 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-04-2012 22:03 | Hodża (11172 punktów) | Definicja humanizmu
4 na 4 | Polska Wikipedia definiuje w pierwszym zdaniu artykułu traktującego o humanizmie ten ruch następująco: Cytat:Humanizm - prąd filozoficzny, etyczny i kulturowy, uznający człowieka za najwyższą wartość i podkreślający jego godność. Angielska Wiki rozpoczyna się opisem dużo bardziej przegadanym i o ile to możliwe, niejasnym. Artykuł Jacka Tabisza ( www.racjonalista.pl/kk.php/s,7922 ) uświadomił mi, że to pojęcie stało się czymś w rodzaju pola walki między siłami religijnymi a resztą świata o to, kto je lepiej "zagospodaruje", że tak to ujmę. To małe słówko okazuje się zatem bardzo ważne, istotnie, uważa się, że tzw. "postęp" ludzkości w kierunku bardziej ludzkich, właśnie humanitarnych stosunków społecznych i lepszych warunków życia miał miejsce w okresach, w których dominujący głos uzyskiwały prądy umysłowe przyznające człowiekowi prymat przed bytami, których cielesna kondycja nie mogła być nigdy przedmiotem jego trosk w stopniu porównywalnym do atencji, jaką z mocy naturalnej konieczności zmuszony jest darzyć własną materialną powłokę. Proponuję więc rzecz nader nieskromną. Tego rodzaju ogólniki dotyczące humanizmu nie mogą za sobą porwać "mas" - widząc takie mętniactwo, prosty człowiek może słusznie podejrzewać, że za takimi słowami kryć się muszą jacyś, przepraszam za wyrażenie, filozofowie lub historycy kultury. Proponuję więc podjęcie próby sformułowania racjonalnej (a więc wynikającej z rozumnego namysłu) definicji humanizmu, na tyle precyzyjnej, by wykluczała możliwość wykorzystywania jej przez tych, którzy w imię deklarowanego humanizmu chcieli by w rzeczywistości za jej pomocą zaprowadzać nieludzkie porządki (jak to miewało już miejsce niejednokrotnie) a jednocześnie na tyle ogólnej, by intuicyjnie była zgodna z powszechnym rozumieniem istoty znaczeniowej tego terminu. Czy to w ogóle jest możliwe? Ano, spróbujmy. Humanizm - postawa światopoglądowa uznająca, że najwyższą wartością jest minimalizacja cierpień oraz dążenie do dobrostanu polegającego na zdrowiu fizycznym i psychicznym jak największej ilości istot ludzkich ; również prąd intelektualny poszukujący dróg umożliwiających praktyczną realizację celu, jakim jest osiągnięcie tego stanu rzeczy; wreszcie - postawa praktyczna, przejawiająca się w podejmowaniu działań w kierunku jego osiągnięcia.Jest to definicja zawierająca trzy poziomy: aksjologiczny, teoretyczno - naukowy i pragmatyczny. Nie potrzebuje żadnych metafizyk, wystarczy znajomość medycyny; implikuje demokrację; de facto unieważnia religie. Co o tym myślicie? Oczekuję krytyki i - być może, lepszych propozycji. Pozdrawiam  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Dla mnie humanizm nie może sprowadzać się li tylko do zainteresowania człowiekiem. Czy humaniście przystoi brak zainteresowania losem zwierząt, roślin? Czy humanizm może pomijać przyszłość planety Ziemia? A co z innymi obiektami Wszechświata? Czy np. humanizm ma pozwalać na terraformowanie planet kosztem ich natywnych mieszkańców?
Humanizm w zaproponowanej przez ciebie definicji źle mi się kojarzy, mianowicie z biblijnym wersetem "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną".
Pieprzę, nie solę.
|
|
 | 2 na 2 | fiiś (1053 punktów) | >[color=#330000]Dla mnie humanizm nie może sprowadzać się li tylko do zainteresowania człowiekiem. Czy humaniście przystoi brak zainteresowania losem zwierząt, roślin? Czy humanizm może pomijać przyszłość planety Ziemia? A co z innymi obiektami Wszechświata? Czy np. humanizm ma pozwalać na terraformowanie planet kosztem ich natywnych mieszkańców? Ciekawa uwaga, ale czy skrojona na użytek powyższego definicja nie powinna odnosić się raczej do terminu n.p. posthumanizm? A tak na marginesie, nie mam nic przeciwko temu, aby n.p. posthumanizm był terminem wartościowanym wyżej niż humanizm. Jeśli tak, to może zaproponowana przez autora wątku definicja nie jest taka zła?
|
|
|  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Ciekawa uwaga, ale czy skrojona na użytek powyższego definicja nie powinna odnosić się raczej do terminu n.p. posthumanizm? >A tak na marginesie, nie mam nic przeciwko temu, aby n.p. posthumanizm był terminem wartościowanym wyżej niż humanizm. >Jeśli tak, to może zaproponowana przez autora wątku definicja nie jest taka zła?
To "post" źle się kojarzy. Nie, myślę, że "humanizm", bez żadnych przymiotników w rodzaju "świecki", "religijny" itp. jest w zupełności wystarczający. Trzeba doprecyzować to pojęcie i oczyścić je z pasożytniczych dodatków, które za lat kilkadziesiąt czy kilkaset mogą obrócić to słowo w jeden z postulatów Ojców Kościoła. Ta moja pewność, że to samo słowo zawiera w sobie pewną niezmienną treść stanowiącą jego nieprzemijającą wartość wynika z tego, że intuicyjnie wszyscy wiedzą, o co chodzi w humanizmie, ale - jak zwykle - problem polega na tym, by nazwać to bardziej jasno, stosując wyrażenia, które nie wykolejają dyskusji na bezdroża jałowych dysput wokół innych definicji. Tu szczególnie potrzebna jest pewna intelektualna dyscyplina.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 3 na 3 | fiiś (1053 punktów) | Zgadzam się, że w przypadku terminu humanizm, to człowiek powinien być w centrum. Korci mnie natomiast pewien wątek poboczny i stąd moje pytanie przy okazji: Czy uważasz, że człowiek jest i będzie ostatnim słowem ewolucji, czy też pojawi się jakieś kolejne jej piętro?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Zgadzam się, że w przypadku terminu humanizm, to człowiek powinien być w centrum.> Korci mnie natomiast pewien wątek poboczny i stąd moje pytanie przy okazji:> Czy uważasz, że człowiek jest i będzie ostatnim słowem ewolucji, czy też pojawi się jakieś kolejne jej piętro?Zadałeś interesujące pytanie. Nie tylko dlatego, że ewolucja, również ewolucja człowieka, trwa przecież cały czas. Ale i dlatego, że z przyczyn zróżnicowania etnicznego, kulturowego a i zapewne w jakimś niewielkim stopniu nawet genetycznego - już dziś samo pojęcie "człowiek" ogarnia tak wielką różnorodność lokalnych kultur i norm zachowania, że niezwykle ryzykowne jest postulowanie jakichkolwiek "uniwersalnych" reguł czy rozwiązań "odpowiednich" dla całości rodzaju ludzkiego. Przykładem w tym miejscu narzucającym się są te próby zaprowadzenia demokracji w Afganistanie czy to, jak demokracja w praktyce "działa" np. w Egipcie, po obaleniu Mubaraka. Czy w Libii. Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. Co do ewolucji, to właśnie wprowadzenie do historii gatunku ludzkiego pierwiastka humanizmu, rozumianego jako dążenie do pewnego optimum egzystencjalnego pewnego gatunku (ewoluującego), jak się wydaje, daje gwarancję, albo chociaż szansę, że jej kierunek - w jakimś stopniu kształtowany przecież przez kulturę - będzie oznaczał proces doskonalenia się gatunku, doskonalenia w panowaniu nad materią i nad sobą samym, ale nigdy za cenę składania części populacji w ofierze najbardziej choćby wzniosłym ideologiom, powołującym się na najbardziej nawet szlachetne idee. A nawet i nie w ofierze, tylko w akcie darwinowskiej "walki o byt". Co do "piętra" - to by sugerowało jakieś "skokowe" zmiany jakości. Raczej w to wątpię, zwłaszcza, że ewolucja, nawet szybka, wymaga jednak czasu. A już szczególnie tyczy się to ewolucji świadomości, co każdy może sam na przykładzie historii swojego życia obserwować. Mogłoby to oznaczać, że miałby się pojawić jakiś "nadczłowiek", a to już byłoby bardzo niebezpieczne rozwarstwienie w populacji 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Dla mnie humanizm nie może sprowadzać się li tylko do zainteresowania człowiekiem. Czy humaniście przystoi brak zainteresowania losem zwierząt, roślin? Czy humanizm może pomijać przyszłość planety Ziemia? A co z innymi obiektami Wszechświata? Czy np. humanizm ma pozwalać na terraformowanie planet kosztem ich natywnych mieszkańców?Jeżeli nie człowiek ma być "centrum" w tym światopoglądzie/postawie, to możemy to przedyskutować, ale - wtedy trzeba znaleźć inne słowo. Ja jednak pozostanę przy tym "antropocentrycznym" pojęciu, zwłaszcza, że sam jestem człowiekiem i większość obiektów, które angażują moje myśli i emocje jest ludźmi  > Humanizm w zaproponowanej przez ciebie definicji źle mi się kojarzy, mianowicie z biblijnym wersetem "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną".[/color]A właśnie niesłusznie. Płodność i rozmnażanie się i "poddawanie swojej woli" ziemi już zostało skompromitowane - wystarczy obejrzeć satelitarne zdjęcia Haiti 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
1 na 1 | coreless (16088 punktów) |
> Co o tym myślicie? Oczekuję krytyki i - być może, lepszych propozycji.
Poza Wikipedią istnieją też inne źródła, z którymi warto się zapoznać. Najbardziej zwięzłe słownikowe i encyklopedyczne definicje zawierają się w jednym zdaniu. Nie w długości jednak problem, ale w tym czy dobrze odpowiadają pojęciu. Twoja definicja w moim pojęciu jest zbyt wąska.
|
|
 | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > > Co o tym myślicie? Oczekuję krytyki i - być może, lepszych propozycji.> Poza Wikipedią istnieją też inne źródła, z którymi warto się zapoznać.Zdaję sobie sprawę z tego, ale do potrzeb tej dyskusji wystarczy, jak sądzę, spostrzeżenie, że żadna z nich nie zyskała powszechnego uznania. Mnie interesuje tu możliwość sformułowania prostej definicji, jednocześnie zawierającej postulat konkretnych działań i postaw praktycznych, która nie mogłaby być podważona w szczególności przez różne środowiska mniej lub bardziej jawnie motywowane religijnie. > Najbardziej zwięzłe słownikowe i encyklopedyczne definicje zawierają się w jednym zdaniu. Nie w długości jednak problem, ale w tym czy dobrze odpowiadają pojęciu. Twoja definicja w moim pojęciu jest zbyt wąska.Pierwsze wrażenie, przyznam, jest takie (i słusznie) - dobra definicja powinna przy pierwszym oglądzie sprawiać wrażenie zbyt ubogiej. To, co w tym przypadku jest ważne, to spełnienie wymogów pewnej intelektualnej dyscypliny, która odrzuci to wszystko, co zbędne a pozostawi tylko to, co konieczne i wystarczające. Uważam, że ta definicja jest w pełni wystarczająca. Nie jest postulatem określonego porządku społecznego, ustroju politycznego czy ekonomicznego, ale zakłada konieczność ciągłego poszukiwania równowagi, harmonizującej życie ludzkie w wymiarze społeczności przy poszanowaniu indywidualnego prawa do szczęścia. Nie ma w tej definicji pojęcia "dobra". Nie chciałbym tu wdawać się w definicje tego pojęcia, moim zdaniem pojawienie się tego słowa w jakiejkolwiek definicji siłą rzeczy deprecjonuje ją przerzucając dyskusję na dużo ogólniejsze obszary - doprawdy, może być co najmniej tyle definicji dobra, ile jest światopoglądów. A nie o to chodzi. Chodzi o tak przejrzyste i oczywiste ujęcie zagadnienia, aby nikt nie mógł tego podważyć bez zarzutu, że jego poglądy są w gruncie rzeczy zwrócone przeciwko człowiekowi. Dużo łatwiej jest szukać dobra, znana to rzecz, kiedy wie się dobrze, czym jest zło. A zło zawsze oznacza - w swoich ostatecznych konsekwencjach - cierpienie i śmierć. Od tego trzeba wyjść; cokolwiek się będzie orzekać o sposobach naprawy kondycji ludzkiej, należy uwzględnić tę obserwację. A to prowadzi już do bardzo interesujących wniosków: że zło można skwantyfikować, zmierzyć, określić jego przestrzenny rozkład. Tam natomiast, gdzie jest ono mniejsze, siłą rzeczy pojawia się dobro. Wbrew temu, co sugerują wszystkie sensacyjne powieści, filmy i ten mit kultury, który czyni szatana postacią bardziej interesującą od mdłych świętych i społeczników, dobro jest dużo trudniej nazywalne i uchwytne nie dlatego, że jest mniej od zła wyraziste, ale dlatego, że oferuje o wiele większe bogactwo sposobów realizacji, wynikających z ekspresji nieprzeliczonej różnorodności indywidualnych charakterów. Ale to tylko taka dygresja "na marginesie". Podsumowując - wydaje mi się, że jednak ta definicja jest wystarczająca (gdzież bowiem ma jakiekolwiek braki?). Jeżeli taka postawa prowadzić będzie do większego zdrowia fizycznego i psychicznego społeczeństw, przedłużać życie, sprawiać, że ludzie nie będą się mordować dla pieniędzy, z przyczyn światopoglądowych, z powodu głupoty i pijaństwa, nie będą popełniać samobójstw na skutek utraty sensu życia - no, to jesteśmy na dobrej, bardzo dobrej drodze. 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 1 na 1 | coreless (16088 punktów) | Zaproponowana definicja nie jest - moim zdaniem - definicją humanizmu; bardziej hedonizmu i utylitaryzmu - ale nie humanizmu.
|
|
| |  | | Hodża (11172 punktów) | >Zaproponowana definicja nie jest - moim zdaniem - definicją humanizmu; bardziej hedonizmu i utylitaryzmu - ale nie humanizmu.
Nie. Dlatego, że kluczowe są w nich pojęcia "szczęścia" a także "dążenie do unikania cierpienia". Tymczasem "szczęście" jest bardzo mglistym i nieostrym pojęciem i nie ma najmniejszego sensu próba stworzenia jakiejś uniwersalnej definicji tego terminu. Zaś samo "unikanie cierpienia" jest przecież w naturalny sposób wpisane w zachowanie wszystkich zwierząt wyposażonych w system nerwowy i nie potrzeba aż systemu filozoficznego do tego, by człowiek zachowywał się w taki sposób.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | 2 na 2 | coreless (16088 punktów) |
Ponownie proponuję zapoznanie się z naprawdę bogatą literaturą przedmiotu i głębokie przeformułowanie definicji. W obecnej postaci jest po prostu chybiona. Chyba że, jak zaznaczono poniżej, jest to raczej definicja projektująca niż sprawozdawcza.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Ponownie proponuję zapoznanie się z naprawdę bogatą literaturą przedmiotu i głębokie przeformułowanie definicji. W obecnej postaci jest po prostu chybiona. Chyba że, jak zaznaczono poniżej, jest to raczej definicja projektująca niż sprawozdawcza.
Tak, zdecydowanie projektująca. Natomiast z literaturą będę się stopniowo zapoznawał, jakkolwiek nie oczekuję "olśnienia", zwłaszcza, że zabrakło go kilku minionym pokoleniom.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | |  | | coreless (16088 punktów) | > Natomiast z literaturą będę się stopniowo zapoznawał, jakkolwiek nie oczekuję "olśnienia", zwłaszcza, że zabrakło go kilku minionym pokoleniom.Żebyś się nie zdziwił. Pozytywnie.
|
|
3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Jakbyś mógł zacząć od innej strony - jakie obowiązki ma człowiek, do czego go konkretnie humanizm zobowiązuje? Tak, tak, czytałem Twoją definicję "dążenia do dobrostanu". Ale czy da się konkretniej? Czy humanista może mieć "niepraktyczne" hobby? Czy może wydawać pieniądze "na głupoty"? Czy może mieć czas dla siebie? Ile powinien "wyprodukować" potomstwa? Jak ma rozróżniać tych "w humanistycznej potrzebie" od naciągaczy? Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Jakbyś mógł zacząć od innej strony - jakie obowiązki ma człowiek, do czego go konkretnie humanizm zobowiązuje? Tak, tak, czytałem Twoją definicję "dążenia do dobrostanu". Ale czy da się konkretniej? >Czy humanista może mieć "niepraktyczne" hobby? Czy może wydawać pieniądze "na głupoty"? Czy może mieć czas dla siebie? Ile powinien "wyprodukować" potomstwa? Jak ma rozróżniać tych "w humanistycznej potrzebie" od naciągaczy? >Pozdrawiam
Moja propozycja wychodzi z określenia tego, co dla humanisty jest czy powinno być najważniejsze. A za najważniejsze wg mnie powinien uznać dążenie do zapewnienia pewnego minimum bytowego. Czegoś takiego nie ma w żadnych "maksymalistycznych" ideologiach czy światopoglądach. W szczególności zaś wszystkie niemal bez bez wyjątku religie są absurdalnie maksymalistyczne, zakładając istnienie bytów idealnych i świadomych, możliwość upodobnienia się do nich czy też zostania przez nie zbawionymi, życie w niebiańskich krainach. Tak naprawdę to, co krytykujemy czy wyśmiewamy w religiach, owa podatność na utopijne rojenia, dotyczy wszystkich bez wyjątku systemów filozoficznych postulujących jakieś aktywne dążenie do zmieniania świata. I to, moim zdaniem, jest zasadniczy błąd, przejaw megalomanii twórców tych idei i ich zadufania w to, że są w stanie odegrać rolę zbawicieli. To jest niemożliwe, bo po prostu natura świata i złożoność rzeczywistości społecznej przekracza to wszystko, co jakikolwiek, choćby nawet genialny człowiek jest w stanie przewidzieć w projektowaniu przyszłych "porządków". Dlatego z tej drogi trzeba zdecydowanie zrezygnować i nie jest to kapitulanctwo.
To, że proponuję uczynienie z minimalizacji cierpień i zapewnienia minimum bytowego dla społeczeństw, ma podwójne znaczenie. Po pierwsze - zawiera w sobie milczące założenie, że humanistą może być tylko ktoś na tyle wrażliwy, że współcierpi, choćby w niewielkim stopniu, z innymi. Oczywiście nie chodzi tu o litowanie się znad losem złodziei i morderców, zabijanych w swoich bandyckich porachunkach - chodzi tu o współczucie i żal nad losem tych, którzy chcieliby przecież żyć i pracować w spokoju a padają ofiarami niesprawiedliwości, chorób, nędzy, katastrof. Myślę, że taka wrażliwość jest udziałem większości osób o filozofującym nastawieniu do życia i z pewnością powinna być odczuwana przez lekarzy czy nauczycieli. Jeśli tak nie jest, oznacza to, że - niezależnie od tego, jak bardzo by oni nie byli inteligentni i biegli w swoich zawodach, nie są humanistami. Po drugie - za najwyższą wartość nie uznaję żadnego statycznego stanu. Uznaję natomiast za taką wartość konkretny, materialny proces, wymagający pewnej świadomości i dążenia woli. To jest wartością, którą można odczuć, rozpoznać i wierzyć, że może się ziścić.
Co do "obowiązków" czy "rozrywek" ta definicja w żaden sposób się nie wypowiada. Ale nie dlatego, by te czy inne konkretne aktywności nie miały znaczenia dla humanisty; jest tak dlatego, że człowiek wyposażony w busolę wartości a co równie ważne, w świadomość możliwej jej materialnej realizacji, sam w zgodzie ze swoimi predyspozycjami i wolną wolną odnajdzie właściwą drogę do tego, by swoim życiem pomagać żyć innym. Co nie oznacza przecież, że musi być ascetycznym altruistą. Może być nawet mistrzem brydża. Myślę, że nawet w ten sposób również można budować lepszy świat. Jest zresztą dość przykładów różnych sportowców, celebrytów itp., którzy swoimi postawami propagowali pozytywne zachowania lepiej niż najbardziej wyrafinowana propaganda.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | Zrozumiałem tylko część o empatii, a i to widzę ją inaczej. Współczujesz wszystkim cierpiącym, choć w różnym stopniu. Ale od razu mam pytanie - czy jeśli chcę być "prawdziwym" humanistą, to powinienem jechać do Afryki, gdzie rzesze ludzi cierpią najbardziej i im poświęcić życie? Czy wystarczy, że im "współczuję ich losu", a jak JA żyję to moja tylko sprawa? Reszty nie zrozumiałem, zbyt skomplikowana jak dla mnie była. Ja prosty człowiek jestem i oczekiwałem prostych odpowiedzi. Czy to znaczy, że nie mogę być humanistą, bo jestem "za prosty" na zrozumienie definicji humanizmu? Tylko uczeni "w pismach" mogą być humanistami? Pozdrawiam
|
|
| |  | | Hodża (11172 punktów) | > Zrozumiałem tylko część o empatii, a i to widzę ją inaczej. Współczujesz wszystkim cierpiącym, choć w różnym stopniu.> Ale od razu mam pytanie - czy jeśli chcę być "prawdziwym" humanistą, to powinienem jechać do Afryki, gdzie rzesze ludzi cierpią najbardziej i im poświęcić życie? Czy wystarczy, że im "współczuję ich losu", a jak JA żyję to moja tylko sprawa?Taka definicja nie postuluje żadnych powinności. Nie powinieneś uznać wartości zdrowia i braku cierpienia dla wszystkich bo chcesz być humanistą. Natomiast jesteś nim, jeżeli uznajesz to za wartość. Poniekąd definicja ta nazywa pewną praktyczną, życiową postawę już obecną w życiu ludzi. Nie możesz się stać humanistą, jeśli już nim nie jesteś. > Reszty nie zrozumiałem, zbyt skomplikowana jak dla mnie była. Ja prosty człowiek jestem i oczekiwałem prostych odpowiedzi. Czy to znaczy, że nie mogę być humanistą, bo jestem "za prosty" na zrozumienie definicji humanizmu? Tylko uczeni "w pismach" mogą być humanistami?Częściowo odpowiedziałem już w poprzednim zdaniu  Niestety, humanizm - jak i wiele innych postaw światopoglądowych - nie może być dany wszystkim. Ba, powiedziałbym, że jest skrajnie elitarny, bo nie możesz nauczyć się współczucia. Możesz je tylko najwyżej udawać, jeśli nie wynika z Twojej wrażliwości. A i zrozumienie nie jest możliwe dla wszystkich. Co nie znaczy przecież, że nie mają prawa ci "wszyscy" do życia wolnego od cierpienia. I nie znaczy to, że to ich prawo jest postulatem budowania komunizmu, Boże broń 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> Nie możesz się stać humanistą, jeśli już nim nie jesteś.Nie możesz być moim przyjacielem, jeśli już nim nie jesteś. - utworzyłem zdanie na tej samej zasadzie, co Ty. Zdaje sie w Rejsie to było - "Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę." > bo nie możesz nauczyć się współczucia.Może tak od zera jest trudno. Ale jak ktoś współczuje bliskiej osobie, to może nauczyć sie współczuć ludziom w ogólności, czy nie może? Chyba może. Inaczej wrażliwości nie dało by się rozwijać. Zdaje się, że nie rozumiem Twojej definicji humanizmu. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Hodża (11172 punktów) | > > Nie możesz się stać humanistą, jeśli już nim nie jesteś.> Nie możesz być moim przyjacielem, jeśli już nim nie jesteś. - utworzyłem zdanie na tej samej zasadzie, co Ty.Powielanie struktury gramatycznej zdania nie jest argumentem w dyskusji o znaczeniach. I ja też tak potrafię: "Nie możesz stać się człowiekiem , jeśli już nim nie jesteś".  Można uprawiać taką żonglerkę słowami, chcę tu wyrazić swoje wyobrażenie humanizmu jako postawy, która nie wynika tylko z samej intelektualnej analizy zjawisk, ale w równym stopniu wypływa z samej empatii. A ta, jak wiadomo, jest różna u różnych ludzi. > > bo nie możesz nauczyć się współczucia.> Może tak od zera jest trudno. Ale jak ktoś współczuje bliskiej osobie, to może nauczyć sie współczuć ludziom w ogólności, czy nie może? Chyba może. Inaczej wrażliwości nie dało by się rozwijać.Tu zgoda. > Zdaje się, że nie rozumiem Twojej definicji humanizmu.Doceniam to wyznanie, gdyż genialne pomysły mają to do siebie, że porażają swoją oczywistością, pięknem wywodu, klarownością koncepcji; a im bardziej inteligentny jest czytelnik, tym bardziej ulega olśnieniu. Zrozumienie przychodzi z czasem, wymaga oswojenia się z nową wizją, dostosowania swojej percepcji do nieskończonych możliwości kryjących się w banalnych na pozór sformułowaniach...  A na poważnie - chętnie się zmierzę z Twoim niezrozumieniem, gdyż nie będąc jakoś emocjonalnie przywiązany do tej koncepcji sam chętnie odnajdę w niej braki, by nawet w końcu ją odrzucić. Wiadomo, kto nie szuka, nie błądzi - a i pomyłki, jeśli są czynione inteligentne, pomagają odnaleźć prawdę. Pozdrawiam
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> A na poważnie - chętnie się zmierzę z Twoim niezrozumieniem, gdyż nie będąc jakoś emocjonalnie przywiązany do tej koncepcji sam chętnie odnajdę w niej braki, by nawet w końcu ją odrzucić. Wiadomo, kto nie szuka, nie błądzi - a i pomyłki, jeśli są czynione inteligentne, pomagają odnaleźć prawdę.Po pierwsze, mam problemy z mocno opisowymi definicjami. Spróbuje więc przetłumaczyć Twoją definicję na "mój język" i ewentualnie prosze, bys potwierdził, czy zrobiłem to dobrze. Definicje są tworzone przez odniesienie. Odnosisz się do: - minimalizacji cierpień - od razu mam pytanie, czy to jest minimalizacja cierpień człowieka jako jednostki, czy ludzkości jako całości? Jeśli ludzkości, to najszybszą drogą będzie wprowadzenie niewolnictwa i hodowanie niewolników tak, by nadawali się do określonych prac. Jeśli człowieka, to rzucamy wszystko póki nie nakarmimy wszystkich ludzi i nie damy im miejsca do spania pod dachem. Jeśli chcesz coś pośredniego, to poproszę o wskazanie według jakiego klucza to coś pośrednie ma funkcjonować. - zdrowie psychiczne i fizyczne - znów jak wyżej, tylko teraz dochodzi opieka medyczna. Czym według mnie byłby humanizm? Odrzucaniem ideałów, jeśli krzywdzą człowieka. Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | Hodża (11172 punktów) | >Definicje są tworzone przez odniesienie. Odnosisz się do: >- minimalizacji cierpień - od razu mam pytanie, czy to jest minimalizacja cierpień człowieka jako jednostki, czy ludzkości jako całości? Jeśli ludzkości, to najszybszą drogą będzie wprowadzenie niewolnictwa i hodowanie niewolników tak, by nadawali się do określonych prac. Jeśli człowieka, to rzucamy wszystko póki nie nakarmimy wszystkich ludzi i nie damy im miejsca do spania pod dachem. Jeśli chcesz coś pośredniego, to poproszę o wskazanie według jakiego klucza to coś pośrednie ma funkcjonować.
Minimalizacja cierpień - zakładam, że uznajemy za cierpienie to, co w powszechnym rozumieniu jest cierpieniem. A więc stany chorobowe, upokorzenia, zniewolenie, gwałty, to wszystko, co ostatecznie narusza ludzką cielesność. Celowo unikam tu włączenia pojęcia "godności", gdyż staram się uczynić tę definicję jak najbardziej konkretną, a więc "materialistyczną", której stosowalność możliwa jest do praktycznej weryfikacji. Dlatego też nie wyobrażam sobie tu możliwości jakichkolwiek koncepcji niewolnictwa. Natomiast działalność wychowawcza - w domu, szkole, ba, w kościele - jak najbardziej powinna kształtować takie postawy świadomej niezgody na zło we własnym życiu i w życiu innych. Ale jak sądzę, to wciąż za bardzo ogólnikowe. Przejdę więc może do konkretnych przykładów. Wiadomą rzeczą jest to, że palenie jest przyczyną setek tysięcy zgonów, poprzedzonych wielkimi cierpieniami. Nie ma co więc dywagować w ramach jakiego systemu społeczno - ekonomicznego mamy temu przeciwdziałać, humanista powinien (to nie jest obowiązek, lecz wyraz jego humanizmu) podejmować działania zmierzające do zmiany postaw społecznych i obowiązującego prawa tak, by liczba palących była możliwie jak najmniejsza (optymalnie, by nikt nie palił). Jeśli "jedzenie śmieciowe" jest przyczyną otyłości i innych chorób u dzieci, jak wyżej - należy działać w kierunku zmiany tego stanu rzeczy i tu już możemy mówić o konkretach, w zależności od sytuacji prawnej i żywnościowej w danym kraju/grupie społecznej itp. Dlatego ta moja definicja - zwróć na to uwagę! - nie podaje żadnych ogólnych szablonów postępowania, stanowi jedynie próbę wyciągnięcia "materialnej esencji" ze wszystkich tych różnych mglistych dywagacji o tym, czym jest humanizm, bez tych wszystkich ogólników. Konkrety. A wiadomo, że w wymiarze politycznym czy nawet światopoglądowym realizacja tych celów będzie wymagała różnych środków.
>- zdrowie psychiczne i fizyczne - znów jak wyżej, tylko teraz dochodzi opieka medyczna.
Medycyna coraz lepiej rozumie i definiuje zdrowie. I coraz bardziej zbliża się tym do tego, co tradycyjnie mogło być rozumiane jako "dobrobyt". Dziś np. wiadomo już, że stan portfela tylko do pewnego stopnia koreluje z indywidualnym odczuciem szczęścia, wiadomo, jak bardzo rodzaj diety wpływa na ogólne samopoczucie i optymizm życiowy, jakie znaczenie ma profilaktyka zdrowotna, odpowiedni tryb życia itp. To wszystko jest zadaniem humanisty - uświadamiać ludziom, że mają możliwość uczynienia swojego życia lepszym. Nie wiedząc o tym, często sami siebie skazują na pogorszenie jakości własnego życia a zazwyczaj wystarczy wskazać im drogę, a każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek sam podejmie właściwą dla siebie decyzję.
>Czym według mnie byłby humanizm? Odrzucaniem ideałów, jeśli krzywdzą człowieka.
To za mało - żaden negatywny sposób definiowania humanizmu się nie utrzyma. Cóż, każdy ideał może skrzywdzić człowieka, gdyż każda próba nadania większej realności bytowi idealnemu niż materialnemu musi prowadzić do przycinania "materii", co zazwyczaj oznacza ludzką krzywdę. Możemy odrzucić wszystkie poglądy idealistyczne, ale co z tego, i bez nich przecież człowiek będzie podlegał krzywdzie - szczególnie zaś wtedy, gdyby ludzkość cofnęła się do etapu przed-filozoficznego. Zwierzęta przecież również cierpią a nie chodzi w humanizmie o powrót do natury, tylko o jej przezwyciężenie.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) |
> >Czym według mnie byłby humanizm? Odrzucaniem ideałów, jeśli krzywdzą człowieka.> To za mało - żaden negatywny sposób definiowania humanizmu się nie utrzyma. Cóż, każdy ideał może skrzywdzić człowieka,Żaden ideał nie czyni krzywdy. Dopiero ludzkie ręce próbujące wprowadzać ideał w życie. Trzeba patrzeć na ręce. Pozdrawiam
|
|
3 na 3 | Arystyp z Cyreny (6368 punktów) | > uświadomił mi, że to pojęcie stało się czymś w rodzaju pola walki między siłami religijnymi a resztą świata o to, kto je lepiej "zagospodaruje"
Wydaje mi się że to jest właśnie kluczowe zdanie dla zrozumienia tego problemu. Otóż każdy nurt myślowy chce sobie przypisywać humanizm, czyli stawianie człowieka jako wartości. I dlatego poniższa definicja wydaje mi się bardziej definicją własnego poglądu, niż humanizmu jako takiego:
> Humanizm - postawa światopoglądowa uznająca, że najwyższą wartością jest minimalizacja >cierpień oraz dążenie do dobrostanu polegającego na zdrowiu fizycznym i psychicznym jak największej >ilości istot ludzkich ; również prąd intelektualny poszukujący dróg umożliwiających praktyczną >realizację celu, jakim jest osiągnięcie tego stanu rzeczy; wreszcie - postawa praktyczna, >przejawiająca się w podejmowaniu działań w kierunku jego osiągnięcia.
W samej filozofii humanizm był rozumiany bardzo różnie. Wystarczy np. spojrzeć na takich wybranych ateistów jak Sartre, czy Kotarbiński. Ich rozumienie humanizmu było dość różne, nawet mimo tego że obydwaj byli zadeklarowanymi ateistami.
Co do samego kościoła to rzadko słyszę ten termin z ust duchownych, czy żeby był z nim jakoś związany. Religie i ideologie raczej odrzucają humanizm np. na rzecz prawa naturalnego i aksjologia w nurtach religijnych ma się zgoła inaczej.
Humanizm sam w sobie jest już teraz dość pozbawionym znaczenia terminem i jest takim samym masłem maślanym jak miłość, sprawiedliwość itd. Sam z siebie nic nie określa, mimo że często ludzie odwołują się do tego terminu.
"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | > Otóż każdy nurt myślowy chce sobie przypisywać humanizm, czyli stawianie człowieka jako wartości. I dlatego poniższa definicja wydaje mi się bardziej definicją własnego poglądu, niż humanizmu jako takiego:Cóż, jest to rzeczywiście mój pogląd. A to, że piszę o tym jako o definicji humanizmu (a przecież widać już na pierwszy rzut oka, że nie nawiązuje do tradycyjnego rozumienia tego słowa) wynika z chęci zredefiniowania, nadania nowego, bardziej klarownego, minimalistycznego znaczenia, bez roztapiania się w całej tej przestrzeni opowieści o "godności", "szczęściu", "niezbywalnych prawach człowieka", "sumienia" itd. itp., słowem - wszystkim, co samo z kolei potrzebuje definicji i co może być przyczyną niekończących się sporów o znaczenia, konteksty, odniesienia do innych wartości, światopoglądów czy autorów, piszących o tych zagadnieniach. Wtedy lepiej by było zająć się pisaniem powieści psychologicznych, kiepskich zapewne  > W samej filozofii humanizm był rozumiany bardzo różnie. Wystarczy np. spojrzeć na takich wybranych ateistów jak Sartre, czy Kotarbiński. Ich rozumienie humanizmu było dość różne, nawet mimo tego że obydwaj byli zadeklarowanymi ateistami.Cóż, wydaje się, że najprościej jest próbować znaleźć pewną logiczną "część wspólną". Chyba ci autorzy zgodzili by się ze mną, że dążenie do minimum cierpienia i maksimum zdrowia ogółu ludzi jest postulatem humanistycznym. Jeśli tak jest, wystarczy zauważyć, że niepotrzebne są żadne szersze definicje odwołujące się do jakichkolwiek innych systemów wartości, metafizyk i ogólnie wykładni dotyczących tego, czym jest dobro. To jest niepotrzebne, bo ludzie - jeśli im tylko stworzyć minimum warunków pozwalających na bezpieczną egzystencję, w pokoju, w gwarancji pewnego bytowego minimum, sami odnajdą drogi do tworzenia i czynienia dobra, rozmaicie w różnych środowiskach rozumianego a także różnie w zależności od poszczególnych ludzi wyobrażanego i pożądanego. Zakładam tu pewną racjonalność ludzkiej istoty, która skłania go do unikania zachowań destrukcyjnych wobec innych ludzi, o ile sama nie czuje się w żaden sposób zagrożona. Nawiasem mówiąc, jest to jeden z fundamentów "społeczeństwa obywatelskiego". > Co do samego kościoła to rzadko słyszę ten termin z ust duchownych, czy żeby był z nim jakoś związany. Religie i ideologie raczej odrzucają humanizm np. na rzecz prawa naturalnego i aksjologia w nurtach religijnych ma się zgoła inaczej.Nie wykluczam sytuacji, w której również osoby wierzące będą się wpisywać w taką definicję humanizmu jak ta, którą tu zaproponowałem. Nie wydaje mi się bowiem, by ktokolwiek z wierzących mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że walka o stworzenie społeczeństwa ludzi współczujących innym ludziom, gotowym im nieść pomoc, choćby w minimalnym zakresie, bez wielkich poświęceń ze swojej strony, jest sprzeczna z ich maksymalistycznymi postulatami, przecież i tak w praktyce niemal nigdy nie realizowanymi, całkowitego poświęcenia swojego życia i indywidualnego szczęścia dla dobra obcych ludzi. > Humanizm sam w sobie jest już teraz dość pozbawionym znaczenia terminem i jest takim samym masłem maślanym jak miłość, sprawiedliwość itd. Sam z siebie nic nie określa, mimo że często ludzie odwołują się do tego terminu.Wydaje mi się, że jednak określa. Posądzanie słowa "humanizm" o bycie słowem bez znaczenia jest chyba jeszcze jedną "dekonstrukcją" postmodernistyczną, tyleż groźną, że racjonalizm bez humanizmu jest tylko prostym wyrachowaniem. Natomiast racjonalizm wsparty humanizmem jest mądrością.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
1 na 1 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > Humanizm - postawa światopoglądowa uznająca, że najwyższą wartością jest minimalizacja >cierpień oraz dążenie do dobrostanu polegającego na zdrowiu fizycznym i psychicznym jak największej >ilości istot ludzkich ; również prąd intelektualny poszukujący dróg umożliwiających praktyczną >realizację celu, jakim jest osiągnięcie tego stanu rzeczy; wreszcie - postawa praktyczna, >przejawiająca się w podejmowaniu działań w kierunku jego osiągnięcia.
W celach doświadczalnych zamiast słowa "humanizm" podstawiłem "socjalizm" i... o zgrozo! Pasuje!
Do dalszych rozważań pomocne będzie np ustalenie czy dobrostan ma być dzielony po równo, czy zależnie od zasług. Kto decyduje o rozdziale dobrostanu? Kto decyduje o tym kto będzie decydował? Czy wymienione w definicji zdrowie fizyczne i psychiczne przedkładamy ponad dobra materialne i proste acz niekiedy szkodliwe uciechy życia? Jak humanista zmotywuje innych do dążenia do dobrostanu? Czy motywacja dopuszcza obniżenie dobrostanu niektórych osób?
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > >przejawiająca się w podejmowaniu działań w kierunku jego osiągnięcia.W celach doświadczalnych zamiast słowa "humanizm" podstawiłem "socjalizm" i... o zgrozo! Pasuje!Wg Pana odpowiednie jest określenie socjalizmu jako światopoglądu minimalizującego cierpienie ogółu społeczeństwa? Ciekawe, czekam na rozwinięcie tej koncepcji w kontekście przykładów historycznych  > Do dalszych rozważań pomocne będzie np ustalenie czy dobrostan ma być dzielony po równo, czy zależnie od zasług. Kto decyduje o rozdziale dobrostanu? Kto decyduje o tym kto będzie decydował? Czy wymienione w definicji zdrowie fizyczne i psychiczne przedkładamy ponad dobra materialne i proste acz niekiedy szkodliwe uciechy życia? Jak humanista zmotywuje innych do dążenia do dobrostanu? Czy motywacja dopuszcza obniżenie dobrostanu niektórych osób?Obawiam się, że nie doczytał Pan definicji do końca albo jej nie zrozumiał. Nie odnosi się ona w żaden sposób do tego, co Pan w tej części swojego postu pisze.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | Usunięte przez moderatora
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|