Na forum panuje kompletna ignorancja wobec chamstwa. Podobnie jest na ulicach i podobna ignorancja panuje w permisywnych społeczeństwach, gdzie człowiek umiera na ulicy i wszyscy go ignorują, przyspieszając gdy przechodzą obok niego, by czasem nie padła na nich odpowiedzialność pomocy.
Ja tego jednak nie pochwalam, a najgorszym zjawiskiem w debacie publicznej, na forach, w telewizji itd jest ignorowanie argumentów i powtarzanie swoich obalonych mantr. Rozemocjonowany typowy "Janusz" z wąsami myśli, że ma zawsze rację i każdy ma mu dać atencję i przytakiwać. Gdy ktoś ma inne argumenty, to jego ubrudzony musztardą wąs staje się jeszcze bardziej ruchliwy niż przy obgryzaniu kiełby z tesco. W internetowych dyskusjach przybiera to jeszcze gorszą formę.
Wielokrotnie powtarzane argumenty odbijają się jak od ściany. Betonowa głowa mentalnego "Janusza" działa jak odgromnik wobec sensownych myśli... czyli właściwie nie działa

Np powtarzam chamowi argument, prosty jak budowa cepa, którego nie da się nie zrozumieć. Mimo tego znajduje się cham, który nie rozumie i któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy.
\"cham\":Nie istnieje coś co jest potencjalnie empiryczne.
To sprzeczność, w którą się zaplątałeś
Cham nie rozumie, że wiele razy było tłumaczone i to post wyżej, nad tym na co cham odpisuje:
\"olson\":Potencjalna empiryczna czyli faktycznie mogąca istnieć w realu, a nie taka która już istnieje. Empiryczna bo może istnieć, a nieempiryczna by nie mogła.
Ten argument jest w mocy, ale cham mimo tego powtarza to co pisał wcześniej i na co ten argument odpowiada.
Skąd wzięła się w ogóle ta kompromitacja? Zaczęło się od mojej krytyki idei demokracji. Jest ona wymierzona w fideistów, którzy mają niesprawne płaty czołowe jak każdy kto wierzy w dowolną religię (demokratyzm to też religia jeśli nie akceptuje się tego na zasadzie mniejszego zła). Kolejnym smaczkiem jest tu porównanie idei demokracji do idei dyktatury, które uwzględnia obecną sytuację społeczną, która bez dwóch zdań jest do wyprostowania, bo dziś ludzie zazwyczaj nie kierują się żadnymi wartościami w tym demo-kato-socjo-kapitalistycznym pseudoustroju. Demokracja w obecnej sytuacji zawsze musiałaby być zła, co pokazuje przykład wszystkich obecnych wyborów ludu - więcej z tego nie można wycisnąć, a to co widzimy to kwintesencja demokracji. Co innego z dyktaturą, która byłaby niezależna od faktycznych "wyborów" większości, czyli specjalistów od psychomanipulacji działających na zlecenie najbogatszych. Ta w pełni zależałaby od decyzji władzy, a ta mogłaby wtedy działać spójnie i prawidłowo, pod warunkiem, że dyktator byłby dobry. Idea dyktatury jako taka też jest kiepska, podobnie jak idea demokracji, a w wielu sytuacjach nawet gorsza, gdy dyktator jest zły, bo wtedy ma on pełnię władzy by wszystko rujnować.
Gdy zakładamy, że dyktator jest dobry, to wszystkie przykłady jakich używa cham są nieadekwatne, bo dotyczą złych dyktatur. Logiczny szach-mat. Do pojęcia "dobry" nie można się przyczepić, bo zdefiniowałem je jako najlepszego władcę z faktycznie istniejących ludzi. Gdybyśmy mieli pełnię wiedzy, to wiedzielibyśmy kto byłby optymalnym dyktatorem, kim byliby jego współpracownicy i jak wyglądałoby ich rządzenie. Jednak ten przykład dotyczy ontologii, czyli praktycznie płaszczyzny, na której z założenia mają być idee. Cham ignoruje to i odwołuje się wyłącznie do epistemologii czyli tego co tej dyskusji z założenia stricte nie dotyczy. I paraargumentacja chama polega na tym, że skoro nie wiemy kto jest najlepszy, to najlepszy nie istnieje. Typowe samozaoranie i samozapętlenie. W dodatku cham działa wyłącznie pod wpływem emocji i w odcięciu od logiki, więc słówko "dyktatura" kojarzy mu się z tymi dyktaturami, które były złe i istniały do tej pory. Czyli to tak jakby jakiś cham 600 lat temu twierdził, że samochody nie mogą istnieć, bo nie istnieją. Typowe mylenie tego co może być z tym co jest.
Niestety chamowi można tłumaczyć, powtarzać, a ten i tak będzie klepał swoje prymitywne mantry, strącając szachy w sytuacji gdy dostał mata i tryumfalnie obwieszczając swoje rzekome zwycięstwo.
Czy problem takich dyskutantów faktycznie powinien być ignorowany? A może to jak rak, z którym się nie walczy, a się powinno? Ja uważam, że należy takie osoby edukować, bo to nie ich wina, że tacy są. Tylko czy da się komuś takiemu wytłumaczyć błąd, gdy jest narcyzem, któremu wydaje się, że zawsze ma rację, bo wierzy, że zawsze ma rację? Czy należy go besztać tak jak ja, czy może lepiej odpuszczać i zostawić go samemu sobie? Zapraszam do dyskusji i dzielenia się swoimi refleksjami.