Racjonalista - Strona głównaDo treści
Statystyczny katolik a ksiądz pedofil

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
04-11-2013 11:33Seweryn (143 punktów)Statystyczny katolik a ksiądz pedofil
Ocena 3 na 3
Cytat ks. Zielińskiego z Fronda.pl:

I tak, mówiąc o problemach Kościoła w Polsce, aż 43 proc. respondentów stwierdziło, że problemem numer jeden, z którym dodatkowo Kościół sobie całkowicie nie radzi, jest pedofilia wśród duchownych. Ale już w odniesieniu do własnej parafii pedofilia znalazła się w ocenie badanych absolutnie na końcu listy problemów Kościoła! Podobnie z opinią na temat homoseksualizmu duchownych: Kiedy ocena dotyczy bezpośrednio parafii respondenta, problem spada i osiąga mniej niż 2 proc. wskazań.
cały tekst tutaj www.fronda(*)i-problemy-kosciola,31701.html


Ale, moi drodzy, czyżby naprawdę ten światły ksiądz nie widział różnicy między 43%-ową próbą statystyczną CAŁEGO SPOŁECZEŃSTWA a 2%-ową próbką wiernych lokalnych katolików którzy chodzą do swojego kościoła i zostawiają tam swoje ciężko uciułane pieniążki? Oczywiście że oni myślą że problem dotyczy innej parafii - ale czy to ma coś do rzeczy? Czy oni w ogóle wiedzą lub próbują się dowiedzieć co się dzieje w ich parafii? Czy stosują jakieś środki uniemożliwiające księdzu bliższy kontakt z dziećmi? Gdyby wiedzieli że ich ksiądz ma coś na sumieniu (z obcym - nie własnym dzieckiem) to czy poszliby do prokuratury czy siedzieliby cicho, albo ewentualnie zmieniliby parafię? Jestem wręcz pewien - i owszem, niestety tak niskie mam zdanie o przeciętnym katoliku - że gruba większość nie robiła by z tego powodu krzyku. Zawsze znalazłaby się jakaś wymówka i księdzu by sie "upiekło"
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sabek (1444 punktów)
Wynurzenia owego księdza są stekiem bzdur. Na podstawie jakichś danych usiłuje udowodnić lansowaną tezę, że księża są cacy, a media be. Czy na podstawie formułki, że problem pedofilii dotyczy mniej niż 2% parafii mam rozumieć, że czynów pedofilskich dopuszcza się 1% księży (licząc, że średnia parafia ma 2 księży)?

Dość jednak powiedzieć, że bardzo często księży oskarżanych o różne przestępstwa broni hałaśliwa grupka parafian, szczególnie dotyczy to wsi. Jak sądzę, jest to podpuszczona mniejszość, bo większość myśląca inaczej siedzi cicho.

Księża dopuszczający się przestępstw lub wybryków obyczajowych nie mają wypisanych swych czynów na czole. Chyba prawie zawsze w wypadku ujawnienia takowych powszechne jest myślenie typu: "On? Przecież to taki wspaniały ksiądz! I z każdym pogada, i kazanie fajne wygłosi, i spotkania oazowe organizuje, jeszcze kościół wyremontował. Nie, to niemożliwe! Ksiądz z parafii xxx - tak, ale przecież nie nasz!". To naturalny ludzki odruch, znany w psychologii, że instynktownie broni się członków swojej społeczności.
04-11-2013 16:43 
 Ocena 2 na 2
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> Przecież to taki wspaniały ksiądz! I z każdym pogada, i kazanie
> fajne wygłosi, i spotkania oazowe organizuje, jeszcze kościół
> wyremontował. Nie, to niemożliwe! Ksiądz z parafii xxx - tak,
> ale przecież nie nasz!". To naturalny ludzki odruch, znany w
> psychologii, że instynktownie broni się członków swojej społeczności.

Tak, typowe myślenie plemienne, przedśredniowieczne - nie mówiąc o oświeceniu.
Często jest jeszcze gorzej - przypuszczam, że spytawszy mieszkańca wsi Tylawa w woj. podkarpackim czy księżom powinno się patrzeć na ręce wszyscy odpowiedzą że tak i że robili to zaraz od początku, gdy wybuchł u nich skandal.

Tyle, że nie jest to wcale gwarancją, że kolejny taki skandal w ich wsi się nie powtórzy.

Ludzie zastosują cały dostępny dla nich arsenał środków obrony swoich przekonań, z wyparciem i zakłamaniem włącznie, zanim w praktyce zechcą zrewidować swój system wartości.
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
Frank Holman (5897 punktów)
>Dość jednak powiedzieć, że bardzo często księży oskarżanych o różne przestępstwa broni hałaśliwa grupka parafian, szczególnie dotyczy to wsi. Jak sądzę, jest to podpuszczona mniejszość, bo większość myśląca inaczej siedzi cicho.
>Księża dopuszczający się przestępstw lub wybryków obyczajowych nie mają wypisanych swych czynów na czole. Chyba prawie zawsze w wypadku ujawnienia takowych powszechne jest myślenie typu: "On? Przecież to taki wspaniały ksiądz! I z każdym pogada, i kazanie fajne wygłosi, i spotkania oazowe organizuje, jeszcze kościół wyremontował. Nie, to niemożliwe! Ksiądz z parafii xxx - tak, ale przecież nie nasz!". To naturalny ludzki odruch, znany w psychologii, że instynktownie broni się członków swojej społeczności.
>
Przede wszystkim to jest myślenie u takiego przeciętnego katopolaczka-wiochmena płci dowolnej (i dowolnego miejsca zamieszkania, bo przeważająca większość z "nas" z zapadłych wsi się wywodzi najdalej 2 pokolenia do tyłu), że ofiara jakoś sama się musiała przyczynić, bo nam normalnym ludziom się takie rzeczy nie dzieją, czytaj: "gówniary same brzuchy/uda/cycki/dupy/cipy* księżom pokazują, a potem obcym (do kamery) płaczą, że im się krzywda stała!". Był już o tym wątek niedawno.

[* skreślić zależnie od tego, jakie jest myślenie wypowiadajcego o poziomie w jakim facet jeszcze powinien panować, a w jakim już może przestać i zacząć rżnąć niezależnie od reakcji, vel - jaki jest osobisty wypowiadającego poziom jeszcze "katomoralności" w dopuszczalnej nagości, a gdzie już zaczyna się tzw. kurestwo]
04-11-2013 21:28 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
Żeby ludzie wiedzieli jaka jest prawda, trzeba by natomiast nw. przykładowe historie czytać im na każdej mszy na podstawie urzędowego nakazu, i do tego jeszcze powtarzać co tydzień przed głownymi wiadomościami na każdym kanale:

Molestowanie nasze powszednie
Cytat:
Spędziłam w Kościele w sumie cztery lata i w tym czasie przydarzyły mi się cztery przypadki molestowania przez księży. Wtedy, rzecz jasna, nie byłam w stanie tego tak nazwać. Kiedy po pierwszej spowiedzi, do której przygotowywałam się bardzo sumiennie, skrupulatnie przepowiadając w pamięci całą litanię moich małych grzechów, żeby dobrze wypaść przed konfesjonałem, młody ksiądz zamiast stuły do pocałowania podsunął mi swoją wąsatą twarz i przymusił do pierwszego w życiu francuskiego pocałunku - nie miałam zielonego pojęcia, co się dzieje. Poczułam obrzydzenie - od razu pobiegłam do zakrystialnej łazienki, żeby się umyć - ale, co przecież oczywiste, wcale nie nakierowane na tego księdza, który wciąż był dla mnie postacią nieziemską i boskim namiestnikiem. Obrzydzenie to zawisło w powietrzu, żeby później trafić rykoszetem w jedyny obiekt, jaki pozostał - czyli mnie samą.

Wydarzenie to zinterpretowałam w typowy sposób, w jaki odbierają je młode ofiary swoich życiowych autorytetów: to niemożliwe, żeby z Nim było coś nie tak - to ja muszę być winna. Po obrzydzeniu przyszedł więc wielki wstyd; ten sam wstyd, który zmusza ofiary do długoletniego milczenia. Milczenia, którego nie potrafią przerwać, bo same nie są pewne, czy wina aby nie leży po ich stronie. A w każdej chwili władza kościelna, w całym swym wspaniałym złoto-srebrnym magnifikacie, gotowa jest im przypomnieć, że tak jest w istocie. Bo wobec tego splendoru ofiary są niczym, zaledwie pyłem i prochem: małym brudem podnoszącym się przeciw świętości.

Nawet jeśli niewinność dziecka jest wiktoriańskim przesądem, to i tak mogę powiedzieć, że tego dnia niewinność bezpowrotnie utraciłam: coś bardzo mrocznego wdarło się do mojej dziecięcej duszy i zadomowiło się w niej na dobre. Przekonanie, że jestem "małą grzesznicą". Tak właśnie, czule i pieszczotliwie, nazywał mnie inny ksiądz, do którego chodziło się "po różańce". Wizytowały go same dziewczynki, które przywabiał obietnicą sprezentowania najpiękniejszego różańca w świecie, od góry do dołu z kryształowych paciorków i złotym krzyżykiem z umęczonym zbawcą na końcu. Mieszkał w drewnianym świdermajerze, starej pożydowskiej willi anińskiej, która po wojnie przypadła plebanii; w zaniedbanym ogrodzie kwitły zdziczałe bzy. W pokoju, w którym nas przyjmował, też pachniało bzami. Sadzał nas sobie na kolanach, głaskał po włosach, szeptał do ucha czułe słówka, a jego ręka uparcie wędrowała pod bluzkę "w poszukiwaniu medalika". Oczywiście, szukając czegoś zupełnie innego.

Wtedy, już o rok starsza od poprzedniego wydarzenia, na które moje młode ja nawet nie wiedziało, jak zareagować, postanowiłam przynajmniej się zdziwić. Moich rodziców się bałam, bo jakoś przeczuwałam, że wzbudzi to w nich wielki gniew i zabronią mi chodzić do kościoła (a ja bardzo chciałam chodzić do kościoła, jak wszystkie moje koleżanki), więc zapytałam niani. Moja niania, osoba bardzo dobra i bardzo katolicka, nawet nie pozwoliła mi dokończyć, przerywając opowieść krzykiem, jak na nią wyjątkowo ostrym: "Dość tych zmyślań!". Nigdy wcześniej nie miałam powodu wątpić w absolutne dobro mojej piastunki, więc i tym razem musiałam przyznać jej rację; może faktycznie kłamię i nic z tego, co opowiadam, się nie wydarzyło? Może ksiądz, tak samo jak moja niania, jest jednak dobry - a ja zła? I tak jak rok wcześniej zostałam "małą grzesznicą", tak teraz dołączyło się nowe samooskarżenie: "mała kłamczuszka".

Potem były też i inne, mniej lub bardziej dwuznaczne incydenty: a to dziwne klapsy połączone z głaskaniem, które katecheta wymierzał, niby to żartobliwie, za rozmaite fantastyczne przewinienia ("ten kwiatek, moje serduszko, powinien być pokolorowany na niebiesko, a nie na czerwono"), a to ukradkowe pocałunki, którymi księża atakowali znienacka, przychodząc po kolędzie i znajdując dziecko akurat przez chwilę samo w pokoju. Niby nic strasznego się nie stało ("Polacy, nic się nie stało!" - woła dziś polski Kościół); nikt mnie przecież nie zgwałcił, nie zmolestował "do końca", wszystko to właściwie były przypadki "czułości", która nieco się odhamowała i zagalopowała. Ale mnie nie nastroiło to dobrze - ani do mężczyzn, ani do erotyzmu. Coś, co powinno - może być - źródłem radości w ciężkiej ludzkiej egzystencji, u mnie od zarania przybrało mroczną postać.
www.krytyk(*)/molestowanie-nasze-powszednie
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> niestety tak niskie mam zdanie o przeciętnym katoliku - że
> gruba większość nie robiła by z tego powodu krzyku. Zawsze
> znalazłaby się jakaś wymówka i księdzu by się "upiekło"

I to jest właśnie jedna z więszych krzywd, którą parafianie robią własnym pasterzom.
Brak kontroli, pobłażanie i kupowanie "na wiarę" tego, co mówi ksiądz versus to, co mówi ich własne dziecko czy też ich własny rozum.

Niestety sprawowanie nadzoru nie jest wpisane do roli owieczki w Biblii i księżom wolno "hulać, piekła nie ma".
Zamykanie się w danej kulturze i jej hermetycznym systemie wartości zawsze prowadzi do większych czy mniejszych wynaturzeń
pozdrawiam

Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
trzykrotka (38 punktów)
Mam przyjemność mieszkać na terenie jednej z tych niezwykłych 2% parafii, których problem dotyczy. W ciągu 15 lat (1987-2002) przewinęło się przez nią pięciu wikariuszy, z których dwóch lubiło dzieci (odsetek przerażający). Jeden został skazany za pedofilię jakiś czas po opuszczeniu tej placówki: miejscowi o wyroku się dowiedzieli, ponieważ nadal rezydował stosunkowo niedaleko. O drugim wiem, że lubił małych chłopców, ponieważ molestował dwóch dorosłych już dziś mężczyzn z mojego otoczenia - nie robią z tego tajemnicy, zresztą niewłaściwe zachowania księdza widziały też inne dzieci i rozmawiały o tym miedzy sobą. Nie jest to więc wiedza tajemna: ofiary i dzieci - świadkowie maja dziś około 30 - 35 lat (historia z początku lat 90.) oraz własne dzieci.
Reakcja parafian na wybryki księży była żadna. Co więcej, przytłaczająca większość miejscowych nadal regularnie praktykuje, nie ma w szkołach mieszczących się na terenie tej parafii ani jednego dziecka nieuczęszczającego na religię, przytłaczająca większość gimnazjalistów przystępuje do bierzmowania...

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365