 |
Jak ateista z katoliczką magą pogodzić wychowanie dziecka? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-02-2013 16:55 | Hannibal81 (80 punktów) | Jak ateista z katoliczką magą pogodzić wychowanie dziecka?
1 na 3 | Najpierw nakreślę problem.
Jestem ateistą, moja dziewczyna mocno wierzącą i praktykującą katoliczką. Nie mamy ślubu, jeszcze się nie zaręczyliśmy, ale mocno omawiamy kwestię wychowania dziecka, a w zasadzie kwestię wychowania w wierze katolickiej. Ustaliliśmy że weźmiemy ślub kościelny, tzw. mieszany co jest możliwe w KK pod warunkiem, że nie będzie się przeszkadzać w wychowywaniu dzieci w wierze katolickiej. Tym samym godzę się również na chrzest.
Spór dotyczy jednak kwestii przyszłych rozmów z dzieckiem o wierze. Konkretnie - co mówić dzieciakowi w sytuacji kiedy ja jestem niewierzący, a mama mówi mu, że jest Bóg, życie po śmierci, niebo itp. Bo przecież dziecko z pewnością zapyta. Moja dziewczyna twierdzi, że nie możemy mówić mu dwóch sprzecznych informacji, bo dziecko dostanie schizofrenii i w sumie jest to słuszna uwaga. Chciałbym jednak, żeby moje dziecko uczyło się tolerancji, akceptacji innych wyznań oraz o tym, że jest wiele dróg w poszukiwaniu „prawdy” i – co najważniejsze – zachęcić go samego do poszukiwań. Całe moje otoczenie, znajomi, rodzina – w tym również niewierzący – mówią mi, że na początku nie mogę mieszać mu w głowie. Mogę np. podjąć z nim ten temat kiedy będzie miał np. 12 lat, kiedy trochę podrośnie. Kiedy jednak będzie jeszcze małym dzieckiem dla jego dobra, nie mogę mu tego zrobić, tzn. nie mogę mu mówić, że część ludzi wierzy w Boga chrześcijańskiego, część w muzułmańskiego, inni jeszcze w coś innego, a niektórzy nie wierzą. Wszystko z powodu, żeby go nie rozczarować, że Boga nie ma. Na pytanie, co mam mówić kiedy dziecko zapyta mnie o wiarę, Boga odpowiadają „powiedz mu, żeby poszło do mamusi”
Podkreślę że ja i moja dziewczyna szanujemy własne poglądy i chcemy podjąć wspólne życie. Kwestia dotyczy głównie wychowania. Dla niej ważne jest żeby dzieci były wychowane w wierze katolickiej. Zastanawiam się gdzie tu jest miejsce dla mnie. Mimo to chcę kontynuować dialog dalej i przekonać dziewczynę, że chciałbym również pokazać dziecku trochę swojego świata. Zapraszam do dyskusji i czekam na argumenty. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | yarene (237 punktów) | Jeśli zależy Ci, by Twoje dziecko miało otwarty umysł i samo szukało odpowiedzi, to chyba najlepszy start możesz dać mu tutaj: mamusia uważa tak, tatuś inaczej, a Ty, kochanie, pójdziesz swoją własną ścieżką.
|
|
14 na 14 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | Co to znaczy w wierze katolickiej?
Czy Twoja dziewczyna ma obsesję tylko na punkcie tradycji i chce przekazać dziecku wiarę w to, że Bóg je kocha i wszyscy idą do nieba, czy to ma głębsze oblicze.
Skoro chcecie wychowywać razem dzieci to dziecko ma pełne prawo wiedzieć kim jest jego ojciec i jakie ma poglądy. Dla dziecka to nie jest problem, że uczy się dwóch języków itd. itp. Podobnie z wiarą. Jak Twoje dziecko ma wynieść z domu poglądy tolerancji, jak to jest tolerancja na podwójnych standardach.
Ja bym się nigdy nie zgodził na taki jednostronny układ. Skoro się okazuje szacunek wierzeniom drugiej osoby i posyła dziecko na religię, a do tego chrzest i komunia to równolegle powinno chodzić na lekcje etyki.
Uwaga o schizofrenii jest poniżej wszelkiej krytyki. Nie dość że nie ma nic wspólnego ze schizofrenią, to jeszcze jest to argument za wypaczeniem tolerancji. Dziecko powinno wiedzieć, że według mamusi babcia jest w niebie, a według tatusia babci nie ma. I tyle. Od początku musi być jasna sytuacja.
Jak Ty to sobie wyobrażasz, że dwunastolatkowi nagle powiesz po komunii, że jesteś ateistą, a wcześniej prowadzałeś to dziecko do komunii?
Od początku powinniście postawić dziecku sprawę jasną. Robi to co chce i to co wybierze za słuszne. Bo jeśli decydujecie się na taki związek i na odpowiedzialne rodzicielstwo to każde z Was musi uszanować to, że dziecko może wybrać poglądy drugiej strony. A jak Wy nie nauczycie dziecka tolerancji to życie tym bardziej.
Musicie od początku mieć JEDNO zdanie w każdej kwestii. Tzn., że każdy wierzy w to co woli. Nie powinniście się kłócić przy dziecku i utrzymywać każde inną wersję.
Wasze podejście wskazuje, że nie dojrzeliście jeszcze za bardzo do posiadania dzieci. To co w Was jest najistotniejsze to jak nauczyć dziecko tolerować i kochać osoby o zupełnie odmiennych poglądach, jak widzieć w odmiennych osobach dobro i inne pozytywne wartości. Wychowanie dziecka to nie ma być kwestia, czy wychowacie dziecko według poglądów mamy czy taty, tylko według WASZYCH poglądów.
To Wy chcecie założyć rodzinę w oparciu o wartości, które dla Was są ważne niezależnie z jakich źródeł je wywodzicie. I te wartości macie przekazać Waszym dzieciom.
Jeśli Twoja wybranka, z którą chcesz (sic!) zakładać rodzinę nie chce zaakceptować Twoich poglądów i chce odmówić Ci przez to prawa do wychowania Twojego dziecka to zastanów się w co się pakujesz.
Najpierw chcesz nauczyć dziecko jednej absolutnej wartości, a zaraz potem powiedzieć, że właściwie to co jej wpajałeś to tylko jedna z wielu opcji, bo mama tak chciała, a tato przestał się odzywać na 12 lat. I co dziecko ma z tego wynieść? Zamiast otworzyć mu umysł i nauczyć tolerancji, nauczysz je że trzeba mieć chrzest i komunię.
Najlepiej w ogóle poczekaj z tymi rozmowami do czasu, aż dziecko pójdzie do zakonu albo seminarium. Poczekaj, aż zindoktrynują dziecko całkowicie i zamiast lepić z gliny rzeźb bambusem w kamieniu.
Zastanów się czy Twoja wybranka szanuje Twoje poglądy tak samo jak Ty jej, bo nie wydaje mi się, że jesteście na tym samym etapie we wzajemnej tolerancji.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) |
>Czy Twoja dziewczyna ma obsesję tylko na punkcie tradycji i chce przekazać dziecku wiarę w to, że Bóg je kocha i wszyscy idą do nieba, czy to ma głębsze oblicze.
Zdecydowanie głębsze oblicze. Moja dziewczyna szczerze wierzy w Boga. Gdyby to było tylko na zasadzie tradycji, myślę że z wypracowaniem konsensusu nie byłoby problemu.
|
|
 | -3 na 3 | Hannibal81 (80 punktów) |
>Skoro chcecie wychowywać razem dzieci to dziecko ma pełne prawo wiedzieć kim jest jego ojciec i jakie ma poglądy. Dla dziecka to nie jest problem, że uczy się dwóch języków itd. itp. Zgadzam się z pierwszym twierdzeniem, że od początku dziecko powinno wiedzieć jakie ma poglądy. Z tym drugim natomiast już - nie można porównywać wiedzy, którą się wykorzystuje w życiu codziennym ze światopoglądem czy wiarą.
|
|
|  | 2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | >nie można porównywać wiedzy, którą się wykorzystuje w życiu codziennym ze światopoglądem czy wiarą. Dlaczego nie? Czy światopogląd lub wiara mają być jakieś niecodzienne?
|
|
| |  | | Hannibal81 (80 punktów) | >>nie można porównywać wiedzy, którą się wykorzystuje w życiu codziennym ze światopoglądem czy wiarą. >Dlaczego nie? Czy światopogląd lub wiara mają być jakieś niecodzienne?
Tu nie chodzi o to czy poglądy są niecodzienne, tylko fakt, że można posiadać wiedzę z różnych dziedzin i to nie kłóci się ze sobą. Znajomość kilku języków obcych, historii, matmy, chemii, biologii w niczym nie przeszkadza a wręcz jest pożądane. Z poglądami i wiarą jest inaczej. Nie możesz być chrześcijaninem, buddystą, muzułmaninem i ateistą jednocześnie. Chyba że mówimy o znajomości religii - a to już jest inna sprawa.
|
|
| | |  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | > Nie możesz być chrześcijaninem, buddystą, muzułmaninem i ateistą jednocześnie. Ostatecznie, skoro zależy Ci na związku, możesz być ateistą udającym katolika (bo w drugą stronę to chyba niemożliwe).
|
|
| | |  | 1 na 1 | panTeista (6808 punktów) | >Tu nie chodzi o to czy poglądy są niecodzienne, tylko fakt, że można posiadać wiedzę z różnych dziedzin i to nie kłóci się ze sobą. Znajomość kilku języków obcych, historii, matmy, chemii, biologii w niczym nie przeszkadza a wręcz jest pożądane. Z poglądami i wiarą jest inaczej. Nie możesz być chrześcijaninem, buddystą, muzułmaninem i ateistą jednocześnie. Chyba że mówimy o znajomości religii - a to już jest inna sprawa.
Znajomość biologii (a więc również teorii ewolucji) kłóci się z "nauką" religii. Nie możesz uznawać teorii ewolucji i wierzyć w stworzenie człowieka przedstawione w Biblii jednocześnie. Chyba że mówimy o kultywowaniu tradycji- wiara i praktyka są jednym. Jeśli Twoja żona będzie co niedzielę prowadzać dziecko do kościoła, a Ty nie będziesz praktykował, to co powiesz dziecku? A może do 12 roku dziecka też będziesz praktykował. Jakie więc jest ustępstwo Twojej żony, jak objawia się jej szacunek dla Twojej odmienności? Możesz nie wierzyć ale masz udawać- praktykować. Powiedzenie dziecku w 12 roku, że nie wierzę ale udawałem bo tak chciała mama, może okazać się gorsze niż informowanie od początku że mama wierzy, a ja nie. To ma być wyrobienie w dziecku tolerancji, a nie przyznanie się do obłudy względem dziecka.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
| | | |  | | Hannibal81 (80 punktów) | >Znajomość biologii (a więc również teorii ewolucji) kłóci się z "nauką" religii. Nie możesz uznawać teorii ewolucji i wierzyć w stworzenie człowieka przedstawione w Biblii jednocześnie. Chyba że mówimy o kultywowaniu tradycji- wiara i praktyka są jednym. Moja dziewczyna jest mikrobiologiem, zatem wiara i praktyka to jedno. Nie raz można się zdziwić kiedy się zobaczy ilu jest wierzących naukowców. Widziałem nawet księży i pastorów pośród astrofizyków i speców od kwantów. Jak ktoś chce to wszystko może sklecić z wiarą.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | HCNOPS (278 punktów) | >Moja dziewczyna jest mikrobiologiem, zatem wiara i praktyka to jedno. To jeszcze o niczym nie świadczy. Co jak co, ale i kreacjonista potrafi być chemikiem.
>Nie raz można się zdziwić kiedy się zobaczy ilu jest wierzących naukowców. Przeglądałem statystyki i 95% biologów odrzuca jakąkolwiek wiarę w boga. Wśród chemików jest to ok. 70%, zaś u fizyków 80-parę%. Fakty są takie, że ateizm wśród nauk ścisłych jest ogromny. Fakt, że są wierzący, którzy zajmują się daną dziedziną, z tym że oni przyjmują dwie sprzeczne ze sobą postawy - w pracy zawodowej muszą mieć niepodważalne dowody swojej racji i ciągle poznawać przedmiot swoich badań, lecz prywatnie na boga nie potrzebują mieć dowodów, a nawet z braku dowodów czynią cnotę. To nie jest naukowe zachowanie, to jest sprzeczne z naukowym poglądem na świat.
>Widziałem nawet księży i pastorów pośród astrofizyków i speców od kwantów. Jak ktoś chce to wszystko może sklecić z wiarą. Problem w tym, że jest to błędne. Co z tego że pastor jest specem od kwantów, skoro uważa że kwanty zostały stworzone przez Boga? Czy to jest naukowy racjonalizm?
|
|
| | | | | |  | |
 | -1 na 1 | Hannibal81 (80 punktów) |
> Ja bym się nigdy nie zgodził na taki jednostronny układ. Skoro się okazuje szacunek wierzeniom drugiej osoby i posyła dziecko na religię, a do tego chrzest i komunia to równolegle powinno chodzić na lekcje etyki.Co do tego mamy jasną sytuację - dziecko będzie uczęszczać na religię i etykę. > Uwaga o schizofrenii jest poniżej wszelkiej krytyki. Nie dość że nie ma nic wspólnego ze schizofrenią, to jeszcze jest to argument za wypaczeniem tolerancji. Dziecko powinno wiedzieć, że według mamusi babcia jest w niebie, a według tatusia babci nie ma. I tyle. Od początku musi być jasna sytuacja.Niestety bardzo łatwo jest tak mówić nam, dorosłym ludziom co jest oczywiste. Dla dziecka niestety już takie oczywiste to nie jest. Trzeba pamiętać, że dzieciaki w wieku kilku lat inaczej postrzegają świat. > Jak Ty to sobie wyobrażasz, że dwunastolatkowi nagle powiesz po komunii, że jesteś ateistą, a wcześniej prowadzałeś to dziecko do komunii?To jest właśnie to, co mnie najbardziej niepokoi. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji i będę musiał tę kwestię poruszyć. > Od początku powinniście postawić dziecku sprawę jasną. Robi to co chce i to co wybierze za słuszne. Bo jeśli decydujecie się na taki związek i na odpowiedzialne rodzicielstwo to każde z Was musi uszanować to, że dziecko może wybrać poglądy drugiej strony. A jak Wy nie nauczycie dziecka tolerancji to życie tym bardziej.> Musicie od początku mieć JEDNO zdanie w każdej kwestii. Tzn., że każdy wierzy w to co woli. Nie powinniście się kłócić przy dziecku i utrzymywać każde inną wersję.> Wasze podejście wskazuje, że nie dojrzeliście jeszcze za bardzo do posiadania dzieci. To co w Was jest najistotniejsze to jak nauczyć dziecko tolerować i kochać osoby o zupełnie odmiennych poglądach, jak widzieć w odmiennych osobach dobro i inne pozytywne wartości. Wychowanie dziecka to nie ma być kwestia, czy wychowacie dziecko według poglądów mamy czy taty, tylko według WASZYCH poglądów.> To Wy chcecie założyć rodzinę w oparciu o wartości, które dla Was są ważne niezależnie z jakich źródeł je wywodzicie. I te wartości macie przekazać Waszym dzieciom.> Jeśli Twoja wybranka, z którą chcesz (sic!) zakładać rodzinę nie chce zaakceptować Twoich poglądów i chce odmówić Ci przez to prawa do wychowania Twojego dziecka to zastanów się w co się pakujesz.Tu nie chodzi odmawianie praw do wychowywania dziecka. To nie jest na zasadzie, że mam siedzieć cicho i żona ma o wszystkim decydować, to nie tak  Cały czas poruszamy się w kwestii wiary i chodzi o to jak wytłumaczyć dziecku, że mama wierzy a tata nie
|
|
|  | | panTeista (6808 punktów) | >chodzi o to jak wytłumaczyć dziecku, że mama wierzy a tata nie
Nie sądzę aby powiedzenie dziecku, że rodzice różnią się w rozumieniu różnych spraw, groziło jakąś dysfunkcją umysłu, a tym bardziej schizofrenią. Dorośli ludzie nie są konsekwentni (uznają ewolucję i wierzą), dzieci mają elastyczne mózgi.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) |
>Najpierw chcesz nauczyć dziecko jednej absolutnej wartości, a zaraz potem powiedzieć, że właściwie to co jej wpajałeś to tylko jedna z wielu opcji, bo mama tak chciała, a tato przestał się odzywać na 12 lat. I co dziecko ma z tego wynieść? Zamiast otworzyć mu umysł i nauczyć tolerancji, nauczysz je że trzeba mieć chrzest i komunię. >Najlepiej w ogóle poczekaj z tymi rozmowami do czasu, aż dziecko pójdzie do zakonu albo seminarium. Poczekaj, aż zindoktrynują dziecko całkowicie i zamiast lepić z gliny rzeźb bambusem w kamieniu. Nie popadajmy w skrajność. Znam wiele przypadków ludzi, którzy byli "indoktrynowani" w wierze katolickiej a potem odstąpili od niej, bo wiara nie potrafiła im odpowiedzieć na wiele fundamentalnych pytań. I to nie była zasługa rodziców tylko własnych późniejszych poszukiwań.
>Zastanów się czy Twoja wybranka szanuje Twoje poglądy tak samo jak Ty jej, bo nie wydaje mi się, że jesteście na tym samym etapie we wzajemnej tolerancji. Akceptuje moje poglądy. Co prawda na początku naszej znajomości zgodziłem się na jej prośbę na rozmowę z duchownymi i towarzyszeniu jej we mszach. Jednak później jej powiedziałem, że nie znajduję Boga w tych ludziach i kościołach. I zrozumiała to
|
|
|  | 1 na 1 | blolo (2 punktów) | >>Zastanów się czy Twoja wybranka szanuje Twoje poglądy tak samo jak Ty jej, bo nie wydaje mi się, że jesteście na tym samym etapie we wzajemnej tolerancji. >Akceptuje moje poglądy. Co prawda na początku naszej znajomości zgodziłem się na jej prośbę na rozmowę z duchownymi i towarzyszeniu jej we mszach. Jednak później jej powiedziałem, że nie znajduję Boga w tych ludziach i kościołach. I zrozumiała to
To bardzo interesujące. Jako chrześcijanka, Twoja luba wierzy w niebo, zbawienie itp. sprawy. Czy zatem spokojnie godzi się, że jak zakończycie żywot na tym padole, to ona sobie poleci do nieba, a Ty w drugą stronę? Na pewno w czasie trwania małżeństwa nie podejmie prób przekabacenia Cię? Jakoś mi to nie do końca pasuje. Możesz coś więcej o tym..?
|
|
11 na 11 | TyDraniu (6569 punktów) | A więc osiągnęliście rozwiązanie kompromisowe, które wygląda tak, że zgadzasz się na oddanie całości "formowania światopoglądowego" dziecka w ręce jego matki. Będzie ochrzczone, pójdzie do komunii, co więcej sam będziesz je prowadził do kościoła, pokazywał jak się klęka i uczył modlitw, żeby nie rozczarować dziecka, że nie ma Boga, św. Mikołaja i krasnoludków. Szkoda że nie napisałeś, na jakie ustępstwa w tym kompromisie poszła przyszła małżonka.
|
|
 | 4 na 4 | Dariusz Godyń (2403 punktów) |
> Szkoda że nie napisałeś, na jakie ustępstwa w tym kompromisie poszła przyszła małżonka.A mnie to wygląda na totalną kapitulację.  To jakiś sezon na takie tematy, bardzo podobny wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,545330
|
|
|  | | Hannibal81 (80 punktów) | > >Szkoda że nie napisałeś, na jakie ustępstwa w tym kompromisie poszła przyszła małżonka.> A mnie to wygląda na totalną kapitulację.  > To jakiś sezon na takie tematy, bardzo podobny wątek:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,545330Nie było żadnej kapitulacji. Ja nie toczę wojen z wierzącymi. Nie postrzegam tego w ten sposób.
|
|
| |  | 3 na 3 | Dariusz Godyń (2403 punktów) |
> Nie było żadnej kapitulacji. Ja nie toczę wojen z wierzącymi. Nie postrzegam tego w ten sposób.Nie było kapitulacji ale będzie w przyszłości. Teraz te sprawy mogą wydawać się wam łatwe ale takimi nie są. Nie będę Ci marudził, że znam ten temat z autopsji bo powiesz, że nie występują tu żadne reguły. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że w momencie zawierania małżeństwa będziesz musiał złożyć deklaracje: " W kan. 1061 § 1, 2o stawia wymóg odpowiednich przyrzeczeń (rękojmi) składanych przez małżonka niekatolickiego, że współmałżonkowi katolickiemu nie będzie grozić z jego strony żadne niebezpieczeństwo utraty wiary; oraz przez obojga małżonków, że potomstwo zostanie ochrzczone i wychowane po katolicku." Czy pozostaniesz z nią w zgodzie to zupełnie inna sprawa, lecz zawsze ta druga strona może się na to przyrzeczenie powołać. Jak interesuje Cię jak to wygląda. mateusz.pl/rodzina/as-mm.htm
|
|
| | |  | | Hannibal81 (80 punktów) | > >Nie było żadnej kapitulacji. Ja nie toczę wojen z wierzącymi. Nie postrzegam tego w ten sposób.> Nie było kapitulacji ale będzie w przyszłości. Teraz te sprawy mogą wydawać się wam łatwe ale takimi nie są. Nie będę Ci marudził, że znam ten temat z autopsji bo powiesz, że nie występują tu żadne reguły. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że w momencie zawierania małżeństwa będziesz musiał złożyć deklaracje: " W kan. 1061 § 1, 2o stawia wymóg odpowiednich przyrzeczeń (rękojmi) składanych przez małżonka niekatolickiego, że współmałżonkowi katolickiemu nie będzie grozić z jego strony żadne niebezpieczeństwo utraty wiary; oraz przez obojga małżonków, że potomstwo zostanie ochrzczone i wychowane po katolicku." Czy pozostaniesz z nią w zgodzie to zupełnie inna sprawa, lecz zawsze ta druga strona może się na to przyrzeczenie powołać.> Jak interesuje Cię jak to wygląda. mateusz.pl/rodzina/as-mmCzytałem o tym wcześniej. Wiem że będę musiał podpisać papier. Z tego co wiem to chodzi o nieprzeszkadzanie w wychowaniu w wierze katolickiej. Fakt, może powołać się zawsze na to przyrzeczenie, dlatego jeśli chce ślubu kościelnego to pewne rzeczy najpierw trzeba ustalić. Najgorsze nie są jednak jej poglądy tylko przeprawa z księdzem, nauki przedmałżeńskie itp.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Z tego co wiem to chodzi o nieprzeszkadzanie w wychowaniu w wierze katolickiej. Chodzi o przyrzeczenie wychowania po katolicku.
>Fakt, może powołać się zawsze na to przyrzeczenie, dlatego jeśli chce ślubu kościelnego to pewne rzeczy najpierw trzeba ustalić. Najgorsze nie są jednak jej poglądy tylko przeprawa z księdzem, nauki przedmałżeńskie itp. Uświadom więc ją, że robisz to dla niej, dla picu, dla rodziny i przyrzekanie przed ołtarzem ma dla Ciebie taką samą moc wiążącą jaką ma każdy folklorystyczny obrzęd. I baw się dobrze tymi przeprawami z księdzem, naukami itp.
A dzieciom wody z mózgu nie rób.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | | Hannibal81 (80 punktów) | > >Z tego co wiem to chodzi o nieprzeszkadzanie w wychowaniu w wierze katolickiej.> Chodzi o przyrzeczenie wychowania po katolicku.Zobacz tutaj: slub.wiesz(*),Slub-koscielny-z-ateista.html> Uświadom więc ją, że robisz to dla niejOna doskonale o tym wiem
|
|
| |  | 8 na 8 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Nie było żadnej kapitulacji. Ja nie toczę wojen z wierzącymi. Nie postrzegam tego w ten sposób.Spoko. Zgodziłeś się na to, żeby twojemu dziecku od małego mieszano w głowie, ucząc go nieprawdy, a ty nawet słówkiem nie piśniesz, że to jest nieprawda, żeby... mu w głowie nie mieszać. Gdzie tu logika? www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) | >A więc osiągnęliście rozwiązanie kompromisowe, które wygląda tak, że zgadzasz się na oddanie całości "formowania światopoglądowego" dziecka w ręce jego matki. Będzie ochrzczone, pójdzie do komunii, co więcej sam będziesz je prowadził do kościoła, pokazywał jak się klęka i uczył modlitw, żeby nie rozczarować dziecka, że nie ma Boga, św. Mikołaja i krasnoludków. >Szkoda że nie napisałeś, na jakie ustępstwa w tym kompromisie poszła przyszła małżonka.
Nikt tu nie mówi o wypracowaniu jakiegokolwiek kompromisu tylko o rozmowie, którą cały czas toczę z dziewczyną. Nie na wszystko się zgadzam. Powiedziałem jej, że nie mogę dziecka okłamywać lub cały czas milczeć i że będę mu mówił, że mama wierzy w Boga, a tata nie i dlaczego mama wierzy a tata nie. I że w ogóle są ludzie wierzący i niewierzący. Tylko oczywiście podniosły się głosy oburzenia w kręgu naszych znajomych nawet tych sceptycznych, którzy powiedzieli, że nie można tak małemu dziecku mieszać w głowie bo ono jeszcze nie rozumie i powinno obrać się dla niego jedną drogę. W przeciwnym wypadku będzie ogłupione, zdezorientowane itp. Pojawiły się też głosy, że przecież dziecku nie stanie się żadna krzywda jak będzie chodzić do kościoła i na religię. Dlatego chodzi o poszukanie odpowiednich argumentów na dyskusję z osobą wierzącą, żeby wypracować kompromis.
|
|
|  | 13 na 13 | Meretseger (61860 punktów) | >Powiedziałem jej, że nie mogę dziecka okłamywać lub cały czas milczeć i że będę mu mówił, że mama wierzy w Boga, a tata nie i dlaczego mama wierzy a tata nie. I że w ogóle są ludzie wierzący i niewierzący. Tylko oczywiście podniosły się głosy oburzenia w kręgu naszych znajomych nawet tych sceptycznych, którzy powiedzieli, że nie można tak małemu dziecku mieszać w głowie bo ono jeszcze nie rozumie i powinno obrać się dla niego jedną drogę. Nie słuchaj tępych znajomych, bo nie mają racji. Dziecko nie jest idiotą, jest po prostu dzieckiem. Rozumie więcej, niż to się może wydawać i naprawdę - żadne dziecko nie ma problemu ze zrozumieniem, że mama wierzy w to, a tata w co innego albo wcale. Dziecko przyjmuje taką informację w sposób naturalny, podobnie jak informację, że kot miauczy, a pies szczeka, to jest zielone, a tamto różowe, a woda raz może być zimna, a raz gorąca. Taki różnorodny jest świat i dziecko ten fakt akceptuje. Nie wiem, dlaczego Twoi znajomi tak uważają. Przecież to zupełnie to samo, co wmawiać dziecku przez kilkanaście lat, że istnieją tylko ludzie o białej skórze, a potem nagle zbombardować je informacją, że nieprawda, że istnieją także inni. Dziecko będzie miało poczucie, że je oszukano, że coś przed nim zatajono. Nie rób tego. Od małego grajcie z dzieckiem w otwarte karty, a zyskacie coś bardzo cennego - jego zaufanie, że rodzice mówią mu, jak jest naprawdę, choć różnią się poglądami.
|
|
| |  | | Hannibal81 (80 punktów) | >Nie słuchaj tępych znajomych, bo nie mają racji. Dziecko nie jest idiotą Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeden z nich jest psychologiem i też uważa, że nie należy mieszać dziecku w głowie.
|
|
| | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeden z nich jest psychologiem i też uważa, że nie należy mieszać dziecku w głowie. Niech zgadnę: wierzącym...?
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | |  | | Hannibal81 (80 punktów) | >>Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeden z nich jest psychologiem i też uważa, że nie należy mieszać dziecku w głowie. >Niech zgadnę: wierzącym...? Jest co prawda katolikiem, ale niepraktykującym
|
|
| | |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > jeden z nich jest psychologiem i też uważa, że nie należy mieszać dziecku w głowie. Niech zatem połowica weźmie takie zalecenie pod rozwagę i informuje dziecko tylko o tym, co oboje uznajecie za słuszne.
|
|
| | |  | daddy (2737 punktów) (zablokowany) | >>Nie słuchaj tępych znajomych, bo nie mają racji. Dziecko nie jest idiotą >Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeden z nich jest psychologiem i też uważa, że nie należy mieszać dziecku w głowie
Istotne dla Ciebie powinno być zdanie szczęśliwych rodziców, którzy odchowali swoje dzieci i żyją z nimi w trwałych, serdecznych, przepełnionych miłością, szacunkiem i partnerstwem relacjach. Psycholog także może być idiotą. Pozdrawiam
|
|
|  | 4 na 4 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Powiedziałem jej, że nie mogę dziecka okłamywać lub cały czas milczeć i że będę mu mówił, że mama wierzy w Boga, a tata nie i dlaczego mama wierzy a tata nie. I że w ogóle są ludzie wierzący i niewierzący.ok. To odszczekuję wcześniejszego posta. Zrozumiałam, ale tak to wyglądało w twoim wątku założycielskim: milczeć np. do 12 roku życia. > będzie ogłupione, zdezorientowane itp.> Pojawiły się też głosy, że przecież dziecku nie stanie się żadna krzywda jak będzie chodzić do kościoła i na religię.> Dlatego chodzi o poszukanie odpowiednich argumentówNo to proponuję sytuację odwrotną: żeby go nie dezorienować, zanim nie dorośnie nie mówicie mu nic o bogach. Nie stanie mu się przecież też żadna krzywda, jak NIE będzie chodzić do kościoła i na religię. Za punkt wyjścia mamy zatem dwa rozwiązania optymalne z punktu widzenia każdej ze stron. Teraz możemy się starać wypracować kompromis. www.tokfm.(*)grodzka/2012/02/premier_klamie
|
|
| |  | | Hannibal81 (80 punktów) | >ok. To odszczekuję wcześniejszego posta. Zrozumiałam, ale tak to wyglądało w twoim wątku założycielskim: milczeć np. do 12 roku życia. Moje otoczenie chce, żebym milczał aż dziecko będzie miało tzw. zdolność do abstrakcyjnego myślenia.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
>Moje otoczenie chce, żebym milczał aż dziecko będzie miało tzw. zdolność do abstrakcyjnego myślenia. To wtedy będzie za późno.
|
|
| | |  | 7 na 7 | Irracja (4721 punktów) | >>ok. To odszczekuję wcześniejszego posta. Zrozumiałam, ale tak to wyglądało w twoim wątku założycielskim: milczeć np. do 12 roku życia. >Moje otoczenie chce, żebym milczał aż dziecko będzie miało tzw. zdolność do abstrakcyjnego myślenia.
... hahaha. Ależ Bóg jest pojęciem abstrakcyjnym. Więc tym bardziej o nim nie powinno się dziecku mówić...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | |  | | Hannibal81 (80 punktów) |
hahaha. Ależ Bóg jest pojęciem abstrakcyjnym. Więc tym bardziej o nim nie powinno się dziecku mówić...
KK już zadba o to żeby dziecko zrozumiało co to jest Bóg
|
|
| | |  | 1 na 1 | HCNOPS (278 punktów) | >Moje otoczenie chce, żebym milczał aż dziecko będzie miało tzw. zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Ja zawsze uważałem że wiara w niewidzialnego żyda w niebie płci nijakiej wymaga abstrakcyjnego myślenia, ale co ja tam wiem...
|
|
| | |  | Hotbit (1772 punktów) (zablokowany) | > >ok. To odszczekuję wcześniejszego posta. Zrozumiałam, ale tak to wyglądało w twoim wątku założycielskim: milczeć np. do 12 roku życia.> Moje otoczenie chce, żebym milczał aż dziecko będzie miało tzw. zdolność do abstrakcyjnego myślenia.Niech więc żona też się wstrzyma od praktyk religijnych aż dziecko osiągnie poziom abstrakcyjnego myślenia  Niech sytuacja będzie symetryczna. Zauważyłem, że wielu dzieciom w wieku ok 12 lat trudniej wiele rzeczy pojąć niż gdy miały 5 czy 7. Małe dzieci mają bardzo elastyczny umysł. Tak na prawdę, w wieku ok 12 lat KOŃCZY się zdolność uczenia u dziecka - np. okazuje się, że dzieci emigrantów które poniżej tego wieku przybywają do obcego kraju są zdolne do doskonałego opanowania języka. Starsze już prawie nigdy nie są. Ten wiek 12 lat jako odpowiedni do rozmów to taka sama zagrywka, jak wymyślanie niebezpieczeństwa powstania schizofrenii. Próba odsunięcia Ciebie od wpływu na dziecko. Stanowisko twojej dziewczyny i KK jest jasne - rozmawiajmy, szukajmy kompromisu, pamiętaj jednak, że MY znamy prawdę i ma być po naszemu. Jeśli poziom dewocji u twojej dziewczyny jest duży, to może być ciężko. Współczuję i pozdrawiam.
|
|
|  | 1 na 1 | panTeista (6808 punktów) | >przecież dziecku nie stanie się żadna krzywda jak będzie chodzić do kościoła i na religię.
Kiedy usłyszy o teorii ewolucji będzie zdezorientowane, ogłupione. W moim odczuciu im później przychodzi wiedza o odmiennych poglądach tym jest bardziej bolesna. Tym trudniej zmienić część własnej tożsamości im bardziej ugruntowana.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Konkretnie - co mówić dzieciakowi w sytuacji kiedy ja jestem niewierzący, a mama mówi mu, że jest Bóg, życie po śmierci, niebo itp.
Zostawmy te dyrdymały z boku. Myślę, że trzeba dziecko uczyć sceptycyzmu, ostrożności, że nie jest zawsze prawdą to, co mówią ludzie, nawet najbliżsi, że świat jest często inny, niż nam się wydaje. Dzieciak prędzej czy później zapyta o kwestie religijne: nie potrzeba do tego żony-katoliczki. Trzeba wówczas rozmawiać, dyskutować. Techniki indoktrynacji kościelnej są, jak im się dobrze przyjrzeć, żałosne: są dobre dla gąbek, nie dla inteligentnych mózgów. Galileusz podobno odkrył podstawową zasadę wahadła nudząc się na mszy w kościele.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 2 na 2 Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | > Galileusz podobno odkrył podstawową zasadę wahadła nudząc się na mszy w kościele.Zasługi Kościoła dla nauki są jak zwykle niedoceniane.
|
|
2 na 4 julian (1206 punktów) (zablokowany) | > Tym samym >godzę się również na chrzest.
I to jest dla mnie problematyczne. Dlaczego chcesz za dziecko decydować, czy ma być katolikiem? Czy nie lepiej pozwolić mu wybrać i jak będzie dorosłe oraz nabierze wiedzy i doświadczenia, to zadecyduje o tym czy chce lub nie chce być ochrzczone w wierze katolickiej. Wiara to dar, przywilej i nie powinno się za kogoś decydować, czy chce być katolikiem. W wierze katolickiej chrzest to nie jest tylko rytuał. 1280 Chrzest wyciska w duszy niezatarte duchowe znamię, "charakter", który konsekruje ochrzczonego do uczestniczenia w chrześcijańskim kulcie religijnym. Z racji "charakteru" chrzest nie może być powtórzony . Moim zdaniem tylko osoba świadoma, dojrzała i przekonana do wiary katolickiej, powinna być ochrzczona. W pierwotnym kościele osoba przystepujaca do chrztu, przechodziła wieloletnią drogę katechumenatu, która sprawdzała, czy jest ona w pełni gotowa duchowo do inicjacji chrześcijańskiej. To nie było nic automatycznego. To dzisiaj potwierdza nawet Krk w swym katechizmie: 1229 Gdy ktoś chciał stać się chrześcijaninem, musiał - od czasów apostolskich - przejść pewną drogę i wtajemniczenie złożone z wielu etapów. Można tę drogę przejść szybciej lub wolniej. Zawsze powinna ona zawierać kilka istotnych elementów: głoszenie słowa, przyjęcie Ewangelii, które pociąga za sobą nawrócenie, wyznanie wiary, chrzest, wylanie Ducha Świętego, dostęp do Komunii eucharystycznej.
1230 Wtajemniczenie to w ciągu wieków ulegało wielu zmianom, zależnie od okoliczności. W pierwszych wiekach Kościoła wtajemniczenie chrześcijańskie było bardzo rozbudowane i obejmowało długi okres katechumenatu oraz szereg obrzędów przygotowawczych, które wyznaczały liturgicznie drogę przygotowania katechumenalnego. Jego zwieńczeniem była celebracja sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego. 1248 Katechumenat, czyli formacja katechumenów, ma na celu umożliwienie im, w odpowiedzi na Bożą inicjatywę i w łączności ze wspólnotą eklezjalną, osiągnięcia dojrzałości w nawróceniu i wierze. Polega on "na kształtowaniu całego życia chrześcijańskiego... przez które uczniowie łączą się z Chrystusem, swoim Nauczycielem. Należy więc katechumenów odpowiednio wprowadzać w tajemnicę zbawienia i praktykę obyczajów ewangelicznych, a przez święte obrzędy, spełniane w kolejnych odstępach czasu, wtajemniczać ich w życie wiary, liturgii i miłości Ludu Bożego"
Wiara ma być przyjęta osobiście, dobrowolnie, świadomie, dojrzale( katechumenat), inaczej zamienia się w produkcję katolików poprzez chrzest dzieci.. A jeśli Twoje dziecko zechce być ateistą, buddystą itp, to po co je chrzciliście? Bo tak trzeba, bo inni tak robią?
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) | >> Tym samym >>godzę się również na chrzest. >I to jest dla mnie problematyczne. Dlaczego chcesz za dziecko decydować, czy ma być katolikiem? Czy nie lepiej pozwolić mu wybrać i jak będzie dorosłe oraz nabierze wiedzy i doświadczenia, to zadecyduje o tym czy chce lub nie chce być ochrzczone w wierze katolickiej. Wiara to dar, przywilej i nie powinno się za kogoś decydować, czy chce być katolikiem. W wierze katolickiej chrzest to nie jest tylko rytuał. > 1280 Chrzest wyciska w duszy niezatarte duchowe znamię, "charakter", który konsekruje ochrzczonego do uczestniczenia w chrześcijańskim kulcie religijnym. Z racji "charakteru" chrzest nie może być powtórzony . > Moim zdaniem tylko osoba świadoma, dojrzała i przekonana do wiary katolickiej, powinna być ochrzczona. W pierwotnym kościele osoba przystepujaca do chrztu, przechodziła wieloletnią drogę katechumenatu, która sprawdzała, czy jest ona w pełni gotowa duchowo do inicjacji chrześcijańskiej. To nie było nic automatycznego. To dzisiaj potwierdza nawet Krk w swym katechizmie: > 1229 Gdy ktoś chciał stać się chrześcijaninem, musiał - od czasów apostolskich - przejść pewną drogę i wtajemniczenie złożone z wielu etapów. Można tę drogę przejść szybciej lub wolniej. Zawsze powinna ona zawierać kilka istotnych elementów: głoszenie słowa, przyjęcie Ewangelii, które pociąga za sobą nawrócenie, wyznanie wiary, chrzest, wylanie Ducha Świętego, dostęp do Komunii eucharystycznej. >1230 Wtajemniczenie to w ciągu wieków ulegało wielu zmianom, zależnie od okoliczności. W pierwszych wiekach Kościoła wtajemniczenie chrześcijańskie było bardzo rozbudowane i obejmowało długi okres katechumenatu oraz szereg obrzędów przygotowawczych, które wyznaczały liturgicznie drogę przygotowania katechumenalnego. Jego zwieńczeniem była celebracja sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego. >1248 Katechumenat, czyli formacja katechumenów, ma na celu umożliwienie im, w odpowiedzi na Bożą inicjatywę i w łączności ze wspólnotą eklezjalną, osiągnięcia dojrzałości w nawróceniu i wierze. Polega on "na kształtowaniu całego życia chrześcijańskiego... przez które uczniowie łączą się z Chrystusem, swoim Nauczycielem. Należy więc katechumenów odpowiednio wprowadzać w tajemnicę zbawienia i praktykę obyczajów ewangelicznych, a przez święte obrzędy, spełniane w kolejnych odstępach czasu, wtajemniczać ich w życie wiary, liturgii i miłości Ludu Bożego" > Wiara ma być przyjęta osobiście, dobrowolnie, świadomie, dojrzale( katechumenat), inaczej zamienia się w produkcję katolików poprzez chrzest dzieci.. A jeśli Twoje dziecko zechce być ateistą, buddystą itp, to po co je chrzciliście? Bo tak trzeba, bo inni tak robią? Na to katolicy mają fajny argument - jak pójdzie do chrztu to mu się krzywda nie stanie, a w przyszłości będzie mogło zawsze zrezygnować z wiary jeśli zechce.
Mod.: Kasuj niepotrzebne cytowania.
|
|
|  | | yarene (237 punktów) | Nie, krzywda się nie stanie, jeśli cały ten teatrzyk odprawi sobie, kiedy samo uzna to za stosowne. To powinna być sytuacja wyjściowa- nie jestem przypisana/y do żadnego ugrupowania/partii politycznej/kościoła dopóki sam(a) nie zdecyduję o tym, gdzie chcę należeć. Polecam odświeżyć rozdział "Boga urojonego" dotyczący wychowywania dzieci w wierze. A z wiary, tak, można zrezygnować, ale cząstką statystyk nadal się pozostaje jako odsetek katolików w "katolickiej Polsce".
|
|
7 na 7 | setarkos (10757 punktów) | >Jestem ateistą, moja dziewczyna mocno wierzącą i praktykującą katoliczką. Nie mamy ślubu, jeszcze się nie zaręczyliśmy Proponuję nie zaręczać się i nie żenić (przynajmniej w takim zestawieniu). Jako ateista będziesz Waść dla niej prawdopodobnie nie dość boski, a w razie przyszłych niepowodzeń (czego nie życzę, ale życie bywa usłane nie tylko płatkami róż) łatwo staniesz się ich winny przez własne bezbożnictwo.
Pozdrawiam.
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) | >>Jestem ateistą, moja dziewczyna mocno wierzącą i praktykującą katoliczką. Nie mamy ślubu, jeszcze się nie zaręczyliśmy >Proponuję nie zaręczać się i nie żenić (przynajmniej w takim zestawieniu). Jako ateista będziesz Waść dla niej prawdopodobnie nie dość boski, a w razie przyszłych niepowodzeń (czego nie życzę, ale życie bywa usłane nie tylko płatkami róż) łatwo staniesz się ich winny przez własne bezbożnictwo. >Pozdrawiam. Moja dziewczyna nie jest fanatyczką religijną, która mogłaby wierzyć, że ściągam na nas boży gniew.
|
|
|  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | >Moja dziewczyna nie jest fanatyczką religijną, która mogłaby wierzyć, że ściągam na nas boży gniew. To brzmi rozsądnie. Jeśli równie sceptycznie traktuje bożą przychylność, to można dostrzec światełko nadziei na związek partnerski (bez konotacji erotyczno-prawnych).
|
|
 | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Proponuję nie zaręczać się i nie żenić (przynajmniej w takim zestawieniu). Taj joj! Łatwo powiedzieć! W katolickim kraju o ateistkę nie tak łatwo. Jak to mówią "dziewczyna to piec, w którym powoli piecze się baba", ale czy wypiecze się moherowy beret czy równa babka to jeszcze nie do końca wiadomo. A blokada religijnych genów w potomstwie wierzących to rzecz cenna i chwalebna!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | > A blokada religijnych genów w potomstwie wierzących to rzecz cenna i chwalebna!<Czyżbyś "śladem wiernych"...propagował męczeństwo albo jednakowoż... wieloletnie poświęcenie? 
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| |  | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Czyżbyś "śladem wiernych"...propagował męczeństwo albo jednakowoż... wieloletnie poświęcenie? Eeee tam... próbuję racjonalizować nieracjonalny związek, szukać jasnych stron... takie tam...  Całkiem serio mówiąc wedle moich obserwacji zjawisko jest coraz powszechniejsze, a to dziewczyny właśnie są stroną bardziej zaangażowaną religijnie i czasem zgrzyty w początkowym etapie są poważniejsze, a potem zanikają wskutek jakiegoś tam dotarcia, albo wręcz odwrotnie - jak będzie w konkretnym przypadku trudno jest wróżyć nawet znając osobiście delikwentów, a co dopiero na podstawie wpisów na forum!
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | 2 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | >Całkiem serio mówiąc wedle moich obserwacji zjawisko jest coraz powszechniejsze,(...) >(...) jak będzie w konkretnym przypadku trudno jest wróżyć nawet znając osobiście delikwentów, a co dopiero na podstawie wpisów na forum!< Pomijając "wyjatkowość", która się zdarza, przydarza - z własnego doświadczenia, obserwacji, refleksji, rozsądku i racjonalnego namysłu dość stanowczo stwierdzam, iż związek osób o dość odległym od siebie (skrajnie różnym) postrzeganiu rzeczywistości (i wynikającym z tego światopoglądzie) - nie ma szans na, choć jako tako, satysfakcjonujące( harmonijne) trwanie i przetrwanie.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > >Kiedy jednak będzie jeszcze małym dzieckiem dla jego dobra, nie mogę mu tego zrobić, tzn. nie mogę mu mówić, że część ludzi wierzy w Boga chrześcijańskiego, część w muzułmańskiego, inni jeszcze w coś innego, a niektórzy nie wierzą. Wszystko z powodu, żeby go nie rozczarować, że Boga nie ma. ... wiesz, nawet z punktu widzenia religii chrześcijańskiej, muzułmańskiej i judaistycznej mówienie o różnych Bogach powinno się traktować jako kłamstwo i herezję. Wszystkie te trzy religie (a o nich najczęściej dziecko będzie słyszeć) wierzą w tego samego Boga, wierzą w dużej mierze na podstawie tych samych ksiąg Starego Testamentu. Jedyne różnice polegają na tym, że wierzą (w tego samego Boga) według nakazów innych proroków. Żydzi według słów/interpretacji Mojżesza, muzułmanie według słów/interpretacji Mahometa, zaś chrześcijanie według słów/interpretacji Jezusa. Muzułmanie zresztą uznają Jezusa - lecz nie jako syna Bożego, ale własnie jako proroka z czasów sprzed Mahometa. Do tego nawet ksiądz będzie miał problem się doczepić - przecież nie uczysz dziecka, że Boga nie ma. Możesz wspomnieć o deistach - o ludziach którzy ( tak w skrócie) wierzą w Boga, lecz nie wierzą by Bóg ingerował we współczesny świat, jak i w doczesne życie ludzi. Zaś siebie samego przedstaw jako człowieka który nie rozmyśla o Bogu. Nie będzie to wielkim kłamstwem, gdyż trudno rozmyślać o czymś co według własnego przekonania nie istnieje. I nie wdawaj się w dyskusje o istnieniu Boga, przynajmniej początkowo. Po prostu nie wiesz czy istnieje, a do kościoła chodzisz (o ile będziesz chodził) bo "kochasz mamusię i czasami chcesz jej zrobić przyjemność", możesz coś wspomnieć o tradycji, itp. I nic więcej poczatkowo... To tak ogólnie, reszta należy do Ciebie - i zależy od danej sytuacji. To już sam musisz przemyśleć... ... spokojnej nocy życzę... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) | > Zaś siebie samego przedstaw jako człowieka który nie rozmyśla o Bogu. Nie będzie to wielkim kłamstwem, gdyż trudno rozmyślać o czymś co według własnego przekonania nie istnieje. I nie wdawaj się w dyskusje o istnieniu Boga, przynajmniej początkowo. Po prostu nie wiesz czy istnieje Nie jest to dobrym pomysłem gdyż człowieka, który nie rozmyśla o Bogu KK i wierzący starają się zrobić wszystko, żeby zaczął rozmyślać. Jest to dobry materiał na urobienie w wierze katolickiej i z reguły tacy ludzie są podatni na perswazję.
|
|
|  | | Irracja (4721 punktów) | >> Zaś siebie samego przedstaw jako człowieka który nie rozmyśla o Bogu. Nie będzie to wielkim kłamstwem, gdyż trudno rozmyślać o czymś co według własnego przekonania nie istnieje. I nie wdawaj się w dyskusje o istnieniu Boga, przynajmniej początkowo. Po prostu nie wiesz czy istnieje >Nie jest to dobrym pomysłem gdyż człowieka, który nie rozmyśla o Bogu KK i wierzący starają się zrobić wszystko, żeby zaczął rozmyślać. Jest to dobry materiał na urobienie w wierze katolickiej i z reguły tacy ludzie są podatni na perswazję. ... nie chodziło mi o rozmyślanie nad sensem istnienia Boga. Bardziej chodzi to, że byś zwracał dziecku (na własnym przykładem) iż nie trzeba się modlić, rozmyślać itp. by kochać dziecko i matkę, by się nimi opiekować, by się bawić z dzieckiem, by być dobrym człowiekiem. Że mimo iż nie chodzisz do kościoła i nie podzielasz wiary matki to jesteś dobrym mężem, ojcem i człowiekiem. Przecież nie będziesz z np.5-cio letnim dzieckiem prowadził dyskusji teologicznej. Raczej "uciekaj" w tematy świadczące, że dobroć człowieka nie zależy od jego wiary...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | 1 na 1 | Hannibal81 (80 punktów) | nie chodziło mi o rozmyślanie nad sensem istnienia Boga. Bardziej chodzi to, że byś zwracał dziecku (na własnym przykładem) iż nie trzeba się modlić, rozmyślać itp. by kochać dziecko i matkę, by się nimi opiekować, by się bawić z dzieckiem, by być dobrym człowiekiem. Że mimo iż nie chodzisz do kościoła i nie podzielasz wiary matki to jesteś dobrym mężem, ojcem i człowiekiem. Przecież nie będziesz z np.5-cio letnim dzieckiem prowadził dyskusji teologicznej. Raczej "uciekaj" w tematy świadczące, że dobroć człowieka nie zależy od jego wiary... Wiem, wiem, tylko chciałem przez to powiedzieć, że ludzie, którzy określają się jako niewiedzący bo np. wiara ich nie interesuje są poddawani perswazji przez wierzących. Zdaję sobie sprawę, że nie można z kilkulatkiem rozmawiać o teologii, choć KK zawsze znajdzie sposób, żeby dotrzeć do małego odbiorcy z obrazem Boga. Tutaj jest próbka materiału do nauki religii w szkole: wyborcza.p(*)3896,Przez_siec_do_Jezusa.htmlGeneralnie temat jest ciężki, choćby z tego powodu, że katolikowi przez myśl nie przejdzie, że można mówić o swojej wierze z dystansem. Ateista jest np. w stanie powiedzieć - niektórzy wierzą w to inni w tamto, a ja w ogóle nie wierzę. Katolikowi trudniej jest wyznać "ja wierzę w Boga osobowego gdyż..., ktoś inny nie wierzy ponieważ...". Z tego co widzę to raczej tylko polski katolicyzm jest taki oporny na wszelkie wpływy. Dla katolika Polaka jest tylko jedna prawdziwie słuszna wiara i wszystko postrzega przez pryzmat tejże wiary. I szczerze powiem, że nie rozumiem takiego podejścia, w którym brak jest jakiegokolwiek dystansu.
|
|
| | |  | | Willmaster (423 punktów) | >(...)wszystko postrzega przez pryzmat tejże wiary. I szczerze powiem, że nie rozumiem takiego podejścia, w którym brak jest jakiegokolwiek dystansu.
To chyba jest wspólne dla każdej religijnej wiary.
Po śmierci jest to co ma być.
|
|
7 na 7 | Luxuria (526 punktów) | Po cichu zastanawiam się, dlaczego to zawsze mężczyźni ateiści mają problem jak pogodzić swoje poglądy w sferze wychowania dziecka. Czy kobiety ateistki są tak mądre, że nigdy nie wychodzą za wierzących, czy po prostu jest ich tak mało?  Szczerze mówiąc dla mnie to gadanie, że nie należy dziecku mieszać w głowie to obrzydliwy szantaż i wymówka, żeby wcisnąć koniecznie własne poglądy, a nie troska o dziecko. Jak tak się troszczą o psychikę dziecka to niech się w ogóle nie pchają ze swoimi dyrdymałami o Bogu. Jak się nigdy nie nauczy dziecka, że jest jakiś dziadziuś w niebie to nie będzie rozczarowane, jak zrozumie że jednak go nie ma.
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) | >Po cichu zastanawiam się, dlaczego to zawsze mężczyźni ateiści mają problem jak pogodzić swoje poglądy w sferze wychowania dziecka. Zauważ że problemu nie byłoby, gdyby ateiści nie byli spychani do roli zbędnego materiału, a właśnie tak się dzieje w tym przypadku. W większości przypadków tego typu małżeństw, to właśnie wierzący mają monopol na wychowanie w sferze światopoglądowej. Ateiści są spychani na bok jako nihiliści podobni w swoim zachowaniu do zwierząt, nie wyznający żadnej wartości i idei, co jest zupełnym nieporozumieniem. Z jakiej racji to katolik ma mieć pierwszeństwo a ateista siedzieć cicho?
|
|
|  | | Luxuria (526 punktów) |
>Zauważ że problemu nie byłoby, gdyby ateiści nie byli spychani do roli zbędnego materiału, a właśnie tak się dzieje w tym przypadku. W większości przypadków tego typu małżeństw, to właśnie wierzący mają monopol na wychowanie w sferze światopoglądowej. Ateiści są spychani na bok jako nihiliści podobni w swoim zachowaniu do zwierząt, nie wyznający żadnej wartości i idei, co jest zupełnym nieporozumieniem. Z jakiej racji to katolik ma mieć pierwszeństwo a ateista siedzieć cicho?
Tak, coś w tym jest. "Pozwól mi wpoić dzieciom moje cenne wartości skoro ty NIE MASZ ŻADNYCH". Pfft.
|
|
|  | | Willmaster (423 punktów) | >>Ateiści są spychani na bok jako nihiliści podobni w swoim zachowaniu do zwierząt, nie wyznający żadnej wartości i idei, co jest zupełnym nieporozumieniem. Z jakiej racji to katolik ma mieć pierwszeństwo a ateista siedzieć cicho?
Ponieważ ateista się myli i prowadzi do piekła. Musisz postawić się z perspektywy zindoktrynowanego umysłu (a taki ma niestety twoja dziewczyna, gdyby wierzyła w boga, ale nie praktykowała i nie wierzyła tylko w wybrane pisma, to jeszcze by uszło), jeśli byłeś wierzącym, na pewno będzie ci łatwiej. Wierzący, nazywa siebie wierzącym, ale tak naprawdę wyznaje prawdę (!), dla wierzącego wiara=prawda, co oczywiście jest ze sobą sprzeczne, ty zaś nie wierzysz, nie wyznajesz prawdy - szkodzisz dziecku, zasiewasz ziarno zwątpienia. Nie dziw się że chcą je indoktrynować w swojej wierze, bo co złego w wychowywaniu dziecka w "prawdzie"?
Po śmierci jest to co ma być.
|
|
 | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > Po cichu zastanawiam się, dlaczego to zawsze mężczyźni ateiści mają problem jak pogodzić swoje poglądy w sferze wychowania dziecka. Czy kobiety ateistki są tak mądre, że nigdy nie wychodzą za wierzących, czy po prostu jest ich tak mało?  > Szczerze mówiąc dla mnie to gadanie, że nie należy dziecku mieszać w głowie to obrzydliwy szantaż i wymówka, żeby wcisnąć koniecznie własne poglądy, a nie troska o dziecko. Jak tak się troszczą o psychikę dziecka to niech się w ogóle nie pchają ze swoimi dyrdymałami o Bogu. Jak się nigdy nie nauczy dziecka, że jest jakiś dziadziuś w niebie to nie będzie rozczarowane, jak zrozumie że jednak go nie ma. ... jest i druga "strona medalu". W Polsce (może nie tylko) utarło się, że za wychowanie głównie odpowiada matka. Kobiety raczej rzadko zastanawiają się nad tym czego chciałby nauczyć dziecko jego ojciec. Przyjmują iż to one będą wychowywać dziecko, według własnej teorii i nie przejmują się (nadmiernie) zdaniem męża. W tym segmencie (wychowanie dzieci) kobiety przeważnie przyjmują postawę autorytatywną. Dlatego większość dyskusji rodzinnych nad światopoglądem dziecka zaczyna mężczyzna który chciałby też brać udział w wychowaniu dziecka. Podejrzewam, że i w tym wypadku dyskusję o przyszłym wychowaniu dziecka zaczął autor tego wątku. No chyba że partnerka z góry jest nastawiona na "nawrócenie" przyszłego męża i zaczęła tę dyskusję jako pierwszy krok "do zbożnego celu nawrócenia".
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
|  | 1 na 1 | Hannibal81 (80 punktów) | jest i druga "strona medalu". W Polsce (może nie tylko) utarło się, że za wychowanie głównie odpowiada matka. Kobiety raczej rzadko zastanawiają się nad tym czego chciałby nauczyć dziecko jego ojciec. Przyjmują iż to one będą wychowywać dziecko, według własnej teorii i nie przejmują się (nadmiernie) zdaniem męża. W tym segmencie (wychowanie dzieci) kobiety przeważnie przyjmują postawę autorytatywną. Też się z tym zgadzam, że to kobiety decydują co jest dobre dla dziecka. Czasami jak u kogoś jestem to widzę, że facet jest w domu traktowany co najmniej jak piąte koło u wozu, żeby nie powiedzieć jak upośledzony. Wygląda to tak jakby chłop nie miał mózgu jeśli chodzi o kontakt z dziećmi i nad wszystkim musi czuwać mama. Facetem trzeba tylko sterować. Czasami myślę, że jesteśmy traktowani jak dawcy nasienia, zaopatrzeniowcy i specjaliści od spraw technicznych. W dodatku trzeba być jeszcze psychologiem swojej żony na zasadzie - wszystko wysłuchać, rozumieć i kochać
|
|
|  | | Luxuria (526 punktów) | > ... jest i druga "strona medalu". W Polsce (może nie tylko) utarło się, że za wychowanie głównie odpowiada matka. (...) Dlatego większość dyskusji rodzinnych nad światopoglądem dziecka zaczyna mężczyzna który chciałby też brać udział w wychowaniu dziecka. (...)To faktycznie może być jakiś czynnik, ale wydaje mi się, że drugorzędny. Nie wyobrażam sobie, żeby gdzieś na katolickich forach istniały analogiczne wątki pt. "Pomóżcie, moja żona ateistka mówi, że nie mogę mieszać dziecku w głowie Bogiem".  Moje wyobrażenie stereotypów na temat ról rodziców w wychowaniu jest taki: na matce owszem spoczywa obowiązek opieki i zapewnienia wszystkiego dziecku, ale to ojciec uczy ważnych w życiu wartości i wprowadza w doroślejsze życie. W przeciętnej rodzinie oczekuje się raczej od ojca zajęcia stanowiska w sprawach światopoglądowych. Do tego statystyki i spisy które widziałam do tej pory sugerują, że kobiet ateistek faktycznie jest chyba mniej.
|
|
2 na 4 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Zastanawiam się gdzie tu jest miejsce dla mnie. Mimo to chcę kontynuować dialog dalej i przekonać >dziewczynę, że chciałbym również pokazać dziecku trochę swojego świata.
Konflikt jest nieunikniony. Kwestionuj każdą wypowiedź sugerującą istnienie niewidzialnych duchów i bogów. Jak ona powie, że w niebie jest bozia, to mów dziecku swoją wersję, że nic nie widać, to znaczy że tego nie ma. Na wszelki wypadek można zapytać dzieciaka, czy coś widzi. W ten sposób będzie mogła wybrać czy woli żyć urojeniami, czy rzeczywistością. Jeżeli matka boi się o schzofrenię, to niech przestanie wciskać urojone teorie.
Molestowanie intelektualne poprzez indoktrynacje robi szkody w umyśle tak samo jak seksualne. To Ty decydujesz czy i w jaki sposób chcesz molestować swoje dziecko, albo biernie pozwalasz żeby je ktoś gwałcił np intelektualnie.
|
|
 | Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | >Kwestionuj każdą wypowiedź sugerującą istnienie niewidzialnych duchów i bogów. A po co! Ateizm sam się obroni. Na dziecku nawet jednorazowe zetknięcie się z odmiennym niż religijny pogląd wywrze niezatarte wrażenie. Każdorazowe korygowanie wzbudziłoby raczej nieufność do poglądu, który chcemy przemycić do świadomości potomka.
|
|
 | | GrzeTor (1279 punktów) |
>Konflikt jest nieunikniony.
Szczerze mówiąc religia jest tak małym procentem łącznej informacji dostępnych w świecie, że wręcz się nie liczy, o ile nie jest sztucznie przepychana i promowana (np. zmuszenie do długotrwałego regularnego powtarzania mantr modlitewnych pod groźbą kary). Wartościowych informacji jest na tyle dużo, że można nimi zaspamować dziecko nie zostawiając czasu na bzdury religijne.
>Kwestionuj każdą wypowiedź sugerującą istnienie niewidzialnych duchów i bogów.
Akurat tutaj małe dzieci są "politeistyczne" i akceptują istnienie wszystkich bajkoludków. Tak więc kwestionowanie istnienia nic nie da.
Co jest natomiast istotne to sprzeciw wobec horrorów religijnych - straszenia wiecznymi torturami, insytuacji że jakiś wielki dyktator podgląda myśli, nazywania jakiś grup ludzi złymi bez uzasadnienia (bo tak powiedział prorok, bądź bo tak wierzymy). No i oczywiście niedopuszczenie aby dziecko było karane albo dyskryminowane za niezgadzanie się z doktrynami religijnymi lub niewypełnianie procedur religijnych.
|
|
|  | | Willmaster (423 punktów) | >(...)jakiś grup ludzi złymi bez uzasadnienia (bo tak powiedział prorok, bądź bo tak wierzymy). No i oczywiście niedopuszczenie aby dziecko było karane albo dyskryminowane za niezgadzanie się z doktrynami religijnymi lub niewypełnianie procedur religijnych.
To może i by przeszło, gdyby ta dziewczyna była wierząca, ale nie praktykująca, a święta traktowała jako tradycję, ale w tym przypadku sprawa wygląda inaczej.
Po śmierci jest to co ma być.
|
|
4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | >Ustaliliśmy że weźmiemy ślub kościelny, tzw. mieszany co jest możliwe w KK pod >warunkiem, że nie będzie się przeszkadzać w wychowywaniu dzieci w wierze katolickiej. Wydaje mi się, że takie nie przeszkadzanie jest niemożliwe, jeśli nie chcesz okłamywać (a więc demoralizować) dziecka. Gdyby się coś w waszym związku popsuło i chcielibyście kiedyś rozwieść się, to do unieważnienia sakramentalnego małżeństwa wystarczy powołać się na ten argument, że nie miałeś nigdy zamiaru ukrywać swojej niewiary, co panowie w sutannach uznają za złamanie warunku ślubu mieszanego.
|
|
3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
> Całe moje otoczenie, znajomi, rodzina - w tym również niewierzący >- mówią mi, że na początku nie mogę mieszać mu w głowie. Mogę np. podjąć z nim ten temat kiedy >będzie miał np. 12 lat, kiedy trochę podrośnie. Kiedy jednak będzie jeszcze małym dzieckiem dla jego >dobra, nie mogę mu tego zrobić, tzn. nie mogę mu mówić, że część ludzi wierzy w Boga >chrześcijańskiego, część w muzułmańskiego, inni jeszcze w coś innego, a niektórzy nie wierzą. >Wszystko z powodu, żeby go nie rozczarować, że Boga nie ma.
Czy to otoczenie mówi Ci też co masz robić w łóżku? Ech co za czasy... mama tata ciocia i koledzy powiedzieli......
Wiesz co ja o tym myślę. Pier....e co myśli otoczenie. Jutro im się odwidzi a ja będę żałował.
Sorry za szyderę.
Dodam że u mnie młodzież 5 i 7 lat szybko otrzymała informacje co myślę o bogu bogach itp. Wcale im się w głowach nie poprzewracało. Niczym się nie rozczarowali może dla tego że starłem się być pierwszy. Nie chciałem by jakiś ksiądz lub siostra była pierwsza. Staram się być też konsekwentny to znaczy żadnych mikołajów wróżek itp. Nie chodzą do kościoła nie klepią modlitw itd. Nie straszę ich duchami wilkami co ich porwą i tymi wszystkimi bzdetami z bajek. Nie ubieramy się na czarno i co "dziwi" katolickie otoczenie jesteśmy cholernie normalni. Dodam że chodzą na religię. Tłumaczę sobie to jak mogę ale póki co nie mam jak ich wypisać. Pójdą też do komunii co już kosztowało mnie 10 lat życia. Kompromis jaki wypracowałem z moją żoną( jak ja się cieszę że nie należy do jakiejś róży a jest raczej po mojej stronie tylko nie może zrozumieć kiedy i jak to się wszystko stało że ja przestałem wierzyć) to że nie będzie przyjęcia komunijnego w stylu małego wesela tylko zaraz po "kościele" wsiadamy w samochód i ruszamy nad morze "któreś". To będzie taka moja mała "zemsta" na rodzince.
I tyle. Jak tu ludziska piszą dzieci głupie nie są. Po latach Cię zapytają. Powiesz im że jakiś znajomy tak Ci doradził?
|
|
 | 1 na 1 | Hannibal81 (80 punktów) | > Czy to otoczenie mówi Ci też co masz robić w łóżku? Ech co za czasy... mama tata ciocia i koledzy powiedzieli......> Wiesz co ja o tym myślę. Pier....e co myśli otoczenie. Jutro im się odwidzi a ja będę żałował.Przyznam że dawno się tak nie ubawiłem  Chyba tylko na tym forum poznaję stanowiska przeciwne w stosunku do tego, co słyszę na co dzień.
|
|
|  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
> Przyznam że dawno się tak nie ubawiłem  > Chyba tylko na tym forum poznaję stanowiska przeciwne w stosunku do tego, co słyszę na co dzień.O tak. Ostatnie święta były pierwszymi bez choinki, pierwszymi bez szopki zrobionej od ojca. Cholernie żal mi było żony dla której to całe "pichcenie" świąteczne ozdóbki itp są kwintesencją gospodyni. Cholernie żal mi było ojca który przed laty zrobił nam szopkę. Wszystko to stało w piwnicy. Pewne zmiany wprowadzam stopniowo. Myślę że ludzie mają podobnie. Swoje wykrzyczą a zrobią coś innego. Jeśli tylko idą w dobrym kierunku metodą małych kroków to może być to jedyna dostępna metoda w konkretnej sytuacji. Czasem słyszę że ateiści powinni być bardziej konkretni. O tak życzę wszystkim konsekwencji w działaniu w innych "dziedzinach". Te działania powinny stać nie za szeregowym człowiekiem a powinny być tworzone przez organizacje które mają większą siłę przebicia. Dlatego ja "rozgrzeszam" każdego ateistę który robi jak umie.
|
|
3 na 3 | Legionista1916 (6 punktów) | Witam to mój pierwszy post... Mam 16 lat i powiem jak to było z w moim przypadku. U mnie było odwrotnie, mój ojciec był praktykującym katolikiem, a mama ateistką, a wcześniej świadkiem Jehowy. Uzgodnili, że nie będą mi nic mówić, a ja sam wybiorę. Jednak pod naciskiem rodziny niestety mnie ochrzcili. Gdy miałem kilka lat ciocia czytała mi biblie dla dzieci, a babcia na siłę na wakacjach ciągnęła do kościoła. Jednak dzięki temu, że rodzice mi nic nie wciskali zostawili mi otwarty umysł. Jest tak, że małe dziecko nie zna żadnych stereotypów i istnienie boga może przyjąć tak samo jak to, że niebo jest niebieskie i dlatego trudno ludziom wychowanym w gorliwo katolickich rodzinach przyjąć ateizm. Dodam też, że mój ojciec szybko przestał chodzić do kościoła i katolikiem to bym go nie nazwał. Faceci są właśnie chyba bardziej ugodowi.
|
|
2 na 4 | Brzostowski (7067 punktów) | Po przeczytaniu Twoich dotychczasowych postów w tym wątku, dochodzę do wniosku, że jesteś ateistą, niewojującym, skłonnym do kompromisów. I jest to ważne przy dawaniu Ci jakichkolwiek rad. Mam troszeczkę doświadczenia w takich sprawach i z praktycznego punktu widzenia odniosę się do sprawy.
1. Z twojego opisu wynika, że żona jest wierząca, ale fanatyczką nie jest. Myślę nawet, że jest raczej dość liberalna, skoro ma zamiar wyjść za ateistę. Z tego wynika, że Wasze dziecko nie ma raczej szans wychować się na fundamentalistę. Wychowanie dziecka w takiej katolickiej rodzinie "light" nie grozi mu, ani okaleczeniem intelektualnym, ani światopoglądowym.
2. W nawiązaniu do punktu 1 - większość zapewne piszących na tym forum ateistów wychowywało się w rodzinach katolickich i jak widzisz, duże G z tego wyszło. Nie jest to zatem rzecz kluczowa, czy są ochrzczeni, po komunii, czy nie, itd...
3. Niewątpliwie macie prawo, Ty i Twoja przyszła żona wychować dziecko wg własnych zasad, wpajając mu wartości, które uważacie za ważne i słuszne. Należy się zatem skupić na tych wartościach, które są bliskie Tobie, Jej i szerzej światopoglądom, które reprezentujecie.
4. Pojawi się jednak na pewno problem Boga, religii, KK itd... I tutaj kwestią bardzo ważną jest umiejętność rozróżnienia tradycji i obyczajów od ideologii, mimo że one także przez te tradycje przesiąkają do umysłów. Jeśli zatem w szkole będzie choinka z Mikołajem, to nie należy wpajać dziecku że Mikołaj to bzdury, niech się kiedyś samo domyśli, jak w szkole na początek roku ksiądz święci szkołę, to nie należy dziecku mówić, że przyszedł czarny i gusła odstawia, itd ... To są elementy zwyczajów, tradycji i niech sobie będą, nie warto toczyć wojen przeciwko takim sprawom, antagonizując członków rodziny.
5. Kluczem do wychowania dziecka jest rozmowa. Nie bój się rozmawiać z małym dzieckiem, nie namieszasz mu w głowie. Dziecko tak jak tutaj pisał ktoś przede mną, przyjmuje często świat, takim jak jest i już. Ono nie będzie się nad tym zastanawiać, rozmyślać, itd... To ludzie dorośli, wychowani w wierze, jak się im powie, że Boga nie ma, wtedy mogą zwariować, dziecku nic nie będzie. Moja córka, gdy miała 5 lat zadawała pytania o to skąd się wszystko wzięło, cały ten nasz świat. Dostała odpowiedź, że są tacy co uważają, że istnieje potężny dziadek gdzieś w niebie i wyczarował świat oraz to, że nie wiemy skąd się to wszystko wzięło, może istniało od zawsze. No i oczywiście została poinformowana, że nie wszyscy wierzą w tego dziadka, bo nikt go nie widział. Moje dziecko jest ochrzczone, pójdzie także do komunii. Dla mnie te sakramenty to elementy polskiej tradycji. Oczywiście, do komunii będzie się musiała nauczyć kilku modlitw i regułek, i co z tego? Kiedy jedna rozmowa ze mną wystarczy, aby na tyle pobudzić sceptycyzm u dzieciaka, że katechetce potem włos się jeży na głowie.
Dzieci są bardzo bystre. Córka pyta się: "tato mówiłeś, że wielu to nie wierzy w boga, gdyby go faktycznie nie było, to chodzenie na religię jest bez sensu". Minęło kilka dni: "tato, czy religia w szkole jest obowiązkowa?". Dzieciak pyta nie dlatego, że ktoś mu robi wodę z mózgu, tylko dlatego, że myśli po prostu. I pyta się co dostanie na komunię ... Wątpię czy do bierzmowania wytrzyma... No, mama i babcia będą zawiedzione, tata i dziadek już nie ...
Reasumując:
nie rób z religii najważniejszego, a nawet ważnego, aspektu życia rodziny i wychowania dziecka, pokazuj mu, że są różne poglądy na świat, rób to jednak z szacunkiem do innych ludzi, pokazując dziecku różne poglądy nie rób tego w kontrze do poglądów religijnych, nie antagonizuj.
W ten sposób wg mnie, wychowasz tolerancyjne, myślące dziecko. Tyle tylko, że bardzo dużo zależy od Twojej dziewczyny. Ona musi uznać Twoje prawo do takich rozmów z dzieckiem i prawo dziecka do własnego zdania i musi te prawo szanować. Inaczej mówiąc, gdy dziecko w wieku 8 lat powie: dzisiaj nie idę do kościoła. Czy Twoja dziewczyna uszanuje to prawo? Musisz z nią o tym porozmawiać.
|
|
 | | Hannibal81 (80 punktów) |
> nie rób z religii najważniejszego, a nawet ważnego, aspektu życia rodziny i wychowania dziecka, pokazuj mu, że są różne poglądy na świat, rób to jednak z szacunkiem do innych ludzi, pokazując dziecku różne poglądy nie rób tego w kontrze do poglądów religijnych, nie antagonizuj.> W ten sposób wg mnie, wychowasz tolerancyjne, myślące dziecko. Tyle tylko, że bardzo dużo zależy od Twojej dziewczyny. Ona musi uznać Twoje prawo do takich rozmów z dzieckiem i prawo dziecka do własnego zdania i musi te prawo szanować. Inaczej mówiąc, gdy dziecko w wieku 8 lat powie: dzisiaj nie idę do kościoła. Czy Twoja dziewczyna uszanuje to prawo? Musisz z nią o tym porozmawiać.> Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Akurat tak się składa, że to moja dziewczyna poruszyła ten temat. I gdyby tak nie było nie podejmowałbym tutaj tego wątku. Nie robi mi różnicy czy moje dziecko wychowa się z religią lub bez niej, albo czy zostanie wierzącym lub ateistą. Jestem jednak bardzo uczulony kiedy ktoś próbuje narzucić młodemu człowiekowi (nawet w najbardziej łagodnej formie) jeden światopogląd i pokazywać, że istnieje tylko jedna religia i to w taki sposób, jakby to była jedynie słuszna wiara. Nie jest to rzecz uczciwa i zdaję sobie z tego sprawę. Mnie tylko zastanawia jedna rzecz - czy rzeczywiście jest tak, że kiedy małe dziecko zderza się z dwoma odmiennymi postawami rodziców to czy nie wyrządzamy mu większej szkody niż wtedy kiedy wychowywalibyśmy je w jednym światopoglądzie. Bo jeśli faktycznie tak jest to jestem nawet gotów ustąpić na rzecz późniejszego zderzenia się wiary młodego człowieka z rzeczywistością. Można mu później przecież powiedzieć "A no widzisz synu/córko, po to się uczyłeś tego wszystkiego, żebyś teraz mógł w to wszystko zwątpić i samemu spróbować zakwestionować pewne rzeczy. Przecież większość z nas tutaj pewnie przeszła taką właśnie drogę. W zasadzie wszyscy forumowicze tutaj wypowiadają się jednoznacznie, tzn. żeby nie bać się poddać dziecka obu wpływom i to z pewnością mu nie zaszkodzi. Większość ludzi spoza tego forum, z którymi rozmawiałem jest odmiennego zdania. Ja oczywiście szanuję obie te opinie tym bardziej, że część nawet z tego co tu zauważyłem posiada własne dzieci. Mimo że tak do końca pewnie wszyscy nie wiemy gdzie leży racja w moim odczuciu odmienność poglądów religijnych rodziców raczej nie powinna być szkodliwa dla małego człowieka. Trudny ten orzech do zgryzienia będę miał, żeby przekonać swoją kobietę (która traktuje coniedzielne msze jako święty obowiązek) do pewnych rzeczy. Traktuję to jednak jako wyzwanie nie jak problem. Czeka mnie jeszcze przeprawa z księdzem - już to widzę jak będzie wychodził z siebie kiedy powiem mu, że zamierzam wychowywać swoje dzieci także w duchu wolności i tolerancji do innych religii
|
|
|  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Mnie tylko zastanawia jedna rzecz - czy rzeczywiście jest tak, że kiedy małe dziecko zderza się z dwoma odmiennymi postawami rodziców to czy nie wyrządzamy mu większej szkody niż wtedy kiedy wychowywalibyśmy je w jednym światopoglądzie. Bo jeśli faktycznie tak jest to jestem nawet gotów ustąpić na rzecz późniejszego zderzenia się wiary młodego człowieka z rzeczywistością. Można mu później przecież powiedzieć "A no widzisz synu/córko, po to się uczyłeś tego wszystkiego, żebyś teraz mógł w to wszystko zwątpić i samemu spróbować zakwestionować pewne rzeczy. Przecież większość z nas tutaj pewnie przeszła taką właśnie drogę. >W zasadzie wszyscy forumowicze tutaj wypowiadają się jednoznacznie, tzn. żeby nie bać się poddać dziecka obu wpływom i to z pewnością mu nie zaszkodzi. Większość ludzi spoza tego forum, z którymi rozmawiałem jest odmiennego zdania.
Przy podejmowaniu decyzji weź pod uwagę to czy ludzie, którzy mówią Ci, aby dziecku w głowie nie mieszać (czyli wychować w wierze, a potem się zobaczy), mają jakieś doświadczenie w tym względzie: tzn czy sami to przechodzili (odejście od wiary) lub czy mają już za sobą wychowanie dzieci w wierze, które potem od religii odeszły.
Moje doświadczenia wskazują bowiem jednoznacznie, że takie rady dają głównie wierzący, które swoje dzieci wychowują w wierze i wydaje im się, że wskazywanie dzieciom różnych opcji to mieszanie w głowie i że to jest jakiś problem. A problemu żadnego dla dzieci nie ma. Dzieci informację o tym, że jedni wierzą w Boga a inni nie, przyjmują tak samo, jak informację o tym, że Jacuś lubi grać w piłkę, a Kasia w ping-ponga. To nam - dorosłym wydaje się iż to taki ważny problem, bo znamy religie, ich konsekwencje, wady, zalety, mamy w głowach wbite stereotypy, itd... Dzieci nie mają o tym pojęcia.
Dam inny przykład, też z życia, akurat nie mojego, ale znajomych. Mają oni dwójkę dzieci: 8 i 10 lat. Wśród znajomych rodziny (myślę że nawet przyjaciół) są geje, którzy bywają w domu i zachowują się normalnie jak para. Dzieci były zatem obyte z homoseksualistami. Ostatnio, jak zapewne wiesz, wybuchła w Polsce dyskusja o związkach partnerskich, dzieciaki bystre, TV oglądają i zaczęły zadawać pytania o co chodzi, jaki jest problem w Polsce. Rodzice wyjaśniali, a dzieci nie bardzo mogły to zrozumieć, dla nich nie było żadnego problemu: bo są przecież pary Pan-Pani i pary Pan-Pan, to o co chodzi?
Dzieci przyjmują wiarę/niewiarę jako jakąś tam jedną z cech danego człowieka. Według mnie, tylko ludziom, dla których sprawa wiary/niewiary wydaje się kluczowa dla życia będą twierdzić, że pokazywanie dzieciom różnych poglądów może im namącić w głowach.
|
|
| |  | | Hannibal81 (80 punktów) | Czeka mnie w takim razie długa rozmowa z kobietą. Łatwo nie będzie, ale trzeba próbować. Dziękuję wszystkim za opinie i rady. Jeśli ktoś zna jakieś ciekawe artykuły, książki, badania odnośnie wychowywania dzieci w wierze lub bez niej będę bardzo wdzięczny za podsunięcie.
|
|
| | |  | 3 na 3 |
1 na 1 | HCNOPS (278 punktów) | >warunkiem, że nie będzie się przeszkadzać w wychowywaniu dzieci w wierze katolickiej. Tym samym godzę się również na chrzest. Tym samym godzisz się na wykluczenie Ciebie jako ojca z wychowywania dziecka na polu duchowo-intelektualnym. Bo owszem, do intelektualnego wychowania dziecka należy mu mówienie co jest rzeczywiste, a co nie.
>Moja dziewczyna twierdzi, że nie możemy mówić mu dwóch sprzecznych informacji, bo dziecko dostanie schizofrenii i w sumie jest to słuszna uwaga. Problem w tym, że macie dwa różne stanowiska, a niestety, tylko jedno jest słuszne. Co najgorzej - to złe i nieoparte na logice jest tym, które Twoja przyszła żona chce od małego wtłaczać dziecku do głowy.
>Całe moje otoczenie, znajomi, rodzina - w tym również niewierzący >- mówią mi, że na początku nie mogę mieszać mu w głowie. Mogę np. podjąć z nim ten temat kiedy >będzie miał np. 12 lat, kiedy trochę podrośnie. No tak, ładnie... Czyli dziecko ma być 12 lat poddane indoktrynacji religijnej. 12 lat podczas których jest najbardziej podatne na sugestie i jeśli indoktrynacja przebiegnie skutecznie, to trudno, ale mózg dzieciaka zablokuje się na jakiekolwiek argumenty przeciwko. Poza tym dlaczego mówienie o naturalnej rzeczy z którą człowiek się rodzi - ateizmie - dziecko ma się dowiedzieć dopiero w 12 roku życia, podczas gdy o żydowskich bajkach o Bogu w chmurkach ma się dowiadywać od małego? Czy planujecie również do 12-15 roku życia mówić dziecku że wyjęliście je z kapusty/przyniósł je bocian, zanim nie podrośnie i nie zmądrzeje by poznać prawdę o biologicznym poczęciu?
>Kiedy jednak będzie jeszcze małym dzieckiem dla jego >dobra, nie mogę mu tego zrobić, tzn. nie mogę mu mówić, że część ludzi wierzy w Boga >chrześcijańskiego, część w muzułmańskiego, inni jeszcze w coś innego, a niektórzy nie wierzą. >Wszystko z powodu, żeby go nie rozczarować, że Boga nie ma. Dla jego dobra chcesz go okłamywać? Borze zielony... To może jeszcze zacznijcie mu opowiadać że istnieje jedyna, słuszna partia polityczna, że gwiazdy na niebie to tak naprawdę dziury w ciemnym materiale, że Ziemia jest płaska, a Słońce i Księżyc to zaklęte pod postacią planet rodzeństwo. No przecież szkoda by było rozczarować dziecko, że te wszystkie fakty są tylko starymi bajkami... Przecież młody homo sapiens jest za głupi by zrozumieć czy to że Ziemia jest okrągła, czy to że nie ma czegoś takiego jak bóg.
>Na pytanie, co mam mówić kiedy dziecko >zapyta mnie o wiarę, Boga odpowiadają "powiedz mu, żeby poszło do mamusi" A mamusia co mu powie? Trzeba wierzyć w Bozie, bo inaczej się pójdzie do piekła pełnego ognia, cierpienia, lawy, tortur itp. rzeczy. A jeśli wyjdzie na jaw, że tatuś nie wierzy to co wtedy? Co wtedy powie dziecku? Odpowie mu zgodnie z wykładnią katolicką, że trafisz do piekła na tortury bo nie wierzysz? A może bardziej liberalnie - że nie wierzysz, ale wystarczy że tatuś będzie dobrym człowiekiem i pójdzie do nieba?
>Dla niej ważne jest żeby dzieci były wychowane w wierze katolickiej >Zastanawiam się gdzie tu jest miejsce dla mnie. Tu nie ma miejsca dla Ciebie. Ty masz sobie uważać co tam chcesz, ale masz się nie wtrącać do wychowania, najlepiej żebyś w ogóle nie raczył nic mówić na temat ateizmu i kajał się jako zły grzesznik. Być może Twoja dziewczyna Ci tego wprost nie powie, ale będąc katoliczką wierzy w to. Jeśli ktoś powie że wystarczy być dobrym człowiekiem wystarczy zacytować fragment z Biblii: "nie z uczynków, a z wiary zbawieni jesteście". A gdzie trafiają niewierzący? Tylko w jedno miejsce. Tego ma być nauczane dziecko?
Szczerze jestem przeciwny związkom mieszanym, gdzie jedna osoba wierzy w X, a druga wierzy w Y/jest ateistą. Takie związki są dobre tylko dla ludzi, dla których idee którym hołdują w swoim życiu uważają za dobre jak każde inne, że w sumie to nie ma potrzeby by dziecko znało ten punkt widzenia i że w sumie to te poglądy nie są w żaden sposób wyjątkowe. Jeśli uważasz że ateizm = religia, to nie powinieneś mieć problemu w małżeństwie. Ty sobie będziesz ateistą, cała reszta rodziny będzie wierząca. No i w przyszłości nie będziesz mógł powiedzieć "chciałem", ponieważ liczyć się będzie to, że w pełni świadomie zrzekłeś się prawa do duchowego wychowania dziecka.
|
|
 | | GrzeTor (1279 punktów) |
>Szczerze jestem przeciwny związkom mieszanym, gdzie jedna osoba wierzy w X, a druga wierzy w Y/jest ateistą.
A widziałeś proporcje płci? U ateistów większość to mężczyżni i jest niedobór kobiet.
|
|
3 na 3 | mayolina (2278 punktów) | wychowałam się w rodzinie katolicko-ateistycznej. W niedzielę gnano mnie do kościoła na mszę dla dzieci i młodzieży, chodziłam na religię, ale też słuchałam antyklerykalnych opowieści oraz o nieistnieniu bogu. Schizofrenii u mnie nie stwierdzono. Twierdzę, że dziewczyna wciska ci kit. Z równym powodzeniem możecie uzgodnić, że do 7 roku życia z dzieckiem nie rozmawia się ani o istnieniu ani nieistnieniu boga, nie chodzi do kościoła, a ochrzci się samo, gdy dorośnie.
|
|
| qerfy (677 punktów) | >Moja dziewczyna twierdzi, że nie możemy mówić mu >dwóch sprzecznych informacji, bo dziecko dostanie schizofrenii i w sumie jest to >słuszna uwaga.
To nie jest słuszna uwaga. Po prostu bądź sobą i nie daj się prowadzić za nos.
|
|
2 na 2 | maceox (6766 punktów) | > Najpierw nakreślę problem.> Jestem ateistą, moja dziewczyna mocno wierzącą i praktykującą katoliczką. Nie mamy ślubu, jeszcze> się nie zaręczyliśmy, ale mocno omawiamy kwestię wychowania dziecka, a w zasadzie kwestię wychowania> w wierze katolickiej.Polecam cały wątek - bardzo dobre wpisy: www.racjonalista.pl/forum.php/s,537296#w537815I tak przy okazji, skoro jeszcze nie jesteście zaręczeni: to jest Wasza sprawa i nie zamierzam się do tego mieszać, ale gdzieś było takie jakieś chińskie przysłowie: "ożeń się, z kim Ci się dobrze rozmawia, bo na starość to będzie najważniejsze". Ale jeśli jesteście pewni tego, co chcecie - to jest najważniejsze.
|
|
1 na 1 | GrzeTor (1279 punktów) |
Z tego co rozumiem religia jest bytem pasożytującym na ludzkim mechaniźmie przekazywania wiedzy z pokolenia na pokolenie. Ten mechanizm polega na tym, że małe dzieci przez pewien czas raczej naśladują lub powtarzają to, czego zostały nauczone, niż myślą i weryfikują nad tym co robią. Taka forma uczenia się działa bardzo dobrze, pod warunkiem że dziecku przekazuje się informacje i umiejętności wysokiej jakości, sprawdzone, prawdziwe i przydatne. Niestety ten mechanizm przekazywania wiedzy jest niedoporny na atak pasożytów, polegający na podczepieniu się ich pod strumień informacji trafiający do dziecka. W ten sposób rozprzestrzeniają się różnego rodzaju bezsensowne a nawet szkodliwe tradycje, ideologie (zarówno religijne jak i polityczne). www.youtube.com/watch?v=pIAoJsS9Ix8www.youtube.com/watch?v=nHuagL7x5WcTen temat był poruszany m.in. w "Bogu urojonym" Dawkinsa. Pamiętając o ww. informacjach warto zadbać, aby dzieciom były przekazywane informacje wysokiej jakości, sprawdzone, zgodne z rzeczywistością, przydatne i w dużej ilości.
|
|
 | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | wyborcza.p(*)opcu_nie_zaluj__Uderzysz_.html ... pomijając, że większa część wykładu ks. dr. Marka Wasąga to paranoja godna "głębokiego średniowiecza", warto zwrócić fakt na niechcący ujawniona tajemnicę KRK. Cytat:Jak widać, kotek nie ma ust! Dlaczego? Dlatego że dziecku łatwo jest je zamknąć i wtłoczyć wszelką treść. Dziecko jest nieświadome" - mówił Wasąg.
... jak widać, KRK dobrze wie i rozumie dlaczego tak ważna jest indoktrynacja od najmłodszych lat. Dlatego robi wszystko by mieć dostęp (najlepiej jako jedyni) do dziecka już od urodzenia. "Nikt się nie rodzi niewolnikiem. Lecz nie tęskni do wolności ten, co tylko niewolę zna". A człowiek zawsze tęskni do dzieciństwa, i do tego co wtedy było dniem codziennym". Psychologia człowieka się kłania, dobrze ją znają w KRK ... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|