Racjonalista - Strona głównaDo treści
O tym, jak religia zepsuła moje życie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
18-11-2012 08:38Carnvell (112 punktów)O tym, jak religia zepsuła moje życie
Ocena 26 na 26
Mam 16 lat, około 2 lata temu zmieniłem poglądy na ateizm po znalezieniu kilku błędów logicznych w chrześcijaństwie. Należałem do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego (www.racjon(*),Kosciol.Adwentystow.Dnia.7.go) i właściwie formalnie niestety nadal do niego należę. Po rozmowie z rodzicami (2 lata temu) wcale nie przestałem uczęszczać do kościoła, tylko jeszcze bardziej zaczęli się starać, żebym jednak nie wpadł w tę pułapkę szatana i w magiczny sposób się nawrócił. Kompletnie zastopowała moje aspiracje wolnościowe babcia, która dostałaby zawału, gdybym oświadczył jej moje poglądy. Próbowałem dyskutować z rodzicami, lecz po prostu nie dociera do nich to, że te założenia się po prostu nie zgadzają (przykład: ludzie mają władzę nad zbawieniem innych ludzi, bo mogą sprawić, że dany człowiek, który miałby dzieci bez ich ingerencji nie będzie ich miał, co skutkuje stratą potencjalnych osób, które mogły zbawienia dostąpić, tak samo Jezus przychodząc powtórnie, by dokonać ostatecznego sądu zablokuje cykl powstawania nowych potencjalnych zbawionych). Kiedy rozmowa schodzi na tematy naukowe nie mam żadnych szans, bo wiedza zdobyta do tego etapu edukacji nie wystarcza - ojciec należy do ludzi zdecydowanie inteligentnych (mam wrażenie, że niestety występuje tutaj jakieś podświadome przyjęcie faktu prawdziwości jego wierzeń jako truizm) i udało mu się w jakiś sposób osiągnąć coś w rodzaju chrześcijańsko-naukowego światopoglądu, gdzie udaje mu się wpasowywać do niego naukę (w sposób wybiórczy, ale nadal na tyle nieirracjonalny, że osoba niedoświadczona (czyt. ja) nie jest (jeszcze) w stanie niczego udowodnić). Rodzice twierdzą, że to może mi przejść, więc oczywistym dla nich jest zmuszanie mnie do wszelkich religijnych zajęć i udawanie, że w to wierzę. Przez to codziennie muszę brać udział w 2 rodzinnych nabożeństwach, pierwsze trwa 20, drugie 40 minut. W każdy piątek jadę na nabożeństwo dla młodzieży religijnej, gdzie tracę 2 godziny. W sobotę w kościele przebywam 4 godziny, raz w miesiącu dochodzi do tego coś ekstra, i z 4 godzin robi się 7. Dodatkowo uczestniczę na religię, co oznacza kolejne 2 godziny. I do tego dochodzi piękne przestrzeganie sabatu (od zachodu w piątek do zachodu w sobotę), gdzie jako ateiście zostaje mi przytulanie się z drzewami, słuchanie muzyki religijnej i oczywiście nudzenie się. Na początku miałem zamiar to przetrzymać, ale jednak nie jestem w stanie słuchać bzdur przez jedną trzecią mojego wolnego czasu i udawać, że się z tym zgadzam. Mam przed sobą jeszcze 3 lata, zanim wyrwę się z domu na studia. Ostatnimi czasy podczas jakichkolwiek zajęć religijnych zaczynam odczuwać coś w rodzaju wewnętrznej furii, ale oczywiście muszę to w sobie dusić. Obawiam się, że może to się skończyć jakimś skrzywieniem psychicznym i zastanawiam się, co zrobić. Najmądrzejsze wydaje mi się rzucenie tego po skończeniu 18-stych urodzin (zostało jeszcze całe 1,5 roku), jednak nie wiem, czy dam radę jeszcze tyle wytrzymać. Byłbym wdzięczny za jakiekolwiek porady.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

18-11-2012 09:33
 Ocena 22 na 22
finerbijk (17282 punktów)
>Byłbym wdzięczny za jakiekolwiek porady.
Negocjować, buntować się. Nie dyskutować na tematy religijne, bo to nie ma sensu. Z fundamentalistami (a na takich wygląda twoja rodzina po tym co piszesz) nie ma dyskusji.
Przekonywać, że lepiej poświęcić ten czas na zdobywanie bardziej pożytecznych umiejętności. I nie przejmować się, że ktoś dostanie zawału - nie dostanie, a jak się nie przejmują twoim samopoczuciem, to masz prawo do tego samego.
Od takiej ilości religii w tygodniu to chyba sam papież by zwariował.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na pewno masz prawo czytać sobie Dawkinsa kiedy chcesz. Rodzice, którzy bezwględnie narzucają swoją wolę i swoje projekty dziecki, to tzw. rodzice toksyczni. To patologia i trzeba z nią walczyć poprzez nieposłuszeństwo. Jeśli atak centralny nie przejdzie (wyrwą ci Dawkinsa, zamkną przy klęczniku), to zastosuj podstęp, zacznij udawać, że wierzysz w jakąś egzotyczną religię, na przykład hinduizm. Pal kadzidełka, mrucz głośno pod nosem jakiś egzotyczny bełkot, siedź po turecku z posępną miną. Może to da im do myślenia? W ostateczności powinieneś szukać porady psychologa, który nie jest religiantem. Przejrzyj wtedy w sieci hasła "toksyczni rodzice" i szukaj dyskusji, porad. Na pewno znajdziesz adres specjalisty. Na jedną wizytę powinieneś naskładać z kieszonkowego. Jeśli chodzi o straszenie babcią, to typowy szantaż emocjonalny.
18-11-2012 16:47 
 Ocena 2 na 2
romaro (25211 punktów)
> Na jedną wizytę powinieneś naskładać z kieszonkowego.

Jacku a na drugą wizytę złożą się racjonaliści? Może zaadoptujemy Carnvella?
Carnvell, gdybym mógł cokolwiek radzić, to po prostu przeczekać. Gdzieś tutaj był "List do rodziców" - artykuł napisany przez jednego z racjonalistów. Nie pamiętam tytułu, może ktoś z forumowiczów pomoże i da Ci linka. Pozwoli Ci może trochę zrozumieć, że w sumie nie ty jeden jesteś w takiej sytuacji.
18-11-2012 17:16 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
On traci na to 1/3 swojego wolnego czasu. To jest poważny problem.
18-11-2012 18:00 
 Ocena 3 na 3
romaro (25211 punktów)
>On traci na to 1/3 swojego wolnego czasu. To jest poważny problem.

Zgoda, ale problemów nie rozwiązuje działanie podstępne. Nie w tym przypadku i nie w stosunku do rodziców. Musi zrozumieć, że rodzice wychowują go tak jak potrafią - tak jak sami byli wychowywani.

>Kompletnie zastopowała moje aspiracje wolnościowe babcia, która dostałaby zawału, gdybym oświadczył jej moje poglądy.

Carnvell wbrew pozorom oświadczając babci, to co masz do powiedzenia nie sprawi, że dostanie zawału, i wbrew pozorom nie przestanie Cię kochać. Wiem to - moje dzieci też miały babcię bardzo religijną. Nie pielęgnuj w innych ich rzekomych uczuć religijnych.
Pamiętaj o jednym - póki nie oświadczysz wszem i wobec o swoim podejściu do religii, dopóty będziesz czuł strach, przed narażeniem się komuś lub, że kogoś skrzywdzisz.
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Usunięte przez moderatora
19-11-2012 03:18 
 Ocena 1 na 1
Willmaster (423 punktów)
Myślę że to dobry pomysł ze "zmianą" wyznania, dodatkowo stosuj triki wierzących, mów im że nie będą zbawieni bo nie wierzą w tego boga co trzeba, że będziesz się za nich modlił, że nie chcesz widzieć jak cierpią po śmierci bo szatan ich zwiódł. Niech zobaczą jak to jest, może pogłębią empatię dzięki temu.
19-11-2012 09:29 
 Ocena 1 na 1
Irracja (4721 punktów)
Jeśli atak centralny nie przejdzie (wyrwą ci Dawkinsa, zamkną przy klęczniku), to zastosuj podstęp, zacznij udawać, że wierzysz w jakąś egzotyczną religię, na przykład hinduizm. Pal kadzidełka, mrucz głośno pod nosem jakiś egzotyczny bełkot, siedź po turecku z posępną miną. Może to da im do myślenia?

... niefortunny pomysł. Prowadzi do eskalacji nieporozumień i nienawiści. Nie o kłótnie w rodzinie chodzi. Bardziej realnym zdaje się przyjęcie postawy agnostycznej, wobec rodziny. "Nie przekonuje mnie religia (żadna religia) do faktu istnienia Boga. Jednak nie odrzucam zdecydowanie jego istnienia. To pytanie nad którym nie chcę rozmyślać. Na to pytanie i tak dostanę odpowiedź - czy chcę, czy nie chcę - w chwili śmierci. Do tego czasu chcę się skupić na byciu "dobrym człowiekiem" dla wszystkich ludzi, bez względu na wyznanie i poglądy. Chcę się dobrze wykształcić, dobrze służyć (swoją pracą i poglądami) całemu światu. Jednakowo, i z szacunkiem traktować swoje otoczenie - a w tym przeszkadza mi czynny udział w życiu religijnym, bo to prowadzi do różnicowania moich zachowań wobec ludzi i świata". Tak, mniej więcej bym uzasadniał swoje decyzje, będąc na miejscu tego młodego człowieka. A przynajmniej teraz, póki jeszcze nie może w pełni decydować o sobie...

... owszem, mógłby ktoś postawić zarzut o dwulicowość, gdyby nadal brał udział w tych "najważniejszych świętach" rodziny. Należy pamiętać, że wielu agnostyków bierze udział w rodzinno-religijnych uroczystościach. Jest to też wyraz szacunku i tolerancji dla świata, a zwłaszcza dla ludzkich wierzeń i poglądów. Jednak stanowczo podkreślają aspekt rodzinny takich uroczystości, zaś równie stanowczo odrzucają aspekt religijny, jako sprzeczny z ich przekonaniami. Takie zachowanie, wymusza również (w pewnym zakresie) szacunek innych, do własnych zachowań i przekonań...

... pozdrawiam...



... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
18-11-2012 10:04
 Ocena 14 na 14
Selanos (12869 punktów)
>Kompletnie zastopowała moje aspiracje wolnościowe
>babcia, która dostałaby zawału, gdybym oświadczył jej moje poglądy.

Dostałaby, czy mówi że dostałaby? Bo moja kilka lat temu też tak mówiła, jak dotąd żyje i ma się dobrze.

>Rodzice twierdzą, że to może mi przejść, więc oczywistym dla
>nich jest zmuszanie mnie do wszelkich religijnych zajęć i udawanie, że w to wierzę.

Jak miałem z 13 albo 14 lat to miałem podobną sytuację. Pomogło notoryczne gubienie się w drodze do kościoła i długie dyskusje z księdzem na religii od których szlag go trafiał. Miałem to szczęście, że jak byłem bodajże w II albo III klasie gimnazjum, to dzięki ministrowi Giertychowi, religia zaczęła się liczyć do średniej. Z racji tego, że już po pierwszym miesiącu nowego roku szkolnego miałem z pięć jedynek, rodzice się poddali i napisali zwolnienie. Zdrowy rozsądek przemówił, nie chcieli mi psuć średniej.

Buntuj się, nic innego nie przychodzi mi do głowy. Znam mnóstwo ludzi którzy właśnie w taki sposób rozwiązali ten problem, chociaż różowo nie było.

Jeśli życie Ci nie miłe to polecam czytanie podczas mszy "Boga urojonego".
18-11-2012 10:45
 Ocena 15 na 15
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Gołym okiem widać, że jesteś zbyt inteligentny i wewnętrznie niezależny, żeby, tak czy siak, nie być sobą.

>W każdy piątek jadę na nabożeństwo dla młodzieży religijnej, gdzie tracę 2 godziny.

A może to jest słaby punkt, od którego warto zacząć? Bo jak Cię nie pilnują przez te dwie godziny, to nie uczestnicz, wychodź, żeby im życie uprzykrzyć, bo na pewno od kapusiów się dowiedzą i będą warować. Niech sami poczują ograniczenia.
A tak w ogóle, to nic nie musisz, a już zwłaszcza brać udziału w tych codziennych szopkach. Po prostu NIE i koniec. Sobotę bym zostawił na koniec. Ale jak nie chcesz konfliktu, to musisz wytrwać.
Babcią się nie przejmuj, te zołzy tak łatwo nie schodzą, chociaż czasami świrują w tym kierunku. A jeśli nawet, to lepsze szybsze zejście od zmieniania pieluch przez ileś tam lat. No chyba, że emerytura wysoka.

P.S.
Moja niespełna czteroletnia bratanica, typ wodzireja w grupie, uświadamia dzieciom w przedszkolu, że święty Mikołaj to ściema, przebieraniec. Bratowa była na rozmowie w tej sprawie, bo innym dzieciom "świat się wali", a rodzice mają pretensje. Nie pomogło. Mogą jej nadmuchać, wszyscy, i tak dalej nawija, mama też nic nie wskórała. Niech się cieszą, że nie mówi, że Mikołaj święty jest pierd...ęty. Aż szkoda, że nie będzie chodzić na religię , bo byłby cyrk na kółkach. Dziewczyna ma jaja. I tego wszystkim życzę.
18-11-2012 11:07
 Ocena 10 na 10
Alicja Duda (25557 punktów)
Nie znam wymogów religii Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego więc stosując analogię do Świadków Jehowy i nie wiem na przykład czy doktryna tego wyznania zmusza członków zboru do bezwzględnego zerwania stosunków z kimś kto chce z tego kościoła wystąpić.
Żeby Ci mądrze poradzić musiałabym trochę o zachowaniach współwyznawców wiedzieć.
Może byś nam to przybliżył i napisał coś o relacjach z niewierzącymi członkami rodziny należącej do tego kościoła. Może łatwiej by Ci to było gdybyś porównał z katolicyzmem bo ten znamy doskonale.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
18-11-2012 11:31 
 Ocena 7 na 7
Carnvell (112 punktów)
W Polsce Adwentystów żyje kilka tysięcy, kościoły mają charakter wspólnot - każdy zna każdego, przez co w lokalnym, ~80-osobowym zborze wymiana informacji następuje niesamowicie szybko. Tym bardziej, że z jedną czwartą jestem spokrewniony. Kontakty z osobami, które odeszły są wręcz popierane. Tylko że... Należę do rodziny poważanej w tym środowisku, wychowałem się tam i spędzałem tam podobne ilości czasu, jakie podałem w pierwszym poście. Przez to czuję mocną więź z tymi ludźmi, jednocześnie zaczynam nienawidzić samego kościoła. Wydaje mi się, że trudno będzie zerwać z nimi inaczej niż po cichu, wyjeżdżając daleko na studia - może zabrzmi to dziwnie, ale czuję się tak, jakbym wypierał się rodziny.
18-11-2012 11:46 
 Ocena 6 na 6
Ann K. (385 punktów)
>Wydaje mi się, że trudno będzie zerwać z nimi inaczej niż po cichu, wyjeżdżając daleko na studia - może zabrzmi to dziwnie, ale czuję się tak, jakbym wypierał się rodziny.

Ani trochę nie brzmi to dziwnie. Nie czuj się winny, przecież to rodzina Cię zmusza do robienia czegoś czego nie chcesz, to oni powinni czuć się winni.
Nie musisz chyba zrywać z nimi więzi zupełnie. Po prostu nie będziesz z nimi rozmawiał o religii, a jak już będziesz miał więcej niż 18 lat nie będą mogli Cię do czegokolwiek zmusić. Spora część ateistów ma/miała podobne problemy. Z reguły kończy się to tym, ze utrzymują w miarę normalne kontakty z rodzinami, nie rozmawiają z nimi o wierze- ateiści szanują to że ich rodziny są wierzące, rodziny szanują brak wiary u ateistów.
18-11-2012 11:49 
 Ocena 2 na 2
Carnvell (112 punktów)
Mówiąc o czuciu się tak, jakbym wypierał się rodziny, miałem na myśli zerwanie więzi, która wytworzyła się z członkami kościoła.
18-11-2012 12:08 
 Ocena 8 na 8
astrotaurus (12445 punktów)
>Mówiąc o czuciu się tak, jakbym wypierał się rodziny, miałem na myśli zerwanie więzi, która wytworzyła się z członkami kościoła.
Więź często sztuczna, oparta o widzimisię urojenia w ich głowach lekceważąca człowieka.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
18-11-2012 15:16 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Więź często sztuczna, oparta o widzimisię urojenia w ich głowach lekceważąca człowieka.
Ważnym aspektem działania niektórych kościołów, sekt, itp. jest uzależnienie od siebie. Bombardowanie miłością i podobne psychomanipulacje. Często celowe, ale niewykluczone, że czasem mimowolne i oparte na "dobrej wierze", jednak przez to nie mniej szkodliwe. Im może się naprawdę wydawać, że naciskając na członka zgromadzenia w celu utrzymania go przy sobie, nawet wbrew jego woli, robią coś dla jego dobra.
19-11-2012 09:17 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Mówiąc o czuciu się tak, jakbym wypierał się rodziny, miałem na myśli zerwanie więzi, która wytworzyła się z członkami kościoła.
Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że w tym względzie Kościół Adwentystów działa jak sekta - uzależnia. Jeśli czujesz dyskomfort, myśląc o zerwaniu tej więzi, to jesteś uzależniony.
Po pierwsze - zmień myślowe nastawienie do swoich współwyznawców. Możliwe, że to rodzina, ale jeśli rodzina jest toksyczna, lepiej z nią zerwać. Nie musisz zrywać całkowicie, wystarczy ograniczyć kontakty. Pamiętaj, że to Ty jesteś najważniejszy, a nie dobre samopoczucie religijnej babci, cioci, czy kuzynki szwagra. Babci nic nie będzie, tak na marginesie, całe to gadanie o zawale to tylko emocjonalny szantaż, element nacisku.
Po drugie - bądź asertywny. Gdy będą zanadto naciskać, mów "nie" śmiało, ale miej uzasadnienie. Może zamiast na religijne ględzenie idź na jakieś zajęcia sportowe (albo jakiekolwiek inne)? W odpowiedzi na rodzinny szantaż emocjonalny można takowy również zastosować: "Nie pójdę na to nabożeństwo, bo mam kółko informatyczne/plastyczne/teatralne/lekcję tenisa/angielskiego/cokolwiek. Jest to dla mnie ważne, bo wiążę z tym (informatyką/teatrem/tenisem/językiem angielskim/czymkolwiek) swoją przyszłość, a przecież mnie kochacie i zależy wam na mojej przyszłości?" Każdy normalny rodzic, choćby i religijny fanatyk, powinien na takie dictum wymięknąć. Jeśli nie wymięknie, to nie jest normalny.
Stawiając delikatny opór bez walki na noże, powinieneś dotrwać do 18 lat. Tylko pamiętaj, że potem głupio stawiać się rodzinie, będąc u niej na garnuszku, więc powinieneś się usamodzielnić. Na pewno ktoś Ci w tym pomoże.
W ostateczności możesz porozmawiać z doświadczonym, niefanatycznym religijnie psychologiem. Może być ateista, agnostyk, nawet umiarkowany katolik, tacy zwykle stawiają dobro pacjenta nad własnym światopoglądem. Może Ci wskazać jakieś lepsze rozwiązanie i sposób postępowania.
Powodzenia
19-11-2012 09:45 
 Ocena 4 na 4
kika (1657 punktów)
>Mówiąc o czuciu się tak, jakbym wypierał się rodziny, miałem na myśli zerwanie więzi, która wytworzyła się z członkami kościoła.>

Chyba przeceniasz wartość tej więzi. Jeśli Ty musisz zaakceptować ich, z całym dobrodziejstwem inwentarza, a oni nie zaakceptują Ciebie, to coś jest nie tak.
To niewolnictwo, a nie partnerstwo.
18-11-2012 12:52 
 Ocena 11 na 11
Alicja Duda (25557 punktów)
> Tylko że... Należę do rodziny poważanej w tym środowisku, wychowałem się tam i spędzałem tam podobne ilości czasu, jakie podałem w pierwszym poście. Przez to czuję mocną więź z tymi ludźmi, jednocześnie zaczynam nienawidzić samego kościoła.
Spróbuj może jeszcze raz porozmawiać z rodzicami. Wytłumacz im, że a obecnym twoim etapie rozwoju musisz przemyśleć wiele spraw w tym swój stosunek do wspólnoty. Powiedz, że czujesz, iż całkowicie stracisz wiarę jeżeli dalej będziesz zmuszany do uczestnictwa w życiu religijnym a chyba nie chcą byś w przyszłości całkowicie odciął się od wspólnoty.
Jeżeli będą skłonni to zaakceptować ( choćby trochę, tak na próbę) bierz udział w bardzo ważnych dla wspólnoty obrzędach ale wycofaj się z tych mniej ważnych. Bądź miły dla członków wspólnoty ale dyskusje religijne ucinaj. "jeszcze tego nie przemyślałem", "szukam różnych stanowisk w tym temacie", "jeszcze do tego nie doszedłem".
Jednym słowem wykorzystaj to, że większość "dorosłych" uważa młodych za półgłówki i że jak dorosną to "zmądrzeją".
Jesteś dość rozsądnym człowiekiem bo nie walczysz na ślepo ale bierzesz pod uwagę uczucia bliskich. Te uczucia trzeba chronić ale nie mogą być dla ciebie kulą u nogi.
Tak więc stopniowo, pomalutku tak zwaną "metodą kropelkową" przyzwyczajaj ich do tego, że w akurat tej sprawie jesteś trochę inny.
Jak są bardzo wierzący to zawsze będą próbować cię zmusić, nmówić ale im będziesz starszy i bardziej samodzielny tym będziesz miał więcej możliwości uników niekomfortowych sytuacji i ta sprawa będzie miała mniejsze znaczenie w waszych relacjach. Przecież ich kochasz a oni kochają ciebie.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
19-11-2012 11:28 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
> Kontakty z osobami, które odeszły są wręcz popierane.

To znakomicie - nie ryzykujesz, ze rodzina się Ciebie wyprze i zerwie kontakt.

> Przez to czuję mocną więź z tymi ludźmi, jednocześnie zaczynam nienawidzić samego kościoła.

Masz więc okazje zachować się asertywnie: chodź do kościoła tylko i wyłącznie na te nabożeństwa, na które masz ochotę chodzić. Skoro nikt raczej nie będzie zrywał kontaktów, pozwalaj się w wolnych chwilach nawracać do woli - będziesz miał ciągłą okazje do rozmów. Bądź dla wszystkich miły, ale zdecydowanie odmawiaj uczestnictwa w nabożeństwach ponad miarę - niech nawracają Cię osobiście. Nie odmawiaj więc rozmów o religii.
Rolę człowiek o dobrej woli do rozmów, ale zniechęconego do kościoła można grać naprawdę długo.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Matix (5786 punktów)
Cierpliwości, jeszcze trochę. Potem może wyjedziesz na studia, ewentualnie pójdziesz do pracy, choć w tym przypadku przynajmniej jeśli zostaniesz u siebie będziesz musiał u nich mieszkać nadal. Generalnie żeby usamodzielnić się już na starcie będziesz jednak potrzebował wsparcia finansowego od rodziców, a do tego będą potrzebne ich względy, ja sobie zdawałem z tego sprawę jeszcze w szkole i udawałem, ale tak naprawdę miałem z nich bekę na całego, zamiast do kościoła chodziłem do parku jak było ciepło, a do kolegi jak zima. Przy czym moi nie byli aż tacy, żeby pytać co było na kazaniu o zgrozo, więc nie miałem za dużo problemów. Niestety to pieprzenie, że można się od razu usamodzielnić w Polsce, może jacyś najzdolniejsi, albo jak ktoś ma znajomości i podłapie dobrą pracę, a realia są takie, że jak już znajdziesz na studiach jakąś robotę to całe pieniądze pójdą na czynsz, żarcie i podstawowe pierdoły, witamy w Polsce.
Ann K. (385 punktów)
Przede wszystkim bardzo współczuję Ci sytuacji w jakiej się znalazłeś. Trzymaj się, mam nadzieję że wytrzymasz te 1,5 roku.
Jasne, że nabożeństwa to ogromna strata czasu. Masz niewiele opcji w tej sytuacji: albo pogodzić się z "losem" i czekać albo próbować rozmawiać z rodzicami albo buntować się. Możesz argumentować, że wiara nie może być wymuszona, (zmuszając Cię robią Ci krzywdę) i że w oczach boga jest to fałszywe czy coś w tym rodzaju.
Obawiam się, że jedyną sensowną możliwością jest buntowanie się, co zapewne odbije się trochę na relacjach z rodzicami, jednak pamiętaj że to oni Cię zmuszają więc sami są sobie winni. Pomysł z psychologiem nie jest zły, psycholog świetnie pomaga w rozładowywaniu emocji i rozwiązywaniu problemów. Może dobrym pomysłem jest jakiś rodzaj mediacji rodzinnej? czyli taki psycholog do którego chodzi cała rodzina. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że specjalista nie jest religiantem. Wiem, że wszystko łatwiej jest mówić niż zrobić.
Postaraj się nie zmarnować tego czasu i rozwijać wolny umysł. Dawkins jest świetnym początkiem, szukaj kolejnych książek tego typu, które Cię zainteresują.
Życzę powodzenia i pozdrawiam
astrotaurus (12445 punktów)
Nie da się ukryć, że masz przechlapane. Może faktycznie dla Twojej rodziny jesteś tylko kukiełką prowadzoną do Boga Adwentystów wedle jego chimerycznej woli i ojciec na przykład zarżnąłby Cię bez wahania usłyszawszy głosy w swojej głowie (jak Abraham), a babcia zmarłaby natychmiast ze zgryzoty widząc Cię oczami wyobraźni w piekle... ryzyko jest. Jest też jednak szansa, że Twoja rodzina to po prostu zwykli, poczciwi luzie jakich większość tylko otumanieni przez cwańszych od siebie, wtłoczeni podstępnie w ciasne ramy jednej religii niepotrafiący wydobyć zwykłych ludzkich uczuć spoza jej fasady.
Stosuj miękki sabotaż i czytaj, czytaj, czytaj. Na tym portalu znajdziesz sporo amunicji, ale żeby się nie rozdrabniać w ewentualnych dyskusjach wybierz choćby "Boga Urojonego" Dawkinsa i morduj ojca o wielość religii i równą ich bezpodstawność. Kiedy jakiś konkretny temat będziesz drążył dłużej posiłkując się tutejszymi publikacjami i dyskusjami.
Droga jest daleka i sam na bieżąco musisz decydować czego chcesz, na co cię stać i oceniać co jest możliwe.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>każdy piątek jadę na nabożeństwo dla młodzieży religijnej, gdzie tracę 2 godziny. W sobotę w

Przeczytaj Boga Urojonego Dawkinsa i zacznij o niej rozmawiać z rówieśnikami. Na początek dla zmyłki krytykuj i bądź oburzony, bo to może być lepszy motyw dla nich do przeczytania, niż zachęta. Potem zadawaj pytania i pozwól rozmówcy samodzielnie odkryć sens w jej treści.

>Dodatkowo uczestniczę na religię, co oznacza kolejne 2 godziny. I do tego dochodzi piękne

Na religii dyskutuj. Zadawaj trudne pytania. Bądź upierdliwy. Zabierz Boga Urojonego i wspólnie z klasą zadawajcie po prostu pytania. Na początku nie krytykuj otwarcie, tylko pytaj. Dobrze zadane pytania doprowadzają religiantów do furii.
18-11-2012 13:48
 Ocena 14 na 14
Fizyk (17637 punktów)
> Należałem do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego i właściwie formalnie niestety nadal do niego należę. Byłbym wdzięczny za jakiekolwiek porady.

Niewątpliwie jesteś w trudnej sytuacji ale spróbuj obrócić ją na swoją korzyść. Wiesz już, że religia nie wystarcza do zrozumienia świata, a to dobry początek. Choć problemy z religią wysuwają się teraz na pierwszy plan, to jednak nie religia jest tu najważniejsza - najważniejsze jest zdecydować się co chciałbyś w życiu robić i zacząć dokształcać się w tym kierunku.

Piszesz, że Twój ojciec góruje na Tobą wiedzą. Mógłbyś, na przykład, postawić sobie za cel aby mu dorównać a nawet go przerosnąć. Spróbuj wyjaśnić, że modlitwy to dla Ciebie strata czasu i chciałbyś w tym czasie czytać książki, które dadzą Ci szersze horyzonty. O ile mi wiadomo Adwentyści Dnia Siódmego popierają oświatę i wątpię aby taki cel był źle widziany.

Odradzam otwartą walkę z religią, raczej staraj się ją omijać. Na przykład, zamiast ostentacyjnie czytać "Boga Urojonego", czytaj "Samolubny Gen" albo inne popularno-naukowe książki. Jeżeli będą się Cię pytać dlaczego czytasz coś co przeczy stworzeniu biblijnemu, to mów, że chcesz znać argumenty obu stron. Unikaj kategorycznych sądów, sugeruj niezdecydowanie i jeśli to da Ci większą swobodę, nie wykluczaj z góry pójścia na jakieś teologiczne studia.

Jeżeli lubisz czytać, to rozważ zakupienie Amazon Kindle lub podobnego czytnika. Zainstaluj tam Biblię, pochwal się nią babci i powiedz, że chcesz studiować Biblię w czasie modlitw. A co tam naprawdę bedziesz czytać, to już tylko Twój zysk.

Wiem, że jeszcze parę lat takiej obłudnej sytuacji to niemiła perspektywa, ale bywało gorzej. Kopernik znosił ją przez całe życie, a mimo to osiągnął sporo.
18-11-2012 15:23 
 Ocena 3 na 3
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Spróbuj wyjaśnić, że modlitwy to dla Ciebie strata czasu i chciałbyś w tym czasie czytać książki, które dadzą Ci szersze horyzonty.

Tych modlitw to bym się bardziej uczepił. W świecie rosnącego bezrobocia i wysokich technologii, co wiąże się z zapotrzebowaniem na wykwalifikowaną kadrę, warto spytać wprost:
Czy modlitwa pozwoli opłacić rachunki za mieszkanie?
Czy modlitwa pozwoli włożyć coś do garnka?
Czy modlitwa zwiększy Twoje kwalifikacje i szanse na dobrą pracę, która pozwoli bez dzikiego stresu utrzymać rodzinę?

Bo stanów przedzawałowych dopatrywałbym się bardziej u ludzi, którzy nie mają za co dzieci nakarmić, a nie u babci, która ma jakieś religijne fantazje.

Polecam słuchać wujka Darwina, który uczy, że o wszystko trzeba w jakimś sensie powalczyć i wszystko wymaga jakiegoś wysiłku. Natomiast klepanie paciorków to nie tylko nędza intelektualna - zazwyczaj w parze z nią występuje także ogólna nędza i ubóstwo.
18-11-2012 15:33 
 Ocena 1 na 1
Carnvell (112 punktów)
Właściwie to po części się już dogadałem z rodzicami, ale tylko jeśli chodzi o modlitwy, że jest to nieszczere w moim przypadku. Przynajmniej z tym się zgodzili. Ale co z tego, że się nie modlę jak muszę z nimi w tym czasie przebywać...
19-11-2012 09:34 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Ale co z tego, że się nie modlę jak muszę z nimi w tym czasie przebywać...
No to skorzystaj z rady Fizyka. Na wierzchu Biblia, pod spodem Najwspanialsze widowisko świata... Ja tak robiłam z książkami papierowymi - na wierzchu "Nasza szkapa", pod spodem "Źdźbła trawy"
18-11-2012 15:44 
 Ocena 2 na 2
Carnvell (112 punktów)
Dzięki za pomysł z czytnikiem. Pogadałem z rodzicami na temat co by było, gdybym Biblię czytał w tej formie na nabożeństwach i na szczęście uznali tę ideę. Właściwie może to rozwiązać większość problemów i najprawdopodobniej jednak nie zwariuję .
18-11-2012 22:55 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Dzięki za pomysł z czytnikiem. Pogadałem z rodzicami na temat co by było, gdybym Biblię czytał w tej formie na nabożeństwach i na szczęście uznali tę ideę.

Oprócz Biblii wgraj na czytnik również Boga Urojonego Dawkinsa. Jest dostępny bezpłatnie w sieci, w polskiej wersji językowej. Świetna lektura podczas nabożeństw. Inni będą myśleli że studiujesz Biblię.
KozakZaporoski (198 punktów)
Witaj,

Ja oczywiście podpisuję się pod wszystkimi radami zaproponowanymi ci przez forumowiczów powyżej, od siebie dodam trochę inną radę - jednak moim zdaniem nie mniej ważną.

Dobrze jest znaleźć jakieś hobby - najlepiej takie który pozwoliłoby na kontakt z ludźmi. Jeżeli będziesz poświęcać czemuś dużo czasu to nie będziesz miał już głowy do tego, żeby zawracać sobie głowę religijnymi problemami.

Jeżeli hobby będzie się wiązało z jakąś aktywnością fizyczną to jeszcze bardziej pomoże to rozładować stres, związany z tym kłopotem jak i innymi Świetna sprawa - mówię z doświadczenia własnego, jak i wielu znajomych.

Poza tym życzę dobrze zdanej matury - chociaż to chyba nie będzie problem, bo widać, że jesteś inteligentny a matura tak naprawdę to banał A potem studia na jakiejś czołowej uczelni z dala od rodziny.

Ważna sprawa to też nie pokazywać rodzinie, że ma nad tobą władzę absolutną. Pod żadnym pozorem nie możesz się im poddawać. Nie musisz oczywiście się wykłócać o religię, po prostu spokojnie nie zgadzać się z ich zdaniem i odmawiać wykonywania bzdurnych rytuałów.

Ode mnie jeszcze jedno pytanko: w jakiej miejscowości mieszkasz? Nie chodzi mi o konkretną nazwę (chociaż możesz podać ) a raczej o rozmiar, bo od tego też dużo zależy. Niestety w małych miasteczkach i wioskach sprawa jest często masakryczna, bo nie dość, że czasem pół miasta może się czepiać twoich poglądów, to jeszcze zazwyczaj nie ma możliwości rozwoju jakiegokolwiek hobby poza piłką nożną i śpiewaniem w kościelnym chórze
18-11-2012 15:38 
 Ocena 1 na 1
Carnvell (112 punktów)
Pszczyna, 25k ludności. I niestety jest po części tak, jak mówisz - rozwój hobby w tym mieście jest dość kiepski - trzeba jeździć do okolicznych miast.
18-11-2012 16:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Jak byś się interesował sztuką, nie byłoby tak źle - jest tam bardzo interesujące założenie pałacowe, odbywają się też koncerty. Sam Światosław Richter uwielbiał to miejsce!
18-11-2012 16:33 
 Ocena 1 na 1
Carnvell (112 punktów)
Masz w 100% rację. Sztukę lubię i od czasu do czasu idę na koncert czy kolejny raz pozwiedzać, ale zdecydowanie moim hobby to nie jest.
18-11-2012 17:20 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A co jest? Może się okazać, że nie masz wcale daleko! Ja podałem przykład sztuki, bo na tym akurat się znam, ale zapewne nie brakuje też w pobliżu ciekawej przyrody, czy jakichś placówek naukowych. Często się zdarza, że nieopodal sennych z pozoru miejscowości wiele się dzieje!
Carnvell (112 punktów)
Właściwie to dostosowując się do warunków wybrałem hobby, które można uprawiać w domowym zaciszu. W sumie miałem parę epizodów z czymś, do czego wypadałoby mieć kilku innych ludzi koło siebie, np. gry bitewne, lecz jak szybko się to zaczęło, tak szybko się skończyło. Co do obecnych, to ostatnio zaczynam się interesować szeroko pojętą nauką, sport (bez określonej dyscypliny, co dzień staram się robić coś innego), jak większość nastolatków gry komputerowe (już przechodzi), akwarystyka i muzyka (biernie).
18-11-2012 18:49 
 Ocena 1 na 1
17latek (578 punktów)
Jeśli szukasz hobby to polecam ci modelarstwo ,albo wyprawy rowerowe można podczas takiej wyprawy prawdziwie dobrze wypocząć.
rysiek (4593 punktów)
Faktycznie Twoja sytuacja jest niełatwa. Krewnych się nie wybiera. Dlatego raczej nie polecałbym jakichś radykalnych działań, zwłaszcza dopóki jesteś zależny od rodziny i pod stałą kontrolą.

Pamiętam że zetknąłem się kiedyś w internecie z dwoma filmami dokumentalnymi. Dotyczyły problemów ludzi którzy wyrwali się z zamkniętych ortodoksyjnych środowisk religijnych - jedni żydów, drudzy amiszów. Może ich problemy, chyba bardziej ekstremalne niż Twoje, i sposoby radzenia sobie z nimi, byłyby w jakimś stopniu pomocne.
Niestety nie pamiętam tytułów tych filmów. Może da się je obejrzeć online legalnie, niekoniecznie korzystając z usług portalu z popularnym zwierzątkiem futerkowym w nazwie.

PS
Jeden tytuł znalazłem, to film "Leaving Amish Paradise", jest np. na youtube po angielsku. Polski tytuł "Ucieczka z raju amiszów".
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)

Nie, nie mam żadnej konkretnej rady. Przyjemnie poczytać innych, którzy chcą ci pomóc. Wciągnąłem się w lekturę.

Pomyślałem sobie też, że wbrew tytułowi wątku, jaki dałeś, religia jeszcze nie zepsuła ci życia. Paradoksalnie, pokazała ci, że szkoda na nią życia i poznałeś jej potworną, by nie rzec piekielną, moc, która obejmuje wszystkie sfery naszej aktywności. Niestety, ta największa to sfera społeczna, czego sam teraz doświadczasz. Jednak najważniejszy krok jest już za tobą, wyrwałeś się i myślisz samodzielnie. Tak trzymaj!

Jeśli mógłbym jednak coś polecić, to zachęcam cię do obejrzenia Kosmosu Carla Sagana. Najlepiej w oryginale, bo to, co można znaleźć na YT po polsku, nie jest za bardzo po polsku. A jeśli jesteś przed maturą, to zyskasz też od strony językowej. Trzynaście godzinnych odcinków, które pomogą ci inaczej spojrzeć na świat i siebie i znaleźć dystans. Pomogą ci też sformułować pytania, które mógłbyś zadawać swojemu otoczeniu (i sobie też). A jak już obejrzysz Kosmos, to czytaj Sagana, prawie wszystko jest po polsku.
Pamiętam też taką małą książeczkę "Religia i ja", trzy eseje: Russella, Kotarbińskiego i Infelda. Znajdź i przeczytaj.
_
Ann K. (385 punktów)
Do puli rzeczy, które warto przeczytać (skoro już tak każdy coś tam proponuje) dorzuciłabym "Humanizm ewolucyjny", cieniutka książeczka a ciekawa z pewnością.
Skoro nie masz możliwości chodzenia na etykę w szkole, może interesowałoby Cię "przerobienie" tego samemu? Ja nie chodziłam na religię w szkole średniej, ale nie miałam też etyki, więc kupiłam sobie "Etykę dla myślących" prof. Środy (to jest normalny podręcznik do etyki dla szkół średnich) i stopniowo czytałam, podkreślając co ważniejsze rzeczy.
Irracja (4721 punktów)
Należałem do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego i właściwie formalnie
>niestety nadal do niego należę.


... hmmm, młody człowieku. Na pewno wiesz o "misjach nawracania" prowadzonych przez niektóre wyznania, a które to w niektórych wypadkach mogą być męczące dla innych. Zwłaszcza gdy ktoś chce nawracać innych, w ich własnym domu/mieszkaniu. Otóż miałem kiedyś ten problem, a że piszesz iż Twój tato jest człowiekiem światłym i nie radzisz sobie z nim w dyskusji, to podrzucę Ci pewien problem który uwolnił mnie od "wizyt misyjnych". To problem filozoficzny, moralny i religijny jednocześnie. Ale do rzeczy...

... jednym z dogmatów wiary jest ten, że "Bóg jest wszechmogący, wszechpotężny, itd. Że człowiek nie jest w stanie, i nie powinien, nie śmie ograniczać woli Boga". I tutaj zadałem takie pytania. "Czy w tym sensie, uznanie jakiejkolwiek religii za "jedynie słuszną" nie jest ograniczaniem Boga? Czyż może ktokolwiek zabronić Bogu, bez jego (Boga) ograniczania, posłanie dwóch różnych proroków, do różnych narodów, nawet jeśli tylko jeden z nich jest jego synem? Czy może ktokolwiek zabronić Bogu, bez jego (Boga) ograniczania, utworzenia dwóch różnych religii? Czy mogę ograniczać "Boga" twierdząc, iż tylko w ten a nie inny sposób można doświadczyć zbawienia?"...

... resztę musisz już sam przemyśleć. Rodziców nie będziesz straszył odrzuceniem "Boga", choć nadal będą się pewnie martwić Twoją duszą. A sprawa religii, ateizmu i reszty?. To już Twoja sprawa. Droga jaką idziesz przez świat, to Twoja sprawa. Po to "Bóg" obdarzył Cię wolną wolą. To Ty zdasz sprawę przed nim, jeżeli będziesz grzeszny. Odmawianie komuś "wolnej woli" też chyba jest ograniczaniem woli "Boga". Skoro chciał byś sam wybierał?...

... jak widzisz, Twój problem (wątpliwości co do wiary, religii, itp, bo o pełnym ateizmie to chyba za wcześnie jeszcze mówić) możesz omawiać nie tylko w aspekcie ateizmu, lecz również przez pryzmat samej religii...

... pozdrawiam...




... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
GrzeTor (1279 punktów)
Tutaj akurat sytuacja jest inna niż zazwyczaj (przy konwersji z katolicyzmu), bo przechodzisz ze stada mniejszego (adwentyści) do stada większego (ateiści). Czyli korzyści skali są po twojej stronie.

Jeżeli chodzi o dyskusje merytoryczne na temat religii ze zwykłymi ludźmi, to najlepsze rozwiązanie to pooglądanie progamów, w których ateiści debatują ze zwykłymi ludźmi, a nie profesjonalnymi aplogetami religijnymi. Przykładowe programy, oczywiście dostępne w języku angielskim, to

The Atheist Experience

www.atheist-experience.com/archive/

The Thinking Atheist

www.thethinkingatheist.com/page/podcasts

Ask an Atheist

askanathei(*)/episode-information/episodes/

===============

Uwaga na skutki uboczne! Z tego co słyszałem to adwentyści mają dobre zwyczaje zdrowotne, dobrą dietę itp. U wielu ateistów może być odwrotnie (choć średnia nie jest zła). Przykładem jest np. niedawno zmarły na raka Christopher Hitchens, który pił alkohol i palił papierosy w sporych ilościach. Niestety jeżeli chodzi o aspekt zdrowotny, to w poleconych przeze mnie programach nie jest on szczególnie dobry...

Zresztą tutaj na Racjonaliście też jest jakaś mania promowania żywności GMO i szczepionek.

===============

Jeżeli natomiast chcesz posłuchać jakiś debat "profesjonalnych", w których "zawodowi" ateiści ścierają się z zawodowymi apologetami lub kreacjonistami to najpierw zacznij od listy fałszywych twierdzeń logicznych, która jest podstawą działania apologetyki:

en.wikipedia.org/wiki/List_of_fallacies

www.logicalfallacies.info/

Dopiero potem przejdź do debat. Przykładowa debata:

Is There Evidence for God? William Lane Craig vs Lawrence Krauss

www.youtube.com/watch?v=TqANWuXQ3Z0
Carnvell (112 punktów)
Szczerze mówiąc nawet te "profesjonalne debaty" jakoś szczególnie do mnie nie przemawiają - wolę czas spędzony na oglądaniu tego poświęcić na zdobycie odpowiedniej wiedzy w nieco bardziej tradycyjny sposób. Tematów debat jest niesamowicie dużo i moim zdaniem lepiej jest spontanicznie dobrać argumenty niż wzorować się na danych dyskusjach. A jeśli chodzi o dietę, to poglądy =/= dieta. Czyli zostanę przy wegetarianizmie (dokładnie laktoowowegetarianizmie), bo zmieniać zdrowej diety nie ma sensu .
21-11-2012 14:20 
 Ocena 1 na 1
Julij (41 punktów)
>Szczerze mówiąc nawet te "profesjonalne debaty" jakoś szczególnie do mnie nie przemawiają - wolę czas spędzony na oglądaniu tego poświęcić na zdobycie odpowiedniej wiedzy w nieco bardziej tradycyjny sposób. Tematów debat jest niesamowicie dużo i moim zdaniem lepiej jest spontanicznie dobrać argumenty niż wzorować się na danych dyskusjach. A jeśli chodzi o dietę, to poglądy =/= dieta. Czyli zostanę przy wegetarianizmie (dokładnie laktoowowegetarianizmie), bo zmieniać zdrowej diety nie ma sensu .
>
Według mnie było by więcej sensu w puszczaniu rodzicom nieśmiertelnego Georga Carlina ;]
nie staraj się zagłębiać, ale mówić prostymi przykładami, które dużo trudniej przemaglować religijnymi formułkami. Mozesz sie też odwołać do zasad moralnych lub pojecie dobra i zła. Biblia np w tych kwestiach czasem sobie ewidentnie nie radzi ;]
21-11-2012 15:02 
 Ocena 1 na 1
Luxuria (526 punktów)
>Tematów debat jest niesamowicie dużo i moim zdaniem lepiej jest spontanicznie dobrać argumenty niż wzorować się na danych dyskusjach. .
>

Moim zdaniem powinieneś to przemyśleć. W zasadzie rozumiem, że nie chcesz uczyć się na pamięć cudzych argumentów, ale debaty i słuchanie kogoś, kto ma to przemyślane pomaga uporządkować własną wiedzę i poglądy. Przynajmniej dla mnie to było bardzo pomocne, i dopiero po jakimś czasie słuchania innych zorientowałam się, jak bardzo nieuporządkowane były moje myśli na ten temat. Zorientowałam się, że pewnymi argumentami nie muszę się przejmować, że na inne już dawno znaleziono odpowiedzi, i tak dalej i tak dalej.
Jerzy Gralak (2861 punktów)
>jednak nie wiem, czy dam radę

Szukaj cierpliwie wszędzie argumentów, może akurat znajdziesz taki, na który ojciec twój zaniemówi i przyzna ci rację - czego ci życzę z całego serca. Źródłem może być wiele ostatnio wydanych książek: "Bóg nie jest wielki", "Koniec wiary" i wszystkie książki Dawkinsa z "Bogiem urojonym" na czele.
Luxuria (526 punktów)
Bardzo trudno jest sensownie doradzać w takiej sprawie, bo tak naprawdę nikt oprócz ciebie samego nie wie, jak na co faktycznie zareaguje twoja rodzina, jakie cię czekają konsekwencje.

Jedno, co mogę doradzić z całą pewnością, to żeby nie dawać sobie wmówić, że to, co robi twoja rodzina to cokolwiek innego niż szantaż. Nie musisz się przejmować gadką typu "babcia chyba dostanie zawału jak nie pójdziesz na nabożeństwo". To nie jest twój problem, tylko jej, a ty nie robisz nic złego.

Na temat tego, jak nie marnować wielu godzin na bzdetach... trudno doradzać, bo jak mówiłam, tylko ty wiesz co będzie. Po prostu zastanów się "co najgorszego moze się stać, jak po prostu nie pójdę" - jeżeli jesteś gotowy na to, to nie idź. I już.
Testosteron87 (22 punktów)
Nie zazdroszczę Ci. Moja rodzina też jest religijna i też byłem zmuszany, żeby chodzić w niedzielę do kościoła, ale nie wyobrażam sobie, żebym musiał uczestniczyć w tylu obrzędach co Ty. Do kościoła przestałem chodzić w gimnazjum. Dałem się tylko namówić na bierzmowanie. Ostatni raz w kościele byłem w LO, kiedy zachorowałem i klasa zrzuciła się na mszę w mojej intencji. Było to trochę dziwne, ale po prostu nie wdawałem się wtedy w dyskusje o religii i też nie za bardzo wiedzieli jakie są moje poglądy a głupio byłoby nie przyjść. Jeżeli natomiast cofnę się pamięcią to moje poglądy także były spłaszczane. Nawet wylądowałem na egzorcyzmach.

Mam nadzieję, ze Twoi rodzice także kiedyś zrozumieją, że to jest Twoje życie i masz prawo decydowania o tym jak je przeżyjesz.
L.B.Bielski (20 punktów)
Może po przeczytaniu poniższego wica lżej ci przyjdzie znieść te 1,5 roku fałszu, obłudy i hipokryzji do jakich zmusza cię po równo "rodzinnie zakotwiczona zależność" i odurodzeniowe uwikłanie w to "dziedzictwo nolens volens" z jakim boryka się na świecie cała masa tobie podobnych...Borykają się dopóki nie dorosną - jak TY - i porzucą w izbu ten teatrzyk absurdu, albo... albo nawykną, a bicie czołem w śmierdzący od potu tysięcy bosych stóp dywan, trykanie w spocone tyłki i śmierdzące stopy klęczących w rzędzie poprzedzającym stanie się ich modus vivendi i operandi... oraz sposobem na życie i kult małpujących ich gorliwie dzieci!

Do więzienia we Wronkach przywieziono właśnie więźnia celem odsiadki zasądzonych 25 lat więzienia. Po kilku dniach frustrata odwiedza - a któż by inny! - więzienny ksiądz kopulan, i zaczyna go po swojemu, czyli tyleż obłudnie co bezskutecznie pocieszać. Widząc, że nici z kato-komunałów rzecze nagle:"... jaki wyrok odsiadujesz, synu?" - " 25 lat ojcze" - odpowiada zrezygnowany więzień..."... a jak długo już siedzisz, synu?" - doprecyzowuje klecha... " czwarty dzień proszę księdza kapelana..." " No widzisz, synu, jak ten czas leci!!" - z bananem na tłustej gębie zwycięsko
obwieszcza ksiądz...
876543 (243 punktów)
Bez względu na to jacy są, to nigdy nie przestaną być Twoimi rodzicami. Obsmarowywanie ich przed obcymi ludźmi jest dość podłe, nie sądzisz?
18-12-2012 19:27 
 Ocena 4 na 4
Carnvell (112 punktów)
Byłoby, gdybym ich "obsmarował". Przedstawiłem moją sytuację nie po to, żeby obrażać moich rodziców (nic takiego się tutaj nie wydarzyło, jeśli tak to proszę, wskaż moją wypowiedź), lecz po to, aby znaleźć jej rozwiązanie. Z tego też powodu nie rozumiem sensu twojej wypowiedzi.
19-12-2012 10:37 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
Szczerze - tego "obsmarowywania" z Twojej strony też nie widzę.
A sytuację masz naprawdę trudną. Przede wszystkim rozmawiaj z nami, trzymam kciuki
serdecznie pozdrawiam
PS wyrwanie się na studia zdecydowanie Ci pomoże. Coś o tym wiem

---
18-12-2012 19:58 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>Bez względu na to jacy są, to nigdy nie przestaną być Twoimi rodzicami. Obsmarowywanie ich przed obcymi ludźmi jest dość podłe, nie sądzisz?
Prośba o pomoc w sytuacji, w której sobie już nie dajemy radę, nie jest "obsmarowywaniem".
Nie podał nazwisk, danych, a więc nikt nie wie nawet, o kim dokładnie pisze.
W dodatku stara się rozwiązać jakoś cywilizowanie problem, który bardzo trudno rozwiązać.

Chłopak czuje się krzywdzony, i słusznie.
Przyszedł po pomoc.

Czy gdyby napisał, że zamykają go na noc w komórce, to również byś go zbeształ?
A może gdyby napisał, że ma 8 lat i tatuś "robi mu to w nocy"?
Jak bardzo należy skrzywdzić dziecko, żeby mogło ujawnić problem bez narażania się o "obsmarowywanie" rodziców?

Jeśli ktoś wstydzi się przed ludźmi swojego postępowania, to jest to jego problem, niczyj więcej. Widocznie postępuje tak, że nie może spojrzeć ludziom w oczy.
19-12-2012 10:42 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
>Bez względu na to jacy są, to nigdy nie przestaną być Twoimi rodzicami.
> Obsmarowywanie ich przed obcymi ludźmi jest dość podłe, nie sądzisz?

W kwestii drugiego zdania:
Gdzie żeś Ty człowieku znalazł to "obsmarowywanie"?? Lepiej Ci ronić krokodyle łzy nad jego dewocyjnymi rodzicami, niż coś do niego szczerze od serca napisać, co by mu dodało sił?
Podejście godne wzorowego chrześcijanina, brawo

Jednak Henek, za pierwsze zdanie masz u mnie plusa.
pozdrowienia

---
19-12-2012 17:01 
 Ocena 1 na 1
L.B.Bielski (20 punktów)
>Bez względu na to jacy są, to nigdy nie przestaną być Twoimi rodzicami. Obsmarowywanie ich przed obcymi ludźmi jest dość podłe, nie sądzisz?
Gdy pomyślę, że w zawalonej bronią po sam dach bogomilnej do "bulu" Ameryce żyją setki tysięcy jeśli nie więcej dzieci wychowanych w podobnej traumie - coraz mniej się dziwię kolejnym newsom z nomen omen serii: "...oto dziś tu, a jutro tam" któreś z nich w "nieznośnej lepkości odbytu" żyjące, trosk dnia powszedniego zgoła nie mające na amerykańskim, więc najlepszym z możliwych światów posłał w tłum bliźnich serię z automatu ...

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365