Racjonalista - Strona głównaDo treści
Cel: Zabezpieczyć a może zniewolić...?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
22-01-2010 11:45Celtyk (3337 punktów)Cel: Zabezpieczyć a może zniewolić...?
Ocena 8 na 8
Będą śledzić na 100 sposobów
   Czy Orwellowska wizja jest tylko literacką fantazją, czy może jednak w imię "bezpieczeństwa" obywateli stanie się rzeczywistością EU?
   Czytając artykuł przypomniał mi się pewien film: Raport Mniejszości Niestety w tej gorszej części.
Cytat:
Wykryje bombę i pedofila zgodnie z normami
Za 4 lata . . . INDECT będzie wiedział lepiej od nas, że się zachowujemy "niepoprawnie"...
Cytat:
- Ale to w żadnym wypadku nie jest system totalnego monitoringu, bo zresztą nikt nie chciałby tego robić - podsumowuje wątpliwości Leszczuk.
   Osobiście nie pokładam takiej dozy zaufania jak Pan Leszczuk w rządy żadnego kraju, a ostatnio również w rząd w UE!
Cytat:
Z definicją tego założenia mają problem nawet sami twórcy INDECTu. - Stwierdzenie "nienaturalne zachowania" powstało w Komisji Europejskiej. Prawdę mówiąc, my też przygotowując ten projekt, nie byliśmy pewni, co Komisja przez to rozumie, bo jest to bardzo szerokie pojęcie - przyznaje Leszczuk.
Wystarczy zapytać rządzących - oni nie będą mieli problemu jak ma brzmieć ta definicja... Myślę, że KE też ma na to pomysł, ale go nie podaje bo zapewne jest co najmniej kontrowersyjny.
Może to nie jest przedsionek totalnej kontroli ludności świata przez wybrańców, którzy go wprowadzą, ale osobiście nasuwa mi się pytanie jak daleko można ograniczać prywatność obywateli w imię ich bezpieczeństwa?
   Gdzie jest granica postawy rządów wielu krajów, że Władza wie "lepiej", co jest dla mnie lepsze, bezpieczniejsze, sprawi mi większą przyjemność, nie będzie stanowiło zagrożenia dla mnie bądź otoczenia?
Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Gosia (9452 punktów)

>nasuwa mi się pytanie jak daleko można ograniczać prywatność
>obywateli w imię ich bezpieczeństwa?
Jak daleko się da, tak daleko jak na to pozwolimy siedząc bezczynnie na tyłkach i nie reagując.
>   Gdzie jest granica postawy rządów wielu krajów, że Władza wie "lepiej"
Tą granicą jest stopień społecznego przyzwolenia.
Celtyk (3337 punktów)
>Jak daleko się da, tak daleko jak na to pozwolimy siedząc bezczynnie na tyłkach i nie reagując.
To prawda, ale niestety tylko w jakiejś części. Coraz częściej głosy społeczeństwa (szczególnie te bardzo niewygodne dla) są dosłownie ignorowane. Śmiem przypuszczać, że zjawisko "głuchnięcia" władz poszczególnych krajów będzie postępowało...

>Tą granicą jest stopień społecznego przyzwolenia.
Czyli władza powoli, ale skutecznie formalizuje nasze życie. Pytanie kiedy będziemy oddychać zgodnie z rozporządzeniem odpowiedniego ministra...
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
w-o-w-o (692 punktów)
"Mniej wolności jednostki dla dobra ogółu" tak można scharakteryzować te podwaliny pod nowoczesny totalitaryzm. Nawet zakładając, że świat zachodni nie ma innego wyjścia, aby obronić się przed zagrożeniami, nie można tego typu rozumowania popierać. Czemu ?
Załóżmy, że intencje pomysłodawców ograniczenia wolności jednostki dla bezpieczeństwa ogółu są dobre. Ale mogą nastać czasy niepokojów społecznych, ekonomicznych, które doprowadzą do pewnego chaosu. Społeczeństwa rozwiniętych krajów przyzwyczajone do wygodnego i bezpiecznego życia będą skłonne oddać władzę komuś kto reprezentuje siłę i odpowiednią charyzmę. Byle tylko zaprowadzono porządek. I tu pojawia się ryzyko dojścia do głosu populistycznych krzykaczy. Gdyby doszli do władzy i dysponowali przygotowaną im uprzednio ( przez demokrację ) taką formą kontroli społeczeństwa to....
22-01-2010 16:29 
 Ocena 1 na 1
rudyment (3233 punktów)
>"Mniej wolności jednostki dla dobra ogółu" tak można scharakteryzować te podwaliny pod nowoczesny totalitaryzm. Nawet zakładając, że świat zachodni nie ma innego wyjścia, aby obronić się przed zagrożeniami, nie można tego typu rozumowania popierać. Czemu ?
> Załóżmy, że intencje pomysłodawców ograniczenia wolności jednostki dla bezpieczeństwa ogółu są dobre. Ale mogą nastać czasy niepokojów społecznych, ekonomicznych, które doprowadzą do pewnego chaosu. Społeczeństwa rozwiniętych krajów przyzwyczajone do wygodnego i bezpiecznego życia będą skłonne oddać władzę komuś kto reprezentuje siłę i odpowiednią charyzmę. Byle tylko zaprowadzono porządek. I tu pojawia się ryzyko dojścia do głosu populistycznych krzykaczy. Gdyby doszli do władzy i dysponowali przygotowaną im uprzednio ( przez demokrację ) taką formą kontroli społeczeństwa to....

"It's the economy, stupid!" (B. Clinton)

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Na naszym podwórku mamy coś jeszcze groźniejszego. Wystarczy wyobrazić sobie co mógłby zrobić z tego PiS.

wiadomosci(*)rozeniem_dla_polakow,item.html
22-01-2010 23:58 
 Ocena 2 na 2
Celtyk (3337 punktów)
>Na naszym podwórku mamy coś jeszcze groźniejszego. Wystarczy wyobrazić sobie co mógłby zrobić z tego PiS.
>wiadomosci(*)rozeniem_dla_polakow,item.html
Słyczałem o tym projekcie... Media praktycznie o tym nawet nie wspominają poza jednym jego elementem nazywanym PESEL2.
   Obiektywnie patrząc na sprawę mamy trochę patową sytuację:
Z jednej strony nie chcemy po X razy wpisywać swoich danych w kolejnych urzędach w formularzach, wnioskach itp. dokumentach. Chcemy mieć możliwość załatwienia przynajmniej części spraw w przysłowiowym 1 okienku.
Z drugiej strony budowa jednej bazy o obywatelach dostępnej dla wszystkich urzędów wywołuje społeczny, polityczny a nawet prawny sprzeciw takim działaniom.
   Problemem raczej nie jest sama baza, ale zakres informacji jakie będą w niej gromadzone jak i to, kto i na jakich zasadach będzie miał do niej dostęp oraz to jaka będzie kontrola tego dostępu.
W dobie elektronicznej wymiany danych bardzo istotnym elementem a w zasadzie krytycznym jest właściwe zabezpieczenie tych danych przed kradzieżą poprzez włamanie np.: z sieci zewnętrznej. Myślę, że taka baza obywateli dowolnego kraju jest łakomym dla obcego wywiadu jak i grup przestępczych.
   Ile osób jest w stanie podać przynajmniej urzędy, których systemy informatyczne bądź jeszcze tradycyjne przechowują ich dane i jakie to są informacje?
   Poczynając od urodzenia mamy Urząd Stanu Cywilnego, chwilę potem Gmina i baza PESEL. Przy okazji mamy szpital gdzie się człowiek narodził a potem przychodnię gdzie dziecko będzie szczepione, badane a może i leczone. Potem żłobek, przedszkole (jeśli taki los dziecka, ale dane nie tylko dziecka, ale również rodziców bądź opiekunów zostaną zgromadzone). Następnie szkoła podstawowa, średnia, studia. W międzyczasie może się pojawić prawko - a więc szkoła jazdy, WORD a potem powiat i system CEPIK. Do tego może dorzućmy paszport, działka...
W momencie rozpoczęcia pracy zawodowej nie da się uniknąć urzędu skarbowego, ZUS'i i jakiegoś funduszu emerytalnego.
Wszędzie tam gdzie mamy jakąś sprawę do naszego Państwa zostaje o nas informacja: kto, co i dlaczego jak nawet to - kiedy.
   Dorzucę do tego jeszcze Elektroniczna karta zamiast książeczki zdrowia...
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
Nie powiemy nie, to będą nas kontrolować co raz to bardziej i bardziej. Jak w "Człowieku demolce", zaklniesz trzy punkty karne, puścisz bąka za głośno 8 punktów karnych. Niepoddanie się cotygodniowej kontroli zdrowia, diety 20 punktów karnych i przymusowe przystosowywanie się do społeczeństwa.
Smith (10069 punktów)
>   Czy Orwellowska wizja jest tylko literacką fantazją, czy może jednak w imię "bezpieczeństwa" obywateli stanie się rzeczywistością EU?
Cóż władza ma to do siebie, że deprawuje.
Najwidoczniej Huxley'owska wizją nowego wspaniałego świata już nie wystarcza.
Bo zmęczeni nią ludzie masowo wychodzą na ulice na razie w Grecji, gdzie już prawnie zabroniono filmowania interwencji policji.
22-01-2010 22:25 
 Ocena 3 na 3
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Najwidoczniej Huxley'owska wizją nowego wspaniałego świata już nie wystarcza.
>Bo zmęczeni nią ludzie masowo wychodzą na ulice na razie w Grecji, gdzie już prawnie zabroniono filmowania interwencji policji.
>

Otóż to, zawsze przychodzi czas gdy społeczeństwo mówi dość i przychodzi rewolucja. Przecież socjalizm i rewolucja październikowa nie wzięła się z powietrza tylko z niezadowolenia ludzi z poczynań cara. Już i tak za długo cywilizowany świat obył się bez rewolucji i wojny.

Myślę, że jest jeszcze jeden czynnik deprawujący rządzących, a jest nim immunitet, skutecznie wyłączający ich spod idei wymyślonego przez nich świata. Oglądałem jakiś czas temu dokument BBC na temat jak zmienił się świat po ataku na WTC. No i w GB uchwalono prawo, że w dowodach osobistych(których to jeszcze w GB nie trzeba posiadać) i w paszportach pojawiają się szczegółowe dane obywatela celem poprawy bezpieczeństwa. Prawo to jednak wyłącza rodziny polityków dla ich bezpieczeństwa .

W programie tym pokazano jak dokumenty elektroniczne niby to zabezpieczone, że ho ho mogą zostać odczytane przez średnio kumatego człowieka, za pomocą informacji znalezionych w necie(chodziło o znalezienie algorytmu deszyfrującego dokument).

W programie też pokazano pana z USA (z jakiejś tam organizacji walczącej o prawa człowieka), który rzekł coś bardzo mądrego. W każdym państwie istnieje tyle przepisów wszelakich, że żaden obywatel znać ich po prostu nie może, bo nie jest to możliwe aby je wszystkie spamiętać. W związku z tym każdy obywatel popełnia przestępstwa stosunkowo często. Państwo zbiera informacje o obywatelach i przychodzi czas gdy państwo postanawia dobrać się do dupy danemu obywatelowi. Nie jest już wtedy wielką trudnością znaleźć odpowiednie paragrafy na czyny zewidencjonowane przez kamery, chipy i inne popierdółki.

A dlaczego niby państwo miałoby się dobrać do dupy obywatelowi. No cóż powodów jest wiele. Chociażby przyłapanie polityka na jakimś szwindlu, ten polityk uruchamia odpowiednią służbę i po obywatelu . Przykład z programu dwie starsze panie wydające niezależne czasopisma krytykujące rząd. Na lotnisku miały problemy, bo były na liście. Miały jednak szczęście, bo w USA są trzy listy, one nie były na tej najgorszej uniemożliwiającej lot samolotem, więc tylko czekało ich dokładne sprawdzenie i rozmowa z FBI .
22-01-2010 22:58 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Otóż to, zawsze przychodzi czas gdy społeczeństwo mówi dość i przychodzi rewolucja. Przecież socjalizm i rewolucja październikowa nie wzięła się z powietrza tylko z niezadowolenia ludzi z poczynań cara. Już i tak za długo cywilizowany świat obył się bez rewolucji i wojny.
Słyszałem też taką wersję, że carska Rosja jako jedyna w Europie nie wprowadziła centralnego banku ale nie zapisano jej w protokołach mędrców Syjonu. To nie wiem czy jest wiarygodna.
>Myślę, że jest jeszcze jeden czynnik deprawujący rządzących, a jest nim immunitet, skutecznie wyłączający ich spod idei wymyślonego przez nich świata. Oglądałem jakiś czas temu dokument BBC na temat jak zmienił się świat po ataku na WTC. No i w GB uchwalono prawo, że w dowodach osobistych(których to jeszcze w GB nie trzeba posiadać) i w paszportach pojawiają się szczegółowe dane obywatela celem poprawy bezpieczeństwa. Prawo to jednak wyłącza rodziny polityków dla ich bezpieczeństwa .
Nie tylko u nas panuje demokracja oparta na zasadzie co wolno wojewodzie....
>W programie tym pokazano jak dokumenty elektroniczne niby to zabezpieczone, że ho ho mogą zostać odczytane przez średnio kumatego człowieka, za pomocą informacji znalezionych w necie(chodziło o znalezienie algorytmu deszyfrującego dokument).
Fałszerz jest tak starym zawodem jak dokument, podobnie: przemytnik jak cło, złodziej jak własność i prostytutka jak małżeństwo.
>W programie też pokazano pana z USA (z jakiejś tam organizacji walczącej o prawa człowieka), który rzekł coś bardzo mądrego. W każdym państwie istnieje tyle przepisów wszelakich, że żaden obywatel znać ich po prostu nie może, bo nie jest to możliwe aby je wszystkie spamiętać. W związku z tym każdy obywatel popełnia przestępstwa stosunkowo często. Państwo zbiera informacje o obywatelach i przychodzi czas gdy państwo postanawia dobrać się do dupy danemu obywatelowi. Nie jest już wtedy wielką trudnością znaleźć odpowiednie paragrafy na czyny zewidencjonowane przez kamery, chipy i inne popierdółki.
A jak myślisz po co społeczeństwo kształci tylu prawników?
>A dlaczego niby państwo miałoby się dobrać do dupy obywatelowi. No cóż powodów jest wiele. Chociażby przyłapanie polityka na jakimś szwindlu, ten polityk uruchamia odpowiednią służbę i po obywatelu . Przykład z programu dwie starsze panie wydające niezależne czasopisma krytykujące rząd. Na lotnisku miały problemy, bo były na liście. Miały jednak szczęście, bo w USA są trzy listy, one nie były na tej najgorszej uniemożliwiającej lot samolotem, więc tylko czekało ich dokładne sprawdzenie i rozmowa z FBI .
Stara zasada czekisty: dajcie mi człowieka a § się znajdzie.
22-01-2010 22:52 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> w Grecji, gdzie już prawnie zabroniono filmowania interwencji policji.
We wczorajszej "Sprawie dla reportera" powiedziano, że każde więzienie w Polsce ma wyciszoną celę, w której strażnicy mogą rozprawiać się z każdym więźniem. Stwierdzenie to nie wzbudziło większego zainteresowania, choć tematem programu było wątpliwe co do okoliczności powieszenie się w celi aresztowanego 19-latka.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
22-01-2010 23:09 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>... każde więzienie w Polsce ma wyciszoną celę, w której strażnicy mogą rozprawiać się z każdym więźniem. Stwierdzenie to nie wzbudziło większego zainteresowania, choć tematem programu było wątpliwe co do okoliczności powieszenie się w celi aresztowanego 19-latka.
Za to przeogromne zainteresowanie wzbudzają idiotyczne pytania do Jaruzelskiego o to dlaczego pracownicy Służby Bezpieczeństwa nie zostali osądzeni i skazani.
Podobnie zresztą jak ci z wymiaru "sprawiedliwości".
Sledziu (1058 punktów)
Informacja, która stanowi przedmiot tego wątku jest ważna. To oczywiście truizm. Tyle, że narzuca on kilka kłopotliwych pytań:

1) Jak to jest, że tak porażająca wiadomość nie stanowi głównego tematu wszystkich dzienników telewizyjnych?
2) Czy aby nie chodzi o to, że choć projekt INDECT powinien nas wszystkich wprawiać w osłupienie, to jednak nie jest tym, co najbardziej elektryzuje gawiedź?
3) Jeżeli nietrudno zgodzić się, że zbiorową uwagę najbardziej absorbują pikantne materiały dotyczące krajowych afer i połajanek (pomijam tu oczywiście incydentalne, budzące ogromne emocje wydarzenia w rodzaju wojny w Iraku, zamachu na WTC itd.), to jakie akty prawne musiałyby zostać uchwalone na szczeblu UE, by mogły one wzbudzić niejakie zainteresowanie?
4) Skoro nie sposób zaprzeczyć, iż informacje związane z poczynaniami unijnych decydentów w znakomitej większości nie mogą pod względem swego medialnego i społecznego rezonansu konkurować nawet z psem Ludwika Dorna, to czy w dobie cedowania kompetencji należących dawniej do państw narodowych na ponadnarodowy moloch, można nadal mówić o demokracji? Ustrój ten zakłada bowiem nie tylko społeczną legitymizację władzy, ale też istnienie obywatelskiej kontroli nad instytucjami państwa i tymi, którzy piastują w nich publiczne funkcje. Brak należytej wiedzy na temat tego, co dzieje się w PE, KE oraz ich agendach to zaś nic innego, jak właśnie odebranie społeczeństwu instrumentów kontroli nad władzą.

Na wszelki wypadek zaznaczam, że nie usiłuję tu występować w roli rzecznika teorii spisku. Nie twierdzę w żadnym razie, że UE to twór z definicji niedemokratyczny i powołany tylko po to, by demokrację zdemontować. Dostrzegam jedynie niepokojące sygnały i zastanawiam się, czy nie jestem w tym, przynajmniej na tym forum, odosobniony.

Jednocześnie wydaje mi się, że aby przenieść środek ciężkości polskiej debaty publicznej ze spraw błahych i lokalnych na fundamentalne i globalne, trzeba po prostu jak najwięcej mówić o tych drugich. W ślad za społeczeństwem pójdą dziennikarze, a za nimi politycy, tak jak to było w większości krajów starej Unii. Jeśli zaś nie zmienimy naszej optyki postrzegania rzeczywistości politycznej, niebawem naprawdę możemy znaleźć się w świecie Orwella nawet o tym nie usłyszawszy.

Pozdrawiam.
23-01-2010 00:14 
 Ocena 2 na 2
w-o-w-o (692 punktów)
W związku z nałożeniem na nas wszystkich kolejnych kajdan napisałem swój protest.

"MyWy-Iści"

My
Twój rząd
nasza wspólna władza
APELUJEMY
Wyzbądź się miłości do własnej wolności
Inaczej zginiemy
od bomb
pożarów
od noży wbitych
przez społeczne złogi
odrzucone na pobocze
naszej wspólnej przecież drogi

One już tu są - te obce naleciałości
śmierdzące
czychają tylko na ulicach, aby zabić

Zabić !
Zabić !

Oni
My
Wy
Już tu są !
Teroryści ukryci
i ich bomby chemiczne
anarchiści
zamieszki krwawe uliczne
spalone samochody
zamknięte szkoły
ateiści
kościłów pożary
pożoga cmentarzy
katoliccy populiści odrzuceni
w purpurze jak w krwi odziani
wymazani wnętrzościami
przeszłości

Ciała !
Wasza władza je widzi
rozrzucone po ulicach
cuchnące
powykręcane
Boimy się o Was...
Czuwamy !

Uchwalamy z dniem jutrzejszym
stan zagrożenia dla Rzymu.
Neapol spłonie w islamskim płomieniu.
Zapłacze Paryż cały.
Oxford złem opanowany.
Tak bedzie !
Świat krwią zalany !
Widzimy
Poprzez neurony naszych agend rozsiane
wszystko już wiemy.

I ostrzegamy !

Wywiady pracują dniami i nocami
bez przerwy
Czuwamy !
Wycięczony narodzie pełen chwały
Ogłaszamy
że słów wszelkich słuchać
w podsłuchach musimy
- pluskwy w kopercie z poczty znajdziecie -
zamontujcie
dostrójcie
piszcie maile
sprawdzone
listy na poczcie
wysyłajcie
pisząc o sąsiadach
nie wiadomo przecież kto to
kim są i skąd przybyli
moze to teroryści
anarchiści...
Artyści ?
To pewnie ateiści
Plebania ?
Rasiści ekstremiści !

Śmierć !

Uwaga
My
Twoja władza
Ogłaszamy komunikat straszny :
nadchodzi zniewaga wolności !

Zwiększmy więc wydatki
Zwiększmy podatki

I ogłośmy nową ciężką drogę
ku niezawisłości
każdego
z Nas
Was

A oni - Śmierć !
23-01-2010 00:47 
 Ocena 2 na 2
Celtyk (3337 punktów)
>1) Jak to jest, że tak porażająca wiadomość nie stanowi głównego tematu wszystkich dzienników telewizyjnych?
A kto powiedział, że jeszcze gdzieś istnieją publiczne i niezależne media? Prywatne też się za daleko nie wychylą bo mogą "zniknąć" z rynku...
>2) Czy aby nie chodzi o to, że choć projekt INDECT powinien nas wszystkich wprawiać w osłupienie, to jednak nie jest tym, co najbardziej elektryzuje gawiedź?
Trafne spostrzeżenie.
>3) Jeżeli nietrudno zgodzić się, że zbiorową uwagę najbardziej absorbują pikantne materiały dotyczące krajowych afer i połajanek (pomijam tu oczywiście incydentalne, budzące ogromne emocje wydarzenia w rodzaju wojny w Iraku, zamachu na WTC itd.), to jakie akty prawne musiałyby zostać uchwalone na szczeblu UE, by mogły one wzbudzić niejakie zainteresowanie?
Nic nowego - szary tłum często przyjmuje wybór innych za słuszny tzn.: Jeśli media o czymś "trombią" tzn., że to jest ważne. Myślenie jest trudnym zajęciem i wielu ludzie chętnie z niego rezygnuje jeśli ma taką możliwość. Skutki takiej postawy obywateli raczej nie nastrajają pozytywnie na przyszłość.
>...Brak należytej wiedzy na temat tego, co dzieje się w PE, KE oraz ich agendach to zaś nic innego, jak właśnie odebranie społeczeństwu instrumentów kontroli nad władzą.
   "Rząd" UE jest dla wielu osób tworem, który w ich ocenie nie wpływa na ich codzienne życie co jest oczywiście błędnym rozumowaniem.
   Co zaś do samej "kontroli" władzy przez społeczeństwo to wystarczy mi nasza ordynacja, która i tak już wystarczająco dba o to by kontrola obywateli była znikoma nad rządzącymi
>Na wszelki wypadek zaznaczam, że nie usiłuję tu występować w roli rzecznika teorii spisku. Nie twierdzę w żadnym razie, że UE to twór z definicji niedemokratyczny i powołany tylko po to, by demokrację zdemontować.
Teoria prawa nie musi być praktyką...
>Jednocześnie wydaje mi się, że aby przenieść środek ciężkości polskiej debaty publicznej ze spraw błahych i lokalnych na fundamentalne i globalne [...]
Jeszcze jakby było to tak prosto zrealizować jak napisać
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Niestety sam od dłuższego czasu zauważam symptomy i widzę do czego to wszystko zmierza - stopniowego ograniczania zakresu swobód obywatela "dla jego własnego dobra". Na samym początku muszę zaznaczyć, że jestem zdecydowanie przeciwny wszelkim pomysłom umieszczania prawa do obrony w zakresie państwowych monopoli. Tutaj dają o sobie znać moje libertariańskie poglądy. Obrona własnej osoby, rodziny i własności jest przyrodzonym prawem jednostki i ta, stojąc w obliczu zagrożenia wspomnianych wartości powinna mieć możliwość sięgnięcia po wszelkie możliwe środki. Rozumiem przez to dostęp do broni palnej (w granicach zdrowego rozsądku - zrobienie kursu jak w przypadku prawa jazdy, wykluczenie osób skazanych prawomocnym wyrokiem albo cierpiących na zaburzenia psychiczne) czy zwolnienie z wszelkiej odpowiedzialności karnej za obrażenia zadane napastnikowi (słowem: atakujący powinien wiedzieć, że prowokując takie zdarzenie rezygnuje z wszelkiej ochrony ze strony państwa, o ile wina zostanie mu dowiedziona przed sądem).
Nie jestem na tyle naiwny by sądzić, że państwo zabrawszy (lub mocno ograniczywszy) mi prawo do obrony samo zdąży użyć go odpowiednio szybko, gdy moja rodzina, życie, zdrowie lub własność będą w niebezpieczeństwie. Nawet, gdy wprowadzony zostanie orwellowski system wszechstronnej kontroli - a wtedy przecież uliczna przestępczość czy terroryzm nie będą już naszymi największymi zmartwieniami!

Kolejną sprawą jest to, że ludzie (zwłaszcza młodzi ludzie) obecnie coraz częściej dobrowolnie zrzekają się swojego prawa do prywatności. Mamy do czynienia z nowym pokoleniem, które nie pamięta już represji nawet w okresie schyłkowego PRLu, nie wspominając o czasach stalinowskich. W programach szkolnych te treści często się pomija, nawet nie świadomie - znajdują się one często na samym końcu ostatniego podręcznika gimnazjalnego czy licealnego i brakuje na nie czasu.
Poza tym współczesna kultura wysyła młodzieży jasny komunikat: "Zrzeknięcie się swojej prywatności i intymności to najprostsza droga do bycia sławnym". W okres dorosłości wchodzi właśnie pierwsze pokolenie wychowane na programach reality show i innych produkcjach rodem z MTV, w których uczestnicy na pewien okres czasu całkowicie rezygnują ze swojej prywatności, aby przez chwilę zaznać sławy. Niektóre z tych osób w ten sposób zdołały na stałe przemknąć do świata showbuisnessu. Tam jednak wcale nie jest lepiej - gdy jedni unikają obiektywów paparazzi, inni świadomie dokonują aktów medialnego ekshibicjonizmu, chcąc zwiększyć swoje notowania.

Jaki jest tego efekt? Z przerażeniem zauważam wśród moich rówieśników pełną akceptację inwigilacji. Gdy kiedyś wyraziłem wśród znajomych obawę o bezpieczeństwo informacji przesyłanych za pomocą e-maila labo SMSów kilka osób odpowiedziało tylko: "I co z tego? Niech sobie czytają. Ja i tak nic ważnego nie przesyłam". Naiwne stwierdzenie... Przeciętny człowiek prowadząc korespondencję ze znajomymi przez całe lata może całkowicie nieświadomie zamieścić w niej całe mnóstwo sekretów, których nie chciałby ujawnić.
Podobna sytuacja miała miejsce, gdy próbowałem nakłonić inną grupę znajomych do korzystania z PGP do szyfrowania korespondencji. Ta sama reakcja: "A co po mi to? Po co komplikować sobie życie wpisywaniem frazy podczas wysyłania maila? Przecież ja nic takiego nie przesyłam"...

BTW proszę wybaczyć mi w tej chwili "agitację" ale wszystkich, którym jednak prawo do prywatności nie jest obojętne, a poufność korespondencji uważają za świętość zachęcam do zapoznania się z następującymi programami: GnuPG (zaawansowane oprogramowanie szyfrujące), Thunderbird (klient poczty e-mail, zapewne znany większości) oraz EnigMail (wtyczka do Thunderbida, integrująca go z GnuPG). Rozwiązanie rewelacyjne, niestety naprawdę funkcjonalne dopiero wówczas, gdy używa go większa grupa ludzi z naszego otoczenia. Oprogramowanie rzecz jasna jest darmowe.
23-01-2010 12:59 
 Ocena 2 na 2
Gosia (9452 punktów)

>Kolejną sprawą jest to, że ludzie (zwłaszcza młodzi ludzie) obecnie coraz częściej dobrowolnie zrzekają się swojego prawa do prywatności.

Nie wszyscy na szczęście

W dniu 23.01.2010 o godzinie 12:00 rozpocznie się manifestacja, mająca na celu zwrócenie uwagi na to, że ingerowanie w internet działa tylko i wyłącznie na szkodę użytkowników.
Celtyk (3337 punktów)
>Obrona własnej osoby, rodziny i własności jest przyrodzonym prawem jednostki i ta, stojąc w obliczu zagrożenia wspomnianych wartości powinna mieć możliwość sięgnięcia po wszelkie możliwe środki.
Jak na razie ma możliwość... Tylko nie wszystkie środki po, które dana jednostka potrafi sięgnąć są akceptowane przez państwo jako uzasadnione środki obrony koniecznej.
>Rozumiem przez to dostęp do broni palnej (w granicach zdrowego rozsądku - zrobienie kursu jak w przypadku prawa jazdy, wykluczenie osób skazanych prawomocnym wyrokiem albo cierpiących na zaburzenia psychiczne) czy zwolnienie z wszelkiej odpowiedzialności karnej za obrażenia zadane napastnikowi (słowem: atakujący powinien wiedzieć, że prowokując takie zdarzenie rezygnuje z wszelkiej ochrony ze strony państwa, o ile wina zostanie mu dowiedziona przed sądem).
   Marzenia te małe i te wielkie . . . Mądre prawo powoli acz skutecznie odchodzi do lamusa i jest coraz częściej zastępowane tomami tekstu, który dla przeciętnego obywatela jest niezrozumiałym bełkotem.
Prawo powinno być jasne, proste, jednoznaczne i życiowe a jest skomplikowane, niejednoznaczne i coraz bardziej debilne!
>Nie jestem na tyle naiwny by sądzić, że państwo zabrawszy (lub mocno ograniczywszy) mi prawo do obrony samo zdąży użyć go odpowiednio szybko[...]
   Państwo bardzo chętnie zadba o to by zakazać obywatelowi samoobrony, ale nie liczmy na to, że przejmie ten obowiązek na siebie. Czasem mam nieodparte wrażenie, że celem nadrzędnym państwa przy dbaniu o "bezpieczeństwo" jest wyłapanie jednostek jemu nieprzychylnych...

>Kolejną sprawą jest to, że ludzie (zwłaszcza młodzi ludzie) obecnie coraz częściej dobrowolnie zrzekają się swojego prawa do prywatności.
Jak im kilka lat przybędzie to przynajmniej część z nich zmieni zdanie.

>Poza tym współczesna kultura wysyła młodzieży jasny komunikat: "Zrzeknięcie się swojej prywatności i intymności to najprostsza droga do bycia sławnym".
   Jest taki utwór De Mono: "Nie wszystko na sprzedaż", jednak codzienność pokazuje zupełnie coś innego.

>Jaki jest tego efekt? Z przerażeniem zauważam wśród moich rówieśników pełną akceptację inwigilacji.
   Postawię taką tezę, że być może na razie ich bawi to, że ktoś trzeci może czytać ich prywatną korespondencję. To spojrzenie na świat z czasem się zmieni jak zechcą coś ukryć przed kimś (a szczególnie przed organami ścigania) - wtedy im taka inwigilacja zacznie bardzo przeszkadzać.

>BTW proszę wybaczyć mi w tej chwili "agitację" ale wszystkich, którym jednak prawo do prywatności nie jest obojętne, a poufność korespondencji uważają za świętość zachęcam do zapoznania się z następującymi programami...
Samo przesyłanie zaszyfrowanej korespondencji nie starcza - do tego trzeba jeszcze zadbać aby lokalnie przechowywane dane również były zaszyfrowane.
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Jak na razie ma możliwość... Tylko nie wszystkie środki po, które dana jednostka potrafi sięgnąć są akceptowane przez państwo jako uzasadnione środki obrony koniecznej.

I właśnie o to mi chodzi. Zestaw dostępnych środków jest zawężony do tego stopnia, że przypomina to jakiś mało zabawny żart. Weźmy przykład tzw. "linczu" we Włodowie. Użyłem cudzysłowu z premedytacją - trudno mówić o samosądzie w przypadku, kiedy uzbrojony w maczetę kryminalista-recydywista chodził bezkarnie po wsi grożąc i terroryzując wszystkich dookoła. Powiadomiona policja nie zareagowała. Zakrawa o paranoję fakt, że sprawa tych ludzi ciągła się przez pięć lat, w końcu i tak zostali skazani, a od więzienia uratowało ich ułaskawienie przez prezydenta.
Kiedy mamy do czynienia z kombinacją agresywnego zachowania i gróźb karalnych (a tym bardziej, gdy jeszcze w grę wchodzi widoczne niebezpieczne narzędzie) obywatel powinien mieć możliwość jak najszybszego działania, od tego może zależeć jego przeżycie - atakujący z definicji ma przewagę nad ofiarą. To agresor - inicjator całego zajścia powinien być obarczany wszelkimi konsekwencjami, nie zaatakowany.

>Jak im kilka lat przybędzie to przynajmniej część z nich zmieni zdanie.

Czy ja wiem? Współczesne pokolenie wychowywane przez mas-media przyjęło inny zestaw memów. To zupełnie inne wartości. Teraz sfera prywatności jest passe, trendy jest mentalny ekshibicjonizm - wzorem gwiazd i gwiazdeczek widywanych w TV i na stronach kolorowych pisemek.

>Samo przesyłanie zaszyfrowanej korespondencji nie starcza - do tego trzeba jeszcze zadbać aby lokalnie przechowywane dane również były zaszyfrowane.

W przypadku zastosowania GPG tak właśnie wygląda sytuacja. Program pocztowy zapisuje otrzymany list w takiej formie, w jakiej został on ściągnięty z serwera - zaszyfrowanej. Dopiero potem widzi nagłówek wskazujący na to, iż jest to wiadomość, którą wysyłający zaszyfrował naszym kluczem publicznym. Sięga więc po nasz własny klucz prywatny i prosi o frazę (hasło) umożliwiającą skorzystanie z niego. Dopiero wtedy wiadomość zostaje odszyfrowana i wyświetlona na ekranie, jednak program nie zapisuje jej. Gdy po jakimś czasie znów zechcemy ją odczytać program ponownie spróbuje ją odszyfrować.
Oczywiście nie ma zabezpieczeń idealnych - zawsze ktoś może wykraść kopię naszego klucza prywatnego z komputera i odgadnąć frazę. Jednak to wymaga już bardziej złożonych działań nastawionych na inwigilację konkretnej jednostki, pochłania więcej środków i wysiłku.
Wiem również, że dostępne są specjalne tokeny do przechowywania klucza - przypominają niewielkiego PenDrive'a. Zaleta korzystania z takiego rozwiązania jest zasadnicza - nie musimy trzymać naszego klucza prywatnego na dysku.

Jeśli myślałeś o zabezpieczaniu danych znajdujących się na dyskach lokalnych to służy do tego inny program - TrueCrypt. To znaczy PGP (GnuPG jest jego darmową, Open Source'ową implementacją) także pozwala na szyfrowanie plików, jednak jest to dosyć niewygodne rozwiązanie (poniekąd przypomina ich pakowanie/rozpakowywanie). TrueCrypt pozwala na zaszyfrowanie całej partycji a potem szyfrowanie/deszyfrowanie zapisywanych/odczytywanych danych "w locie".
Celtyk (3337 punktów)
>I właśnie o to mi chodzi. Zestaw dostępnych środków jest zawężony do tego stopnia, że przypomina to jakiś mało zabawny żart. Weźmy przykład tzw. "linczu" we Włodowie.[...]
Jaki lincz? Dla mnie to była obrona konieczna! Skoro aparat Państwa odpowiedzialny za bezpieczeństwo obywateli nie raczył się pofatygować na miejsce zgłoszenia (jak gdzieś słyszałem w programie radiowym - policjanci się bali przyjechać - żenada ), to obywatele sprawę własnego bezpieczeństwa wzięli we własne ręce i skutecznie oraz definitywnie ją rozwiązali - i w takich sytuacjach tak powinno się takie sprawy rozwiązywać.
   Natomiast dalsze wydarzenia inicjowane przez organa ścigania są dla mnie farsą i jawnym sygnałem państwa dla przestępców, że mają większe prawa niż praworządny obywatel, który nie ma w zasadzie prawa do samoobrony
>[...] agresor - inicjator całego zajścia powinien być obarczany wszelkimi konsekwencjami, nie zaatakowany.
Powinień, ale przeważnie karany jest praworządny obywatel, który skutecznie się przed agresorem obroni

>Czy ja wiem? Współczesne pokolenie wychowywane przez mas-media przyjęło inny zestaw memów. To zupełnie inne wartości. Teraz sfera prywatności jest passe, trendy jest mentalny ekshibicjonizm - wzorem gwiazd i gwiazdeczek widywanych w TV i na stronach kolorowych pisemek.
Obyś się mylił dla dobra wszystkich pozostałych myślących inaczej niż Ci, których przywołałeś jako przykład.
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
Bożydar (2279 punktów)
(zablokowany)
Jedyną skuteczną metodą przeciwdziałanie temu co się wyrabia w polityce i w gospodarce, jest stworzenie nowej partii politycznej. Nie widzę alternatywy, tak jak i chętnych organizatorów tego nowego potrzebnego ruchu.

Państwo to wielka fikcja, dzięki której wszyscy usiłują żyć kosztem innych.
pavvel (8272 punktów)
> ale osobiście nasuwa mi się pytanie jak daleko można ograniczać prywatność
>obywateli w imię ich bezpieczeństwa?

Żeby tylko prywatność.
Kolega mieszkający i pracujący w Anglii podczas wizyty w Polsce został przez bank pozbawiony dostępu do konta.
Za pomocą angielskiej karty wypłacił z bankomatu 500zł.
Gdy za chwilę próbował zrobić to powtórnie bankomat zablokował mu kartę.
Bank uznał, że skoro do tej pory wypłacał pieniądze tylko w Anglii, to próby wybrania większej kasy w Polsce są nienaturalne i dla bezpieczeństwa kartę należy zablokować.
Żeby uniknąć podobnych problemów i oceny naturalności moich zachowań za wszystko staram się płacić gotówką, a jeżeli potrzebuję większych kwot to nie korzystam z bankomatów tylko odwiedzam najbliższy oddział banku.
Dzieki temu żaden bank, sklep czy inna instytucja nie jest w stanie stworzyć mojego wiarygodnego profilu i oceniać moich zachowań.

Pozdrawiam

P.S. A system monitoringu juz istnieje. Komórka powie gdzie najprawdopodobniej byłeś. Rachunek bankowy (przy płaceniu kartą) powie co mogłeś robić. Dość powszechny juz system CCTV może sporą część tych informacji potwierdzić.
Orwell to już codzienność.
24-01-2010 09:31 
 Ocena 1 na 1
Celtyk (3337 punktów)
>Żeby tylko prywatność.
>Kolega mieszkający i pracujący w Anglii podczas wizyty w Polsce został przez bank pozbawiony dostępu do konta.
>Za pomocą angielskiej karty wypłacił z bankomatu 500zł.
>Gdy za chwilę próbował zrobić to powtórnie bankomat zablokował mu kartę.
>Bank uznał, że skoro do tej pory wypłacał pieniądze tylko w Anglii, to próby wybrania większej kasy w Polsce są nienaturalne i dla bezpieczeństwa kartę należy zablokować.
To dla mnie nadal strefa prywatności - to moja sprawa na co wydaję swoje pieniądze (jeśli są na koncie to prawdopodobnie "legalnie" - znaczy zgodnie z prawem zarobione). Inna sprawa, że Bank odpowiada przez klientem za właściwe zabezpieczenie jego środków zdeponowanych w banku przed ich kradzieżą przez osoby niepowołane.
   Prawdopodobnie Twój kolega korzysta z karty jakiś czas tylko w Anglii i Bank na podstawie historii operacji jak dalej piszesz już stworzył bezpieczny schemat zachowań tego klienta a operacja w Polsce w tym schemacie się nie mieściła.
>Żeby uniknąć podobnych problemów i oceny naturalności moich zachowań za wszystko staram się płacić gotówką, a jeżeli potrzebuję większych kwot to nie korzystam z bankomatów tylko odwiedzam najbliższy oddział banku.
>Dzieki temu żaden bank, sklep czy inna instytucja nie jest w stanie stworzyć mojego wiarygodnego profilu i oceniać moich zachowań.
Pewien zakres informacji jednak bank o Tobie posiada - choćby listę oddziałów w których pobierasz pieniądze a więc jest w stanie określi w jakim obszarze kraju się przemieszczasz.

>P.S. A system monitoringu juz istnieje. Komórka powie gdzie najprawdopodobniej byłeś. Rachunek bankowy (przy płaceniu kartą) powie co mogłeś robić. Dość powszechny juz system CCTV może sporą część tych informacji potwierdzić.
To prawda - sieci komórkowe są w stanie określić lokalizację danego aparatu z durzą dokładnością (w początkach były to metry, teraz chyba jest jeszcze bardziej precyzyjny). Do tego połączenie tych informacji ze zdjęciami satelitarnymi bądź innymi systemami monitoringu daje możliwość weryfikacji, czy przy telefonie faktycznie był jego właściciel, czy może osoba trzecia (mówię oczywiście o nr abonamentowych, bądź zarejestrowanych).
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
24-01-2010 10:47 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>To prawda - sieci komórkowe są w stanie określić lokalizację danego aparatu z dużą dokładnością (w początkach były to metry, teraz chyba jest jeszcze bardziej precyzyjny).

Trochę tutaj przesadziłeś. Za pomocą telefony komórkowego można tylko z grubsza określić lokalizację jego użytkownika. Robi się to w prosty sposób - system sprawdza w jakiej stacji bazowej zalogował się twój terminal. Potem sprawdza jej lokalizację i zasięg - w ten sposób mamy obszar, na którym prawdopodobnie się znajdujesz.
Zresztą taki mechanizm jest stosowany powszechnie nawet nie tyle celem inwigilacji, co samodzielnego ustalania pozycji, taki tani substytut GPSa. Funkcję taką posiada popularna aplikacja Google Maps. Sam z niej korzystam i mogę coś powiedzieć o dokładności. Najmniejsza jest za miastem, na terenach wiejskich. Komórki (w sensie elementu infrastruktury) mają tam duże rozmoary - jeden BTS obejmuje swoim zasięgiem teren w promieniu kilkunastu a nawet kilkudziesięciu kilometrów. Dużo inaczej wygląda sytuacja w miastach, gdzie przekaźniki mają mniejszą moc ale są rozmieszczone znacznie gęściej (nawet co kilkaset metrów). Dokładność namierzania w mieście można poprawić przez zestawienie danych z kilku stacji bazowych. W najlepszym wypadku będzie to jednak kilkadziesiąt metrów.

Do dokładnego ustalania potrzebujesz już systemu w rodzaju GPS. Myślę, że właśnie to wprowadziło Cię w błąd - współczesne dostępne cywilom odbiorniki pozwalają na uzyskanie dokładności rzędu kilku metrów (wystarczy do nawigacji samochodowej). Wojsko ponoć dysponuje wersją o dokładności mierzonej w centymetrach.
Oczywiście - wchodzi w grę możliwość inwigilacji poprzez zdalne uruchomienie modułu GPS, odczytanie współrzędnych geograficznych i przesłanie ich inwigilującemu (na system Symbian istnieje z tego AFAIK odpowiedni program, w który pracodawca może wyposażyć służbową komórkę pracownika). Cały czas włączony moduł GPS byłby jednak dość łatwy do wykrycia, ze względu na spory apetyt na energię elektryczną, której zużycie zwiększałaby ciągła transmisja danych.

>Do tego połączenie tych informacji ze zdjęciami satelitarnymi bądź innymi

IMO przesada. Takie rzeczy to w filmach sensacyjnych się zdarzają. Cywilne satelity (np. te od Google Earth) mają za małą rozdzielczość. Wojskowe mają ważniejsze zadania do wykonania niż śledzenie Jana Nowaka w drodze do pracy.
W obydwu przypadkach korzystanie z nich jest zwyczajnie drogie.

>systemami monitoringu daje możliwość weryfikacji, czy przy telefonie faktycznie był jego właściciel, czy może osoba trzecia (mówię oczywiście o nr abonamentowych, bądź zarejestrowanych).

Akurat do przeciwników systemów monitoringu w miejscach publicznych nie należę. O ile mówimy o miejscach, gdzie i tak jesteśmy (lub potencjalnie moglibyśmy być) obserwowani przez setki oczu (zatłoczone ulice, obiekty użyteczności publicznej, komunikacja miejska) nie mam z tym najmniejszego problemu. W tym wypadku straszenie orwellowską wizją nie ma sensu. Istnieje zasadnicza różnica - u Orwella kamery monitorowały każdy, nawet najbardziej intymny aspekt prywatnego życia obywatela.
Celtyk (3337 punktów)
>Trochę tutaj przesadziłeś. Za pomocą telefony komórkowego można tylko z grubsza określić lokalizację jego użytkownika.
I tu się z Tobą nie zgodzę. Jest możliwe dokładne zlokalizowane telefonu, ale jest wymagane aby był on pod zasięgiem przynajmniej dwóch stacji bazowych (możliwe, że trzech). Szybkość rozchodzenia sygnału jest przecież znana więc jaki problem określić w jakiej odległości od stacji jest aparat? Jeśli mamy dwie stacje to ilość punktów wspólnych wynosi 2 a przy trzech mamy już jednoznaczną lokalizację.

>Najmniejsza jest za miastem, na terenach wiejskich. Komórki (w sensie elementu infrastruktury) mają tam duże rozmoary - jeden BTS obejmuje swoim zasięgiem teren w promieniu kilkunastu a nawet kilkudziesięciu kilometrów.
To się zgadza - jeden BTS określi tylko odległość od stacji - czyli telefon może być zlokalizowany w dowolnym punkcie na wyznaczonym okręgu.

>Do dokładnego ustalania potrzebujesz już systemu w rodzaju GPS. Myślę, że właśnie to wprowadziło Cię w błąd - współczesne dostępne cywilom odbiorniki pozwalają na uzyskanie dokładności rzędu kilku metrów (wystarczy do nawigacji samochodowej). Wojsko ponoć dysponuje wersją o dokładności mierzonej w centymetrach.
   Co do wojska to też takie pogłoski słyszałem, natomiast co do GPS'u to ten bazuje na sygnale z satelitów, ale o ile dobrze pamiętam sposób wyznaczenia pozycji urządzenia odbiorczego jest podobny jak przez 3 stacje BTS komunikujące się z jednym telefonem.

>>Do tego połączenie tych informacji ze zdjęciami satelitarnymi bądź innymi
>IMO przesada. Takie rzeczy to w filmach sensacyjnych się zdarzają. Cywilne satelity (np. te od Google Earth) mają za małą rozdzielczość. Wojskowe mają ważniejsze zadania do wykonania niż śledzenie Jana Nowaka w drodze do pracy.
Tu nie będę się upierał, bo nie mam możliwości zweryfikowania pewnych informacji
>W obydwu przypadkach korzystanie z nich jest zwyczajnie drogie.
Jak komu

>Akurat do przeciwników systemów monitoringu w miejscach publicznych nie należę. O ile mówimy o miejscach, gdzie i tak jesteśmy (lub potencjalnie moglibyśmy być) obserwowani przez setki oczu (zatłoczone ulice, obiekty użyteczności publicznej, komunikacja miejska) nie mam z tym najmniejszego problemu.
   W sporej mierze masz rację, ale nie do końca. Ze świadkami bywa różnie: nie widzieli, nie pamiętają itd. Z zapisaną informacją video już nie ma dyskusji.
   Ja sobie osobiście nie życzę aby państwo miało wiedzę o moim każdym kroku w miejscu publicznym! A z obowiązku zadania o moje bezpieczeństwo i tak się nie wywiąże niezależnie od tego, czy będzie wyposażone w monitoring czy nie!
Pozdrawiam

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --
24-01-2010 11:39 
 Ocena 1 na 1
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>I tu się z Tobą nie zgodzę. Jest możliwe dokładne zlokalizowane telefonu, ale jest wymagane aby był on pod zasięgiem przynajmniej dwóch stacji bazowych (możliwe, że trzech). Szybkość rozchodzenia sygnału jest przecież znana więc jaki problem określić w jakiej odległości od stacji jest aparat?

Problem natury technicznej. Dobrze kombinujesz - metoda o której piszesz leży u podstaw systemu GPS. Satelita nadaje informację o czasie. Oprogramowanie odbiornika posiadając tą informację i dane keplerowskie dotyczące lokalizacji satelitów, po odebraniu takiej informacji od kilku z nich jendocześnie może określić położenie. Gdzie więc leży problem? Satelita systemu GPS jest wyposażony w bardzo dokładny zegar atomowy, zsynchronizowany z pozostałymi elementami infrastruktury. Taki "mały", aczkolwiek zasadniczy element, który odróżnia go od stacji bazowej telefonii komórkowej.

>Jeśli mamy dwie stacje to ilość punktów wspólnych wynosi 2 a przy trzech mamy już jednoznaczną lokalizację.

Przy namierzaniu za pomocą sieci telefonii komórkowej nie mamy punktu. Mamy pole o określonej powierzchni.

>   Co do wojska to też takie pogłoski słyszałem

Kiedyś mówiono nawet o dopuszczeniu tej wersji do użytku cywilnego. W dalszej perspektywie to całkiem realne. W latach dziewięćdziesiątych cywile mieli dostęp do okrojonej wersji GPS, pozwalającej na namierzanie z dokładnością do kilkudziesięciu metrów. Zastosowania były więc ograniczone (turystyka, żeglarstwo). Dopiero zdjęcie ograniczeń przez administrację bodajże Clintona pozwoliło na dynamiczny rozwój np. nawigacji samochodowej.
Udostępnienie kolejnej wersji oznaczałoby wielki przełom w dziedzinie nawigacji pieszej. Dwa metry nie robią różnicy gdy dojeżdżasz samochodem do skrzyżowania, gdy poruszasz się pieszo pieszo mają większe znaczenie. Nie wspominając o tym, jak wielkim udogodnieniem byłoby takie urządzenie dla ludzi niewidomych i niedowidzących...

>   W sporej mierze masz rację, ale nie do końca. Ze świadkami bywa różnie: nie widzieli, nie pamiętają itd. Z zapisaną informacją video już nie ma dyskusji.

I tu właśnie mamy do czynienia z przewagą monitoringu. Kamera nie skłamie bojąc się gangu Łysego i Kiełbasy. Trzeba tylko zadbać o odpowiednie zabezpieczenia przed manipulacją materiałem - np. sumy kontrolne przechowywane na kilku zewnętrznych serwerach.

>   Ja sobie osobiście nie życzę aby państwo miało wiedzę o moim każdym kroku w miejscu publicznym! A z obowiązku zadania o moje bezpieczeństwo i tak się nie wywiąże niezależnie od tego, czy będzie wyposażone w monitoring czy nie!

Kto mówi o państwie? Ogromna część tych kamer jest założona prywatnie. Nie dziwię się, że właściciel jakiegoś lokalu chce mieć takie zabezpieczenia, to jego święte prawo. Nie widzę także nic złego w korzystaniu z takich nagrań podczas prowadzenia śledztwa. Ale tylko i wyłącznie w takich okolicznościach, bo pomysł automatycznego zbierania danych o obywatelu też mnie przeraża.
Celtyk (3337 punktów)
>Gdzie więc leży problem? Satelita systemu GPS jest wyposażony w bardzo dokładny zegar atomowy, zsynchronizowany z pozostałymi elementami infrastruktury. Taki "mały", aczkolwiek zasadniczy element, który odróżnia go od stacji bazowej telefonii komórkowej.
Różnica jest techniczna. Centralny serwer systemu określa lokalizację telefonu. On dokładnie wie kiedy i do jakich BTS'ow wysłał sygnał z żądaniem odpowiedzi określonego aparatu i po otrzymaniu odpowiedzi wylicza lokalizację. Co do szczegółów zgadzam się, że wynikiem będzie obszar, ale czym więcej BTS'ow zapyta aparat tym będzie on mniejszy.

>Udostępnienie kolejnej wersji oznaczałoby wielki przełom w dziedzinie nawigacji pieszej. Dwa metry nie robią różnicy gdy dojeżdżasz samochodem do skrzyżowania, gdy poruszasz się pieszo pieszo mają większe znaczenie. Nie wspominając o tym, jak wielkim udogodnieniem byłoby takie urządzenie dla ludzi niewidomych i niedowidzących...
To prawda - ludzie upośledzeni wzrokowo mieliby wreszcie szansę łatwiejszego przemieszczania się choćby po mieście.

>I tu właśnie mamy do czynienia z przewagą monitoringu. Kamera nie skłamie bojąc się gangu Łysego i Kiełbasy. Trzeba tylko zadbać o odpowiednie zabezpieczenia przed manipulacją materiałem - np. sumy kontrolne przechowywane na kilku zewnętrznych serwerach.
Bezpieczeństwo - i tu tkwi problem... Im bardziej wyrafinowane systemy zabezpieczeń tym mniej osób jest w stanie zweryfikować ich poprawność działania.

>Kto mówi o państwie? Ogromna część tych kamer jest założona prywatnie. Nie dziwię się, że właściciel jakiegoś lokalu chce mieć takie zabezpieczenia, to jego święte prawo.
Tu zgoda, jeśli jeszcze jest informacja na drzwiach to wchodząc do takiego lokalu niejako świadomie się na to godzę, bo czy dobrowolnie.... Jeśli chcę skorzystać z danego lokalu, czy sklepu to muszę się zgodzić na monitoring.
Pozdrawiam.

Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy. -- Max Planck --

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365