Do powstania teorii spiskowej potrzeba niewiele: temat, argumenty oraz ignorancję krytyki dotyczącej wymyślonej teorii. Tematem może być każde wydarzenie, osoba, teoria. Szczególnie przy tej ostatniej daje się stosunkowo łatwo "udowodnić" swoją racje, potwierdzenie tego i tylko tego toku myślenia.
I nasz kraj jest ojczyzną kilku dobrych teorii spiskowych.
Pierwsza z tych bardziej znanych bazuje na pamflecie Juliana Ursyna Niemcewicza pod tytułem "Rok 3333 czyli sen niesłychany" z roku 1858.
Autor opisuje i przedstawia pod wspólnym określeniem Judeopolonia - zagrożenie polskości przez obecność na ziemiach polskich zbyt dużej ilości Żydów.
Ponad 150 lat później temat ten jest nadal aktualny. I nie potrzeba żadnych nowych argumentów. Nawet jeżeli w chwili obecnej, ta mniejszość religijna stanowi promil wśród społeczeństwa polskiego. Zagrożenie ciągle jest. "Bo oni rządzą światem". "Trzymają się razem". "Mają pieniądze" - to typowe argumenty mjące uświadomić nam jakie to niebezpieczeństwo...
Nie mniej jednak miedzy tą teorią a antysemityzmem jest to tak bardzo mały krok. Szczególnie bezkompromisowi i słabi politycy III Rzeczypospolitej sięgają po tą teorię jako argument w walce politycznej.
Inną, ale również spektakularną jest teoria dotycząca zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów.
Były premier, były zastępca dowódcy 1 Armii LWP został w roku 1981 wyrzucony z PZPR a następnie, podobnie jak większość obecnych bohaterów politycznych, internowany w czasie stanu wojennego. Znaleziono go zamordowanego we własnym domu w Aninie, w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku.
Piotr Jaroszewicz został uduszony paskiem zakręcanym na jego szyi za pomocą góralskiej ciupagi. Jego żonę zabito strzałem w tył głowy, podobnie jak to robiono z polskimi oficerami w Katyniu. Tym razem nie z pistoletu, ale ze sztucera ofiary.
Śledztwo, założyło jako motyw rabunek. Teoria mówi o spisku, gdyż Jaroszewicz "musiał" coś wiedzieć na temat komnaty bursztynowej, lub miał "teczki" na Kiszczaka i Jaruzelskiego i innych. W każdym razie nie można wykluczyć motywu politycznego, gdyż zginęły w/g syna Jaroszewicza tylko notatki osobiste ojca. O pieniądzach nie mówi się w tym śledztwie w ogóle, choć prawa ręka Piotra Jaroszewicza nie była skrępowana i jakby gotowa do podpisu. Być może, chciano wydobyć z ofiary, po przez tortury, informacje dotyczące kont bankowych w Szwajcarii, o których obecne organy ścigania, ani opinia publiczna, nie powinny nic wiedzieć.
W roku 2005 wznowiono śledztwo w sprawie zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów i okazało się, że główne dowody, w postaci zebranych odcisków palców, zaginęły i nie udało się ich już nigdy odnaleźć.
No i oczywiście ostatnia sensacja. Rozbity samolot prezydencki w Smoleńsku.
Sztuczna mgła. Spisek Rosjan, Niemców i partii rządzącej w Polsce. Komisje, które nie "wypracowały odpowiednich wyników". Resztki ludzkie, ofiar tej katastrofy odkopywane, badane i jeszcze raz chowane. Makabra połączona z całkowitym brakiem szacunku dla zmarłych, najbliższych i rodziny.
Nie mniej jednak ziarno zostało posiane i podobnie jak u Juliana Ursyna Niemcewicza może pozostać, i pewnie tak będzie, na stałe w naszym nastawieniu do naszych sąsiadów, rządów, polityki polskiej. Pozostanie coś, w co ludzie chcą troche wierzyć, by nie dopuścić do siebie myśli o ludzkiej głupocie, amatorstwie, bezdennej próżnosci polskich sfer politycznych.
Powiem nawet więcej. Jest to dyskomfort życia we własnym kraju.
Tworzenie takich teorii, jest zbrodnią na własnym narodzie. Jest zdradą stanu, której celem jest zastraszenie społeczeństwa by łatwiej nim manipulować. Ograniczać bezkarnie wolność słowa, demokrację. By mieć podstawy do zakłócania porządku publicznego, wystawiania na próbę tak ciężko wypracowaną demokracje, porządek publiczny. Tak wygląda droga do anarchizmu.
Smierć zadłużonego Andrzeja Leppera. Tego "Nikodema Dyzmy" XXI wieku. Wyrwanego ze swego zaufanego otoczenia wiejskich prawdziwków, jest tego najlepszym przykładem.
Mistrzami wymyślania terorii spiskowych jest w naszym kraju prawica. Bo do koncepcji spisku, podaje od razu rozwiązanie. "Jeżeli dacie nam władzę - to udowodnimy wam każdy spisek".
Ponad 30 lat temu jeden z przywódców PZPR-u krzyczał - "raz zdobytej władzy nigdy nie oddamy".
Inny zaś, obecnie żyjący generał w ciemnych okularach, przekonuje sąd, że braterski naród radziecki chciał do nas wejść i zrobić porządek. Dlatego on, generał i pierwszy prezydent III Rzeczypospolitej musiał wprowadzić stan wojenny. Wysłać wojsko przeciwko własnemu narodowi, by nas obca siła nie zajęła. Groteska... |