 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-05-2016 21:35 | diogenes (42753 punktów) | Przyłość zdrady
2 na 2 | | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| KORUND (4922 punktów) | > www.youtube.com/watch?v=w5su8fU0R5g> Czy seks z seksrobotem byłby zdradą?> Żona mówi, że nie.-Mnie tylko dziwi, skąd biorą się idioci, których podnieca takie gibanie się wokół rurki?
|
|
 | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | > -Mnie tylko dziwi, skąd biorą się idioci, których podnieca takie gibanie się wokół rurki?www.youtube.com/watch?v=fUTYVN-_FCANajczesciej i na szczescie opinie jak Twoja pisza ludzie ktorzy nie wiedza o czym pisza.
|
|
|  | 1 na 1 | KORUND (4922 punktów) | > >-Mnie tylko dziwi, skąd biorą się idioci, których podnieca takie gibanie się wokół rurki?> www.youtube.com/watch?v=fUTYVN-_FCA> Najczesciej i na szczescie opinie jak Twoja pisza ludzie ktorzy nie wiedza o czym pisza.-Niczego nadzwyczajnego się z tego nie dowiedziałem. Może trudne, ale dla mnie nudne. Nie pretenduję do elity intelektualnej, która "rozumie" ten rodzaj "sztuki" (?). Podobnie jak disco polo (też laski się tam gibią), jakiś wrestling, czy inne tańce połamańce na lodzie tudzież z gwiazdami.
|
|
| |  | | Celecrin (6386 punktów) | > Nie pretenduję do elity intelektualnej, która "rozumie" ten rodzaj "sztuki" (?).Nie kazdy lubi ogladac gimnastyke artystyczna czy plywanie synchroniczne to nie znaczy ze Ci co lubia sa idiotami. Taniec na rurze to taniec erotyczny, tak zaczal kariere w kazdym razie. Gejsze zabawialy klientow japonskich domow publicznych tancem i spiewem, muzulmanskich zabawiano erotycznym tancem brzucha , a klientow amerykanskich burdeli zabawiano pole dance (wymyslono go jakos w latach 30tych zeszlego wieku). I choc taniec na rurze w latach osiemdziesiatych byl polaczony z rozbieraniem sie dzis to juz jest bardziej fitness  Tu masz dwa tance ta sama pani Jenyne Butterfly, jedna z najlepszych tancerek na swiecie. Erotyczny: www.cda.pl/video/15815dcSportowy: www.dailym(*)18r_best-pole-dance-ever_sport> Może trudne, ale dla mnie nudne.Mnie patrzenie na ladne kobiety nigdy nie nudzi, tym bardziej kiedy sie zmyslowo ruszaja i 'cos potrafia'.
|
|
Curtiss Helldiver (966 punktów) (zablokowany) | |
|
 | 1 na 1 |
|  | 1 na 1 Curtiss Helldiver (966 punktów) (zablokowany) | >To przedpotopowe lalki. A kiedy był jakiś potop?
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > >To przedpotopowe lalki.> A kiedy był jakiś potop? Cytat:przedpotopowy
1. pochodzący sprzed biblijnego potopu; 2. pochodzący sprzed bardzo dawna, z dawno minionej epoki; 3. potocznie: niemodny, przestarzały sjp.pl/przedpotopowyad 3.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | > Żona mówi, że nie.E tam. To zalezy z jak bardzo zaawansowanym modelem bys sie zadawal
|
|
 | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | > >Żona mówi, że nie.> E tam. To zalezy z jak bardzo zaawansowanym modelem bys sie zadawal Chyba tak. Zresztą najbardziej zaawansowanym modelem robota jest być może właśnie żona.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 4 na 4 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Zresztą najbardziej zaawansowanym modelem robota jest być może właśnie żona. Ewa 1.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
1 na 1 | Belfer00 (720 punktów) | Odp: Inaczej | >Czy seks z seksrobotem byłby zdradą? Ciekawszy imho problem to: dlaczego jakiś seks miałby w ogóle być zdradą? Pozdrawiam.
|
|
 | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >dlaczego jakiś seks miałby w ogóle być zdradą?
Chyba ze względu na jakąś formę obietnicy. Nie ma obietnicy - nie ma zdrady.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 1 na 1 | Belfer00 (720 punktów) | Odp: O zdradzie inaczej | >>dlaczego jakiś seks miałby w ogóle być zdradą? >Chyba ze względu na jakąś formę obietnicy. Nie ma obietnicy - nie ma zdrady. Ech, to jasne, że zdrada może być tylko tam. gdzie jest obietnica (przysięga). Mnie szło o to, dlaczego w ogóle ludzie jako zrozumiałe samo przez się (a nawet obowiązkowe) traktują składanie takich obietnic (przysiąg) i wymagają ich dotrzymywania. Niegdyś funkcjonowały takie sformułowania, że w małżeństwie jest "wspólnota stołu" i "wspólnota łoża". Jednak nawet wtedy (a tym bardziej dziś) chyba nikt nie oczekiwał i nie obiecywał "wyłączności kulinarnej", i nie traktował jadania poza domem jako zdrady. Poza tym, co ważniejsze, wymaganie takich obietnic i oczekiwanie ich spełnienia jest poważnym naruszeniem wolności człowieka. Takie (zniewalające) podejście do związku wyraża się w takich sformułowaniach jak "moja żona" ("dziewczyna" itp.), "mój mąż" ("chłopak" itp.), tak jakby szło o jakiś posiadany przedmiot. Ja takie "zawłaszczające" wymagania uważam za krzywdzące osobę. Przysięga kojarzy mi się przede wszystkim z wojskiem, organizacją zdecydowanie "nie-wolnościową". Ze względu na specyfikę wojska (obowiązek, hierarchia, rozkaz) przysięga jest tam jak najbardziej potrzebna. Jednak takie wymaganie w związku intymnym, opartym o wzajemny pociąg i fascynację, jest nie na miejscu. Kiedy bywałem zakochany nigdy nie stawiałem ukochanej osobie jakichś wymogów: "masz postępować tak czy tak". Nigdy nie oczekiwałem przymusowej trwałości związku. Nigdy nie dociekałem czy jest z kimś jeszcze poza mną. Zachwycałem się daną osobą i radowałem, że chce być ze mną w danej chwili. A jak odchodziła to byłem bardzo smutny, ale wiedziałem, że ma prawo to zrobić, a ja nie mam prawa tego zabraniać. Pozdrawiam.
|
|
| |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Są 2 powody: choroby weneryczne i jakość relacji. Gdyby ktoś jadł mi zupę z talerza swoją brudną łyżką to raczej by mi to nie odpowiadało
|
|
| | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Są 2 powody: choroby weneryczne i jakość relacji. Nie tyle jakość relacji (bo niby co by to miało być), co faktyczność ojcostwa. A w dobie alimentowania dzieci istotnym powodem jest też budżet.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Nie każdy chce mieć dzieci. Jakość relacji, czyli miłość. Bez tego związki nie mają sensu i lepiej sobie iść do burdelu.
|
|
| | | | |  | | Pan Leming (674 punktów) | > Bez tego związki nie mają sensu i lepiej sobie iść do burdelu.No właśnie. Gdyby było tak, że jedynymi minusami są choroby weneryczne i/lub potencjalne dziecko, to o co miałaby mieć pretensje kobieta, której mąż od czasu do czasu zamiast na piwo z kolegami idzie do prostytutki z aktualnymi badaniami lekarskimi i uprawiającej seks wyłącznie w zabezpieczeniu? Chodziłoby tylko o pieniądze, które tam wydaje? www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | Pomijając fakt, że w piłce nożnej piłkarz podpisuje stały kontrakt z klubem, to o co by chodziło Barcelonie gdyby Messi raz na jakiś czas pograł dla Realu?  Seks jest w miłości fizycznym aktem przywiązania. Kiedy walisz się z byle kim, to sam seks traci na wartości i staje się jedynie prymitywną potrzebą do zaspokajania jak np robienie siku.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Kiedy walisz się z byle kim, to sam seks traci na wartości i staje się jedynie prymitywną potrzebą do zaspokajania jak np robienie siku.
Skąd ten pomysł, że siusiu (i zapewne inne czynności fizjologiczne) jest prymitywną potrzebą? Czym jest siusiu dowiadujemy się, kiedy mamy z nim problem (np. prostata). Kiedyś byłem z odwiedzinami w szpitalu. Jakiś pacjent pierdnął, a cała sala zaczęła bić brawo. Pytam zdziwiony, o co chodzi. Chodzi o to, że po operacji brzucha pierdnięcie świadczy o tym, że jelita zaczęły pracować.
Gdyby ludzie tak dbali o bebechy jak o fikcyjna duszę, byliby nieśmiertelni.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | A gdyby samochód po zatankowaniu stał w garażu, to zawsze miałby pełny bak  To, że czynność jest prymitywna, nie oznacza, że jest niepotrzebna. Jednak po co spłycać uczucia i seks, skoro można nie spłycać?
|
|
| | | | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | >Seks jest w miłości fizycznym aktem przywiązania. Ach tak, "przywiązania"... No właśnie, jeśli dobrze zrozumiałem, według Ciebie ukochana osoba ma przestrzegać wyłączności seksualnej, bo seks jakoś "wiąże". Ale wyłączność oznacza, że "więzy" obejmują dwie osoby i tylko je. Np. Twoja ukochana ma być "przywiązana" wyłącznie do Ciebie, a Ty do niej. Taka postawa często prowadzi do zazdrości i niszczy związek. A przecież związek powinien oznaczać miłość czyli pragnienie dobra ukochanej osoby (w tym jej wolności), a nie dobra własnego.
>Kiedy walisz się z byle kim, to sam seks traci na wartości i staje się jedynie prymitywną potrzebą do zaspokajania jak np robienie siku. Dlaczego koniecznie "z byle kim"? Seks, podobnie jak spożywanie pokarmów, nie tylko służy potrzebie biologicznej (odpowiednio rozmnażania i odżywiania), ale jest źródłem przyjemności. A przyjemność jest zależna od gustu danej osoby. Pewnym osobom wystarcza jadanie byle czego, a inne mają gust wyrafinowany. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Seks jest w miłości fizycznym aktem przywiązania.> Ach tak, "przywiązania"... No właśnie, jeśli dobrze zrozumiałem, według Ciebie ukochana osoba ma przestrzegać wyłączności seksualnej, bo seks jakoś "wiąże".> Ale wyłączność oznacza, że "więzy" obejmują dwie osoby i tylko je. Np. Twoja ukochana ma być "przywiązana" wyłącznie do Ciebie, a Ty do niej.> Taka postawa często prowadzi do zazdrości i niszczy związek.> A przecież związek powinien oznaczać miłość czyli pragnienie dobra ukochanej osoby (w tym jej wolności), a nie dobra własnego.Wydaje mi się, że opacznie postrzegasz wolność. Podobnie kiedy piłkarz podpisuje kontrakt z klubem to niby ogranicza się i nie może grać w innym klubie, prawda? Kupując dom ograniczasz się do mieszkania w danym miejscu przez dłuższy czas. Czy to nie ograniczenie? Wg przedstawionego tu przez Ciebie toku myślenia tak, a wg mnie nie, bo nie mam potrzeby mieszkania w innych domach niż swój i wręcz nie najlepiej się czuję śpiąc poza domem. Kiedy kocha się konkretną osobę, to seks z innymi dziewczynami staje się mniej atrakcyjny. Nie chodzi tu o jakieś związanie sobie rąk i odebranie sobie możliwości seksu z innymi kobietami, tylko o coś odwrotnego - o dodanie sobie dodatkowego przywileju wyłączności i intymności zarezerwowanej dla tej konkretnej osoby. To coś jakbyś miał konto vip zamiast normalnego, z którego każdy może korzystać  Moim zdaniem próbujesz racjonalizować swój poligamiczny popęd lub nigdy nie kochałeś, więc nie rozumiesz o co w tym chodzi. Ewentualnie może boisz się bliskiej relacji z jakiegoś powodu, np nieudane doświadczenia albo aktywny schemat szybkiego wypalania się starych bodźców i poszukiwania nowych przygód, które pobudzają Twój układ nagrody i zwiększają poziom dopaminy. > Dlaczego koniecznie "z byle kim"?> Seks, podobnie jak spożywanie pokarmów, nie tylko służy potrzebie biologicznej (odpowiednio rozmnażania i odżywiania), ale jest źródłem przyjemności.> A przyjemność jest zależna od gustu danej osoby.> Pewnym osobom wystarcza jadanie byle czego, a inne mają gust wyrafinowany.> Pozdrawiam.Mea culpa, użyłem złego sformułowania. Pisząc "byle kim" miałem na myśli jakieś partnerki zamiast tej jednej konkretnej, z którą łączy Cię specjalna więź uczuciowa. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | >>>Seks jest w miłości fizycznym aktem przywiązania. >>Ale wyłączność oznacza, że "więzy" obejmują dwie osoby i tylko je. Np. Twoja ukochana ma być "przywiązana" wyłącznie do Ciebie, a Ty do niej. >>Taka postawa często prowadzi do zazdrości i niszczy związek. >>A przecież związek powinien oznaczać miłość czyli pragnienie dobra ukochanej osoby (w tym jej wolności), a nie dobra własnego. >Wydaje mi się, że opacznie postrzegasz wolność. [...] >Kiedy kocha się konkretną osobę, to seks z innymi dziewczynami staje się mniej atrakcyjny. >Nie chodzi tu o jakieś związanie sobie rąk i odebranie sobie możliwości seksu z innymi kobietami, tylko o coś odwrotnego - o dodanie sobie dodatkowego przywileju wyłączności i intymności zarezerwowanej dla tej konkretnej osoby. >Moim zdaniem próbujesz racjonalizować swój poligamiczny popęd [...]. Dlaczego na podstawie moich wypowiedzi sądzisz, że jestem poligamiczny? Oczywiście, z racji moich dość radykalnie lewicowych przekonań jestem przeciwnikiem patriarchalnej koncepcji rodziny i popieram raczej związki partnerskie czy tzw. "wolną miłość", ale w życiu osobistym zakochiwałem się monogamicznie. Jednak (jak pisałem wyżej) nigdy nie uzurpowałem sobie prawa do narzucania kochanej osobie jak ma postępować i do jej "rozliczania". I o tym jedynie pisałem, a nie o tym, że dobrze jest mieć seks "z byle kim". Charakterystyczne, że piszesz o własnej "wierności", ale nie o tym jak reagowałbyś na "niewierność" "swojej" ukochanej. Podejrzewam, że skończyła by się wtedy Twoja "miłość". Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Dlaczego na podstawie moich wypowiedzi sądzisz, że jestem poligamiczny?
Tak przypuszczam, ponieważ poligamiści najczęściej podobnie usprawiedliwiają swoje emocje za pomocą podobnych poglądów.
>Oczywiście, z racji moich dość radykalnie lewicowych przekonań jestem przeciwnikiem patriarchalnej koncepcji rodziny i popieram raczej związki partnerskie czy tzw. "wolną miłość", ale w życiu osobistym zakochiwałem się monogamicznie.
No ok, czyli myliłem się z posądzeniem Cię o poligamię.
>Jednak (jak pisałem wyżej) nigdy nie uzurpowałem sobie prawa do narzucania kochanej osobie jak ma postępować i do jej "rozliczania".
A nie szukasz partnerki, która ma już z początku konkretne cechy prowadzące do unikania zdrady, takie jak np szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych? Też niczego bym na siłę nie narzucał, podobnie jak nauczyciel nie może wymagać od dziecka z podstawówki, że będzie umiało całkować, ale na studiach matematycznych się tego wymaga. Podobnie jest moim zdaniem ze związkiem, który wg mnie wymaga wierności, podobnie jak praca architekta wymaga dokładności, a artysty kreatywności.
>I o tym jedynie pisałem, a nie o tym, że dobrze jest mieć seks "z byle kim". >Charakterystyczne, że piszesz o własnej "wierności", ale nie o tym jak reagowałbyś na "niewierność" "swojej" ukochanej. >Podejrzewam, że skończyła by się wtedy Twoja "miłość". >Pozdrawiam. >
Dając coś samemu liczę na zachowanie przez drugą osobę zasady wzajemności. Jeśli partnerka nie umie tego dotrzymać, to nie nazwałbym tego miłością z jej strony. Nie ma co w ogóle tracić na bladzię czasu. W takiej sytuacji faktycznie burdel wychodzi taniej, a gdybym został zdradzony, to przy okazji "partnerka" byłaby winna mojej depresji, która trwałaby od tygodnia do kilku miesięcy.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | >>Charakterystyczne, że piszesz o własnej "wierności", ale nie o tym jak reagowałbyś na "niewierność" "swojej" ukochanej. >>Podejrzewam, że skończyła by się wtedy Twoja "miłość". >Dając coś samemu liczę na zachowanie przez drugą osobę zasady wzajemności. Jeśli partnerka nie umie tego dotrzymać, to nie nazwałbym tego miłością z jej strony. Nie ma co w ogóle tracić na bladzię czasu. W takiej sytuacji faktycznie burdel wychodzi taniej, a gdybym został zdradzony, to przy okazji "partnerka" byłaby winna mojej depresji, która trwałaby od tygodnia do kilku miesięcy. Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności? Nigdy tego nie przeżywałeś? Jeśli "nie spełnia warunków" to nie ma co tracić czasu... To "ona" jest "winna" depresji... Nigdy nie kochałeś tak, by wybaczyć wszystko? Nie, "wybaczyć" to złe słowo, bo zakłada winę, a jakże można obwiniać kogoś w kim się jest zakochanym? Przecież to wolna osoba, i samo przebywanie z nią jest naszym szczęściem, byle tylko nie odeszła, byle tylko... A jeśli odejdzie, to pozostanie w naszym sercu i zawsze będziemy pragnąć jej dobra, nawet jeśli ona nie pragnie już wcale naszego... Ja nigdy nie stawiałem ukochanej osobie żadnych wymagań, bo mogłaby poczuć się urażona i po prostu odejść, co zawsze bardzo ciężko przeżywałem. Może ty po prostu miałeś (masz) duże tzw. "powodzenie" i mogłeś zawsze czuć przewagę ("podaży" nad "popytem")? Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności?> Nigdy tego nie przeżywałeś?Przeżywałem ten koszmar, jak większość młodych. Niektórzy brną dalej w takie związki, a niektórzy TWORZĄ miłość. > Jeśli "nie spełnia warunków" to nie ma co tracić czasu...> To "ona" jest "winna" depresji...No częściowo ona jest winna, a częściowo biologia powodująca depresję u osoby, która została np zdradzona. Z drugiej strony można tego przecież uniknąć mówiąc "moje uczucie do ciebie się wypaliło, to koniec" - to uczciwe postawienie sprawy. > Nigdy nie kochałeś tak, by wybaczyć wszystko?> Nie, "wybaczyć" to złe słowo, bo zakłada winę, a jakże można obwiniać kogoś w kim się jest zakochanym?> Przecież to wolna osoba, i samo przebywanie z nią jest naszym szczęściem, byle tylko nie odeszła, byle tylko...> A jeśli odejdzie, to pozostanie w naszym sercu i zawsze będziemy pragnąć jej dobra, nawet jeśli ona nie pragnie już wcale naszego...> Ja nigdy nie stawiałem ukochanej osobie żadnych wymagań, bo mogłaby poczuć się urażona i po prostu odejść, co zawsze bardzo ciężko przeżywałem.To postawa emocjonalna. Mijają emocje, mija wybaczenie wszystkiego  > Może ty po prostu miałeś (masz) duże tzw. "powodzenie" i mogłeś zawsze czuć przewagę ("podaży" nad "popytem")?> Pozdrawiam.Raczej nie, ale potrafię zachować spokój mimo wszystko i działać wbrew emocjom. Mam natomiast postawę życiową, która brzmi "wszystko albo nic". Jeśli nie będzie po mojemu, to może nie być w ogóle  Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >A nie szukasz partnerki, która ma już z początku konkretne cechy prowadzące do unikania zdrady, takie jak np szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych? Też niczego bym na siłę nie narzucał, podobnie jak nauczyciel nie może wymagać od dziecka z podstawówki, że będzie umiało całkować, ale na studiach matematycznych się tego wymaga. Podobnie jest moim zdaniem ze związkiem, który wg mnie wymaga wierności, podobnie jak praca architekta wymaga dokładności, a artysty kreatywności.
Szukanie takich ideałów to ułuda. Szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych, to tylko definicje, definicje.... Każda z tych definicji dla każdego z nas znaczy coś innego. Zamiast uzgadniać definicje trzeba po prostu spróbować być z inną osobą. To, czy to jest ta jedyna, się okaże... ale na pewno nie przez "gadanie" się okaże.
>Dając coś samemu liczę na zachowanie przez drugą osobę zasady wzajemności. Jeśli partnerka nie umie tego dotrzymać, to nie nazwałbym tego miłością z jej strony. Nie ma co w ogóle tracić na bladzię czasu. W takiej sytuacji faktycznie burdel wychodzi taniej, a gdybym został zdradzony, to przy okazji "partnerka" byłaby winna mojej depresji, która trwałaby od tygodnia do kilku miesięcy.
Zdefiniuj zatem miłość. . . .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Szukanie takich ideałów to ułuda. Szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych, to tylko definicje, definicje.... >Każda z tych definicji dla każdego z nas znaczy coś innego. Zamiast uzgadniać definicje trzeba po prostu spróbować być z inną osobą. To, czy to jest ta jedyna, się okaże... ale na pewno nie przez "gadanie" się okaże.
Częściowo się z Tobą zgadzam, tylko powiedz mi jak inaczej niż za pomocą definicji mógłbym przekazać swoje myśli na forum? Są 2 możliwości - ścisły, logiczny język i definiowanie, którym wymykają się emocje, albo pisanie metaforyczne, poetyckie, któremu wymykają się definicje i co poniektórzy użytkownicy mają problem aby to wtedy zrozumieć. Nie mam na myśli utopii i sztywnych ideałów, tylko obecność pewnych wymaganych cech, niezbędnych aby uznać kogoś za człowieka godnego mojej uwagi. I pewne zasady tyczą się nie tylko miłości, ale też przyjaźni. Do podrzędnych kumpli nie mam takich wymagań, ale też nie wiążę z nimi swoich emocji.
>Zdefiniuj zatem miłość.
W tej kwestii chyba najciężej o definicję, ale spróbuję przekazać jak to postrzegam. Miłość w kontekście związku to pewna całość, która wymyka się definicjom i swoim częściom składowym, ale jeśli mam wyróżnić takie części to będzie to: 1. Aspekt erotyczny, namiętność, pożądanie, zaangażowanie 2. Aspekt przyjaźni, relacji, szczerości, akceptacji drugiej osoby wraz z jej wadami 3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości 4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.
Brzmi pięknie, ale niestety nie będzie mi to dane. Czas wrócić do rzeczywistości.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Szukanie takich ideałów to ułuda. Szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych, to tylko definicje, definicje.... >>Każda z tych definicji dla każdego z nas znaczy coś innego. Zamiast uzgadniać definicje trzeba po prostu spróbować być z inną osobą. To, czy to jest ta jedyna, się okaże... ale na pewno nie przez "gadanie" się okaże. >Częściowo się z Tobą zgadzam, tylko powiedz mi jak inaczej niż za pomocą definicji mógłbym przekazać swoje myśli na forum? Są 2 możliwości - ścisły, logiczny język i definiowanie, którym wymykają się emocje, albo pisanie metaforyczne, poetyckie, któremu wymykają się definicje i co poniektórzy użytkownicy mają problem aby to wtedy zrozumieć. Nie mam na myśli utopii i sztywnych ideałów, tylko obecność pewnych wymaganych cech, niezbędnych aby uznać kogoś za człowieka godnego mojej uwagi. I pewne zasady tyczą się nie tylko miłości, ale też przyjaźni. Do podrzędnych kumpli nie mam takich wymagań, ale też nie wiążę z nimi swoich emocji.
Odnieś się do przykładu. To jedyne rozwiązanie. W przeciwnym razie, to jedynie gadanie. Niestety tak to wygląda. Nie można określić czym jest przyjaźń, skoro definicja ta dotyczy jedynie konkretnych dwóch osób. Zauważ, że to, czym jest przyjaźń, jest terminem tak dynamicznym, że dla każdego znaczy coś innego. Stąd rodzi się problem ustalenia "bazy" do dyskusji.
>>Zdefiniuj zatem miłość. >W tej kwestii chyba najciężej o definicję, ale spróbuję przekazać jak to postrzegam. Miłość w kontekście związku to pewna całość, która wymyka się definicjom i swoim częściom składowym,
... o tym właśnie mówię...
>ale jeśli mam wyróżnić takie części to będzie to: >1. Aspekt erotyczny, namiętność, pożądanie, zaangażowanie
zauważ, znów definicje. Co to jest aspekt erotyczny? Uważasz, że jeżeli jestem w związku, to tylko i wyłącznie ta, a nie inna, osoba powinna pobudzać mnie erotycznie? Toż to obłęd i chyba każdy z nas to wie. Każdej osobie będącej w związku przyjdą do głowy "grzeszne myśli" na widok pięknego partnera/partnerki. Co "zabawne" każdy z nas ma do tego ewolucyjne prawo.
>2. Aspekt przyjaźni, relacji, szczerości, akceptacji drugiej osoby wraz z jej wadami
No nie da się, aby partner związkowy realizował wszystkie nasze potrzeby. Stąd instytucja przyjaciela - kogoś z zewnątrz, z którym dzielimy swoje "inne" tajemnice.
>3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości
Przepraszam Ciebie, ale to o czym mówisz to uzurpatorstwo. Jak sama nazwa wskazuje samorozwój, to samorozwój, a nie dualrozwój. Każdy z nas ma prawo do realizacji siebie.
>4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.
Pięknie brzmi, ale co przez to rozumiesz?
>Brzmi pięknie, ale niestety nie będzie mi to dane. Czas wrócić do rzeczywistości.
????
. . .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Odnieś się do przykładu. To jedyne rozwiązanie. W przeciwnym razie, to jedynie gadanie. Niestety tak to wygląda. Nie można określić czym jest przyjaźń, skoro definicja ta dotyczy jedynie konkretnych dwóch osób. Zauważ, że to, czym jest przyjaźń, jest terminem tak dynamicznym, że dla każdego znaczy coś innego. Stąd rodzi się problem ustalenia "bazy" do dyskusji.Racja. Tylko, że przy miłości i przyjaźni mówimy o czymś gdzie jest duży komponent emocjonalny i nie wszystko da się wyjaśnić definicjami. Natomiast podstawą, która wynika z tych emocji jest to, że przyjaciele i ukochana są wyżej w indywidualnej hierarchii niż inni ludzie i oczekuje się od nich wzajemności. Przyjaźń jak i miłość to coś pomiędzy dwoma osobami, a nie coś z zewnątrz czemu te osoby miałyby się podporządkowywać, zgadzam się. Z drugiej strony są pewne uniwersalne zasady, które dotyczą przyjaźni i miłości i dotyczą one właśnie specjalnego traktowania tych osób, bliskiej i szczerej relacji i siłą rzeczy zobowiązaniach, które z tego wynikają. Nie mogą to być zobowiązania ograniczające, tylko dobrowolne, ale to właśnie one mają wartość. Człowiek, który robi coś bo musi nie może się sprawdzić jako ktoś wartościowy. Wartość to kwestia indywidualnego sposobu miary. Ludzie muszą podzielać swoje zasady żeby się przyjaźnić lub być w związku miłosnym. > zauważ, znów definicje.> Co to jest aspekt erotyczny? Uważasz, że jeżeli jestem w związku, to tylko i wyłącznie ta, a nie inna, osoba powinna pobudzać mnie erotycznie? Toż to obłęd i chyba każdy z nas to wie. Każdej osobie będącej w związku przyjdą do głowy "grzeszne myśli" na widok pięknego partnera/partnerki. Co "zabawne" każdy z nas ma do tego ewolucyjne prawo.Dziwny wniosek wyciągnąłeś  Chodziło mi o to, że ten aspekt składa się na miłość, ale podkreśliłem, że miłość to całość tych aspektów plus aspekt emocjonalny. Miłość jest transcendentna. > >2. Aspekt przyjaźni, relacji, szczerości, akceptacji drugiej osoby wraz z jej wadami> No nie da się, aby partner związkowy realizował wszystkie nasze potrzeby. Stąd instytucja przyjaciela - kogoś z zewnątrz, z którym dzielimy swoje "inne" tajemnice.Tzn? Tego nie rozumiem. Dla mnie przyjaźń to pewna całość, a miłość zawiera tę całość plus jeszcze inne aspekty, o których napisałem. Nie wyobrażam sobie miłości bez przyjaźni. > >3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości> Przepraszam Ciebie, ale to o czym mówisz to uzurpatorstwo. Jak sama nazwa wskazuje samorozwój, to samorozwój, a nie dualrozwój. Każdy z nas ma prawo do realizacji siebie.To są właśnie definicje  Samorozwój (rozwijanie swojej postaci) nie przeczy wspieraniu się w nim przez 2 lub więcej osób. Większość wspólnot ma też za zadanie wspierać jednostkę w jej rozwoju osobistym. > >4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.> Pięknie brzmi, ale co przez to rozumiesz?Myślałem, że to jest akurat oczywiste  > >Brzmi pięknie, ale niestety nie będzie mi to dane. Czas wrócić do rzeczywistości.> ????Pomijam to, że większość osób nie dąży do miłości, tylko egoistycznego zaspokajania swoich potrzeb za pomocą partnerki/partnera. Miałem tu na myśli moją osobistą sytuację. Nie każdy ma szansę na miłość, a ci którzy mają przeważnie i tak tego nie wykorzystują.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
Wrócę to pierwotnej Twojej tezy Cytat:A nie szukasz partnerki, która ma już z początku konkretne cechy prowadzące do unikania zdrady, takie jak np szczerość, lojalność, przestrzeganie zasad etycznych? Też niczego bym na siłę nie narzucał, podobnie jak nauczyciel nie może wymagać od dziecka z podstawówki, że będzie umiało całkować, ale na studiach matematycznych się tego wymaga. Podobnie jest moim zdaniem ze związkiem, który wg mnie wymaga wierności, podobnie jak praca architekta wymaga dokładności, a artysty kreatywności. Stoję na stanowisku, że nie da się określić, uzgodnić werbalnie znaczeń w taki sposób, aby można było przyjąć te znaczenia w sposób jednoznaczny dla obu partnerów. Trzeba po prostu żyć ze sobą: modyfikować swoje zachowania i mówić, co akceptujemy, a czego nie. Należy zatem zrobić krok behawioralny, a nie bawić się w uzgadniania czegokolwiek. Jakoż znaczenia przyjaźni, wierności, tolerancji, szczerości, lojalności są, jak już zauważyliśmy, bardzo dynamiczne pojęciowo - to trzeba ze sobą spróbować żyć... tak po prostu. > [...]Z drugiej strony są pewne uniwersalne zasady, które dotyczą przyjaźni i miłości i dotyczą one właśnie specjalnego traktowania tych osób, bliskiej i szczerej relacji i siłą rzeczy zobowiązaniach, które z tego wynikają.W sposób szczególny traktujemy wiele osób i nie trzeba "mieszać" do tego miłości czy przyjaźni. Np. szczególnie traktuję pewnego pisarza, z którym zgadzam się w jego poglądach.... etc. Skłonny byłbym raczej uznać, że chodzi bardziej o dostęp do informacji tzn. przyjacielowi powiem więcej niż koledze, a związek emocjonalny nie jest tu najistotniejszy. Co innego z miłością, którą rozumieć można by jako dostęp do intymności. To już reakcje czysto emocjonalne. No ale popatrzmy dalej: czy jeżeli skorzystam z usług prostytutki, to popełniam partnerską zdradę, czy też nie? A może jest tak, że dla mojego partnera ważna jest jedynie sfera emocjonalna, a nie stricte seksualna. Rozładowanie napięcia seksualnego z inną osobą nie jest problemem, ważna dla tej osoby jest pewność miłości emocjonalnej. To, czym co jest, to sprawa dopasowania związku, a nie bazowania na domniemanych uniwersalnych znaczeniach, które w istocie nie istnieją. > >Co to jest aspekt erotyczny? Uważasz, że jeżeli jestem w związku, to tylko i wyłącznie ta, a nie inna, osoba powinna pobudzać mnie erotycznie? Toż to obłęd i chyba każdy z nas to wie. Każdej osobie będącej w związku przyjdą do głowy "grzeszne myśli" na widok pięknego partnera/partnerki. Co "zabawne" każdy z nas ma do tego ewolucyjne prawo.> Dziwny wniosek wyciągnąłeś Chodziło mi o to, że ten aspekt składa się na miłość, ale podkreśliłem, że miłość to całość tych aspektów plus aspekt emocjonalny. Miłość jest transcendentna.Śmiały wniosek o transcendentności miłości. Cóż, lubimy tajemnice, ale szukać ich należy w innych miejscach. Zarówno psychologia jak i neurobiologia tłumaczą czym jest to, co nazywamy miłością; tłumaczą dlaczego się zakochujemy i jaki to stan umysłu i ciała. Po co doszukiwać się transcendentności? Nadto, pożądanie występuje całkiem naturalnie bez względu na to czy jesteśmy w związku czy też nie. Pytanie, co z tym pożądaniem zrobimy? > >No nie da się, aby partner związkowy realizował wszystkie nasze potrzeby. Stąd instytucja przyjaciela - kogoś z zewnątrz, z którym dzielimy swoje "inne" tajemnice.> Tzn? Tego nie rozumiem. Dla mnie przyjaźń to pewna całość, a miłość zawiera tę całość plus jeszcze inne aspekty, o których napisałem. Nie wyobrażam sobie miłości bez przyjaźni.Cóż, skoro tak, to życzę powodzenia w Twoich poszukiwaniach. Może się uda, a może to co szukasz to ułuda? > >>3. Aspekt wspierania się w samorozwoju, wspólnych zasad i wartości> >Przepraszam Ciebie, ale to o czym mówisz to uzurpatorstwo. Jak sama nazwa wskazuje samorozwój, to samorozwój, a nie dualrozwój. Każdy z nas ma prawo do realizacji siebie.> To są właśnie definicje Samorozwój (rozwijanie swojej postaci) nie przeczy wspieraniu się w nim przez 2 lub więcej osób. Większość wspólnot ma też za zadanie wspierać jednostkę w jej rozwoju osobistym.Nie widzę związku samorozwoju z miłością. No ale to mój punkt widzenia. > >>4. Wyjątkowe traktowanie zarezerwowane tylko dla tego związku.> >Pięknie brzmi, ale co przez to rozumiesz?> Myślałem, że to jest akurat oczywiste  No właśnie nie jest zrozumiałe. Być może refleksja nad tym skłoni Cię do przekonania, że nie ma żadnego szczególnego traktowania, bo co to ma oznaczać? Chyba, że jako szczególne traktowanie rozumiesz fakt pierwszeństwa i zaangażowania. > Pomijam to, że większość osób nie dąży do miłości, tylko egoistycznego zaspokajania swoich potrzeb za pomocą partnerki/partnera. Miałem tu na myśli moją osobistą sytuację. Nie każdy ma szansę na miłość, a ci którzy mają przeważnie i tak tego nie wykorzystują.Dlatego też trzeba dawać sobie jak najwięcej szans. Więcej robić, działać, a miej "gadać" i szukać definicji.  . . .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Stoję na stanowisku, że nie da się określić, uzgodnić werbalnie znaczeń w taki sposób, aby można było przyjąć te znaczenia w sposób jednoznaczny dla obu partnerów. Trzeba po prostu żyć ze sobą: modyfikować swoje zachowania i mówić, co akceptujemy, a czego nie. Należy zatem zrobić krok behawioralny, a nie bawić się w uzgadniania czegokolwiek. Jakoż znaczenia przyjaźni, wierności, tolerancji, szczerości, lojalności są, jak już zauważyliśmy, bardzo dynamiczne pojęciowo - to trzeba ze sobą spróbować żyć... tak po prostu.Zanim zacznie się z kimś żyć, trzeba uzgodnić czy ma się z tą osobą wspólne definicje tych pojęć. Jeśli nie do końca to zawsze rozmową można kogoś przekonać do swego, szczególnie kobietę (jeśli nie trafi się na zacietrzewioną, ale takich z góry warto unikać). > W sposób szczególny traktujemy wiele osób i nie trzeba "mieszać" do tego miłości czy przyjaźni. Np. szczególnie traktuję pewnego pisarza, z którym zgadzam się w jego poglądach.... etc. Skłonny byłbym raczej uznać, że chodzi bardziej o dostęp do informacji tzn. przyjacielowi powiem więcej niż koledze, a związek emocjonalny nie jest tu najistotniejszy. Co innego z miłością, którą rozumieć można by jako dostęp do intymności. To już reakcje czysto emocjonalne. No ale popatrzmy dalej: czy jeżeli skorzystam z usług prostytutki, to popełniam partnerską zdradę, czy też nie? A może jest tak, że dla mojego partnera ważna jest jedynie sfera emocjonalna, a nie stricte seksualna. Rozładowanie napięcia seksualnego z inną osobą nie jest problemem, ważna dla tej osoby jest pewność miłości emocjonalnej.Wg mnie to naciągane tłumaczenie, ale może to wynika z tego, że dla mnie monogamia jest naturalna, a seks jest naturalnym dopełnieniem i ważnym komponentem związku miłosnego. Seks z innymi osobami nie ma takiej wartości, więc uważam to za opcję w momencie braku posiadania stałej partnerki. A gdyby partnerka będąc ze mną chciała seksu z kimś innym, to uznałbym, że w takim razie jej nie wystarczam, czyli to nie jest miłość. > To, czym co jest, to sprawa dopasowania związku, a nie bazowania na domniemanych uniwersalnych znaczeniach, które w istocie nie istnieją.Istnieją pewne pokrywające się elementy i o tym chyba rozmawiamy. Gdybyśmy przyjęli założenie, że to tylko i wyłącznie osobista kwestia, to rozmowa na ten temat straciłaby sens. > Śmiały wniosek o transcendentności miłości. Cóż, lubimy tajemnice, ale szukać ich należy w innych miejscach.Nie śmiały, lecz oczywisty wniosek. Powiem więcej - zażywanie substancji psychoaktywnych, czy gra w piłkę nożną też jest transcendentna. > Zarówno psychologia jak i neurobiologia tłumaczą czym jest to, co nazywamy miłością; tłumaczą dlaczego się zakochujemy i jaki to stan umysłu i ciała. Po co doszukiwać się transcendentności?Nie tyle tłumaczą, co dostarczają jakiegoś modelu, który jest opisem logicznym i przyczynowym dla danych zjawisk. A co najważniejsze to umiejętność życia poza tym opisem jest ważnym elementem zdrowia psychicznego. Przedstawiając to tak jak Ty próbujesz (spłycając do definicji, czy reakcji chemicznych) jednocześnie usuwasz sens, który jest komponentem emocjonalnym polegającym właśnie na transcendencji. > Cóż, skoro tak, to życzę powodzenia w Twoich poszukiwaniach. Może się uda, a może to co szukasz to ułuda?Ja niczego nie szukam. Ale to już zupełnie inna kwestia. > Nie widzę związku samorozwoju z miłością. No ale to mój punkt widzenia.Samorozwój to podstawa, więc i miłość powinna dotyczyć tej podstawy i wspierania jej u partnerki/partnera. Przynajmniej ja tak uważam. > No właśnie nie jest zrozumiałe. Być może refleksja nad tym skłoni Cię do przekonania, że nie ma żadnego szczególnego traktowania, bo co to ma oznaczać? Chyba, że jako szczególne traktowanie rozumiesz fakt pierwszeństwa i zaangażowania.Nie wszystko da się wytłumaczyć definicją. Specjalne traktowanie, o którym piszę to po prostu intymna więź i uznanie drugiej osoby za wyjątkową, lepszą i ważniejszą niż wszyscy inni. > Dlatego też trzeba dawać sobie jak najwięcej szans. Więcej robić, działać, a miej "gadać" i szukać definicji.  Nic nie trzeba  Nie każdy ma szanse.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
> Zanim zacznie się z kimś żyć, trzeba uzgodnić czy ma się z tą osobą wspólne definicje tych pojęć. Jeśli nie do końca to zawsze rozmową można kogoś przekonać do swego, szczególnie kobietę (jeśli nie trafi się na zacietrzewioną, ale takich z góry warto unikać).Życzę zatem powodzenia w definiowaniu życia.  > Wg mnie to naciągane tłumaczenie, ale może to wynika z tego, że dla mnie monogamia jest naturalna, a seks jest naturalnym dopełnieniem i ważnym komponentem związku miłosnego. Seks z innymi osobami nie ma takiej wartości, więc uważam to za opcję w momencie braku posiadania stałej partnerki. A gdyby partnerka będąc ze mną chciała seksu z kimś innym, to uznałbym, że w takim razie jej nie wystarczam, czyli to nie jest miłość.A skąd ten pomysł, że monogamia jest "naturalna". Jesteś w totalnym błędzie.  Nadto, seksualność człowieka wykracza daleko poza to, co nazywamy miłością.  > >To, czym co jest, to sprawa dopasowania związku, a nie bazowania na domniemanych uniwersalnych znaczeniach, które w istocie nie istnieją.> Istnieją pewne pokrywające się elementy i o tym chyba rozmawiamy. Gdybyśmy przyjęli założenie, że to tylko i wyłącznie osobista kwestia, to rozmowa na ten temat straciłaby sens.Do tego zmierzam... ta rozmowa nie ma praktycznego sensu jeżeli nie oprzesz jej o konkretny przykład. Miłość, honor, przyjaźń, oddanie etc., to definicje, z których nic, a nic nie wynika. Aby zrozumieć o czym rozmawiamy należy oprzeć dyskusję na konkretne zachowania, a nie na niezrozumiałe definicje. > >Śmiały wniosek o transcendentności miłości. Cóż, lubimy tajemnice, ale szukać ich należy w innych miejscach.> Nie śmiały, lecz oczywisty wniosek. Powiem więcej - zażywanie substancji psychoaktywnych, czy gra w piłkę nożną też jest transcendentna.Mógłbyś to jakoś wytłumaczyć. Koncepcja mnie zaciekawiła. Dotąd myślałem, że 22 facetów biega za okrągłą "szmacianką" po to, aby zarobić trochę forsy.... ale transcendencja... hmm... ciekawe...  > >Zarówno psychologia jak i neurobiologia tłumaczą czym jest to, co nazywamy miłością; tłumaczą dlaczego się zakochujemy i jaki to stan umysłu i ciała. Po co doszukiwać się transcendentności?> Nie tyle tłumaczą, co dostarczają jakiegoś modelu, który jest opisem logicznym i przyczynowym dla danych zjawisk. A co najważniejsze to umiejętność życia poza tym opisem jest ważnym elementem zdrowia psychicznego. Przedstawiając to tak jak Ty próbujesz (spłycając do definicji, czy reakcji chemicznych) jednocześnie usuwasz sens, który jest komponentem emocjonalnym polegającym właśnie na transcendencji.Co tym masz z tą transcendencją? Stan zakochania jest poznany. Wiadomo, co się w tym stanie z nami dzieje, co nie zmienia faktu, że temu stanowi polegamy i że jest on piękny. > >Dlatego też trzeba dawać sobie jak najwięcej szans. Więcej robić, działać, a miej "gadać" i szukać definicji.  > Nic nie trzeba Nie każdy ma szanse.Każdy ma tyle szans ile chce. Więcej wiary... . . .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Życzę zatem powodzenia w definiowaniu życia.  Nie życia, a jedynie zasad, wartości. > A skąd ten pomysł, że monogamia jest "naturalna". Jesteś w totalnym błędzie. Pisałem, że dla mnie jest naturalna. Ludzie różnią się znacznie strategiami seksualnymi, co jest wynikiem zróżnicowania w ewolucji. > Nadto, seksualność człowieka wykracza daleko poza to, co nazywamy miłością.  Ba, czasem ta seksualność uniemożliwia miłość. > Do tego zmierzam... ta rozmowa nie ma praktycznego sensu jeżeli nie oprzesz jej o konkretny przykład.> Miłość, honor, przyjaźń, oddanie etc., to definicje, z których nic, a nic nie wynika. Aby zrozumieć o czym rozmawiamy należy oprzeć dyskusję na konkretne zachowania, a nie na niezrozumiałe definicje.Myślę, że jednak w tym przypadku mówimy o uniwersalnych dla ludzi pojęciach. Zbyt duże zróżnicowanie uniemożliwiłoby jednak ludziom dogadywanie się i dobieranie się w pary. > >Nie śmiały, lecz oczywisty wniosek. Powiem więcej - zażywanie substancji psychoaktywnych, czy gra w piłkę nożną też jest transcendentna.> Mógłbyś to jakoś wytłumaczyć. Koncepcja mnie zaciekawiła. Dotąd myślałem, że 22 facetów biega za okrągłą "szmacianką" po to, aby zarobić trochę forsy.... ale transcendencja... hmm... ciekawe... A mnie ciekawi, że raz piszesz o jałowości definicji, żeby następnym razem sprowadzić miłość, piłkę, czy inne rzeczy właśnie do definicji i mentalnych koncepcji. Tam gdzie w grę wchodzą emocje i nieprzewidywalność transcendencja jest czymś oczywistym. Tam gdzie coś wiemy, jesteśmy tego pewni, tam tkwi jałowość, pustka, nuda, narzucone sposoby postępowania itp. > Co tym masz z tą transcendencją? Stan zakochania jest poznany. Wiadomo, co się w tym stanie z nami dzieje, co nie zmienia faktu, że temu stanowi polegamy i że jest on piękny.Podobnie jak "znamy" stany po narkotykach w tym sensie, że taki, a taki receptor odpowiada za taką, a nie inną reakcję itd. Tymczasem pozostaje coś co jest poza opisem: sam fakt życia, miłość, emocje, smaki etc. I właśnie to "poza opisem" stanowi o wartości, sensie. > Każdy ma tyle szans ile chce. Więcej wiary...Nieprawda. Poza tym wiara to dla mnie coś negatywnego. Są ludzie bez szans na miłość i wg mnie stanowią całkowicie pokaźny procent. Mimo tego, że większość niby ma szanse, to i tak zazwyczaj im się one nie ziszczą.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >pozostaje coś co jest poza opisem: sam fakt życia, miłość, emocje, smaki etc.
W jaki sposób dane jest to, co jest poza opisem? Czy np. doświadczamy życia, czy raczej prostych, ulotnych doznań, a życie, miłość, itp. to już raczej konstrukty dane poprzez pamięć. To dlatego np. chorzy na Alzheimera nie poznają nawet najbliższych (z konstruktu zwanego miłością nie zostaje nic), chociaż reagują na proste percepcje. Trudno na tej samej płaszczyźnie zestawić np. smak z życiem czy miłością: to różne kategorie (konkret. vs. abstrakcja, konstrukt).
>I właśnie to "poza opisem" stanowi o wartości, sensie.
Ale czy ów sens dany jest tak, jak np. smak? Nie sądzę. Dlatego myślę, że sens jest czymś zewnętrznym wobec prostych przeżyć (stąd te same przeżycia mogą mieć dla ludzi różny sens lub nie mieć go w ogóle). Człowiek jest zwierzęciem rozumnym: proste przeżycia mają charakter animalny, a sens jest ową rozumnością, próbą nadania elementarnym przeżyciom jakiejś racjonalności (cele, środki).
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >pozostaje coś co jest poza opisem: sam fakt życia, miłość, emocje, smaki etc.> W jaki sposób dane jest to, co jest poza opisem? Czy np. doświadczamy życia, czy raczej prostych, ulotnych doznań, a życie, miłość, itp. to już raczej konstrukty dane poprzez pamięć.No jest fakt doświadczania życia i opis (definicja) życia. Jest fakt doświadczania jakiegoś uczucia, miłości, czy fazy po dragach i jest mentalny opis tego. Żaden opis nie wyczerpuje doświadczenia, ani tym bardziej nie opisuje emocji. To są takie skróty, uproszczenia. Problem w tym, że wiele (większość?) ludzi postrzega te doświadczenia jako prawdę absolutną i utożsamia opisowy model z samym doświadzceniem, co strasznie spłyca samą miłość i emocje. Za to w negatywnych sytuacjach takie definiowanie pomaga i pozwala zachować spokój, żeby właśnie nie ulec negatywnym emocjom. > Ale czy ów sens dany jest tak, jak np. smak? Nie sądzę. Dlatego myślę, że sens jest czymś zewnętrznym wobec prostych przeżyć (stąd te same przeżycia mogą mieć dla ludzi różny sens lub nie mieć go w ogóle). Człowiek jest zwierzęciem rozumnym: proste przeżycia mają charakter animalny, a sens jest ową rozumnością, próbą nadania elementarnym przeżyciom jakiejś racjonalności (cele, środki).Nie. Próba nadania racjonalności to nie sens, tylko tworzenie interpretacji, mentalnych modeli. Sens to emocje, uczucia, które towarzyszą pozytywnym doświadczeniom. Oczywiście powstają błędne konstrukty mentalne jak np "sens życia", "wolna wola", "bycie sobą" itd, ale nie ma specjalnie sensu żeby się tym przejmować
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >No jest fakt doświadczania życia i opis (definicja) życia.
W jaki sposób doświadczamy życia? Podobnie jak w doświadczaniu czasu nie dysponujemy specyficznym narządem zmysłu, aby doświadczać tych (i wielu innych) konstruktów. Doświadczamy wrażeń wzrokowych, słuchowych, itd. - reszta to konstrukt: w ostateczności mózgowy.
>Problem w tym, że wiele (większość?) ludzi postrzega te doświadczenia jako prawdę absolutną i utożsamia opisowy model z samym doświadzceniem, co strasznie spłyca samą miłość i emocje.
Tu zgoda. Ale nie wiem, czy konstrukty (lub opisy) w jakikolwiek sposób nadają doświadczeniu głębi. Chodzi raczej o rozbudowę kontekstów doświadczenia. Świat nie ma głębi (ani tzw. tamtej strony), ale różne poziomy komplikacji, w których go opisujemy.
>Próba nadania racjonalności to nie sens, tylko tworzenie interpretacji, mentalnych modeli.
Jakiś model interpretacyjny doświadczenia, w tym jego sens, jest koniecznością. W wersji neurofizjologicznej: bez mózgu nie ma doświadczenia. Sens nie jest przedmiotem doświadczenia.
>Sens to emocje, uczucia,...
Emocje, uczucia to chwilowe stany świadomości. Sens jest konstruktem, którego elementami są te doznania. Np. seksualna rozkosz może stanowić element konstruktu zwanego miłością.
>Oczywiście powstają błędne konstrukty mentalne jak np "sens życia", "wolna wola", "bycie sobą" itd, ale nie ma specjalnie sensu żeby się tym przejmować
Tego rodzaju konstrukty (nawet jeśli są błędne w sensie braku reprezentacji w rzeczywistości), to w sensie pragmatycznym (ideologie, polityka, władza) mogą służyć do manipulowania ludźmi. Nie wydaje mi się, aby nie warto się nimi zajmować. Chociażby z tego powodu, aby nie dać się zrobić w cioola.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >W jaki sposób doświadczamy życia? Podobnie jak w doświadczaniu czasu nie dysponujemy specyficznym narządem zmysłu, aby doświadczać tych (i wielu innych) konstruktów. Doświadczamy wrażeń wzrokowych, słuchowych, itd. - reszta to konstrukt: w ostateczności mózgowy.
Zgadza się. Tylko, że ten konstrukt nie jest jednolity, nie jest jednym strumieniem danych. Świadomość można porównać do miksera audio, do którego są podłączone różne urządzenia wejściowe, a na wyjściu tworzy się jedna ścieżka. Logiczne wyjaśnienie to tylko jedna ze ścieżek, niekoniecznie najważniejsza. Samą treść doświadczenia można podzielić na doświadczenie właściwe i komentarz do doświadczenia (narracja, czyli słowa + logika + przekonania/wiara).
>>Problem w tym, że wiele (większość?) ludzi postrzega te doświadczenia jako prawdę absolutną i utożsamia opisowy model z samym doświadzceniem, co strasznie spłyca samą miłość i emocje. >Tu zgoda. Ale nie wiem, czy konstrukty (lub opisy) w jakikolwiek sposób nadają doświadczeniu głębi. Chodzi raczej o rozbudowę kontekstów doświadczenia. Świat nie ma głębi, ale różne poziomy komplikacji, w których go opisujemy.
No właśnie o to chodzi, że te opisy to tylko jeden z elementów, wcale nie najważniejszy, a ludzie przykładają do niego nadmierną wagę. Samo doświadczenie jest transcendentne, wyłania się z nieświadomośći i dotyczy czegoś co sam opis i pamięć tylko spłycają. Stąd ostatnio taka popularność metod skupiających się na "tu i teraz".
>Jakiś model interpretacyjny doświadczenia, w tym jego sens, jest koniecznością. W wersji neurofizjologicznej: bez mózgu nie ma doświadczenia. Sens nie jest przedmiotem doświadczenia.
Powiedziałbym, że są 2 "sensy": mentalny konstrukt (społeczny, spłycony, uproszczony, np "sens to praca, rodzina, bóg") i odczuwalny sens (stoję na górskim szczycie i odczuwam sens). Wg mnie ten drugi sens jest tym właściwym, a ten pierwszy to tylko opis. Ludzie dają sobie zainstalować cudze opisy i przyjmują je jako własne, albo wierzą w treść własnych opisów - wtedy właśnie dochodzi do spłycenia doświadczenia. Od tego już niedaleko do zaburzeń i chorób psychicznych, np depresji.
>>Sens to emocje, uczucia,... >Emocje, uczucia to chwilowe stany świadomości. Sens jest konstruktem, którego elementami są te doznania. Np. seksualna rozkosz może stanowić element konstruktu zwanego miłością.
Ale ten konstrukt zwany miłością nie jest sensem, a jest nim odczuwanie miłości.
>>Oczywiście powstają błędne konstrukty mentalne jak np "sens życia", "wolna wola", "bycie sobą" itd, ale nie ma specjalnie sensu żeby się tym przejmować >Tego rodzaju konstrukty (nawet jeśli są błędne w sensie braku reprezentacji w rzeczywistości), to w sensie pragmatycznym (ideologie, polityka, władza) mogą służyć do manipulowania ludźmi. Nie wydaje mi się, aby nie warto się nimi zajmować. Chociażby z tego powodu, aby nie dać się zrobić w cioola
Zgadzam się. Pisząc, że nie warto się nimi zajmować miałem na myśli to, że nie warto traktować ich poważnie i tworzyć z tego wielkiej filozofii.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | > konstrukt nie jest jednolity, nie jest jednym strumieniem danych.
Ależ owe konstrukty są właśnie czymś jednolitym, spójnym, czymś, co czasowo znacznie przekracza chwilowość doświadczenia, ale co swoją drogą ewoluuje (zmiana paradygmatów). Takimi konstruktami były dla Kanta np. czas i przestrzeń. Takim konstruktem jest ego, wszelkie abstrakcje (miłość, śmierć, życie, nauka, bóg, doktryny, język, itd. ...). Mają one często instytucjonalny wymiar, w którym celebruje się właśnie jednolitość i spójność.
> Logiczne wyjaśnienie to tylko jedna ze ścieżek, niekoniecznie najważniejsza.
Ale są wyjaśnienia na tyle błędne, że dezorganizują lub nawet unicestwiają człowieka. Myślę, że można mówić nie tylko o typach takich wyjaśnień, ale i o ich wagach. Logika nie zawsze musi być wyrażona w opisie. Ktoś, kto w potocznym doświadczeniu zakwestionuje zasadę tożsamości, może mieć poważne kłopoty...
>Samą treść doświadczenia można podzielić na doświadczenie właściwe i komentarz do doświadczenia (narracja, czyli słowa + logika + przekonania/wiara).
Czym byłoby doświadczenie właściwe? Faktyczne doświadczenie jest integralną całością, a integralność tę nadaje właśnie mózg, a nawet cały układ nerwowy. Mózg jest a priori doświadczenia.
>... o to chodzi, że te opisy to tylko jeden z elementów, wcale nie najważniejszy, a ludzie przykładają do niego nadmierną wagę.
Dlaczego tak się dzieje? Być może mózg nie odróżnia konstruktów od doświadczenia, traktując je na tym samym poziomie (bodźce z różnych zmysłów zamieniane są w impulsy neurofizjologiczne o podobnej fizyko-chemicznej naturze).
>Samo doświadczenie jest transcendentne, ... Wobec czego?
>..wyłania się z nieświadomośći...
No to mamy dualizm świadomości i nieświadomości, jeden z typowych (moim zdaniem błędnych) konstruktów opisujący doświadczenie.
>... opis i pamięć tylko spłycają.
Czy funkcją opisu i pamięci jest pogłębianie? Myślę, że spełniają przede wszystkim funkcje pragmatyczne, nawet w sytuacjach, kiedy mowa o tzw. doświadczeniu mistycznym.
>Stąd ostatnio taka popularność metod skupiających się na "tu i teraz".
Źle rozumiana staje się jedynie formą dojenia pieniędzy od naiwnych. Nie wszystkie opisy należy potępić w czambuł. Doświadczenie ma zawsze jakieś a priori. Chodzi o właściwe. Właściwe "spłycanie" doświadczenia (chociażby w procesie abstrakcji) to pożyteczne i konieczne narzędzie ewolucji.
>Powiedziałbym, że są 2 "sensy": mentalny konstrukt (społeczny, spłycony, uproszczony, np "sens to praca, rodzina, bóg") i odczuwalny sens (stoję na górskim szczycie i odczuwam sens).
Dlaczego mentalny konstrukt (np. "sens to praca") miałby być spłyceniem? Doświadczenie szczytowe (peak experience) nie jest czymś odizolowanym od szerszego kontekstu: aby pojawić się na szczycie musisz do niego dojechać... Taki kontekst zawarty jest np. w haiku - poezji doświadczenia chwil, o których piszesz. Celu można doświadczyć w drodze do celu.
> Ludzie dają sobie zainstalować cudze opisy i przyjmują je jako własne,...
Na ile własny opis jest własny? Ktoś stojąc na szczycie i doświadczając sensu może realizować projekt jakiegoś biura podróży. Podobnie artysta wierząc w swój indywidualizm może realizować społeczne zapotrzebowanie np. na abstrakcję. Obawiam się, że trudno jest uciec od społecznej natury sensu. >Ale ten konstrukt zwany miłością nie jest sensem, a jest nim odczuwanie miłości.
Nie ma takiej możliwości. Odczuwasz jakiś ulotny, elementarny bodziec. To wszystko. Reszta to a priori mózgu (pamięć, język, kultura, itp.). Odczuwając miłość - wspominasz.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Bliżej mi do Nietzschego i buddyzmu. Otóż każdy taki konstrukt jest pusty poznawczo i niczemu nie służy. Mózg tworzy modele, za pomocą których próbuje wyjaśnić: doświadczenie (czyli bodźce odbierane ze zmysłów), własne emocje (stąd nadawanie niektórym rzeczom kategorii sensu i wartości) itd. Idąc dalej: pielęgniarka mówi mi jak będę się czuł po pewnej substancji, którą zamierza mi podać. Niby mentalnie "rozumiem", ale faktyczne zrozumienie powstaje dopiero kiedy dostaję zastrzyk i wtedy ROZUMIEM naprawdę. Przewodnik opowiada mi o jakimś miejscu, ale dopiero kiedy tam jestem ROZUMIEM o czym opowiadał. Mama opowiada mi o miłości, ale dopiero kiedy się zakochuję ROZUMIEM o co chodzi. Mało tego - "rozumienie" i ROZUMIENIE cały czas ewoluują. Podobnie jest z filozofiami. Ci podrzędni filozofowie są albo zrozumiali na początku, albo odrzuca się ich na początku jako bzdury, natomiast te wartościowe filozofie "ładują się" w mózgu i inaczej rozumiem je kiedy loading jest na 56%, a inaczej kiedy dochodzi do 100%  Nie należy mylić opisu z jego desygnatem. Opis jest prosty, często logiczny, zero-jedynkowy, natomiast samo doświadczenie zawsze wymyka się opisom i w tym sensie jest transcendentne dla doświadczającego. Dzięki zrozumieniu tego wyszedłem z depresji, która polegała m.in. na tym, że myślałem tylko o przyczynach i skutkach, a w konsekwencji zawsze na końcu zostawało pytanie "po co", czyli pytanie o sens. Tymczasem kiedy nie zadaje się tego pytania i nie postrzega się czynności jako czegoś co służy czemuś, okazuje się, że sama prosta czynność ma sens. Ma dopóki nie zaczynam tego mentalizować i osadzać w umyśle w koncepcji sensu. > Ale są wyjaśnienia na tyle błędne, że dezorganizują lub nawet unicestwiają człowieka. Myślę, że można mówić nie tylko o typach takich wyjaśnień, ale i o ich wagach. Logika nie zawsze musi być wyrażona w opisie. Ktoś, kto w potocznym doświadczeniu zakwestionuje zasadę tożsamości, może mieć poważne kłopoty...O jakiej tożsamości piszesz? Właśnie negacja rozwija pojęcie i wzbogaca je o nowe konteksty. Zbytnia negacja prowadzi do przejścia myślenia poziom metafizyczny i wtedy każdy "sens" nie jest sensem ostatecznym, bo można zadać pytanie "po co?", nic nie jest dobre, bo wszystko mogłoby być lepsze, nic nie jest jasne bo wszystko można wyjaśnić lepiej i dokładniej. Dlatego trzeba odnaleźć równowagę między przeciwieństwami. Życie toczy się poza wyjaśnieniami, ale jednak bez mapy zgubilibyśmy się w terenie. > >Samą treść doświadczenia można podzielić na doświadczenie właściwe i komentarz do doświadczenia (narracja, czyli słowa + logika + przekonania/wiara).> Czym byłoby doświadczenie właściwe? Faktyczne doświadczenie jest integralną całością, a integralność tę nadaje właśnie mózg, a nawet cały układ nerwowy. Mózg jest a priori doświadczenia.Mózg tworzy iluzję spójności wszystkiego ze wszystkim. Osoby przykładające zbyt dużą wagę do tej spójności chorują np na schizofrenię, ulegają błędom poznawczym. Z drugiej strony zbytnia rozbiórka wszystkiego na czynniki pierwsze może prowadzić do depresji, tak jak było u mnie. Dlatego ma się rozumieć, że należy znaleźć punkt równowagi między tymi przeciwieństwami. To dość przerażające, że większość ludzi żyje w tym wirze myśli, a nie w realnym świecie. > >... o to chodzi, że te opisy to tylko jeden z elementów, wcale nie najważniejszy, a ludzie przykładają do niego nadmierną wagę.> Dlaczego tak się dzieje? Być może mózg nie odróżnia konstruktów od doświadczenia, traktując je na tym samym poziomie (bodźce z różnych zmysłów zamieniane są w impulsy neurofizjologiczne o podobnej fizyko-chemicznej naturze).Rozróżnia, tylko trzeba się tego nauczyć, po prostu zacząć przykładać do tego większą wagę. Świadomość przełącza się między różnymi trybami, które różnią się między sobą np pod kątem klasyfikacji obiektów. Raz patrzę na komputer i widzę go jako całość, mam skojarzenia emocjonalne z danym przedmiotem. Innym razem ten sam komputer jest zbiorem mechanizmów, rozbieram go i myślę o przyczynach i skutkach, a obiektem nie jest wtedy komputer, tylko obiektami są jego części składowe. Czasem komputer jest tylko elementem pokoju, w którym się znajduje. > >Samo doświadczenie jest transcendentne, ...> Wobec czego?Wobec doświadczającego. > >..wyłania się z nieświadomośći...> No to mamy dualizm świadomości i nieświadomości, jeden z typowych (moim zdaniem błędnych) konstruktów opisujący doświadczenie.Wszystkie modele są błędne, jedne są trafne bardziej, a drugie mniej. Żeby coś było świadome musi być najpierw przetworzone przez mózg. Każde doświadczenie zawsze jest pewnego rodzaju niespodzianką dla doświadczającego. > Czy funkcją opisu i pamięci jest pogłębianie? Myślę, że spełniają przede wszystkim funkcje pragmatyczne, nawet w sytuacjach, kiedy mowa o tzw. doświadczeniu mistycznym.I niech pozostaną przy takiej roli. Ludzie lubią absolutyzować swoje myśli, pamięć. Wtedy jest to spłycenie. > Dlaczego mentalny konstrukt (np. "sens to praca") miałby być spłyceniem?Bo praca nie ma sensu. Jest natomiast potrzebna, bo służy innym sensom, które też nie mają sensu i tak w kółko. Dopiero wyjście poza te konstrukty daje poczucie sensu. Chyba, że ktoś jest kompulsywnym pracoholikiem i wydaje mu się, że przymus pracy, który odczuwa to sens. > Na ile własny opis jest własny? Ktoś stojąc na szczycie i doświadczając sensu może realizować projekt jakiegoś biura podróży.Ale to wtedy nie ma znaczenia. Liczą się emocje doświadczającego, a wtedy reszta schodzi na dalszy plan i nie jest na tyle istotna, żeby się nią zajmować. > Podobnie artysta wierząc w swój indywidualizm może realizować społeczne zapotrzebowanie np. na abstrakcję. Obawiam się, że trudno jest uciec od społecznej natury sensu.To już dopisywanie "sensu" po fakcie
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | > >Życzę zatem powodzenia w definiowaniu życia.  > Nie życia, a jedynie zasad, wartości.To ułuda. Szukasz "wiatru w polu". Zasady i wartości są zmienne i nie są absolutne. Zauważ, choćby termin aborcja - niesie z sobą wiele sprzeczności. Dla jednych jest dopuszczalna, a dla innych całkowicie niedopuszczalna. Nie uzgodnisz moralnej wartości tego terminu... albo eutanazja - dla jednych jest prawem do dysponowania życiem przez każdego z nas, a dla innych wręcz przeciwnie; uznają oni bowiem, że życie jest tak cenne, że nie można w imię prawa samemu go sobie odebrać. Albo miłość - dla jednych jest całkowitym podporządkowaniem drugiej osobie, a dla innych pozostawienie sobie ogromnej ilości autonomii w zachowaniach i pragnieniach. Stąd moja opinia, że należy żyć, a nie gadać. Uzgodnienia wychodzą w "praniu", w procesie zwanym "dopasowaniem się" partnerów. Choć z drugiej strony wcale nie trzeba się we wszystkim zgadzać, aby być "pociągającym" dla potencjalnego partnera. Często właśnie różnice zdań wpływają na zaciekawienie, są przyczyną zmiany własnych wartości..... etc. > >A skąd ten pomysł, że monogamia jest "naturalna". Jesteś w totalnym błędzie. > Pisałem, że dla mnie jest naturalna. Ludzie różnią się znacznie strategiami seksualnymi, co jest wynikiem zróżnicowania w ewolucji.Uznając, że ludzie różnią się strategiami seksualnymi uznajesz, że wszystkie strategie są naturalne, zatem uznanie przez Ciebie, że monogamia jest naturalna wydaje się dowodowo bez sensu, gdyż wszystko jest naturalne. > >Nadto, seksualność człowieka wykracza daleko poza to, co nazywamy miłością.  > Ba, czasem ta seksualność uniemożliwia miłość.Co przez to rozumiesz? > >Do tego zmierzam... ta rozmowa nie ma praktycznego sensu jeżeli nie oprzesz jej o konkretny przykład.> > Miłość, honor, przyjaźń, oddanie etc., to definicje, z których nic, a nic nie wynika. Aby zrozumieć o czym rozmawiamy należy oprzeć dyskusję na konkretne zachowania, a nie na niezrozumiałe definicje.> Myślę, że jednak w tym przypadku mówimy o uniwersalnych dla ludzi pojęciach. Zbyt duże zróżnicowanie uniemożliwiłoby jednak ludziom dogadywanie się i dobieranie się w pary.Nie przeczę, że termin np. przyjaźń jest tak niezrozumiały, że równoważyć go można z terminem koleżeństwo. Rozumiemy przecież, że przyjaźń jest większym "dostępem" do drugiej osoby - to oczywiste i trudno się z tym nie zgodzić. Czym jednak ten większy "dostęp" ma być tego już nie wiadomo... i nie wynika to z definicji, ale wzajemnych oczekiwań przyjaciół. > >Mógłbyś to jakoś wytłumaczyć. Koncepcja mnie zaciekawiła. Dotąd myślałem, że 22 facetów biega za okrągłą "szmacianką" po to, aby zarobić trochę forsy.... ale transcendencja... hmm... ciekawe... > A mnie ciekawi, że raz piszesz o jałowości definicji, żeby następnym razem sprowadzić miłość, piłkę, czy inne rzeczy właśnie do definicji i mentalnych koncepcji. Tam gdzie w grę wchodzą emocje i nieprzewidywalność transcendencja jest czymś oczywistym. Tam gdzie coś wiemy, jesteśmy tego pewni, tam tkwi jałowość, pustka, nuda, narzucone sposoby postępowania itp.Ależ ja niczego do definicji nie sprowadzam. Gdzie niby to napisałem  Gra w piłkę nożną jest zarabianiem pieniędzy bądź dobrą zabawą... i tyle. Gdzie tu miejsce na transcendencję? > >Co tym masz z tą transcendencją? Stan zakochania jest poznany. Wiadomo, co się w tym stanie z nami dzieje, co nie zmienia faktu, że temu stanowi polegamy i że jest on piękny.> Podobnie jak "znamy" stany po narkotykach w tym sensie, że taki, a taki receptor odpowiada za taką, a nie inną reakcję itd. Tymczasem pozostaje coś co jest poza opisem: sam fakt życia, miłość, emocje, smaki etc. I właśnie to "poza opisem" stanowi o wartości, sensie.Nadawanie znaczeń, nadawanie zjawiskom stanów emocjonalnych jest odpowiedzią organizmu na świat zewnętrzny, na bodźce, które ciału dostarcza. ... co ciekawie przedstawił diogeneswww.racjonalista.pl/forum.php/s,708969#w710997> >Każdy ma tyle szans ile chce. Więcej wiary...> Nieprawda. Poza tym wiara to dla mnie coś negatywnego.Każdy z nas wierzy. Jedni wierzą w Boga/bogów, inni w naukę... > Są ludzie bez szans na miłość i wg mnie stanowią całkowicie pokaźny procent. Mimo tego, że większość niby ma szanse, to i tak zazwyczaj im się one nie ziszczą.Nie zgodzę się z Tobą. Każdy ma szanse na miłość... choć przychodzi ona czasami całkiem spontanicznie  . . .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > To ułuda. Szukasz "wiatru w polu". Zasady i wartości są zmienne i nie są absolutne.Nie muszą być absolutne, tylko wspólne dla dwóch osób na dany moment i dające przesłanki, że to się szybko nie zmieni. Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają i w pewnym sensie tak jest, ale pod kątem zasad partnerzy powinni być zgodni. Ja bym się nie związał z dziewczyną głosującą na PO, PiS, czy weganką  Pewne wartości są stałe dla ludzi na całe życie i tym jest dla mnie zasada żeby nie zdradzać, żeby być lojalnym dla bliskich, nie stawiać pieniędzy wyżej od wartości itd. > Zauważ, choćby termin aborcja - niesie z sobą wiele sprzeczności. Dla jednych jest dopuszczalna, a dla innych całkowicie niedopuszczalna. Nie uzgodnisz moralnej wartości tego terminu... albo eutanazja - dla jednych jest prawem do dysponowania życiem przez każdego z nas, a dla innych wręcz przeciwnie; uznają oni bowiem, że życie jest tak cenne, że nie można w imię prawa samemu go sobie odebrać.A moim zdaniem można dojść tu do konsensusu, ale nie z ludźmi zacietrzewionymi, którzy wierzą w dogmaty. Ktoś kto chce mi zabronić możliwości spokojnej śmierci w przypadku cierpień, których nie da się wyleczyć, to osoba niemoralna, której nienawidzę. Dla mnie nie ma tu żadnej dyskusji. W przypadku aborcji sprawa jest bardziej skomplikowana, ale w momencie gdy dziecko ma się urodzić chore i cierpieć, to znów ten kto każe przyjść takiemu dziecku na świat to osoba niemoralna, której nienawidzę  > Albo miłość - dla jednych jest całkowitym podporządkowaniem drugiej osobie, a dla innych pozostawienie sobie ogromnej ilości autonomii w zachowaniach i pragnieniach.> Stąd moja opinia, że należy żyć, a nie gadać. Uzgodnienia wychodzą w "praniu", w procesie zwanym "dopasowaniem się" partnerów. Choć z drugiej strony wcale nie trzeba się we wszystkim zgadzać, aby być "pociągającym" dla potencjalnego partnera. Często właśnie różnice zdań wpływają na zaciekawienie, są przyczyną zmiany własnych wartości..... etc.Tylko, że taka pseudowolność polegająca na tym, że każdy może z każdym, to jest oczywiście pewna możliwość, ale miłością to tego nie nazywajmy. Żadna skrajność nie jest dobra. > >>A skąd ten pomysł, że monogamia jest "naturalna". Jesteś w totalnym błędzie. > >Pisałem, że dla mnie jest naturalna. Ludzie różnią się znacznie strategiami seksualnymi, co jest wynikiem zróżnicowania w ewolucji.> Uznając, że ludzie różnią się strategiami seksualnymi uznajesz, że wszystkie strategie są naturalne, zatem uznanie przez Ciebie, że monogamia jest naturalna wydaje się dowodowo bez sensu, gdyż wszystko jest naturalne.Dla mnie naturalna jest monogamia, dla kogoś innego naturalna może być poligamia. Miłość jest możliwa jednak w tym pierwszym modelu, a dla niektórych naturalna jest psychopatia  > >>Nadto, seksualność człowieka wykracza daleko poza to, co nazywamy miłością.  > >Ba, czasem ta seksualność uniemożliwia miłość.> Co przez to rozumiesz?Wybór osoby, która odpowiada mi seksualnie jest jakby sprzeczny z miłością, a bardziej porównałbym to do wyboru przedmiotu, który zapewnia przyjemność, czyli jest takim bodźcem jak narkotyk. A poza tym są jeszcze parafilie, które uniemożliwiają miłość. > Nie przeczę, że termin np. przyjaźń jest tak niezrozumiały, że równoważyć go można z terminem koleżeństwo. Rozumiemy przecież, że przyjaźń jest większym "dostępem" do drugiej osoby - to oczywiste i trudno się z tym nie zgodzić. Czym jednak ten większy "dostęp" ma być tego już nie wiadomo... i nie wynika to z definicji, ale wzajemnych oczekiwań przyjaciół.Wg mnie nie chodzi o dostęp. Często jest tak, że przyjaciel mieszka daleko, a na miejscu są zwykli kumple, z którymi idzie się na piwo. Przyjaciół poznaje się w biedzie. > Ależ ja niczego do definicji nie sprowadzam. Gdzie niby to napisałem > Gra w piłkę nożną jest zarabianiem pieniędzy bądź dobrą zabawą... i tyle. Gdzie tu miejsce na transcendencję?No właśnie sprowadziłeś piłkę do mentalnych szufladek "22 facetów biega za piłką, piłka jest zarabianiem pieniędzy, bądź dobrą zabawą". Nie wytłumaczę tego podobnymi szufladkami, bo dla mnie piłka jest tak jak szachy grą mistyczną. > >Podobnie jak "znamy" stany po narkotykach w tym sensie, że taki, a taki receptor odpowiada za taką, a nie inną reakcję itd. Tymczasem pozostaje coś co jest poza opisem: sam fakt życia, miłość, emocje, smaki etc. I właśnie to "poza opisem" stanowi o wartości, sensie.> Nadawanie znaczeń, nadawanie zjawiskom stanów emocjonalnych jest odpowiedzią organizmu na świat zewnętrzny, na bodźce, które ciału dostarcza.> ... co ciekawie przedstawił diogeneswww.racjonalista.pl/forum.php/s,708969#w710997No jest odpowiedzią organizmu na świat zewnętrzny. I właśnie przez to, że ludzie przykładają zbyt dużą wagę tej odpowiedzi, a nie temu światu w chwili obecnej, powstają zaburzenia. > Każdy z nas wierzy. Jedni wierzą w Boga/bogów, inni w naukę...Nie każdy, bo ja w nic nie wierzę. Naukę traktuję jako roboczy model, który obecnie jest lepszy od innych. > >Są ludzie bez szans na miłość i wg mnie stanowią całkowicie pokaźny procent. Mimo tego, że większość niby ma szanse, to i tak zazwyczaj im się one nie ziszczą.> Nie zgodzę się z Tobą. Każdy ma szanse na miłość... choć przychodzi ona czasami całkiem spontanicznie  No nie każdy, ale widzę, że wierzysz w przysłowiowego świętego Mikołaja, więc nie będę Ci burzył tej utopii
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Nie każdy chce mieć dzieci. W przeszłości i niechcącym rodzicielstwa wymóg wierności sprzyjał.
>Jakość relacji, czyli miłość. Bez tego związki nie mają sensu i lepiej sobie iść do burdelu. Wychodzi na to, że miłość jest od płatnego seksu sensowniejsza dzięki taniości seksu.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Wychodzi na to, że miłość jest od płatnego seksu sensowniejsza dzięki taniości seksu.
Dzięki wartości seksu, który jest wtedy czymś więcej niż tylko prymitywną czynnością wykonywaną dla zbicia ciśnienia wynikającego z potrzeby. Można traktować wszystko jako potrzebę i zaspokajanie ośrodka nagrody w mózgu, ale wtedy wszystko staje się spłycone i bezsensowne.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Dzięki wartości seksu, który jest wtedy czymś więcej niż tylko prymitywną czynnością wykonywaną dla zbicia ciśnienia wynikającego z potrzeby. Można traktować wszystko jako potrzebę i zaspokajanie ośrodka nagrody w mózgu, ale wtedy wszystko staje się spłycone i bezsensowne.
Co to znaczy traktować? Zmieniać punkt widzenia, frazeologię? Skąd wiesz, że zmiana języka nada faktom głębi i sensu? Czy nie jest tak, jak w pewnym wierszu Bukowskiego, w którym ta sama siła rozwija kwiat i każe nam sięgnąć po puszkę piwa (tyle Bukowski) lub uprawiać z kobietą pornografię (to już ja)? Raczej podążałbym tropem kotów Hegla, które w nocy wszystkie są czarne...
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | A kto mówił o zmianie nazewnictwa? Pisałem o traktowaniu. Podobnie jest z jedzeniem - jedni jedzą po to żeby zaspokoić potrzebę i odżywić ciało, a ja jem dla smaku. Liczą się dla mnie takie rzeczy jak klimat danego miejsca, estetyka, głębsze więzi z ludźmi. Dla niektórych liczy się tylko użyteczność i zaspokajanie potrzeb, a ja wolałbym się nie urodzić niż być zmuszonym do takiego punktu widzenia.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Dzięki wartości seksu, który jest wtedy czymś więcej...No ale skoro kiedy indziej niż "wtedy" seks jest czymś mniej, to może nie w seksie wartość? 
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Właśnie w seksie, ale pod warunkiem, że wtedy
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Właśnie w seksie, ale pod warunkiem, że wtedy Chwaliła się raz rzepa przed całym ogrodem, Że jest bardzo smaczna z miodem. Na to miód się odezwie i tak jej przygani: "A ja jestem smaczny i bez pani!" Jan Brzechwa
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | > >Są 2 powody: choroby weneryczne i jakość relacji.> Nie tyle jakość relacji (bo niby co by to miało być), co faktyczność ojcostwa.> A w dobie alimentowania dzieci istotnym powodem jest też budżet.Dla wielu w "ojcostwie" liczą się nadal, jak w czasach patriarchów, więzi krwi. Najważniejsze dla nich jest "kto spłodził". a nie "kto pokochał i wychował". Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie poglądy są rozpowszechnione i są częstym powodem wymagania wyłączności seksualnej, ale one są imho obrzydliwe. Odmówić miłości dziecku ukochanej osoby tylko dlatego, że nie jest ono genetycznie związane? Brr...  Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | Belfer00 (720 punktów) | > Są 2 powody: choroby weneryczne i jakość relacji. Gdyby ktoś jadł mi zupę z talerza swoją brudną łyżką to raczej by mi to nie odpowiadało  Hmm, zastanawiałem się czy taka argumentacja się pojawi i miałem nadzieję, że nie, nie na forum racjonalistów. Właśnie tego typu przedmiotowe traktowanie miałem na myśli. Jeśli to miał być żart, to mało śmieszny, zwłaszcza dla osoby, która miałaby być tym "talerzem". Każde bezpośrednie kontakty międzyludzkie mogą być drogą przenoszenia jakiegoś czynnika zakaźnego. Najczęstsze są zakażenia tzw. "kropelkowe", przez kaszel czy kichanie. Czy gdy bliska uczuciowo osoba zakazi się w ten sposób, oskarżamy ją o nieostrożność czy raczej troszczymy się o jej zdrowie? Analogicznie jeśli taka bliska osoba ma ryzykowne kontakty seksualne, to czy nie powinniśmy raczej mieć na uwadze jej zdrowia niż sprowadzać ją do roli "przenosiciela zarazy"? Nie mogę zrozumieć, jak można myśleć w ten sposób, a jednocześnie wskazywać na "jakość relacji". Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >Są 2 powody: choroby weneryczne i jakość relacji. Gdyby ktoś jadł mi zupę z talerza swoją brudną łyżką to raczej by mi to nie odpowiadało  > Hmm, zastanawiałem się czy taka argumentacja się pojawi i miałem nadzieję, że nie, nie na forum racjonalistów.> Właśnie tego typu przedmiotowe traktowanie miałem na myśli.> Jeśli to miał być żart, to mało śmieszny, zwłaszcza dla osoby, która miałaby być tym "talerzem".Pół żartem, pół serio  Kiedy idziesz do dziwki to się nie całujesz, zabezpieczasz się odpowiednio i sprowadzasz seks do towaru. Kiedy podrywasz dziewczyny na jedną noc to sprowadzasz je do roli narkotyku/używki. Dopiero intymna relacja oparta na przyjaźni i seksie ma dla mnie głębszy sens, ale jak widać nie każdy ma tak wysublimowane potrzeby. > Każde bezpośrednie kontakty międzyludzkie mogą być drogą przenoszenia jakiegoś czynnika zakaźnego.> Najczęstsze są zakażenia tzw. "kropelkowe", przez kaszel czy kichanie.> Czy gdy bliska uczuciowo osoba zakazi się w ten sposób, oskarżamy ją o nieostrożność czy raczej troszczymy się o jej zdrowie?> Analogicznie jeśli taka bliska osoba ma ryzykowne kontakty seksualne, to czy nie powinniśmy raczej mieć na uwadze jej zdrowia niż sprowadzać ją do roli "przenosiciela zarazy"?Nie ma tutaj analogii. Jeżeli złodziej złamał nogę wchodząc mi do domu przez komin to łamię mu drugą i kopię go w łeb, zamiast się o niego troszczyć  > Nie mogę zrozumieć, jak można myśleć w ten sposób, a jednocześnie wskazywać na "jakość relacji".> Pozdrawiam.Też nie rozumiem jak można tak odwracać kota ogonem żeby zracjonalizować sobie swoje niepohamowane popędy  Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | > >>Są 2 powody: choroby weneryczne i jakość relacji. Gdyby ktoś jadł mi zupę z talerza swoją brudną łyżką to raczej by mi to nie odpowiadało  > >Jeśli to miał być żart, to mało śmieszny, zwłaszcza dla osoby, która miałaby być tym "talerzem".> Pół żartem, pół serio [...]> >Analogicznie jeśli taka bliska osoba ma ryzykowne kontakty seksualne, to czy nie powinniśmy raczej mieć na uwadze jej zdrowia niż sprowadzać ją do roli "przenosiciela zarazy"?> Nie ma tutaj analogii. Jeżeli złodziej złamał nogę wchodząc mi do domu przez komin to łamię mu drugą i kopię go w łeb, zamiast się o niego troszczyć  Hmm... Jak tę przypowieść odczytać? Czyżby tak, że jakbyś dowiedział się, że "Twoja" ukochana zaraziła się gdzieś chorobą weneryczną, to byś tak z nią postąpił?  A może tak postąpiłbyś tylko z "nim", a obrazem ukochanej (?) osoby jest tu... komin (!). Talerz, komin, wciąż jakieś (Twoje własne) przedmioty... Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Hmm... Jak tę przypowieść odczytać?> Czyżby tak, że jakbyś dowiedział się, że "Twoja" ukochana zaraziła się gdzieś chorobą weneryczną, to byś tak z nią postąpił? Może nie aż tak drastycznie. Na pewno byłby to koniec związku i "miłości" (bo kobieta, która zdradza nie kocha, więc miłość w cudzysłowie). > A może tak postąpiłbyś tylko z "nim", a obrazem ukochanej (?) osoby jest tu... komin (!).> Talerz, komin, wciąż jakieś (Twoje własne) przedmioty...> Pozdrawiam.> Nie bardzo rozumiem. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | > >Hmm... Jak tę przypowieść odczytać?> >Czyżby tak, że jakbyś dowiedział się, że "Twoja" ukochana zaraziła się gdzieś chorobą weneryczną, to byś tak z nią postąpił? > Może nie aż tak drastycznie. Na pewno byłby to koniec związku i "miłości" (bo kobieta, która zdradza nie kocha, więc miłość w cudzysłowie).Ale czy Ty kochasz? Powtórzę to, co napisałem wyżej: "Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności? Nigdy tego nie przeżywałeś?". Potrafisz "odkochać się" na (swoje) życzenie? > >A może tak postąpiłbyś tylko z "nim", a obrazem ukochanej (?) osoby jest tu... komin (!).> >Talerz, komin, wciąż jakieś (Twoje własne) przedmioty...> Nie bardzo rozumiem.Wyjaśniam. Najpierw użyłeś porównania, w którym ukochana była talerzem, a "rywal" "ktosiem z brudną łyżką" (symbol falliczny). Teraz "ten trzeci" to "złodziej wchodzący do Twojego domu przez komin". Komin to symbol waginalny, a dom z kominem, to Twoja ukochana. Zarówno talerz, jak i dom z kominem w tych porównaniach są Twoimi przedmiotami. To oznacza, że rościsz sobie pewne prawa do ukochanej osoby, "zawłaszczasz" ją. IMHO do osoby nie należy rościć sobie praw. Nawet w stosunku do dzieci nie stosuje się obecnie "władzy", a jedynie "pieczę" rodzicielską. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | > Ale czy Ty kochasz?Jeśli tak to przez to cierpię w sytuacji zdrady. Jeśli nie to zdrada mnie nie zaboli. > Powtórzę to, co napisałem wyżej: "Czyli nie wyobrażasz sobie kochania bez wzajemności?> Nigdy tego nie przeżywałeś?".> Potrafisz "odkochać się" na (swoje) życzenie?Gdybym potrafił to zdrada by mnie nie obeszła. > Wyjaśniam.> Najpierw użyłeś porównania, w którym ukochana była talerzem, a "rywal" "ktosiem z brudną łyżką" (symbol falliczny).> Teraz "ten trzeci" to "złodziej wchodzący do Twojego domu przez komin".> Komin to symbol waginalny, a dom z kominem, to Twoja ukochana.> Zarówno talerz, jak i dom z kominem w tych porównaniach są Twoimi przedmiotami.> To oznacza, że rościsz sobie pewne prawa do ukochanej osoby, "zawłaszczasz" ją.> IMHO do osoby nie należy rościć sobie praw.> Nawet w stosunku do dzieci nie stosuje się obecnie "władzy", a jedynie "pieczę" rodzicielską.> Pozdrawiam.> Heh, ciekawa interpretacja, ale zupełnie nie to miałem na myśli  Aż się teraz dziwię, że można było to tak dopasować i faktycznie pasuje. Porównanie to porównanie, wyciąłem aspekt emocjonalny i wyabstrahowałem sam aspekt opisu teoretycznej sytuacji. Robię to dość często, najczęściej wychodzą mi porównania związane z piłką nożną, a tu akurat wyszło co innego. Powiem tak - gdybym traktował kobietę jak przedmiot, to zamiana jej na lepszy model byłaby czymś prostym, oczywistym. Cierpienie po utracie przedmiotu wiąże się z poczuciem bezsilności co do zdobycia lepszego. Złodziej wchodził przez komin, bo wtedy jest szansa żeby spadł i wtedy mógłbym go dobić. W takim razie zmieniam metaforę żeby się nie kojarzyła i niech będzie, że złodziej wlazł przez drzwi, ale pogryzł go pies. Gdybym mieszkał w USA to bym go zastrzelił. Za zdradę oczywiście bym nie zabił (choć jako małolat byłem pewien, że w takiej sytuacji bym to zrobił), ale znika wtedy możliwość bycia dalej razem. Gdybym jednak chciał zostać z kobietą po zdradzie, to byłbym słabym frajerem, który ulega emocjom i narkotycznemu przywiązaniu do niej. A gdybym miał dzielić się kobietą z kimś innym, to zwyczajnie bym się brzydził. M.in. dlatego nie chodzę na dziwki. Pozdrawiam.
|
|
| |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | > dlaczego w ogóle ludzie jako zrozumiałe samo przez się (a nawet obowiązkowe) traktują składanie takich obietnic (przysiąg) i wymagają ich dotrzymywania.Obietnice to jeden z elementów stabilności różnych systemów społecznych. Wyobraźmy sobie, że zrywane są umowy, przysięgi, obietnice, itp. - mamy chaos w czystej postaci. Oczywiście, jakiś % tego rodzaju zachowań diabli biorą, ale generalnie są one gwarantem spójności. I nic nie wskazuje na to, żeby w przyszłości było inaczej. Tego rodzaju akty mają nawet swoją działkę w prawie (zobowiązania) i bogatą tradycję: Cytat:Pacta sunt servanda (łac. umów należy dotrzymywać) - zasada wyrażająca się w tym, że osoba, która zawarła w sposób ważny umowę, musi się z niej wywiązać.
Instytucja wywodząca się z prawa rzymskiego[1], wyprowadzona przez średniowiecznych glosatorów i komentatorów. Opiera się na dobrej wierze stron stosunku niezobowiązaniowego i jest fundamentalną zasadą w każdym systemie prawnym. Klauzula generalna wzmacniająca rolę umów prawnych oraz pewność i stabilność prawa, jako podstawowego regulatora stosunków społecznych. > Poza tym, co ważniejsze, wymaganie takich obietnic i oczekiwanie ich spełnienia jest poważnym naruszeniem wolności człowieka.Jesteś wolny dopóki nie złożysz obietnicy: ma ona w sobie coś z długu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Belfer00 (720 punktów) | >>dlaczego w ogóle ludzie jako zrozumiałe samo przez się (a nawet obowiązkowe) traktują składanie takich obietnic (przysiąg) i wymagają ich dotrzymywania. >Obietnice to jeden z elementów stabilności różnych systemów społecznych. Wyobraźmy sobie, że zrywane są umowy, przysięgi, obietnice, itp. - mamy chaos w czystej postaci. Oczywiście, jakiś % tego rodzaju zachowań diabli biorą, ale generalnie są one gwarantem spójności. I nic nie wskazuje na to, żeby w przyszłości było inaczej. Tego rodzaju akty mają nawet swoją działkę w prawie (zobowiązania) i bogatą tradycję: [...] Znowu uchyliłeś się od mojej argumentacji. Nie odniosłeś się do mojej wypowiedzi, że "takie ''zawłaszczające'' wymagania uważam za krzywdzące osobę". Powołujesz się na prawo zobowiązań. Czy rozumnym jest sądzić, że prawo może rządzić w związkach intymnych? A może uważasz, że słuszne jest podejście: "nieważne chce czy nie chce, jak przyrzekł(a), to jest już mój/moja i będę to egzekwował(a)"? Człowiek kochający troszczy się o dobro ukochanej osoby, a nie o swoje "prawa", ograniczające jej wolność. Dla mnie wymaganie od drugiej osoby tzw. "wierności" (czyli wyłączności seksualnej) jest tym, czym wymaganie rezygnacji z pracy zawodowej, zerwania kontaktów towarzyskich czy jadania wyłącznie w domu. To jest zawłaszczanie (odbieranie wolności), wynikające z patriarchalnych układów, w których liczyły się więzy krwi dziecka i rodzica (ojca). Związek partnerski (czy małżeński) powinien być wzajemnym wspieraniem się, a nie egzekwowaniem praw.
>>Poza tym, co ważniejsze, wymaganie takich obietnic i oczekiwanie ich spełnienia jest poważnym naruszeniem wolności człowieka. >Jesteś wolny dopóki nie złożysz obietnicy: ma ona w sobie coś z długu. Owszem, dług jest właśnie pewną formą zniewolenia. Czy zawsze dobrowolnego? Różnie z tym bywa. Jednak związek intymny, to chyba powinno być coś innego niż związek "biznesowy"? Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Czy rozumnym jest sądzić, że prawo może rządzić w związkach intymnych?
Czym wyróżniają się związki intymne, aby nie obejmowało ich prawo? Na czym miałaby polegać ich wyjątkowość? Co powiesz o intymności w sytuacji pedofilii? Jeśli coś jest rzeczywiste, to jest rozumne w szerszym kontekście, chociaż nie zawsze dzieje się zgodnie z czyimiś oczekiwaniami. Wariat jest procesem, który można badać tak jak i mędrca.
>przyrzekł(a), to jest już mój/moja
Obietnica niczego nie zmienia w stosunku własności między ludźmi, bo tego stosunku nie ma. Niewolnictwo skończyło się, a jeśli gdzieś się pojawia, to jest ścigane.
>Dla mnie wymaganie od drugiej osoby tzw. "wierności" (czyli wyłączności seksualnej) ...
Rozmawiamy o sytuacji, w której osoba dobrowolnie przyrzeka wierność. Zakładam też, że rozumie, co mówi.
>Związek partnerski (czy małżeński) powinien być wzajemnym wspieraniem się, a nie egzekwowaniem praw.
Rozmawiajmy o faktach, a nie o powinnościach.
>Jednak związek intymny, to chyba powinno być coś innego niż związek "biznesowy"?
Podejrzewam, że prostytutka jest odmiennego zdania. Powinność jednych uskrzydla, innych zniewala.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | >>Czy rozumnym jest sądzić, że prawo może rządzić w związkach intymnych? >Czym wyróżniają się związki intymne, aby nie obejmowało ich prawo? Na czym miałaby polegać ich wyjątkowość? Co powiesz o intymności w sytuacji pedofilii? Powołałeś się na prawo rzymskie i prawo zobowiązań. Dawniej stosowano właśnie prawo do regulacji związków, które określiłem jako "intymne". Prawo cywilne i karne zajmowało się takimi "przestępstwami" jak "niedotrzymanie obietnicy małżeństwa" czy właśnie "zdrada małżeńska". Postęp społeczny spowodował, że za "zdradę" nie idzie się do więzienia, ani nawet nie płaci grzywny czy odszkodowania. To właśnie miałem na myśli, a nie ściganie pedofilów. Imho powoływanie się na prawo w przypadku "zdrady" jest obecnie nie na miejscu.
>>przyrzekł(a), to jest już mój/moja >Obietnica niczego nie zmienia w stosunku własności między ludźmi, bo tego stosunku nie ma. Niewolnictwo skończyło się, a jeśli gdzieś się pojawia, to jest ścigane. Nie szło mi o stosunek formalnoprawny tylko faktyczny. "Sankcje" za "zdradę" to mogą być wyzwiska, uniemożliwienie kontaktu ze wspólnymi dziećmi, "kara cielesna" (uderzenie, bicie), niekiedy nawet "kara śmierci" (zabójstwo z zazdrości). To są właśnie skutki "zawłaszczenia" osoby ("przywiązania" do siebie). Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Czy rozumnym jest sądzić, że prawo może rządzić w związkach intymnych?
Dotrzymywanie słowa winno być prawem w każdym rodzaju związku.
>A może uważasz, że słuszne jest podejście: "nieważne chce czy nie chce, jak przyrzekł(a), to jest już mój/moja i będę to egzekwował(a)"?
A niby jak można tu coś egzekwować? Jak nie chce, to niech odejdzie, jest wolnym człowiekiem. Przecież ROZSTANIE to nie jest ZDRADA.
>Dla mnie wymaganie od drugiej osoby tzw. "wierności" (czyli wyłączności seksualnej) jest tym, czym wymaganie rezygnacji z pracy zawodowej, zerwania kontaktów towarzyskich czy jadania wyłącznie w domu.
No widzisz, a dla mnie nie. Na szczęście, nikt nie ma mocy aby zmusić cię do życia tak, jak MNIE się podoba. Czy ty aby nie masz ochoty zmuszać innych, aby zrezygnowali z zasad które im się podobają?
>To jest zawłaszczanie (odbieranie wolności), wynikające z patriarchalnych układów, w których liczyły się więzy krwi dziecka i rodzica (ojca).
W układach patriarchalnych kobietę karze się surowo za zdradę, a mężczyźnie się pobłaża. Jeśli obie płci traktuje się równo, nie ma żadnego patriarchalizmu. Kto jest bardziej "patriarchalny" - poligamiczny goryl, promiskuityczny szympans czy monogamiczny gibon? Jedynie w tym ostatnim gatunku samce nie dominują nad samicami.
>Związek partnerski (czy małżeński) powinien być wzajemnym wspieraniem się, a nie egzekwowaniem praw.
Zgadza się. Egzekwuje się coś niedobrowolnego. Jeśli jedna ze stron uznaje zobowiązanie za zniewalające, nie ma lepszego rozwiązania, jak.. rozwiązanie właśnie. Niech idzie z Bogiem i znajdzie sobie kogoś lepssego dla siebue, kto nie będzie go zobowiazywal, skori to go zniewala. Zniewalanie ludzi jest zawsze złem. >l
|
|
| | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | >>Czy rozumnym jest sądzić, że prawo może rządzić w związkach intymnych? >Dotrzymywanie słowa winno być prawem w każdym rodzaju związku. Ale wymagać powinniśmy tego od siebie samego (samej), a partnera/kę kochać i nie "rozliczać".
>>A może uważasz, że słuszne jest podejście: "nieważne chce czy nie chce, jak przyrzekł(a), to jest już mój/moja i będę to egzekwował(a)"? >A niby jak można tu coś egzekwować? Jak nie chce, to niech odejdzie, jest wolnym człowiekiem. Przecież ROZSTANIE to nie jest ZDRADA. Cytuję co napisałem wyżej do kolegi diogenesa: "Sankcje" za "zdradę" to mogą być wyzwiska, uniemożliwienie kontaktu ze wspólnymi dziećmi, "kara cielesna" (uderzenie, bicie), niekiedy nawet "kara śmierci" (zabójstwo z zazdrości). Ludzie "przywiązani" do siebie tak łatwo nie odpuszczają.
>>To jest zawłaszczanie (odbieranie wolności), wynikające z patriarchalnych układów, w których liczyły się więzy krwi dziecka i rodzica (ojca). >W układach patriarchalnych kobietę karze się surowo za zdradę, a mężczyźnie się pobłaża. Jeśli obie płci traktuje się równo, nie ma żadnego patriarchalizmu. Jeśli obu stronom się pobłaża to raczej nie ma. Ale jeśli "postęp" ma polegać na tym, że obie płci karze się surowo, to po prostu spotęgowanie obyczajów patriarchalnych (podstawową wartością nienaruszalność wzajemnego zawłaszczenia). Można zresztą nazwać to patrimatriarchalizmem, z wolnością osoby i tak jest to sprzeczne.
>>Związek partnerski (czy małżeński) powinien być wzajemnym wspieraniem się, a nie egzekwowaniem praw. >Zgadza się. Egzekwuje się coś niedobrowolnego. Jeśli jedna ze stron uznaje zobowiązanie za zniewalające, nie ma lepszego rozwiązania, jak.. rozwiązanie właśnie. Powtórzę: ludzie "przywiązani" do siebie tak łatwo nie odpuszczają. Pozdrawiam.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Ja takie "zawłaszczające" wymagania uważam za krzywdzące osobę. U jednych sfera seksualna i emocjonalna jest bardziej zintegrowana niż u innych. Ci co wymagają mają też do tego prawo. To nie są żadni krzywdziciele tylko na przykład ludzie, którzy znają siebie i wiedzą, że pewnych rzeczy nie zaakceptują. Nierzadko ci liberalni dorabiają pewne filozofie już po fakcie. Najpierw obiecali, a potem czują się skrzywdzeni.
dajmonion
|
|
| Rova (234 punktów) | Odp: Przyłość zdrady | |
|
 | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Tylko jeśli robot zajmuje jakąś pozycję społeczną.
No to mamy problem z socjologii robotów, czy w ogóle maszyn. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że pozycja społeczna urządzeń jest w jakiś sposób pochodna od ich właścicieli. Np. nowy, drogi Mercedes vs. 20 letni grat (a potem ponowna nobilitacja drogiego oldtimera). Być może to samo będzie z sexrobotami. Tu sytuacja skomplikuje się dodatkowo. Obok zdezelowanych, tanich wraków dla niższych warstw społecznych (będą sprowadzane np. z Niemiec tak, jak teraz samochody) pojawią się zrobotyzowane burdele. Prostytutki, gejsze i w ogóle panie do towarzystwa czekają ciężkie czasy!
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>pozycja społeczna urządzeń Jak najbardziej takie coś istnieje wobec obiektów materialnych, bo źródłem pozycji społecznej jest posiadanie określonej wartości materialnej; niejeden obiekt wart jest więcej niż niejeden człowiek.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| |  | | Rova (234 punktów) | >>pozycja społeczna urządzeń >Jak najbardziej takie coś istnieje wobec obiektów materialnych, bo źródłem pozycji społecznej jest posiadanie określonej wartości materialnej; niejeden obiekt wart jest więcej niż niejeden człowiek.
Ale czy urządzenie posiada prawo własności, prawa obywatelskie(w tym do udziału w wyborach)?
|
|
| | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>>pozycja społeczna urządzeń >>Jak najbardziej takie coś istnieje wobec obiektów materialnych, bo źródłem pozycji społecznej jest posiadanie określonej wartości materialnej; niejeden obiekt wart jest więcej niż niejeden człowiek. >Ale czy urządzenie posiada prawo własności, prawa obywatelskie(w tym do udziału w wyborach)? A dlaczego pytasz?
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | |  | | Rova (234 punktów) | >A dlaczego pytasz?
Bo jakoś czarno widzę pozycję społeczną bez takich rzeczy...
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>A dlaczego pytasz? >Bo jakoś czarno widzę pozycję społeczną bez takich rzeczy... Tymczasem taki np. niewolnik pozycję społeczną bez tych Twoich wolnościowych szykan jak najbardziej ma.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | |  | | Rova (234 punktów) | >Tymczasem taki np. niewolnik pozycję społeczną bez tych Twoich wolnościowych szykan jak najbardziej ma.
Taką pozycję, że właściwie to jej nie ma.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> >Tymczasem taki np. niewolnik pozycję społeczną bez tych Twoich wolnościowych szykan jak najbardziej ma.> Taką pozycję, że właściwie to jej nie ma.Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że jakaś liczba jest tak mała, że właściwie to jej nie ma. 
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | | | |  | polepszacz (672 punktów) (zablokowany) |
> Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że jakaś liczba jest tak mała, że właściwie to jej nie ma.  Jest taka liczba. Jest nią epsylon , używany w definiowaniu granic. (Analiza matematyczna).
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> >Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że jakaś liczba jest tak mała, że właściwie to jej nie ma.  > Jest taka liczba. Jest nią epsylon...W jakim sensie "prawie nie ma" liczby, o której co chwilę piszesz, że "jest"?
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 polepszacz (672 punktów) (zablokowany) | Poczytaj podręcznik do analizy matematycznej - np. Fichtenholza. Wtedy się dowiesz, czym jest epsylon.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Poczytaj podręcznik do analizy matematycznej - np. Fichtenholza. Wtedy się dowiesz, czym jest epsylon. Przeczytaj mój post, a wtedy się dowiesz, że nie pytałam czym jest epsylon.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 polepszacz (672 punktów) (zablokowany) | Masz za dużo wolnego czasu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Masz za dużo wolnego czasu.A jakbym miała go mniej, to udałoby Ci się odpowiedzieć na pytanie w jakim sensie prawie nie ma liczby, o której piszesz, że jest? 
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 polepszacz (672 punktów) (zablokowany) | >>Masz za dużo wolnego czasu. >A jakbym miała go mniej,
Nie wysilaj się. Nigdy nie dorównasz Workowi_Kości. On miał wiedzę i intelekt , a Ty masz za dużo czasu, który bezproduktywnie marnujesz.
|
|
| | | | | | | | | |  | | tarkos (10757 punktów) | >W jakim sensie "prawie nie ma" liczby, o której co chwilę piszesz, że "jest"? Powiedzmy, że coś (np. liczba) ma rozbudowaną nazwę (definicję), a znikomą (infinitezymalną) wartość - w szczególności nicość istnieje w sensie epistemicznym, niekoniecznie zaś w sensie ontycznym.
["Byt jest, a niebytu nie ma." /za Parmenidesem/]
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>W jakim sensie "prawie nie ma" liczby, o której co chwilę piszesz, że "jest"? >Powiedzmy, że coś (np. liczba)... Liczba to zły przykład, gdy o liczbę idzie.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | tarkos (10757 punktów) | > Liczba to zły przykład, gdy o liczbę idzie. [Ładne sformułowanie - pozwolę sobie zapamiętać.] A rzecz to też zły przykład, gdy o rzecz idzie?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> A rzecz to też zły przykład, gdy o rzecz idzie?Zaczynasz łapać.  (  Ty.)
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| Pan Leming (674 punktów) | > Żona mówi, że nie.No właśnie. Osoby będące w związku określają co jest dla nich zdradą, a co nie jest. Są osoby dla których masturbacja drugiej strony jest upokarzająca i mają z tym problem. Może jest też ktoś kto nadałby temu rangę zdrady? Może samego robota nie potraktowałby jako gadżetu erotycznego pokroju wibratora, czy dmuchanej lalki? Ludzie są różni, warto rozmawiać. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
 | 1 na 1 Curtiss Helldiver (966 punktów) (zablokowany) | > warto rozmawiać.Przede wszystkim przed ślubem.
|
|
1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >Czy seks z seksrobotem byłby zdradą? <<TAK. Jeśli się p....sz z seksrobotem konkurencyjnej firmy.
|
|
2 na 2 | Drobner (19539 punktów) | >Żona mówi, że nie.
Hmmm...
Taka otwarta i bezpośrednia deklaracja żony dałaby mi do myślenia...
Miałbym pewne przeczucia.
Może nawet podejrzewałbym zaistniałe już 'kontakty' z... wibratorem...
(Mały, bo mały - ale jednak... robot!)
Drobner, rozedrgany (emo...)
|
|
3 na 3 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Czy seks z seksrobotem byłby zdradą? A z innym robotem?
Stare, ale tutaj à propos. Facet odwiedza swojego kolegę I widzi dziwną maszynę, stojącą po środku jego salonu, pyta: - Co to jest? - To jest sex maszyna - odpowiada kolega. - A jak to działa? - pyta znów facet. - Po prostu wsadzasz w nią swego wacka wrzucasz ćwierć dolara i tyle - instruuje kolega. Więc facet chce od razu wypróbować maszynę, kolega się zgadza i mówi mu, że będzie w kuchni. Nagle kolega słyszy krzyki dobiegające z salonu, wbiega z powrotem i pyta się: - Co się stało, czy wrzuciłeś ćwierć dolara? - Nie - odpowiada facet - nie miałem ćwierć dolara, więc wrzuciłem dziesięć centów. - O, ale za dziesięć centów to tylko ostrzy ołówki - wyjaśnia kolega.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| Rafał Kozłowski (4068 punktów) | > www.youtube.com/watch?v=w5su8fU0R5g> Czy seks z seksrobotem byłby zdradą?> Żona mówi, że nie.Zapytaj żony, mówię całkiem poważnie, czy nie zmieniła by zdania, gdyby robot obdarzony był świadomością? . . .
|
|
 | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>gdyby robot obdarzony był świadomością A świadomy robot byłby jeszcze robotem?
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
|  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>gdyby robot obdarzony był świadomością >A świadomy robot byłby jeszcze robotem? > Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
świadomość nie nadaje robotowi człowieczeństwa. . . .
|
|
| |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>świadomość nie nadaje robotowi człowieczeństwa Pro forma zaprzeczę bym tak twierdziła. I przypomnę, że nie o to pytałam.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>świadomość nie nadaje robotowi człowieczeństwa >Pro forma zaprzeczę bym tak twierdziła. >I przypomnę, że nie o to pytałam. > Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
sprecyzuj więc swoje myśli. . . .
|
|
| | | |  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>sprecyzuj więc swoje myśli. Mam na myśli swoje pytanie z 11:34 czy świadomy robot to nadal robot.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>sprecyzuj więc swoje myśli. >Mam na myśli swoje pytanie z 11:34 czy świadomy robot to nadal robot.
Świadomość nie nadaje robotowi człowieczeństwa.
... jeżeli tego zdania nie rozumiesz, to nie ma o czym z Tobą rozmawiać.
. . .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>jeżeli tego zdania nie rozumiesz, to nie ma o czym z Tobą rozmawiać. Jeżeli nie rozumiesz dlaczego od ujawnienia, że rozumiem się uchylam, to mnie szkoda czasu na rozmowę z Tobą.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
|  | | Pan Leming (674 punktów) | > A świadomy robot byłby jeszcze robotem?Z Wikipedii "Robot - mechaniczne urządzenie wykonujące automatycznie pewne zadania. Działanie robota może być sterowane przez człowieka, przez wprowadzony wcześniej program, bądź przez zbiór ogólnych reguł, które zostają przełożone na działanie robota przy pomocy technik sztucznej inteligencji." Bazując na tej definicji sformułowanie "świadomy robot" to oksymoron wg. mnie. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
| |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> >A świadomy robot byłby jeszcze robotem?> Z Wikipedii "Robot - mechaniczne urządzenie wykonujące automatycznie pewne zadania. Działanie robota może być sterowane przez człowieka, przez wprowadzony wcześniej program, bądź przez zbiór ogólnych reguł, które zostają przełożone na działanie robota przy pomocy technik sztucznej inteligencji." Bazując na tej definicji sformułowanie "świadomy robot" to oksymoron wg. mnie.Z Wikipedii  "Przez pojęcie "świadomość" można rozumieć wiele stanów - od zdawania sobie sprawy z istnienia otoczenia, istnienia samego siebie, poprzez świadomość istnienia swojego życia psychicznego aż po świadomość świadomą samej siebie. W tym pierwszym przypadku świadomość mają niektóre zwierzęta, a świadomość samego siebie posiadają ludzie i najprawdopodobniej szympansy. Nie jest jasne, czy samoświadomość ma tylko Homo sapiens..." Bazując na tym opisie można uznać, że zyskiwanie świadomości niekoniecznie do człowieczeństwa zbliża.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| | |  | | Pan Leming (674 punktów) | > Bazując na tym opisie można uznać, że zyskiwanie świadomości niekoniecznie do człowieczeństwa zbliża.Z wikipedii: "Człowieczeństwo - zbiór cech uważanych za charakterystyczne dla gatunku ludzkiego, do których zaliczamy między innymi: sposób formułowania myśli, język, uczucia i zachowanie. Wszystkie te cechy są wspólne dla większości ludzi i kształtowały się w wyniku ewolucji człowieka." Jeśli maszyna, czy jakikolwiek organizm posiadałby powyższe cechy, a jego świadomość byłaby wystarczająco zaawansowana to w moim rozumieniu należałoby taki twór traktować na równi z człowiekiem. www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
|
|
 | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > >Czy seks z seksrobotem byłby zdradą?> >Żona mówi, że nie.> Zapytaj żony, mówię całkiem poważnie, czy nie zmieniła by zdania, gdyby robot obdarzony był świadomością? Cytat: Oczywiście, że zmieniłabym...
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | > >>Czy seks z seksrobotem byłby zdradą?> >>Żona mówi, że nie.> >Zapytaj żony, mówię całkiem poważnie, czy nie zmieniła by zdania, gdyby robot obdarzony był świadomością?> Cytat: >Oczywiście, że zmieniłabym...
Jaka była by to zatem zmiana? Czego miała by ona dotyczyć? Mamy zatem świadomego robota. Czy Twój seks z takim robotem byłby zdradą w opinii Twojej żony? . . .
|
|
| Papierowa Tutka (2 punktów) | > www.youtube.com/watch?v=w5su8fU0R5g> Czy seks z seksrobotem byłby zdradą?> Żona mówi, że nie.Czy robiło by różnicę w tej ocenie, brak lub posiadanie przez owego robota samoświadomości, inteligencji, także emocjonalnej? Poczucia istnienia? Czy z przedmiotem to co innego niż z przedmiotem samoświadom? Czy to nadal byłby przedmiot? Czy to nadal byłby robot?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|