Racjonalista - Strona głównaDo treści
Agnostyzyzm - niełatwy światopogląd

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
05-08-2012 15:00michu (73 punktów)Agnostyzyzm - niełatwy światopogląd
Ocena 1 na 1
Przez ostatnie pół roku straciłem kilka bliskich osób, często o nich myśle, byli to młodzi ludzie, wydawało się,że mieli jeszcze kawał życia przed sobą. Wychowałem się w dosyć wierzącej rodzinie,ale do tego co funduje KRK podchodziłem z dystansem, właściwie częściej krytyką. Kościół Katolicki wydaje mi chyba tym najgłupszym, najdziwniejszym, czasami aż śmiesznym. Jednak NIESTETY nie mogę powiedzieć, czy BÓG jest, czy go nie ma. Nie mogę określić siebie jako osoby głęboko wierzącej, czy też niewierzącej. Ten stan bywa starsznie wkurzający, a w szczególności, gdy przychodzi żegnać bliskich... czy oni już tylko użyźniają ziemię? co niby mieliby robić całą wieczność w jakimś niebie? kto ma czelność ich karać? religia ma być pocieszeniem, skoro ktoś karze mojego przyjaciela? czy na pewno nic nie ma, jest tyle religii i z dupy się wzięły <sorry>? A śmierć kliniczna i różne takie pzypadki, nic nie dowodzą? ... tak jak od wielu lat miałem te pytania, tak mam nadal ... modlić się za nich czy nie? wszystko wydaje mi się bez sensu.... I mimo,że bym chciał się swojego agnostycyzmu wyzbyć, bo mi z nim nie na rękę - nie mogę...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

finerbijk (17282 punktów)
> tak jak od wielu lat miałem te pytania, tak mam nadal ... modlić się za nich czy nie? wszystko wydaje mi się bez sensu
Niestety, możesz się nastawić, że te pytania pozostaną z tobą do śmierci.
Możesz się modlić, przeklinać albo iść na piwo, ale dla ciebie zmarli to zmarli.

>I mimo,że bym chciał się swojego agnostycyzmu wyzbyć, bo mi z nim nie na rękę - nie mogę...
Wszyscy są agnostykami, tylko się różnie nazywają zależnie od tego, którą z powyższych czynności wybiorą przy podobnych okazjach.
Marian (5438 punktów)
>Nie mogę określić siebie jako osoby głęboko wierzącej, czy też niewierzącej.
   To może jesteś nie-głęboko (płytko) wierzący?

>modlić się za nich czy nie?
   A jeśli modlić, to do którego bóstwa?

   Bardziej na poważnie, ja jestem agnostykiem i ateistą. Nieco więcej jak pół roku temu też straciłem bliskiego kumpla, z którym znaliśmy się 13 lat. I choć to wielka szkoda, że zmarł w tak młodym wieku, to mi jednak ulgę przynosi myśl, że nie jest męczony wiecznym żywotem, czy nawet czymś zgoła jeszcze gorszym (nie przestrzegał wymagań swojej religii co do joty).
   Nie mam wątpliwości, że wszystkie religie są zmyślone, dlatego mnie to nie dręczy. Wystarczy się trochę przyjrzeć religiom, aby się przekonać w jak oczywisty sposób jest to wytwór ludzkiej wyobraźni; dla mnie jest to pewność granicząca z wiedzą.

   Pozdrawiam.
Głąbiński (3538 punktów)
>... jestem agnostykiem i ateistą. ... Nie mam wątpliwości
Agnostykiem to chyba nie jesteś?


Stach M. G.
Marian (5438 punktów)
>>... jestem agnostykiem i ateistą. ... Nie mam wątpliwości
>Agnostykiem to chyba nie jesteś?
   Przekonanie, że nie da się zdobyć żadnej wiedzy o sferze nadnaturalnej czyni mnie agnostykiem, ale religie to przecież fenomen naturalny.

   Pozdrawiam.
05-08-2012 17:34
 Ocena 11 na 11
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
>Przez ostatnie pół roku straciłem kilka bliskich osób
Zdarza się , śmierć to naturalna kolej rzeczy --szkoda że jeszcze nie można swej świadomości przenieść do komputera --zaraz bym się od zaniknięcia Ja zabezpieczył by móc dziwić się światu i żyć ....

>Jednak NIESTETY nie mogę powiedzieć, czy BÓG jest, czy go nie ma.
A to bardzo proste --nie ma i nawet nie może istnieć kiedykolwiek . (wszech wszystko i takie tam )

>czy oni już tylko użyźniają ziemię?
To zależy od sposobu pochówku.

>kto ma czelność ich karać?
Z braku duszy i boga i życia wiecznego oraz Nieba czy Piekła lub grzechu --NIKT.

>czy na pewno nic nie ma, jest tyle religii i z dupy się wzięły <sorry>?
Nie , powstały jako zapchajdziury braku wiedzy na pewnym etapie rozwoju ludzkości (w ultra skrócie)

>A śmierć kliniczna
To taka chwila gdzie mózg robi projekcję spokojnego obrazu by naprawić organizm (żebyś mu emocjami nie podnosił ciśnienia to Ci film puszcza).

>modlić się za nich czy nie?
Modlitwy są szkodliwe (choćby czas zabierają) więc odradzam--lepiej pogadać o fajnych razem spędzonych chwilach ze zmarłym z przyjaciółmi by tak uczcić jego pamięć.

"Agnostycyzm --to ze wszech miar podejrzana postawa --taka 3 strona medalu a medal ma tylko dwie strony TEIZM i ATEIZM ". Bertrand Russel .

"Agnostycyzm to zatrzymanie się w myśleniu z obawy przed wynikiem ."-Moje świeże ma miesiąc .

A i jeszcze jedno coś co Cię wyleczy z wiary :
www.racjon(*)s,4354/q,Bog.nie.istnieje.cz.1
Kaszman (396 punktów)
>"Agnostycyzm to zatrzymanie się w myśleniu z obawy przed wynikiem ."-Moje świeże ma miesiąc .

Cóż, ja agnostykiem byłem jakieś 2 lata, a nigdy myśleć o tym nie przestałem, choć na dość długo stanąłem w jednym punkcie. Ale prawda, że często się sprawdza.

Where's your god now ?
Artur@R (7115 punktów)
>I mimo,że bym chciał się swojego
>agnostycyzmu wyzbyć, bo mi z nim nie na rękę - nie mogę...<

Mimo Twoich deklaracji, odnoszę wrażenie, że to co Cię dręczy to jednak ciągle wiara, pozostałości indoktrynacji, społeczno-psychologiczne czynniki i z pewnością brak wystarczającej wiedzy (bez urazy)
Temat "agnostycyzmu" juz wielokrotnie był na Forum poruszany - wyszukaj i poczytaj sobie - na pewno nie zaszkodzi.
Osobiście postawę agnostyczną uważam za przejaw oportunizmu, tchórzostwa i zakłamania, a zrównywanie "ułamka procenta metodologicznego prawdopodobieństwa na istnienie jakiejkolwiek nadprzyrodzoności z proporcją 50%/50% " to wyraz czystej głupoty.
Bardzo ciekawie i rzeczowo pisze o tym prof.Barbara Stanosz:

Barbara Stanosz - "Agnostycyzm":
"W języku potocznym miano agnostyka nadaje się zarówno tym, którzy kwestię istnienia Boga uważają za nierozstrzygalną, jak i tym, którzy sądzą, że dotychczas nie została ona rozstrzygnięta, ale nie wykluczają, że zostanie. Dość często jednak miano to jest jedynie "odzieżą ochronną" ateisty. W społecznościach lub środowiskach, w których dominują teiści, często fanatyczni i skrajnie nietolerancyjni wobec ludzi niewierzących, otwarte przyznawanie się do ateizmu grozi ostracyzmem. Agnostycy traktowani są mniej wrogo, na równi z tymi, którzy tylko wątpią i jako tacy stanowią dla religii mniejsze zagrożenie niż ci, którzy ją zdecydowanie odrzucają. Dlatego wielu ateistów woli mówić o sobie, że są agnostykami. Trudno pochwalać tę oportunistyczną postawę, ale też trudno ją potępiać u osób żyjących w takich krajach jak Polska, gdzie wysokiemu urzędnikowi państwowemu wolno publicznie powiedzieć o ateizmie, iż jest "najgorszą z religii, pustoszącą umysły i serca".

Barbara Stanosz - "Czym różni się Bóg filozofów od Boga prostaczków"
"...nie można sensownie powiedzieć "Wiem, że bóg istnieje": warunkiem sensowności wypowiedzi o strukturze "Wiem, że p" jest to, by na miejscu litery p znajdowało się sensowne zdanie. Ale skoro tak, to nie można też sensownie powiedzieć "Nie wiem, czy bóg istnieje". Oto powód, dla którego racjonalista nie powinien deklarować się jako agnostyk w sprawie istnienia bogów z doktryn metafizycznych. Doktryny teologiczne (w tym chrześcijańskie) łączą w charakterystyce boga terminy empiryczne z metafizycznymi. A ponieważ występowanie w danej wypowiedzi terminów, które nic nie znaczą, pozbawia ją sensu jako całość, więc zdanie "Bóg istnieje" ma w takiej doktrynie te same właściwości, co w doktrynie typu metafizycznego: nie można mu sensownie zaprzeczyć, ani poprzedzić słowami "nie wiem, czy". Racjonalna postawa poznawcza wyraża się w ignorowaniu tego zdania, a wraz z nim doktryny, której jest ono ośrodkiem.

Nie wynika stąd, oczywiście, że należy ignorować zjawisko społeczne, jakim jest wyznawanie religii jakiegokolwiek rodzaju. Jest to zjawisko tak rozpowszechnione i brzemienne w konsekwencje praktyczne dla życia społecznego, że warto je wnikliwie analizować w kategoriach psychosocjologii. Sądzę, że także fakt deklarowania agnostycyzmu w sprawach religii przez niektórych ludzi - wśród nich, jak Pan pisze, przez "intelektualną śmietankę świata" - ma czysto psychospołeczne źródła. Ale to już zupełnie inna historia."


A o pojęciu "Boga" świetnie pisze prof.Andrzej.B.Izdebski -"Bóg, bogowie, bóstwa" - polecam.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
michu (73 punktów)
Dzięki za radę, ale już dawno zapoznałem się z ciekawymi i mniej ciekawymi artykułami na racjonalista.pl W mojej postawie nie ma widzę tchórzostwa, nie mam podstaw ku temu. Mam wielu bardzo dobrych znajomych ateistów, rodzina dość tolerancyjna. Jestem od lat w takim punkcie,że skłamałbym deklarujac się jako atesta i jako osoba wierząca. A co do wiedzy - czytam odkąd pamiętam wszelakie artykuły,książki zarówno atesistyczne, ale i daje szanse wypowiedzenia stronnictwu religijnemu.
06-08-2012 11:55 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
Nie będę analizował zdanie po zdaniu Twojej wypowiedzi - podtrzymuje to co powiedziałem na początku ("problem" indoktrynacji i psychologii).
Cieszy to, że czytasz, ale jak widać czytanie to nie wszytko. Rozumienie i znajdowanie argumentów by porządkować sobie ogląd rzeczywistości - z tego czytania i myślenia powinno wynikać.
Otwarty umysł to wielka rzecz, ale otwarty nie znaczy bezkrytyczny.
Tak wiele przeczytałeś tak w ogóle i na Racjonaliście.pl i nie dostrzegłeś argumentów na brak jakichkolwiek przesłanek naukowych na istnienie "nadprzyrodzoności", że słowo "Bóg" jest pustym określeniem, a sama idea - ludzkim wymysłem ?
A być może znalazłeś równie mocne argumenty spełniające wymogi metodologi naukowej - że bogowie i "zaświaty" istnieją i w raz z kolejnymi ludzkimi pokoleniami się zmieniają by nadążać za naszym rozumieniem świata?
Pytania są retoryczne, mają pomóc w "porządkowaniu" i jednocześnie "podbudować" moją tezę z poprzedniego postu.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
michu (73 punktów)

Hm, no jak uważasz - tylko nie napisałem,że podchodzę bezkrytycznie do przeczytanych materiałów. Uważam, że jest wiele publikacji "ateistycznych" dosyć kiepskich, nierzetelnych. Tak,czy siak, zwróciłem uwagę, że agnostycyzm nie jest łatwy... Za bardzo się nie identyfikuje z żadnym związkiem wyznaniowym, jestem nastawiony na drugiego człowieka, moim pokarmem nie jest kościół, lecz czyste sumienie, dobro, miłość. W razie istenienia bóstwa chyba duzego gnoju nie będzie XD
Artur@R (7115 punktów)
>Uważam, że jest wiele publikacji "ateistycznych" dosyć kiepskich, nierzetelnych.<
A co to są "publikacje ateistyczne"?

> ...jestem nastawiony na drugiego człowieka, moim pokarmem nie jest kościół, lecz czyste sumienie, dobro, miłość.<
A czym jest "etyka", "sumienie", czym "dobro" a czym "miłość"?
By umieć zadać sobie te pytania... by umieć odpowiadać sobie (ciągle) na te pytania, by rozumieć siebie (a co dopiero innych!), potrzeba wiele wiedzy i pracy intelektualnej.
Deklaracje nie wystarczają - na nich właśnie opierają się ludzie wierzący.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
michu (73 punktów)
>A co to są "publikacje ateistyczne"?
->Proszę Pana użyłem takiego skrótu myślowego. Chodziło mi publikacje, książka antyreligijne,czy też przedstawijących pewien tok rozumowania na nie istnienie bóstwa. Przepraszam za nieczytelność

>> ...jestem nastawiony na drugiego człowieka, moim pokarmem nie jest kościół, lecz czyste sumienie, dobro, miłość.<
>A czym jest "etyka", "sumienie", czym "dobro" a czym "miłość"?
>By umieć zadać sobie te pytania... by umieć odpowiadać sobie (ciągle) na te pytania, by rozumieć siebie (a co dopiero innych!), potrzeba wiele wiedzy i pracy intelektualnej.
>Deklaracje nie wystarczają - na nich właśnie opierają się ludzie wierzący.

nooo tak...masz racje, i każdy powinien jakąś swoją definicje tego wszystkiego mieć idąc przez życie! (naturalnie zaznacze,że agnostyk ma większy z tym problem, to chyba zrozumiałe

>
"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."

07-08-2012 12:23 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>->Proszę Pana użyłem takiego skrótu myślowego. Chodziło mi publikacje, książka antyreligijne, czy też przedstawiających pewien tok rozumowania na nie istnienie bóstwa. Przepraszam za nieczytelność<
Nie czytaj książek "antyreligijnych" (to pewnie kolejny skrót myślowy) - czytaj książki popularnonaukowe - tam znajdziesz wiedzę i argumenty, która pozwoli Ci samodzielnie wyciągać wnioski i kształtować ogląd rzeczywistości. Zachowaj otwarty umysł, bądź racjonalny i sceptyczny a nie "anty". Powtórzę się - żeby móc rzetelnie opisywać świat i wydawać adekwatne, spójne opinie o czymkolwiek potrzeba wiele wiedzy i pracy intelektualnej. Jeśli potrzebujesz jakiś podpowiedzi co do lektury -pytaj na Forum.

>... i każdy powinien jakąś swoją definicje tego wszystkiego mieć idąc przez życie! (naturalnie zaznaczę,że agnostyk ma większy z tym problem, to chyba zrozumiałe<

Jeszcze raz : żeby "mieć swoją definicję" potrzeba wiele wiedzy i systematycznej, i uporządkowanej i tak naprawdę niekończącej się pracy intelektualnej. Skup się na zdobywaniu wiedzy i argumentów, a nie od razu na szufladkowaniu i ocenianiu co jest agnostyczne, co nie; co ateistyczne, a co nie , itd.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
annah (115 punktów)
>Przez ostatnie pół roku straciłem kilka bliskich osób, często o nich myśle, byli to młodzi ludzie,
>wydawało się,że mieli jeszcze kawał życia przed sobą. Wychowałem się w dosyć wierzącej rodzinie,ale
>do tego co funduje KRK podchodziłem z dystansem, właściwie częściej krytyką. Kościół Katolicki
>wydaje mi chyba tym najgłupszym, najdziwniejszym, czasami aż śmiesznym. Jednak NIESTETY nie mogę
>powiedzieć, czy BÓG jest, czy go nie ma. Nie mogę określić siebie jako osoby głęboko wierzącej, czy
>też niewierzącej. Ten stan bywa starsznie wkurzający, a w szczególności, gdy przychodzi żegnać
>bliskich... czy oni już tylko użyźniają ziemię? co niby mieliby robić całą wieczność w jakimś
>niebie? kto ma czelność ich karać? religia ma być pocieszeniem, skoro ktoś karze mojego przyjaciela?
>czy na pewno nic nie ma, jest tyle religii i z dupy się wzięły <sorry>? A śmierć kliniczna i
>różne takie pzypadki, nic nie dowodzą? ... tak jak od wielu lat miałem te pytania, tak mam nadal ...
>modlić się za nich czy nie? wszystko wydaje mi się bez sensu.... I mimo,że bym chciał się swojego
>agnostycyzmu wyzbyć, bo mi z nim nie na rękę - nie mogę...
>

Wątpliwości to ludzka natura. Zadawanie pytań to ważna umiejętność, ale nie na wszyskie jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedź. Ważne jednak, by je zadawac, to oznacza ciekawość świata. Jakakolwiek religia, w moim mniemaniu, ogranicza tę umiejętność.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Wiele osób jest jednocześnie ateistami i agnostykami. To się nie musi kłócić. Np Dawkins jest agnostykiem w stopniu 6,9 i jednocześnie ateistą.
05-08-2012 21:52 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
Już mu się (Bogu dzwięki-- odwidziało) teraz mówi jasno BOGA NIE MA .
Mówi o tym w wywiadzie dla Newsweeka.

Richard Dawkins: Bóg nie istnieje. Wymyśliła go religia


nauka.news(*)jlepsze-miejsce,94498,1,1.html
05-08-2012 22:10 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Już mu się (Bogu dzwięki-- odwidziało) teraz mówi jasno BOGA NIE MA .
>Mówi o tym w wywiadzie dla Newsweeka.
> Richard Dawkins: Bóg nie istnieje. Wymyśliła go religianauka.news(*)jlepsze-miejsce,94498,1,1.html

Nie mówi nic nowego w tym wywiadzie. Już w książce "God delusion" mówił o sobie jako ateiście i agnostyku o stopniu 6,9 dodając mniej więcej podobne słowa: "czyli ateista". Utożsamił tym samym te dwie postawy. Nazywał siębie ateistą, ale jako że nie można z całą pewnością stwierdzić nieistnienia czegokolwiek (zwłaszcza nieistnienia czegoś tak niezdefiniowanego), to zostawił sobie furtkę w postaci tej prawie siódemki na skali agnostycyzmu.

Podobnie można być wierzącym i agnostykiem. Wielu wierzących nie jest do końca przekonanych o istnieniu bogów. Wtedy na skali od 1 do 7 będą zajmować pozycję niewiele większą od 1.

Nie spotkałem się z posiadaczem poglądu, że agnostycyzm 50%/50% prawdopodobieństwa za i przeciw. Zwykle każdy jest bliżej którejś ze skrajności.

Sprawę komplikuje problem definicji boga. Niektórzy uważają go za wszechogarniającą energię lub siły przyrody, albo kosmos. Nie każdy widzi go jako podstarzałego dziadka z laską siedzącego na chmurce.
05-08-2012 22:23 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
>> Richard Dawkins: Bóg nie istnieje. Wymyśliła go religia

Dla mnie tak oczywista deklaracja jest 100% ateizmem .

Dziś pisałem z osobą na FB--jak się ucieszyła że rozwaliłem w pył "fałszywych bogów i fałszywe kościoły" dzięki czemu jego Bóg Energia Nie Znana Ludzkości (tak mniej więcej to określił) jest bardziej prawdopodobna.

Dałem sobie spokój --tylko jakoś kpiarsko to skomentowałem aż zniknął.

Kiedyś (znam to z opowiadań) ktoś założył na forum naszym --wątek o tym iż wymyślił Boga nie do obalenia ALE.....nie napisze jego definicji --żeby go forumowicze nie obalili.

Żebym nie wiem co to żaden bóg istnieć nie ma szans (nawet jak będzie bez brody).
Żadna różnica o definicję --każdy to urojenie ludzi na jego temat . A urojenia nie za bardzo istnieć chcą .(ja bym tam chciał Afrodytę--albo lepiej dwie)
05-08-2012 22:55 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>> Richard Dawkins: Bóg nie istnieje. Wymyśliła go religiaDla mnie tak oczywista deklaracja jest 100% ateizmem .

Bo jest ateizmem. I jednocześnie może być agnostycyzmem 6,9. To niemal to samo. Nie będzie chyba nadużyciem przedstawienie agnostycyzmu jako odcinka prostego, na którego końcach są 100% wiara i 100% ateizm. Pomiędzy nimi różne stopnie wiary, niewiary itp.
Te pojęcia być może częściowo na siebie zachodzą? Może próba ich odseparowania jest błędem?
05-08-2012 23:32 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
W USA 20% Ateistów wierzy w boga .(to miłe)

Spotkałem się z twierdzeniem iż wszystkie religie nie mogą naraz być w błędzie bo to nie jest logiczne --a tą prawdziwą jest ATEIZM !!!
(kompletnie nie wiem o co chodzi z ta logiką co wymaga by jakaś religia miała rację ani z tą religią o nazwie Ateizm )

Ale co ja tam wiem od 4 lat jestem ateistą a od dwu pretenduję do miana Racjonalisty (przez duże R !!!).

Me subiektywne spojrzenie na agnostycyzm kpiarsko określam go jako 100% nie-zdecydowanie lub tak jak w mej definicji gdzieś w tym wątku.

W mej ocenie 100% agnostycyzm to już totalne NIE WIEM i NIC NIE MOGĘ SIĘ DOWIEDZIEĆ.
A mój ateizm to WIEM i nie muszę niczego na wiarę przyjmować w dziedzinie obalania boga/duszy/Nieba/Raju...

Czyli dla mnie Agnostycyzm może być spowodowany innymi determinującymi PEWNOŚĆ genami lub innym determinizmem neuronalnym niż u np: mnie .
Jak przerobię jakiegoś Agnostyka na Ateistę to będę miał więcej danych co do ewentualnych innych czynników (jak odmienne algorytmy czy inne różnice w zdobywaniu wiedzy i wyciagania z niej wniosków).
adinus (320 punktów)
Tak tylko wtrącę, chodzi o to że Bóg jest niezdefiniowany i mogę być PEWIEN że nie istnieje jednocześnie nie potrafiąc tego dowieść. Tak samo jak nie potrafię dowieść nieistnienia różowego, niewidzialnego jednorożca w moim aucie, tak samo nie potrafię dowieść istnienia Boga więc z NAUKOWEGO punktu widzenia nie mogę być PEWIEN. Także Pan Dawkins jako człowiek może być pewien nieistnienia Boga lecz jako naukowiec NIE MOŻE tej tezy odrzucić bo jest to NIEZGODNE z metodologią nauki bo jak wiemy nic nie jest niemożliwe tylko mało prawdopodobne. Sam jako ateista jestem świadom że mój ateizm jest tyle samo wart co deizm, oba światopoglądy opierają się na niesprawdzonych aksjomatach i jedynie agnostycyzm jest jedynym spójnym światopoglądem. Moja postawa wobec Boga, naukowo jest jak wobec teorii continuum, może jest prawdziwa, może nie ale matematyka z nią czy bez niej jest taka sama. Jednak jako człowiek zdaję sobie sprawę z bezkresu głupoty jaka zawarta jest w pojęciu Boga.
Tego się nie pominie, Bóg jest niefalsyfikowalny więc jakiekolwiek jednoznaczne stanowisko wobec niego jest błędne. Pozostaje nam "nie wiem czy Bóg istnieje, ale jestem prawie pewien że nie, tak pewien że pożegnałem się już z życiem wiecznym".
07-08-2012 15:11 
 Ocena 2 na 2
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
> Sam jako ateista jestem świadom że mój ateizm jest tyle samo wart co deizm,
Twój może i jest...Ale tak w realu na pewno nie jest .
1. Deizm to myślenie życzeniowe spryciarzy co chcą mieć niewidzialnego przyjaciela co ich olewa.
2. Ateizm wg. nauki kościoła to o wiele większy grzech niż deizm.(więc inna wartość kary - w 8 ośmiu krajach islamu za Ateizm jest kara śmierci w innych więzienia wieloletniego --a za deizm nie ma kar )
3. Ateizm to wynik obserwacji świata z pominięciem chciejstwa .

>oba światopoglądy opierają się na niesprawdzonych aksjomatach i jedynie agnostycyzm jest jedynym spójnym światopoglądem.
???
Jedyny spójny światopogląd ??? Czad --bzdura ale fajna.

>Moja postawa wobec Boga, naukowo jest jak wobec teorii continuum, może jest prawdziwa, może nie ale matematyka z nią czy bez niej jest taka sama.
To fajnie ale z Bogiem liczba Pi wynosi tyle ile chce kapłan .(bo żaden bóg nie znał jej wartości --nie pisali o niej w Księgach)

Postaram się zacząć zmieniać pojęcie o bogu i dowodach na jego nieistnienie.
Z dość prostej przyczyny memy broniące idei boga są na tyle silne że wciąż pokutują jako furtka dla mikro-szansy-na-istnienie-boga .
Twe (i nie tylko Twe ) stanowisko co do tego że PEWNOŚĆ jest błędem bo bóg jest niefalsyfikowany czy coś tam . Można odnieść do "KAl[oisfnjeasjkhdhh]13" które też jest równie niefalsyfikowane przez byle co.I też nie ma definicji !!!

To że człek wymyślił sobie Boga i dusze czy Raj lub Diabla ze wzgórz Magiabla w Pandemonium . Nie daje możliwości ich falsyfikowalności tak jak i pojęciu przeze mnie wystukanemu (pod wpływem Ducha Śniętego) powyżej .

Z tym brakiem dowodów na nieistnienie jest coś nie tak --w końcu Pi 4,78 (albo 6,66 żeby diabelniej było) na Ziemi raczej nie występuje (chociaż nie wiem ile ma hostia/komunikant).

Tak więc podtrzymuję swe zdanie na temat Agnostycyzmu jako kompletnie błędnego i podejrzanego poglądu w odniesieniu do kwestii boga wprowadzającego tylko zamieszanie na jakim religie bazują . Za Russelem przypominam iż jest tylko Ateizm i Teizm --tertium non datur .

(Russel jest mym idolem --jak się zorientowałem że napisał "Principia Matemathica" to jego akcje podskoczyły u mnie aż do nieba)

(chyba wypada założyć wątek na temat mych domniemań w temacie agnostycyzmu--bo co wiele głów to nie jedna a na tym forum w 5 sek. wyłapią wszelkie me pomyłki i douczą mnie jak będzie trzeba lub zganią za pychę --ale na razie muszę się wyspać i poszperać więcej na ten temat--bo może ktoś z klasyków Nowego Ateizmu co nieco pisał o tym).
06-08-2012 03:19 
 Ocena 3 na 3
astrotaurus (12445 punktów)

>Podobnie można być wierzącym i agnostykiem. Wielu wierzących nie jest do końca przekonanych o istnieniu bogów.
Jak żyję nie spotkałem wierzącego, który dopuszczałby myśl, że jego religia, jego życie może być bez sensu z racji możliwości braku Boga.

A sama definicja wiary? Nie wystarczy, że teiści bełkoczą złośliwie o ateizmie, że brak wiary to wiara? Weź sobie do serca cytowane tu wcześniej słowa B. Stanosz.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
facet (344 punktów)

Bardzo Ci współczuje z powodu straty, o której piszesz.
Na większość postawionych pytań jednak nie otrzymasz tu odpowiedzi bo nikt ich nie zna. Nasze stanowisko, albo przynajmniej większości z nas na tematy religii znasz. Ja odniosę się tu tylko do poruszonej przez Ciebie śmierci klinicznej. Jest to stan, w którym serce nie bije lub bije bez wykonywania swojej podstawowej funkcji- tłoczenia krwi. Po pewnym, dłuższym lub krótszym czasie mózg umiera. Zwykle to są minuty, czasem, np w hipotermii, niektórych zatruciach mogą to być nawet dziesiątki minut. Ale gdy w ciągu tego czasu uda się przywrócić czynność układu krążenia pacjent wraca z tej tzw. śmierci klinicznej. Jednak nie można powiedzieć, że on wraca z martwych. Wrażenia jakie pamięta są wrażeniami jakie doznał jego jeszcze żywy cały czas mózg a nie dusza poza ciałem. Dowodem na istnienie "zaświatów" byłyby tylko wrażenia opisane przez kogoś komu mózg już obumarł. Takim kimś nie jest ktoś po śmierci klinicznej. Śmierć kliniczna jest odwracalna, śmierć osobnicza, gdy mózg umrze- nie. W śmierci klinicznej człowiek de facto żyje, tylko nie bije mu serce, coś tak jak wyłączone radio grające jeszcze jakiś czas.
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
A właściwie jak jest z doświadczeniem śmierci klinicznej, z tunelem i światłem?

Doświadczenia umierającego mają udowodnić, że musi być coś więcej, że coś jest po tym życiu. Ale takie doświadczenie można zaznać w każdej okoliczności, kiedy mózg źle funkcjonuje, podczas zawału, zatrucia lub kiedy pilot F-16 za szybko zrobi zakręt.

Za mało tlenu?

Brak tlenu dla mózgu. To przeżywają także ludzie, którzy przeżyli bardzo emocjonalną sytuację, wypadek lub topienie. Także tego typu sytuacje prowadzą do doświadczeń śmierci i te doświadczenia są stereotypowe: wszyscy opisują tunel, a przy końcu tunelu światło, i są to zawsze piękne, świetlne sytuacje, takie jak krajobrazy; widzą też zmarłe osoby, które nagle do nich wracają. Szczególnym doznaniem, które takie osoby doświadczają jest fakt opuszczenia własnego ciała i unoszenia się nad nim, oraz patrzenie na samego siebie z odległości. To opuszczenie własnego ciała też jest typowe dla doświadczeń śmierci klinicznej, ale to można wywołać sztucznie.

www.racjonalista.pl/kk.php/s,4354/k,2
michu (73 punktów)
OK, a co z tymi przypadkami, że ludzie czuli się tak bardzo dobrze, jakby patrzyli na siebie z lotu ptaka,a gdy wrócili byli bogatsi w jakąś informacje, lub osoby ktore rozmawiały z nieznanymi osobami tzw. aniołami .

Wiecie, nie twierdze,że to prawda, chce tylko poznać wasze zdanie. Samo istnienie życia wiecznego wydaje mi się mega dziwne, po cholere mi kawa w towarzystwie Bolesława Chrobrego na błękitnej chmurce? Ale zaprzeczyć niczemu nie moge...
05-08-2012 22:26 
 Ocena 1 na 1
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
I jak pan może wytłumaczyć, że te osoby miały odczucie jakoby patrzyły się na siebie z odległości?

W mózgu jest miejsce, gdzie informacje od ciała - o jego stanie w przestrzeni, i od zmysłu równowagi, zostają zebrane i zestawione z informacjami innych zmysłów. To przetwarzanie informacji zmysłów zostaje zakłócone w ten sposób, że percepcyjny obraz własnego ciała zostaje odwrócony i pojawia się w innym miejscu.

W odczuciu.....?


Tak, w odczuciu. Bo osoby, które obok tej osoby stoją nic takiego nie zauważają.

I wiele osób w tym zjawisku upatruje dowodu na istnienie, powiedzmy, odrębnego ducha.

Tak, lub duszy. Jedni ludzie mówią o duchu człowieczym, inni o duszy. Dla mnie duch jest produktem naszych komórek mózgowych. Dla innych dusza jest tym, co pozostaje po zgonie człowieka, a więc czymś niezależnym od naszego ciała. Według mnie takie rozumowanie jest błędne.

A co według Pana może wyjaśnić wyobrażenie posiadania duszy. Dlaczego ludzie wymyślili duszę?

Ludzie boją się śmierci i nie mogą sobie wyobrazić, że w pewnym momencie wszystko się kończy. Myślę, że wiele osób uważa się za tak ważnych, że nie mogą sobie wyobrazić, że wszystko w pewnym momencie dla nich jest skończone a świat zwyczajnie, bez nich, dalej istnieje. Poza tym, przyjemnie jest zobaczyć z powrotem ludzi, których się lubi. Trochę gorzej będzie z ludźmi nielubianymi.

Lecz o tym nigdy się nie mówi? (śmiech) Ujemne strony życia wiecznego!

Mówi się, jak wygląda królestwo niebiańskie lub raj, lecz za każdym razem są to inne opowiadania. Wydaje mi się to bardzo nudne, tak wiecznie wokół się tułać. Ale biorąc pod uwagę różne religie i wiedząc, że każda religia wyklucza możliwość wejścia do raju lub nieba osób z innej religii, to można być spokojnym, że tam ktoś się dostanie.
05-08-2012 23:01 
 Ocena 3 na 3
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>OK, a co z tymi przypadkami, że ludzie czuli się tak bardzo dobrze, jakby patrzyli na siebie z lotu ptaka,a gdy wrócili byli bogatsi w jakąś informacje, lub osoby ktore rozmawiały z nieznanymi osobami tzw. aniołami .

Ja tak miałem podczas niektórych snów. Nie wyciągam z tego żadnych wniosków na temat istnienia zaświatów.

>Wiecie, nie twierdze,że to prawda, chce tylko poznać wasze zdanie. Samo istnienie życia wiecznego wydaje mi się mega dziwne, po cholere mi kawa w towarzystwie Bolesława Chrobrego na błękitnej chmurce? Ale zaprzeczyć niczemu nie moge...

No właśnie. Po co Ci to? Daj sobie spokój z życiem wiecznym i żyj teraźniejszością. Potem umrzesz i dylemat się samoistnie rozwiąże.
06-08-2012 11:55 
 Ocena 4 na 4
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>OK, a co z tymi przypadkami, że ludzie czuli się tak bardzo dobrze, jakby patrzyli na siebie z lotu ptaka,a gdy wrócili byli bogatsi w jakąś informacje, lub osoby ktore rozmawiały z nieznanymi osobami tzw. aniołami .
>Ja tak miałem podczas niektórych snów. Nie wyciągam z tego żadnych wniosków na temat istnienia zaświatów.

Ja tak miałam w śpiączce farmakologicznej.
Jakbym wierzyła w te wizje, to powinnam głosić wszem i wobec że światem rządzi wielki murzyn z czekolady, który samolotem okrąża kule ziemska non stop. Samolot nigdy nie ląduje.
To pamiętam najwyraźniej, aż mnie czasem ciarki przechodzą. Ale był też OIOM z lotu ptaka i inne fajne kawałki.
Nie wmawiam sobie jednak, że to było objawieniem, ot byłam jakiś czas na największym haju osiągalnym bez zgonu. Zaburzenia oddychania swoje dołożyły.

Podobne efekty może wywoływać deficyt tlenu.
Dzieciaki wiedzą to nie od dziś, niektóre bawią się niebezpiecznie w podduszanie - tani sposób na wizje i halucynacje (dzieciarnia nie myśli, że jak coś pójdzie nie tak to zrobią z siebie warzywka).

Nawet dłuższe przebywani w absolutnej ciszy potrafi wywołać u normalnego człowieka psychozę.

Ludzki mózg, jak mu się wrzuci luz, potrafi nieźle zaszaleć.

"Religion is the opiate of the masses -
- and we all know you should never give drugs to kids"
06-08-2012 18:19 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>OK, a co z tymi przypadkami, że ludzie czuli się tak bardzo dobrze, jakby patrzyli na siebie z lotu ptaka,a gdy wrócili byli bogatsi w jakąś informacje, lub osoby ktore rozmawiały z nieznanymi osobami tzw. aniołami .<

A twierdziłeś w założonym przez siebie wątku, że już wiele przeczytałeś na Racjonaliście.pl, w ogóle artykułów itp.- i dalej Cię dręczą takie "sensacyjne" pytania?
Poczytaj S.Pinkera - "Jak działa umysł", A.Damasio- "Jak umysł zyskał jaźń", "Tajemnice Świadomości", "Bład Kartezjusza" lub "W poszukiwaniu Spinozy" albo chociaż J.Vetulani - "Mózg:fascynacje, problemy,tajemnice".
Nie idz na łatwiznę, że ktoś Ci tu na Forum wszytko poda na tacy.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
margaryna (33 punktów)
(zablokowany)
>I mimo,że bym chciał się swojego agnostycyzmu wyzbyć, bo mi z nim nie na rękę - nie mogę...

Cierpienie, niewiedza, frustracja są najlepszym dowodem tego, że żyjesz.
Ciesz się bo żyjesz, że hej .

Nic nie poradzisz na swoją wiarę. Ona jest jaka jest. Nie kształtujesz swoich emocji - ty po prostu to wszystko czujesz i musisz to przeżyć.

Choć miałbyś być sfrustrowany do ostatniej godziny swojego życia - nic na to nie poradzisz. Poddaj się temu. Niczego nie przegrasz i nikt inny niczego nie wygra.

Nie żyjemy z własnego wyboru, nie umieramy z własnego wyboru, nie wybieramy świata ani ludzi, obok których żyjemy.

W moim systemie wartości, warto poczuć tyle ile się tylko da, choćby to wyłącznie samo cierpienie było.

Każdy z nas dożyje własnej śmierci chce tego czy nie .

Jeśli nasza świadomość pochodzi wyłącznie z materii naszego ciała to ta materia nie znika. Ono przeistacza się po śmierci w coś innego niż człowiek. W takiej czy w innej formie będziesz tam na zawsze chcesz tego czy nie .
05-08-2012 23:29 
 Ocena 2 na 2
Miły (925 punktów)
>Cierpienie, niewiedza, frustracja są najlepszym dowodem tego, że żyjesz.
>Ciesz się bo żyjesz, że hej .

Z tym się zgodzę. Życie jest na tyle niesamowitym zjawiskiem- jak się nad, nim zastanowić-, że już sam fakt, że żyjemy i doświadczamy tylu rzeczy jest tego potwierdzeniem.

>Nic nie poradzisz na swoją wiarę. Ona jest jaka jest. Nie kształtujesz swoich emocji - ty po prostu to wszystko czujesz i musisz to przeżyć.

Tu się nie zgodzę. Co, to znaczy nic nie poradzisz? To, tak jak przyznać, że człowiek to jakaś bezwolna maszynka niezdolna do zmian, a nie jest to prawdą. Człowiek się zmienia, przez całe życie - przynajmniej powinien- w skutek nowych doświadczeń, czy nowo poznanych ludzi, chyba że jest to osoba o totalnie przepranym mózgu.

Najlepszy przykład takiej "osobistości z Polskiego podwórka to pan WC. Gościu jeździ po całym świecie, a gościu wręcz wydaje się stawać z każdym rokiem coraz bardziej pancernym katolem . Żywy paradoks, który udowadnia, że powiedzenie podróże kształcą, nie zawsze mówi prawdę.

Tyle, że nie każdy taki jest.

Mówiąc konkretnie, na własnym przykładzie. Byłem niegdyś osobą dość religijna,- gdybyś znał mnie w tamtym okresie mojego życia, to mógłbyś mnie bez problemu nazwać przypadkiem beznadziejnym-, a dzisiaj po mojej religijności nie widać śladów już od dobrych kilku lat.

Gdybym sugerował się wypowiedziami typu " nic nie poradzisz" , to do dzisiaj tkwiłbym w tym szaleństwie.

Człowiek jest zdolny do zmian, ale najpierw musi mieć tego świadomość i tyle. Warto też sobie uświadomić, że im bardziej sobie człowiek coś wmawia, powtarza np. że jest bezsilny to z czasem naprawdę taki się staje.

Nic odkrywczego nie napisałem, ale często nie zdajemy sobie w pełni jakie wpływ mają na nas nasze własne myśli i słowa.

>Choć miałbyś być sfrustrowany do ostatniej godziny swojego życia - nic na to nie poradzisz. Poddaj się temu. Niczego nie przegrasz i nikt inny niczego nie wygra.

Znów gadka nic nie poradzisz. Mam nadzieję, że nie odbierasz tego jako jakiegoś ataku na Ciebie. Po prostu odniosłem wrażenie, że tkwisz w jakimś trochę dołującym sposobie myślenia i chciałem się do tego odnieść.

Zdaję sobie sprawę, że jak zwykły śmiertelnik, nie mam wpływu na wszystko co dzieję się na globie, ale do cholery każdy ma wpływ, chociaż minimalny na swoje życie. Zawsze można jakoś poprawić sobie nastrój, zacząć uprawiać jakiś sport itd. Nie ograniczajmy samych siebie i nie stękajmy jakbyśmy mieli gorzej od murzynów mieszkających gdzieś w Afryce, gdzie na porządku dziennym jest palenie "czarownic".

Co by tak właściwie było gdybyśmy żyli właśnie tam? No właśnie. Mamy znacznie lepiej niż inni i warto to dostrzec.

>Nie żyjemy z własnego wyboru, nie umieramy z własnego wyboru, nie wybieramy świata ani ludzi, obok których żyjemy.

Co się tyczy przyjścia na świat, to racja. Tyle, że tak się potem zabawnie składa, że z biegiem czau, kiedy "gra" zwana życiem zaczyna posuwać się co raz bardziej do przodu, stajemy się bardzie dojrzali, to wyznaczamy sobie cele, znajdujemy pasje itd.

Co się tyczy wyboru miejsca urodzenia, to owszem tego również nie możemy wybrać, ale za to na to z jakim otoczeniem przebywamy, na to często mamy wpływ. Od nas zależy jak blisko kogoś do siebie dopuścimy, kto zostanie naszym przyjacielem - w końcu przyjaciół dobiera się na podstawie podobieństwo, ale i przeciwieństw- często fascynuje nas coś, czego sami nie mamy. Oczywiście, czy ktoś, nim zostanie zależy również od dobrej woli drugiej strony.

Naprawdę warto sobie uświadomić, że mamy wpływ na własne życie i na innych ludzi -, a to naprawdę dużo. Mam nadzieję, że nie brzmię jak jakiś pseudo -mędrzec, po prostu warto sobie uświadomić, że mamy wpływ na wiele rzeczy i tyle.


Poza tym człowiek jest zdolny do niesamowitych rzeczy. Elektryczność, komputer, internet, medycyna- przecież człowiek, to wszystko stworzył.

>W moim systemie wartości, warto poczuć tyle ile się tylko da, choćby to wyłącznie samo cierpienie było.

A co jeśli cierpienie doprowadza na do szaleństwa i odbiera chęć do życia? Jeśli jest taka możliwość, to czy nie warto szukać "eliksiru" na cierpienie jakiego doświadczamy, bez względu na to czy chodzi o cierpnie fizycznie czy psychicznie?

Owszem, wszystkiego powinno, się doświadczyć, cierpienia również, ale czy obojętnie czy chodzi o weselsze odczucia, czy o te przygnębiające nie powinno się stosować do zasady co za dużo, to niezdrowo?

>Każdy z nas dożyje własnej śmierci chce tego czy nie .
>Jeśli nasza świadomość pochodzi wyłącznie z materii naszego ciała to ta materia nie znika. Ono przeistacza się po śmierci w coś innego niż człowiek. W takiej czy w innej formie będziesz tam na zawsze chcesz tego czy nie .

Z tym się zgodzę.

Może walnę jakąś bzdurę, w końcu specjalistą naukowym nie jestem, ale kiedyś słyszałem, że atomy z których niegdyś składał się żywy człowiek mogą posłużyć w przyszłości nawet do utworzenia gwiazdy albo nowego organizmu.

Nie mam zamiaru Cię "nawracać" na swoje spostrzeżenia, chciałem tylko podzielić się z Tobą swoją perspektywą.

To tyle, jeśli idzie o mój punkt widzenia.
Zabójca-Bogów (3947 punktów)
Atomy z jakich składamy się Ja i Ty i komp na jakim to czytasz tworzyły kiedyś Gwiazdę i w niej powstały --tylko sobie wybuchła i z jej szczątków powstały planety i nasze ciała.

Czyli jesteśmy odpadem ATOMOWYM po Explozji jakiejś miłej .
05-08-2012 23:46 
 Ocena 1 na 1
margaryna (33 punktów)
(zablokowany)

>Czyli jesteśmy odpadem ATOMOWYM po Explozji jakiejś miłej .

miłej, którą te odpady wydumały na podstawie obserwacji innej miłej .
Mi pasuje być mieszanką odpadów w największym stopniu skomplikowaną .
margaryna (33 punktów)
(zablokowany)
sam przyznajesz, że otoczenie cię zmienia, ty zmieniasz otoczenie a ono ciebie

jeśli ktoś teraz umieściłby cię w klatce jak szympansa i poddał eksperymentom medycznym twoje emocje, myśli a nawet przekonania uległyby zmianie wskutek zmiany otoczenia

cieszmy się tym, że nie mamy takich wrogów jak szympansy w ludziach

Mod:
Pamiętaj, proszę, o zasadach pisowni polskiej.
06-08-2012 00:00 
 Ocena 1 na 1
Miły (925 punktów)
>sam przyznajesz, że otoczenie cię zmienia, ty zmieniasz otoczenie a ono ciebie
>jeśli ktoś teraz umieściłby cię w klatce jak szympansa i poddał eksperymentom medycznym twoje emocje, myśli a nawet przekonania uległyby zmianie wskutek zmiany otoczenia
>cieszmy się tym, że nie mamy takich wrogów jak szympansy w ludziach

Tyle, że jeśli sam miałbym na nich odpowiedni wpływ to mógłbym uniknąć takiej "przygody"
Chyba, że masz na myśli istoty innych ras gdzieś z odległych zakamarków kosmosu, które myślałaby zupełnie innym kategoriami niż ludzie. Wtedy siła argumentu, by za pewne nie zadziała i trzeba by pewnie, by było ratować się ucieczką,bo obawiam się, że argument siły też, by nie zadziałał, przez fakt ewentualnej wyższości technologicznej innej rasy nad nami.

To pofantazjowałem

Ps.Przy okazji małe przepraszam, za określenie Cię facetem w poprzednim poście. Trzeba było zaglądnąć wcześniej w profil a nie klepać do Ciebie zdania w formie męskiej
06-08-2012 03:48 
 Ocena 1 na 1
astrotaurus (12445 punktów)

>>Nic nie poradzisz na swoją wiarę. Ona jest jaka jest. Nie kształtujesz swoich emocji - ty po prostu to wszystko czujesz i musisz to przeżyć.
>Tu się nie zgodzę. Co, to znaczy nic nie poradzisz? To, tak jak przyznać, że człowiek to jakaś bezwolna maszynka niezdolna do zmian, a nie jest to prawdą.
Człowiek to maszynka zdolna do zmian, ale nie jako wszechmocny ich kreator. I na pewno człowiek nie wybiera wiary świadomie - to ona, jeśli się w umyśle zagnieździ, przejmuje kontrolę w celu ochrony siebie. A jeśli się nie zagnieździ nawet mimo indoktrynacji to znaczy, że umysł jest na nią sam z siebie jakoś odporny.

>Człowiek się zmienia, przez całe życie - przynajmniej powinien- w skutek nowych doświadczeń, czy nowo poznanych ludzi, chyba że jest to osoba o totalnie przepranym mózgu.
I tak się dzieje. Informacje o świecie są ciągle w umyśle przetwarzane i obszar wiarą objęty może się zmieniać - obiekty wiary mogą się przekształcać czy też z niego znikać.

>Żywy paradoks, który udowadnia, że powiedzenie podróże kształcą, nie zawsze mówi prawdę.
Kiedy Cejrowski jest coraz bardziej wykształconym w dziedzinie podróży! Jego wiedza o świecie jest coraz bogatsza. Wiara jednakowoż to zupełnie inna dziedzina niż wiedza z podróży i powinieneś wiedzieć jak bardzo odporna na fakty.

>Zdaję sobie sprawę, że jak zwykły śmiertelnik, nie mam wpływu na wszystko co dzieję się na globie, ale do cholery każdy ma wpływ, chociaż minimalny na swoje życie. Zawsze można jakoś poprawić sobie nastrój, zacząć uprawiać jakiś sport itd.
A jak człowiek jest wierzący? I dla poprawy nastroju modli się, lata do kościoła i nawet nie pomyśli, bo nie jest w stanie pomyśleć, że coś tu jest nie tak?

>Naprawdę warto sobie uświadomić, że mamy wpływ na własne życie i na innych ludzi -, a to naprawdę dużo.
Ale warto też pamiętać, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Ty uwolniłeś się od wiary i ciesz się z tego, ale nie lekceważ jej, bo to straszliwe upośledzenie zdolności poznawczych umysłu, które czyni wielu ludzi bezwolnymi bez szans na wyzdrowienie.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
06-08-2012 18:57 
 Ocena 1 na 1
Miły (925 punktów)
>Człowiek to maszynka zdolna do zmian, ale nie jako wszechmocny ich kreator. I na pewno człowiek nie wybiera wiary świadomie - to ona, jeśli się w umyśle zagnieździ, przejmuje kontrolę w celu ochrony siebie. A jeśli się nie zagnieździ nawet mimo indoktrynacji to znaczy, że umysł jest na nią sam z siebie jakoś odporny.

Szkoda, że podsumowałeś tą część mojej wypowiedzi tylko przez pryzmat religii. Szczerze mówiąc, to nie chodziło mi tylko i wyłącznie o religię, ale o wszelkie dziedziny życia.

Konkretnie w tym zdaniu "Człowiek się zmienia, przez całe życie - przynajmniej powinien- w skutek nowych doświadczeń, czy nowo poznanych ludzi, chyba że jest to osoba o totalnie przepranym mózgu" chciałem dać do zrozumienia, że ewoluowanie człowieka we wszelkich dziedzinach życia jest czymś pożądanym i pozytywnym dla człowieka.

Co się tyczy świadomego wyboru, religii. To nie niestety, nie jest on zbyt świadomy- w końcu czy świadomym można nazwać dziecko poddawane chrztowi lub obrzezaniu?

Do tego dochodzi oczywiście jeszcze presja środowiska i rodziny w latach późniejszych. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale to, że część ludzi zaczyna o tym myśleć krytycznie i jaką część z tych myślących krytycznie odważa się odrzucić religię jako coś nielogicznego i tak naprawdę stworzonego też do kontroli człowieka, świadczy, że system indoktrynacji nie jest niepokonany, jak już sam zauważyłeś.

Myślę, że to nie to nie tylko kwestia tego, czy umysł jest odporniejszy-, bo religie mimo wszystko mają patrząc od strony psychologicznej, bardzo łatwe dojście do ludzkie umysłu- lęk przed śmiercią, tęsknota do czegoś więcej, czy zwyczajna chciwość, która pożąda więcej życia- stąd mamy, chociażby idę życia wiecznego.

Myślę, że to tak naprawdę kwestia osobowości człowieka, tego jak silny psychicznie on jest, co sprawia, że np. potrafi pogodzić się z tym, że nie ma żadnego życia po śmierci. Może, to też być wynik jakiejś wewnętrznej dojrzałości.

>I tak się dzieje. Informacje o świecie są ciągle w umyśle przetwarzane i obszar wiarą objęty może się zmieniać - obiekty wiary mogą się przekształcać, czy też z niego znikać.

Myślę, że warto zauważyć, że mimo wszystko na, to mają też wpływ dziedziny życia na pozór niezwiązane ściśle z religią np. muzyka albo książki.

Nie jest mimo wszystko tajemnicą to , że religie zabraniają nawet obcowania z danym gatunkami muzyki czy literatury.

Osoba, która otwiera się na to, co zakazane bardzo często przekonuje się o pozytywnych aspektach czegoś co wcześniej było jej przedstawiane jako czyste zło. Tym samym, skoro nie okazało się to takie złe, a wręcz przeciwnie , może od tego zacząć się podważanie nieomylności religii.

>Kiedy Cejrowski jest coraz bardziej wykształconym w dziedzinie podróży! Jego wiedza o świecie jest coraz bogatsza. Wiara jednakowoż to zupełnie inna dziedzina niż wiedza z podróży i powinieneś wiedzieć jak bardzo odporna na fakty.

Tak , tak, tyle że ja miałem na myśli też coś w postaci solidnego wykształcenie intelektualnego, świadomości, że świat jest wypchany rozmaitymi religiami, świadomości, że przecież ja i moja religia możemy się mylić.

Osoba, która tyle podróżuje powinna przynajmniej posiadać podstawowe informacje na temat innych ideologii, tymczasem pan Wc nie popisuje się nawet tym.

Jak dziś przypominam sobie filmik na yt, w którym WC mamrotał coś o czczeniu szatana w buddyzmie. Myślałem, że spadnę ze śmiechu z krzesła .

O, ile mi wiadomo, to buddyzm powstał dużo wcześniej niż chrześcijaństwo-, jeśli coś pokręciłem to proszę mnie poprawić-, więc siłą rzeczy niemożliwe jest, żeby miał cokolwiek wspólnego z semickim wytworem religii jakim jest szatan.

Poza tym buddyzm to mimo wszystko zupełnie inny świat, w stosunku do chrześcijaństwa.

Powyższy przykład z buddyzmem pokazuje jedynie w jak czarno- biały patrzą na świat osoby, które filtrują sobie wszystko przez pryzmat fanatycznie wyznawanego światopoglądu.

Nie potrafią one pojąć, że inne kręgi cywilizacyjne, kulturowe i religijne to całkowicie inne od kultury w której się wychowali spojrzenie na świat i człowieka.

>A jak człowiek jest wierzący? I dla poprawy nastroju modli się, lata do kościoła i nawet nie pomyśli, bo nie jest w stanie pomyśleć, że coś tu jest nie tak?

Niestety, tak jest, a jest to powiązane ściśle, z tym, że religie roszczą sobie prawo do wywierania wpływu na wszelkie dziedziny życia człowieka. W praktyce, to naprawdę chora sprawa. Najbardziej absurdalne przykłady wpływu religii, to określanie tego co wolno jeść i czego nie wolno jeść przez pewien czas albo możliwość uprawiania seksu dopiero po ślubie- a co, jeśli okaże się, po ślubie, że małżeństwo w ogóle ma inne potrzeby i nie potrafi nawzajem siebie zaspokajać?

No i potem przez to , że religia ma manię wchodzenia z buciorami we wszelkie dziedziny życia mamy same absurdalne sytuacje np. osoba, która chorowała na jakąś poważną chorobę dziękuję matce boskiej za pomoc, a parę tygodni wcześniej przeszła poważną operacją , która była jedyną rzeczą, która uratowała jej skórę. Małżeństwo dziękuję bogu za tyle lat związku, a przecież to wyłącznie zasługa ich relacji.

>Ale warto też pamiętać, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu. Ty uwolniłeś się od wiary i ciesz się z tego, ale nie lekceważ jej, bo to straszliwe upośledzenie zdolności poznawczych umysłu, które czyni wielu ludzi bezwolnymi bez szans na wyzdrowienie.

Dlatego lepiej myśleć o tym, na co się ma wpływ, żeby zmieniać/ ratować to, co jest w naszym zasięgu.

Może, kiedyś jak będę leżał schorowany, kiedy stracę zmysły będę wzywał Jp 2 na pomoc. A tak zupełnie poważnie, to warto pamiętać to czego się nauczyło w życiu na temat religii i nie dać się omotać złudnym nadzieją na życie pośmiertne.
ekologik (1240 punktów)
(zablokowany)
>wydawało się,że mieli jeszcze kawał życia przed sobą.

Każdy z nich (i z nas) jeśli jest sensownym człowiekiem (dba o swoje szczeście ale i o innych czasem pamięta) to zostawia po sobie skutki pozytywne swoich działań i swoich rozmów (w mózgach innych ludzi).
Czyli oni nie przapadli bez efektu.

Żaden Bóg nie może istnieć (ci znani są bez sensu w oczywisty sposób, a ci nie znani są logicznie absurdalni - np nie może znać swojej przyszłości więc nie jest wszechwiedzący, a jak zna - choć to matematyczne dziwactwo w obliczu nieskończonego czasu - to nie jest wszechmogący bo jest jej niewolnikiem).

Pozdrawiam
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Zamiast o bogu Jahwe myśl o bogu Anubisie - niby czemu do Niego też nie mógłbyś mieć postawy agnostycznej?

Albo o bogach hinduistycznych - w końcu skoro tyle ludzi w nich wierzy to jednak coś musi być na rzeczy...
aakh (9 punktów)
>Jednak NIESTETY nie mogę powiedzieć, czy BÓG jest, czy go nie ma.

Podobnie jest z krasnoludkami i elfami, ale dziwnym trafem nikt jakoś nie zawiesza swojego osądu w ich sprawie. Dziwnym trafem teza o istnieniu boga traktowana jest poważniej niż ta o małych istotkach z innego wymiaru. Chyba tylko estetyka tu decyduje bo racjonalnych okoliczności dopatrzyć się nie mogę.

>I mimo,że bym chciał się swojego agnostycyzmu wyzbyć, bo mi z nim nie na rękę - nie mogę...

Jeśli kryterium jest dla ciebie wygoda to po prostu wybierz sobie jakąś przyjemną religie.
Kamil1838 (521 punktów)
Chyba tylko estetyka tu decyduje bo racjonalnych okoliczności dopatrzyć się nie mogę.
Decyduje tu strach. Nie ma żadnych zagrożeń, jeżeli nie wierzysz w krasnoludki i elfy, natomiast według katolików, jeżeli nie wierzysz w boga, to trafiasz do piekła. Nie ma religii, w których bóg nie interesuje się tym, czy w niego wierzysz czy nie, gdyż byłyby one bardzo nietrwałe.
Kamil1838 (521 punktów)
>Modlić się za nich czy nie?
Dla mnie jest oczywiste, że żaden bóg nie istnieje. Jednak pomyśl czy jeżeli istniałby czy potrzebowałby, aby istoty tyle razy słabsze i mniej umiejętne modliły się do niego. Dlaczego istota, która potrafi dużo więcej niż ludzie, jest dużo silniejsza i potężniejsza chciałaby, aby mały człowieczek budował mu jakieś świątynie i nosił krzyżyki na szyi. Sam mógłby wybudować sobie miliony razy lepsze świątynie, jeżeliby ich zrobiłby to z dużo mniejszym wysiłkiem, oszczędzając wysiłku ludziom, jeżeli faktycznie chciałby ich dobra. Widać jak to wszystko jest bezsensowne. Po co superinteligentna i superpotężna istota potrzebowałaby, żeby dużo gorszy od niej człowiek biegał do kościoła i ją wysławiał? Czy naukowcy, którzy potrafią w laboratoriach wytwarzać bakterie chcą, aby one budowały im świątynie i wieszały jakieś symbole w miejscach gdzie mieszkają? To wszystko jest bezsensowne. Czy jeżeli szczury na, których przeprowadza się eksperymenty zaczną się modlić do naukowców to oni je oszczędzą? Nie! Dlatego po co tracić czas na jakieś bezsensowne modlitwy i tym podobne rzeczy do jakiegoś boga, który nie istnieje, a nawet, gdyby istniał, to nie potrzebowałby tego, aby pomóc zmarłym?

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365