Nie dawno do polskich kin trafił \"wybitny film\" w reżyserii Antoniego Krauzego. Film pełen \" zaskakujących zwrotów akcji\" doskonałego aktorstwa głębokich przemyśleń oraz dla każdego coś miłego. Mowa o filmie Smoleńsk. A teraz trochę bardziej na poważnie na jednym z moich ulubionych portali fronda znalazłem takie cóś http://www. Fronda. Pl/a/rosja-miala-motyw-i-sposobnosc-do-zbrodni-w-smolensku, 80370. Html. Moje pytanie, a niby po co mieli by to robić? Na forum Filmewbu znalazłem też taką o to wypowiedź użytkownika Fabcio93 Cytat:Sprawa jest prosta. Pilot zszedł za nisko (widoczność to jakieś 200 m), przeorał czubki drzew. Na samym samolocie to akurat większego wrażenia nie zrobiło, ale na pilocie już tak, bo zwiększył ciąg i zaczął zwiększać pułap. W ten sposób samolot uderzył w brzozę z prędkością niemal 300 km/h. Skrzydło skośne oparte na dwóch dźwigarach, wykonane z kruchego duralu musiało się urwać. Poza tym samolot ważył 80 ton, przy drastycznie zwiększonym ciągu i wznoszeniu, masa mogła podskoczyć nawet o 25%, zatem do 100 ton. Obliczenia wykazały, że siła działająca to ok. 10 tys. DaN na skrzydło. To są wartości krytyczne nieuszkodzonych skrzydeł takiego samolotu, więc uszkodzone po prostu nie mogło tego wytrzymać. Nie ma szans. Skrzydło też nie mogło przejść przez taką brzozę nieuszkodzone. Krawędź natarcia jest opływowa i dochodzą wszelkie kąty skosu, wzniosu, zaklinowania. Na pewno w tym przypadku odpada jeden dźwigar. To wystarczy do zniszczenia tej części płata. Po urwaniu skrzydła samolot przeleciał jeszcze kilkaset metrów wykonując beczki. To pewne, bo po utracie niemal połowy powierzchni nośnej z jednej strony przy tak stosunkowo niewielkiej prędkości nie da się wyrównoważyć samolotu. Naprężenia rozciągające, zginające i skręcające są dobrane mniej więcej tak, aby były o ok. 10% mniejsze od krytycznych. W momencie wykonywania beczek siły wzrosły, a co za tym idzie naprężenia (przypomnę, że jest to stosunek siły do pola przekroju) przekroczyły krytyczne (ktoś kto konstruował Tu 154 na pewno nie uwzględniał akrobacji) we wszelkich nitach, spoinach i innych newralgicznych punktach, dlatego też samolot rozpadł się na kilkaset kawałków, a nie kilka. Chyba tylko najbardziej wyspecjalizowane samoloty akrobatyczne mogłyby to wytrzymać. Nie wiem kto podjął decyzję o lądowaniu, ale to tylko i wyłącznie on za to odpowiada. No i pilot, który na to szaleństwo się zgodził. Przy tej widoczności nie było szans na reakcję. Przyjmy, że prędkość to te 270 km/h, to daje nam 75 m/s. Przy widoczności 200 m, pilot ma 2-3 sekundy na reakcję. To zdecydowanie za mało na poderwanie takiej maszyny. Rozwinięcie pełnego ciągu zajmuje ok. 10 sekund, w tym czasie samolot powoli nabiera wysokość. Zbyt powoli. Jedno wyższe drzewo i koniec. Niestety, ale nawet tak prostej wypowiedzi wielu nie zrozumiało Cytat: |