Najsłynniejszym włoskim miastem związanym ze św. Walentym jest Terni, oddalone o 100 km od Rzymu. Lokalna tradycja głosi, że święty tam przyszedł na świat w roku 175, tam też został biskupem. Zginął jako męczennik w Rzymie 14 lutego, ale jego ciało wróciło do Terni. Legenda mówi, że Walenty pobłogosławił miłość między pogańskim legionistą a młodą chrześcijanką. W ślad za nimi takie błogosławieństwo z rąk świątobliwego biskupa chcieli otrzymywać inni zakochani. Osobiście bardziej do mnie przemawia liturgista ks. Bogusław Nadolski, który twierdzi, że walentynkowe święto związane jest z początkiem nastania wiosny, kiedy ptaki odbywają swoje gody, i w tym duchu w XIV wieku we Francji, Belgii i w Anglii świętowano 14 lutego jako dzień zakochanych. Twierdzi, że to święto nie jest oryginalnym produktem ze Stanów Zjednoczonych. Ma rację i nie ma racji. W końcu kto kolonizował Amerykę? Z drugiej strony, nie wystarczy wyprodukować, trzeba jeszcze umieć sprzedać. Kto w końcu jest prawdziwym patronem zakochanych? Jak się okazuje papież... Jan Paweł II. W 1997 roku, posłał do Terni, w którym co roku 14 lutego przy grobie Walentego gromadzą się pary narzeczonych, własnoręcznie napisane pozdrowienie Brzmiało ono: "Miłość zwycięża, znosi granice, przełamuje bariery między ludźmi. Miłość stwarza nowe społeczeństwo". I w takim duchu poprowadzi specjalne, walentynkowe nabożeństwo ks. Marcin Durzyński, z Parafii św. Józefa w Makowie i zaprasza wszystkich zakochanych. Amerykański produkt znalazł się na kościelnych półkach. Pozdrawiam. kuriermako(*)011,Walentynki-w-kosciele.html |