Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Ukrzyżujcie go wreszcie prawidłowo"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
13-06-2013 17:14Vedal (25 punktów)"Ukrzyżujcie go wreszcie prawidłowo"
Ocena 30 na 30
Krucyfiks to uniwersalny symbol zniewolenia umysłu. Widomy znak żywej obecności panoszącego się w świecie od bez mała 1500 lat bękarta dogmatu, spłodzonego przez strach o zachowanie władzy, któremu matkuje rozleniwiona suka, ignorancja. Choć w rozpowszechnianej przez chrześcijan opinii, obraz ukrzyżowanego ma odzwierciedlać przejście na wyższy poziom egzystencji, w istocie stanowi obelgę rzuconą wszystkiemu, co rzekomo przyświecało ziemskiej wędrówce żydowskiego cieśli. Już sama forma wizerunku, zmusza krytycznie rozumującego człowieka do stawiania pytań, o ile oczywiście jego uwarunkowane religijną tresurą „bezpieczniki” przedwcześnie nie wyłączą procesu dociekania istoty rzeczy.

Sam sposób uśmiercania powstał prawdopodobnie w Persji, na długo przed tym, nim Rzym począł pretendować do miana mocarstwa. Żydzi znali (Księga Powtórzonego Prawa 21, 22-23) i przeprowadzali egzekucje przez wieszanie na palu, ale na pewno nie było to źródło inspiracji dla pomysłodawców krzyżowania. W późniejszym okresie według prawa żydowskiego zbrodniarze byli uśmiercani przez ukamienowanie. To o tyle istotne, że śmierć na krzyżu będzie jednym z głównych motywów przewijających się w antyżydowskiej (jeszcze nie antysemickiej, bowiem pozbawionej wątków rasowych) retoryce okresu ekspansji chrześcijaństwa (już pod postacią dominującej religii państwowej) rugującego konkurencję.

Procedura krzyżowania pozostawiała katom spore pole dla wyobraźni. Śmierć mogła nadejść w ciągu kilkudziesięciu minut, lub dopiero po dwóch, a nawet (o ile skazaniec był naprawdę wytrzymały) trzech dniach. Krzyżowano na niskiej (około 2,0-2,5 m) konstrukcji w kształcie litery T. Choć Palestyna za czasów Jezusa pokryta była jeszcze częściowo lasami, drewno stanowiło już wtedy materiał deficytowy, dlatego zarówno poprzeczna belka (doraźnie wykorzystywano w jej zastępstwie grube konary lub wiązki kilku splecionych ze sobą gałęzi), którą ofiara zazwyczaj przenosiła w miejsce kaźni na własnych barkach, jak i wkopany uprzednio na miejscu egzekucji kwadratowy pal, były wykorzystywane wielokrotnie. Podobnie kute, grube gwoździe o kanciastych, bądź płaskich główkach. Ich wytworzenie pochłaniało zbyt wiele czasu i cennego surowca, aby siać nimi beztrosko nawet na potrzeby wymiaru sprawiedliwości. Zatem Jezus w drodze na Golgotę nie targał ze sobą całego krzyża, jak też nie bujał w obłokach. Nogi ofiary nierzadko znajdowały się w tak niewielkiej odległości od ziemi, że aby je przybić, trzeba było zmusić skazańca do ich podwinięcia. Choć Rzymianie zwykli wystawiać straże przy ukrzyżowanych, to bywało, iż w pobliżu uwijały się wygłodniałe psy zainteresowane dostępem do stóp i łydek, co konającym zapewniało dodatkowe atrakcje. Na miejscu wcześniej czy później pojawiały się też padlinożerne ptaki. Fetor przywabiał zapewne roje owadów.

Zgodne z relacjami historycznymi są również informacje o poprzedzających właściwą egzekucję torturach w postaci bicia i chłosty. Rzymianie stosowali w tym celu rzemienie zakończone ołowianymi kulkami, w których zastępstwie używano też czasem ostrych kawałków kości.

Aby utrzymać na krzyżu kilkudziesięciokilogramowe ciało, skazaniec był przywiązywany. Prócz nadgarstków i kostek pętano też czasami biodra oraz przeciągano powrozy pod pachami. Czyniono tak zwłaszcza, gdy nie stosowano drewnianej podpórki dla stóp bądź pośladków (co w istocie przedłużało mękę). Najczęściej przebijano nadgarstki, nie dłonie. Jeśli idzie o stopy, to dziurawiono je w ułożeniu bocznym, tuż poniżej kostek. Przybijanie stóp od przodu (w ikonicznym ustawieniu jedna na drugiej) wygląda „ładnie” i nie jest niemożliwe z technicznego punktu widzenia, niemniej mało praktyczne (choć wymagało tylko jednego, to jednak bardzo długiego gwoździa, zaś utrzymanie spodniej stopy skazańca pod przebijaną w pierwszej kolejności musiałoby nastręczać nie lada kłopotu).

To wszystko rzecz jasna mało istotne szczegóły, mimo to warto o nich pamiętać patrząc na wyidealizowany obraz śmierci na krzyżu (pomijam infantylne, ludowe mutacje wizerunku Chrystusa, przedstawiające go jako zniewieściałego, niebieskookiego blondyna o pokrytych różem policzkach i karminowych usteczkach). Jezusa nie spotkało nic, czego nie posmakowali przed nim inni. Gdy w 4 roku p.n.e umarł Herod Wielki, wybuchło powstanie stłumione przez legiony Warusa, który wokół Jerozolimy kazał ukrzyżować dwa tysiące buntowników. W roku 71 p.n.e wzdłuż Via Appia ukrzyżowano sześć tysięcy ocalałych członków armii Spartakusa. W rządzonej twardą ręką rzymskich prefektów Judei krzyżowano często, choć na ogół nie tak licznie jak w przytoczonych przykładach.

W tym punkcie warto się zastanowić nad kontekstem historycznym wydarzeń przedstawionych na kartach ewangelii.

Po pierwsze, mówiąc np. Ewangelia Marka, Łukasza czy Mateusza, mowa nie o historii Jezusa spisanej przez jego domniemanych uczniów, a o tekstach przypisanych imionom ludzi z jego otoczenia w II w. n.e przez chrześcijańskich propagandystów, dla których Jezus był już jedynie konceptem, osią teologicznych spekulacji i sporów. Wśród biblistów panuje zgoda co do tego, iż pierwsza spośród tzw. ewangelii synoptycznych była Ewangelia Marka, spisana prawdopodobnie około roku 70 n.e., a zatem blisko czterdzieści lat po śmierci Jezusa. Ze źródeł niezależnych, spoza kręgu powoli wyodrębniającego się z tradycji judaistycznej chrześcijaństwa I w., znane są jedynie dwa źródła wspominające Chrystusa. Pierwsze to zapis z „Dziejów dawnego Izraela” Józefa Flawiusza (co istotne, dzieło zachowało się jedynie w chrześcijańskich odpisach). Drugie to wzmianka w „Rocznikach” Tacyta. Niewykluczone, iż tekst przypisywany Flawiuszowi to fałszywka, mająca wypełnić uderzającą faktograficzną pustkę po zbawicielu. Oba fragmenty są nader lakoniczne i wiedza jaką przynoszą to nic ponad to, że żył człowiek zwany Jezusem, zginął skazany przez Poncjusza Piłata, zaś po jego śmierci wyznawcy kontynuowali działalność powołując się na przypisywane mu nauki. Już ten fakt powinien dać do myślenia.

Po drugie, okres rzymskiej okupacji przełomu tysiącleci, to dla Judei gorący czas sporów politycznych, spisków, wielu pomniejszych, lokalnych buntów, oczekiwania na wypełnienie starotestamentowych proroctw. Po całej prowincji krążyli rozmaici rabbi, samozwańczy mesjasze, głosiciele proroczych wizji, etc. Do grona podobnych postaci zaliczyć wypada Jana Chrzciciela. W kraju roiło się od często skonfliktowanych, nierzadko uciekających się do przemocy sekt, mniej lub bardziej formalnych związków powstańczych, itp. Grupy te nawzajem na siebie oddziaływały. Częścią tego procesu musiały być fluktuacje członków pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami (istnieją hipotezy, że Judasz Iskariota był zelotą krążącym wśród ludzi otaczających Jezusa, być może sondującym możliwość pozyskania nowych członków dla swego bractwa). Na tym tle działalność Jezusa nie była niczym wyjątkowym.

Po trzecie wreszcie, wszystkie ewangelie zawierają stosunkowo łatwe do wyłuskania starotestamentowe paralele, mające powiązać postać Jezusa z zapowiedziami dawnych proroków. Np.: „Podałem grzbiet mój bijącym i policzki rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem” (Księga Izajasza 50,6). Brzmi znajomo? Jezus pochodził z zacofanej, konserwatywnej Galilei. Znał dobrze starotestamentowy kanon. Czy jego wjazd na osiołku do Jerozolimy nie jest inscenizacją zapowiedzi Zachariasza (9,9)? Czyż Ostatnia Wieczerza to nie nawiązanie do Księgi Izajasza (25,6-9)? Piłat nie dostrzega w osobie Jezusa zagrożenia dla Rzymu uznając go za niegroźnego fanatyka. Wobec takiego obrotu sprawy pada stwierdzenie: „Jestem królem Izraela”. Tego Piłat mimo uszu już puścić nie może. Gdyby zwolnił Jezusa, naraziłby się na zarzuty ze strony zaniepokojonych możliwością wybuchu kolejnej krwawej rewolty członków Sanhedrynu. Odpowiedni donos do władz w Rzymie mógłby prefektowi bardzo zaszkodzić. Wkraczając do stolicy podczas Święta Paschy i wygłaszając mowy o bliski nadejściu królestwa bożego, Jezus wyraźnie igra z ogniem, zaś postawa na obu procesach to już jawne poszukiwanie męczeństwa. Istnieją dwa (zresztą niewykluczające się) tłumaczenia takiego przebiegu wypadków: Jezus działał według z góry założonego planu dążąc do śmierci i/lub opis jego działalności to historyzacja starotestamentowych proroctw dokonana dziesiątki lat po opisywanych wydarzeniach na potrzeby raczkującej, walczącej o przetrwanie sekty, nie mająca zbyt wiele wspólnego z faktami. Za tym ostatnim przemawia sposób przedstawiania postaci odkupiciela. W Ewangelii Marka to jeszcze targany wątpliwościami człowiek, u Mateusza i Łukasza stopniowo przybywa opisów zjawisk nadprzyrodzonych, by swe apogeum osiągnąć w Ewangelii Jana, gdzie Jezus to właściwie byt całkowicie autonomiczny, transcendentny.

Jezus historyczny był nie tylko Żydem, ale przede wszystkim żydem, pisanym z małej litery, czyli pełnoprawnym spadkobiercą tradycji religijnej Izraela. Obrzezanym, kultywującym wszelkie judaistyczne obrzędy, przestrzegającym praw i obowiązków zrodzonych na gruncie starotestamentowego monoteizmu. Żydzi przez wieki byli prześladowani przez ludzi co niedziela klęczących przed wizerunkiem żydowskiego rewolucjonisty i mistyka. To zaiste niebywała ironia losu, że dystansujące się od swych żydowskich korzeni chrześcijaństwo, ostatecznie wydało owoce w postaci krematoryjnych pieców.

Odrywanie ewangelicznych historyzacji od kontekstu czasów, w których powstały, to tak, jakby motywacje i działania np. Mahometa przekładać na kategorie myślenia współczesnych. Można, tyle że zawsze przynosi to opłakane rezultaty, jak wydanie wyroku śmierci na Salmana Rushdiego lub ludzie dyndający na latarniach Kabulu, których winą było słuchanie zachodniej muzyki.

Abstrahując od historycznych spekulacji, ciekawe jaka część prawosławnej, katolickiej lub protestanckiej klienteli zadaje sobie na serio pytanie o sens ofiary składanej przez istotę „nie z tego świata”, mogącej wedle własnego uznania kształtować rzeczywistość, posiadającej władzę nad śmiercią, kierującej się nie wiarą, lecz pewnością swego metafizycznego pochodzenia i posłannictwa? Według mnie, taka „ofiara” byłaby pozbawiona jakiejkolwiek wartości. Wierzyć prawdziwie, to wystawiać się na dożywotnie męki zwątpienia. Nie ma wiary bez wątpliwości. Nieobecność zwątpienia, to dowód obezwładniającej umysł i ducha ignorancji. Może dlatego „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Nikosa Kazantzakisa zostało wciągnięte na Indeks Ksiąg Zakazanych, zaś ekranizacja Martina Scorsese wywołała ogólnoświatowe protesty, podczas których wyjące tłumy skandowały: „Spalić ten film! Spalić tego reżysera!”. Tak, Chrystus wątpiący to marny sprzymierzeniec religijnych geszefciarzy i akurat pod tym względem w ciągu ostatnich dwóch tysiącleci niewiele się zmieniło.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
To się nadaje na stronę główną. Świetny tekst.
13-06-2013 21:06 
 Ocena 3 na 5
Paul Figura. (1368 punktów)
>To się nadaje na stronę główną. Świetny tekst.

Świetny jeżeli juz mowa o ukrzyżowaniu to chciałbym przedstawić pewną historie.Setki lat przed narodzinami Jezusa istniała historia pasyjna, opowiadająca o bogu - człowieku, narodzonym z matki dziewicy w stajni. Podróżował on wraz ze swoimi wyznawcami, modląc się i czyniąc cuda, w tym przemieniając wodę w wino. Wszedł w konflikt z ówczesnymi autorytetami religijnymi, którzy twierdzili, że sam siebie obwołuje synem boga. Pozwolił się aresztować i sądzić za bluźnierstwo. Został osądzony, skazany i stracony. Trzy dni później zmartwychwstał i ukazał się kobiecie płaczącej przy jego grobie. Ta nie rozpoznała go jednak, póki nie okazał swojej boskiej formy. Był to Dionizos syn Zeusa i śmiertelnej kobiety Semele ,grecki bóg wina. Jako jeden z pierwszych był także przedstawiany (uwaga) jako ukrzyżowany.

Zdjecie zamieszczone przez moją skromną osobe nie ma na celu nikogo obrażac (szczególnie chrześcijan).


13-06-2013 22:06 
 Ocena 2 na 2
Olek Mularski (3178 punktów)
Dionizos, Horus i jeszcze kilku innych. Ukrzyżowanie, niepokalane poczęcie i zmartwychwstanie to bardzo popularne wątki we wszelkich mitologiach, co z resztą wg coraz liczniejszego grona religioznawców dowodzi, że Chrystus podobnie jak pozostali został wymyślony. Znaną już mityczną historię powtórzono celowo, dla łatwiejszego nawrócenia pogan na jedyną słuszną religię.

Co do samego tekstu to jest piękny, godny prezentacji na głównej.
Paul Figura. (1368 punktów)
>Dionizos, Horus i jeszcze kilku innych.

Tego pierwszego wymieniłem,jeżeli chodzi o tych kilku innych pozwolę sobie dodać takich bogów jak;

Mitra,Attis,Kriszna.

Olek jak sobie przypomnisz jeszcze kogoś to dodaj ponieważ temat jest godny rozszerzenia.

Vedal (25 punktów)
>To się nadaje na stronę główną. Świetny tekst.

Chciałbym Państwu bardzo podziękować. Słabo orientuję się w interfejsie Portalu, dlatego nie wiem czy istnieje możliwość prowadzenia dyskusji w "Oślej Ławce". Tak czy inaczej, dostałem upomnienie i tam trafiły jeszcze dwa moje teksty. Obiecałem Redakcji, że z niczym się już na Portalu wypuszczał nie będę, tak więc może tekst o ukrzyżowaniu utrzyma się na tyle długo, abym miał możliwość wziąć udział w ewentualnej wymianie zdań na jego temat. Na wypadek, gdyby moje "trzy grosze" ostatecznie zniknęły z Forum, już teraz pragnę podziękować Wszystkim, którzy zechcieli poświęcić czas i zapoznać się z moim punktem widzenia. Jeszcze raz przepraszam za naruszenie regulaminu. Nie miałem pojęcia, że publikacja trzech wypowiedzi z rzędu łamie przyjęte na "Racjonalita.pl" zasady.

Mod:
W jednym z twoich usuniętych do Oślej postów wyjaśniono ci przyczyny takiego ich potraktowania. I bynajmniej nie chodzi tu o opublikowanie 3 wypowiedzi z rzędu, więc nie wprowadzaj w błąd rozmówców. Zapoznaj się też z regulaminem forum. Nie dyskutujemy tu publicznie kwestii decyzji moderacji.
Vedal (25 punktów)
>>To się nadaje na stronę główną. Świetny tekst.

Ojej! Jakoś bardzo niefortunnie się ta moja przygoda z Portalem zaczęła. Żegnając się, przepraszam również Wszystkich, których wprowadziłem w błąd.
13-06-2013 23:18 
 Ocena 1 na 1
Paul Figura. (1368 punktów)

>Ojej! Jakoś bardzo niefortunnie się ta moja przygoda z Portalem zaczęła. Żegnając się, przepraszam również Wszystkich, których wprowadziłem w błąd.

Każdy człowiek ma prawo do błedu osobiście nie widzę w tym nic złego i proszę się nie zegnać. W imieniu czytelników naszego wspaniałego forum zapraszam do dalszych dyskusji.
Nabuchodonozor (426 punktów)
(zablokowany)
Znakomity tekst! I proszę zostać i publikować na portalu racjonalisty. Z wielką przyjemnością przeczytam więcej Twoich rozważań, poza tymi trzema zamieszczonymi na forum.

"Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. " - A. Sapkowski

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365