 |
Do czego była potrzebna religia? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-07-2012 09:41 | Vytautas (4394 punktów) | Do czego była potrzebna religia?
2 na 2 | W 172. nrze MYŚLnicka znalazłem artykuł Matta Ridleya "Ewolucja to już nie to samo, co kiedyś", w którym zawarta myśl zafrapowała mnie: "..., skamieliny sugerują, że rozmiar naszego mózgu osiągnął maksimum 1500 cm3 około 20000 lat temu i od tego czasu zmniejszył się do 1350 cm3. Nasza cywilizacja czerpie teraz całą swoją wynalazczą i kreatywną moc z mózgów połączonych w sieci. Nasza przyszłość zależy od bycia mądrym nie indywidualnie, lecz zbiorowo.". Zastanówmy się, na czym polegało owo tworzenie sieci mózgów. Potrzebna jest współpraca. Czytałem kiedyś w świętej pamięci "Problemach" artykuł jakiegoś podglądacza małp, o tym, jak sobie radziły szympansy, gdy coś dla nich atrakcyjnego na ich oczach przywalono kamieniem, na tyle wielkim, że jeden nawet najsilniejszy samiec go odwalić nie zdołał. Nie miałyby kłopotów, gdyby wpadły na pomysł, aby zabrać się do tej roboty przynajmniej we dwóch. Nie wpadły, kamienia nie odwaliły. Tego progu ich szympansi umysł przekroczyć nie zdołał. Potrzebny jest altruizm. Należy wspomóc w nieszczęściu bliźniego, bo może przyjdzie czas, kiedy nam się taka pomoc przyda. Potrzebna jest gotowość do poświęcenia się dla dobra wspólnego. Już Darwin zauważył w O pochodzeniu człowieka, że "Plemię, którego członków cechuje stała gotowość do wzajemnej pomocy i poświęcenia się dla wspólnego dobra, jest w stanie pokonać większość innych plemion -- i to jest właśnie dobór naturalny. W początkach tworzenia instytucji społecznych, organów władzy, formułowania zasad etycznych, w czynnościach tych dominowały religie. Do tej pory w mniemaniu większości posługującej się "chłopskim rozumem", religia to to samo co etyka. Królowie zawsze byli z bożej łaski, na stołach, przy których zasiadali sędziowie zawsze stał krucyfiks, lub inny symbol religijny, a o prawdziwość zeznań świadka poparta była przysięgą w obecności majestatu boga. Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
7 na 7 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.
Z tego wynika, że obrzezanie i składanie ofiar z ludzi też były potrzebne, bo były elementem religii?
|
|
 | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. >Z tego wynika, że obrzezanie i składanie ofiar z ludzi też były potrzebne, bo były elementem religii? A jednak były potrzebne, po to, żeby dawać dobry przykład, że interes własny jest mniej ważny niż interes społeczny. W taki sposób też budowano więź społeczną.
|
|
|  | 3 na 3 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >>> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. >>Z tego wynika, że obrzezanie i składanie ofiar z ludzi też były potrzebne, bo były elementem religii? > A jednak były potrzebne, po to, żeby dawać dobry przykład, że interes własny jest mniej ważny niż interes społeczny. W taki sposób też budowano więź społeczną.
Podany przez Ciebie przykład udowadnia coś przeciwnego. Interes własny jest najważniejszy, a maksymalizację jego zaspokojenia uzyskujemy łącząc wysiłki w ramach społeczności.
|
|
| |  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >Interes własny jest najważniejszy, a maksymalizację jego zaspokojenia uzyskujemy łącząc wysiłki w ramach społeczności. Jeśli tak to pewnie wtedy gdy się uda wykorzystać we własnym interesie "połączone w ramach społeczności wysiłki" . Zapachniało tutaj pewną ideologią.
***** "Kapitalizm to taka niezwykła wiara, że najwięksi krętacze zrobią najbardziej pokrętne rzeczy i wyjdzie z tego największe, powszechne dobro" - J. M. Keynes
|
|
3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.
No ba! Inaczej by nie zaistniała. Potrzebna nie oznacza jednak, że była warunkowana koniecznością, ale właśnie jedna z rozlicznych potrzeb jedynie. Potrzebą trafiającą w sprzyjające jej realizacji niedoskonałości umysłu.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
 | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >>Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. > Potrzebna nie oznacza jednak, że była warunkowana koniecznością, ale właśnie jedna z rozlicznych potrzeb jedynie. Potrzebą trafiającą w sprzyjające jej realizacji niedoskonałości umysłu. Sądzę, że większość zmian genotypu, które warunkowały ewolucyjne doskonalenie gatunku nie była warunkowana koniecznością. Nie były konieczne, ale w końcu okazały się potrzebne, czy raczej przydatne.
|
|
4 na 4 | slik (20011 punktów) | Religie są potrzebne politykom, bo uspokajają one rewolucyjne nastroje wśród ludu. nie mającego nic, pracującego za grosze, bez nadziei na lepsze jutro. Poprzez obietnice życia wiecznego, sprawiedliwego sądu ostatecznego, nagrody po śmierci dla uczciwych i dobrych, ludzie uspokajają się, nastroje odwetu, zemsty, chęci zmiany czegokolwiek, maleją (tzw. konserwatyzm). Tłumaczą sobie oni to tak, może tu na Ziemi za dobrze mi nie jest, może mnie wykorzystują ciągle inni, może jestem tu nikim, ale zniosę to z zaciśniętymi zębami, a w nagrodę w życiu pośmiertnym zaznam dostatku (ostatni będą pierwszymi) i spokoju. Stąd trzymanie ludzi w wierze jest niezbędne dla spokoju tzw. elit, które same są ateistyczne do bólu, choć się do tego nie przyznają, choćby je ogniem palono, bo wiedzą, że to zrujnowałoby system w którym oni i ich rodziny żyją ponad stan, kosztem wyzysku szarego człowieka. ~rewolucyjny
|
|
3 na 3 | finerbijk (17282 punktów) | > Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. Kiedyś w Ameryce Środkowej była potrzebna, żeby Słońce mogło co rano wstawać. Dziś dla wielu jest potrzebna, aby po śmierci żyło się lepiej. Ale co to ma wspólnego z altruizmem i ogólnym dobrem?
|
|
3 na 3 | Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów) |
> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.
Prawdopodobnie nie jest to trafne sformułowanie. Nie tyle "potrzebna", co raczej "nieunikniona". To, że nasze potrzeby i lęki znalazły ujście w religii, nie świadczy oczywiście o jej prawdziwości, ale ujawnia prawdę o człowieku. O ile można by się częściowo zgodzić z terminem "potrzebna", choć wymaga to dłuższej dyskusji, to ta właśnie "potrzeba" została sprytnie wykorzystana przez wszelkiej maści szamanów i kapłanów, których byt zależy od tego, aby ludzie czuli, że nadal potrzebują religii. Temat jest ciekawy i obszerny. Jeśli wszystko się dobrze potoczy, to być może jeszcze przed świętem urodzin Newtona (zwanym nieprawidłowo, aczkolwiek powszechnie, świętami Bożego Narodzenia) ukaże się polskie tłumaczenie książki "Dlaczego wierzymy w boga/ów", w której bardzo prosto opisane są biologiczne, biochemiczne, ewolucyjne i psychologiczne mechanizmy wykorzystane - a właściwie po prostu zawłaszczone - przez wszystkie religie świata. Niestety, autor tej książki na religię psioczy, a wręcz ukazuje jej szkodliwość na obecnym etapie rozwoju naszego gatunku. _
|
|
 | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. >..., autor tej książki na religię psioczy, a wręcz ukazuje jej szkodliwość na obecnym etapie rozwoju naszego gatunku. Ja też uważam, że chociaż była potrzebna, to już nie jest.
|
|
|  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >>>Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. >>..., autor tej książki na religię psioczy, a wręcz ukazuje jej szkodliwość na obecnym etapie rozwoju naszego gatunku. >Ja też uważam, że chociaż była potrzebna, to już nie jest. Ale wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że mimo zwycięskiego marszu sekularyzacji obietnice które nosi postęp technologiczny nie spełniają się. Może w takim razie jest potrzebna jakaś inna religia, całkiem nowa ?
|
|
| |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Ale wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że mimo zwycięskiego marszu sekularyzacji obietnice które nosi postęp technologiczny nie spełniają się. >Może w takim razie jest potrzebna jakaś inna religia, całkiem nowa ? A jakież to znaki z nieba otrzymujesz, że obietnice postępu technicznego nie spełniają się? Religia jest oparta na wierze, a wiara, to przyjmowanie za prawdę bez dowodu, jakichś twierdzeń. Użyteczność nauki zasadza się na tym, że pozwala na tworzenie nowych technologii, a złożona jest z twierdzeń, które udowodniono, a nie przyjęto na wiarę. Trzeba poczekać, a ludzie wymyślą technologie, które spełnią owe nie spełnione dotąd obietnice. Do tego dążą i kiedyś wreszcie je spełnią. Żadna nowa religia nie jest potrzebna -- no chyba tylko nowym oszustom.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | > >Ale wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że mimo zwycięskiego marszu sekularyzacji obietnice które nosi postęp technologiczny nie spełniają się.> >Może w takim razie jest potrzebna jakaś inna religia, całkiem nowa ?> A jakież to znaki z nieba otrzymujesz, że obietnice postępu technicznego nie spełniają się?Miałem na myśli liczne anomalia klimatyczne, powodzie, susze, pożary, z którymi nawet państwa o wysokim poziomie technologii nie mogą sobie poradzić, trąby powietrzne nawet w rejonach gdzie one nie występowały lub występowały niezwykle rzadko. Zjawiska które wielu naukowców wiąże ze zjawiskiem ocieplenia klimatu. Myślę, że zwrotu "z nieba" nie bierzesz w sensie religijnym  . > Religia jest oparta na wierze, a wiara, to przyjmowanie za prawdę bez dowodu, jakichś twierdzeń.Myślę, że religia może być także oparta na nadziei, gdy prawdziwa wiara z jakichś powodów nie jest możliwa. > Trzeba poczekać, a ludzie wymyślą technologie, które spełnią owe nie spełnione dotąd obietnice. Do tego dążą i kiedyś wreszcie je spełnią.Możliwe, ale zastanawiam się, czy to co właśnie napisałeś to przykład wiary czy nadziei  . > Żadna nowa religia nie jest potrzebna -- no chyba tylko nowym oszustom.Nie byłbym taki pewny. Znaczenie wprawdzie tracą religie oparte na tradycyjnym rozumieniu Boga, ale pojawiają się nowe i zyskują coraz to nowych wyznawców. Widocznie człowiek ma jeszcze jakąś potrzebę skłaniającą go do jakiejś wiary i praktyk religijnych, niekoniecznie w odniesieniu do tradycyjnie rozumianego Boga. Może to jest tak, że w świecie w którym nic nie jest święte (w ogólnym znaczeniu) człowiek nie potrafi określić swojej tożsamości, kierunku (traci busolę) stając się dryfującą wydmuszką na falach oceanu, popychaną porywami wiatru o różnych kierunkach. Stąd poczucie zagubienia, osamotnienia i bezsensu własnej egzystencji. W tym kontekscie religia może być potrzebna.
|
|
 | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. >Prawdopodobnie nie jest to trafne sformułowanie. Nie tyle "potrzebna", co raczej "nieunikniona".
Jest to nie tylko sformułowanie nietrafne, ale i nieprawdziwe. Odpowiednie ludowe powiedzonko brzmi: potrzebny jak wrzód na zadku. Przyjrzyj się analogii. Wrzód jest obszarem gdzie odbywa się walka organizmu z agresją jakichś bakterii chorobotwórczych, opuchnięcie, ropa, zaczerwienienie. Czy to jest potrzebne albo nieuniknione? Tak samo z religią: zostaje wtłoczona do umysłu w postaci memów, nawyków, w końcu staje się nałogiem. Jest to infekcja, która integruje się i przeradza w postać przewlekłą, z którą można żyć i nawet sobie chwalić, jak to pewien facet, który chwalił się żoną, że ma robaki, a on jest wędkarzem.
> "Dlaczego wierzymy w boga/ów",
Autor? -
|
|
|  | 2 na 2 | Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów) |
>> "Dlaczego wierzymy w boga/ów", >Autor? >- Podtytuł brzmi "Krótkie wprowadzenie do nauki o wierze", a autorem jest J. Anderson Thompson, amerykański psychiatra i psycholog ewolucyjny, który jest członkiem zarządu fundacji Richarda Dawkinsa. Ten ostatni napisał do tej książki przedmowę. Pozycja ta już od pół roku jest niemal gotowa do wydania po polsku i ukaże się, gdy tylko warunki na to pozwolą. Jeśli uda się to zrobić dość szybko, to polskie wydanie będzie drugie po amerykańskim. Na razie musi poczekać na lepsze czasy, niestety. _
|
|
|  | 4 na 4 | Ania. (14138 punktów) | >Przyjrzyj się analogii. Wrzód jest obszarem gdzie odbywa się walka organizmu z agresją jakichś bakterii chorobotwórczych, opuchnięcie, ropa, zaczerwienienie. Czy to jest potrzebne albo nieuniknione? >Tak samo z religią: zostaje wtłoczona do umysłu w postaci memów, nawyków, w końcu staje się nałogiem. Jest to infekcja, która integruje się i przeradza w postać przewlekłą, z którą można żyć i nawet sobie chwalić, jak to pewien facet, który chwalił się żoną, że ma robaki, a on jest wędkarzem. Biolodzy, neurolodzy, psycholodzy, socjolodzy i pewnie jeszcze paru logów próbuje dojść do przyczyn, dla których w ogóle organizmy ludzkie stały się na taką manipulację podatne. Oczywiście hipotezy w dużej mierze nie są "rozdzielne" czyli prawdopodobnie złożyło się na to wiele czynników i pewnie spora część hipotez i jeszcze może parę, które powstanie w przyszłości, są trafione.
Zrozumienie, jakie czynniki spowodowały naszą podatność na tę ułudę może być dla nas ważne, nie sądzisz?
Np. wiemy, dlaczego doszukują się Marii na tostach i na konarach, a nawet w plamach po detergencie na szybie. Ewolucjonizm i neurologia wyjaśniły tę cechę naszego umysłu, i do czego była nam przydatna.
|
|
| |  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >Zrozumienie, jakie czynniki spowodowały naszą podatność na tę ułudę może być dla nas ważne, nie sądzisz?
Tak sądzę, aczkolwiek dla wielu ateistów przyczyny skłonności religijnych nie są ważne, zadowalają się pierwszym lepszym wyjaśnieniem, albo w ogóle żadnym. Nie wierzę i już, a tamci wierzą, bo są głupi.
>Oczywiście hipotezy w dużej mierze nie są "rozdzielne" czyli prawdopodobnie złożyło się na to wiele czynników
Tak przedstawia to autor książki, o której wyżej wspomina Dariusz Jamrozowicz i wygląda na to, że takie jest najbardziej powszechne podejście. Ale nie jest dokładnie tak. Wśród przyczyn skłonności religijnych jedna jest podstawowa, szczególnie istotna. Mam na ten temat własną teorię. Książkę Why we Belive in God(s) przeczytałem szukając czy autor też znalazł tę przyczynę. Nie znalazł.
> i pewnie spora część hipotez i jeszcze może parę, które powstanie w przyszłości, są trafione.
Kwestia podatnnosci na wiarę religijną jest złożona, wiele czynników i okoliczności składa się na wynik końcowy, ale większość z nich powoduje tylko utrwalenie (ukierunkowanie, zrealizowanie, ubranie w słowa, zafiksowanie) wrodzonej skłonności a nie wywołują jej samej.
>Biolodzy, neurolodzy, psycholodzy, socjolodzy
No właśnie. Większe szanse miałyby psycholożki, neurolożki...
>Np. wiemy, dlaczego doszukują się Marii na tostach i na konarach, a nawet w plamach po detergencie na szybie. Ewolucjonizm i neurologia wyjaśniły tę cechę naszego umysłu, i do czego była nam przydatna.
To wyjaśnia dlaczego łatwo się ogłupiamy, a nie dlaczego powstają skłonności -
|
|
| | |  | 4 na 4 | Ania. (14138 punktów) | > >Zrozumienie, jakie czynniki spowodowały naszą podatność na tę ułudę może być dla nas ważne, nie sądzisz?> Tak sądzę, aczkolwiek dla wielu ateistów przyczyny skłonności religijnych nie są ważne, zadowalają się pierwszym lepszym wyjaśnieniem, albo w ogóle żadnym. Nie wierzę i już, a tamci wierzą, bo są głupi.Chyba to się tak nie przekłada. Podatność ewolucyjna nie tłumaczy naszych zachowań dziś. Nie wystarczy zrozumienie, że ewolucyjnie opłacało się odgryźć ucho konkurentowi o względy samicy - przykład wymyślony, albo prawdziwy - u wielu gatunków samiec pozyskujący samicę z młodymi zabijał młode, więc facet pozyskujący kobietę z dziećmi powinien zabić jej młode? Podatność ewolucyjna na wiarę nie tłumaczy osób wierzących dziś, bo nasza kultura poszła o duży krok dalej i religie dziś to koszmarny efekt uboczny. > >Oczywiście hipotezy w dużej mierze nie są "rozdzielne" czyli prawdopodobnie złożyło się na to wiele czynników> Tak przedstawia to autor książki, o której wyżej wspomina Dariusz Jamrozowicz i wygląda na to, że takie jest najbardziej powszechne podejście. Ale nie jest dokładnie tak. Wśród przyczyn skłonności religijnych jedna jest podstawowa, szczególnie istotna. Mam na ten temat własną teorię. Książkę Why we Belive in God(s) przeczytałem szukając czy autor też znalazł tę przyczynę. Nie znalazł.Zwykle osoby trafiające na pomysł, autorzy hipotez uważają, że ich pomysł jest podstawowy  Jak się podzielisz, to przemyślimy. > > i pewnie spora część hipotez i jeszcze może parę, które powstanie w przyszłości, są trafione.> Kwestia podatnnosci na wiarę religijną jest złożona, wiele czynników i okoliczności składa się na wynik końcowy, ale większość z nich powoduje tylko utrwalenie (ukierunkowanie, zrealizowanie, ubranie w słowa, zafiksowanie) wrodzonej skłonności a nie wywołują jej samej.Nie sądzę. Podatność jest również zakodowana ewolucyjnie i o tym ja piszę. Tak samo jak np. skłonność do dostrzegania twarzy. > >Biolodzy, neurolodzy, psycholodzy, socjolodzy> No właśnie. Większe szanse miałyby psycholożki, neurolożki...Nie cierpię tworzenia żeńskich końcówek. > >Np. wiemy, dlaczego doszukują się Marii na tostach i na konarach, a nawet w plamach po detergencie na szybie. Ewolucjonizm i neurologia wyjaśniły tę cechę naszego umysłu, i do czego była nam przydatna.> To wyjaśnia dlaczego łatwo się ogłupiamy, a nie dlaczego powstają skłonnościNie, wyjaśnia dlaczego doszukujemy się wzorców. Dokładnie to.
|
|
| | | |  | | Scorp (5381 punktów) | > Podatność ewolucyjna na wiarę nie tłumaczy osób wierzących dziś, bo nasza kultura poszła o duży krok dalej i religie dziś to koszmarny efekt uboczny.Nie twierdzę niczego o 'podatności ewolucyjnej', oprócz tego że ten termin wydaje mi się niejasny. A religie z pewnością nie są efektem ubocznym ani ewolucji ani niczego innego. Podatność na przyjmowanie wiary religijnej nie jest efektem ewolucyjnym. > Zwykle osoby trafiające na pomysł, autorzy hipotez uważają, że ich pomysł jest podstawowy Różnie bywa, zależy od hipotezy. > Jak się podzielisz, to przemyślimy.Kto my? > Nie sądzę. Podatność jest również zakodowana ewolucyjnie i o tym ja piszę.Jeżeli chodzi o podatność na wiarę i religijność, to nie sądzę by ewolucyjnie. Nie ma przesłanek, korzyści ewolucyjne zbyt krótkotrwałe i sprzeczne (np. religia wiąże grupy ale dzieli społeczeństwo; odkąd są religie, są i wojny religijne). Memetyka sprawdza się tu lepiej niż darwinizm. > Tak samo jak np. skłonność do dostrzegania twarzy.Dostrzegamy twarze (pyski, mimikę, mowę ciała, my i zwierzęta) od setek tysięcy lat, natomiast wszelkie creda i dogmaty są znacznie młodsze. > >No właśnie. Większe szanse miałyby psycholożki, neurolożki...> Nie cierpię tworzenia żeńskich końcówek.Przepraszam, nie wiedziałem. Chodziło mi o to, że niektóre rzeczy łatwiej wytłumaczyć kobietom niż mężczyznom, inne odwrotnie. Wrodzone predyspozycje... > >To wyjaśnia dlaczego łatwo się ogłupiamy, a nie dlaczego powstają skłonności> Nie, wyjaśnia dlaczego doszukujemy się wzorców.> Dokładnie to.Znowu potrzebne rozróżnienie. Co innego wzorzec (w sensie: model stosowany) a co innego jego rozpoznanie, właściwe lub fałszywe. W religijności mamy dowoli wzorców (ten z brodą, inny z piorunami, tamten na krzyżu), ale jedną tylko skłonność do ich przyjmowania - i niezależnie od wzorca kilka dobrych metod do tego, żeby je utrwalić na całe życie. No i jedną metodę żeby się ich pozbyć: używanie rozumu. Mam nadzieję, że w tym ostatnim nareszcie się zgadzamy. -
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Ania. (14138 punktów) | > >Podatność ewolucyjna na wiarę nie tłumaczy osób wierzących dziś, bo nasza kultura poszła o duży krok dalej i religie dziś to koszmarny efekt uboczny.> Nie twierdzę niczego o 'podatności ewolucyjnej', oprócz tego że ten termin wydaje mi się niejasny.> A religie z pewnością nie są efektem ubocznym ani ewolucji ani niczego innego. Podatność na przyjmowanie wiary religijnej nie jest efektem ewolucyjnym.My jesteśmy wynikiem ewolucji i każda nasza cecha jest wynikiem naszej ewolucji. Skąd ta pewność, że podatność na religię nie jest taką cechą, skoro KAŻDA nasza cecha jest? > >Zwykle osoby trafiające na pomysł, autorzy hipotez uważają, że ich pomysł jest podstawowy > Różnie bywa, zależy od hipotezy.Zwykle nie  Tak to jest, że autor hipotezy zwykle najsilniej jest do niej przekonany. > >Jak się podzielisz, to przemyślimy.> Kto my?My - forum. Ja i inni użytkownicy. > >Nie sądzę. Podatność jest również zakodowana ewolucyjnie i o tym ja piszę.> Jeżeli chodzi o podatność na wiarę i religijność, to nie sądzę by ewolucyjnie. Nie ma przesłanek, korzyści ewolucyjne zbyt krótkotrwałe i sprzeczne (np. religia wiąże grupy ale dzieli społeczeństwo; odkąd są religie, są i wojny religijne). Memetyka sprawdza się tu lepiej niż darwinizm.Memy to jedno, a podatność organizmów do tworzenia określonych memów, to drugie. Dlaczego mem boga jest taki trwały, tak łatwo powstaje? Wynika to z pewnych cech naszego umysłu, które same z siebie powstały niezależnie. Np. skłonność do postrzegania związków przyczynowo-skutkowych, antropomorfizacja itd. > >Tak samo jak np. skłonność do dostrzegania twarzy.> Dostrzegamy twarze (pyski, mimikę, mowę ciała, my i zwierzęta) od setek tysięcy lat, natomiast wszelkie creda i dogmaty są znacznie młodsze.Nie szkodzi, dogmaty to efekt najmniej ważny. Ważne jest, dlaczego umysł ludzki tak lubi je tworzyć, tak łatwo je przyjmuje. W tym ostatnim duże znaczenie ma podatność na autorytety w dzieciństwie, a to z kolei to jasna cecha ewolucyjna. > >>To wyjaśnia dlaczego łatwo się ogłupiamy, a nie dlaczego powstają skłonności> >Nie, wyjaśnia dlaczego doszukujemy się wzorców.> >Dokładnie to.> Znowu potrzebne rozróżnienie. Co innego wzorzec (w sensie: model stosowany) a co innego jego rozpoznanie, właściwe lub fałszywe. W religijności mamy dowoli wzorców (ten z brodą, inny z piorunami, tamten na krzyżu), ale jedną tylko skłonność do ich przyjmowania - i niezależnie od wzorca kilka dobrych metod do tego, żeby je utrwalić na całe życie. No i jedną metodę żeby się ich pozbyć: używanie rozumu.> Mam nadzieję, że w tym ostatnim nareszcie się zgadzamy.Nie, chodzi o wzorce bardzo ogólne. Doszukujemy się wzorców, nawet jeśli są tylko pozorne, bo bardziej opłacało się stworzyć fałszywy wzorzec niż pominąć istniejący, stąd tendencja do wykrywania twarzy i antropomorfizacja - od dość dawna to ludzie byli dla nas najgroźniejsi.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | Jeżeli chodzi o podatność na wiarę i religijność, to nie sądzę by ewolucyjnie. Nie ma przesłanek, korzyści ewolucyjne zbyt krótkotrwałe i sprzeczne (np. religia wiąże grupy ale dzieli społeczeństwo; odkąd są religie, są i wojny religijne). Memetyka sprawdza się tu lepiej niż darwinizm.> Memy to jedno, a podatność organizmów do tworzenia określonych memów, to drugie.> Dlaczego mem boga jest taki trwały, tak łatwo powstaje?> Wynika to z pewnych cech naszego umysłu, które same z siebie powstały niezależnie. Np. >skłonność do postrzegania związków przyczynowo-skutkowych, antropomorfizacja itd.<Daniel C. Dennett w "Odczarowanie. religia jako zjawisko naturalne"(PIW 2008), w pierwszym rozdziale, który jest zaczątkiem rozważań na temat "pochodzenia religii" pisze tak: str.27-28:Zacząłem od porównania idei, która zawładnęła ludzkim mózgiem, do pasozytniczego robaka [motyliczka wątrobowa], który opanował mózg mrówki;porównanie to wydaje się zapewne naciągane i ekstrawaganckie. Idee, nie są, w odróżnieniu od robaków, istotami żywymi i nie opanowuja mózgów; są one tworami umysłów. Zgadzam się z obydwoma tymi twierdzeniami, lecz jako zarzuty nie są one tak istotne, jak mogą się wydawać na pierwszy rzut oka. Idee nie są istotami żywymi, nie widzą dokąd się udają i nie mają odnóży, za pomocą których mogłyby sterować mózgiem sewgo gospodarza, nawet gdyby widziały. To prawda, lecz motylniczka wątrobowa też nie jest błyskotliwym naukowcem; w istocie rzeczy nie przewyższa inteligencja marchewki: nawet nie posiada mózgu. Tym, co posiada, jest tylko cechą oddziaływania na mózgi w ten użyteczny dla siebie sposób zawsze, gdy wejdzie z nimi w kontakt.(Jest to cecha tego samego rodzaju, jak podobne do oczu plamy na skrzydłach motyla(...) - motyl na ty korzysta , lecz nie świadczy to o jego mądrości). Nieożywiona idea, mająca odpowiednie właściwości, mogłaby oddziałowywać na mózg w sposób dla niej korzystny, wcale nie wiedząc, że to czyni. A jeśli tak jest, idea może prosperować dzięki tym swoim właściwościom. Warto do niej zajrzeć - wiele może wyjaśnić.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | |  | 1 na 3 | Scorp (5381 punktów) | >My jesteśmy wynikiem ewolucji i każda nasza cecha jest wynikiem naszej ewolucji.
Lubię takie mądrostki. "My jesteśmy wynikiem działania praw fizyki i każda nasza cecha jest wynikiem działania praw fizyki". Jesteśmy dziećmi Kosmosu, jesteśmy wynikiem oddziaływania sił atomowych... i tak dalej. Każda nasza cecha jest wynikiem działania sił atomowych.
>Skąd ta pewność, że podatność na religię nie jest taką cechą, skoro KAŻDA nasza cecha jest?
Cechy nasze mają różne pochodzenie. Jedne pochodzą z wychowania w rodzinie, inne ze społeczeństwa, jeszcze inne są wynikiem przetasowania genów rodziców, a o niektórych, gatunkowych, (jak posiadanie oczu czy rodzaj metabolizmu) można powiedzieć że powstały ewolucyjnie. Te właśnie są najmniej interesujące dla rozważanego tematu religijności.
>Tak to jest, że autor hipotezy zwykle najsilniej jest do niej przekonany.
Najczęściej tak jest, ale słyszałem opowiadanie o pewnym profesorze, który coś tam odkrył czy wymyslił, ale tak się wahał, że cały zespół musiał go przekonywać do jego własnego wynalazku. Szczególnie jedna asystentka, która póżniej została jego żoną. Ale w dzisiejszych czasach grantów i 'publish or perish' takich naukowców już pewnie nie ma.
>My - forum. Ja i inni użytkownicy.
Nasze demokratyczne forum nadaje się raczej do kłótni niż do argumentacji.
>Dlaczego mem boga jest taki trwały, tak łatwo powstaje?
Nie użył bym określenia: mem boga (to raczej idea), natomiast memetyczny charakter ma religia. Każda z jej cech: łatwość powstawania, dynamika, zaraźliwość, trwałość ma inny zestaw przyczyn.
>W tym ostatnim duże znaczenie ma podatność na autorytety w dzieciństwie, a to z kolei to jasna cecha ewolucyjna.
W dzieciństwie mamy różne cechy i zachowania, z których potem wyrastamy. W wieku dorastania podatność na autorytety mija, wtedy kwestionuje się je wszystkie, łącznie z autorytetem rodziców. Znaczenie tej "cechy ewolucyjnej" spada do zera. Wielu młodych ludzi po odrzuceniu autorytetu rodziców (byle tylko dawali pieniądze...), szkoły, prawa, policji - wchodzi w konflikt ze społeczeństwem, ale wraca do religijności, już nie dlatego, że prowadzi ich do tego jakiś autorytet, ale z wyboru. Niekiedy nawet odrzucając autorytet ateizujących rodziców.
>Doszukujemy się wzorców, nawet jeśli są tylko pozorne, bo bardziej opłacało się stworzyć fałszywy wzorzec niż pominąć istniejący, stąd tendencja do wykrywania twarzy i antropomorfizacja - od dość dawna to ludzie byli dla nas najgroźniejsi.
Fałszywe rozpoznanie, złudzenia optyczne i inne figle umysłu trwają krótko. Zaraz potem przychodzi refleksja: widziałem to, czy tylko mi się wydawało? Skłonność do sprawdzania rozpoznania i późniejszej krytycznej refleksji jest równie trwała i automatyczna w naszym gatunku, "ewolucyjna" jeżeli chcesz. Dlatego wzorcom, fałszywym schematom rozpoznawczym i antropomorfizacji nie można przypisywać jakiejś specjalnej roli w tworzeniu religijności. Przyczyna leży w warstwie przed-umysłowej. -
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | Ania. (14138 punktów) | >>My jesteśmy wynikiem ewolucji i każda nasza cecha jest wynikiem naszej ewolucji. >Lubię takie mądrostki. "My jesteśmy wynikiem działania praw fizyki i każda nasza cecha jest wynikiem działania praw fizyki". Oczywiście, każda cecha naszego ciała musi być zgodna z prawami fizyki. Również każda cecha naszego ciała musiała powstać w wyniku ewolucji, zatem można ewolucją ją wyjaśnić. Nawet inteligencję, zazdrość, altruizm, a więc i religię.
>Jesteśmy dziećmi Kosmosu, jesteśmy wynikiem oddziaływania sił atomowych... i tak dalej. Każda nasza cecha jest wynikiem działania sił atomowych. Oczywiście, schodząc na ten poziom również musi się wszystko zgadzać.
>>Skąd ta pewność, że podatność na religię nie jest taką cechą, skoro KAŻDA nasza cecha jest? >Cechy nasze mają różne pochodzenie. Jedne pochodzą z wychowania w rodzinie, inne ze społeczeństwa, jeszcze inne są wynikiem przetasowania genów rodziców, a o niektórych, gatunkowych, (jak posiadanie oczu czy rodzaj metabolizmu) można powiedzieć że powstały ewolucyjnie. Te właśnie są najmniej interesujące dla rozważanego tematu religijności. Cechy osobnicze wynikają z wychowania, w tym przypadku mamy wyraźną cechę gatunkową. Nie każda cecha ewolucyjna musi być genetyczna, jednak zwykle potencjał wynika z czystej genetyki i fizjologii. Powszechność i upodobanie, szczególnie tzw."prymitywnych kultur" do religii sugeruje, że to powszechny proces populacji. A zatem doszukiwanie się przyczyn w ewolucji jest tak samo uzasadnione, jak wyjaśnienie dlaczego mamusia opiekuje się dzieckiem, albo dlaczego babcia pomaga jej w tym. Te zachowania również wynikają z ewolucji. Tak samo np. uzasadnienie dlaczego wydawało nam się, że trzęsienie ziemi to efekt czyjegoś działania.
>>Tak to jest, że autor hipotezy zwykle najsilniej jest do niej przekonany. >Najczęściej tak jest, ale słyszałem opowiadanie o pewnym profesorze, który coś tam odkrył czy wymyslił, ale tak się wahał, że cały zespół musiał go przekonywać do jego własnego wynalazku. Szczególnie jedna asystentka, która póżniej została jego żoną. >Ale w dzisiejszych czasach grantów i 'publish or perish' takich naukowców już pewnie nie ma. Oczywiście, pytanie, czy wahał się, bo nie był przekonany, czy też obawiał się konsekwencji społecznych...
>>My - forum. Ja i inni użytkownicy. >Nasze demokratyczne forum nadaje się raczej do kłótni niż do argumentacji. Jestem optymistką, nadal wierzę, że argumentacja jest skuteczna.
>>Dlaczego mem boga jest taki trwały, tak łatwo powstaje? >Nie użył bym określenia: mem boga (to raczej idea), natomiast memetyczny charakter ma religia. Każda z jej cech: łatwość powstawania, dynamika, zaraźliwość, trwałość ma inny zestaw przyczyn. Mem to idea, idea jest memem. Nie tylko religia jako kompleks, ale i wiara jest memem. Tak samo jak memem jest TE i cała wiedza przekazywana poza genetycznie.
>>W tym ostatnim duże znaczenie ma podatność na autorytety w dzieciństwie, a to z kolei to jasna cecha ewolucyjna. >W dzieciństwie mamy różne cechy i zachowania, z których potem wyrastamy. W wieku dorastania podatność na autorytety mija, wtedy kwestionuje się je wszystkie, łącznie z autorytetem rodziców. Znaczenie tej "cechy ewolucyjnej" spada do zera. Wielu młodych ludzi po odrzuceniu autorytetu rodziców (byle tylko dawali pieniądze...), szkoły, prawa, policji - wchodzi w konflikt ze społeczeństwem, ale wraca do religijności, już nie dlatego, że prowadzi ich do tego jakiś autorytet, ale z wyboru. Niekiedy nawet odrzucając autorytet ateizujących rodziców. Nie szkodzi - najważniejsze jest, że wiedza przekazana potomstwu była akceptowana. Nie myl procesów ewolucyjnych z osobniczymi, mam wrażenie, że to robisz. Uzasadnienie ewolucyjne nie oznacza, że osobnik ma tak się zachowywać, nie określa kategorii dobre/złe, nie robi niczego, wyjaśnia tylko dlaczego tak się stało. Jaka była korzyść dla populacji. Tutaj jest sprawa prosta: tatuś mówi, że nie wolno jeść tych grzybów, dziecko wierzy. Nie ważne, czy potem nabiera sceptycyzmu, ważne, że przeżyło i tych grzybów nie je. Dziecko-niedowiarek umierało, bo zjadało grzybka. Masz korzyść, jest wyjaśnienie spójne z TE, dlaczego dziecko przyjmuje wszystko za prawdę.
>>Doszukujemy się wzorców, nawet jeśli są tylko pozorne, bo bardziej opłacało się stworzyć fałszywy wzorzec niż pominąć istniejący, stąd tendencja do wykrywania twarzy i antropomorfizacja - od dość dawna to ludzie byli dla nas najgroźniejsi. >Fałszywe rozpoznanie, złudzenia optyczne i inne figle umysłu trwają krótko. Zaraz potem przychodzi refleksja: widziałem to, czy tylko mi się wydawało? Skłonność do sprawdzania rozpoznania i późniejszej krytycznej refleksji jest równie trwała i automatyczna w naszym gatunku, "ewolucyjna" jeżeli chcesz. Dlatego wzorcom, fałszywym schematom rozpoznawczym i antropomorfizacji nie można przypisywać jakiejś specjalnej roli w tworzeniu religijności. Przyczyna leży w warstwie przed-umysłowej. Oczywiście, to neurologia. Ale ewolucjonizm odpowiada na pytanie, dlaczego takie złudzenie było bardziej korzystne, niż brak takiego złudzenia. A to wyjaśnia, dlaczego taka cecha powstała i została utrwalona. Zbiór różnych cech powoduje podatność na ideę boga. Pytanie tylko, jakich cech, poza wymienionymi.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | Zaczynam odnosić wrażenie, że postawa jaką prezentujesz w tej dyskusji zbliża się do jakiegoś rodzaju doktrynerstwa. Do takiego ewolucjonistycznego fundamentalizmu. W kilku miejscach ten sam refren "Darwin ci wszystko wyjaśni".
Jest znaną prawdą, że w biologii bez teorii ewolucji nic nie ma sensu i ja, choć niewiele znam biologię, całkowicie się z tym zgadzam. Ale nie wszystko jest biologią! W licznych dziedzinach naukowych, również dotyczących człowieka, teoria ewolucji jest tylko dalszym tłem konkretnego wyjaśnienia. W medycynie ewolucyjne rozważania na temat zachowań łowców-zbieraczy nie mają wielkiego znaczenia w porównaniu ze znajomością chemii organicznej i nieorganicznej też. Działanie współczesnych leków można jakoś-tam odnieść do cech ewolucyjnych, ale wyjaśnienie konkretnych problemów znajdziesz w teoriach bliższych ciału.
>Oczywiście, schodząc na ten poziom również musi się wszystko zgadzać.
No właśnie. Poziom wyjaśnienia to klucz do naszych tutaj kontrowersji.
>Powszechność i upodobanie, szczególnie tzw."prymitywnych kultur" do religii sugeruje, że to powszechny proces populacji. A zatem doszukiwanie się przyczyn w ewolucji jest tak samo uzasadnione, jak wyjaśnienie dlaczego mamusia opiekuje się dzieckiem, albo dlaczego babcia pomaga jej w tym. Te zachowania również wynikają z ewolucji.
Opiekę nad dzieckiem (rodziców, babć, cioć i całej grupy) widzimy u innych naczelnych równie wyraźnie jak u nas, natomiast nie słyszałem o przypadku, żeby występowali tam osobnicy, którym inne zwierzęta przynoszą banany i oddają cześć. Powszechność nie oznacza ewolucyjności!
>Jestem optymistką, nadal wierzę, że argumentacja jest skuteczna.
I bardzo dobrze, ale pod warunkiem, że argumentacja jest dopasowana do konkretnego problemu.
Idziesz do gastrologa, a on Ci nawija tak: Pani bóle w podbrzuszu mają podłoże ewolucyjne, ponieważ... Jako ewolucjonistka i osoba grzeczna nie powiesz mu oczywiście wprost co sądzisz o o jego dywagacjach (na przykład, że są irrelewantne i żeby je sobie... schował na potem), ale...
Liczę na to, że przyznasz mi rację, że ewolucja nie wyjaśnia wszystkiego co dotyczy naszych powszechnych dolegliwości, upodobań, skłonności i zachowań. Zachowań w szczególności, ani tego w co wierzymy.
>Mem to idea, idea jest memem.
Błąd
>Nie tylko religia jako kompleks, ale i wiara jest memem. Tak samo jak memem jest TE i cała wiedza przekazywana poza genetycznie.
Znowu skłonność do uogólniania. Mem to element zaraźliwy, 'wirus umysłu'. Nie wszystko co w głowie lub w noosferze, jest memem.
>>Przyczyna leży w warstwie przed-umysłowej. >Oczywiście, to neurologia.
Uproszczenie. Noworodki mają w pełni wykształcony system nerwowy, ale żadnych przekonań. (Pominąłem proces tworzenia i zaniku licznych połączeń nerowowch, ale nie spodziewasz się chyba powstania religijności właśnie wtedy?)
>Ale ewolucjonizm odpowiada na pytanie, dlaczego takie złudzenie było bardziej korzystne, niż brak takiego złudzenia.
A ja myślę, że ewolucyjne uzasadnienie religijności jest bardzo wątpliwe. Zresztą rzadko jest podawane w takiej mocnej formie jak u Ciebie.
>Zbiór różnych cech powoduje podatność na ideę boga.
Wyjaśnienie jest racjonalne, ale, jak napisałem, wątpliwe i w dodatku nieadekwatne. -
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | Mem to idea, idea jest memem.> Błąd Nie tylko religia jako kompleks, ale i wiara jest memem. Tak samo jak memem jest TE i cała wiedza przekazywana poza genetycznie.> Znowu skłonność do uogólniania. Mem to element zaraźliwy, 'wirus umysłu'. Nie wszystko co w głowie lub w noosferze, jest memem.< To Ty jesteś w błędzie i to bardzo dużym: Wiki: Mem (od gr. mimesis - naśladownictwo). W memetyce to nazwa jednostki ewolucji kulturowej, analogicznej do genu będącego jednostką ewolucji biologicznej. Termin został wprowadzony przez biologa Richarda Dawkinsa w książce Samolubny gen.
Memy powielają się poprzez naśladownictwo, w procesie ich replikacji działa dobór naturalny. Podlegają również mutacji.
Aktualnie w memetyce istnieją równolegle alternatywne definicje pojęcia memu: Mem jest jednostką informacji kulturowej zapisanej w mózgu. Jego oddziaływanie jest widoczne dzięki obserwacji efektów socjotypowych. Mem jest jednostką informacji zapisanej w mózgu lub na innym nośniku - w książce, na płycie CD, na ulotce reklamowej itd. W tym przypadku pojęcie memu i socjotypu się zlewają. Mem jest autonomiczną strukturą neuronalną w mózgu, będącą nośnikiem informacji kulturowej Ania rzeczowo i sensownie, a co najważniejsze zgodnie z ostatnimi osiągnięciami (wyjśnieniami) nauki, pokazuje Ci błędy, które popełniasz w swym myśleniu. Nie Ona jest - doktrynerem - tylko Ty (choćby na podstawie w/w definicji "memu") Poczytaj trochę, propozycje lektur: "Odczarownie", "Słodkie sny"- D. Dennetta, "Maszyną memowa" -S.Blackmore, "Wiara oświeconych"- W.Witwickiego, "Jak umysł zyskał jażń", "Tajemnica świadomości","Bład Kartezjusza", "W poszukiwaniu Spinozy" - A.Damasio, "Jak działa umysł", "Tabula rasa" - S.Pinker i co najważniejsze "Samolubny gen", "Rzeka genów", "Fenotyp Rozrzerzony", "Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa"- R.Dawkinsa. Być może wtedy, będziesz wiedział i rozumiał choć tyle co Ania, a nie prezentował "wydumane teorie i hipotezy". Czytaj dużo i ze zrozumieniem.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | |  | 3 na 3 | Ania. (14138 punktów) | >Zaczynam odnosić wrażenie, że postawa jaką prezentujesz w tej dyskusji zbliża się do jakiegoś rodzaju doktrynerstwa. Do takiego ewolucjonistycznego fundamentalizmu. W kilku miejscach ten sam refren "Darwin ci wszystko wyjaśni". >Jest znaną prawdą, że w biologii bez teorii ewolucji nic nie ma sensu i ja, choć niewiele znam biologię, całkowicie się z tym zgadzam. Ale nie wszystko jest biologią! W licznych dziedzinach naukowych, również dotyczących człowieka, teoria ewolucji jest tylko dalszym tłem konkretnego wyjaśnienia. W medycynie ewolucyjne rozważania na temat zachowań łowców-zbieraczy nie mają wielkiego znaczenia w porównaniu ze znajomością chemii organicznej i nieorganicznej też. Działanie współczesnych leków można jakoś-tam odnieść do cech ewolucyjnych, ale wyjaśnienie konkretnych problemów znajdziesz w teoriach bliższych ciału. Ale ten temat dotyczy przyczyn zaistnienia religii. Czego innego, niż ewolucji, się tu spodziewałeś? To najpierwsza i najbardziej oczywista odpowiedź na temat rzucony.
>Opiekę nad dzieckiem (rodziców, babć, cioć i całej grupy) widzimy u innych naczelnych równie wyraźnie jak u nas, natomiast nie słyszałem o przypadku, żeby występowali tam osobnicy, którym inne zwierzęta przynoszą banany i oddają cześć. Powszechność nie oznacza ewolucyjności! Tu nie ma związku przyczynowo skutkowego, ani zasady że opieka nad dziećmi oznacza coś, lub brak opieki oznacza coś. Faktycznie niewiele wiesz o ewolucji, co zawsze bije mnie po oczach, szczególnie w dyskusji o ewolucji. Zarówno brak opieki nad potomstwem jak i opieka SĄ STRATEGIAMI ROZRODZCZOŚCI, POWSTAŁYMI W EWOLUCJI. A czy dany osobnik spełnia się w tej roli lepiej lub gorzej, to bez znaczenia.
>Idziesz do gastrologa, a on Ci nawija tak: Pani bóle w podbrzuszu mają podłoże ewolucyjne, ponieważ... Jako ewolucjonistka i osoba grzeczna nie powiesz mu oczywiście wprost co sądzisz o o jego dywagacjach (na przykład, że są irrelewantne i żeby je sobie... schował na potem), ale... Nie jesteśmy u gastrologa. Pytanie brzmi - co było takiego w religii, że powstała. Jakie cechy populacji, wynikające oczywiście z cech osobniczych, spowodowało jej powstanie i rozpowszechnienie. Czy korzyści wynikały z samej religii, czy też był to efekt uboczny innych cech - i innych korzyści. To ściśle ewolucyjne pytanie, dziwi mnie, że nie dostrzegasz tego.
>Liczę na to, że przyznasz mi rację, że ewolucja nie wyjaśnia wszystkiego co dotyczy naszych powszechnych dolegliwości, upodobań, skłonności i zachowań. Zachowań w szczególności, ani tego w co wierzymy. Wyjaśnia większość. Nie mówimy tutaj o przypadkach osobniczych, ale o populacyjnych. Ewolucja wyjaśnia dlaczego podobają nam się duże oczy i biust, pupa itd. Wyjaśnia nasze upodobania jako populacji. A Twoje czy moje wynikają w dużej mierze z tego, co zakodowano w procesie ewolucji w naszych organizmach.
>>Mem to idea, idea jest memem. >Błąd Więc wykaż, gdzie się mylę. Jaka jest różnica między ideą a memem?
>>Nie tylko religia jako kompleks, ale i wiara jest memem. Tak samo jak memem jest TE i cała wiedza przekazywana poza genetycznie. >Znowu skłonność do uogólniania. Mem to element zaraźliwy, 'wirus umysłu'. Nie wszystko co w głowie lub w noosferze, jest memem. I każda idea zaraża, bowiem przetrwa tylko w umysłach. Jedne lepiej, drugie gorzej.
>>>Przyczyna leży w warstwie przed-umysłowej. >>Oczywiście, to neurologia. >Uproszczenie. Noworodki mają w pełni wykształcony system nerwowy, ale żadnych przekonań. (Pominąłem proces tworzenia i zaniku licznych połączeń nerowowch, ale nie spodziewasz się chyba powstania religijności właśnie wtedy?) Ale mają podatność na pewne zachowania, instynkty. I znowuż - nie nauczysz szympansa, czym jest sakrament. Musi zaistnieć podatność na pewne idee.
>>Ale ewolucjonizm odpowiada na pytanie, dlaczego takie złudzenie było bardziej korzystne, niż brak takiego złudzenia. >A ja myślę, że ewolucyjne uzasadnienie religijności jest bardzo wątpliwe. Zresztą rzadko jest podawane w takiej mocnej formie jak u Ciebie. Przepraszam, ale najpierw musiałbyś wykazać, że rozumiesz ewolucję, aby Twoja opinia w tej materii była dla mnie wartościowa. Mogę sobie uważać, że moim zdaniem kwarki nie stanowią dobrej opcji na wyjaśnienie dowolnego procesu w mechanice kwantowej, ale moja opinia nie będzie wartościowa - za mało danych mam, aby mój osąd mógł być trafny.
|
|
| | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >Ale ten temat dotyczy przyczyn zaistnienia religii. Czego innego, niż ewolucji, się tu spodziewałeś?
Spodziewałem się bardziej otwartej postawy w tym temacie. Bardziej... naukowej.
>To najpierwsza i najbardziej oczywista odpowiedź na temat rzucony.
Ale czy najlepsza? Moim zdaniem zbyt dużą wagę przywiązujesz do ewolucji w wyjaśnieniu powszechnej religijności. Naród irański i naród czeski mają tak samo długą historię ewolucyjną ale religijność tych społeczeństw jest istotnie różna. Historia ich cywilizacji też niezbyt się różni: tu i tam wojny, praca, rodzina. Inny język, inne sztandary, inna od kilkuset lat (ale to nie jest okres znaczny w ewolucji biologicznej, prawda?) religia. Co teoria ewolucji ma do powiedzenia na temat tych różnic w religijności? Mniejsza skłonność uwarunkowana ewolucyjnie, niby z jakiej przyczyny?
>Faktycznie niewiele wiesz o ewolucji, co zawsze bije mnie po oczach, szczególnie w dyskusji o ewolucji.
Oh, przepraszam za to bicie po oczach! Nie spodziewałem się tak drastycznego efektu mojej ignorancji!
>Pytanie brzmi - co było takiego w religii, że powstała.
To niewłaściwe pytanie. Skutek nie może poprzedzać przyczyny. Nic w niej nie było, zanim nie powstała.
>Jakie cechy populacji, wynikające oczywiście z cech osobniczych, spowodowało jej powstanie i rozpowszechnienie.
A to jest bardzo dobre.
>Czy korzyści wynikały z samej religii, czy też był to efekt uboczny innych cech - i innych korzyści.
I to też, aczkolwiek podstawą, sednem, miejscem centralnym religii jest wiara w jakiegś/któregoś Boga/bogów. Zatem, rozważając problem religii, trzeba najpierw uporać się z problemem Boga/ów.
>To ściśle ewolucyjne pytanie, dziwi mnie, że nie dostrzegasz tego.
Może znowu Cię zniesmaczę, ale rzeczywiście nie dostrzegam; i więcej: dostrzegam lepsze, nie ewolucyjne, za to bardziej precyzyjne. Równie materialistyczne i bardziej redukcyjne.
>Nie mówimy tutaj o przypadkach osobniczych, ale o populacyjnych.
Oczywiście,
>Ewolucja wyjaśnia dlaczego podobają nam się duże oczy i biust, pupa itd. Wyjaśnia nasze upodobania jako populacji.
Ciekawe! Mnie się podobają małe biuściki, ale ja często bywam w mniejszości. Większość prawdopodobnie preferuje duże. Jeżeli proporcje grup zwolenników małych / dużych mają się do siebie jak 40 : 60, to co na to teoria ewolucji?
>A Twoje czy moje wynikają w dużej mierze z tego, co zakodowano w procesie ewolucji w naszych organizmach.
Cóż to innego zakodowało się (nie 'zakodowano', pani ewolucjonistko!) w procesie ewolucji w tych grupach 40% i 60%?
>>>Mem to idea, idea jest memem. >>Błąd >Więc wykaż, gdzie się mylę.
To jest temat na osobny duży wątek.
>I każda idea zaraża, bowiem przetrwa tylko w umysłach. Jedne lepiej, drugie gorzej.
Każda? Czy zaraziłaś się już moją ideą genezy wiary religijnej, o której wspominałem? Czy jak ją poznasz, to się zarazisz? Wątpię. Teoria ewolucji najwyraźniej impregnuje Twój kierunek myślenia.
>Przepraszam, ale najpierw musiałbyś wykazać, że rozumiesz ewolucję, aby Twoja opinia w tej materii była dla mnie wartościowa.
Nawet nie będę próbował. Głównie dlatego, że nie zależy mi na tym, iżby moja opinia miała być dla kogokolwiek wartościowa. Wartościowa, dobre sobie! Skłonność do poszukiwania autorytetu jest być może ewolucyjna, ale poszukiwanie słuszności w swoim rozumie, a nie w 'wartościowych opiniach' także...
>Mogę sobie uważać, że moim zdaniem kwarki nie stanowią dobrej opcji na wyjaśnienie dowolnego procesu w mechanice kwantowej, ale moja opinia nie będzie wartościowa - za mało danych mam, aby mój osąd mógł być trafny.
Błąd. Trafny osąd można mieć niezależnie od posiadanej wiedzy. Do poprawnej odpowiedzi można dojść dobrze wykorzystując skromny zasób wiedzy. Właściwe rozwiązanie można nawet zgadnąć. Ważne jest tylko to, czy jest właściwe, a nie kto go wymyslił i czy się znał, czy nie.
To, co zaprezentowałaś w tym ostatnim zdaniu jest typowym odchyleniem naukowców. "Co on/ona tam wie, skoro nie ma właściwego wykształcenia"! Co ty wiesz o zabijaniu, skoro nikogo nie zabiłaś? O, przepraszam, miało być o naukowcach... Co ty wiesz o Bogu, skoro nie studiowałaś teologii przez 40 lat? No nie! znowu nie tak! Co ty możesz twierdzić mądrego o zmianach klimatu, skoro nie jesteś profesorem meteo-hydro-geologii? Co ty wiesz o ewolucji, skoro nie jesteś BIOLOGIEM?!!! -
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Naród irański i naród czeski mają tak samo długą historię ewolucyjną ale religijność tych społeczeństw jest istotnie różna. Historia ich cywilizacji też niezbyt się różni: tu i tam wojny, praca, rodzina. Inny język, inne sztandary, inna od kilkuset lat (ale to nie jest okres znaczny w ewolucji biologicznej, prawda?) religia. Co teoria ewolucji ma do powiedzenia na temat tych różnic w religijności? Mniejsza skłonność uwarunkowana ewolucyjnie, niby z jakiej przyczyny? Jest genetyczna ewolucja gatunków, która spowodowała, że część "pra-parzystokopytnych" przekształciła się w krowy, a część w wieloryby. Jest także memetyczna ewolucja społeczeństw, która część praludzi przekształciła w bezbożnych Czechów, a inną w pobożnych Persów. Ewolucje te mają jeden element wspólny -- walkę o byt. Bardziej drapieżny bóg był korzystnym atutem w walce społeczeństw o przetrwanie.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >>>>Ale ten temat dotyczy przyczyn zaistnienia religii. Czego innego, niż ewolucji, się tu spodziewałeś? >Spodziewałem się bardziej otwartej postawy w tym temacie. Bardziej... naukowej. Pani Ania jest jednak biologiem i jako biolog patrzy na kulturę, głównie z naukowo-biologicznej perspektywy. Choć nie można też nie zauważyć jej sporej ogólnej wiedzy o kulturze i religioznawstwie. Akurat w tych rozważaniach warto jednak mieć podstawową wiedzę na temat teorii ewolucji. Ewolucja nie spowodowała w żadnej mierze wiary w moce nadprzyrodzone, ale w wyniku ewolucji największe sukcesy reprodukcyjne odnosiły osobniki wierzące. Co w dłuższej perspektywie spowodowało, że jest ich większość, a postawy fideistyczne mają wsparcie w ludzkim genotypie.
>Ale czy najlepsza? Moim zdaniem zbyt dużą wagę przywiązujesz do ewolucji w wyjaśnieniu powszechnej religijności. Zdecydowanie nie!
>Naród irański i naród czeski mają tak samo długą historię ewolucyjną ale religijność tych społeczeństw jest istotnie różna. Historia ich cywilizacji też niezbyt się różni: tu i tam wojny, praca, rodzina. Inny język, inne sztandary, inna od kilkuset lat (ale to nie jest okres znaczny w ewolucji biologicznej, prawda?) religia. Pisze Pan tu o historycznych różnicach kulturowych.
>Co teoria ewolucji ma do powiedzenia na temat tych różnic w religijności? Mniejsza skłonność uwarunkowana ewolucyjnie, niby z jakiej przyczyny? Ogromnie dużo. Ważną jest tu ewolucyjnie uwarunkowana skłonność do wiary i podporządkowania się autorytetom. Mimo, iż jest nagminna, to nigdy nie obejmowała całej populacji i zawsze jej rozmieszczenie było nierównomierne.
>>>>Pytanie brzmi - co było takiego w religii, że powstała. >To niewłaściwe pytanie. Skutek nie może poprzedzać przyczyny. Nic w niej nie było, zanim nie powstała. Może i niewłaściwe, gdyż nie mamy jakiejś ogólnie przyjętej definicji religii. Moim zdaniem systemy religijne sięgają w ekstremalnych (trochę rozpoznanych) przypadkach do 70 - no, może 100 - tysięcy lat, a upowszechniły się co najwyżej przed 20-10 tysiącami. Homo sapiens istnieje prawie dwieście tysięcy lat. "Coś" miało sporo czasu aby wykrystalizować się przed religią. Czyli można powiedzieć, że było w "niej" już sporo zanim jeszcze powstała.
>I to też, aczkolwiek podstawą, sednem, miejscem centralnym religii jest wiara w jakiegś/któregoś Boga/bogów. Zatem, rozważając problem religii, trzeba najpierw uporać się z problemem Boga/ów. Nie prawda! Sednem religii jest tylko wiara. Przedmioty tej wiary są rzeczą wtórną. Wielość i zmienność idei pojmowania bogów ma długą historię i wykreśla długi łańcuch wyobrażeń religijnych i sił nadprzyrodzonych. Toteż religioznawczej refleksji nad bogami - obejmującej ich różnorodność oraz swoistości związane z określoną kulturą, ich ewolucyjne przemiany w przebiegu rozwoju cywilizacyjnego, jak i przeprowadzenie innych analiz porównawczych, w tym filozoficznych rozważań o możliwości wypracowania uniwersalistycznej teorii Boga - nie da się wyprowadzić ze znajomości, nawet bardzo dobrej, jednej religii.
Dla przeprowadzenia porównań koniecznym jest poznanie różnorodnych koncepcji. Rozpoczynając rozeznanie w przedmiocie naszych zainteresowań można zajrzeć do wielu kompendiów religioznawczych. Z łatwiejszych mogę polecić Zarys dziejów religii, zbiorową pracę polskich religioznawców, kilkakrotnie wydawaną przez Iskry, Mity z pięciu stron świata T. Margula, Bogów czterech stron świata W. Tylocha czy też Religie Wschodu i Zachodu pod red. K. Banka, a z trudniejszych, klasyczną już Złotą gałąź J. G. Frazera, Fenomenologię religii G. van der Leeuwa czy Historię wierzeń i idei religijnych M. Eliadego. Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania kilku tematycznych encyklopedii, tak aby w miarę szybko wyrobić sobie pogląd na bogactwo ludzkich przemyśleń i fantazji. Aktualnie najbardziej znaczącą encyklopedią religioznawczą - szkoda, że nie przetłumaczoną na polski - jest wydana w 1987 roku, z inicjatywy i pod redakcją Mircea Eliadego (choć jego metodologia badań "mitu i świętości" jest dosyć kontrowersyjna, to był on prawdopodobnie wśród religioznawców największym erudytą), 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion. To wielkie dzieło zawiera wielostronicowe artykuły przeglądowe napisane przez wybitnych specjalistów z różnych krajów, poświęcone religiom świata wraz z ich różnymi aspektami. W Polsce "PWN - Wydawnictwo Naukowe" w 2003 roku zakończyło wydawanie encyklopedii Religia zawierającej 1000 haseł syntetycznych "przeglądowych" i 11300 drobnych "szczegółowych". Możemy także skorzystać z wydanych w ostatnich latach w Polsce autorskich opracowań: Popularnej encyklopedii mitów i legend Stuarta Gordona, Ilustrowanej encyklopedii mitów i legend Arthura Cotterella oraz Encyklopedii mitologii ludów indoeuropejskich Andrzeja M. Kępińskiego.
W tych oraz innych tematycznych encyklopediach znajdziemy tysiące bogów, bóstw, bóstewek i różnych sił nadprzyrodzonych, w które ludzie wierzyli, oraz sporo takich, w które wierzą nadal. W których ręce oddawali swój los i gotowi byli poświęcić w ich obronie życie własne, nie mówiąc już o cudzym. Wszak wyłącznie, jedynie prawdziwym, nasz Bóg jest, a jeżeli już godzimy się, że nie jest wyłącznym, to już na pewno jest najpotężniejszym wśród znanych. Pomimo wszelakich poświęceń, w zawierusze dziejów wraz z wyznawcami umierają ich bogowie. Gdy trwają przez pokolenia, to pomimo doniosłości tradycji i dogmatu o niezmienności, rzeczywistość wymusza permanentną aktualizację ich atrybutów.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Pani Ania jest...
Wydaje mi się, że Ania. radzi sobie dobrze i nie potrzebuje pomocników, ani takich z wyższej półki ani takich trochę innych typu "tata a Marcin powiedział, czyli Wikipedia moim autorytetem".
>Choć najlepiej chyba rozpocząć od skonspektowania... Możemy także skorzystać z wydanych... 16 tomowa The Encyclopaedia of Religion... W tych oraz innych tematycznych encyklopediach...
Dziękuję. Nie zamierzam jednak zamienić się w religioznawcę. Bardziej interesuje mnie temat, który jest tu w tle sporu: kiedy, w jakich warunkach i dlaczego wykształcenie utrudnia zrozumienie. To jest temat na ciekawy wątek, ale może ma Pan na ten temat gotową opinię? Chętnie poznam...
>Miłego dnia.
Wzajemnie! -
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Wydaje mi się, że Ania. radzi sobie dobrze i nie potrzebuje pomocników, ani takich z wyższej półki ani takich trochę innych typu "tata a Marcin powiedział, czyli Wikipedia moim autorytetem". Wydaje mi się, że na naszym forum jest przyjętym włączanie się w dyskusję, a Pani Ania rzeczywiście bardzo dobrze sobie radzi. Jeżeli już - to właśnie Panu chciałem trochę pomóc w zrozumieniu roli ewolucji w kulturze (w tym w religii).
>Dziękuję. Nie zamierzam jednak zamienić się w religioznawcę. Nie namawiam, choć to spory i ciekawy kawałek wiedzy o człowieku.
>Bardziej interesuje mnie temat, który jest tu w tle sporu: kiedy, w jakich warunkach i dlaczego wykształcenie utrudnia zrozumienie. Tego tła nie zauważyłem, ale teza jest ciekawa. Czy mógłby Pan jakoś ją przedstawić i obronić. Według mnie wykształcenie powinno pomagać, ale warto sobie zdawać, ze tylko bogowie wyposażeni są w omnisciencję, ludzie mają wiedzę mniej lub bardziej ograniczoną. Mniejszy problem jest, gdy ograniczeni jesteśmy poziomem zdobytej wiedzy, a większy, gdy inteligencją (którą najbardziej rozumiem jako zdolność uczenia się i otwartością na nowe problemy).
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | >Wydaje mi się, że na naszym forum jest przyjętym włączanie się w dyskusję,
Tak jest, i bardzo dobrze, ale włączać się warto ze swoimi argumentami a nie np. ze spisem książek, które się przeczytało albo tylko mogło przeczytać.
> a Pani Ania rzeczywiście bardzo dobrze sobie radzi.
Ja też ją lubię...
> Jeżeli już - to właśnie Panu chciałem trochę pomóc w zrozumieniu roli ewolucji w kulturze (w tym w religii).
Dziękuję, bardzo Pan łaskaw. Pomocnej dłoni, która może mnie wyciągnąc z odmętów ignorancji, nie odrzucam. Kując póki gorące, chciałbym uprzejmie poprosić o pomoc w następującej kwestii, oto ona:
Zakładając, iż w Pana ofercie pomocy pisze Pan o ewolucji biologicznej w sensie darwinowskim (w rozmowie z Anią. trzymalismy się tego znaczenia) chciałbym Pana zapytać, jaka jest, do jasnej anielki, rola ewolucji darwinowskiej w centralnym dla kultury zjawiska zróżnicowania językowego? Dlaczego Eskimos nie dogada się z Węgrem? I w ogóle, co ma ewolucja darwinowska - mutacje, selekcja, przetrwanie najlepiej dostosowanego, dobór naturalny itd. do tego, że jedni wierzą w Mzimu a drudzy w Wielkiego SZU?
Śmiało, niech mi Pan pomaga w zrozumieniu, czemu nie, zrozumienia nigdy za wiele, byle właściwe! Jeżeli dojdzie Pan do tego, że kultura rozwinęła się ponieważ rozwinął się mózg, to proszę zauważyć też zależność odwrotną, że mózg się rozwinął ponieważ rozwinęła się kultura, i cywilizacja, oczywiście. Taka wzajemna zależność, niestety.
Jeżeli więc rzeczywiście będzie Pan rozwijał temat 'roli ewolucji w kulturze', to proszę nie zapomnieć o najpiękniejszej i najważniejszej cesze kultury ludzkiej, jaką jest jej zróżnicowanie. A co do zróżnicowania kulturowego, to obawiam się, że teoria Darwina niewiele ma do powiedzenia. Ale cóż, może błądzę, dam więc sobie pomóc.
>> kiedy, w jakich warunkach i dlaczego wykształcenie utrudnia zrozumienie. >Tego tła nie zauważyłem, ale teza jest ciekawa. Czy mógłby Pan jakoś ją przedstawić i obronić. Według mnie wykształcenie powinno pomagać,
Są dwie przesłanki. 1. Wykształcenie ma to do siebie, że zawsze jest kierunkowe, dziedziny nauki są bardzo różne a wyjaśnienia dawane przez różnych specjalistów - aczkolwiek w ich szczegółowych dyscyplinach poprawne - są bardzo różne pod względem wartości. Z niektórych, dawanych z pozycji wiedzy nieadekwatnej do problemu, nic mądrego nie wynika. Przykład bójki kiboli obserwowanej przez lekarza chirurga i socjologa, obu bardzo kompetentnych. Chirurg na pierwszy rzut oka zrozumie które kości są najbardziej narażone, ale to socjolog lepiej zrozumie o co poszło. A już najlepiej z nich zrozumie problem prosty glina bez studiów, który wie co zrobić, żeby zapobiec bójce. Zrozumieć problem, jak widać, można różnie i to zrozumienie może mieć bardzo różną wartość.
Druga przesłanka to 'efekt Concorde'. Skoro tyle władowaliśmy w ten samolot, to trudno nam z niego zrezygnować. Skoro studiowałem fizykę (biologię, medycynę, socjologię) przez tyle lat, to jak mogę uznać, że moje, ze wszech miar poprawne, wyjasnienie fizyczne (biologiczne, medyczne, socjologiczne) jest mało wartościowe? W życiu!
Na nieszczęście dla specjalistów, niektóre wyjaśnienia (w kwestii wiary i religii właśnie) są interdyscyplinarne. -
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Tak jest, i bardzo dobrze, ale włączać się warto ze swoimi argumentami a nie np. ze spisem książek, które się przeczytało albo tylko mogło przeczytać. Przykro mi, ale mnie Bozia nie dała mądrości z urodzenia i wszystką którą posiadam, to z nauki pochodzi, głównie z książek. Od początku też na uniwersytecie uczono mnie aby odwoływać się do poznanej literatury. Dziękuję za uznanie, że moja wiedza, to tylko spis książek, które się przeczytało albo tylko mogło przeczytać.. Natomiast Pan tu przedstawia rzeczywiście ważkie argumenty.
>Dziękuję, bardzo Pan łaskaw. Pomocnej dłoni, która może mnie wyciągnąc z odmętów ignorancji, nie odrzucam. To tylko forum, na którym można sobie - mniej lub bardziej mądrze pogadać. Inteligentnych można zainspirować do poznania innego aspektu wiedzy lub do innego kąta spojrzenia. Tu nie ma żadnych szans aby wyciągnąć kogoś "z odmętów ignorancji". Tego - każdy człowiek musi sam dokonywać. Osobiście jednak bardziej polecam do tego książki, niż "swoje argumenty" nawet najmądrzejszych z nas, a co dopiero moje. Choć oczywiście to kwestia wyboru.
>Kując póki gorące, chciałbym uprzejmie poprosić o pomoc w następującej kwestii, oto ona: >Zakładając, iż w Pana ofercie pomocy pisze Pan o ewolucji biologicznej w sensie darwinowskim (w rozmowie z Anią. trzymalismy się tego znaczenia) chciałbym Pana zapytać, jaka jest, do jasnej anielki, rola ewolucji darwinowskiej w centralnym dla kultury zjawiska zróżnicowania językowego? >Dlaczego Eskimos nie dogada się z Węgrem? [...] >Śmiało, niech mi Pan pomaga w zrozumieniu, czemu nie, zrozumienia nigdy za wiele, byle właściwe! Jeżeli dojdzie Pan do tego, że kultura rozwinęła się ponieważ rozwinął się mózg, to proszę zauważyć też zależność odwrotną, że mózg się rozwinął ponieważ rozwinęła się kultura, i cywilizacja, oczywiście. Taka wzajemna zależność, niestety. I naprawdę Pan sądzi, że przy pomocy tylko swoich argumentów, w kilku zdaniach, na które pozwala nam nasze forum, bez odwoływania się do bibliografii, wyjaśnię Panu problem, o którym są całe biblioteki. Pan zdecydowanie przecenia moje możliwości. Jedynie co mogę powiedzieć, że jest to ciekawa problematyka, ale znowu Pan odpowie: "Dziękuję. Nie zamierzam jednak zamienić się w religioznawcę." Tym razem zmieniając na językoznawcę.
>Jeżeli więc rzeczywiście będzie Pan rozwijał temat 'roli ewolucji w kulturze', to proszę nie zapomnieć o najpiękniejszej i najważniejszej cesze kultury ludzkiej, jaką jest jej zróżnicowanie. A co do zróżnicowania kulturowego, to obawiam się, że teoria Darwina niewiele ma do powiedzenia. Ale cóż, może błądzę, dam więc sobie pomóc. Na podstawie Pańskich wypowiedzi jestem przekonanym, że zupełnie nie pozwoli Pan sobie pomóc, gdyż musiałbym odesłać Pana do przynajmniej kilku wspaniałych książek. Napisałem na zbliżone tematy kilkadziesiąt postów, ale one też odwoływały się do do dorobku nauki, a nie opierały się tylko na mojej argumentacji.
>kiedy, w jakich warunkach i dlaczego wykształcenie utrudnia zrozumienie. >>>>Według mnie wykształcenie powinno pomagać, ale warto sobie zdawać, ze tylko bogowie wyposażeni są w omnisciencję, ludzie mają wiedzę mniej lub bardziej ograniczoną. Mniejszy problem jest, gdy ograniczeni jesteśmy poziomem zdobytej wiedzy, a większy, gdy inteligencją (którą najbardziej rozumiem jako zdolność uczenia się i otwartością na nowe problemy). >Są dwie przesłanki. 1. Wykształcenie ma to do siebie, że zawsze jest kierunkowe, dziedziny nauki są bardzo różne a wyjaśnienia dawane przez różnych specjalistów - aczkolwiek w ich szczegółowych dyscyplinach poprawne - są bardzo różne pod względem wartości. [...] >Druga przesłanka to 'efekt Concorde'. [...] Tak i praktyka naukowa i uczeni stwarzają przeróżne problemy, ale Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera (choć jeszcze spora droga przed nią) do poznania prawdy o obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę.
>Na nieszczęście dla specjalistów, niektóre wyjaśnienia (w kwestii wiary i religii właśnie) są interdyscyplinarne Tak, zauważył to prawie przed 100 laty Mencken: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
Już Pan mnie odpytał, a jaki jest Pański wkład w naszą dyskusję?
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Już Pan mnie odpytał, a jaki jest Pański wkład w naszą dyskusję?
Poddaję się. Przegadał mnie Pan. Gratuluję -
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>Już Pan mnie odpytał, a jaki jest Pański wkład w naszą dyskusję?> Poddaję się. Przegadał mnie Pan. GratulujęNie było to wcale moim zamiarem, ale ja chcę nie tyle tu sobie pogadać, co merytorycznie porozmawiać. Uważam też wywołaną przez Pana problematykę za bardzo ciekawą i wartą poważnej rozmowy. Pan Scorp: chciałbym Pana zapytać, jaka jest, do jasnej anielki, rola ewolucji darwinowskiej w centralnym dla kultury zjawiska zróżnicowania językowego? [...] I w ogóle, co ma ewolucja darwinowska - mutacje, selekcja, przetrwanie najlepiej dostosowanego, dobór naturalny itd. do tego, że jedni wierzą w Mzimu a drudzy w Wielkiego SZU? [...]
Jeżeli dojdzie Pan do tego, że kultura rozwinęła się ponieważ rozwinął się mózg, to proszę zauważyć też zależność odwrotną, że mózg się rozwinął ponieważ rozwinęła się kultura, i cywilizacja, oczywiście. Taka wzajemna zależność, niestety.
Jeżeli więc rzeczywiście będzie Pan rozwijał temat 'roli ewolucji w kulturze', to proszę nie zapomnieć o najpiękniejszej i najważniejszej cesze kultury ludzkiej, jaką jest jej zróżnicowanie. A co do zróżnicowania kulturowego, to obawiam się, że teoria Darwina niewiele ma do powiedzenia. Osobiście uważam, że ewolucja (oczywiście myślę tu o koncepcjach neodarwinizmu) ma sporo w tym zakresie do powiedzenia, ale trzeba do tego zarówno trochę rozumieć tę teorię, jak i procesy kulturowe oraz ich wzajemne wpływy i uwarunkowania. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Artur@R (7115 punktów) | >>Już Pan mnie odpytał, a jaki jest Pański wkład w naszą dyskusję? >Poddaję się. Przegadał mnie Pan. Gratuluję<
Po jaką cholerę Szanowny tu na Forum przesiaduje? Nie szkoda czasu...lepiej krzyzówki porozwiązywać, jakieś "Harlequiny" poczytać, na spacer wyjść. Niczego twórczego, inspirującego Pan tu nie wnosi - "jedynie rozpacz, kompromitacje i żenadę" - a wprost..zajmuje Pan "przesztrzeń i miejsce" na tym Forum.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >>>>>Już Pan mnie odpytał, a jaki jest Pański wkład w naszą dyskusję? >>>>Poddaję się. Przegadał mnie Pan. Gratuluję< >Po jaką cholerę Szanowny tu na Forum przesiaduje? >Nie szkoda czasu...lepiej krzyżówki porozwiązywać, jakieś "Harlequiny" poczytać, na spacer wyjść. >Niczego twórczego, inspirującego Pan tu nie wnosi - "jedynie rozpacz, kompromitacje i żenadę" - a wprost..zajmuje Pan "przestrzeń i miejsce" na tym Forum. Rozumiem emocje. Sam im się poddaję, ale trochę za ostro Panie Arturze - nawet gdy ma Pan racje. To otwarte forum i każdy ma prawo tu wejść, poczytać i napisać co o tym sądzi. Wszyscy uważający się za racjonalistów dopóki jest to możliwe winni udzielać merytorycznych odpowiedzi. Ponadto warto pamiętać, że nawet głupie wypowiedzi mogą być inspiracją dla ciekawych przemyśleń. Gorzej, gdy ktoś przez całe lata klepie to samo, a wszystkie argumenty spływają po nim jak woda po kaczce.
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > Gorzej, gdy ktoś przez całe lata klepie to samo, a wszystkie argumenty spływają po nim jak woda po kaczce.<Ma Pan rację Panie Andrzeju - to dość ostre było (mówiłem, że cierpliwości mi brak  )- z pewnością moja reakcja jest przesadzona i być może "nabawię się" "ostrzeżenia" lub bana ...ale "klepania tego samego " i tej "wody po kaczce" ścierpieć nijak już nie mogę. Puścił zaworek bezpieczeństwa, fuknąłem...teraz wyluzuję...może. Za napomnienie - wdzięczny jestem. Jeśli ta moja przesadzona, autorytarna wypowiedź zniesmaczyła, dotknęła, obraziła Scorp-a lub/i innych Użytkowników Forum - przepraszam. (W ostatnim zdaniu wzmiankowanej wypowiedzi przedstawiłem tylko i wyłącznie moją subiektywną opinię)
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Jeśli ta moja przesadzona, autorytarna wypowiedź zniesmaczyła, dotknęła, obraziła Scorp-a lub/i innych Użytkowników Forum - przepraszam. I o to właśnie chodzi - gdy popełnimy błąd merytoryczny, zbytnio spolaryzujemy nasze stanowiska, zapędzimy się w ocenach, przekroczymy swój poziom kultury, a to się nam wszystkim zdarza - umieć się wycofać i przeprosić.
Tylko dureń idzie "w zaparte". "Nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne".
Pozdrawiam serdecznie.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >. >Tylko dureń idzie "w zaparte".
Nie tylko, Panie Andrzeju, nie tylko.
Taka postawa w dyskusji zdarza się ludziom, u których obraz sprawy został zamącony przez silne przekonanie wywołane przyczynami innymi niż merytoryczne.
Są to na przykład religianci silnie wierzący w słowa Kościoła lub odpowiednie Objawienie, są ludzie motywowani silnymi potrzebami (np. potrzebą władzy jak ten, dla którego czarne=białe) albo potrzebą sukcesu jak ci, co sprzedają homeopatyczne fałszywe leki albo fałszywe idee, z którymi się utożsamiają.
Wielu z nich, może: zdecydowana większość, to nie durnie, tylko ludzie nieprzeciętnie inteligentni, niejednokrotnie wykształceni, z wiedzą i tytułami naukowymi. Z punktu widzenia swoich interesów, 'idąc w zaparte', postępują racjonalnie.
Jednym z tych 'swoich interesów' skłaniających do przyjęcia takiej zamknietej postawy jest obrona swoich racji, obawa przed uznaniem ich za niesłuszne. Potrzeba posiadania racji może byc tak silna, że zakłóca rozum. Jeżeli taka postawa zostaje wzmocniona przez popleczników włączających sie do dyskusji, to wszelkie oponowanie, argumentowanie, sugerowanie innych możliwości traci sens. W rozmowie o ewolucyjnym pochodzeniu religijności znalazłem się właśnie w takiej sytuacji. Dlatego sie wycofałem. -
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
>>>>Tylko dureń idzie "w zaparte". >Nie tylko, Panie Andrzeju, nie tylko. >Taka postawa w dyskusji zdarza się ludziom, u których obraz sprawy został zamącony przez silne przekonanie wywołane przyczynami innymi niż merytoryczne. >Są to na przykład religianci silnie wierzący w słowa Kościoła lub odpowiednie Objawienie, są ludzie motywowani silnymi potrzebami (np. potrzebą władzy jak ten, dla którego czarne=białe) albo potrzebą sukcesu jak ci, co sprzedają homeopatyczne fałszywe leki albo fałszywe idee, z którymi się utożsamiają. >Wielu z nich, może: zdecydowana większość, to nie durnie, tylko ludzie nieprzeciętnie inteligentni, niejednokrotnie wykształceni, z wiedzą i tytułami naukowymi. Z punktu widzenia swoich interesów, 'idąc w zaparte', postępują racjonalnie. >Jednym z tych 'swoich interesów' skłaniających do przyjęcia takiej zamknietej postawy jest obrona swoich racji, obawa przed uznaniem ich za niesłuszne. Potrzeba posiadania racji może byc tak silna, że zakłóca rozum. Jeżeli taka postawa zostaje wzmocniona przez popleczników włączających sie do dyskusji, to wszelkie oponowanie, argumentowanie, sugerowanie innych możliwości traci sens. Przyznając Panu tu rację, nadal pozostanę przy swoim: Tylko dureń idzie "w zaparte".
>W rozmowie o ewolucyjnym pochodzeniu religijności znalazłem się właśnie w takiej sytuacji. Dlatego sie wycofałem. A tu już Panu racji nie przyznaję, żadna grupa nie składa się tylko z durni, a tym bardziej na naszym forum, zdecydowana większość durniami nie jest. Trzeba tylko jasno przedstawić racjonalne argumenty, a znajdą się tacy, którzy potrafią je zrozumieć i stanąć w naszej obronie. Trzeba być sobą. Muszę przyznać, iż mnie bardzo trudno jest zrozumieć, to co Pan chce przedstawić i to czego chce Pan bronić?
Pozdrawiam.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Przyznając Panu tu rację, nadal pozostanę przy swoim: Tylko dureń idzie "w zaparte".
Teraz ja nie rozumiem. Jeżeli przyznaje Pan rację temu co próbowałem uzasadnić, że nie tylko dureń idzie w zaparte, to dlaczego pozostaje Pan przy swoim twierdzeniu "tylko dureń idzie w zaparte"?
>>W rozmowie o ewolucyjnym pochodzeniu religijności znalazłem się właśnie w takiej sytuacji. Dlatego się wycofałem.
>Muszę przyznać, iż mnie bardzo trudno jest zrozumieć, to co Pan chce przedstawić i to czego chce Pan bronić?
W tym momencie już nic nie chcę, a w dyskusji o religii próbowałem bronić tezy że teoria ewolucji nie jest dobrą podstawą wyjaśnienia religijności. Natrafiłem, jak Pan wie, na zdecydowany, emocjonalny opór i brak woli zrozumienia. -
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > >>>Przyznając Panu tu rację, nadal pozostanę przy swoim: Tylko dureń idzie "w zaparte".> Teraz ja nie rozumiem. Jeżeli przyznaje Pan rację temu co próbowałem uzasadnić, że nie tylko dureń idzie w zaparte, to dlaczego pozostaje Pan przy swoim twierdzeniu "tylko dureń idzie w zaparte"?Ciężko to Panu wytłumaczyć, ale z całego Pańskiego akapitu, z którym ogólnie się zgodziłem wybrałem tu jedno zdanie, za pomocą którego może coś rozjaśnię: "Wielu z nich, może: zdecydowana większość, to nie durnie, tylko ludzie nieprzeciętnie inteligentni, niejednokrotnie wykształceni, z wiedzą i tytułami naukowymi." W tym wybranym zdaniu mam spore wątpliwości do tego co w nim podkreśliłem i zdecydowanie nie zgadzam się z pogrubionym podkreśleniem. W mojej ocenie zupełnie spokojnie można być durniem wysoko wykształconym, z wiedzą i tytułami naukowymi. Można posiadać przy tym sławę i autorytet. Często to łączy się - choć nie zawsze - z takim zapisem przed nazwiskiem: ks. abp prof. zw. dr hab., a w wielu przypadkach nawet te dwa pierwsze tytuły nie są konieczne. Oceniam ludzi po wypowiedziach, ewentualnie dorobku, a nie po tytułach. > W rozmowie o ewolucyjnym pochodzeniu religijności znalazłem się właśnie w takiej sytuacji. Dlatego się wycofałem.> >>>Muszę przyznać, iż mnie bardzo trudno jest zrozumieć, to co Pan chce przedstawić i to czego chce Pan bronić?> W tym momencie już nic nie chcę, a w dyskusji o religii próbowałem bronić tezy że teoria ewolucji nie jest dobrą podstawą wyjaśnienia religijności.W moim odbiorze Pan tylko tak stwierdził, nie przedstawiając żadnego racjonalnego uzasadnienia dla swojej tezy. Nawet więcej - nie podważył Pan w dyskusji przedstawianego tu racjonalnie uzasadnionego argumentu, że religijność jest uwarunkowana ewolucyjnie, a religie ulegają ewolucyjnym przemianom. > Natrafiłem, jak Pan wie, na zdecydowany, emocjonalny opór i brak woli zrozumienia.Mam zdecydowane w tym zakresie poglądy, ale ponieważ potrafię je uzasadnić i bronić - nie mam żadnego oporu przed wzięciem pod poważną rozwagę innych racji. Pod warunkiem, że zostaną one przedstawione. Ja naprawdę przeczytałem wszystko co Pan w tym wątku oraz w watku Zróżnicowanie kulturowe a neoewolucjonizm napisał i nie znajduję tam próby obrony tezy że teoria ewolucji nie jest dobrą podstawą wyjaśnienia religijności. Albo u mnie występuje duży niedostatek umiejętności zrozumienia, albo u Pana brak umiejętności komunikatywnego artykułowania swoich przemyśleń. Warto też pamiętać, iż na naszym forum nie obowiązuje uczelniana kultura w wymianie poglądów. Nie spotka się Pan tu ze zwrotami typu. "Mój wielce uczony interlokutor w sposób intelektualnie wyrafinowany napisał, że to oraz tamto i zapewne miałby rację, gdyby wziął pod uwagę tamto oraz to." A znacznie częściej prosto z mostu: "Piszesz bzdury kolego takie, że nie można czytać tego" Ale taka weryfikacja własnych przekonań jest - moim zdaniem - bardzo pożyteczną. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Mam zdecydowane w tym zakresie poglądy, ale ponieważ potrafię je uzasadnić i bronić - nie mam żadnego oporu przed wzięciem pod poważną rozwagę innych racji.
Pięknie powiedziane, ale czego tu brakuje? Czegoś w tym rodzaju: mam zdecydowane i dobrze uzasadnione poglądy ale gotów jestem je zmienić pod wpływem twoich argumentów. Nawet Pan, najbardziej konsyliacyjny z dyskutantów, zatrzymał się na 'wzięciu pod rozwagę'. Inni dyskutanci nawet do tego nie dochodzą.
>Pod warunkiem, że zostaną one przedstawione. Ja naprawdę przeczytałem wszystko co Pan [...] napisał i nie znajduję tam próby obrony tezy że teoria ewolucji nie jest dobrą podstawą wyjaśnienia religijności.
Nie znalazł Pan, bo nie było. Rozmowa na tak złożony temat, tak często i dokładnie analizowany, powinna - tak zamierzałem - zacząć się od zakwestionowania obiegowego rozumienia, że 'Darwin Ci wszystko wyjaśni'. To jest normalny pierwszy krok, postawienie wątpliwości w stosunku do obowiązującej głównej hipotezy. Tak więc zrobiłem, ale natychmiast spotkałem się z taką arogancją i złośliwością, że mi się po prostu odechciało dalej o tym rozmawiać. Uznałem że nie warto strzepić dzioba. Nie zrozumieją, za to obśmieją.
Korzyść odniosłem taką, że lepiej rozumiem osoby religijne, które wchodzą na to forum i od progu spotykają się z wyśmiewaniem i arogancją serwowaną przez ateistycznych kiboli w rodzaju... no mniejsza, dominujących wokalnie w tym towarzystwie.
>"Piszesz bzdury kolego takie, że nie można czytać tego"[/color] Ale taka weryfikacja własnych przekonań jest - moim zdaniem - bardzo pożyteczną.
Nie mam nic przeciwko bezpośredniości i złośliwości gdy się rozmawia o piłkarzach albo trenerach, ale przy weryfikacji przekonań religijnych albo naukowych - nie. -
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . Bardzo nie lubię pisać pod flagą "offtopic", a nie piszemy tu na temat wątku!Choć - moim zdaniem - piszę tu o bardzo ważnych sprawach. > >>>Mam zdecydowane w tym zakresie poglądy, ale ponieważ potrafię je uzasadnić i bronić - nie mam żadnego oporu przed wzięciem pod poważną rozwagę innych racji.> Pięknie powiedziane, ale czego tu brakuje? Czegoś w tym rodzaju: mam zdecydowane i dobrze uzasadnione poglądy ale gotów jestem je zmienić pod wpływem twoich argumentów.Dla mnie to oczywistość - więc nie napisałem. > Nawet Pan, najbardziej koncyliacyjny z dyskutantów, zatrzymał się na 'wzięciu pod rozwagę'. Inni dyskutanci nawet do tego nie dochodzą.Abym cokolwiek mógł w swoich poglądach mógł zmienić muszę poglądy innych 'wziąć pod rozwagę'. Dlatego bawi mnie Pana uwaga, że mam "poglądy książkowe" - mam własne poglądy na podstawie przeczytanych lektur. Także tych napisanych przez ludzi, z poglądami których zupełnie się nie zgadzam. > >>>Pod warunkiem, że zostaną one przedstawione. Ja naprawdę przeczytałem wszystko co Pan [...] napisał i nie znajduję tam próby obrony tezy że teoria ewolucji nie jest dobrą podstawą wyjaśnienia religijności.> Nie znalazł Pan, bo nie było. Rozmowa na tak złożony temat, tak często i dokładnie analizowany, powinna - tak zamierzałem - zacząć się od zakwestionowania obiegowego rozumienia, że 'Darwin Ci wszystko wyjaśni'. To jest normalny pierwszy krok, postawienie wątpliwości w stosunku do obowiązującej głównej hipotezy.Dziwne to obiegowe rozumienie, że 'Darwin Ci wszystko wyjaśni', którego ja nie znam i jest tak samo głupie jak 'Darwin niczego ci nie wyjaśni'. Najpierw Kopernik, a później Darwin dokonali rewolucji w nauce (a nie tylko w swoich specjalnościach) i wielkość tej rewolucji tylko durnie mogą kwestionować, ale ani Kopernik, ani Darwin wszystkiego nie wyjaśniają. > Tak więc zrobiłem,Nie, Proszę Pana, niczego takiego Pan nie zrobił. Napisanie 'Darwin Ci wszystko wyjaśni', jak i 'Darwin niczego ci nie wyjaśni' jest głupotą a nie postawieniem jakiejkolwiek tezy. Swój pogląd należy merytorycznie uzasadnić, a tego u Pana nie znalazłem. Próbowałem Panu z tym pomóc w swoim wątku, Zróżnicowanie kulturowe a neoewolucjonizm. Ale jakoś nie udało się Panu podjąć tematu. > ale natychmiast spotkałem się z taką arogancją i złośliwością, że mi się po prostu odechciało dalej o tym rozmawiać.Na mnie zrobił Pan wrażenie, że zabrakło Panu wiedzy i z tym związanych merytorycznych argumentów, a tu wrażenie wynikające z treści postów jest ważniejsze od faktów. Nigdy nie wiem, kto za nickiem się kryje, zawsze czytam co napisał. > Uznałem że nie warto strzępić dzioba. Nie zrozumieją, za to obśmieją.Pański wybór. Zawsze warto znaleźć sobie dyskutantów na własnym poziomie. > Korzyść odniosłem taką, że lepiej rozumiem osoby religijne, które wchodzą na to forum i od progu spotykają się z wyśmiewaniem i arogancją serwowaną przez ateistycznych kiboli w rodzaju... no mniejsza, dominujących wokalnie w tym towarzystwie.Szanowny Panie, całe dorosłe życie miałem przyjaciół wśród kapłanów z dużym dorobkiem intelektualnym. Tu zdarzało mi się wyśmiewać ludzi, którzy uważają się za racjonalistów, czy ateistów. Ja wyśmiewam głupotę, a nie poglądy. Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. Jednakże jest to zmieszane z mniej pompatycznymi ujęciami. "Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski). Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba. www.racjonalista.pl/kk.php/d,67> >>>"Piszesz bzdury kolego takie, że nie można czytać tego"[/color] Ale taka weryfikacja własnych przekonań jest - moim zdaniem - bardzo pożyteczną.> Nie mam nic przeciwko bezpośredniości i złośliwości gdy się rozmawia o piłkarzach albo trenerach, ale przy weryfikacji przekonań religijnych albo naukowych - nie.Musi Pan w takim razie wybrać inne forum, tu zgodnie z linią portalu głupotę się wyśmiewa, niezależnie od tego czego ona dotyczy. Mnie taka forma odpowiada, gdyż wymusza na mnie permanentną weryfikację wiedzy i inspiruje do jej poszerzania. Racjonaliści już tak mają, że znacznie więcej czytają niż piszą. Miłego dnia. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | maceox (6766 punktów) | >Osobiście jednak bardziej polecam do tego książki. >>Kując póki gorące, chciałbym uprzejmie poprosić o pomoc w następującej kwestii, oto ona: >>Zakładając, iż w Pana ofercie pomocy pisze Pan o ewolucji biologicznej w sensie darwinowskim (w rozmowie z Anią. trzymalismy się tego znaczenia) chciałbym Pana zapytać, jaka jest, do jasnej anielki, rola ewolucji darwinowskiej w centralnym dla kultury zjawiska zróżnicowania językowego? >>Dlaczego Eskimos nie dogada się z Węgrem? [...] >>Śmiało, niech mi Pan pomaga w zrozumieniu, czemu nie, zrozumienia nigdy za wiele, byle właściwe! Jeżeli dojdzie Pan do tego, że kultura rozwinęła się ponieważ rozwinął się mózg, to proszę zauważyć też zależność odwrotną, że mózg się rozwinął ponieważ rozwinęła się kultura, i cywilizacja, oczywiście. Taka wzajemna zależność, niestety. >I naprawdę Pan sądzi, że przy pomocy tylko swoich argumentów, w kilku zdaniach, na które pozwala nam nasze forum, bez odwoływania się do bibliografii, wyjaśnię Panu problem, o którym są całe biblioteki. Pan zdecydowanie przecenia moje możliwości. >musiałbym odesłać Pana do przynajmniej kilku wspaniałych książek. Ja za to bardzo proszę o polecenie jakichś tytułów w tym temacie. (Domyślam się, że w pewnym zakresie problem naświetla np. "Maszyna memowa" S. Blackmore, którą już mi Pan polecił). Jednak sądzę, że koncepcja memów to tylko jedno z możliwych podejść do tematu i podejrzewam, że nie tylko ją miał Pan tu na myśli.
>Napisałem na zbliżone tematy kilkadziesiąt postów, ale one też odwoływały się do do dorobku nauki, a nie opierały się tylko na mojej argumentacji. Również chętnie bym się z nimi zapoznał, ale wiem jak trudna bywa wyszukiwanie starych postów, więc nie nalegam (chyba, że ma Pan je jakoś uporządkowane). Pozdrawiam serdecznie
Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Ja za to bardzo proszę o polecenie jakichś tytułów w tym temacie.Otwieram na ten temat nowy wątek. Może czegoś ciekawego się dowiemy? www.racjonalista.pl/forum.php/s,511508Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >Śmiało, niech mi Pan pomaga w zrozumieniu, czemu nie, zrozumienia nigdy za wiele, byle właściwe! Jeżeli dojdzie Pan do tego, że kultura rozwinęła się ponieważ rozwinął się mózg, to proszę zauważyć też zależność odwrotną, że mózg się rozwinął ponieważ rozwinęła się kultura, i cywilizacja, oczywiście. Taka wzajemna zależność, niestety. No, właśnie nie! Od 20000 lat średnia objętość mózgu człowieka maleje. Można to interpretować jako malenie inteligencji przeciętnego homo sapiens. Jednocześnie rośnie mądrość zbiorowa ludzkości; początkowo była to magia, potem religia, wreszcie nauka.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Od 20000 lat średnia objętość mózgu człowieka maleje. Owszem, ale za to wzrasta liczba neuronów, a mózg staje się plastyczniejszy. Nie w ilości bowiem, a w jakości siła.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Scorp (5381 punktów) |
> No, właśnie nie! Od 20000 lat średnia objętość mózgu człowieka maleje.
Żaden mózg się nie zachował, więc nie można tego stwierdzić. Pojemność mózgoczaszki to nie to samo co objętość mózgu. W środku mogło być więcej tłuszczu, tkanki ochronnej lub tp (co nie jest funkcjonalną częścią mózgu), co później okazało się zbyteczne i zniknęło w toku ewolucji.
>Można to interpretować jako malenie inteligencji przeciętnego homo sapiens.
Niezbyt mądra interpretacja. Gdyby waga mózgu korelowała z inteligencją, to kobiety byłyby mniej inteligentne od mężczyzn. -
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Ania. (14138 punktów) | >> No, właśnie nie! Od 20000 lat średnia objętość mózgu człowieka maleje. >Żaden mózg się nie zachował, więc nie można tego stwierdzić. Pojemność mózgoczaszki to nie to samo co objętość mózgu. W środku mogło być więcej tłuszczu, tkanki ochronnej lub tp (co nie jest funkcjonalną częścią mózgu), co później okazało się zbyteczne i zniknęło w toku ewolucji. Nie gnieć. Pojemność mózgoczaszki jest wyznacznikiem objętości mózgu. Są bardzo sprawne i wydajne metody badania tej cechy, w dodatku u wielu gatunków. Prawda jest bardzo prozaiczna - znikła presja selekcyjna w kierunku powiększania mózgu, a więc i zahamowany został dalszy wzrost, a nawet nastąpiło lekkie, ale znaczące statystycznie zmniejszenie. Mały mózg oznacza np. łatwiejszy poród, co jeszcze 100 lat temu było raczej istotną presją. >>Można to interpretować jako malenie inteligencji przeciętnego homo sapiens. >Niezbyt mądra interpretacja. Gdyby waga mózgu korelowała z inteligencją, to kobiety byłyby mniej inteligentne od mężczyzn. Tu się zgadzam. Ponoć Einstein miał raczej mały, ale w granicach normy. Nie objętość, a sprawność.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Artur@R (7115 punktów) | >Mały mózg oznacza np. łatwiejszy poród, co jeszcze 100 lat temu było raczej istotną presją.< Innym istotnym czynnikiem to zapotrzebowanie na energię - mniejszy mózg, mniejszy wydatek energetyczny. Mózg jest bardzo kosztownym pod tym względem organem. Jeśli w tej "ekonomi organizmu" zmniejszenie objętości mózgu nie powoduje utraty istotnych funkcji, choćby przez uplastycznienie działania (jak wspomniała Meretseger) - to organizmowi "to się opłaca".
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ania. (14138 punktów) | Też prawda. No i możemy dodać czynnik temperaturowy. Duży mózg sprawdzał się w gorącej kolebce ludzkości, jednak w zimniejszym klimacie mógł prowadzić do szybkiego wychłodzenia, a więc nasi przodkowie mogli preferować mniejsze mózgi z dokładnie tego samego, tylko o przeciwnym znaku, powodu, dla którego duże mózgi powstały - temperaturka.
Oczywiście znowu - te hipotezy nie wykluczają się nawzajem, możliwe są kombinacje różnych korzyści.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >>Mały mózg oznacza np. łatwiejszy poród, co jeszcze 100 lat temu było raczej istotną presją.< > Innym istotnym czynnikiem to zapotrzebowanie na energię - mniejszy mózg, mniejszy wydatek energetyczny. Mózg jest bardzo kosztownym pod tym względem organem. >Jeśli w tej "ekonomi organizmu" zmniejszenie objętości mózgu nie powoduje utraty istotnych funkcji, choćby przez uplastycznienie działania (jak wspomniała Meretseger) - to organizmowi "to się opłaca". Rozwój instytucji społecznych oraz magii-religii-nauki zwalnia mózgi indywidualne od funkcyj także intelektualnych. Mądrość zbiorowa zastępuje indywidualną.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Artur@R (7115 punktów) | > Rozwój instytucji społecznych oraz magii-religii-nauki zwalnia mózgi indywidualne od funkcyj także intelektualnych. Mądrość zbiorowa zastępuje indywidualną."
Z pewnością "społeczność" jest jednym z poważnych czynników wypływających na funkcjonalność naszego mózgu (i umysłu) - jesteśmy "zwierzętami społecznymi". Element "zbiorowej mądrości" także towarzyszy nam od zarania - jest on jednym z "budulców" naszego rozwoju. Co ciekawe jednym z przejawów tej "zbiorowej mądrości" (IMO) jest (było) tworzenie systemów wierzeń (religijnych), których istotną funkcją jest spajanie społeczności, budowanie jedności i siły grupy.
Temat - Czy, w jaki sposób, w jakich obszarach i jak skutecznie "zbiorowa mądrość" zastępuje indywidualną - jest osobnym i rozległym tematem - nie mam w tej kwestii szczegółowej wiedzy.
BTW. Przeczytałem w artykule (nie pamiętam dokładnie w którym), iż obecny postęp naukowy , techologiczny i ilość informacji, wiedzy rośnie w sposób wykładniczy, a nasza zdolność ich pojmowania, rozumienia - niestety w sposób liniowy. To może stwarzać zagrożenie, paradoksalenie, regresu.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ania. (14138 punktów) | >>Śmiało, niech mi Pan pomaga w zrozumieniu, czemu nie, zrozumienia nigdy za wiele, byle właściwe! Jeżeli dojdzie Pan do tego, że kultura rozwinęła się ponieważ rozwinął się mózg, to proszę zauważyć też zależność odwrotną, że mózg się rozwinął ponieważ rozwinęła się kultura, i cywilizacja, oczywiście. Taka wzajemna zależność, niestety. > No, właśnie nie! Od 20000 lat średnia objętość mózgu człowieka maleje. Można to interpretować jako malenie inteligencji przeciętnego homo sapiens. Jednocześnie rośnie mądrość zbiorowa ludzkości; początkowo była to magia, potem religia, wreszcie nauka. Nie bardzo. Inteligencja jest praktycznie niezwiązana z objętością kresomózgowia, w granicach norm. Za to jest związana z liczbą neuronów i liczbą ich powiązań. A spadek objętości jest chyba dość prosty do wyjaśnienia - znikła presja selekcyjna sprzyjająca jego powiększaniu.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Artur@R (7115 punktów) | > Wydaje mi się, że Ania. radzi sobie dobrze...<Orzekł racjonalista "z wyższej półki" > ...i nie potrzebuje pomocników, ani takich z wyższej półki ani takich trochę innych typu "tata a Marcin powiedział, czyli Wikipedia moim autorytetem".<Wikipedia, jak każda encyklopedia może być "początkiem" informacji i zaczątkiem wiedzy, inspiracją. Potwierdzenia i poszerzenia zawartej w niej informacji szuka się w innych źródłach np. w książkach!! Ale co tu wyjaśniać osobnikowi, który swoją wiedzę(i argumenty) czerpie z natchnienia, olśnienia, objawienia i "pod wpływem weny po zjedzeniu grochówki".Jeśli potrafisz jako tako czytać ze zrozumieniem to czytaj i edukuj się "o wielki memetytku": R.Dawkins -"Samolubny gen"(wyd. Pruszzyński i S-ka) str.244:"Dla nowego replikatora potrzebujemy nazwy, która zawierałaby pojęcie jednostki przekazu kulturowego czy też jednostki naśladownictwa. Pasowałby tu słowo "mimem"(grec. naśladownictwo) (...) Mnie jednak potrzebne jest słowo jednosylabowe, które choć trochę przypominałoby słowo "gen".Mam nadzieję , że moi przyjaciele (..) wybaczą mi, jeśli słowo "mimem" skrócę do słowo "mem". Jeśli potrzebne byłby jakieś dodatkowe uzasadnienie, słowo to można również uważać za spokrewnione z angielskim słowem "memory" (pamięć) lub francuskim "meme"(taki sam) Przykładami memów są melodie, idee, obiegowe zwroty, fason ubrań, sposoby lepienia garnków, lub budowania łuków.Tak jak geny rozprzestrzeniają się w puli genowej,przeskakując z ciała do ciała za pośrednictwem plemników lub jaj, tak memy propagują się w puli memów, przeskakując z jednego mózgu do drugiego w procesie szeroko rozumianego naśladownictwa." [w dalszej części rozdziału RD rozważa ideę(mem) Boga] S. Blackmore "Maszyna memowa" ( Rebis 2002 ) str.79:"Opisałem je [memy] jako "instrukcje zachowań, przechowywane w mózgach(lub innych obiektach) i przekazywane przez naśladownictwo" (...) Naśladownictwo jest rodzajem replikacji, czyli kopiowania, i z tego właśnie względu uznajemy memy za replikatory, ze wszystkimi tego konsekwencjami" str.111:"Będę się posługiwać terminem "mem" swobodnie, określając nim informację memetyczną w jakiejkolwiek z jej licznych form, wliczając w to idee, struktury mózgu stanowiące fizyczny zapis tych idei, zachowania wytwarzane przez owe struktury, a także ich wersje zawarte w książkach, przepisach kucharskich, mapach lub nutach. Jeśli tylko informacja ta może podlegać kopiowaniu w procesie mieszczącym się w pojęciu szeroko rozumianego "naśladownictwa", będziemy nazywać ją memem" D.C.Dennett "Odczarowanie -Religia jako zjawisko naturalne" (PIW 2008) str.155:"Wolno przypuszczać, że proces taki [ wyzwalana przez zaniepokojoną ciekawość produkcja "hipotez i tworzenie wyobrażeń] prawie nigdy nie generuje czegoś co miałby trwałą moc - miliony czy miliardy drobnych akcji wyobraźni niemal natychmiast znikają bez śladu, aż pewnego dnia jedna z nich wystąpi w sprzyjającym momencie, z odpowiednio mocnym akcentem, by mogła się powtórzyć nie raz i nie dwa, lecz wielokrotnie. Tak powstaje linia genealogiczna idei - rodowód mówiącego drzewa. Ilekroć umysł, który ja zainicjował, wraca do tej dziwnej idei -nieświadomie, lecz siłą bezwładu - tylekroć idea ta staje się trochę mocniejsza w tym znaczeniu, ze ma nico większą szansę ponownego pojawienia się w umyśle swojego inicjatora. W ten sposób napiera coraz większej mocy samoreplikowania się, zyskując przewagę nad innymi fantazjami, z którymi rywalizuje o pozycje w mózgu. Nie jest to jeszcze mem - element, który opuszcza indywidualny umysł i rozpowszechnia się w ludzkiej kulturze - lecz dobry protomem: nieco obsesyjna, bo często powracająca i przywoływana, swoista idea-konik." str.156:"Pretendenci do miana teoretyków memów często ignorują fakt, że część "cyklu życiowego" memu stanowi okres jego rywalizacji z innymi ideami - nie tylko z innymi memami, lecz z każdą inna ideą, o której ktoś pomyśli - rywalizują w mózgu nosiciela. Powtarzanie celowe lub mimowolne jest replikacją. Można starać się uczynić coś memem -albo tylko zapamiętać coś - przez świadome powtarzanie(..) ale jeśli pozwolimy naturze"iść własną drogą", wewnętrzne preferencje naszego mózgu będą automatycznie wywoływać powtarzanie się tego co mu odpowiada. Prawdopodobnie właśnie takie jest źródło pamięci epizodycznej, czyli zdolności przypominania sobie zdarzeń z własnego życia.(...) Niezliczone wieki ewolucji zaprojektowały ja tak, by pewne rzeczy mieściły się w niej łatwiej niż inne. Nasz umysł osiąga to częściowo przez powtarzanie, zatrzymywanie się nad tym, co ważne i przechodzenie do porządku nad błahostkami. Pełni istotna funkcję, gdy skupia się na tym, co w przeszłości szło w parze z faktami mającymi żywotne znaczenie. Potencjalnemu memowi można udzielić dobrej rady: jeśli chcesz mieć wiele powtórzeń (replikacji), staraj się wyglądać jak coś ważnego" Teraz czekam na Twoją, odmienną (skoro ta jest błędna) definicję "memu" - na rozszerzone definicje wyjaśniające, dookreślające z publikacji 2-3 naukowców nie liczę, bo przecież "włączać się warto ze swoimi argumentami a nie np. ze spisem książek, które się przeczytało albo tylko mogło przeczytać."PS Wszytkie wytłuszczenia, podkreślenia i nawiasy "kwadratowe" są moje.
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
|
|
| | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Ania. (14138 punktów) | >>Ale ten temat dotyczy przyczyn zaistnienia religii. Czego innego, niż ewolucji, się tu spodziewałeś? >Spodziewałem się bardziej otwartej postawy w tym temacie. Bardziej... naukowej. Ewolucjonizm to piękna nauka.
>>To najpierwsza i najbardziej oczywista odpowiedź na temat rzucony. >Ale czy najlepsza? Moim zdaniem zbyt dużą wagę przywiązujesz do ewolucji w wyjaśnieniu powszechnej religijności. Naród irański i naród czeski mają tak samo długą historię ewolucyjną ale religijność tych społeczeństw jest istotnie różna. Jednak każda z obecnych narodów wywodzi się z religijnych kultur. Religia nigdy raczej nie była czynnikiem istotnym sama w sobie, raczej wynikała jako efekt uboczny z innych cech populacji. Obecnie, od kilku przynajmniej wieków, można spokojnie zastąpić ją innymi czynnikami społecznymi. Ale z faktu, że obecnie np. dzieci mogą pić mleko modyfikowane nie wynika, że jakość mleka matki była bez znaczenia wcześniej. Jeśli chcesz zrozumieć, po co / dlaczego (tak poprawniej) powstała religia, musisz cofnąć się dalej, do czasów kiedy powstawała, a nie omawiać dzisiejsze dni.
>>Faktycznie niewiele wiesz o ewolucji, co zawsze bije mnie po oczach, szczególnie w dyskusji o ewolucji. >Oh, przepraszam za to bicie po oczach! Nie spodziewałem się tak drastycznego efektu mojej ignorancji! A jednak.
>>Pytanie brzmi - co było takiego w religii, że powstała. >To niewłaściwe pytanie. Skutek nie może poprzedzać przyczyny. Nic w niej nie było, zanim nie powstała. Znowuż - cechy powstają, przypadkiem i bez kierunku. A te przydatne zostają, nieprzydatne lub szkodliwe są eliminowane.
>>Czy korzyści wynikały z samej religii, czy też był to efekt uboczny innych cech - i innych korzyści. >I to też, aczkolwiek podstawą, sednem, miejscem centralnym religii jest wiara w jakiegś/któregoś Boga/bogów. Zatem, rozważając problem religii, trzeba najpierw uporać się z problemem Boga/ów. Nie musimy. Wiara i religia nie musi nawet precyzować bogów. Jeśli wierzą, że ich taniec sprowadza deszcz, nie zajmując się istotą boga, to nadal wierzą.
>>To ściśle ewolucyjne pytanie, dziwi mnie, że nie dostrzegasz tego. >Może znowu Cię zniesmaczę, ale rzeczywiście nie dostrzegam; i więcej: dostrzegam lepsze, nie ewolucyjne, za to bardziej precyzyjne. Równie materialistyczne i bardziej redukcyjne. To je wyduś z siebie, przemyślę. Rzucasz tylko "ja mam lepsze wyjaśnienie" i nic dalej.
>>Ewolucja wyjaśnia dlaczego podobają nam się duże oczy i biust, pupa itd. Wyjaśnia nasze upodobania jako populacji. >Ciekawe! Mnie się podobają małe biuściki, ale ja często bywam w mniejszości. Większość prawdopodobnie preferuje duże. Jeżeli proporcje grup zwolenników małych / dużych mają się do siebie jak 40 : 60, to co na to teoria ewolucji? Zmiany upodobań związane z dobrobytem - widać, że u nas jest już dobrze i nie tusza świadczy o dobrych genach, a szczupła sylwetka. Jeśli bylibyśmy od pokoleń głodni, to fałdki byłyby atrakcyjne. To znany i wielokrotnie zbadany fenomen.
>>>>Mem to idea, idea jest memem. >>>Błąd >>Więc wykaż, gdzie się mylę. >To jest temat na osobny duży wątek. Znowu - nie masz racji, co wykazano w międzyczasie dość jasno.
>>I każda idea zaraża, bowiem przetrwa tylko w umysłach. Jedne lepiej, drugie gorzej. >Każda? Czy zaraziłaś się już moją ideą genezy wiary religijnej, o której wspominałem? Czy jak ją poznasz, to się zarazisz? Każda informacja, jaką masz zaraziła Twój umysł - nabyłeś ją od kogoś.
>>Mogę sobie uważać, że moim zdaniem kwarki nie stanowią dobrej opcji na wyjaśnienie dowolnego procesu w mechanice kwantowej, ale moja opinia nie będzie wartościowa - za mało danych mam, aby mój osąd mógł być trafny. >Błąd. Trafny osąd można mieć niezależnie od posiadanej wiedzy. Do poprawnej odpowiedzi można dojść dobrze wykorzystując skromny zasób wiedzy. Właściwe rozwiązanie można nawet zgadnąć. Ważne jest tylko to, czy jest właściwe, a nie kto go wymyslił i czy się znał, czy nie. Szanse na taki geniusz wrodzony są znikome. Na tym chyba polega fenomen nauki. Ja widzę, ile nie wiem, ile muszę poznać, ile mam do zbadania osobiście. Ty uważasz, że wiesz wystarczająco i nie potrafisz nawet dostrzec, że czegoś nie wiesz. Wiem, że to dość powszechna cecha, ale ja uważam ją za wadę.
>To, co zaprezentowałaś w tym ostatnim zdaniu jest typowym odchyleniem naukowców. "Co on/ona tam wie, skoro nie ma właściwego wykształcenia"! >Co ty wiesz o zabijaniu, skoro nikogo nie zabiłaś? O, przepraszam, miało być o naukowcach... >Co ty wiesz o Bogu, skoro nie studiowałaś teologii przez 40 lat? No nie! znowu nie tak! >Co ty możesz twierdzić mądrego o zmianach klimatu, skoro nie jesteś profesorem meteo-hydro-geologii? >Co ty wiesz o ewolucji, skoro nie jesteś BIOLOGIEM?!!! Co ja mogę wiedzieć o kwarkach! Prawda - niewiele. Jeśli chcę się dowiedzieć, muszę się uczyć, uczyć, uczyć. Nie musi oznaczać to stopnia naukowego, chociaż to pomaga. Ale jeśli zachwyciłbyś mnie swoją wiedzą o ewolucji, to uwierz mi - zachwyciłabym się nie pytając Cię o stopień naukowy. Wiedza daje się poznać, nawet bez dwóch literek przed nazwiskiem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >Wiara i religia nie musi nawet precyzować bogów. Jeśli wierzą, że ich taniec sprowadza deszcz, nie zajmując się istotą boga, to nadal wierzą. Taniec mający sprowadzić deszcz, to obrzęd magiczny (przedreligijny). Obrzędem religijnym byłaby modlitwa o deszcz, a do tego ofiara złożona bóstwu. Powód, dla którego ludzie stworzyli magię, potem religię, a następnie naukę (i technologię) był ten sam -- chęć dominowania nad przyrodą i czerpania z tego korzyści.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Ania. (14138 punktów) | >>Wiara i religia nie musi nawet precyzować bogów. Jeśli wierzą, że ich taniec sprowadza deszcz, nie zajmując się istotą boga, to nadal wierzą. > Taniec mający sprowadzić deszcz, to obrzęd magiczny (przedreligijny). Obrzędem religijnym byłaby modlitwa o deszcz, a do tego ofiara złożona bóstwu. Powód, dla którego ludzie stworzyli magię, potem religię, a następnie naukę (i technologię) był ten sam -- chęć dominowania nad przyrodą i czerpania z tego korzyści.
W rzeczywistości różnica między magią a religią jest dość subtelna i umyka nam, chociaż osoby religijne bardzo nie chcą tego przyznać.
Od razu przypomniał mi się motyw z przykładaniem książki o świętym do brzucha pacjentki po operacji - to religia czy magia?
Po prostu ma to małe znaczenie, czy próbujesz zmienić rzeczywistość oddziałując na duchy, na rzeczywistość samą w sobie, ale niezbadanymi metodami, czy też na jednego ducha - boga. Tu i tu próbujesz magicznym obrządkiem sprawić, aby było po Twojej myśli.
Przypominam, że nie każda religia opiera się na modlitwie i ofierze, są i takie, gdzie taniec jest formą modlitwy.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >>>Ale ten temat dotyczy przyczyn zaistnienia religii. Czego innego, niż ewolucji, się tu spodziewałeś?
Czego się nie spodziewałem, to tego, że rozmowa tak łatwo przerodzi się w rzucanie grochem o ścianę. Ściana to Twoje niezłomne przekonania, że w tej kwestii najlepszego i wystarczającego wyjaśnienie dostarcza teoria ewolucji (ewentualnie wraz z koncepcję rozszerzonego fenotypu i memetyką). Groch to moje wątpliwości i sugestie, że jest inaczej. Oczywiście groch nie ma szans wobec monolitu.
W tej sytuacji będzie racjonalne nie zawracać Ci dłużej głowy. Przyznaję się do porażki w tej dyskusji. A po czyjej stronie racja... to inna sprawa.
Życzę powodzenia! -
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Spodziewałem się bardziej otwartej postawy w tym temacie. Bardziej... naukowej. I czego Ci brakuje do naukowości w wypowiedziach Ani?
>Naród irański i naród czeski mają tak samo długą historię ewolucyjną ale religijność tych społeczeństw jest istotnie różna. Historia ich cywilizacji też niezbyt się różni: tu i tam wojny, praca, rodzina. Inny język, inne sztandary, (...) Popatrz, popatrz, a taki hipopotam z takim delfinem mają wręcz identyczną długość historii ewolucyjnej jako że są dla siebie krewnymi z jednego przodka, a jak się różnią! Czeskie i irańskie wojny, praca, rodzina też są bardzo różne.
>Co teoria ewolucji ma do powiedzenia na temat tych różnic w religijności? Pewnie to samo co o wszystkim innym: różne okoliczności rodzą różne skutki
>Mniejsza skłonność uwarunkowana ewolucyjnie, niby z jakiej przyczyny? Z przyczyny różnic różnej maści...? I chyba zbytnio lekceważysz czynniki kulturowe, możliwości umysłu ludzkiego itp.
>>Pytanie brzmi - co było takiego w religii, że powstała. >To niewłaściwe pytanie. Skutek nie może poprzedzać przyczyny. Nic w niej nie było, zanim nie powstała. To erystyczne czepianie się. Twoja uwaga byłaby stosowną w niewyobrażalnym dla mnie towarzystwie gamoni, którzy sądzą, że coś może być zanim będzie. Zarzucanie na serio czegoś takiego Ani nie świadczy za dobrze o Tobie jedynie.
>I to też, aczkolwiek podstawą, sednem, miejscem centralnym religii jest wiara w jakiegś/któregoś Boga/bogów. Zatem, rozważając problem religii, trzeba najpierw uporać się z problemem Boga/ów. Kiedy religie powstawały raczej o bogach - a już zwłaszcza o Bogach - mowy nie było. I czemu "najpierw"? Religia to pewna całość postaw i poglądów, a opowieści o bogach to tylko jej fragment. Wspomniani przez Ciebie Czesi (czy wielu tutejszych forumowiczów) nie czują potrzeby uporania się z "problemem Bogów" - po prostu nie zajmują się głupotami i tyle. Problemem są wierzący, ich upośledzone poznawczo umysły, a nie obiekty ich wiary.
>Jeżeli proporcje grup zwolenników małych / dużych mają się do siebie jak 40 : 60, to co na to teoria ewolucji? A czego się spodziewasz? Wróżbiarstwa? To ja Ci powróżę: może jedni albo drudzy wymrą; albo proporcje ilościowe między jednymi i drugimi będą się zmieniały albo nie...
>Cóż to innego zakodowało się (nie 'zakodowano', pani ewolucjonistko!) w procesie ewolucji w tych grupach 40% i 60%? Ta sama erystyczna sztuczka, czy rzeczywiście sugerujesz, że Ania sugeruje celowość kodowania? A zakodowano (czy zakodowało się) coś co powoduje różnicę.
>Każda? Czy zaraziłaś się już moją ideą genezy wiary religijnej, o której wspominałem? Czy jak ją poznasz, to się zarazisz? I znowu zmyślasz poglądy oponenta by go poniżyć w swych oczach? Czy Ania powiedziała, że każda idea zaraża wszystkich? Po prostu musi być zaraźliwa by była przekazywana, a nie za każdym razem wymyślana przez każdego człowieka z osobna.
>Nawet nie będę próbował. Głównie dlatego, że nie zależy mi na tym, iżby moja opinia miała być dla kogokolwiek wartościowa. Akurat tutaj rzeczywiście widać wyraźnie jak Ci na tym nie zależy, ale czemu jest to dla Ciebie satysfakcjonujące - nie wiem....
>To, co zaprezentowałaś w tym ostatnim zdaniu jest typowym odchyleniem naukowców. "Co on/ona tam wie, skoro nie ma właściwego wykształcenia"! Beletrystyka, nic więcej.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > My jesteśmy wynikiem ewolucji i każda nasza cecha jest wynikiem naszej ewolucji.> >>>>Lubię takie mądrostki. "My jesteśmy wynikiem działania praw fizyki i każda nasza cecha jest wynikiem działania praw fizyki".> Oczywiście, każda cecha naszego ciała musi być zgodna z prawami fizyki.> Również każda cecha naszego ciała musiała powstać w wyniku ewolucji, zatem można ewolucją ją wyjaśnić. Nawet inteligencję, zazdrość, altruizm, a więc i religię.> >>>Jesteśmy dziećmi Kosmosu, jesteśmy wynikiem oddziaływania sił atomowych... i tak dalej. Każda nasza cecha jest wynikiem działania sił atomowych.> Oczywiście, schodząc na ten poziom również musi się wszystko zgadzać.Cytat: Pan Kaktus: >Ja zwracałem uwagę na to, że nauki przyrodnicze, czerpią chociażby z metodologi nauk tego rodzaju założenia, które pozostają poza zakresem przedmiotowym konkretnej teorii. Bez względu na to, czy dana nauka przyrodnicza zmienia w przypadku konkretnej teorii jakiś aksjomat, czy tez nie, zawsze korzysta z takich założeń, które wykraczają poza jej zakres.
Pan Fizyk: To prawda, że twierdzenie Goedla położyło kres nadziei aksjomatycznego sformalizowania nauk ścisłych, czy choćby tylko wszystkich dziedzin matematyki. Ale zdaje się Pan wyciągać z tego fiaska zbyt daleko idące wnioski dotyczące metodologii nauk przyrodniczych.
Pan Kaktus: >Mowa tutaj chociażby o pewnych zasadach logicznych, zasadach wnioskowania, dowodzenia itd., z których korzysta każda nauka przyrodnicza. [...] Jeśli przykładowo chcemy sfalsyfikować logiczną zasadę niesprzeczności, potrzebujemy innych założeń pierwotnych, które nam to umożliwią i na których zbudujemy odpowiedni system kolejnych twierdzeń dających się sprowadzić do tych pierwotnych aksjomatów.
Pan Fizyk: Trzymając się tego przykładu, aby uznać zasadę niesprzeczności za nieadekwatną do rzeczywistości, nie ma potrzeby budowania nowego systemu formalnego. Wystarczy zbudować np. aparat fotograficzny używający logiki rozmytej do ustawiania przysłony i czasu naświetlenia i jeżeli aparat ten robi lepsze zdjęcia od aparatu używającego logiki dwuwartościowej, to praktycznie sfalsyfikowaliśmy zasadę niesprzeczności w zakresie fotografii.
Oczywiście zasada ta nadal pozostaje użyteczna w wielu innych dziedzinach nauki i techniki. Należy jednak podkreślić, że nie ma potrzeby formalnego ujednolicenia tych różnych dziedzin (co jest zresztą zazwyczaj niemożliwe - patrz twierdzenie Goedla). Jeżeli coś w jednej dziedzinie szwankuje, to nic nie stoi na przeszkodzie aby użyć pojęć z innej dziedziny aby przetestować tę pierwszą i ewentualnie sfalsyfikować jej założenia. Nie ma tu jakiegoś odgórnego podziału na rozłączne dziedziny nauki. Jedynie pewne pojęcia z jednej dziedziny tracą sens w innych. (Na przykład, nie ma sensu pytać jaki kolor mają elektrony.)
Pozdrawiam serdecznie. @@@ .
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Celecrin (6386 punktów) | >Nawet inteligencję, zazdrość, altruizm, a więc i religię. Przepraszam, że się wtrącę ale...religia nie jest cechą. Religia to zupełnie inna grupa pojęć. Nie można jej przypisać do cechy jakiegoś organizmu.
P.S. Wcześniej w rozmowie chodziło o "podatność" na religię, chyba o to Ci chodziło, sry.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ania. (14138 punktów) | >>Nawet inteligencję, zazdrość, altruizm, a więc i religię. >Przepraszam, że się wtrącę ale...religia nie jest cechą. Religia to zupełnie inna grupa pojęć. Nie można jej przypisać do cechy jakiegoś organizmu. >P.S. >Wcześniej w rozmowie chodziło o "podatność" na religię, chyba o to Ci chodziło, sry. W pewnym sensie tak.
Nie chodzi o inteligencję, w rozumieniu wyniku testu Mensy, a o jako taką - cechę populacyjną. W tym ujęciu zazdrość jest cechą, jaką obserwujemy u pewnych gatunków, a u innych nie - bakterie np. nie są szczególnie zazdrosne, a każdy kto miał psa lub kota wie, że takie stworzenie zazdrosne bywa.
W takim ujęciu wytworzenie lub nie religii, czy ogólnie mistycyzmu, wiary itd. jest cechą populacji.
Ja cały czas nie odnoszę się do osób, czy są bardziej czy mniej religijne, a do populacji w kontekście ewolucji.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . >Nasze demokratyczne forum nadaje się raczej do kłótni niż do argumentacji. Moim zdaniem, jednak racjonalne argumenty oparte na naukowej wiedzy tu przeważają. Tak, demokratyczna otwartość przyczynia się do wchodzenia w naszą dyskusję fideistycznych doktrynerów przeróżnych jedynie słusznych poglądów, a jak sądzę, każda wiara (w cokolwiek) ogranicza nas intelektualnie. Oni tu nie przychodzą zresztą po to aby dyskutować, tylko po to aby nas ewangelizować. Wszystko jedno jaką religię/ideologię wyznają, gdyż tylko ich wyznanie jest tym prawdziwym i tylko oni mają rację. Spór im ostrzejszy, tym bardziej stanowiska stają się spolaryzowane, a polaryzacja musi zakończyć się kłótnią. Osobiście uważam, że moderatorzy powinni wtedy się włączać zachowując jednak subiektywizm zgodny z linią portalu, tzn np preferując racjonalizm przed irracjonalizmem - szczególnie tym zapiekłym - ale to ogromnie trudne zadanie.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| Mortimer (1359 punktów) | Religia to w istocie genialny kodeks moralny i prawo, ale zawsze znajdą się jednostki, które to prawo, czy kodeks nie będą przestrzegać. W starożytnym Egipcie złodziejaszki wykradały z grobowców faraonów, czy innych dostojników, złoto i inne wartościowe rzeczy, choć jak wiadomo, czekała ich za to kara po śmierci. Takich przykładów można znaleźć bardzo wiele, co obrazuje nam, że religia w rzeczywistości była potrzebna. Religia była wykorzystywana w polityce, zawsze to się ze sobą łączyło (mamy przykład w dzisiejszych czasach. PiS i Kościół - genialne połączenie  ) Także w jakimś stopniu religia była potrzebna w wszelkich cywilizacjach.
Uczestnicy konklawe, którzy zebrali się po śmierci Mikołaja IV (1288-1292), poczynili niestosowny dla siebie wybór. Papiestwo powierzono bowiem naprawdę POCZCIWEMU człowiekowi.
|
|
 | 9 na 9 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | >Religia to w istocie genialny kodeks moralny i prawo, ale zawsze znajdą się jednostki, które to prawo, czy kodeks nie będą przestrzegać.
"Tej nocy przejdę przez Egipt, zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej od człowieka aż do bydła i odbędę sąd nad wszystkimi bogami Egiptu - Ja, Pan."
Przykład genialnego kodeksu moralnego.
|
|
|  | 1 na 1 | Mortimer (1359 punktów) | Może rzeczywiście genialne to to nie jest.
Uczestnicy konklawe, którzy zebrali się po śmierci Mikołaja IV (1288-1292), poczynili niestosowny dla siebie wybór. Papiestwo powierzono bowiem naprawdę POCZCIWEMU człowiekowi.
|
|
| |  | 7 na 7 |
 | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | > Religia to w istocie genialny kodeks moralny i prawo,<d>Doprawdy, uważasz, że religia ma coś wspólnego z etyką? Czy na pewno porządny człowiek, to taki, który wierzy w Trójcę, albo uważa, że możliwe było niepokalane poczęcie, albo że papież jest nieomylny, czy w to, że prorok Mahomet wstąpił do nieba na koniu? > Religia była wykorzystywana w polityce, zawsze to się ze sobą łączyło (mamy przykład w dzisiejszych czasach. PiS i Kościół - genialne połączenie )> Także w jakimś stopniu religia była potrzebna w wszelkich cywilizacjach. Właśnie po to, aby wesprzeć władzę w jej dążeniu do podporządkowania społeczeństw powstała i rozwijała się religia. Nie, jak piszesz, w jakimś stopniu, lecz przede wszystkim po to.
|
|
6 na 6 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >którym zawarta myśl zafrapowała mnie: >"..., skamieliny sugerują, że rozmiar naszego mózgu osiągnął maksimum 1500 cm3 około 20000 lat temu >i od tego czasu zmniejszył się do 1350 cm3. -Wiele cech i narządów uległo zmianie, w tym redukcji gdy nie były już tak potrzebne, jak choćby owłosienie ciała. W przyrodzie rządzi ekonomia. Palce też nie musiały stawać się większe tylko zręczniejsze.
> "Plemię, którego członków cechuje stała gotowość do wzajemnej pomocy i >poświęcenia się dla wspólnego dobra, jest w stanie pokonać większość innych plemion -- i to jest >właśnie dobór naturalny. -Wszystko jest jego dziełem, więc i mózgu który wymyślił religię. Jednak nie uważam, aby ta w szczególności przyczyniała się do sukcesów poszczególnych plemion. Raczej altruizm i współpraca w czasie polowań, rozpalania ognia, budowy siedlisk, konstruowania broni czy szycia ubrań, systemy ostrzegania się przed zagrożeniem. Religia była skutkiem ubocznym uspołeczniania się, gdy było już dość czasu na myślenie abstrakcyjne, nie tylko o jedzeniu. > W początkach tworzenia instytucji społecznych, organów władzy, formułowania zasad etycznych, w >czynnościach tych dominowały religie. -Niestety.
> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. -Nawet jeśli, to na pewno mniej niż dyliżans, hubka i krzesiwo. A kładziemy nacisk na "była", bo nie na to psioczymy, tylko że jest i rządzi w epoce samochodów, elektryczności i zapalniczek.
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
 | 2 na 2 | Vytautas (4394 punktów) | >> "Plemię, którego członków cechuje stała gotowość do wzajemnej pomocy i >>poświęcenia się dla wspólnego dobra, jest w stanie pokonać większość innych plemion -- i to jest >>właśnie dobór naturalny. >-Wszystko jest jego dziełem, więc i mózgu który wymyślił religię. Jednak nie uważam, aby ta w szczególności przyczyniała się do sukcesów poszczególnych plemion. Raczej altruizm i współpraca w czasie polowań, rozpalania ognia, budowy siedlisk, konstruowania broni czy szycia ubrań, systemy ostrzegania się przed zagrożeniem. Masz rację, prawidłowo opisujesz dobór naturalny w czasie, kiedy największą grupą społeczną było plemię, grupa najczęściej spokrewnionych ludzi o liczebności nie większej, niż 50 \ 70 osób. Tak się działo do czasu rewolucji neolitycznej. >Religia była skutkiem ubocznym uspołeczniania się, gdy było już dość czasu na myślenie abstrakcyjne, nie tylko o jedzeniu. No tak, przecież istniała już magia, znane były zaklęcia i obrzędy rzekomo dające człowiekowi moc panowania nad zjawiskami przyrody, więc rzeczywiście mogło komuś przyjść do głowy, że za magią ukrywa się jakaś siła wyższa, ale dopóki religia nie stała się potrzebna, nie miała szansy na owładnięcie umysłami. Kiedy ludzie wynaleźli uprawę roli, przestali wędrować, zaczęli walczyć o opanowanie większych terytoriów, o zapędzenie do pracy sąsiadów, wtedy religia stała się potrzebna, zaczęła przynosić korzyść -- jednoczyć plemiona w państwa.
|
|
5 na 5 | grzmot (741 punktów) | > Nie wpadły, kamienia nie odwaliły. Tego progu ich szympansi umysł przekroczyć nie zdołał.> Potrzebny jest altruizm. Należy wspomóc w nieszczęściu bliźniego, bo może przyjdzie czas, kiedy> nam się taka pomoc przyda.[...] > Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.Jedna z lepiej tłumaczących to teorii mówi nie o altruizmie, a o wspólnym polowaniu (np. Desmond Morris, Naga małpa), w czasach jeszcze przed wynalezieniem języka. Więc nie bezinteresowna pomoc innemu osobnikowi, a wspólny wysiłek prowadzący do sukcesu. Nie wydaje mi się, żeby religia była tu potrzebna - zwłaszcza, że bez złożonego języka byłaby trudna do wytworzenia. Inna sprawa, że religia mogła być (wg niektórych teorii) korzystna na późniejszym etapie, jako element wzmacniający tożsamość plemienną. To zresztą widać do dzisiaj, religia jest tym, co oddziela "nas" od "tamtych". Co obecnie jest raczej negatywną właściwością. PS Naprawdę
|
|
 | 4 na 4 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | >> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. >Jedna z lepiej tłumaczących to teorii mówi nie o altruizmie, a o wspólnym polowaniu (np. Desmond Morris, Naga małpa), w czasach jeszcze przed wynalezieniem języka. Więc nie bezinteresowna pomoc innemu osobnikowi, a wspólny wysiłek prowadzący do sukcesu. -Dokładnie.
>Nie wydaje mi się, żeby religia była tu potrzebna - zwłaszcza, że bez złożonego języka byłaby trudna do wytworzenia.
-Mogła nawet przeszkadzać jako etatowy hamulec. Grupy mniej religijne mogły zdobywać przewagę chętnie przyjmując wszystko co nowe, dobre, pożyteczne, nie czekając na decyzję szamanów, czarowników, czy starszyzny. Bez ograniczeń kiedy i na co polować, bez świętych dni, miejsc i zwierząt, czego nie wolno jeść (zakazy i koszerność), jaka broń jest "słuszna", którędy wędrować itp.
>Inna sprawa, że religia mogła być (wg niektórych teorii) korzystna na późniejszym etapie, jako element wzmacniający tożsamość plemienną. -Najbardziej potrzebna była władcom i rządzącym elitom w utrzymaniu władzy. Skoro pochodzi od boga, to można rządzić bez ograniczeń i odpowiedzialności i utrzymywać korzystne status quo.
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
|  | | Vytautas (4394 punktów) | >>> Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. >>Jedna z lepiej tłumaczących to teorii mówi nie o altruizmie, a o wspólnym polowaniu ( >>Nie wydaje mi się, żeby religia była tu potrzebna - zwłaszcza, że bez złożonego języka byłaby trudna do wytworzenia. >-Mogła nawet przeszkadzać jako etatowy hamulec. Grupy mniej religijne mogły zdobywać przewagę chętnie przyjmując wszystko co nowe, dobre, pożyteczne, nie czekając na decyzję szamanów, czarowników, czy starszyzny. Na polowaniu i wojnie potrzebna jest szybka decyzja, a do tego potrzebny jest wódz, którego autorytet wzmacnia religia.
|
|
| |  | 2 na 2 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) |
> Na polowaniu i wojnie potrzebna jest szybka decyzja, a do tego potrzebny jest wódz, którego autorytet wzmacnia religia. -Ale wódz często podejmuje decyzje błędne, bo szybkie i autorytarne, konsekwencje przenoszą się na wszystkich. I wtedy wodzom przydaje się religia, aby wodzami pozostać. Co się nie udało, to po prostu wola boga. Ileż to błędnych decyzji wodzów w historii powodowało klęski ich wojsk, bo wydawało im się że są nieomylni i nie brali pod uwagę zdania innych.
-W ogóle religie są plemienne. Musi istnieć społeczność, mowa, pismo, potem święta księga, bogowie, aby jakaś religia zaczęła funkcjonować. Religia wtedy jednoczy plemię, ale głownie przeciw innym plemionom. Do walki, mordowania, a nie dla rozwoju i dobrobytu. Wolno wtedy zabrać cudzą ziemię i nazwać ją obiecaną, a tych którzy tam zamieszkiwali zabić lub uczynić niewolnikami i jeszcze czerpać z tego wartości moralne. Dla kogo więc jest to korzystne? Jak było by bez religii? Zapewne lżej, mniej krwawo i despotycznie. "Religia z wozu ludzkości lżej"
-Samo pytanie "Do czego była potrzebna jest religia" jest tendencyjne. Zakłada, że jednak była potrzebna, zamiast pytania np. "Czy religia była potrzebna, komu i do czego?" To, że coś jest, wcale nie znaczy że jest potrzebne, tylko, że potrafi się utrzymać przy istnieniu. Jak zarodziec malarii, kleszcze lub "Radio Maryja".
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
| | |  | | Vytautas (4394 punktów) | >> Na polowaniu i wojnie potrzebna jest szybka decyzja, a do tego potrzebny jest wódz, którego autorytet wzmacnia religia. >-Ale wódz często podejmuje decyzje błędne, bo szybkie i autorytarne, konsekwencje przenoszą się na wszystkich. I wtedy wodzom przydaje się religia, aby wodzami pozostać. Co się nie udało, to po prostu wola boga. Ileż to błędnych decyzji wodzów w historii powodowało klęski ich wojsk, bo wydawało im się że są nieomylni i nie brali pod uwagę zdania innych. Klęski są powodowane albo przez głupotę wodzów, albo brak dyscypliny wojowników, albo przez zbyt niskie ich morale, za co winę ponosi zbyt słaba motywacja także religijna. To prowadzić może do zagłady plemienia. Rzecz zwyczajna w walce o byt. Upierać się będę jednak przy tym, że samo istnienie plemienia stanowi atut w tej walce. Silniejsze jest plemię, niż tak samo liczny niezorganizowany zbiór osobników w stanie anarchii.
|
|
| | | |  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Klęski są powodowane albo przez głupotę wodzów, albo brak dyscypliny wojowników, albo przez zbyt niskie ich morale, za co winę ponosi zbyt słaba motywacja także religijna. -Motywacja jest konieczna. Nie widzę jednak, aby religijna była skuteczniejsza od innych. Najsilniejszą jest obrona własnego życia, domu, rodziny oraz chęć zyskania łupów. Popatrz na Talibów, jednoczy ich religia i trudno z nimi walczyć, to fakt, ale jakie oni mają z tego korzyści? Że tkwią w zacofaniu i ciemnocie, że poziom ich życia spada, zamiast wzrastać i całe życie spędzają jako ścigani? Uzbrojenie też kupują od tych mniej religijnych. Co by się stało gdyby przestali być religijni? A żyli by jak normalni ludzie.
>Upierać się będę jednak przy tym, że samo istnienie plemienia stanowi atut w tej walce. Silniejsze jest plemię, niż tak samo liczny niezorganizowany zbiór osobników w stanie anarchii. -Samo istnienie plemion powoduje istnienie wojen. Pojedyncze, "niezrzeszone" osobniki nie toczyłyby między sobą zorganizowanych bitew. Poza tym przykłady z wielu wojen pokazują, że partyzantka potrafi skutecznie walczyć z regularnymi armiami. Ale to nie religia jednoczy taką grupę tylko wspólna sprawa, wspólny wróg.
Religia jest kompletnym nonsensem i ogromną szkodą dla ludzkiej cywilizacji. - Steven Weinberg
|
|
| | |  | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >-W ogóle religie są plemienne. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
|
|
17 na 17 | Koraszewski (82900 punktów) | >Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.< Religia była kamieniem milowym w rozwoju ludzkości, jak długo mamy przy nim stać w bezruchu?
|
|
2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | > ".. Nasza przyszłość zależy od bycia mądrym nie indywidualnie, lecz zbiorowo.". Może zręczniej byłoby powiedzieć: nie tylko indywidualnie, lecz również grupowo. > Potrzebny jest altruizm. Chyba raczej kooperacja - wspomaganie innych indywiduów (jeśli tak wolno rozumieć altruizm) to nadal faworyzowanie indywidualizmu nad grupowością. > Potrzebna jest gotowość do poświęcenia się dla dobra wspólnego. Nie wydaje się konieczne jakieś szczególne czy całkowite poświęcenie się - wystarczy chyba zachować proporcje. > Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna. Może i była, ale im bardziej się staje 'maszynką biznesową' wąskiej grupy uzurpatorów, tym mniej potrzebna jest.
|
|
5 na 5 | finerbijk (17282 punktów) | Wiele jest głosów, że tak.. religia co prawda kłamliwa, ale była potrzebna na pewnym etapie, bo łagodziła i dyscyplinowała i to taki wyrównujący katalizator. Pozwolę sobie mieć przeciwne zdanie. Religia nigdy nie była ani czynnikiem umoralniającym, ani hamującym żarłoczne bestie, które niby to mają spoczywać w człowieku. Religia od początku była rodzajem biznesu - ty dajesz barana, bogowie ci dadzą obfite plony. Daj trochę sreber rodzinnych - powodzenie w bitwie masz zapewnione. Ufundujesz klasztor - będą ci grali anieli. To cała istota religii: ofiara za obietnice.
A tak naprawdę to strach jest czynnikiem stymulującym, a prawdziwy strach wywoływał zawsze zwykły laicki bat lub zewnętrzne czynniki niezależne od człowieka. Bojaźń w skaranie boskie zawsze z nim przegrywała, dlatego moim zdaniem cywilizacja została zbudowana na zwykłym cielesnym strachu, który był jedynym hamulcem dla jednostek, dla których miłość "bliźniego" nie była argumentem wystarczającym, oraz bodźcem dla tych, dla których przeżycie miało jakieś znaczenie.
|
|
4 na 4 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > Do czego była potrzebna religia?To zależy komu. Np. temu cwaniakowi do złupienia tysięcy frajerów... Mahometowi - do utrwalenia władzy i patriarchalnego reżimu, Żydom - do usprawiedliwiania masakr dokonywanych na sąsiednich plemionach, itd...
|
|
3 na 3 | martok (1115 punktów) |
> Potrzebny jest altruizm. Należy wspomóc w nieszczęściu bliźniego, bo może przyjdzie czas, kiedy nam się taka pomoc przyda. (...) >Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.
Jeden z istotniejszych nurtów w dzisiejszej psychologii, zwany psychologią ewolucyjną, wyjaśnia fenomen współpracy i pomocy wzajemnej bez odwoływania się do religii, w oparciu jedynie o rachunek korzyści i strat. Pozwolę sobie przytoczyć mały fragment pewnej ważnej monografii z tego nurtu:
Piękno wzajemnego altruizmu polega na tym, że obie strony odnoszą korzyści. Rozważmy następujący przykład. Dwaj myśliwi przyjaźnią się ze sobą. Podczas polowania szczęście jest zmienne. W danym tygodniu szczęście uśmiecha się do jednego z myśliwych, ale w następnym drugi z nich odniesie sukces. Gdy pierwszy z myśliwych podzieli się zdobyczą z przyjacielem, ponosi stratę w postaci oddanego mięsa. Strata ta jednak nie musi być zbyt bolesna, bo mięsa może być tyle, że szczęśliwy łowca i jego rodzina i tak nie daliby rady go spożyć. Korzyść dla przyjaciela natomiast jest poważna, bo inaczej byłby skazany na głód. W następnym tygodniu sytuacja się odwraca. Każdy z myśliwych małym kosztem oddaje więc przyjacielowi poważną przysługę. Dzięki wzajemnemu altruizmowi obaj korzystają więcej, niż gdyby każdy trzymał samolubnie zdobycz dla siebie. Ekonomiści mówią w takiej sytuacji o obopólnym zysku - obie strony odnoszą z transakcji korzyści. [D.M. Buss, Evolutionary psychology, 1999; wyd. polskie GWP 2003, s. 282]
Opisane w tym cytacie zjawisko stanowi podstawę tzw. reguły wzajemności w stosunkach międzyludzkich (R. Cialdini, Influence, 1993, wyd. polskie GWP 1996). Ta niezwykle istotna dla funkcjonowania społeczeństw reguła z całą pewnością nie ma religijnego pochodzenia:
Wielu antropologów i socjologów uważa mechanizm wzajemności za jeden z najważniejszych czynników konstruujących ramy organizacyjne ludzkich społeczności. O jego znaczeniu świadczy choćby to, iż występuje u wszystkich ras i narodowości, jak świat długi i szeroki (Gouldner, 1960), a obserwuje się go także u zwierząt (Wilkinson, 1974) [Argumentacja - Perswazja - Manipulacja, GWP 2006, s.296] *
|
|
 | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | > Jeden z istotniejszych nurtów w dzisiejszej psychologii, zwany psychologią ewolucyjną, wyjaśnia fenomen współpracy i pomocy wzajemnej bez odwoływania się do religii, w oparciu jedynie o rachunek korzyści i strat. Pozwolę sobie przytoczyć mały fragment pewnej ważnej monografii z tego nurtu: Psychologom ewolucyjnym nie jest potrzebne odwoływanie się do religii w celu wyjaśnienia fenomenów współpracy. Religia przydawała się jednak dawnym łowcom po to, by ich nakłonić do tej współpracy nawet wtedy, gdy ich zachłanność skłaniała ich raczej do zachowań samolubnych.
|
|
 | 2 na 2 Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > szczęście uśmiecha się do jednego z myśliwych, ale w następnym drugi z nich odniesie sukces. Gdy pierwszy z myśliwych podzieli się zdobyczą z przyjacielem, ponosi stratę w postaci oddanego mięsa. Strata ta jednak nie musi być zbyt bolesna, bo mięsa może być tyle, że szczęśliwy łowca i jego rodzina i tak nie daliby rady go spożyć. Korzyść dla przyjaciela natomiast jest poważna, bo inaczej byłby skazany na głód. W następnym tygodniu sytuacja się odwraca.... > [color=blue]Wielu antropologów i socjologów uważa mechanizm wzajemności za jeden z najważniejszych czynników konstruujących ramy organizacyjne ludzkich społeczności. O jego znaczeniu świadczy choćby to, iż występujeNie tylko ludzkich. Ten sam mechanizm jest u nietoperzy wampirzych. Jeżeli jeden wypił za dużo krwi i ma ją jeszcze niestrawioną w żołądku, to dzieli się z innymi, którym się w tym dniu nie powiodło. www.youtube.com/watch?v=rZTAW0vPE1ofacstaff.u(*)O379/wilkinson-foodsharing.pdfCo ciekawsze "ludzka" reguła wzajemności opisana przez Cialdiniego też funkcjonuje wśród zwierząt.
|
|
|  | 1 na 1 | martok (1115 punktów) |
>Nie tylko ludzkich. Ten sam mechanizm jest u nietoperzy wampirzych. >Co ciekawsze "ludzka" reguła wzajemności opisana przez Cialdiniego też funkcjonuje wśród zwierząt.
Wydaje mi się, że przeoczyłeś w moim poście następujący fragment:
...a obserwuje się go także u zwierząt (Wilkinson, 1974)...
Chyba się nie mylę, prawda? Pozdrawiam - M *
|
|
6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) |
> Nasza cywilizacja czerpie teraz całą swoją wynalazczą i kreatywną moc z mózgów połączonych w sieci. Nasza przyszłość zależy od bycia mądrym nie indywidualnie, lecz zbiorowo."Moim zdaniem w tych rozważaniach nie można pominąć księcia Kropotkina. Klasyczne dzieło Kropotkina zostało opublikowane w 1902 r.. Jego teoria miała wtedy mocny oddźwięk, przeciwstawiała się pewnej popularnej filozofii tamtych czasów - społecznemu Darwinizmowi. To nie Darwin propagował teorie, które stały się znane jako społeczny Darwinizm; to, co znamy pod tą nazwą raczej podchodzi z dzieł T.Huxleya. W przeciwieństwie do Huxleya, Kropotkin, który był słynnym geografem i naukowcem, twierdził że w naturalnym świecie zwierzęta korzystają z różnych form wzajemnej pomocy, żeby przetrać - życie nie jest koniecznie walką, w której wygrywają tylko najsilniejsi. Aby to naukowo udowodnić, Kropotkin korzystał ze swojego doświadczenia w obserwacji zwierząt na Syberii. Wielu innych naukowców potwierdziło jego obserwacje. Oprócz życia zwierząt Kropotkin opisał życie ludzi w różnych społeczeństwach (w tym syberyjskich) którzy praktykowali różne rozdaje pomocy wzajemnej, aby pokazać, że życie nie musi być oparte na konkurencji.
"Pomoc Wzajemna" szybko stała się książką bardzo ważną w historii społecznego myślenia i jest najbardziej znaną ze wszystkich książek Kropotkina. Nie jest jednak to książka, która głęboko opisuje teorię anarchistycznej organizacji ekonomii i społeczeństwa - niektórzy z czytelników tej książki mogą spodziewać się czegoś innego, bo choć to jest klasyka anarchizmu, nie jest to "wstęp do anarchizmu". Jednak ta książka jest swego rodzaju podstawą teoretyczną dla innych jego dzieł, ponieważ żeby przekonać ludzi, że jego wizja społeczeństwa jest możliwa musiał argumentować przeciw szeroko rozpowszechnionym teoriom, że każde społeczeństwo jest oparte na hierarchii i konkurencji i że taka jest natura człowieka - tak jak natura każdego zwierzęcia. To mu się udało.
"Pomoc Wzajemną" więc możemy więc potraktować jako teoretyczny wstęp do innych dzieł, takich jak "Zdobycie Chleba" (choć to dzieło zostało napisane całe 10 lat wcześniej). Autor mógł wyobrazić sobie sytuację, że kiedyś usłyszy głos krytyki - że społeczeństwo równości, współpracy i samorządności opisane przez niego w "Zdobyciu Chleba" jest "piękne ale nie możliwe" i chciał przekazać wiedzę o tym, że nie tylko jest to możliwe, ale że w wielu społeczeństwach i w różnych sytuacjach w naszym życiu jest to norma. Polecając uwadze jego dorobek nie opowiadam się wcale za anarchizmem, ani nie uważam, że we wszystkim miał rację. Natomiast uważam, że to piękna postać i jego koncepcje są ważne i warte współczesnego rozważenia. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
1 na 1 | domator (287 punktów) | Moim zdaniem, to tylko kolejny element ludzkich relacji społecznych jak ulubiony posiłek, pozycja seksualna, środek odurzający czy długi nos. Niektóre z nich są zabawne, miłe, albo po prostu ułatwiają porozumienie się. Jednak w przypadku religii, narodowości, czy niestety również rasy to owszem, zacieśnia więzy ale jedynie wewnątrz grupy, zaś na zewnątrz niej powoduje jedynie konflikty i to najgorszy typ konfliktów - taki w którym kompletnie o nic nie chodzi. Wszystkie konflikty w dziejach tej planety były napędzane dzieleniem ludzi się w grupy wojujące z innymi grupami. Myślę, że powinniśmy w końcu z tego wyrosnąć. Miłym wyjątkiem od tego negatywnego wizerunku religii był moim zdaniem rzymski hellenizm. Naprawdę nie miałbym nic do religii, gdyby świat wyznawał religię na zasadzie "fajnych macie bogów, zbudujmy im razem wypasioną świątynię" w przeciwieństwie do chrześcijańskiego obskurantyzmu i nienawiści napędzanej wiarą w innego boga lub brakiem wiary w jakiegokolwiek. Porządni ludzie tak nie robią
|
|
 | | Vytautas (4394 punktów) | >Jednak w przypadku religii, narodowości, czy niestety również rasy to owszem, zacieśnia więzy ale jedynie wewnątrz grupy, zaś na zewnątrz niej powoduje jedynie konflikty i to najgorszy typ konfliktów - taki w którym kompletnie o nic nie chodzi. Wszystkie konflikty w dziejach tej planety były napędzane dzieleniem ludzi się w grupy wojujące z innymi grupami. A walka między tymi grupami jest walką o byt. W ostatecznym rozrachunku powoduje rozwój społeczeństw, doskonalenie analogiczne do tego, jak doskonalenie gatunku w wyniku walki o byt jego osobników.
|
|
|  | | domator (287 punktów) | Kiedyś owszem tak było, ale nie przeceniałbym znaczenia konfliktów zbrojnych w epokach od starożytności wzwyż. Czy filozofie, sztuka i cały oświeceniowy rozwój naukowy zaistniały dzięki nim?
Jednak tak jak napisałem powyżej religie powodowały (i do dziś powodują) konflikty, w których o nic nie chodziło.
|
|
2 na 2 | niewiarygodny (524 punktów) | > Zastanówmy się, na czym polegało owo tworzenie sieci mózgów. > Potrzebna jest współpraca. Czytałem kiedyś w świętej pamięci "Problemach" artykuł jakiegoś >podglądacza małp, o tym, jak sobie radziły szympansy, gdy coś dla nich atrakcyjnego na ich oczach >przywalono kamieniem, na tyle wielkim, że jeden nawet najsilniejszy samiec go odwalić nie zdołał. >Nie miałyby kłopotów, gdyby wpadły na pomysł, aby zabrać się do tej roboty przynajmniej we dwóch. >Nie wpadły, kamienia nie odwaliły. Tego progu ich szympansi umysł przekroczyć nie zdołał.
To dziwne bo ja oglądałem też podobny program i tam szympans poszedł po pomoc do opiekuna, przyciągnął go za rękę i pokazał aby podniósł razem z nim.
|
|
 | 1 na 1 | Vytautas (4394 punktów) | >>Nie miałyby kłopotów, gdyby wpadły na pomysł, aby zabrać się do tej roboty przynajmniej we dwóch. >>Nie wpadły, kamienia nie odwaliły. Tego progu ich szympansi umysł przekroczyć nie zdołał. >To dziwne bo ja oglądałem też podobny program i tam szympans poszedł po pomoc do opiekuna, przyciągnął go za rękę i pokazał aby podniósł razem z nim. Ano, właśnie, do opiekuna. Domniemywam, że były to szympansy z zoo, które traktowały swoich ludzkich opiekunów jako istoty wyższe, a poza tym nauczyły się już od ludzi ludzkich zachowań. Swoją drogą, ciekaw jestem, jak radziłyby sobie w buszu szympansy nauczone przez ludzi mowy gestów (takiej dla głuchoniemych) i czy tę umiejętność wykorzystywałyby w buszu.
|
|
|  | 9 na 9 | Tomek Fiedorek (5805 punktów) | W jednym z afrykanskich parkow obserwowano goryle, ktore niszczyly wnyki. Wspolpracowaly ze soba i byly szybkie i skuteczne. Podejrzewa sie, ze nauczyly sie tego podpatrujac straznikow, ktorych jednym z zadan jest niszczenie pulapek zastawionych przez klusownikow. Po powrocie do domu postaram sie odnalezc link. Mam nadzieje, ze nigdy nie beda podpatrywaly kaplanow...
|
|
| |  | 9 na 9 |
| | | |  | 5 na 5 | niewiarygodny (524 punktów) | W tym samym filmie był też inny przykład współpracy, bez uczestnictwa opiekunów oraz bez instruktażu. W dwóch sąsiadujących klatkach były umieszczone dwa szympansy a przed ich klatkami było coś na kształt pojemnika z jedzeniem, za pojemnikiem leżała lina, jeden koniec był przy jednej klatce a drugi przy drugiej. Jedynym sposobem aby przyciągnąć pojemnik było pociągnięcie dwóch końców liny jednocześnie, po jakimś czasie szympansy wpadły na to, że trzeba to zrobić razem. Kolejny eksperyment mnie po prostu zachwycił, małpa miała w klatce przymocowaną cienką fiolkę a na jej dnie był jakiś smakołyk, jedynym sposobem na wyciągnięcie go było wlanie tam wody aby wypłynął do góry, większość szympansów wpadła na to jak to zrobić brała wodę w usta i wlewała do fiolki. Natomiast jeden młody szympans wymyślił że równie dobrze można do niej nasikać, efekt równie dobry
|
|
|  | 3 na 3 | Ania. (14138 punktów) |
> Swoją drogą, ciekaw jestem, jak radziłyby sobie w buszu szympansy nauczone przez ludzi mowy gestów (takiej dla głuchoniemych) i czy tę umiejętność wykorzystywałyby w buszu. Widziałam relację z programu obserwacji bonobo w naturze. Nie były uczone zachowań, ale mogły obserwować co chciały. Skubany podwędził meleks. Dosłownie. Pojechał nim, co prawda przejechał kilkaset metrów, ale jednak. A inna scena - maluch dopadł nożyczki, jego mama delikatnie mu je wyjęła z rąk.
Małpy mają znacznie słabiej rozwinięte poczucie wspólnoty, w "Zanim powstał człowiek" dość fajnie to omawiają. Jako przyczynę, dla której nasi przodkowie musieli nauczyć się współpracy, podejrzewa się w tej książce geograficzną izolację grup wczesnych hominidów.
|
|
-2 na 4 | Ksiądz Tadeusz (-3 punktów) | >zasiadali sędziowie zawsze stał krucyfiks, lub inny symbol religijny, a o prawdziwość zeznań świadka >poparta była przysięgą w obecności majestatu boga. > Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.
Religia daje wielu ludziom nadzieję i sens życia. Nie odbierajmy im tego. Szanujmy ich wybór.
|
|
 | 4 na 4 | Vytautas (4394 punktów) | >Religia daje wielu ludziom nadzieję i sens życia. Nie odbierajmy im tego. Szanujmy ich wybór. Może i daje, ale Tobie odebrała możliwość zrozumienia nawet tego, o co chodzi w tym temacie.
|
|
 | 5 na 5 | martok (1115 punktów) |
>Religia daje wielu ludziom nadzieję i sens życia. Nie odbierajmy im tego. Szanujmy ich wybór.
Szanujemy. I prosimy o wzajemność. *
|
|
 | 8 na 8 | Andrzej Bogusławski (52271 punktów) | . > Religia daje wielu ludziom nadzieję i sens życia. Nie odbierajmy im tego. Szanujmy ich wybór.Tak, zdecydowanie Ksiądz ma rację. zauważył to prawie sto lat temu H. L. Mencken, który w artykule "Homo Neanderthalensis" - napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki.
Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".
Tylko, że nie wszystkim katolikom to wystarcza. Na przykład Błażej Pascal napisał: "Papież nienawidzi uczonych i lęka się ich, albowiem nie podlegają mu na mocy ślubowania", a przecież to żaden współczesny bojownik nauki tylko wielki chrześcijański myśliciel z XVII wieku. Księdzu zupełnie pomyliły się portale. Jesteśmy racjonalistycznymportalem cenimy sobie wolność myśli i słowa i bardzo prosimy o uszanowanie naszego wyboru. Natomiast serdecznie Księdza witam w swoim imieniu na naszym forum i ponieważ nie ma dla nas tematu tabu chętnie z Księdzem podyskutujemy. Tylko tyle, że uprzedzam, iż rozmowa będzie równego z równym. Z szacunkiem dla człowieka i bez żadnego szacunku ani dla sutanny, ani Świętego Kościoła Katolickiego. Miłego dnia. @@@ .
|
|
 | 1 na 1 | niewiarygodny (524 punktów) | >Religia daje wielu ludziom nadzieję i sens życia. Nie odbierajmy im tego. Szanujmy ich wybór.
Jest to częsty dylemat etyczno-moralny:
- Czy mąż zdradziwszy żonę, postępuje etycznie mówiąc jej o zdradzie, zrzucając z siebie ciężar, lecz przenosząc go na żonę? Czy lepszym wyjściem jest trwać w kłamstwie a żonę pozostawić w błogiej nieświadomości? - Analogiczna sytuacja jest z wiarą, na dodatek np. wiarą osoby ciężko chorej, bądź niepełnosprawnej, dla której jedyną nadzieją i sensem życia jest życie po śmierci obiecywane w tej czy innej formie w każdej religii. Czy etyczne jest utrzymywanie takiej osoby w "błogiej" nieświadomości?
Co powinien zrobić obserwator jednej i drugiej sytuacji? Czyli w pierwszej koleżanka żony która nakryła męża, a w drugiej np. przyjaciel ateista. Jakie jest wasze zdanie?
|
|
|  | 3 na 3 | martok (1115 punktów) |
>Co powinien zrobić obserwator jednej i drugiej sytuacji? Czyli w pierwszej koleżanka żony która nakryła męża, a w drugiej np. przyjaciel ateista. Jakie jest wasze zdanie?
Ma siedzieć cicho. W obu wypadkach. Uwierz człowiekowi doświadczonemu.
PS. Czy mógłby mi ktoś zdradzić, skąd się bierze ten dziwny kolor tła w kilku ostatnich postach? I czy on coś oznacza? *
|
|
| |  | | Zabójca-Bogów (3947 punktów) | Kolor ten tła jest znakiem tego iż dyskusja odbiegła od tematu i jest Off-topic .
|
|
| | |  | | martok (1115 punktów) |
>Kolor ten tła jest znakiem tego iż dyskusja odbiegła od tematu i jest Off-topic .
Dzięki. Już się wycofuję. *
|
|
5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >Nie psioczcie za mocno na religię, ona na prawdę była potrzebna.
Była.
Obecne formy religii porównałbym do prób wykorzystania rąk jako skrzydeł. Wielu wymachuje łapami rojąc sobie, że leci.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
3 na 3 | Celecrin (6386 punktów) | >?Tego progu ich szympansi umysł przekroczyć nie zdołał.
>Potrzebny jest altruizm. Należy wspomóc w nieszczęściu bliźniego, bo może przyjdzie czas, kiedy nam się taka >pomoc przyda. Altruizm pojawił się dużo wcześniej niż religia. Jest wszechobecny w przyrodzie, nawet wśród szympansów.
|
|
1 na 1 | lord_shd (2 punktów) | odnośnie religii - pozwolę sobie zacytować swojego ulubionego filozofa (niestety nie jest to dokładny cytat)
Nie potrzeba mi boga, wierutnej bzdury, aby objaśnił mi prawa wszechmocnej natury Donatien Alphonse François de Sade
Chyba to oddaje, dlatego wielu wierzy, po prostu to co nie daje się racjonalnie wytłumaczyć tłumaczy się religią, przy czym jej zakres ogranicza się wraz z rozwojem nauki.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|