KONIEC TEATROLOGA
Wyznaczyłam dzień i godzinę – wtedy zginę. Określiłam czas i miejsce zbrodni – tak bezpieczniej i pewnie wygodniej. I nikomu nie rzeknę ni słowa – niepotrzebna ci umarłych mowa. Z rudym włosem w sitowie wplątanym Gdzieś na bagnie, nad ranem. Dłonie drzew się nade mną pochylą Rzucą cienie mchów ciemną głębiną Ukołyszą miarowym oddechem i w zieleni Odnajdę pociechę. Wyznaczyłam: czas, miejsce i akcję Trzy klasyczne jedności - Mam rację!
W TEATRZE
SUPER dramat. Super produkcja Na Super scenie. Tylko ja taka prosto z pola W rozwichrzonej kapocie Z pękiem gorzkiej macierzanki Z nosem wtulonym w szarawe piołuny Ze stopami pokłutymi ostem. SUPER stara pod nagłym błyskiem Super-Nowej Na wygwieżdżonym laserami niebie.
WYKŁAD Z EKONOMII
Nie ma Boga, nie uwzględniono Go W planach, nie opracowano Stosownej strategii. Czego nie widzisz – nie istnieje Każdemu Kosmos na miarę Poetom gaje-ruczaje Szalone na miotle loty Emocjonalne haje. Nie ma Boga, wiadomo Nie ma segmentu rynku Konkurencja, aktywa, pasywa Mordercza logika faktów Zmienne otoczenie - Przegrywa! Gdyby jednak przyjąć Dopuszczalność Istnienia To ekonomia byłaby strofą Wiersza szeptanego bez tchu Z sercem w gardle Tak pięknego, że Nie-douwierzenia.
O SOBIE
Za wiedzę płaci się życiem Za miłość - serca trzepotem Chodzę po molo sama Tak będzie zawsze – wiem o tym.
Chodzę po molo sama (drzazgi, gwoździe, kamienie) W zimnej poświacie księżyca (Tak będzie – tego nie zmienię).
A miało być romantycznie Jakaś nadmorska samotnia Mgławice bieli na wydmach Fala srebrzysta, aż modra.
Idę po dechach wskroś nocy Wichr targa czarnym woalem Łamię obcasy na grudzie Porwana uniesień żalem.
ROMANS Z MYŚLICIELEM
Penelopa w starganej wichrem sukni, W skrzydlatym kapeluszu Czyniąc zadość konwencji tragedii Zakrywa twarz.
Jego chroni zimny blask filozofii I milion celnych opinii Jak strzała puszczona z łuku.
W Jej Itace macierzanki i mięty. Do Jego wiedzie wąska skalna ścieżka Tuż nad otchłanią ciszy.
Zdarza się, że On (czyniąc gest Przyjaźni) przesyła Jej płatek milczenia. Ich królestwa nie spotkają się nigdy Nawet pod gwiazdą Piołun, Gdy aniołowie Apokalipsy Odtrąbią teatralny finał.
|