Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy ateizm rujnuje?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-12-2011 23:30Kremer (240 punktów)Czy ateizm rujnuje?
Ocena 2 na 2
Jestem ateistką - mój partner katolikiem (takim pustym - jak większość), jednak jeśli dochodzi między nami do dyskusji on oczywiście czuje się urażony, obrażony, itd. Nie dziwi mnie jego reakcja - to reakcja ludzi, którym wpojono jedyną "prawdziwą prawdę", a którzy nie spędzili 5-ciu minut swojego życia nad zastanowieniem się w co i po co wierzą. Nie wiem czy ze względu na mnie, czy może zabłysnęła iskierka racjonalnego myślenia, czasem zagląda na te strony. Zapoznał się nawet z wykładem (raczej z jego skrawkiem) p. Dawkinsa:
www.youtube.com/watch?v=_w6tARpUr3A
Najciekawszą jednak była jego reakcja na ripostę profesora: stwierdził, że rzekomo tak mądry naukowiec zdał się jedynie na odpowiedź, że pytający ma jedynie "urojenia". odpowiedź ta świadczy o jego "braku wiedzy, argumentów, ograniczeniu umysłowym...". Oszałamiającym dla mnie było to jak różnie odbieramy tę samą informację i jednak jakie wielkie przestworza dzielą nas od siebie.
Przyznam, że jestem w lekkim szoku, bo mimo iż unikamy drażniących nas tematów, to nie sądziłam, że jego "światopogląd", o którym tak naprawdę nie ma pojęcia, tkwi tak głęboko. Uważam go za człowieka dobrego, inteligentnego, z szeroką wiedzą powszechną, a mimo to świadomość, że tak ślepo wierzy w duchy - i ich za wszelką cenę broni(!), sprawia, że nabieram dystansu do niego.
Jak radzić sobie z osobą o tak odmiennych poglądach? Już teraz powstają konflikty w okresie dni świątecznych (nie spędza ich ze mną, choć ja go zachęcam do wspólnych wieczorów). Już kilkakrotnie zwracałam mu uwagę na jego obłudę i hipokryzję, apelując do jego ratio - oczywiście bez odpowiedzi. Przykro mi, że nie mamy wspólnej płaszczyzny, albo chociaż odmiennej, ale konstruktywnej.
Jeśli borykacie się z podobnymi dylematami, proszę o podpowiedź, jak dzielić życie, nie rujnując go?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Jak radzić sobie z osobą o tak odmiennych poglądach? Już teraz powstają konflikty w okresie dni
>świątecznych (nie spędza ich ze mną, choć ja go zachęcam do wspólnych wieczorów).

To na wigilię jedzie do domu? Bo nie rozumiem?

>Jeśli borykacie się z podobnymi dylematami, proszę o podpowiedź, jak dzielić życie, nie rujnując go?

Po co Ci Bóg w życiu codziennym? On ma swoje zdanie, Ty swoje. Prawdopodobnie nie zmienisz tego tak jak nie sprawisz, żeby zaczął słuchać zespołu, którego nie lubi.

A jeśli jest typem religijnym, który musi manifestować swoją religijność i pretensjonalnie odnosić się do Twojego ateizmu to...

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli borykacie się z podobnymi dylematami, proszę o podpowiedź, jak dzielić życie, nie rujnując go?
-Całe życie się z tym borykam. Współczuję! A obecnie jestem wolny, czy zrujnowany jak kto woli
A może portal "Racjonalista" powinien mieć oddzielny dział dla samotnych ateistów umęczonych związkami z katolikami?


"Smutne to czasy gdy łatwiej rozbić atom niż pokonać przesąd" - Albert Einstein
astrotaurus (12445 punktów)
Ta fraza o osobnym spędzaniu dni świątecznych zabrzmiała bardzo groźnie (dla związku) choć podobnie jak Arystyp nie wiem o co konkretnie chodzi.
Wytykanie wprost obłudy i hipokryzji też nie rokuje najlepiej: on ma ratio stłumione przez fides i musisz spróbować zrozumieć jak wielkim obciążeniem jego umysłu jest wiara.
Przy czym, brońboże, nie namawiam Cię do poświęceń. Jeśli zechcesz i dasz radę zniwelować barierę pogodą ducha, miłością - idź z nim do kościoła (i powiedz, że to z chęci bycia z nim) , nie nawracaj go przez ratio na ateizm - otwarte formułowanie konfliktu religijnego to raczej porażka murowana.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Meretseger (61860 punktów)
Nie, ateizm nie rujnuje. W żadnym wypadku. Rujnuje postawa "moja racja jest najmojsza". Wygląda na to, że Twój partner taką prezentuje. Nie chciałabym Cię straszyć, ale skoro teraz już tak jest, gdy - jak rozumiem - pozostajecie w wolnym związku, to w wypadku decyzji o ślubie i dzieciach będzie gorzej. Bo to Ty będziesz musiała się ugiąć i wziąć ślub kościelny, to Ty będziesz musiała pozwolić ochrzcić dzieci, a potem wysyłać je na religię od przedszkola i do kolejnych kościelnych obrzędów. Katolik nie popuści, nawet taki "niedzielny" katolik.
Tak na marginesie - święta (tzw. Boże Narodzenie) to dla ateisty po prostu dni wolne od pracy. Nie celebruj ich w jakiś szczególny sposób. Chce, niech idzie na te dni do mamusi, a z Tobą spędzi jakiś inny dzień, równie dobry jak 25 grudnia. Albo nawet lepszy - na przykład 31 grudnia. Bawcie się razem w Sylwestra i cieszcie się swoją obecnością, bez dyskusji o światopoglądzie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
finerbijk (17282 punktów)
Możliwy jest udany związek między ludźmi o różnych światopoglądach, pod warunkiem, że wierzący jest pozbawiony tzw. "uczuć religijnych".
Jeśli ma takowe, to harmonijne wspólne życie wymaga od osoby niewierzącej sporo wysiłku i anielskiej cierpliwości, bo jak wiadomo uczucia te są nader podatne na obrazę, której można się dopuścić przez nieuwagę nawet, a niekoniecznie ze złej woli.
Liczy się też ile czasu poświęca na praktyki religijne, bo nie każdemu bedzie pasował partner/partnerka biegająca codziennie na jakieś różańce, a weekendy na msze i kółka modlitewne.
A sprawa podstawowa to zdolność do akceptacji odmiennych przekonań przy jednoczesnym pozbyciu się myśli o drugim, jako osobie obarczonej specyficznym upośledzeniem, w pewien sposób poszkodowanej, co może prowadzić do chęci eliminacji tego upośledzenia powodowanej mylnie pojmowanym pojęciem miłości na zasadzie co dobre i słuszne dla mnie, musi być dobre i słuszne dla ciebie.
Kremer (240 punktów)

Cytat:
>A sprawa podstawowa to zdolność do akceptacji odmiennych przekonań przy jednoczesnym pozbyciu się myśli o drugim, jako osobie obarczonej specyficznym upośledzeniem [...]

Rzeczywiście łapię się na tym, że uważam moje argumenty za "lepsze". Unikając rozmów na te tematy, mam jednak często wrażenie, że milczenie staje się oszustwem - on ukrywa przede mną swoje praktyki, ucieka czasem do kłamstewek na te tematy. Szanuję ludzi konsekwentnych, którzy nabyli wiedzę (bo czuli taką potrzebę) i doszli do własnych przekonań - mierzi mnie jednak wszechobecna hipokryzja, tym bardziej w mojej sypialni.
Jesteśmy oboje w "średnim" wieku, po rozwodach(!), nie planujemy zakładać nowej rodziny (wyśmiał pomysł uroczystej ceremonii humanistycznej). Żałuję tylko, że nie mogę prowadzić z nim żadnej konstruktywnej dyskusji, a czuję taką potrzebę. Szkoda.
13-12-2011 12:44 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Żałuję tylko, że nie mogę prowadzić z nim żadnej konstruktywnej dyskusji, a czuję taką potrzebę. Szkoda.
Zapomnij o jakiejkolwiek konstruktywnej dyskusji z wiarą, staraj się wzbudzić konstruktywną dyskusję o współistnieniu.
Wbrew radzie finerbijka:
A sprawa podstawowa to zdolność do akceptacji odmiennych przekonań przy jednoczesnym pozbyciu się myśli o drugim, jako osobie obarczonej specyficznym upośledzeniem, w pewien sposób poszkodowanej, co może prowadzić do chęci eliminacji tego upośledzenia powodowanej mylnie pojmowanym pojęciem miłości na zasadzie co dobre i słuszne dla mnie, musi być dobre i słuszne dla ciebie.
radzę Ci pamiętać, że wiara to jest specyficzne upośledzenie, ale zgodnie z drugą częścią tej rady nie próbuj robić mu na siłę "dobrze".
Już wygląda na to, że z tym ważnym dla niego elementem życia wycofał się przed Tobą skoro ukrywa swe praktyki.
Można przecież uszanować jego prawo do religii, jego potrzebę religii, choć przecież nic nie zmusi Cię do podzielenia jego przekonań. Ja bym Ci radził (oczywiście jeśli Ci na nim zależy) szczerze przeprosić go za próby ateizowania, które mogą tylko pogłębić podziały i poszukać kompromisów. Nie możesz dać się wciągnąć w jego religijność z obrzędami, świętowaniem itp., ale pewne ustępstwa Ci nie zaszkodzą.
Meretseger radziła Ci na przykład puścić go do mamusi na święta i ja to popieram, ale rozmiar tego "puszczenia" jest istotny. Jeśli jego wizyta świąteczna (albo wasza wspólna , jeśli nie masz szlabanu na jego mamusię), będzie dłuższa, niż kilka godzin i zabraknie czasu dla Ciebie / dla was obojga to przemyśl sprawę dokładniej co i czy warto....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-12-2011 13:34 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Rzeczywiście łapię się na tym, że uważam moje argumenty za "lepsze". Unikając rozmów na te tematy, mam jednak często wrażenie, że milczenie staje się oszustwem - on ukrywa przede mną swoje praktyki, ucieka czasem do kłamstewek na te tematy.
Być może jest tak, że chowa się ze swoją religijnością z obawy, że spotka go obśmianie, brak zrozumienia, a w najlepszym wypadku zimna obojętność, co może naruszyć jego wewnętrzny spokój i porządek, które ma zapewnione dzięki jakiemuś religijnemu eskapizmowi, czy czemuś w tym stylu.

>Żałuję tylko, że nie mogę prowadzić z nim żadnej konstruktywnej dyskusji, a czuję taką potrzebę. Szkoda.
Wyżej pisałaś, że unikasz takich rozmów. Mogą one być rzeczywiście trudne dla kogoś, kto uważa, że aby na poważnie brać kult bogów trzeba mieć jakiś defekt intelektualny, być umysłowo leniwym czy wykazywać jakieś inne skrzywienie.

Sam nie nie byłem nigdy w podobnej sytuacji, ale spróbowałbym może tak:
"Postawmy sprawę jasno i uczciwie - według mojej najlepszej wiedzy uważam, że wierzysz w bajki i nie zgadzam się z naukami głosicieli tych bajek. Szanuję jednak twoje prawo do posiadania własnych przekonań i oczekuję tego samego vice versa. Jeśli przyjmiemy, że sprawy te nie będą podnoszone jako oś niezgody między nami i nie będą stanowiły jakiegoś tabu lub nienaruszalnej świętości, to dla mnie nie ma problemu z tym żyć zachowując wzajemny szacunek i zaufanie, które w związku są możliwe tylko przy pełnej otwartość, szczerości i chęci jak najlepszego zrozumienia drugiego bez wymuszania zmiany poglądów na własne."
Kremer (240 punktów)

>Być może jest tak, że chowa się ze swoją religijnością z obawy, że spotka go obśmianie, brak zrozumienia, a w najlepszym wypadku zimna obojętność, co może naruszyć jego wewnętrzny spokój i porządek, które ma zapewnione dzięki jakiemuś religijnemu eskapizmowi, czy czemuś w tym stylu.
Przyznaję, że mogę mieć wyrzuty sumienia...
Myślę, że poradzimy sobie ignorując zupełnie ten temat (choć kolejne święta tuż tuż..., podczas których zupełnie się nie liczę, "bo ich nie obchodzę").
Po prostu czuję potrzebę rozmowy. Dlatego założyłam wątek o lubuskim. Może znajdzie się kółko zainteresowanych...
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Zawsze się dziwię w takich sytuacjach, jak koleżanka jasenka poniżej. Ludzie sami się proszą o kłopoty i komplikują sobie życie jak ta lala. Zrozumiem, kiedy są bardzo młodzi, ale jak już nieco starsi, z jakimś bagażem doświadczeń? Światopogląd należy do pakietu podstawowego przy doborze, inaczej zwykle są poważne problemy.

>(choć kolejne święta tuż tuż..., podczas których zupełnie się nie liczę, "bo ich nie obchodzę").

Albo to strasznie egocentryczne, albo czegoś nie rozumiem. Te dwa, czy trzy dni są dla Ciebie aż tak ważne? Mało jest innych? Codziennie musisz się tak liczyć, że nic mu nie jesteś w stanie odpuścić? A on jak by się wtedy czuł, gdyby przesiedział te dni jednak z Tobą, chociaż ma wyraźną potrzebę obchodzić te święta. Czy miałby poczucie, że się liczy jako człowiek takim jest, czy tylko takim, jakim Ty go sobie wymyśliłaś i mu narzucasz? A może on sobie też sobie coś myśli, np. :"to kolejne święta, podczas, których się nie liczę, bo ona jak zwykle nie chce mi towarzyszyć". Czy jednak szanuje Twoją decyzję i przestrzeń? Moim zdaniem, dobrze że sobie jedzie. To jedno, jedyne, co mi się w nim spodobało. Ale jak na wstępie, może czegoś nie rozumiem. Nie do końca to wszystko precyzyjne opisałaś.
01-01-2012 21:08 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
i niestety jak zawsze w prawie kazdych zwiazkach damsko-meskich rozlozenie - niewazne jak bedzie przez kobiete uzasadniane - nastepuje na zasadzie, bo ja dla niego nie jestem najwazniejsza (przez kilka chwil, godzin czy tez dni w roku)
kobiety bardzo czesto zyja bowiem swoim wyobrazeniem prawidlowego funkcjonowania umyslu, z bardzo wyraznie wyznaczona hierarchia wartosci, podczas gdy mezczyzni (poza tym, ze sa czesciej dosc chaotyczni pod tym wzdledem) nie widza czesto wiekszej potrzeby pokazywania kobiecie, ze jest wazniejsza od czegokolwiek co samego mezczyzny dotyczy
i z religijnoscia nie ma to nic do rzeczy - nie kazdy jest feminista, czy nawet zwolennikiem rownouprawnienia w rozumieniu feministycznym; moze po prostu szanowac swoja przestrzen i przedkladac ja - chocby w wyniku doswiadczen z poprzednich zwiazkow - ponad konwenanse, ktore uwaza np. za babskie fanaberie takie same jak zobowiazanie do mowienia 10x dziennie "kocham cie"...
13-12-2011 14:05 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
> Cytat:
>A sprawa podstawowa to zdolność do akceptacji odmiennych przekonań przy jednoczesnym pozbyciu się myśli o drugim, jako osobie obarczonej specyficznym upośledzeniem [...]

>Rzeczywiście łapię się na tym, że uważam moje argumenty za "lepsze".

Jeśli Twoje argumenty są logiczne, racjonalne, konsekwentne i harmonijne to są lepsze -od tych nieracjonalnych, chaotycznych, nielogicznych.
Nie daj sobie wmówić poczucia winy co IMO poprzez swoją "radę" próbuj uczynić finerbijk.
Umysły osób wierzących w "fantazyjne byty"- Bogów, duchy, postacie z bajek wbrew racjonalnym, logicznym, rozsądnym argumentom, wberw codziennym doświadczeniom w kontakcie z rzeczywistością jest upośledzony poznawczo - sam fideizm jest uposledzeniem umysłu, rozumu.

>Unikając rozmów na te tematy, mam jednak często wrażenie, że milczenie staje się oszustwem - on ukrywa przede mną swoje praktyki, ucieka czasem do kłamstewek na te tematy. Szanuję ludzi konsekwentnych, którzy nabyli wiedzę (bo czuli taką potrzebę) i doszli do własnych przekonań - mierzi mnie jednak wszechobecna hipokryzja, tym bardziej w mojej sypialni.<

Tu jest "pies pogrzebany". Człowiek posugujacy się racjonalnym ogladem świata, używający rozumu, sceptyczny jest poprostu ciekawy świata, pragnie "jak najwięcej prawdy", ciągle chce poznawać, odkrywać rzeczywistość, szuka argumentów by jak najobiektywniej postrzegać świat, by jego reakcję i relację wszelakiego rodzaju z otoczeniem i ludzmi były adekwatne- poprostu "prawdziwsze". Naturalną rzeczą jest chęć konfrontowania i "wymiana" tej "ciekwości i odkryć" z innym ludźmi, a szczególnie z bliskimi- to jest sedno relacji w związku, gdy tego brakuje ciężko mówić o związku.
Nasz ogląd rzeczywistości (światopoglą) jeśli jest konsekwenty i harmonijny wpływa na nasze życie, na naszą codzienność.
Jedno wiem, jak człowiek raz wejdzie na droge rajonalnego myślenia , sceptycyzmu -nie ma odwrótu - nie jest to łatwa dróżka (ale nikt nie obiecywał że będzie łatwo.), ale jakże ciekawa, zajmująca, odkrywcza...ludzka.

>Żałuję tylko, że nie mogę prowadzić z nim żadnej konstruktywnej dyskusji, a czuję taką potrzebę. Szkoda.

Racjonalne podejscie do własnej egzystencji jest najbaradziej ludzką postawą.
Konotacja -"racjonalne myślenie jest powodem konfliktów, problemów w związku" = "racjonalizmy rujnuje życie" - ma zastosowanie jedynie wtedy, gdy jeden związek, jedną realcję uważasz za całe życie. Takie "samoograniczenie - jest nieracjonalne.
Rozumiem również "istotność" emocji, uczuć, ale to nie "miłośc" jest generatorem poczucia szczęscia, spełnienia, radości lecz szacunek wyrażany w stosunku do siebie jak i innych poprzez szczerość i prawdziwość własnych sądów, zapatrywań, oczekiwań itp

Pozdrawiam. Życzę odwagi i pięknej harmnij własnych myśli.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-12-2011 15:57 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Nie daj sobie wmówić poczucia winy co IMO poprzez swoją "radę" próbuj uczynić finerbijk.
Nie chodziło mi o żadne poczucie winy, ale takie ułożenie relacji, aby wspólne spędzanie np. świąt nie było problemem. Nie każdy ma komfort przebywania w otoczeniu wyłącznie podobnie myślących i nie chodzi tylko o partnerów, ale też rodziców, dziadków czy pociotków, których nikt sobie nie wybiera.

Ktoś nie cierpi koncertów fortepianowych a ma żonę pianistkę, więc kiedy ta daje ważny występ, to pójdzie, wysłucha i będzie bił brawo, bo to jej święto.
Podobnie, pójdzie na wigilię do rodziców, może i zje opłatek, i powstrzyma się na parę godzin od uwag dot. fantazyjnych bytów, które są przedmiotem czci upośledzonych umysłowo fideistów. Czy to jest wyrzeczenie się racjonalizmu?
13-12-2011 19:59 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>...aby wspólne spędzanie np. świąt nie było problemem.<

Parę dni świąt to nie jest problem.
PROBLEMEM są pozostałe 360 dni kolejnych wielu lat!
To samo dotyczy otoczenia lub rodziców, dziadków czy pociotków - można się w ich obecności powstrzymywać, ignorować, przemilczeć, gdy przebywa się z nimi sporadycznie.
PROBLEMEM jest partner, z którym dzieli się czas, myśli, pożywienie, sypialnie itd - na co dzień, 24 godziny na dobę - a który postrzega świat skrajnie odmiennie.

>Ktoś nie cierpi koncertów fortepianowych a ma żonę pianistkę,<
...jest masochistą i trudno mi pojąć "prawdziwośc" takiego związku.

> Czy to jest wyrzeczenie się racjonalizmu?<

Nie jest. Tylko, że nie parę chwil jakichkolwiek świąt, w gronie wierzących - jest PROBLEMEM.
I tego jak widać nie rozumiesz.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
13-12-2011 21:31 
 Ocena 5 na 5
Ania... (14138 punktów)
>>Ktoś nie cierpi koncertów fortepianowych a ma żonę pianistkę,<
>...jest masochistą i trudno mi pojąć "prawdziwośc" takiego związku.
A ja pojmuję to dość prosto.
Mój M. jak i cała prawie rodzina pojechała 300 km na moją obronę, chociaż żadne z nich nie miało pojęcia o czym mówię. Oglądali "spektakl" właśnie dlatego, że to było ważne wydarzenie w moim życiu.
Kiedy mój M. przechodzi jakieś ważne wydarzenie, również często mu towarzyszę, po prostu po to, aby potowarzyszyć.

Z całą resztą się zgadzam. Nie chodzi o Wigilię, a o wszystkie normalne dni w roku. Trudno wyobrazić mi sobie życie z kimś, kto ma skrajnie różny światopogląd.
14-12-2011 00:50 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>A ja pojmuję to dość prosto....
>Kiedy mój M. przechodzi jakieś ważne wydarzenie, również często mu towarzyszę, po prostu po to, aby potowarzyszyć.<

Dokładnie tak prosto i ja to pojmuję. Przeżywanie wspólne, istotnych wydarzeń w życiu jest oczywistością w dobrych,"prawdziwych" związkach.
Nieporozumienie polega na tym, iż nie odniosłem się w swojej wypowiedzi to aspektu "ważne wydarzenie w życiu mojego partnera" lecz do stwierdzenia Ktoś nie cierpi koncertów fortepianowych a ma żonę pianistkę.
Można znosić mniejsze lub większe wady, ułomości partnera, ale nie wyobrażam sobie trwałej relacji międzyludzkiej, gdy "nie cierpi się" , nie znosi się pasji życiowej partnera, czegoś co uważa za bardzo istotną cześć własnego życia, co jest "jego życiem" - a tak np. postrzegam życie "koncertującej pianistki" , ale dotyczy to każdej innej pasji lub istotnego upodobania, zamiłowania itp - partnera(ki) (męża, żony).
Taki związek nie może się udać, bo w najistoniejszych obszarch przeżywania własnej egzystencji brak będzie komunikacji, możliwości dzielenia się nimi, wspólnego przeżywania - to się nazywa "życiem obok", a nie razem.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
14-12-2011 11:00 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
Nie jestem tak przekonana o tym. Ja osobiście jestem biologiem, mój M. elektronikiem i handlowcem. Trudno powiedzieć o wspólnej pasji. Chociaż ostatnio zajął się akwarystyką
W końcu żona pianistka (przysłowiowa) to całokształt kobiety, poza zawodem ma inne zainteresowania, tematy do rozmów. A rozmowy o koncercie to nie to samo co sam koncert.

Może "nie cierpię" to za dużo powiedziane, ale często nie rozumiemy pasji naszych partnerów, co nie znaczy, że nie możemy w nich uczestniczyć - w zeszłym roku na pomiarach leżałam na dachu samochodu, w ramach uczestniczenia w pasji M., której szczerze mówiąc nie rozumiem i nie podzielam. Ale znalazłam w niej miejsce dla siebie.

Myślę, że to dotyczy wielu par. Uczymy się siebie nawzajem, wprowadzamy się w swoje światy. Nie musimy być aż tak podobni, aby od razu stanowić dwie kopie podobnego wzorca.
Artur@R (7115 punktów)
Nie widzę sprzeczności w naszych wypowiedziach.
I odnoszę wrażenie, że nie ze mną rozmawiasz.

>Trudno powiedzieć o wspólnej pasji.<
Nie wspomniałem ani słowem o "wspólnej pasji"

>W końcu żona pianistka (przysłowiowa) to całokształt kobiety, poza zawodem ma inne zainteresowania, tematy do rozmów.<
Bycie muzykiem...koncertującym(!)- to jest "zajęcie" wypełniające ogromną ilość czasu- to nie tylko koncerty, ale ciągłe próby, doskonalenie, emocjonalne "bitwy artysty" (nie wyobrażam sobie tego inaczej) -jesli tego się "nie cierpi" to nie cierpi się "lwiej części" życia partnera - i to miałem na myśli.

>A rozmowy o koncercie to nie to samo co sam koncert.<
Jeśli się "nie cierpi" koncertowania, trudno "kochać" o nich rozmowy.

>..często nie rozumiemy pasji naszych partnerów, co nie znaczy, że nie możemy w nich uczestniczyć<
A ja napisałem : Można znosić mniejsze lub większe wady, ułomości partnera, ale nie wyobrażam sobie trwałej relacji międzyludzkiej, gdy "nie cierpi się" , nie znosi
Nic nie pisalem o "nie rozumieniu" czy "próbach , chcęciach rozumienia" - to oczywistości w "udanych" zwiazkach - pisałem o tej stronie "gdy sie nie cierpi", "nie znosi" tego co jest istotną częścią życia partnera - tego tyczyły moje wnioski.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
finerbijk (17282 punktów)
>Nie jest. Tylko, że nie parę chwil jakichkolwiek świąt, w gronie wierzących - jest PROBLEMEM.
Religia we wzajemnych układach może być taką samą przeszkodą, jak różnica wieku, potrzeb łóżkowych, odmienne poglądy na wychowanie dzieci, inny poziom wykształcenia, albo background środowiskowy. Takich istotnych spraw jest mnóstwo.
Szukanie własnej (najlepiej jeszcze poprawionej) repliki prowadzi zwykle do singielstwa.
Zgadzam się, że mogą być niekompatybilności nie do przeskoczenia, ale to sprawa indywidualna i nie ma tu reguły.
Trollius (550 punktów)
> Oszałamiającym dla mnie było to jak
>różnie odbieramy tę samą informację i jednak jakie wielkie przestworza dzielą nas od siebie.
Zapoznaj się ze mną bliżej a zostaniesz oczarowana tym jak różnie odbieramy tę samą informację i jak wielkie przestworza do przebycia są pomiędzy nami.

Wystarczy tak mało, niedostrzegalny powiew wiatru, by sprawy lekko się przesunęły i to, za co jeszcze przed chwilą człowiek gotów był oddać życie, nagle ukazuje się jako pozbawiony treści bezsens. -Milan Kundera
jasenka (1863 punktów)
>Jestem ateistką - mój partner katolikiem (takim pustym - jak większość), jednak jeśli dochodzi
>między nami do dyskusji on oczywiście czuje się urażony, obrażony, itd.

Znam parę, którzy są ze sobą od 10 lat, ona ateistka, on katolik. Ustalili, że W OGÓLE nie będą poruszać tych tematów. I to chyba jedyne wyjście, bo nie ma możliwości szczerej dyskusji i ważenia argumentów po tych dwóch stronach.
Inna rzecz, że dziwię się mojej koleżance, że popełniła taki mezalians intelektualny, jak daleko można iść na kompromis? Podziwiam Twoją i jej tolerancyjność, bo ja nie jestem w stanie brać poważnie jako partnera (a co dopiero kochać) kogoś, kto wierzy w zabobony i to w taki jak piszesz "pusty" sposób
13-12-2011 20:56Nie na temat 
 Ocena 1 na 1
Trollius (550 punktów)
>Podziwiam Twoją i jej tolerancyjność, bo ja nie jestem w stanie brać poważnie jako partnera (a co dopiero kochać) kogoś, kto wierzy w zabobony i to w taki jak piszesz "pusty" sposób

A ja

Nigdy w życiu nie pokocham dziewczyny,
Która słucha disco polo.

13-12-2011 23:00 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>A ja
> Nigdy w życiu nie pokocham dziewczyny,
>Która słucha disco polo.


E, jest chyba taka jedna odmiana tej szlachetnej muzyki, za którą poszedłbyś jak w dym.
pl.wikipedia.org/wiki/Sacro_polo

Nie wierzę, że tu nie wymiękasz.
www.youtub(*)?v=9BEdoOElv0I&feature=related
14-12-2011 00:48 
 Ocena 2 na 2
Trollius (550 punktów)
>E, jest chyba taka jedna odmiana tej szlachetnej muzyki, za którą poszedłbyś jak w dym.
>pl.wikipedia.org/wiki/Sacro_polo
A to niby z jakiego powodu?
>Nie wierzę, że tu nie wymiękasz.
>www.youtub(*)?v=9BEdoOElv0I&feature=related
Nie wymiękam. I co teraz?
Może posłuchamy czegoś, co rzeczywiście lubię?
www.youtub(*)?v=Ku1HJ2DI7Xk&feature=related
A jak się nie podoba to
www.youtub(*)?v=EdmZYu9Lths&feature=related
Kremer (240 punktów)

>Może posłuchamy czegoś, co rzeczywiście lubię?
>www.youtub(*)?v=Ku1HJ2DI7Xk&feature=related
(Tak z innej bańki: Dzięki za linka. Mam to jeszcze ze wczesnych lat 90tych na zakurzonej kasecie... Cudowne!)
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Oto moja odpowiedź jakiej udzieliłam w innym wątku.
Wierzący przypominają paranoików.
Nie da się w żaden sposób przekonać paranoika, ani ani racjonalnymi ani nieracjonalnymi argumentami.
Mam znajomą, która twierdzi, że w nocy do niej przychodzą ONI i ją gwałcą.
Założyła sobie kraty we wszystkich oknach, drzwi przeciwwłamaniowe z zamkami szyfrowymi, na nich łańcuch, alarm w firmie ochroniarskiej i ma psa.
A mimo to przychodzą do niej w nocy i ją gwałcą.
Jak - pytam się ją - dostają się do środka?
Mają dorobione klucze.
A pies?
Nie szczeka.
Już nie pytam dlaczego. Może mocno śpi. Albo gazem jest oszołomiony.
Łańcuch?
Zdejmują.
Jak?
Magnesem.
A rano zwisa czy jest założony?
Założony.
A po cholerę go zakładają jak wychodzą?
Nie wiem. Niezbadane są ich działania.
I tak samo z wierzącymi. Zawsze znajdą wytłumaczenie najgłupszej nawet bzdury.
A już ostatecznie przyparci do muru mówią, że to tajemnica , albo że niezbadane są wyroki boskie.
Tak więc daremny trud.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Wierzący przypominają paranoików.

Pani profesor. Proszę nie zawężać horyzontów, lub wyrażać się ściślej. Wśród wiernych znajdzie pani wielkich intelektualistów, bez jakichkolwiek oznak paranoicznych. Koronnym argumentem katolików jest Max Planck lub Albert Einstein. Wiele cytatów tego ostatniego, zostało mu fałszywie przypisanych, ale mimo wszystko. Zagadka tkwi w definicji Boga tych dwóch panów, ale katolicy już o to nie pytają. Najwięcej kłopotów z wiarą, mają trzy wielkie religie monoteistyczne. W Japonii należy do dobrego tonu, zmieniać kilkakrotnie w ciągu życia konfesję. W konsekwencji można pójść do innego nieba, ale to z ziemskiego punku widzenia nie jest najistotniejsze. Nawet wśród chrześcijan istnieją tolerancyjni wierni. Paranoikami są fanatycy religijni.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>Nawet wśród chrześcijan istnieją tolerancyjni wierni. Paranoikami są fanatycy religijni.
Paranoik to nie znaczy zaraz niebezpieczny furiat.
Paranoika nie rozpoznasz na pierwszy rzut oka, dopiero w rozmowie z nim zapala ci się czerwone światełko, że coś z tym gościem jest nie tak. Np. twierdzi, że dziewica urodziła syna który potem został ukrzyżowany i umarł, ale po trzech dniach zmartwychwstał. A opłatek z mąki to nie żaden opłatek tylko ciało tego zmartwychwstałego człowieka.
Poza tym taki paranoik może być nawet i uczonym. Świetnym astronomem odkrywcą, matematykiem itp. Paranoja zaś dotyczy tylko jakiegoś wąskiego zagadnienia.
Np. facet jest z pozoru całkiem normalny i można z nim pogadać sensownie o wszystkim, tylko nie o jego żone. Uważa, że to dziwka, która zdradza go z każdym mężczyzną.
Listonoszem, hydraulikiem, bezdomnym na ulicy. Mało tego, do każdego faceta puszcza oko jak razem z nim (mężem)idą po ulicy. Ona zaprzecza, ale on doskonale widzi te jej znaki.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Trollius (550 punktów)
>Wierzący przypominają paranoików.
A ja myślałem, że nerwicowców jak to sugerował Freud
15-12-2011 06:28 
 Ocena 2 na 2
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>Wierzący przypominają paranoików.
>A ja myślałem, że nerwicowców jak to sugerował Freud
Freud pisał o religii, a nie o wierzących. Jemu religia kojarzy się z nerwicą.
Natomiast wierzący to typowy paranoik. Na przykład nie ma dla niego sprzeczności pomiędzy V przykazaniem Dekalogu, który Mojżesz otrzymał od Boga na górze Synaj, a które brzmi: Nie zabijaj a zaraz po tym , ledwo Mojżesz przyniósł przykazania Pan nakazał :
Cytat:
"Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie :kto swego brata,kto swego przyjaciela, kto swego krewnego. (Wj 32, 27-28)

I dalej Biblia mówi:"... i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów".
Bóg też, wbrew swemu przykazaniu,każe zabijać homoseksualistów.
Dla normalnego umysłu są to sprzeczności nie do pogodzenia, ale paranoidalny umysł wierzącego jakoś to ze sobą godzi.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Trollius (550 punktów)
>>>Wierzący przypominają paranoików.
>>A ja myślałem, że nerwicowców jak to sugerował Freud
>Freud pisał o religii, a nie o wierzących. Jemu religia kojarzy się z nerwicą.
>Natomiast wierzący to typowy paranoik.
A Freud myślał tak Freud:
Nerwice z jednej strony wykazują spektakularne i głęboko sięgające zgodności z wielkimi społecznymi wytworami sztuki, religii i filozofii, z drugiej zaś wydają się ich zniekształceniami. Można by ośmielić się wysunąć twierdzenie, że histeria jest karykaturą twórczości artystycznej, nerwica natręctw karykaturą religii, a paranoja karykaturą systemu filozoficznego

Jak mówi internet: W istocie paranoja to występowanie usystematyzowanych i logicznie ze sobą powiązanych urojeń. Najczęściej są to urojenia prześladowcze, ksobne, wielkościowe, hipochondryczne i erotyczne. Urojenia są głównym objawem tej choroby i nie towarzyszą im zwykle omamy ani też inne objawy schizofrenii.
Podkreślenie moje

Niektóre objawy religijności (takiej pustej) w swej istocie bardziej przypominają mi zaburzenia na tle nerwicowym. Mamy więc w zaburzeniu nerwicowym lęk wynikający z myśli natrętnych (np. dotyczących niebezpieczeństwa kontaktu z brudem i wynikające z tego ablucje), ciągłe wykonywanie czynności przymusowych (chodzenie do kościoła).

Jeżeli zaś chodzi o sztukę, to powiedzieć mogę tyle, że tylko histeryk może twierdzić iż Panny z Avignon są piękne.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>występowanie usystematyzowanych i logicznie ze sobą powiązanych urojeń.

Urojenia są logicznie powiązane ,tym niemniej są absurdalne.
Np.urojenia o Obcych.Jest ciąg logiczny, że przylecieli na UFO i porwali kogoś podczas zbierania grzybów w lesie.
Wierzący przypominają mi paranoików ze względu na siłę ich urojeń, niepodatnych na racjonalną perswazję. Np. wykazanie sprzeczności w myśleniu u normalnego człowieka wywołuje refleksję, moment olśnienia. Paranoik zaś może pogodzić dwie sprzeczne rzeczy bez kłopotu.
Sprawa nie dotyczy niestety tylko religii, o czym już miałam okazję pisać niejednokrotnie.
Są ludzie którzy tak mocno mają wbite w głowę różne fałszywe przesądy i mity, nie dotyczące w ogóle spraw religijnych, chociaż niejednokrotnie jakoś tam z nimi powiązane, że żadna argumentacja, podkreślam, ż a d n a argumentacja do nich nie przemawia. Jeśli przytoczy się im badania naukowe, zweryfikowane i potwierdzone, uznane przez autorytety , czyste jak łza i metodologicznie, że mucha nie siada, oni jednak w nie nie uwierzą, powiedzą, że na pewno sfałszowane, albo robione przez jakieś lobby. Np. żydowskie, masońskie lub pedofilskie.
> histeryk może twierdzić iż Panny z Avignon są piękne.

Okropne.

The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Trollius (550 punktów)
> Paranoik zaś może pogodzić dwie sprzeczne rzeczy bez kłopotu.
Z pewnością mistrzem łączenia ze sobą sprzecznych rzeczy był Marcel Duchamp, ale jak się okazało po latach- te rzeczy świetnie do siebie pasują.
> Sprawa nie dotyczy niestety tylko religii, o czym już miałam okazję pisać niejednokrotnie.
A dotyczy racjonalizmu albo racjonalistów?
> ż a d n a argumentacja do nich nie przemawia.
Argumentacja z natury swej do przemawiania nie służy. Do przemawiania służy retoryka. Jak ktoś ma kiepską retorykę to nawet najlepszymi argumentami nie przekona. I odwrotnie- co udowodnili już dawno temu sofiści.
> oni jednak w nie nie uwierzą, powiedzą, że na pewno sfałszowane, albo robione przez jakieś lobby. Np. żydowskie, masońskie lub pedofilskie.
Najwidoczniej są sceptykami i do wszelkiej wiary podchodzą z dystansem
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)

>mistrzem łączenia ze sobą sprzecznych rzeczy był Marcel Duchamp
Że domalował wąsy Monie Lizie?

>A dotyczy racjonalizmu albo racjonalistów?
Z tym jest pewien kłopot. Teoretycznie racjonalistę powinny racjonalne argumenty przekonywać. Wtedy powinien zmienić po prostu zdanie na daną kwestię.
Ale i dla racjonalistów są pewne tematy tabu.
> Argumentacja z natury swej do przemawiania nie służy.
Mam na myśli argumentację na piśmie. Autor może już dawno gryźć ziemię, a jego argumentacja nadal "przemawia".
> do wszelkiej wiary podchodzą z dystansem
Ale oni do udokumentowanej wiedzy podchodzą z dystansem.
Np. kreacjoniści nie "wierzą" w ewolucję.


The only way to get rid of a temptation is to yield to it. Oscar Wilde.
Kremer (240 punktów)
Najtrudniejszym jest znalezienie "złotego środka" na wszelkie problemy. Postawienie sobie priorytetów: co jest najważniejsze, z czym mogę żyć, a co zdecydowanie odrzucam nie jest w cale takie proste. Tym bardziej w związku, gdzie każdy z nas jest złożonym i różnorodnym indywiduum. Zawsze są sytuacje, w których się "naginamy", bo inaczej nie będziemy w stanie im sprostać. Sztuką jednak jest nagiąć się na tyle, aby móc z tym dobrze żyć. I to jest bardzo indywidualną sprawą. Zupełnie jak George Bernard Shaw:
"Wiedza nie rozstrzygnie jednego problemu, bez stworzenia dziesięciu nowych."

Jakoś to będzie...
Matix (5786 punktów)
Jak można być z kimś kogo samemu uważa się za "pustego"?
14-12-2011 15:33 
 Ocena 1 na 1
Kremer (240 punktów)
>Jak można być z kimś kogo samemu uważa się za "pustego"?
Pusty jest jego katolicyzm, czyli wybiórczy na jego własne potrzeby, nie on sam.
14-12-2011 20:27 
 0 na 2
Trollius (550 punktów)
>>Jak można być z kimś kogo samemu uważa się za "pustego"?
>Pusty jest jego katolicyzm, czyli wybiórczy na jego własne potrzeby, nie on sam.
>
W takim razie należy wlać w ten katolicyzm treść. Najlepiej duchową strawę. A wybór tej duchowej strawy jest ogromny w supermarkecie kultury. Jest kontrowersyjny Paolo Coelho i Anthony De Mello. Jest JP II oczywiście a także Jacques Maritain, Gabriel Marcel, Teilhard de Chardin, Edith Stein, Józef Tischner, Józef Życiński i wielu innych z dawniejszych lat. W tym całym panteonie duchowych poszukiwaczy nawet ateista może znaleźć coś ciekawego dla siebie (czego jestem przykładem).
Można poczytać C. S. Lewisa i Dantego jeśli kogoś interesuje mrok średniowiecza i Lucyfer niosący światło. Można sięgnąć do katolickiej mistyki Angelusa Silesiusa, Św. Bernarda z Clairvaux, Mistrza Eckharta...
14-12-2011 20:35 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>Pusty jest jego katolicyzm, czyli wybiórczy na jego własne potrzeby, nie on sam.
>W takim razie należy wlać w ten katolicyzm treść.

Ewangelizacja jest jednym z największych grzechów które możesz popełnić na tym forum. Uprasza się o natychmiastowe zaprzestanie.
14-12-2011 21:01 
 Ocena 1 na 1
Trollius (550 punktów)
>Ewangelizacja jest jednym z największych grzechów które możesz popełnić na tym forum.
Głoszenie dobrej nowiny nie jest celem moim a nawet sprzeczne było by z mą naturą katastrofisty i nihilisty skłaniającego się ku postmodernizmowi, kłaniającego się przed Godotem.
>Uprasza się o natychmiastowe zaprzestanie.
A grozi na tym forum jakaś kara za wymianę poglądów z otoczeniem?
14-12-2011 21:24 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Głoszenie dobrej nowiny nie jest celem moim a nawet sprzeczne było by z mą naturą katastrofisty i nihilisty skłaniającego się ku postmodernizmowi, kłaniającego się przed Godotem.

Można też uczyć się mandaryńskiego by jako tłumacz zarobić trochę kasy, co pozwoli na kilka podróży tu i tam. Spowoduje to kilka lokalnych problemów typu jak dostać się z
a do b. Zgoła łatwiej jest podróżować po własnym umyśle przy pomocy przemyśleń innych ludzi tworząc wirtualne problemy które zawsze można rozwiązać później lub zostawić w dziale inne.

Najczęściej konsumujemy myśli i pomysły innych, dla mnie sukcesem byłoby wydostanie się z tego uzależnienia i wyłącznie kroczenie po ścieżce nowych informacji a te po przetworzeniu niech się magazynują i stanowią bazę jedynie do rozwiązywania problemów napotkanych.
14-12-2011 21:20 
 Ocena 2 na 2
Kremer (240 punktów)
>Można sięgnąć do katolickiej mistyki Angelusa Silesiusa, Św. Bernarda z Clairvaux, Mistrza Eckharta...

albo do bajki o krasnoludkach i innych trolach...
14-12-2011 22:43 
 Ocena 1 na 1
Trollius (550 punktów)
>>Można sięgnąć do katolickiej mistyki Angelusa Silesiusa, Św. Bernarda z Clairvaux, Mistrza Eckharta...
>albo do bajki o krasnoludkach i innych trolach...
Tak. Jeśli kogoś pociąga jungowska psychologia głębi, jeśli ktoś ciekaw jest zdania Bruno Bettelheima na temat znaczenia baśni lub chciałby zapoznać się z teoriami Josepha Campbella, Rene Girarda itp.

Przede wszystkim nie wróżę powodzenia w dialogu jeśli zajmiesz górującą pozycje jaśnie oświeconej racjonalistki. Zupełnie nie rozumiem twojej potrzeby nawracania partnera na racjonalizm. Moim zdaniem zdecydowanie lepsze efekty daje wymiana myśli, fluidów...

Pamiętaj, że z pustego i Salomon nie naleje.

Ps. z jakiegoś powodu przypomina mi się znakomity film Lecha Majewskiego Ogród rozkoszy ziemskich opowiadający o niezwykłych relacjach łączących parę kochanków- racjonalnie myślącego inżyniera samotnika żyjącego w świecie symetrii i arytmetyki z piękną Włoszką zafascynowaną malarstwem Hieronima Boscha, średniowieczną alchemią, symboliką i mistycyzmem.
Może to dlatego, że okładkę albumu Aion wspomnianego wcześniej zespołu Dead Can Dance zdobi fragment tryptyku Boscha pt. Ogród rozkoszy ziemskich...
01-01-2012 21:16 
 0 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>Jak można być z kimś kogo samemu uważa się za "pustego"?

i to jest chyba sedno kwestii
tez tego nie rozumiem;
no chyba ze autorka jest np. skrajna feministka i rozumuje jak wiele typowych mezczyzn wobec kobiet - nie wazne co ma w glowie, wazne jak wyglada
01-01-2012 21:43 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>no chyba ze autorka jest np. skrajna feministka i rozumuje jak wiele typowych mezczyzn wobec kobiet - nie wazne co ma w glowie, wazne jak wyglada

A jakież to meandry myślowe doprowadziły cię do koncepcji, jakoby takim właśnie podejściem charakteryzował się "skrajny feminizm" (cokolwiek określasz tym mianem)?

PS
Pamiętaj, proszę cię, o polskich znakach diakrytycznych.
01-01-2012 21:57 
 0 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>A jakież to meandry myślowe doprowadziły cię do koncepcji, jakoby takim właśnie podejściem charakteryzował się "skrajny feminizm" (cokolwiek określasz tym mianem)?
mianem tym określam rozumowanie, że nie ma żadnych różnic między płciami, osobnicy obu płci są identyczni, "równi", tacy sami we wszystkim; chodzi mi o rozumowanie abstrahujące od statystyki, tj. faktycznie występujących różnic choćby w zachowaniu (czy podejściu do samoistnienia) reprezentatywnej większości osobników; skrajność wyrażać się może także w nieskrępowanym możliwości choćby potencjalnego przyjmowania najbardziej negatywnych cech stereotypowo właściwych dla płci przeciwnej, co do których jednocześnie oczekuje się od tej płci eliminowania /jak w zapodanym przykładzie interesowania się wyłącznie aspektem cielesnym/
01-01-2012 22:26 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>>A jakież to meandry myślowe doprowadziły cię do koncepcji, jakoby takim właśnie podejściem charakteryzował się "skrajny feminizm" (cokolwiek określasz tym mianem)?

>mianem tym określam rozumowanie, że nie ma żadnych różnic między płciami, osobnicy obu płci są identyczni

Feministki - twoim zdaniem - negują istnienie cycków?

>"równi"

Gdy widzę słowo równi opatrzone cudzysłowem zawsze zastanawia mnie jakich to praw czcigodny autor próbuje określonej grupie odmawiać... Wszak o równość wzrostu raczej chodzić nie może

>tacy sami we wszystkim

Podejrzewam, że dysponuję większym od ciebie biustem Mówisz - feministki negują tę możliwość?

>chodzi mi o rozumowanie abstrahujące od statystyki, tj. faktycznie występujących różnic choćby w zachowaniu

Czy mógłbyś wskazać przykłady feministek kategorycznie negujących statystyki (abstrahując, oczywiście, od np. zastrzeżeń metodologicznych względem tych statystyk - wszak wątpliwe metodologicznie badania nie zasługują, by traktować je poważnie)? Albo objaśnić konkretnie co masz na myśli, bo może się nie zrozumieliśmy?

>czy podejściu do samoistnienia

Co to jest podejście do samoistnienia i czym różni się pomiędzy płciami?

>reprezentatywnej większości osobników

Zawsze odnosiłam wrażenie, że jakiekolwiek cechy większości danych grup społecznych nie powinny się przekładać na prawa osobników do rzeczonych grup należących i to właśnie postulowały obserwowane przeze mnie feministki. Możesz - oczywiście - spróbować mnie przekonać, że jest inaczej.

>skrajność wyrażać się może także w nieskrępowanym możliwości choćby potencjalnego przyjmowania najbardziej negatywnych cech stereotypowo właściwych dla płci przeciwnej co do których jednocześnie oczekuje się od tej płci eliminowania /jak w zapodanym przykładzie interesowania się wyłącznie aspektem cielesnym/

Cechy stereotypowo właściwe płci przeciwnej, mówisz? Posługujesz się takimi stereotypami w życiu codziennym i nie podoba ci się, że rzeczywistość niekoniecznie zgadza się ze stereotypami (odniosłam wrażenie, że walka ze stereotypami jawi ci się jako zjawisko negatywne))? A za fakt istnienia rzeczonych niezgodności oskarżasz feministki? Czy czegoś nie zrozumiałam?

Jakkolwiek może ci się to trudno mieścić w światopoglądzie, zapewniam cię, że kobiety interesujące się głównie fizycznym aspektem relacji damsko-męskiej istnieją na świecie obecnie i istniały też dawniej. Zawsze wiązałam to z określonymi, indywidualnymi cechami charakteru, związku ze skrajnym feminizmem nie dostrzegam, aczkolwiek to na tobie - jako rzeczony związek postulującym - właściwie spoczywa obowiązek udowodnienia go

Może łatwiej byłoby nam dojść do konsensusu, gdybyś podał jakieś konkretne przykłady takich "skrajnych feministek".

PS
Ze względów regulaminowych poproszę też o wielkie litery w odpowiednich miejscach.
01-01-2012 22:45 
 Ocena-1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
wydaje mi się, iż doszło do niepotrzebnego zaangażowania się w definicję, która może być niefortunna, zamiast w merytoryczne przesłanie mojej wypowiedzi

związku feminizmu z zapodanym przykładem dostrzegać oczywiście nie musisz, albowiem jako kobiety definicja ta dla Ciebie ma jak widać znaczenie o wiele głębsze niż dla mnie;
w mojej wypowiedzi, wyjaśniłem jednoznacznie na końcu zdania o co mi chodziło, tj. o kierowanie się wyglądem
a jeśli o mnie chodzi, w mojej głowie zmieści się wiele rzeczy, zwłaszcza to, iż mogę pojęć wymyślonych przez kobiety i ich dotyczących używać w zbyt wąskim, lub wręcz zupełnie niewłaściwym znaczeniu - nie mam absolutnie zamiaru jałowo dyskutować nad swoją racją w tym (dla mnie zupełnie bez znaczenia dla meritum sprawy) aspekcie; TAK dopuszczam swoją pomyłkę czy nadużycie

jeszcze raz podkreślę: w zastosowanym tu znaczeniu dla mnie feminizmem było/jest każde przyjęcie przez kobietę cechy stereotypowego mężczyzny (cechy innej niż cecha stereotypowej kobiety), dla którego to przyjęcia kobieta ta oczekuje pełnej akceptacji na zasadach równości płci

ps. tak uważam także, iż każda chyba "feministka" (zwłaszcza "skrajna") będzie uważać, iż wskazane przez CIebie "cycki" nie mają absolutnie żadnego znaczenia w żadnej istotnej kwestii, poza tym, że w budowie anatomicznej kobiety po prostu są
01-01-2012 22:52 
 Ocena 8 na 8
liliac (147340 punktów)
>jeszcze raz podkreślę: w zastosowanym tu znaczeniu dla mnie feminizmem było/jest każde przyjęcie przez kobietę cechy stereotypowego mężczyzny (cechy innej niż cecha stereotypowej kobiety), dla którego to przyjęcia kobieta ta oczekuje pełnej akceptacji na zasadach równości płci

Dawno tak absurdalnej definicji nie widziałam, ale skoro nie chcesz o tym rozmawiać, to hmmm... Cóż - nie rozmawiajmy

>uważam także, iż każda chyba "feministka" (zwłaszcza "skrajna") będzie uważać (...)

Nie sądzę, byś miał kwalifikacje niezbędne do oceny co uzna/powie/pomyśli/będzie uważać każda chyba feministka

Natomiast w kwestii regulaminowej - ponownie (po raz ostatni) proszę o większe poszanowanie dla zasad pisowni. Większa dbałość o gramatykę i składnię również byłaby pożądana.
01-01-2012 22:59 
 0 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>>>Dawno tak absurdalnej definicji nie widziałam, ale skoro nie chcesz o tym rozmawiać, to hmmm... Cóż - nie rozmawiajmy
a ja proszę Ciebie aby wrócić do meritum - na jakiej zasadzie, z punktu widzenia kobiety, można być - co podkreślam: uczciwie , bo tylko takie związki warto moim zdaniem popierać - z kimś, kogo się uważa za pustego ? i oczekiwać o niego publicznie szacunku itp.

wolę to jednak wciąż nazywać skrajnym feminizmem, niż np. głupotą , emocjonalną infantylnością, zadufaniem itp.
01-01-2012 23:02 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
Przeczytaj, proszę, regulamin. Następna wypowiedź ignorująca upomnienia moderatorskie trafi do Oślej Ławki.

Wracając zaś do twojego pytania - ignorujesz fakt, że autorka wątku dostrzega tę pustotę w jednej tylko dziedzinie aktywności partnera, zatem stawiasz sprawę cokolwiek nieuczciwie. Co prawda ta konkretna aktywność w moim przypadku wykluczyłaby budowanie trwałego związku (wyjąwszy związki natury czysto fizycznej), jednak powodów do wartościowania podejścia forumowiczki nie widzę - nie mój interes, że tak powiem (choć skoro dopytujesz, oceniłabym je jako po prostu nieco naiwne). Zaintrygowała mnie tylko ekscentryczna konstrukcja myślowa, której użyłeś i twoje ignorowanie regulaminu forum.
01-01-2012 23:18 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>Wracając zaś do twojego pytania - ignorujesz fakt, że autorka wątku dostrzega tę pustotę w jednej tylko dziedzinie aktywności partnera, zatem stawiasz sprawę cokolwiek nieuczciwie.

Powiedzmy, że postawiłem się w roli osoby, która publicznie została nazwana "pustym katolikiem, jak większość" przez osobę oczekującą publicznej pomocy w kontaktach właśnie ze mną.
Zwróciłem tym uwagę, iż jedną z możliwości dalszego toczenia tak postawionego wątku, na zasadzie uznania, iż brak racjonalnych podstaw do udzielania pomocy osobie tak właśnie wątek stawiającej, na zasadzie poszukiwania winy u osoby z założenia uznanej publicznie za pustą.
W takich okolicznościach wydają się istnieć racjonalne przesłanki problemu bardziej po stronie właśnie tej osoby, tak stawiającej publicznie problem.

PS. ja nie widzę przeciwwskazań do oceny pobudek publicznie poruszanych spraw
Agnies (398 punktów)
Tak, racjonalizm zrujnowałby plany Hitlera analogicznie jak ateizm rujnuje inne plany.

>Jestem ateistką - mój partner katolikiem (takim pustym - jak większość),

Co was łączy? Pytam bo ostatnio podejrzałam kolegę w pracy, który zachwycał się ofertami sponsoringu w internecie. W takich układach partnerskich światopogląd wydawałoby się nie powinien odgrywać znaczenia ale jednak co ciekawe i tu gorszące wypowiedzi połączone z prostactwem mogą zrujnować dobrze płatny układ jeśli kobieta stawia sobie za cel równoległy do finansowego, poświęcając odpłatnie swój czas, czerpanie przyjemności z przebywania z "darczyńcą". Trudno mówić o przyjemności przebywania z idiotą co już powszechnie przegladając anonse zauważamy w wymaganiach pozafinansowych dla zaistnienia związku partnerskiego rzekomo opartego na seksie.

>między nami do dyskusji on oczywiście czuje się urażony, obrażony, itd. (...) nabieram dystansu do niego.
Ja bym zerwała chyba, że zależy Ci by naprawić jego światopogląd bo wadę braków w nim nadrabia innymi zaletami.

>Jak radzić sobie z osobą o tak odmiennych poglądach? Już teraz powstają konflikty w okresie dni
>świątecznych (nie spędza ich ze mną, choć ja go zachęcam do wspólnych wieczorów).

Wybacz, ale uroda czy atuty finansowe nie były i nie będą wystarczające dla budowania szczęśliwego związku.

>Jeśli borykacie się z podobnymi dylematami, proszę o podpowiedź, jak dzielić życie, nie rujnując go?

Współczuję, że przejrzałaś go zanim został ojcem Twojego dziecka. W takiej sytuacji musisz rzeczywiscie zawalczyć by córka lub syn nie wstydziły się za ojca a Ty za męża.

Z całego serca życzę Ci by zmądrzał.
15-12-2011 12:29 
 Ocena 2 na 2
Kremer (240 punktów)

>Co was łączy?
wiesz... wiele. Światopogląd nie jest jedynym kryterium, które przesądza o więzi. Uzgodniliśmy, że omijamy tematy nas drażniące, przyznam jednak, że ciągle nurtuje mnie pytanie, co spowodowało, że człowieka o szerokiej wiedzy, oczytanego, inteligentnego ominęło oświecenie, którego większość z nas doznała? No i on łapie się w sidła, bo nie potrafi lub nie chce na to odpowiedzieć, ani na to, dlaczego w ogóle wierzy i w co. A to działa jak zaproszenie...
Ktoś tutaj nazwał to upośledzeniem poznawczym, co w pełni popieram. Człowiek zazwyczaj dąży do niesienia pomocy naszym najbliższym, więc skoro uznaję jego wiarę (czytaj: niewiedzę) za ułomność, staram się mu pomóc. Problem w tym, że on o nią oczywiście nie prosi.
Będąc z zapiekłością przekonanym o swojej racji, człowiek często myli tolerancję z arogancją. I to chyba taki mój mały problem...
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
>Najciekawszą jednak była jego reakcja na ripostę profesora: stwierdził, że rzekomo tak mądry
>naukowiec zdał się jedynie na odpowiedź, że pytający ma jedynie "urojenia". odpowiedź ta świadczy o >jego "braku wiedzy, argumentów, ograniczeniu umysłowym..."

Mnie ta odpowiedź profesora też nie zadowoliła. Była to odpowiedź wymijająca. Jeżeli się staje do takiej dyskusji, taka odpowiedź wymaga obszerniejszego uzasadnienia. Można posiadać wiedzę i nie mieć daru dyskutowania, ripostowania celnymi argumentami. Może profesor mylnie uważa że potrafi wszystko? W dyskusjach o wierze (live), które zawierają siłą rzeczy wielki ładunek emocjonalny, Dawkins się nie sprawdza. Lepiej niech pisze książki.
15-12-2011 08:40 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

>Mnie ta odpowiedź profesora też nie zadowoliła. Była to odpowiedź wymijająca.
A mnie zadowoliła. Była prosta i rzeczowa. Facet sobie uroił Jezusa, gdzie indziej uroiłby co innego.
Całej debaty nie znam, ale na pewno zawierała mnóstwo treści wypowiadanej w wykładzie i w odpowiedziach na konkretniejsze pytania.
Ta konkretna odpowiedź była łagodna i współczująca raczej. Pełne zaangażowanie emocjonalne pytającego w połączeniu z beztreściowością pytania to mieszanka żenująca.

A czytałeś choćby polemizujące z "Bogiem Urojonym" książki Berlinskiego i McGrath'ów? A oglądałeś debaty Hitchensa z Turkiem? Oponenci z zacięciem estradowym niekwestionowanym, ale cóż z tego? Może to dobre na przeciąganie odbiorców za ich emocje: między wiarą w istnienie Boga i wiarą w nieistnienie.
Argument racjonalny ubrany w swadę czy nie ma taką sama wartość.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
liberawski (8 punktów)
Można razem żyć, ale potrzebna jest tolerancja dla cudzych przekonań oraz uczciwość poznawcza tzn. przyjęcie tezy, że sam też mam poznawcze ograniczenia i wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Otwartość uczciwego racjonalizmu polega właśnie na otwartości na prawdę, którą nasz umysł może poznać. Należy więc wyzbyć się agresji ideologicznej i fundamentalizmu komunikacyjnego potrafiąc pozostawić drugiemu czas i przestrzeń na ewolucję jego poglądów. Z drugiej strony wartościowe dla umocnienia relacji jest zrozumienie cudzych poglądów i przekonań nawet gdy się z nimi nie zgadza. Rzadko jest tak, że my mamy rację zawsze i pod każdym względem a drugi nie ma jej nigdy i pod żadnym względem.

Jeżeli chodzi o prof. Dawkinsa i oddziaływanie jego argumentacji na osoby wierzące w Boga to nie ma się czemu dziwić, że jest ona nieskuteczna. Badając źródła wiary osób wierzących np. w wywiadzie psychologicznym okazuje się, że nie pochodzi ona jedynie z rozumowania przyczynowo-skutkowego, ale opiera się na bardziej ogólnej intuicji rzeczywistości, świadectwie innych ludzi, doświadczeniu wewnętrznym i doświadczeniu bezpośrednim lub pośrednim rzeczywistości w jakiś sposób nadprzyrodzonej. Przedmiot badawczy biologii czy fizyki nie obejmuje zagadnień religijnych i światopoglądowych i w tym sensie prof. Dawkins nie wypowiada się jako badasz naukowy ale jako filozof i czy głosiciel swojego światopoglądu. Np. Einstein był osobą wierzącą i badanie rzeczywistości materialnej nie zdeterminowało go poglądów ateistycznych.

Myślę, że twój partner traktuje twoje rozumienie racjonalizmu jako równie uprawnione jak jego rozumienie racjonalizmu. Wszak racjonalizm nie jedno ma imię. Ale to już inna sprawa.
Trollius (550 punktów)Odp: Czy ateizm rujnuje cząstki elementarne?
> sam też mam poznawcze ograniczenia i wielu rzeczy jeszcze nie wiem.
Człowiek nie musi rozumieć świata, wystarczy, że znajdzie w nim swoją drogę.
Albert Einstein
>Otwartość uczciwego racjonalizmu polega właśnie na otwartości na prawdę, którą nasz umysł może poznać.
"Prawda jest jak cząstka elementarna. Nie można jej podzielić na mniejsze części"
>Jeżeli chodzi o prof. Dawkinsa i oddziaływanie jego argumentacji
Gdybym miał uczucia religijne chciałbym, by obrażał je Michel Houellebecq.
01-01-2012 19:25 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)Odp: Czy ateizm rujnuje?
>Można razem żyć, ale potrzebna jest tolerancja dla cudzych przekonań oraz uczciwość poznawcza tzn. przyjęcie tezy, że sam też mam poznawcze ograniczenia i wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Otwartość uczciwego racjonalizmu polega właśnie na otwartości na prawdę, którą nasz umysł może poznać.
Nie można być uczciwym wobec innych, gdy nie jest się uczciwym wobec siebie. Racjonalista nie zawsze odczuwa konieczność głoszenia własnych poglądów i narzucania ich innym, ale zaczyna być hipokrytą, gdy swoje poglądy ukrywa.
Racjonaliści już w założeniu są sceptykami, którzy mają świadomość nie tylko z ograniczenia własnej wiedzy, ale z ograniczeń wiedzy ogólnoludzkiej. Dlatego poszukują zmieniających się prawd o obiektywnie istniejącej rzeczywistości i tu jest właśnie zasadnicza różnica pomiędzy nimi a wszelakimi fideistami, którzy już Prawdę (opartą na wierze) posiedli.
Dlatego z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda.

>Należy więc wyzbyć się agresji ideologicznej i fundamentalizmu komunikacyjnego potrafiąc pozostawić drugiemu czas i przestrzeń na ewolucję jego poglądów.
Cała historia ludzkości uczy nas, że najwięcej ohydnych zbrodni popełniono w imię wiary - w jedynie słuszne poglądy.

Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii. Steven Weinberg

>Rzadko jest tak, że my mamy rację zawsze i pod każdym względem a drugi nie ma jej nigdy i pod żadnym względem.
Można wierzyć w półbogów i ćwierć-bogów i w zróżnicowaną nadrzeczywistość, ale albo opieram swój światopogląd na wierze, albo na nauce i wówczas może nie być sprzeczności tylko w tematach, które nie są konfrontowane. Nawet we własnej głowie.

>Jeżeli chodzi o prof. Dawkinsa i oddziaływanie jego argumentacji na osoby wierzące w Boga to nie ma się czemu dziwić, że jest ona nieskuteczna.
Tak, wiara Dawkinsa w inteligencję fideistów jest znacznie przesadzoną. Zmiany światopoglądowe są możliwe tylko u ludzi poszukujących. Nigdy u ludzi, którzy są pewni własnej prawdy.

>Badając źródła wiary osób wierzących np. w wywiadzie psychologicznym okazuje się, że nie pochodzi ona jedynie z rozumowania przyczynowo-skutkowego, ale opiera się na bardziej ogólnej intuicji rzeczywistości, świadectwie innych ludzi, doświadczeniu wewnętrznym i doświadczeniu bezpośrednim lub pośrednim rzeczywistości w jakiś sposób nadprzyrodzonej.
Badając źródła wiary osób wierzących stwierdzamy, że 999 promilach nie pochodzi z żadnej refleksji intelektualnej tylko zostają im wtłoczone w procesie socjalizacji, jakakolwiek refleksja, gdy w ogóle się pojawia, nadchodzi znacznie później.

>Przedmiot badawczy biologii czy fizyki nie obejmuje zagadnień religijnych i światopoglądowych i w tym sensie prof. Dawkins nie wypowiada się jako badasz naukowy ale jako filozof i czy głosiciel swojego światopoglądu.
Zdecydowanie obejmuje, choć nie zawiera żadnych zagadnień religijnych - co już wyklucza sama metodologia nauk przyrodniczych. (Choć znamy przypadki ciekawego łączenia: www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/. Racjonalistom polecam wprowadzenie: mlodyfizyk(*)/1310721,262146,21.html?486609)
Nauki przyrodnicze - nigdy nigdzie i w najmniejszym stopniu nie natrafiły na możliwość wpływu rzeczywistości nadnaturalnej na naturalną. Gdyby był zakaz wychodzenia poza swoją specjalizację, klechy nigdy nie uczyniłyby tyle krzywdy nauce i uczonym Dawkins w "Bogu urojonym" nigdzie i w najmniejszym stopniu nie przekracza swoich kompetencji wielkiego erudyty i intelektualisty.

Np. Einstein był osobą wierzącą i badanie rzeczywistości materialnej nie zdeterminowało go poglądów ateistycznych.
Bzdura już wielokrotnie na naszym forum omawiana.

>Myślę, że twój partner traktuje twoje rozumienie racjonalizmu jako równie uprawnione jak jego rozumienie racjonalizmu. Wszak racjonalizm nie jedno ma imię.
Cholera jaki ten racjonalizm ważny, nawet fideiści na siłę chcą się pod niego podpiąć.
Zarazem racjonalizm i irracjonalizm przedstawiane są w kostiumach. Człowiek ma w sobie zarówno przymiot racjonalności myślenia, jak i podatność na mrzonki. To antynomia. Ale by przytłumić racjonalność na ogół nie skutkuje wyrażenie tego expressis verbis. Nie mówi się więc: bądź nierozumny, bądź rozumny-inaczej, lecz: "sięgaj Prawdy głębokiej; wyższej rzeczywistości; unieś się pod niebiosa; zdobądź Prawdę bytu; poznaj niepoznawalne; przekrocz samego siebie; wyraź autentyczną pełnię swojego człowieczeństwa, itd., etc." - jak podrzędna margaryna, która ma być "sublimacją wrażeń" jedzenia kanapki. Jednocześnie racjonalizm to: "płytka racjonalność" (postmoderniści) lub "samowola ludzkiego osądu" (Fides et Ratio).

>Ale to już inna sprawa.

Miłego dnia.

@@@
.
tom2010 (352 punktów)
>Jestem ateistką - mój partner katolikiem

Wśród ateistów proporcja mężczyzn do kobiet jest wyraźnie większa od 1. Tak więc o ile związki ateista - wierząca są konieczne ze względów demograficznych, to to związki wierzący - ateistka są możliwe do całkowitego wyeliminowania.
sztejkat (4743 punktów)
>(...) Nie dziwi mnie (...) reakcja to reakcja ludzi, którym wpojono jedyną "prawdziwą prawdę", a którzy nie spędzili 5-ciu minut swojego życia nad zastanowieniem się (...)

Ha! Właśnie. A może trzeba by tak pogrzebać palcem we własnym oku i wydłubać beleczkę? Dlaczego to on ma się zastanawiać nad Twoimi argumentami i do tego stosując Twoją metodykę? Może dla niego to Ty właśnie wyglądasz jak uparta, nomen omen, koza, zapatrzona w to co przed nosem i niewidząca oczywistej szerszej perspektywy?

Jeśli zaś faktycznie ripostą Dawkinsa było (nie oglądałem, jakoś nie mam ochoty ostatnio na słuchanie propagandy jednej czy drugiej strony), że pytający ma urojenia.... to Twój partner miał jak najbardziej rację.

>(...)że tak ślepo wierzy w duchy - i ich za wszelką cenę broni(!), sprawia, że nabieram dystansu do niego.(....)

Ech, kobiety... Jak zwykle nic nie rozumieją. On nie broni duchów - on broni SWOJEJ racji. Facet musi mieć rację i basta. To taka tam forma obrony terytorium - obszar wiedzy oznaczony i broniony przez męskie ego jak przez kundla obsikane podwórko. Wszelka dyskusja zaś ma prowadzić do zabłyśnięcia intelektem i podziwu samicy. Ot, pawi ogon w przestrzeni między uszami.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
09-01-2012 08:33 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Facet musi mieć rację i basta. To taka tam forma obrony terytorium - obszar wiedzy oznaczony i broniony przez męskie ego jak przez kundla obsikane podwórko.
Bardzo ładne porównanie, nie powiem...
>Wszelka dyskusja zaś ma prowadzić do zabłyśnięcia intelektem i podziwu samicy.
No to chyba źle trafił. I do tej pory się nie zorientował, że to nie działa? To co tam się znajduje między uszami?

Komunizm i katolicyzm mają to do siebie, że łączy je pruderia (M. Środa)
przyjaciel (38 punktów)
>Jestem ateistką - mój partner katolikiem (takim pustym - jak większość), jednak jeśli dochodzi
>między nami do dyskusji on oczywiście czuje się urażony, obrażony, itd. Nie dziwi mnie jego reakcja
>- to reakcja ludzi, którym wpojono jedyną "prawdziwą prawdę", a którzy nie spędzili 5-ciu minut
>swojego życia nad zastanowieniem się w co i po co wierzą. Nie wiem czy ze względu na mnie, czy może
>zabłysnęła iskierka racjonalnego myślenia, czasem zagląda na te strony. Zapoznał się nawet z
>wykładem (raczej z jego skrawkiem) p. Dawkinsa:
>www.youtube.com/watch?v=_w6tARpUr3A
>Najciekawszą jednak była jego reakcja na ripostę profesora: stwierdził, że rzekomo tak mądry
>naukowiec zdał się jedynie na odpowiedź, że pytający ma jedynie "urojenia". odpowiedź ta świadczy o
>jego "braku wiedzy, argumentów, ograniczeniu umysłowym...". Oszałamiającym dla mnie było to jak
>różnie odbieramy tę samą informację i jednak jakie wielkie przestworza dzielą nas od siebie.
>Przyznam, że jestem w lekkim szoku, bo mimo iż unikamy drażniących nas tematów, to nie sądziłam, że
>jego "światopogląd", o którym tak naprawdę nie ma pojęcia, tkwi tak głęboko. Uważam go za człowieka
>dobrego, inteligentnego, z szeroką wiedzą powszechną, a mimo to świadomość, że tak ślepo wierzy w
>duchy - i ich za wszelką cenę broni(!), sprawia, że nabieram dystansu do niego.
>Jak radzić sobie z osobą o tak odmiennych poglądach? Już teraz powstają konflikty w okresie dni
>świątecznych (nie spędza ich ze mną, choć ja go zachęcam do wspólnych wieczorów). Już kilkakrotnie
>zwracałam mu uwagę na jego obłudę i hipokryzję, apelując do jego ratio - oczywiście bez odpowiedzi.
>Przykro mi, że nie mamy wspólnej płaszczyzny, albo chociaż odmiennej, ale konstruktywnej.
>Jeśli borykacie się z podobnymi dylematami, proszę o podpowiedź, jak dzielić życie, nie rujnując go?


Jestem człowiekiem niewierzącym, ale przez wiele lat żyłem kulturą chrześcijańską, która wniosła wiele dobrego do mojego życia. To prawda, że Bóg nie istnieje, co nie znaczy, że katolicyzm jest jednoznacznie zły. Żaden człowiek nie zasługuje, żeby obrażać poprzez "zwracanie uwagi na jego obłudę i hipokryzję". Sam nie wiem, kto jest gorszy wojujący ateista czy wojujący katolik, oboje są skrajni i oboje zażarcie siedzą w okopach wojny pozycyjnej. Jestem ateistą, na temat religii mam swoją prawdę, z którą się nie afiszuję, owszem wypowiadam swoje zdanie, ale nie atakuje żeby udowodnić swoją rację, bo takie zachowanie może być odbierane jako wywyższanie się. Poznałaś piękno płynące z mądrości Richarda Dawkinsa i cudownej filozofii Daniela Dennetta - ja też cieszę się tą wiedzą. Żeby zrozumieć chrześcijaństwo trzeba odczuć piękno myśli Karola Wojtyły, jego personalizm, duchowość pracy. Józef Tischner mówiący o tym, że nie możemy mieć wiedzy o Bogu, bo gdybyśmy mieli ją to byśmy nie potrzebowali wiary. Ja wiem, że wiara to iluzja, ale jaka piękna ta iluzja, jak zakochanie gdy wydaje Ci się że to uczucie wręcz metafizyczne, magiczne. Bajki też nie są realne, a jednak lubię świat fantazji. Skup się na relacjach, uświadamiaj łagodnie, powoli, woda drąży skały. Ateizm jest piękny i nie musi rujnować.
02-01-2012 20:31 
 Ocena 2 na 2
Alicja Duda (25557 punktów)
Prosimy wycinać niepotrzebne cytowanie poprzedników.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
selfishgene (102 punktów)
Witam, jesli moge podziele sie swoim doswiadczeniem, bo u mnie bylo owdrotnie.Przede wszystkim musisz sobie zadac pytanie w co ty wierzysz(wiesz) bedac ateistka? Znam kilku ateistow, ktorzy sa bardziej "pusci" nic inne osoby wierzace, jak rowniez znam ateistow bardziej 'uduchowionych' od niektorych wierzacych. Niestety nie zostala jeszcze wynaleziona skuteczniejsza metoda niz nauka na przekonwertowanie kogos na ateizm a ta okazuje sie nieskuteczna. Jakkolwiek bardzo bylaby dla ciebie przekonywujaca argumentacja dawkinsa, dla osoby wierzacej slowa typu 'ma pan urojenia' sa obrazliwe dla osoby wierzacej, dopuki nie pozna pojecia 'urojenia' w koncecji darwinizmu. Moglbym powiedziec, ze przeczytalem wszystkie ksiazki dawkinsa, ktore ktos laskawie zechcial przelozyc na jezyk polski plus wiele publikacji angielskich i uwazalbym ze koles zostawil naprawde nie wiele dziur na w ktorych mozna jeszcze upchac boga ,ale gdybym byl twoim facetem, ktoremu ktos by poscil taki filmik wyrwany z kontekstu, to szczerze bym nazwal dawkinsa ignorantem lub moze 'ignorem' (ang. ignorant to bardziej nieuk).
Jest kilka sposobow...ale droga ciezka i wyboista czasem szkoda czasu...
07-01-2012 16:02 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
Pamiętaj, proszę, o poprawnej pisowni - na tym forum to wymóg regulaminowy.
Brzostowski (7067 punktów)
Czy fakt bycia ateistką jest dla Ciebie jednym z ważniejszych w Twoim życiu (może najważniejszym)?
Czy wiara Twojego partnera ma podobne znaczenie dla niego?
Jeśli tak jest dajcie sobie spokój bycia razem, wcześniej czy później sprawa się rypnie i koszty będą o wiele większe.

Jeśli natomiast nie jesteście "fanatykami" to próbujcie...
Kremer (240 punktów)
Propagowanie ateizmu nie jest priorytetem w moim życiu a fakt bycia ateistką nie jest najważniejszym, jednak to co stanowi wielką wartość to umiejętność krytycznego myślenia, poddawania analizie otaczających nas sytuacji i procesów, wyciąganie wniosków i budowanie własnej świadomości i zdania.
Konflikty z moimi rozmówcami (i w związku) powstają wtedy, gdy wskazuję im absurdalność ich rzekomej wiary w przypadkach ją wykluczających (z racjonalnego punktu widzenia). Celem moim nie jest ośmieszanie ich, a naprowadzenie na drogę samodzielnego i krytycznego myślenia. Niech wierzą! Niech bronią swoich przekonań, ale niech do nich dojdą drogą poznawczą. Stąd tez określenie "pustego katolicyzmu", czyli wiary zakorzenionej w bezmyślnej tradycji a nie przekonaniu!
Tak wielu ludzi wypowiada się za demokracją, równością, tolerancją jednocześnie klękając przed totalitarnym (jedyna prawda boska) i terrorystycznym (kara za grzechy) systemem. Ta sprzeczność drażni mnie najbardziej. Dlaczego nie otworzą szerzej oczu i umysłu?
W związku można to omijać - zgadzam się, wymaga to przede wszystkim ode mnie tolerancji. Ślubu nie potrzebujemy, wspólnych dzieci nie będzie, samotne święta też mają w sobie coś wspaniałego.
Szkoda tylko, że w walce o świeckie państwo mi nie potowarzyszy...

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365