocena 2 na 2
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Niewolnictwo jest, z tego co wiem, wbrew etyce chrześcijańskiej. Po prostu.
Romanus Pontifex
Dum Diversas
Divino amore communiti
Biskup Marcin, święty KK posiadał 20 000 niewolników.Niewolnicy byli regularnie zatrudniania na galerach floty papieskiej.Dzieci księży i zakonników oraz znajdy, stawały się niewolnikami zatrudnianymi w dobrach biskupich lub klasztornych.ST i NT zawierają wersety popierające niewolnictwo.Obowiązek pańszczyzny był zmodyfikowaną formą niewolnictwa.
Nie istnieje żadna etyka chrześcijańska sensu stricto.Dekalog pochodzi z judaizmu, był zmieniany i dopasowywany do ksiąg Tanach.Rzekome przykazania boże dotyczyły wyłącznie ludu Izraela.Nowotestamentowe "nadstawianie drugiego policzka" jest utopią i nikt jej nie stosuje jako normy etycznej.Tzw. etyka chrześcijańska pochodzi z religii żydowskiej oraz z praw cesarstwa rzymskiego. Biskupi stali się po 381 urzędnikami cesarstwa i cała administracja kościelna została wzorowana na administracji cesarstwa.Diecezje były pierwotnie obszarami administracyjnymi w cesarstwie. W miarę rozwoju społeczeństw etyka chrześcijańska też była zmieniana i dopasowywana do wymogów czasu.
Żaden katolik nie stosuje się do zakazu wielbienia obrazów choć jednoznacznie jest to zabronione przez Boga.
Podnoszenie przez Kościoły wartości etyki chrześcijańskiej jest tylko argumentem za tym, żeby Kościoły nie ograniczały swej działalności do kultu religijnego ale pomagały rządzącym w ustalaniu prawa i kierowaniu państwem, zgodnie ze "sprawdzonymi i uniwersalnymi normami chrześcijaństwa".
26-10-2011 18:27 
 Ocena 11 na 11
perun (8610 punktów)

>Jak to, nie wiesz?? Drugi człowiek po prostu. To jest właśnie ta nieznajomość doktryny, którą się krytykuje.
>>'' nie rzucaj pereł przed wieprze'' gdzie wieprzami tutaj są ''inni'' czyli poganie.
>Skoro tak sobie interpretujesz... Cieniutko, cieniutko. Bo jest też historia o Samarytaninie, która ewidentnie uczy poszanowania obcych.
>Strzeliłeś kulą w płot, kolego, bo mam tu takie jezusowe hasełko: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego." - Jezus podobno dał takie JEDNO, podstawowe przykazanie.

To teraz więc cytatów tego podobno ''najlepszego z ludzi'' Jezusa, którego moralność w porównaniu do Sokratesa była marna, lub wręcz żałosna, godna egoistycznego guru sekty, ale nie uczciwego człowieka.

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
W ostrych słowach, bezwzględnie, przeklina on te miasta, które nie witają go chętnie, chociaż w gruncie rzeczy nic złego nie zrobiły. Odważyły się tylko nie przyjąć jego, wysłannika Boga (Mt 10, 14 i n.; 11, 20-24; Łk 10, 10-16). Dlatego zejdą "aż do Otchłani" (Mt 11, 23; Łk 10, 15). Bo "kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał" (Łk 10, 16). Jezus wypowiada się bez ogródek. Afiszuje się ze swoim religijnym egocentryzmem. To, że żąda od innych bezgranicznego poświęcenia się dla niego, nie jest etyczne. Chrześcijanie w ogóle nie uświadamiają sobie tego, iż w charakterze Jezusa kryją się bezwzględność i brak szacunku dla innych ludzi. Gdyby to rozumieli, przestaliby pewno wyobrażać sobie Jezusa jako człowieka łagodnego, czułego, o prawie że "kobiecym" usposobieniu - i to teraz, gdy mito-teolog Drewermann bardzo elokwentnie objaśnia głęboki sens takich wyobrażeń.

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
"Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem" (Łk 14, 26). Większość chrześcijan starannie wypiera tego anarchistycznego Jezusa ze swojej świadomości. To, czego on uczy, jest w rzeczywistości diametralnie odmienne od chrześcijaństwa Kościoła i statecznych mieszczan, dla których najwyższymi wartościami moralnymi są małżeństwo i rodzina; on nie chce pokoju w rodzinie i pokoju społecznego, lecz rozłamu

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
(Łk 12, 51 i n.); postponuje nawet właściwe wszelkiej wspólnocie oznaki elementarnego szacunku dla innych, takie jak pochowanie rodzonego ojca: "Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże" (Łk 9, 590).

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
"Nauczanie o piekle jest niemoralne. Jest z zasady złe,
niezależnie od tego czy ofiarą jest niewinne dziecko, czy wielokrotny morderca.
Szaleństwem jest myślenie, że ktokolwiek może cierpieć wiecznie."
Peter de Rosa

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
Nie spotykamy tej postawy u Sokratesa, łagodnego i uprzejmego wobec ludzi, którzy nie chcieli go słuchać. I moim zdaniem takie zachowanie się bardziej przystoi mędrcowi niż oburzenie. Według Ewangelii Chrystus mówił: "Wężowie, rodzaju jaszczurczy, i jakoż będziecie mogli ujść przed sądem dnia piekielnego?" - Był to zwrot pod adresem ludzi, którym się nie podobały jego nauki. Naprawdę nie wydaje mi się to w najlepszym tonie.
W Ewangelii znajduje się dużo takich wzmianek o piekle. Najpierw, naturalnie, dobrze nam znany tekst odnoszący się do grzechu "przeciwko Duchowi Świętemu": "Ale kto by mówił przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku ani w przyszłym

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
Muszę stwierdzić, że ta nauka, według której ogień piekielny jest karą za grzechy, jest okrutna. Doktryna ta upowszechniła okrucieństwo i dała światu całe pokolenia okrutnie torturowanych ludzi,a Chrystus Ewangelii, jeśli się go bierze takim, jakim go przedstawiają jego dziejopisarze, musi niewątpliwie ponosić za to częściową odpowiedzialność.

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
Są jeszcze inne, chociaż mniej ważne niedociągnięcia w nauce Chrystusa. Na przykład historia świń garazeńskich, o których opowiadają Marek i Mateusz. Nie było to z pewnością przejawem dobroci dla świń pozwolić w nie wejść demonom, skutkiem czego biedne zwierzęta wpadły do morza i utonęły. Musicie pamiętać że Chrystus był wszechmocny i mógł po prostu kazać demonom się wynieść, ale on zamiast tego umieścił je w świniach.
B. Russell

Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1031
Jezus mówi: kto nie jest z nami jest przeciwko nam (Mk 9, 40), dalej ciągnie: "Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze" - to nie mówił Bóg, lecz prostak. Dobrze, że katolicy nie czytają zbyt dosłownie wszystkiego co w Biblii napisano (choć to przez większość dziejów odbierano dosłownie), gdyż mógłbym mieć obawy co do swego losu. Choć raz już otrzymałem list katolika (niejakiego Lodka) z owym cytatem na końcu, który najwyraźniej dość dosłownie traktował słowa swego boga.

Miłuj bliżniego jak siebie samego, ale tylko tego który jest mi posłuszny. Ot wielka nauka małego człowieka zwanego Jezusem.
Więcej nie chce mi się wklejać, poczytaj zanim zaczniesz pieprzyć o tej miłosci Jezusa do INNYCH
27-10-2011 00:19 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Strzeliłeś kulą w płot, kolego, bo mam tu takie jezusowe hasełko: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego." - Jezus podobno dał takie JEDNO, podstawowe przykazanie.
>To teraz więc cytatów tego podobno ''najlepszego z ludzi'' Jezusa, którego moralność w porównaniu do Sokratesa była marna, lub wręcz żałosna, godna egoistycznego guru sekty, ale nie uczciwego człowieka.

>(...) poczytaj zanim zaczniesz pieprzyć o tej miłosci Jezusa do INNYCH
Kolejny "racjonalista", co się zdenerwował. Zaczynam lubić ten dym w kurniku. Kury zaczynają bluzgać.

Więc co? Chciałeś mi udowodnić rewolucyjną tezę " Pan Jezus był niegrzeczny."???
I to najbardziej bezmyślną metodą "copy-paste"? Bo twojego autorstwa są chyba tylko rozgorączkowane wyrazy oburzenia.
To:
a) śmieszne
b) nieobiektywne i stronnicze
c) nie na temat (przypominam temat: etyka chrześcijańska, która nie wdraża cytowanych przez Ciebie, jakże kontrowersyjnych "poleceń" Jezusa; tylko, że Ty nie chcesz tego wiedzieć)
d) nie autorskie (pomniejsza wada, dobrze, że w ogóle coś czytasz, źle, że nie atakujesz swojego światopoglądu, tylko się nakręcasz jak fanatyk)
e) nieświeże
f) niekonstruktywne

Uświadom sobie, że te cytaty i tak przeszły przez cenzurę kościelną - a to dopiero! Dlaczego przeszkadza Ci chrześcijańskie wyobrażenie o Jezusie jako człowieku "dobrym"? Wolałbyś, żeby chrześcijanie czcili Jezusa-złego?? PO CO to zawracanie głowy? Czemu to służy? Okropnie dużo złej woli musisz mieć, żeby konstruować tego typu tendencyjne obrazki. I, jeśli chcesz coś powiedzieć, zapoznaj się, uwaga: z etyką chrześcijańską, dla której szuka się tu alternatywy.

Ja wciąż czekam na tę "oświeconą alternatywę". A może zaproponujesz coś konstruktywnego, pozytywnego, zamiast się pieklić, hm? Sokrates? Jakieś "linki do Sokratesa" teraz?
27-10-2011 04:43 
 Ocena 7 na 7
perun (8610 punktów)

>a) śmieszne
>b) nieobiektywne i stronnicze
>c) nie na temat (przypominam temat: etyka chrześcijańska, która nie wdraża cytowanych przez Ciebie, jakże kontrowersyjnych "poleceń" Jezusa; tylko, że Ty nie chcesz tego wiedzieć)
>d) nie autorskie (pomniejsza wada, dobrze, że w ogóle coś czytasz, źle, że nie atakujesz swojego światopoglądu, tylko się nakręcasz jak fanatyk)
>e) nieświeże
>f) niekonstruktywne
>Uświadom sobie, że te cytaty i tak przeszły przez cenzurę kościelną - a to dopiero! Dlaczego przeszkadza Ci chrześcijańskie wyobrażenie o Jezusie jako człowieku "dobrym"? Wolałbyś, żeby chrześcijanie czcili Jezusa-złego?? PO CO to zawracanie głowy? Czemu to służy? Okropnie dużo złej woli musisz mieć, żeby konstruować tego typu tendencyjne obrazki. I, jeśli chcesz coś powiedzieć, zapoznaj się, uwaga: z etyką chrześcijańską, dla której szuka się tu alternatywy.
>Ja wciąż czekam na tę "oświeconą alternatywę". A może zaproponujesz coś konstruktywnego, pozytywnego, zamiast się pieklić, hm? Sokrates? Jakieś "linki do Sokratesa" teraz?

To kościół cenzurował wypowiedzi Jezusa heheh? Zgadzam się z Twoją wypowiedzią, że etyka Jezusa jest śmieszna, nieobiektywna i stronnicza.
Mnie nie interesuje chrześcijańśkie wyobrażenie o Jezusie. Interesują mnie jego słowa.
Alternatywą dla ''etyki'' Jezusa jest etyka Potwora Spaghetii, już ktoś niżej ją przytoczył.
07-11-2011 20:15 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Ja wciąż czekam na tę "oświeconą alternatywę". A może zaproponujesz coś konstruktywnego, pozytywnego, zamiast się pieklić, hm? Sokrates? Jakieś "linki do Sokratesa" teraz?
>To kościół cenzurował wypowiedzi Jezusa heheh?
No prawie dobrze, uwaga trudne słowo: apokryfy. Czy to "wypowiedzi Jezusa", to sprawa problematyczna, bo jak cenzurować kogoś, kto nic nie napisał. Ważne, że niejedna łysa głowa miała szansę wyrzucić nielicujące teksty z kanonu, a Ty w XXI wieku "odkrywasz nieścisłości". Śmieszne.
>Zgadzam się z Twoją wypowiedzią, że etyka Jezusa jest śmieszna, nieobiektywna i stronnicza.
Okulary leżą na prawo od dużego napisu "Racjonalista" powyżej. Natomiast na nieuczciwość dyskutowania nie ma okularów.
>Mnie nie interesuje chrześcijańśkie wyobrażenie o Jezusie. Interesują mnie jego słowa.
Akurat!

>Alternatywą dla ''etyki'' Jezusa jest etyka Potwora Spaghetii, już ktoś niżej ją przytoczył.
Od razu trzeba było się zdeklarować, eot.
08-11-2011 05:49 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>No prawie dobrze, uwaga trudne słowo: apokryfy. Czy to "wypowiedzi Jezusa", to sprawa problematyczna, bo jak cenzurować kogoś, kto nic nie napisał. Ważne, że niejedna łysa głowa miała szansę wyrzucić nielicujące teksty z kanonu, a Ty w XXI wieku "odkrywasz nieścisłości". Śmieszne.
Śmieszne jest budować etyke w oparciu o nauki Jezusa, które jak sam przyznałeś nie wiadomo czy są Jezusa czy Zeusa. O apokryfach słyszałem na kursie kulinarnym. Przecież pisałem już tu, że Jezus to postać fikcyjna, tak samo jak przypisywane mu jego prostackie nauki.Od wysłańca nieba można by oczekiwać czegoś na wyższym poziomie.

>Okulary leżą na prawo od dużego napisu "Racjonalista" powyżej. Natomiast na nieuczciwość dyskutowania nie ma okularów.
Cytowałem nieetyczne nauki Jezusa. No, ale to wg Ciebie nie są nauki Jezusa tylko ''niewiadomokogo''. Nie wątpie, że wiesz które nauki Jezusa są Jezusa, a które ''łysych głów'' Chętnie je poznam oraz metode odróżniania nauk Jezusa od ''Niejezusa''

>Akurat!
No, akurat i dlatego czekam na wykład o tym które to nauki są jego. Myśle, że nie będziesz miał z tym problemów.
>>Alternatywą dla ''etyki'' Jezusa jest etyka Potwora Spaghetii, już ktoś niżej ją przytoczył.
>Od razu trzeba było się zdeklarować, eot.
Wykażesz wyższosć nauk Jezusa od Potwora?
Chętnie posłucham
27-10-2011 07:26 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>etyka chrześcijańska, która nie wdraża cytowanych przez Ciebie, jakże kontrowersyjnych "poleceń" Jezusa
W takim razie taka etyka nie powinna zwać się "chrześcijańską". Bo jak można nazwać "chrześcijańskim" coś, co się odcina od słów guru, zwanego Chrystusem? Niestety, w ewangeliach stoi czarno na białym to, co perun przytoczył. Niewygodne? Ominąć? Można, ale czemu w takim razie nie ominąć i reszty?

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Marcuch (664 punktów)
>W takim razie taka etyka nie powinna zwać się "chrześcijańską". Bo jak można nazwać "chrześcijańskim" coś, co się odcina od słów guru, zwanego Chrystusem?

Tu chodzi o egzegezę tych zdań. Są tak wieloznaczne, że można je odczytać (jeżeli posiada się tyle złej woli) również po anty-chrześcijańsku. To i tak light version, bo przecież w Biblii są stwierdzone sprzeczności nie tylko normatywne, ale i faktograficzne. A jeszcze żeby dopikancić podpowiadam, że sam kościół nie wylał tych fraz do zbiorku apokryfów, tylko włączył w kanon.
Więc zapewne miał powody, więc zapewne właściwe odczytanie owych "strasznych" zawołań i właściwe osadzenie ich w kontekście całości nauk Dżizasa nadaje im odpowiedni, do czego zachęcam siebie i wszystkich, sens.

W ogóle: czy słuchać Jezusa-rewolucjonisty, rozbójnika, krzewiciela podziałów społecznych, przekonanego o swej boskości wariata - czy słuchać Jezusa osiadłego, uspokojonego pacyfisty, dobrego pasterza?
Chrześcijaństwo to lekarstwo, które trzeba trzymać poza zasięgiem dzieci.
06-11-2011 13:37 
 Ocena 5 na 5
i.czaplicka (5782 punktów)

>Chrześcijaństwo to lekarstwo, które trzeba trzymać poza zasięgiem dzieci.
Wlasnie.
Przypominam, nie ustosunkowales sie do mojej wypowiedzi, wiec wklejam jeszce raz. Bo chyba nie zaprzeczysz, ze wymowa jest jednoznaczna? Teza o nizszosci/poddanstwie kobiet jest powtorzona kilka razy. Jezeli tego nie mozna brac doslownie, to co w Pismie Sw, mozna uznac za prawde?
Cytat:
Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości... Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci. (1 Tm 2,11)
Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! (1 Kor 14,34)
Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny...Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. (1 Kor 11,7)
Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głowa Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. (Ef 5,22)
06-11-2011 20:39 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>Przypominam, nie ustosunkowales sie do mojej wypowiedzi, wiec wklejam jeszce raz. Bo chyba nie zaprzeczysz, ze wymowa jest jednoznaczna?
Jasne, że zaprzeczę! W końcu to Biblia.
>Teza o nizszosci/poddanstwie kobiet jest powtorzona kilka razy.
Widzę, że to ważne, aby podawać wyłącznie tezy o "poddaństwie kobiet", a nic nie wspominać o mężczyznach. Generalnie są to apostolskie regulacje życia rodzinnego i obyczajów, dopasowane nieco do ducha epoki, żeby nie szokować emancypacją. Kobiety mają być uległe, a mężczyźni kochający.
Przy okazji: to ani nie jest temat wątku, ani mnie to szczególnie nie interesuje, ale powiedzmy, że "warto rozmawiać".

> [cytat]Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości... Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci. (1 Tm 2,11)
Regulacje obyczajów wczesnych chrześcijan. A robienie z tego generalnego "poddaństwa kobiet" to przesada. Nawet niezły bonus: zbawienie przez rodzenie.
Z tym można dyskutować:
"I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech;" (z tego samego listu)
Teologia stosowana, a nie poradniki.

>Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! (1 Kor 14,34)
Dotyczy zachowania kobiet w czasie nabożeństwa, a nie miejsca kobiety w etyce chrześcijańskiej.

>Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny...
A to jest o nakrywaniu głowy w czasie mszy. Przypominam temat: "Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy".

>Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. (1 Kor 11,7)
To przykład niejednoznaczności. Bo w innym tłumaczeniu stoi:
"Mężczyzna bowiem nie powinien nakrywać głowy, gdyż jest obrazem chwały Bożej; lecz kobieta jest odbiciem chwały mężczyzny. Bo nie mężczyzna jest z kobiety, ale kobieta z mężczyzny."
I dalej:
"Kobieta powinna mieć na głowie oznakę uległości ze względu na aniołów".
Może mówmy o pryncypiach, a nie o kulawych teologicznych uzasadnieniach noszenia czapki w kościele.

>Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głowa Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. (Ef 5,22)
Jest nawet taki zapis w Koranie. Chodzi tu o życie rodzinne, nie ogólny stosunek do kobiet. I warto czytać dalej, żeby zachować wieloraką równowagę:
"Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał za samego siebie."
Generalnie, św.Paweł porównuje w tym liście relację kobieta-mężczyzna do relacji "Kościół-Chrystus". Jest to dla mnie mętne i nieuzasadnione, ale myślę, że to kobietom nie uwłacza.
"A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego".

Albo:
"Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak przystoi w Panu.
Mężowie miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi." I Piotra 3, 7
Kiedy połączy się dwa kolejne zdania, ujawnia się trochę więcej sensu, niż gdyby brać je z osobna.
"Podobnie, młodsi, bądźcie ulegli starszym; wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje." (I Piotra 5,5)
Poza tym 1 Kor 7 coś mówi o małżeństwie.

>Jezeli tego nie mozna brac doslownie, to co w Pismie Sw, mozna uznac za prawde?
a) Branie dosłownie a uznanie za prawdę to dwie rzeczy. Podejrzewam, że nic z "Pisma Św." nie można brać dosłownie, bo jest archaiczne.
b) Co można z "Pisma Św." uznać za prawdę to na mój gust skomplikowany problem.

Tu jest tekst o kobietach w kościele głębszy i bardziej aktualny.
Poza tym etyka kościelna a chrześcijańska to też sprawa problematyczna. Natomiast wciąż czekam na "etyczną alternatywę", do ad remu!
08-11-2011 06:04 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
> Natomiast wciąż czekam na "etyczną alternatywę", do ad remu!
Etyczną alternatywą dla chrześcijaństwa jest etyka ogólnoludzka z dodatkiem humanizmu. W żadnym społeczeństwie nie ma nakazów zabijania, kradzieży, gwałtów, kłamstwa ( z wyjątkiem islamu ) itd. Zresztą już tu pytałem kto i kiedy dzisiaj stosuje w europejskim społeczeństwie chrześcijańską etyke w stosunku do kobiet, dzieci, przyrody, sexu ? Z wyjątkiem RP, której to chrześcijańśka etyka nakazuje zabić kobiete, aby ocalić płód, względnie zabić i kobiete i półd. Wg tej chrześcijańskiej etyki kobieta to bezrozumna macica, której jeśli pan facet pozwoli to z przyjemnością będzie mordowała biedne embriony w swojej? macicy
Takie pytanie mam; jest coś co świat niezawdzięcza chrześcijaństwu? Nie wiem, może jakieś koło? Ale nie koło wynalazł chrześcijański święty Kołodziej.
Część niechrześcijańśkiej etyki zawarta jest w rzymskim prawie na którym opieramy dzisiaj swoje prawo, a tym samym etyke. Tak czy nie?
W ogóle to chętnie dowiem się coś więcej, czym dzisiaj jest chrześcijańska etyka, bo jak rozumiem przed tym, jak Jezus spadł z nieba, ludzie biegali z gołymi dupami po lasach i przegryzali sobie gardła tak? Zabijali się nazwzajem bo nie znali przykazania ''nie zabijaj'', okradali jeden drugiego bo nie znali przykazania ''nie kradnij''. Nie kochali bliżnich fakt, bo to zboczenie chrześcijańśkie. Normalny człowiek uczucie miłości miał i ma dla wyjątkowych ludzi w swoim życiu, a wszyscy nie mogą być wyjątkowi w naszym życiu. Za to znali cos takiego jak szacunek dla drugiego człowieka, dla zwierząt, dla natury, czego nie zna chrześcijańska etyka. Szanuj innych, a też będziesz szanowany można wyczytać u Homera i Herodota.
A o to co pisze o chrześcijańśkiej etyce chrześcijanin;
Autor tekstu: Wojciech Rudny; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3472
Niejaki ojciec Klimuszko (znany szerzej jako uzdrowiciel) pisał, iż "upadek Rzymu dziś jeszcze zastanawia historyków i socjologów. Przecież imperium rzymskie reprezentowało wówczas najwyższą potęgę militarną, państwową, administracyjną i terytorialną. Wola Rzymu była prawem dla całego ówczesnego świata. I ten kolos, stojący u szczytu swej potęgi, runął pod naporem dzikich, stepowych hord. Tak się stać musiało. Błyszczał on bowiem na zewnątrz złotem, wewnątrz zaś był dotknięty rozkładem fizycznym i duchowym (stąd wniosek, że katolicyzm, bo Rzym był wówczas k a t o l i c k i !, prowadzi do fizycznego i duchowego zwyrodnienia - przyp. mój - WR). Kiedy w roku 455 Wandalowie wkroczyli do stolicy imperium - pisze dalej o. Klimuszko - nie napotkali żadnego oporu, miasta nikt nie bronił. Mężczyźni obojętnie przypatrywali się barbarzyńcom, a kobiety z balkonów posyłały im uśmiechy. Miecze dzikich hord dobijały tylko ten nieuleczalnie chory moralnie naród". A więc i ów katolicki uzdrowiciel, jakże by inaczej, przyczyny zła szukał tam, gdzie upatruje ją większość wykształconego na "prawdach" Biblii ogółu, tj. w rozkładzie moralnym i obyczajowym Rzymian. Ale takie bajki łatwiej wmówić tym, którzy nie znają oczywistych faktów. A fakty są takie, że od 380 r., tj. nietolerancyjnego edyktu arcykatolickiego cesarza Teodozjusza i jego synów, wyciągającego spod prawa wyznawców przedchrześcijańskich religii, i heretyków, całe imperium rzymskie na Wschodzie i Zachodzie było już KATOLICKIE
Z bogiem i czekam na wyjaśnienie czym jest ta chrześcijańska etyka
09-11-2011 00:16 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>> Natomiast wciąż czekam na "etyczną alternatywę", do ad remu!
>Etyczną alternatywą dla chrześcijaństwa jest etyka ogólnoludzka z dodatkiem humanizmu.
Dopóki nie wypiszesz jej nakazów/zakazów i racji bytu, będzie to pusta nazwa. "Z dodatkiem humanizmu"? Daruj mi to podwórko.

> W żadnym społeczeństwie nie ma nakazów zabijania, kradzieży, gwałtów, kłamstwa ( z wyjątkiem islamu
Bez związku.

>Z wyjątkiem RP, której to chrześcijańśka etyka nakazuje zabić kobiete, aby ocalić płód, względnie zabić i kobiete i półd.
Kłamstwo.

>Takie pytanie mam; jest coś co świat niezawdzięcza chrześcijaństwu?
Nie na temat.

>Część niechrześcijańśkiej etyki zawarta jest w rzymskim prawie na którym opieramy dzisiaj swoje prawo, a tym samym etyke. Tak czy nie?
Etyki nie opiera się na prawie. Co za teksty, ja nie mogę...

>W ogóle to chętnie dowiem się coś więcej, czym dzisiaj jest chrześcijańska etyka,
Najwyższy czas.
"Spieszmy się kochać ludzi
Tak szybko odchodzą.
Zostają po nich buty
i telefon głuchy(...)"

Czy jakoś tak... Zupełnie przypadkiem (bo omijam kościoły i księży), trafiłem do domu księdza Twardowskiego na krótko przed jego śmiercią.

>Szanuj innych, a też będziesz szanowany można wyczytać u Homera i Herodota.
A to mocne.

>Niejaki ojciec Klimuszko (znany szerzej jako uzdrowiciel) pisał, (...)
>Błyszczał on bowiem na zewnątrz złotem, wewnątrz zaś był dotknięty rozkładem fizycznym i duchowym (stąd wniosek, że katolicyzm, bo Rzym był wówczas k a t o l i c k i !, prowadzi do fizycznego i duchowego zwyrodnienia - przyp. mój - WR).
Niestety, błąd logiczny. I w ogóle to nie jest na temat. Przyczyny upadku Cesarstwa były przede wszystkim ekonomiczne.

> Kiedy w roku 455 Wandalowie wkroczyli do stolicy imperium - pisze dalej o. Klimuszko - nie napotkali żadnego oporu, miasta nikt nie bronił.
Zaraz usłyszę, że "chrześcijański pacyfizm" jest do bani, bo prowadzi do upadku imperiów. A potem, że jest w chrześcijaństwie pojęcie "słusznej wojny", które też jest do bani, bo prowadzi do wojen. Haha! Ale spoko, niejeden się na tym wykoleił. Jak pisałem, nie dla dzieci.

>Z bogiem i czekam na wyjaśnienie czym jest ta chrześcijańska etyka
Może w stosowniejszym wątku.
09-11-2011 06:57 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Może w stosowniejszym wątku.

No nie żartuj! Tyle filipik, tyle przytyków, tyle besztania peruna (pomijam litościwie kwestię zasadności Twoich erystycznych figur) i ani słowa na temat?
Do tak wielu rzeczy był to wątek stosowny, a do meritum nie?

A jakże poszukiwać alternatywy dla etyki chrześcijańskiej nie wiedząc co zacz? Które zasady faktycznie od Boga, które nie; które archaiczne, które aktualne itp? Zwłaszcza w świetle Twojej własnej uwagi pod adresem peruna:
>Dopóki nie wypiszesz jej nakazów/zakazów i racji bytu, będzie to pusta nazwa. "Z dodatkiem humanizmu"? Daruj mi to podwórko.
Owszem, jego sformułowania o etyce ogólnoludzkiej jest tu ogólnikowe, ale przecież w swojej wypowiedzi wykazuje niezasadność zawłaszczania zasad moralnych przez chrześcijaństwo, niezasadność przypisywania zasług w ich tworzeniu jednemu z wielu bóstw wymyślonych przez ludzi.

>> W żadnym społeczeństwie nie ma nakazów zabijania, kradzieży, gwałtów, kłamstwa ( z wyjątkiem islamu
>Bez związku.
Ależ w ścisłym związku. Jeżeli takie same zasady moralne wypływają z różnych źródeł wyjątkowość źródła chrześcijańskiego jest żadna (zwłaszcza, że nie jest ono źródłem z palmą pierwszeństwa). No może w szczegółach, gdzie moralność chrześcijańska jest podejrzana, choćby o fałsz, czego przykłady także przytaczał perun.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Marcuch (664 punktów)
>Do tak wielu rzeczy był to wątek stosowny, a do meritum nie?
>A jakże poszukiwać alternatywy dla etyki chrześcijańskiej nie wiedząc co zacz?
Etyka chrześcijańska jest wyłożona aż zbyt jasno w mediach i przemaglowana na wszystkie strony. Ale perunowi nie chodzi o to by dowiedzieć się czym ona jest. Perun ma koncepcję, że chrześcijaństwo jest wtórne, bo powiela pewne starsze/inne tradycje. Potrzebuje ode mnie listę owych wartości, żeby zaraz wyciągnąć spod pachy ich antyczne/pogańskie/humanistyczne/panteistyczne korelaty. Tymczasem tematem jest alternatywa: a zatem pewien inny zestaw wartości (niekoniecznie zupełnie inny), względem tych, które wypracowało, ewentualnie przejęło chrześcijaństwo.

Więc zamiast skupiać się nad ulubioną kwestią, jakaż to wtórna i niedorobiona jest chrześcijańska etyka, co na tym forum zostało przewałkowane tysiąckroć, można istotnie szukać alternatywny, co jest tematem znacznie bardziej interesującym, trudnym, kreatywnym.
Jest to temat podejrzany z przyczyn metodologicznych: bo na gruncie niby jakich racji i jakich wartości należałoby oceniać/porównywać/zestawiać całe systemy etyczne? Czy to w ogóle jest wykonalne?? Problem jest zaiste metaetyczny. Nie historyczny, nie polityczny, nie naukowy, tylko filozoficzna jazda bez trzymanki.

Można zgłaszać propozycje. Ja np. zgłaszam taoizm, który mnie się bardziej od chrześcijaństwa podoba (chwilowo). Nauka o tao posiłkuje się absurdem aby poprowadzić głębiej autorefleksję, namysł nad językiem, rzeczywistością, sobą, aby rozbudzić autokrytycyzm i wątpienie. Tao zawiesza sądy, a pewne sądy karze zawieszać też fenomenologia, agnostycyzm i sceptycyzm - i z tych względów dość mi leży, choć niewiele obiecuje. W odpowiedzi czytam etykę potwora Spaghetti. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że wątpię, czy ewentualny Bóg potrzebuje pisać Książki, żeby porozumieć się z ludźmi.

>>Dopóki nie wypiszesz jej nakazów/zakazów i racji bytu, będzie to pusta nazwa. "Z dodatkiem humanizmu"? Daruj mi to podwórko.
>Owszem, jego sformułowania o etyce ogólnoludzkiej jest tu ogólnikowe, ale przecież w swojej wypowiedzi wykazuje niezasadność zawłaszczania zasad moralnych przez chrześcijaństwo, niezasadność przypisywania zasług w ich tworzeniu jednemu z wielu bóstw wymyślonych przez ludzi.
To nie ma znaczenia, czy jakiś system zawłaszcza, czy nie. Pytanie jest o alternatywę do samochodu osobowego - i nie ma znaczenia, że samochód osobowy zapożycza pewne rozwiązania z karety i pewne z Formuły1. Alternatywą jest np. rower.
A z "podwórkiem" chodzi mi o to, że "z dodatkiem humanizmu" jest wyrażeniem pustym znaczeniowo, a tymczasem tam może kryć się jakaś humanistyczna alternatywa. "To jest dobre/wskazane", "to jest złe/niewskazane".
A może kryje się w tym jakieś sformułowanie i nazwanie "etyki potocznej"? Czy jest coś takiego, etyka "na chłopski rozum"? To byłaby kolejna alternatywa.
(Generalnie to są cienie większych problemów:
Według jakiej etyki postępuję ja sam? Czy to pytanie nie zakłada jakiegoś esencjalizmu i czy jest zasadne? Czy czysty rozum, nawet wzbogacony o empirię, jest w stanie sformułować przekonujące dyrektywy etyczne? (Kant) Czy etyka musi mieć transcendentalne źródło?)

>>> W żadnym społeczeństwie nie ma nakazów zabijania, kradzieży, gwałtów, kłamstwa ( z wyjątkiem islamu
>>Bez związku.
>Ależ w ścisłym związku. Jeżeli takie same zasady moralne wypływają z różnych źródeł wyjątkowość źródła chrześcijańskiego jest żadna (zwłaszcza, że nie jest ono źródłem z palmą pierwszeństwa).
"Brak nakazów" nie jest zakazem, ale nawet nie w tym rzecz. Nie wiem po co ta kłótnia o palmę pierwszeństwa. Palma to problem historyczny, a temat wątku jest filozoficzny (czyli taki, na który można dyskutować w nieskończoność). Przecież wiadomo, że istniały cywilizacje przedchrześcijańskie i miały etykę (np. taoizm połączony z konfucjanizmem).
Poza tym krytyka peruna jest niespójna: bo raz atakuje system za to, że jest czegośtam kopią, a raz, że jest "zły". Wobec czego możnaby wnioskować, że owe "źródła", z których chrześcijaństwo zżynało (np. zwyczaje pogan), też są złe, ale one wg peruna złe nie są.

Jeśli się okaże, że nie ma alternatywy, to nie będzie tyle "sukces chrześcijaństwa" (bo i tak "wtórne"), co raczej porażka ateizmu/agnostycyzmu - i o to jest cały strach, wydaje mi się.
10-11-2011 08:45 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)
>Tymczasem tematem jest alternatywa: a zatem pewien inny zestaw wartości (niekoniecznie zupełnie inny), względem tych, które wypracowało, ewentualnie przejęło chrześcijaństwo.
Tematem jest etyka, a nie moralność. To moralność jest czymś co nazywasz zestawem wartości. Etyka to jest m.in. to co tutaj robimy - rozmawiamy o źródłach wartości itp.

A sam zestaw wartości może być nawet identyczny wedle różnych etyk.

>Nie wiem po co ta kłótnia o palmę pierwszeństwa.
Ale ta palma jest właśnie istotna dla tematu wątku. Bo ta palma odbija chrześcijanom uzurpującym sobie prawo do wynoszenia swojej etyki nad wszelkie inne, choć ani ona pierwsza, ani lepsza...


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
10-11-2011 15:44 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Poza tym krytyka peruna jest niespójna: bo raz atakuje system za to, że jest czegośtam kopią, a raz, że jest "zły". Wobec czego możnaby wnioskować, że owe "źródła", z których chrześcijaństwo zżynało (np. zwyczaje pogan), też są złe, ale one wg peruna złe nie są.
>Jeśli się okaże, że nie ma alternatywy, to nie będzie tyle "sukces chrześcijaństwa" (bo i tak "wtórne"), co raczej porażka ateizmu/agnostycyzmu - i o to jest cały strach, wydaje mi się.
>
Nie istnieje doskonała etyka. Istnieją tylko lepsze i gorsze. To, że chrześcijaństwo zżynało z innych żródeł nie znaczy, że one są złe, a że chrześcijaństwo uczyniło je złymi. Podałem przykład takiej chrześcijańskiej zmiany na podstawie chrześcijańskiego stosunku do seksu. To chrześcijaństwo seks uczyniło złem mimo, że w europejskiej czyli greckiej , rzymskiej, słowiańskiej itd etyce sex zły nie był.
Może przeczytaj najpierw moje komentarze tutaj zanim zaczniesz pieprzyć że moja krytyka jest niespójna. Wg peruna, żródła z których chrześcijaństwo zżynało nie są doskonałe, ale są lepsze od chrześcijaństwa.
Chcesz nazwy alternatywnej etyki? Ta alternatywą jest etyka europejska o czym pisałem tutaj www.racjonalista.pl/forum.php/s,457615#w462708, i do czego nawet noooo nie napisałeś. Od czasów Oświecenia wracamy do tej europejskiej etyki odrzucając bzdury chrześcijańskiej, na co przykłady podałem.
Pytałem też jaki związek ma dzisiejsza etyka dotycząca kobiet , dzieci, zwierząt, przyrody z chrześcijańską etyką, zero reakcji.
Pisanie o chrześcijańskiej etyce jest tak samo zasadne jak twierdzenie, że Europa ma chrześcijańskie korzenie- fundamenty.
Ile trzeba mieć w sobie pychy, zaślepienia, braku wiedzy, a wręcz kretynizmu, żeby twierdzić, ze Europa ma chrześcijańskie korzenie.
III wne. Od 700 lat istnieje Rzym, który opierał swoją cywilizacje w znacznym stopniu na jeszcze starszej etruskiej. Od 1500 lat istnieje cywilizacja grecka opierająca się w znacznej mierze na jeszcze starszej cywilizacji minojskiej. Nagle w IIIw ne. okazuje się, że Europa musi uczyć się od chrześcijan. Czego pytam, się nauczyła? czego nie znała europejska etyka ?a co dała jej chrześcijańska? Czego w ogóle mogła nauczyć się europejska cywilizacja i jej etyka od bandy gołodupców z Palestyny zajmujących się łowieniem ryb będących od długiego czasu - to ważne- pod wpływem kultury i etyki grecko-rzymskiej?
Nagle okazuje się, że tysiące lat świecącej blaskiem cywilizacji europejskiej potrzebna jest etyka chrześcijańska zawarta w śmiesznej, prymitywnej, bzdurnej książeczce zwanej przez chrześcijan Biblią.Okazuje się, ze europejska cywilizacja musi się uczyć od chrześcijańskich czubów typu Augustyn, czy Tomasz korzystających na potęgę z dzieł Arystotelesa, Platona, czy filozofii stoików. Muszą korzystać z filozofii i etyki grecko-rzymskiej bo cóż niby oni mogli i wymyślili nowego? Że człowiek jest winny bo jakaś Ewa gadała z wężem? Wymyślili, że onanizm to zło, i włosy na rekach rosną? Z wszystkiego co piękne i pożyteczne w etyce europejskiej zrobili zło.W chrześcijańskiej etyce jakkolwiek człowiek by nie postępował i tak zawsze jest winny. Zabili radość życia promując swoje idiotyczne ''umartwianie''. Z ludzi zrobili frustratów nie mogących czerpać radości z życia, bo to wg tej chorej etyki zło.
Mówienie, że Europa ma chrześcijańskie fundamenty jest tak samo prawdziwe jak to, że drzewo wyrasta z jemioły, a nie na odwrót. To tak jakby ktoś twierdził, że Wielka Brytania ma swoje korzenie w USA.
Chrześcijaństwo stworzone przez Konstantyna Małego na swoje dorażne potrzeby śmie drzeć wstrętne skażone oszustwem, kłamstwem ''japsko'' że Europa to twór chrześcijański. Posługując się słowami ks. Tischnera jest to gówno prawda.
Alternatywa jest i korzystamy z tej alternatywy od tysięcy lat. Już Arystoteles i Lukrecjusz pisali, że religijne bzdury wzniosłe są dla motłochu, ale wykształceni ludzie nie wierzą w mity. I tak jest i dzisiaj. Chrześcijański motłoch wierzy w cuda czyniące medaliki i ''pośrednictwo duszpastuchów'' I to jest podstawa ateizmu tak dziś, jak i za czasów Ksenofanesa, który 2500 lat temu pisał podobnie jak dzisiaj Hitchens.Tą podstawą jest etyka europejska dla, której mit o Prometeuszu był czymś na kształt wzoru jak powinien postępować wolny człowiek w życiu, ale tylko dla ''lekko upośledzonych umysłowo'' był bogiem.
perun (8610 punktów)
10-11-2011 18:30 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Dopóki nie wypiszesz jej nakazów/zakazów i racji bytu, będzie to pusta nazwa. "Z dodatkiem humanizmu"? Daruj mi to podwórko.

Dopóki nie wypiszesz chrześcijańskich nakazów\zakazów i ich racji bytu, będzie to pusta nazwa.

>> W żadnym społeczeństwie nie ma nakazów zabijania, kradzieży, gwałtów, kłamstwa ( z wyjątkiem islamu
>Bez związku.

astrotaurus wykazał, że jednak ma związek.

>>Z wyjątkiem RP, której to chrześcijańśka etyka nakazuje zabić kobiete, aby ocalić płód, względnie zabić i kobiete i półd.
>Kłamstwo.

www.google(*)DH4GR_PvdAcoi6Nzs3PWVQ&cad=rja

Ten projekt jest zgodny z etyką chrześcijańską, czy też z etyką chrześcijańską zgodny jest obecny projekt tzw.''kompromisu aborcyjnego''
Poważnie pisałem wyżej, że nie mam pojęcia czym jest ''etyka chrześcijańska'' Możesz mi łaskawie wyjaśnić który projekt ustawy jest wg chrześcijańskiej etyki, czy może oba są?
Jeśli oba projekty są zgodne z chrześcijańską etyką to nie dziwię się, że w szpitalach tylu schizofreników się leczy.
Przy okazji wyjaśnij mi, czy etyka chrześcijańska nakazuje przestrzegać prawa, czy go łamać. Patrz sprawa 14 latki z Lublina której odmówiono początkowo aborcji i nawoływanie ''pasterzy'' do łamania prawa. Sprawa Nergala itp.
Proszę o oświecenie mnie co w tych przypadkach jest ''etyką chrześcijańską''a co nie.

>>Takie pytanie mam; jest coś co świat niezawdzięcza chrześcijaństwu?
>Nie na temat.
Jeśli tak twierdzisz...

>>Część niechrześcijańśkiej etyki zawarta jest w rzymskim prawie na którym opieramy dzisiaj swoje prawo, a tym samym etyke. Tak czy nie?
>Etyki nie opiera się na prawie. Co za teksty, ja nie mogę...

Masz racje. Dlatego przeczytaj jeszcze raz powyższe zdanie; część niechrześcijańskiej etyki ZAWARTA jest w rzymskim prawie.
Prawo tworzy się o etykę, a nie na odwrót. Dlatego w dalszej części zdania chodziło mi o to, że swoją etykę opieramy o etykę ZAWARTĄ w rzymskim prawie. Być może niejasno się wysłowiłem.

>>W ogóle to chętnie dowiem się coś więcej, czym dzisiaj jest chrześcijańska etyka,
>Najwyższy czas.
>"Spieszmy się kochać ludzi

...ale ''pedałów'' też?? youtu.be/tSdPojDhaYY
I znowu pytanie.. Twardowski to chrześcijańska etyka, czy ten ''pastuch''?

>Czy jakoś tak... Zupełnie przypadkiem (bo omijam kościoły i księży), trafiłem do domu księdza Twardowskiego na krótko przed jego śmiercią.

Mogę się mylić, ale Owidiusz pisał równie piękne wiersze. Co to znaczy wg Ciebie w takim razie? Wychował się na chrześcijańskiej etyce?

>>Szanuj innych, a też będziesz szanowany można wyczytać u Homera i Herodota.
>A to mocne.

Prawda zawsze jest mocna. youtu.be/Nd-MOpEb-7w polecam całość, ale o szacunku dla ludzi od 6.18
Kodeks Bushido, Kodeks Spartan, ogólnie wojowników greckich i rzymskich, można streścić właśnie słowami; szanuj tych którzy na szacunek zasługują, a tak samo będziesz traktowany. W końcu zasady rycerskie to dzieło Greków i Rzymian. Poza tym szacunek jest naturalny w społeczeństwach. Dzieci jakoś nie muszą znać przykazania ''czcij ojca i matkę'' aby obdarzać szacunkiem rodziców.........którzy na ten szacunek zasługują swoim życiem. Nie ma powodu szanować kogoś, kto na szacunek sobie nie zapracuje\zasłuży.

>>Niejaki ojciec Klimuszko (znany szerzej jako uzdrowiciel) pisał, (...)
>>Błyszczał on bowiem na zewnątrz złotem, wewnątrz zaś był dotknięty rozkładem fizycznym i duchowym (stąd wniosek, że katolicyzm, bo Rzym był wówczas k a t o l i c k i !, prowadzi do fizycznego i duchowego zwyrodnienia - przyp. mój - WR).
>Niestety, błąd logiczny. I w ogóle to nie jest na temat. Przyczyny upadku Cesarstwa były przede wszystkim ekonomiczne.

Ojojojojojoojooooooj. No proszę, od dziesiątków jeśli nie setek lat, historycy sprzeczają się o przyczyny upadku Rzymu, a znaczna ich część, jeśli nie większość ma podobne zdanie jak ten Klimuszko, a tu pan Marcuch jednym zdaniem rozstrzygnął spór.
Choć upatrywanie przyczyn upadku Rzymu w ekonomii ma sens jako, że każdy wie, że utrzymanie kościoła katolickiego jest ponad siły wielu państw hehehe.

>> Kiedy w roku 455 Wandalowie wkroczyli do stolicy imperium - pisze dalej o. Klimuszko - nie napotkali żadnego oporu, miasta nikt nie bronił.
>Zaraz usłyszę, że "chrześcijański pacyfizm" jest do bani, bo prowadzi do upadku imperiów. A potem, że jest w chrześcijaństwie pojęcie "słusznej wojny", które też jest do bani, bo prowadzi do wojen. Haha! Ale spoko, niejeden się na tym wykoleił. Jak pisałem, nie dla dzieci.

Nie chodzi o chrześcijański pacyfizm lub jego brak. Chodzi o etykę chrześcijańską, która uczy; kochaj nieprzyjaciół swoich, nadstawiaj policzka itp idiotyzmów. Póżniej wysyła ogłupionych ludzi na wojnę czyniąc z ludzi idiotów mających problemy z odróżnianiem uczuć. Jak można na wojnie z miłością poderżnąć wrogowi gardło, a póżniej z tą samą miłością dać buzi żonie, darzyć miłością przyjaciela itd.?
Chodzi o nieetyczność tej chorej etyki. Bardziej cenie prawdę, a prawdą jest to ''Ja jestem poganinem, ja nie miłuję moich wrogów, bo to wbrew naturze - ja z wrogami walczę.''Słowa Nikolta z www.racjonalista.pl/kk.php/s,1667/q,Tryglaw
MOTTO:
Założenie nihilizmu chrześcijańskiego głosi, że życie jest złem.
Jan Stachniuk

A na koniec.. Czemu Alaryk po zdobyciu Rzymu nakazał ocalić chrześcijan, a wymordować pogan? Jeśli ten Klimuszko ( między innymi wg) Ciebie nie miał racji?.
Prosiłbym o jedno zdanie na ten temat.

>>Z bogiem i czekam na wyjaśnienie czym jest ta chrześcijańska etyka
>Może w stosowniejszym wątku.

Wg mnie ten jest stosowny. Jak wykazałem wyżej nie mam pojęcia co jest a co nie jest chrześcijańską etyką

Dedykacja od poganina dla chrześcijan na koniec youtu.be/EriTqb98--s
08-11-2011 07:48 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Jasne, że zaprzeczę! W końcu to Bibliady.
A każdy wie, że etyke wypływającą z Bibli należy brać z przymrużeniem oka, a najlepiej obu oków

>>Teza o nizszosci/poddanstwie kobiet jest powtorzona kilka razy.
>Widzę, że to ważne, aby podawać wyłącznie tezy o "poddaństwie kobiet", a nic nie wspominać o mężczyznach. Generalnie są to apostolskie regulacje życia rodzinnego i obyczajów, dopasowane nieco do ducha epoki, żeby nie szokować emancypacją. Kobiety mają być uległe, a mężczyźni kochający.

Jasne, że mają kobiety być uległe, kto to słyszał, żeby baba pyskowała chrześcijańskiemu chłopu. Na marginesie etyki, dzisiaj nadal to części chrześcijańskiej etyki czy już babsko może pysknąć świętemu chłopu?

>Przy okazji: to ani nie jest temat wątku, ani mnie to szczególnie nie interesuje, ale powiedzmy, że "warto rozmawiać".
>> [cytat]Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości... Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci. (1 Tm 2,11)
>Regulacje obyczajów wczesnych chrześcijan. A robienie z tego generalnego "poddaństwa kobiet" to przesada.

List św. Pawła do Tymoteusza 2:11-12 głosi: "Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości".
Dzisiaj też mamy postępować wg etyki chrześcijańskiej ( podobno niezastąpionej) i nie pozwalać kobietom nauczać? Intereseuje mnie czy ten ''kawałek'' chrześcijańskiej etyki dzisiaj też jest etyczny? To też nie ma związku z traktowaniem w chrześcijańśkiej etyce kobiety jako upośledzonej istoty?

Nawet niezły bonus: zbawienie przez rodzenie.
A to czy kobieta chce rodzić czy nie to już nie jest ważne . Ma rodzić i już nawet jeśli poród może ja zabić. Przynajmniej jej macica zostanie zbawiona.
>Z tym można dyskutować:
>"I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech;" (z tego samego listu)
>Teologia stosowana, a nie poradniki.
Nooo
>>Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! (1 Kor 14,34)
>Dotyczy zachowania kobiet w czasie nabożeństwa, a nie miejsca kobiety w etyce chrześcijańskiej.
Poważnie? A za co zabito Hypatie? Śmiała baba nauczać, nie pytając Cyryla.
>>Mężczyzna zaś nie powinien nakrywać głowy, bo jest obrazem i chwałą Boga, a kobieta jest chwałą mężczyzny...
>A to jest o nakrywaniu głowy w czasie mszy. Przypominam temat: "Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy".
Nooo czyli w czasie mszy tylko kobieta jest upośledzona, a po już nie?
>>Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. (1 Kor 11,7)
>To przykład niejednoznaczności. Bo w innym tłumaczeniu stoi:
>"Mężczyzna bowiem nie powinien nakrywać głowy, gdyż jest obrazem chwały Bożej; lecz kobieta jest odbiciem chwały mężczyzny. Bo nie mężczyzna jest z kobiety, ale kobieta z mężczyzny."
Może ujednoznaczycie swoją popieprzoną etyke? Tak dla zdrowotności co?
>I dalej:
>"Kobieta powinna mieć na głowie oznakę uległości ze względu na aniołów".
>Może mówmy o pryncypiach, a nie o kulawych teologicznych uzasadnieniach noszenia czapki w kościele.
>>Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głowa Kościoła: On Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim. (Ef 5,22)
>Jest nawet taki zapis w Koranie. Chodzi tu o życie rodzinne, nie ogólny stosunek do kobiet. I warto czytać dalej, żeby zachować wieloraką równowagę:
Jasne w życiu rodzinnym kobieta ma być rozpłodowym bydłem częściąinwentarza ''menszczyzny'' Jak to leci ? Nie będziesz pożądał żony i bydła bliżniego swego?
>"Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał za samego siebie."
>Generalnie, św.Paweł porównuje w tym liście relację kobieta-mężczyzna do relacji "Kościół-Chrystus". Jest to dla mnie mętne i nieuzasadnione, ale myślę, że to kobietom nie uwłacza.
Ja myśle, że wg Twojego myślenia kobietom nic nie uwłacza bo to upośledzone istoty wg chrześcijańskiej etyki. No chyba, że jest coś co wg. Ciebie kobietom uwłacza w chrześcijańskiejn etyce?
>"A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego".
>Albo:
>"Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak przystoi w Panu.
>Mężowie miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi." I Piotra 3, 7
>Kiedy połączy się dwa kolejne zdania, ujawnia się trochę więcej sensu, niż gdyby brać je z osobna.
Ale tylko troche
>"Podobnie, młodsi, bądźcie ulegli starszym; wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje." (I Piotra 5,5)
Krytykujesz papieża?
>Poza tym 1 Kor 7 coś mówi o małżeństwie.
>>Jezeli tego nie mozna brac doslownie, to co w Pismie Sw, mozna uznac za prawde?
>a) Branie dosłownie a uznanie za prawdę to dwie rzeczy. Podejrzewam, że nic z "Pisma Św." nie można brać dosłownie, bo jest archaiczne.
No, o tym pisze. Całą ta etyka pisma jest do dupy.
>b) Co można z "Pisma Św." uznać za prawdę to na mój gust skomplikowany problem.
> Tu jest tekst o kobietach w kościele głębszy i bardziej aktualny.
>Poza tym etyka kościelna a chrześcijańska to też sprawa problematyczna. Natomiast wciąż czekam na "etyczną alternatywę", do ad remu!
>
Niestety z braku czasu kawałek odpowiedzi na to zdanie zawarłem w innym komentarzu. Ale coś o etyce chrześcijańśkiej...
Autor tekstu: Aleksander Krawczuk; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1062
Tym barbarzyństwem wewnętrznym w owych czasach, niestety muszę to powiedzieć uczciwie, przez co narażę się
08-11-2011 23:12 
 0 na 2
Marcuch (664 punktów)
No i z czym tu dyskutować?
>(...) kto to słyszał, żeby baba pyskowała chrześcijańskiemu chłopu. Na marginesie etyki, dzisiaj nadal to części chrześcijańskiej etyki czy już babsko może pysknąć świętemu chłopu?
Cokolwiek chciałeś przez to powiedzieć, mów "kobieta", nie "babsko", nie "baba". Trochę szacunku. Kobiety są inteligentniejsze od mężczyzn i choćby z tego względu nie można o nich tak brzydko mówić. No i zdradzasz troszkę swoją proweniencję takim językiem niewyszukanym. Powiedziałbym nawet, że kobiety trzeba kochać, ale boję się, że zrozumiesz to po swojemu.

>>Z tym można dyskutować:
>>"I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech;" (z tego samego listu)
>>Teologia stosowana, a nie poradniki.
>Nooo
Proszę, podsuwam poważny temat, poważny zarzut wobec chrześcijaństwa, a Ty zamiast skorzystać potrafisz wydusić "noo". Pewna postać Pratchetta potrafi mówi tylko "Ook!".

>A za co zabito Hypatie? Śmiała baba nauczać, nie pytając Cyryla.
To dobrze, że czytasz. Ale brzmi to jak szkolna interpretacja lektury, zaprawiona bazarowym językiem. Trochu kultury. Po co ta "baba"? Kobiety są ozdobą tego świata.

>Może ujednoznaczycie swoją popieprzoną etyke? Tak dla zdrowotności co?
Dopisuję Cię do listy osób, które udało mi się podniecić ponad wytrzymałość ich rozumu. Zapewne kierujesz ten rześki apel do grupy ludzi, których obraz w swojej myśli nazywasz "chrześcijanie". Nie ten adres.

>Jasne w życiu rodzinnym kobieta ma być rozpłodowym bydłem częściąinwentarza ''menszczyzny'' Jak to leci ? Nie będziesz pożądał żony i bydła bliżniego swego?
To jest twoja przaśna interpretacja, wydaje mi się.

>Ja myśle, że wg Twojego myślenia kobietom nic nie uwłacza bo to upośledzone istoty wg chrześcijańskiej etyki.
Myśl, myśl.
>No chyba, że jest coś co wg. Ciebie kobietom uwłacza w chrześcijańskiejn etyce?
Pisałem powyżej, ale potrafiłeś jedynie skwitować to słowem (?) "Nooo". Troszeczkę chyba uwłacza, zależy od egzegezy.

>>"Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak przystoi w Panu.
>>Mężowie miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi." I Piotra 3, 7
>>Kiedy połączy się dwa kolejne zdania, ujawnia się trochę więcej sensu, niż gdyby brać je z osobna.
>Ale tylko troche
Jeśli mocno tego zapragniesz, nie dostrzeżesz sensu ani ćwierć grama.

>>a) Branie dosłownie a uznanie za prawdę to dwie rzeczy. Podejrzewam, że nic z "Pisma Św." nie można brać dosłownie, bo jest archaiczne.
>No, o tym pisze. Całą ta etyka pisma jest do dupy.
Każdym takim głębokim wejrzeniem w istotę sprawy dookreślasz publicznie swoje horyzonty i wskazujesz, czy warto z Tobą rozmawiać.

>Ale coś o etyce chrześcijańśkiej...
>Autor tekstu: Aleksander Krawczuk; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1062
Tu nie jest wątek o chrześcijaństwie, tylko o alternatywie.
09-11-2011 13:17 
 Ocena 10 na 10
Meretseger (61860 punktów)
>mów "kobieta", nie "babsko", nie "baba". Trochę szacunku.
Myślę, że to nie był brak szacunku. Raczej gorzka ironia. Na każdym kroku można spotkać osoby zupełnie poważnie tak określające kobiety. To forum naprawdę jest wyjątkiem.
>Kobiety są ozdobą tego świata.
Czy ja wiem... Nie wszystkie i nie zawsze.
Ja bym je określiła jako pełnoprawnych współmieszkańców. Tylko tyle i aż tyle.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-11-2011 13:49 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
[Kobiety]
>Ja bym je określiła jako pełnoprawnych współmieszkańców. Tylko tyle i aż tyle.
Może bezpieczniej brzmiałoby "równoprawne osoby", bo chyba mężczyźni boją się 'wypłynąć poza prawo' przez niewieścią pełnię ;]

[Tu przypominam sobie opowieść kumpla o 'rozpakowywaniu się' z żoną w nowym mieszkaniu:
"Chciałem w łazience na półeczce przy lustrze położyć maszynkę do golenia i pędzel - a tu cała półka zajęta jej kosmetykami..
Popatrzyłem, pomyślałem, po czym przesunąłem te jej różności do połowy, a na wolnym miejscu umieściłem swoje dwa drobiazgi."]
Marcuch (664 punktów)
>>mów "kobieta", nie "babsko", nie "baba". Trochę szacunku.
>Myślę, że to nie był brak szacunku. Raczej gorzka ironia.
A to miał być taki żarcik w stylu "Kabaretu Starszych Panów".

>>Kobiety są ozdobą tego świata.
>Czy ja wiem... Nie wszystkie i nie zawsze.
To taka statystyczna uwaga estetyczna była. Oczywiście subiektywna.

Do tego uwypuklająca męski punkt widzenia, więc szowinistyczna, więc kto wie czy nie z gruntu antykobieca?
09-11-2011 22:41 
 Ocena 8 na 8
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Kobiety są ozdobą tego świata.

No nie wiem. Ja, na ten przykład, lubuję się w byciu klasycznym do bólu, sokratejskim wręcz, wrzodem na d. To o wiele bardziej rozwijające dla wrzodu i otoczenia. Szczególnie w kontekście greckim.
I w ogóle nie podoba mi się stwierdzenie, że mam być czegoś ozdobą, w gruncie rzeczy. Kojarzy mi się z durnostojką na meblościance. Wolałabym być określana... ja wiem... pełnoprawnym podmiotem?


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
10-11-2011 13:40 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
>No i z czym tu dyskutować?
Rzeczywiście nie ma z czym bo zgrabnie pomijasz udzielenie odpowiedzi na pytania.Więc dyskutować nie ma z czym.

>Cokolwiek chciałeś przez to powiedzieć, mów "kobieta", nie "babsko", nie "baba". Trochę szacunku. Kobiety są inteligentniejsze od mężczyzn i choćby z tego względu nie można o nich tak brzydko mówić. No i zdradzasz troszkę swoją proweniencję takim językiem niewyszukanym. Powiedziałbym nawet, że kobiety trzeba kochać, ale boję się, że zrozumiesz to po swojemu.

Wiesz co to jest sarkazm?, czy podesłać Ci linka?
Taaa, ja nie mam szacunku do kobiet, ma ją za to chrześcijańska etyka, której tak bronisz. Zacytuje Twoją wypowiedż z innego komentarza. Napisałeś mniej więcej '' chrześcijańska etyka zabrania aborcji, więc jak mogliby chrześcijanie rzucać dzieci na pożarcie psom'' Wybacz niedokładność, ale taki mniej więcej był jej sens.
To bardzo ciekawe zdanie umknęło mi wtedy uwadze.Teraz je chce rozwinąć. Chrześcijańska etyka zabrania zabijać. Czy to wg Ciebie znaczy,że inkwizycja to dzieło Czukczów, a nie chrześcijan?. Przez setki lat chrześcijanie okazywali szacunek kobietom ścigając je jak zwierzynę łowną, torturując w okrutny sposób i paląc je na stosach. Zamordowali w ten sposób setki tysięcy kobiet.
Mam takie pytanie w związku z tym; Jeśli chrześcijańska etyka zabrania zabijać, to kto mordował te kobiety? Czy też może chrześcijańska etyka zabrania zabijać, ale mężczyzn, a kobiety już wg niej mogą być zabijane?
Nasunęło mi się to pytanie po tym, jak przypomniało mi się Twoje zdanie o aborcj, do mojego tekstu o Las Casas i jego ''Krótkiej historii...''
No bo wiesz.. trzymając się logiki Twojego zdania, że jeśli chrześcijaństwo zabrania aborcji to chrześcijanie nie mordowali indiańskich dzieci.. chrześcijanie nie mordowali więc kobiet. Więc kto to robił? Czukcze jednak? A może kobieta wg tej etyki to nie człowiek?
Co do dalszej części. Nie zamierzam udawać kogoś kim nie jestem. Inteligentem bez wątpienia nie jestem.
A jak wg Ciebie ja rozumiem ''kochać kobiety''? Jeśli już o kochaniu piszemy. Czy chrześcijanie paląc ''czarownice'' na stosach robili to z chrześcijańskiej miłości do kobiet, czy też kobieta to nie bliżni chrześcijanina, którego ona ma kochać?

>>Nooo
>Proszę, podsuwam poważny temat, poważny zarzut wobec chrześcijaństwa, a Ty zamiast skorzystać potrafisz wydusić "noo". Pewna postać Pratchetta potrafi mówi tylko "Ook!".

To jest poważny temat? No wybacz, bajki o raju nie są poważnym tematem, a o idiotyzmach chrześcijańskiej etyki piszę tu ciągle.

>>A za co zabito Hypatie? Śmiała baba nauczać, nie pytając Cyryla.
>To dobrze, że czytasz. Ale brzmi to jak szkolna interpretacja lektury, zaprawiona bazarowym językiem. Trochu kultury. Po co ta "baba"? Kobiety są ozdobą tego świata.

Powtarzasz się. Masz racje kobiety były ozdobą przez wieki chrześcijańskich rozrywek i służyły za słupy oświetleniowe miasteczek i wsi, gdy płonęły na stosach. Czy to dzięki chrześcijańskiej etyce kobiety już nie robią za taką ''ozdobę''?
Chętnie posłucham uniwersyteckiej interpretacji śmierci Hypatii.

>>Może ujednoznaczycie swoją popieprzoną etyke? Tak dla zdrowotności co?
>Dopisuję Cię do listy osób, które udało mi się podniecić ponad wytrzymałość ich rozumu. Zapewne kierujesz ten rześki apel do grupy ludzi, których obraz w swojej myśli nazywasz "chrześcijanie". Nie ten adres.

Miło. Myślę, że na tej liście masz już Jego youtu.be/D4B2Uo1R_ck 13.16
Być w takim towarzystwie to dla mnie zaszczyt
Nie interesuje mnie czy jesteś czy też nie chrześcijaninem. Bardziej martwi mnie, że skupiasz się na ''popieprzoną'' tym samym pomijając meritum sprawy.

>>Jasne w życiu rodzinnym kobieta ma być rozpłodowym bydłem częściąinwentarza ''menszczyzny'' Jak to leci ? Nie będziesz pożądał żony i bydła bliżniego swego?
>To jest twoja przaśna interpretacja, wydaje mi się.

Rzeczywiście, wydaje Ci się. Nie moja, a Ich wyżej ''Hitcha'' i Jego youtu.be/BMRSCvx8ZeA i Jego youtu.be/9aJ8hDiZ0bM

>>Ja myśle, że wg Twojego myślenia kobietom nic nie uwłacza bo to upośledzone istoty wg chrześcijańskiej etyki.
>Myśl, myśl.

Tobie też tę czynność polecam. To nie boli

>>No chyba, że jest coś co wg. Ciebie kobietom uwłacza w chrześcijańskiejn etyce?
>Pisałem powyżej, ale potrafiłeś jedynie skwitować to słowem (?) "Nooo". Troszeczkę chyba uwłacza, zależy od egzegezy.

Cóż to za etyka, która zależy od widzimisię czyichś wyjaśnień? Marna, czyli nadająca się tylko na papier toaletowy.

>>>"Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak przystoi w Panu.
>>>Mężowie miłujcie żony swoje i nie bądźcie dla nich przykrymi." I Piotra 3, 7
>>>Kiedy połączy się dwa kolejne zdania, ujawnia się trochę więcej sensu, niż gdyby brać je z osobna.
>>Ale tylko troche
>Jeśli mocno tego zapragniesz, nie dostrzeżesz sensu ani ćwierć grama.

Musisz baaardzo mocno szukać sensu w chrześcijańskiej etyce i ich pisemku zwanym świętym. Ju o tym pisał On w ten sposób;
Na początku rękopisu znajduje się niewielki wstęp, w którym Meslier przyznaje się, że obrał zawód duchownego nie z własnej chęci, lecz z woli rodziców. Mówi o wyrzutach sumienia, których doznawał głosząc ,,pobożne kazania", i o nienawiści do tych, którzy karmili lud tymi kłamstwami. ,,Mówię to nie dlatego, że jestem zdumiony ich szyderstwami z baśni i maskarad religii, które rzeczywiście zasługują na wyśmianie i pogardę, i bardzo naiwni i nieświadomi muszą być ci, co nie dostrzegają ich bzdurności. Potępiam nienasyconą chciwość, z jaką panowie ci eksploatują ciemną masę, potępiam oburzający sposób, w jaki wyśmiewają się z naiwności ciemnych ludzi, których sami utrzymują w ich błędach" [

>>>a) Branie dosłownie a uznanie za prawdę to dwie rzeczy. Podejrzewam, że nic z "Pisma Św." nie można brać dosłownie, bo jest archaiczne.
>>No, o tym pisze. Całą ta etyka pisma jest do dupy.
>Każdym takim głębokim wejrzeniem w istotę sprawy dookreślasz public
10-11-2011 19:17 
 Ocena 5 na 5
Gosia (9452 punktów)
>Kobiety są ozdobą tego świata.

Kobiety są czarnuchem tego świata i ilekroć tego słucham, odnoszę wrażenie, ze Lennon nagrał to wczoraj...
08-11-2011 13:23 
 Ocena 10 na 10
perun (8610 punktów)
>>>Poza tym etyka kościelna a chrześcijańska to też sprawa problematyczna. Natomiast wciąż czekam na "etyczną alternatywę", do ad remu!
>
Ponieważ mam chwilke czasu, uściśle swoje pytanie do pana Marcucha. Czym jest etyka chrześcijańska i w jakich aspektach życia się ona objawia. Ciągle słysze od chrześcijan o chrześcijańskiej etyce jaką kieruje się społeczeństwo między innymi nasze, a ja tej etyki nie potrafie dostrzec w tym społeczeństwie. Prawdopodobnie dlatego, że jak zwykle, to tylko chrześcijańskie krzyki i nic poza tym. Etyka reguluje prawie każdy aspekt naszego życia (chyba - mogę się mylić jako, że skończyłem tylko 16 klas podstawówki za czasów ministra kultury poganina A.Krawczuka.)
Przyjrzyjmy się więc różnym aspektom naszego życia i temu czy rzeczywiście, jak chcą chrześcijanie, kierujemy się w życiu ich etyką, czy jak to zwykle bywa cała ta etyka to tylko chrześcijańśka brudna woda na pogański młyn.
O rzymskim prawie, które jest podstawą naszego prawa już pisałem. Tym samym część naszej etyki wynika z tego prawa.
Medycyna - może mylą mi się święci ale, czy w medycynie nie kierujemy się naukami chrześcijańskiego świętego Hipokratesa? Tak to cześc chrześcijańskiej etyki. Nawet symbole na karetkach pogotowia mają znaki chrześcijańskiego Eskulapa - Asklepiosa. Parę lat temu moja Pani rodząc mi córeczke korzystała ze znieczulenia przy porodzie. Czy to też jest zgodne z Ch. etyką? ''W bólach rodzić będziesz'' jak naucza sadysta JHVH.
Medycyna i etyka w niej panująca to twór poganina. Prawda panie Marcuch? Matka Tersesa i jej etyka medyczna była całkiem odmienna od tej hipokratesowej.
Sport - hmm czyż ogień olimpijski nie jest z Olimpu? Nie rozpala się go wzywając pogańskich bogów?Zasady etyczne sportu, którymi się kierujemy, to też wytwór chrześcijańskiej etyki?
Już wiem czemu katol Adamek przegrał z Kliczko. Stosował się do chrześcijańśkiej etyki nadstawiania policzka
Szukajmy dalej chrześcijańskiej etyki w życiu naszym doczesnym.
Moda? Taak moda jest chrześcijańska Etyka chrześcijańska dopuszcza jak najbardziej te odkryte biusty, nogi, tyłki itd. Malowanie się ,strojenie , upiększanie kobiet. Przykro mi panie Marcuch ale raczej nie znam polskich kobiet ubierających się wg etyki chrześcijańśkiej. No dobra zakonnice się nie liczą
Kult ciała i piekna - Co z chrześcijańską etyką wspłnego ma dbanie o kondycje ciała, o jego ćwiczenie, MYCIE, dbanie o higiene ogólnie? Toż chrześcijańśka etyka chwali się świetymi, którzy w życiu sie nie myli bo to grzech. Umartwianie ciałą to wasza etyka. Łażnie wasza etyka pozamykała.
Tolerancja religijna - To w Watykanie chrześcijanie stawiali świątnie innych bogów, gdy włączali je do swojego imperium? Dobrze pan wie Marcuch, że dziejsza etyka tolerująca wszytskich bogów pochodzi zaś od pogan, a chrześcijańska nietolerancja wynikająca z waszej etyki i dzisiaj uważana jest za barbarzyństwo.
Tolerowanie lesek i gejów też nijak nie da się podpiąć do chrześcijańśkiej '' miłości bliżniego'' ,ale do etyki rzymsko-greckiej jak najbardzie, nie?
Obyczaje - taaa widziałem tego lata na plażach te rozebrane kobiety. Też zero chrześcijaństwa w nich
Małżeństwo - poważnie w tym społeczeństwie rozwód jest nieetyczny? Nieślubne dzieci? Seks przed i bez ślubu?
Pewnie zdarzają się jeszcze takie skanseny, ale nawet u mnie na Marianowie moja chrześcijańska babcia nieślubnego dziecka nie uważa za nieetyczne. Co ja pisze, toż moja wielce katolicka mamusia urodziła mnie wcześniakiem 4 miechy po ślubie.
Armia i zasady rycerskie-wojskowe. Odwaga, lojalność, walka za idee. Greccy hoplici, rzymscy legioniści, pogańscy wojowie wypracowywali je przez wieki. Kult bohatera Achillesa, Aleksandra, Scypiona itd.wszysto to pogańska etyka.
Nawet nasz wojskowy orzeł wzorowany jest na rzymskim i wbija szpony w grecką tarcze. Obejrzyj Pana Wołodyjowskiego. Luśnia tam śpiewa pieśń rycerska z ref; Marsie tyś nasz pan. Czemu panem rycerzy nie był Jezus? Bo rycerze mieli umierać jak Leonidas, a nie jak Azja I Jezus
Zabawa, rozrywka - poważnie bawimy się wg chrześcijańskiej etyki czy raczej wg pogańskiej? Czyż nasze wspólczesne zabawy nie są kopią rzymskim bachanaliów i słowiańskiej libacji? (libacja u słowian miała pozytywny wydżwięk, była to radosna zabawa na cześć bogów. Chrześcijańśkie czuby zrobiły z tego to co zrobiły z całą naszą kulturą) Co ma taka zabawa wspólnego z chrześcijaństwem i jego chorą etyką?
Myślę i myślę i naprawdę nie wiem gdzie objawia się ta etyka chrześcijańska
Może w sexie i antykoncepcji? eee niee, kto dzisiaj kocha sie na misjonarza i po ciemku, tylko ci co maja problemy sexualne
Tak, więc panie Marcuch niech mi pan pokaże gdzież ta wasza chrześcijańśka etyka w naszym życiu? gdzie, w jakich aspektach zycia kieruje się nią nasze (podobno katolickie) społeczeństwo.?
Proszę o konkretne przykłady, takie jak ja podałem wyżej. A jeśli coś popieprzyłem i moje marne wywody są niezgodne z prawdą prosze o wykazanie moich błędów.
To dotyczy nie tylko pana Marcucha, ale innych chrześcijań pełnych ignorancji i zaślepionych pychą, którzy bredzą o tym, że chrześcijańśką etyką kierujemy się w życiu. Pokażcie GDZIE się nią kierujemy.
Oświecenie - oświeceni blaskiem ognia Prometeusza, dzisiaj nikt normalny nie kieruje się chrześcijańśką etyką bo chrześcijańska etyka jest nienormalna, nieludzka i bzdurna, oraz szkodliwa dla ludzi jak wykazała to historia.
To tyle. Czekam na chrześcijańskie przykłady etyki w naszym życiu.
08-11-2011 15:15 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

> Tu jest tekst o kobietach w kościele głębszy i bardziej aktualny.
Godność i powołanie. Dziewica i matka. A idźcież do licha. Kobiety same sobie potrafią zadbać o swoją godność (której prezerwatywa wcale a wcale nie narusza) i swoje powołania, każda o własne.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-11-2011 23:44 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>Kobiety same sobie potrafią zadbać o swoją godność (której prezerwatywa wcale a wcale nie narusza) i swoje powołania, każda o własne.
Z tym powołaniem według chrześcijaństwa to trochę lanie wody, bo do czego ma być "powołana" kobieta-w-ogóle, jeśli nie do macierzyństwa, skoro możliwość rodzenia dzieci i macierzyństwo jest przyczynkiem do definicji kobiecości, w odróżnieniu od samczości u homo sapiens. Byle tylko nie czytać tego, jako "jedyne powołanie". Poza tym dzisiaj trzebaby zastąpić słowo "powołanie" słowem "kariera".
Ale godność, to nie byle co, godność gratis, zawsze to jakaś ochrona przed poligamicznymi, agresywnymi szowinistami. Wydaje mi się, że jeszcze jest krucho z tą godnością w praktyce, kobiety są uprzedmiotowione i wartościowane przesadnie ze względu na urodę. Mam wrażenie, że wiele komunikatów medialnych, również w zlaicyzowanych krajach, uwłacza kobiecej inteligencji - np. reklamy, które są marketingowo zracjonalizowane pod kątem jakiegoś chorego stereotypu kobiecej osobowości.
09-11-2011 14:30 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)
>.. wciąż czekam na "etyczną alternatywę"

Proponuję rozważyć jako bazę niektóre przykazania z dekalogu - dokładniej:
5.
7.
8.
Oczywiście wierzący mogą sobie listę poszerzyć (moim zdaniem zwłaszcza o 2.).
Wspólną płaszczyzną mogłaby być może dyskusja o 4..

[Przy okazji zgłaszam zastrzeżenie do 8. - w formie stosowanej przez dziadka było:
"Nie będziesz brał fałszywego świadectwa.. ", co uważam za trafniejsze, bo nie chodziło tam o zakaz (choćby i przesadnej) krytyki bliźniego, lecz o jej przemilczenie przy braku pewności czy nie jest czczą plotką.]
19-11-2011 09:51 
 Ocena 7 na 7
i.czaplicka (5782 punktów)
Przepraszam za brak polskich znakow. Nie mam czasu wklejac.
Prosilam o odpowiedz w tym watku, poniewaz nie odpowiedziales w innym. Bo nie mozna zaprzeczyc, ze te zdania z Pisma Sw, po prostu dyskryminuja i obrazaja kobiety. Jezeli Ty tego nie widzisz, to moze tylko swiadczyc o Twoim zaslepieniu. Jezeli w danym tekscie wyraznie jest napisane, ze masz glowe nakrywac na znak poddanstwa, masz byc komus posluszny tylko ze wzgledu na swoja plec, nie jestes obrazem Boga- to jak to inaczej rozumiec?
Ze to dotyczy tylko zachowania kobiet w kosciele i w zyciu rodzinnym? Czy w ogole pozwalano przebywac/dzialac kobietom na innym gruncie? Politycznym, naukowym?
Wiem, ze to nie na temat, ale ja ostatecznie wiare stracilam, kiedy w szkole sredniej kazano mi przeczytac Pismo Sw. Tylko niestety, wczesniej czytalam Lema. I wiedzialam, ze dowodem na kontakt z wyzsza umyslowoscia musi byc realny przyrost wiedzy. A tu co? Wszechwiedzacy Bog nie wie, ile nog ma pajak? A ja w wieku lat siedmiu przeczytalam "Dzieci Kapitana Granta " i wiedzialam, ze osiem.
Te teksty pisal ktos nieskonczenie glupi i leniwy- co za problem obejrzec kopyto wielblada?
Ale nie czepiajmy sie faktow naukowych- moze Ziemia z boskiej perspektywy rzeczywiscie jest plaska.
Ale co ze wskazowkami moralnymi? Traktowanie kobiet najlepszym przykladem. Nie ma ani jednego slowa o tym, ze maja takie same prawa jak mezczyzni. Sa zrownane (takze w przykazaniach) ze zwierzetami domowymi. Opis stworzenia dobrze to potwierdza - najpierw Bog stwarza Adama, na swoje podobienstwo. Potem, zeby sie nie nudzil, stwarza dla niego rozne zwierzatka, ale Adam nie jest zadowolony. Kobieta jest kolejnym zwierzeciem stworzonym dla niego.
Owszem, jest obietnica (nadzieja matka glupich) ze po smierci, w niebie, bedzie rowna mezczyznie. Ale tu na Ziemi- morda w kubel, i sluchac, co maz ci kaze. I dzieci rodzic, bez mozliwosci wyboru.
Inna rzecz- ani jednego slowa na temat traktowania zwierzat. Bo te pare slow o nienakladaniu kaganca wolowi to tylko lokalny przesad/zwyczaj. Zwierzeta sa tylko pokarmem, nie czuja, nie cierpia. Co wyzszej istocie by szkodzilo dac pare slow na ten temat? Tym bardziej, ze leja sie potoki slow na tematy nieistotne?
Teraz wierzacy usiluja pudrowac niewygodne fragmenty Pisma Sw, a ze katolicy w zasadzie go nie znaja, mozna im wmowic wszystko- ze nie dyskryminuje kobiet, ze jest zrodlem wszelkiej moralnosci, ze potepia niewolnictwo...
19-11-2011 10:29 
 Ocena 2 na 2
perun (8610 punktów)
Nie licz na odpowiedż i? wona?

Moje pytania na ten temat też pominął
19-11-2011 21:13 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)
Iwona.
Z pajakiem to nie calkiem tak- jako dziecko lubilam wrzucac muchy w pajecze sieci, najfajniejsze byly krzyzaki. Ale o tym, ze szescionogi pajak wywrocilby cala systematyke, dowiedzialam sie z Verne"a.
perun (8610 punktów)
>Iwona.
Obstawiałem jeszcze Ilone, ale tak bardziej Iwone. Miło mi .
Marek, ale chyba juz pisałem.

>Z pajakiem to nie calkiem tak- jako dziecko lubilam wrzucac muchy w pajecze sieci, najfajniejsze byly krzyzaki. Ale o tym, ze szescionogi pajak wywrocilby cala systematyke, dowiedzialam sie z Verne"a.
Ja jako dzieciak lubiłem wrzucać pająki do łóżka mojej młodszej siostry, która się ich bardzo bała.. i boi się do dziś nie wiem czemu
Szczerze pisząc to nie zastanawiałem sie wówczas ile mają nóg
No noo w wieku 7 lat to ja dopiero uczyłem się czytać A ''Dzieci ....'' czytałem jak miałem ze 12-13 lat. Szacun jak to mówi młodzież
26-10-2011 18:52 
 Ocena 10 na 10
perun (8610 punktów)

>Inne pytanie może rzucić trochę światła na tę kwestię: czy ci sami oskarżani ludzie nie będąc chrześcijanami postąpiliby lepiej (np. konkwistadorzy)? Czy ktoś jest w stanie to udowodnić?

Znajdż mi drugą taką historie zachowania innych ludzi wychowanaych w innych kulturach jak te opisane przez Las Casasa w ''Krótkiej histori.....'' Znajdż mi podobne zachowania buddystów. Chętnie się dowiem, gdzie to buddyści rzucali niemowlęta jako karme dla psów.
Znajdz mi historie wojen religijnych prowadzonych przez pogan. Nigdy nie udało mi się słyszeć, aby Rzymianie prowadzili wojne w celu nawracania innych na wiare w Jowisza.
Znajdz mi podobne postępowanie z kobietami co u chrześcijań w średniowieczu. Gdzie poza chrześcijaństwem polowano jeszcze w ten sposób na kobiety i je w okrutny sposób torturowano dla boga?
A ten chrzescijański job na punkcie sexu? Ile wynikło z tego ludzkich cierpien? Znasz inną taką kulture?
Już tylko z tych przykładów widać, że gdyby nie chrześcijaństwo ogólnie monoteizm, nie byłoby na pewno wojen religijnych. Może nie kończyłem szkół, ale jeśli czegoś nie wiem chetnie się od Ciebie dowiem. Tylko nie pisz mi o Aztekach i ich ''kwietnych wojnach'' Interesują mnie tylko wojny mające na celu nawracanie ludzi na wiare w jakiegoś boga.
Tak, ludzie nie prowadziliby przynajmniej jednego rodzaju wojen więcej, wojen religijnych najokrutniejszych z wojen czego przykładem jest Chorwacja Pavelića, gdzie w okrutny sposób katole mordowali prawosławnych.
O tyle co napisałem ludzie byliby na pewno lepsi, o te chrześcijańsko- monoteistyczne wynalazki.
27-10-2011 00:32 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Inne pytanie może rzucić trochę światła na tę kwestię: czy ci sami oskarżani ludzie nie będąc chrześcijanami postąpiliby lepiej (np. konkwistadorzy)? Czy ktoś jest w stanie to udowodnić?
> Znajdż mi drugą taką historie (...)
> Znajdż mi (..)
> Znajdz mi (...)
>(...) Znasz inną taką kulture?
Chyba nie zrozumiałeś mojej wątpliwości. Ja nic nie muszę znajdywać.

>Już tylko z tych przykładów widać, że gdyby nie chrześcijaństwo ogólnie monoteizm, nie byłoby na pewno wojen religijnych.
Logiką to to nie bryluje.

>Tak, ludzie nie prowadziliby przynajmniej jednego rodzaju wojen więcej, wojen religijnych (...)
No dobrze, że powtórzyłeś, bo mogę dać dodatkowy komentarz: Naiwne. Religia jest czymś naturalnym w ludzkich zbiorowiskach. Czysta, nieuwarunkowana religijnie obserwacja pozwala stwierdzić ten prosty fakt, z którym musisz się pogodzić.

Gdyby człowiek nie był zbyt inteligentny, to też nie byłoby tylu okrutnych wojen. Więc co powiesz, "pacyfisto": "Precz z inteligencją!" ?

>Tylko nie pisz mi o Aztekach i ich ''kwietnych wojnach''
To ja zadałem pytanie.

>Chętnie się dowiem, gdzie to buddyści rzucali niemowlęta jako karme dla psów.
Kolego, dryfujesz w jakimś alogicznym kosmosie. Etyka chrześcijańska zabrania aborcji, a Ty chcesz ją oskarżać o "zabijanie niemowląt"? Co Ty pleciesz, człowieku? Nie wiem "gdzie buddyści", naprawdę nie wiem - ale może powinieneś odpocząć.
27-10-2011 04:38 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
Znajdż mi (..)>>Chętnie się dowiem, gdzie to buddyści rzucali niemowlęta jako karme dla psów.
>Kolego, dryfujesz w jakimś alogicznym kosmosie. Etyka chrześcijańska zabrania aborcji, a Ty chcesz ją oskarżać o "zabijanie niemowląt"? Co Ty pleciesz, człowieku? Nie wiem "gdzie buddyści", naprawdę nie wiem - ale może powinieneś odpocząć.

Czytałeś kolego opis postepowania etycznego chrześcijan, opisany przez dominikanina Las Casas, a? To on oskarża nie ja. Mnie tam nie było, ale on był. Może sam powinieneś odpocząć, wtedy może zrozumiesz co pisze.
22-10-2011 18:49 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Otóż "ich" poznacie, a nie "szkołę, którą ukończyli". We wszystkich przypadkach przytaczane przykłady ludobójstwa, okrucieństwa, złodziejstwa, nienawiści itd. itp. są ewidentnie wbrew etyce chrześcijańskiej. Trzeba tylko mieć chęć zrobić ten jeden krok dalej i to zauważyć, ewentualnie sprawdzić: Odnieś czyny tych swoich kościelnych szwarccharakterów do dekalogu, a przekonasz się czy działali zaiste po chrześcijańsku.
Chrześcijaństwo to, zdaje się, coś znacznie więcej niż Dekalog. Cała masa etycznych dyspozycji, z którymi wyznawcy i tak postępują, jak im wygodnie, a ci co sie stosują, albo prawie stosują i tak wypadają kiepsko. W dzisiejszych czasach często sie to rzuca w oczy, a ilość wyhodowanych kanalii przez wieki dzięki chrześcijaństwu i przez chrześcijaństwo, jest niezliczona. Nakaz kochania bliźniego, nadstawiania policzka itp., tylko zaciemniają obraz, który ma fatalne luki i powiódł niezliczone ilości ludzi na manowce, a ich ofiary do grobu, albo przynajmniej do cierpienia, upokorzenia, generalnie zniszczenia życia. Kluczowym problemem jest całkowity brak jakiegokolwiek poszanowania do odmienności, do Innego, do mającego inne zdanie, inną wrażliwość na życie, inne wartości. A było to w Starym Testamencie ujęte, w Nowym tego nie ma i dlatego fatalne skutki. Kto nie jest z nami, ten przeciwko nam. Idealizm, absolutyzm, dogmatyzm, jakkolwiek by to nazwac plus fatalny mechanizm spowiedzi. Nie wspomnę już o hierarchii, której jako namaszczonej na przedstawicielstwo Boga na Ziemi, zwłaszcza przy władzy absolutnej, kompletnie odbijało. Dzisiaj na szczęście tacy ludzie nie mają już bezpośredniej władzy, choć w takiej Polsce mają swoich wiernych żołnierzy, że tylko niebezpiecznego Terlikowskiego wspomnę. Nie chcę gdybać, ale bałbym sie wielu tych wyznawców chrześcijaństwa, gdyby cofnąć nas o kilka wieków.
>Oczywiście, ciągle zadajemy sobie pytanie, dlaczego popełniono tyle zbrodni, skoro istniały owe wielkie systemy etyczne i religie spajające całe narody i temperujące ludzkie zachowania? Moja odpowiedź brzmi: bo człowiek jest po pierwsze nieprzewidywalnym skur...synem - a dobrym ziomkiem tylko bywa. I żaden "kościół" tego nie naprawi, co najwyżej ilościowo.
Człowiek jest nieprzywidywalnym sk...synem, zwłaszcza wtedy, kiedy w jego kodzie wartości nie ma odniesienia do poszanowania odmienności, Innego itd. A w chrześcijaństwie tego nie ma. W chrześcijaństwie jest jedna, jedyna słuszna droga, droga Jezusa. Dlatego w imię "miłości" bliźniego, można było (a i dzisiaj można, choć nie na taką skalę już oczywiście) "dopomóc" w odnalezieniu właściwej drogi. I działać w imię Boga, w imię zbawienia, w imię miłości, dobra, piękna czy innego farmazonu - pretekstu. Chrześcijaństwo jest zatem fatalnie niedoskonałym systemem wartości, o czym niestety przekonali sie niezliczeni ludzie i w imieniu ich cierpienia, ich zniszczonego, zaprzepaszczonego życia przyzwoitym jest (moim zdaniem) wskazywanie na fatalne wady chrześcijaństwa jako systemu ideologicznego, a nie na niedoskonałość człowieka wobec tych pozornie znakomitych dyspozycji.
22-10-2011 19:38 
 Ocena 5 na 5
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dopiszę jeszcze, że generalnie systemy wartości można sobie włożyć między bajki, albo co najwyżej traktować je jako zbiór zagadnień etycznych do zastanowienia, przedyskutowania. Może właśnie raczej tak. Takie pole do zbierania i zastanawiania nad ciągle ewoluującymi płaszczyznami funkcjonowania człowieka. Absurdalnym jest natomiast traktowanie tego czy innego "systemu" jako wyroczni (zwykle jedynie słusznej) w kwestiach etycznych i jako szansę na osiągnięcie "właściwego" człowieka. Sytuacje życiowe w jakie wplątany jest człowiek są bowiem najczęściej mocno złożone, posiadają wiele współrzędnych, wiele wypadkowych i niezliczoną ilość kontekstów sytuacyjnych.
Dzisiaj tworzenie "systemów" etycznych jest trochę archaicznym pomyslem i jest patrzeniem na zachowania ludzkie przez pryzmat starożytnych czy średniowiecznych koncepcji. Neuronauki stawiają dzisiaj zdecydowanie na empatię jako podstawę moralnego zachowania. Wypisywanie wskazówek moralnych w punktach w ramach systemu nie ma większego sensu, bo i tak nie one działają, tylko najczęściej stojące za nimi groźby, wizja kary lub nagrody, ewentualnie wyrzuty sumienia. Świetnie ukształtowana empatia, zdolność do rozumienia stanów umysłów innych ludzi, umiejętność właściwie natychmiastowego, automatycznego przeniesienia własnej wrażliwości na drugiego i odczuwanie jego emocji, jego wrażliwości, jest znacznie mądrzejszym mechanizmem niż rozbudowane systemy, na które już mało kto zwraca uwagę. Połączenie empatii z asertywnością i znajomością rozmaitych mechanizmów (zwłaszcza w oparciu o biologiczne uwarunkowania, m.in. mózg, neurony lustrzane, hormony) funkcjonujących w relacjach międzyludzkich daje dobre efekty, choć zbalansowanie empatii z asertywnością nie jest proste, ale na pewno nie przyniesie jakichś fatalnych skutków, kiedy siłą rzeczy człowiek będzie popełniał błędy. Chęć ich poprawy/naprawy będzie automatyczna, mocna i znacznie skuteczniejsza niż u kogoś, kto ma do dyspozycji konfesjonał. Jako ludzie posiadamy bardzo dobre predyspozycje do ukształtowania dobrego poziomu etycznego u ludzi. Wrażliwość na drugiego człowieka i na wiele innych spraw, można uksztaltować na poziomie biologii i ogólnej wiedzy o świecie, życiu i czlowieku i coraz lepiej wiemy, jak to robić. Zasada zakazów i nakazów charakterystyczna dla systemów działa dość licho, ale wciąż może służyć jako kopalnia ujawniania możliwych problemów, które spotykają ludzi w ich złożonym i skomplikowanym życiu.
24-10-2011 22:27 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>Nie chcę gdybać, ale bałbym sie wielu tych wyznawców chrześcijaństwa, gdyby cofnąć nas o kilka wieków.
Chyba tylko Żydów byś się w owym czasie nie bał.

>Człowiek jest nieprzywidywalnym sk...synem, zwłaszcza wtedy, kiedy w jego kodzie wartości nie ma odniesienia do poszanowania odmienności, Innego itd. A w chrześcijaństwie tego nie ma. W chrześcijaństwie jest jedna, jedyna słuszna droga, droga Jezusa.
Chrześcijaństwo jest relatywnie dosyć tolerancyjne. Brak tolerancji jest instynktem samozachowaczym religii, który pozwala jej przetrwać w warunkach "doboru naturalnego memów". Misjonarze nie zmuszają.

>Dopiszę jeszcze, że generalnie systemy wartości można sobie włożyć między bajki, albo co najwyżej traktować je jako zbiór zagadnień etycznych do zastanowienia, przedyskutowania.
??? To chyba żart?

>Absurdalnym jest natomiast traktowanie tego czy innego "systemu" jako wyroczni (zwykle jedynie słusznej) w kwestiach etycznych i jako szansę na osiągnięcie "właściwego" człowieka.
??? Zapytaj sam siebie wedle jakich wartości działasz i wyjdzie Ci co jest twoją wyrocznią.

>Neuronauki stawiają dzisiaj zdecydowanie na empatię jako podstawę moralnego zachowania.
To jest forum czcicieli naturalistic fallacy. Śmieszy mnie to nieporadne skakanie przez przepaść między nauką a filozofią, między logiką zdań, a logiką norm.

>Wrażliwość na drugiego człowieka i na wiele innych spraw, można uksztaltować na poziomie biologii (...)
W jakimś bezmózgim automacie, zgaduję. Popierasz eugenikę? Możnaby wychodować "dobrych ludzi"...
24-10-2011 22:59 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Tak sobie na to patrzę i nie widzę punktu zaczepienia do dyskusji, niczym mnie nie zaciekawiłeś, ani nawet zbulwersowałeś. W dwóch miejscach może moglibyśmy pomłócić jeszcze tę "słomę", ale w sumie nie ciekawi już mnie, co masz więcej do powiedzenia. Zwłaszcza, kiedy czytam, co odpisujesz innym. I tak mnie byle jak odpalantujesz, jak to masz w zwyczaju. Szkoda czasu. Myślałem, że masz coś do powiedzenia, ale zdaje się, że to tylko ciuciubabka. Dobranoc.
23-10-2011 08:57 
 Ocena 3 na 3
jark44 (619 punktów)
>Popełniłeś kilkukrotnie pewien, powszechny u ludzi niechętnych chrześcijaństwu, błąd, polegający na rzutowaniu postaw moralnych wybranych jego reprezentantów na całokształt chrześcijańskiej doktryny. Jest to powierzchowne rozumienie przysłowia "Po uczynkach ich poznacie", czy jak to tam leci.

Tak, a pokaż mi tę inną "nie wybraną" stronę. Jestem bardzo ciekawy. Przecież to wasi guru mówią co robić i tak robicie (z pominięciem tych, którzy się już oświecili). To wasi wybrańcy zamykają tematy w starej szafie (homoseksualizm, pedofilia) a owieczki? - też milczą o tym nie domagając się oczyszczenia swych szeregów od przestępców.

>Otóż "ich" poznacie, a nie "szkołę, którą ukończyli". We wszystkich przypadkach przytaczane przykłady ludobójstwa, okrucieństwa, złodziejstwa, nienawiści itd. itp. są ewidentnie wbrew etyce chrześcijańskiej. Trzeba tylko mieć chęć zrobić ten jeden krok dalej i to zauważyć, ewentualnie sprawdzić: Odnieś czyny tych swoich kościelnych szwarccharakterów do dekalogu, a przekonasz się czy działali zaiste po chrześcijańsku.

No właśnie tak jest u was - macie sobie jakąś etyką "najdoskonalszą", ale bidacy zapomnieliście, że jej trzeba przestrzegać. Może otwórzcie rozdział - okres "błędów i wypaczeń". G... mnie obchodzi jaka jest etyka, obchodzi mnie jak postępujesz - wtedy "stosujesz" etykę, a nie wtedy gdy o niej mówisz. Zasady w dekalogu w połowie, to zasady, które ludzie dostrzegli zanim bożek wasz ogłosił je ludowi.
"Działać po chrześcijańsku", to - unikać trudnych tematów, działać na pokaz bez zwracania uwagi na treść i nierozumniejąc sensu swego działania (wedle "tak robili moi ojce"), tworzyć swą potęgę finansową za pieniądze publiczne, bez pytania, czy tak wolno (to się nazywa kradzież) - szkoda czasu na resztę przypadków...

>Błąd ów, klepany w kółko na tym forum, jest w moim odczuciu rodzajem dyskryminacji ze względu na religię, czyli jest to "religizm", że tak to sobie nazwę. Wielu dyskutantów nakręca sie wzajemnie w owym "religijnym rasizmie", którego elementy można dostrzec zarówno u teistów, jak i ateistów. Np. "Świadkowie Jehowy" uważają obecne duże religie światowe za "Babilon Wielki", który musi zostać zniszczony przez boga w stylu chrześcijańskim, ateiści chcieliby, żeby wszystkie religie zastąpiła wiara w absolutny Rozum, a panteiści, że "tak naprawdę" wszystkim rządzi Przyroda, a jeśli ktoś uważa inaczej, to kłamie.

Przedstawicielami "religijnego rasizmu" są wyznawcy wszelkich religii - do tej pory wasze podziały się pogłębiają, nie zanikają. Co mówią świadkowie kogokolwiek, to mi zwisa - wy religianci zawsze będziecie się kłócić o pierdoły, a mnie to nie obchodzi.
Racjonaliści NIE TWORZĄ ani nie maja takiego zamiaru - ŻADNEJ NOWEJ RELIGII. My PROMUJEMY PEWNĄ POSTAWĘ ŻYCIOWĄ - opartą na zdrowym rozsądku a nie na zabobonach i starych pismach pisanych przez naćpanych autorów, które setki razy były zmieniane, w konsekwencji czego nie wiadomo o co w tych bzdurach (biblii) chodzi. Odrzucamy ingerencję wszelkich sił nadprzyrodzonych, nie boimy się tego itd. To nie nowa religia ale postawa. Nie jest to postawa antyreligijna, my jedynie pokazujemy absurdy waszych religii. No, ale wy krytyki nie znasicie, nie wyobrazacie sobie życie bez zabobonnych religii więc i nam przypisujecie tworzenie nowej. No macie takie po prostu ptasie móżdżki.

>Oczywiście, ciągle zadajemy sobie pytanie, dlaczego popełniono tyle zbrodni, skoro istniały owe wielkie systemy etyczne i religie spajające całe narody i temperujące ludzkie zachowania? Moja odpowiedź brzmi: bo człowiek jest po pierwsze nieprzewidywalnym skur...synem - a dobrym ziomkiem tylko bywa. I żaden "kościół" tego nie naprawi, co najwyżej ilościowo.
>

Człowiek jest przewidywalny na tyle na ile wychowa się go tak, aby znał różnorodność świata itd. Gdy ma jednostronnie przeprany mózg - jest istotnie nieprzewidywalny. Nawiasem mówiąc - taki mały marginesik waszych wyznawców zdominował prawie cały świat... Ha, to nie marginesik, to dobrze zorganizowany system eksterminacji inaczej myślących



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
24-10-2011 23:16 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
Dyskutujesz językiem nienawiści i za pomocą sloganów, brudzisz forum demagogią. To nieracjonalne, a także złe. "Promowanie zdrowego rozsądku" nie musi łączyć się z pogardą dla innego światopoglądu.

>"Działać po chrześcijańsku", to - unikać trudnych tematów, działać na pokaz bez zwracania uwagi na treść i nierozumniejąc sensu swego działania
Piszemy "nie rozumiejąc".
>G... mnie obchodzi jaka jest etyka, obchodzi mnie jak postępujesz - wtedy "stosujesz" etykę, a nie wtedy gdy o niej mówisz.
Więc załóż wątek na ten temat, "kulturalny", "racjonalny" kolego - i tam zapisuj swoje oberwacje.

>Człowiek jest przewidywalny na tyle na ile wychowa się go tak, aby znał różnorodność świata itd.
Głębokie.

> (...) wy religianci zawsze będziecie się kłócić o pierdoły, a mnie to nie obchodzi.
Oj, zdenerwowałeś się, to się zdarza. Ale na pewno znajdziesz interlokutora na swoim poziomie.

>No macie takie po prostu ptasie móżdżki.
O.
19-10-2011 13:04 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Oczywiście jest jeden mały zonk - z owym fundamentem. Co jest źródłem tych wartości? Transcendentalny Rozum? Transcendentalny Człowiek przez duże C? Przypadek? Matka Natura? Próżnia? Forma? Chuck Norris? Co by to nie było, można w tego aksjologicznie fundującą rolę co najwyżej i co najmniej uwierzyć.
Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?
Co jest źródłem wartości chrześcijańskich?
Czy ewolucyjne instynkty i proste zasady współżycia, np. regulowane przez prawo, nie są wystarczające?
Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...
19-10-2011 14:15 
 Ocena 2 na 2
Uriel_ (360 punktów)
>Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?

Tak, bazę danych. ( książka, słuchowisko, plik - dowolny nośnik informacji )

>Co jest źródłem wartości chrześcijańskich?

Anioł Stróż.

>Czy ewolucyjne instynkty i proste zasady współżycia, np. regulowane przez prawo, nie są wystarczające?
>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...

Zdecydowanie nie.
   
Ania... (14138 punktów)
:D
Po raz kolejny brakuje mi poplutej ze śmiechu emotki...
Trafnie.
20-10-2011 08:28 
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)

>Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?

Nie może mieć, bo nie powstaje z dna na dzień. To proces dziejowy i trudno znaleźć konkretnego twórcę "namacalnego". Chociaż ta "namacalność" chodzi dziś bardzo często po prostu po ulicy.

>Co jest źródłem wartości chrześcijańskich?

wartości chrześcijańskie = mity chrześcijańskie + bajki dla dzieci pisane przez duchownych + literatura w postaci katechizmu + encykliki papieży + życie codzienne chrześcijan

>Czy ewolucyjne instynkty i proste zasady współżycia, np. regulowane przez prawo, nie są wystarczające?

Nie są, bo prawo zawsze nie nadąża za rzeczywistością oraz nie potrafi jej kompleksowo opisać, a co dopiero "ubrać" w przepisy.

>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...

Przewrotnie powiem, że sądy religijne są i były skuteczniejsze (szybciej posyłały do pana boga wszechmogącego) niż cywilne i karne w dzisiejszym państwie demokratycznym.


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
20-10-2011 22:03 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?
>Nie może mieć, bo nie powstaje z dna na dzień. To proces dziejowy i trudno znaleźć konkretnego twórcę "namacalnego". Chociaż ta "namacalność" chodzi dziś bardzo często po prostu po ulicy.
No właśnie.
Co więcej - źródło nienamacalne jest dobre przez jakiś czas. Potem społeczeństwo rozwija się, życie się komplikuje i należy przeredagować nasz system etyczny. Gdyby tego nie robiono wcześniej, do tej pory palilibyśmy akuszerki.

>>Co jest źródłem wartości chrześcijańskich?
>wartości chrześcijańskie = mity chrześcijańskie + bajki dla dzieci pisane przez duchownych + literatura w postaci katechizmu + encykliki papieży + życie codzienne chrześcijan
Też tak to widzę.

>>Czy ewolucyjne instynkty i proste zasady współżycia, np. regulowane przez prawo, nie są wystarczające?
>Nie są, bo prawo zawsze nie nadąża za rzeczywistością oraz nie potrafi jej kompleksowo opisać, a co dopiero "ubrać" w przepisy.
Jednak prawo idzie chyba najszybciej z istniejących systemów. Bo religijny jest daleko w tyle.

>>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...
>Przewrotnie powiem, że sądy religijne są i były skuteczniejsze (szybciej posyłały do pana boga wszechmogącego) niż cywilne i karne w dzisiejszym państwie demokratycznym.
W sensie sprawiedliwości czy sprawności skazania oskarżonego? Bo to dwie różne rzeczy.
Zresztą, nasze sądy nie są idealne, na pewno nie są. Jednak i tak wolałabym trafić do sądu niż do sądu inkwizycyjnego Gdybym urodziła się w XVI wieku pewnie już bym była dymkiem na wietrze...
20-10-2011 18:13 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>Oczywiście jest jeden mały zonk - z owym fundamentem. Co jest źródłem tych wartości? Transcendentalny Rozum? Transcendentalny Człowiek przez duże C? Przypadek? Matka Natura? Próżnia? Forma? Chuck Norris? Co by to nie było, można w tego aksjologicznie fundującą rolę co najwyżej i co najmniej uwierzyć.
>Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?
Jeżeli twoja etyka (rozumiana jako zasady postępowania, a nie dział rozważań filozoficznych) nie ma być kwestią twojego widzi-mi-się, czy innego "kaprysu", musi pochodzić spoza Ciebie. Gdybyś sama sobie ją wymyślała, obowiązywałaby Ciebie etyka przypadkowa, to chyba trywialne, najprawdopodobniej kreowały by ją twoje lęki i najniższe potrzeby. Analogicznie z grupą, społeczeństwem itp. Zawsze jest jakaś "chwilowa etyka", bo ludzie uciekają od nadmiaru wolności. Pytanie tylko w którą stronę.

>Co jest źródłem wartości chrześcijańskich?
Rozumiana po chrześcijańsku relacja człowieka z Bogiem pojmowanym na sposób chrześcijański, z tego co mi wiadomo. Bóg jest rozumiany jako "Najwyższe Dobro", "Miłość" i "źródło wszelkiego dobra".

>Czy ewolucyjne instynkty i proste zasady współżycia, np. regulowane przez prawo, nie są wystarczające?
Ewolucyjny instynkt podpowiada mi kraść jedzenie, gwałcić kobiety i zabijać konkurentów, natomiast prawo - po pierwsze nie wzięło się znikąd, a po drugie trzeba mieć powody by go przestrzegać.

>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...
Ciekawe jakie to eksperymenty. Podaj źródła. W krajach islamskich religia niemal całkowicie zastępuje prawo.
Korzenie prawa polskiego i europejskiego to prawo rzymskie i chrześcijański system wartości. Przez ostatnich przynajmniej tysiąc lat prawo było tworzone w oparciu o nie. A teraz co chwila wyskakuje jakiś pajac, że trzeba to zniszczyć "bo tak".
Np. "bo Rydzyk".
20-10-2011 21:59 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>>Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?
>Jeżeli twoja etyka (rozumiana jako zasady postępowania, a nie dział rozważań filozoficznych) nie ma być kwestią twojego widzi-mi-się, czy innego "kaprysu", musi pochodzić spoza Ciebie. Gdybyś sama sobie ją wymyślała, obowiązywałaby Ciebie etyka przypadkowa, to chyba trywialne, najprawdopodobniej kreowały by ją twoje lęki i najniższe potrzeby. Analogicznie z grupą, społeczeństwem itp. Zawsze jest jakaś "chwilowa etyka", bo ludzie uciekają od nadmiaru wolności. Pytanie tylko w którą stronę.
To opiera się na założeniu, że każdą zasadę trzeba wymyślić. Nie jesteśmy tabula raza i pewne sprawy regulowane są instynktem. Zasada nie zabijania pobratymców jest tyleż wrodzona, co nieświadoma, emocjonalna i powszechna - za wyjątkiem rzeczonych już psychopatów. Ponieważ psychopatia jest wrodzona i nieuleczalna - jest to pewien argument.
Bez wrodzonych instynktów trudno jest opanować zasady etyki, co wiemy na przykładzie trudności, jakie napotykają psychopaci, a w pewnym stopniu i osoby autystyczne.

>>Co jest źródłem wartości chrześcijańskich?
>Rozumiana po chrześcijańsku relacja człowieka z Bogiem pojmowanym na sposób chrześcijański, z tego co mi wiadomo. Bóg jest rozumiany jako "Najwyższe Dobro", "Miłość" i "źródło wszelkiego dobra".
To nie jest zasada moralna, a raczej religijna.
Podaj konkretne zasady etyczne, czyli co wolno, a czego nie.

>>Czy ewolucyjne instynkty i proste zasady współżycia, np. regulowane przez prawo, nie są wystarczające?
>Ewolucyjny instynkt podpowiada mi kraść jedzenie, gwałcić kobiety i zabijać konkurentów, natomiast prawo - po pierwsze nie wzięło się znikąd, a po drugie trzeba mieć powody by go przestrzegać.
Twoje postrzeganie ewolucji jest na poziomie zgoła gimnazjalnym.
Nie bierzesz pod uwagę gatunków społecznych, a to karygodny błąd.

>>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...
>Ciekawe jakie to eksperymenty. Podaj źródła. W krajach islamskich religia niemal całkowicie zastępuje prawo.
pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_więzienny
tak na przykład. Zdjęcie odpowiedzialności prawnej spowodowało wystarczająco spektakularne konsekwencje - a na pewno każdy "strażnik" nie był niewierzący.

>Korzenie prawa polskiego i europejskiego to prawo rzymskie i chrześcijański system wartości. Przez ostatnich przynajmniej tysiąc lat prawo było tworzone w oparciu o nie. A teraz co chwila wyskakuje jakiś pajac, że trzeba to zniszczyć "bo tak".
>Np. "bo Rydzyk".
Z ostatnim się zgadzam.
Jednak z faktu, że nasze prawo tworzone było w oparciu o kodeks chrześcijański, nie można wnioskować, że należy je w tej formie chronić. Swego czasu, nie tak dawno, zaledwie 16 pokoleń temu, kodeks etyki chrześcijańskiej nie miał problemu ze spaleniem akuszerki, na którą padł cień podejrzenia o czary. To wystarczający powód, aby nie ufać mu bezwzględnie, ale aby racjonalnie weryfikować każdą zasadę.
22-10-2011 14:50 
 Ocena 1 na 3
Marcuch (664 punktów)
>>>Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?
>>Jeżeli twoja etyka (rozumiana jako zasady postępowania, a nie dział rozważań filozoficznych) nie ma być kwestią twojego widzi-mi-się, czy innego "kaprysu", musi pochodzić spoza Ciebie. Gdybyś sama sobie ją wymyślała, obowiązywałaby Ciebie etyka przypadkowa, to chyba trywialne, najprawdopodobniej kreowały by ją twoje lęki i najniższe potrzeby. Analogicznie z grupą, społeczeństwem itp. Zawsze jest jakaś "chwilowa etyka", bo ludzie uciekają od nadmiaru wolności. Pytanie tylko w którą stronę.
>To opiera się na założeniu, że każdą zasadę trzeba wymyślić.
W którym punkcie się opiera? Zasada "wymyślona" nie może być zasadą etyczną, bo, że pozwolę sobie powtórzyć: etyka musi pochodzić spoza Ciebie. To jest główna wada ateistycznych i naukowych przymiarek do tworzenia etyki: że się etykę wymyśla. Ani wymysłom ani obserwacjom nie trzeba się podporządkowywać i stąd tego rodzaju etyki są nic nie warte.

>Zasada nie zabijania pobratymców jest tyleż wrodzona, co nieświadoma, emocjonalna i powszechna - za wyjątkiem rzeczonych już psychopatów.
Słowo "zasada" ma u Ciebie dwa pomieszane znaczenia. Nie przejmuj się, to powszechny problem na tym forum.
Pierwsze znaczenie: zasada to mechanizm funkcjonujący bez udziału woli, jakaś regularność zaobserwowana w przyrodzie;
Drugie: zasada to norma, której należy przestrzegać czyli naginać swoją wolę do zasady.
Pierwsze znaczenie nie ma z etyką nic wspólnego. Nie jestem winien, że nie ratuję tonącego, skoro poruszam się na wózku inwalidzkim, albo jestem drzewem. Nie jestem "winien", że nie słucham instynktu i się np. odchudzam. Jestem natomiast winien, jeżeli z rozmysłem zabijam przechodnia, żeby ukraść mu pieniądze, chociaż nie działam wbrew żadnemu mechanizmowi ewolucyjnemu.

>Bez wrodzonych instynktów trudno jest opanować zasady etyki, co wiemy na przykładzie trudności, jakie napotykają psychopaci, a w pewnym stopniu i osoby autystyczne.
Aczkolwiek nie ma nic takiego tak "instynkt etyczny", bo etyka dotyczy czynów świadomych, a nie instynktownych czy automatycznych.

>>>Co jest źródłem wartości chrześcijańskich?
>>Rozumiana po chrześcijańsku relacja człowieka z Bogiem pojmowanym na sposób chrześcijański, z tego co mi wiadomo. Bóg jest rozumiany jako "Najwyższe Dobro", "Miłość" i "źródło wszelkiego dobra".
>To nie jest zasada moralna, a raczej religijna.
To w ogóle nie jest zasada, tylko opis (źródła wartości chrześcijanskich).

>Podaj konkretne zasady etyczne, czyli co wolno, a czego nie.
Jest taka książka "Biblia", a w niej tzw. "Dziesięć przykazań", zwanych "Dekalogiem", nie wiem dokładnie w którym rozdziale, ale są to podstawowe zasady postępowania chrześcijanina.

>Twoje postrzeganie ewolucji jest na poziomie zgoła gimnazjalnym.
>Nie bierzesz pod uwagę gatunków społecznych, a to karygodny błąd.
Pewnie tak, nie wziąłem tez pod uwagę zasady doboru grupowego ani krewniaczego w rozważaniach etycznych. Dlaczego? Bo ewolucja nie ma z etyką nic wspólnego. Jak powiedziałem wyżej, mechanizm działający biofizycznie lub na poziomie gatunku, to zupełnie co innego niż norma, która działa na mocy wolnej decyzji jednostki. Tego zasadniczego rozróżnienia "zasad" zdają się nie dostrzegać rozmaici naturaliści.

Zaraz - jeżeli uważasz, że jakieś "ewolucyjne" czy "biologiczne" zasady nas w jakiś sposób "obowiązują", że mamy się trzymać "kodeksu Matki Natury" tzn., że pewnie jesteś panteistką. Może to coś wyjaśnia? To forum jest zdominowane przez krypto-panteistów.

>>>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...
>>Ciekawe jakie to eksperymenty. Podaj źródła.
>pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_więzienny
>tak na przykład.
Ten eksperyment nie ma nic wspólnego z religią. Poza tym co innego eksperyment na skalę kilkudziesięciu osób, a co innego oddziaływanie religii i prawa w skali społeczeństwa i dziesięcioleci. Poza tym, co znaczy "działa lepiej", w jakim zakresie? W religii chrześcijańskiej powiada się, że ludzie będą sądzeni po śmierci i mogą trafić do piekła na wieczność. Żaden znany mi ludzki sąd nie może wymierzyć takiej kary. Podobno chrześcijański Bóg spalił dwa miasta Sodomę i Gomorę, o takiej skali działań karnych człowieka nie słyszałem.

> a na pewno każdy "strażnik" nie był niewierzący.
Problem w tym jak strażnik pojmował soją odpowiedzialność w ramach eksperymentu i jak odnosił odpowiedzialność prawdą do własnego prywatnego sumienia. Nieprzestrzeganie prawa, np. przekraczanie dowolonej prędkości na drodze, jest w świetle etyki chrześcijańskiej grzechem. Więc skoro zawieszono odpowiedzialność prawną w ramach eksperymentu, strażnik mógł to zinterpretować jako zwolnienie z każdego rodzaju odpowiedzialności.

Był też taki eksperyment psychologiczny, że udało się namówić przypadkowych ochotników do torturowania (rażenia prądem) innych, nieznanych im ludzi w ramach "uczenia ich" jakichś bzdur.
Ale tu należałoby mówić raczej o tym, że ochotnicy zapomnieli o własnym sumieniu i ulegii manipulacji w świetle rzekomego autorytetu nauki. Bo z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej popełnili grzech, nawet jeśli całe tortury były sfingowane. Eksperyment ten pokazał nawet do czego zdolny jest człowiek, kiedy silną oszukańczą sugestią pozbawi się go moralnego kręgosłupa. Możliwe, że to miało miejsce również u Zimbardo, ochotnicy przestali stosować się do chrześcijańskiej etyki i zachowali się bardzo nie po chrześcijańsku.
22-10-2011 21:19 
 Ocena 9 na 9
Ania... (14138 punktów)
>>>>Czy etyka musi mieć jakieś źródło "namacalne"?
>>>Jeżeli twoja etyka (rozumiana jako zasady postępowania, a nie dział rozważań filozoficznych) nie ma być kwestią twojego widzi-mi-się, czy innego "kaprysu", musi pochodzić spoza Ciebie. Gdybyś sama sobie ją wymyślała, obowiązywałaby Ciebie etyka przypadkowa, to chyba trywialne, najprawdopodobniej kreowały by ją twoje lęki i najniższe potrzeby. Analogicznie z grupą, społeczeństwem itp. Zawsze jest jakaś "chwilowa etyka", bo ludzie uciekają od nadmiaru wolności. Pytanie tylko w którą stronę.
>>To opiera się na założeniu, że każdą zasadę trzeba wymyślić.
>W którym punkcie się opiera?
W tym:
Cytat:
musi pochodzić spoza Ciebie. Gdybyś sama sobie ją wymyślała, obowiązywałaby Ciebie etyka przypadkowa,

To opiera się na założeniu, że etyka musi pochodzić spoza organizmu, aby była "skuteczna" i trwała. Inne cechy organizmu jakoś w dużej mierze pochodzą "z niego samego", ale etyka nagle nie.
Oczywiście, w przypadku etyki możemy wyróżnić dwa poziomy: pierwsze, wewnętrzny to proste instynkty, które sprawiają, że nie krzywdzimy dzieci, nie zabijamy pobratymców, lubimy czuć satysfakcję z możliwości pomocy słabszym boroczkom.. Ten poziom jak najbardziej pochodzi "z nas samych", nie z zewnątrz. Na to nakłada się drugi poziom, który opierając się na tych zasadach rozwija je, niekiedy wynaturza - niestety.
Argumentem na to są np. obserwowane u innych gatunków normy współżycia, które są pra-etyką. Powstały wcześniej, niż nasz gatunek. Kultura i język je rozwinęły, uszczegółowiły, skomplikowały jedynie, ale one istniały.

>Zasada "wymyślona" nie może być zasadą etyczną, bo, że pozwolę sobie powtórzyć: etyka musi pochodzić spoza Ciebie.
To co podkreśliłam to jest właśnie założenie. Musisz je podeprzeć jakimś argumentem, w miarę sensownym.
Bez tego, jest równie wartościowe jak odwrotne "etyka musi pochodzić z ciebie samej".
Bez argumentacji założeń nie ma dyskusji, tylko "każdy powie co wie, ale nie wie co powie".
Więc czekam.

>To jest główna wada ateistycznych i naukowych przymiarek do tworzenia etyki: że się etykę wymyśla. Ani wymysłom ani obserwacjom nie trzeba się podporządkowywać i stąd tego rodzaju etyki są nic nie warte.
Znowu założenie, za którym nic nie stoi, tylko Twoja głęboka wiara.
Jakieś argumenty, dowody?
Kontrargument - w więzieniu jest znacznie mniej ateistów niż osób wierzących. Najprostszą interpretacją tego zjawiska jest to, że ateiści rzadziej popełniają przestępstwa. Jak to wyjaśnisz?

>>Zasada nie zabijania pobratymców jest tyleż wrodzona, co nieświadoma, emocjonalna i powszechna - za wyjątkiem rzeczonych już psychopatów.
>Słowo "zasada" ma u Ciebie dwa pomieszane znaczenia. Nie przejmuj się, to powszechny problem na tym forum.
>Pierwsze znaczenie: zasada to mechanizm funkcjonujący bez udziału woli, jakaś regularność zaobserwowana w przyrodzie;
>Drugie: zasada to norma, której należy przestrzegać czyli naginać swoją wolę do zasady.
Jednak instynkt ten u nas działa w myśl pierwszej zasady i nie ma nic wspólnego z naginaniem woli. Rozumiesz znaczenie słowa instynkt?

>Pierwsze znaczenie nie ma z etyką nic wspólnego. Nie jestem winien, że nie ratuję tonącego, skoro poruszam się na wózku inwalidzkim, albo jestem drzewem. Nie jestem "winien", że nie słucham instynktu i się np. odchudzam. Jestem natomiast winien, jeżeli z rozmysłem zabijam przechodnia, żeby ukraść mu pieniądze, chociaż nie działam wbrew żadnemu mechanizmowi ewolucyjnemu.
Znowu założenie. Oczywiście że ma, bo to z niego wywodzi się cała etyka. Dlatego psychopaci, którzy nie odczuwają tych instynktownych emocji, mają problem z przyswojeniem zasad etycznych. Mogą to zrobić rozumowo, albo wcale.
23-10-2011 23:18 
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>>>To opiera się na założeniu, że każdą zasadę trzeba wymyślić.
>>W którym punkcie się opiera?
>W tym:
> Cytat:
musi pochodzić spoza Ciebie. Gdybyś sama sobie ją wymyślała, obowiązywałaby Ciebie etyka przypadkowa,

>To opiera się na założeniu, że etyka musi pochodzić spoza organizmu, aby była "skuteczna" i trwała.

Jakiego "organizmu"??? Musi być wyrazem innej woli niż twoja. Np. dziecku etykę wpajają rodzice i dziecko wierzy, że "tak ma być, bo tak rodzice mówią". Rany, czy ktoś wyjaśniał ci znaczenie słowa "wartość"? Albo "nakierowanie woli ku dobru"? Ja wiem, że tego w szkołach nie uczą, ale w takim razie trzeba sięgnąć po wstęp do filozofii.

>Więc czekam.
Już napisałem argument wcześniej: jeżeliś sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem, to nie da się płynąć.

>>To jest główna wada ateistycznych i naukowych przymiarek do tworzenia etyki: że się etykę wymyśla. Ani wymysłom ani obserwacjom nie trzeba się podporządkowywać i stąd tego rodzaju etyki są nic nie warte.
>Znowu założenie, za którym nic nie stoi, tylko Twoja głęboka wiara.
>Jakieś argumenty, dowody?
Hej, "etyka naukowa" to wyrażenie dość dawno w filozofii uznane za oksymoron, do tego dochodzi błąd naturalistyczny, tu nie trzeba nic dowodzić.
No ale rozumiem, że Ty, bez szczególnej argumentacji, jesteś gotowa podporządkowywać się czemuś co ma status tylko wymysłu. W porządku - ale z reguły ludzie wymyślonych etyk nie przyjmują.

>Kontrargument - w więzieniu jest znacznie mniej ateistów niż osób wierzących. Najprostszą interpretacją tego zjawiska jest to, że ateiści rzadziej popełniają przestępstwa. Jak to wyjaśnisz?
Najprostszą interpretacją jest to, że ateiści stanowią mniejszość w społeczeństwie.
Dalej: do ateizmu dochodzą zwykle wątpiący nonokonformiści, którym chce się o tym myśleć - wśród przestępców jest mało takich myślicieli.
Kolejna sprawa: przestępca swoją wiarę pojmuje zwykle dość specyficznie, skoro tak ewidentnie przeciwstawia się jej w praktyce życiowej. Wątpliwe jest, czy jego deklaracja wiary jest szczera i ma jakiś związek z rzeczywistością.
Jeszcze jedno: to niesprawiedliwe zestawiać proporcję wierzący/ateista. Powinno być chrześcijanin/ateista/muzułmanin/buddysta/taoista i tak dalej.
A poza tym to nie ma nic wspólnego z etyką naukową. Nie ma też etyki "ateistycznej", ateiści praktykują "etykę potoczną", dostosowaną do otoczenia. W każdym razie nikt jeszcze takowej nie sformułował i pewnie nie sformułuje. Czekam i czekam na tę "alternatywę" i nic!

>Jednak instynkt ten u nas działa w myśl pierwszej zasady i nie ma nic wspólnego z naginaniem woli. Rozumiesz znaczenie słowa instynkt?
Pewnie nie. Ale wiem (co wiadomo powszechnie, nie proś o argumenty), że instynkt to jedno, a czyn świadomy, to drugie. Mogę aktem woli przeciwstawić się instynktom i zwykle zasady moralne do tego nakłaniają ("Nie cudzołóż" np.).

>>Pierwsze znaczenie nie ma z etyką nic wspólnego. Nie jestem winien, że nie ratuję tonącego, skoro poruszam się na wózku inwalidzkim, albo jestem drzewem. (...)
>Znowu założenie.
Jakie założenie? Przecież ja tu banały klepię...

>Oczywiście że ma, bo to z niego wywodzi się cała etyka. Dlatego psychopaci, którzy nie odczuwają tych instynktownych emocji, mają problem z przyswojeniem zasad etycznych. Mogą to zrobić rozumowo, albo wcale.
To nie jest argument na rzecz tezy, tylko hipoteza w oparciu o założenie tej tezy. Nic z tego dla nas nie wynika, że psychopaci coś tam. Równie dobrze mogę powiedzieć, że psychopaci, pozbawieni instynktownych emocji, nie malują włosów w czerwone ciapki. I co? Czy malowanie w czerwone ciapki wynika z posiadania podstawowych instynktów?
A ludzie głusi i niewidomi też mają problem z przyswojeniem zasad etycznych. Czy z tego wynika, że etyka wywodzi się ze wzroku i słuchu?
Żeby badać skąd się bierze etyka, musimy analizować zachowania tych, którzy nie mają z nią problemów. Bergson: "Dwa źródła moralności i religii", ciekawa propozycja.

Słuchaj, to jest sprawa trochę obok, ale: tylko religia spaja społeczeństwo. Jest to fakt zaobserwowany, nie wymyślony, nie demagogia. Michel Houellebecq "Cząstki elementarne". Przemyśl czy to dobrze, czy źle, że tak jest. Jeżeli społeczeństwo spaja prawo, to prawo jest religią. Ateizm społeczeństwa nie spaja, spaja malutkie grupki kotów conajwyżej.
24-10-2011 10:25 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>tylko religia spaja społeczeństwo.
Częściej dzieli, przynajmniej obserwujemy to w XXI wieku.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
24-10-2011 10:39 
 Ocena 7 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>tylko religia spaja społeczeństwo.
>Częściej dzieli, przynajmniej obserwujemy to w XXI wieku.

Rzekłbym, iż daje się to obserwować już od pewnego czasu: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej. (Łk 12, 51-53) .


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)
24-10-2011 15:48 
 Ocena 1 na 1
Uriel_ (360 punktów)
Elo,

Jezus (niestety ) ma rację.

Pomyśl, że istnieje prawdziwa definicja człowieka zgodna z obiektywnym stanem faktycznym i Ty ją znasz.
Pomyśl, co wywołasz publikując ją ?
Pomyśl, co przyniesiesz światu ?
POKÓJ CZY ROZŁAM ?

Odpowiedz.
   
Marcuch (664 punktów)
>POKÓJ CZY ROZŁAM ?
Pewnie nic. Może napiszą o mnie w "Fakcie"?
Tu nie chodzi o definicje, tylko o wartości organizujące ludzi jak magnes opiłki.
27-10-2011 00:59 
 Ocena-1 na 1
Marcuch (664 punktów)
(...) a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej. (Łk 12, 51-53) .
...Po czym zaczęły rozwijać się gminy chrześcijańskie na terenie Cesarstwa Rzymskiego, które zdominowały je do tego stopnia, że chrześcijaństwo stało się religią państwową. I milyjony synów przeciwko milyjonom ojców.
27-10-2011 07:14 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>chrześcijaństwo stało się religią państwową.
No popatrz, a mówią, że cudów nie ma...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-10-2011 20:20 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
>>tylko religia spaja społeczeństwo.
>Częściej dzieli, przynajmniej obserwujemy to w XXI wieku.
Nooo, a w 1648 łączyła RON tak jak jeszcze niedawno łączyła społeczeństwo Irlandii Pół i jak połączyła polskie w XXI na Krakowskim Przedmieściu
27-10-2011 01:51 
 Ocena-2 na 2
Marcuch (664 punktów)
>>tylko religia spaja społeczeństwo.
>Częściej dzieli, przynajmniej obserwujemy to w XXI wieku.
Dzieleniem zajmują się różnice wyznaniowe. Np. propagacja ateizmu w jednolitym wyznaniowo społeczeństwie katolickim wprowadza w nim podziały. To naturalne, wystarczy się rozejrzeć.

Ludzie łączą się wokół wartości, a źródłem wartości jest sacrum.
Znowu mam wrażenie, że przepisuję jakiś "Wstęp do... ", a zaczęło się od marginalnej uwagi...
27-10-2011 07:10 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Dzieleniem zajmują się różnice wyznaniowe. Np. propagacja ateizmu w jednolitym wyznaniowo społeczeństwie katolickim wprowadza w nim podziały.
No jasne, znowu ateiści wszystkiemu winni... Diabelskie nasienie...
Nie ma "jednolitego wyznaniowo społeczeństwa katolickiego", nie w XXI wieku. Zapomnij.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
26-10-2011 20:27 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)
>Kolejna sprawa: przestępca swoją wiarę pojmuje zwykle dość specyficznie, skoro tak ewidentnie przeciwstawia się jej w praktyce życiowej. Wątpliwe jest, czy jego deklaracja wiary jest szczera i ma jakiś związek z rzeczywistością.

Zaraz tam specyficznie pojmuje przestępca swoją wiare. Jeśli przestępca jest złodziejem i modli się do św. Dyzmy patrona złodziei przed skokiem, to chyba jego wiara jest szczera i rzeczywista nie?
26-10-2011 22:06 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>Słuchaj, to jest sprawa trochę obok, ale: tylko religia spaja społeczeństwo. Jest to fakt zaobserwowany, nie wymyślony, nie demagogia. Michel Houellebecq "Cząstki elementarne". Przemyśl czy to dobrze, czy źle, że tak jest. Jeżeli społeczeństwo spaja prawo, to prawo jest religią. Ateizm społeczeństwa nie spaja, spaja malutkie grupki kotów conajwyżej.

Gdyby to religia spajała społeczeństwo to co niby przeszkadzałoby nam Polakom ''spoić'' się z Niemcami czy Francuzami lub Hiszpanami? Dlaczego nie spoiliśmy się kiedyś z Czechami i Słowakami?
Społczeństwo spaja wspólna kultura, tradycja, zwyczaje, język, historia i przelana krew w walce o wspólne idee.
Mamy taką samą religie jak ww. kraje, a mimo to jakoś ta religia nas z nimi nie spaja.
I nie pisz mi, że Twoja religia tworzy naszą kulture, tradycje i zwyczaje, bo to u mnie nie przejdzie

www.racjonalista.pl/forum.php/s,457615#w458500
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457615#w458566
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457615#w458613

To tak na marginesie gdybyś nie wiedział skąd nasza tradycja i zwyczaje.
27-10-2011 01:38 
 Ocena-1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>Gdyby to religia spajała społeczeństwo to co niby przeszkadzałoby nam Polakom ''spoić'' się z Niemcami czy Francuzami lub Hiszpanami?
Ech... Uwarunkowania geopolityczne i gospodarcze. Poza tym Niemcy to protestanci, kolego. Jesteśmy z nimi "trochę spojeni", pomyśl jaka panowała by atmosfera, gdyby Niemcy byli muzułmanami.

>Dlaczego nie spoiliśmy się kiedyś z Czechami i Słowakami?
Pytanie historyczne. Może nie było na czas religii, która trafiałaby do wszystkich?
Ale swego czasu spajały się na naszych ziemiach ludy słowiańskie. Zgadnij pod jakim logo.

>Społczeństwo spaja wspólna kultura, tradycja, zwyczaje, język, historia i przelana krew w walce o wspólne idee.
No w każdym razie nie biologia.
>Mamy taką samą religie jak ww. kraje, a mimo to jakoś ta religia nas z nimi nie spaja.
Ale zbliża. Słuchaj, porada logiczna. Jeśli chcesz obalić moją tezę, którą bałem się napisać ze względu na jej powszechność i banalność, to powinieneś pokazać społeczeństwo, które jest spojone, a nie jest religijne. A nie społeczeństwo nie spojone, a religijne.
Hint: powiedz coś o Czechach, to taki laicki kraj. Może tam nie ma religii a są ludzie spojeni?

>I nie pisz mi, że Twoja religia tworzy naszą kulture, tradycje i zwyczaje, bo to u mnie nie przejdzie
Ja dopiero dookreślam swoją religię, więc "nie piszę Ci".

>To tak na marginesie gdybyś nie wiedział skąd nasza tradycja i zwyczaje.
Tak się składa, że pradawnych Słowian łączył kult. Kult bóstw, które znasz. A zatem religia. "Bez Boga ani do proga!" ojce mawiały.
27-10-2011 04:33 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Ech... Uwarunkowania geopolityczne i gospodarcze. Poza tym Niemcy to protestanci, kolego. Jesteśmy z nimi "trochę spojeni", pomyśl jaka panowała by atmosfera, gdyby Niemcy byli muzułmanami.

Echh nie wiedziałem, że Niemcy tak wczeście zaczeli protestować. Wiem za to jaka panowała atmosfera, gdy Niemcy nosili płaszcze z białymi krzyżami na ramieniu. Byli wtedy muzułmanami?. Poza tym z muzułmanami staliśmy ramie w ramie pod Grunwaldem. Dziwne, że Polakom, chrześcijańskiemu narodowi, bliżej było do Litwy niż Niemiec. Że też Rzeczypospolitej Obojga Narodów Polacy nie stworzyli z tymi krzyżakami , aż dziw bierze.

Słowian nie łączył kult bóstw, jakoś nie połączył Wiletów z Polanami, jako, że Wieleci często łączyli się z chrześcijanami przeciw Polanom.
Marcuch (664 punktów)
>Echh nie wiedziałem, że Niemcy tak wczeście zaczeli protestować. Wiem za to jaka panowała atmosfera, gdy Niemcy nosili płaszcze z białymi krzyżami na ramieniu.
Kolejny przykład społeczności związanej religijnie.

> Że też Rzeczypospolitej Obojga Narodów Polacy nie stworzyli z tymi krzyżakami , aż dziw bierze.
Tylko nie mieszaj międzypaństwowych unii politycznych z łączeniem się ludzi w grupy wyznaniowe. Kult łączy ponadrodzinne grupy "osobników". Natomiast narody sąsiadujące mają bogatą historię toczonych wojen.

>Słowian nie łączył kult bóstw,
W ogóle, co to za oksymoron "bóstwo słowiańskie", prawda? Oni tylko razem jedli.

Ale może jakaś alternatywna etyka słowiańska, dla przykładu?
28-10-2011 04:33 
 Ocena 4 na 4
perun (8610 punktów)

>Ale może jakaś alternatywna etyka słowiańska, dla przykładu?
>
Jak będe miał czas to skończe temat etyki z przymiotnikami.
Etyka to etyka tak jak miłość to miłość. Oczywiście jest coś takiego jak chrześcijańska miłosć ale.. co to jest ta chrześcijańska miłość jak na razie nikt mi nie wytłumaczył. Może chodzi o to, że normalny człowiek jak kocha to czuje radość, a chrześcijanin jak kocha to cierpi?
Artur@R (7115 punktów)
> Może chodzi o to, że normalny człowiek jak kocha to czuje radość, a chrześcijanin jak kocha to cierpi? <
Zaje...te stwierdzenie !


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
28-10-2011 10:09 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)
>Może chodzi o to, że normalny człowiek jak kocha to czuje radość, a chrześcijanin jak kocha to cierpi?

Chrześcijanin nie cierpi tylko "niesie swój krzyż".
28-10-2011 07:27 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Kolejny przykład społeczności związanej religijnie.
Wymagasz od zakonu, żeby nie był "społecznością związaną religijnie"? Dziwne wymaganie doprawdy...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-10-2011 15:53 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Ale może jakaś alternatywna etyka słowiańska, dla przykładu?
>
Dobra to skończę co zacząłem.
Etyka - ogólnie zespół norm i ocen moralnych charakterystycznych dla danej zbiorowości.
Ogólne normy występujące wśród prawie wszystkich ludów Ziemi to;
- nie zabijaj
-nie kradnij
-nie kłam
-nie zdradzaj
-pomagaj potrzebującym
-nie krzywdż słabszych.
-szanuj tych, którzy na szacunek zasługują itp.
Te zasady są wspólne dla Ziemi.Występują na całej Ziemi, czy to wśród Indian, Eskimosów, Chińczyków, nawet wśród chrześcijan
Występują na całej Ziemi nie dlatego, że jakiejś bozi chciało się wspiąć na Synaj i wydłubać te zasady w kamieniu, ale dlatego, że każde społeczeństwo tych zasad potrzebuje,aby normalnie funkcjonować.
Nazwałbym to ogólnoludzką etyką, łączącą wszystkich ludzi.
Są jednak ''lokalne'' etyki, różniące się od tej wspólnej małymi dodatkowymi zasadami stworzonymi przez dane społeczeństwo na swój użytek i obowiązujące tylko to społeczeństwo, ale mające ważny wpływ na postrzeganie tych głównych zasad.
Może uda mi się pokazać o co mi chodzi na wykazaniu wyższości etyki słowiańskiej nad chrześcijańską na przykładzie jednej z tych''lokalnych'' zasad etycznych.
Taką dodatkową lokalną zasadą etyczną jest np; sex i sprawa podejścia do cielesności człowieka.
Jak wiadomo chrześcijanie mają na tym punkcie zajoba lekko pisząc.
Dla chrześcijan nieetyczne, a więc złe jest;
-Sex dla samej przyjemności
-onanizm
-sex poza związkiem małżeńskim
Poza tym mają dodatkowe regulacje etyczne dotyczące sexu. Wiadomo, że chrześcijańska etyka akceptuje sex tylko pod pierzyną, po ciemku, w pozycji misjonarskiej, a przed i po zalecana jest pokuta i samobiczowanie się za ''grzeszną czynność jakiej się chrześcijanie dopuścili.
Niby te chrześcijańskie zasady sex. nie powinny mieć wpływu na to jak postępują chrześcijanie w życiu w stosunku do tych głównych zasad ogólnoludzkich.
Ale..sexualność człowieka to bardzo ważny aspekt jego życia.
I tu się zaczyna problem. Od dziecka uczy się ich, że ciało jest brzydkie, wstrętne, sex to coś złego, onanizm to piekło itd. Tym sposobem chrześcijańska etyka wychowuje frustratów, ludzi z problemami sexualnymi( trudno ich nie mieć jeśli nie akceptuje się potrzeb własnego ciała), a tym samym niezadowolonych z życia, nieszczęśliwych z wiecznym poczuciem winy itd.
A czy człowiek niezadowolony z własnego życia, mający poczucie winy, że nie może powstrzymać się od spojrzenia na tyłek czy biust kobiety itp, będzie w stosunku do innych ludzi dobry, życzliwy, uśmiechnięty, przyjazny ?Sami sobie odpowiedzcie.
Innym problem jest podejście chrześcijan do kobiet wynikające z ich etyki dotyczącej sexu.
Dobra kobieta to dziewica. Tylko taka jest szanowana przez tą chorą etykę.
Każda inna nie mająca męża i dziewictwa to delikatnie pisząc wg chrześcijan '' latawica'' , a tym samym już nie zasługująca na szacunek.
I tu jest wyższość etyki Słowian,. którzy do sexualności człowieka mieli normalne podejście i sexu nie traktowali jako zła koniecznego, a tym samym słowiańska etyka nie wychowywała frustratów
Oczywiście takich aspektów chorej etyki wynikającej z chrześcijaństwa jest znacznie więcej. Zainteresowanym polecam Stachniuka i jego''Wspakulture;;
Oraz krótki (zbyt) lecz piękny wywiad z prof. A. Krawczukiem www.racjon(*)Aleksander.Krawczuk.o.poganach

Chrześcijanie dużo krzyczą o szacunku dla życia jakie oni mają, a pan Marcuch coś bredził o szacunku do kobiet jaki mają chrześcijanie.
Chrześcijanie tak szanują życie, że gotowi są poświęcić życie kobiety, bo dla nich ważniejsze jest życie zapłodnionego jaja od życia kobiety.
Tym samym okazują kobiecie szacunek traktując ją jak inkubator.
Chrześcijanie rzeczywiście szanują kobiety, ale tylko wtedy jeśli są dziewicami najlepiej konserwowanymi , matkami, służącymi pana i władcy mężczyzny, dla którego mają być ciche i posłuszne, gdy pan, chrześcijański mężczyzna, będzie akurat miał ochotę na barabara, jasna rzecz w pozycji misjonarskiej, bo od tyłu to grzech jako, że to zbyt blisko świętego krzyża.

Kończąc temat alternatywy. Alternatywą jest etyka ogólnoludzka bez chrześcijańskich perwersji robiących z ludzi kaleki moralne.
Zresztą kto dzisiaj tak naprawdę sto
28-10-2011 21:01 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)

Zresztą kto dzisiaj stosuje się do etyki chrześcijańskiej? Co wspólnego z chrześcijaństwem ma dzisiejsze myślenie etyczne o równouprawnieniu kobiet. Co z chrześcijańską etyką mają wspólnego prawa dziecka? Marek Jurek jest przeciw zakazowi bicia dzieci. Słysząc zwrot ''chrześcijańska etyka'' dostaje
Mam nadzieje, że jasno i zrozumiale wyłożyłem swoje myśli i pan Marcuch nie będzie miał problemu z ich zrozumieniem. Jeśli coś popieprzyłem chętnie poddam się krytyce obrońcy chrześcijańskiej etyki bez której podobno bysmy nie istnieli.

PS. Wszystkim chrześcijanom, szczególnie tym z którymi ''kłóciłem'' się o to że wzorzec rycerza pochodzi z pogańskiej Grecji i z chrześcijaństwem nie mam nic wspólnego polecam jeszcze jedną świetną stronkę ..przez która narobiłem sobie sporo roboty
www.racjon(*)q,Dziedzictwo.Grekow.i.Rzymian
27-10-2011 07:51 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
>Poza tym Niemcy to protestanci, kolego.
Guzik prawda. Wg danych statystycznych z 2008 roku w Niemczech mieszka ok. 30% katolików i tyleż samo luteran. No i wyraźnie napisane - Konfessionfreie 34,1%.
fowid.de/f(*)it_Bevoelkerung__1950-2008.pdf


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
28-10-2011 16:00 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)

>Ale zbliża. Słuchaj, porada logiczna. Jeśli chcesz obalić moją tezę, którą bałem się napisać ze względu na jej powszechność i banalność, to powinieneś pokazać społeczeństwo, które jest spojone, a nie jest religijne. A nie społeczeństwo nie spojone, a religijne.

Która religia spaja społeczeństwo USA? Katolicyzm , protestantyzm, mormoni, muzułmanie, religie indiańskie, amisze,czy scjentolodzy?
22-10-2011 21:27 
 Ocena 11 na 11
Ania... (14138 punktów)
>>Bez wrodzonych instynktów trudno jest opanować zasady etyki, co wiemy na przykładzie trudności, jakie napotykają psychopaci, a w pewnym stopniu i osoby autystyczne.
>Aczkolwiek nie ma nic takiego tak "instynkt etyczny", bo etyka dotyczy czynów świadomych, a nie instynktownych czy automatycznych.
Trudno się rozmawia z Tobą, bowiem opierasz się na irracjonalnych i sprzecznych z obserwacjami założeniach.
Oczywiście, że etyka opiera się w dużej mierze na instynkcie, co widać np. w eksperymencie myślowym ze zwrotnicą.

>>Podaj konkretne zasady etyczne, czyli co wolno, a czego nie.
>Jest taka książka "Biblia", a w niej tzw. "Dziesięć przykazań", zwanych "Dekalogiem", nie wiem dokładnie w którym rozdziale, ale są to podstawowe zasady postępowania chrześcijanina.
Z czego 3 odnoszą się do traktowania boga, a pozostałe wynikają z zasad współistnienia społeczności, nie wybijających się ponad ewolucję.

>>Twoje postrzeganie ewolucji jest na poziomie zgoła gimnazjalnym.
>>Nie bierzesz pod uwagę gatunków społecznych, a to karygodny błąd.
>Pewnie tak, nie wziąłem tez pod uwagę zasady doboru grupowego ani krewniaczego w rozważaniach etycznych.
I dobrze, bo nie ma czegoś takiego jak dobór grupowy, mam nadzieję, że ironizowałeś.

>Dlaczego? Bo ewolucja nie ma z etyką nic wspólnego. Jak powiedziałem wyżej, mechanizm działający biofizycznie lub na poziomie gatunku, to zupełnie co innego niż norma, która działa na mocy wolnej decyzji jednostki. Tego zasadniczego rozróżnienia "zasad" zdają się nie dostrzegać rozmaici naturaliści.
Pla pla... jakieś argumenty podpierające to założenie?

>Zaraz - jeżeli uważasz, że jakieś "ewolucyjne" czy "biologiczne" zasady nas w jakiś sposób "obowiązują", że mamy się trzymać "kodeksu Matki Natury" tzn., że pewnie jesteś panteistką. Może to coś wyjaśnia? To forum jest zdominowane przez krypto-panteistów.
Nie jestem panteistką. Koniecznie musisz mi wepchnąć jakąś formę bóstwa? Choćby w postaci siły sprawczej?
Jednak zrozumienie mechanizmu powstania kolejnej cechy, zachowania, to oczywiste dążenie umysłu sceptycznego. Mamy dwa wytłumaczenia:
1) etyka wywodzi się z instynktów, które obserwujemy u innych gatunków, i które były utrwalone, ponieważ sprzyjały przetrwaniu grupy, a więc i osobników je wykazujących. Kultura rozwinęła je formułując werbalnie zasady etyczne.
2) etyka pochodzi z zewnątrz, została nam dana.
Co do drugiego - takie wyjaśnienie nie jest wyjaśnieniem bez podania mechanizmu: dana przez co, jako co, kiedy, po co, skąd mamy tę pewność i jak to wykazać.
Zrozum, bez argumentacji takie wyjaśnienie jest tak samo dobre jak to, że samolot leci na tchnieniu Ozyrysa.

>>>>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...
>>>Ciekawe jakie to eksperymenty. Podaj źródła.
>>pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_więzienny
>>tak na przykład.
>Ten eksperyment nie ma nic wspólnego z religią. Poza tym co innego eksperyment na skalę kilkudziesięciu osób, a co innego oddziaływanie religii i prawa w skali społeczeństwa i dziesięcioleci. Poza tym, co znaczy "działa lepiej", w jakim zakresie? W religii chrześcijańskiej powiada się, że ludzie będą sądzeni po śmierci i mogą trafić do piekła na wieczność. Żaden znany mi ludzki sąd nie może wymierzyć takiej kary. Podobno chrześcijański Bóg spalił dwa miasta Sodomę i Gomorę, o takiej skali działań karnych człowieka nie słyszałem.
No dobra. Troll. Dostałeś moje argumenty, możesz podarować sobie odpisywanie, bo widzę, że nie ma sensu dalsza rozmowa.
23-10-2011 23:49 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
>>>Podaj konkretne zasady etyczne, czyli co wolno, a czego nie.
>>Jest taka książka "Biblia", a w niej tzw. "Dziesięć przykazań" (...)
>Z czego 3 odnoszą się do traktowania boga, a pozostałe wynikają z zasad współistnienia społeczności, nie wybijających się ponad ewolucję.
Podaj mi jakiś powód, dla którego miałbym służyć ewolucji albo uznawać zasady współistnienia społeczności!

>>Dlaczego? Bo ewolucja nie ma z etyką nic wspólnego. Jak powiedziałem wyżej, mechanizm działający biofizycznie lub na poziomie gatunku, to zupełnie co innego niż norma, która działa na mocy wolnej decyzji jednostki. Tego zasadniczego rozróżnienia "zasad" zdają się nie dostrzegać rozmaici naturaliści.
>Pla pla... jakieś argumenty podpierające to założenie?
Jakie założenie??? Rany, przecież to są banały...
Czy Ty decydujesz, jak biegnie ewolucja twojego gatunku? Czy Ty decydujesz ile dać żebrakowi? Czy odróżniasz te dwie sprawy? Czy odróżniasz "chcenie" od "funkcjonowania"? Czy masz wyrzuty sumienia, albo może napawa Cię dumą fakt, iż krew krąży w twoim organizmie? Czy stać Cię na działanie wbrew instynktom? Czy kiedy zastanawiasz się, czy zrobiłaś coś dobrze czy źle, to utylitarystycznie konfrontujesz swój uczynek z ewolucją homo sapiens?

>>Zaraz - jeżeli uważasz, że jakieś "ewolucyjne" czy "biologiczne" zasady nas w jakiś sposób "obowiązują", że mamy się trzymać "kodeksu Matki Natury" tzn., że pewnie jesteś panteistką. Może to coś wyjaśnia? To forum jest zdominowane przez krypto-panteistów.
>Nie jestem panteistką. Koniecznie musisz mi wepchnąć jakąś formę bóstwa? Choćby w postaci siły sprawczej?
Nie, chodzi mi o to, że pewne postawy zostały już nazwane. I postawa podobna do twojej ma taką właśnie nazwę. Wszystko wskazuje na twój panteizm, bo wszystko tłumaczysz prawami natury - czyż ta zależność nie jest trywialna? Dlaczego "nie"?

>1) etyka wywodzi się z instynktów, które obserwujemy u innych gatunków, i które były utrwalone, ponieważ sprzyjały przetrwaniu grupy, a więc i osobników je wykazujących. Kultura rozwinęła je formułując werbalnie zasady etyczne.
>2) etyka pochodzi z zewnątrz, została nam dana.
>Co do drugiego - takie wyjaśnienie nie jest wyjaśnieniem bez podania mechanizmu: dana przez co, jako co, kiedy, po co, skąd mamy tę pewność i jak to wykazać.
Jakim prawem ograniczasz wyjaśnienia do naturalistycznych, ignorujących istnienie osoby ludzkiej i świadomości? Wystarczy samego siebie zapytać "dlaczego i po co robię to i to". I wtedy wyjdzie absurdalność odpowiedzi biologicznych. Etyka to kwestia motywów, nie mechanizmów.

>>>>>Eksperymenty dowodzą, że odpowiedzialność prawna i cywilna działa lepiej, niż jakakolwiek religia...
>>>pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_więzienny
>>>tak na przykład.
>>Ten eksperyment nie ma nic wspólnego z religią. (...)
>No dobra. Troll. Dostałeś moje argumenty, możesz podarować sobie odpisywanie, bo widzę, że nie ma sensu dalsza rozmowa.
No to brawa!
24-10-2011 10:09 
 Ocena 6 na 6
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Jakim prawem ograniczasz wyjaśnienia do naturalistycznych, ignorujących istnienie osoby ludzkiej i świadomości? Wystarczy samego siebie zapytać "dlaczego i po co robię to i to". I wtedy wyjdzie absurdalność odpowiedzi biologicznych. Etyka to kwestia motywów, nie mechanizmów.
Najpewniej jesteś katolikiem, więc mam pytania"
1. Dlaczego grzeszysz - powinieneś odpowiedzieć klarownie i jednoznacznie, w końcu napisałeś: "wystarczy siebie samego zapytać dlaczego".
2. Dlaczego później żałujesz za (część) grzechów - tu również oczekuje odpowiedzi klarownej, jednoznacznej i niesprzecznej z odpowiedzią pierwszą.
3. Dlaczego mimo żalu powtarzasz (zdarza Ci się powtarzać) ten sam grzech?

Dawaj! Dasz sensowne (bez plecenia bzdur i jechania opłotkami po fantazjach) odpowiedzi, to jest duża szansa, że mnie nawrócisz.
Czekam!

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
Uriel_ (360 punktów)
Przepraszam ale chętnie odpowiem:

>1. Dlaczego grzeszysz - powinieneś odpowiedzieć klarownie i jednoznacznie, w końcu napisałeś: "wystarczy siebie samego zapytać dlaczego".

Dlatego, że nie mam odwagi postępować uczciwie, zgodnie z własnym sumieniem gdyż zostałbym poszkodowany. Brak kontrargumentów u mojego oponenta wywoła agresję, wrogość, spiskowanie przeciwko mnie, rozpad relacji rodzinnych i społecznych, niechęć, w najlepszym razie ostracyzm o różnym nasileniu.

Ciężko być Człowiekiem w tak wrogim sobie ( Człowiekowi ) otoczeniu wyznaniowym.
   
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Czekam na odpowiedź kolegi Marcucha. Nie chcę, by ktoś go zastępował.

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
25-10-2011 01:52 
 Ocena 3 na 3
Marcuch (664 punktów)
>Najpewniej jesteś katolikiem, więc mam pytania"
Akurat tylko czuję pewną sympatię do tego ruchu, więc teraz poudaję katola, co rozumie swoje motywacje.
Są to, generalnie, kalki zachowań międzyludzkich.

>1. Dlaczego grzeszysz - powinieneś odpowiedzieć klarownie i jednoznacznie, w końcu napisałeś: "wystarczy siebie samego zapytać dlaczego".

Zakładamy, że grzeszę z premedytacją.
Grzeszę bo aktualnie czuję, że mam interes w danym czynie. Liczę przy tym na przebaczenie, na miłość Boga, na to, że mi się "uda" wobec Niego. On jest pewnie Kimś, kto mnie "kocha", więc wybaczy taki "drobiazg". Analogicznie jak dziecko wobec rodziców: naginam relację emocjonalną z Bogiem w przekonaniu, że nic strasznego nie robię. Jest to rachunek zysków z popełnienia czynu i strat w emocjonalnej więzi z Bogiem, z wliczeniem ryzyka - bo nie potrafię precyzyjnie określić wartości moralnej czynu.
Bardziej świadomy sytuacji być może nawet myślę, że Bóg wybaczy mi moją premedytację, że jej kształt też wypływa ze słabości mojego charakteru, a wszak słabość charakteru to nie grzech. Już na etapie premedytacji czuję niepokój związany z "zaufaniem Boga" do mnie, ale wola dokonania czynu zwycięża z tym niepokojem.
Opis bardziej zewnętrzny: być może nie umiem dokładnie ocenić sytuacji, nie czuję właściwie zagrożenia (rozmiaru konsekwencji, kary), a uleganie pokusie naprędce racjonalizuję w kategoriach osobistego stosunku z Bogiem.

Jest też parę inych opcji: odwracam się kompletnie od Boga, stwierdzam, że jest "niesprawiedliwy", "niepotrzebny", że "zrobię mu na złość" itp. Albo, że "Boga nie ma" i że muszę pokonać jedynie wtłoczony mi "fantom lęku przed zewnętrznym autorytetem".

>2. Dlaczego później żałujesz za (część) grzechów - tu również oczekuje odpowiedzi klarownej, jednoznacznej i niesprzecznej z odpowiedzią pierwszą.

Myślę, że leci to tak:
Bo oto odkrywam, że się byłem pomyliłem. Błąd był ewentualnie większy niż mi się wtedy ewentualnie zdawało (jeśli wcześniej też czułem, że popełniam błąd). Zanadto "nadużyłem zaufania Boga" i chcę Go "przeprosić". Na skutek nieprawidłowej oceny moralnej czynu popsułem nasze "relacje partnerskie". Boję się, że wskutek tego, Jego miłość i zaufanie do mnie jakoś "osłabnie", co już jest niedobre, a dodatkowo - również moje zaufanie doŃ naturalnie osłabnie, więc stracę oparcie. Albo boję się nawet "gniewu" (jeśli żyję taką "gniewną" koncepcją Boga, co poniektórzy katolicy mają).
Generalnie rzecz sprowadza się do odkrycia pomyłki w moralnym bilansie tamtego czynu. Uzyskuję oto dystans poznawczy i czyn nie wydaje się już tak atrakcyjny jak w tamtej chwili, korzyści z niego przeminęły, a jedynym trwałym śladem pozostało nadwerężenie relacji z Bogiem. Stwierdzam, że "nie było warto", że "to było głupie" itp.

>Dlaczego mimo żalu powtarzasz (zdarza Ci się powtarzać) ten sam grzech?

"Mimo żalu" to się zdarza chyba sporadycznie - raczej "mimo przeszłego żalu".
Dlatego, że w jakichś nowych okolicznościach znów inaczej oceniam cały ów czyn i znów stwierdzam, że np. przesadziłem wtedy z tym "kajaniem się", z tym żalem i że to nie jest "aż taki" wielki grzech. Moje osądy moralne stopniowo nagięły się w drugą stronę przez nowe emocje i znów widzę "drobnostkę", psikus niesformego dziecka. Oczywiście jest opór. Opór jest większy, skoro kiedyś oceniłem ten czyn jako "zły". Ale podstawowy mechanizm jest taki, że podważam tamtą ocenę, że wątpię w tamtego-siebie. "To wtedy trochę się pomyliłem". Jeżeli teraz nie wystarczy mi siły woli, aby, ze względu na Boga i wzajemne nasze uczucia, których domniemywam, pokonać tę chęć powtórzenia grzechu, to znów go popełniam.

Więcej: nawet w smutnym przekonaniu, że grzeszę i oddalam się od Boga, mogę popełniać ów "zły czyn". Wzrasta bowiem, przez grzech, moja pogarda do samego siebie. Grzech czyni mnie mniej wartościowym, a więc i mniej zasługującym na tak bliskie stosunki z Bogiem, jak do tej pory. Ta pogarda wygrywa z potrzebą bliskości. Albo: nawet jeśli czuję "w tle", że się staczam - po prostu nie mam siły się zatrzymać.
Do tego dochodzą różne racjonalizacje: np. wątpienie w "grzeszność" tej kategorii czynów, branie pod uwagę "innych grzeszników" i rozmaite argumentacje, które są tylko wyrazem zwyciężającej złej woli. Dlaczego prawdziwy rozsądek nie potrafi ich odciąć? Bo jego użycie jest podorządkowane woli. Bo na powierzchni refleksji walczy sam ze sobą będąc zarówno narzędziem woli "złej" jak i "dobrej". Bo przegrywa z emocjami.

Jeszcze jedna sprawa: dlaczego seryjnie popełniam grzech? Po patrzę na całą serię jak na jeden czyn i traktuję go analogicznie jak wyżej. Sumienie nie odzywa się z dostateczną siłą pomiędzy powtórzeniami.
Tak, wydaje mi się, wytłumaczyłby to katolik, dosyć personalistycznie. Ale Boga też można ująć jako skierowaną "siłę", nurt, a działanie człowieka "zgodne" lub "niezgodne" z jej "wektorem". Mniej psychologizowania.

Poudawałem katolika, ale osobiście nie wierzę w ten typ relacji z Bogiem, uważam, że jest o wiele więcej niewiadomych. Niby dlaczego miałby grać ze mną w taką właśnie grę? Dlaczego to miałoby by grzechem, a tamto nie? Znów, jeśli miałbyby zachodzić między Bogiem a człowiekiem jakieś relacje emocjonalne, to racja bytu owych relacji musiałaby być poza-boska, ulokowana w ponad-boskiej przestrzeni, co się kłóci z Jego Absolutem. A więc Bóg nie ma pojmowalnej "psychiki" i trudno powiedzieć jaką etykę głosi.
Natomiast, z drugiej strony, nie zadowala mnie w tej sytuacji intelektualny unik, polegający na zanegowaniu istnienia Boga i próbach redukowania kategorii grzechu, sacrum, czy innych intencjonaliów związanych z Absolutem, do kategorii bio-fiz. Porzuca się pewien porządek wyjaśniający, tak jakby zostawiało się niesympatyczny rozdział algebry "bo tam nic nie ma". A tam coś przecież jest i daje eleganckie wyjaśnienia.
25-10-2011 09:12 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

> Poudawałem katolika, ale osobiście nie wierzę w ten typ relacji z Bogiem, uważam, że jest o wiele więcej niewiadomych.
Plus. Bardzo fajny tekst.

Wydaje mi się jednak, że udało mi sie z niego wyłuskać to, o co mi chodziło.
Piszesz: "aktualnie czuję, że mam interes w danym czynie". Masz zatem jakąś wewnętrzną skalę wartości, która jest różna od 'moralności nadanej przez boga'. Mi chodzi właśnie o źródła owej wewnętrznej skali - jeść, pić, dbać o miejsce schronienia na czas snu i sam sen. Są to rzeczy czysto biologiczne. Również większość uzależnień ma podstawę biologiczną lub częściowo biologiczną. Pozostaje pociąg seksualny, z którym różnie bywa - ale u podstaw leży biologia. Także instynkt rodzicielski.
Mógłbyś osobiście mnie zaginać, że to dwa systemu 'moralne' - religijny i praktyki społecznej walczą ze sobą, ale spraw, o których pisałem we wcześniejszym akapicie nie sprowadzisz do tej walki.
Możesz jedynie próbować ocenić - w jakiej części działa biologia, w jakiej systemy kulturowe, a w jakiej konsekwencje Twoich własnych poszukiwań etyki w świecie.

>Niby dlaczego miałby grać ze mną w taką właśnie grę? Dlaczego to miałoby by grzechem, a tamto nie? Znów, jeśli miałbyby zachodzić między Bogiem a człowiekiem jakieś relacje emocjonalne, to racja bytu owych relacji musiałaby być poza-boska, ulokowana w ponad-boskiej przestrzeni, co się kłóci z Jego Absolutem. A więc Bóg nie ma pojmowalnej "psychiki" i trudno powiedzieć jaką etykę głosi.
Takie stanowisko wydaje mi się rozsądne. Nawet jeśli miałbym inne.

> Natomiast, z drugiej strony, nie zadowala mnie w tej sytuacji intelektualny unik, polegający na zanegowaniu istnienia Boga i próbach redukowania kategorii grzechu, sacrum, czy innych intencjonaliów związanych z Absolutem, do kategorii bio-fiz. Porzuca się pewien porządek wyjaśniający, tak jakby zostawiało się niesympatyczny rozdział algebry "bo tam nic nie ma". A tam coś przecież jest i daje eleganckie wyjaśnienia.
Nie chodzi o wyjaśnienia - raczej o religię. Jak się zgodzisz, że pochodzą od konkretnego boga z religii, to jego "pośrednicy" sprzedają Ci całą religię z "dobrocią jej inwentarza" - czyli nieodmiennie interesami grup kleru, a też przebrzmiałymi i szkodliwymi tradycjami.
Możesz oczywiście zaprzeczyć, że w Twoim przypadku tak nie jest, ale na poziomie masy, społeczeństwa, jest dokładnie tak, jak piszę. Być może byłoby inaczej, gdyby na czele kleru stali światli ludzie, ale trudno mi w tym momencie takich ludzi dostrzec. Ci, o których słyszałem/podejrzewałem, że są światli, w końcu pouciekali z tej instytucji lub zostali wypchnięci, ewentualnie umarli.
W dzisiejszym kk źródłem żywych idei religijnomoralnych dla naszych czasów są Rydzyk, Natanek i ci, co wymyślili zakaz mszy nad skremowanymi prochami. Twórcy ruchów młodzieży - pewnej odnowy w kk - nie żyją, a same ruchy dogorywywają.
Wspomną o nierozliczonych pedofilach i ich pomagierach na zachodzie (nie słyszałem, żeby wielu biskupów wylądowało w więzieniu za tuszowanie skandali), co powinno wskazać dalczego nie widzę zbyt wiele dobra w kk. A o polskich wynaturzeniach można pisać tomy dłuższe niż dziesiątki tysięcy stron akt w Komisji Majątkowej.

Przepraszam za lekki offtopic.

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
Marcuch (664 punktów)
>(...) Mi chodzi właśnie o źródła owej wewnętrznej skali - jeść, pić, dbać o miejsce schronienia na czas snu i sam sen. Są to rzeczy czysto biologiczne. Również większość uzależnień ma podstawę biologiczną lub częściowo biologiczną.

To jest problem redukcji psychiki do biologii, który wierzący załatwiają różnie:
-jest w człowieku nieredukowalna, nadprzyrodzona "iskra Boża"
-Bóg działa tam gdzie nauka jeszcze nie sięgnęła
-nikt nie pokazał, że redukcja jest wykonalna
-dawniej racjonaliści mówili, że emocje to tylko zmiany temperatury krwi, a dziś wiemy, że byli w błędzie

Są to cienkie argumenty, tymczasowe, nie zasadnicze, albo odwołanie do nadprzyrodzonego. Ale jest też taki argument logiczno-filozoficzny:

Załóżmy, że dla każdego proroka istnieje sytuacja materialna, w której przeżywa on złudzenie objawienia. A do tego istnieje taki, naturalnie przerastający owego proroka wgląd w rzeczywistość i inteligencja, które pozwalają "prawidłowo" zrozumieć całą mechanikę tego złudzenia. Optyczną, biochemiczną, fizyczną, nieważne.

Otóż właśnie ta inteligencja, jeśli tylko pozwolimy jej mówić do końca, dokładnie w momencie kiedy odcina doświadczenie proroka i przedmioty jego woli jako "fikcję" - daje nam zarys "właściwej", głębszej prawdy o Bogu. Czyni jedno na tle drugiego, to konieczność logiczna. Tyle, że każe nam ona zgłębiać tę mistyczną prawdę gdzie indziej niż ów prorok.

Czyli sadzamy Abrahama w kinie 3D, a może grzebiemy mu w mózgu, i kpimy sobie z jego "naiwności" i przeżywanej trwogi przed urojonym "Bogiem". To my jesteśmy "Bogiem" tego pradziada, robimy rzeczy dla niego niepojęte. Ale zaraz, zaraz: nie czarujmy się, iż w ten sposób sami się od wszelkiej trwogi uwalniamy! Nie możemy obronić twierdzenia, że "jest tylko spektakl 3D". Forma rzeczywistości może być wyartykułowana dopiero poza rzeczywistością.

(A więc idea boga i religia powinna podążać za (albo uciekać przed) rozwijającymi się możliwościami umysłu - co w konserwatywnej organizacji zasilanej przez rzesze leniwych głupków ze wsi stanowi widoczny problem. Prócz oświecania kapłanów, musiałby jeszcze kościół nazwać grzechem pychy założenie o wiekuistej nieomylności niektórych swoich dawnych szowinistycznych działaczy we wszystkim co mówią.)

Ale wracając jeszcze do redukcji: jeżeli ktokolwiek (X, "ludzkość") będzie w stanie autentycznie dokonać tej gigantycznej redukcji moralności człowieka do zjawisk biofizycznych, to z pewnością ta zredukowana moralność nie będzie już moralnością X'a. I to z powodów logicznych, a nie praktyczno-technicznych.
Są jednak tacy, którym sama wiara w możliwość dokonania takiej redukcji przez jakikolwiek podmiot, (przez "naukowców"), wystarczy, żeby moralność zakwestionować.
W imię czego? Przecież moralność podmiotu redukującego, tej hipotetycznej nad-inteligencji X, "społeczności naukowej", nie jest poznawczo dostępna, więc nie wiemy, czy jest "żadna", czy jest inna i o co w ogóle w niej chodzi. Co więcej: sens i moralność zachowują tożsamość tylko w kontekście całej umysłowości, więc fakt, iż dla kogoś jesteśmy "tylko robotami" nie znaczy, iż jesteśmy robotami dla siebie.
26-10-2011 15:49 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
"Nie uważam co prawda, by człowiek będący obiektem prac biograficznych dysponował wiedzą lepszą od tej, jaką posiedli biografowie. Pozycja ich jest bardziej dogodna, bo niejasności mogą tłumaczyć brakiem danych, co pozwala na domniemanie, że opisywany gdyby żył i chciał tego, mógłby im dostarczyć owej brakującej informacji. Opisywany nie dysponuje jednak niczym więcej ponad hipotezy na własny temat, które mogą zasługiwać na uwagę jako jego wytwory, ale niekoniecznie jako owe cegiełki brakujące.
Przy dostatecznej inwencji każdy właściwie może napisać cały szereg własnych życiorysów układających się w zbiór, spójny tylko faktograficznie. Osoby nawet rozumne, lecz młode, a więc przez niedoświadczenie naiwne, nie widzą w takiej możliwości niczego prócz cynizmu. Błądzą, ponieważ nie chodzi o problem moralny, lecz poznawczy."
S. Lem "Głos Pana", Przedmowa.

Polecam Przedmowę i Pierwszy rozdział. Reszta wedle gustu.

Niech podany fragment starczy za odpowiedź.

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
Marcuch (664 punktów)
>S. Lem "Głos Pana", Przedmowa.
"Profesor Corcoran" też dobry na dzisiejsze niepokoje.
25-10-2011 12:37 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>A tam coś przecież jest i daje eleganckie wyjaśnienia.
Eleganckie może ono jest, ale dalece niewystarczające. Dlatego odrzucam elegancję, szukając prawdopodobieństwa.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Marcuch (664 punktów)
>>A tam coś przecież jest i daje eleganckie wyjaśnienia.
>Eleganckie może ono jest, ale dalece niewystarczające. Dlatego odrzucam elegancję, szukając prawdopodobieństwa.
Ale w kwestiach egzystencjalnych to jedyne wyjaśnienie. I pociecha gratis.

Właściwie Bóg to taki "kieszonkowy zestaw przetrwania": pociecha, nadzieja, źródło sensu, dobra, miłości, rozumu, początek, koniec i wszystkie rodzaje ostateczności w jednym.
27-10-2011 07:13 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>Właściwie Bóg to taki "kieszonkowy zestaw przetrwania"
A dziękuję, wolę swój scyzoryk Jakby co, Bóg mi konserwy nie otworzy

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
25-10-2011 13:17 
 Ocena 3 na 3
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Coś przegrywa z czymś innym. Rozumiem, że przegrywa "religijny system moralny". Ale z czym?
Tak, tak, rozumiem, że sam akt odrzucenia "r. s. m." nazywasz tchórzostwem. Ale jest tak, że jak jedno odrzucasz, to jednocześnie wybierasz coś innego. Jak się nazywa to, co wybierasz? Co to jest? Pragnienie przyjemności, pragnienie spokoju, pragnienie stabilizacji, zaspokajanie potrzeb - któreś z powyższych, wszystkie? A może prosty rachunek zysków i strat na daną chwilę?

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
26-10-2011 13:16 
 Ocena 1 na 1
Uriel_ (360 punktów)
Odpowiem wprost na te pytania ale zaznaczam, że ludzie, którzy za tym stoją są już atomami w glebie, która ich pochowała. Ewentualne pretensje proszę kierować do nich i do instytucji upowszechniających Ewangelię i namawiających do ewangelizacji bez rozumienia skutków tego procesu.

>Coś przegrywa z czymś innym. Rozumiem, że przegrywa "religijny system moralny". Ale z czym?

1. Wiem kim jest JA JESTEM. To ów Człowiek . Mogę nim być jeśli ktoś mnie poprosi lub gdy sam ze swej woli zdecyduję. Ty też możesz nim być lecz tylko jeśli wiesz czym jest. [ Mt 11,27 ]

2. Jezus jest Człowiekiem ( 2 część trójcy )

3. Człowiek w chrześcijaństwie jest Bogiem.

4. Człowiek w tajemnicy wiary jest naszym celem - to Bóg Ojciec. ( 1 część trójcy )

5. Człowiek bez uriela jest tylko Słowem (zbiór informacji o samym sobie) - to Duch Święty patrz pkt.1 ( 3 część trójcy )

Oczywiście w teorii mogę udawać warzywo, ale jak? Po prostu nie da się byc wobec tego obojętnym, bo przecież:

>Tak, tak, rozumiem, że sam akt odrzucenia "r. s. m." nazywasz tchórzostwem.

Ludzie modlą się do mnie. Wiesz co to znaczy, gdy ktoś Cię prosi o pomoc w formie modlitwy ?

>Ale jest tak, że jak jedno odrzucasz, to jednocześnie wybierasz coś innego. Jak się nazywa to, co wybierasz?

Alternatywa jest taka - albo powiem kim jestem albo będę udawał, że nie wiem. [schowam wtedy w szafie "złoty róg", jak na chama przystało]

>Co to jest? Pragnienie przyjemności, pragnienie spokoju, pragnienie stabilizacji, zaspokajanie potrzeb - któreś z powyższych, wszystkie? A może prosty rachunek zysków i strat na daną chwilę?

Bóg Jezusa jest Bogiem żywych, nie umarłych. Ma pomagać ludziom żyjącym w ich zmatrwychwstaniu w trakcie życia biologicznego. Śmierć jest końcem naszej egzystencji, w czasie której możemy uczestniczyć w życiu wiecznym Człowieka opisanego wyżej pod warunkiem, że poznamy go tak jak wprost apeluje o to Jezus, czarno na białym (!) [J 17,3] a co pozostaje w ścisłej korelacji z całym nauczaniem.

Zgodnie z nauczaniem Jezusowym śmierć jest końcem naszego jednostkowego jestestwa i Dobro, które On definiuje w sobie wymaga przyjęcia tego faktu do wiadomości, odarcia się ze złudzeń w tej kwestii by pozostać z Nim a nie przeciwko Niemu lub innymi słowy by traktować siebie nadal jak Człowieka lub odrzucić taką ofertę i zamknąć się na fakty w świecie kłamstwa i obłudy* [*)=jego przpomnę, Człowieka zdaniem.]

Tobie to może nie przeszkadza jeśli jesteś pogodzonym z losem "ateistą" , ale co z tymi, którzy żyją w silnej relacji z Bogiem Urojonym, bogiem, z którym do walki o człowieczeństwo obok Dawkinsa stanąć ma nagle ten, z którego dziś Rysiu sobie pokpiewa jeszcze nieświadom, że tkwi w błędzie o charakterze cywilizacyjnym?

Jak się zachowa katolik, gdy dowie się od drugiego człowieka, że oto może być równie godnym człowiekiem by Bóg przyszedł wreszcie do niego? Dalej więc spytamy automatycznie - to kim był on do tej pory?

Kim są on i jemu podobni, żydzi, muzułmanie i cała miliardowa reszta?

Jak wielkie jest Zło na Ziemii patrząc na nią oczami chrześcijańskiego Boga ? Który jest kim? No?
Człowiekiem, którego Jeszua z Nazaretu otoczył chwałą i w pełni poświęcenia poddał się Jego {ale i Swojej bo nim był jako jedyny z towarzyszących mu dwunogich krewnych} woli.

Co będzie kiedy uświadomisz sobie, że to była również Twoja wola by zrobił to co zrobił bo odkryjesz Boga w sobie i z transcendentnego stanie się On twoją immanetną własnością jak moją jest już dziś ?

Jeśli mam rację - wszystko w co wierzyliśmy wszyscy do tej pory a związanego jest z Ewangelią posypie się jak domek z kart.

To co napisałem jest perłą i mogę tylko wierzyć w to, że nie rzuciłem jej przed wieprze.

Pauza //

>Pozdrawiam
Również
26-10-2011 13:34 
 Ocena 4 na 4
Przemek J. (3008 punktów)
>1-5

Czyli bóg to człowiek świadom swojego istnienia. Po co komu taka definicja boga, poza mydleniem oczu innym?

>Ludzie modlą się do mnie. Wiesz co to znaczy, gdy ktoś Cię prosi o pomoc w formie modlitwy ?

Że masz schizofrenię?

>Alternatywa jest taka - albo powiem kim jestem albo będę udawał, że nie wiem.

To zdanie nie ma sensu.

>To co napisałem jest perłą i mogę tylko wierzyć w to, że nie rzuciłem jej przed wieprze.

To co napisałeś jest pełne sprzeczności, że właściwie to werbalizm lub po prostu bełkot, jeśli odnieść się do powyższej deklaracji choroby umysłowej.

Pozdrawiam Wieprz.
27-10-2011 11:39 
 Ocena 1 na 1
Uriel_ (360 punktów)
>>1-5
>Czyli bóg to człowiek świadom swojego istnienia.
Tak, precyzujący istotę tego istnienia i siebie w określony sposób.
Jest to jeden z podstawowych wyróżników Boga Chrześcijańskiego.
Ta cecha może być składową Twojego indywiduum, może nią nawet jest? Jest?
Cóż za problem wtedy uczynić kogoś na swoje podobieństwo?
Warto?

>Po co komu taka definicja boga, poza mydleniem oczu innym?
Dlatego, że jedynym źródłem sensownych wartości moralnych, nie krzywdzących natury ludzkiej jest ów Człowiek. Syn Boży to osoba przyjmująca zestaw informacji o naturze Człowiek jako opis własnej natury, opis samego siebie. Powiesz: Tak, to ja, ktoś mnie wołał ???
Jeżeli tak jest to w sensie wartościowania swojej egzystencji - Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną.
Jeżeli Przemek świadom Człowiek widzi swoje podobieństwo stara się dociec czy w nim, Ziutku którego spotyka, również "mieszka" Człowiek lub czy jest to kolejna, niebezpieczna dla niego, dla siebie i otoczenia ofiara warcholstwa religijno-światopoglądowego.

>>Ludzie modlą się do mnie. Wiesz co to znaczy, gdy ktoś Cię prosi o pomoc w formie modlitwy ?
>Że masz schizofrenię?

Nie. Modlitwa w samotności zalecana przez Jezusa jest nieco komicznym podejściem do człowieka, który skoro musi się modlić do Boga, to niech to robi w domu nieświadomie modląc się takimi słowami by modlił się do takiego siebie = Człowiek, którego nie jest świadom, a któremu co ciekawe mówi Bądź wola Twoja. Każdy z nas jest zdolny do refleksji nad sobą, jeśli się na nią zdobędzie by zrozumieć o co prosi w Modlitwie Pańskiej może to odnieść pozytywny skutek i będzie mu wstyd za siebie takim jaki był zanim zrozumiał, że pora zacząć być Człowiekiem. Przynajmniej starać się i cieszyć z tego, że może innym wychodzi to lepiej, ale gdzie tu miejsce na zawiść skoro to tylko większy zysk dla ogółu, a w tym dla mnie?

Co innego gdy idę w niedzielę przez miasto - co słyszę za rogiem? Ty nazywasz to schizofrenią ? Gdy włącze Radio Maryja - co tam słyszę? Ty nazywasz to schizofrenią? Przezcież to zbiorowe wołanie o pomoc, czyż nie ??? Ciebie też to dotyczy jeśli i Ty .. - patrz pkt 1

>>Alternatywa jest taka - albo powiem kim jestem albo będę udawał, że nie wiem.
>To zdanie nie ma sensu.

Zgodnie ze scenariuszem - Przychodzę w imię Pańskie. Przemku - oto JA JESTEM, co zrobisz? Klękasz, wstajesz, uciekasz czy rozmawiasz na ile potrafisz sensownie. Gdybyś Mnie ujrzał w tym co piszę powiedziałbyś Błogosławiony, który przychodzisz w imię Pańskie. ale Ty Mnie nie znasz, nie widzisz Mnie jesteś ślepy, pozwól, że Cię cudownie uzdrowię, wypełnię Mną dom mi należny, Moją świątynię, nasycę Cię samym sobą aż Ci ulży i innych Przemków, Marków i Józków o Aniach, Martach nie zapominając. Kobieta też Człowiek, nieprawdaż? [ Mt 23, 37-39 ]

>>To co napisałem jest perłą i mogę tylko wierzyć w to, że nie rzuciłem jej przed wieprze.
>To co napisałeś jest pełne sprzeczności, że właściwie to werbalizm lub po prostu bełkot, jeśli odnieść się do powyższej deklaracji choroby umysłowej.

Kilka lat temu pewnie napisałbym to samo.
Ale dsziś staje się jasnym, że Człowiek jest wartością nabytą stąd Jego nadprzyrodzony charakter.
Rodzimy się w grzechu pierworodnym braku tej wartości w sobie, braku wiedzy strategicznej dla prawidłowego funkcjonowania gatunku.
Odwrotnie mając wiedzę o Człowiek ludzie przestają być &@#, więc może warto spróbować ?

No i wiesz jak słyszę znowu to skamlenie: Panie doprowadź nas do pełnej jedności z Twoim Synem w Duchu Świętym, który żyjesz i królujesz na wieki wieków (...) to zacieram ręce przed klawiaturą.

>Pozdrawiam Wieprz.
Wieprz to hipotetyczny człowiek niezdolny do merytorycznej rozmowy. Synonim dzikusa.
Chyba jednak nie jesteś wieprzem?
   
27-10-2011 12:54 
 Ocena 2 na 2
Przemek J. (3008 punktów)
Moim zdaniem, nadal można to wszystko wyrazić znacznie prostszym językiem bez definiowania nadmiarowego (i wewnętrznie sprzecznego boga - jak się zazwyczaj w dyskusji o bogach okazuje. Ponieważ na razie to założenie a priori, więc pomijam) pojęcia. Możemy napisać bardzo ogólnie: żyj i daj żyć innym; albo bardziej szczegółowo: stwórzmy taki system społeczny, który pozwoli nam życie jakie sobie wymarzyliśmy przy jednoczesnym zachowaniu tych samym przywilejów dla ludzi o odmiennych poglądach oraz pozwoli na leczenie lub izolację jednostek patologicznych.

> Cóż za problem wtedy uczynić kogoś na swoje podobieństwo?
Warto?

O co pytasz? Nie, nie zgadzam się na wmawianie ludziom boga, jakkolwiek zdefiniowanego. Nie zawsze warto płodzić potomka. Nie zawsze warto przekonywać kogoś do swoich przekonań. Warto wychowywać ludzi tak, żeby umieli samodzielnie myśleć i podejmować decyzje, korzystając z wiedzy i logicznego wnioskowania, a później umieli przeprosić

> Dlatego, że jedynym źródłem sensownych wartości moralnych, nie krzywdzących natury ludzkiej jest ów Człowiek

Przekombinowane zdanie, którego sens mi umyka. Bo albo to jest tautologia (człowiek jest źródłem wartości moralnych, które sam definiuje na podstawie swojej natury, która wpływa na jego postrzeganie, czyli człowiek jest niczym innym jak naturą ludzką), która wymaga zdefiniowania "natury ludzkiej", albo "Człowiek" to synonim boga, którego sobie powyżej zdefiniowałeś i nie bardzo wiadomo jaką treść ma ta wypowiedź przekazać.

>Syn Boży to osoba przyjmująca zestaw informacji o naturze Człowiek jako opis własnej natury, opis samego siebie.

Osoba to zestaw informacji? Jeśli to ma być dosłowna personifikacja, to czemu taki zabieg ma służyć? Jeśli to przenośnia, to również ciśnie się to samo pytanie: po co zaciemniamy przekaz kolejną metaforą?

> Powiesz: Tak, to ja, ktoś mnie wołał ???

Nie rozumiem tego zdanie w kontekście akapitu. Domyślam się, że to jakiś zabieg literacki, który miał mi na coś zwrócić uwagę, ale nie dociera do mnie właśnie to coś, nie mam pojęcia gdzie go szukać. Moja natura mnie woła? Jak widzisz trochę bez sensu mi to wychodzi.

> Jeżeli tak jest to w sensie wartościowania swojej egzystencji - Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną.

Znów mam problem ze zrozumieniem tej metafory. Bo jak to rozłożyć na czynniki i odnieść do poprzedniego akapitu, to wychodzi mi, że bóg to moje ja. Czasem sobie żartuję, że jestem wariatem, ale nawet moje wariactwo nie jest tak poważne, żeby uważał się za boga. Chyba, że w tym akapicie mamy kolejną definicję boga, różnego od stwórcy i wszechmogącego, ale to wtedy chyba nie jest bóg z definicji tylko nowe pojęcie.

> Modlitwa w samotności...

Jeśli dobrze zrozumiałem, to modlitwa ma być refleksją nad sobą i sowim postępowaniem? Bo przyznam szczerze, że również tego akapitu nie rozumiem. Umyka mi co chciałeś w nim przekazać.

> Co innego gdy idę w niedzielę przez miasto - co słyszę za rogiem? Ty nazywasz to schizofrenią ? Gdy włącze Radio Maryja - co tam słyszę? Ty nazywasz to schizofrenią? Przezcież to zbiorowe wołanie o pomoc, czyż nie ??? Ciebie też to dotyczy jeśli i Ty .. - patrz pkt 1

Nie zgadzam się. Jeśli zacznę żyć tak, jakby każda wypowiedź drugiego człowieka była wołaniem o pomoc (rozwijając tok Twojego rozumowania, dojdziemy w końcu do wniosku, że każda wypowiedź drugiego człowieka to wołanie o pomoc) i wymagała mojej interwencji, to zmarnuję swoje życie na walkę z wiatrakami.

Schizofrenią nazwałem uważanie się za boga, czyli osobę nieomylną i wszystkomogącą. Nie znam się na bogach, bo żadnego nie spotkałem i chyba nie ma jakiejś uniwersalnej definicji takiego bytu, ale wnioskowałem na podstawie boga katolickiego.

> Zgodnie ze scenariuszem...

To nadal nie ma sensu. Wszystko zależy od tego po co przychodzisz a nie od tego za kogo się podajesz.

> Ale dsziś staje się jasnym, że Człowiek jest wartością nabytą stąd Jego nadprzyrodzony charakter.

Przecież to zdanie nie ma sensu. Skoro człowiek się rodzi to jak może mieć coś nadprzyrodzonego? Co to znaczy, że człowiek jest wartością nabytą? Wartością dla kogo i nabytą przez kogo?

> Rodzimy się w grzechu pierworodnym braku tej wartości w sobie, braku wiedzy strategicznej dla prawidłowego funkcjonowania gatunku.

Pojęcie grzechu pierworodnego jest bzdurne samo w sobie. Rodzimy się bez pewnej wiedzy, która jest niezbędna do funkcjonowania i cieszenia się życiem we współczesnym świecie i naprawdę trzeba nieźle zgwałcić swój rozum, żeby nazwać to grzechem.

> Odwrotnie mając wiedzę o Człowiek ludzie przestają być &@#, więc może warto spróbować ?

Implikacja odwrotna nie zawsze jest uzasadniona, nie możesz jej zakładać a priori, czy czynisz powyżej. Jeśli chcesz żeby ktoś na takie wnioskowanie przytaknął, to je sensownie uzasadnij.

> No i wiesz jak słyszę znowu to skamlenie: Panie doprowadź nas do pełnej jedności z Twoim Synem w Duchu Świętym, który żyjesz i królujesz na wieki wieków (...) to zacieram ręce przed klawiaturą.

Kolejny raz opisujesz objaw schizofrenii. Nie znam Cię i nie chciałbym Cię urazić, ale to wygląda jakbyś miał jakieś problemy ze sobą. Piszę tak wyłącznie na podstawie naszego upośledzonego kontaktu, jakim jest dyskusja na forum elektronicznym, więc proszę nie obierz tego osobiście. Ot po prostu tak to wygląda.

> Wieprz to hipotetyczny człowiek niezdolny do merytorycznej rozmowy.

W powiedzeniu o perle i wieprzach, tym drugim określeniem nazywa się osoby, które nie dostrzegają piękna (prawdy), która się im objawia. Ja jej właśnie nie dostrzegam, stąd moja dyskusja z Tobą. Czyli jestem typowym wieprzem. Jednak czytając Twoje wypowiedzi odnoszę wrażenie, że Ty cały świat zdefiniowałeś sobie na jakąś własną modłę i uważasz, że jest ona na tyle boska, że warto nawrócić wszystkich pozostałych.
27-10-2011 16:24 
 Ocena 1 na 1
Uriel_ (360 punktów)
>Moim zdaniem, nadal można to wszystko wyrazić znacznie prostszym językiem bez definiowania nadmiarowego (i wewnętrznie sprzecznego boga - jak się zazwyczaj w dyskusji o bogach okazuje. Ponieważ na razie to założenie a priori, więc pomijam) pojęcia.

Tak pod warunkiem, że nie istnieje jakiś/jacyś "Bóg" zagrażający Człowiekowi w jego polu oddziaływania. Tych trzeba wyciąć jak napisano Łk 19,27 w procesie leczenia, a nie jak myśli perun przywołując ten cytat mordując ludzi, o których umysły przecież toczymy zaciętą walkę z patologicznym zabobonem. W Ewangelii mamy do pozyskania ludzi skażonych judaizmem - to szowinistyczne żydowskie plemię, które "mesjasz" musi Uczłowieczyć. Jedynym wyjściem wtedy dla człowieka znającego wartość Człowieczeństwa i posyłającego się do żydów było ogłosić się posłańcem ich "Boga" po to by z tej, uprawnionej moim zdaniem pozycji rozpocząć przekaz korygujący, cały czas odwołujący się nie wprost do konkretnej (oczywiście dyskusyjnej) definicji człowieka. Należało żydowi uwiarygodnić zbawczy charakter Jezusa stąd Ewangelia pełna jest odnośników do Starego Testamentu, cel być może uświęca środki. Uświęca ?

>O co pytasz? Nie, nie zgadzam się na wmawianie ludziom boga, jakkolwiek zdefiniowanego.

Jeżeli prawdą jest, to co napisałem powyżej, rozumiem, że potępiasz takie praktyki rozzuchwalonego, wojującego ateisty*, Jezusa z Nazaretu, tak?

*) szczególny przypadek osoby przekonanej, że człowiek jest Człowiekiem, więc w tym sensie wierzącej względem osoby pustej lub wierzącej w coś innego, sprzecznego, nieweryfikowalnego.

>> Dlatego, że jedynym źródłem sensownych wartości moralnych, nie krzywdzących natury ludzkiej jest ów Człowiek
>Przekombinowane zdanie, którego sens mi umyka. Bo albo to jest tautologia (człowiek jest źródłem wartości moralnych, które sam definiuje na podstawie swojej natury, która wpływa na jego postrzeganie, czyli człowiek jest niczym innym jak naturą ludzką), która wymaga zdefiniowania "natury ludzkiej", albo "Człowiek" to synonim boga, którego sobie powyżej zdefiniowałeś i nie bardzo wiadomo jaką treść ma ta wypowiedź przekazać.

Człowiek to ogół pojęć, ciąg informacji opisujących jednostkę gatunku oraz jej umysł, to czym jest i jaka jest jego rola w życiu człowieka.

Używając tego pojęcia odwołuję się do :

Człowiek Chrześcijański to koncepcja przypisująca jednostce ludzkiej określone znaczenie, które można przyjąć lub odrzucić wedle własnej indywidualnej oceny. Wartość sama w sobie o znaczeniu fundamentalnym dla budowy światopoglądu.

>>Syn Boży to osoba przyjmująca zestaw informacji o naturze Człowiek jako opis własnej natury, opis samego siebie.
>Osoba to zestaw informacji? Jeśli to ma być dosłowna personifikacja, to czemu taki zabieg ma służyć?

Cokolwiek powiesz w odpowiedzi na pytanie: Czym jest człowiek? - będzie to Twoje wyznanie wiary.
Zbiór informacji będący odpowiedzią na to pytanie, czymkolwiek jest, będzie Słowem, które będzie oddziaływać na jednostkę potomną w okresie kształtowania jej osobowości oraz na każdego, kto zechce uzgodnić swoje przekonania na swój temat z Twoimi [to Post Mt 6,16-18], szukając np. możliwości porozumienia celem budowy wspólnoty interesów.

>Jeśli to przenośnia, to również ciśnie się to samo pytanie: po co zaciemniamy przekaz kolejną metaforą?

Pytasz mnie czemu napisano Ewangelie językiem metafor i przenośni ?
Może po to by dziś przeprowadzić demistyfikację, wytłoczyć w tłoczni esencję nauczania, które nie miało prawa rozbrzmiewać tak wtedy jak i dziś, być może tego prawa nie ma.

>> Jeżeli tak jest to w sensie wartościowania swojej egzystencji - Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną.
>Znów mam problem ze zrozumieniem tej metafory. Bo jak to rozłożyć na czynniki i odnieść do poprzedniego akapitu, to wychodzi mi, że bóg to moje ja.

TAK ! Ale określone przez siebie jako wolne, tak samo jak moje czy naszego literackiego symbolu - Jezusa. Możemy być wolnymi ludźmi o wysokiej autonomii wewnętrznej bliskiej całkowitej (wiara) lub autonomii bezwzględnej (absolutyzacja dokonana w Jezusie).

>Czasem sobie żartuję, że jestem wariatem, ale nawet moje wariactwo nie jest tak poważne, żeby uważał się za boga.

Zależy jak definiujemy boga. Jezus robi to tak a nie inaczej. Czy się to komuś podoba czy nie, nie ma to znaczenia bo tekst jest już na każdym kontynencie. Koń trojański został globalnie rozpowszechniony - czas na rozpakowanie plików i awarię systemu.

>Chyba, że w tym akapicie mamy kolejną definicję boga, różnego od stwórcy i wszechmogącego, ale to wtedy chyba nie jest bóg z definicji tylko nowe pojęcie.

TAK ! Nowe i stare zarazem. Idea ukryta dotąd w tajemnicy wiary przestaje właśnie nią być na tym forum.

>> Modlitwa w samotności...
>Jeśli dobrze zrozumiałem, to modlitwa ma być refleksją nad sobą i sowim postępowaniem? Bo przyznam szczerze, że również tego akapitu nie rozumiem. Umyka mi co chciałeś w nim przekazać.

Modlitwa Mt 6,5-15 wyglądać ma tak jak opisano z racji powyższego, skoro zastany człowiek (żyd) ma potrzebę modlenia się do Boga, którego nie zna tak jak Jezus, to niech robi to w sposób jak najmniej kompromitujący Człowieczeństwo, którego powinien a z różnych przyczyn nie doświadcza.

>Nie zgadzam się. Jeśli zacznę żyć tak, jakby każda wypowiedź drugiego człowieka była wołaniem o pomoc (rozwijając tok Twojego rozumowania, dojdziemy w końcu do wniosku, że każda wypowiedź drugiego człowieka to wołanie o pomoc) i wymagała mojej interwencji, to zmarnuję swoje życie na walkę z wiatrakami.

A czemu kler tego nie robi ?
Po co nam kler, do czego jest powołany ?
Za co mam płacić kolejny procent od podatku ?
Wracam do papierkowej roboty nim mnie noc w pracy zastanie i szef obetnie wynagrodzenie.
Tymczasem.
   
27-10-2011 21:52 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
> Tak pod warunkiem, że nie istnieje jakiś...

Przedstaw choć jeden sensowny dowód jego istnienia i wówczas może go uwzględniać w równaniu. Na razie nikt, żadnych dowodów nie przestawił, więc przyjmujemy, że nie istnieje. W przeciwnym razie trzeba by również dyskutować o krasnoludkach, jednorożcach i cylonach.


>Jeżeli prawdą jest, to co napisałem powyżej...

Nie jest, a Jezus opisany w ewangelii nie istniał.

> Człowiek to ogół pojęć...

Człowiek to ssak z gatunku Homo sapiens. Umysł, jak każdy inny element fenotypu jest pochodną genotypu danego gatunku. Widzisz jak fajnie daje się to zdefiniować bez odwoływania do niedefiniowalnych pojęć typu bóg.

> Człowiek Chrześcijański...

Jak byś jeszcze definiował "określone znaczenie" to dostaniemy zgrabną definicję do dyskusji.

> Czym jest człowiek? - będzie to Twoje wyznanie wiary.

Dopatruję się tu kolejnej manipulacji. Jeśli odpowiem na to pytanie, to wyłącznie określę mój stan wiedzy. Nie mieszajmy w to wiary, bo to co wiem nie jest jednoznaczne z tym, że w coś wierzę.

> Zbiór informacji będący odpowiedzią na to pytanie, czymkolwiek jest, będzie Słowem, które będzie oddziaływać na jednostkę potomną w okresie kształtowania jej osobowości oraz na każdego, kto zechce uzgodnić swoje przekonania na swój temat z Twoimi

Zbiór informacji to będą słowa, nie jedno słowo. Słowa te będą oddziaływać, tylko wówczas jeśli zostaną przekazane. Z tego nadal nie wynika konieczność używania pojęć takich jak Syn Boży, od którego w tym akapicie wyszliśmy.

> Pytasz mnie czemu napisano Ewangelie językiem metafor...

Nie pytam. Zupełnie mnie to nie interesuje. (Jak każde dzieło literackie ma prawo do tylu metafor ile sobie autor wymyśli). Ja pytam: czemu nie odpowiadasz wprost, językiem zrozumiałym dla wszystkich, tylko zaciemniasz przekaz wieloznacznymi metaforami, często źle dobranymi? Proszę na to pytanie mi odpowiedz, a nie pytania, które sam sobie wymyślasz.

> Ale określone przez siebie jako wolne...

Wolność, to uczucie, więc możemy sami sobie je określać. Tu zgoda.

Jezus jest symbolem wielowymiarowym i jak każdy taki symbol nie powinien być używany jeśli nie jest to niezbędne. W tej dyskusji użycie tego symbolu wprowadza tyle wieloznaczności, które jeszcze mnożysz dodając swoje własne definicje, że należy go wyrugować. To uprości i tak skomplikowany przekaz i ułatwi zrozumienie.

Twoje definicje autonomii są co najmniej dziwne. Mieszasz je dodatkowo z wiarą, co już zupełnie zaciemnia tę dziwną konstrukcję. Pogubiłem się czym jest Jezu, po interpretacji kolejnego zdania, o czym poniżej.

Zupełnie nie mam pojęcia co to są: autonomie (obie), absolutyzacja i ta dokonana w Jezusie. Możesz to opisać w słowach zrozumianych dla zwykłego wieprza?

> Zależy jak definiujemy boga. Jezus robi to tak a nie inaczej.

Który Jezus, bo w samych ewangeliach mamy ich 4? Odwołania do Matrixa zupełnie nie łapię. Memy wiary już dawno zaraziły ludzkość. Teraz raczej obserwuje się proces ich identyfikacji i kasowania.

> Nowe i stare zarazem.

Nowe i stare to są pojęcia przeciwstawne, nie można ich połączyć spójnikiem "i", bo powstałe zdanie nie ma sensu. Kolejne zdanie też nie ma sensu, chyba że go mi ujawnisz.

> Modlitwa Mt 6,5-15 wyglądać...

Zamiast odpowiedzieć na moje pytanie, jeszcze bardziej wszystko zaciemniasz. Dlaczego nagle pojawia się Żyd? Czym wg Ciebie jest człowieczeństwo? Umiesz sam konstruować zdania, bo jakbym chciał dyskutować z cytatami, to bym wolał protestować sprawność jakiegoś lingobota.

Co do kolejnych pytań, jeśli szukasz odpowiedzi zadaj je klerowi. Ja nie widzę ich związku z naszą dyskusją.
Uriel_ (360 punktów)
>> Tak pod warunkiem, że nie istnieje jakiś...
>Przedstaw choć jeden sensowny dowód jego istnienia

Istnieje w przestrzeni informacyjnej przez co zagraża prawidłowemu funkcjonowaniu jednostek. Jego realnym dowodem istnienia jest niekwestionowana skala barbarzyństwa jakiego dopuścili się ludzie przeciwko ludziom z racji ich, bożków istnienia w przestrzeni skażonych nimi "Ja" jednostek mordujących, gwałcących, prześladujących inne z irracjonalnych powodów.

>
>Jeżeli prawdą jest, to co napisałem powyżej...
>Nie jest, a Jezus opisany w ewangelii nie istniał.

Nie na temat. Wybacz ale to czy ta postać jest/była czymś jeszcze niż tylko wyraziście zobrazowanym, modelowym przedstawicielem konkretnego nurtu filozoficznego ubranego w religijne wdzianko mało mnie interesuje.

>Człowiek to ssak z gatunku Homo sapiens. Umysł, jak każdy inny element fenotypu jest pochodną genotypu danego gatunku. Widzisz jak fajnie daje się to zdefiniować bez odwoływania do niedefiniowalnych pojęć typu bóg.

Ja ani Jezus nie jesteśmy autorami pojecia "bóg" - pojęcie to jest zastane w momencie naszego pojawienia się w dowolnym społeczeństwie, w wybranej, nieistotnej porze dnia lub nocy. Naszym celem jest transformacja społeczna. Pojęcia bóg nie można pominąć gdyż ono funkcjonuje bardzo silnie w widzianej przez Nas przestrzeni zadaniowej, jest gigantyczną wręcz barierową kłodą w umysłowości osób wymagających leczenia.

> Człowiek Chrześcijański...
>Jak byś jeszcze definiował "określone znaczenie" to dostaniemy zgrabną definicję do dyskusji.

Pokaż, że jesteś gotów rozbudowywać ją wspólnie ze mną. Znaczną jej część już podałem.

>Dopatruję się tu kolejnej manipulacji. Jeśli odpowiem na to pytanie, to wyłącznie określę mój stan wiedzy. Nie mieszajmy w to wiary, bo to co wiem nie jest jednoznaczne z tym, że w coś wierzę.

Chrześcijańska koncepcja człowieka mająca silnie ateistyczny charakter jest do przyjęcia na wiarę. Nie masz jeszcze narzędzi by poddać ją tak bezwzględnej weryfikacji by stała się ona wiedzą. Póki co jest to "model człowieka" mogący mieć status Twoich przekonań o sobie samym. Wypełniacz nihilistycznej pustki neutralności światopoglądowej.

>Zbiór informacji to będą słowa, nie jedno słowo. Słowa te będą oddziaływać, tylko wówczas jeśli zostaną przekazane.

Oczywiście że tak, ale ja muszę odnosić się cały czas do Ewangelii w tym co piszę bo piszę w temacie wątku stąd to uproszczenie przekierowujące znawców tematu na Prolog Ewangelii Jana.

>Z tego nadal nie wynika konieczność używania pojęć takich jak Syn Boży, od którego w tym akapicie wyszliśmy.

Chłopie, ja marzę o tym żebyś widział we mnie jedynie swojego przyjaciela, partnera społecznego, godnego zaufania człowieka służącego wsparciem gdy przyjdzie kryzys etc. itd. Jezus pewnie o tym marzył, gdy mówił To są bracia i siostry moje, w nich mam swoje upodobanie, na takich ludzi mogę zawsze liczyć. Błagam, Cię pomóz mi się zredukować z Syna Bożego do Dobrego Człowieka, pomóż. Tylko Bóg jest Dobry stań się nim i mnie oceń sprawiedliwie. Powiedz, że dobrze Ci się przysłużyłem, ale szczerze z głębi i w czystości własnego przekonania o tym.
Powiedz, że nie jestem Ci już potrzebny, bo jesteś samowystarczalny w omawianej materii.

>> Pytasz mnie czemu napisano Ewangelie językiem metafor...
>Nie pytam. Zupełnie mnie to nie interesuje. (Jak każde dzieło literackie ma prawo do tylu metafor ile sobie autor wymyśli). Ja pytam: czemu nie odpowiadasz wprost, językiem zrozumiałym dla wszystkich, tylko zaciemniasz przekaz wieloznacznymi metaforami, często źle dobranymi? Proszę na to pytanie mi odpowiedz, a nie pytania, które sam sobie wymyślasz.

Bo piszę na temat wartości chrześcijańskich a nie wartości jakiejś zadżumionej, globalnej sekty, której szaleństw nikt nie weryfikuje traktując ją jednocześnie jak świętą krowę na poziomie często gorszym od hinduskiego.

>> Ale określone przez siebie jako wolne...
>Wolność, to uczucie, więc możemy sami sobie je określać. Tu zgoda.

Nie, zestawy informacji o charakterze wewnętrznych przekonań nie są uczuciami. One je ewentualnie wywołują w człowieku jeśli takowe (przekonania) posiada. Miłość Jezusowa czy Twoja tożsama z nią jest możliwa tylko po przyjęciu Jego przekonań o sobie jako własnych o sobie.

>Jezus jest symbolem wielowymiarowym i jak każdy taki symbol nie powinien być używany jeśli nie jest to niezbędne. W tej dyskusji użycie tego symbolu wprowadza tyle wieloznaczności, które jeszcze mnożysz dodając swoje własne definicje, że należy go wyrugować. To uprości i tak skomplikowany przekaz i ułatwi zrozumienie.

Postaram się.

>Zupełnie nie mam pojęcia co to są: autonomie (obie), absolutyzacja i ta dokonana w Jezusie.

To znaczy przy absolutyzacji wykluczasz wątpliwości wobec tego o czym tu piszemy przyjmując to za Prawdę. To nie upośledza twoich możliwości prowadzenia sporu ale sprawia, że postępujesz tak, jakby inne postępowanie było nie do przyjęcia przez Rozum, przy jednoczesnym poszanowaniu dla Rozumu i szeroko rozumianego zdrowego rozsądku.

>Który Jezus, bo w samych ewangeliach mamy ich 4? ...
Nie, nie to ten sam. Ktoś kto jest Człowiekiem w swój, unikatowy sposób może kreować dowolne historie o Jezusie widząc w nim siebie w działaniu. Korzysta z tego samego wzorca, czy destylatu, który my tu wydobywamy. Różność historii ma pomóc potomnym w wydobyciu tego co spójne bo to pozwoli nam łatwiej zrekonstruować ukryty wzorzec potrzebny do rozpoczęcia Apokalipsy w przyszłości, która stała się teraz gdy świat autora będzie nadawał się (nadaje?) bardziej do objawienia niż wtedy gdy żył i tworzył. Przeto:

>> Nowe i stare zarazem.
Dokonano przeniesienia tego świata w przestrzeń "pozagrobową" (królestwo niebieskie) z przyczyn politycznych eliminując je z przestrzeni informacyjnej. Pora by wróciły z "zaświatów". Mt 24,15-22
   
30-10-2011 12:19 
 Ocena 1 na 1
Przemek J. (3008 punktów)
>Dokonano przeniesienia tego świata w przestrzeń "pozagrobową" (królestwo niebieskie) z przyczyn politycznych eliminując je z przestrzeni informacyjnej. Pora by wróciły z "zaświatów". Mt 24,15-22

I tą piękną parabolą dowiodłeś, że NT to bzdura.

Ponieważ nie odpowiadasz na zadane pytania, tendencyjnie wciskasz mi boga wszędzie tam, gdzie próbuję nawiązać jakiś sensowny dialog i jak zwykle przy takich okazjach, nie potrafisz podać ani jednego sensownego dowodu na istnienie owego boga, ja dziękuję za dalszą dyskusję.

Pozdrawiam.
Uriel_ (360 punktów)
>I tą piękną parabolą dowiodłeś, że NT to bzdura.

Starałem się udowodnić wbrew obowiązującemu przekonaniu, że to nie Słońce obraca się wokół Ziemi a Ziemia wokół Słońca. O tym jak ciasna jest brama Mt 7,13-14 by przestawić sposób myślenia człowieka o bogu/Bogu jako o wartości wewnętrznej, wartości własnego "Ja", którego celem jest zmartwychwstanie, ożywienie do "JA JESTEM" przekonujemy się wracając do początku tej dyskusji.

W słowach Jezusa widzę smutną wróżbę dla ludzkości gdy mówi Jakże mało jest tych, którzy ją znajdują, drogę do życia Boga Żywego w sobie, Boga Żywych nie umarłych, Boga, który gdy mówi "zostraw umarłym grzebanie umarłych", za nic ma ludzkie truchło nad grobem którego spotkamy się jutro z rodzinami niemal równie martwi jak ono w oczach Boga. Martwi bo skazani odgórnie na wegetację w kulcie życia biologicznego, łącznie z nienarodzonym, przekonani skutecznie przez Szatana, że po śmierci wydarzy się to co powinno wydarzyć się teraz.

Jeśli mam rację poziom żałosności zakładu Pascala sięga niżej wyobrażalnego dziś dna kiedy zestawiamy go z nauczaniem Jezusa, ale tak się dzieje gdy mądre głowy samozwańczych apologetów ustawiają światopogląd mojego rozmówcy w pozycji rynsztokowej. Apel Jezusa aż się tu prosi jako końcowe błogosławieństwo dla dyskutanta: Bądźże mądrzejszym od uczonych w Piśmie, abyś stał się sprawiedliwy jak Bóg we własnej osobie Mt 5, 17-20

>Ponieważ nie odpowiadasz na zadane pytania, tendencyjnie wciskasz mi boga wszędzie tam, gdzie próbuję nawiązać jakiś sensowny dialog i jak zwykle przy takich okazjach, nie potrafisz podać ani jednego sensownego dowodu na istnienie owego boga,

A z kim niby rozmawiasz ? Z komputerem ? Ja jestem Bogiem, Jego Synem Zmartwychwstałym. [ Jana 16,5-15] Ty nim jeszcze nie jesteś i wstyd mi za Ciebie. Jednakowoż dalej masz Go w sobie półmartwego. Jedna porażka Cię absolutnie nie przekreśla. Gdy weźmiesz w zimowy wieczór Ewangelię by rozwiać wątpliwości spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego Jezus zabrania nam pod groźbą ognia piekielnego* (*dopuszczając się etycznie kontrowersyjnego w formie a racjonalnie skutecznego w warunkach chlewu, czyli środowisku masowego występowania wieprzy) powiedzieć do drugiego człowieka "Bezbożniku" w kontekście "Nie zabijaj" Mt 5,21-22 ?
Potem zastanów się czemu mnie nie musi straszyć piekłem ani na cokolwiek namawiać, ani czegokolwiek tłumaczyć, ani jakkolwiek leczyć, uzdrawiać lecz oto ja tłumaczyć muszę tutaj czarno na białym czemu postępował tak a nie inaczej. [Jana 16, 14-15 !!!]

>ja dziękuję za dalszą dyskusję.

Dziękuję za udział w dyskusji niedoszły władco tego świata. [ Jana 16,11]

>Pozdrawiam.

Również i życzę sukcesów w rujnowaniu biosfery.
   
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ja mam do Ciebie pytanie. O Mk 12, 28-34 i jak się to ma konstrukcji Brahman - Atman? Zwłaszcza 32.
Uriel_ (360 punktów)
>Ja mam do Ciebie pytanie.
Służę uprzejmie.

>O Mk 12, 28-34 i jak się to ma konstrukcji Brahman - Atman? Zwłaszcza 32.

Ewangelia: Mk 12,
28 Pierwsze przykazanie
29 Słuchaj, Izraelu [człowiek typu żyd, ale typ jeden z wielu] , Pan Bóg nasz, Pan jest jeden [Człowiek]
30 Będziesz miłował Pana, Boga swego (...)

Uwaga STOP spełnienie tego polecenia jest niemożliwe bez wiedzy o obiekcie Bóg [Człowiek] dlatego:

Upaniszady:
"Święta sylaba [32] to łuk, strzała jest duchem-atmanem,
A brahman jest nazywany celem,
Przez uważnego człowieka winien być przeszyty,
Człowiek winien się zespolić z nim jak strzała z celem"[33]

To są fragmenty synergistyczne.

wracamy do Mk:
31 Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. (...)

Uwaga - niewykonalne bez realizacji pierwszego przykazania* patrz Mk 12,30 powyżej

Pojawia się konieczność posłania Nauczyciela, który wyjaśni człowiekowi czym jest Bóg by możliwym stała się miłość wzajemna między ludźmi, zgoda, pojednanie, ujednolicenie stanowisk i inne "cuda".

Wie o tym autor fragmentu tekstu Upaniszady:

"Dwa ptaki nierozłączni towarzysze,
Na tym samym drzewie przebywają,
Jeden z nich spożywa słodkie owoce,
Drugi patrzy nic nie spożywając.
Na tym samym drzewie człowiek purusza ,
Zasmucony, pogrążony w niemocy, ze zbłąkanym umysłem,
Lecz gdy rozpozna tego innego,
Pana, radosnego,
I jego potęgę, uwalnia się od smutku."[34]

Jasno widać relację człowieka "oświeconego" względem "zabłąkanego" tożsama jest ona z tą:

Ewangelia Mt 24 Przyjście Syna Człowieczego:
40 Wtedy dwóch będzie w polu: Jeden będzie wzięty [oświecony] drugi zostawiony [zbłąkany, matwy z iskrą "__życia", tylko z pozoru bezPański jednakowoż w gotowości by Pan w nim zmartwychwstał ]
41 analogicznie , a dalej można to na wiele sposóbów wyrażać co jest czynione w innych fragmentach.

Cel jest widać ten sam - Panie doprowadź nas do pełnej jedności w Duchu Świętym, który "__żyjesz" i królujesz na wieki wieków. Wypowiedzenie tych słów w obecności "oświeconego" jest wezwaniem go do podzielenia się sobą z innymi, [ symbole: rozmnożenie się chleba, komunia święta itd itd. ].

Uzgodnienie stanowisk dowolnych wyznań jest możliwe tylko po podaniu parametrów, atrybutów celu.

To co wynikałoby tylko z treści tego posta to wniosek roboczy nr 1/03/11

Obiekt nie jest celem przeznaczonym dla nikogo poza fizjolocznie, materialnie żywym, ludzkim organizmem biologicznym. Ten sam organizm zarówno przed narodzeniem jak i po śmierci biologicznej nie wchodzi (nie istnieje w żadnej) w relację z celem.

Wiara w "życie po śmierci", reinkarnację itp w stosunku do indywidualnego 'ja' stoi w sprzeczności z powyższym nauczaniem. Jeżeli Kowalski w to wierzy z punktu widzenia celu dopuszcza się samowykluczenia ze wspólnoty o nazwie Królestwo Boże Mk 12,34

Na szczęście jest to proces odwracalny i Kowalski, póki żyje, póki jeszcze oddycha ma szansę na nawrócenie i uratowanie reszty swojego indywidualnego żywota przyczyniając się do naprawy naszej sytuacji, sytuacji ludzi realnie mieszkających na tej planecie i realnie zagrożonych procesami zachodzącymi wokół niej i na niej i wreszcie między nami by powstrzymać kolejny holocaust Mk 12,33.

Co rozwinąć ?
   
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ok. Rozumiem. Chyba. Organizm nie wchodzi w relację z celem.
"Bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego a zasada Tat twam asi, to już chyba bliżej?
Ale interesuje mnie jeszcze coś innego. Przyjmując tę całą konstrukcję, to skąd się ona wzięła? Bo wygląda na zaplanowaną, a nie przypadkową, a więc co/kto było na początku, kim jest kreator-pierwszy poruszyciel, na diabła jest sąd pośmiertny, a jeśli to bzdura, to jeżeli nawet rozumiem szopkę z jezusowym ukrzyżowaniem, to po co, to jego zmartwychwstanie? Rozumiem, że trzymasz się Ewangelii i nie wybierasz selktywnie jej fragmentów?
Uriel_ (360 punktów)
>Ok. Rozumiem. Chyba. Organizm nie wchodzi w relację z celem.

Organizm wytwarza indywidualny Umysł Kowalskiego, podtrzymuje go, jest jego nośnikiem.
Nie zaciemniając nie możemy wykluczyć, że Umysł może powstać na innym rodzaju nośnika niż Rodzaj tzw "Ludzki" ale to inny temat.

>"Bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego a zasada Tat twam asi, to już chyba bliżej?
W wyniku wewnętrznej (wewnątrzumysłowej) analizy środowiska swojego własnego występowania Umysł nie stwierdza obecności innego podmiotu niż on sam, obserwator obserwuje siebie, swoje "ja", które stanowi nicość w klasycznym sensie materialnym toteż jako rdzeń Boga Chrześcijańskiego nie można go obrazować dla zmysłów.
Samopoznawanie się Umysłu jest niejako doświadczeniem pozazmysłowym (nie dla oczu, nie dla zmysłu wzroku) stąd wolą Jego jest zakaz konstruowania Jego wizerunku.
Kowalski ma tego doświadczyć wewnętrznie i nie może dopuszczać, chcąc nazywać się chrześcijaninem, że jest jakaś wyższa siła sprawcza niż on sam a jedynym Panem jego jest Sługa prowadzący go do oświecenia umożliwiającego Kowalskiemu zapanowanie nad samym sobą i ogłoszenie się Człowiekiem = Synem Bożym, Panem, Gospodarzem swojej własnej świątyni ITD ITP czyli wolnym z niewolnika, zmartwychwstałym Bogiem z ludzkiej martwoty i nędzy Go poprzedzającej, szczęśliwym z zagubionego nieszczęśnika, zmartwionego, przestraszonego światem, widziadłami, bobokami, klęczącego z rózańcem w świątyni Złego, sługą Złego, jego marionetką ulegającą wrogim podszeptom i nieopisanego dna jakiego może siegnąć tkwiąc w pierwotnym, przyrodzonym grzechu nieświadomości istoty samego siebie, nieświadomości czym jest pełnia Człowieczeństwa należna każdemu z Nas.

>Ale interesuje mnie jeszcze coś innego. Przyjmując tę całą konstrukcję, to skąd się ona wzięła?

Znaczy kiedy człowiek uzyskał wgląd i ogląd samego siebie zgodny z prawdziwym ?
Kiedy koncepcja tej prawdy stała się podstawą w budowie jego światopoglądu ?
Kiedy po raz pierwszy uznał się za Boga? - wszak nie mógł przyjmując to za prawdę postąpić inaczej.
Czy Ewangelia to rzeczywiście opis tego Człowieka w działaniu? Jeśli tak to:
Czy istnieją starsze opisy jego występowania w historii naszej globalnej cywilizacji?

Jeśli pytasz skąd u mnie ta konstrukcja zaistniała to w wyniku analizy, której poddałem aktualny przekład Biblii kupionej podczas niedzielnego spaceru w hipermarkecie.

>Bo wygląda na zaplanowaną, a nie przypadkową, a więc co/kto było na początku, kim jest kreator-pierwszy poruszyciel,

Umysł jest Kreatorem. Jego powstanie w organiźmie ludzkim poskutkowało dostępem człowieka do pierwszych pojęć typu jasno, ciemno, niebo, ziemia, pokarm, zwierzęta, woda (...) Ja miec siusiaka a Ty kobieta? Zobacz oto ptak, a to ktoś tam odbijać się w tafla wody, ciekawe kto mieszkać tam w jezioro ITD ITD = początek Księgi Rodzaju, świt ludzkości, Kreator tak prymitywny, ale cóż, tak było, takie jest nasze i Nasze pochodzenie.

>na diabła jest sąd pośmiertny, a jeśli to bzdura, to jeżeli nawet rozumiem szopkę z jezusowym ukrzyżowaniem, to po co, to jego zmartwychwstanie?

Umysł jako Bóg Żywy z powyższej konstrukcji albo jest występującą wartością jednostce ludzkiej typu Kowalski albo nie jest czyli jest martwy w tym samym Bogu Żywym i tak jest przez Niego, występującego poza Kowalskim odbierany. On [Duch Święty=ogół danych] musi wejść w przestrzeń świadomości jednostki Kowalski by stało się życie i tej jednostki przez to udział w życiu wiecznym. Analogicznie Człowiek albo jest świadomy siebie, ma wgląd w siebie i żyje w wewnętrznej prawdzie o sobie albo jest niewidomy, trędowaty i chory. Jezus nie uzdrawia fizycznie chorych i nie jest to przedmiotem Jego nauczania i działalności. Celem przekazu jest uzdrowić Umysł, duszę, gdyż to wyzwoli w nas umiejętność przeciwstawiania się istniejącym ciągom przyczyno-skutkowym. Kreator im nie podlega, co innego organizm, który Umysł musi przekształcić genetycznie, transhumanistycznie, wbrew naturze biologicznej , ślepo czczonej przez katolickich panteistów i wbrew aktualnemu stanowisku nierządnicy watykańskiej, do swoich potrzeb by dążyć do szczęścia długowieczności i dobrobytu w panowaniu nad materią adekwatnie do poziomu posiadanej wiedzy zgodnie z Prawem Naturalnym uwzględniającym obecność kreatora w przyrodzie, a konkretnie w osobie ludzkiej i jak do tej pory nigdzie poza nią.

Naszym problemem była do tej pory powierzchowność interpretacyjna tego tekstu dlatego tak żałosne jest ostatnie 2000 lat naszego rozwoju. Gdyby jednak tej wiedzy nie zapięczętowano w taki układ pojęć religijnych z jakim mamy do czynienia prawdopodobnie nie przetrwała by ona do dziś, gdyż jest to wiedza rujnująca wszelkie istniejące układy społeczne również dzisiaj a tymbardziej wtedy gdy na Ziemi szalało Cesarstwo Rzymskie a najwłaściwszym do religijnego osadzenia tej wiedzy wydawało się żydostwo i tak się też stało, dokonano przechwycenia istniejącego monoteizmu posyłając doń Zbawiciela, a że nie wszyscy to od razu "kupili" powstał odłam, o nazwie chrześcijaństwo.

Jak oceniasz stopień innowacyjności wygłaszanych tu poglądów?
Jak oceniasz swoje zrozumienie tego co piszę i możliwe skutki przyjęcia tego za prawdę?

>Rozumiem, że trzymasz się Ewangelii i nie wybierasz selktywnie jej fragmentów?
Tak. Możesz zadawać dowolne pytania.

   
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Jak oceniasz stopień innowacyjności wygłaszanych tu poglądów?
Spotkałem się z takim myśleniem, dlatego rozumiem co piszesz.
>Jak oceniasz swoje zrozumienie tego co piszę i możliwe skutki przyjęcia tego za prawdę?
Jest O.K. Czytałem coś w tym duchu i tworzyłem takie konstrukcje w swojej głowie, z jednym zastrzeżeniem, jestem wyjątkowo uczulony na skompromitowany termin BÓG. Nie myślę Bogami. To jest dla mnie termin zakazany. Rzygam na to. Coś więcej niestety jutro, bo dziś mam szał jakiś.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>W wyniku wewnętrznej (wewnątrzumysłowej) analizy środowiska swojego własnego występowania Umysł nie stwierdza obecności innego podmiotu niż on sam, obserwator obserwuje siebie, swoje "ja"

Jaka jest zasada, przyczyna ujawnienia się tego jedynego w swoim rodzaju, tak intensywnego podmiotu "ja" i dlaczego w tym organizmie, a nie u Basi z trzeciego piętra? (rozumiem, że Basia ma swój boski podmiot jak i pan Janek hydraulik, ale w takim razie, jak one-podmioty mają się do siebie?). Jak to jest, że w ogóle taki, było nie było nadzwyczajnie zaskakujący podmiot istnieje, a może pójść na całość i zapytać jeszcze klasycznie, dlaczego coś istnieje? To mnie gnębi. Nie osobiście, ale w związku z tym co piszesz. Czy odpowiadzasz na takie pytania, czy jest to dla Ciebie zbędne, a może niedopuszczalne? Opis przyczynowo-skutkowy zanim ujawnia się umysł w świecie.

>Samopoznawanie się Umysłu jest niejako doświadczeniem pozazmysłowym (nie dla oczu, nie dla zmysłu wzroku) stąd wolą Jego jest zakaz konstruowania Jego wizerunku.
Czy pozostajesz na poziomie samopoznawania, czy może też pytasz o przyczynę ujawnienia się tego mechanizmu (samopoznawania się umysłu)? Czysto materialna, czy intencjonalna?

>Kowalski ma tego doświadczyć wewnętrznie i nie może dopuszczać, chcąc nazywać się chrześcijaninem, że jest jakaś wyższa siła sprawcza niż on sam
Co jest siłą sprawczą rzeczywistości zanim ujawnił się umysł? Kowalski? Czy może jest to pytanie z tych zakazanych?

>>Ale interesuje mnie jeszcze coś innego. Przyjmując tę całą konstrukcję, to skąd się ona wzięła? Bo wygląda na zaplanowaną, a nie przypadkową, a więc co/kto było na początku, kim jest kreator-pierwszy poruszyciel,
>Umysł jest Kreatorem. Jego powstanie w organiźmie ludzkim poskutkowało dostępem człowieka do pierwszych pojęć typu jasno, ciemno, niebo, ziemia, pokarm, zwierzęta, woda (...) Ja miec siusiaka a Ty kobieta? Zobacz oto ptak, a to ktoś tam odbijać się w tafla wody, ciekawe kto mieszkać tam w jezioro ITD ITD = początek Księgi Rodzaju, świt ludzkości, Kreator tak prymitywny, ale cóż, tak było, takie jest nasze i Nasze pochodzenie.
Jasne, ale ja nie umiem przestać pytać o przyczynę ujawnienia się rzeczywistości "przedumysłowej". Ty nie pytasz?
Świat, wszechświat, coś - istniały zanim umysł się ujawnił. Bez odpowiedzi na to, trochę mi cała ta konstrukcja wygląda tak, jakby coś/ktoś zaplanowało drogę do własnego-wiecznego doświadczania rzeczywistości na właściwie nieskończonej ilości płaszczyzn (umysłowych). I to mnie uwiera. Jakieś to takie podejrzanie poukładane, sensowne, celowe. Bezsens, bezcelowość i przypadek eliminuje intencjonalność i z tym się czuję bezpieczniej. Ale może to mój problem. Spróbuj wyjaśnić.

I jeszcze raz o zmartwychwstaniu Jezusa. Po co miałby zmartwychwstać po ukrzyżowaniu, skoro on był już za życia zmartwychwstały? Skoro rozumiał konstrukcję rzeczywistości.
Uriel_ (360 punktów)
3 częściowa odpowiedź poniżej.
Zapraszam.
29-10-2011 09:16 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Tak pod warunkiem, że nie istnieje jakiś/jacyś "Bóg" zagrażający Człowiekowi w jego polu oddziaływania. Tych trzeba wyciąć jak napisano Łk 19,27 w procesie leczenia, a nie jak myśli perun przywołując ten cytat mordując ludzi, o których umysły przecież toczymy zaciętą walkę z patologicznym zabobonem.

Perun nie myśli Być może jest tak jak piszesz,że chodziło o proces leczenia. Ale mnie nie interesuje o co komuś chodziło gdy pisał te słowa. Mnie interesuje efekt jaki przyniosły światu te słowa. A efektem było leczenie przez mordowanie, a nie przez podawanie aspiryny i ziółek.
Być może gdyby piszący Łuk. 19;27 pomyślał trochę, użyłby słowa ''leczyć'' zamiast ''zabić'' Użył jednak ''zabić'' a czuby wierzące w świętość tej książeczki zrealizowali słowa autora dokładnie tak jak napisał, a nie tak jak podobno wg. Ciebie myślał.
Uriel_ (360 punktów)
Witam , wybacz zwłokę, obowiązki.

>Schizofrenią nazwałem uważanie się za boga, czyli osobę nieomylną i wszystkomogącą.

Doskonałość osiągalną przez człowieka można epitetować w przeróżny sposób, nieraz i niepoważny. Człowiek dąży do doskonałości z racji stanu wszechrzeczy, której jest integralną częścią ( np. rozwój medycyny wynika z naturalnej woli istnienia umysłu pod warunkiem że jest on "memetycznie" zdrowy i właściwie określony względem rzeczywistości pozaumysłowej, która go generuje)

Bóg Ojciec jest przyszłością, której zaistnienie zależy od nas dzisiaj. Jezus taktowany jako model w swym życiu wiecznym będzie istniał w Bogu Ojcu, gdyż reprezentował wtedy Jego interesy, tak jak Ja reprezentuje Jego interesy obecnie. Co z tego wynika?

Jeśli doskonalimy się w tym kierunku to znika przykładowo problem niedofinansowania Centrum Onkologii w Warszawie i zamiast umierać na raka w rowie obszczany przez przypadkowego kundla korzystam z opieki medycznej należnej i mnie za to, że ją współkreowałem w rozwoju przez swoje życie a nie byłem kretynem spragnionym sfinansować swoją tablicę pamiątkową sponsora w Licheniu.

>Nie znam się na bogach, bo żadnego nie spotkałem i chyba nie ma jakiejś uniwersalnej definicji takiego bytu, ale wnioskowałem na podstawie boga katolickiego.

Każdy może mieć dowolne, wypadkowe wyobrażenie boga jednakże w wersji chrześcijańskiej tylko jeden model może byc źródłem nauczania jakie serwuje nam Jezus. Bóg jak zauważyłeś test tam Człowiekiem, który własny umysł czyni podmiotem a zatem obiektem nadrzędnym wzlędem otaczającej ten obiekt rzeczywistości. Obiektem autonomicznym samostanowiącym o sobie i będącym źródłem opisu bezwolnie istniejącego Prawa Naturalnego uwzględniającego istnienie Umysłu w przyrodzie czy wszechświecie jako niepodważalny fakt a nie złudzenie pomijane przez ludzi w konstruowaniu modelu całej rzeczywistości takiej jaka jest. Zauważ, że Umysł występuje na różnych nośnikach zwierzęcych szczególnie interesują nas inni ludzie z przyczyn choćby czysto pragmatycznych dla Umysłu, którego nosicielem jesteś Ty, Ja i każdy kto chce nazywać się człowiekiem.

>> Ale dsziś staje się jasnym, że Człowiek jest wartością nabytą stąd Jego nadprzyrodzony charakter.
>Przecież to zdanie nie ma sensu. Skoro człowiek się rodzi to jak może mieć coś nadprzyrodzonego? Co to znaczy, że człowiek jest wartością nabytą? Wartością dla kogo i nabytą przez kogo?

Przyjmując ogół informacji o charakterze formatującym umysł ( zesłanie Ducha Świętego ) tak być wierzył, że jesteś tylko Ty, od Ciebie zależy Twój los i organizmu który generuje twoje Ja. Nie ma istoty wyższej od Ciebie, ani większej wartości od Ciebie i Twojego jednostkowego życia od początku po narodzinach ( nie gdy jesteś integralną częścią kobiety, która nosi Twój prekursor) do śmierci czyli końca własnego istnienia. To są wartości chrześcijański realnego chrześcijanina - czy tak Cię uczono ? N I E ! Nabywasz informacje o sobie istniejące w tych akapitach czy urodziłeś się wiedząc o tym doskonale, że po śmierci nie idziemy do nieba ? zgodnie z tym czego uczy Jezus. Uczy tego Twoim zdaniem ? Pamiętaj o temacie tego wątku zanim odpowiesz.

>Pojęcie grzechu pierworodnego jest bzdurne samo w sobie. Rodzimy się bez pewnej wiedzy, która jest niezbędna do funkcjonowania i cieszenia się życiem we współczesnym świecie i naprawdę trzeba nieźle zgwałcić swój rozum, żeby nazwać to grzechem.

Trzeba być zgwałconym umysłowo by zgadzać się z twierdzeniem, że synowie, mordercy islamscy, czekają na swoje wspaniałe matule w raju dumne dziś z tego, że wychowały ich na wspaniałych mężów i ojców. Jakie braki w wiedzy pozwalają ludziom na bycie bestiami ? Czy być bestią to skutek grzechu pierworodnego czy dysfunkcja mózgu lub zła dieta? A może to brak właściwego zestawu danych jaki umysł człowieka potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania w realnej rzeczywistości ? Nie urodził się z tym? - no niee, to może mu to utylitarnie damy? Dla niego lepiej i dla nas lepiej czyż nie?

>> No i wiesz jak słyszę znowu to skamlenie: Panie doprowadź nas do pełnej jedności z Twoim Synem w Duchu Świętym, który żyjesz i królujesz na wieki wieków (...) to zacieram ręce przed klawiaturą.
>Kolejny raz opisujesz objaw schizofrenii. Nie znam Cię i nie chciałbym Cię urazić, (...)

Widzę, że pewne figury są kłopotliwe. Wyjaśniam tak modlą się na głos osoby w kościele za rogiem. Takie słowa mówią w placówce, która twierdzi, że jej głową i naczelną wartością jest Chrystus, a ja skromny specjalista w tej dziedzinie przypadkiem wiem kim on jest i po co wdrukowano im bezmyślne powtarzanie tego wierszyka.
To mnie irytuje, że nikt nie przerwał jeszcze tej wielowiecznej stagnacji, bo albo nie ma zdolnej do tego osoby albo komuś zależy na podtrzymaniu uśpienia bo uważa, że jeszcze za wcześnie by uderzyć czyli postawić sprawy na ostrzu noża poddając istotę wiary publicznej dyskusji.

>> Wieprz to hipotetyczny człowiek niezdolny do merytorycznej rozmowy.
>W powiedzeniu o perle i wieprzach, tym drugim określeniem nazywa się osoby, które nie dostrzegają piękna (prawdy), która się im objawia. Ja jej właśnie nie dostrzegam, stąd moja dyskusja z Tobą. Czyli jestem typowym wieprzem. Jednak czytając Twoje wypowiedzi odnoszę wrażenie, że Ty cały świat zdefiniowałeś sobie na jakąś własną modłę i uważasz, że jest ona na tyle boska, że warto nawrócić wszystkich pozostałych.

Cóz pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to Cię nie zniechęci. Szkoda, że nie widzisz analogii tego co piszę z zachowaniem Jezusa. Chciałbyć z Nim pogadać gdyby żył? Czy też nie obchodzą Cię wartości chrześcijańskie ani to co On ma do zaoferowania? Nie możesz tego po prostu wziąć by uczynić własnym? Drażni Cię, że mogłoby dojść do nabycia wartości, której nie posiadałeś?
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Strasznie to niepraktycznie dla mnie wygląda.

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein
Agnies (398 punktów)
Tak myślałam, że znajdę potwierdzenie dla obliczeń Carla Johanna Callemana:
strefataje(*)-swiata,1,4892918,artykul.html

>1. Wiem kim jest JA JESTEM.

Czytam i czekam.

Trzymam kciuki.
:***
23-10-2011 23:53 
 Ocena 1 na 1
Marcuch (664 punktów)
Jeszcze jedno:

>I dobrze, bo nie ma czegoś takiego jak dobór grupowy, mam nadzieję, że ironizowałeś.

Dobór grupowy

pozdrowienia od laika
24-10-2011 10:19 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Dobór grupowy
>pozdrowienia od laika
Czy laik nie zauważył, że teoria doboru grupowego jest krytykowana jako mocno nieuprawniona, a argumenty w istocie swej dotyczą doboru krewniaczego?


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
24-10-2011 10:21 
 Ocena 4 na 4
Ania... (14138 punktów)
>Jeszcze jedno:
>>I dobrze, bo nie ma czegoś takiego jak dobór grupowy, mam nadzieję, że ironizowałeś.
> Dobór grupowy
>pozdrowienia od laika
Laik nie zauważył, że hipoteza ta została praktycznie odrzucona?
Marcuch (664 punktów)
>>Jeszcze jedno:
>>>I dobrze, bo nie ma czegoś takiego jak dobór grupowy, mam nadzieję, że ironizowałeś.
>> Dobór grupowy
>>pozdrowienia od laika
>Laik nie zauważył, że hipoteza ta została praktycznie odrzucona?
To bez znaczenia w użytym pierwotnie kontekście.
Uriel_ (360 punktów)Odp:
>Otwieram ten wątek, bowiem zauważyłem, że w obecnej gorącej dyskusji strona katolicka twierdzi, że
>nie ma innego spójnego systemu etycznego i wzorca dla postaw moralnych jak tylko ta, która wypływa z
>nauki i tradycji chrześcijańskiej.

Jeżeli strona katolicka tak twierdzi to postuluje o delegalizację samej siebie.

>Jak opisać krótko taki system wartości dla współczesnej Polski (świata, Europy), który jasno pokaże,
>że alternatywa tkwi w historii Europy starożytnej, ludów pogańskich (Germanowie, Słowianie,
>Celtowie) no i oczywiście tradycji chrześcijańskiej.

Racjonalizm i wiara w Człowieka jest alternatywą ponadczasową.

1. Człowiek jest źródłem etyki i zasad moralnych.
2. Cóż złego stało się, że Człowiek ogłosił się Bogiem ? - skoro pkt. 1

>Zwrócić należałoby uwagę na to, że chrześcijaństwo nie stworzyło dzisiejszej etyki i moralności.
>Jest jedynie spadkobiercą tych poprzednich. Obecny zaś system moralny został poza tym ubogacony
>dorobkiem nowożytnej myśli humanistycznej itd.

Jak wyżej. Patrz pkt 1 i pkt 2

>Brak jest moim zdaniem wypracowanego "hasła" na odrzucenie innego hasła - "chrześcijańskia
>tradycja".

Za Januszem Palikotem - o "chrześcijańskiej tradycji" można krótko i na temat - PRECZ Z OBŁUDĄ.

>Zapraszam do wyrażenie poglądów.
Z przyjemnością
Marcuch (664 punktów)
>Racjonalizm i wiara w Człowieka jest alternatywą ponadczasową.
>1. Człowiek jest źródłem etyki i zasad moralnych.
>2. Cóż złego stało się, że Człowiek ogłosił się Bogiem ? - skoro pkt. 1

Człowiek nie istnieje.
Uriel_ (360 punktów)
>Człowiek nie istnieje.

Istnieje i jest moim autorytetem moralnym.
Jest niezwykle uczynnym sługą w tej materii.
Jest sędzią sprawiedliwym w ocenach siebie i innych.

>Czekam i czekam na tę "alternatywę" i nic!

Ty Go nie znasz ?
   
Marcuch (664 punktów)
>>Człowiek nie istnieje.
(...)
>Ty Go nie znasz ?
Właśnie dlatego, że wiem jaki musiałby być, wiem, że nie istnieje. Jako indywiduum nie mógłby być źródłem. Jako zbiorowość jest niepojmowalny, więc jako idea nieokreślony. No i co tam jeszcze pozostało? Jako podstawowa kategoria metafizyczna - nie występuje, zapewne z powodu powyższych komplikacji
Agnies (398 punktów)
Wiesz? Podziel się to wiedzą z łaski swojej.
Marcuch (664 punktów)
>Wiesz? Podziel się to wiedzą z łaski swojej.
No toż dzielę się:
>>Jako indywiduum nie mógłby być źródłem.
>>Jako zbiorowość jest niepojmowalny, więc jako idea nieokreślony.
>>Jako podstawowa kategoria metafizyczna - nie występuje
Coś pominąłem?
Innymi słowy, doskonale się zgadzamy, człowiek jest niepojęty!
tom2010 (352 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
Dyskusję o systemach moralności warto rozpocząć od wymagań, jakie system powinien spełniać.

Oto kilka mniej znanych:
1) System moralności musi obejmować działania przedsiębiorstw, rządów i organizacji pozarządowych (nie tylko ludzi!).
2) System moralności musi obejmować stosunek ww. do przyrody.
3) System moralności musi być rozszerzalny w szybki i efektywny sposób. W przypadku pojawienia się problemu moralnego dotychczas nie znanego lub nie rozwiązanego muszą istnieć mechanizmy szybkiego dodania zasad moralności do systemu.
4) System moralności musi być naprawialny. Tzn. musi być niezawodny mechanizm bezzwłocznej eliminacji błędów, które wdarły się do systemu i nie zostały uprzednio zauważone.
4) System moralności musi odpowiadać na rzeczywiste problemy - znane lub przewidywane; raczej niż na jakieś zagadnienia narzucone przez kogoś z góry.
5) Muszą istnieć oceny jakości systemu moralności przez jednostki niezależne, nie będące twórcami i propagatorami systemu.

Przykłady do p. 1 to np. Uczciwość w kontraktach między przedsiębiorstwami (brak pułapek, zasada obustronnej korzyści itp.).

Przykładem może być np. zasada niskiej agresywności rządu. To jest odwrotnie do tego, co chcą religianci. Oni chcieliby, żeby rząd był ich agresywny psem który atakuje i niszczy osoby które mówią coś co nie jest zgodne z ich religią.

Przykładd do p. 2 to np. uznawanie za niemoralne, gdy firma wyleje toksyczny szlam poprodukcyjny do rzeki. Albo gdy ludzie wynoszą śmieci do lasu. Albo gdy armia przeprowadza testy nuklearne na powietrzu.

Żaden ze znanych mi systemów moralności o pochodzeniu religijnym nie spełnia tych wymagań. W szczególności nie obejmują swoim zasięgiem przedsiębiorstw, nie mają możliwości szybkiego i pewnego usuwania zauważonych błędów (trzeba czekać na jakieś objawienie, które wcale nie musi się pojawić). Nie są w stanie reagować na nowe wyzwania z samej zasady, na której się opierają - z wywodzenia zasad moralnych ze słów rzekomych bogów. A bogowie wcale nie są zobowiązani do reagowania na nowe wyzwania, ani do naprawy swoich błędów. A w szczególności nienawidzą gdy się ich ocenia!
Ania... (14138 punktów)
A co z prawem karnym i cywilnym, podpartym ustawami?
jark44 (619 punktów)
>Dyskusję o systemach moralności warto rozpocząć od wymagań, jakie system powinien spełniać.
>Oto kilka mniej znanych:
>1) System moralności musi obejmować działania przedsiębiorstw, rządów i organizacji pozarządowych (nie tylko ludzi!).
>2) System moralności musi obejmować stosunek ww. do przyrody.
>3) System moralności musi być rozszerzalny w szybki i efektywny sposób. W przypadku pojawienia się problemu moralnego dotychczas nie znanego lub nie rozwiązanego muszą istnieć mechanizmy szybkiego dodania zasad moralności do systemu.
>4) System moralności musi być naprawialny. Tzn. musi być niezawodny mechanizm bezzwłocznej eliminacji błędów, które wdarły się do systemu i nie zostały uprzednio zauważone.
>4) System moralności musi odpowiadać na rzeczywiste problemy - znane lub przewidywane; raczej niż na jakieś zagadnienia narzucone przez kogoś z góry.
>5) Muszą istnieć oceny jakości systemu moralności przez jednostki niezależne, nie będące twórcami i propagatorami systemu.
>Przykłady do p. 1 to np. Uczciwość w kontraktach między przedsiębiorstwami (brak pułapek, zasada obustronnej korzyści itp.).

OK. Zauważ Kolego, że system etyczny czy moralny to nie jest program komputerowy działający w oparciu o system zero-jedynkowy



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
Urszula Lis (278 punktów)
>dla moralności i etyki dla postawy wypływającej z wartości chrześcijańskich.

Nie bardzo rozumiem jaka moralność i etyka może wypłynąć z jakiejkolwiek religii, a już na pewno nie chrześcijańskiej. O jakich wartościach mowa.
O tych , które w imię boga uśmiercają codziennie od przeszło 2 tyś. lat, setki albo i tysiące ludzi.
I jak tu nie mówić o KK, który biedotę traktuje nie jak owieczki w stadzie, ale jak mięso armatnie (głos wiernych, bla bla).
Gdzie ta chrześcijańska moralność, kiedy ksiądz na żebrającą pod kościołem imigrantkę z dzieckiem nasyła policję, a mijający ją wierni (ale chyba tylko wierni kościoła) patrzą niejednokrotnie z wrogością, tego samego ucząc własne dzieci.
Gdzie moralność wyznawców np. allacha, którzy uczą dzieci mordowania "niewiernych".
Wiara i religia otumania, wyzwalając w człowieku wrogość, a hamując chociażby odruch współczucia.
jark44 (619 punktów)
> >dla moralności i etyki dla postawy wypływającej z wartości chrześcijańskich.
>Nie bardzo rozumiem jaka moralność i etyka może wypłynąć z jakiejkolwiek religii, a już na pewno nie chrześcijańskiej. O jakich wartościach mowa.
>O tych , które w imię boga uśmiercają codziennie od przeszło 2 tyś. lat, setki albo i tysiące ludzi.
>I jak tu nie mówić o KK, który biedotę traktuje nie jak owieczki w stadzie, ale jak mięso armatnie (głos wiernych, bla bla).
>Gdzie ta chrześcijańska moralność, kiedy ksiądz na żebrającą pod kościołem imigrantkę z dzieckiem nasyła policję, a mijający ją wierni (ale chyba tylko wierni kościoła) patrzą niejednokrotnie z wrogością, tego samego ucząc własne dzieci.
>Gdzie moralność wyznawców np. allacha, którzy uczą dzieci mordowania "niewiernych".
>Wiara i religia otumania, wyzwalając w człowieku wrogość, a hamując chociażby odruch współczucia.
>

No tak.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
tom2010 (352 punktów)
Ciekawe jest też "źródło moralności". To co teraz znamy jako moralność to wynik długotrwałej ewolucji kultury ludzkiej. Ale czy nie lepiej byłoby wytworzyć system moralności jako zwykły produkt, wg normalnych metod wytwarznia produktów? Jest wiele gotowych metodologii wytwarzania takich produktów. W najprostszej wersji wystarczy zatrudnić grupę inteligentnych i dysponujących dużą wiedzą i umiejętnościami ludzi, dać im zadanie opracowania systemu moralności, zapewnić im narzędzia (np. komputery do symulacji skutków zasad), oraz przeprowadzić pełen proces produkcyjny systemu. Włącznie z oceną jakości, testami w rzeczywistości, pilotażem. A na końcu wdrożyć w życie na całym świecie.
22-10-2011 01:52 
 Ocena 2 na 2
Lizergus (691 punktów)
I sprawa moralności zakończona. W następnym odcinku rozwiążemy problem głodu na świecie.
Marcuch (664 punktów)
Nie mogę się doczekać kontrpropozycji etycznych do chrześcijaństwa, więc zapuszczę taką.

Otóż, powiada mistrz Lao Tsy:

"Czyń przez nieczynienie niczego,
Działaj, nie uciekając się do działania,
Znajduj smak w rzeczach bez smaku,
Uważaj małe za wielkie,
Liczebne za nieliczne,
Odpłacaj nienawiść dobrocią,
Staraj się pokonać trudności, gdy są łatwe do pokonania,
Czyniąc rzeczy wielkie, zaczynaj od małych".

Żadnych odwołań do "Pana na niebiesiech", żadnego straszenia piekłem - więc dlaczego miałbym przyjąć ten dziwaczny kodeks?? Pozostają względy estetyczne, autorytet siwej brody mistrza i dążenie do jakiejś ostatecznej Prawdy. Bo zgrabny "dekalog" (oktolog), pachnie absolutem, przepaścią, mocą - "chcę się otoczyć tym zapachem".

Nie wychodząc z własnego domu, można poznać cały świat.
Nie wyglądając przez okno, można pożna poznać Tao nieba.
Im większą odbywasz wędrówkę, tym wiedza twoja staje się mniejsza.
Dlatego mędrzec nie odbywa wędrówek, a wie.
Nie patrzy, a widzi, nie działa, a wszystko jest dokonane.

(Tao Te Cing, 63, 47)

A jeżeli ktoś ma ochotę, może sobie dokleić "Kochaj bliźniego swego", nie kłóci się.
jark44 (619 punktów)
>Nie mogę się doczekać kontrpropozycji etycznych do chrześcijaństwa, więc zapuszczę taką.
>Otóż, powiada mistrz Lao Tsy:
>"Czyń przez nieczynienie niczego,
>Działaj, nie uciekając się do działania,
>Znajduj smak w rzeczach bez smaku,
>Uważaj małe za wielkie,
>Liczebne za nieliczne,
>Odpłacaj nienawiść dobrocią,
>Staraj się pokonać trudności, gdy są łatwe do pokonania,
>Czyniąc rzeczy wielkie, zaczynaj od małych".
>Żadnych odwołań do "Pana na niebiesiech", żadnego straszenia piekłem - więc dlaczego miałbym przyjąć ten dziwaczny kodeks?? Pozostają względy estetyczne, autorytet siwej brody mistrza i dążenie do jakiejś ostatecznej Prawdy. Bo zgrabny "dekalog" (oktolog), pachnie absolutem, przepaścią, mocą - "chcę się otoczyć tym zapachem".
>Nie wychodząc z własnego domu, można poznać cały świat.
>Nie wyglądając przez okno, można pożna poznać Tao nieba.
>Im większą odbywasz wędrówkę, tym wiedza twoja staje się mniejsza.
>Dlatego mędrzec nie odbywa wędrówek, a wie.
>Nie patrzy, a widzi, nie działa, a wszystko jest dokonane.
>(Tao Te Cing, 63, 47)

>A jeżeli ktoś ma ochotę, może sobie dokleić "Kochaj bliźniego swego", nie kłóci się.

Zaczynam Cie nawet lubić, ale dopiero po tym tekście


mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.
26-10-2011 08:42 
 Ocena 6 na 6
lukaszewicz (5674 punktów)
>Nie mogę się doczekać kontrpropozycji etycznych do chrześcijaństwa, więc zapuszczę taką.

Ja wolę taką.

"Ewangelia Latającego Potwora Spaghetti

Osiem "Naprawdę wolałbym, żebyś nie":

1. Naprawdę wolałbym, żebyś nie zachowywał się jak jakiś świętoszkowaty, fałszywie pobożny dupek, gdy opisujesz Mą Makaronową Doskonałość. Jeśli niektórzy ludzie nie wierzą we mnie, to trudno, nic się nie stanie. Naprawdę, nie jestem do tego stopnia próżny. Poza tym, nie chodzi o nich, więc nie zmieniaj tematu.
2. Naprawdę wolałbym, żebyś nie używał Mojego istnienia jako narzędzia do uciskania, ciemiężenia, karania, patroszenia lub bycia złośliwym wobec innych. Nie wymagam składania ofiar, a czystość jest niezbędna jeśli chodzi o wodę pitną, a nie o istoty ludzkie.
3. Naprawdę wolałbym, żebyś nie oceniał ludzi na podstawie tego, jak wyglądają lub jak się ubierają, jak mówią, lub... Dobra, po prostu bądź miły, OK? I wbij to do swojej tępej głowy: mężczyzna = człowiek. Kobieta = człowiek. To samo = to samo. Nikt nie jest od nikogo lepszy, chyba że mówimy o stylu. I przykro mi, ale to podarowałem kobietom i niektórym facetom, którzy widzą różnicę pomiędzy kolorem morskim a fuksją.
4. Naprawdę wolałbym, żebyś nie zaspokajał się w sposób, który obraża ciebie albo twojego ochoczego, zgodnego, pełnoletniego i dojrzałego psychicznie partnera. Odnośnie do tych, którzy mogliby protestować - myślę, że odpowiednim wyrażeniem jest "pierdolcie się", chyba że uznają to za nieprzyzwoite. W tym wypadku mogą wyłączyć raz telewizor i iść dla odmiany na spacer.
5. Naprawdę wolałbym, żebyś nie sprzeciwiał się fanatycznym, sadystycznym, szowinistycznym i pełnym nienawiści poglądom innych NA CZCZO. Zjedz coś, a potem zabiegaj o pierdoły.
6. Naprawdę wolałbym, żebyś nie budował za miliony dolarów kościołów/świątyń/meczetów/kaplic dla Mojej Makaronowej Doskonałości, podczas gdy pieniądze lepiej wydać na (wybierz sam):
1. Skończenie z biedą
2. Leczenie chorób
3. Życie w pokoju, namiętną miłość i obniżenie kosztów kablówki

Może jestem złożonym węglowodanowym wszystkowiedzącym istnieniem, ale w życiu cieszą mnie proste rzeczy. Wiem lepiej. Jestem STWÓRCĄ.

7. Naprawdę wolałbym, żebyś nie rozpowiadał ludziom wokół, że do ciebie przemawiam. Nie jesteś aż taki interesujący. Wylecz się z siebie. I mówiłem ci, żebyś kochał bliźniego, czy nie pojąłeś aluzji?
8. Naprawdę wolałbym, żebyś nie czynił bliźniemu, co tobie miłe, jeśli miłe są ci, hm, rzeczy, które wymagają mnóstwa skóry/smaru/wazeliny. Jednak jeśli miłe jest to też tej innej osobie (zgodnie z numerem 4), zajmij się tym, zrób zdjęcia, i do diaska, załóż kondom! Naprawdę, to kawałek gumy. Gdybym nie chciał, żeby było ci przyjemnie, gdy to robisz, dodałbym ci w tym miejscu kolce czy coś takiego[4]."

Wiki
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Chcąc zobrazować moją niechęć do skodyfikowanych norm etycznych, które moim zdaniem, nie najlepiej wpływają na zmysł moralny ludzi, pozwoliłem sobie na napisanie komentarza, który jest kompilacją myśli [1] Tadeusza Bartosia z artykułu pt. "Praktykować moralność" pochodzącego z portalu Towarzystwa Kultury Świeckiej z myślami Zygmunta Baumana [2] zawartymi w artykule "Etyka kodeksów czy etyka odpowiedzialności" Tadeusza Szkołuta pochodzącego z Racjonalisty. I to właściwie tyle. Umiejętny wgląd empatyczny jest dla mnie kluczowym narzędziem kształtowania pięknej postawy etycznej człowieka, dostrzegam go u najwytworniejszych pod tym względem - dla mnie - ludzi. Oczywiście odbierając to i oceniając całkowicie subiektywnie. Tekst po prostu daję do przeczytania, mając nadzieję, że mogę przytaczać fragmenty tych artykułów w formie prawie identycznej, jedynie z niewielką ingerencją własną. Jeżeli nie, to przepraszam i proszę moderację o usunięcie.

[1] Moralność deklarowana, pouczanie, stawianie innym moralnych wymagań jest moralnie dwuznaczne. Wygłaszanie nauk etycznych łatwo staje się sposobem na odwrócenie uwagi od własnych niemoralnych zachowań. Bycie sumieniem innych to skuteczny mechanizm maskujący. Działa tu prosta logika: poucza innych ten, kto sam pouczenia nie potrzebuje. On już wie, dlatego poucza. Nauczyciel moralności siebie samego ogłasza moralnym autorytetem. Iluzja ta jest jednym ze źródeł etycznej demobilizacji. Wystarczy dobro, miłość, bezinteresowny dar z siebie - na ustach.

Drugą wadą tego typu postawy jest jej formalizm. Wymagania moralne głoszone przez nauczycieli moralności, wyrażane są w formułach uniwersalnych. Ma on wszelkie cechy prawa kodeksowego, które abstrahuje od kontekstu jednostkowego. Mówiąc językiem tradycyjnym, nie pobudza indywidualnego sumienia, lecz wymaga podporządkowania, ćwiczy jedynie cnoty uległości i dyscypliny. Inaczej jeszcze: generuje pełną heteronomizację etyki wraz z atrofią autonomicznej wrażliwości moralnej.

Dzięki odkryciom neurobiologów wiemy dziś, że uniwersalny kodeks etyczny jest wytworem abstrakcyjnych operacji kory przedczołowej, a nie odczucia moralnego i empatii powstających w ciele migdałowatym i w neuronach zwierciadlanych. To wyjaśnia dlaczego głoszone przez nauczycieli moralności ogólne normy etyczne jako uniwersalne wieczyste prawo, nie skłaniają do zachowań etycznych: nie uruchamiają neuronów zwierciadlanych i ciała migdałowatego.

To już trzeci zarzut wobec idei umoralniania społeczeństwa poprzez głoszenie moralnych nauk. Przed zabójstwem nigdy jeszcze nie powstrzymała człowieka treść abstrakcyjnej zasady "nie zabijaj", podobnie jak przed cudzołóstwem, kradzieżą czy kłamstwem nie uchroniła człowieka znajomość kolejnych przykazań dekalogu. Raczej owo spotkanie twarzy Drugiego, jak pisał Emanuel Levinas, jest faktycznym imperatywem. Etyka kodeksowa działa skutecznie nie z uwagi na perswazyjną siłę jej zawartości (że mianowicie źle jest zabijać itd.), a jedynie dzięki groźbie kary - jest więc czymś koniecznym, lecz niewystarczającym. Dyscyplinuje, ale nie wychowuje, bo nie potrafi obudzić empatii, etycznej wrażliwości, spontanicznej dobroci. Być może najważniejszą nową daną jest odkrycie przez neuropsychologa Giacommo Rizzolatti z uniwersytetu w Parmie tak zwanych neuronów lustrzanych. Dokonało się ono przypadkowo, w trakcie eksperymentu z udziałem makaka. Kiedy małpka ta brała do ręki orzech, obserwowano reakcję jej mózgu. Przypadkowo w jej obecności po orzecha sięgnął pracownik i ku zaskoczeniu badaczy u zwierzęcia pojawiła się identyczna reakcja. Dzięki neuronom zwierciadlanym, patrząc na jedzącego czujemy jakbyśmy sami jedli, patrząc na kaleczącego ciało innego zwierzęcia czujemy jakby nasze ciało było kaleczone. Neurony zwierciadlane są biologiczną podstawą silnego mechanizmu hamującego, mającego swój odpowiednik w złotej regule: "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe". Jest to zarazem biologiczna postawa dla empatii, współczucia, oraz uczenia się.
Warunkiem uruchamiania tego etycznego instynktu jest bliski, najlepiej wzrokowy kontakt pomiędzy osobnikami. Mark Hausner, psycholog z Harvard College, w eksperymencie zatytułowanym "The moral sense test" szukał odpowiedzi na pytanie o zachowanie wobec konieczności poświęcenia życia mniejszej grupy ludzi dla ratowania większej. Wymownym przykładem jest eksperyment mostka i zwrotnicy. W ankiecie zapytano respondentów, jaką decyzję podjęliby w dwóch alternatywnych sytuacjach. W pierwszej rozpędzony wagon jedzie na tłum ludzi, a zwrotnicą można zmienić jego bieg tak, że wpadłby on jedynie na kilka osób. Druga sytuacja to zatrzymanie rozpędzonego wagonu poprzez zepchnięcie z mostu na tory grubego człowieka. Większość ankietowanych zgodziła się na zachowanie pierwsze, odmówiła zaś wyboru drugiej opcji, pomimo, że ona dawała jeszcze niższy rachunek ofiar.

Wniosek: bliski bezpośredni kontakt utrudnia zachowania nieetyczne. Z kolei katalizatorem zachowań niemoralnych jest dystans, pozwalający na skuteczną depersonalizację relacji.

Wszystkie te odkrycia pozwalają na bardziej świadome wypracowywanie programu etycznowychowawczego. Organizacja życia społecznego, która wymagałaby systematycznej bliskości (słownej, wzrokowej, dotykowej) wywołuje reakcje empatyczne, co w rezultacie prowadzi do utrwalenia zachowań etycznych. Bezosobowość, możliwość działania wobec innych i podejmowania w ich sprawach decyzji w trybie zaocznym, skupianie się na formułach uniwersalnych i tylko tworzeniu kolejnych kodeksów, to prosty mechanizm uwalniający i petryfikujący "demony zła".
Wcielenie w życie opisanych powyższej zasad doprowadzić może do sytuacji, w której jakaś część społeczeństwa bardziej będzie żyć w zgodzie z normami etycznymi, aniżeli tylko o nich mówić.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
[2] Z dzisiejszej, ponowoczesnej perspektywy - twierdzi Z. Bauman - wyraźnie dostrzegamy względny, lokalny charakter skodyfikowanych norm etycznych, którym bezzasadnie przypisywano powszechną moc obowiązującą. To właśnie one ponoszą winę za atrofię zmysłu moralnego ludzi i zastępowanie rzeczywistej odpowiedzialności moralnej jednostki przed własnym sumieniem przez konformizm wobec oficjalnie usankcjonowanych konwencji. Warunkiem wyzwolenia się od owej moralności, tj. ustanowionej nie przez tych, których mają obowiązywać, i zatriumfowania moralności w pełni autonomicznej jest swoisty "powrót do źródła", przywrócenie blasku pierwotnej i niezbywalnej odpowiedzialności ludzkiej. Książka Z. Baumana ("Etyka ponowoczesna") jest właśnie wielkim wołaniem o taką autonomiczną moralność, która zna tylko jeden nakaz - nakaz troski o Innego i szacunku dla Innego, troski i szacunku nie domagających się żadnej wzajemności (stosunek moralny jest bowiem zasadniczo niesymetryczny).
Nieodłączną cechą postawy moralnej jest brak pewności. Nic więc dziwnego, że kodeksy etyczne, których głównym zadaniem jest właśnie dostarczenie człowiekowi krzepiącego poczucia słuszności własnych wyborów, zadowolenia z dobrze wypełnionego obowiązku, satysfakcji z zachowania się "jak inni" (inni, których szanuje, uważa za autorytety) są oceniane przez Z. Baumana jako wręcz destrukcyjne dla moralności. Dotyczy to wszystkich bez wyjątku kodeksów, także tych, które zawierają skądinąd szlachetne, wzniosłe przepisy postępowania. One również paraliżują instynkt moralny człowieka, tłumią w nim spontaniczne odruchy moralne, zmuszając go do podporządkowania się zewnętrznym, z góry narzuconym zasadom. Nie chodzi zatem o to, jaką treścią wypełnione są kodeksy; są one złe właśnie dlatego, że są kodeksami.
Z. Bauman posuwa się nawet do tego, iż oskarża wszelkie kodeksy o szerzenie nihilizmu moralnego. Kodeksy starają się zracjonalizować moralność, lecz moralność można zracjonalizować tylko kosztem jej unicestwienia, tj. pozbawienia "ja" moralnego właściwej mu wolności i związanej z nią odpowiedzialności. I na tym właśnie polega rzeczywisty nihilizm, który nie jest niczym innym jak tylko zrzeczeniem się przez podmiot "odpowiedzialności za swoją odpowiedzialność" i scedowaniem jej na autorytety ustalające rzekomo powszechnie ważne przepisy. Tak więc prawdziwy nihilizm opiera się na założeniu, "że aby działać moralnie, człowiek musi się wpierw swej autonomii moralnej wyrzec lub być z niej wywłaszczony - siłą, albo za pomocą perswazji ekspertów od etyki".
Moje: Przyjmujemy normy moralne, ale stosujemy tylko ich adekwatne i rozwinięte interpretacje, ustalamy jakąś ich wersję do zastosowania w praktyce i w konkretnych okolicznościach. Nie można powiedzieć, że możemy zastosować wprost daną normę moralną, bo winniśmy nadać jej właśnie interpretację zgodnie ze specyficznymi dla danej sytuacji okolicznościami, warunkami, zmiennymi, bowiem formuły etyczne są same w sobie nieprzyzwoicie ogólnikowe i dopiero żywe życie zmusza nas do sformułowania specyficznego, konkretnego i uściślonego wariantu. Przez całe życie będziemy mieć problemy z interpretacją norm moralnych, raz uda się je zastosować sensownie, innym razem nie bardzo, ale na pewno znakomicie może dopomóc nam w tym świetnie rozwinięta empatia (Bartoś), czy, jak kto woli, troska i szacunek dla Innego w autentycznej odpowiedzialności (Bauman). Oczywiście, można mieć przed oczami tę czy inną formułę, ale przy każdej sytuacji życiowej należy rozważyć, czy nie pisać aneksu z powodami odstępstw. Biorąc taki Dekalog, oczywistym jest, że i zabójstwo można czasami uznać za dobre albo usprawiedliwione, a każdy właściwie zakaz czy nakaz zweryfikować. W zależności od okoliczności.
Maksymy moralne też bywają nęcące, sam mam jakąś sympatię do cytowanej powyżej "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" czy zbyt dziurawej "granice mojej wolności stanowi wolność drugiego człowieka" a niechęć do kantowskiej "postępuj wedle takich tylko zasad, co do których możesz jednocześnie chcieć, żeby stały się prawem powszechnym", czy całkowitą odrazę do egzaltowanej i zwyczajnie niemożliwej (oderwanej od rzeczywistości), przeto absurdalnej "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego". Nie przywiązuję jednak to nich wszystkich zbytniej uwagi.
Sam kodeks, jak widać po powyższych, raczej nie służy niczemu dobremu, prowadzi albo do niebezpiecznej depersonalizacji relacji (Bartoś) albo wręcz nihilizmu moralnego (Bauman). Dla mnie stanowi, co najwyżej, zbiór słabych, delikatnych śladów (podpowiedzi), możliwość ogólnej orientacji w przestrzeni dylematów etycznych, jakie mogą mnie spotkać, a do których jednostkowo będę musiał się odnieść. Myślę jednak, że człowiek zasługuje na coś więcej, niż kodeksy, które inspirują do kształtowania ludzi wedle prymitywnego schematu. Ja ten sobie opisuję jako zasadę kagańca (kodeks) i smyczy (groźny bóg, kara, piekło, więzienie itp.) lub smakołyku (przychylność bogów, niebo, nagroda, autodoracja, samouwielbienie). To prymitywne. Zwyczajnie średniowiecznie i trochę wstyd. Kształtowanie empatyczne, uwrażliwienie człowieka poprzez umiejętność silnego wglądu, automatycznego i precyzyjnego współodczuwania, bliskie, żeby nie powiedzieć dotkliwe doświadczanie emocji, uczuć, wrażliwości Innego-Drugiego, to metody świata współczesnego. Mądre i skuteczne metody, dla mnie racjonalne. Wystarczy umiejętnie wykorzystywać naszą biolog
Marcuch (664 punktów)
>sam mam jakąś sympatię do (...) "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" (...) a (...) całkowitą odrazę do egzaltowanej i zwyczajnie niemożliwej (oderwanej od rzeczywistości), przeto absurdalnej "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego".

To drugie wygląda na dokładniejszą artykulację tego pierwszego. I jest świadomie przyjętą postawą tejże empatii, do której ludzkość doszła rzekomo dopiero przez neurobiologię. Nawet sformułowanie o "neuronach lustrzanych" jest paralelą "jak siebie samego". W czym problem?

>Z. Bauman posuwa się nawet do tego, iż oskarża wszelkie kodeksy o szerzenie nihilizmu moralnego. Kodeksy starają się zracjonalizować moralność, lecz moralność można zracjonalizować tylko kosztem jej unicestwienia, tj. pozbawienia "ja" moralnego właściwej mu wolności i związanej z nią odpowiedzialności.

To mi się podoba! Ale społeczeństwo postawione na samej empatii przegra pierwszą wojnę.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>To drugie wygląda na dokładniejszą artykulację tego pierwszego.
To pierwsze jest w miarę precyzyjne, celne, jasne. Wiem, co jest mi niemiłe, a jak się zastanowię, to wiem o tym jeszcze więcej. I projekcja tego na drugiego jest właśnie jakimś wstępem do rozwijania empatii, oczywiście w oparciu o jedno zdanie nie sposób tego skutecznie przeprowadzić. To drugie jest absurdalne. Mamy termin "kochaj", z którym kompletnie nie wiem co zrobić. Czy to ma być jakiś specjalny stan emocjonalno-uczuciowy? Jak określić to, w jaki sposób ludzie "kochają" (kurde, co to jest, ów stan napędzany naturalnymi substancjami chemicznymi?) samych siebie. A co z tymi co siebie nie lubią, czy nie żywią entuzjastycznych emocji? Jeżeli termin "kochać" oznacza to, co zwykle za nim rozumiemy, to zapewniam Cię, że mózg nam nie pozwoli na obłęd kochania wszystkich. To jest zarezerwowane tylko dla wybranych. Oczywiście, ogólnie to można kochać całą ludzkość, świat i multiwersum, ale już konkretnie, bezpośrednio, po kolei, twarzą twarz - ni chu chu. Baju baju. Natomiast można zalecać bycie życzliwym i odnoszenie się do ludzi z sympatią. I to byłoby ok, jak maksyma pierwsza. W miarę precyzyjnie, celnie, jasno, choć znów zbyt ogólnie, ale tak to już jest. Ale nie, trzeba się napompować niemożliwą miłością do wszystkich. Cały ten termin to zbyteczna egzaltacja mająca na celu uwieść ludzi wznioslością. I uwodzi tych, co prześlizgują się po tym powierzchownie, którzy tylko zginają się ze względu na autorytet, który za tym stoi, jakichś pięknoduchów, romantyczne nastolatki i chyba jeszcze hippisów. Ale ta maksyma spala się w tym swoim zbyt mocnym ogniu i de facto nie znaczy nic. Jest zupełnie niepraktyczna, do luftu.
>jest świadomie przyjętą postawą tejże empatii, do której ludzkość doszła rzekomo dopiero przez neurobiologię.
Nie, do niczego nie doszła, tylko pomogła sformułować, opisać, zastosować. Zawsze ludzie mieli w sobie mniejsze lub większe pokłady empatii, ale kształtowalo się to zawsze przypadkiem, intuicyjnie, bez świadomości. Dzisiaj wiemy dużo więcej.
>To mi się podoba! Ale społeczeństwo postawione na samej empatii przegra pierwszą wojnę.
Asertywność musi dojść do głosu, ale w wątku chodzi o tworzenie systemów, kodeksów etycznych, więc to pomijam.
Ja jeszcze raz napiszę, w bardzo dużym skrócie, o co mi chodzi. Wielu ludziom wydaje się, że wyznając jakąkolwiek ideologię z kodeksem etycznym na sztandarze, jest się posiadaczem odpowiednio wysokiej wrażliwości moralnej. A to nieprawda. I o tym piszą obaj panowie. Psu na budę te kodeksy i spisane wartości. Właśnie Bauman mówi o atrofii zmysłu moralnego ludzi, zwłaszcza u tych właśnie powołujących sie na kodeksy. Sam fakt przynależności do grupy "posiadającej" system moralny rodzi konformizm wobec już gotowych i usankcjonowanych konwencji. Znika autonomiczność, znika zmysł refleksyjny, znika doświadczenie, bo są gotowce. Te wszystkie kalki moralne, po które w razie potrzeby można sięgnąć i się do nich odwołać/powołać, i tu już właśnie czyha atrofia, owo zrzeczenie się przez podmiot "odpowiedzialności za swoją odpowiedzialność" i scedowanie jej na autorytety ustalające rzekomo powszechnie ważne przepisy. Tutaj nie stwarza się nieustannie żywej i czułej wrażliwości etycznej. Nie doświadcza się dogłębnie drugiego człowieka, jego wrażliwości, emocji i uczuć, nie ma przeniesienia, współodczuwania i identyfikacji, tylko wydobywa się zasymilowaną etyczną formułę. Problem w tym, że nie po to, żeby wzbudzić wrażliwość, właśnie doświadczyć dogłebnie drugiego, zadziałać empatycznie, ale w ramach tylko dyscypliny, bo konsekwencje jakieś wiszą nad głową. I inaczej to nie działa. O tym pisze Bartoś. Że to za mało. Że kodeksy nie uwrażliwiają czlowieka, tylko go, co najwyżej, dyscyplinują i to do tego słabo (tylko tam, gdzie czuje wystarczające do tego zagrożenie, czy to Bogami, czy policją). Posiadanie i nawet mocne utożsamianie się z kodeksem moralnym nie znaczy, że jesteśmy etyczni, bo mamy tylko założoną smycz. Sztuka polega na tym, żeby zachowywać się właściwie bez kagańca i smyczy. Na pytanie katolików, jakie ja mam wartości etyczne (bo przecież muszę mieć, żeby być przyzwoitym człowiekiem) odpowiadam zawsze, że ja nie kieruję się formułami moralnymi, nie potrzebuję ich, tylko mam odpowiednio zbudowaną wrażliwość etyczną, dzięki empatii. Nie potrzebuję smyczy, bo jestem już dla innych bezpieczny. Wy najwyraźniej nie... - im odpowiadam - i mam ubaw, kiedy się nad tym głowią. Jeden ostatnio nawet załapał, jest ambitny i coś tam na boku najwyraźniej poczytał. Pozdrawiam.
Marcuch (664 punktów)
>Oczywiście, ogólnie to można kochać całą ludzkość, świat i multiwersum, ale już konkretnie, bezpośrednio, po kolei, twarzą twarz - ni chu chu.

Czytasz jezusowe hasełko ograniczając sens jednym ze współczesnych znaczeń słowa "miłość". Są różne stopnie i rodzaje miłości, która w czasach Jezusa oznaczała najogólniejszy wymiar afirmacji czegoś lub kogoś. Język był prosty, tamta "miłość" objemuje sympatię, zakochanie, pożądanie, przyjaźń, tolerancję, zamiłowanie, chęć niesienia pomocy, współczucie itd. Eros, philia, agape. Przy tym Jezus albo Konfucjusz wiedział, że najbardziej kocha się samego siebie i zna się to uczucie bez specjalnego wkładu intelektualnego, stąd można ukuć mocne, a zrozumiałe dla wszystkich hasło.

>Asertywność musi dojść do głosu, ale w wątku chodzi o tworzenie systemów, kodeksów etycznych, więc to pomijam.
Wystarczy nazwać zasady, którymi się w życiu człowiek kieruje i już masz "kodeks". Stwierdzam właśnie, iż wielu racjonalistom/ateistom brakuje autorefleksji, odwagi, albo właściwego systemu odniesienia, by to wykonać.

>Ja jeszcze raz napiszę, w bardzo dużym skrócie, o co mi chodzi. Wielu ludziom wydaje się, że wyznając jakąkolwiek ideologię z kodeksem etycznym na sztandarze, jest się posiadaczem odpowiednio wysokiej wrażliwości moralnej. A to nieprawda.
Jasne, to niekoniecznie prawda.

>Właśnie Bauman mówi o atrofii zmysłu moralnego ludzi, zwłaszcza u tych właśnie powołujących sie na kodeksy. Sam fakt przynależności do grupy "posiadającej" system moralny rodzi konformizm wobec już gotowych i usankcjonowanych konwencji. Znika autonomiczność, znika zmysł refleksyjny, znika doświadczenie, bo są gotowce.
No jest takie zjawisko współczesnie. Tak samo zanika kreatywność, pamięć, inteligencja emocjonalna. Ale myślę, że to wynika z nastawienia do kodeksu, a nie z samego kodeksu. Istnieją wyznawcy bezmyślni.

>Sztuka polega na tym, żeby zachowywać się właściwie bez kagańca i smyczy.
Bez kagańca i smyczy panuje prawo dżungli, nawet z altruistycznym czujniczkiem pod maską. To jest obserwacja zoo/etnologiczna. Dzisiaj jednak wielu ludzi zbyt cywilizowanych w to nie wierzy, bo:
a) podporządkowują się panującym obyczajom i automatycznie realizują zasady wpojone przez rodziców nie zdając sobie z tego sprawy
b) żyjemy w wielkim Disneylandzie i jest tak miło
c) mają łagodne, pokojowe albo strachliwe usposobienie i wierzą, że inni ludzie są podobni

> Na pytanie katolików, jakie ja mam wartości etyczne (bo przecież muszę mieć, żeby być przyzwoitym człowiekiem) odpowiadam zawsze, że ja nie kieruję się formułami moralnymi, nie potrzebuję ich, tylko mam odpowiednio zbudowaną wrażliwość etyczną, dzięki empatii.
To jakbyś radośnie przyznał się do bycia makakiem. Nie znasz "swoich" wartości, albo nie umiesz ich przetłumaczyć na językową formułę, co jest rodzajem niedojrzałości. Jak miałem osiem lat mówiłem, że "Nie jestem wścibski, bo nie wiem co to znaczy.".

Co to jest ta "wrażliwość"? Albo używasz jej nieświadomie, czyli bezmyślnie, albo świadomie, więc musisz mieć ku temu powody i je jasno wyartykułować jako samoświadoma jednostka.
Hodża (11172 punktów)
>Co to jest ta "wrażliwość"? Albo używasz jej nieświadomie, czyli bezmyślnie, albo świadomie, więc musisz mieć ku temu powody i je jasno wyartykułować jako samoświadoma jednostka.

A czy wrażliwość nie uświadamiana albo nie zwerbalizowana jest w czymś gorsza od tej paplaniny różnej maści moralistów?

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Marcuch (664 punktów)
>>Co to jest ta "wrażliwość"? Albo używasz jej nieświadomie, czyli bezmyślnie, albo świadomie, więc musisz mieć ku temu powody i je jasno wyartykułować jako samoświadoma jednostka.
>A czy wrażliwość nie uświadamiana albo nie zwerbalizowana jest w czymś gorsza od tej paplaniny różnej maści moralistów?

Po pierwsze, kłóci się z wolnością wyboru. Po drugie, nie rozwiązuje wielu problemów, wynikających ze współżycia dużych grup. Po trzecie, nie można wychować we wrażliwości drugiego człowieka wprzód nie uświadamiając jej sobie.
29-10-2011 08:46 
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
> Czytasz jezusowe hasełko ograniczając sens jednym ze współczesnych znaczeń słowa "miłość". Są różne stopnie i rodzaje miłości, która w czasach Jezusa oznaczała najogólniejszy wymiar afirmacji czegoś lub kogoś. Język był prosty, tamta "miłość" objemuje sympatię, zakochanie, pożądanie, przyjaźń, tolerancję, zamiłowanie, chęć niesienia pomocy, współczucie itd. Eros, philia, agape. Przy tym Jezus albo Konfucjusz wiedział, że najbardziej kocha się samego siebie i zna się to uczucie bez specjalnego wkładu intelektualnego, stąd można ukuć mocne, a zrozumiałe dla wszystkich hasło.
Konfucjusz jest mniej więcej jasny. Od 1/3 Boga wymagam, żeby był jeszcze jaśniejszy, dosadny, precyzyjny i do zastosowania, żeby nie trzeba było go po wiekach tłumaczyć, bo mu się na metafory i poezje zbierało. I jeszcze ten nieznośny patos. Zwykły człowiek potrafił wypowiedzieć się precyzyjnie i spokojnie, a 1/3-cią Stwórcy trzeba tłumaczyć stosujac jak zwykle wygibasy, no ale cóż wymagać od kogoś, kto "uzdrawiał" zamiast zrobić ludziom penycilynę czy inne lekarstwo, albo chociaż zbudować mikroskop, żeby załapali, co ich kosi. Lepiej robić za Coperfielda i biegać po wodzie. Dobrze, że chociaż nadal pożądliwie patrzymy na kobiety, bo od tych rad, to już by nas wymiotło z tej planety. Ale nie o nim chciałem.
>Wystarczy nazwać zasady, którymi się w życiu człowiek kieruje i już masz "kodeks". Stwierdzam właśnie, iż wielu racjonalistom/ateistom brakuje autorefleksji, odwagi, albo właściwego systemu odniesienia, by to wykonać.
A ja się im nie dziwię, bo to zbyteczne. Racjonalny człowiek wie, że rzeczywistość jest mocno złożona, płynna, wielowartstwowa i spisywanie kodeksów to tylko parada ogólników, ma wartość głównie literacką, żeby ładnie wyglądało i było się czym pochwalić i uwznioślić w razie czego, a w rzeczywistości i tak trzeba podchodzić do wszystkiego jednostkowo. I uznać, że zabójstwo było dobre, korzystne bądź usprawiedliwione, tak samo jak kradzież czy kłamstwo.
>>Właśnie Bauman mówi o atrofii zmysłu moralnego ludzi, zwłaszcza u tych właśnie powołujących sie na kodeksy. Sam fakt przynależności do grupy "posiadającej" system moralny rodzi konformizm wobec już gotowych i usankcjonowanych konwencji. Znika autonomiczność, znika zmysł refleksyjny, znika doświadczenie, bo są gotowce.
>No jest takie zjawisko współczesnie. Tak samo zanika kreatywność, pamięć, inteligencja emocjonalna. Ale myślę, że to wynika z nastawienia do kodeksu, a nie z samego kodeksu. Istnieją wyznawcy bezmyślni.
To nie wynika z nastawienia do kodeksu, tylko z tego, na ile udało się (przypadkiem czy intuicyjnie zwykle), stworzyć w człowieku empatii. Dalej patrzysz nie na to, co jest, tylko na to, co od zawsze ci się wydaje.
No to teraz jeszcze o wrażliwości. Pokażę ci taki przykład. Załóżmy, że masz dziecko, powiedzmy małe, które dokucza innym dzieciom. Sypie ich piachem, obrzuca kamieniami, pluje, co chcesz. Ty kierujesz się kodeksem, mówisz nie wolno, nieładnie, niegrzecznie. Nie działa, albo na chwilę, więc się rozwijasz. Bo to grzech, bo Bóg patrzy i się wkurza, bo piekło czeka, razem z ze złym diabłem, możesz też postraszyć groźnym panem policjantem, albo zagrozić szlabanem na jakąś przyjemność, czy w drugą strone - szantażajusz nagrodą. Możesz zrobić coś innego. Postawić dziecko w sytuacji tych obrzucanych dzieci, dać mu możliwość zobrazowania w sobie ich nieprzyjemnych odczuć, ich emocji. Nie po to by wywoływać poczucie winy, chociaż trochę tak będzie, ale przede wszystkim, żeby poczuło sytuację od drugiej strony. I konsekwentnie. W domu też, przy każdej okazji. Aż się to wypracuje i stanie naturalnym mechanizmem. Aż zanim coś zrobi, będzie "rzutowało" emocje czy interesy innych. Zaręczam, że działa fantastycznie, a im mniejsze dziecko weźmie się pod lupę, tym lepiej. Trzeba mu tylko mądrze pomóc. I w przyszłości będziesz miał innego człowieka, niż relatywistę kodeksowego. Z dobrze wyparcowaną wrażliwością emocjonalną. Oczywiście to wymaga jakiejś wiedzy, pracy i konsekwencji. Nie lepiej?
Marcuch (664 punktów)
>Możesz zrobić coś innego. Postawić dziecko w sytuacji tych obrzucanych dzieci, dać mu możliwość zobrazowania w sobie ich nieprzyjemnych odczuć, ich emocji.
W prostych sytuacjach to się owszem sprawdza - chociaż zwykle mamy zastępują to tłumaczeniem.
Ale jak pokazać "Nie kradnij", "Nie kłam", "Szanuj rodziców", "Szanuj rzeczy wspólne", "Dbaj o czystość" itp.? Na razie proponujesz elementarną moralność na poziomie dzikich plemion z Amazonii, pisząc zarazem, że świat jest skomplikowany. Dziwne.

>I w przyszłości będziesz miał innego człowieka, niż relatywistę kodeksowego.
W niedalekiej przyszłości, w wieku kilkunastu lat, jeśli starczy mu inteligencji i odwagi, zacznie zadawać pytania o racje. Bo to, co dla wiejskiego prostaczka jest intuicyjne i niewyrażalne, dla filozofa oczywistym nie jest. Nie są oczywiste np. granice, w jakich empatia ma zastosowanie, bo wszak samoobrona jest czymś pożądanym. A z chwilą pojawienia się pytań trzeba dać sobie odpowiedzi - w języku. I muszą to być odpowiedzi natury ogólnej, bo w praktyce nie da się rozpatrywać od podstaw każdej podejmowanej decyzji.
Co empatia może powiedzieć w kwestii ratowania wcześniaków? Jak wczesne wcześniaki ratować a jakim pozwolić umrzeć?

>>Wystarczy nazwać zasady, którymi się w życiu człowiek kieruje i już masz "kodeks".
>A ja się im nie dziwię, bo to zbyteczne.
Tu nie chodzi o to, czy to "zbyteczne", tylko czy ktoś to w ogóle potrafi wykonać.

>Racjonalny człowiek wie, że rzeczywistość jest mocno złożona, płynna, wielowartstwowa i spisywanie kodeksów to tylko parada ogólników, ma wartość głównie literacką, żeby ładnie wyglądało i było się czym pochwalić i uwznioślić w razie czego, a w rzeczywistości i tak trzeba podchodzić do wszystkiego jednostkowo.
O tym "spisywaniu kodeksów" i "wartości literackiej" to jakiś żart, zgaduję. W dżungli jeszcze można "jednostkowo". Ale w cywilizowanych społeczeństwach wartości wypełniają lukę pomiędzy automatyczną empatią, która nie jest w stanie objąć skomplikowanych aspektów życia zbiorowości, a ustanowionym przez zbiorowość prawem, które samo w sobie jest zbyt skomplikowane, żeby posługiwać się nim intucyjnie.

Poza tym, ciągle to samo pytanie: Czym się różni ślepe słuchanie intuicji od ślepego słuchania kodeksów? Tym, że kodeks ma się wyryty w podświadomości?

A jest jeszcze kwestia językowa. Bo wszak powiedzieć można, że Ghandi był "empatyczny", a Mao "asertywny". I cóż nam z tego wynika? Że dotychczasowe wysublimowane pojęcia moralne zastąpiliśmy uproszczonymi, jakbyśmy zamiast o ludziach, rozmawiali o małpach.
30-10-2011 10:58 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Ale jak pokazać "Nie kradnij", "Nie kłam", "Szanuj rodziców", "Szanuj rzeczy wspólne"

(Czystości nie łapię). Za tym stoi owa "twarz drugiego" Levinasa, jednak nie musisz już rzeczywiście stanąć twarzą w twarz, ale będziesz to zawsze w sobie projektował. Automat. W sensie ogólnospołecznym zaprojektuje Ci się jakiś ogół, czy grupa, i się odniesiesz. Jak? Wedle siebie, ale bezpiecznie dla innych, choć czasami możesz się pomylić lub pobładzić. Życie. Empatyk jednak widząc konsekwencje, szybciej wniesie poprawki i generalnie będzie znacznie celniejszy, bo jest wyczulony na emocje innych, a nie na zdania z kodeksów. Kodeksowiec bedzie się upierał przy swoich "prawdach", jest mniej podatny na weryfikację. Ten katolicki, może się jeszcze na dodatek zresetować u księdza w konfesjonale.

>W niedalekiej przyszłości, w wieku kilkunastu lat, jeśli starczy mu inteligencji i odwagi, zacznie zadawać pytania o racje. Bo to, co dla wiejskiego prostaczka jest intuicyjne i niewyrażalne, dla filozofa oczywistym nie jest. Nie są oczywiste np. granice, w jakich empatia ma zastosowanie, bo wszak samoobrona jest czymś pożądanym. A z chwilą pojawienia się pytań trzeba dać sobie odpowiedzi - w języku. I muszą to być odpowiedzi natury ogólnej, bo w praktyce nie da się rozpatrywać od podstaw każdej podejmowanej decyzji.

Odpowiedzi? A może opisy, moze dylematy?. Indywidualne. Języka używasz, ale odnosisz się jednostkowo, kodeksy absolutyzują, uniformują, a ja wolę podejście - "tyle prawd ilu ludzi na świecie" i tu empatia działa. Cały czas chodzi o podstawę wytworzenia wrażliwości etycznej. To empatia ją tworzy, nie kodeksy. Kodeks dyscyplinuje, choć jak już pisałem, pozwala tylko na jakąś orientację "w terenie". Nie daje ostatecznych i absolutnych odpowiedzi, choć wielu się tak wydaje, ale ja platonikiem nie jestem. Mi bliżej do tego: "Fryderyk Nietzsche zerwał z poglądem, że dobro i zło można w jakikolwiek sposób zobiektywizować i że są to zawsze wartości subiektywne zależne od sytuacji i warunków. Uważał on, że to wszystko co uważamy za wartości jest względne i subiektywne. W szczególności wartości moralne. Nie ma moralności obiektywnej, powszechnie obowiązującej; każdy ma taką jaka mu dla jego celów życiowych jest potrzebna i jaka odpowiada jego uczuciom. Jest to relatywistyczna teoria wartości stosowana w praktyce przez wielu ludzi".

Empatia otwiera wrażliwości drogę do twarzy drugiego. Kodeks otwiera wrażliwość na to, czy mi Bozia nie dowali, albo czy mnie nie wsadzą do kicia. To są dwie różne rzeczy. Kodeks - i wrażliwość na to, co wokół mnie. Ten pierwszy nie zbuduje właściwej istoty moralnej, tylko zastraszone czy powściągane zwierzę (bez urazy wobec zwierząt - może być bydlę), ale poza socjopatami, zdecydowanej większości udaje sie załapać w procesie socjalizacji chociaż szczątkowo empatii i są w miarę panujacy nad sobą. Ale platonikom-katolikom dalej się będzie wydawało, że to ich święty kodeks ze swoimi punktami i podpunktami tutaj na nich działa. Chociaż tych punktów nie znają, bo psinco wiedzą o swojej religii (www.tok.fm/TOKFM/0,89521.html - włącz sobie audycję "Katechizacja dorosłych" od 8 minuty) - i na co im kodeks i prawdy wiary? Bez tego są w miarę przyzwoitymi ludźmi, choć empatii tak bezpośrdnio międzyludzkiej, jak i tej bardziej ogólnej, nazwijmy ją społecznej, brakuje w naszym narodzie.

>O tym "spisywaniu kodeksów" i "wartości literackiej" to jakiś żart, zgaduję. W dżungli jeszcze można "jednostkowo". Ale w cywilizowanych społeczeństwach wartości wypełniają lukę pomiędzy automatyczną empatią, która nie jest w stanie objąć skomplikowanych aspektów życia zbiorowości, a ustanowionym przez zbiorowość prawem, które samo w sobie jest zbyt skomplikowane, żeby posługiwać się nim intucyjnie.
Ależ konstruujmy prawo, ale jeżeli uważasz, że tym zbudujemy w udany sposób rozbudowaną wrażliwość etyczną, to to się nie uda. Będziesz mieć tylko to wspomniane bydle na uwięzi. Empatia jeszcze raz. Kodeks jej prawidłowo nie uruchomi, to jest największe złudzenie.

> Czym się różni ślepe słuchanie intuicji od ślepego słuchania kodeksów? Tym, że kodeks ma się wyryty w podświadomości?
Ta "intuicja" to coś innego, niż Ci sie wydaje. Z tą ślepotą to też bez sensu. Ale już nie mam siły tłumaczyć. Włącz mocniej wyobraźnię, może przeczytaj jakąś ksiażkę, bo pewnie ja jestem za cienki w swoich próbach.

>A jest jeszcze kwestia językowa. Bo wszak powiedzieć można, że Ghandi był "empatyczny", a Mao "asertywny". I cóż nam z tego wynika? Że dotychczasowe wysublimowane pojęcia moralne zastąpiliśmy uproszczonymi, jakbyśmy zamiast o ludziach, rozmawiali o małpach.

Jasne. One są wysublimowane na papierze. Cytat z Nietzschego jeszcze raz (tu jest wysublimowanie a propos wartości). Papier przyjmie wszystko. A który katolik zna Dekalog, siedem grzechów głównych? I co mają zrobić, jak nie pamiętają? Ci co mają trochę więcej empatii to są o.k. Ci co mniej, no kiepsko albo szkoda gadać. Zwłaszcza, jak się wyspowiadać łatwo mogą, bo uznaja podświadomie, że dla Bozi to nie takie istotne, skoro tak łatwo im odpuszcza.

Na marginesie, mam pięciu katolików-współpracowników w pracy, firma duża, kiepsko strzeżona. Czterech kradnie co popadnie, jeden nie. Tych czterech, jak się ich pytam, czy się z tego spowiadają, to się dziwnie na mnie patrzą. Jak jest to się bierze, naturalne. Biorą wszystko, długopisy, papier do drukarek, drzewo, farby, folię, długo by wymieniać. To jest norma w naszym społeczeństwie. Ten jeden nie kradnie i w ogóle jest o.k., ogólnie i wobec innych. Różni się, jest bardziej wrażliwy na drugiego. Jest bardziej empatyczny, niż reszta, a nie kodeksowy. Kodeksy są do dupy. Wolę dobrze "zbudowanych" empatyków. Zabawne jest tylko to, że wszyscy bardzo ładnie przynoszą co piątek konserwę rybną. Za niedługo ubiorą choinkę.Trzymają zasady - kodeks działa. Cyrk.
Aleś se konstrukcję zrobił z tym Gandhim i Mao. Wymieszaj, to może ci coś wyjdzie. Tylko zbalansuj dobrze obie cechy.
Marcuch (664 punktów)
>>Ale jak pokazać "Nie kradnij", "Nie kłam", "Szanuj rodziców", "Szanuj rzeczy wspólne"
> (Czystości nie łapię). Za tym stoi owa "twarz drugiego" Levinasa, jednak nie musisz już rzeczywiście stanąć twarzą w twarz, ale będziesz to zawsze w sobie projektował. Automat. W sensie ogólnospołecznym zaprojektuje Ci się jakiś ogół, czy grupa, i się odniesiesz. Jak? Wedle siebie, ale bezpiecznie dla innych, choć czasami możesz się pomylić lub pobładzić.
Pobożne życzenia.

>Kodeksowiec bedzie się upierał przy swoich "prawdach", jest mniej podatny na weryfikację.
Nie wątpię, że wypełnianie kodeksu bez wewnętrzengo przekonania o jego słuszności jest pomyłką i grozi chorobą psychiczną. Dlatego nie przeciwstawiam "imbecyla kodeksowca" "empatykowi". Empatia jest jedynie zbyt biedna na dzisiejsze skomplikowane czasy i trzeba na niej coś zbudować, co poza nią wykracza i co siłą rzeczy będzie bardziej złożone, a więc intelektualne. Po to, na przykład, by określić zasady uczciwej konkurencji albo koegzystencji grup interesów.

>Cały czas chodzi o podstawę wytworzenia wrażliwości etycznej.
Zakładam, że sposoby znane są od dawna.
>To empatia ją tworzy, nie kodeksy.
No myślę!

>Mi bliżej do tego: "Fryderyk Nietzsche zerwał z poglądem, że dobro i zło można w jakikolwiek sposób zobiektywizować i że są to zawsze wartości subiektywne zależne od sytuacji i warunków. (...)
A to jest taki metafizyczny "koncept", który w praktyce prowadzi do totalitaryzmu.

> Ależ konstruujmy prawo, ale jeżeli uważasz, że tym zbudujemy w udany sposób rozbudowaną wrażliwość etyczną, to to się nie uda.
Nie uważam. To prawo jest koniecznym celem, a wrażliwość jednym ze środków.

> Na marginesie, mam pięciu katolików-współpracowników w pracy, firma duża, kiepsko strzeżona. Czterech kradnie co popadnie, jeden nie.
Lepiej z eutanazją: bo oto w imię "wyższych zasad", robią coś wbrew empatii, każą cierpieć człowiekowi.

>Jak jest to się bierze, naturalne.
Można też tak to wyjaśnić: mają więcej empatii do swoich bliskich, niż do bezosobowego przesiębiorstwa i nie przestrzegają deklarowanego "kodeksu chrześcijańskiego". Z empatią "do firmy", "do właściciela" lub "do grupy" wygrywa osobiste wyrachowanie plus inaczej skierowana empatia. No i tradycja krajowa.

Podobnie wygrywa z empatią pożądanie, chciwość, głód, zawiść, żądza władzy, uzależnienie, pycha itp. - zawsze tak było i będzie, moim i dawnego Żyda zdaniem, zmieniają się tylko formy. A tych złodziejaszków nawet nie ma jak rozliczyć, nie odwołując się do zasad.

>Kodeksy są do dupy.
Optymista.
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Dobra. Jeszcze raz, ale już ostatni.
Moja konfrontacja z "empatykiem" jest bezpieczna i spokojna. Ktoś taki widzi mnie, skanuje moje uczucia i emocje, współodczuwa ze mną. To człowiek wyjątkowo wrażliwy na innych, na ich uczucia, emocje, samostanowiące się konstrukcje w drugim, często zupełnie innym człowieku.
Moja konfrontacja z "kodeksowcem" nie jest bezpieczna. Muszę na niego uważać, trzymać pewien dystans, dopóki nie przyjrzę się bliżej. Kodeksowiec widzi mnie, co prawda, ale nie dokonuje wglądu, nie współodczuwa, jedynie stwarza sobie mój wizerunek i zestawia go w różnych kontekstach i wytycznych, ze swoim kodeksem. Mówiąc ściślej, z własną wersją, subiektywną, jakegoś powszechnie obowiązującego kodeksu, np. katolickiego. Ocenia. Nieustannie. Nie współodczuwa, nie stara się zrozumieć, pojąć, doświadczyć. Nie przenika, tylko patrzy czy pasuję do jego wzorca. Jeżeli trafię na kodeksowca-katolika w wersji hard, to będę dla niego ateistyczną świnią, w wersji soft - bidnym, zbłądząnym barankiem bez wartości (co jest równie poniżające), jeżeli trafię na kodeksowca muzułmanina w wersji hard, to będę robił za niewiernego psa, w wersji soft nie wiem, ale być może za to samo. U empatyka, to niemożliwe. Ale już u empatycznego katolika możliwe, bo nad nim zwykle góruje kodeks, a nie empatia. Taki Boniecki empatii ma trochę, jednak kodeks na tyle go zwichnął, że zdarzało mu się wybąkąć poniżające innych treści. Bezpośredni wgląd w twarz drugiego u wielu kodeksowców rozbudza mniejsze lub większe strzępki empatii, jednak skanowanie pod wzgledem kodeksu, nie jest w stanie kogoś takiego zainspirować do myśli o tym, że Drugi jest samostanowiącą, indywidualną, specyficzną jednostką i bez oceniania względem siebie (wedle owej własnej wersji kodeksu), co dla empatyka jest naturalne, nie funkcjonuje.
Empatia ludzi zbliża, kodeks nie, on stawia granice uniemożliwiające głęboki wgląd, mocne zbliżenie, bezpieczne współodczuwanie. Kodeks tylko prześlizguje się po powierzchni, bo nie posiada klucza do bliskości drugiego, ale do bliskości punktów z kodeksu.
Uriel_ (360 punktów)
Przenoszę tu bo jest szerzej
>Jaka jest zasada, przyczyna ujawnienia się tego jedynego w swoim rodzaju, tak intensywnego podmiotu "ja" i dlaczego w tym organizmie, a nie u Basi z trzeciego piętra?
1. W moim przypadku zaistniała korelacja z potrzebą wewnętrzną poszukiwania odpowiedzi na pytanie: Kim/czym jestem? Nie jest ta potrzeba uzyskania sensownej odpowiedzi żadnym unikatem gnębi wszak miliony ludzi na Ziemi. Trzeba szukać by znaleźć. Propozycja pada w Ewangeliach, ten podmiot pojawia się tam i naucza o sobie. Jestem jednym z wielu miliardów adresatów tego nauczania. Ty również czuj się adresatem bo On chce do Ciebie dotrzeć by Cię do siebie przekonać. [ Mt 7,24-25]
2. Jeśli jest inaczej próbuję Ci wmówić coś co nie ma miejsca w Ewangeliach. Jestem w błędzie i ktoś powinien mnie z niego wyprowadzić za co byłbym bardzo wdzięczny.
3. Jeśli prawdą jest pkt 2 to znaczy, że tworzę pro-ateistyczną, humanistyczną religię tu i teraz. Jednakże po 2 latach analiz NT byłbym zaskoczony takim finałem.

>(rozumiem, że Basia ma swój boski podmiot jak i pan Janek hydraulik, ale w takim razie, jak one-podmioty mają się do siebie?).
Każdy jest adresatem, każdy ma prawo wiedzieć o sobie więcej niż chłam, którym go nakarmiono i uśpiono. [ Mt 7,26-27] Męczy nas wewnętrzna potrzeba prawdy bo bez niej nie da się budować realnych wartości trudnych do rozumowego podważenia, trudnych do odrzucenia przez Umysł posiłkujący się zasadą uczciwości w jednostce wystawionej na konfrontację z prawdą o niej samej. [ Mt 7,24-27] Błogosławieni posiadający potrzeby wymienione tu : [ Mt 5,1 - (...) ] Jeśli te postacie, które przywołujesz nie są Synami Bożymi [ Mt 5,9 ] to są to osoby poszukujące lub zablokowane jakąś łatwą do "rozbrojenia" papką światopoglądową.
Nie ukrywajmy, że ta przywołana tu koncepcja prawdy jest mniej atrakcyjna wobec złudzeń i chciejstwa, które są może i kojące, dające nadzieję, że śmierć nie jest końcem indywiduum [ Mt 7,15-23] ale niezależnie od naszego widzimisię na takim fundamencie nie da się* budować trwałych, silnych konstrukcji społecznych dających szczęście ogółowi organizmów ludzkich wchodzących w ich skład. [* -to udowadnia historia cywilizacji i próby - nieudane w wyniku przyjęcia fałszywych założeń dotyczących potrzeb źle zdefiniowanej jednostki ludzkiej] - Mt 7,17

>Jak to jest, że w ogóle taki, było nie było nadzwyczajnie zaskakujący podmiot istnieje, a może pójść na całość i zapytać jeszcze klasycznie, dlaczego coś istnieje?
Bo istnieje. Byt po prostu istnieje i to jest jego cecha. Bez niej nie jest bytem. Jesteśmy częścią bytu, egzystencjami, którym należna jest wolność do stanowienia o sobie. Nie da się jednak należycie podnieść poziomu wolności bez trafnej i stanowczej odpowiedzi na pytanie: "Kim/czym jesteśmy". Jezus odpowiada a ja pytam razem z Nim - Co Wy na taką propozycję? Jak ona sprawdziła by się w wewnętrznym oglądzie każdego z was, z czym jest problem i czy mogę pomóc go rozwiać tak by przestał być dla was problemem. Czy ta propozycja jest ciężkim czy przeciwnie rozkosznym, słodkim brzemieniem. [ Mt 11,27-30 ] - tu musisz odpowiedzieć indywidualnie, stając też sam na sam z tą propozycją.

>To mnie gnębi. Nie osobiście, ale w związku z tym co piszesz. Czy odpowiadzasz na takie pytania, czy jest to dla Ciebie zbędne, a może niedopuszczalne?
Mamy taką samą bazę wiedzy jako "człowiek współczesny", nie będę udawał obcego kosmity by sztucznie podbudować swój autorytet. Moim zadaniem jest odpowiedzieć jaka propozycja prawdy wynika z Ewangelii po czym wezmę chipsy i obejrzę mecz siatkówki relaksując się po uprzedniej wycieczce rowerowej.

>Opis przyczynowo-skutkowy zanim ujawnia się umysł w świecie.
Eksperyment dowodzący polega na zasianiu życia na izolowanej planecie tak by ewoluowało we własnym rytmie. Szkoda, że nie będę świadkiem tego wydarzenia byłoby dla mnie równie fascynujące jak podejrzewam dla Ciebie. Niestety ogólny potencjał Kreatora Zbiorczego typu Ludzkość nie pozwala na opuszczenie układu Słonecznego celem terraformacji ciał niebieskich pasujących do naszych potrzeb czy to biologicznych czy to eksperymentalnych. Chciałbym byś opisał na swój sposób może metaforycznie jaki jest stan Kreatora Zbiorczego w tym kontekście. Kto jeśli nie my odpowiada za ten stan? Dlaczego będąc katolikiem czy innym fideistą zaświatowym i panteistą przyczyniam się do degeneracji obrazu i potencjału Kreatora Zbiorczego tak iż przypomina on [tu sobie dopisz sam]

>Czy pozostajesz na poziomie samopoznawania, czy może też pytasz o przyczynę ujawnienia się tego mechanizmu (samopoznawania się umysłu)? Czysto materialna, czy intencjonalna?
Praprzyczyną samopoznawania jest istnienie obiektu {Umysł} samo w sobie, obiektu, którego atrybutem jest zdolność do przeprowadzenia takiego procesu niezależnie od składu biochemicznego struktury materii, która go generuje, ale od której zależy w silnym sprzężeniu [stan sieci neuronowej i poszczególnych centrów lub ogólnie mózgu]. Niewola indywidualnego "ja" polega na uzależnieniu go od materii, której trwałe uszkodzenie w częściach strategicznych prowadzi do anihilacji obiektu, śmierci. Poznanie przyczyn jego występowania w organizmie żywym jest zagadnieniem czysto naukowym i metoda naukowa może dać nam odpowiedź na pytania typu : Jaki jest ogół procesów potrzebnych do wyzwolenia świadomości w materii białkowej itp.

Obowiązujący na dziś ciąg zdarzeń to:
1. Zakup książki "Biblia".
2. Przeczytanie ze zrozumieniem.
3. Konflikt interpretacyjny z rozpoznaniem przyczyn.
4. Silna potrzeba weryfikacji z ludźmi na poziomie, może to forum typu Racjonalista.pl
5. Rozładowanie męczącego monopolu z jednoczesnym uznaniem wielkości pozytywów płynących z upublicznienia wyrażanych tu poglądów. Silna chęć ich "depersonalizacji" by wszcząć wirtualne zmaganie ogółu czytających z nimi już bez konieczności mojego w nich udziału.
07-11-2011 11:11 
 Ocena 1 na 1
Uriel_ (360 punktów)
>Co jest siłą sprawczą rzeczywistości zanim ujawnił się umysł? Kowalski? Czy może jest to pytanie z tych zakazanych?
Nie ma pytań zakazanych jednakowoż podawanie odpowiedzi na tego typu pytania bez pełnej, weryfikowalnej wiedzy na ten temat jest nieetyczne i we własnym sumieniu Człowiek powinien zakazać oszustom by uprawiali taki proceder i ścigać ich prawnie za łamanie reguł obowiązujących w światłym społeczeństwie typu Królestwo Niebieskie.

Stan obecny Umysłu nie jest zależny od przyczyn jego zaistnienia. To znaczy, że informacja o tym, że życie zostało zasiane z zewnątrz lub pojawiło się samoistnie na tej planecie nie może i nie ma wpływu na omawiany tu światopogląd.

Umysł jest faktem i potrafi rozpoznać metodą naukową skutki swojej obecności we wszechświecie w wymiarze pozaziemskim jeśli pojawi się w nas taka potrzeba.

Cechą Umysłu jest siła sprawcza. Siła sprawcza nn jest wprost proporcjonalna do wiedzy i narzędzi a w naszym przypadku również do ilości jednostek ją wspierających. Dzięki pracy zespołowej możemy wywołać spektakularne zdarzenia we wszechświecie, które nie mają prawa zaistnieć bez naszego udziału. Są sprzeczne z obserwowanymi tendencjami i sprzeciwem wobec grawitacji.

>Jasne, ale ja nie umiem przestać pytać o przyczynę ujawnienia się rzeczywistości "przedumysłowej". Ty nie pytasz?
To co nie ma prawa powstać nie powstało tylko cały czas było, jest i będzie. Mamy kłopot by to ogarnąć z racji swej skończoności, to można po prostu zaakceptować a wiedzę o wszystkich zakamarkach otaczającej rzeczywistości wykorzystać do zapanowania nad nią. Nie da się zapanować nad rzeczywistością bez zapanowania nad sobą takim jakim się jest w wymiarze indywidualnym i społecznym w ujęciu globalnym.
Uzyskanie odpowiedzi na to pytanie jest ściśle sprzężone z poziomem jaki reprezentuje ogół badawczy wchodzący na kolejny poziom poznawania rzeczywistości coraz bardziej zaawansowanymi narzędziami poznawczymi.

Moje zdanie polega na przygotowaniu 100 osobowej ekipy, która chcąc potwierdzić pewną teorię musi wejść w zarządzanie niebezpieczną zaawansowaną technologią wymagającą odpowiedzialności od użytkownika.
Owo 100 owiec musi przejść proces weryfikacji i jeśli złapię 1 czarną czy zbłąkaną owcę, jednego pajaca wyznaniowego, który zagrozi misji to muszę z niego zrobić Człowieka lub polegnę jako nauczyciel pozwalając mu by wydał na siebie wyrok pozostając w stanie niedoinformowania wymagającym wykluczenia bo przecież nie pozwolę by nas wszystkich unicestwił w trakcie przeprowadzania eksperymentu. Patrz Apokalipsa Jana. Pamiętaj, że te 99 moich owiec to ludzie GODNI ZAUFANIA, a ta jedna jest moim i ich [jeśli owo 99 to są tacy jak ja czy Jezus, równocenni Synowie Boży] osobistego zakłopotania i obiektem wymagającym szczególnej troski i szybkiego przekształcenia w dojrzałą umysłowo na Nasze podobieństwo. [ Mt 18,11-13 ]

Pomyśl jak piękna to proporcja 99:1 przy tej 1(+x?):7000000000(-x?)

>Świat, wszechświat, coś - istniały zanim umysł się ujawnił.
No pewnie to wynika z rzetelnych obserwacji i naszych danych naukowych. Nie ma śladów by poprzedzające nas gatunki fauny posiadały Umysł, który z racji istnienia pozostawia odbite piętno na rzeczywistości zewnętrznej, ślady, znaki etc Wszechświat pozostaje nie zbadany więc nie należy z niewiedzy wyciągać jakichkolwiek wniosków ani spekulować o procesach umysłowych, które tam zachodzą bez naszego udziału. Możemy chcieć je poznać, wpierw odszukać, ale to wymaga nakładów na rozwój technologii możliwych po uprzedniej globalizacji w duchu Ewangelii lub systemu tu omawianego jeśli ktoś wykazałby rozbieżność.

>Bez odpowiedzi na to, trochę mi cała ta konstrukcja wygląda tak, jakby coś/ktoś zaplanowało drogę do własnego-wiecznego doświadczania rzeczywistości na właściwie nieskończonej ilości płaszczyzn (umysłowych). I to mnie uwiera
Niepotrzebnie. Basia, Tomek czy Ziutek są i pozostaną unikatami w sposobie doświadczania swojego gustu, smaku, uciech indywidualnego życia bo to są odrębne suwerenne egzystencje ale tego samego Umysłu w sensie ontologicznej definicji obiektu Umysł. Mogą też uczestniczyć w budowaniu lepszego świata poprzez aktywny i dojrzały udział w życiu wiecznym Kreatora, będącego odzwierciedleniem naszych możliwości zbiorowych, potencjału ludzkości rozumianej też jako marka np. Ziemianie i mogącego wejść ze swoją marką na szerszy rynek międzygalaktyczny bez ryzyka wyśmiania i oberwania wyzwiskami za to co sobą reprezentuje.

Życie mamy jedno więc nie ma też sensu przesadnie angażować się w zadania, po wykonaniu których i tak już my nie skorzystamy ale nasze dzieci owszem. Kto jednak zaprzeczy, że warto robić cokolwiek w tym kierunku? Czy warto budować lepszy świat? Jaka jest siła naszego Ducha po wyzwoleniu się w Prawdzie o rzeczywistości - siła do walki, czy kapitulacja? Popatrzmy na siłę woli w Jezusie by nas dźwignąć z kolan kosztem wszystkiego co posiadał - czy to zły przykład?
Dziś zrobię nerkę, jutro ktoś wątrobę, pojutrze skorzysta ten co wygra los na loterii, dopiero za 100 lat wysiłku narządy będą w koszyku świadczeń gwarantowanych. W innych dziedzinach rozwoju cywilizacyjnego masz pełną analogię do tego przykładu, takie życie ;p - czy mimo to warto?

> Jakieś to takie podejrzanie poukładane, sensowne, celowe. Bezsens, bezcelowość i przypadek eliminuje intencjonalność i z tym się czuję bezpieczniej. Ale może to mój problem. Spróbuj wyjaśnić.

Chyba za wcześnie pytasz o przyczynę tego czym jesteś jednocześnie nie wiem czy akceptujesz opisywaną tu propozycję? Akceptujesz rolę Pana swojego losu ?
   
07-11-2011 11:53 
 Ocena 3 na 3
zupełna (2507 punktów)
Mogą też uczestniczyć w budowaniu lepszego świata poprzez aktywny i dojrzały udział w życiu wiecznym Kreatora, będącego odzwierciedleniem naszych możliwości zbiorowych, potencjału ludzkości rozumianej też jako marka np. Ziemianie i mogącego wejść ze swoją marką na szerszy rynek międzygalaktyczny bez ryzyka wyśmiania i oberwania wyzwiskami za to co sobą reprezentuje.
I tu jestem pesymistką. Rynek międzygalaktyczny może nie wytrzymać wejścia naszej marki.
Uriel_ (360 punktów)
>I jeszcze raz o zmartwychwstaniu Jezusa. Po co miałby zmartwychwstać po ukrzyżowaniu, skoro on był już za życia zmartwychwstały? Skoro rozumiał konstrukcję rzeczywistości.

Jezus stał się, człowiek stał się sobą w Jezusie - Czy się odrodzi w kimś jeszcze? Czy zmartwychwstanie?

On był człowiekiem, który wydał się na zabicie za to, że reprezentował interesy Człowieka, którym jestem AD 2011. Człowiek świadom siebie, Jezus, służąc mi pragnął bym stał się takim jak On - Człowiekiem. Dopiero stając się Nim zrozumiesz czemu tak bardzo mu zależało, że swoje życie złożył Ci w ofierze.

Nasze życie to ma być sztafeta podboju świata gdzie nowe dziecko witane jest jako oczekiwany następca, który z ręki współtowarzyszy podróży przejmie pałeczkę stając się Panem swojego losu i losu swoich współbraci realnie dopiero po zmartwychwstaniu Pana w nim czyli indywidualnym osiągnięciu dojrzałości duchowej. Świat ma witać kolejnego człowieka, który po "wychowaniu na Pana" będzie miał wybór odpłatnych ról i stanowisk pracy zależnie od swoich predyspozycji i własnego uznania a nie zaoferować mu los nigeryjskiej dziewczynki, którą rodzice wyrzucają dziś z domu za "czary", "diabelskie sztuczki", "opętania" na wygnanie i cierpienie. Czy w KRK analogicznie tez działają egzorcyści? Czym się różnią od nigeryjskich - są mniej agresywni bo prawo europejskie ich ogranicza?

Jezus (osoby go reprezentujące, autorzy jego teoretycznie nieskończonej ilości przygód jak czytasz w Epilogu Ew. Jana) widział (widzieli) analogiczny brud, smród i ubóstwo więc nie wiem jak inaczej, skuteczniej mogliby o nas zawalczyć ?

Musisz spojrzeć na Jezusa jak na platformę porozumienia ówczesnego Człowieka typu JA JESTEM z obecnym, współczesnym Jego odpowiednikiem, którym i Ty jesteś. (?)
Może już stajesz się Nim, czujesz to, zaczynasz rozumieć i rodzi się gniew, nad którym trzeba będzie zapanować nawet po obejrzeniu "Pasji" Gibsona z uruchomioną empatią, o której wiele pisałeś, byś poczuł jak jesteś krzywdzony nie z winy tego czy innego żyda ale z winy ciemnoty i zabobonu, którą Twój oprawca reprezentuje i którego jest ofiarą.

Kolejne zagadnienie to ocena kościoła KRK. Ostatecznie nie można go potępić gdyż jest on naszym pośrednikiem i darczyńcą w skutecznym acz nieetycznym promowaniu Biblii do czasów wypełnienia swojej misji, czyli do roku 2011/2012. Broni się patronatem Piotra i ma jeszcze wiele narzędzi do obrony swojego dotychczasowego postępowania, które moim zdaniem zostanie mu wybaczone ponieważ uznamy, że "nierząd", którego już musi zaprzestać się dopuszczać był uzasadniony politycznie w myśl hasła "cel uświęca środki". Dalsze brnięcie w "Totus tuus Maryjo" i szukanie uzdrowień na siłę po prostu już mu nie przystoi, gdyż poniża się tym w Naszych oczach, a przecież on ma Nas reprezentować...

Czy więc są tu omawiane wartości chrześcijanskie ?
Zapraszam też autora wątku.
07-11-2011 11:59 
 Ocena 2 na 2
zupełna (2507 punktów)
>Kolejne zagadnienie to ocena kościoła KRK. Ostatecznie nie można go potępić gdyż jest on naszym pośrednikiem i darczyńcą w skutecznym acz nieetycznym promowaniu Biblii do czasów wypełnienia swojej misji, czyli do roku 2011/2012. Broni się patronatem Piotra i ma jeszcze wiele narzędzi do obrony swojego dotychczasowego postępowania, które moim zdaniem zostanie mu wybaczone ponieważ uznamy, że "nierząd", którego już musi zaprzestać się dopuszczać był uzasadniony politycznie w myśl hasła "cel uświęca środki". Dalsze brnięcie w "Totus tuus Maryjo" i szukanie uzdrowień na siłę po prostu już mu nie przystoi, gdyż poniża się tym w Naszych oczach, a przecież on ma Nas reprezentować...
A to czemu kRk ma "Nas" reprezentować a nie inne kościoły chrześcijańskie?
07-11-2011 18:50 
 Ocena 3 na 3
perun (8610 punktów)
>A to czemu kRk ma "Nas" reprezentować a nie inne kościoły chrześcijańskie?
Mnie zastanawia czemu w ogóle ''Nas'', mnie, musi ktoś reprezentować. Podobno chrześcijański bóg jest naszym ojcem. Ja tam czułbym się dziwnie gdybym do swojego ojca musiał zwracać się przez kółko wędkarskie np. To jakiś chory układ
07-11-2011 19:59 
 Ocena 1 na 1
zupełna (2507 punktów)
> >A to czemu kRk ma "Nas" reprezentować a nie inne kościoły chrześcijańskie?
>Mnie zastanawia czemu w ogóle ''Nas'', mnie, musi ktoś reprezentować. Podobno chrześcijański bóg jest naszym ojcem. Ja tam czułbym się dziwnie gdybym do swojego ojca musiał zwracać się przez kółko wędkarskie np. To jakiś chory układ

A widzisz ja też uważam, że nikt lepiej nas nie reprezentuje jak my sami. Pytanie było bardzo do Uriela i jego tekstu. Nie wiem czy zauważyłeś, ale tam wystepuje "Nas" a nie nas. To duża różnica zapewne.
Uriel_ (360 punktów)
>Mnie zastanawia czemu w ogóle ''Nas'', mnie, musi ktoś reprezentować.

Demokratyczne społeczeństwo w wyborach parlamentarnych powinno wybierać swoich reprezentantów.
Jakie społeczeństwo - tacy reprezentanci, taki parlament, taka rząd, taka władza.
Jesteś za zmianą ustroju ?
   
08-11-2011 12:14 
 Ocena 1 na 1
perun (8610 punktów)

>Demokratyczne społeczeństwo w wyborach parlamentarnych powinno wybierać swoich reprezentantów.
>Jakie społeczeństwo - tacy reprezentanci, taki parlament, taka rząd, taka władza.
>Jesteś za zmianą ustroju ?
Jestem. Ale ja pisałem o bogu przed którym sam siebie moge reprezentowć i nie potrzebni są mi do tego żadni ''pasterze''
Uriel_ (360 punktów)
>Ale ja pisałem o bogu przed którym sam siebie moge reprezentowć i nie potrzebni są mi do tego żadni ''pasterze''

Słucham Cię więc, co masz mi Synowi Jego do powiedzenia. Zanim zadasz pytanie zapoznaj się z treścią dotychczas napisanych przeze mnie postów abyś nie zmuszał mnie do powtarzania w kółko tego samego. Polecam moją dyskusję z użytkownikiem darkside, w której on już to robi. Przyłącz się.
   
perun (8610 punktów)

>Słucham Cię więc, co masz mi Synowi Jego do powiedzenia. Zanim zadasz pytanie zapoznaj się z treścią dotychczas napisanych przeze mnie postów abyś nie zmuszał mnie do powtarzania w kółko tego samego. Polecam moją dyskusję z użytkownikiem darkside, w której on już to robi. Przyłącz się.
Nie zrozumiałeś mnie. Ja nie chce gadać z Jego synem, ani córką. ChcE gadac z samym Bogiem, bo nie potrzebuje do tego żadnych pośredników, nawet gdy sa jego synami.
Przyłączyłbym się, ale nie mam czasu. Pozdrawiam
perun (8610 punktów)
Usunięte przez moderatora
08-11-2011 09:57 
 Ocena 2 na 2
Uriel_ (360 punktów)
>A to czemu kRk ma "Nas" reprezentować a nie inne kościoły chrześcijańskie?

Kto powiedział, że inne nie?
Wszystko co nazywa Jezusa Bogiem, albo niech Go uczciwie reprezentuje albo niech zmieni sobie obiekt kultu.
Jezus jest własnością ateistów/humanistów typu Człowiek.
   
08-11-2011 12:11 
 Ocena 1 na 1
zupełna (2507 punktów)
>>A to czemu kRk ma "Nas" reprezentować a nie inne kościoły chrześcijańskie?
>Kto powiedział, że inne nie?
>Wszystko co nazywa Jezusa Bogiem, albo niech Go uczciwie reprezentuje albo niech zmieni sobie obiekt kultu.Jezus jest własnością ateistów/humanistów typu Człowiek.

To dość odważna uwaga. Nie wiem co Jezus by powiedział na bycie czyjąś własnością, a zwłaszcza ateistów/humanistów.
A Budda? Czy masz do tej postaci jakiś stosunek? (nieśmiało chcę obejść temat Jezusa, bo ileż można)
08-11-2011 01:12 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Ok, jak dla mnie. Nie muszę wchodzić mocno w dyskusję i specjalnie pytać, bo generalnie wiem o co biega. Kierunek afirmacyjny na życie jest ogólnie o.k (nawet jeżeli założeń-narzędzi potrzebnych ku temu nie jesteśmy w stanie dowieść, to jestem w stanie przystać na taką propozycję) i percepcja rzeczywistości, którą przedstawiasz, generalnie zmienia na lepsze oblicze Ziemi - tej Ziemi, że sobie tak pofolguję, oczywiście jest to totalna rewolucja i do tego brutalnie ciężka do przeprowadzenia. Moim zdaniem jest w tym kierunek na mesjańskie oczekiwanie Królestwo Niebieskie, ale... nie tak łatwo. Spokojnie, to jeszcze tylko kierunek. Osobiście podobne przemyślenia zjawiły się u mnie z zupełnie innej strony, żadnych Ewangelii po drodze nie było, ale punkt dojścia jest podobny, a i podobieństwa interpretacyjne Jezusa, które przedstawiasz z czasem dostrzegłem, jak i odnajduje je w innych religiach (a raczej w ich strzępach). To nie jest jednak coś, do czego przywiązuję znakomitą wagę, ale jest to interesujące. I doceniam Twój wysiłek interpretacyjny.

Kreator zbiorczy jako ludzkość mi bardzo odpowiada, też to przerabiałem i to jest dla mnie punkt oparcia. Muszę jednak wyciągnąć coś jeszcze z Ciebie. To mnie interesuje: "Basia, Tomek czy Ziutek są i pozostaną unikatami w sposobie doświadczania swojego gustu, smaku, uciech indywidualnego życia bo to są odrębne suwerenne egzystencje ale tego samego Umysłu ". To wytłuszczenie mi dokładnie wyłóż, jak te egzystencje mają się do Umysłu?

Bo...

...wracamy do podmiotu "JA" i pytania czy warto? W kontekście śmierci podmiotu "JA". Unicestwienie organizmu, to jest oczywiście pikuś. To ludzie przełkną. Ale zapytają Cię o kontynuację dla podmiotu "JA". Nie rozwijania się go w kolejnych pokoleniach aż do Boga Ojca, ale o swoją, osobistą "duszę czującą". Unicestwiona, czy nie? Bo jesli będzie ona jednorazową, kilkudziesięcioletnią efemerydą, to Ci odpowiedzą, że nie warto, że w dupie mają taką konstrukcję. że chcą więcej. Zapytają - a co mi, MI z tego, że konstrukcja jest o.k. dla Umysłu, skoro ja jestem w tym wszystkim może wpisaną do Księgi Żywota jednostkową historią i nawet może pamiętaną z imienia przez Umysł, Boga czy jak to tam sobie nazwiemy, może i będę żywy za życia, może i będę modelem jak Jezus w Bogu Ojcu, jak to gdzięś wyzęj nazwałeś - ale w sumie co z tego? Chcę więcej życia! I co im odpowiesz? Jaka oferta? A co odpowiesz w kwestii teodyceii? Może ściślej, w kwestii zaistnienia i śmierci na raka, powiedzmy jednorocznych dzieci? Czy warto? Po tych wszystkich nieszczęściach, cierpieniach, trupach do Boga Ojca? Zapytam jak Hiob. Po co to wszystko?
08-11-2011 15:09 
 Ocena 3 na 3
Uriel_ (360 punktów)
> Ok, jak dla mnie. (...)
Trochę mi ulżyło.

>oczywiście jest to totalna rewolucja i do tego brutalnie ciężka do przeprowadzenia.
Pomyśl, że zarówno my ją tworzymy jak i została [moim zdaniem jako analityka] ona zaplanowana i oddalona w czasie na tzw. "lepsze czasy". Ktoś musi wreszcie powiedzieć : DOSYĆ ! Wiedzieli o tym Ci, którzy ją zaplanowali pisząc o czasach ostatecznych prorokując jednocześnie nadejście nowej ery. Przygotowano nam społeczeństwo w wymiarze religijnym do przejęcia. To brzmi szokująco ale tego też dotyczą takie jak ten cytaty: Ap 19,11-21 .
Autor ich mógłby być odbierany jak "dotknięty bożą przypadłością mistyk" ale to w istocie filozof sprawnie operujący tym samym co my modelem rzeczywistości.

Czy możemy się bez niego obejść ? Owszem. Załóżmy, że Tobie czy mnie nie jest już osobiście potrzebny. On jest jedną z form wsparcia misyjnego gotowych do wykorzystania jako narzędzie walki z aktualnym zarządcą naszego kościoła.

Jak okaże się, że purpuraci zapomnieli do czego są powołani - Następca Jezusa - wyprostuje ich ich własną bronią. Tak onych zewangelizuje ich własną Ewangelią, że im wyjdzie uszami, aż załapią o co chodzi i rzucą się na kolana by mógł powiedzieć każdemu z nich z osobna: Bacz abyś tego nie czynił, bo jestem Twoim współsługą, i braci Twoich co mają świadectwo Jezusa: Bogu samemu złóż pokłon!. Jeśli i faryzejski pomiot stanie się Człowiekiem sam będzie wiedział co ma dalej robić i na pewno nie będzie to klęczenie przed samym sobą ale kantowski ideał w działaniu zasilonym pokutą, którą sam sobie wyznaczy.

>Moim zdanim jest w tym kierunek na mesjańskie oczekiwanie Królestwo Niebieskie, ale... nie tak łatwo. Spokojnie, to jeszcze tylko kierunek.

Ludzie mają swój rozum, miejmy nadzieję, że będzie w użyciu, kogo jak kogo ale racjonalistów usilnie namawiać na to nie potrzeba. Jeśli załapią to się zacznie niezła rewolta.

>(...) To nie jest jednak coś, do czego przywiązuję znakomitą wagę, ale jest to interesujące. I doceniam Twój wysiłek interpretacyjny.

Odarcie chrześcijaństwa z tajemnicy wiary to koniec spisku. Gdy padnie pytanie: Jesteście więc ze Mną, czy przeciwko Mnie? - to jak zachowa się człowiek, który wyrasta z kultury opartej na Jezusie dowiadując się kim jest Jezus ??? Ucieknie w objęcia islamu? - bo ten wszak ma lepszą ofertę satanistyczną w postaci nagród pośmiertnych ? Czy człowiek ostatecznie wybierze mrzonki i filozofię śmierci w innej religii czy życie doczesne i jego, więc i naszą tu, filozofię życia ? Czy jestem naiwny, że stawiam na to drugie ?

>Muszę jednak wyciągnąć coś jeszcze z Ciebie.
Jasne, co tylko chcesz.

>To mnie interesuje: "Basia, Tomek czy Ziutek są i pozostaną unikatami w sposobie doświadczania swojego gustu, smaku, uciech indywidualnego życia bo to są odrębne suwerenne egzystencje ale tego samego Umysłu ". To wytłuszczenie mi dokładnie wyłóż, jak te egzystencje mają się do Umysłu?

1. Historia życia każdego z nas jest unikatem, który dopełniamy każdego dnia. Jest naszym osobistym doświadczeniem, własnością, podwórkiem itp. Mając sprawne narządy wewnętrzne nie odczuwam bólu po wypiciu kieliszka wódki czy zjedzeniu frytek w restauracji.

2. Niezależnie od własnej historii każdy z nas jest człowiekiem, a więc każdy posiada Umysł. (czy tego chce czy nie) Ciało może być zdrowe, Dusza (=Umysł) niekoniecznie.

3. W zależności od naszego odniesienia do tegoż Umysłu zależy jakość tak naszego indywidulanego życia (OWOC) jak i życia zbiorowości, którą tworzymy. (Zbiór elementów typu OWOC) Jako, że owoce rosną na drzewie więc nie dziwi fakt, że i tu Mt 3,10 siekiera do drzewa zostaje przyłożona, skoro ma przyjść Ten, który wszystko skoryguje.

4. Czy drzewo Basi, Tomka i Ziutka jest żródłem oceny Dobrego i Złego ? Nie jeśli nie są dojrzali Umysłowo i/lub są zainfekowani fałszywym obrazem samych siebie, który sprawia, że nie mogąc przestać odczuwać potrzeby wartościowania wartościują to co na to nie zasługuje. Przez to owoce takiego wartościowania są zgnite i "jedzenie ich" obraca się przeciwko nim. Pytają potem: "Jak żyć Panie premierze, jak żyć?"

Przykład:
Owocem niepełnosprawności umysłu Tomków modlących się do fikcyjnej zewnętrznej siły sprawczej gdy siadają za kierownicą jest rosnąca ilość wypadków na polskich drogach. Tomek wierzył, że czuwa nad nim Anioł Stróż i Maryja Dziewica. Gdybyśmy w porę wyleczyli istniejącą w nim niepełnosprawność otaczając Tomka należytą opieką zanim dostał Prawo Jazdy, Tomek dzisiaj by żył.

Czy Jego rodzice są winni, że zginął - nie - nie można sądzić niepełnosprawnych umysłowo, choć czy to nie matka odpowiada za zaifekowanie dziecka fałszywą wiarą wespół z księdzem i siostrą zakonną dostępną dziś na etapie przedszkolnym w Rzeczpospolitej Polskiej ?

Dlaczego Tomek musiał zginąć ?

Czy jest alternatywa dla wartości, które zabiły tego człowieka? - o to też pyta autor wątku.

Ale to nie koniec tej historii bo gdy doszło do zderzenia bocznego Tomek jeszcze żył, krwawił. Zlecieli się ludzie by zobaczyć co się stało. Czy ktoś mu potrafił udzielić pierwszej pomocy? Nie, jedna z kobiet klękła i złożyła ręce do modlitwy za niego, reszta osłupiała przestraszona.

Ktoś wpadł na pomysł by zadzwonić na pogotowie, gdyż chłopak żył i w zasadzie jeszcze nie było tak źle ale okazało się, że nie ma w promieniu 40 km aktywnej karetki pogotowia. Ludzie Ci przepędzili też lekarza ze wsi bo podpadł księdzu, gdy krytykował go, że pieniądze, które od nich wyciąga zamiast na placówkę zdrowia upier...a w kolejną kaplicę i granitowy parking. Pojawiła się też inicjatywa postawienia pomnika prezydentowi wszech czasów Lechowi Kaczyńskiemu, premierowi wszech czasów Jarosławowi ale to potem jak postawią papieżowi Janowi Pawłowi II, który powinien zająć wysokie miejsce w ogólnopolskim konkursie międzyparafialnym. W innym konkursie wygrał Jezus ze Świebodzina. ITD

Szkoda Tomka, był młodym, wesołym i uczynnym chłopakiem.

cdn
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>cdn
To poczekam. Ale muszę przyznać, mocny jesteś i ten zapał iście szalony...
Jedno tylko:
>Czy człowiek ostatecznie wybierze mrzonki i filozofię śmierci w innej religii czy życie doczesne i jego, więc i naszą tu, filozofię życia ?
Tego nie wiem, ale TO tłuste, to lubię.
Ale:
>Czy jestem naiwny, że stawiam na to drugie?
To, że sam stawiasz na to drugie, to ludzkie - arcyludzkie, że przywołam zacny autorytet, ale że Ci się uda coś zrobić z tym więcej, no no no... To może być ta naiwność. Ale na razie czekam na cdn.
Uriel_ (360 punktów)
>Bo...
>(...) Czy warto? Po tych wszystkich nieszczęściach, cierpieniach, trupach do Boga Ojca? Zapytam jak Hiob. Po co to wszystko?

Pokażę Ci biorąc na siebie ludzkie grzechy:
1.1
Hiob, a tak, tak, już pamiętam. Tak miał na imię kolega w mojej klasie. To był człowiek wielkiego serca, otwarty, czuły, wrażliwy... [oczy robią się mokre]. Miałem wtedy na imię Andrzej, czy jakoś tak. Hiob był w porządku, chciał się zaprzyjaźnić, chciał mieć oparcie w relacji z jednym a może każdym z nas, chłopaków z tamtych lat. Hiob nie był mocnej postury by wzbudzać respekt, przeciwnie, aż prosił się by mu dokopać, był łatwym celem idealnym wręcz kandydatem na ofiarę klasową, którą stał się.
Mijały dni i było coraz gorzej.
Nie sposób w jednym poście opisać ogółu cierpień jakich ten młody człowiek doznał od nas.
Wyobraź sobie taką naiwną, głupawą gębę chłopięcą, taka fajtułapa.
Był bity, popychany, przytapiany w muszli klozetowej, wołałem : " Złapcie tego skurwiela Hioba, poznęcamy się nad tą pipą" i Rysiek najczęściej z Markiem by mi, wilczemu liderowi się przypodobać, łapali lub podstępem ściągali Hioba do ubikacji na piętrze. Stałem i cieszyłem się w duchu, że to nie ja jestem taką łajzą jak Hiob gdy koledzy okładali go po mnie, gdy robili mu "ścieżkę zdrowia" i setki innych " fajnych rzeczy cool".
Było to dla nas nienormalne, że ta gnida ma czelność w ogóle zjawiać się w szkole.
Nie rozumiałem wtedy jak ten chuderlawy koleś może przychodzić do nas mimo tych krzywd po kolejny obryw.
1.2
Któregoś dnia w szkole wyszła na jaw okropna informacja. Nie pamiętam czy ktoś ją zweryfikował ale była strasznie elektryzująca. Okazało się na nieszczęście Hioba, że jego ojciec jest podobno gejem żyjącym z matką w separacji. Wyobrażasz sobie syn geja? W naszej szkole? Ooo, nie, to nie przejdzie. Krzyczeliśmy wskazując palcem tego człowieka: Pedał, pedał, majtki sprzeeedał, hahahaha, buuuu, pedale głupi Hiobie won do kąta bo ci dokopie. Czułem, że ojciec byłby ze mnie dumny wszak słyszałem jego opinie na temat gejów i raz tak wołał: Kto nie skacze jest pedałem, hej hej hej, chyba szczerze ich nienawidził ale największe wrażenie zrobiło na mnie kazanie księdza na niedzielnej mszy, na którą matka zabrała mnie do kościoła bym się, jak to mówiła, odchamił. To co tam usłyszałem strasznie mnie zainspirowało, bo to, że trzeba chronić nasze dzieci, nas samych, rodzinę zagrożoną napływającym satanizmem, sodomą i gomorą, że to choroba i że to trzeba leczyć albo zwalczać pamiętam jak dziś.
Potem spotkałem jeszcze to:
www.youtub(*)?v=6DTeIhwkrIk&feature=related
i pomyśłem no Hiobie, nuu zajac, nu pagadi
1.3
To był piękny poniedziałkowy dzień gdy Hiob pojawił się w szkole by Bóg doświadczył go po raz kolejny. Chciał sprawdzić jak wielka jest wiara Hioba, że człowiek może być Synem Bożym. Hiob wierzył w to cierpiąc okrutnie, aż doszło do ostatniego spotkania, ostatniej próby wiary, gdy na końcu schodów stanął u progu szkolnego korytarza. Cierpiał czując wrogie spojrzenia uczniów, nie pierwszy raz czuł się jak trędowaty gdy niebawem zobaczył niedoszłego Syna Bożego, ułomnego, niepełnosprwnego Pana Nieba i Ziemii zmierzającego szybkim krokiem w Jego kierunku, zdążył tylko otworzyć usta gdy nagle ten pchnął go podstawiając mu nogę. Utraciwszy równowagę Hiob stracił oparcie i ciało runęło w dół schodów, uderzenie w tył głowy nie było łaskawe, chłopak nie cierpiał długo leżąc jako ludzki wrak zrzucony na próg schodów. Koniec, ten Hiob nie będzie żył kolejnych 140 lat, koniec, stracił wszystko, zmarł.

Opowiadąc Ci o Hiobie a poznawszy siebie, szlifuję właśnie lewe ramię swojego krzyża, na którym będę musiał odkupić ten grzech walcząc o to by już nigdy kolejnych Hiobów nie spotkał tak straszliwy los. Powiem światu o grzechu a ludzie mnie znienawidzą i w świątyniach biczować będą. Ja się nie ugnę, ja nie zejdę z drogi odkupienia albowiem jestem to winien temu człowiekowi, Hiobowi, za to co mu zrobiłem, za to, że czasu nie cofnę by go przywitać raz jeszcze, za to, że nie spotkamy się w urojonym niebie, za to, że bezpowrotnie zniszczyłem wszystko co było piękne w tym człowieku, za to, że mógł być lekarzem leczącym mnie dzisiaj bo miał w sobie ogromny talent w tym kierunku. Hiob, którego prześladowałem, Hiob, którego szykanowałem, Hiob, którego zabiłem.

Dziś sam sobie jestem sędzią i jedyną pokutą za Hioba jest walka z grzechem do upadłego. Wszak to on realnie zabił Hioba, grzech pierworodny Umysłu, który zabija ludzi setkami każdego dnia, który jest sprawcą Zła, który jest sprawcą cierpień i okrucieństwa każdego dnia. Jego ciemnota to zakała ludzkości a Ty,

Ty mnie pytasz --- CZY WARTO ???

Nie masz wpływu na to co jest moją wolą odkupienia. Możesz ją tylko uszanować jeśli mnie miłujesz takiego jakim się stałem i jestem. Miłujesz Mnie Judaszu darkside? Miłujesz Mnie? - to więc proszę - udaj się do biskupów i powiedz com Ci tu ujawnił. Idź bom wrogiem ich jest śmiertelnym, powiedz im że mnie wydasz za 30 srebrników. Zrobisz to dla Mnie darkside? [Mt 26,25]

Po wtóre powiedz też, żem nazwał moralnymi karłami, prawicowych posłów i posłanki RP, ze szczególnym uwzględnieniem zagożałych obrońców krzyża, którzy śmiali się wczoraj z Biedronia w sejmie RP i jeszcze śmią twierdzić, że śmiech ów ten biedny, prześladowany człowiek sprokował.

Judaszu jesteś ze Mną, czy przeciwko Mnie ? [ Jana 21,20-23 ]
Przecież wiesz, że na Piotra nie mogę liczyć, przekonasz się jak się zachowa i co o Tobie Judaszu mówić będzie Piotr, ofiara szatana myśląca na sposób ludzki a nie boski, patron KRK.
   
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Bardzo ładnie napisane, ale ja to już wiem. ONI nie. Jak im wyłuszczysz, to będą pytać, a ja Ci pokazuję o co. Los jednostki (w tym Hioba) można usprawiedliwić w zależności od tego, czym w rezultacie jest rzeczywistość. Czym m.in. jest JA, czym jest śmierć JA i jakie są ewentualne dalsze widoki dla JA. Dla NICH to najważniejsze. Odpowiedz. Prosto z mostu, bez dykteryjek. Jak prostemu chłopu z podkarpackiego, bo będziesz musiał. Nie pytam Ciebie, tylko Cię sprawdzam. Oczekuję więcej, niż od kogoś sprzed 2000 lat, czy nawet 700-set, jak Mistrz Eckhart, Johannes Tauler czy Mikołaj z Kuzy.

A to bonus:
www.youtube.com/watch?v=Shzxh-saJog
Uriel_ (360 punktów)
>Jak prostemu chłopu z podkarpackiego, bo będziesz musiał.
Prosty chłop z Małopolski wita po długim łikendzie.

Myślę, że to już wynika z moich postów, ale skoro prosisz to:

1. W opisywanym modelu rzeczywistości indywiduum pojawia się i znika. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Przed urodzeniem człowieka nie ma i po śmierci również.
Umysł generujący czyjeś (moje, Twoje , nasze, ich) "ja" jest integralną częścią organizmu człowieka toteż jego stan obejmujący akceptację końca egzystencji jest podstawą dla właściwego postępowania w życiu takim jakie ono jest.

Skutek: Godzę się z faktem ze mam bliżej nieokreśloną ilość czasu do wykorzystania więc postaram się spożytkować ją jak najlepiej.

Spekulowanie o dalszym losie "ja" po wcześniejszym założeniu takiej możliwości nie jest przedmiotem nauczania Jezusowego. Jakkolwiek nazwiemy ogół przekonań , o które pytasz chrześcijaństwo realne stoi wobec nich z przedrostkiem "a-" analogicznie do a-teizm.
Z założenia kontynuacji "ja" teoretycznie* nic nie wynika w modelu chrześcijańskim, a jeśli ktoś twierdzi przeciwnie, że wynika to słucham, na jakiej podstawie? [* - jeśli uda się wykazać, ze założenie samo w sobie nie jest szkodliwe dla jakości realnego życia]

2. Opisywane JA JESTEM to ogół informacji o człowieku. (chrześcijańska koncepcja prawdy). Można ją przyjąć bądź odrzucić oczywiście poznawszy ją wcześniej taką jaka jest i wynika z nauczania Jezusowego. [możliwe miejsce sporu]

3. Mieć udział w życiu wiecznym JA JESTEM to przyjąć prawdę o sobie taka jaka jest zaserwowana w omawianym modelu, wierząc i wcielając się w nią w zależności od potrzeb [Jana 1,51] bo pełna integracja, doskonałość moralna w trybie ciągłym jest moim zdaniem raczej niewykonalna. [co nie ma wpływu na jej definicję i naszą możliwość odnoszenia się do ideału]

>Czym m.in. jest JA, czym jest śmierć JA i jakie są ewentualne dalsze widoki dla JA. Dla NICH to najważniejsze.

1. Nie zgadzam się. To nie ja wymyśliłem. Obydwaj siedzimy w tej samej szkolnej ławce i analizujemy zewnętrzny przekaz danych. Ja wobec niego [do treści przekazu] ustosunkowywuję się w pisanych tu postach a Ty na razie deklarujesz i wydaje się, że odbierasz to podobnie, jesteś skłonny przyznać mi rację, że ja i obaj właściwie odczytujemy to czego faktycznym autorem Ty tu czy ja nie jestem (śmy)!

2. Możesz mnie również pytać o mój, jednego z NICH (?), prywatny stosunek do omawianego tu zagadnienia, w tym o własny, jednego z NICH(?), oraz tej części z NICH(?) zwanej ateistami, czy aby dla nich też jest najważniejsze co dzieje się z ludzkim "ja" po śmierci fizycznej. Ciekawe co Ci odpowiedzą?

>Ale zapytają Cię o kontynuację dla podmiotu "JA".

A może Tobie chodzi o aktualną grupę fideistów quasichrześcijan myślących w kategoriach życia wiecznego po śmierci biologicznej gdzieś w zaświatach "gdzie pójdzie dusza do nieba" ? Może sprecyzuj NICH, co to za grupa Ci ONI ?

>Nie rozwijania się go w kolejnych pokoleniach aż do Boga Ojca, ale o swoją, osobistą "duszę czującą". Unicestwiona, czy nie? Bo jesli będzie ona jednorazową, kilkudziesięcioletnią efemerydą, to Ci odpowiedzą, że nie warto, że w dupie mają taką konstrukcję. że chcą więcej.

A Ty chcesz więcej? Będziesz jednym z tych co drwią z Człowieka pod krzyżem mówiąc Skoro jesteś Synem Bożym to pokaż swą moc, zejdź z krzyża, oswobodź się. Gdzie jest Twój Ojciec Jeszua, gdzie? Czemu pozwala byś tak cierpiał? Zróbże coś, uczyń znak, uczyń cud!
Syn Boży? Żałosne, nawet z krzyża zejść nie potrafi.


>Zapytają - a co mi, MI z tego, że konstrukcja jest o.k. dla Umysłu, skoro ja jestem w tym wszystkim może wpisaną do Księgi Żywota jednostkową historią i nawet może pamiętaną z imienia przez Umysł, Boga czy jak to tam sobie nazwiemy, może i będę żywy za życia, może i będę modelem jak Jezus w Bogu Ojcu, jak to gdzięś wyzęj nazwałeś - ale w sumie co z tego?

Potrzebujesz więcej czasu by zaczęło działać to co napisałem, byś pełniej zrozumiał o czym piszesz. Sam zaczniesz wkrótce konstruować rozwiązania dla każdego z problemów obecnie uznawanych w przestrzeni medialnej za nierozwiązywalne. Ciężko jest w to nagle uwierzyć osobie nie mającej wglądu w szeroki horyzont korzyści jakie płyną utylitarnie dla niej samej i jej prywatnych potrzeb jeżeli ten model przyjmiemy za powszechnie obowiązujący. Totalitaryzm wolności dotykający wszystkich - dotyka i Ciebie, chcesz jej? Chcesz być szczęśliwy w świecie, który daje Ci szansę i dużą przestrzeń na samorealizację - czy przeciwnie - wybierasz świat szykujący się do kolejnej wojny, terror, przemoc, łamanie praw człowieka, w tym szczególnie kobiet ITD.

> Chcę więcej życia! I co im odpowiesz? Jaka oferta?

Życia realnego czy po śmierci? Czego chcesz więcej? Nie wiem od czego zacząć - chcesz nowego systemu społecznego? Podniesienia jakości świadczeń? Bezpieczeństwa? Pracy? Płacy? Rewolucji kulturowej i zmiany obyczajowości adekwatnej do ludzi przyjmujących Jezusa? Uderzenia w instytucję małżeństwa likwidującego problem cudzołóstwa? Uderzenia w poczucie obowiązku prokreacyjnego w tym macierzyńskiego? Wolności seksualnej w nowych ramach minimalizujących popyt na istniejąca ale zalegalizowaną i kontrolowaną prostytucję ?
Powiedz jaki aspekt realnego życia Cię interesuje a powiem Ci jaka dla niego jest konsekwencja w przyjęciu tego, omówionego ramowo wyżej modelu.

> A co odpowiesz w kwestii teodyceii?

Wszystko co trzeba. Słucham pytań.

>Może ściślej, w kwestii zaistnienia i śmierci na raka, powiedzmy jednorocznych dzieci?

1. Organizm jest narażony na choroby.
2. Ośrodek medyczny jest powołany do świadczenia usług medycznych obywatelom.
Coś jeszcze?
   
16-11-2011 19:31 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
No cześć. Pisząc o NICH absolutnie nie miałem na myśli ateistów, a właśnie fideistów, ale już mniejsza z tym. Czyli mamy identyczne zafiksowanie na rzeczywistość, wolę pełnej z nią integracji i afirmacji, pogardę zaświatowości, pomimo, że ja nie posługuję się Jezusem ku temu. Nie przeszkadza mi jednak, kiedy o tym piszesz, bo zwyczajnie spotkałem się z takim sposobem widzenia owej historii, trochę się z tym też gimnastykowałem i choć uważam, że sporo się trzeba napocić (choć Tobie zdaje sie to iść gładko), żeby wytlumaczyć pewne dyskusyjne kwestie, to sam kierunek, w którym to u Ciebie zmierza, jest jak najbardziej pozytywny i nie mam z tym problemu.

>A Ty chcesz więcej?
Ja zupelnie nie potrzebuję więcej, ale przegrasz z tymi, którzy będą to mieli w swojej ofercie w walce o umysły. Sromotnie. Nie ten czas, nie ta rzeczywistość jeszcze. Projekt nie ma szans na realizację i musi skończyć się klęską. Tak jak klęską jest Mk 15, 34, że nie wspomnę o najbystrzejszym uczniu, który skończył na gałęzi, kiedy zorientował się, że oto jest właśnie totalna klęska. I całe 2000 lat później dla tego projektu, o którym Ty piszesz. Oni przegrali sromotnie. Żwycięzyli zaświatowcy z cwaniaczkiem z Tarsu na czele. Ich opowieść, wariacja, co jest oczywistą katastrofą.
To może dziwne, ale przypomniał mi się film "Matrix", druga część, kiedy gnostycki mesjasz Neo, trafia wreszcie do Architekta i dowiaduje się, że jest szóstą inkarnacją czy tam wersją, Neo. Jezus to taka wersja 1.0, która musiała ponieść klęskę, a program Smith, przejał kontrolę (Szaweł, kościół, chrześcijaństwo jakie znamy, idealistyczne systemy) i dopiero modyfikacja, wzbogacenie programu wersji 1.0 to prawdziwy Mesjasz, na którego wciąż czekają Żydzi, wiedząc, że ktoś, kto poniósł klęskę, nie zasługuje na to miano. Podsumowując, jesteśmy na zbyt dupiatym poziomie wiedzy, żeby mogła się pojawić taka wersja, która już dziś coś zmieni. Za mało danych. Ty też jestes bez szans, wygrają "zaświatowcy" i inne cwaniaki. Wyrocznia jako Duch święty też Ci nie pomoże, ani nawet Trinity. I wydaje mi sie, że ja to widzę, a Ty być może jeszcze nie. W III części Matrixa, na końcu ma miejsce rozmowa Wyroczni z Architektem i ten drugi nadal nie wierzy w projekt "człowiek". Jest sceptyczny, wie że sukces Neo 6.0 nie jest stanem trwałym i ostatecznym. To inspirujace. Sam architekt, nie sprawia wrażenia kogoś, kto byłby przekonany, że warto, co zresztą mamy w Starym Testamencie też. A to Jahwe utopi wszystko w cholerę, a to rozwali i spali, później wlaściwie gdzieś się zmywa, a przecież na początku projekt był dobry. Bardzo dobry. Tak twierdził. Ja mam wahania jak Architekt, ale zgadzam się z Tobą, że właściwie tyle pozostaje nam do zrobienia, żeby ten świat uczynić dobrym miejscem, możliwie jak najlepszym, a kierunek ku zaświatom, to największa kłoda pod nogami, którą trzeba roznieść w pył. Filozof Harold Bloom, w swojej książce "The Book of J", niestety nie wydanej w Polsce, pisze że zostać wybrańcem oznacza charyzmę nasączoną witalnością samego Jahwe. To właśnie witalność stanowi najbardziej uderzającą cechę Jahwe w wydaniu pisarki J. Jej Jahwe nie jest osiągnięciem idealnego stanu, doskonałą stagnacją, ale intensywną obecnością, wolą zmiany, siłą rozpoczynania, wcieloną oryginalnością. Jego naczelnym atrybutem nie jest gnuśna świętość, sprawiedliwość, miłość czy prawość, ale czysta energia stawania się w coraz to nowe, świeże byty. Jej Jahwe, to nie Prokurator sprawujacy surowe rządy na tronie Prawa, ale czysta energia stawania się, bycia, afirmacji i witalności. Takie myślenie o świecie i życiu, mi się podoba i choć wciąż mam wątpliwości, to i tak nie widzę lepszego podejścia w otwarciu na rzeczywistość. A czy Mesjasz, na którego wciąż czekają religijni Żydzi, czyli wersja wzbogacona i wiedząca lepiej i więcej, to realny projekt? Nie mam pojęcia i zapewne się nie dowiem. Nie przywiązuję zatem do tego wagi. Sam żyję na TAK dla tego życia i tego świata wyłącznie, przeciwko haniebnemu zewnątrzu i jestem sceptyczny, co do możliwości upowszechnienia tego podejścia, tym bardziej, że z prymitywnym hedonizmem, zasadą przyjemności i nieustannym zaspokajaniem głupkowacie rozbudzonego i wiecznie nienasyconego ego, nie ma to nic wspólnego.
I to chyba tyle chciałem napisać.
Uriel_ (360 punktów)
>Czyli mamy identyczne zafiksowanie na rzeczywistość, wolę pełnej z nią integracji i afirmacji, pogardę zaświatowości, pomimo, że ja nie posługuję się Jezusem ku temu.

I ocieramy się o sedno - A dlaczego nie ?

Gdy czytam coś takiego: www.racjon(*)Amoralnosc.w.zachowaniu.Jezusa
zastanawiam się jak duże muszą być owe pewne dyskusyjne kwestie,
>trochę się z tym też gimnastykowałem i choć uważam, że żeby wytlumaczyć sporo się trzeba napocić
Być może samemu tak, ale z nauczycielem pójdzie łatwo, wszak:
>(choć Tobie zdaje sie to iść gładko),

Po co? Ano po to by większość zakładających tego typu wątki, setki wątków powtórzyła zgodnie:
>to sam kierunek, w którym to u Ciebie [ Jezusie?] zmierza, jest jak najbardziej pozytywny i nie mam z tym problemu.

Chcę po prostu przedstawić racjonalistom ich nowego kolegę, autora Ewangelii, który domaga się od "swoich" by wreszcie, skutecznie, z Bożą pomocą, dobrali się tym religijnym dewiantom, którzy spacyfikowali nie tylko przestrzeń kulturową III Rzeczpospolitej Polskiej, do ich zakutych łbów odbierając im wszelkie argumenty i podpalili metaforycznie krzesła, na których dziś siedzą, bluźnią, bzdety wciskają wszystkim wokół w tym największą, że to oni, prawicowe watahy klerykałów, są obrońcami wartości chrześcijańskich. Przecież to jakaś zbiorowa tragifarsa.

>przegrasz z tymi, którzy będą to mieli w swojej ofercie w walce o umysły. Sromotnie. Nie ten czas, nie ta rzeczywistość jeszcze. Projekt nie ma szans na realizację i musi skończyć się klęską.

Nieśmiało może, ale czy oddasz na mnie swój głos?

>Tak jak klęską jest Mk 15, 34,

Nonsens. Ja bowiem odpowiadam: Jestem tu. Tak jak miało być. Jestem tu Jezusie tak jak chciałeś. Pytałeś Mnie czy możliwe jest aby ominął Cię Joszua ten kielich, pytałeś ponownie tak bym słyszał choć obydwaj doskonale wiemy, jaka jest nasza wola, jedno bowiem jesteśmy i z jednego bierzemy

>że nie wspomnę o najbystrzejszym uczniu, który skończył na gałęzi, kiedy zorientował się, że oto jest właśnie totalna klęska.

Nic takiego nie miało miejsca. Ten celowo zmyślony finał końca Judasza to pieczęć apokaliptyczna. Jeżeli ją złamiesz to znaczy, że osiągnąłeś wysoki poziom w drodze do obywatelstwa w Królestwie Niebieskim.

Ja to wyprowadzam z kanonu i nie jest konieczne acz mile widziane wsparcie z apokryfu:

www.wtl.us.edu.pl/pdf/zak/Ewangelia_Judasza.pdf

Odrzekł
Jezus mówiąc: "Będziesz
trzynastym i
będziesz przeklęty przez
pozostałą resztę pokolenia (...), ale
przyjedziesz i będziesz panował nad
nimi. Ostatniego dnia zaś będą
przeklinać twoje nawrócenie ku wysokości
(47,1) do świętego pokolenia (...)".

>I całe 2000 lat później dla tego projektu, o którym Ty piszesz. Oni przegrali sromotnie. Żwycięzyli zaświatowcy z cwaniaczkiem z Tarsu na czele. Ich opowieść, wariacja, co jest oczywistą katastrofą.

Cóż niech się bujają. Wersja 2.0 nadchodzi przywitać rok 2012 w rytmie:

www.youtube.com/watch?v=J7gCAmbTSYo&feature=fvwrel

Wpadnij jeszcze kiedyś na "chlebek" jak poczujesz smaka.

Pozdrawiam.
17-11-2011 16:36 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Nieśmiało może, ale czy oddasz na mnie swój głos?
Spoko. A tak w ogóle, to powinieneś napisać książkę i szczegółowo przedstawić swoją interpretację, bo jak widzisz, z zainteresowaniem kiepsko, a jak by to było w formie zwartej i przejrzystej, to by się trochę osób na pewno zaciekawiło. Wiele osób tutaj na terminy Bóg czy Jezus reaguje automatycznie odruchem obronnym, ja najczęściej też, ale przecież nawet Nietzsche potrafił napisać kilka pozytywnych stron o tym drugim w "Antychryście". A tak albo Cię olewają, albo mają za jakiegoś dziwaka, a tak przecież nie jest. Niedawno przeczytałem książkę - wywiad Wojciecha Szczawińskiego z Tadeuszem Bartosiem i Wojciechem Eichelbergerem "W poszukiwaniu mistrzów życia" i tam panowie też łapią ten ciekawy kierunek, ale znacznie bardziej powierzchownie od Ciebie. Ty jesteś lepszy i widzisz więcej, również co do konsekwencji afirmującego ustawienia percepcji na życie, świat i człowieka, co akurat mnie kręci w tym najbardziej, ale oczywiście musiałbym poznać więcej szczegółów, zwłaszcza jeśli chodzi o etykę w formie idealistycznych dyrektyw kodeksowych, czego nie cierpię. Powinieneś napisać książkę, ja przeczytam.

>Chcę po prostu przedstawić racjonalistom ich nowego kolegę, autora Ewangelii, który domaga się od "swoich" by wreszcie, skutecznie, z Bożą pomocą, dobrali się tym religijnym dewiantom, którzy spacyfikowali nie tylko przestrzeń kulturową III Rzeczpospolitej Polskiej, do ich zakutych łbów odbierając im wszelkie argumenty i podpalili metaforycznie krzesła, na których dziś siedzą, bluźnią, bzdety wciskają wszystkim wokół w tym największą, że to oni, prawicowe watahy klerykałów, są obrońcami wartości chrześcijańskich. Przecież to jakaś zbiorowa tragifarsa.
Ale widzisz, że Ci nie wychodzi, bo jak wyjeżdżasz z Jezusem kolegą i bożą pomocą, to masz taki efekt jaki masz. Powinieneś inaczej, pokazać swoje przemyślenia na temat struktury rzeczywistości bez aż tylu religijnych ozdobników i odwołań, bo to źle działa na ludzi. Twój język jest niepotrzebnie aż tak tym nasączony.
Uriel_ (360 punktów)
Piszę, piszę ale zaglądając tu działa pokusa przedpremierowych wybryków tu na forum.
Ten wybryk czyli udział w tym wątku i rozmowę z Tobą skopiowałem bo jest zapisem jednego z potrzebnych mi doświadczeń.

Cieszę się i jestem wdzięczny za udział w eksperymencie.

Pozdrawiam serdecznie.
   
Uriel_ (360 punktów)
>Czy warto? Po tych wszystkich nieszczęściach, cierpieniach, trupach do Boga Ojca?

Nie rozumiem. Dążenie do Boga Ojca realizowane w tym modelu poprzez oddanie prymatu nauce, rozumowi i innym cnotom to uzdrowienie systemu społecznego, które leży w interesie nas wszystkich i ono pociąga za sobą w konsekwencji dobrobyt i szanse na uratowanie tego rocznego dziecka. Realną szansę a nie bezradną, zakopconą twarz znachora, speca od złożonych dłoni i homeopatii.

Czekam też na odpowiedź z poprzedniego posta - przypomnę - Czy jako Judasz spełniłbyś prośbę Jezusa? - forma i poziom złożoności odpowiedzi pozostawiam Ci do wyboru.
   
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>>Czy warto? Po tych wszystkich nieszczęściach, cierpieniach, trupach do Boga Ojca?
Mam takie wahania jak Architekt powyżej.
> Czekam też na odpowiedź z poprzedniego posta - przypomnę - Czy jako Judasz spełniłbyś prośbę Jezusa?
Wtedy zapewne tak, z dzisiejszej perspektywy raczej NIE. Zorientowałbym się, że jest to wersja 1.0, może 2.0 czy 3.0 - czyli przegrana i powiedziałbym mu, żeby wziął się wreszcie za Marię Magdalenę .
jark44 (619 punktów)
Tak się składa, że dwa tysiące lat odcisnęło tak duży ślad w świadomości Europejczyków, że dziś nie da się - śledząc ten wątek - sformułować czytelnego hasła jako kontrargument dla tzw. "wartości chrześcijańskich". Takie hasło, słowo (lub dwa-trzy słówka), które jednoznacznie nazwałoby rzecz po imieniu.

Trzeba nad tym ubolewać, że dziś społeczność polska nie zdaje sobie sprawy (nie mówię tu o zabierających głos na tym forum), ile jest źródeł które nas stworzyły pod względem myślenia, mentalności,wyobrażeń o świecie. A jest ich cała masa. Taka sama masa twierdzi z uporem o jedynych i słusznych "wartościach chrześcijańskich". Nie chce dopuścić, że ateiści (zwą ich także inaczej) mają rację, która wynika po prostu z prześledzenia dziejów ludzkości.

Dobrnęliśmy w ślepy zaułek. Z masami nie da się rozmawiać (chodzi tylko o możliwość takiej rozmowy), bo nie są w stanie sami przyjąć argumentów zaprzeczających dogmatom. Nadzieja w tym, że życie samo zweryfikuje poglądy, a przeciętny katolik zmieni swoje oblicze na tyle, że przyjmie jakieś argumenty do rozmyślenia. Mówienie (kontekst krzyża w Sejmie), że jedno i drugie jest dobre (obecność lub nieobecność krzyża), jest stwierdzeniem bałamutnym. Widać, że ci co tak mówią nie wiedzą dokładnie o co chodzi. Boją się jeszcze czegoś. Boją się czegoś co uznają za "święte". Nie wiedzą, że wśród umarłych jest cała masa ludzi, dla których znak krzyża był tym samym co dla Polaków swastyka. Masowe mordowanie. Miliony, które zginęły (zostały żywcem zniszczone całe kultury i cywilizacje), zginęły w imię "wartości chrześcijańskich".

To nie oznacza, że mamy dziś z tymi wartościami walczyć. Musimy jednak rzeczy nazywać po imieniu i eliminować z naszej świadomości to co złe. Brak jest jednak takiej woli - a dlaczego? Wszystko zaczyna się w szkole i rodzinach.

Chrześcijaństwo etyki nie stworzyło (mówiąc skrótowo). Chrześcijaństwo stworzyło pewien system nakazów i zakazów, które służą uzyskaniu konkretnego celu, realizacji tzw. "planu bożego". To nie może być zwane etyką (taką do przyjęcia dla wolnych ludzi). Etyka ma swe głębokie źródła w epokach gdy nikt nie słyszał o bożku chrześcijańskim. Niemniej jednak, jest bardzo łatwo zawłaszczyć sobie czyjś dorobek po uprzednim zniszczeniu go. Tak stało się z chrześcijaństwem.

My dziś mamy tego skutki. Tak jak za komuny i faszyzmu zamykano przez kilka dziesięcioleci usta (wielu na zawsze), tak KK zamyka usta od kilkunastu setek lat.

U mnie w Słomnikach w "Głosie Słomnik" pan burmistrz zaprasza na uroczyste obchody Święta Niepodległości w dniu 11 listopada. O godz. 9 jest "Msza św. w intencji Ojczyzny". Pierwsze pytanie, dlaczego to burmistrz zaprasza na msze (mnie nie zaprasza, bo ja w niej nie zwykłem uczestniczyć)? Powinien chyba wiedzieć, że nie wszystkim to może odpowiada. Niech na msze zaprosi proboszcz. Ciekaw jestem ile gmina "ofiarowała" księdzu za tę mszę?

Po drugie, w każdy sierpień przez Słomniki przechodzą "kompanie kadrowe" na cześć wymarszu Piłsudskiego z Oleandrów do Kielc w 1914 roku.

Po co to piszę? To jaskrawy przykład pomieszania pojęć przez katolików. No cóż, oni mają taką ETYKĘ. Ci tu w Słomnikach na czele z władzami nie wiedzą, że właśnie ten Piłsudski został potraktowany przez biskupa kieleckiego z pogardą jako jakiś przewrotowiec. KK przeciwny był powstaniu nowego państwa polskiego, bo nie był pewny, czy nowe państwo nie zaszkodzi KK. Dopiero po fakcie, kiedy nie trzeba niczym ryzykować w imię jakiś wartości KK czci święto odzyskania niepodległości.

Taka jest etyka katolików. Cała masa tego nie widzi, więc wynajdowanie słowa jako alternatywa dla "wartości chrześcijańskich" jest wołaniem na puszczy. Wokół głucho, ślepo i fałszywie...



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365