Racjonalista - Strona głównaDo treści
Złamany

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
18-04-2017 19:37LegionLegion (587 punktów)Złamany
Ocena 5 na 5
Jestem złamany. Od dziecka byłem totalnie ułomny. Czasem zastanawiam się, czy nie mam jakiegoś autyzmu czy coś. Całe życie osiągnąłem kompletne nic. Nie wiem nawet, czemu ciągle to ciągnę.
W dzieciństwie byłem najsłabszy, w dodatku dzięki brakowi wzorowego ojca, na co dzień miałem dobry kontakt tylko z matką (idiota pojawiał się w domu pijany). Oczywiście wszyscy wiemy, czym kończy się opieka jednego rodzica nad dzieckiem. Wyrosłem na popierdolonego zjeba (mam gdzieś ostrzeżenia za wulgaryzmy, piszę co mnie boli). W wieku 12 lat uzależniłem się od komputera. Mam 23 lata, więc... Zmarnowałem połowę mojego życia. Siedzenie przed komputerem, napoje gazowane, nieuczenie się i oto gotowy przepis na niemyślenie. Jestem idealnym przykładem osoby bezmyślnej, która albo coś powie nie tak, albo wpadnie pod auto. To, że jestem żywy to jakiś chory cud albo przekleństwo. Najgorsze stało się, gdy poznałem chany. Polski vichan i karachan pogłębiły moją depresję. Ale wróćmy do młodości... Podstawówka była piekłem. Gdy byłem w gimnazjum, zakochałem się w koleżance, którą znałem 8 lat. Oczywiście nie miałem zbyt wiele do czynienia z płcią przeciwną. Byłem zbyt wybuchowy, zbyt zmienny. To nie tak, że zachorowałem przez nią. Raczej jej głupia postawa (typowe dla kobiet nie umienie powiedzenia "nie") przelała czarę goryczy. Od dziecka wisiał nade mną cień. Cień ojca pijaka, cień zmarłego brata... Nawet moje narodzenie było tylko po to by rodzice się ożenili, co powiedziała gdy miałem 11 lat moja babcia. Super. Po gimnazjum zerwałem większość kontaktów, z resztą miałem łatwo, bo często się przeprowadzałem. Odkryłem, że dostaję histerycznej przyjemności, drażniąc ludzi. Im bliżsi mi, tym większa. Testowanie cierpliwości nielicznych znajomych i rodziny jest dla mnie sportem. Nie ukrywam, jestem toksyczny. Zastanawiam się, co doprowadziło mnie do takiego stanu. O zgrozo jestem fanem polityki, mam straszną ochotę zostać w przyszłości kimś ważnym. Ciekawe co z tego wyniknie...
W liceum w zasadzie starałem się być normalny, ale nie wyszło mi. Ludzie czują, że jesteś spierdolony. Nauczyłem się tego w wielu środowiskach. Poznałem tam pewną dziewczynę, która uważała się za egzorcystkę, córkę Lucyfera i takie tam. Oczywiście jako osoba, która interesuje się okultyzmem, co rusz przyłapywałem ją na tym, że zwyczajnie pieprzyła. Ale trwałem przy niej. Nie była ładna i to mnie kręciło. Zawsze lubiłem specyficzną urodę. Co z tego wynikło? Zmęczenie. 5 lat nerwów i zmęczenia. Była równie toksyczna co ja. A do tego psychicznie chora. Zastanawiam się, czy ją kochałem, czy tylko pożądałem jej ślicznej dupki. W każdym razie po jakimś czasie przestałem się odzywać do niej, napisałem jej kłamliwie, że mam nowych przyjaciół i tyle. Byłem wtedy na archeologii. Studia miał być czymś wspaniałym. Dodatkowo pracowałem na noce cieciując. Ale picie na praktykach, perspektywa praktyk w lecie (okłamali mnie w domu, że studenci mają 3 miechy wakacji), oraz jedna (tak jedna!!!) uwaga mojego wykładowcy, że przysypiam na lekcjach, spowodowały, że zrezygnowałem po 4 miesiącach. W dodatku musiałem bulić 200zł, bo na praktykach 2 debili odpaliło gaśnicę, powodując wśród pijanego motłochu szał zniszczenia. j***ć ich. Od roku nie robię nic w życiu (tylko pracuję na imprezach masowych i czasem na budowie). Nie mam hobby, a raczej wszystkie porzuciłem, z lenistwa. To mój najgorszy grzech, lenistwo. Nie umiem nic dokończyć. Nienawidzę rodziny. Wkurzają mnie, ale niestety muszę z nimi mieszkać. Ze zdrowie i higieną mam na bakier. Zęby mi się psują, mam hipochondrię i urojone nowotwory, sm, parkinsona... Boje się, ale nie wierzę, że lekarze mi pomogą, bo pewnie oleją mnie. Boję się przyszłości... Mojej, Europy, Świata...
Czy ja umiem kochać? Mam parę osób, głównie kobiet, które uważam, za przyjaciółki. Jedną nawet kocham. Ale nie umiem zaufać ludziom. I tu wracamy do kwestii chanów... W internecie, gdziekolwiek się nie pojawię, jest pełno mizoginii. W telewizyjnych serialach co rusz ktoś kogoś zdradza. Jak do ciężkiej anielki zaufać kobiecie? Nie umiem. Czasem ma ochotę zrobić podłą rzecz i powiedzieć wszystkim znajomym i tym męskim i żeńskim, że ich nienawidzę, że zrywam z nimi kontakty. Czemu? Kocham palić mosty. Czemu tego jeszcze nie zrobiłem? Bo mi chyba naprawdę zależy by tych kolegów/przyjaciół mieć. ALE I TAK IM NIE UFAM, NIE UMIEM!!! Nienawidzę i kobiet i mężczyzn. Nienawidzę. Chyba. Wszyscy w życiu mnie krzywdzili. Nie umiem się skupić.
Wiem, że to co teraz napiszę, skreśli mnie w oczach niektórych tutaj, ale ateizm nie jest dla każdego. Szczerze powiedziawszy żałuję, że stałem się ateistą. Taka jedna (była na szczęście) znajoma próbowała mnie nawrócić na katolicyzm, ale odmówiłem. Trochę za dosadnie, ale mnie wkurwiała, więc sami wiecie. Osobiście skłaniałbym się raczej ku OTO, jeżeli już miałbym należeć do jakiejś grupy religijnej.
Podsumowując...
To wszystko...
Nie wiem co dalej. Iść się zajebać, żyć w nędzny sposób przez 50 lat, póki nie zdechną od raka dziąseł, czy coś ze sobą zrobić? Nie wiem nawet co robić. Chcę roznieść ten świat w drzazgi. Sam nie wiem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

DEMONICON (4893 punktów)
>Nie wiem co dalej. Iść się zajebać, żyć w nędzny sposób przez 50 lat, póki nie zdechną od raka
>dziąseł, czy coś ze sobą zrobić? Nie wiem nawet co robić. Chcę roznieść ten świat w drzazgi. Sam nie
>wiem.

Musisz zrobić dwie rzeczy:
- iść do psychiatry, żeby lekami zmniejszyć stany lękowe i obsesje.
- iść na psychoterapię i próbować uczyć się od nowa żyć, od nowa układać klocki swojego życia.

Mówię to poważnie, masz ciężki stan nerwicy,stąd masz takie a nie inne myśli i w taki sposób reagujesz na ludzi - poprzez agresję i wycofanie.

Dużo ludzi podobnie ma. Da się z tego wyjść.

Pozdrawiam
finerbijk (17282 punktów)
Kup se psa. Może z czasem przyjdzie czas na ludzi.. Śmiej się z tego, że jesteś przegrywem i mimo że nienawidzisz wszystkich to cię do nich ciągnie. Nabierz do siebie dystansu, bo tak naprawdę wszyscy mają twoje problemy w dupie, i tak będzie zawsze. Aha, i może postaraj się zmusić do skończenia jakiejś szkoły, tak na wszelki wypadek.. nie jesteś taki stary, to się zawsze może przydać a na samobója to raczej jesteś za cienki (czyli jeszcze w miarę normalny).
diogenes (42753 punktów)
>Jestem złamany.

Napisz coś sprzed złamania. Może da się powrócić?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
ZaKotem (8733 punktów)
> Od dziecka wisiał nade mną cień. Cień ojca pijaka, cień
>zmarłego brata... Nawet moje narodzenie było tylko po to by rodzice się ożenili, co powiedziała gdy
>miałem 11 lat moja babcia. Super.
>Odkryłem, że dostaję histerycznej przyjemności, drażniąc ludzi. Im
>bliżsi mi, tym większa. Testowanie cierpliwości nielicznych znajomych i rodziny jest dla mnie
>sportem. Nie ukrywam, jestem toksyczny.
>Czy ja umiem kochać? Mam parę osób, głównie kobiet, które uważam, za przyjaciółki. Jedną nawet
>kocham. Ale nie umiem zaufać ludziom. I tu wracamy do kwestii chanów... W internecie, gdziekolwiek
>się nie pojawię, jest pełno mizoginii. W telewizyjnych serialach co rusz ktoś kogoś zdradza. Jak do
>ciężkiej anielki zaufać kobiecie? Nie umiem. Czasem ma ochotę zrobić podłą rzecz i powiedzieć
>wszystkim znajomym i tym męskim i żeńskim, że ich nienawidzę, że zrywam z nimi kontakty. Czemu?
>Kocham palić mosty. Czemu tego jeszcze nie rbiłem? Bo mi chyba naprawdę zależy by tych
>kolegów/przyjaciół mieć. ALE I TAK IM NIE UFAM, NIE UMIEM!!! Nienawidzę i kobiet i mężczyzn.
>Nienawidzę. Chyba. Wszyscy w życiu mnie krzywdzili.
Myślę, że obiektywnie nie wszyscy, ale to, ze robili to akurat ci, którzy powinni cię chronić, zawsze straszliwie odbija się na psychice dziecka, a potem i dorosłego, oraz na jego postrzeganie świata. Moim zdaniem jesteś podręcznikowym przykładem syndromu DDA. Był tu niedawno jeden taki, ale on był przekonany, że jego problemy (generalnie takie jak twoje) wynikają z nieruchania nastolatek i gdyby tylko ruchał nastolatki, byłby panem swego życia. Dla idioty nie ma nadziei, ale ty nie tworzysz bzdurnych pseudoteorii i dlatego dla ciebie jest. Znam osobę, która z tego wyszła. Oczywiście nie samodzielnie, bo to z zasady niemożliwe, tylko z pomocą terapii i grupy wsparcia. Bezwzględnie idź do psychoterapeuty, to się leczy.

www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
hunbin (2274 punktów)

Myślę, że zdrowiej jest przyjąć stan obecny, po prostu jest - jakie karty masz na ręku takimi grasz i od ciebie zależy co z tym zrobisz.

Do psychiatry po proszki na przetrwanie kilku tygodni.
Do psychoterapeuty na terapie żeby ogarnąć resztę życia.

Od siebie dodam, że warto zmienić nawyk szukania winnych (siebie też przestań obwiniać) to zatruwa Twój umysł.


Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Mam kilka rad, ale nie musisz ich oczywiście słuchać.

Analizuj logicznie, dociekaj co z czego wynika. Gdy brakuje wiedzy, nie zrażaj się, tylko dąż do tego aby ją poszerzać. Wiedza (psychologia, neurobiologia, podstawy filozofii) dużo dają, bo żadna psychoterapia nie przebije autoterapii opartej na samoobserwacji i opisywaniu sobie dlaczego robisz tak, a nie inaczej i klasyfikowaniu swoich zachowań z różnych punktów widzenia i pomiarów dokonywanych w różnych momentach (skład chemiczny mózgu zmienia się zarówno w ciągu dnia, jak i na przestrzeni dni i miesięcy, a to daje inne obserwacje). Następny etap to dojście do wniosku, że takie opisy są jednak puste i że nasza wiedza nie do końca odzwierciedla rzeczywistość.

Koniecznie odetnij się od toksycznej rodziny. To Twoje życie i inni nie mają prawa psuć Ci szczęścia, kłamiąc, że chodzi o więzi rodzinne. Zapewne sloganów masz dość i widzisz, że ludzkie stwierdzenia i często emocje są po prostu puste.

Staraj się nie wstydzić się siebie i rozmawiać z innymi szczerze, bez masek. Jeśli ktoś Cię przez to znielubi, to trudno.

Dąż do własnego spokoju i szczęścia, a nie do spełniania potrzeb innych ludzi.

Staraj się pamiętać w złych momentach, że ten stan to tylko niedobór jakichś substancji w mózgu - dąż do tego aby optymalizować poziom neuroprzekaźników.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365