Racjonalista - Strona głównaDo treści
Reakcja zwykłych ludzi na racjonalizm i sceptycyzm

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
22-07-2012 07:16Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Reakcja zwykłych ludzi na racjonalizm i sceptycyzm
Ocena 25 na 25
Przy okazji pogawędki w rodzinnym gronie niektórzy byli zwolennikami stawiania baniek, a ja wątpiąc w ich skuteczność zapytałem o badania potwierdzające ich działanie. Przecież to nie jest rok 1960 i teraz mamy internet dający dostęp do wiedzy. Z pewnością ktoś potwierdził testami klinicznymi, z grupą kontrolną biorącą placebo jaka jest ich skuteczność. Reakcje na moją wypowiedź polegały w większości na oburzeniu, pseudoargumentach typu "mi pomogło a antybiotyki (podane pół roku wcześniej na wcześniejszą chorobę, która jakoś dziwnym trafem minęła...) nie pomogły", "może nie pomaga, ale nie zaszkodzi". Mniejszość dostrzegła sens mojego wątpienia, ale została zakrzyczana.

Na koniec podsumowano, że ze mną nie warto dyskutować. Reakcja obronna stawiająca mur zakazu dyskusji.

Podobną sytuację miałem dyskutując na tematy polityczne, gdzie jeden z dyskutantów uporczywie twierdził że mnie zna, chociaż się sam nie przedstawił i jego koronnym argumentem było to, że ze mna nie warto dyskutować, bo nie.

Osoby religijne lub wierzące zapytane o tak banalne rzeczy jak historia dogmatu wniebowzięcia Marii też mają etap oburzenia, frustracji i bezsilności własnego rozumowania i argumentacji. Następnie dochodzą do konkluzji, że skoro nie można mnie przekonać, to nie warto dyskutować. Udają, że one wiedzą lepiej a ich dyskutanci są nieszkodliwymi wariatami. Nawet na podstawowe pytania o metody dochodzenia do prawdy i jak odróżnić fałsz od prawdy, nie potrafią choćby zgadnąć odpowiedzi.

Osoby o małych rozumkach, które nie potrafią myśleć samodzielnie oprócz traktowania dyskutanta z wyższością i sugerowania jego niepoczytalności, głupoty czy niepoważnego zachowania stosują też często pseudoargumenty z dowodu społecznego (takich jak ja jest więcej, niż myślących jak ty, a więc to my mamy rację), z tradycji, nacisk "nie rób przykrości cioci", "co sobie ludzie pomyślą", argument z autorytetu "profesor teologii tak mówi, a ty nie jesteś teologiem", argument z internetu gdzie wybiórczo jest dobrane źródło popierające własne stanowisko, a pomijane krytyczne.

Szkoda mi ich. Człowiek ma prawo nie wiedzieć i się mylić. Kiedy jednak świadomie pozostaje w zabobonie i odrzuca możliwość zdobycia wiedzy, to jest głupcem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

22-07-2012 09:13
 Ocena 10 na 10
i.czaplicka (5782 punktów)
Banki dzialaja, na zasadzie wywolywania slabego odczynu zapalnego w skorze (podraznienie, wynaczyniona krew dzialajaca jako czynnik bodzczy) Przeklada sie to na narzady wewnetrzne- zobacz strefy Heada.
To jest "ludzka" medycyna, na ktorej slabo sie znam. Ale u koni stosowano to w bardziej drastycznej formie. Przypalano skore nad chorym stawem lub sciegnem. Z tego sie wziely slowa "zgac" "zegadlo"- przepraszam, nie mam "z" z kropka. To drugie- specjalne narzedzie do przypalania.
Nie nalezy lekcewazyc kowalstwa- z niego wziela sie weterynaria, a z niej czerpala medycyna ludzka. Dlatego gdzie indziej tak sie nabijam z rozmowcy. ktory uwaza, ze budowa kopyta to rzecz nieistotna.
22-07-2012 09:39 
 Ocena 1 na 5
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Banki dzialaja, na zasadzie wywolywania slabego odczynu zapalnego w skorze (podraznienie, wynaczyniona krew dzialajaca jako czynnik bodzczy) Przeklada sie to na narzady wewnetrzne- zobacz strefy Heada.

1. Nie widzę w jaki sposób istnienie stref Heada i wywoływanie w nich odczynu zapalnego ma leczyć choroby.
2. Czy zostały przeprowadzone testy skuteczności baniek w porównaniu z grupą kontrolną? Nie znam, ale chętnie się dowiem.
3. Czy odpowiednie pobicie pacjenta tak, aby miał siniaki też leczy choroby? Jak wypada skuteczność tej metody porównana z bańkami?
22-07-2012 10:17 
 Ocena 8 na 8
i.czaplicka (5782 punktów)

>1. Nie widzę w jaki sposób istnienie stref Heada i wywoływanie w nich odczynu zapalnego ma leczyć choroby.
W ten sposob wywoluje sie przekrwienie narzadow- jakby "sztuczne zapalenie". Dlatego ta metoda jest skuteczna w leczeniu przewleklych stanow zapalnych, w narzadach o slabym ukrwieniu- np, stawy i sciegna.
>2. Czy zostały przeprowadzone testy skuteczności baniek w porównaniu z grupą kontrolną? Nie znam, ale chętnie się dowiem.
Nie szukalam w inetrnecie. Mnie tego uczyli na studiach. Sposoby stare, nie bardzo skuteczne, ale co w tamtych czasach mieli stosowac?
>3. Czy odpowiednie pobicie pacjenta tak, aby miał siniaki też leczy choroby? Jak wypada skuteczność tej metody porównana z bańkami?
Same krwiaki maja dzialanie bodzcze. Ale oczywiscie, jak sa inne urazy, to sie nie oplaci.
Czesto sie zdarzalo, ze przypalajac skore na konczynach koni uszkodzono skore/inne tkanki. Takie bylo ryzyko.
Podobne dzialanie jak banki- wcierki spirytusowe w wypadku kolek u koni, wzdec u bydla.
Spirytus(plus ew, inne substancje drazniace) powodowal przekrwienie skory, i co za tym idzie- odpowiednich narzadow wewnetrznych.
Jeszcze jeden taki stary, tradycyjny sposob leczenia. Ja tego nie stosowalam, ale znam z opowiadan starszych kolegow.
Wzdecie u bydla polega na nadmiernej fermentacji w zwaczu. Moze, poprzez ucisk na serce i pluca doprowadzic do smierci zwierzecia.
Jak sie nie ma nic lepszego pod reka- pol litra wodki. Tylko nie mozna wlewac z butelki od wodki- za cienkie szklo. Krowa go zmiazdzy. Wiec posylali zdumionego gospodaza do sklepu po wodke i wino (belta- bo najtanszy)
Oczywiscie, jak nie ma czasu-otwiera sie zwacz-trokarem, a jak nie ma sie pod reka- nozem. W pewnym PGR opowiadali mi o oborowym, ktory nozem otworzyl prawie setke krow. Bo nazarly sie mokrej koniczyny. W wyniku powiklan padly dwie, a zanim by lekarz przyjechal- pewnie wszystkie.
22-07-2012 10:34 
 Ocena-1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>1. Nie widzę w jaki sposób istnienie stref Heada i wywoływanie w nich odczynu zapalnego ma leczyć choroby.
>W ten sposob wywoluje sie przekrwienie narzadow- jakby "sztuczne zapalenie". Dlatego ta metoda jest skuteczna w leczeniu przewleklych stanow zapalnych, w narzadach o slabym ukrwieniu- np, stawy i sciegna.

Skąd wiadomo że jest skuteczna? Proszę o linki do badań, które to potwierdzają.

>>2. Czy zostały przeprowadzone testy skuteczności baniek w porównaniu z grupą kontrolną? Nie znam, ale chętnie się dowiem.
>Nie szukalam w inetrnecie. Mnie tego uczyli na studiach. Sposoby stare, nie bardzo skuteczne, ale co w tamtych czasach mieli stosowac?

Nie zamierzam tłumaczyć historycznych metod leczenia. Zamiast baniek stosowano też upuszczanie krwi i leczenie demonów paleniem na stosie. Dziś mamy rok 2012.
Dlatego pytam o badania, które potwierdzają skuteczność baniek. Przecież to łatwe zadanie.
22-07-2012 10:41 
 Ocena 6 na 6
i.czaplicka (5782 punktów)

>Dlatego pytam o badania, które potwierdzają skuteczność baniek. Przecież to łatwe zadanie.
Nawet nie wiem, czy ktos takie badania robil. Bo dzisiaj przekrwienie wywoluje sie w inny sposob. Nawet terapia laserem medycznym ma ten sam cel- zwiekszenie ukrwienia w danej okolicy.
24-07-2012 16:38 
 0 na 2
herezjarcha (-19 punktów)

>Skąd wiadomo że jest skuteczna? Proszę o linki do badań, które to potwierdzają.

Przedstawiony mechanizm działania jest prawdopodobny. Zatem prawdopodobnie bańki działają. Twierdzisz że nie? Cóż, ciężar dowodu spoczywa więc na Tobie. Wykaż błąd w opisie mechanizmu, albo przedstaw wyniki negatywnych testów. (Te koreańskie się nie nadają na dowód, czytałem)
24-07-2012 16:42 
 Ocena 10 na 12
liliac (147340 punktów)
Obowiązek udowodnienia, że dana terapia działa spoczywa na postulującym jej skuteczność, więc, proszę, nie ośmieszaj się tak od razu w swojej pierwszej na forum wypowiedzi
24-07-2012 17:16 
 Ocena-1 na 3
herezjarcha (-19 punktów)
>Obowiązek udowodnienia, że dana terapia działa spoczywa na postulującym jej skuteczność, więc, proszę, nie ośmieszaj się tak od razu w swojej pierwszej na forum wypowiedzi
>
I zostało to udowodnione przedstawieniem wiarygodnego mechanizmu działania tej terapii. W tej sytuacji to na kontrdyskutancie spoczywa ciężar wykazania albo błędu w postulowanym mechanizmie, albo wskazania empirycznych badań dowodzących nieskuteczności.
24-07-2012 17:25 
 Ocena 7 na 9
liliac (147340 punktów)
>I zostało to udowodnione przedstawieniem wiarygodnego mechanizmu działania tej terapii

Nie zajmujesz się ani nauką, ani medycyną, prawda?
Istnienie potencjalnie skutecznego mechanizmu absolutnie nie jest uważany za dowód skuteczności terapii - to raczej przesłanka do prowadzenia badań na ten temat.

Proszę, nie brnij w to, lepiej poczytaj sobie trochę o EBM na przykład.

>W tej sytuacji to na kontrdyskutancie spoczywa ciężar wykazania albo błędu w postulowanym mechanizmie, albo wskazania empirycznych badań dowodzących nieskuteczności.

Nie wiem, w jakiej rzeczywistości żyjesz, ale w tej to tak nie działa
24-07-2012 18:45 
 Ocena-2 na 4
herezjarcha (-19 punktów)
>>I zostało to udowodnione przedstawieniem wiarygodnego mechanizmu działania tej terapii
>Nie zajmujesz się ani nauką, ani medycyną, prawda?

Zaczynamy przechodzić do argumentów ad personam?

>Istnienie potencjalnie skutecznego mechanizmu absolutnie nie jest uważany za dowód skuteczności terapii - to raczej przesłanka do prowadzenia badań na ten temat.

Jeżeli mamy do sprawdzenia coś nowego to tak, zwłaszcza w celu wykluczenia szkodliwości. W przypadku prostych metod stosowanych od wieków i nie powodujących znaczących skutków ubocznych takie literalne trzymanie się formalnej metody naukowej jest po prostu zbędnym dogmatyzmem.

>Proszę, nie brnij w to, lepiej poczytaj sobie trochę o EBM na przykład.

Postulujesz zaniechanie wszystkich czynności "paramedycznych" których EBM po prostu w ogóle nie badała?

>>W tej sytuacji to na kontrdyskutancie spoczywa ciężar wykazania albo błędu w postulowanym mechanizmie, albo wskazania empirycznych badań dowodzących nieskuteczności.
>Nie wiem, w jakiej rzeczywistości żyjesz, ale w tej to tak nie działa

Hm. A co, jest jakaś różnica między tezami "działa" i "nie działa" która powoduje że jednej trzeba dowodzić, a drugiej nie?
24-07-2012 19:08 
 Ocena 10 na 12
liliac (147340 punktów)
>>Nie zajmujesz się ani nauką, ani medycyną, prawda?
>Zaczynamy przechodzić do argumentów ad personam?

Nie. Przechodzimy do podsumowywania ewidentnych przesłanek sugerujących ignorancję rozmówcy.

>Jeżeli mamy do sprawdzenia coś nowego to tak, zwłaszcza w celu wykluczenia szkodliwości. W przypadku prostych metod stosowanych od wieków i nie powodujących znaczących skutków ubocznych takie literalne trzymanie się formalnej metody naukowej jest po prostu zbędnym dogmatyzmem.

Tak, większość laików tak uważa. Na tym portalu preferujemy jednak podejście naukowe. Jeśli ci się nie podoba, nie przymuszamy do pozostania.

>>Proszę, nie brnij w to, lepiej poczytaj sobie trochę o EBM na przykład.
>Postulujesz zaniechanie wszystkich czynności "paramedycznych" których EBM po prostu w ogóle nie badała?

Ależ prywatnie i w swoim domu, może sobie przystawiać bański, puszczać krew i wróżyć z fusów. "Sprzedawanie" na polu medycyny czy nauki produktu o nieudowodnionej skuteczności nieco trąci oszustwem.

>>Nie wiem, w jakiej rzeczywistości żyjesz, ale w tej to tak nie działa
>Hm. A co, jest jakaś różnica między tezami "działa" i "nie działa" która powoduje że jednej trzeba dowodzić, a drugiej nie?


Dalej pogadamy, jak już mi udowodnisz niestnienie krasnoludków.

Mała podpowiedź - póki nie masz dowodów na to, że coś działa, możesz ewentualnie twierdzić, że hipotetycznie działać może. I tyle. Jak telewizor kupiony na pchlim targu
24-07-2012 20:32 
 Ocena-3 na 5
herezjarcha (-19 punktów)
>>>Nie zajmujesz się ani nauką, ani medycyną, prawda?
>>Zaczynamy przechodzić do argumentów ad personam?
>Nie. Przechodzimy do podsumowywania ewidentnych przesłanek sugerujących ignorancję rozmówcy.

Cóż, ja wolę pozostawać przy wymianie merytorycznych argumentów. Ale skoro wolisz uciekać od takiej rozmowy w znacznie, przyznaję, łatwiejsze szufladkowanie oponenta...

>Tak, większość laików tak uważa. Na tym portalu preferujemy jednak podejście naukowe. Jeśli ci się nie podoba, nie przymuszamy do pozostania.

A co masz właściwie na myśli mówiąc "podejście naukowe"? Rzeczywistą pracę własnym umysłem i rozważanie argumentów dyskutanta oraz szukanie własnych, czy też przypasowywanie rozmówcy do szablonu ślepego wyznawcy metody naukowej?

>>Postulujesz zaniechanie wszystkich czynności "paramedycznych" których EBM po prostu w ogóle nie badała?
>Ależ prywatnie i w swoim domu, może sobie przystawiać bański, puszczać krew i wróżyć z fusów. "Sprzedawanie" na polu medycyny czy nauki produktu o nieudowodnionej skuteczności nieco trąci oszustwem.

Doprecyzuję pytanie. Czy postulujesz aby lekarze zaniechali zalecania pacjentom wszystkich czynności nie przyklepanych formalnymi ślepymi testami? Nawet jeżeli ich doświadczenie zawodowe mówi im że dany zabieg jest skuteczny?

>>>Nie wiem, w jakiej rzeczywistości żyjesz, ale w tej to tak nie działa
>>Hm. A co, jest jakaś różnica między tezami "działa" i "nie działa" która powoduje że jednej trzeba dowodzić, a drugiej nie?
>Dalej pogadamy, jak już mi udowodnisz niestnienie krasnoludków.

Mogę to zrobić bez trudu. Otóż krasnoludki takie jak się je opisuje nie mogłyby istnieć ze względu na brak wystarczającej dla swojego organizmu powierzchni płuc. Prawdopodobnie także nie byłyby w stanie osiągnąć przypisywanego im poziomu intelektualnego ze względu na zbyt małe mózgi. Po prostu organizm homo sapiens zmniejszony dziesięciokrotnie nie będzie w stanie działać.

Twoja kolej, powtarzam pytanie. Czy jest jakaś różnica między "działa" a "nie działa" która powoduje że jednego można dowodzić, a drugiego nie?

>Mała podpowiedź - póki nie masz dowodów na to, że coś działa, możesz ewentualnie twierdzić, że hipotetycznie działać może. I tyle. Jak telewizor kupiony na pchlim targu

Jaka szkoda że nie wiedziały tego instytucje certyfikujące Airbusa A380. Bo widzisz, skrzydło A380 nie przeszło testów wytrzymałościowych. Złamało się zanim obciążenia osiągnęły wymagane przepisami wartości. Jak myślisz, w jaki sposób przebiegła certyfikacja tego jakże ważnego dla życia pasażerów elementu?
24-07-2012 20:41 
 Ocena 4 na 6
liliac (147340 punktów)
>ślepego wyznawcy metody naukowej?

Zdaje się, że właśnie udowodniłeś, że jesteś trollem

Bez odbioru, drogi trollu.
24-07-2012 21:59 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
>Doprecyzuję pytanie. Czy postulujesz aby lekarze zaniechali zalecania pacjentom wszystkich czynności nie przyklepanych formalnymi ślepymi testami? Nawet jeżeli ich doświadczenie zawodowe mówi im że dany zabieg jest skuteczny?

Nie postuluję tylko jako pacjent wręcz wymagam! Rzetelnie przeprowadzone testy nie bywają ślepe (jak prawo dla przykładu).

Kings Of The Carnival Creation
24-07-2012 22:21 
 Ocena-1 na 3
herezjarcha (-19 punktów)
>>Doprecyzuję pytanie. Czy postulujesz aby lekarze zaniechali zalecania pacjentom wszystkich czynności nie przyklepanych formalnymi ślepymi testami? Nawet jeżeli ich doświadczenie zawodowe mówi im że dany zabieg jest skuteczny?
>Nie postuluję tylko jako pacjent wręcz wymagam!

Hm. Ja jako pacjent to wymagam żeby lekarz mnie skutecznie wyleczył dowolnym sposobm, a nie żeby na mnie demonstrował zasady EBM. Ale ja truskawki cukrem...

> Rzetelnie przeprowadzone testy nie bywają ślepe (jak prawo dla przykładu).

Przepraszam, widzę że użyłem terminu którego nie znasz. Sprawdź sobie, proszę, co to znaczy test ślepy. A także, przy okazji, test podwójnie ślepy.
24-07-2012 22:34 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)

>Hm. Ja jako pacjent to wymagam żeby lekarz mnie skutecznie wyleczył dowolnym sposobm

Właśnie o tym czy sposób jest skuteczny mówią badania. Po to się je przeprowadza.
Doświadczenie lekarza, to też jakiegoś rodzaju badanie tyle, że stosunkowo mało miarodajne.

>Przepraszam, widzę że użyłem terminu którego nie znasz. Sprawdź sobie, proszę, co to znaczy test ślepy. A także, przy okazji, test podwójnie ślepy.

Nie muszę- wiem co to znaczy. Myślałem, że chodzi Ci o coś innego, bo użyłeś tego terminu w takim kontekście jak byś sam tego nie wiedział. Moje wieloletnie "doświadczenie" mówi mi, że wiesz ale nie rozumiesz.


Kings Of The Carnival Creation
25-07-2012 06:48 
 Ocena-1 na 3
herezjarcha (-19 punktów)
>>Hm. Ja jako pacjent to wymagam żeby lekarz mnie skutecznie wyleczył dowolnym sposobm
>Właśnie o tym czy sposób jest skuteczny mówią badania. Po to się je przeprowadza.
>Doświadczenie lekarza, to też jakiegoś rodzaju badanie tyle, że stosunkowo mało miarodajne.

Miarodajność każdego badania jest w jakimś stopniu ograniczona. Także badania klinicznego. Mało tego, w zależności od tego co się bada to i miarodajność badań klinicznych będzie różna - to prosta kwestia rachunku ekonomicznego. Jak próbujesz leczyć nowotwór to musisz to badać klinicznie bo koszty nieprawidłowego przetestowania mogą być bardzo wysokie. Ale jak próbujesz przyspieszyć leczenie przeziębień to wystarczą testy znacznie tańsze, a więc i prostsze, a więc i mniej miarodajne. W szczególności przy metodach tak mało ryzykownych jak te bańki wystarczająca jest miarodajność zapewniana przez doświadczenie lekarzy.

Pamiętajmy też że są z drugiej strony także i takie poważne schorzenia na które cierpią bardzo niewielkie grupy osób. Wtedy po prostu nie ma jak przeprowadzać badań całkowicie zgodnych z normami, bo nie ma jak zebrać odpowiednich grup. I wtedy terapie są tak naprawdę eksperymentalne.
25-07-2012 18:52 
 Ocena 6 na 6
-jad- (18783 punktów)
>Miarodajność każdego badania jest w jakimś stopniu ograniczona. Także badania klinicznego.

Idąc Twoim tokiem rozumowania mógłbym leczyć nie będąc lekarzem. Mam 32 lata i już kilka razy byłem chory więc w jakimś stopniu ograniczonego doświadczenia już nabyłem.

>Mało tego, w zależności od tego co się bada to i miarodajność badań klinicznych będzie różna

Wiadomo. Ale w miarę możliwości metody są udoskonalane czyli coraz lepsze. Chcesz mi wmówić, że pojedynczy lekarz jest w stanie mimochodem przeprowadzić dokładniejsze badanie niż celowy test podwójnie ślepy?

>W szczególności przy metodach tak mało ryzykownych jak te bańki wystarczająca jest miarodajność zapewniana przez doświadczenie lekarzy.

Może dla Ciebie. Przyjmowanie leków czy innego rodzaju terapie to zło konieczne, bo najczęściej są one w jakimś stopniu szkodliwe. Dlatego nie powinno się stosować tych, które wyzdrowieć nie pomagają.

>Pamiętajmy też że są z drugiej strony także i takie poważne schorzenia na które cierpią bardzo niewielkie grupy osób. Wtedy po prostu nie ma jak przeprowadzać badań całkowicie zgodnych z normami, bo nie ma jak zebrać odpowiednich grup. I wtedy terapie są tak naprawdę eksperymentalne.

Jeśli ktoś nie ma domu, to śpi np. na dworcu ale nie wynika z tego, że spanie na dworcu jest lepsze od spania w domu.

Kings Of The Carnival Creation
25-07-2012 20:00 
 Ocena 1 na 1
herezjarcha (-19 punktów)
>>Miarodajność każdego badania jest w jakimś stopniu ograniczona. Także badania klinicznego.
>Idąc Twoim tokiem rozumowania mógłbym leczyć nie będąc lekarzem. Mam 32 lata i już kilka razy byłem chory więc w jakimś stopniu ograniczonego doświadczenia już nabyłem.

I co, nigdy nikomu nie doradziłeś jakiegoś sposobu na przeziębienie? Widząc znajome objawy nigdy nie podałeś swojemu dziecku wielokrotnie używanego lekarstwa nawet nie idąc z nim do lekarza?

>>Mało tego, w zależności od tego co się bada to i miarodajność badań klinicznych będzie różna
>Wiadomo. Ale w miarę możliwości metody są udoskonalane czyli coraz lepsze. Chcesz mi wmówić, że pojedynczy lekarz jest w stanie mimochodem przeprowadzić dokładniejsze badanie niż celowy test podwójnie ślepy?

Prawdopodobnie nie. Tylko że w przypadku tak banalnych zabiegów jak bańki po prostu wysilanie się na podwójnie ślepe testy kliniczne jest bezsensowne ekonomicznie i duży zbiór dowodów anegdotycznych wystarcza w zupełności. Nie wspominając o pozamerytorycznej blokadzie mentalnej doktoranta który musiałby z propozycją takiego badania wyskoczyć do profesora - i usłyszałby pytanie czy na pewno powinien robić doktorat skoro chce badać coś o czym Wszyscy Wiedzą że nie działa.

>>Pamiętajmy też że są z drugiej strony także i takie poważne schorzenia na które cierpią bardzo niewielkie grupy osób. Wtedy po prostu nie ma jak przeprowadzać badań całkowicie zgodnych z normami, bo nie ma jak zebrać odpowiednich grup. I wtedy terapie są tak naprawdę eksperymentalne.
>Jeśli ktoś nie ma domu, to śpi np. na dworcu ale nie wynika z tego, że spanie na dworcu jest lepsze od spania w domu.

Ale jak kogoś nie stać na bungalow nad jeziorem to śpi w mieszkaniu w bloku. I funkcje ochrony przed zimnem, deszczem i tak dalej ma zapewnione w identycznie skuteczny sposób.
25-07-2012 20:04 
 Ocena 5 na 5
Ania. (14138 punktów)
>Prawdopodobnie nie. Tylko że w przypadku tak banalnych zabiegów jak bańki po prostu wysilanie się na podwójnie ślepe testy kliniczne jest bezsensowne ekonomicznie i duży zbiór dowodów anegdotycznych wystarcza w zupełności. Nie wspominając o pozamerytorycznej blokadzie mentalnej doktoranta który musiałby z propozycją takiego badania wyskoczyć do profesora - i usłyszałby pytanie czy na pewno powinien robić doktorat skoro chce badać coś o czym Wszyscy Wiedzą że nie działa.
Nie jest bez sensu.
Aby lekarz mógł je polecać, powinien być przekonany na podstawie rzeczywistych dowodów, że działają. Lekarz nie przepisuje środków typu "spluń trzy razy przez lewe ramię" albo "włóż suchą żabę pod prześcieradło i śpij na tym". Podobnie nie powinni przepisywać żadnych środków, które prawdopodobnie nie działają - a tak wyszło w testach baniek.
To nie jest kwestia "co mi szkodzi", ale kwestia wiarygodności medycyny. Do tego dodam narażanie pacjenta na koszty oraz na ryzyko powikłań, co jest dość ważne przy zabiegu stawiania baniek. Ryzyko, które należy brać pod uwagę, nie jest to zabieg bezpieczny.
25-07-2012 20:25 
 Ocena 5 na 5
-jad- (18783 punktów)
>I co, nigdy nikomu nie doradziłeś jakiegoś sposobu na przeziębienie?

Nie. Wokół mnie jest już wystarczająco dużo specjalistów od chorób wszelkich. Tacy z nich fachowcy, że jedni mieli nawet babcię a inni mają internet.

>Widząc znajome objawy nigdy nie podałeś swojemu dziecku wielokrotnie używanego lekarstwa nawet nie idąc z nim do lekarza?

Podałem, bo wcześniej lekarz powiedział, żeby w razie ewentualnej gorączki podać właśnie to. Na własną rękę nic nie kombinuję.

>Tylko że w przypadku tak banalnych zabiegów jak bańki po prostu wysilanie się na podwójnie ślepe testy kliniczne jest bezsensowne ekonomicznie

Ciekawe o ile taniej wyjdzie jeśli przez kolejne 500 czy 1000 lat ludzie będą płacić za bańki

>i duży zbiór dowodów anegdotycznych wystarcza w zupełności.

Daj sobie powiedzieć, że to nie jest żaden dowód. Ludzie gadają bzdury, bo gadać lubią a że nie umieją z sensem, to gadają bez sensu. Ostatnio dowody anegdotyczne miały mnie skłonić do wiary w duchy. Wyobraź sobie, że u szwagra kuzyna mojego kolegi duch jego (tzn. szwagra) żony wyłącza w domu bezpieczniki w określonych sytuacjach. Mówił mi (tzn. mój kolega) nie dalej niż dwa miesiące temu. A jak się ludzie wkręcili w ten temat to tego typu dowodów znalazło się tyle, że nawet duchy ze strachu zamarły.

>>>Pamiętajmy też że są z drugiej strony także i takie poważne schorzenia na które cierpią bardzo niewielkie grupy osób. Wtedy po prostu nie ma jak przeprowadzać badań całkowicie zgodnych z normami, bo nie ma jak zebrać odpowiednich grup. I wtedy terapie są tak naprawdę eksperymentalne.
>>(...)
>Ale jak kogoś nie stać na bungalow nad jeziorem to śpi w mieszkaniu w bloku. I funkcje ochrony przed zimnem, deszczem i tak dalej ma zapewnione w identycznie skuteczny sposób.

Widzę, że metafora okazała się niejasna. Powiem inaczej.
Jeśli nie ma takiej możliwości, to trudno ale jeśli jest, to czemu tego nie wykorzystać?


Kings Of The Carnival Creation
25-07-2012 20:28 
 Ocena 6 na 6
Ania. (14138 punktów)
>I co, nigdy nikomu nie doradziłeś jakiegoś sposobu na przeziębienie? Widząc znajome objawy nigdy nie podałeś swojemu dziecku wielokrotnie używanego lekarstwa nawet nie idąc z nim do lekarza?
Szczególnie przed tym przestrzegam. Wiele leków, które bezpiecznie my zażywamy, jest zabójcze wręcz, lub przynajmniej szkodliwe dla dziecka.
24-07-2012 22:06 
 Ocena 3 na 3
mbrudka (1266 punktów)
>I zostało to udowodnione przedstawieniem wiarygodnego mechanizmu działania tej terapii.
Nic nie zostało udowodnione. Postawiona została hipoteza, że to działa, oraz podana całkiem zgrabna teoria, dlaczego może to działać. O tym, czy rzeczywiście działa przekonać można się wyłącznie na drodze badań klinicznych.
24-07-2012 22:27 
 Ocena-4 na 4
herezjarcha (-19 punktów)
>>I zostało to udowodnione przedstawieniem wiarygodnego mechanizmu działania tej terapii.
>Nic nie zostało udowodnione. Postawiona została hipoteza, że to działa, oraz podana całkiem zgrabna teoria, dlaczego może to działać. O tym, czy rzeczywiście działa przekonać można się wyłącznie na drodze badań klinicznych.

Ależ bynajmniej. Można się o tym także przekonać na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza.

To że jedynie badania kliniczne dowodzą skuteczności terapii to wyłącznie akademickie założenie metodyczne, a nie dowiedziona prawidłowość.
24-07-2012 22:40 
 Ocena 7 na 7
liliac (147340 punktów)
>O tym, czy rzeczywiście działa przekonać można się wyłącznie na drodze badań klinicznych.
>Ależ bynajmniej. Można się o tym także przekonać na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza.

Ależ bynajmniej, drogi trollu. Na podstawie indywidualnego doświadczenia zawodowego lekarza można coś powiedzieć głównie o doświadczeniu zawodowym tego konkretnego lekarza. To taka nieco poszerzona wersja dowodu anegdotycznego. Doświadczenia zawodowe lekarzy podpowiadają im niestety czasami różne bzdury - ot, chociażby stada cudaków "leczących" najrozmaitsze schorzenia homeoterapią na bazie "doświadczenia zawodowego".
Szczęśliwie współczesna medycyna coraz bardziej odchodzi od bazowania na "doświadczeniu zawodowym" i "widzimisię" konkretnych lekarzy.

Dla tych, którzy nie bardzo wiedzą, o chodzi z EBM - niewielki artykuł na ten temat.
25-07-2012 07:08 
 Ocena-2 na 4
herezjarcha (-19 punktów)
>Ależ bynajmniej, drogi trollu. Na podstawie indywidualnego doświadczenia zawodowego lekarza można coś powiedzieć głównie o doświadczeniu zawodowym tego konkretnego lekarza. To taka nieco poszerzona wersja dowodu anegdotycznego. Doświadczenia zawodowe

A co jest złego w dowodach anegdotycznych poza tym że doktryna mówi iż są be?

>Szczęśliwie współczesna medycyna coraz bardziej odchodzi od bazowania na "doświadczeniu zawodowym" i "widzimisię" konkretnych lekarzy.

Niestety tak jest. Dlatego też współczesna medycyna usiłuje leczyć statystycznego pacjenta standardowymi procedurami zamiast leczyć konkretnego pacjenta dobrze dobraną metodą. Co może i średnio przeciętnie daje dobry wynik, ale jak ktoś się odchyli swoim organizmem od proceduralnej normy to ma przerąbane - lekarze tylko dlatego nie rozkładają rąk że mało który potrafi powiedzieć "ja tu już nic więcej nie wymyślę".

Stąd się też potem biorą klienci różnej skuteczności szamanów, na których klasyczna medycyna tak się krzywi.
25-07-2012 09:39 
 Ocena 10 na 10
liliac (147340 punktów)
>>ANa podstawie indywidualnego doświadczenia zawodowego lekarza można coś powiedzieć głównie o doświadczeniu zawodowym tego konkretnego lekarza. To taka nieco poszerzona wersja dowodu anegdotycznego. Doświadczenia zawodowe
>A co jest złego w dowodach anegdotycznych poza tym że doktryna mówi iż są be?

Tylko to, że nie są dowodami
"Bo miałem dużo pacjentów palących, którzy nie zachorowali na raka" czy "Bo często przepisuję pacjentom preparaty homeopatyczne i im to pomaga" nie są szczególnie miarodajnymi stwierdzeniami. To prywatne opinie niejednokrotnie bazujące na rozlicznych błędach logicznych.
Ładnie i przystępnie tłumaczy to np. Bart.

>>Szczęśliwie współczesna medycyna coraz bardziej odchodzi od bazowania na "doświadczeniu zawodowym" i "widzimisię" konkretnych lekarzy.
>Niestety tak jest. Dlatego też współczesna medycyna usiłuje leczyć statystycznego pacjenta standardowymi procedurami zamiast leczyć konkretnego pacjenta dobrze dobraną metodą.
Dobrą, czyli opartą na prywatnej opinii lekarza? Stara śpiewka fanów "medycyny alternatywnej" i znakomite wyjście do homeopatii, irydologii, biorezonansu, urynoterapii, przystawiania pijawek, przekonania o powiązaniach autyzmu ze szczepionkami i leczenia raka dietą.

>Co może i średnio przeciętnie daje dobry wynik, ale jak ktoś się odchyli swoim organizmem od proceduralnej normy to ma przerąbane - lekarze tylko dlatego nie rozkładają rąk że mało który potrafi powiedzieć "ja tu już nic więcej nie wymyślę".

Rozumiem, że to wynika z twojego "doświadczenia"? Standaryzacja medycyny nie oznacza pełnego zakazu stosowania innych niż optymalne metod (przy czym optymalne - oczywiście - przy danych parametrach pacjenta i w danej sytuacji klinicznej), nie oznacza też wytyczania jednej, jedynej ścieżki postępowania, wiąże się jednak z wprowadzeniem pewnej hierarchii dostępnych metod diagnostycznych i terapetycznych i oznacza, że z innych niż optymalne ścieżek postępowania należy być w stanie skrupulatnie się wytłumaczyć. Jeśli medycyna ma się opierać na nauce, nie na magii i widzimisię, to musi być czymś więcej niż praktyką opartą na prywatnych przekonaniach poszczególnych medyków.
Powszechność przekonania o słuszności jakiegoś postępowania wcale nie musi świadczyć o prawdziwości przekonania - tak w medycynie, jak i poza nią.

>Stąd się też potem biorą klienci różnej skuteczności szamanów, na których klasyczna medycyna tak się krzywi.

Z pewnością jesteś w stanie uzasadnić merytorycznie tezę, że główną przyczyną popularności szarlatanerii jest oparcie medycyny na dowodach naukowych
25-07-2012 10:17 
 Ocena 3 na 5
Artur@R (7115 punktów)
Liliac, upuśćmy mu krwi, przyłóżmy pijawkę - może pomoże? Kiedyś pomagało...na wszytko

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
25-07-2012 19:52 
 Ocena 1 na 1
herezjarcha (-19 punktów)
>>A co jest złego w dowodach anegdotycznych poza tym że doktryna mówi iż są be?
> Tylko to, że nie są dowodami

Ponieważ?

>>Niestety tak jest. Dlatego też współczesna medycyna usiłuje leczyć statystycznego pacjenta standardowymi procedurami zamiast leczyć konkretnego pacjenta dobrze dobraną metodą.
>Dobrą, czyli opartą na prywatnej opinii lekarza? Stara śpiewka fanów "medycyny alternatywnej" i znakomite wyjście do homeopatii, irydologii, biorezonansu, urynoterapii, przystawiania pijawek, przekonania o powiązaniach autyzmu ze szczepionkami i leczenia raka dietą.

Widzę że po zaszufladkowaniu mnie przeszedłeś do wyższego etapu i teraz starasz się mnie wmanewrować w obronę wszystkich tych "patologii", o których wszak słowem nie wspomniałem. A potem masz nadzieję na teatralne rozdarcie szat niczym arcykapłan z Ewangelii i wskazanie "o, oto ten co broni medycyny alternatywnej, z takim nie warto dyskutować".

>>Co może i średnio przeciętnie daje dobry wynik, ale jak ktoś się odchyli swoim organizmem od proceduralnej normy to ma przerąbane - lekarze tylko dlatego nie rozkładają rąk że mało który potrafi powiedzieć "ja tu już nic więcej nie wymyślę".
>Rozumiem, że to wynika z twojego "doświadczenia"? Standaryzacja medycyny nie oznacza pełnego zakazu stosowania innych niż optymalne metod (przy czym optymalne -

Nie oznacza formalnego zakazu, ale oznacza eliminację myślenia lekarzy na rzecz przykładania szablonów.

> Jeśli medycyna ma się opierać na nauce, nie na magii i widzimisię, to musi być czymś więcej niż praktyką opartą na prywatnych przekonaniach poszczególnych medyków.

A ktoś postulował opieranie medycyny na przekonaniach? To musiało być w innym wątku.

>>Stąd się też potem biorą klienci różnej skuteczności szamanów, na których klasyczna medycyna tak się krzywi.
>Z pewnością jesteś w stanie uzasadnić merytorycznie tezę, że główną przyczyną popularności szarlatanerii jest oparcie medycyny na dowodach naukowych

Nie jestem, ale też nie muszę. Gdyż to wyłącznie Twoja teza, ja takiej nie stawiałem.
25-07-2012 20:43 
 Ocena 6 na 8
Artur@R (7115 punktów)
>>>A co jest złego w dowodach anegdotycznych poza tym że doktryna mówi iż są be?
>> Tylko to, że nie są dowodami
>Ponieważ?
Za to "ponieważ?" - powinieneś dostać bana - "czyste" trollowanie.
Szkoda na ciebie czasu , głupolu: zaraz po "pogrubionym" stwierdzeniu liliac masz wyjaśnienie!
-ponieważ :anegdotyczne dowody typu "Bo miałem dużo pacjentów palących, którzy nie zachorowali na raka" czy "Bo często przepisuję pacjentom preparaty homeopatyczne i im to pomaga"
są - niemiarodajnymi stwierdzeniami.
- ponieważ: to prywatne opinie
- ponieważ: bazują na błędach logicznych
- ponieważ: gdybyś choć zerknął do zalinkowanego bloga, przeczytałbyś coś o post hoc ergo propter hoc, efekci potwierdzania, hipotezie ad hoc itd

A zresztą szkoda klikania na trolla-głupola.
SJP:
głupol - człowiek mało inteligentny, nierozgarnięty, bezmyślny, głupi



"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
25-07-2012 10:15 
 Ocena 5 na 5
Elka I Ponura (7473 punktów)
>Niestety tak jest. Dlatego też współczesna medycyna usiłuje leczyć statystycznego pacjenta standardowymi procedurami zamiast leczyć konkretnego pacjenta dobrze dobraną metodą. Co może i średnio przeciętnie daje dobry wynik, ale jak ktoś się odchyli swoim organizmem od proceduralnej normy to ma przerąbane - lekarze tylko dlatego nie rozkładają rąk że mało który potrafi powiedzieć "ja tu już nic więcej nie wymyślę".

Co ty mi tu opowiadasz, drogie dziecko?! W życiu nie miałam wyniku w normie (łącznie z liczbą płytek i podobnymi pierdołami), a jestem skutecznie leczona od wielu lat, przez kilku lekarzy naraz! "Ja tu więcej nic nie wymyślę" nie usłyszałam ani razu, chociaż jestem ciężkim przypadkiem. [to była odpowiedź w stylu "na dowodzie anegdotycznym"]

Nie wiem, czy wiesz, ale właśnie odchylenia od normy są dla lekarzy najważniejsze. Dzięki statystycznemu określeniu norm wiadomo, co się dzieje kiedy norma jest przekroczona w tą albo inną stronę. Typowy przykład to np. badanie TSH (hormonu tyreotropowego) - na podstawie przekroczenia norm ponad górną granicę dobiera się dawkę leku i kontroluje poziom ponownie po jakimś czasie, żeby sprawdzić jak pacjent przyjmuje lek, czy należy zmienić dawkę, w jakim tempie się wysyca. Jeśli pacjent "dziwnie" reaguje albo jego wyniki są "nietypowe" to po prostu bada się dalej, sprawdza, reguluje dawki leków. Z drugiej strony: norma ciśnienia istnieje, ale są ludzie, którzy całkiem normalnie funkcjonują przy 90/50, oprócz okazjonalnego marudzenia na skoki ciśnienia. Nie trzeba im podawać leków, taka ich uroda. Lekarz nie będzie histeryzował, kiedy trafi na takiego pacjenta, tylko sprawdzi, czy takie ciśnienie szkodzi pacjentowi - jeśli szkodzi, to będzie działał. Jeśli pacjentowi takie "odchylenie od normy" nie utrudnia życia ani znacznie nie pogarsza dobrostanu, to najwyżej można mu pogratulować - nadciśnienie często występujące w zaawansowanym wieku nie zaszkodzi mu tak bardzo, jak statystycznemu pacjentowi, albo po prostu nie wystąpi. Nie dalej jak dwa dni temu słyszałam Krajowego Konsultanta Kardiologii mówiącego, że to "długowieczne ciśnienie" . [to była odpowiedź sensowna]

Kolega jest nowy, kolega się uczy, kolega nie trolluje. Powodzenia.


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
25-07-2012 19:59 
 Ocena 6 na 6
Ania. (14138 punktów)

>Niestety tak jest. Dlatego też współczesna medycyna usiłuje leczyć statystycznego pacjenta standardowymi procedurami zamiast leczyć konkretnego pacjenta dobrze dobraną metodą. Co może i średnio przeciętnie daje dobry wynik, ale jak ktoś się odchyli swoim organizmem od proceduralnej normy to ma przerąbane - lekarze tylko dlatego nie rozkładają rąk że mało który potrafi powiedzieć "ja tu już nic więcej nie wymyślę".
>Stąd się też potem biorą klienci różnej skuteczności szamanów, na których klasyczna medycyna tak się krzywi.
Odchylenia od normy to właśnie to, co ułatwia diagnostykę. Dużo większym problemem jest każdy wynik w normie, a problem pozostaje. Ale to zdarza się na szczęście rzadko w kwestiach "życia i śmierci", chociaż spotkałam się z tym osobiście - chłopak zmarł przebadany na 10tą stronę, każdy wynik prawidłowy, diagnozy brak.

A procedury opracowane przez zweryfikowane metody to takie metody, które dowiodły swojej skuteczności. Nie ma nic pewniejszego.

Prezentowana tutaj postawa nieufności wobec medycyny skutkuje tylko pogorszeniem sytuacji, tego chcesz? Żeby kolejne osoby trafiały w ręce szarlatanów?

To nie lekarze wyczyniają dzikie rzeczy, tracąc własną wiarygodność, a akcje bałwanów typu "antyszczepionkowców". Zabijają przez to ludzi, powiedzmy to wprost. Zabijają dosłownie, bo przez bałwanów dzieci nie zostały zaszczepione i już umierają a to na odrę, a to na krztusiec, a to na polio tu i ówdzie.
25-07-2012 20:06 
 0 na 2
herezjarcha (-19 punktów)
>>Niestety tak jest. Dlatego też współczesna medycyna usiłuje leczyć statystycznego pacjenta standardowymi procedurami zamiast leczyć konkretnego pacjenta dobrze dobraną metodą. Co może i średnio przeciętnie daje dobry wynik, ale jak ktoś się odchyli swoim organizmem od proceduralnej normy to ma przerąbane - lekarze tylko dlatego nie rozkładają rąk że mało który potrafi powiedzieć "ja tu już nic więcej nie wymyślę".
>>Stąd się też potem biorą klienci różnej skuteczności szamanów, na których klasyczna medycyna tak się krzywi.
>Odchylenia od normy to właśnie to, co ułatwia diagnostykę. Dużo większym problemem jest każdy wynik w normie, a problem pozostaje. Ale to zdarza się na szczęście rzadko

Jak już wspomniałem, nie będę się zajmował dyskusją z osobami, które nie rozumieją prostych wypowiedzi w języku polskim.

No dobra, bo mam dobry humor. Jedno ułatwienie: Od kiedy to normy "wyników badań" są jakimiś "normami proceduralnymi"?
25-07-2012 20:16 
 Ocena 7 na 9
Ania. (14138 punktów)

>No dobra, bo mam dobry humor. Jedno ułatwienie: Od kiedy to normy "wyników badań" są jakimiś "normami proceduralnymi"?
Nie są normami proceduralnymi, ale odchylenia od normy wskazują na obszar, w którym problem może tkwić. Dlatego właśnie odchylenia od normy w wynikach ułatwiają diagnostykę i wdrożenie odpowiedniej procedury.
A procedury to są te metody leczenia, które działają. Dla "odmieńców" również są wyznaczane, ale problem ten występuje rzadko.

BTW - zjadliwy ton i próby obrażania rozmówców, podczas gdy samemu się zacietrzewiło we własnych pomysłach nie są najlepszym pomysłem na dyskusję. Ale to też Twój wybór. Mnie to nie dotknie, a jedynie świadczy o Tobie.
24-07-2012 23:58 
 Ocena 6 na 6
TyDraniu (6569 punktów)
> Można się o tym także przekonać na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza.

"Na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza"? Czyli: "Wie pan, dane statystyczne mówią, że ta metoda nie jest nic warta, ale ja ją stosuję z często pozytywnym skutkiem"? Ja nie mam zaufania do takich lekarzy.

Doświadczenie zawodowe sprawia, że tylko 50-80% działań lekarzy podejmowanych jest na podstawie uzasadnionych przesłanek popartych pewnymi faktami. [1]

Doświadczony lekarz potrafi przecenić o 30 p proc. skuteczność metody, którą lubi, lub której wyuczył się 20 lat temu i teraz nie chce mu się dokształcić. Pamięta, że wyleczył 50 osób na 100, gdy w rzeczywistości było to 20 osób na sto.

Doświadczenie zawodowe bez poparcia dowodów w postaci rzetelnych danych nie jest wiele warte w świecie dzisiejszej medycyny. Często nie wiadomo, która terapia jest najlepsza, bez randomizacji, podwójnie ślepej próby i uwzględnienia efektu placebo.

[1] Goldacre Ben - Lekarze, naukowcy, szarlatani.

25-07-2012 06:56 
 Ocena-1 na 3
herezjarcha (-19 punktów)
>> Można się o tym także przekonać na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza.
>"Na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza"? Czyli: "Wie pan, dane statystyczne mówią, że ta metoda nie jest nic warta, ale ja ją stosuję z często pozytywnym skutkiem"? Ja nie mam zaufania do takich lekarzy.

A do danych statystycznych masz w takim razie zaufanie bezgraniczne? Przecież to tacy sami lekarze je publikują. I na podstawie także obserwacji tych poszczególnych lekarzy, którym Ty nie ufasz. Czyżbyś nie wiedział że w zestawieniu statystycznym mogą zostać rozmyte jakieś (niekoniecznie nawet uświadomione) warunki które powodują że akurat owszem, w warunkach spotkanych przez tego lekarza któremu nie ufasz - ta terapia właśnie zadziała?

>Doświadczenie zawodowe bez poparcia dowodów w postaci rzetelnych danych nie jest wiele warte w świecie dzisiejszej medycyny. Często nie wiadomo, która terapia jest najlepsza, bez randomizacji, podwójnie ślepej próby i uwzględnienia efektu placebo.

Ale my nie szukamy obiektywnie najlepszej terapii tylko, przypominam, rozważamy wybór między subiektywnie wybieranymi przez pacjenta bańkami lub nie-bańkami. I cóż z tego że obiektywnie "najlepsze" byłyby antybiotyki, skoro bańki czy oklepywanie są zupełnie wystarczające?
25-07-2012 06:58 
 Ocena-1 na 3
herezjarcha (-19 punktów)
>> Można się o tym także przekonać na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza.
>"Na podstawie doświadczenia zawodowego lekarza"? Czyli: "Wie pan, dane statystyczne mówią, że ta metoda nie jest nic warta, ale ja ją stosuję z często pozytywnym skutkiem"? Ja nie mam zaufania do takich lekarzy.

Ach, zapomniałem jeszcze. W omawianym przypadku nie zachodzi sytuacja którą opisałeś. W omawianym przypadku zachodzi to:
"Wie pan, nikt tej metody nie badał klinicznie, ale ja ją stosuję często z pozytywnym skutkiem". Czy takie stwierdzenie również wzbudza Twoją nieufność?
22-07-2012 13:08 
 Ocena 8 na 8
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Nie szukałam w internecie. Mnie tego uczyli na studiach. Sposoby stare, nie bardzo skuteczne, ale co w tamtych czasach mieli stosować?
Właśnie! Bardzo ważnym jest tu ten relatywizm czasów, ale na naszym forum jeszcze ważniejszym jest racjonalny sceptycyzm względem wszystkiego, a najbardziej wobec jedynie słusznych poglądów i wszelkich prawd absolutnych.
Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego). Nie uznaje także pozbawionego wątpliwości i bezkrytycznego akceptowania autorytetów.

W racjonalizmie nie ma ani autorytetów, ani dogmatów mówiących z góry o tym, co należy uznawać za racjonalne. O tym, co racjonalne, decyduje własna ocena racjonalisty na podstawie zebranego i całego "materiału dowodowego", czyli posiadanej wiedzy, a także merytoryczna ocena innych ludzi - racjonalną jest najbardziej "prawdopodobna" (w sensie jak najmniejszego rozmijania się z prawdą i stanem rzeczywistym) hipoteza lub teoria, a najbardziej zbliżony do prawdy jest pogląd najlepiej logicznie uzasadniony oraz sprawdzony empirycznie lub przy pomocy naukowej metodologii. Jeśli dany pogląd można uzasadnić i uzasadnienie to broni się w polemikach oraz przed krytyką i nie ma w nim błędów merytorycznych (a więc broni się tak, jak muszą się obronić teorie naukowe, choć ścisłość nie musi być aż tak duża) to jest on racjonalny. Chociaż każdy pogląd racjonalisty może ulec zmianie, to czym lepiej sprawdzona jest dana hipoteza, tym mniejsze są szanse na jej podważenie, a więc jest ona bardziej trwała. Dlatego racjonaliści najbardziej sobie cenią dobrze sprawdzone informacje i teorie naukowe (na przykład potwierdzone przez wielu niezależnych badaczy), a odrzucają te niesprawdzone lub negatywnie zweryfikowane. Odrzucenie polega tu - w przypadku niesprawdzonych lub słabo sprawdzonych hipotez - nie na negacji, lecz na braku zaufania do takiego poglądu, nie przyjmowaniu go.
pl.wikiped(*)lizm_światopoglądowy
Oczywistym jest, że ktoś kto uważa się za racjonalistę powinien być zdecydowanym przeciwnikiem pseudonauki, a także paranauki, ale także powinien być człowiekiem otwartym na świat i sceptycznym wobec rzeczy raz na zawsze ustalonych. Niektóre z dawnych terapii - po naukowym dopracowaniu - okazują się dziś bardzo skuteczne:
pl.wikipedia.org/wiki/Hirudoterapia
www.stopac(*)rwoterapia_maggot_therapy.html
A zabiegi chirurgiczne w starożytności są zdumiewające, już choćby ze względu na niepoznane dotychczas sposoby zachowania antyseptyki. Oczywiście cała medycyna alternatywna przynosi - prawie zawsze i prawie w całości - tylko szkody, ale to nie jest wcale powodem aby uczeni przestali się zastanawiać dlaczego pewne dawne terapie przynosiły pozytywne skutki. Może należy leczyć nie tylko ciało, gdyż człowiek jest psychosomatyczny, a może istnieją naturalne związki chemiczne, które są medycznie skuteczne, a jeszcze są nieznane lub nie można ich sztucznie odtworzyć.
Nie wiem i dlatego wolę zawsze wobec wszystkiego być trochę sceptycznym.

Pozdrawiam serdecznie

@@@
.
24-07-2012 23:06 
 Ocena 1 na 1
Szary Myszak (2076 punktów)
Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego) .
Klopot z kazda sztywna definicja racjonalizmu polega na tym, za zachowanie racjonalne w praktyce, jest po prostu zachowaniem odpowiednim do sytuacji.
Wedrujac po roznych przedziwnych zakatkach swiata zdarzalo mi sie korzystac z uslug lokalnych szamanow - i byly to decyzje w pelni racjonalne, poniewaz do naukowej medycyny bylo daleko. Przy okazji dowiedzialem sie kilku ciekawych rzeczy: znachorzy zwykle znaja sie swietnie na lokalnych ziolach i potrafia je skutecznie stosowac; ich wiedza nie jest naukowo potwierdzona, bo oni naukowych metod nie znaja, ale - z braku lepszych opcji - warto zaryzykowac, oni sa dobrymi obserwatorami, wiec ich dzalania maja czesto podloze empiryczne, acz pozbawione naukowej dyscypliny.
Oprocz realnej, praktycznej pomocy - znachorzy produkuja mnostwo halasu, dymu i innych efektow bez znaczenia; absurd, ale w wiekszosci nieszkodliwy. Kiedy znachor nie rozumie sytuacji, zaczyna wyciagac 'srodki magiczne' - tych lepiej unikac; dosc latwo je rozpoznac, poniewaz lokalni czarodzieje lubia popisywac sie wiedza, kiedy rozumieja chorobe i maja na nia lekarstwo - chetnie wyjasniaja co to jest i jak dziala; kiedy nie wiedza co czynia, robia sie magiczni i tajemniczy... Oczywiscie, lepiej jest zaszyc rozciecie sterylna nitka, niz kleszczami mrowek-wojownikow (robi sie to prowokujac taka mrowke zeby zlapala kleszczami skraje rany, a jak zlapie, ukreca sie reszte mrowki, tylko leb i kleszcze zostaja), ale lepiej jest uzyc mrowek, niz zostawic rane otwarta; wiem, bo mialem okazje sprobowac.
Racjonalizm to nie jest jeszcze jedna para klapek na oczy; co jest wyborem racjonalnym: odrzucic pomoc znachora i umrzec na zakazenie, czy pozwolic mu przemyc rane wywarem z lokalnego ziola o wlasnosciach dezynfekcyjnych i zaszyc kleszczami mrowek?

Mod:
Pamiętaj, proszę, o poprawnej pisowni.
25-07-2012 17:22 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Racjonaliści proszę Szanownego Pana są sceptyczni wobec wszystkiego, ale ciekawi świata i nań otwarci.
Co ich - moim zdaniem - wyróżnia to to, że znacznie więcej czytają ze zrozumieniem niż piszą.
-------------------------------
>Kłopot z każda sztywna definicja racjonalizmu polega na tym, za zachowanie racjonalne w praktyce, jest po prostu zachowaniem odpowiednim do sytuacji.
Kłopot z tym, że ja nie znam żadnej sztywnej definicji racjonalizmu.

>Wędrując po rożnych przedziwnych zakątkach świata zdarzało mi się korzystać z usług lokalnych szamanów - i były to decyzje w pełni racjonalne, ponieważ do naukowej medycyny było daleko.
Gratuluję ciekawych podróży, ale nie wiem, czy decyzje pod przymusem są racjonalne.
Nie wiem też czy przeczytał Pan moje wypowiedzi w tym wątku np:
A ja jednak polecę Panu, Panie Doktorze książkę: "Czarownicy i psychiatrzy", gdyż mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".

>Przy okazji dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy: znachorzy zwykle znają się świetnie na lokalnych ziołach i potrafią je skutecznie stosować; ich wiedza nie jest naukowo potwierdzona, bo oni naukowych metod nie znają, ale - z braku lepszych opcji - warto zaryzykować, oni są dobrymi obserwatorami, wiec ich działania maja często podłoże empiryczne, acz pozbawione naukowej dyscypliny.
Mnie tu bardziej zastanawia ludzki los w kontekście szczęścia. To co Pan tu pisze wiem z poważnych źródeł od półwiecza, a jakoś los mi nie pozwolił na wędrówki po krajach, gdzie leczą czarownicy i szamani. Ma Pan po prostu szczęście, a wówczas i choroby są mniej straszne.

>Racjonalizm to nie jest jeszcze jedna para klapek na oczy; co jest wyborem racjonalnym: odrzucić pomoc znachora i umrzeć na zakażenie, czy pozwolić mu przemyć ranę wywarem z lokalnego zioła o własnościach dezynfekcyjnych i zaszyć kleszczami mrówek?
No właśnie! Można nic, albo niewiele wiedzieć o czarownikach i szamanach i stosowanych przez nich sposobach leczenia, a korzystać ich pomocy i można nic, albo bardzo niewiele wiedzieć o racjonalizmie, a wypowiadać się na ten temat na forum racjonalisty.

Życzę dalszego ciekawego życia.

@@@
.
25-07-2012 23:09 
 Ocena 2 na 2
Szary Myszak (2076 punktów)

>Kłopot z tym, że ja nie znam żadnej sztywnej definicji racjonalizmu.

Czy oznacza to, że przytoczył Pan sztywną definicje, której Pan nie zna? Czy istnieje racjonalne wytlumaczenie tego fenomenu?

>Mnie tu bardziej zastanawia ludzki los w kontekście szczęścia. [...] Ma Pan po prostu szczęście, a wówczas i choroby są mniej straszne.

Rozpatrywanie ludzkiego losu w kontekście szczęścia jest bardzo klasyczne, czynili to nałogowo starożytni Grecy, ale raczej malo racjonalne; kiedy przygladam się ludzkim akcjom i ich skutkom - zwykle okazuje się, że szczęście, jak i nieszczęścia, które nas spotykają - poza zjawiskami o naturze czysto statystycznej, jak niekóre, ale nie wszystkie, wypadki - są po prostu efektami naszych działan. Co prowadzi do wniosku, że:

> można nic, albo bardzo niewiele wiedzieć o racjonalizmie, a wypowiadać się na ten temat na forum racjonalisty.

- z którym absolutnie się zgadzam.

@sm
26-07-2012 11:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Kłopot z tym, że ja nie znam żadnej sztywnej definicji racjonalizmu.
>Czy oznacza to, że przytoczył Pan sztywną definicje, której Pan nie zna?
>Czy istnieje racjonalne wytlumaczenie tego fenomenu?
Cytat:
Bogusławski:
Racjonalizm ostro sprzeciwia się akceptowaniu pseudonauki, a także paranauki oraz wszelkim dogmatom ustanawianym bez potwierdzenia (naukowego lub empirycznego) .
Pan Szary Myszak:
Klopot z kazda sztywna definicja racjonalizmu polega na tym, za zachowanie racjonalne w praktyce, jest po prostu zachowaniem odpowiednim do sytuacji.

Tu jest jeszcze większy kłopot - rozmowa z kimś, kto nie rozumie napisanego przez nas tekstu. Nie napisałem tu żadnej definicji racjonalizmu, choćby dlatego, że nie możliwym jest opisanie racjonalizmu w jednym zdaniu, a tym bardziej żadnej "sztywnej". Określenia "sztywna definicja" nie spotkałem nigdzie. Może Pan poda sztywną definicję "sztywnej definicji"?

>Co prowadzi do wniosku, że:
>>>> można nic, albo bardzo niewiele wiedzieć o racjonalizmie, a wypowiadać się na ten temat na forum racjonalisty.
>- z którym absolutnie się zgadzam.
Jeżeli Pan się zgadza to wszak odesłałem już Pana do jednej z wielu prób zdefiniowania racjonalizmu może warto tam zajrzeć.
Tu znajdzie Pan następną www.racjonalista.pl/kk.php/d,67 , a pod nią linki do wielu innych. Oczywiście jest jeszcze bogata literatura. Polecam.

Wiele już na ten temat przeczytałem i w miarę dobrze rozumiem o co w tym chodzi, ale nie znam jakieś jednej jedynej definicji racjonalizmu.

Miłego dnia.

@@@
.
22-07-2012 13:37 
 Ocena 9 na 9
Fizyk (17637 punktów)
> Spirytus (plus ew, inne substancje drażniące) powodował przekrwienie skory, i co za tym idzie- odpowiednich narządów wewnętrznych. Jeszcze jeden taki stary, tradycyjny sposób leczenia. Ja tego nie stosowałam, ale znam z opowiadań starszych kolegów.

Po mszy dwóch sąsiadów rozmawia:
- Kumie, jako żeście tego swojego konia leczyli?
- Liter śpirytusu do wnątrz.
- Do wnątrz powiadacie?
- Ano.
Następnej niedzieli znowu się spotykają:
- Kumie, a dyć mój koń zdechł!
- Przeca nie pytaliście się, czy mój nie zdechł!
22-07-2012 14:30 
 Ocena 3 na 3
Kuba K. (3909 punktów)
>Jeszcze jeden taki stary, tradycyjny sposob leczenia. Ja tego nie stosowalam, ale znam z opowiadan starszych kolegow.
>Wzdecie u bydla polega na nadmiernej fermentacji w zwaczu. Moze, poprzez ucisk na serce i pluca doprowadzic do smierci zwierzecia.
>Jak sie nie ma nic lepszego pod reka- pol litra wodki. Tylko nie mozna wlewac z butelki od wodki- za cienkie szklo. Krowa go zmiazdzy. Wiec posylali zdumionego gospodaza do sklepu po wodke i wino (belta- bo najtanszy)

Pojenie krów alkoholem, co prawda nie gorzałą, a piwem, ma zastosowanie nie tylko w weterynarii - w Japonii poi się bydlątka "dużym jasnym" aby polepszyć walory smakowe mięsiwa, w ten sposób uzyskuje się słynną wołowinę Kobe. Dodatkowo krówki są masowane, a masażysta miast wonnych olejków wciera im w skórę sake. Smak jak twierdzą znawcy - niebiański

www.niam.p(*)/98-najdrozsza_wolowina_swiata
22-07-2012 10:47 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Bańki działają, na zasadzie wywoływania słabego odczynu zapalnego w skórze (podrażnienie, wynaczyniona krew działająca jako czynnik bodźcowy) Przekłada się to na narządy wewnętrzne - zobacz strefy Heada.
>To jest "ludzka" medycyna, na której słabo się znam. Ale u koni stosowano to w bardziej drastycznej formie. Przypalano skore nad chorym stawem lub ścięgnem. Z tego się wzięły słowa "żgać" "żegadło" - przepraszam, nie mam "z" z kropka. To drugie - specjalne narzędzie do przypalania.
>Nie należny lekceważyć kowalstwa - z niego wzięła się weterynaria, a z niej czerpała medycyna ludzka. Dlatego gdzie indziej tak się nabijam z rozmówcy, który uważa, ze budowa kopyta to rzecz nieistotna.
Dziękuję Pani za przypomnienie kawałeczka wiedzy, gdzieś już przeczytanej i inspirację do jej weryfikacji i aktualizacji. - "zwolennicy tej metody uważają, że korzystny wpływ tego zabiegu na przebieg choroby jest bardziej złożony i polega na nieswoistym działaniu bodźcowym wynaczynionej krwi (pobudzenie mechanizmów nieswoistej odpowiedzi immunologicznej, popularnie nazywane "mobilizacją" sił odpornościowych organizmu). Przyrównuje się także działanie lecznicze baniek do akupunktury lub akupresury". pl.wikipedia.org/wiki/Stawianie_baniek.
Niektórzy aby czegoś się dowiedzieć muszą się uczyć, a swoją wiedzę sprawdzić, ale są też inni, którzy mają dobrze już z natury rzeczy. Oni wszystko wiedzą lepiej i na każdy temat mogą się wypowiadać bez żadnej nauki.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
zohen (3231 punktów)
>
>Szkoda mi ich. Człowiek ma prawo nie wiedzieć i się mylić. Kiedy jednak świadomie pozostaje w >zabobonie i odrzuca możliwość zdobycia wiedzy, to jest głupcem.

Głupota jest wystarczającym wyjaśnieniem religijnych zabobonów - po co szukać innych wyjasnień?
farmer (22440 punktów)
>Szkoda mi ich. Człowiek ma prawo nie wiedzieć i się mylić. Kiedy jednak świadomie pozostaje w
>zabobonie i odrzuca możliwość zdobycia wiedzy, to jest głupcem.

A jeśli daje to ludziom poczucie spełnienia?
22-07-2012 10:31 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Szkoda mi ich. Człowiek ma prawo nie wiedzieć i się mylić. Kiedy jednak świadomie pozostaje w
>>zabobonie i odrzuca możliwość zdobycia wiedzy, to jest głupcem.
>A jeśli daje to ludziom poczucie spełnienia?

Niech się spełniają. Z tego samego powodu uważam, że narkotyki powinny być ogólnodostępne.
farmer (22440 punktów)
>>>Szkoda mi ich. Człowiek ma prawo nie wiedzieć i się mylić. Kiedy jednak świadomie pozostaje w
>>>zabobonie i odrzuca możliwość zdobycia wiedzy, to jest głupcem.
>>A jeśli daje to ludziom poczucie spełnienia?
>Niech się spełniają. Z tego samego powodu uważam, że narkotyki powinny być ogólnodostępne.

Zawsze pozostaje pytanie na ile człowiek sam jest w porządku? Nie sądzę bym znał kogokolwiek kto przestrzegał by wszystkich reguł. Po co narkotyki, wystarczą papierosy, złe odżywianie brak sportu itd.
22-07-2012 11:14 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>>>Szkoda mi ich. Człowiek ma prawo nie wiedzieć i się mylić. Kiedy jednak świadomie pozostaje w
>>>>zabobonie i odrzuca możliwość zdobycia wiedzy, to jest głupcem.
>>>A jeśli daje to ludziom poczucie spełnienia?
>>Niech się spełniają. Z tego samego powodu uważam, że narkotyki powinny być ogólnodostępne.
>Zawsze pozostaje pytanie na ile człowiek sam jest w porządku? Nie sądzę bym znał kogokolwiek kto przestrzegał by wszystkich reguł. Po co narkotyki, wystarczą papierosy, złe odżywianie brak sportu itd.

Każdy się spełnia inaczej. Jedni przez narkotyki, a inni przez rytualne samookaleczanie, czy złe odżywianie. Jeżeli nie muszę za to płacić, ani nie obniża to jakości mojego życia, to niech robią co chcą.

Jednak w kwestii wygłaszania różnych twierdzeń, czy doradzaniu jest inaczej. Zwolennik terapii, która nie była sprawdzona może się mylić, nie umieć szukać informacji lub nie wpaść na pomysł, że nie działa. To jego prawo. Kiedy jednak ktoś zasugeruje, że nie ma dowodów i powinno się sprawdzić, podaje źródła informacji, metody odróżnienia fałszu od prawdy, a rozmówca się zacietrzewia i odmawia skorzystania z tych porad i weryfikacji swojego zdania, to wygłaszając je ponownie jest po prostu głupi.

Stąd się bierze powiedzenie, że ktoś uchodził za mądrego, dopóki się nie odezwał.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
pl.wikipedia.org/wiki/Stawianie_baniek
Tutaj jest napisane, że nie ma naukowych dowodów na ich skuteczność. Wywołują efekt placebo. Występuje ryzyko zakażeń i powikłań.

www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18306448
Rzekomy dowód na ich skuteczność. 66% pacjentów przestało mieć bóle głowy. Niestety nie było grupy kontrolnej. Zapewne w niej bóle głowy też by minęły samoistnie.

www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/3224303?dopt=Abstract
Potwierdzenie ryzyka oparzeń przy stawianiu baniek.

ipac.kacst.edu.sa/eDoc/2010/190301_1.pdf
Więcej o oparzeniach spowodowanych bańkami i rytuałami religijnymi.

I na koniec. Znalazłem badanie skuteczności baniek na mokro i sucho.
www.hantopic.com/kjopp/2103/33.pdf
Polecam przeczytać. Nie wypadło najlepiej...
24-07-2012 22:16 
 Ocena 1 na 1
mbrudka (1266 punktów)
>www.hantopic.com/kjopp/2103/33.pdf
>Polecam przeczytać. Nie wypadło najlepiej...
W podsumowaniu napisano, że są obserwowane pewne pozytywne efekty, ale wskazano też, że jakość danych źródłowych jest zbyt niska, by pokusić się o rzeczową ocenę. Podkreślono, że należy przeprowadzić rygorystyczne badania w tym zakresie. Zademonstrowano tym samym duży dystans do przeprowadzonego przeglądu co tak naprawdę nie pozwala na ustosunkowanie się do hipotezy o skuteczności podobnych zabiegów.
Kuba K. (3909 punktów)
>Przy okazji pogawędki w rodzinnym gronie niektórzy byli zwolennikami stawiania baniek, a ja wątpiąc
>w ich skuteczność zapytałem o badania potwierdzające ich działanie. Przecież to nie jest rok 1960 i
>teraz mamy internet dający dostęp do wiedzy. Z pewnością ktoś potwierdził testami klinicznymi, z
>grupą kontrolną biorącą placebo jaka jest ich skuteczność.

Z tego, co się orientuję, nie ma badań potwierdzających skuteczność stawiania baniek i sam bym ich raczej nie zastosował, choć dobrze pamiętam ten "rytuał" z dzieciństwa i pamiętając wrażenie jakie na mnie robił, nie mogę wykluczyć, że u pewnych osób może zadziałać tzw. efekt placebo. Jako ciekawostkę mogę tu dodać, że swego czasu popularna była nieco bardziej drastyczna forma stawiania baniek, tzw. "bańki cięte". Niestety, nie pamiętam już gdzie (w jakimś muzeum?) oglądałem specjalny aparacik, którym nacinano płytko skórę, a następnie w miejscu tym stawiano odpowiednio przygotowaną bańkę, tak więc zabieg był czymś w rodzaju "dwa w jednym" - bańki i krwioupust jednocześnie. Na szczęście to już historia medycyny.
A z nietypowym zastosowaniem baniek lekarskich wykonanych z grubego szkła spotkałem się wiele lat temu na jakiejś popijawie - pan domu serwował w nich gościom wódkę, a że wypełnionej cieczą bańki nijak nie da się postawić, wszyscy musieli spełniać toasty "do dna"
22-07-2012 12:16
 Ocena 10 na 10
DyktaFon (9281 punktów)
Może nie napiszę na temat, ale mam nadzieję, że mnie nie wyrzuci stąd ktoś...

Otóż ten temat dyskusji jest - moim zdaniem - b. pouczający i oby więcej takich tematów. To naprawdę wskazuje kierunek dla portalu Racjonalista. W przeciwieństwie do różnych durnych dyskusji z tematem religii w tle. Tu można czegoś się nauczyć i skorzystać z przydatnych życiowo zagadnień. Bo podobny tok rozumowania można stosować nie tylko do baniek.... I mogą wszyscy przysyłać pod tego linka całe rzesze lekarzy (czyli bądź co bądź - przynajmniej w założeniu - elity intelektualnej kraju i świata...) stosujących wszelkie "naturalne" metody leczenia (być może faktycznie skuteczne, jeśli ktoś badaniami to potwierdził).

Dziękuję autorowi i zachęcam do dalszych dyskusji w gronie rodziny i najbliższych
22-07-2012 12:42 
 Ocena 8 na 8
Kuba K. (3909 punktów)
>Otóż ten temat dyskusji jest - moim zdaniem - b. pouczający i oby więcej takich tematów. (...) Tu można czegoś się nauczyć i skorzystać z przydatnych życiowo zagadnień. Bo podobny tok rozumowania można stosować nie tylko do baniek.... I mogą wszyscy przysyłać pod tego linka całe rzesze lekarzy (czyli bądź co bądź - przynajmniej w założeniu - elity intelektualnej kraju i świata...) stosujących wszelkie "naturalne" metody leczenia (być może faktycznie skuteczne, jeśli ktoś badaniami to potwierdził).

Poczułem się trochę wywołany do odpowiedzi po tzw. linii zawodowej - cóż... niestety masz rację wytykając niejako palcem lekarzy, którzy bezkrytycznie stosują przeróżne niezweryfikowane metody "lecznicze", takie jak choćby homeopatię. A faktem jest, co stwierdzam z wielkim ubolewaniem, że takich wcale nie brakuje. Irytuje mnie to niepomiernie, bo kto jak kto, ale już na pewno lekarz kierować się winien w swoim postępowaniu racjonalizmem i opierać się na wynikach badań przeprowadzanych zgodnie z przyjętymi standardami. Tymczasem nie brakuje w moim środowisku zawodowym przeróżnej maści, nie bójmy się tego słowa, szarlatanów, którzy z niewiadomych powodów takie pseudoleczenie stosują. I nie wiem, czy jest to czystej wody cynizm (na homeopatii można nieźle zarobić), czy niczym nie uzasadniona wiara. Mało tego - samorządy zawodowe pod postacią Izb Lekarskich w ogóle nie zauważają tego problemu, a jeśli już to raczej grożą palcem tym z lekarzy, którzy ośmielili się skrytykować swoich kolegów - homeopatów z dyplomem lekarskim. Brak jest niestety jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, zarówno ze strony władz uczelni medycznych, jak i osób do tego powołanych (konsultantów krajowych i wojewódzkich). Słyszałem nawet plotkę, że na niektórych uczelniach medycznych omawia się homeopatię "na poważnie" - trudno mi w to było uwierzyć, ale obawiam się, że ta plotka nie była całkiem oderwana od rzeczywistości. Oczywiście, większość lekarzy śmieje się z tych bzdur, ale i liczba tych, którzy z całym przekonaniem bronią homeopatii jest, jak mi się wydaje, niemała, szczególnie u tych przedstawicieli mojej profesji, którzy zajmują się tzw. leczeniem zachowawczym (interniści, pediatrzy). Nie spotkałem natomiast w moim życiu zawodowym onkologa, czy neurochirurga - homeopaty i to jest chyba pocieszające
kika (1657 punktów)
> Słyszałem nawet plotkę, że na niektórych uczelniach medycznych omawia się homeopatię "na poważnie" - trudno mi w to było uwierzyć, ale obawiam się, że ta plotka nie była całkiem oderwana od rzeczywistości. >

Ja to samo słyszałam od studenta chemii. Na jego wydziale "na poważnie" omawiano homeopatię.
kika (1657 punktów)

O badaniach naukowych na temat baniek nie wiem nic. Natomiast wiele razy widziałam stawianie baniek zwykłych, sama miałam stawiane bańki i raz je sama postawiłam.
Lata temu.
Zawsze reakcja była ta sama. Po trzech dniach od zabiegu chory czuł się zdecydowanie lepiej. Warunek: należało bezwzględnie leżeć w łóżku, dobrze było nacierać plecy np. spirytusem.
I chyba to jest najważniejsze.
Jestem gorącą zwolenniczką naukowego podejścia do świata. I czekam,aż nauka wyjaśni mi to, co wielokrotnie widziałam.
22-07-2012 13:34 
 Ocena 8 na 8
Kuba K. (3909 punktów)
>(...) Po trzech dniach od zabiegu (stawiania baniek - przyp. mój) chory czuł się zdecydowanie lepiej. Warunek: należało bezwzględnie leżeć w łóżku, dobrze było nacierać plecy np. spirytusem.
> I chyba to jest najważniejsze.
>Jestem gorącą zwolenniczką naukowego podejścia do świata. I czekam,aż nauka wyjaśni mi to, co wielokrotnie widziałam.

Tyle, że należałoby tu zadać pytanie - jak czułby się chory i jaki byłby stan jego zdrowia, gdyby ograniczył się do leżenia w łóżku, bez tych wszystkich baniek, spirytusu itd. Większość lekkich infekcji wirusowych ustępuje w ciągu kilku dni, wystarczy odpoczynek, oszczędzający tryb życia, nawadnianie i choroba przechodzi bez żadnych czarów.
22-07-2012 15:06 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Tyle, że należałoby tu zadać pytanie - jak czułby się chory i jaki byłby stan jego zdrowia, gdyby ograniczył się do leżenia w łóżku, bez tych wszystkich baniek, spirytusu itd. Większość lekkich infekcji wirusowych ustępuje w ciągu kilku dni, wystarczy odpoczynek, oszczędzający tryb życia, nawadnianie i choroba przechodzi bez żadnych czarów.

Jestem przekonany, że bańki przyczyniły się pośrednio do wyleczenia. Człowiek z postawionymi bańkami jest z natury swej nieruchawy i chętniej leży w łóżku, niż chodzi na spacery. Zamiast baniek równie dobrze można zastosować kajdanki. W żaden sposób nie udowadnia to rzekomej skuteczności baniek, a jedynie skuteczność pozostawania w łóżku.
22-07-2012 15:29 
 Ocena 5 na 5
Kuba K. (3909 punktów)
>Jestem przekonany, że bańki przyczyniły się pośrednio do wyleczenia. Człowiek z postawionymi bańkami jest z natury swej nieruchawy i chętniej leży w łóżku, niż chodzi na spacery. Zamiast baniek równie dobrze można zastosować kajdanki.

Niezły pomysł - są nawet takie specjalne "łóżkowe" modele z różowym futerkiem

22-07-2012 15:27 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tyle, że należałoby tu zadać pytanie - jak czułby się chory i jaki byłby stan jego zdrowia, gdyby ograniczył się do leżenia w łóżku, bez tych wszystkich baniek, spirytusu itd. Większość lekkich infekcji wirusowych ustępuje w ciągu kilku dni, wystarczy odpoczynek, oszczędzający tryb życia, nawadnianie i choroba przechodzi bez żadnych czarów.
A ja jednak polecę Panu, Panie Doktorze książkę: lubimyczyt(*)89576/czarownicy-i-psychiatrzy , gdyż mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".

Pozdrawiam.

@@@
.
22-07-2012 15:43 
 Ocena 9 na 9
Kuba K. (3909 punktów)
> (...) mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".

Nie sposób polemizować z tym stwierdzeniem, jednak chciałbym zauważyć, że trudno postawić znak równości pomiędzy "dbałością o duszę", a stosowaniem kompletnie nieuzasadnionych z medycznego punktu widzenia terapii. Włączając do swego repertuaru przeróżne "magiczne" metody nie tyle dba się o "duszę", ile pielęgnuje wiarę w zabobony. Oczywiście, można machnąć ręką i powiedzieć: "Panie Kowalski, to postaw Pan sobie te bańki, jeśli czuje Pan taką potrzebę", ale równie dobrze można wytłumaczyć Kowalskiemu, że nie ma to większego sensu. Tyle, że to drugie wymaga czasu, co w polskich warunkach rzecz całą czyni mocno dyskusyjną.
Prawdą jest zaś, niestety stwierdzenie, że większość lekarzy ogranicza się do zauważania potrzeb ciała i niejako (czy to z obojętności, czy braku czasu) lekceważy wspomniane na początku postu "potrzeby duszy". Cóż... Medycyna się coraz bardziej dehumanizuje i nie jest to wyłącznie wina lekarzy - ten proces jest bardzo złożony i chyba wykracza poza ramy naszej dzisiejszej dyskusji.

Pozdrawiam.
22-07-2012 16:12 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>>>> (...) mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".
>Nie sposób polemizować z tym stwierdzeniem, jednak chciałbym zauważyć, że trudno postawić znak równości pomiędzy "dbałością o duszę", a stosowaniem kompletnie nieuzasadnionych z medycznego punktu widzenia terapii. Włączając do swego repertuaru przeróżne "magiczne" metody nie tyle dba się o "duszę", ile pielęgnuje wiarę w zabobony. Oczywiście, można machnąć ręką i powiedzieć: "Panie Kowalski, to postaw Pan sobie te bańki, jeśli czuje Pan taką potrzebę", ale równie dobrze można wytłumaczyć Kowalskiemu, że nie ma to większego sensu. Tyle, że to drugie wymaga czasu, co w polskich warunkach rzecz całą czyni mocno dyskusyjną.
Panie Kubo, obaj jesteśmy racjonalistami, zwolennikami naukowego rozumienia rzeczywistości i przeciwnikami wszelkich zabobonów. W najmniejszym stopniu też nie podważam Pańskiej medycznej wiedzy, ale będąc już dosyć dojrzałym człowiekiem i mając wśród lekarzy wielu przyjaciół, wiem jak nasza wiedza o człowieku, możliwościach postawienia optymalnej diagnozy i uleczenia choroby jest dalece niepełną i dlatego uważam, że dobry lekarz powinien być także choć trochę czarodziejem i że "czarowanie" przynosi też dobre skutki w terapii.

Praktyka życia jest złożona. Na przykład - jestem zdecydowanym przeciwnikiem narkotyków, ale byłem wściekły, gdy dla mojego umierającego na raka płuc, palącego papierosy, brata nie mogłem kupić marihuany. Z niczym nie należy przesadzać i lekarz powinien też móc przepisywać taki specyfik i w konkretnych przypadkach go ordynować. Nawet tylko po to aby łatwiej było umrzeć, gdy już nie ma ratunku.

Pozdrawiam.
22-07-2012 16:58 
 Ocena 4 na 4
Kuba K. (3909 punktów)
> (...) dobry lekarz powinien być także choć trochę czarodziejem i że "czarowanie" przynosi też dobre skutki w terapii.

Niewątpliwie - jest nawet takie powiedzonko - "nie jest dobrym lekarzem ten, który dobrze leczy, tylko ten co dobrze uroki odczynia"
Wszystko zależy od tego czym się ten hipotetyczny lekarz zajmuje. Ja akurat w swojej codziennej praktyce daleki jestem od "czarowania", z racji zajmowania się specyficzną działalnością medyczną, jaką jest intensywna terapia. Tu miejsca na "czary" i duszę jest raczej mało - wszystko jest mocno przesiąknięte techniką, większość pacjentów nieprzytomna, a wiele procedur w znacznym stopniu wtłoczonych w algorytmy postępowania. Te "czary" przydatne są raczej w kontaktach z rodzinami krytycznie chorych - tu przydaje się i empatia, i pewna znajomość psychologii, i dbałość o tę przysłowiową "duszę" będącą przedmiotem naszej rozmowy.

>Praktyka życia jest złożona. Na przykład - jestem zdecydowanym przeciwnikiem narkotyków, ale byłem wściekły, gdy dla mojego umierającego na raka płuc, palącego papierosy, brata nie mogłem kupić marihuany. Z niczym nie należy przesadzać i lekarz powinien też móc przepisywać taki specyfik i w konkretnych przypadkach go ordynować. Nawet tylko po to aby łatwiej było umrzeć, gdy już nie ma ratunku.

Oczywiście, tu nie powinno być jakichkolwiek ograniczeń, jeśli tylko podejmowane działanie może w jakikolwiek sposób ulżyć pacjentowi.
22-07-2012 18:34 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Niewątpliwie - jest nawet takie powiedzonko - "nie jest dobrym lekarzem ten, który dobrze leczy, tylko ten co dobrze uroki odczynia"
Trudno z Panem dyskutować, gdy.... prawie we wszystkim się zgadzamy.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
22-07-2012 18:40 
 Ocena 1 na 1
ania987 (24 punktów)
A co to takiego ta "dusza"?
22-07-2012 19:08 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>A co to takiego ta "dusza"?
( Dusza (hebr. נֶפֶש /nefesz/, łac. anima, gr. ψυχή /psyche/) - w filozofii pierwiastek życia, decydujący o tym, że osoba ludzka, zwierzę i roślina są bytami żywymi. )
Oj, Pani Aniu, długo by o tym opowiadać. Między innymi - mam poważną monografię, prawie pięćset stron, duszy poświęconą. Pan Dariusz Czaja w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego wydał w 2005 roku "Anatomię duszy". Proszę jej nie mylić z "Anatomią duszy"Caroline Myss.
Osoby uduchowione i duchowne też o duszy mogą sporo powiedzieć, ale i tak najważniejszym jest to - co nam w duszy drga.

Pozdrawiam.

@@@
.
22-07-2012 19:59 
 Ocena 2 na 2
ania987 (24 punktów)
Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.
>.
>
22-07-2012 21:16 
 Ocena 7 na 7
Kuba K. (3909 punktów)
>Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.

Chyba nie wczytałaś się zbyt dokładnie w naszą dyskusję - nie na darmo tu o "duszy", a nie o duszy piszemy. Andrzej Bogusławski zwrócił mi po prostu uwagę na fakt, iż lekarze zbyt dużą uwagę przywiązują do "technicznej" strony medycyny, zaniedbując wszystko to, co wiąże się ze sferą psyche. A "dusza" była tu użyta czysto umownie, co dla wszystkich (no, może prawie wszystkich ) było jak najbardziej zrozumiałe.
O duszy nieśmiertelnej raczej na tym forum nie podyskutujesz, ale na pewno znajdziesz coś w tej kwestii w bardziej, że się tak wyrażę, "specjalistycznych" serwisach
22-07-2012 21:24 
 Ocena 5 na 5
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.

Jestem sceptyczny co do jej istnienia. Nie znam ku temu żadnych przesłanek, a te które znam są fałszywe.
22-07-2012 22:42 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.
To trzeba przeprowadzić odpowiednie badania socjologiczne.
Gdyby zaś pytanie by mnie dotyczyło, to nie bardzo rozumiem o co Pani chodzi? Czy wątpi Pani w mój racjonalizm? Czy w jakąś tam moją wiedzę o duszy? Którą się jednak w poprzednim poście wykazałem.
Szanowna Pani, żeby zostać ornitologiem wcale nie trzeba być ptakiem.

PS. Może Łaskawa Pani, napisze co sama wie na ten temat, to albo się czegoś douczę, albo Pani wiedzę uzupełnię.

@@@
.
23-07-2012 11:05 
 0 na 2
ania987 (24 punktów)

Nie ukrywam, że zaintrygował mnie użyty przez Pana termin "dusza" i chciałam się dowiedzieć, jak Pan - racjonalista ten termin rozumie. W odpowiedzi raczył Pan jedynie zacytować definicję duszy za Wikipedią i sprytnie przerzucić pytanie na moją stronę:
"Może Łaskawa Pani, napisze co sama wie na ten temat, to albo się czegoś douczę, albo Pani wiedzę uzupełnię."

A może to jednak łaskawy Pan wyjaśni najpierw jak rozumie pojęcie, którego sam użył?
.
23-07-2012 11:48 
 Ocena 3 na 3
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nie ukrywam, że zaintrygował mnie użyty przez Pana termin "dusza" i chciałam się dowiedzieć, jak Pan - racjonalista ten termin rozumie.
Pisałem po polsku, a więc użyłem tego terminu zgodnie z jego znaczeniem w języku polskim. Można to zweryfikować np. w "Słowniku języka polskiego" wydanym przez PWN.

>W odpowiedzi raczył Pan jedynie zacytować definicję duszy za Wikipedią
Tak, początkowo sądziłem, że trochę bardziej Panią ten termin interesuje i zalinkowałem ciekawe informacje.

> i sprytnie przerzucić pytanie na moją stronę:
Tak, gdy zrozumiałem, że nie ma Pani nic istotnego w tym temacie do powiedzenia tylko się czepia, to grzecznie dałem to Pani do zrozumienia:
"Może Łaskawa Pani, napisze co sama wie na ten temat, to albo się czegoś douczę, albo Pani wiedzę uzupełnię."

>A może to jednak łaskawy Pan wyjaśni najpierw jak rozumie pojęcie, którego sam użył?
Tak jak wyżej napisałem - zgodnie z jego znaczeniem w języku polskim.
Poza mną już kilka osób starało się to Pani wyjaśnić i jak widać nic nie dotarło, a więc w zrozumieniu prostego tekstu ma Pani problemy i dlatego sądzę, że dyskusja z Panią jest niemożliwą lub - co najmniej - bardzo trudną. Może niech Pani jednak trochę o tej duszy poczyta i za jakiś czas wróci do rozmowy. Choć nie wiem czy Pani to warto?

Miłego dnia.

@@@
.
23-07-2012 12:30 
 Ocena 1 na 3
ania987 (24 punktów)
>A może to jednak łaskawy Pan wyjaśni najpierw jak rozumie pojęcie, którego sam użył?
Tak jak wyżej napisałem - zgodnie z jego znaczeniem w języku polskim.

Nie jest to takie oczywiste, ponieważ Słownik Języka Polskiego,na który się Pan powołuje, podaje:

dusza
1. «całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość»
2. «w religii i filozofii: niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w człowieku, ożywiający ciało i opuszczający je w chwili śmierci»
3. «dobry, poczciwy człowiek»
4. «człowiek lub grupa ludzi będąca motorem jakiegoś przedsięwzięcia»
5. «chłop pańszczyźniany»
6. «drewniany klocek we wnętrzu instrumentów smyczkowych podpierający podstawkę, przez którą przeciągnięte są napięte struny»
7. «sztabka żelaza wkładana po rozżarzeniu do żelazka dawnego typu, powodująca jego nagrzewanie się»
8. euf. «dupa»
23-07-2012 13:30 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>Tak jak wyżej napisałem - zgodnie z jego znaczeniem w języku polskim.
>Nie jest to takie oczywiste, ponieważ Słownik Języka Polskiego,na który się Pan powołuje, podaje:
>dusza
>1. «całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość»
[...]
>8. euf. «dupa»
Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?

PS. To forum dla ludzi myślących samodzielnie - racjonalistów.

Miłego dnia.

@@@
.
23-07-2012 13:46 
 Ocena 2 na 2
Ania. (14138 punktów)
>>dusza
>>8. euf. «dupa»
>Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?
W duszy miewa się wiele obiektów, a nawet całe populacje!
23-07-2012 16:04 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>W duszy miewa się wiele obiektów, a nawet całe populacje!"

...a czasami "wszystko" się tam miewa...znaczy się w ....duszy


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
23-07-2012 15:39 
 Ocena 3 na 3
ania987 (24 punktów)

>>8. euf. «dupa»
>Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?

Dziękuję, że nareszcie odpowiedział Pan na moje pytanie. Nie można było tak od razu?

Wynika z tego jednakże, że tak zdefiniowana "dusza" jest częścią ciała. Dlaczego zatem jest Pan zdziwiony, "że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".? To chyba oczywiste, bo co innego może zrobić taki okulista, czy kardiolog, że nie wspomnę o stomatologu?
.
23-07-2012 15:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To chyba oczywiste, bo co innego może zrobić taki okulista,
Winien zajrzeć człekowi w duszę.

>czy kardiolog,
Pomyśleć! Czy to przypadkiem jakiś dusze tak tego serca nie rozstroiły i zabronić zbytniego dusz używania.

>że nie wspomnę o stomatologu?
A ten ma najważniejszą rolę - uświadamiającą. Winien uświadamiać aby nie bać się duszy, gdyż to tylko przesąd straszyć, iż dusza ma zęby.

No to żeśmy sobie pogadali.

Miłego dnia.

@@@
.
23-07-2012 16:06 
 Ocena 6 na 6
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>8. euf. «dupa»
>Dziękuję, że nareszcie odpowiedział Pan na moje pytanie. Nie można było tak od razu?
To wina edukacji! Mnie uczono, że nie wolno tak od razu przechodzić do ósmej pozycji, a należy zaczynać od gry wstępnej. Wiem, że w niektórych kulturach gra wstępna ograniczana jest do słowa "chodź", ale ja tam wolę być bardziej uduchowionym i delikatnym zanim dotrę do rzeczy sedna.
Racjonalna mamusia mi mówiła, że nawet gdy konkretnie o dupę ci chodzi, to z głową należy rozmawiać, a więc raczej była zwolenniczką pierwszej pozycji.

Miłych wrażeń.

@@@
.
23-07-2012 17:06 
 0 na 2
ania987 (24 punktów)

>No to żeśmy sobie pogadali.

Chyba jednak nie. Dla mnie to nie była żadna rozmowa, tylko rozpaczliwa z Pana strony próba uniknięcia rozmowy na niewygodny dla Pana temat. I nieudolnie próbował to Pan zatuszować, sprowadzając swoje wypowiedzi do "żartobliwego" tonu. Ale ostatnia wypowiedź to już nawet nie jest śmieszna, jest po prostu żenująca.

Kończ Waść! Oszczędź sobie wstydu!
.
23-07-2012 19:02 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ale ostatnia wypowiedź to już nawet nie jest śmieszna, jest po prostu żenująca.
Całkowicie się z Panią zgadzam. Rozmowa z Panią jest żenującą.

>Kończ Waść! Oszczędź sobie wstydu!
Rozmowa dzieciaków w internecie:
Co znaczy 'Kończ waść, wstydu oszczędź'?
Tłumaczenie może być ,dodam tylko ,ze są to znane słowa z historii, i literatury ,,powiedział je Kmicic do Wołodyjowskiego podczas pojedynku, żeby zakończył pojedynek ,bo wiedział,ze przegra zadane.pl/zadanie/3224295
Nikt nas nie może skompromitować bardziej niż uczynimy to sami.

Już skończyłem - proszę Szanownej Pani.

Miłego dnia.

@@@
.
23-07-2012 19:15 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
Uprzejmie proszę, byś więcej nie wszczynała pyskówek.
23-07-2012 19:52 
 Ocena 5 na 5
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Dla mnie to nie była żadna rozmowa,
Dla mnie też, gdyż do rozmowy potrzeba przynajmniej dwie osoby.
Bogusławski napisał:
A ja jednak polecę Panu, Panie Doktorze książkę: "Czarownicy i psychiatrzy", gdyż mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".

Rozumiejąc tu duszę zgodnie z językiem polskim («całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość») - co jednoznacznie wynika z kontekstu wypowiedzi.
Pani zaczęła się nieudolnie czepiać:
>A co to takiego ta "dusza"?
I dostała merytoryczną odpowiedź:
( Dusza (hebr. נֶפֶש /nefesz/, łac. anima, gr. ψυχή /psyche/) - w filozofii pierwiastek życia, decydujący o tym, że osoba ludzka, zwierzę i roślina są bytami żywymi. )
Oj, Pani Aniu, długo by o tym opowiadać. Między innymi - mam poważną monografię, prawie pięćset stron, duszy poświęconą. Pan Dariusz Czaja w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego wydał w 2005 roku "Anatomię duszy". Proszę jej nie mylić z "Anatomią duszy"Caroline Myss.
Nie potrafiła Pani podjąć tematu tylko dalej próbowała mnie wpuszczać w maliny.
>Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.
Nie szanowna Paniusiu, ja tu nie przychodzę się spowiadać, tylko z mądrymi ludźmi pogadać. A że czasem się jakiś głupol trafi? To już cecha każdego otwartego forum.
___________________________________________

>tylko rozpaczliwa z Pana strony próba uniknięcia rozmowy na niewygodny dla Pana temat.
Jeżeli rozmowę o duszy może Pani uznać za niewygodny dla mnie temat, to raczej świadczy tylko o Pani wiedzy na temat naszego forum i poruszanych tu tematów. Zdecydowanie nie chce mi się wchodzić w kolejny łopatologiczny wykład dla osoby nie mającej nawet podstawowego przygotowania do rozmowy.

>I nieudolnie próbował to Pan zatuszować, sprowadzając swoje wypowiedzi do "żartobliwego" tonu.
Proszę Szanownej Pani, głupotę tuszuje się trudno - zawsze gdzieś wylezie. Jakoś nie jestem zbudowany żadną z Pani wypowiedzi. Nawet gdy trzeba było zrozumieć słownikowy termin, to zamiast pierwszego wyjaśnienia tu zamykającego całkowicie sprawę dupę na wierzch Pani wyciągnęła. O dupie Maryni to każdy popieprzyć sobie może, ale czy warto.

Miłego dnia.

@@@
.
24-07-2012 00:21 
 Ocena 5 na 5
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
Wiem, jest coś takiego jak inteligencja emocjonalna, ale zwykle zachowuję się tak, jakby jej nie było. I tym razem też tak postąpię, choć wiem, że nie powinienem się wtrącać i będę tego żałował. Ale co tam, raz się żyje.
Prześledziłem Pana "rozmowę" z anią987 i jestem lekko zdegustowany - z wyjątkiem stwierdzenia: "Kończ Waść..." nie zauważyłem w wypowiedziach ani987 nic niestosownego, natomiast Pana odpowiedzi traktowały ją (jego?) z góry, bez rzeczowych odpowiedzi. Pal licho dyskusje o duszy, nic one nie wnoszą, podobnie jak dyskusje o strzygach, ale na koniec wypomniał Pan ani987 wyciągnięcie na pierwszy plan sprawy "dupy" (ta, w przeciwieństwie do duszy, przynajmniej istnieje, ilościowo i jakościowo). I tu nie mogę się zgodzić - albo nie potrafię prześledzić prostego tekstu i przeczytać ze zrozumieniem, albo coś tu nie gra. Po zacytowaniu definicji duszy, gdzie w pkt. 8 było eufemistyczne określenie dupy, napisał Pan: "8. euf. «dupa» >Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?".
Przepraszam bardzo, ale po czymś takim nie można wytykać interlokutorowi, że: "Nawet gdy trzeba było zrozumieć słownikowy termin, to zamiast pierwszego wyjaśnienia tu zamykającego całkowicie sprawę dupę na wierzch Pani wyciągnęła." Nie, nie wyciągnęła, to Pan zrobił.
Jeśli się mylę i moje rozumowanie wymknęło się logice, przyjmę to z pełną odpowiedzialnością, wszystko odszczekam, a nawet i drobny upominek w ramach przeprosin wyślę. Ale póki co, uważam, że nie była to w pełni uczciwa wymiana zdań, choćby nawet ania987 z frondy rodem była.
_
24-07-2012 07:09 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)

> ...natomiast Pana odpowiedzi traktowały ją (jego?) z góry, bez rzeczowych odpowiedzi.<

Andrzej Bogusławski:
( Dusza (hebr. נֶפֶש /nefesz/, łac. anima, gr. ψυχή /psyche/) - w filozofii pierwiastek życia, decydujący o tym, że osoba ludzka, zwierzę i roślina są bytami żywymi. )
Oj, Pani Aniu, długo by o tym opowiadać. Między innymi - mam poważną monografię, prawie pięćset stron, duszy poświęconą. Pan Dariusz Czaja w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego wydał w 2005 roku "Anatomię duszy". Proszę jej nie mylić z "Anatomią duszy"Caroline Myss.
Osoby uduchowione i duchowne też o duszy mogą sporo powiedzieć, ale i tak najważniejszym jest to - co nam w duszy drga.


Andrzej Bogusławski:
>Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.
To trzeba przeprowadzić odpowiednie badania socjologiczne.
Gdyby zaś pytanie by mnie dotyczyło, to nie bardzo rozumiem o co Pani chodzi? Czy wątpi Pani w mój racjonalizm? Czy w jakąś tam moją wiedzę o duszy? Którą się jednak w poprzednim poście wykazałem.
Szanowna Pani, żeby zostać ornitologiem wcale nie trzeba być ptakiem.
PS. Może Łaskawa Pani, napisze co sama wie na ten temat, to albo się czegoś douczę, albo Pani wiedzę uzupełnię.


To są rzeczowe odpowiedzi !
Brak zrozumienia ich przez "ania987" ( widać, że nie tylko przez "nią"), jak również brak własnej "interpretacji" tego terminu (pomimo zachęty)- spowodował ironiczne wypowiedzi (nie tylko Pana Andrzeja).

>.... albo nie potrafię prześledzić prostego tekstu i przeczytać ze zrozumieniem<
Ooooo!!, to to to.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
24-07-2012 11:43 
 Ocena 5 na 5
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
No, właśnie między innymi to miałem na myśli, gdy pisałem, że będę żałował, iż się wtrącam. Chyba muszę jednak iść w tym dalej, mając nadzieję, że wątek sam umrze jako poboczny do głównego tematu.
Czy aby na pewno są to rzeczowe odpowiedzi ilustrujące rzeczowość całej dyskusji? Również ani przez moment nie odniósł się Pan do podjęcia tematu dupy. Proszę prześledzić tamtą dyskusję. Nie będę jej cytował, ani wybierał fragmentów, ponieważ cały jej przebieg jest istotny, myślę, że można ją streścić mniej więcej tak (zapewne tendencyjnie, ale każdy z nas wszystko widzi subiektywnie, a i Pan zacytował tylko wybrane fragmenty):

A: A co to jest "dusza"?
B: (tu pada krótka definicja i przywołanie monografii)
A: A co o duszy myślą racjonaliści?
B: (przydałyby się badania socjologiczne, wątpi Pani w mój racjonalizm? nie trzeba być ptakiem...) Może Łaskawa Pani napisze, co sama wie na ten temat?
A: Zainteresował mnie temat, a Pan przerzucił pytanie na moją stronę. Może jednak Pan odpowie?
B: Można sprawdzić w słowniku PWN. Dyskusja z Panią jest niemożliwa lub bardzo trudna. Proszę poczytać i wrócić do rozmowy, choć nie wiem, czy Pani to warto.
A: (poczytała i wraca do rozmowy z ośmioma definicjami duszy, gdzie ostatnia ósma to "dupa") Sprawa nie jest tak oczywista.
B: Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?
A: Dziękuję za odpowiedź. Z tej definicji wynika, że jest to część ciała i nic dziwnego, że pomija ją okulista, kardiolog, czy stomatolog.
B: (garść żartów, częściowo o podtekstach seksualnych) No to żeśmy sobie pogadali.
A: Nie, to nie była dla mnie żadna rozmowa, tylko próbował Pan jej unikać. A ostatnie żarty były wręcz żenujące.
B: Zgadzam się, rozmowa z Panią jest żenująca. Pani się czepia, zadała Pani pytanie i dostała merytoryczną odpowiedź (definicja na niebiesko). Ja tu przychodzę porozmawiać z mądrymi ludźmi, ale czasem się jakiś głupol trafi. A zamiast zamknąć dyskusję na pierwszej definicji, Pani wyciągnęła sprawę dupy.

Tak właśnie widzę tę rozmowę i dlatego się wcześniej wypowiedziałem, gdyż wydała mi się nieco nieuprzejma i tendencyjna. Normalnie nie reaguję na to, gdyż polskie fora zwykle są tak tragiczne, że powyższa rozmowa byłaby wzorem savoir-vivre'u (OK, netykiety), ale na Racjonaliście chciałbym trafiać na inny sposób prowadzenia dyskusji.
_
24-07-2012 12:33 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
Panie Dariuszu, proszę, proszę czytać - bo staje się to "tłumaczenie"(niestety) żenujące.

>A: (poczytała i wraca do rozmowy z ośmioma definicjami duszy, gdzie ostatnia ósma to "dupa") Sprawa nie jest tak oczywista.
Jest oczywista, co wyjaśniłem poniżej ("o kontekstach") !

>B: Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?
I w tym miejscu nastąpił żart, ironia, albo raczej sarkazm (uzasadniony)

>A: Dziękuję za odpowiedź. Z tej definicji wynika, że jest to część ciała i nic dziwnego, że pomija ją okulista, kardiolog, czy stomatolog.
Żartu "Ania987" nie zrozumiała (ciąg dalszy - "nie rozumienia"!) i zamiast zamknąć dyskusję na pierwszej definicji, pociągnęła sprawę dupy.
I to "wyciagnięcie", "pociągnięcie", "uczepienie się" (z braku: zrozumienia zarówno definicji jaki żartu, głupoty, braku inteligencji lub/i celowości, złośliwości, trollingu?) - "dupy" - Pan Andrzej wspomniał (a nie to ,że uczyniła to pierwsza).

>Tak właśnie widzę tę rozmowę (...) gdyż wydała mi się nieco nieuprzejma i tendencyjna.<
Rozumiem, ale to raczej, w tym przypadku...przewrażliwienie i niestety (IMO) niezrozumienie.

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
24-07-2012 13:13 
 Ocena 2 na 2
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
Być może jestem przewrażliwiony i wykazuję się niezrozumieniem. Nie mogę z tym polemizować, bo nie jestem obiektywny odnośnie samego siebie. Ale nawet jeśli ania987 jest tylko trollem (są ku temu przesłanki), to i tak przebieg rozmowy widzę w sposób, jaki opisałem. Po chwili zastanowienia stwierdzam, że ma Pan rację - jestem przewrażliwiony, ale nie chciałbym tego przewrażliwienia stracić.
A co do "żartu, ironii albo raczej sarkazmu (uzasadnionego)", to w tej dyskusji ubawił mnie jedynie okulista i stomatolog (kardiolog już mniej). Stoimy po różnych stronach Mocy? (to był żart).
_
24-07-2012 13:46 
 Ocena 1 na 1
Artur@R (7115 punktów)
>A co do "żartu, ironii albo raczej sarkazmu (uzasadnionego)", to w tej dyskusji ubawił mnie jedynie okulista i stomatolog (kardiolog już mniej). Stoimy po różnych stronach Mocy? (to był żart).<

A skąd wniosek, że jeden czy drugi, tudzież oba żarty, sarkazmy mnie - ubawiły lub nie ubawiły?
Gdzie Pan to wyczytał?
Hmmm.... "Pańska nadinterpretacja jest tendencyjna , trąci nieuprzejmością, do rzetelności i uprzejmości jej nieco brakuje"


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)

>A skąd wniosek, że jeden czy drugi, tudzież oba żarty, sarkazmy mnie - ubawiły lub nie ubawiły?
>Gdzie Pan to wyczytał?

Nigdzie, pisałem tylko o sobie.

>Hmmm.... "Pańska nadinterpretacja jest tendencyjna , trąci nieuprzejmością, do rzetelności i uprzejmości jej nieco brakuje"

Oj, nie, nie taka była moja intencja. Absolutnie proszę tak moich wypowiedzi nie traktować. Ręka (wirtualna) na zgodę?
_
24-07-2012 18:58 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
>Oj, nie, nie taka była moja intencja. Absolutnie proszę tak moich wypowiedzi nie traktować. Ręka (wirtualna) na zgodę?

Zrozumiałem Pański żart i intencję - nie czuję się dotknięty ani urażony.
Mój tekst kursywą, który dodatkowo umieściłem w cudzysłowie, miał być egzemplifikacją (miałem nadzieję żartobliwą) Pańskiej "wrażliwości" w odniesieniu do w/w dyskusji.
Oczywiście ma Pan prawo do "swojej wrażliwości", odczuć i opinii - w tym przypadku, z Pańską interpretacją się nie zgadzam, co starałem się wyjaśnić.

PS.
Proszę zwrócić uwagę na reakcję Moderacji na sposób "dyskutowania" przez "Ania987" - jest znaczacą i adekwatna IMO.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
24-07-2012 19:11 
 Ocena 1 na 1
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
Tak, widziałem reakcję moderatora, ale przyznam się w tajemnicy, że osobiście się z nią nie zgadzałem. Wydała mi się niewspółmierna do "przewinienia", nawet jeśli ania987 była trollem (a zapewne była).
Pozdrawiam.
_
25-07-2012 10:35 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
> Wydała mi się niewspółmierna do "przewinienia", nawet jeśli ania987 była trollem (a zapewne była).<

Proszę spróbować wdać się w "dyskusję" z takim trollem, "kaznodzieją", "ewangelizatorem", "nawiedzionym" lub głupolem - kilku się tu, na forum, zaszyło, od dłuższego czasu i wielu nowych wpełza - a szybko zmieni Pan zdanie (to wyraz mojej nadziei)
Pozdrawiam

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Proszę prześledzić tamtą dyskusję.
Wielce Szanowny Panie, jeżeli ktoś uważa to za istotne, to niech śledzi.

>Nie będę jej cytował, ani wybierał fragmentów, ponieważ cały jej przebieg jest istotny, myślę, że można ją streścić mniej więcej tak (zapewne tendencyjnie, ale każdy z nas wszystko widzi subiektywnie, a i Pan zacytował tylko wybrane fragmenty):
Proszę Wielce Szanownego Pana, właśnie tendencyjne streszczenia i manipulacja cytatami jest brakiem podstawowej kultury intelektualnej.

>A: A co to jest "dusza"?
Wcale nie od tego zaczęła się rozmowa. Kłamie Pan, aby ustawić sobie partnera.

>B: (tu pada krótka definicja i przywołanie monografii)
A może to wyglądało to tak:

Bogusławski napisał:
A ja jednak polecę Panu, Panie Doktorze książkę: "Czarownicy i psychiatrzy", gdyż mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".

Rozumiejąc tu duszę zgodnie z językiem polskim («całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość») - co jednoznacznie wynika z kontekstu wypowiedzi.

Pani Ania zaczęła się nieudolnie czepiać:
>>A co to takiego ta "dusza"?
I dostała merytoryczną odpowiedź:
( Dusza (hebr. נֶפֶש /nefesz/, łac. anima, gr. ψυχή /psyche/) - w filozofii pierwiastek życia, decydujący o tym, że osoba ludzka, zwierzę i roślina są bytami żywymi. )
Oj, Pani Aniu, długo by o tym opowiadać. Między innymi - mam poważną monografię, prawie pięćset stron, duszy poświęconą. Pan Dariusz Czaja w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego wydał w 2005 roku "Anatomię duszy". Proszę jej nie mylić z "Anatomią duszy"Caroline Myss.

Ale Pani Ania nie potrafiła Pani podjąć tematu tylko dalej próbowała mnie wpuszczać w maliny.
>>Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.
Zawsze można to sprawdzić!

@@@

>A: A co o duszy myślą racjonaliści?
>B: (przydałyby się badania socjologiczne, wątpi Pani w mój racjonalizm? nie trzeba być ptakiem...)
A może Bogusławski tak napisał:
To trzeba przeprowadzić odpowiednie badania socjologiczne.
Gdyby zaś pytanie by mnie dotyczyło, to nie bardzo rozumiem o co Pani chodzi? Czy wątpi Pani w mój racjonalizm? Czy w jakąś tam moją wiedzę o duszy? Którą się jednak w poprzednim poście wykazałem.
Szanowna Pani, żeby zostać ornitologiem wcale nie trzeba być ptakiem.


>B:Może Łaskawa Pani napisze, co sama wie na ten temat?
A może napisałem: Może Łaskawa Pani, napisze co sama wie na ten temat, to albo się czegoś douczę, albo Pani wiedzę uzupełnię.
>A: Zainteresował mnie temat, a Pan przerzucił pytanie na moją stronę. Może jednak Pan odpowie?
>B: Można sprawdzić w słowniku PWN. Dyskusja z Panią jest niemożliwa lub bardzo trudna. Proszę poczytać i wrócić do rozmowy, choć nie wiem, czy Pani to warto.
A może jednak napisałem tak: Pisałem po polsku, a więc użyłem tego terminu zgodnie z jego znaczeniem w języku polskim. Można to zweryfikować np. w "Słowniku języka polskiego" wydanym przez PWN. Tu można sprawdzić: www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,509394#w509590

>Apoczytała i wraca do rozmowy z ośmioma definicjami duszy, gdzie ostatnia ósma to "dupa") Sprawa nie jest tak oczywista.
No cóż - dla kogo sprawa może być nieoczywistą? Gdy jednoznacznie - nawet dla tych mniej inteligentnych - wynika, że mogłem użyć w tym kontekście tylko "duszy" w pierwszym słownikowym wyjaśnieniu - no ewentualnie w drugim.
Trzeba zaś być bardzo ograniczonym intelektualnie aby pomyśleć, że mogłem użyć w rozumieniu:
3. «dobry, poczciwy człowiek»
4. «człowiek lub grupa ludzi będąca motorem jakiegoś przedsięwzięcia»
5. «chłop pańszczyźniany»
6. «drewniany klocek we wnętrzu instrumentów smyczkowych podpierający podstawkę, przez którą przeciągnięte są napięte struny»
7. «sztabka żelaza wkładana po rozżarzeniu do żelazka dawnego typu, powodująca jego nagrzewanie się»
8. euf. «dupa»


>B: Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?
I co? I dziwi się Pan mojej reakcji?

I dalej punkt po punkcie mam udowadniać jak Pan manipuluje tekstem i wprost kłamie.
>A: Dziękuję za odpowiedź. Z tej definicji wynika, że jest to część ciała i nic dziwnego, że pomija ją okulista, kardiolog, czy stomatolog.
>B: (garść żartów, częściowo o podtekstach seksualnych)
>B: No to żeśmy sobie pogadali.
>A: Nie, to nie była dla mnie żadna rozmowa, tylko próbował Pan jej unikać. A ostatnie żarty były wręcz żenujące.
>B: Zgadzam się, rozmowa z Panią jest żenująca. Pani się czepia, zadała Pani pytanie i dostała merytoryczną odpowiedź [...] . Ja tu przychodzę porozmawiać z mądrymi ludźmi, ale czasem się jakiś głupol trafi. A zamiast zamknąć dyskusję na pierwszej definicji, Pani wyciągnęła sprawę dupy.

>Tak właśnie widzę tę rozmowę i dlatego się wcześniej wypowiedziałem,
Nie było takiej rozmowy jak Pan ją opisał - co inteligentnym ludziom ewidentnie wyżej pokazałem.
Inteligentny człowiek, to czasem ze dwa razy przeczyta i spróbuje dobrze zrozumieć zanim zabierze się głos.

> gdyż wydała mi się nieco nieuprzejma i tendencyjna.
Nic dziwnego! Po Pańskich wypowiedziach sądzę, że niewiele Pan potrafi zrozumieć, a im trudniej coś zrozumieć tym łatwiej o urazę.
Świadomie nie jestem już zbyt grzeczny wobec Pana, gdyż nieuczciwą manipulację czyimś tekstem uważam wprost za chamstwo. Nierzetelność, kłamstwo i manipulacje jednych powodują agresję u drugich, a dalej agresja budzi agresję i koło się zamyka.

@@@
.
24-07-2012 17:43 
 Ocena 2 na 2
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
Zarzuca mi Pan kłamstwo i świadomą manipulację. Nieładnie. Mój wczorajszy post zamieściłem tylko dlatego, że zauważyłem, iż jest Pan nieco nieuprzejmy wobec osoby, która na to nie zasługiwała. Nie miałem zamiaru nikogo obrażać i na tym mogło się zakończyć, ale niestety się nie skończyło.
I dokąd Pan doszedł, obrażając innych? W moim odczuciu - do punktu wyjścia. Widocznie Pan taki jest.
Żegnam i obiecuję nie pojawiać się w Pańskich postach.
_
24-07-2012 18:49 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Zarzuca mi Pan kłamstwo i świadomą manipulację.
Nie, proszę Szanownego Pana, ja niczego Panu nie zarzucam, ja to Panu ewidentnie wykazałem. Nawet tego nie potrafi Pan zrozumieć. Gratuluję.

>Nieładnie.
Nie tylko nieładnie. Takie zachowanie jest wprost obrzydliwe.

>Mój wczorajszy post zamieściłem tylko dlatego, że zauważyłem, iż jest Pan nieco nieuprzejmy wobec osoby, która na to nie zasługiwała.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zamieścił Pan swoją wypowiedź - najpierw niewiele rozumiejąc z całej rozmowy, a później kręcąc moimi wypowiedziami tak aby uzasadnić swoje wątpliwe racje.

>Nie miałem zamiaru nikogo obrażać i na tym mogło się zakończyć, ale niestety się nie skończyło.
Nie obraził mnie Pan i co będzie dla Pana niemożliwym do zrozumienia - w żadnym stopniu i nigdy nie staram się obrazić kogokolwiek poza głupotą, a że niektórzy odbierają to osobiście, to już nie mój problem.

>I dokąd Pan doszedł, obrażając innych? W moim odczuciu - do punktu wyjścia.
Nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami.

>Widocznie Pan taki jest.
Zdecydowanie jestem taki, że zastanawiam się nad każdym tekstem zanim coś napiszę, nie cierpię głupoty, jestem odpowiedzialny za każdy swój tekst i nie pozwalam sobie na manipulację czyimiś wypowiedziami. To podstawa rzetelności intelektualnej.

>Żegnam i obiecuję nie pojawiać się w Pańskich postach.
Ani mnie to ziębi, ani mnie to grzeje. Może się Pan nie pojawiać i gdy będzie Pan miał coś mądrego do powiedzenia, to może się Pan pojawić. Ja wprost odwrotnie mam zamiar poczytać sobie co mądrego Pan tu wypisuje. Zaczął Pan z wysokiego stopnia - od pouczania innych, a to zobowiązuje.

Miłego dnia życzę.

@@@
.
24-07-2012 11:38 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiem, jest coś takiego jak inteligencja emocjonalna,
Coś tam słyszałem, że teraz inteligencję się dzieli, ale kiedyś też dzielono na pracującą i twórczą itd.

> ale zwykle zachowuję się tak, jakby jej nie było.
Staram się zawsze zachowywać tak jakbym był inteligentnym.

>I tym razem też tak postąpię, choć wiem, że nie powinienem się wtrącać i będę tego żałował. Ale co tam, raz się żyje.
Całe życie tak miałem, że gdy miałem coś mądrego do powiedzenia, to się wtrącałem.

>Prześledziłem Pana "rozmowę" z anią987 i jestem lekko zdegustowany - z wyjątkiem stwierdzenia: "Kończ Waść..." nie zauważyłem w wypowiedziach ani987 nic niestosownego, natomiast Pana odpowiedzi traktowały ją (jego?) z góry, bez rzeczowych odpowiedzi.
No, właśnie albo jesteśmy obdarzeni innym rodzajem inteligencji, albo to kwestia smaku. Nie uważam aby zaczepliwość ludzi inaczej inteligentnych była zaraz niestosowną, jest po prostu głupią, a ja na głupotę jestem przewrażliwiony.
Proszę Szanownego Pana - moja pierwsza odpowiedź była bardzo merytoryczną i życzliwą dla Pani Ani i myślę, że nawet "Puchatek" może to zrozumieć. Gdy - przy następnej wypowiedzi Pani Ani - zauważyłem, że wcale nie chodzi jej o rozmowę (Do czego zwyczajna inteligencja już wystarcza). To rzeczywiście pozwoliłem sobie na lekkie kpiny: www.racjonalista.pl/kk.php/d,67
Wbrew Pańskiej ocenie - kpiny starające się utrzymać merytoryczność, ale rzeczywiście do zrozumienia tego potrzebną jest jakaś tam inteligencja.

>Pal licho dyskusje o duszy, nic one nie wnoszą, podobnie jak dyskusje o strzygach,
To Pańskie zdanie. Czy zajrzał Pan choćby do książek, które Pani Ani poleciłem? Osobiście uważam, że o duszy, w przeróżnych aspektach, można poważnie porozmawiać i sądzę, że na ten temat mam sporo do powiedzenia. Myślę, że mógłby zostać poświęcony temu cały wątek.

> ale na koniec wypomniał Pan ani987 wyciągnięcie na pierwszy plan sprawy "dupy"
Nie ja Pani wyciągnąłem głupią upierdliwość.
Bogusławski napisał prosto, jasno i po polsku:
A ja jednak polecę Panu, Panie Doktorze książkę: "Czarownicy i psychiatrzy", gdyż mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".

Gdy nawet Pani Ania nie mogła tego zrozumieć, to pierwsze ze słownikowych wyjaśnień całkowicie zamyka sprawę i żadnej "dupy" nie trzeba do tego wyciągać. Nie interesują mnie przy tym ani światopoglądowe poglądy Pani Ani, ani środowisko, które reprezentuje. Interesują mnie jej możliwości zrozumienia, wiedzy i w miarę komunikatywny sposób wyrażania się.

>(ta, w przeciwieństwie do duszy, przynajmniej istnieje, ilościowo i jakościowo).
I Pana też najbardziej dupa interesuje?

>I tu nie mogę się zgodzić - albo nie potrafię prześledzić prostego tekstu i przeczytać ze zrozumieniem, albo coś tu nie gra.
Proszę się nad tym poważnie zastanowić.

>Po zacytowaniu definicji duszy, gdzie w pkt. 8 było eufemistyczne określenie dupy, napisał Pan: "8. euf. «dupa» >Zdecydowanie wybieram ósmą pozycję pozycję, a Pani?".
Nie proszę Szanownego Pana Pani Ania nie zacytowała definicji duszy, tylko ze słownika, do którego ją zresztą odesłałem, cały wybór możliwości zrozumienia tego terminu, gdzie pierwsza pozycja całkowicie i jasno (nawet dla mniej inteligentnych) zamykała sprawę. Osiem pozycji do niczego nie było potrzebnym.

>Przepraszam bardzo, ale po czymś takim nie można wytykać interlokutorowi, że: "Nawet gdy trzeba było zrozumieć słownikowy termin, to zamiast pierwszego wyjaśnienia tu zamykającego całkowicie sprawę dupę na wierzch Pani wyciągnęła." Nie, nie wyciągnęła, to Pan zrobił.
Na tym polega także ta stara dobra inteligencja. Na kulturalnej złośliwości i poczuciu humoru.
Ironia i sarkazm. Jeśli oczekujesz, że pisząc o tych tematach będziemy śmiertelnie poważni, zawiedziesz się. Owszem, często nasz styl jest niezwykle poważny, książkowy lub naukowy, bez cienia uśmieszku na ustach. [...]
Sam Mistrz imię którego nosi Racjonalista, daje nam wytyczne, które ujął w credo Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane - oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich". Oczywiście argumenty nasze są jak najbardziej poważne i jak najmniej śmieszne. Tego jednak umysłom bystrym tłumaczyć nie potrzeba.


>Jeśli się mylę i moje rozumowanie wymknęło się logice, przyjmę to z pełną odpowiedzialnością, wszystko odszczekam, a nawet i drobny upominek w ramach przeprosin wyślę.
Pozostawiam to już Pańskiej ocenie.

>Ale póki co, uważam, że nie była to w pełni uczciwa wymiana zdań, choćby nawet ania987 z frondy rodem była.
Nie interesuje mnie absolutnie ani pochodzenie Pani Ani, ani Pańskie, natomiast bardzo interesuje mnie Wasza inteligencja i odrobina wiedzy też by się przydała, gdyż jesteście moimi potencjalnymi partnerami do rozmowy.
Dlatego najbardziej żenującym jest tłumaczenie swojego poczucia humoru i stosunku do inteligencji. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,509394#w509690
Przykro, że to inteligentnym trzeba tłumaczyć, gdyż to proste jak budowa cepa.
Tylko tyle mam do powiedzenia w tej sprawie. Resztę pozostawiam Pańskiej inteligencji i Pańskiej ocenie.

Miłego dnia.

@@@
.
24-07-2012 12:36 
 Ocena 1 na 1
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)

>Proszę Szanownego Pana - moja pierwsza odpowiedź była bardzo merytoryczną i życzliwą dla Pani Ani i myślę, że nawet "Puchatek" może to zrozumieć.
>

Tak, oczywiście, była i merytoryczna i życzliwa. Natomiast druga część powyższego zdania (nawet " Puchatek" może to zrozumieć) chyba już raczej nie.

>Nie interesuje mnie absolutnie ani pochodzenie Pani Ani, ani Pańskie, natomiast bardzo interesuje mnie Wasza inteligencja i odrobina wiedzy też by się przydała, gdyż jesteście moimi potencjalnymi partnerami do rozmowy.
>

Chyba jednak nie uważa mnie Pan za partnera do rozmowy, gdyż w tym samym zdaniu pisze Pan, że przydałaby się odrobina wiedzy, a w ten sposób nie szuka się parnera do rozmowy. Podobnie jeśli pisze Pan: "bardzo interesuje mnie Wasza inteligencja", to w kontekście całego postu - w którym znajdują się przycinki do inteligencji - oraz wcześniejszej dyskusji z Panią Anią też nie brzmi to zupełnie szczerze. A szkoda, że traktuje Pan swoich interlokutorów z zauważalną wyższością, bo to nie usprawnia wymiany poglądów.
Gdyby jednak chciał Pan wymieniać poglądy (bez obawy, że straci Pan na takiej wymianie), to po to, aby nie mnożyć wątków pobocznych (i coraz węższych postów z tendencją do przesuwania się na prawo) zapraszam do dyskusji mejlowej.

Dziekuję za życzenia miłego dnia i tego samego życzę.
_
24-07-2012 14:45 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak, oczywiście, była i merytoryczna i życzliwa. Natomiast druga część powyższego zdania (nawet " Puchatek" może to zrozumieć) chyba już raczej nie.
A co złego - poście do Pana - było zauważenie, że nawet "misio o małym rozumku" mógł moją wypowiedź zrozumieć. To nie było personalne, tylko zauważenie prostoty i komunikatywności mojej wypowiedzi. Nie jest Pan przewrażliwiony?

>Chyba jednak nie uważa mnie Pan za partnera do rozmowy,
Przepraszam, a na jaki temat? Pani Ani, inteligencji w ogóle, mojej inteligencji, złośliwości i kultury rozmowy? Jakoś zbytnio mnie to nie interesuje, a Pan nie wyraził zainteresowania niczym innym.

> gdyż w tym samym zdaniu pisze Pan, że przydałaby się odrobina wiedzy, a w ten sposób nie szuka się parnera do rozmowy.
Proszę Pana, ja zupełnie nie cierpię na brak towarzystwa ani braku zajęć. Ja nie szukam rozmówców. Jestem na tym forum, gdyż spotykam tu wielu rozmówców o ogromnej wiedzy i inteligencji, z którymi na wymianie poglądów zyskuję i sporo takich, z którymi na wymianie poglądów nic nie tracę. To otwarte forum i rozmawiam z wieloma ludźmi, czasem nawet kpię z niektórych, aby ewidentnie wykazać ich ograniczenia intelektualne. Nasze forum jest skierowane do racjonalistycznej inteligencji, a więc uważam to nawet za swój racjonalny obowiązek.

>Podobnie jeśli pisze Pan: "bardzo interesuje mnie Wasza inteligencja", to w kontekście całego postu - w którym znajdują się przycinki do inteligencji - oraz wcześniejszej dyskusji z Panią Anią też nie brzmi to zupełnie szczerze.
Przecież staram się odpowiedzieć na Pańskie zainteresowania inteligencją. Jakoś dziwne jest Pańskie myślenie. Wyciąga Pan "inteligencję", jak Pani Ania "coś innego" i dziwi się, że się do niej odnoszę.
Tak, proszę Szanownego Pana, nie cierpię głupoty (nie mylić z niewiedzą), a jej przeciwieństwem jest inteligencja. Mało wartościowe są rozmowy z ludźmi, którzy są mało inteligentni. Poziom wiedzy zawsze można podnieść, zaś poziom inteligencji dorosłego - wybitnie trudno. Dureń durniem zostanie nawet gdy ma przed nazwiskiem ks. abp prof. zw. dr hab. i ciężko się z takimi dyskutuje.

>A szkoda, że traktuje Pan swoich interlokutorów z zauważalną wyższością, bo to nie usprawnia wymiany poglądów.
Różnie traktuję i wcale nie zależy mi na wymianie poglądów z każdym, ale każdego forumowicza dopóki mogę - traktuję bardzo życzliwie. Niezależnie od jego światopoglądu i poziomu wiedzy. Wszyscy kiedyś mieliśmy niewielką, a nikt z nas nie wie wszystkiego.

>Gdyby jednak chciał Pan wymieniać poglądy (bez obawy, że straci Pan na takiej wymianie), to po to, aby nie mnożyć wątków pobocznych (i coraz węższych postów z tendencją do przesuwania się na prawo) zapraszam do dyskusji mejlowej.
Nie prowadzę - poza zupełnie prywatną korespondencją - dyskusji mejlowych. Na to już zupełnie jest mi szkoda czasu. Sądzę, że moje teksty na naszym forum, niektórym osobom się przydają, tak jak mnie przydają się teksty wielu innych osób. Zresztą jak widzę bardzo niewiele Pan z moich wypowiedzi zrozumiał, to o czym mielibyśmy dyskutować nie rozumiejąc swojego przekazu?
(Można tak ustawić, aby się nie przesuwały.)

Miłego dnia.

@@@
.
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)

>Nie prowadzę - poza zupełnie prywatną korespondencją - dyskusji mejlowych. Na to już zupełnie jest mi szkoda czasu. Sądzę, że moje teksty na naszym forum, niektórym osobom się przydają, tak jak mnie przydają się teksty wielu innych osób. Zresztą jak widzę bardzo niewiele Pan z moich wypowiedzi zrozumiał, to o czym mielibyśmy dyskutować nie rozumiejąc swojego przekazu?
> (Można tak ustawić, aby się nie przesuwały.)

Też się cieszę, że nie będzie kontynuacji - brak kompatybilności. Bardziej chodziło mi o to, że nasza dyskusja jest zupełnie niepotrzebna i nikomu się nie przyda, więc jeśli już, to lepiej usunąć ją z widoku. Zgadzam się z Panem, że bardzo niewiele z Pańskich wypowiedzi zrozumiałem (choć przyznam, że spodobało mi się stwierdzenie, iż "Można tak ustawić, aby się nie przesuwały." i tego się będę dzisiaj trzymał).
_
24-07-2012 18:26 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Post Pana Dariusza Jamrozowicza:
>>>>Nie prowadzę - poza zupełnie prywatną korespondencją - dyskusji mejlowych. Na to już zupełnie jest mi szkoda czasu. Sądzę, że moje teksty na naszym forum, niektórym osobom się przydają, tak jak mnie przydają się teksty wielu innych osób. Zresztą jak widzę bardzo niewiele Pan z moich wypowiedzi zrozumiał, to o czym mielibyśmy dyskutować nie rozumiejąc swojego przekazu?
>> (Można tak ustawić, aby się nie przesuwały.)
>Też się cieszę, że nie będzie kontynuacji - brak kompatybilności. Bardziej chodziło mi o to, że nasza dyskusja jest zupełnie niepotrzebna i nikomu się nie przyda, więc jeśli już, to lepiej usunąć ją z widoku. Zgadzam się z Panem, że bardzo niewiele z Pańskich wypowiedzi zrozumiałem (choć przyznam, że spodobało mi się stwierdzenie, iż "Można tak ustawić, aby się nie przesuwały." i tego się będę dzisiaj trzymał).

A tak wyglądała faktyczna rozmowa:
>Gdyby jednak chciał Pan wymieniać poglądy (bez obawy, że straci Pan na takiej wymianie), to po to, aby nie mnożyć wątków pobocznych (i coraz węższych postów z tendencją do przesuwania się na prawo) zapraszam do dyskusji mejlowej.
Nie prowadzę - poza zupełnie prywatną korespondencją - dyskusji mejlowych. Na to już zupełnie jest mi szkoda czasu. Sądzę, że moje teksty na naszym forum, niektórym osobom się przydają, tak jak mnie przydają się teksty wielu innych osób. Zresztą jak widzę bardzo niewiele Pan z moich wypowiedzi zrozumiał, to o czym mielibyśmy dyskutować nie rozumiejąc swojego przekazu?
(Można tak ustawić, aby się nie przesuwały.)


Przy takiej umiejętności zrozumienia tekstu, to już nie tylko ręce opadają.

@@@
.
24-07-2012 18:37 
 Ocena 1 na 1
Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów)
Obiecałem nie pojawiać się w Pańskich postach, ale ten dotyczy mnie bezpośrednio, więc odpowiem:
Odrobina abstrakcji i absurdu w życiu nigdy nie zaszkodzi. Radzę spróbować, gdy będzie miał Pan do czynienia z kimś nieuprzejmym, a jeszcze lepiej - zadufanym w sobie. To działa, jak widać.
_
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> gdy będzie miał Pan do czynienia z kimś nieuprzejmym, a jeszcze lepiej - zadufanym w sobie.
Właśnie mam tu do czynienia z takim przypadkiem.
Zamiast pouczania innych - niech Pan się jednak trochę bardziej nad sobą samym zastanowi.
Ja już trochę tu funkcjonuję i forumowicze mnie jako tako znają.

@@@
.
25-07-2012 11:00 
 Ocena 3 na 5
why_not (-70 punktów)
Polecam Panu ku przemyśleniu bardzo pouczający wierszyk Jana Brzechwy "Kwoka":

Proszę pana, pewna kwoka
Traktowała świat z wysoka
I mówiła z przekonaniem:
"Grunt to dobre wychowanie!"
Zaprosiła raz więc gości,
By nauczyć ich grzeczności.
Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
W progu garnek stłukł kopytem.
Kwoka wielki krzyk podniosła:
"Widział kto takiego osła?!"
Przyszła krowa. Tuż za progiem
Zbiła szybę lewym rogiem.
Kwoka gniewna i surowa
Zawołała: "A to krowa!"
Przyszła świnia prosto z błota.
Kwoka złości się i miota:
"Co też pani tu wyczynia?
Tak nabłocić! A to świnia!"
Przyszedł baran. Chciał na grzędzie
Siąść cichutko w drugim rzędzie,
Grzęda pękła. Kwoka wściekła
Coś o łbie baranim rzekła
I dodała: "Próżne słowa,
Takich nikt już nie wychowa,
Trudno... Wszyscy się wynoście!"
No i poszli sobie goście.
Czy ta kwoka, proszę pana,
BYŁA DOBRZE WYCHOWANA?
25-07-2012 14:00 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Czy ta kwoka, proszę pana,
>BYŁA DOBRZE WYCHOWANA?
Czy ta kwoka, Wielce Szanowna Pani:
Informacje o why_not:
Płeć: Kobieta
Punktów: 2
Wypowiedzi: 1
Oceniony: 1 razy
Ocenił: 0 razy
Data pierwszego wpisu na Forum: 2012-07-25

JEST DOBRZE WYCHOWANA?

Wszystko możliwe, ale ja wolę zachować racjonalny sceptycyzm.
Miłego dnia nowej(?) dyskutantce życzę!

@@@
.
25-07-2012 15:20 
 Ocena 3 na 5
why_not (-70 punktów)
#
Rzeczywiście trudno ocenić wychowanie osoby po jednej wypowiedzi, racjonalny sceptycyzm jest tu jak najbardziej na miejscu. Ale można się już pokusić o ocenę wychowania osoby, która ma tych wypowiedzi aż 5034.
#
25-07-2012 16:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Rzeczywiście trudno ocenić wychowanie osoby po jednej wypowiedzi, racjonalny sceptycyzm jest tu jak najbardziej na miejscu. Ale można się już pokusić o ocenę wychowania osoby, która ma tych wypowiedzi aż 5034.
No cóż, kryteria są różne.
W mojej ocenie - rozpoczynanie udziału w jakiejś zbiorowości od puszczenia bąka zupełnie dyskredytuje kulturę tej osoby, ale Szanowna Pani wie lepiej.
Pani jest od pouczania innych - jak każda osoba, która sama nie ma niczego do zaoferowania. Może jednak należy najpierw samemu się zaprezentować, a tu żadne wklejane wierszyki, czy opowiastki na swój temat nie pomogą.
Trzeba samemu coś mądrego napisać, aby tak nie wyglądać:



Czego Pani szczerze życzę.

@@@
.
why_not (-70 punktów)
Usunięte przez moderatora
26-07-2012 12:47 
 Ocena 1 na 1
why_not (-70 punktów)
#
I z wzajemnością!
#
26-07-2012 13:19 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Proszę nie ciągnąć tej dyskusji.
24-07-2012 11:28 
 Ocena 2 na 2
Artur@R (7115 punktów)
cd...
>Jeśli się mylę i moje rozumowanie wymknęło się logice, przyjmę to z pełną odpowiedzialnością, wszystko odszczekam, a nawet i drobny upominek w ramach przeprosin wyślę. Ale póki co, uważam, że nie była to w pełni uczciwa wymiana zdań <

A w sprawie "logiki" i "szczekania" to mając chwilę czasu, w ramach "treningu" postaram się włożyć sprawę "łopatologicznie".
Jednym z najważniejszych czynników "umiejetności rozumienia" znaczenia treści wypowiedzi (poza logiką, czytaniem ze zrozumieniem, itp) - jest dostrzeganie kontekstu.
W kontekście:
- wypowiedzi Pana Andrzeja "...mam dziwne wrażenie, że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".
- wpowiedzi na Forum, portalu ludzi racjonalnych i inteligentnych, a bardziej precyzyjnie racjonalistycznej inteligencji (bo raczej to określenie jest adekwatnym)
- całej aktywności Pana Andrzej Bogusławskiego na Forum (Jego wypowiedzi i posty)
- poleconej lektury "Anatomia duszy" Dariusza Czaji,
- zdrowego rozsadku
jedynym sensownym znaczeniem użytego wyrażenia "dusza" z definicji Wiki jest:
1.;całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka składających się na jego osobowość;

A jeśli tego nie sposób zrozumieć to... ni jak, ni śmak - wychodzi "dupa" , a na lenistwo (lub/i "ukryte zamiary") "Ania987" - antidotum pozostaje ironia i sarkazm.
I "winy" Pana Andrzeja w tym nie widzię - tym bardziej , że w prosty sposób kontekst naświetlił również Kuba K.
Kuba K.:
Chyba nie wczytałaś się zbyt dokładnie w naszą dyskusję - nie na darmo tu o "duszy", a nie o duszy piszemy. Andrzej Bogusławski zwrócił mi po prostu uwagę na fakt, iż lekarze zbyt dużą uwagę przywiązują do "technicznej" strony medycyny, zaniedbując wszystko to, co wiąże się ze sferą psyche. A "dusza" była tu użyta czysto umownie, co dla wszystkich (no, może prawie wszystkich ) było jak najbardziej zrozumiałe.
O duszy nieśmiertelnej raczej na tym forum nie podyskutujesz, ale na pewno znajdziesz coś w tej kwestii w bardziej, że się tak wyrażę, "specjalistycznych" serwisach .

Czy ta perspektywa tej dyskusji jest wystarczająco "uczciwa"?

"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
23-07-2012 16:06 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
>Wynika z tego jednakże, że tak zdefiniowana "dusza" jest częścią ciała. Dlaczego zatem jest Pan zdziwiony, "że większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".? To chyba oczywiste, bo co innego może zrobić taki okulista, czy kardiolog, że nie wspomnę o stomatologu?
W bardzo dramatycznej sytuacji lekarz specjalista poświęcił mi trochę uwagi.
A właściwie kilka osób. Anestezjolożka przygotowująca mnie do znieczulenia, którą przepraszałam za niesubordynację, bo mój zasmarkany nos na pewno nie pomagał jej w pracy. Wykazała proste zrozumienie moich emocji. Potem drugi, który uzupełniając dokumenty, musiał dopytać mnie o parę szczegółów, ale przy tym, po kilku dekadach chyba pracy w zawodzie (sądząc po jego dojrzałym wieku) i paru tysiącach kobiet w mojej sytuacji, pomyślał o tym, jak mi trudno.
Wychodząc z jego gabinetu czułam się troszkę lepiej niż przed godziną i była to jego zasługa. Uściskałam go i podziękowałam mu.

Myślę, że to, co lekarz może i powinien zrobić, to nie tracić całkowicie empatii. Rozumiem, że jest to w pewnym sensie specyfiką zawodu, bo np. chirurg w czasie operacji nie może kontemplować stanów emocjonalnych pacjenta. Ale odrobina empatii jest konieczna, aby wykonywać ten zawód dobrze.
Oczywiście, inny poziom emocji dotyczy np. pomiaru ciśnienia, a inna przekazywaniu niepomyślnych wyników przez onkologa. Ale jednak nasze emocje, czyli to co jak rozumiem Pan Andrzej nazwał duszą, są ważne.
Nie stanowią organu, jak nerka czy wątroba, ale mają na nas wpływ.

Sądzę, że wyszłoby, że traktowanie np. pacjenta w onkologii ma wpływ na proces zdrowienia. Poczucie dbałości, troski ze strony personelu nie są nieistotne.
23-07-2012 14:55 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
Ech, Aniu... Mówiąc "co mi w duszy gra" naprawdę nie mam na myśli chłopa pańszczyźnianego, co każdy średnio rozgarnięty gimnazjalista rozumie.
23-07-2012 11:21 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mnie zainteresowałoby bardziej, co o duszy mogą powiedzieć racjonaliści.
Bardzo proszę: www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509394#w509563

@@@
.
23-07-2012 10:00 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>A co to takiego ta "dusza"?
Mocno skomplikowany byt. Składa się z ka, czyli przynależnego każdemu człowiekowi fragmentu życiowej energii, która wyemanowała z Atuma na początku świata oraz ba, czyli formy, w jakiej ktoś lub coś się wyraża, przejawia (można to nazwać osobowością, indywidualnością). Z połączenia tych dwóch pierwiastków powstaje ach, czyli idealna duchowa istota, ostateczna forma, w jakiej egzystują błogosławieni zmarli, przebywający z bogami. Duchowe aspekty ludzkiej natury występujące w różnych kontekstach obejmują wiele form, m.in. szut (cień), heka (moce magiczne) czy ren (imię).
O tak, dusza ludzka jest szalenie skomplikowana
23-07-2012 11:19 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>A co to takiego ta "dusza"?
>Mocno skomplikowany byt. Składa się z ka (...), oraz ba (...).
>Z połączenia tych dwóch pierwiastków powstaje ach

No, właśnie .
I tak trzeba mówić od początku, panowie duchowni .

Jest równym niedowiarstwem podawać w wątpliwość istnienie czarowników, jak przeczyć istnieniu Boga i szatana. Kto w swej wierze uznał jedno, musi uznać i drugie. (Jean Bodin)
23-07-2012 08:59 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
>większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".
Jak to powiadają, "w zdrowym ciele zdrowy duch". Leczmy więc ciało, a automatycznie na duszy zrobi się lżej Coś w tym jest. Gdy choruję, jestem mało powiedziane, że poirytowana - jestem wściekła, najchętniej bym gryzła. Gdy tylko wyzdrowieję, od razu robię się łagodna i miła dla otoczenia. Coś w tym jest...
23-07-2012 09:49 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>>>>większość lekarzy lecząc ciało zapomina o "duszy".
>Jak to powiadają, "w zdrowym ciele zdrowy duch". Leczmy więc ciało, a automatycznie na duszy zrobi się lżej Coś w tym jest. Gdy choruję, jestem mało powiedziane, że poirytowana - jestem wściekła, najchętniej bym gryzła. Gdy tylko wyzdrowieję, od razu robię się łagodna i miła dla otoczenia. Coś w tym jest...
Miła Pani Meret, dotyczy to większości ludzi i obyśmy zdrowi byli, ale ja myślałem o kontaktach pomiędzy pacjentem a lekarzem. Od rozmowy z niektórymi człowiek się od razu zdrowszy robi, gdy przy rozmowie z innym, to od razu jest się poirytowanym, a czasem tak wściekłym, że gotowym nawet gryźć. Oczywiście mówię tu o lekarzach, z którymi trzeba rozmawiać. Warto też pamiętać o udokumentowanej leczniczej roli placebo, a nawet o samouleczeniach.
Tak - wiara potrafi czynić cuda, a więc nie zapominajmy ludzkich o duszach.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-07-2012 10:06 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Wpływ czyjejś troski, życzliwości, tzw. ludzkiego podejścia zawsze pomaga i łagodząco działa na psychikę. To jasne, że w dobrym środowisku zdrowieje się szybciej, a nieprzyjaznym wolniej.
23-07-2012 17:25 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Jak to powiadają, "w zdrowym ciele zdrowy duch". Leczmy więc ciało, a automatycznie na duszy zrobi się lżej Coś w tym jest.<<
Mówią też: "w zdrowym ciele zdrowe cielę", co jest o tyle racją, że łacińskie powiedzenie brzmiało "mens sana in corpore sano magnum bonum est", czyli dobrze by było, jeśli to cielę jest i zdrowe i ma równo pod sufitem, co automatycznie w parze nie idzie.
DyktaFon (9281 punktów)
>>(...) Po trzech dniach od zabiegu (stawiania baniek - przyp. mój) chory czuł się zdecydowanie lepiej. Warunek: należało bezwzględnie leżeć w łóżku, dobrze było nacierać plecy np. spirytusem.
>> I chyba to jest najważniejsze.
>>Jestem gorącą zwolenniczką naukowego podejścia do świata. I czekam,aż nauka wyjaśni mi to, co wielokrotnie widziałam.
>Tyle, że należałoby tu zadać pytanie - jak czułby się chory i jaki byłby stan jego zdrowia, gdyby ograniczył się do leżenia w łóżku, bez tych wszystkich baniek, spirytusu itd. Większość lekkich infekcji wirusowych ustępuje w ciągu kilku dni, wystarczy odpoczynek, oszczędzający tryb życia, nawadnianie i choroba przechodzi bez żadnych czarów.

W ten sposób, jak powyżej, możemy dyskutować do końca świata... np. czy modlitwa pomogła, czy chory sam ozdrowiał. Mam pewien pomysł na zaradzeniu takiej bezsensownej dyskusji (typu przeciągania liny: kto silniejszy w gębie, tego racja na górze...) Jest na tym forum sporo lekarzy, są pewnie i osoby specjalizujące się w statystyce. A stawianie baniek to nie jakieś hadrony i inne skomplikowane oraz drogie "twory". Może kilka (kilkanaście, kilkadziesiąt, kilkaset...) osób podjęłoby się postawienia baniek i sprawdzimy statystycznie, czy to ma sens. Ja nie jestem lekarzem ani na statystyce zbytnio się nie znam... ale oferuję się w roli pacjenta, jeśli tylko jakaś moja przyszła choroba będzie kwalifikowała się do postawienia baniek (jestem z Poznania - bo baniek przez internet jeszcze nie stawia się chyba - czy może jestem nie na bieżąco ze współczesną techniką?).

Czy znajdzie się trochę chętnych do racjonalnego eksperymentu? Ale muszą być spełnione wszelkie formalne wymogi, aby otrzymane wyniki były wiarygodne i nie do podważenia. Proszę więc kogoś, kto czuje się silny w tej akurat dziedzinie (planowanie eksperymentów statystycznych z medycyny) o wypowiedź, czy to w ogóle da się w ten sposób przeprowadzić.
Kuba K. (3909 punktów)
>W ten sposób, jak powyżej, możemy dyskutować do końca świata... np. czy modlitwa pomogła, czy chory sam ozdrowiał. Mam pewien pomysł na zaradzeniu takiej bezsensownej dyskusji (...) Może kilka (kilkanaście, kilkadziesiąt, kilkaset...) osób podjęłoby się postawienia baniek i sprawdzimy statystycznie, czy to ma sens. (...)
>Czy znajdzie się trochę chętnych do racjonalnego eksperymentu? Ale muszą być spełnione wszelkie formalne wymogi, aby otrzymane wyniki były wiarygodne i nie do podważenia. Proszę więc kogoś, kto czuje się silny w tej akurat dziedzinie (planowanie eksperymentów statystycznych z medycyny) o wypowiedź, czy to w ogóle da się w ten sposób przeprowadzić.

Pewnie by się dało, tylko po co? Takie badania, jak się okazuje, były robione, są linki zamieszczone w postach, np Jan Werbiński takowe zamieścił. Konstruowanie badania naszymi siłami byłoby dość mozolne, kosztowne (trzeba by było nabyć standaryzowane bańki i stosować je w powtarzalny sposób ) i wielce uciążliwe, więc osobiście jestem zdania, że lepiej zużyć energię na jakieś bardziej sensowne działania. Tym bardziej, że jakoś trudno mi sobie wyobrazić prospektywne, randomizowane i z zastosowaniem tzw. podwójnie ślepej próby badanie w sprawie skuteczności stawiania baniek
DyktaFon (9281 punktów)

>Pewnie by się dało, tylko po co? Takie badania, jak się okazuje, były robione, są linki zamieszczone w postach, np Jan Werbiński takowe zamieścił.

Nie doczytałem całego wątku... moja wina Cofam więc propozycję
23-07-2012 08:54 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
No cóż... ja też przy zwykłej infekcji wirusowej po trzech dniach leżenia w łóżku i brania zwykłej aspiryny czuję się bardzo dobrze, bez baniek i nacierania spirytusem... A przeważnie i trzech dni nie wytrzymuję, bo już po dwóch jestem prawie zdrowa i mnie nosi
23-07-2012 09:30 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>No cóż... ja też przy zwykłej infekcji wirusowej po trzech dniach leżenia w łóżku i brania zwykłej aspiryny czuję się bardzo dobrze, bez baniek i nacierania spirytusem...
Aspiryna, to wcale nie jest tak zwykły lek, ale polecam - gdy można zostać w domu - zjeść na czczo kromkę chleba posmarowaną masłem i obłożoną cieniutkimi plasterkami czosnku. Oczywiście troszkę posolić. Na trzeci dzień przestaje się pachnieć i organizm jest w dużej mierze oczyszczony z bakterii, wirusów, grzybów i robactwa.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
23-07-2012 09:40 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Czosnek? A nie, dziękuję. Wolę kwas acetylosalicylowy. Przynajmniej nie atakuje mi wątroby.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Czosnek? A nie, dziękuję. Wolę kwas acetylosalicylowy. Przynajmniej nie atakuje mi wątroby.
Widocznie mam zdrowszą. Przy czosnku nie protestuje.

Pozdrawiam.

@@@
.
kika (1657 punktów)
>No cóż... ja też przy zwykłej infekcji wirusowej po trzech dniach leżenia w łóżku i brania zwykłej aspiryny czuję się bardzo dobrze, bez baniek i nacierania spirytusem... >

Jak już wspominałam wyżej, baniek nie stawiało się w przypadku "trzydniowej" infekcji, lecz wówczas, gdy rodzina zaniepokoiła się, że infekcja nie przechodzi po tygodniu, dwóch, albo więcej. Właśnie dlatego to było takie niesamowite, że w zasadzie, nawet po dwóch dniach od postawienia baniek była poprawa.
23-07-2012 10:27 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
A czy chory był u lekarza? Bo może właśnie dlatego, że nie był, infekcja nie przechodziła? Poza tym jest mechanizm wiary, która czyni cuda. Jak sobie kto wbije do głowy, że mu bańki pomogą, to mu pomogą na bank. Nigdy mi nie pomagały, choć mi we wczesnej młodości takowe stawiano. Zawsze po tym było gorzej, pewnie dlatego, że nie chciałam, broniłam się zębami i pazurami, a ryczałam przy tym wniebogłosy
kika (1657 punktów)
>A czy chory był u lekarza

Myślę, że nie. Dawniej nie chodziło się do lekarza tak często, jak teraz.
W przypadku przeziębienia zaczynało się od położenia do łóżka, wypocenia, nasmarowania, solanki do płukania gardła.
23-07-2012 16:08 
 Ocena 3 na 3
Ania. (14138 punktów)
Wiele chorób ma określony czas trwania. Po 2 tygodniach leżenia w łóżku, a przy bańkach to było kategorycznie zalecane, większość pewnie mijała.
Bo na wiele chorób 2 tygodnie grzania pod kołdrą pomoże.

Efekt terapeutyczny wyszedłby w porównaniu dużej grupy badanych osób, z próbą kontrolną, a w takich badaniach wychodzi efekt co by nie mówić - mizerny.
25-07-2012 07:26 
 Ocena 1 na 1
kika (1657 punktów)
>Wiele chorób ma określony czas trwania. Po 2 tygodniach leżenia w łóżku, a przy bańkach to było kategorycznie zalecane, większość pewnie mijała.
>Bo na wiele chorób 2 tygodnie grzania pod kołdrą pomoże.>

Czyli cel terapeutyczny został osiągnięty. Chory wyzdrowiał. Bańki działają. Co prawda pokrętnie, bo poprzez kategoryczne zalecenie leżenia w łóżku, ale efekt jest.

25-07-2012 14:15 
 Ocena 4 na 4
Ania. (14138 punktów)
>>Wiele chorób ma określony czas trwania. Po 2 tygodniach leżenia w łóżku, a przy bańkach to było kategorycznie zalecane, większość pewnie mijała.
>>Bo na wiele chorób 2 tygodnie grzania pod kołdrą pomoże.>Czyli cel terapeutyczny został osiągnięty. Chory wyzdrowiał. Bańki działają. Co prawda pokrętnie, bo poprzez kategoryczne zalecenie leżenia w łóżku, ale efekt jest.
Nie. To tak nie działa.
Efekt terapeutyczny mierzymy przez porównanie faktycznego działania leku z próbą kontrolną. Jeśli antybiotyk działałby tak samo jak zwykłe leżenie w łóżku, to nigdy nie zostałby uznany za lek. To samo z efektem placebo.
Lodowy (1486 punktów)
>Osoby o małych rozumkach, które nie potrafią myśleć samodzielnie oprócz traktowania dyskutanta z
>wyższością i sugerowania jego niepoczytalności,
Nie uważasz, że pisząc o innych "osoby o małych rozumkach" sam traktujesz ich "z wyższością i sugerujesz ich niepoczytalność"?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Osoby o małych rozumkach, które nie potrafią myśleć samodzielnie oprócz traktowania dyskutanta z
>>wyższością i sugerowania jego niepoczytalności,
>Nie uważasz, że pisząc o innych "osoby o małych rozumkach" sam traktujesz ich "z wyższością i sugerujesz ich niepoczytalność"?

Owszem, traktuję z wyższością. Pozwalam sobie na taką próżność, bo potrafię samodzielnie myśleć. A nawet jak jeszcze nie potrafię, to bardzo chcę się nauczyć.
Nie sugeruję w najmniejszy sposób ich niepoczytalności.
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Przy okazji pogawędki w rodzinnym gronie niektórzy byli zwolennikami stawiania baniek, a ja wątpiąc

Przypomniała mi się sytuacja, kiedy mój kolega dowiedziawszy się o tym że nie chodzę do kościoła szeroko otworzył oczy i powiedział tak: "Ja Ci współczuję. Musisz być bardzo nieszczęśliwy." Wyrzucił to z siebie i uciekł. Od tego czasu kiedy mnie widzi, to zawsze się spieszy i unika rozmowy. Chyba się mnie boi?
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
Czy nazwanie osoby uważającej istnienie istot boskich za rzeczywiste ma urojenia? Czy kiedy się na nie powołują można twierdzić, że powołują się na swoje urojenia?
Tak zrobiłem i znowu kilka osób się obraziło. Co ja robię źle?
28-07-2012 12:10 
 Ocena 5 na 5
martok (1115 punktów)

>Czy nazwanie osoby uważającej istnienie istot boskich za rzeczywiste ma urojenia? Czy kiedy się na nie powołują można twierdzić, że powołują się na swoje urojenia?
>Tak zrobiłem i znowu kilka osób się obraziło. Co ja robię źle?

   Niczego nie robisz źle, po prostu w takich sytuacjach właściwie nie ma dobrych procedur perswazyjnych. Przeprowadzone niemal dokładnie 50 lat temu badania wykazały, że użycie (w odniesieniu do poglądów przeciwnika w dyskusji) jakiegokolwiek słowa negatywnie nacechowanego emocjonalnie automatycznie czyni Twoje argumenty nieskutecznymi, nawet jeśli są one logicznie poprawne. Ta zasada sprawdza się zwłaszcza przy dużej rozbieżności światopoglądowej i w wypadku mało inteligentnych dyskutantów (to jeszcze starsze badania grupy Hovlanda). Lepiej używać słów emocjonalnie neutralnych. Jeśli np. w dialogu z głęboko wierzącym katolikiem użyjesz słowa "klecha" (nacechowane negatywnie) zamiast "ksiądz" (neutralne), to odbiorca natychmiast potraktuje Cię jako wroga, którego nie warto słuchać. Otóż słowo "urojenia" jest neutralne tylko w języku psychologii klinicznej - w języku potocznym jest ono właśnie wyraźnie nacechowane negatywnie. Kłopot w tym, że trudno tu znaleźć inne - o tej samej treści, lecz neutralne emocjonalnie.
*
28-07-2012 13:43 
 Ocena 10 na 10
Fizyk (17637 punktów)
> Otóż słowo "urojenia" jest neutralne tylko w języku psychologii klinicznej - w języku potocznym jest ono właśnie wyraźnie nacechowane negatywnie. Kłopot w tym, że trudno tu znaleźć inne - o tej samej treści, lecz neutralne emocjonalnie.

Ja używam wyrażenia "legendy biblijne". Trudno się o to wyrażenie obrazić, bo rzadko który chrześcijanin bierze wszystkie te legendy na serio. Automatycznie więc zaczyna się zastanawiać, co z tych legend brać dosłownie a co nie i jak o tym zadecydować. A myślenie dla wiary jest zgubne.
28-07-2012 20:40 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>> Otóż słowo "urojenia" jest neutralne tylko w języku psychologii klinicznej - w języku potocznym jest ono właśnie wyraźnie nacechowane negatywnie. Kłopot w tym, że trudno tu znaleźć inne - o tej samej treści, lecz neutralne emocjonalnie.
>Ja używam wyrażenia "legendy biblijne". Trudno się o to wyrażenie obrazić, bo rzadko który chrześcijanin bierze wszystkie te legendy na serio. Automatycznie więc zaczyna się zastanawiać, co z tych legend brać dosłownie a co nie i jak o tym zadecydować. A myślenie dla wiary jest zgubne.

Genialne rozwiązanie.
Dawkins lubi używać delusions czy halucinating i jakoś jego rozmówcy nie czują się obrażeni, chociaż bardzo to przeżywają. Po polsku to nie brzmi tak nieobrażająco, jak po angielsku. Nasz język jest ubogi.
www.youtub(*)?v=_w6tARpUr3A&feature=related
29-07-2012 10:49 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Nasz język jest ubogi.
Szczególnie dla tych, którzy słabo go znają.

@@@
.
29-07-2012 12:09 
 Ocena 3 na 3
Artur@R (7115 punktów)
>Dawkins lubi używać delusions czy halucinating i jakoś jego rozmówcy nie czują się obrażeni, chociaż bardzo to przeżywają.<

Akurat w zalinkowanym filmiku osoba, która zadaje pytanie Dawkinsowi - właśnie dlatego je zadaje i zabiera głos bo ją poruszyło i dotknęło (obraziło) określenie "urojenia i halucynacje"

A najczęściej "obrażają się" osobnicy o małym zasobie wiedzy i "małym rozumku" lub/i w celu manipulacji.


"Jestem w kłopotliwym położeniu; zaplątałem się w życie bez własnej zgody."
oportunista (1711 punktów)
Swoje trzy grosze dodam, po czasie trochę, jednak może przeczytasz.
Nikt nie ma monopolu na wiedzę, mądrość, rozsądek itp. Wszystko jest umownym wytworem ludzkiego sposobu postrzegania otaczającego nas świata. Co dzisiaj uznajemy za prawdę, jutro, pod wpływem "przytłaczających" argumentów, możemy lub nie, uznać za fałsz. Co czyni z nas bardziej racjonalnie myślących? Podatność na argumenty, czy niezachwiana wiara w słuszność swych przekonań. Przecież jedno i drugie może prowadzić na manowce. Piszesz, że, szkoda ci ludzi nie potrafiących myśleć, którzy nie chcą z Tobą dyskutować, bo i tak cię nie przekonają - jeśli znalazłeś źródło mądrości i prawdy to gratuluje, współczując jednocześnie.
Głupota objawia się między innymi tym, że nie akceptuje innego spojrzenia, bo przecież jest logiczną oczywistością, że jest tyle światów ilu ludzi.
07-08-2012 15:15 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> Głupota objawia się między innymi tym, że nie akceptuje innego spojrzenia, bo przecież jest logiczną oczywistością, że jest tyle światów ilu ludzi.

Nie to! Głupotą jest myśleć, że te światy są jednakowo prawdziwe.
Konowal (6291 punktów)
>Szkoda mi ich. Człowiek ma prawo nie wiedzieć i się mylić. Kiedy jednak świadomie pozostaje w
>zabobonie i odrzuca możliwość zdobycia wiedzy, to jest głupcem.
Permanentnie źle sobie dobierasz rozmówców.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
impulsywny (6 punktów)
Wśród racjonalistów tez jest wielu krzykaczy, osób z którymi nie sposób dyskutować. To nie domena światopoglądu, ale zwykłej kultury i umiejętność konfrontacji argumentów.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365