 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-03-2012 13:01 | Frigide (44 punktów) | Sens życia
6 na 6 | Ostatnio zadaję sobie pewne pytanie i nie mogę od dłuższego czasu znaleźć na nie odpowiedzi, więc doszłam do wniosku, że może ktoś na forum pomoże mi rozwikłać tę sprawę. Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc w nic? Podobno każdy w coś wierzy, a przynajmniej ma nadzieję. Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic nie ma sensu. Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest cel naszej egzystencji? Opierając się na tym, że żyjemy we wszechświecie, który kiedyś się skończy, zniknie, nie ważne, czy za 20 minut czy za ileś tam miliardów lat, to po co chociażby ten cały rozwój? Co z tego, że jednostka jest szczęśliwa, co z tego, że cały świat jest pełen szczęścia, skoro i tak to się kiedyś skończy, tak jakby nigdy tego nie było? I czy skoro będzie tak, jakby nigdy tego nie było, to czy w ogóle można powiedzieć, że to istnieje? Jaki sens ma ta cała syzyfowa praca? Nie chodzi mi tutaj konkretnie o negowanie sensu uczenia się, rozwijania nauki, tylko ogólnego sensu życia. Po co żyjemy, zakładamy rodziny, przeżywamy chwile radości? Chyba nie po to, żeby 'zapisać się w historii'. To nie działa chyba w ten sposób, jak u ludzi: ktoś coś osiągnie, powiedzmy taki Sokrates, i wiele wieków później coś o nim wiemy i wspominamy jego wielkość. Wszechświat nie rządzi się ludzkimi prawami - pojawiliśmy się tutaj i znikniemy, niezapamiętani przez nikogo, bo nikogo, kto mógłby nas zapamiętać, nie ma. Czy ludzie nie zdadzą sobie w pewnym momencie sprawy, że są prawdopodobnie tylko skupiskiem neuronów, i to, że są szczęśliwi, nic nie znaczy, nawet dla nich samych? Starałam się, żeby to, co piszę, było dość zrozumiałe, mimo że nie poruszam tutaj wszystkich aspektów tej sprawy, bo musiałabym napisać na ten temat długą pracę. Mam nadzieję, że ktoś będzie potrafił odpowiedzieć mi na te pytania i wykazać jakiś błąd logiczny w moim myśleniu. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 7 | mrSpock (2845 punktów) | Ty naprawdę nie masz innych zmartwień? Popatrz co się w koło Ciebie dzieje. Ludzie mają naprawdę poważne sprawy na głowie jak dom rodzina własna firma praca etc. Gwarantuję Ci, że jak to wszystko pierdyknie to nie będziesz miała czasu, żeby się zastanawiać nad sensem swojej egzystencji. Takie jałowe rozważania o życiu są furtką dla dealerów religii życia wiecznego złudnego szczęścia itp. głupot. Żyj po prostu żyj i ciesz się tym życiem.
|
|
 | 3 na 5 | Konowal (6291 punktów) | >Ty naprawdę nie masz innych zmartwień? Popatrz co się w koło Ciebie dzieje. Ludzie mają naprawdę poważne sprawy na głowie jak dom rodzina własna firma praca etc. >Gwarantuję Ci, że jak to wszystko pierdyknie to nie będziesz miała czasu, żeby się zastanawiać nad sensem swojej egzystencji. Takie jałowe rozważania o życiu są furtką dla dealerów religii życia wiecznego złudnego szczęścia itp. głupot. Żyj po prostu żyj i ciesz się tym życiem.
Jasne jak za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa, a następni zapłacą - ot mądrość życiowa.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | | Lodowy (1486 punktów) | >Jasne jak za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa, a następni zapłacą - ot mądrość życiowa. A jak dożyjesz wieku, gdy zostanie tylko niedołężność i cierpienie to strzel samobója.
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | >>Jasne jak za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa, a następni zapłacą - ot mądrość życiowa. >A jak dożyjesz wieku, gdy zostanie tylko niedołężność i cierpienie to strzel samobója. > Rozumiem że źle Xi się podpięło, bo chyba tekst nie do mnie.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | |  | -1 na 1 | Lodowy (1486 punktów) | >Rozumiem że źle Xi się podpięło, bo chyba tekst nie do mnie. Podpięło się dobrze, ale tekst nie jest do Ciebie, ale tak ogólnie.
|
|
|  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | MrSpock: Cytat:Żyj po prostu żyj i ciesz się tym życiem. Konowal: Cytat:Jasne jak za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa, a następni zapłacą - ot mądrość życiowa. Jesteś pewien, że to jedno i to samo? Nie wiesz, że można cieszyć się życiem nie wyznając zasady "po nas choćby potop"? Pomyśl nad tym.
|
|
| |  | | Lodowy (1486 punktów) | >Jesteś pewien, że to jedno i to samo? Nie wiesz, że można cieszyć się życiem nie wyznając zasady "po nas choćby potop"? Pewnie można, ale jaki racjonalny sens ma przejmowanie się tym co będzie, jak mnie nie będzie.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
>Pewnie można, ale jaki racjonalny sens ma przejmowanie się tym co będzie, jak mnie nie będzie. Racjonalny - to nie wiem, ale zawsze staram się być elementarnie przyzwoita. Tylko tyle.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Lodowy (1486 punktów) | > >Pewnie można, ale jaki racjonalny sens ma przejmowanie się tym co będzie, jak mnie nie będzie.> Racjonalny - to nie wiem,To jest forum racjonalisty  wiec rozmawiamy i szukamy racjonalnych odpowiedzi na różne pytania. > ale zawsze staram się być elementarnie przyzwoita.Ale po co? W imię czego? Zdaję sobie sprawę, że można uciąć wszelkie rozważania odpowiedzią w stylu "Bo tak lubię", "Tak mi się podoba", ale to już nie jest racjonalizm.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) |
>Ale po co? W imię czego? A choćby w imię zasady "jak Kuba Bogu, tak Bóg Fidelowi". A to już chyba jest racjonalne?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Lodowy (1486 punktów) | >>Ale po co? W imię czego? >A choćby w imię zasady "jak Kuba Bogu, tak Bóg Fidelowi". A to już chyba jest racjonalne? Jak dla mnie nie bardzo. Chyba inaczej rozumiemy racjonalizm.
|
|
| | |  | | setarkos (10757 punktów) | >.. jaki racjonalny sens ma przejmowanie się tym co będzie, jak mnie nie będzie. Pewnie wówczas inne/inni będą się przejmować i nadawać sensy (chyba nie masz Wasze monopolu na racjonalizm.. ).
|
|
| | | |  | | Lodowy (1486 punktów) | >>.. jaki racjonalny sens ma przejmowanie się tym co będzie, jak mnie nie będzie. >Pewnie wówczas inne/inni będą się przejmować i nadawać sensy Nie rozumiem, czy to jest odpowiedź na postawione przeze mnie pytanie czy tylko stwierdzenie jakiegoś faktu?
>(chyba nie masz Wasze monopolu na racjonalizm.. ). Czy ja gdzieś zgłaszałem takie aspiracje?
|
|
| | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | To raczej ja nie wiem jak rozumieć Twoje pytanie o racjonalne cele spoza własnego jestestwa, przy jednoczesnej sugestii, że mają mnie nie obchodzić.
[Jakieś tu wyczuwam splątanie logiczne (ale nic Ci nie imputuję).]
|
|
| | | | | |  | | Lodowy (1486 punktów) | >To raczej ja nie wiem jak rozumieć Twoje pytanie o racjonalne cele spoza własnego jestestwa, przy jednoczesnej sugestii, że mają mnie nie obchodzić. Udzieliłeś odpowiedzi nie rozumiejąc pytania? Uproszczę - chodzi o kwestię czy racjonalnym jest przejmowanie się tym co wydarzy się po naszej śmierci, czy można w tym upatrywać jakiegoś sensu, sensu życia, bo tym jest ten wątek.
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | > MrSpock:> Cytat:Żyj po prostu żyj i ciesz się tym życiem. > Konowal:> Cytat:Jasne jak za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa, a następni zapłacą - ot mądrość życiowa. > Jesteś pewien, że to jedno i to samo?Tak > Nie wiesz, że można cieszyć się życiem nie wyznając zasady "po nas choćby potop"? Pomyśl nad tym.Oczywiście że wiem ale z powyższych słów co innego wywnioskowałem.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
 | | bohandas (842 punktów) | > Ty naprawdę nie masz innych zmartwień? Popatrz co się w koło Ciebie dzieje. Ludzie mają naprawdę poważne sprawy na głowie jak dom rodzina własna firma praca etc.> Gwarantuję Ci, że jak to wszystko pierdyknie to nie będziesz miała czasu, żeby się zastanawiać nad sensem swojej egzystencji. Takie jałowe rozważania o życiu są furtką dla dealerów religii życia wiecznego złudnego szczęścia itp. głupot. Żyj po prostu żyj i ciesz się tym życiem.>  Ludzie tym się różnią od pozostałych zwierząt, że właśnie takie jałowe rozważania na temat swojej i całego świata egzystencji prowadzą. Oczywiście to tylko przypuszczenie, bo nie sposób mieć pewności co się w np. takiej kociej głowie dzieje.
|
|
11 na 11 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | >Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc w nic? Podobno każdy w coś wierzy, a przynajmniej ma >nadzieję.
Można można. Ja tam w nic nie wierzę (a przynajmniej mam taką nadzieję), a jedyną nadzieję jaką jeszcze żywię, to dotrwanie do śmierci w znośnej formie, przynajmniej nie jako roślina, bo świętojebl.we chamy nie pozwolą mi godnie zejść.
>Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu.
No ja też. I jak mi lżej na "duszy" z tym! Nie musze się już napinać, uganiać, doszukiwać, cała ta egzystencjalna szamotanina paszła w cholerę. Tak sobie lekko tylko jestem, obserwuję, przyglądam się to tu, to tam, raczej przyjaźnie, czasami ze smutkiem i chłonę to, co ludziom uda się jeszcze odkryć i zrozumieć, póki jestem. To mnie cieszy najbardziej plus troche zwyczajnych, codziennych, banalnych rzeczy.
>Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest >cel naszej egzystencji?
Żyć z celem? Z jakim celem?! Czy życie ma jakiś cel? Życie oczywiście ma sens, będąc sensem samo w sobie, ale celu nie ma! Po co nam to?! Gdyby życie miało jakiś cel -dokąd by ten cel prowadził? Gdzie kończą się wszystkie ściany? Na rogu! Dokąd prowadzą wszystkie cele? Do grobu! Oto docelowy cel wszystkich celów
E.Stachura
>Opierając się na tym, że żyjemy we wszechświecie, który kiedyś się skończy, >zniknie, nieważne, czy za 20 minut czy za ileś tam miliardów lat, to po co chociażby ten cały >rozwój?
A czemu nie? Jest wygodniej, lepiej i ciekawiej. A później? Co mnie obchodzi później?
>Co z tego, że jednostka jest szczęśliwa,
Szczęście to stan chwilowy, krótka ułuda, chwilowy blichtr, fatamorgana. Dlatego nas ekscytuje, bo odróżnia się od zwykłości nagłym przypływem mieszaniny chemicznej do odpowiednich rejonów w mózgu. Więc rzeczywiście nic z tego, chociaż ubarwia rzeczywistość, ale często zakłamuje, zmuszając naiwnych do gonienia tego króliczka, którego chciałoby się mieć na stałe. Bez sensu. Szczęście o tyle jest szczęściem, że jest czymś wyjątkowym, jakby było stałe, to by sie znudziło, ale chyba szybciej mózg by się musiał przed taka dawką chemikaliów zacząć bronić. Wystarczy więc generalnie brak nieszczęścia, zwykłe zadowolenie, spokój, bezpieczeństwo. Momenty szczęścia dla okrasy.
>co z tego, że cały świat jest pełen szczęścia, skoro i tak to się kiedyś skończy, tak jakby nigdy tego nie było?
Nawet jakby był pełen szczęścia, a nie jest, to nic z tego. Jest z tym światem jak jest, tylko czy wiadomo jak jest? Chyba nie do końca. Świat może się skończy albo i nie skończy, nasze życie za to na pewno, ale cholera wie, czym to wszystko jest, ile tych wszechświatów, multiwszechświatów, co to jest czas i czy jest w ogóle, czym jest jaźń i świadomość? Wiem, że nic nie wiem, może nawet kiedyś to moje JA jakoś jeszcze zaistnieje, a może nie. Ale ja nie zgaduję takich rzeczy, bo musiałbym zmyślać, mogę się tylko przyglądać jak inni się z tym męczą, mniej lub bardziej sensownie. W sumie to fajne. I nie chcę żadnej stałości, wieczności, trwałości. Chcę umrzeć. Uważam, że śmierć jest dobra, jakbym miał wiecznie tutaj tkwić, to bym w końcu oszalał. Z nikim, łącznie ze sobą, nie umiałbym w końcu wytrzmać, wszystko by mi się znudziło i zbrzydło. Jestem tego wiecej niż pewien. Bez perspektywy końca. Straszne. Może fajnie, czy ciekawie, byłoby urodzić się znowu, zobaczyć coś innego, może i nawet byłaby ciekawa taka wędrówka przez różne wersje rzeczywistości, ale to science fiction. Taki wieczny Odyseusz? No nie wiem. Musiałbym sie dłużej zastanowić. Jak wszystko się po prostu, banalnie kończy, to beczeć nie będę. Dla mnie znacznie gorszym rozwiązaniem byłoby być bez końca. Dlatego uważam, że tak jest dobrze, a cel celów w związku z tym w grobie.
> Czy ludzie nie zdadzą sobie w pewnym momencie sprawy, że są prawdopodobnie tylko skupiskiem neuronów, i to, że są szczęśliwi, nic nie znaczy, nawet dla nich samych?
Zdaję sobie sprawę z tego skupiska neuronów i podoba mi się to, że to "docelowo" nic nie znaczy. Więc jak juz pisałem... tak sobie lekko tylko jestem, obserwuję, przyglądam się to tu, to tam, raczej przyjaźnie, czasami ze smutkiem i chłonę to, co ludziom uda się jeszcze odkryć i zrozumieć, póki jestem. To mnie cieszy najbardziej plus troche zwyczajnych, codziennych, banalnych rzeczy. Jak dobrze nie musieć się juz napinać.
|
|
 | 4 na 4 | Frigide (44 punktów) | Rozumiem, co masz na myśli, ja to odbieram podobnie. Ale czy to nie jest w pewien sposób oszukiwanie? Czy to nie robi się nudne? Wydaje mi się to niezbyt ekscytujące, żyć dla samego życia. Człowiek nie robi nic dla samego robienia tego. Robię pranie, żeby mieć czyste ubrania, rozwijam zainteresowania, bo daje mi to satysfakcję, jem, żeby nie być głodna itd. A teraz w szerszym kontekście? Niektórzy żyją, na różne sposoby, ale dlatego, że widzą cel - czy to wieczność w niebie, reinkarnacja, pomaganie innym, ulepszanie świata, może własna przyjemność (ale bez refleksji nad celem, sensem, śmiercią itp.). Czy to się nie robi nużące, życie ze świadomością, że to nie ma najpewniej znaczenia, takie przyglądanie się wszystkiemu z dystansu? Bo mnie ta perspektywa trochę przeraża.
|
|
|  | 4 na 4 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | A ja też cię rozumiem, bo miałem kiedyś tam podobnie. Ten szerszy kontekst nagle przestał mi być potrzebny i nie wraca. Nie sądzę, żeby wrócił. A kiedyś się ukombinowałem, jak koń pod górę i chociaż religijny nigdy nie byłem, to się interesowałem wszelkimi światopoglądami i w jakimś stopniu interesuję nadal, ale już inaczej. Bardziej to jako zabawę traktuję, jakąś łamigłówkę i zdecydowanie z dystansem. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się stało, czy to kwestia wieku, poziomu hormonów, ale chyba najbardziej charakteru i doświadczenia, po prostu nabrałem dystansu do rzeczywistości, co nie znaczy, że jej nie lubię. Lubię ją nawet bardziej niż przedtem. Bo jestem spokojniejszy. Dzięki temu też bardziej lubię siebie, chociaż wcześniej też nie miałem z tym jakichś szczególnych problemów.
>Czy to się nie robi nużące, życie ze świadomością, że to nie ma najpewniej znaczenia, takie przyglądanie się wszystkiemu z dystansu? Bo mnie ta perspektywa trochę przeraża.
Nie nuży mnie to ani trochę (tym bardziej nie przeraża), ale potrafię się zatrzymać, rozsmakować, delektować, a nie chcieć chłonąć, pożerać, wiesz, jazda bez trzymanki. Za celem cel, później kolejny cel. Rozumiem, że tak można, a nawet trzeba, ale jeżeli to służy czemuś konkretnemu i potrzebnemu, a nie po to tylko, żeby mieć ów cel dla samego jego posiadania, bo to jest to wieczne gonienie króliczka. Kiedy do czegoś dojdziesz, to wtedy natychmiast musisz wykombinować coś nowego, bo inaczej robi sie bez sensu. A to tylko mózg nabrał pewnych przyzwyczajeń, związanych z określoną przyjemnością-ekscytacją, czyli znów ta chemia. Napisałaś, że to niezbyt ekscytujące i pytasz, czy nie jest to oszukiwanie siebie. A ja myślę, że jest dokładnie odwrotnie, że to poszukiwanie nieustannej podnietyi jest w jakimś sensie oszukiwaniem. Takie pędzenie od jednej do drugiej ekscytacji. Byleby mózg, który zmieniliśmy w jakby dodatkowy otwór gębowy, mógł się nasycić. Spokojnie kontemplujący i delektujacy się intelekt zmiena się tutaj w coś w rodzaju wibratora, który musi nas ciaglę nasycać. To jest zbędna apoteoza naszych funkcji organicznych, ta ekscytacja, ale nikomu nie mam zamiaru tego zabraniać. Tylko tak sobie myślę. Co do śmierci, to już mniej więcej pisałem, że przyjąłem ostateczność w postaci śmierci do wiadomości i nie mam ochoty tego ulepszać, poprawiać, kolorować, tym bardziej, że zobaczyłem, że te wszystkie kolorowanki są "g" warte. Po co to robić? Ja naprawdę nie chcę żyć dluzej niż to normalne, a świat, życie i ludzi lubię, mam do tego wszystkiego stosunek pogodny, raczej afirmujący, pozytywny, ale już nie obawiam się utraty. Ani bliskich, ani tego co mam, ani siebie, ani szans na to czego nie zrobię i nie zobaczę. Jest o.k.
|
|
|  | 2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | Zycie bez celu faktycznie mało ma sensu, ale zawsze można trwać. Idąc dalej w rozważaniach na pewno dwie rzeczy trzymają ludzkość przy życiu. Biologia  czyli mamy w sobie jako gatunek zapisany imperatyw rozmnażania (choć sądząc po Europie cywilizacja skutecznie go eliminuje). Po drugie umysł, który zawsze chce zobaczyć co będzie za kolejnym zakrętem. W każdym bądź razie na pewno nie będziesz pewna na 100% do końca życia, czy ma ono cel, ale na tym to polega , że się go przez całe życie szuka. Dla wierzących będą to cele bardziej duchowe, dla niewierzących społeczne, ale najgorsze jest zatrzymanie się na tej drodze, bo wtedy każdy czyn jest możliwy. Myśle że większość takie rozterki przechodzi i każdy sam musi je rozwiązać w zgodzie z samym sobą.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | Ktoś się ciebie pytał, czy chcesz żyć? Mnie nie, ale skoro już żyjemy to przynajmniej warto próbować żyć najlepiej jak się umie dla siebie i innych. Życie jest o wiele ciekawsze niż nieżycie. Ciągłe istnienie, jak zakładają niektóre religie, byłoby tyle warte co nieistnienie, bo po co żyć, kiedy wszystko się już wie i poznało? Grozi to śmiertelną wieczną nudą. Cały urok w życiu, że jest takie ulotne.
|
|
5 na 5 | spellbinder (8577 punktów) | To jest kwestia skali widzenia  Człowiek jest normalnie ustawiony na tej swojej skali, w dość wąskiej podziałce. Jeśli więc przyjmiemy skalę doby, czałowiek skupia się na sobie i na najbliższym otoczeniu, w związku z czym takie położenie się na trawce na słoneczku i pooglądanie pasikoników, na przykład, ma jak najbardziej sens i może być nawet ważne. Jeśli nieco przesuniemy tą podziałkę, na rok albo i miesiąc, czyli po prostu na "większy" wycinek, to ta godzinka na słoneczku ze świerszczami przestaje mieć jakikolwiek sens. Jest nieważna, jej istnienie czy nieistnienie niczego nie zmienia i na nic nie wpływa  Człowiek na tym się nie zatrzymuje, w związku z czym zaczyna ogarniać coraz bardziej "absurdalne" skale - całego życia, tysiąclecia, w końcu dochodzi do wieczności, gdzie siłą rzeczy uznaje, iż egzystencja jakiegokolwiek człowieka nie ma sensu, nie mówiąc o oglądaniu świerszczy:D Powiem Ci, że dla mnie ten brak odgórnego narzucenia jakiegoś celu istnienia, jakiegoś wyższego sensu, jest bardzo pokrzepiający. Jest to rzecz miła i sympatyczna. Dzięki temu mogę sobie siedzieć w tej swojej przedziałce i nie martwić się o problemy tysiąclecia i wieczności, tylko w spokoju pójść na pierdzielony piknik i smażąc się na słoneczku pooglądać jak świerszcze skaczą po źdźbłach trawy.
|
|
| Paweł Rek (rexus) (2343 punktów) | Wnosząc po tytule twojego wpisu, myślałem że to recenzja filmu Latającego Cyrku Monthy Pythona, pod tym samym tytułem.
Sens życia, to żyć. Byt nie jest pracą szkolną na ocenę. Każdy byt sam weryfikuje swój sens. Jeśli jakiś byt jest bez sensu, ulega anihilacji. Nie ma odgórnych wytycznych dla form życia. Być może, istnieje bóg. I jest on kwintesencją bezsensu. Jest naszą dualistyczną alternatywą w tej materii. My sens. On bezsens. Jak miałaby wyglądać nicość? To bez sensu. Sam sens jeśli spojrzy w lustro, ono posłusznie pęknie i rozleci się na bezsensowne kawałki. Gdzie każdy będzie dalej szukał sensu. I taki jest sens. Szukać sensu. A jeśli go nie znajdujesz, to masz poważny problem, bo prawdopodobnie go znalazłaś ale on rozminął się z twoimi oczekiwaniami. Więc odrzucasz go a priori, pozostając z łomem w ręku w środku sejfu, który był wypełniony naklejkami z butelek z oranżady zamiast obiecanych zielonych dolarów. Mit zakładał istnienie dolarów, ale w praktyce są to tylko naklejki.
|
|
| farmer (22440 punktów) |
> Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu.
No tak, ale czemu robimy to co robimy a nie upieramy się i budujemy igloo by w nim mieszkać i próbujemy je utrzymywać przy "życiu" nawet w lipcu?
Z prostej przyczyny bo to nie ma sensu a sensownie jest użyć materiałów trwałych. Generalnie staramy się wypełnić życie sensownymi budowlami tyle że wtedy dochodzi do głosu szersza perspektywa.
No a skoro nic nie ma sensu to czemu nie uczynić życia bardziej bezsensownym. Zrezygnować z sensownych rozwiązań na rzecz tych bezsensownych?
Jeśli używamy pralki do prania a nie wyrzucamy ubrań przez okno licząc na to że się przewietrzą po drodze to znak że sensowne działania mają sens. O ile w problemie prania ktoś poszukał rozwiązania za nas a my z niego korzystamy to czemu nie skorzystać z innych pomysłów.
|
|
 | 1 na 1 | Ejek (176 punktów) | Życie to wygrany los na loterii życia. To wynik niewyobrażalnej kombinacji zdarzeń i utworzenia akurat Twojego DNA. I warto żyć by nie zmarnować tego losu. Warto żyć by poznać uczucie miłości i żyć patrząc na swoje dzieci i wnuki. Watro tak żyć by tego nie żałować. Życie to jedyny błysk w historii świata jaki mamy. I ma pewno "posługując się logicznym rozumowaniem " nie dojdziemy, że nic nie ma sensu. Jedni zostawią po sobie więcej inni mniej. Jedni przeżyją życie piękniejsze inni mniej. Ale nie wiemy co nas spotka jutro i warto próbować bo życie naprawdę jest tym jedynym co mamy.
|
|
|  | | farmer (22440 punktów) | >I ma pewno "posługując się logicznym rozumowaniem " nie dojdziemy, że nic nie ma sensu.
Zależy jak bardzo się nad tym zastanawiamy.Mnie Sartre dobił w młodości bo nie byłem przygotowany na takie "rewelacje". A dodatkowo trzeba wypełnić wpierw priorytety by móc rozważać "Los na loterii życia".
Ciężko było się cieszyć życiem w latach 90' w mieście bezrobocia a o pracy zagranicą jeszcze się wtedy nie marzyło.
Po 15 latach wyciągam "LOS"....już się trochę przyniszczył ale wciąż go mam.
>I warto żyć by nie zmarnować tego losu >Warto tak żyć by tego nie żałować
By tego dokonać musisz się konfrontować, gdzie ustawisz poprzeczkę kto co stanie się punktem odniesienia?
|
|
| fiiś (1053 punktów) | >Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc w nic? Podobno każdy w coś wierzy, a przynajmniej ma >nadzieję. Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu. Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest
To nie tak Różnica między religijnym sposobem myślenia, a świeckim polega na tym, że człowiek przestaje liczyć na pomoc z nieba ale liczy tylko na siebie i ewentualnie na innych ludzi, ale to będzie zależało od wypracowania sobie właściwych relacji z nimi.
Ja to nazywam praktykowaniem ateizmu.
W tej praktyce nadzieja jest, ale ma się ją w sobie.
Także samemu trzeba nadać swemu życiu sens i znaleźć cel. Filozoficznie jest temu bliski egzystencjalizm. A możliwych sensów jest wiele - można pomagać innym choćby tak jak Ochojska czy Owsiak czy jak dobrzy sąsiedzi - patrz n.p. społeczeństwa skandynawskie. Można się pasjonować uprawianiem nauki, sztuki. Można cieszyć się życiem, można się dzielić szczęściem we dwoje - to wszystko ma sens.
Nie potrzeba do tego Boga ani religijnej afirmacji. Nie potrzeba aby ktoś inny wymyślał coś za nas i nam to narzucał. Ta wolność jest piękna i ma sens. Sens ma odpowiedzialność, która z niej wynika.
Nasz ludzki świat, jeśli uda mu się przetrwać, będzie miał swoją dalszą ewolucyjna kontynuację i będzie ogniwem dla kolejnych form istnienia i w moim przekonaniu samo to jest piękne - być częścią większego łańcucha zdarzeń
|
|
1 na 1 | fiiś (1053 punktów) |
>nie ma sensu. >ogólnego sensu życia. Po co żyjemy, zakładamy rodziny, przeżywamy chwile radości?
Jeszcze jedna refleksja w tej kwestii. Wszyscy potrzebujemy jakiś motywatorów. Tak zostaliśmy ewolucyjnie uwarunkowani. Kulturowo uwarunkowano nas, że motywatory określa religia, wpajana od dziecka wraz z wychowaniem. Stąd, gdy tracimy wiarę może powstać pustka powodowana faktem, że trudno jest przetłumaczyć religijne cele i sposób racjonalizowania sensu egzystencji na inny, laicki język. I wydaje się, że cel i sens znikają. Popatrz na te kategorie jak na zwykłe nawykowe przystosowanie czy wysterowanie, coś co nie istnieje w żaden obiektywny sposób - jako coś co jest albo nie jest - tylko jako coś co sami tworzymy i możemy wytworzyć kolejne, inne, lepsze.
|
|
2 na 2 | Bartosz Uroda (33 punktów) | Witam Cie serdecznie Bardzo ciekawy wątek, ponadto dotyka tych zagadnień nad którymi ostatnio mocno się zastanawiałem. Całkowicie subiektywnie stwierdzę, że moim zdaniem logika nie jest dobrym narzędziem do prowadzenia badań nad sensem ludzkiego życia. Jest to według mnie metodologiczny "błąd". Sądzę, że logika nigdy nie odpowie na Twoje pytanie o cel ludzkiego życia i istnienia całego wszechświata. Ona- nadaje się tylko i wyłącznie do badania poprawności rozumowania, badania związków przyczynowo-skutkowych etc. Pytanie o sens "Tego Wszystkiego Co Nas Otacza" jest na zupełnie innej płaszczyźnie abstrakcji, na płaszczyźnie w której prawidła logiki nie działają. Twoje pytanie jest chyba jednym z najtrudniejszych jakie człowiek może zadać. Na przestrzeni setek lat najtęższe umysły jakie zrodził rodzaj ludzki zastanawiały się nad tą materią. Jak wiemy, nikt nie dał jednej pasującej wszystkim odpowiedzi. Moim zdaniem tej po prostu nie ma. Sensów życia jest tyle ilu ludzi na świecie. Każdy "Sens" jest odrębnym abstraktem będącym w świadomości lub podświadomości jednostki. On determinuje całą jej egzystencje i cele w których dąży w życiu. Sensem całej syzyfowej pracy jest chyba spełnienie się. Wiem, to kolejny enigmatyczny zwrot ale innej odpowiedzi nie potrafię udzielić. Myślę, że nawet jeśli człowiek jest zlepkiem neuronów to jest to zlepek piękny i wyjątkowy, dający nam możliwość myśli, wolności, spotkania drugiego zlepku neuronów i przeżywania z nim wspólnych chwil. Dla mnie wystarczającym sensem życia jest świadomość tego, że jutro spotkam się z moimi znajomymi, rodziną, że mogę poznać kogoś zupełnie mi obcego, dowiedzieć się czegoś, odkryć prawdę, rozczarować się, pójść na narty czy z koleżanką do pubu  Temat rzeka... a wypadało by iść spać  Pozdrawiam !
|
|
4 na 4 | Gapa (597 punktów) | > Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc w nic? Podobno każdy w coś wierzy, a przynajmniej ma nadzieję.Żyć można spokojnie, aby do przodu, cieszyć się ze zima się kończy, szpaki juz przyleciały, zaraz zrobi się zielono. Jak to w nic nie wierząc? Ja wierze, ze w tym roku będzie fajnie, skończę spłacać kredyt, a moje dzieci nie będą chorować. > Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic> nie ma sensu.No bo tego sensu nie ma. Logicznie rzecz biorąc można sobie strzelić w łeb od razu i po kłopocie. > Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest> cel naszej egzystencji?Moj cel egzystencji to taki, zeby wszyscy mnie lubili a dzieci kochaly. Moim celem jest dac moim dzieciom jakis porzadny start emocjonalno-finansowy. Na koniec zycia mam plan umrzec wsrod psow jako stara wariatka. A po srodku będzie to o czym zadecyduje los, ja i kompromisy. > Jaki sens ma ta cała syzyfowa praca?Zeby nie myslec o glupotach
|
|
1 na 1 | orchidea78 (385 punktów) | Wielu filozofów i myślicieli próbowało rozwikłać ten problem. Każdy ma odmienną definicję sensu życia-niech każdy dąży do szczęścia,niech szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania na swój własny sposób-pamiętajmy, że sens istnienia jest sprawą tak indywidualną, że nie znajdziemy jednej ,prostej odpowiedzi.
|
|
6 na 6 | diogenes (42753 punktów) | >po co żyć,...
Idziesz do kuchni, żeby zrobić herbatę. Idziesz do sklepu, żeby kupić to i owo. Jedziesz do pracy, aby zarobić małe co nieco. Jedziesz na urlop po to, aby wypocząć. I tak bez końca. Struktura celowych zachowań jest prosta: robisz X, aby Y. Przy czym zarówno X jak i Y to elementy dnia powszedniego. A tu nagle bum!: Po co to wszystko? Po co żyć? Jakoś nie bawią nas dpowiedzi typu: żeby zrobić herbatę, żeby kupić żelazko, żeby to, żeby owo. Nagle pragniemy czegoś innego, czegoś nie z tej beczki, czegoś patetycznego, abstrakcyjnego, czegoś spoza życia: dobra, prawdy, piękna, ojczyzny, historii, godności, wolności, wieczności, wartości, boga, szatana.
I tak bez końca.
A te abstrakcje to niby co?
Można być przekonanym, że istnieją równie konkretnie, jak kot czy piec. Tylko że nie tu, nie teraz, gdzieś, kiedyś. I że można się do nich jakoś doczłapać, doczołgać, że można się ich domyśleć lub dochrapać. No i ludziska się katują: jogą, dietą, filozofią, polityką, nacjonalizmem, wódką, religią, ekstremami i ekskrementami.
I tak bez końca.
Tylko niepostrzeżenie umieszczamy życie jako całość w kontekście zupełnie mu obcym, w kontekście abstrakcyjnych, niezmiennych, fikcyjnych form. Umieścić go chcemy w kontekście poza życiem, poza mózgiem tworząc paradoks: chcemy żyć poza życiem, a jego sens umieść poza nim.
Po co żyć? Po byle co. Byle było to życie.
nie wierząc w nic? Podobno każdy w coś wierzy, a przynajmniej ma >nadzieję. Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu. Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest >cel naszej egzystencji? Opierając się na tym, że żyjemy we wszechświecie, który kiedyś się skończy, >zniknie, nie ważne, czy za 20 minut czy za ileś tam miliardów lat, to po co chociażby ten cały >rozwój? Co z tego, że jednostka jest szczęśliwa, co z tego, że cały świat jest pełen szczęścia, >skoro i tak to się kiedyś skończy, tak jakby nigdy tego nie było? I czy skoro będzie tak, jakby >nigdy tego nie było, to czy w ogóle można powiedzieć, że to istnieje? Jaki sens ma ta cała syzyfowa >praca? Nie chodzi mi tutaj konkretnie o negowanie sensu uczenia się, rozwijania nauki, tylko >ogólnego sensu życia. Po co żyjemy, zakładamy rodziny, przeżywamy chwile radości? Chyba nie po to, >żeby 'zapisać się w historii'. To nie działa chyba w ten sposób, jak u ludzi: ktoś coś osiągnie, >powiedzmy taki Sokrates, i wiele wieków później coś o nim wiemy i wspominamy jego wielkość. >Wszechświat nie rządzi się ludzkimi prawami - pojawiliśmy się tutaj i znikniemy, niezapamiętani >przez nikogo, bo nikogo, kto mógłby nas zapamiętać, nie ma. Czy ludzie nie zdadzą sobie w pewnym >momencie sprawy, że są prawdopodobnie tylko skupiskiem neuronów, i to, że są szczęśliwi, nic nie >znaczy, nawet dla nich samych? >Starałam się, żeby to, co piszę, było dość zrozumiałe, mimo że nie poruszam tutaj wszystkich >aspektów tej sprawy, bo musiałabym napisać na ten temat długą pracę. Mam nadzieję, że ktoś będzie >potrafił odpowiedzieć mi na te pytania i wykazać jakiś błąd logiczny w moim myśleniu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | Konowal (6291 punktów) | > Tylko niepostrzeżenie umieszczamy życie jako całość w kontekście zupełnie mu obcym, w kontekście abstrakcyjnych, niezmiennych, fikcyjnych form. Umieścić go chcemy w kontekście poza życiem, poza mózgiem tworząc paradoks: chcemy żyć poza życiem, a jego sens umieść poza nim.Coś w tym jest, bo faktycznie rzeczy znane nie wydają się mieć sensu na dłuższą metę. Oczywiście ludzie mają ogromne pokłady samooszukiwania się co ułatwia unikanie pytania o sens życia  , ale ci co nie unikają tego pytania faktycznie raczej stawiają na to ze odp. jest w sferze poza życiem, w sferze jeszcze nieodkrytej niezbadanej.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >rzeczy znane nie wydają się mieć sensu na dłuższą metę.
W takiej sytuacji pewnym rozwiązaniem jest chyba kolekcjonowanie. Nudzi nas jedna rzecz, zaczynamy szukać podobnej, nieznanej: powstaje kolekcja. Nie tylko zresztą rzeczy: zalicza się kolejnych partnerów, kolejne przeżycia. Sensem staje się metoda poszukiwania ulotności.
>Oczywiście ludzie mają ogromne pokłady samooszukiwania się co ułatwia unikanie pytania o sens życia...
Czy unikanie pytania o sens życia musi być związane z samooszukiwaniem się? Skąd wiemy, że właśnie odpowiedź nie jest pomyłką, nawet oszustwem? Człowiek wmawia sobie, że coś było sensem życia, by u jego schyłku zrozumieć, że była to iluzja, że zmarnował swoje życie, a czasem i innym. Być może ów sens wygląda inaczej w różnych fazach życia? W dzieciństwie jest to samochodzik lub lalka, potem samochód, dom, wypasione konto, by na starość, gdzieś w hospicjum, było nim przeniesienie stopy przez próg?
>ci co nie unikają tego pytania faktycznie raczej stawiają na to ze odp. jest w sferze poza życiem, w sferze jeszcze nieodkrytej niezbadanej.
Z perspektywy naturalistycznej raczej w takim podejściu doszukiwałbym się ucieczki od sensu życia. Tym bardziej, że dokładna obserwacja takich struktur sensu zwykle pokazuje, że na fikcyjnych sensach ktoś robi ziemski interes. Struktura sensem xa jest ~x wydaje mi się podejrzana. Dlatego nie wierzę kapłanom i politykom: mamią innych sensem jak nie w przeszłości, to w przyszłości, dbając o swoje dobre samopoczucie tu i teraz.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 2 na 2 | jasenka (1863 punktów) | > W takiej sytuacji pewnym rozwiązaniem jest chyba kolekcjonowanie. Nudzi nas jedna rzecz, zaczynamy szukać podobnej, nieznanej: powstaje kolekcja. Nie tylko zresztą rzeczy: zalicza się kolejnych partnerów, kolejne przeżycia. Sensem staje się metoda poszukiwania ulotności.To także. Ale ja się chciałam pochwalić, że po pierwszym załamaniu w okresie młodzieńczego Sturm und Drang, pozbierałam swoje kości obleczone skórą z ziemi i zaczęłam się specjalizować w odnajdywaniu szczęścia w świadomości, że sensu nie ma i nie będzie. Po wielu latach naprawdę stało się to dla mnie rozrywką i wyzwaniem - to uczucie wspaniałej nieważkości, z której czerpię satysfakcję i radość, oraz parafrazując - cudowną lekkość bytu
|
|
| | |  | 6 na 6 | diogenes (42753 punktów) | > zaczęłam się specjalizować w odnajdywaniu szczęścia w świadomości, że sensu nie ma i nie będzie.Jeśli dobrze rozumiem: okazało się, że życie nie ma sensu. Czy warto jednak delektować się tym, że mu czegoś brakuje? Życie najwyraźniej może obyć się bez sensu. Podobnie jak świat, który może obyć się bez boga. Nie jest to jednak powód, aby z tej negatywności robić profesję. Po prostu problem ma się z głowy. I można spokojnie zająć się czymś pozytywnym, na przykład życiem, a nie brakiem jego sensu, albo światem, a nie brakiem w nim boga. > Po wielu latach naprawdę stało się to dla mnie rozrywką i wyzwaniem - to uczucie wspaniałej nieważkości, z której czerpię satysfakcję i radość, oraz parafrazując - cudowną lekkość bytu  Otóż to. A czy nazwiemy to sensem życia - jest już kwestią całkowicie drugorzędną.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | | jasenka (1863 punktów) | > Jeśli dobrze rozumiem: okazało się, że życie nie ma sensu. Czy warto jednak delektować się tym, że mu czegoś brakuje? Życie najwyraźniej może obyć się bez sensu.Warto delektować się znajdowaniem siły napędowej pomimo braku sensu czy prawidłowości. > Podobnie jak świat, który może obyć się bez boga. Nie jest to jednak powód, aby z tej negatywności robić profesję.Eee, no to za dużo powiedziane - profesja. Raczej specjalizacja psychiki. > Po prostu problem ma się z głowy. I można spokojnie zająć się czymś pozytywnym, na przykład życiem, a nie brakiem jego sensu, albo światem, a nie brakiem w nim boga.I nigdy nie czyha na Ciebie niebezpieczeństwo, że pewnego dnia nagle zastanowisz się nad tym nieszczęsnym sensem? Czy nie lepiej manipulować sobą jak ja, zanim zaskoczą Cię wątpliwości? Ludzie spodziewają się na ogół albo kary albo nagrody za swoje czyny, niekoniecznie nawet w religijnym znaczeniu. Gdy ja robię coś pożytecznego na przykład, nie spodziewam się z tego korzyści, i to niespodziewanie się nakręca mnie bardziej niż czekanie na nagrodę. Nie znaczy to, że nad tym w ogóle myślę całymi dniami. Takie moje własne kieszonkowe perpetuum mobile
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | >>rzeczy znane nie wydają się mieć sensu na dłuższą metę. >W takiej sytuacji pewnym rozwiązaniem jest chyba kolekcjonowanie. Nudzi nas jedna rzecz, zaczynamy szukać podobnej, nieznanej: powstaje kolekcja. Nie tylko zresztą rzeczy: zalicza się kolejnych partnerów, kolejne przeżycia. Sensem staje się metoda poszukiwania ulotności.
Ale jak już zdefiniowałeś ten sens, czyli kolekcjonerstwo czy ulotność to są już znane rzeczy i wydają się nie mieć sensu na dłuższą metę.
>>Oczywiście ludzie mają ogromne pokłady samooszukiwania się co ułatwia unikanie pytania o sens życia... >Czy unikanie pytania o sens życia musi być związane z samooszukiwaniem się? Oczywiście że nie, ale może być.
>Skąd wiemy, że właśnie odpowiedź nie jest pomyłką, nawet oszustwem?
No nie wiemy, ale możemy z pewną dozą prawdopodobieństwa to zakładać - tu właśnie samooszukiwanie się ma sporą rolę , czyli że wiemy że to nie to a jednak wmawiamy sobie że tak i zbieramy kolejne modele do naszej kolekcji jakby to miało jakiś większy sens.
>Człowiek wmawia sobie, że coś było sensem życia, by u jego schyłku zrozumieć, że była to iluzja, że zmarnował swoje życie, a czasem i innym. Być może ów sens wygląda inaczej w różnych fazach życia? W dzieciństwie jest to samochodzik lub lalka, potem samochód, dom, wypasione konto, by na starość, gdzieś w hospicjum, było nim przeniesienie stopy przez próg?
Na tym to szukanie polega - przez całe życie weryfikujemy kolejne założenia - no cóż niekiedy ze smutkiem i goryczą że się całe życie goniło za ułudą. Nikt nie powiedział że to właśnie my poznamy sens życia. No i oczywiście raczej mi chodzi o bardziej ogólny sens życia niż indywidualny.
>>ci co nie unikają tego pytania faktycznie raczej stawiają na to ze odp. jest w sferze poza życiem, w sferze jeszcze nieodkrytej niezbadanej. >Z perspektywy naturalistycznej raczej w takim podejściu doszukiwałbym się ucieczki od sensu życia. Tym bardziej, że dokładna obserwacja takich struktur sensu zwykle pokazuje, że na fikcyjnych sensach ktoś robi ziemski interes. Struktura sensem xa jest ~x wydaje mi się podejrzana. Dlatego nie wierzę kapłanom i politykom: mamią innych sensem jak nie w przeszłości, to w przyszłości, dbając o swoje dobre samopoczucie tu i teraz.
Pewnie masz rację. Mnie się też wydaje że sens życia nie będzie miał wiele wspólnych powiązań z ziemskim życiem czy to materialnym czy społecznym.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
3 na 3 damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | Jak się nie zna sensu, to zawsze można powiedzieć, że jego poszukiwanie jest sensowne. I tak oto masz sens.
Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
|
|
 | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | > Jak się nie zna sensu, to zawsze można powiedzieć, że jego poszukiwanie jest sensowne.> I tak oto masz sens.Czy sensowne to nie wiadomo, to się by dopiero okazało po jego odkryciu, ale na pewno jest to cel dla którego warto żyć 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
|  | damian1301 (937 punktów) (zablokowany) | > Czy sensowne to nie wiadomo, to się by dopiero okazało po jego odkryciu, ale na pewno jest to cel dla którego warto żyć  Sensowne w znaczeniu podejmowania najwłaściwszej decyzji opartej na dostępnych informacjach.
Jest nie do pomyślenia, by miłość naszego życia miała być czymś lekkim, czymś bez wagi.
|
|
2 na 2 | Freelog (158 punktów) | Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu. Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest >cel naszej egzystencji?
Masz rację. Też gapię się w ten ekran z przerwą na okno i wniosek taki sam. A skoro tu jestem, to chociaż wespre Cie w tym myśleniu. To faktycznie nie ma sensu. Ale zawsze każdy może sobie dobudować inną teorię. Te słowa są już przeszłością. A przyszłość, kto wie, co ta za rogiem.
|
|
1 na 1 | dr_Konieczny (5 punktów) | Człowiek jest wehikułem który ma zadanie powielania życia które umożliwi przetrwanie gatunku. Na tym polega natura.To jest sens życia człowieka. Wychować człowieka który pomaga w rozwoju świata,człowieka pokojowo nastawionego,człowieka że tak powiem kompletnego. Czy to się udaje? Raczej nie. Ale warto próbować. Szczęście jest w drugim człowieku i w jego dobroci.
|
|
 | | bohandas (842 punktów) | >Człowiek jest wehikułem który ma zadanie powielania życia które umożliwi przetrwanie gatunku. Na tym polega natura.To jest sens życia człowieka.
A dlaczego gatunek miałby przetrwać? I co takiego by się stało gdyby jednak nie przetrwał? W ogóle dlaczego przetrwanie gatunku miałoby mieć jakiś obiektywny sens.
|
|
1 na 1 | miss_Antropia (155 punktów) | Frigide, wedlug takiego rozumowania cały świat albo i wszechświat tak naprawdę nie ma sensu, nie tylko ludzka egzystencja. Po co taki pies, chomik,lew czy muszka ma żyć? A drzewa? To moze od razu zabijmy i zakopmy,a sobie strzelmy w łeb?  Roślinki tylko sobie rosną,zwierzątka tylko się rozmnażają i umierają - cóż tak funkcjonuje nasz świat czy się to komuś podoba czy nie. Upatrywanie sensu - pojmowanego w ludzkich kategoriach, jako celu (bo do takiego sposobu myślenia jesteśmy przywyczajeni) nie ma...sensu  . No właśnie. Można "zmarnować" całe życie szukając sensu,celu lub wmawiając sobie, że jest nim Bóg...tylko wtedy właśnie tracimy prawdziwy, ciężko uchwytny dla ludzkiego zrozumienia nie tyle sens, ile "przygodę" jaką jest życie,w tym ciele,w tej postaci, przezywanie, uczucia,emocje,obcowanie ze sztuką,naturą pięknem - zycie jakie by nie bylo, ma swe zalety,a pewnego rodzaju sensem jest mądrość w odkrywaniu ich,mądrość zachwytu nad ulotną chwilą,teraźniejszością, a nie gonienie za sensem,celem...zatrzymaj się i oddychaj chwilą, bo właśnie...nie będzie ona trwała wiecznie i nie dostaniesz już drugiej szansy  Ilu ludzi wierzących liczy na "rekompensatę","sens", "lepsze życie" po śmierci? Cóż przykro mówić im ,że nigdy tego nie dostaną, że zamiast wykorzystać obecne życie i jego piękno, wolą żyć mrzonkami i przyszłością,zamiast teraźniejszością... Jak powiedział/napisał kiedyś Dawkins - cieszmy się, tym, że w ogóle pośród tylu "kombinacji DNA" to właśnie nam przyszło się urodzić  ,a jeśli ktoś uważa życie jedynie za ciąg bólu i cierpień to niech zmieni je lub podejście do niego - sami budujemy nasze własne światy - to tylko kwestia "punktu widzenia/siedzenia"...Każdy nasz ruch,zachowanie,materie można rozłożyć na czynniki pierwsze...ale te procesy, oddziaływania to również fascynujące rzeczy!  A przynajmniej dla osoby,którą fascynuje nauka
|
|
 | | rdest (2492 punktów) |
>Cóż przykro mówić im ,że nigdy tego nie dostaną, że zamiast wykorzystać obecne życie i jego piękno, wolą żyć mrzonkami i przyszłością,zamiast teraźniejszością... Ależ oni żyją pełnią życia - i, jak sądzę, Twoja "prawda" do niczego nie jest im potrzebna.
Konformizm gwarantem spójności grupy
|
|
|  | 5 na 5 | miss_Antropia (155 punktów) | > >Cóż przykro mówić im ,że nigdy tego nie dostaną, że zamiast wykorzystać obecne życie i jego piękno, wolą żyć mrzonkami i przyszłością,zamiast teraźniejszością...> Ależ oni żyją pełnią życia - i, jak sądzę, Twoja "prawda" do niczego nie jest im potrzebna.Jeśli ktoś woli spędzić całe życie w złudzeniu, że czeka go przedłużenie tego życia po śmierci to proszę bardzo - na tą dolegliwość właśnie cierpią ludzie wierzący, bez względu na to, czy ktoś napisze, że "żyją pełnią życia" czy nie, perspektywa życia wiecznego, spotkania z bliskimi po śmierci itd. itd. zupełnie zmienia postrzeganie i zachowania ludzkie z punktu widzenia nie tylko psychologii. Człowiek osadzony w teraźniejszości, który wie, że NIE SPOTKA swoich bliskich czy kogokolwiek innego po śmierci, wykorzysta (przynajmniej hipotetycznie)lepiej czas jaki ma na tej planecie i nie zostawi niczego "na później". Ja mogę powiedzieć, że jako osoba świadoma końca ludzkiej egzystencji wraz ze śmiercią mózgu doceniam praktycznie każdy dzień, każde spotkanie z bliskimi, każdą chwilę spędzoną szczęśliwie z przyjaciółmi, a nawet czasem chwile smutku, zadumy - w każdym aspekcie można odnaleźć piękno otaczającego nas świata i się nim napawać - wiem, że mój czas jest ograniczony. Czym właściwie różnią się te mrzonki o nieśmiertelności od fascynacji ludzi wiecznie żyjącymi wampirami  - ten sam mechanizm - pragnienie nieśmiertelności...tylko PO CO ja się pytam? Czy rozbuchane ludzkie ego, nie potrafi choć na chwilę przystopować? Ludzie- istoty tak niedoskonałe, miałyby żyć wiecznie? A czemu to by miało niby służyć? Wieczna egzystencja? To pomysł tylko z pozoru atrakcyjny, pomysł, który podsuwają nam nasze najniższe instynkty, "program", który powoduje w człowieku paniczny lęk przed śmiercią i chęć jak najdłuższego egzystowania, "nie dać się zabić". Tak na marginesie - zauważyliście, że nikt z wierzących (albo naprawdę bardzo mały procencik) bierze pod uwagę, że może "nie pójść do nieba"?  Zawsze mnie to rozbawiało - "spotkamy się w niebie" - a kto ci cholerka powiedział, że twój bóg, nawet gdyby istniał, posłałby cię do nieba? :> Patrząc na listę grzechów i wmawianie ludziom przez rozmaite religie, że człowiek jest z natury zły/grzeszny, raczej wskazywały by na coś zupełnie innego.  , no ale nevermind. Nie ma potrzeby, ani sensu bać się śmierci, już kiedyś, przed narodzinami nie istnieliśmy, śmierć to tylko powrót do tego stanu niebytu - moim zdaniem wcale nie taka najgorsza perspektywa :> trzeba tylko przełamać ten pierwotny lęk, którym od tysiącleci karmią się religie.
|
|
| |  | | Konowal (6291 punktów) | > wiem, że mój czas jest ograniczony.No właśnie a Ty sie zajmujesz jakąś bzdurną walką z religią nie lepij pojechać do Holandii czy Czech na jointa niż siedzieć na racjonaliście i głupoty pisać. Żebyć chociaż miała jakiekolwiek pojęcie o religii której się czepiasz to można by podyskutować. Mówię daj se z tym spokój, oglądnij Kiepskich czy Ranczo posłuchaj Tuska o zielonej wyspie, a nie spędzaj czas przed klawiaturą  Powodzenia w życiu życzę
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) | Aha, to takie są wg Ciebie rzeczy sensowne? Kiepscy, Ranczo, Tusk i jointy? Moje kondolencje.
|
|
| | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > Aha, to takie są wg Ciebie rzeczy sensowne? Kiepscy, Ranczo, Tusk i jointy? Moje kondolencje.Trudne słowo, ale istniej "ironia" - proszę sobie wygooglać 
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
> Trudne słowo, ale istniej "ironia" - proszę sobie wygooglać  He, he... Jak to mówi stare polskie powiedzenie - uczył Marcin Marcina...
|
|
| | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | > >Trudne słowo, ale istniej "ironia" - proszę sobie wygooglać  > He, he... Jak to mówi stare polskie powiedzenie - uczył Marcin Marcina...A to sorry - prosty ze mnie chłopak i nie zawsze niuanse wychwycę, ale może to poziom dyskusji jakoś mnie niewłaściwie nastawił ..........
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | |  | | Ners (12 punktów) | >Aha, to takie są wg Ciebie rzeczy sensowne? Kiepscy, Ranczo, Tusk i jointy? Moje kondolencje.
To powyżej to była bardziej drwina niż rzeczywiste propozycje.
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
>To powyżej to była bardziej drwina niż rzeczywiste propozycje. Ciekawe w takim razie, czemuż to Konowal nie zaproponował miss_Antropii (drwiąco, rzecz jasna), by sobie pojechała do Nowego Jorku zwiedzić Metropolitan Museum of Art, tylko rzucił jointem i Kiepskimi?
|
|
| | |  | 5 na 5 | miss_Antropia (155 punktów) |
> > oglądnij Kiepskich czy Ranczo posłuchaj Tuska o zielonej wyspie, a nie spędzaj czas przed klawiaturą  Widać, po tym co napisałeś, że rzeczywiście jest to Twoja ulubione zajęcie. Dyskusja z osobą na Twoim poziomie zdecydowanie można zaliczyć do tracenia czasu - Zgadzam się.  A co do religii - problem polega na tym, że to głównie wierzący nie maja o niej pojęcia - mi religia wisi i powiewa - jest jedynie dobrym exemplum do prac naukowych o kulturze i psychologii. Ale rozumiem, że Ty zamiast czytać(bo o pisanie jakichkolwiek prac naukowych to nawet nie podejrzewam, bez urazy) wolisz palić jointy - czy to wtedy właśnie doznajesz cudownych wizji o charakterze religijnym? :>
|
|
| | | |  | -1 na 3 | Konowal (6291 punktów) | Nie za bardzo wiesz o czym piszesz, argumentów żadnych, a jeszcze osobiste wycieczki - no można i tak, choć sensu w tym niewiele.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| Paolo Monstro (6146 punktów) | >... posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu. ... pojawiliśmy się tutaj i znikniemy, niezapamiętani >przez nikogo, bo nikogo, kto mógłby nas zapamiętać, nie ma. ..
A co to jest 'sens' życia? Czy 'sens' życia może istnieć tylko gdy ludzkość trwa wiecznie i gdy ktoś będzie o Tobie czy o 'nas' pamiętał? Czy jeśli coś nie istnieje wiecznie to jest równoważne z 'nie istnieniem'? Może po prostu zmień to założenie? Do takich pojęć jak 'sens' logiczne rozumowanie nie ma zastosowania, bo musiałabyś to wpierw logicznie zdefiniować.
Dla człowieka 'wieczność' to nadzieja jaką ma podczas życia, po śmierci i tak nie ma znaczenia czy wszechświat upadnie sekundę czy miliard lat później, czy nigdy?
Jeśli potrzebujesz nadziei to pomyśl, że teoria o tym, że to wszystko upadnie jest dosyć 'świeża' i jak większość teorii będzie ulegała modyfikacjom (a może nawet zostanie obalona) co kilkadziesiąt, kilkaset lat. W perspektywie miliardów lat oznacza to, że dziś nie mamy pojęcia co się wydarzy i równie dobrze może nic się nie skończy? Matematycznie taki scenariusz ma i tak wieksze prawdopodobieństwo niż to, że istnieje wieczność definiowana, przez różne religie, więc będziesz i tak spała spokojniej niż wierzący w 'wieczność'.
|
|
| Ners (12 punktów) | >Ostatnio zadaję sobie pewne pytanie i nie mogę od dłuższego czasu znaleźć na nie odpowiedzi, więc >doszłam do wniosku, że może ktoś na forum pomoże mi rozwikłać tę sprawę. >Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc w nic? Podobno każdy w coś wierzy, a przynajmniej ma >nadzieję. Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu. Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest >cel naszej egzystencji? Opierając się na tym, że żyjemy we wszechświecie, który kiedyś się skończy, >zniknie, nie ważne, czy za 20 minut czy za ileś tam miliardów lat, to po co chociażby ten cały >rozwój? Co z tego, że jednostka jest szczęśliwa, co z tego, że cały świat jest pełen szczęścia, >skoro i tak to się kiedyś skończy, tak jakby nigdy tego nie było? I czy skoro będzie tak, jakby >nigdy tego nie było, to czy w ogóle można powiedzieć, że to istnieje? Jaki sens ma ta cała syzyfowa >praca? Nie chodzi mi tutaj konkretnie o negowanie sensu uczenia się, rozwijania nauki, tylko >ogólnego sensu życia. Po co żyjemy, zakładamy rodziny, przeżywamy chwile radości? Chyba nie po to, >żeby 'zapisać się w historii'. To nie działa chyba w ten sposób, jak u ludzi: ktoś coś osiągnie, >powiedzmy taki Sokrates, i wiele wieków później coś o nim wiemy i wspominamy jego wielkość. >Wszechświat nie rządzi się ludzkimi prawami - pojawiliśmy się tutaj i znikniemy, niezapamiętani >przez nikogo, bo nikogo, kto mógłby nas zapamiętać, nie ma. Czy ludzie nie zdadzą sobie w pewnym >momencie sprawy, że są prawdopodobnie tylko skupiskiem neuronów, i to, że są szczęśliwi, nic nie >znaczy, nawet dla nich samych? >Starałam się, żeby to, co piszę, było dość zrozumiałe, mimo że nie poruszam tutaj wszystkich >aspektów tej sprawy, bo musiałabym napisać na ten temat długą pracę. Mam nadzieję, że ktoś będzie >potrafił odpowiedzieć mi na te pytania i wykazać jakiś błąd logiczny w moim myśleniu.
Świata nie zmienisz, dalej będzie bezsensowna pogoń za pieniądzem, tytułami, potrzebą pracy by utrzymać dom, rozliczyć się z państwem, wyżywić siebie i rodzinę, mieć resztę na własne przyjemności. Być może kiedyś się to zmieni, lecz potrzeba najpierw tego byśmy osiągnęli wyższą świadomość, a potem nastąpił jeden wielki przewrót, który skończy z takim stylem życia. Sama możesz się od tego wszystkiego odciąć, od cywilizacji, która nakłada na Ciebie zbędne ograniczenia i zająć się po prostu życiem.
Same myśli na tematy czy żyć czy nie, po co i dlaczego są według mnie bezsensowne, choć i mnie trapiły jakiś czas temu. Korzystaj z życia tyle ile potrzebujesz, nie poddawaj się presji otoczenia, nie powielaj inteligentnych bądź wręcz przeciwnie trendów jeśli nie daje Ci to przyjemności. Znajdź receptę na swoje życie mając pod uwagę to wszystko co nakazuje nam cywilizacja, godząc to. Nie jest to proste dla nikogo, aby osiągnąć szczęście w dzisiejszych czasach, ale warto spróbować, bo niby dlaczego nie?
|
|
 | 2 na 2 | Alicja Duda (25557 punktów) | Prosimy wycinać niepotrzebne cytowanie poprzedników.
Zmień politykę, głosuj na kobiety.
|
|
max99 (-1 punktów) (zablokowany) | >Mam nadzieję, że ktoś będzie >potrafił odpowiedzieć mi na te pytania i wykazać jakiś błąd logiczny w moim myśleniu.
Ale nie ma tu żadnego błędu ^^. Przy założeniu, że po śmierci znikamy i przestajemy cokolwiek odczuwać/myśleć (a nie, że wybudzamy się z Matriksa w innej rzeczywistości ^^), życie nie ma żadnego sensu i najlepiej się od razu zabić, ale mało który ateista ci tak powie, bo jednak zwierzęce instynkty robią swoje i niektórzy nie potrafią tego zrozumieć - nawet ateiści. Człowiek, czy to ateista czy nie-ateista, jest zaprogramowany do unikania sytuacji mogących prowadzić do śmierci i do ciągłego dążenia do jakiegoś celu. Natury nie pokonasz. Potrzebny jest naprawdę silny bodziec, żeby pokonać wewnętrzne naturalne (mimo że nieracjonalne) lęki, które zostały ludziom wpisane w mózgi przez ewolucję. A tym bodźcem może być tylko inny lęk, który jest tak silny, że nawet silniejszy niż lęk przed zaprzestaniem swojej egzystencji. Niestety w naszej chorej opresyjnej kulturze, człowiek, który posiada jakiś lęk, który jest silniejszy od lęku przed śmiercią, jest uznawany za psychicznie chorego i wtrącany do szpitala psychiatrycznego, gdzie jest różnymi technikami przymuszany do przewartościowania swoich lęków tak, by pasowały do większości społeczeństwa. Jedynym wyjątkiem, a więc sytuacją, w której społeczeństwo się nie "czepia" osoby, która się czegoś boi bardziej niż śmierci i tym samym decyduje się na śmierć, jest lęk matki przed śmiercią swojego dziecka/płodu. Tylko w tym przypadku społeczeństwo nie będzie próbować uniemożliwić człowiekowi samobójstwa. A jak ktoś się boi starości bardziej niż śmierci, to prędzej go w kaftan zapakują, niż pozwolą mu na samobójstwo. No taka kultura. Po części ten przymus wynika moim zdaniem ze strachu innych osób, że jak pozwolą innym na swobodne się zabijanie, to sami zaczną wątpić w sens własnego życia, a to ich przeraża, bo się kłóci z naturalnymi instynktownymi lękami. Jeżeli Ty się czegoś boisz, to fakt, że ktoś inny się tego nie boi, napawa Cię lękiem jeszcze bardziej, bo gdyby wszyscy inni się też tego bali, to miałabyś przynajmniej wymówkę, żeby się do tego czegoś nie zbliżać.
A czy życie można w ogóle stracić? Moim zdaniem (dalej zakładając to, co napisałem na samym początku), życia stracić nie można. Z prostego powodu - po prostu strata wiąże się nierozerwalnie z poczuciem straty. Straciłem jabłko, bo CZUJĘ/WIEM, że straciłem to jabłko i odczuwam z tego powodu żal. Zaś przestając istnieć nie możesz żałować, że już nie istniejesz, a więc z tego wynika natychmiast, że nie możesz stracić swej egzystencji. ^^ Ale to tylko teoria, a w praktyce i tak wygrywają instynktowne lęki, które z racjonalnością nie mają nic wspólnego ^^.
|
|
 | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | Nie do końca jest dla mnie zrozumiały koncept, wedle którego życie koniecznie musi mieć jakiś szczególny, nadrzędny "sens", by człowiek chciał je kontynuować.
|
|
|  | -1 na 3 max99 (-1 punktów) (zablokowany) | Liliaczko, odpowiedź jest bardzo prosta. Przestając je kontynuować możesz tylko zyskać, bo unikniesz wielu zagrożeń z nim związanych ^^. Jednocześnie, jak już wcześniej napisałem, życia nie można stracić, a więc samobójstwo zawsze wyjdzie na plus ^^. A to chcenie - to chcenie to nadal tylko zwierzęce instynkty i nic innego. Jeżeli ktokolwiek mówi, że chce żyć z powodów innych niż zwierzęcy instynkt, to najzwyczajniej kłamie, albo sam nie wie, co gada ^^.
Zupełnie inną sprawą jest kwestia techniczna. Większość prób samobójczych się nie udaje i ludzie kończą jako kaleki albo w szpitalu psychiatrycznym. A więc w większości przypadków mają po takiej próbie jeszcze gorzej niż wcześniej. A rząd, jak już pisałem wcześniej, robi co może, żeby ludziom śmierć jeszcze bardziej utrudnić.
|
|
| |  | 2 na 2 | liliac (147340 punktów) | >Liliaczko, odpowiedź jest bardzo prosta.
Na tym forum przekręcanie cudzych pseudonimów jest bardzo źle widziane. Nie rób tego więcej.
>Przestając je kontynuować możesz tylko zyskać, bo unikniesz wielu zagrożeń z nim związanych
To kwestia prywatnej hierarchii wartości. Rezygnacja z kontynuacji to jednocześnie gwarancja zakończenia odbioru także bodźców przyjemnych.
|
|
| | |  | -1 na 1 max99 (-1 punktów) (zablokowany) | >Na tym forum przekręcanie
To tylko zdrobnienie, jak Dorotka, Szarlotka itd. ^^
>To kwestia prywatnej hierarchii wartości. Rezygnacja z kontynuacji to jednocześnie gwarancja zakończenia odbioru także bodźców przyjemnych.
Ale tu dochodzimy do paradoksu, czyli tego, co pisałem wcześniej. Strata jest związana z poczuciem straty. Nie można stracić odbioru bodźców przyjemnych poprzez zaprzestanie egzystencji, ponieważ nigdy się nie odczuje i nie pożałuje straty tych bodźców. Jednak chęć dalszego odczuwania bodźców przyjemnych jest również niczym innym jak tylko nieracjonalną instynktowną potrzebą, ponieważ chęć taka jest ewolucyjnie "korzystna". Z tego też powodu ludzie wolą w grę komputerową grać, niż ją wygrać, bo jak ją wygrają, to już nie mają bodźców i coś ich wtedy "uwiera" - bo instynkt tak działa, żeby ciągle za czymś się uganiać.
Twoja wypowiedź to tak jakby ktoś mówił, że narkoza podczas operacji nie ma sensu, bo w jej trakcie człowiek jest nieprzytomny, a więc I TAK NIE ZAUWAŻY, że nie odczuwa bólu. To po co komu ta narkoza? W tym samym sensie można zapytać: To po co komu ta śmierć?
|
|
| | | |  | 5 na 7 | liliac (147340 punktów) | >>Na tym forum przekręcanie >To tylko zdrobnienie, jak Dorotka, Szarlotka itd.
Na razie jest ostrzeżenie. Następny będzie ban.
>Strata jest związana z poczuciem straty. Nie można stracić odbioru bodźców przyjemnych poprzez zaprzestanie egzystencji, ponieważ nigdy się nie odczuje i nie pożałuje straty tych bodźców.
Nie mówimy o odczuciach/ich braku po zakończeniu egzystencji, tylko o aktualnej decyzji o rezygnacji z nich. Dla mnie różnica jest zauważalna.
>Twoja wypowiedź to tak jakby ktoś mówił, że narkoza podczas operacji nie ma sensu, bo w jej trakcie człowiek jest nieprzytomny, a więc I TAK NIE ZAUWAŻY, że nie odczuwa bólu. To po co komu ta narkoza?
Bezsensowna medycznie analogia. Ciało jak najbardziej ból odczuwa i nań w sposób klinicznie istotny reaguje.
|
|
| Bonum Commune (7 punktów) | Przede wszystkim do odpowiedzi mogę użyć już doskonale znanego "Carpe diem" jednak sądzę, że nie do końca chcesz przyjąć tą zasadę, szukasz czegoś więcej(godne podziwu). Nie umiem udzielić odpowiedzi jaki jest sens istnienia, "carpe diem" nie daje nam odpowiedzi, mówi "pomińmy to". Przyznam szczerze, że miałem już podobne przemyślenia, jednak ja wtrąciłem w to nawet chrześcijan(bardzo możliwe, że inne religie również do tego pomysłu będą pasować, jednak moja wiedza na ten temat jest zbyt mała, żeby wysnuwać takie teorie). Zastanówmy się nad tym jaki jest sens istnienia, nawet jeśli wierzymy w wieczne szczęście po śmierci,co wtedy kiedy będziemy już otoczeni tym bezgranicznym szczęściem? Cel naszej egzystencji zniknie już całkowicie, bo nie będziemy musieli już nawet o nic walczyć, wszystko będzie podane na srebrnej tacy. Sądzę, że określenie definitywnego sensu istnienia nie jest możliwe. To wyścig z cieniem, biegniemy, uciekamy, jednak on cały czas jest z nami, wtedy wychodzi słońce, cień znika, tylko po to żeby powrócić(Myślę, że trochę metafor nie zaszkodzi  Pozdrawiam Panią bardzo gorąco i chylę czoła przed Pani pięknym umysłem.
|
|
3 na 3 | fiiś (1053 punktów) | >Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc w nic?
>Po co żyjemy, zakładamy rodziny, przeżywamy chwile radości?
Rzeczywiście, dla osób niewierzących sens życia, czy jego cel jest rzeczą umowną i trzeba, myślę, przejść nad tym do porządku dziennego. Sami musimy sobie takie cele znaleźć i dlaczego mielibyśmy tego nie robić. Uciekać od prawdy, od własnych przekonań (w tym przypadku ateistycznych), oszukiwać się tylko po to aby sobie w tym względzie ułatwić życie, byłoby niepoważne.
Być sobą, w zgodzie ze swoimi przekonaniami, z rozwijającą się wiedzą naukową, próbując żyć w harmonii z otoczeniem, w tym innymi ludźmi, szukać osobistego szczęścia i dzielić się nim z innymi.... to cały zespół celów, które można swemu życiu nadać. Sami możemy to zrobić i nie potrzeba do tego żadnej religii ani wiary.
Nie muszę wierzyć, że to co sobie założyłem (powyższe) ma sens, choć ma, choćby ewolucyjny czy społeczny. Wystarczy, że dokonam takiego wyboru.
|
|
9 na 9 | sawra (286 punktów) | Był taki czas, że tego typu wątpliwości prawie zeżarły mnie ze szczętem. Później się okazało, że mam problem ściśle związany z serotoniną. Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć że rzeczywiście; życie nie ma sensu, tyle dla zdrowego organizmu to żaden problem. Jest to temat do dyskusji i zapewne wyciągania z niej jakichś wniosków, ale zaprzątanie sobie tym głowy na serio, prowadzi jedynie do destrukcji. Kwestia wiary czy niewiary, odgrywa tu niewielką rolę. Brak poczucia sensu życia, jest zazwyczaj (jeśli nie zawsze) stanem chorobowym, a wiara w coś nieistniejącego jest jedynie środkiem przeciwbólowym. Niestety, raka nie da się wyleczyć morfiną. Jeśli chodzi o mnie, to utracony sens życia łapię zawsze podczas wycieczek w nieznane  . Pogryzły mnie mrówki, psy, podrapały koty, użarła morena, pokiereszowały meduzy, pocięły osy, parę razy mało brakowało abym się utopiła, odmroziła nogi albo połamała wszystkie kości spadając ze skał. Jednak za każdym razem, gdy lezę "diabłu w zęby", nie zastanawiam się nawet przez ułamek sekundy po co żyję i czy to co robię ma sens. Czuję się jak małpa w bananowym gaju, delfin w morzu, wilk na szlaku, leniwiec na gałęzi i zając w norze. Logika jedno, radość życia drugie. Pozdrawiam.
· Nie należy ludzi sądzić według ich przekonań, lecz według tego, co przekonania z nich czynią.
|
|
 | 2 na 2 | martok (1115 punktów) |
Dałem Ci za tę wypowiedź plusa (ogromnego), ale jedna kwestia nie jest dla mnie tak oczywista, jak dla Ciebie. Mianowicie to, iż:
> Kwestia wiary czy niewiary odgrywa tu niewielką rolę.
Jak wynika z moich osobistych obserwacji, Kościół tak jakoś wszystko pokręcił, że w efekcie katolicy potwornie boją się śmierci, dużo bardziej niż niewierzący. A im jakiś katolik był w życiu lepszym człowiekiem, tym bardziej się boi. Bowiem wszyscy, nawet najświętsi ludzie, popełniają w życiu różne świństwa, ale tylko dobrzy ludzie widzą dokładnie, że to właśnie były świństwa i nie znajdują dla nich usprawiedliwienia. A gromy, które się na w nich przez całe życie walą z ambon w czasie każdej mszy, uświadamiają im, że całe to katolickie "grzechów odpuszczenie" to jakaś lipa, gdyż straszliwa kara grozi im za wszystko: prezerwatywa - piekło;aborcja - piekło; głosowanie na Tuska - piekło; stosunek przed ślubem - piekło; in vitro - piekło; anty-antysemityzm - piekło...
Czy nie sądzisz, że taka tresura może mieć jakiś wpływ na zdrowie psychiczne? Przed tym wpływem zresztą rozsądniejsi katolicy bronią się w ten sposób, że w Boga to może i wierzą, ale do kościoła nie chodzą, żeby się bez sensu nie stresować.
|
|
4 na 4 | martok (1115 punktów) |
>Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc
Też mnie - jak każdego - ta sprawa ciekawi i na innym wątku umieściłem na ten temat pewne uwagi. Próbowałem zrobić linka do tej swojej wypowiedzi, ale mi to nie wychodzi, bo cienki jestem w tych sprawach. Powtórzę więc swoją wypowiedź, choć jest to niedozwolone i mnie pewnie za to wyrzucą z tego forum:
Moim zdaniem podstawowe nie jest pytanie: jaki to wszystko ma sens, lecz: co jest prawdą. Wierzący żyją iluzją nagrody w raju (dla jednych tą nagrodą są chóry anielskie, na innych czeka w raju dwadzieścia hurys, dla jeszcze innych jest to reinkarnacja z niewolnika we właściciela niewolników). Tyle, że to właśnie iluzja. Nie ma wielkich szans na istnienie Boga nagradzającego po śmierci. Gdyby był taki dobry, dałby nam po prostu lepsze życie tu na Ziemi. Nie komplikowałby prostych spraw tak niedorzecznie. A jaki jest sens życia żyrafy, co z jej nagrodą za piekielnie ciężkie życie? O ludzi Bóg dba, a o zwierzątka nie? Rzekomy sens życia u katolików to typowe myślenie życzeniowe - oni po prostu chcieliby pójść do raju, który sami wymyślili. Ale mają pecha - raju nie ma. Mają jednak szczęście o tyle, że piekła też nie ma.
Ateiści czynią swoje życie sensownym nie odwołując się do dziecinnych mrzonek o nagrodzie i karze. Po prostu starają się rozsądnie zagospodarować te niewiele lat, które przyroda im dała, bacząc, aby w miarę możliwości nie krzywdzić innych ludzi, gdyż ci inni chcieliby tego samego - jako tako to życie przeżyć, i może nawet - kto wie, przy okazji przysłużyć się innym, na przykład przyszłym pokoleniom.
|
|
2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > .. Opierając się na tym, że żyjemy we wszechświecie, który kiedyś się skończyChyba nie wszyscy wierzą w taki rozwój wydarzeń (np. ja w koniec świata nie wierzę (wolno mi?  ). > Wszechświat nie rządzi się ludzkimi prawamiCo do tego zgoda. Niekoniecznie sprzyja ludzkim zamysłom czy projektom. W zasadzie wcale nie sprzyja lecz pozostaje ślepy i obojętny, nawet nie zły tylko 'potwornie' wobec naszych praw neutralny. > ..znikniemy, niezapamiętani przez nikogo, bo nikogo, kto mógłby nas zapamiętać, nie ma.Jeśli nawet tak będzie, to trudno. Pół biedy, że my pamiętamy o nieżyjących, którzy nie wiedzieć po co wykonywali rysunki na ścianach jaskiń czy płaskowyżach Arizony. Choćbyśmy sami popadli w zapomnienie, to (póki żyjemy) wolno nam pamiętać myśli zamierzchłych przodków błędniej lub trafniej w słowach i liczbach wyrażone, dotykać przedmiotów ludzką ręką zrobionych, oglądać budowle z większą czy mniejszą pomysłowością skonstruowane.. Nawet w poczuciu totalnego bezsensu nie wszystko się chyba zdaje równie bezsensowne - zatem również wtedy jest możliwość pogłębiania bezsensu albo nie (to drugie można od biedy uznawać za 'zalążki' sensu). > Czy ludzie nie zdadzą sobie w pewnym momencie sprawy, że są prawdopodobnie tylko skupiskiem neuronów, i to, że są szczęśliwi, nic nie znaczy, nawet dla nich samych?"Nawet"(?) dla jednostki? Ale może znaczy coś dla innych (dla rodziny, grupy, rodaków, .. )? Chodziłoby o szczęście schopenhauerowskie, które "trudno znaleźć w sobie a gdzie indziej nie sposób"? Ważniejsze byłoby dla sensu życia to, że jest własne (posiadane), niż że żyjące (choćby cudze)? [Jeśli tak, to pozostaje wiara religijna, która 'gwarantuje' osobiste trwanie na wieki wieków.]
|
|
| matekkk (134 punktów) | > Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest cel naszej egzystencji?
Jeśli Boga nie ma, a wszystko wskazuje na to, że go nie ma, to celem mojej egzystencji jest przeżyć te statystyczne kilkadziesiąt lat życia najlepiej( najfajniej) jak się da.
Największym skurwysyństwem tego świata jest fakt, że wielu ludzi nie ma szans przeżyć fajnie swojego życia. Być może dlatego powstała wiara w życie po śmierci.
|
|
1 na 1 | Marek Matejewski (3695 punktów) | Z bardzo dużym prawdopodobieństwem homo habilis nie rozważał czegoś takiego jak sens swojego życia, tak samo jak nie robi tego współcześnie żaba.
Ewolucja mózgu stopniowo prowadziła do wykształcenia się umiejętności coraz bardziej abstrakcyjnego myślenia. Podczas gdy nasi przodkowie w pewnych sytuacjach mających znaczenie dla przetrwania gatunku potrafili oceniać celowość (sens) pewnych zachowań, tak my współcześnie robimy to przy niemal każdej okazji. Przedstawiciel wspomnianego homo habilis mógł np. analizować czy jest "sens" polować w grupie? Jeśli przekonał się, że przynosi to korzystne rezultaty uznawał takie zachowanie za "sensowne". Prawdopodobnie tak rodziły się pierwsze "sensy".
Człowiek współczesny zderza się z problemem regresu. Problem sensu to właśnie problem regresu. Próbując zrozumieć świat potrafimy zadawać pytania w sposób łańcuchowy. Przykład: Dlaczego chodzimy do szkoły? - Żeby zdobyć wiedzę. Dlaczego zdobywamy wiedzę? - Żeby zwiększyć swoje życiowe szanse. Dlaczego mamy je zwiększać? - W ten sposób zwiększymy szanse na przekazanie genów. Dlaczego mamy je przekazywać? - To nie nasze zadanie, to nasze geny dążą do tego niezależnie od nas. Dlaczego to robią? Itd...
Każdy łańcuch doprowadzi nas prędzej czy później do pytań w rodzaju: 1) "Dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje?" (pytanie o przyczynę) 2) "Po co w ogóle cokolwiek istnieje?" (pytanie o cel, sens).
Jedną z odpowiedzi na pierwsze z tych pytań zaproponował Stephen Hawking. Wywnioskował, że pytanie o przyczynę wiąże się nierozłącznie z ciągiem przyczynowo-skutkowym. Taki ciąg może zachodzić tylko w czasie. Jednak to dopiero Wielki Wybuch sprawił, że wraz z nim powstał czas. Wielki Wybuch był więc zdarzeniem, które nastąpiło bez jakiejkolwiek przyczyny i tu regres się kończy, gdyż pytanie o "przyczynę" traci "sens".
Odpowiednikiem wydawać mogłaby się sytuacja, gdy pytanie o "sens" nie posiada swojej "przyczyny". Regresu unikniemy tylko wówczas, gdy nie znajdzie się żadna "przyczyna" kreująca "sensy"... a przyczyną tą jesteśmy my - ludzie.
|
|
 | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Ewolucja mózgu stopniowo prowadziła do wykształcenia się umiejętności coraz bardziej abstrakcyjnego myślenia.Racja i w jej świetle nieco mijają się z prawdą Twoje spostrzeżenia: > - W ten sposób zwiększymy szanse na przekazanie genów.> Dlaczego mamy je przekazywać?> - To nie nasze zadanie, to nasze geny dążą do tego niezależnie od nas.Geny na posiadanie maksimum potomków już dawno przegrywają z genami na posiadanie maksimum gadżetów. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
2 na 2 | Rocky89 (20 punktów) | Jaki jest sens życia? Życie samo w sobie jest sensem. Bo niby jaką mamy alternatywę do życia? Tylko śmierć, czyli nicość. A mając do wyboru coś albo nic wybieramy coś i żyjemy. No a skoro już żyjemy to dostosowujemy się do otoczenia, do pewnych zasad i staramy się, żeby te życie było jak najlepsze.
Rzeczywiście myśląc o tym w szerokim ujęciu czasowym te życie jest pozbawione sensu. Nasze istnienie ma takie samo znaczenie jak życie dinozaurów - były i się zmyły. Tak samo skończy się kiedyś ludzka cywilizacja. Ale chyba najlepiej unikać częstych przemyśleń na ten temat bo wnioski są raczej smutne.
|
|
| Zwykły (1 punktów) | Cześć  nie jestem tu od dawna i być może odstaje wiedzą i doświadczeniem od innych tu obecnych ale wydaje mi się, że odpowiedź na Twoje pytania i wątpliwości jest prosta i dość oczywista  Cała sprawa rozbija się własnie o to od czego zaczęłaś tzn o wiarę. Jeżeli wyjdziesz z założenia że istnieje tylko świat materialny ten który ogarniamy i poznajemy 5 zmysłami to bardzo szybko dobrniesz do momentu w którym wszystko okaże się bezsensowne... Materialny świat jest nietrwały i śmiertelny więc wszystkie starania wydają się śmieszne i bezcelowe. Jeżeli natomiast dopuszczasz istnienie innych światów i rzeczywistości sprawa wygląda wtedy zupełnie inaczej. Nie znam Cie niestety nawet nie miałem okazji poczytać Twoich innych wpisów więc trudno mi coś więcej dodać  Ale chętnie rozwinę wypowiedź jeśli kiedyś się odezwiesz aż żaluje że dopiero dziś trafiłem na to forum bo już jest ciekawie  pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Jeżeli wyjdziesz z założenia że istnieje tylko świat materialny ten który ogarniamy i poznajemy 5 zmysłami to bardzo szybko dobrniesz do momentu w którym wszystko okaże się bezsensowne...Wszystko bezsensowne? Robić i nie robić? Leżeć i stać? Myśleć i nie myśleć? Żyć i nie żyć? A jak konkretnie dochodzi się do "momentu w którym wszystko okaże się bezsensowne..." od "założenia że istnieje tylko świat materialny ten który ogarniamy i poznajemy 5 zmysłami" (nota bene informacje odbierane przez zmysły trzeba jeszcze przetworzyć, aby przyzwoite poznanie w ogóle zaistniało)? > Materialny świat jest nietrwały i śmiertelny więc wszystkie starania wydają się śmieszne i bezcelowe.A jeśli się komuś nie wydają to co? > Jeżeli natomiast dopuszczasz istnienie innych światów i rzeczywistości sprawa wygląda wtedy zupełnie inaczej.Ale jak konkretnie? I co z tego wynika? > Ale chętnie rozwinę wypowiedź jeśli kiedyś się odezwiesz aż żaluje że dopiero dziś trafiłem na to forum bo już jest ciekawie Ależ rozwiń, rozwiń, choć zapowiada się nieciekawie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
-3 na 3 | borsuk (-5 punktów) | Twoje rozumowanie jest jak najbardziej logiczne - jeśli po śmierci nie ma nic i wszystko się kiedyś skończy to życie nie ma sensu. Ale jeśli to życie się nie kończy po śmierci? Jeśli istnieje Miłość, która jest osobą i która chce żebyś była szczęśliwa i żyła wiecznie? Nawet jeśli nie jesteś w stanie uwierzyć w taką Miłość, to przecież masz 50%szans na to że Bóg istnieje i 50% że nie istnieje. Zacznij się pytać Boga i prosić o znaki "szukajcie, a znajdziecie". Jezus mówi wprost "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem". Jeśli będziesz to robić z czystą intencją, nie zakładając z góry, że to bez sensu, to znajdziesz sens życia. Bóg, jak to wynika z samej Jego definicji, jest ponad ludzkim rozumem. Nie znajdą go Ci, którzy jako bezwzględny punkt odniesienia przyjmują rozum ludzki, który jest niedoskonały. Ja się Go zaczęłam pytać o sens życia, mimo, że wcale nie miałam pewności, czy Ten, do kogo mówię, istnieje. I dał mi odpowiedź  jestem szczęśliwym człowiekiem, bo wiem, dokąd idę
|
|
 | 3 na 3 | hubin (2274 punktów) | > to przecież masz 50%szans na to że Bóg istnieje i 50% że nie istnieje.Możesz przedstawić jakieś rozszerzenie, na jakiej podstawie szacujesz? > Bóg, jak to wynika z samej Jego definicji, jest ponad ludzkim rozumem.Nie tylko on ale i jego samozwańczy słudzy zdaje się też... > Nie znajdą go Ci, którzy jako bezwzględny punkt odniesienia przyjmują rozum ludzki, który jest niedoskonały.Śmiem sądzić, że twój bez dwóch zdań, rozmawiasz z wymyślonymi kolegami. > Ja się Go zaczęłam pytać o sens życia, mimo, że wcale nie miałam pewności, czy Ten, do kogo mówię, istnieje. I dał mi odpowiedź jestem szczęśliwym człowiekiem, bo wiem, dokąd idę Mam nadzieję, że nie nazbyt wartkim krokiem, potem będziesz miał daleką drogę z powrotem...
Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
|
|
| exeqtor (359 punktów) |
>Jak można żyć i po co żyć, nie wierząc w nic? Podobno każdy w coś wierzy, a przynajmniej ma >nadzieję Dobrym przykładem że można żyć nie wierząc w nic mogą być wszystkie inne zwierzęta niżeli ludzie, ich mózgi nie pozwalają na takie rozważania (przynajmniej z pobieżnych obserwacji)by jeszcze lepiej to skontrastować można wziąć też pod uwagę rośliny. Wybacz że w ten sposób to tak opisuje. Problem stwarza się gdy próbuje się uzasadnić sumę działań swego życia (tych działań które juz się stały i tych które się przewiduje)nadrzędnym celem, który może być nie znany, ale czy brak świadomości nadrzędnego celu udaremnia wszelkie wysiłki, działania ? Jaśniej widzą to chrześcijanie (nie wszyscy bo różni są ludzie), celem ludzkiego życia jest zbawienie. Nawet jeśli się mylą to wedle etyki dekalogu piknie scenariusz życia sobie zagrają.
> Ale posługując się logicznym rozumowaniem, w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nic >nie ma sensu. Zakładając, że w ogóle istniejemy, a przynajmniej ja istnieję, bo myślę, to jaki jest
Nie koniecznie. Pochopne to rozumowanie. Na tym poziomie świadomości, długości poświęcenia tematu mogłaś dojść do takiego wniosku. Jednak nie wiesz co przyniosły by dłuższe rozważania. Myślę że trzeba też na to spojrzeć z tej strony że możemy nie być aż tak mądrzy by znaleźć odpowiedz na te pytanie. To że jesteśmy najbardziej rozwiniętymi zwierzętami tej planety może nas pchać w pychę jakobyśmy rozum mieli rozwinięty bardzo wysoko choć tylko maksymalnym punktem odniesienia jesteśmy my sami pomiędzy naszymi. Pije tak bo czy foton wie że gdyby nie on nie było życia na innej planecie. Czy roślina może zdawać sobie sprawę że gdyby nie ona nie istniało by wszystko co bez tlenu nie może się obejść. Idąc dalej tym tropem, czy komórki naszego ciała wiedzą jaki to system budują, i czy my możemy wiedzieć jakim to celom zakładając wyższym możemy służyć ? Coś w nas jest co naturalnie chce się przez nas realizować. Najgorszym wypadkiem było by przyjęcie że nic nie ma sensu więc działać się nie powinno i stosownie należało by się w taki wypadku zamienić w kamień. Trzeba iść na przód, by nasz przyszłe pokolenia doskonalsze od nas były może uda się im odpowiedzieć na te pytanie, choćby to naszym celem mogło by być, etapem na drodze do celu w którym jest odpowiedz czym jest cel.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|