Jeszcze ciekawszy jest przypadek prezesa pewnej partii, którego SB-cka teczka zawierała sfałszowane lojalki, sam prezes, jako jedyny chyba opozycjonista, nie był internowany w stanie wojennym, o samym stanie wojennym dowiedział się, gdy już wyspawszy się w domciu mamusi podreptał do kościółka, a przesłuchiwany przez milicję (zgłosił się na wezwanie, nawet go nie musieli siłą ciągnąć) twierdził, że nie jest żadnym opozycjonistą, że to pomyłka, bo to jego brat jest w opozycji, bo się zadał z nieodpowiednimi ludźmi.
Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
|