 |
Czy racjonalne jest bycie ateistą 'walczącym'? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-04-2013 18:12 | 655321 (50 punktów) | Czy racjonalne jest bycie ateistą 'walczącym'?
4 na 4 | Jakie macie doświadczenia z tym związane? Ja kiedyś wdawałem się w jakieś dyskusje ideologiczne, ale praktycznie nigdy do niczego nie prowadziły. Uznałem, że jak ktoś chce wierzyć, to będzie wierzył i tyle.
Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
7 na 7 | Irracja (4721 punktów) | > >Jakie macie doświadczenia z tym związane? Ja kiedyś wdawałem się w jakieś dyskusje ideologiczne, ale praktycznie nigdy do niczego nie prowadziły. Uznałem, że jak ktoś chce wierzyć, to będzie wierzył i tyle.> >Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda? ... hmmm, to zależy jak chcesz rozumieć "walczący ateizm". Jeżeli chodzi o rozdział państwa i kościoła, to jak najbardziej jest racjonalny. Zresztą, o paranojo ludzka, jest to zgodne ze słowami Ewangelii (Mt 22, 21: "Oddajcie tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu)... ... tak samo walka o racjonalne podejście do nauki, państwa, itp - również ma głęboki sens... ... walka o deklerykalizację życia społecznego, itp - również ma sens. Antyklerykalizm to już trochę inna spraw, bardziej osobista i według mnie raczej o zabarwieniu dyskryminacyjnym... ... sprawa walki o własne poglądy - czyli np. prawo do wychowywania własnych dzieci bez chrztu i religii - pozostawienie tej decyzji im samym, do czasu gdy dorosną. To również ma głęboki sens... ... co innego "walka z samym bogiem", czyli udowadnianie, że bóg nie istnieje, wyśmiewanie religii, itd. To już osobna sprawa, raczej sprawa czysto osobista - i jak widzę, to nie za bardzo Ci na takiej walce zależy... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | | szarley (54913 punktów) | > Jeżeli chodzi o rozdział państwa i kościoła, to jak najbardziej jest racjonalny. Zresztą, o paranojo ludzka, jest to zgodne ze słowami Ewangelii (Mt 22, 21: "Oddajcie tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu)...> ... tak samo walka o racjonalne podejście do nauki, państwa, itp - również ma głęboki sens...> ... walka o deklerykalizację życia społecznego, itp - również ma sens. Antyklerykalizm to już trochę inna spraw, bardziej osobista i według mnie raczej o zabarwieniu dyskryminacyjnym...> ... sprawa walki o własne poglądy - czyli np. prawo do wychowywania własnych dzieci bez chrztu i religii - pozostawienie tej decyzji im samym, do czasu gdy dorosną. To również ma głęboki sens...> ... co innego "walka z samym bogiem", czyli udowadnianie, że bóg nie istnieje, wyśmiewanie religii, itd. To już osobna sprawa, raczej sprawa czysto osobista -Ciekaw jestem ilu ludzi wierzących podpisałoby się pod Twoimi słowami. Zawsze uchodziłem za człowieka naiwnego, ale sądzę, że więszość
|
|
|  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > >Ciekaw jestem ilu ludzi wierzących podpisałoby się pod Twoimi słowami. Zawsze uchodziłem za człowieka naiwnego, ale sądzę, że więszość  ... co do ortodoksów i klerykałów to nie mam żadnych nadziei. Lecz jest duża rzesza "wierzących niepraktykujących" oraz "praktykujących, choć słabo wierzących". Oficjalnie się nie podpiszą, ale przy głosowaniu, np. w referendum? To już różnie może być. Przecież mimo ponad 80% katolików w Polsce część ustaw bliskich klerowi nie ma szans na uchwalenie. Widać to po stosunku do całkowitego zakazu aborcji, do in vitro - o środkach antykoncepcyjnych, czy dyskryminacji kobiet nie wspominając... ... możliwe że silny ruch racjonalistyczny, skupiający się na pierwszych trzech punktach, gdy odejdzie w oficjalnej polityce (prywatne poglądy to co innego) od punktu ostatniego mógłby uzyskać ich poparcie. Racjonalizm powinien się skupić na deklerykalizacji życia społecznego i rozdziale kościoła od władzy świeckiej. Wbrew pozorom, udział (zwłaszcza duży udział) kleru w życiu państwa i społeczeństwa też się nie podoba wielu wiernym. Wierni takiego ruchu nie stworzą, ale poprzeć (zwłaszcza tam gdzie nie trzeba się wychylać z tłumu) to już co innego... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | 2 na 2 | 655321 (50 punktów) | Nie o to pytałem tak naprawdę. Mam na myśli zwykłe, małe sprawy, codzienne życie, interakcje z rodziną i znajomymi. Z jednej strony myślę, że skoro chcą, to wierzą i powinienem szanować ich poglądy jakie by nie były. No ale z drugiej strony jednak ciężko mi przetrawić taki stopień oderwania od rzeczywistości i chciałbym z tym jakoś 'walczyć'.
"I have found the missing link between the higher ape and civilized man: It is we." K. Lorenz
|
|
| | |  | 4 na 4 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Nie o to pytałem tak naprawdę. Mam na myśli zwykłe, małe sprawy, codzienne życie, interakcje z rodziną i znajomymi. Z jednej strony myślę, że skoro chcą, to wierzą i powinienem szanować ich poglądy jakie by nie były. No ale z drugiej strony jednak ciężko mi przetrawić taki stopień oderwania od rzeczywistości i chciałbym z tym jakoś 'walczyć'. Co do zwykłych i codziennych spraw, rodzina i znajomi doskonale wiedzą o moim ateizmie. Sam zaś nie widzę potrzeby zmiany ich światopoglądu, ani też szczerze mówiąc nie widzę takiej możliwości. Dyskusja z wierzącymi nie przynosi zbyt dobrych rezultatów, a mnie też niespecjalnie obchodzi jak ktoś postępuje ze swoim życiem. Jeśli ktoś chce wierzyć niech wierzy, byle nie narzucał wiary innym. Jeśli już to trzeba się skupić na od klerykalizowaniu Polski i odcięciu krk od budżetu.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Olek Mularski (3178 punktów) | > Sam zaś nie widzę potrzeby zmiany ich światopoglądu, ani też szczerze mówiąc nie widzę takiej możliwości. Dyskusja z wierzącymi nie przynosi zbyt dobrych rezultatów, a mnie też niespecjalnie obchodzi jak ktoś postępuje ze swoim życiem.Religia to urojenie, a urojenia są jak wiadomo niekorygowalne. Chcąc z nimi walczyć trzeba sięgnąć po zdobycze współczesnej farmakologii- neuroleptyki  . Niestety nikt do tej pory nie nazwał religii chorobą i nie próbował leczenia zaawansowanych przypadków christianitas catholicus malignum z omamami (tzw. objawieniami), myśleniem dereistycznym, zaburzeniami osobowości itp.
|
|
| | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Religia to urojenie, a urojenia są jak wiadomo niekorygowalne. Chcąc z nimi walczyć trzeba sięgnąć po zdobycze współczesnej farmakologii- neuroleptyki . Niestety nikt do tej pory nie nazwał religii chorobą i nie próbował leczenia zaawansowanych przypadków christianitas catholicus malignum z omamami (tzw. objawieniami), myśleniem dereistycznym, zaburzeniami osobowości itp.W tym rzecz. Nawet jeśli ktoś by spróbował, to wcale nie byłbym pewien rezultatów. Ani potrzeby. Byle religijni zachowali religię dla siebie i nie próbowali jej narzucać, to nawet w jednorożce mogą wierzyć.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | >Nie o to pytałem tak naprawdę. Mam na myśli zwykłe, małe sprawy, codzienne życie, interakcje z rodziną i znajomymi. Z jednej strony myślę, że skoro chcą, to wierzą i powinienem szanować ich poglądy jakie by nie były. No ale z drugiej strony jednak ciężko mi przetrawić taki stopień oderwania od rzeczywistości i chciałbym z tym jakoś 'walczyć'.
... to się łączy z tym co napisałem, choć w makro skali rodziny. Szacunek, oni nie będą robić z życia codziennego "klerykalnej farsy" i nie będą chcieli Cię "nawracać". Ty zaś nie będziesz ich uświadamiał "na siłę" i nie będziesz wyśmiewał. Taki pełny rozdział codziennego życia od kościoła. Rodzina nie musi być racjonalistyczna (od racjonalizm), wystarczy że będzie kierować się racjonalnością (od racjonalność) a dopiero później wierząca. Przecież Ty też kierujesz się wpierw dobrem rodziny, a dopiero później swoim światopoglądem. Jedyna kwestia sporna to tzw. "indoktrynacja religijna" dzieci. Tutaj tylko zdrowy rozsądek, choć sam chrzest wprowadza pierwiastek "niezgody". Bo jak skazać małe dziecko na noszenie (niechcianego być może kiedyś) przez całe życie "piętna chrześcijaństwa", nie stawiając go w opozycji do wierzącej reszty rodziny?. Nie pozwalając na chrzest stawiasz go w opozycji wobec matki (jeżeli wierząca), zezwalając stawiasz w opozycji wobec Ciebie - i być może kiedyś wobec jego odczuć. Łatwiej nadrobić brak chrztu, niż wymazać brak chrztu. KRK nie chce tego zrozumieć, wręcz uwielbia takie sytuacje...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | |  | 9 na 9 | kika (1657 punktów) |
>skoro chcą, to wierzą i powinienem szanować ich poglądy jakie by nie były.>
Chyba raczej uznawać ich prawo do własnych poglądów. Dlaczego od razu szanować? Poglądy bywają głupie i szkodliwe.
|
|
| | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) | >skoro chcą, to wierzą i powinienem szanować ich poglądy jakie by nie były. A z jakiej paki?! Szanuj ich PRAWO do poglądów i ich nieinwazyjnej realizacji, ale nie szanuj głupot jakie opowiadają, bo ty masz PRAWO uważać ich poglądy za głupie.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | | rafal7 (138 punktów) | >ciężko mi przetrawić taki stopień oderwania od rzeczywistości i chciałbym z tym jakoś 'walczyć'
Każdy jest w jakimś stopniu "oderwany od rzeczywistości". Czy zawsze masz pewność, że twój rozmówca bardziej niż ty?
|
|
| | | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Każdy jest w jakimś stopniu "oderwany od rzeczywistości". Czy zawsze masz pewność, że twój rozmówca bardziej niż ty? W jaki sposób każdy jest "oderwany od rzeczywistości"? Jeśli zaś rozmówca wierzy w narodziny z dziewicy, albo raj płynący miodem i winem z 72 hurysami to mam niejakie podstawy twierdzić, że jest oderwany od rzeczywistości.
|
|
| |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | > ... co do ortodoksów i klerykałów to nie mam żadnych nadziei. Lecz jest duża rzesza "wierzących niepraktykujących" oraz "praktykujących, choć słabo wierzących". Oficjalnie się nie podpiszą, ale przy głosowaniu, np. w referendum? To już różnie może być. Przecież mimo ponad 80% katolików w Polsce część ustaw bliskich klerowi nie ma szans na uchwalenie. Widać to po stosunku do całkowitego zakazu aborcji, do in vitro - o środkach antykoncepcyjnych, czy dyskryminacji kobiet nie wspominając...> ... możliwe że silny ruch racjonalistyczny, skupiający się na pierwszych trzech punktach, gdy odejdzie w oficjalnej polityce (prywatne poglądy to co innego) od punktu ostatniego mógłby uzyskać ich poparcie. Racjonalizm powinien się skupić na deklerykalizacji życia społecznego i rozdziale kościoła od władzy świeckiej. Wbrew pozorom, udział (zwłaszcza duży udział) kleru w życiu państwa i społeczeństwa też się nie podoba wielu wiernym. Wierni takiego ruchu nie stworzą, ale poprzeć (zwłaszcza tam gdzie nie trzeba się wychylać z tłumu) to już co innego...  Jak ja lubię te słowa : Zgadzam się  Może dlatego można w wielu sprawach liczyć na katolików (w Polsce, są wyznaniem przeważającym) że katolicy w większości chcieliby żeby państwo było świeckie, ale kościół katolicki. Teraz mamy jakoś odwrotnie, państwo "religijne" (cudzysłów nieprzypadkowy) a kościół daleki od katolicyzmu. Wiara nie obywa się bez dogmatów. Większości, milczącej większości wierzących nie odpowiadają dogmaty głoszone przez duchownych: 1 Wspomniany dogmat o czwórcy świętej 2 dogmat o nieomylności biskupa ws głosowania na PiS 3 dogmat o zamachu w Smoleńsku 4 dogmat o konieczności nauczania religii w szkołach 5 dogmat o finansowaniu kościoła przez państwo 6 dogmat o współpracy Bolka 7,8,9.... na tym forum nie muszę tych dogmatów wykazywać Ale nie zgadzam się że tych dogmatów nie uznają tylko ludzie "wierzący niepraktykujący" oraz "praktykujący, choć słabo wierzący" Tych dogmatów nie uznają ludzie bardzo głębokiej wiary!!!! Tyle że wiary w ... (tego też ludziom oczytanym pisać nie muszę) a nie wiary w biskupów. > ... możliwe że silny ruch racjonalistyczny, skupiający się na pierwszych trzech punktach, gdy odejdzie w oficjalnej polityce (prywatne poglądy to co innego) od punktu ostatniego mógłby uzyskać ich poparcie. Racjonalizm powinien się skupić na deklerykalizacji życia społecznego i rozdziale kościoła od władzy świeckiej.TAK !!!! ale to jest bardzo deilkatny punkt. Tu niestety, trzeba zastanowić się o co walczyć. Ludzie wierzący (moim zdaniem) są skłonni poprzeć ideę świeckiego państwa, ale pod warunkiem zachowania TOLERANCJI , nie zapominjamy że w imię religii dopuszczano się łajdactw, ale w imię państwa świeckiego również. (osobiście pamiętam oficera StB fotografującego ludzi wchodzących do kościoła, w Puławach Dolnych i Wisłoczku w gminie Rymanów do dziś mieszkają uchodźcy religijni z Czechosłowacji) W Polsce kodeks karny chroni "uczucia religijne" w ČR chroni je osobista kultura i czyni to o wiele skuteczniej ! W ČR nie do pomyślenia jest znalezienie takiego cytatu jak to co napisał Astrotaurus: "Ja, choć od dawna antyklerykał nie czynię publicznych demonstracji, ale kiedyś zdarzyło się, że kilkuletnia córka zadała mi pytanie o jakiś obrazek co wisiał na kościele, odpowiedziałem jej coś o zabobonach i usłyszałem ostrą reprymendę babki co szła tuż za nami z nastoletnią już wnuczką w stylu: "jak można.." itd. Ja na to: "Jak można? a wie pani co one tam robiom? tam taki jeden czarodziej, wyczarowuje z wafelków kawałki fiuta takiego jednego Jezusa i one to wszystkie biorom do gemby..!" Babcię sparaliżowało, ale zdziwiono-rozbawiona mina wnuczki była bezcenna i dobrze rokowała na przyszłość." Tacy ludzie są skazani jedynie na walkę. Ja wolę szukać zgody i idei wspólnego państwa. Pradoksem jest to, że nigdy nie miałem polskiego obywatelstwa
|
|
| | |  | 1 na 1 | astrotaurus (12445 punktów) |
> W ČR nie do pomyślenia jest znalezienie takiego cytatu jak to co napisał AstrotaurusBo w ČR nie do pomyślenia jest by ktoś kto osiwiał z głupoty jedynie śmiał z takim tupetem zwracać komuś uwagę choć nie potrafi wyjaśnić bredni, z powodu których czuje się do zwracania uwagi upoważniony. A mój nick zaczyna się z małej litery. Nie przekręcaj. 
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
12 na 12 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) |
>Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda
Zdefiniuj pojęcie "walczący ateista". Jak sie nie mylę to właśnie wymysł wierzących. To oni nazwali tak ludzi, którzy przestali się ukrywać po piwnicach ze swoim światopoglądem. Którzy zaczęli głośno domagać się poszanowania ich praw. Którzy wytykają sobie państwo i pazerność kleru. Którzy...
Mnie osobiście takie określenie nie przeszkadza, a jeśli mierzi to otumanionych religijną bajką to tym lepiej.
|
|
 | 2 na 2 | MadameDeVoltaire (1428 punktów) | >Mnie osobiście takie określenie nie przeszkadza, a jeśli mierzi to otumanionych religijną bajką to tym lepiej.
Wydaje mi się, że to ich właśnie nie mierzi, tylko daje im jakieś wytłumaczenie dlaczego ignorują takie osoby. Zauważyłam w dyskusji z jednym ze znajomych, który jest największą konserwą świata, że do rozsądku bardziej niż owi "wojujący ateiści" (ja sama nie używam tego sformułowania) przemawiają mu wątpiący w Kościół ludzie wierzący. Pewnie dla ludzi mocno religijnych "wojujący ateista" to taki sam autorytet jak dla mnie "kościelny oszołom".
bang bang, shot you dead
|
|
 | 8 na 8 | Mateusz Kożuch (2120 punktów) | |
|
19 na 19 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda?
Ja jestem ateistką broniącą się.
Obecnie nie latam po żadnych katolickich forach, żeby tamtejszych bywalców antyewangelizować, ale jak ktoś w moim towarzystwie powie np., że jego zdaniem: "ateiści są trochę ślepi", to reaguję i stwierdzam, że moim zdaniem: "teiści są trochę głupi".
|
|
 | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Ja jestem ateistką broniącą się. O to to!! Walczymy w samoobronie, przyparci do muru przez agresywnych, inwazyjnych religijnych. To tylko w religijnym bełkocie samoobrona jest nazywana atakiem.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
9 na 9 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > Czy jesteście ateistami walczącymi(...)?Jesteśmy ateistami zwalczanymi.
|
|
2 na 2 | Selanos (12869 punktów) | >Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda?
Z przekonania, ale nic poza tym. Bo mi się nie chce. Śmiem twierdzić, że większość ateistów w Polsce to ateiści kanapowi, ja się do tej grupy zaliczam. Jest nas więcej w tym kraju niż Żydów czy członków mniejszości niemieckiej być może nawet jest nas więcej niż ich wszystkich razem wziętych, a mimo tego, o każdej z tych pojedynczych grupek mówi się więcej niż o nas.
Gdybym miał o coś powalczyć jako ateista, to walczyłbym o święty spokój. Jak ktoś chce sobie wierzyć, to niech sobie wierzy. Tak długo jak cudza wiara nie wpływa na moje życie, tak długo mam to za przeproszeniem gdzieś.
Niestety tak nie jest. Nie mamy realnego rozdziału kościoła od państwa, Krk wciąż blokuje rozwój nauki, stwarza w Polsce podziały, generuje niespożyte pokłady nienawiści... długo by wymieniać.
|
|
1 na 1 XYZPawel (1001 punktów) (zablokowany) | > Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda?Musimy walczyć o odkłamanie języka, na przykład o nie pisanie "walczący ateiści"  Ja ostatnio więcej i głośniej wyrażam swoje ateistyczny poglądy. Uważam, że warto. Pewno nikogo nie przekonam, ale kropla drąży skałę  Moja walka z audiofilią też idzie jak po grudzie, ale trochę zmieniłem ten Polski audiofilski światek 
o wierze w audio: xyzpawel.blogspot.com
|
|
10 na 10 | RadRado (1047 punktów) | Może zacznijmy od tego co to jest walczący ateizm? "Wyjście z szafy"? Wyrażanie swoich poglądów? Nie wydaje mi się, żeby katolik chodzący do kościoła (czytaj: manifestujący swój katolicyzm) czy muzułmanin chodzący do meczetu byli nazwani "walczącymi". Nawet jeśli czasem niektórzy dyskutują z innowiercami, to o ile w tej dyskusji nie ma argumentu siły nikt ich tak nie nazywa. Dobrze to ilustruje ten obrazek:  Dla mnie wojujący ateizm to ewentualnie sięgnięcie do 'formuły norweskiej', aczkolwiek tam to chyba jednak jacyś neopoganie byli, więc też niezbyt.
|
|
3 na 3 | grief (6 punktów) | Kiedyś starałem się przekonać teistów, że ich poglądy nie mają sensu więc można powiedzieć, ze byłem walczącym ateistą. Ale to nie ma sensu. Po co tłumaczyć cokolwiek człowiekowi, który wiąże się osobiście ze swoimi poglądami i każde podważenie poglądów traktuje jako atak na własną osobę? Uznałem za Schopenhauer'em, że "desipere est ius gentium" ("ludzie mają prawo być głupimi"). I teraz nie przejmuję się poglądami innych. Chyba, że wpływają na moje życie lub na naukę. Wtedy można mnie uznać za "walczącego".
|
|
 | | astrotaurus (12445 punktów) | >Ale to nie ma sensu. Tego z góry nie możesz wiedzieć. Ja kilka osób z wiary wyleczyłem całkowicie, a sporą gromadkę z wiary w to że wiara czyni człowieka coś więcej wartym , że daje prawo do przywilejów. Dla współistnienia ta ograniczona opcja wystarcza w zupełności.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
4 na 4 | emilpromil (184 punktów) | >Jakie macie doświadczenia z tym związane? Ja kiedyś wdawałem się w jakieś dyskusje ideologiczne, >ale praktycznie nigdy do niczego nie prowadziły. Uznałem, że jak ktoś chce wierzyć, to będzie >wierzył i tyle. >Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda?
Bierz udział w bitwach które możesz wygrać. Nawet osoby głęboko wierzące w towarzystwie składającym się w większości z ateistów podczas dyskusji o wierze dosyć szybko kapitulują.
Nie trzeba być ateistą walczącym, wystarczy być ateistą asertywnym (żądnych kompromisów, ślubów, chrzcin, itp.).
|
|
1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda?
Ja jestem ateistą walczącym o to, żeby ateizm nie był niemądry ani tandetny.
Żeby nie podszywał się pod inne idee, od których powinien się odróżniać, np racjonalizm, postępowość albo wolnomyślicielstwo. Żeby nie był negacją tylko uzasadnioną rezygnacją z.
Walka polega na pisaniu postów i komentarzy, które są denerwujące dla różnych forumowiczów z mainstream'u Racjonalisty, za które otrzymuję uzasadnione minusy i wykluczenia.
Z obrońcami wiary staram się nie walczyć, ponieważ walka umacnia głównie ich. -
|
|
 | | letma (109 punktów) | >>Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda? >Ja jestem ateistą walczącym o to, żeby ateizm nie był niemądry ani tandetny.
Wiara jest tematem, który nie podlega debacie. Ktoś przyjmuje nieweryfikowalne założenia i z tym nie da się sprzeczać, chyba że będziemy to robić dla zasady. Ale to będzie tylko woda na młyn, a jeżeli komuś wiara jest potrzebna, to nic nie osiągniemy, tylko narobimy sobie wrogów. Natomiast walka z wpływem KK na nasze życie jest jak najbardziej uzasadniona, tylko trzeba zdefiniować z kim chcemy walczyć. Większość ,,katolików'' których znam wierzy w bardzo okrojony sposób, raczej nie chce być przeciw większości. I ,,olewanie'' jest moim zdaniem najlepszą walką.
|
|
|  | 3 na 3 placek2929 (92 punktów) (zablokowany) | >>>Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda?
Określam siebie jako praktykującego ateistę. Jako były niezbyt gorliwy katolik muszę wiedzieć dlaczego nie wierzę. Wiec staram się poczytać od czasu do czasu jakąś mądrą książkę o niemądrej księdze, a przy okazji iż każdy mężczyzna ma w sobie gen próżności przelewam zdobytą wiedzę na wierzących. Siejąc w ich głowach nieco zamętu. Oczywiście nie nachalnie, nie jestem misjonarzem ale przy okazji dyskusji w gronie znajomych mam czym podeprzeć swój punkt widzenia.
|
|
|  | 2 na 2 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Wiara jest tematem, który nie podlega debacie. Ktoś przyjmuje nieweryfikowalne założenia i z tym nie da się sprzeczać, chyba że będziemy to robić dla zasady.Mieszasz tu dwie kwestie. Z wiarą dyskusji nie ma (z definicji wiary, podobnie jak z gustem), ale poza tym jest to temat bardzo ważny i bardzo obszerny; jest co badać, jest o czym rozmawiać, także z wierzącymi. Jednakże w przypadku rozmów z wierzącymi o twierdzeniach ich wiary należy pilnować by nigdy nie posługiwali się argumentem z wiary: "wierzę, że Bóg jest" - to wyznanie wiary, opis stanu umysłu wyznającego i z tym dyskusji nie ma (i nie ma nawet chyba sposobu by stwierdzić czy on tak na serio czy tylko jaja sobie robi, a może nawet w ogóle nie wie co mówi  ), "Bóg jest" - to twierdzenie odnoszące się do świata poza umysłem podlegające dyskusji, weryfikacji jak każde inne.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 2 na 2 | panTeista (6808 punktów) | >Ktoś przyjmuje nieweryfikowalne założenia i z tym nie da się sprzeczać,
Wiara najczęściej nie wynika z osobistych omamów ale ma za źródło "prawdy" pisma "święte". Wskazanie na to że pisma "święte" są kompilacją wierzeń wcześniejszych, nie ma oryginału Biblii, na przestrzeni dziejów dodawano do niej i odejmowano różne treści, jest argumentem merytorycznym.
>tylko trzeba zdefiniować z kim chcemy walczyć.
I o co. Mnie zależy min. na zaprzestaniu finansowania religii ze środków publicznych.
>,,olewanie'' jest moim zdaniem najlepszą walką.
Można olewać to że ktoś wierzy w faktyczne istnienie mitologicznych postaci, nie można olewać finansowania religii ze środków publicznych i uzurpatorskich wpływów episkopatu na prawodawstwo.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
|
|
4 na 4 | Jacek Tabisz (30006 punktów) | W dyskusji pojawił się wątek, sugerujący, iż dobrze udawać nieateistów i skłaniać swoje organizacje do udawania nieateizmu, aby zachęcić do współpracy wierzących antyklerykałów. Jestem przeciwny takiej idei, uzasadniam to w poniższej bezbożnej pogadance: www.racjon(*)antyklerykalizm.i.ci.prawdziwiDodam, że dla ludzi wierzących niekiedy sam fakt istnienia ateistów to "walczący ateizm".
|
|
2 na 2 | Andrzej Michalski (234 punktów) | > Jakie macie doświadczenia z tym związane?Zajmuję się kontr-ewangelizacją od lat, i mam na tym polu wiele sukcesów  Często znajomi przypominają mi ,że to przeze mnie stracili wiarę i usunęli kościół ze swojego życia, jest to dla mnie największy komplement.  > Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda?Nie każda owieczka się kwalifikuje niestety, jest kilka podstawowych zagadnień które muszą być zrozumiane: 1. proces absorbowania religii ludów podbitych przez imperium rzymskie 2. geopolityka Judei I-wszego wieku 3. literatura rzymska vs literatura żydowska (DSS nie OT) 4. dzieła Józefa Flawiusza jako źródło dla ewangelistów (Steve Mason,Cliff Carrington ,Joseph Atwill, ojcowie kościoła etc)( tinyurl.com/c2udojb) Moja metoda to pokazać ,że religia jest po prostu oszukiwaniem ludzi mniej oczytanych lub posiadających zaburzenia neurologiczne.
|
|
3 na 3 | Luxuria (526 punktów) | Zależy, co to znaczy "walczący". W oczach niektórych strasznie łatwo jest dostać łatkę "walczącego ateisty". Wystarczy się odezwać na ten temat. Walczący jest każdy, kto nie raczy zamknąć się i szanować uczuć religijnych.
Osobiście staram się szukać złotego środka. Nie wypalam przy obiedzie "Boga nie ma!!" ni z gruszki ni z pietruszki i nie szukam na siłę okazji do nawracania, ale nie mam też problemu, żeby powiedzieć, co myślę, jeżeli temat jakoś się pojawi. Czasami nie do końca jest łatwe stwierdzenie, kiedy po prostu wyrażamy poglądy, a kiedy się narzucamy, ale się staram.
Powiedziałabym, że o sprawy społeczne warto walczyć, ale w komentarzu zawęziłeś już swoje pytanie do spraw prywatnych.
|
|
3 na 3 | Sceptyk35 (291 punktów) | >Czy jesteście ateistami walczącymi i w jaki sposób tak naprawdę ta walka wygląda? Tak. Uważam się za ateistę "walczącego". Podstępnie. Swoich chrześcijańskich (nie tylko katolickich, ale np. Mormonów) interlokutorów usilnie namawiam do "studiowania" Biblii. Na wstępie nigdy nie deklaruję się jako ateista, bo to niepotrzebnie stawia barierkę. Zapytany - odpowiadam, że brak mi argumentów za istnieniem Boga, ale jestem otwarty na argumenty. Następnie przedstawiam różne "wątpliwości". Po co Bogu było potrzebne światło pierwszego dnia, dlaczego wcześniej (jako wszechwiedzący) nie wiedział, że jest "dobre" - i tp. Katolicy przeważnie twierdzą, że nie należy Biblii traktować dosłownie. PUŁAPKA - to skąd wiadomo co jest "dosłownego"? Może zmartwychwstanie też jest alegorią? Tylko raz ksiądz (w pociągu) zakończył rozmowę: Jak pan skończy pięcioletnie studia teologiczne, to będziemy mogli dyskutować. Odwócił sie, przykrył płaszczem i udał, że śpi. Mormoni twierdzą, że ST jest źle przetłumaczony. Czemu zatem Jezus nie chciał zmienić nawet litery? Świadków Jehowy najłatwiej wprawiać w zakłopotanie, bo oni przynajmniej czytają Biblię i traktują ją dosłownie. Ale oni (i Mormoni) prędzej dadzą spokój z "nawracaniem", niż potwierdzą wątpliwości. Omal wybuchnąłem śmiechem, jak "starszy" ŚJ (człowiek z wyższym wykształceniem) w związku z jakąś niedorzecznością dotyczącą bodajże Dawida odpowiedział, że jak wstąpi do 1000-letniego królestwa Chrystusowego (co rychło nastąpi), to się go osobiście o to zapyta.
|
|
 | | Grey (2102 punktów) | Jaka jest skuteczność tej metody?
|
|
|  | | Sceptyk35 (291 punktów) | >Jaka jest skuteczność tej metody? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Nie mogę się pochwalić, że kogoś "nawróciłem". Ale kilka razy usłyszałem: "Nie miałem/miałam pojęcia, że tam takie coś jest napisane". A od ŚJ i Mormonów mam od kilku lat spokój, mimo, że ich nie wyrzucałem za drzwi - wręcz przeciwnie. Dzięki temu mam ich najważniejsze księgi i trochę orientuję się, "o co u nich biega". Przekonanych się nie przekona. Ale jeżeli wątpliwości trafią na człowieka myślącego, szczególnie na takiego który nie miał czasu/ochoty zastanowić się nad swoją wiarą i zaufał duchownym, to jest duża nadzieja, że "zatrute" ziarno wyda plon. Nb. Taka była moja droga od praktykującego katolika do ateisty.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|