 |
Gender - Kościół Katolicki a nauka Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-12-2013 12:51 | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Gender - Kościół Katolicki a nauka
14 na 14 | Wierzący znajomi podczas dyskusji przy kawie dość często zwykli podkreślać wyższość Kościoła Rzymskokatolickiego nad fundamentalistycznymi odłamami protestantyzmu. Fakt, iż Kościół ten zaakceptował teorię ewolucji (czego nota bene do końca nie zrobił - patrz: wciąż otwarta kwestia monogenizmu) i rehabilitował Galileusza był przez nich dosyć często przedstawiany jako niezbity dowód na to, że konflikt pomiędzy nauką i religią jest tylko wymysłem antyklerykalnej propagandy. Wiadomo - oddzielne magisteria, które zajmują się zupełnie różnymi sprawami. Wszelkie przytaczane przykłady miały dotyczyć jedynie drobnych potknięć z przeszłości, nad którymi nie warto się dzisiaj rozwodzić. Afera z "genderem" moim zdaniem wszystko zmieniła. Trudno nie dostrzec ewidentnych podobieństw w retoryce stosowanej przez polskich (i nie tylko) biskupów do chwytów używanych przez Kenta Hovinda albo Ray'a Comforta. 1) Sofizmat rozszerzenia. Chyba najczęściej stosowany chwyt erystyczny. Jeszcze nigdy nie słyszałem kreacjonisty, który w sposób rzetelny przedstawiłby zagadnienie ewolucji przez dobór naturalny. Cały czas słyszy się brednie o "pochodzeniu od małpy" albo "losowym procesie". W Polsce obserwujemy teraz dokładnie to samo zjawisko. Wystarczy zajrzeć do słownika, żeby przekonać się co tak naprawdę oznacza termin "gender". Protestujący katolicy oczywiście nie korzystają z definicji, która mówi o kategorii płci kulturowej. Zamiast tego co chwilę powielają bzdurę o "zaprzeczaniu biologicznemu pochodzeniu płci" i "twierdzeniu, że płeć można sobie wybrać". 2) Sprowadzanie pojęć stosowanych w nauce do ideologii. Kreacjoniści uwielbiają termin "darwinizm", często łącząc go z przymiotnikiem "społeczny". W ten sposób bardzo łatwo mogą sprowadzić naukową teorię, opisującą naukowy fakt (zmiany gatunków w geologicznej skali czasu) do niepotwierdzonej ideologi. Nasi rodzimi fundamentaliści także chętnie zmieniają prawdziwe znaczenie genderu, który przecież jest empirycznym faktem (nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że społeczne oczekiwania co do roli kobiety i mężczyzny zależą od kultury, miejsca i czasu) łącząc go z ideologiami (liberalizm, feminizm, pro choice), które z ich punktu widzenia są oceniane jednoznacznie negatywnie. 3) Argument z konsekwencji. Kreacjoniści co chwilę przekonują, że "jeśli będziemy uczyć dzieci, że pochodzą od zwierząt, to będą się zachowywać jak zwierzęta". Protestujący przeciwko "ideologii" gender zdają się sądzić, że rzetelna, nieoparta na stereotypach edukacja seksualna w szkołach doprowadzi do dzikich orgii na ulicach.  Ciekaw jestem jak teraz katoliccy intelektualiści będą bronić poglądu o rozdzielności religii i nauki.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 Hotbit (1772 punktów) (zablokowany) | Postanowiłem wczoraj sprawdzić czym właściwie jest 'ideologia gender'. Najbardziej powszechną definicją (w anglojęzycznym internecie) to: Ideologia gender to pogląd na podział / przyjmowanie ról społecznych przez kobiety i mężczyzn. I tyle. Koniec. Kropka. Muzułmanie mają inną 'ideologię płci', katoliccy księża inną, feministki inną, chłopi inną (to jeszcze zależy od chłopa  . . Bardziej prawdziwie i po polsku nazywa się to poglądem o równości płci.. Tak więc nic nowego. Czy kobieta może być prezesem firmy? Traktorzystką? Profesorem? Księdzem? Gospodynią domową? A jakie role może przyjmować mężczyzna? Temat stary, w różnych czasach poglądy na dopuszczalność ról była różna. . Świetnie widać, że jest to termin straszak, wyjęty przez watykańskich agentów z księżej czapy w celach polityczno-marketingowych. Wyjaśnię 'ideologię gender' promowaną od stuleci przez kler katolicki, odnośnie płci żeńskiej: służka, zakonnica, rodzicielka, kochanka, analfabetka. Z kolei mężczyźni dzielą się na: kler - czyli wszystkowiedzący panowie świata inni mężczyźni, którzy mają kleru słuchać posłusznie. Płeć a nie gender, samochód a nie 'car', wzornictwo a nie 'design'. Ramen
|
|
 | 3 na 3 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Płeć a nie gender, samochód a nie 'car', wzornictwo a nie 'design'.
Nie całkiem tak łatwo. W angielskim
- gender - to płeć społeczna (zespół zachowań kwalifikowanych przez dane społeczeństwo jako męskie/kobiece i praktykowanych przez daną jednostkę).
- sex - w odróżnieniu od powyższej jest płcią biologiczną (którą można z kolei rozbić na płeć: fenotypową, genotypową, odczuwaną płeć psychiczną, płeć mózgu (w kontekście jego budowy i typowych męskich/żeńskich sprawności) ale to już uwaga poza tematem).
Zatem w ogólności: samochód, w szczególności: osobowy, dizel, czterodrzwiowy, taksówka, karetka itp.
|
|
|  | 3 na 3 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Zatem w ogólności: samochód, >w szczególności: osobowy, dizel, czterodrzwiowy, taksówka, karetka itp.
Kochana, diesel! Nie rób mi krzywdy! <<Małym, cichutkim głosikiem:>> Proszę?
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| |  | 5 na 5 | Ratatoskr (4439 punktów) | >>Zatem w ogólności: samochód, >>w szczególności: osobowy, dizel, czterodrzwiowy, taksówka, karetka itp. >Kochana, diesel! Nie rób mi krzywdy! <<Małym, cichutkim głosikiem:>> Proszę?
No tak... Ten tego, tak. Będę już pamiętać. <Cichutko idzie do kącika>
|
|
|  | 1 na 1 Hotbit (1772 punktów) (zablokowany) |
> gender - to płeć społecznaHmm, w różnych formularzach jest 'gender' i zazwyczaj dwie opcje 'male' i 'female', czasem dodatkowo 'trans', 'genderless' itp. > zespół zachowań kwalifikowanych przez dane społeczeństwo jako męskie/kobiece i praktykowanych przez daną jednostkęCzyli definicja jest zależna od miejsca, czasu i osoby, czyli taka bardzo kiepska definicja  Często używa się tych pojęć zamiennie, choć często też ich znaczenia są definiowane w podany przez Ciebie sposób. Może być więc 'þłeć społeczna', ale nie 'gender' (po polsku).
|
|
| |  | 2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Często używa się tych pojęć [sex i gender] zamiennie, choć często też ich znaczenia są definiowane w podany przez Ciebie sposób.Bo pole znaczeniowe terminu "gender" w języku angielskim nie jest takie zupełnie ścisłe. To zasadniczo "płeć społeczna" ale może też być rozumiane jako płeć w ogólności, co widać chociażby w przypadku słowa "transgender" czyli transseksualista, czyli ktoś zmieniający płeć biologiczną. Zjawisko wynika zapewne częściowo z faktu, że angielskie słowo sex również posiada wiele znaczeń (i nie wszystkim się to pasuje). > Hmm, w różnych formularzach jest 'gender' i zazwyczaj dwie opcje 'male' i 'female', czasem dodatkowo 'trans', 'genderless' itp.Formularze służą zazwyczaj do zgrubnego szufladkowania ludzi wedle zgrubnych kryteriów, a nie do precyzyjnego opisu. W przypadku druków urzędowych jest to po prostu pytanie o płeć metrykalną/urzędową. > > zespół zachowań kwalifikowanych przez dane społeczeństwo jako męskie/kobiece i praktykowanych przez daną jednostkę> Czyli definicja jest zależna od miejsca, czasu i osoby, czyli taka bardzo kiepska definicja  Definicja jest ogólna i pasuje do wszystkich kultur. To, że każdy gatunek konia ma inne ubarwienie, nie przeszkadza nam wcale w utworzeniu ogólnego pojęcia "maści końskiej". > Może być więc 'þłeć społeczna', ale nie 'gender' (po polsku).Ja jestem, jak najbardziej, za.
|
|
 | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) |
> Bardziej prawdziwie i po polsku nazywa się to poglądem o równości płci..> Tak więc nic nowego. Czy kobieta może być prezesem firmy? Traktorzystką? Profesorem? Księdzem?Nawet biskupką pl.wikipedia.org/wiki/Antonina_Wiłucka
|
|
6 na 6 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Ciekaw jestem jak teraz katoliccy intelektualiści będą bronić> poglądu o rozdzielności religii i nauki.  To nie jest pierwszy taki przypadek. Do podobnego konfliktu doszło już wcześniej w o ocenie przez obie strony homoseksualizmu, a jeszcze wcześniej odnośnie równouprawnienia kobiet (ale to już na tyle dawno, że mało kto pamięta i pojawiają się nawet hasła o tym, że "żadna instytucja nie zrobiła tyle na rzecz kobiet, co kościół"). Niemniej homoseksualizm dotyczy tylko ułamka społeczeństwa, a wojna z równouprawnieniem to już raczej przeszłość. Natomiast swoją najnowszą gender-wojenką kościół ma szansę znowu ładnie się podłożyć i zniechęcić do siebie sporą część myślącego społeczeństwa.
|
|
 | 1 na 1 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >Niemniej homoseksualizm dotyczy tylko ułamka społeczeństwa, a wojna z równouprawnieniem to już raczej przeszłość. Natomiast swoją najnowszą gender-wojenką kościół ma szansę znowu ładnie się podłożyć i zniechęcić do siebie sporą część myślącego społeczeństwa.
Mnie zastanawia co tak właściwie kieruje biskupami. Mamy do czynienia z niewiedzą? A może raczej chodzi o zaplanowaną akcję propagandowo-dezinformacyjną wśród mniej wykształconej części społeczeństwa? Może po prostu celem jest rozbudzenie fundamentalistycznych nastrojów wśród polskich katolików?
Nie chce mi się wierzyć, że całe "dowództwo" polskiego Kościoła pogrążyło się w aż takiej niewiedzy. Nie chce mi się wierzyć, że w ich otoczeniu nie znalazł się nikt, kto nie szepnąłby nieśmiałym głosem: "Ekhm... Wasza Ekscelencjo, te zdania w tym liście nie do końca odpowiadają prawdzie. Tym badaczom od gender studies chodzi o coś zupełnie innego. Ktoś wykształcony zaraz to zauważy i skrytykuje. Może by to tak poprawić?". Mamy przecież tylu absolwentów kierunków humanistycznych...
Czy przypadkiem nie mamy tutaj do czynienia z zaplanowanym działaniem? Kościół niewiele traci przez taką akcję. Ilu przedstawicieli inteligencji zabierze głos? Czy zostanie on w ogóle usłyszany? Ilu uczonych zdecyduje się np. na apostazję w ramach protestu przeciwko szerzeniu kłamliwych treści z kościelnych ambon? Natomiast już teraz widać spore poruszenie wśród fundamentalistów spod znaku Frondy, Radia Maryja i Naszego Dziennika. Retoryka oblężonej twierdzy po raz kolejny się sprawdza. A jeśli nie ma żadnego wroga pod ręką, to trzeba go sobie stworzyć.
|
|
|  | 3 na 3 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Mnie zastanawia co tak właściwie kieruje biskupami. Mamy do czynienia z niewiedzą? A może raczej chodzi o zaplanowaną akcję propagandowo-dezinformacyjną wśród mniej wykształconej części społeczeństwa? Może po prostu celem jest rozbudzenie fundamentalistycznych nastrojów wśród polskich katolików?Też się nad tym zastanawiam, bo i ile potrafię zrozumieć złą wolę, to dużo trudniej jest mi pojąć zwyczajną głupotę, której skutki szkodzą samemu zainteresowanemu. I teorię roboczą mam taką: "Wojna z Gender" nie jest celowo i rozmyślnie zaplanowaną operacją strategiczną. Genderwar nie jest nawet, tak naprawdę, wymierzone w społeczeństwo, czy to celem kreowania w nim określonych postaw, czy też choćby dla odwrócenia jego uwagi od spraw kościelnej pedofilii. "Wojna z Gender" jest potrzebna samemu kościołowi, a przynajmniej jego hierarchii. Powód jest taki: w ciągu ostatnich lat nasze nienawykłe do krytyki fluorescencje zetknęły się z negatywną oceną swoich działań. Działań, w które wielu z nich jest głęboko zaangażowanych (czytaj: uwikłanych), co łatwo poznać po bredniach typu: "dzieci lgną i wciągają", "dziecięca seksualność domagała się spełnienia". Ci ludzie mają do wyboru: albo brnąć w zaparte, albo przyznać się do błędu (czego kompletnie nie potrafią). Z kolejnej strony samo brnięcie w zaparte, nabieranie wody w usta i nadymanie się też nie najlepiej wpływa na ich samopoczucie. Wyobraźcie sobie coś takiego: Spęd kapturkowych, ukłony, krzyże, oczy wzniesione ku wieczności: Cytat:Wszyscy (a w każdym razie wielu) dookoła nas krytykuje, a my milczymy. Milcząc, mamy okazję do dokonania (choćby odruchowo) pewnych refleksji i wnioski z tych refleksji wcale nam się nie podobają. Oczywiście to nie są prawdziwe, słuszne, ani dobre wnioski. Jeśli komuś przez chwilę nawet zaświta w głowie, że może zrobiliśmy coś złego i może nadal coś złego robimy, to czymprędzej tę myśl przepędza i... zostaje z pustką w głowie. Ja patrzę na ciebie, ty patrzysz na mnie, oni patrzą na nas. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta i nie pomaga już nawet czyniony - po raz piąty już - znak krzyża. Do głowy uparcie jakoś usiłuje powrócić myśl, że ktoś tu jednak nie jest w porządku. I wtedy z końca sali ktoś rzuca: - Gender nie jest w porządku! To wszystko przez Gender. Nagle czujecie jak wasze umysły przeszywa iluminacja, a serce wypełnia ulga. To wszystko przez Gender. Bić gendera! Nagle wszyscy, stojący jeszcze przed chwilą w napiętym milczeniu ożywiają się. Ktoś zaczyna rozważać, ilu Genderów zmieści się na czubku szpilki. Ktoś inny, przy powszechnym aplauzie, przedstawia zarys walki z Genderem. Entuzjastycznie włączacie się w ten projekt, czując jak wasz świat zaczyna odzyskiwać sens i porządek.
|
|
| |  | 4 na 4 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >"Wojna z Gender" nie jest celowo i rozmyślnie zaplanowaną operacją strategiczną. Genderwar nie jest nawet, tak naprawdę, wymierzone w społeczeństwo, czy to celem kreowania w nim określonych postaw, czy też choćby dla odwrócenia jego uwagi od spraw kościelnej pedofilii.
Nie ukrywam, że taka myśl także zaświtała w mojej głowie, chociaż ktoś może to nazwać tworzeniem kolejnej teorii spiskowej. Czy przypadkiem to całe zamieszenie wokół genderu oraz pojedyncze, skandaliczne wypowiedzi katolickich duchownych o dzieciach "uwodzących" księży nie jest przygotowywaniem pola pod obronę przed wielkim skandalem pedofilskim w polskim kościele? Oczywiście żaden sąd nie da wiary takiej retoryce, ale w odpowiedniej chwili będzie można próbować zminimalizować wewnętrzne szkody.
Wierni otrzymają następujący komunikat:
"Drodzy Bracia i Siostry! Swoje modlitwy kierujemy w stronę ofiar potwornych nadużyć ze strony niektórych duchownych. Pragniemy jednak przestrzec Was przed zrzucaniem całej winy na Kościół. Biskupi od wielu lat przestrzegali przed zgubnymi skutkami lewicowej ideologii gender, będącej elementem cywilizacji śmierci. Kościół od dawna starał się ochronić polskie społeczeństwo przed katastrofą, do jakiej doprowadzi seksualizacja najmłodszych na lekcjach wychowania seksualnego. I oto właśnie widzimy pierwsze skutki tej deprawacji dzieci i młodzieży."
Oczywiście w takie wyjaśnienie nie uwierzy nikt z zewnątrz. Będzie to jednak miód na serce wszystkich wierzących, którzy w wyniku skandalu utknęli w nieprzyjemnym dysonansie poznawczym. Dzięki efektowi potwierdzenia łatwo przyjmą wyjaśnienie mówiące, że Kościół nie ponosi winy - przecież od dziecka uczono ich, że to instytucja zajmująca się czynieniem wielkiego dobra.
Takie chwyty naprawdę działają! Miałem okazję poznać wielu katolików, którzy byli święcie przekonani, że historie o paleniu czarownic i heretyków na stosach o nic innego jak wymysł "lewackiej propagandy". Spotykałem już (wykształconych!) ludzi, którzy twierdzili, że Kościół bynajmniej nie prześladował Galileusza ze względów religijnych. O nie, nic z tych rzeczy! Jego celem była obrona nauki przed zaakceptowaniem niedostatecznie jeszcze dowiedzionej teorii...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|