Racjonalista - Strona głównaDo treści
Postrzeganie czasu w chwili śmierci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
26-11-2011 23:19igniculus (237 punktów)Postrzeganie czasu w chwili śmierci
Czy czas istnieje obiektywnie czy tylko w świadomości?

Wg Kanta czas nie istnieje realnie, ale (podobnie jak przestrzeń) jest formą, w którą ujmujemy wszystko co dane jest zmysłom. Czas ma siedlisko w podmiocie postrzegającym.
Co w takim razie dzieje się z czasem w chwili śmierci świadomości (podmiotu)?

Jeżeli śmierć, tj. wyłączenie funkcji biologicznych organizmu trwa określoną chwilę, to czy przez tę krótką chwilę, z punktu widzenia umierającego podmiotu, nie następuje również zanik czasu?

A jeśli następuje zanik czasu, to w jaki sposób umierająca świadomość może osiągnąć (w czasie) moment śmierci?

Ujmując to matematycznie:
Im bliżej śmierci, tym bardziej czas przestaje istnieć dla umierającej świadomości i tym trudniej jest jej osiągnąć (w czasie) moment śmierci.
Czy nie oznacza to, że umierająca świadomość zbliży się do momentu śmierci na nieskończenie małą odległość (w czasie), ale nigdy tego momentu nie osiągnie?

Zapraszam do wymiany myśli
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>czy przez tę krótką chwilę, z punktu widzenia umierającego podmiotu, nie następuje również zanik czasu?
Nie , bo jak mówił Sokrates : "Dopóki ja istnieję śmierci nie ma, a kiedy jest śmierć to mnie już nie ma."

Poza tym są różne "śmierci". Jest śmierć nagła.
" Od nagłej i niespodziewanej śmierci,
zachowaj nas Panie!"
Jest śmierć przewlekła, czyli powolne umieranie, agonia.
A umierająca świadomość naprawdę ma inne zmartwienia niż zastanawianie się co się dzieje z czasem.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
27-11-2011 00:12 
 Ocena 1 na 1
igniculus (237 punktów)
>> czy przez tę krótką chwilę, z punktu widzenia umierającego podmiotu, nie następuje również zanik czasu?
>Nie , bo jak mówił Sokrates : "Dopóki ja istnieję śmierci nie ma, a kiedy jest śmierć to mnie już nie ma."

Miałem oczywiście na myśli STOPNIOWY zanik czasu. Zanik czasu następuje wprost proporcjonalnie do zaniku świadomości. To są procesy równoległe.

>Poza tym są różne "śmierci". Jest śmierć nagła.

Czy śmierć nie trwa zawsze krótką chwilę?
Inaczej musielibyśmy powiedzieć, że wyłączenie funkcji życiowych organizmu trwa nieskończenie krótko, a tak chyba nie jest...
igniculus (237 punktów)
>>Nie , bo jak mówił Sokrates : "Dopóki ja istnieję śmierci nie ma, a kiedy jest śmierć to mnie już nie ma."

Zastanawiam się jak, z punktu widzenia umierającej świadomości, może nastąpić moment śmierci skoro w momencie śmierci nie ma czasu?

Żeby coś mogło nastąpić, potrzebny jest czas. Jeśli nie ma czasu, nic nie może nastąpić.

Czas nie przestaje istnieć PO śmierci. On nie może istnieć już W MOMENCIE śmierci, dlatego ten moment nastąpić nie może. Jest on fikcją. Przynajmniej z punktu widzenia owej umierającej świadomości.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Czy śmierć nie trwa zawsze krótką chwilę?
Nie wiemy co to śmierć.
Ludzie często umierają w komie lub nieprzytomni.
Śmierć to ustanie procesów metabolicznych , krążenia krwi, pracy mózgu.
Chyba mało kto umiera w pełni świadomości.
Nawet przypuszczam, że samobójca jest w silnym stresie, co mu zaburza świadomość.
A może śmierć to proces składający się z następujących po sobie etapów, jak wyłączanie świateł w teatrze?
Heidegger mówił, że człowiek jest "bytem ku śmierci" (Sein-zum-Tode).
A więc niejako cały czas umieramy. Od chwili narodzin.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Huckleberry Finn (431 punktów)
(zablokowany)
Sein-zum-Tode zwykło się tłumaczyć raczej jako "bycie ku śmierci" niż "byt ku śmierci".

"Byt ku śmierci" to sformułowanie wyjątkowo nieszczęśliwe.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>Sein-zum-Tode zwykło się tłumaczyć raczej jako "bycie ku śmierci" niż "byt ku śmierci".
>"Byt ku śmierci" to sformułowanie wyjątkowo nieszczęśliwe.
Ale weź tu bądź mądry i pisz wiersze.
Nie znam niemieckiego, ale słyszałam, że Heidegger pisał wyjątkowo zawikłanie i niejasno.
W każdym bądź razie jak go zwał tak go zwał, czy człowiek jest "bytem" ku śmierci czy "byciem" ku śmierci to dla niego bez różnicy.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
27-11-2011 00:32 
 Ocena 3 na 3
młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
>Nie , bo jak mówił Sokrates : "Dopóki ja istnieję śmierci nie ma, a kiedy jest śmierć to mnie już nie ma."
Epikur z Samos
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>Nie , bo jak mówił Sokrates : "Dopóki ja istnieję śmierci nie ma, a kiedy jest śmierć to mnie już nie ma."
>Epikur z Samos
To prawda! Sokrates co innego mówił o śmierci w Obronie.
Że po niej albo nic nie ma, albo jest to przeprowadzka duszy.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Nie , bo jak mówił Sokrates : "Dopóki ja istnieję śmierci nie ma, a kiedy jest śmierć to mnie już nie ma."

W którym to jest dialogu? Ja zawsze byłem przekonany, że to była maksyma Epikura. Sokrates chyba raczej wierzył w nieśmiertelność duszy itd.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>W którym to jest dialogu? Ja zawsze byłem przekonany, że to była maksyma Epikura.

Tak tak! Poprawił mnie nasz młody przyjaciel banita.
To podobnież słowa Epikura.
Pomyliłam się, bo myślałam, że Sokrates to zdanie wypowiedział w Obronie, ale on tam co innego o śmierci mówił.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Czy nie oznacza to, że umierająca świadomość zbliży się do momentu śmierci
> na nieskończenie małą odległość (w czasie), ale nigdy tego momentu nie osiągnie?

A czy zasypiająca świadomość osiągnie moment zaśnięcia?
Sprawdź sam, dobranoc.
igniculus (237 punktów)
Wydaje mi się, że przy twardym śnie pozbawionym marzeń sennych, tracimy poczucie czasu w momencie zaśnięcia.
Dlatego pamiętamy tylko to, co jest przed i po śnie.
27-11-2011 01:01 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> tracimy poczucie czasu w momencie zaśnięcia.

Utrata poczucia czasu nie powoduje jednak, że otwiera się dla Ciebie jakaś "osobliwość czasowa", w której trwasz w nieskończoność, nie mogąc osiągnąć momentu wyłączenia świadomości. Co zdajesz się postulować w przypadku umierania.

Dla mnie proces wyłączania świadomości w momencie śmierci nie różni się istotnie od zasypiania.
Jedyna różnica to niemożność "restartu" - ale to już zauważą inni, post factum.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Jedyna różnica to niemożność "restartu"
No i w tym właśnie, cholera, tkwi cały problem!

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Domestos z Bidetu (6257 punktów)
>Wydaje mi się, że przy twardym śnie pozbawionym marzeń sennych, tracimy poczucie czasu w momencie zaśnięcia.
>Dlatego pamiętamy tylko to, co jest przed i po śnie.

do dlaczego potrafimy się - sami! - obudzić o konkretnej godzinie?



Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
Jeśli uznamy, że świadomość ginie w momencie ustania czynności biologicznych, to przecież śmierć świadomości nie oznacza "śmierci czasu" organizm rozkłada się czas leci dalej
No chyba, że świadomość to dusza, albo inne ustrojstwo zależnie od wierzeń chyba nie podlega już wtedy czasowi. Dusza byłaby chyba wynikiem Twojego rozumowania, jako świadomość która nie uświadczyła śmierci.
Póki co sama świadomość to wielka zagadka.
igniculus (237 punktów)
>Jeśli uznamy, że świadomość ginie w momencie ustania czynności biologicznych, to przecież śmierć świadomości nie oznacza "śmierci czasu"

Kant by się nie zgodził . Uważał, że to świadomość jest siedliskiem czasu.
Innymi słowy, gdyby nie istniała żadna świadomość, nie istniałby czas.

>organizm rozkłada się czas leci dalej

Owszem leci dalej, ale dla żywych. Dla umierającego czas kończy się w chwili śmierci.

>Dusza byłaby chyba wynikiem Twojego rozumowania, jako świadomość która nie uświadczyła śmierci.

To chyba nie portal dla wierzeń. Nie to miałem na myśli
młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
>Owszem leci dalej, ale dla żywych. Dla umierającego czas kończy się w chwili śmierci.
Świadomość jest siedliskiem subiektywnego odczucia czasu, gdy człowiek umiera traci poczucie czasu, jakąkolwiek świadomość, jednak czas go dotyczy, rozkłada się, póki się coś dzieje jest czas, tyle, że drobnoustroje się na tym nie zastanawiają i jedzą, jedzą, jedzą...

>Nawiązując do tego co piszę wyżej, świadomość nie podlega czasowi bardziej niż czas świadomości.
Świadomość jest wytworem czasu, nie czas wytworem świadomości. Oczywiście świadomość jest świadoma swego stwórcy.

>To chyba nie portal dla wierzeń. Nie to miałem na myśli
Ale chyba to tego dążymy. Chcesz wykazać, że świadomość nie umiera, tak?

>Innymi słowy, gdyby nie istniała żadna świadomość, nie istniałby czas.
A więc nie świadome ślimaki nie podlegają czasowi?

Bez czasu świat nie powstałby, nie skończyłby się, po prostu by istniał byłby statyczny.
Ruch jest przyczyną czasu.
igniculus (237 punktów)
>>To chyba nie portal dla wierzeń. Nie to miałem na myśli
>Ale chyba to tego dążymy. Chcesz wykazać, że świadomość nie umiera, tak?

Po pierwsze, tak jak pisałem, sądzę, że umieranie trwa krótką chwilę.
Tzn zatrzymanie funkcji życiowych nie trwa nieskończenie krótko. Trwa ułamek sekundy lub krócej, ale trwa.

Świadomość doświadcza tej chwili umierania, ale nie może doświadczyć samego momentu śmierci znajdującego się na końcu tej chwili, ponieważ, dla niej, w tym ostatnim momencie, nie ma już czasu. Żeby móc czegoś doświadczyć niezbędny przecież jest czas.

Świadomość nie może doświadczyć samego momentu śmierci, ani tym bardziej tego co jest po śmierci (wg osi czasu ludzi żyjących dalej).

Z duszą jest inaczej. Dusza, jeśli istnieje, doświadcza momentu śmierci ciała, jak również czasu po śmierci. Przynajmniej takie jest potoczne wyobrażenie o niej.

>A więc nie świadome ślimaki nie podlegają czasowi?

A czy ślimaki są nieświadome?
Jakie stosujesz kryterium dla tej systematyki?
młody banita (209 punktów)
(zablokowany)
>Świadomość doświadcza tej chwili umierania, ale nie może doświadczyć samego momentu śmierci znajdującego się na końcu tej chwili, ponieważ, dla niej, w tym ostatnim momencie, nie ma już czasu.
Według mnie to jak ze straceniem przytomności w wypadku, zatruciem, gazem, czy zwykłym zaśnięciem, to będzie wyglądać za pewne tak. Świadomość doświadcza aktu usypiania, ale czy świadomość doświadcza momentu zaśnięcia?

>A czy ślimaki są nieświadome?
Jakie stosujesz kryterium dla tej systematyki?
Wątpię, by ślimaki miały odczucie czasu. Nie jest im to potrzebne do egzystencji.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>gdyby nie istniała żadna świadomość, nie istniałby czas

Gdyby nie istniał człowiek i jego ucho to nie byłoby kląskania słowika, tylko drgania powietrza. Nie wiemy czy pani słowikowa tak samo odbiera pieśń swojego absztyfikanta jak my.
Gdyby nie istniała świadomość czas mógłby sobie spokojnie istnieć, tylko by się tak nie nazywał. Bo przecież wszechświat by się nadal rozszerzał " w czasie" i przestrzeni.
Ktoś, niech mi banita podpowie kto, powiedział o czasie, że kiedy tego kogoś nikt nie pyta o to, co to jest czas, to ten ktoś wie czym on jest, a jak tego ktosia ktoś zapyta o to, co to jest czas,to ten ktoś nie wie.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
27-11-2011 10:40 
 Ocena 1 na 1
igniculus (237 punktów)
>Gdyby nie istniał człowiek i jego ucho to nie byłoby kląskania słowika, tylko drgania powietrza. Nie wiemy czy pani słowikowa tak samo odbiera pieśń swojego absztyfikanta jak my.

Ciekawe porównanie

>Gdyby nie istniała świadomość czas mógłby sobie spokojnie istnieć, tylko by się tak nie nazywał. Bo przecież wszechświat by się nadal rozszerzał " w czasie" i przestrzeni.

Gdyby nie istniała świadomość, nie istniałaby przeszłość i przyszłość, ponieważ nie byłoby punktu ich rozgraniczenia.
Każdy proces ma niejako "w definicji" przeszłość i przyszłość. Bez nich, słowo "proces" traci sens. Sądzę, że gdyby nie istniała żadna świadomość, byłoby COŚ co nie sposób nazwać ani wyobrazić sobie.
Innymi słowy, rozszerzanie wszechświata i każdy inny proces to również "kląskanie słowika"
27-11-2011 11:42 
 Ocena 1 na 1
Wyrak (463 punktów)
>Każdy proces ma niejako "w definicji" przeszłość i przyszłość. Bez nich, słowo "proces" traci sens. Sądzę, że gdyby nie istniała żadna świadomość, byłoby COŚ co nie sposób nazwać ani wyobrazić sobie.
>Innymi słowy, rozszerzanie wszechświata i każdy inny proces to również "kląskanie słowika"

Uważam, że wszystkie procesy zachodzą niezależnie od tego czy je obserwujemy czy nie - czyli czy jest zaangażowana świadomość. Oczywiście jest wiele nurtów filozofii, które "zawieszają" świat gdy na niego nie patrzy CZŁOWIEK, ale to nie zmienia faktu, że gdy zapomnę wyłączyć gaz i wyjdę z domu to kasza się przypali - czyli proces trwa dalej mimo, że nie stoję w kuchni i nie patrzę na kaszę.

Podobnie dzieje się z wszystkimi innymi procesami.
Sylwek (15472 punktów)
>Oczywiście jest wiele nurtów filozofii, które "zawieszają" świat gdy na niego nie patrzy CZŁOWIEK, ale to nie zmienia faktu, że gdy zapomnę wyłączyć gaz i wyjdę z domu to kasza się przypali - czyli proces trwa dalej mimo, że nie stoję w kuchni i nie patrzę na kaszę.

Ściśle rzecz biorąc Kant niczego nie "zawiesza" a tylko zauważa, że nie da się sensownie artykułować niczego o świecie nie mówiąc o nim jako o przedmiocie świadomości.

Choćby in abstracto.

Wszak "kasza się przypali" znaczy tyle "będą się dziać takie rzeczy, że jakby ktoś stał i patrzył to widziałby, że się przypala".
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>nie byłoby punktu ich rozgraniczenia
Punkt by był, np. coś by skądeś spadło. Kasztan na ziemię. I byłby czas przed spadnięciem i po spadnięciu, tylko nie byłoby obserwatora.
Czas płynie tylko dla nas. Dla nas jest tylko coś "po" i coś "przed".
Ale w Ameryce Pd. czas też płynie dla jakiegoś dzikiego Indianina, tylko, że dla nas jego czas nie istnieje.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Hodża (11172 punktów)
>Ktoś, niech mi banita podpowie kto, powiedział o czasie, że kiedy tego kogoś nikt nie pyta o to, co to jest czas, to ten ktoś wie czym on jest, a jak tego ktosia ktoś zapyta o to, co to jest czas,to ten ktoś nie wie.

Może się wymądrzę, ale to chyba jedno ze sławniejszych stwierdzeń św. Augustyna. Zagadka czasu skupia w sobie wszystkie najważniejsze zagadnienia filozoficzne.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
28-11-2011 16:38 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Może się wymądrzę
Eeech ! Hodżo!
Chciałam dać miejsce do popisu młodemu banicie, a Ty jak Piłat w credo się zjawiłeś.
A z tym czasem to się różne hocki klocki podobno dzieją.
Zegary położone bliżej ziemi idą wolniej niż te od niej oddalone.
Dlatego zegary na satelitach GPS są synchronizowane, a ich wskazania korygowane, ich czas bowiem płynie inaczej niż nasz czas na ziemi.
(Wiadomości te zaczerpnęłam z ciekawego artykułu Marka Szenborna zamieszczonego w 45 nrze "Faktów i Mitów").
A mówią, że "FiM" nic innego nie robią tylko plują na ten Kościól i plują.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Hodża (11172 punktów)
>
>Może się wymądrzę
>Eeech ! Hodżo!
>Chciałam dać miejsce do popisu młodemu banicie, a Ty jak Piłat w credo się zjawiłeś.

Umywam ręce od wszelkich nieprzewidzianych konsekwencji moich postów.

>Dlatego zegary na satelitach GPS są synchronizowane, a ich wskazania korygowane, ich czas bowiem płynie inaczej niż nasz czas na ziemi.

Ale dzięki temu neutrina choć przez moment mogą popędzić szybciej od światła

>(Wiadomości te zaczerpnęłam z ciekawego artykułu Marka Szenborna zamieszczonego w 45 nrze "Faktów i Mitów").

Nie czytam czasopism, im bardziej kolorowe, tym bardziej nie czytam.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Ale dzięki temu neutrina choć przez moment mogą popędzić szybciej od światła

A ten eksperyment OPERA już powtórzono. I znowu im wyszło to samo. Że lecą szybciej od światła. Więc teraz się zastanawiają, że może to błąd w samej aparaturze i gdziesi w Hameryce na innym sprzęcie będą apiać próbowali.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
diogenes (42753 punktów)
>Czy czas istnieje obiektywnie czy tylko w świadomości?

Czas jest kategorią opisu ruchu.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Sylwek (15472 punktów)
>Czas jest kategorią opisu ruchu.

A nie aspektem (statycznej) geometrii czasoprzestrzeni?
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Czy czas istnieje obiektywnie czy tylko w świadomości?
>Wg Kanta czas nie istnieje realnie, ale (podobnie jak przestrzeń) jest formą, w którą ujmujemy
>wszystko co dane jest zmysłom. Czas ma siedlisko w podmiocie postrzegającym.
>Co w takim razie dzieje się z czasem w chwili śmierci świadomości (podmiotu)?
>Jeżeli śmierć, tj. wyłączenie funkcji biologicznych organizmu trwa określoną chwilę, to czy przez tę
>krótką chwilę, z punktu widzenia umierającego podmiotu, nie następuje również zanik czasu?
Funkcje biologiczne albo są wyłączone albo nie.Podobnie jak świecąca żarówka.Albo jest światło albo ciemność.(Tak naprawdę inna liczna fotonów).Nie ma krótkiej chwili kiedy już nie ma światła ale jeszcze nie ma ciemności.
igniculus (237 punktów)
>Funkcje biologiczne albo są wyłączone albo nie.Podobnie jak świecąca żarówka.Albo jest światło albo ciemność.(Tak naprawdę inna liczna fotonów).Nie ma krótkiej chwili kiedy już nie ma światła ale jeszcze nie ma ciemności.

Światło w żarówce pojawia się stopniowo. Żarówka może być zapalona w połowie, ćwierci, itd.

Załączam link do filmu pokazującego w zwolnionym tempie pojawianie się światła w żarówce.

www.youtube.com/watch?v=deXOk6G5ALs
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Jeżeli śmierć, tj. wyłączenie funkcji biologicznych organizmu trwa określoną chwilę, to czy przez tę
>>krótką chwilę, z punktu widzenia umierającego podmiotu, nie następuje również zanik czasu?
>Funkcje biologiczne albo są wyłączone albo nie. Podobnie jak świecąca żarówka.

Funkcji biologicznych jest sporo i wcale nie ustają wszystkie na raz.
Co w sytuacji gdy serce nie bije ale mózg jeszcze działa? A co z ludźmi w stanie wegetatywnym, kiedy wyższe funkcje mózgu są wyłączone, ale organizm "działa"?

Człowiek to nie żarówka.


"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Czy podmiot jest procesem czy rzeczą?

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
28-11-2011 13:36 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Czy podmiot jest procesem czy rzeczą?

Nie ma rzeczy: rzeczy to spowolnione procesy.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Czy podmiot jest procesem czy rzeczą?
>Nie ma rzeczy: rzeczy to spowolnione procesy.
Czy to znaczy:
Kiedy rzecz staje się częścią procesu, przestaje być rzeczą, a staje procesem. Jeśli rzecz nie jest częścią (jakiegokolwiek) procesu, to nie sposób stwierdzić, że istnieje.

Jeśli się zgadzasz, napisz mi o procesie.

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
28-11-2011 15:09 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Kiedy rzecz staje się częścią procesu, przestaje być rzeczą, a staje procesem.

Rzecz, która staje się częścią procesu, to coś jak świąteczna teoria wcielenia.

>Jeśli rzecz nie jest częścią (jakiegokolwiek) procesu, to nie sposób stwierdzić, że istnieje.

Nie widzę przejścia od procesu, do czegoś, co jest, a jednocześnie nie byłoby procesem. Istnieć znaczy być procesem, zmianą. Wyjątkiem wydaje się być słowo. Ale to pozór: słowa zmieniają się, na ogół wolniej niż to, na co wskazują.



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Scharakteryzuj proces. Czy nie potrzebujesz odniesienia do hipotetycznie istniejącej rzeczy, by o nim mówić? Czy możesz scharakteryzować proces bez odnoszenia się do pojecia "rzecz" (będącego poniekąd antyprocesem)?

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
30-11-2011 13:24 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Scharakteryzuj proces.

Trudna sprawa. Jest tyle różnych procesów, że próba ich unifikacji w jakąś jedną definicję nie zadowoli chyba nikogo. No bo mamy procesy fizyczne, chemiczne, mamy proces ewolucji, procesy rozumowania, rozpadu więzi społecznej, itp., itd. Ale w każdym wypadku chodzi o zmianę (panta rei), ruch (Hegel), powstawanie lub znikanie czegoś (Darwin). Poczciwe rzeczy stają się tylko wygodnymi abstraktami wygodnymi ze względu na komunikowanie, ale nie poznanie. Kiedy kogoś proszę, aby rozpalił ognisko, nie podaję dokładnego opisu spalania: wystarczy, że odwołam się do słowa denotującego bliżej niesprecyzowane zdarzenie, proces właśnie.

>Czy nie potrzebujesz odniesienia do hipotetycznie istniejącej rzeczy, by o nim mówić?

Nie. Tak samo jak nie potrzebuję odwoływać się do idei Platona, aby rozumieć czasową tożsamość obiektów.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Czy proces ma początek i koniec (w sensie obiektywnym)?
Jeśli próbujemy rozłożyć proces na obiekty składowe, w wyniku otrzymujemy również procesy. Czy istnieje granica rozkładalności (fraktalizacji)? Czy istnieją procesy nierokładalne (podstawowe)?

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
30-11-2011 14:27 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Czy proces ma początek i koniec (w sensie obiektywnym)?

Procesy nie mają charakteru liniowego. Weźmy wspomniane rozpalenie ogniska. Można by sądzić, że obiektywny początek procesu palenia nastąpił powiedzmy o taj a tej godzinie. Ale wcześniej ktoś przyniósł drwa, jeszcze wcześniej rosło drzewo (gromadzenie energii), ktoś je porąbał, itd. To nie są przypadkowe elementu procesu, ale jego konieczne (materialne) składowe. O tym, że procesy nie są liniowe świadczą też zaskakujące związki między różnymi zdarzeniami. Pierwsi konstruktorzy samochodów nie musieli myśleć o problemie spalin, CO2, ewentualnym związku motoryzacji z ... topnieniem lodowców. W tym przypadku na skutki trzeba było trochę poczekać. Obecnie powstają technologie, których konsekwencje mają lub mogą mieć od razu globalne skutki. Atom już nie budzi tylko euforii, ale i zakłopotanie.

>Jeśli próbujemy rozłożyć proces na obiekty składowe, w wyniku otrzymujemy również procesy. Czy istnieje granica rozkładalności (fraktalizacji)? Czy istnieją procesy nierokładalne (podstawowe)?

Można budować różne modele procesów. Chyba wszystko zależy od tego, jak rozumiemy owo rozkładanie procesu. Dla mnie nie jest to poszukiwanie atomu procesu, lecz odkrywanie związków między procesami. Pytanie postawiłby tak: czy na końcu analizy procesu znajdziemy proces bez związku z innymi procesami. Odpowiem negatywnie. Przyjęcie czegoś bez związku z czymkolwiek (ze światem) zalatuje teologią (proces który proceduje sam siebie?)

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
(...)
Jeśli nie ma początku i końca, to wyrasta pytanie, czy poprzedniki i następniki są zdeterminowane lub częściowo zdeterminowane, czy nie.

>>Jeśli próbujemy rozłożyć proces na obiekty składowe, w wyniku otrzymujemy również procesy. Czy istnieje granica rozkładalności (fraktalizacji)? Czy istnieją procesy nierokładalne (podstawowe)?
>Można budować różne modele procesów. Chyba wszystko zależy od tego, jak rozumiemy owo rozkładanie procesu.
Rozpalenie ogniska można podzielić na podprocesy: znalezienie miejsca, zebranie drewna, samo właściwe rozpalenie ognia, doglądanie, by drewno się zajęło. Każdy z podprocesów można dzielić dalej, np znalezienie miejsca wymaga rozpoznania warunków w danym miejscu, ich analizy przydatności względem ogniska i powtarzania tego dopóki nie uznamy, że miejsce jest dobre, po czym musimy miejsce zafiksować jako jedno z odniesień dla dalszych działań. I zchodzimy z podprocesami coraz "w głąb", jeśli się da. Czy istnieje poziom "zerowy", podstawowy?
Z góry napiszę, że nie musi istnieć, gdzyż np zakladając, że procesy dziejące się równolegle mogą na siebie wpływać rozbijamy wcześniej zarysowany atomistyczny model.

>Dla mnie nie jest to poszukiwanie atomu procesu, lecz odkrywanie związków między procesami.
Nie rozumiem. Poproszę o rozwinięcie.

>Pytanie postawiłby tak: czy na końcu analizy procesu znajdziemy proces bez związku z innymi procesami. Odpowiem negatywnie. Przyjęcie czegoś bez związku z czymkolwiek (ze światem) zalatuje teologią (proces który proceduje sam siebie?)
Zgadzam się z powyższą odpowiedzią. Ścianą jest dla mnie "jak to działa".

Pozdrawiam

Server and receiver are both blind.
Sylwek (15472 punktów)
>Nie ma rzeczy: rzeczy to spowolnione procesy.

Nie ma procesów, procesy to jeno czterowymiarowe rzeczy.
diogenes (42753 punktów)
>Postrzeganie czasu w chwili śmierci...

A jak postrzegamy czas w innych chwilach? W czasie nudy, w czasie orgazmu, w czasie snu, w czasie picia czy w tańcu?

Co faktycznie postrzegamy, kiedy mówimy o postrzeganiu czasu?

Czy jest ktoś na forum, kto widział lub wąchał czas?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
28-11-2011 14:47 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>A jak postrzegamy czas w innych chwilach? W czasie nudy, w czasie orgazmu, w czasie snu, w czasie picia czy w tańcu?

Tak samo, jak podczas nudnego orgazmu przeżywanego we śnie po suto zakrapianej imprezie techno.

>Czy jest ktoś na forum, kto widział lub wąchał czas?

Czas jest - po głębszym zastanowieniu - esencją naszej świadomości. Niczym innym, jak tylko nią samą. Stąd te wszystkie zadziwienia - po prostu w czasie (poprzez czas) dokonuje się nasze postrzeganie relacji między nasza świadomością a tym, co poza nią.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
28-11-2011 21:24 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>>Czas jest - po głębszym zastanowieniu - esencją naszej świadomości. Niczym innym, jak tylko nią samą. ...

Po głębszym zastanowieniu dochodzę do punktu wyjścia Huma: nie mogę nigdy postrzegać nic innego niż percepcję. Owszem, mogę budować różne teorie na temat owych percepcji (historia psychologii), mogę te percepcje zmieniać (sztuka, technika, kultura), ale teorie te nie tworzą jakichś odrębnych percepcji: czymkolwiek nie byłyby cząstki elementarne w teorii, musimy zobaczyć ich ślad. Wśród owych wciąż zmieniających się percepcji nie ma czasu. Przez jakiś czas wymyślamy go, aby zachować nasze bycie, nie tyle esencję świadomości, co proste wrażenia, z których układamy nasze życie.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
jasenka (1863 punktów)
>Co w takim razie dzieje się z czasem w chwili śmierci świadomości (podmiotu)?

Myślę, że skoro sen może trwać w realnym czasie kilka sekund, a w naszej świadomości dzieje się kilka godzin lub nawet dni, to możemy odczuć podobne złudzenie w momencie śmierci. Stąd też biorą się może błogie projekcje w przypadku śmierci klinicznej.
Wyrzut endorfin w momencie umierania mózgu może nam zapewnić te wizje tunelu, cudownego światła, zmarłych krewnych itp. Może nawet nam się wydawać, że to trwa wieczność.
Ponoć antylopy zagryzane przez drapieżnika mają w momencie śmierci taki odlot od endorfin, że nie czują strachu i bólu (czy ktoś trafił na jakieś poważne dodowy na to, bo ja tylko słyszałam to w programie o zwierzakach?). Czemu nie miałyby działać takie mechanizmy łagodzące straszne przeżycia związane ze śmiercią w przypadku naczelnych?
Sylwek (15472 punktów)
>Czemu nie miałyby działać takie mechanizmy łagodzące straszne przeżycia związane ze śmiercią w przypadku naczelnych?

Czemu miałby działać mechanizm łagodzenia odczuć w czasie śmierci w przypadku jakiegokolwiek zwierzęcia?
29-11-2011 10:24 
 Ocena 2 na 2
jasenka (1863 punktów)
>Czemu miałby działać mechanizm łagodzenia odczuć w czasie śmierci w przypadku jakiegokolwiek zwierzęcia?

Bo działa w przypadku ofiar drapieżników - konkretnie antylop. Działają też różne inne mechanizmy łagodzące ból, choćby utrata przytomności w chwili szoku z bólu (sama tego doświadczyłam podczas bolesnego zabiegu, gdy dostałam zbyt małą dawkę znieczulenia).
Poza tym weźmy choćby samo działanie adrenaliny w chwili zagrożenia - dodaje siły, łagodzi ból i strach itd.
Skoro w etapach ewolucji wykształciły się tak zdumiewające mechanizmy u różnych gatunków zwierząt i roślin, dlaczego ten wydaje Ci się niemożliwy?
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Jaki futurystyczny Zenon!

Problemem tu jest presupozycja o zanikaniu czasu dla osoby umierającej.

Proszę się zapoznać z rozumowaniem, którym kant rozbraja ontologiczny argument istnienia Boga. W tej wypowiedzi widać ten sam błąd myślowy co u Anzelma mutatis mutandis dotyczy czasu.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365