>Mianowicie nie jestem w stanie zrozumieć tego zamieszania wokół krzyża sejmowego. Jako ateista nie >rozumiem, dlaczego budzi aż takie refleksje po "obu stronach barykady". Bo, że ciemnogrodzianie się >burzą, to sprawa jasna. Ale zwolennicy państwa laickiego?
Króciutko, bo akurat czasu nie mam: dla zwolenników państwa laickiego ten krzyż jest Widomym Znakiem (zresztą nie tylko Znakiem [symbolem] - same akty zawieszenia go i pozwalania mu wisieć stanowią już jak najbardziej realne [w sensie: nie "jedynie symboliczne"] działania polityczne) dążenia religiantów do wprowadzenia państwa wyznaniowego.
>Czy ten krzyż zmienia coś w wartościach ustroju RP?
Oczywiście, skoro figuruje tam jako jedyny - prócz godła państwowego - symbol, wyraża więc jasną dyrektywę aksjologiczną dla stanowiących prawo.
>może sobie wisieć aż nie spadnie.
Jak spadnie, powieszą nowy.
>Niepokoi mnie za to fakt, że ludzie nie utożsamiający się z religią stawiają ją w centrum >zainteresowania wszystkich.
Nie religię a określone dążenia polityczne.
>Najlepszą formą walki z kultami jest ich zapomnienie.
Zwolennicy państwa laickiego nie walczą z kultem a z określonymi dążeniami politycznymi.
>Prawdziwa
Nie przepadam za tym przymiotnikiem.
>laicyzacja to zapomnienie, że istnieje coś takiego, jak religia.
Nieco inaczej termin laicyzacja rozumiem, ale to w tym momencie mało ważne.
...ograniczenie wolności winno się jednak nazywać ograniczeniem wolności, nie zaś szczególną formą wolności. (Leszek Kołakowski)
|