 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-05-2012 18:01 | Hodża (11172 punktów) | Pytanie bezzwrotne
1 na 1 | Temat należy, jak sądzę, do rozważań z zakresu retoryki. A może i szerzej - filozofii.
Otóż odnoszę wrażenie, że oprócz pytań retorycznych (takich, na które nie oczekuje się odpowiedzi jako że jest ona powszechnie znana lub oczywista) oraz pytania - chwytu retorycznego nazywanego erotemą (w którym od rozmówcy oczekuje się jednoznacznej odpowiedzi, która jednak w każdym wypadku stawia go w niekorzystnym świetle albo zmusza do zajęcia stanowiska w sytuacji, w której tego nie chce lub po prostu ma zbyt małą wiedzę, by to mógł uczynić) jest taki rodzaj pytania, który często przewija się w niektórych esejach i publicystyce, często w tekstach filozoficznych, zazwyczaj w postaci "niech każdy sobie sam na to odpowie" albo "trzeba sobie samemu zadać pytanie". Jest to na tyle inny jakościowo rodzaj pytania, że - jak mi się wydaje, warto się chwilę nad nim zastanowić, gdyż sprawa zahacza również nieco i o etykę. Zaznaczam, że nie zajmuję się tu zagadnieniem pytań w ankietach (chociaż, jak się tak dobrze zastanowić, to pytania, o których tu piszę, nie powinny być wykorzystywane nawet w anonimowych badaniach).
Niektóre trudne (zwłaszcza trudne etycznie) pytania bowiem są takiej natury, że w rozmowie "twarzą w twarz" nie tylko mamy prawo oczekiwać, że rozmówca nam nie odpowie w zgodzie z własnym przekonaniem (z powodu np. świadomości, że najprawdopodobniej zachowałby się w sytuacji, której pytanie dotyczy, nieetycznie) ale - co więcej - niektóre z tych pytań są tego rodzaju, że oczekiwanie na odpowiedź (o ile nie mamy do czynienia z sytuacją formalną, np. podczas przesłuchania) jest pozbawione sensu. A brak sensu wynikać może z tego, że nie mamy żadnych możliwości zweryfikowania prawdziwości udzielonej odpowiedzi, zaś każda możliwa odpowiedź z dużym prawdopodobieństwem byłaby nieprawdziwa, t.j. udzielona wbrew wewnętrznym przekonaniom rozmówcy. Jednak są to jednocześnie często pytania, które trzeba zadawać - ale nie dlatego, by samemu uzyskać informację zwrotną, tylko po to, by skłonić do myślenia osobę pytaną. Samo zadanie pytania jest jak najbardziej etyczne, natomiast oczekiwanie odpowiedzi w kontekście sytuacyjnym, w którym dana osoba jest narażona na takie pytanie już nie i to może często doprowadzać nawet do sytuacji konfliktowych a przynajmniej do stwierdzenia "nie życzę sobie takich pytań".
Dość teorii, przykład. Załóżmy, że zapytam znajomego "co byś zrobił, gdybyś znalazł milion złotych na ulicy". To jest dość łagodny przykład tego gatunku pytań, jeśli znamy się dobrze a podczas rozmowy nie ma świadków, szanse na szczerość są dużo większe, ba, rozmowa może być bardzo interesująca. Ale jeśli bym zapytał o to samo zakonnika w towarzystwie grupy świeckich i przeora klasztoru, nie tylko nie miałbym najmniejszej szansy uzyskania odpowiedzi zgodnej z własnym przemyśleniem pytanego, ale raczej zgodnej z sytuacją (życiową) indagowanego, znajdującą wyraz w konkretnej sytuacji towarzyszącej dyskusji. Inny, dość drastyczny przykład (znany w psychologii): zapytanie kobiety, matki dziecka, czy, w sytuacji, w której wraz z innymi uciekinierami z pogromu ukrywa się gdzieś w krzakach razem ze swoim dzieckiem i ma szansę przeżyć, ale dziecko zaczyna płakać i nieuchronnie zbliża się moment zdemaskowania uciekających, zabiłaby je (dusząc je przyciskając do piersi) aby uratować siebie i inne osoby z własnej rodziny. Są to też wszystkie inne pytania dotyczące tego, jak by się ktoś zachował w sytuacji ekstremalnej, wymagającej dużego poświęcenia ze swojej strony albo poświęcenia życia innych (możemy oczekiwać, że większość zazwyczaj starałaby się przedstawić siebie w jak najlepszym świetle, nawet mając pełną świadomość tego, że w rzeczywistości daleko im do bohaterstwa).
Tego rodzaju pytania powinny być stawiane, ale oczekiwanie odpowiedzi (zwłaszcza szczerej) w rozmowie jest bezsensowne. Dlatego takie pytania służące do odpowiadania na nie samemu sobie w ciszy i samotności, warto chyba wyodrębnić do osobnej, bardzo ważnej kategorii, wzbogacającej bardziej czasem niż rozmowa z mądrym filozofem.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Dlatego takie pytania służące do odpowiadania na nie samemu sobie w ciszy i samotności, warto chyba wyodrębnić do osobnej, bardzo ważnej kategorii, wzbogacającej bardziej czasem niż rozmowa z mądrym filozofem. Na takie pytanie jest jedna i ta sama odpowiedź: "Nie wiem". Nawet jeśli "w ciszy i samotności" ktoś odpowie sobie na pytanie, to nie ma żadnej pewności, że będzie się trzymał tej odpowiedzi, gdy los zgotuje mu niespodziankę.
Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Na takie pytanie jest jedna i ta sama odpowiedź: "Nie wiem".
Nie zawsze. Zapewne w przypadku pytań "ekstremalnych" o to, czy np. zdobyłbym się na poświęcenie życia za kogoś nawet w zasadzie nie ma sensu zadawać ich z powodu, o którym piszesz - jest to zasadnicza niewiedza wynikająca z niemożności przedstawienia sobie takiej sytuacji w pełni możliwych odczuć. Ale niektóre z pytań, nawet trudnych, trzeba sobie zadawać - jest to rodzaj "treningu", który ma znaczenie w późniejszym życiu, kiedy podobne sytuacje stają się naszym udziałem. Np. czy odważyłbym się w obecności ludzi o innych przekonaniach światopoglądowych głośno wyrazić swoje wątpliwości co do ich przekonań w trakcie "normalnej dyskusji". Zastanawiałem się nad tym i stwierdziłem, że nie. (Mówiąc inaczej, unikam wszelkich konfliktowych dyskusji nawet w sytuacji rozmowy "jeden na jeden" ale nie poczytam sobie tego za hańbę. Po prostu nie podejmuję tematu.) Jednak na pytanie, czy - gdyby ktoś ode mnie wymagał podporządkowania się narzuconym zachowaniom wynikającym ze światopoglądu przeważającej większości, odpowiedziałem sobie - po pewnym namyśle - że nie podporządkowałbym się. I gdybym tego wcześniej sobie nie przemyślał, nie byłbym przypuszczalnie w stanie rzeczywiście przeciwstawić się osobom, próbującym narzucić modlitwę wtedy, kiedy ja wolałem posiedzieć w ciszy przy zmarłej osobie. W sytuacjach stresu i traumy jest za późno, by "na chłodno" analizować tego rodzaju dylematy, warto je mieć już przemyślane.
>Nawet jeśli "w ciszy i samotności" ktoś odpowie sobie na pytanie, to nie ma żadnej pewności, że będzie się trzymał tej odpowiedzi, gdy los zgotuje mu niespodziankę.
Podjąłem temat z tego względu, że, jak zauważyłem, ten rodzaj pytań "do samodzielnego rozwiązania" jest niedocenionym a jednocześnie najbardziej skutecznym rodzajem przekonywania tych, którym potrzeba czasem tylko impulsu, by skłonić ich do samodzielnego myślenia. N.b. sądzę, że to, co najbardziej zraża ludzi wierzących do czytania publikacji prezentujących sceptyczne poglądy na tematy wiary jest podawanie przez autorów gotowych odpowiedzi. Jeśli o mnie chodzi, to jeszcze całkiem niedawno byłem dokładnie w tej samej sytuacji. A do porzucenia teizmu skłonił mnie nie "Bóg urojony", zresztą znakomity, tylko "Samolubny gen". A to dzięki temu, że tekst implikował wiele pytań (nie postawionych przez autora wprost) na które, samodzielnie szukając odpowiedzi, uzyskuje się dużo większą pewność i spójność poglądów aniżeli wtedy, kiedy są one podane jako "gotowce" do akceptacji.
To nie jest kwestia tylko takich pytań, które skutkują konkretnymi zachowaniami w sytuacjach trudnych; to jest kwestia również pytań o to, co rzeczywiście dany człowiek uważa za najważniejsze. Gdyby bowiem sobie wielu ludzi uświadomiło np. to, że nie uważają swojej wiary za coś wartego poświęcenia życia swojego albo swoich bliskich, może byliby przez to samo choć odrobinę bliżsi stanu otrzeźwienia... To powoduje często bardzo znaczące zmiany postaw - i światopoglądowych, i społecznych.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | | Kiełczewski (439 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
|  | 1 na 1 | szuro (1757 punktów) | >Podjąłem temat z tego względu, że, jak zauważyłem, ten rodzaj pytań "do samodzielnego rozwiązania" jest niedocenionym a jednocześnie najbardziej skutecznym rodzajem przekonywania tych, którym potrzeba czasem tylko impulsu, by skłonić ich do samodzielnego myślenia. N.b. sądzę, że to, co najbardziej zraża ludzi wierzących do czytania publikacji prezentujących sceptyczne poglądy na tematy wiary jest podawanie przez autorów gotowych odpowiedzi. Jeśli o mnie chodzi, to jeszcze całkiem niedawno byłem dokładnie w tej samej sytuacji. A do porzucenia teizmu skłonił mnie nie "Bóg urojony", zresztą znakomity, tylko "Samolubny gen". A to dzięki temu, że tekst implikował wiele pytań (nie postawionych przez autora wprost) na które, samodzielnie szukając odpowiedzi, uzyskuje się dużo większą pewność i spójność poglądów aniżeli wtedy, kiedy są one podane jako "gotowce" do akceptacji. Pełna zgoda. Zresztą akurat ten mechanizm został zbadany i opisany. Badania wskazują na to że zaangażowanie człowieka w jakiś proces powoduje że jest po pierwsze bardziej przekonany do jego efektów (w tym przypadku do wniosków z rozumowania) a po drugie efekt ten utrzymuje się w czasie. Niebezpieczeństwo polega na tym że im więcej zaangażowania poświęci się danemu tematowi tym trudniej jest w późniejszym okresie zmienić wnioski do których się doszło. >Gdyby bowiem sobie wielu ludzi uświadomiło np. to, że nie uważają swojej wiary za coś wartego poświęcenia życia swojego albo swoich bliskich, może byliby przez to samo choć odrobinę bliżsi stanu otrzeźwienia... O ile wiara została wpojona jako coś zewnętrznego i co nie wymaga zaangażowanie to pewnie tak właśnie by było. Gorzej jeżeli ktoś doszedł do wiary na podstawie własnego rozumowania. Zadziała reguła konsekwencji i wtedy zmiana światopoglądu jest bardzo trudna.
Ja osobiście uważam że tego typu pytań powinno być jak najwięcej na najwcześniejszym etapie edukacji. Czyli zamiast pytać co poeta miał na myśli to pytać a co wy na ten temat myślicie. Tego typu skłaniają człowieka do argumentacji a co za tym idzie do przemyśleń i wniosków. Jest takie powiedzenie "Jeżeli nie wiesz dokąd zmierzasz to skąd wiesz że już tam jesteś" (moja parafraza) a stawianie pytań o których Pan pisał wcześniej skłania właśnie do określania tego dokąd się zmierza (w przypadku światopoglądu do hierarchizacji).
|
|
| |  | | Hodża (11172 punktów) | >Pełna zgoda. Zresztą akurat ten mechanizm został zbadany i opisany. Badania wskazują na to że zaangażowanie człowieka w jakiś proces powoduje że jest po pierwsze bardziej przekonany do jego efektów (w tym przypadku do wniosków z rozumowania) a po drugie efekt ten utrzymuje się w czasie.
Ten temat założyłem trochę pod wrażeniem "dylematów" rozpatrywanych w psychologii (te różne śmieszne makiety kolejowe ze zwrotnicami i głuchymi robotnikami) a po części dlatego, że zaczynam chyba rozumieć o co chodziło Sokratesowi. Tak podejrzewam, bo nie sądzę, by zostało dokładnie przekazane to, jak prowadził swoje rozmowy - że on pierwszy wpadł na to, że najcenniejsze, co mamy, to często nie odpowiedzi ale właśnie pytania. To jest chyba sens jego najsłynniejszego stwierdzenia. Podejrzewam, że jego "misją" było zasianie wątpliwości a przez to zmuszenie do myślenia. Kto wie, kto wie - może to on jest rzeczywistym fundamentem, na którym opiera się cywilizacja europejska. Nie autor przypowieści i niejasnych metafor, tylko ktoś, kto odkrył, że do wiedzy trzeba dążyć, że to dążenie jest egzystencjalną naszą koniecznością (nie dla wszystkich niestety potrzebą), ale warunkiem nieusuwalnym jest ciekawość, a ta może się wyrazić i być pobudzona tylko przez pytania, zwłaszcza te, na które nie chce nam się odpowiadać (świadczy to o pewnych emocjonalnych blokadach, których usunięcie też jest niezbędne dla osobistego rozwoju). A im bardziej "banalne" tym okazują się trudniejsze. Pytania są siłą napędową wszelkiego postępu i wiedzy, takie banalne stwierdzenie... a przez to mało kto tego jest świadomy.
Jeśli zaś chodzi o przywiązanie do osobiście wysnutych wniosków - o ile umysł przestrzega rzeczywiście dyscypliny racjonalnego myślenia, jednocześnie zakłada pewien margines błędu i ma świadomość, w jakim stopniu wiedza wydedukowana może być stosowana do opisu świata, bez ryzyka poważnego błędu.
Pozdrawiam
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 3 na 3 | Atarax (78 punktów) | > Zera pchają się do władzy, bo mają siebie za wybrane jednostki. (Tomasz Rybak)
Bo tak to z zerami bywa...
Toczyło się po drodze: "Z drogi, gdy ja przechodzę! Ja jestem sto tysięcy, A może jeszcze więcej." Folgując swej naturze, Wołało: "Jestem duże!" Pyszniło się przed światem, Że takie jest pękate. Mówili wszyscy z cicha: "Ma brzuch, a brzuch to pycha." I później się dopiero Spostrzegli, że to zero. (Jan Brzechwa)
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|