 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 30-01-2010 15:02 | stilgar (7322 punktów) | Szkodliwośc narkotyków
1 na 1 | Znalazłem ostatnio na enwiki wykres:  Zaskoczyło mnie to, że szkodliwość alkoholu i tytoniu jest porównywalna do szkodliwości amfetaminy i dużo większa od tej, którą ma ecstasy, lsd czy marihuana. Jakim cudem te dwie substancje są legalne podczas gdy wszystkie te "żółte" na tym wykresie są zakazane... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Arłukowicz (3162 punktów) |
Dla mnie akurat nie jest to żadne zaskoczenie. Legalne są, gdyż od zawsze Państwo czerpie korzyści z obrotu nimi i ma pełną kontrolę nad procesem i miejscami ich wytwarzania.
pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) | >Dla mnie akurat nie jest to żadne zaskoczenie. Legalne są, gdyż od zawsze Państwo czerpie korzyści z obrotu nimi i ma pełną kontrolę nad procesem i miejscami ich wytwarzania. >pozdrawiam >
Dziwne, że państwo nie chciałoby czerpać korzyści z obrotu także i innymi używkami.
|
|
|  | 2 na 4 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Dziwne, że państwo nie chciałoby czerpać korzyści z obrotu także i innymi używkami.
"Państwo" to raczej rzadko artykułuje swoje potrzeby, natomiast jego kierownictwu najwyraźniej bardziej odpowiada wziąć w łapę od mafii niż zasilić wspólny budżet. Nie żebym kogoś oskarżał, ale cóż - proste wyjaśnienia same się narzucają.
|
|
| |  | 2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | >"Państwo" to raczej rzadko artykułuje swoje potrzeby, natomiast jego kierownictwu najwyraźniej bardziej odpowiada wziąć w łapę od mafii niż zasilić wspólny budżet. Nie żebym kogoś oskarżał, ale cóż - proste wyjaśnienia same się narzucają.
Czy wiesz cokolwiek konkretnego o tym "braniu w łapę" od mafii (której?) przez kierownictwo państwa, czy to tylko Twoje ble-ble? -
|
|
| | |  | | Matix (5786 punktów) | To chyba tylko jego ble ble ble, przy czym niebezpodstawne ble ble ble.
|
|
| | | |  | | Scorp (5381 punktów) | >To chyba tylko jego ble ble ble, przy czym niebezpodstawne ble ble ble.
Widzę, że też jesteś dobrze zorientowany. Niebezpodstawne, to znaczy są podstawy, żeby sugerować... Naoglądałeś się komisji śledczej i podłapałeś metodę myślenia, czy to wrodzone zdolności? -
|
|
| | |  | | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Czy wiesz cokolwiek konkretnego (...) czy to tylko Twoje ble-ble?
Tylko ble-ble, przyjmuję Twój opieprz z pokorą. Po prostu zanim kogoś posądzę o głupotę, zawsze staram się znaleźć jakieś racjonalne motywy jego działania. Lub braku działania, jak w tym przypadku.
|
|
|  | | Arłukowicz (3162 punktów) |
>Dziwne, że państwo nie chciałoby czerpać korzyści z obrotu także i innymi używkami.
Samo chcenie to trochę za mało. Sądzę, że chciałoby, jednakże rządzący najnormalniej boją się o tym mówić, obawiając się społecznego sprzeciwu. Większość społeczeństwa nie wie niestety, że alkohol ( chodzi o działanie ) niczym nie różni sie od innych substancji z przedstawionego wykresu.
|
|
|  | | lotrek (14275 punktów) |
>Dziwne, że państwo nie chciałoby czerpać korzyści z obrotu także i innymi używkami. Państwo może i by chciało (o ile oczywiście KK by pozwolił), ale pewnie jest "związane" jakimiś umowami międzynarodowymi, tak jak w przypadku domów publicznych, gdyż zgodnie z przepisami zawartymi w artykule 1. Konwencji ONZ z 1950 r. W sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji polski system prawny penalizuje czyny polegające na czerpaniu zysków z prostytucji. Więc sama nie może czerpać z tego zysków. Może być podobnie z używkami.
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
| |  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) | >>Dziwne, że państwo nie chciałoby czerpać korzyści z obrotu także i innymi używkami. >Państwo może i by chciało (o ile oczywiście KK by pozwolił), ale pewnie jest "związane" jakimiś umowami międzynarodowymi, tak jak w przypadku domów publicznych, gdyż zgodnie z przepisami zawartymi w artykule 1. Konwencji ONZ z 1950 r. W sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji polski system prawny penalizuje czyny polegające na czerpaniu zysków z prostytucji. Więc sama nie może czerpać z tego zysków. Może być podobnie z używkami.
To w jaki sposób w Holandii prostytucja jest w pełni legalna i opodatkowana?
|
|
| | |  | 3 na 3 | lotrek (14275 punktów) |
> To w jaki sposób w Holandii prostytucja jest w pełni legalna i opodatkowana?W Niemczech też. Był kiedyś pomysł (i jakaś debata), by w Polsce opodatkować zyski z prostytucji i właśnie powołano się na tę Konwencję: Cytat:Ktoś może powiedzieć, że w Polsce to niemożliwe, ponieważ ratyfikowaliśmy ONZ-owską Konwencję o zwalczaniu handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji z 1949 roku (podpisana przez samego Bolesława Bieruta). Artykuł 1 tej konwencji stanowi, iż: "Strony niniejszej Konwencji zgadzają się ukarać każdego, kto dla zaspokojenia namiętności innej osoby: 1) dostarcza, zwabia lub uprowadza w celach prostytucji inną osobę, nawet za jej zgodą; 2) eksploatuje prostytucję innej osoby, nawet za jej zgodą." I Niestety w naszym kraju, inaczej niż w Holandii, ratyfikowano Konwencję bez uprzedniej debaty publicznej na ten temat, co niejako odebrało Polakom prawo wyboru. Jednak zawsze można zmienić zdanie, bo jak mówi stare przysłowie "tylko krowa poglądów nie zmienia".
Całość
Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
|
|
1 na 1 | amnn (2 punktów) |
To co nie legalne zawsze wyolbrzymia się jako szkodliwe bądź bardziej szkodliwe. Natomiast najbardziej próbują znać się na tym ci co nie mają porównania. Ludzie boją się tego czego nie znają po prostu. Średniowiecze. Wszystko jest dla ludzi tylko, że nie dla wszystkich i takie jest moje skromne zdanie.
|
|
2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | >Jakim cudem te dwie substancje są legalne podczas gdy wszystkie te "żółte" na tym wykresie są zakazane...
Jeżeli nie kojarzysz dlaczego, to najpierw zauważ, że tytoń i alkohol (w obiegowym znaczeniu) nie są substancjami i nie są wynalazkiem nowoczesnej chemii.
W ogóle takie rozważania przypominają mi dyskusje o wyższości wrzodu żołądka nad złamaniem nogi. Czego lepiej nie mieć...
Były tu już takie wątki inicjowane przez niedoszłych lub przyszłych narkolubów in spe, zawiedzionych, że nie wszystko jest dopuszczalne. -
|
|
 | 3 na 3 | stilgar (7322 punktów) | >>Jakim cudem te dwie substancje są legalne podczas gdy wszystkie te "żółte" na tym wykresie są zakazane... >Jeżeli nie kojarzysz dlaczego, to najpierw zauważ, że tytoń i alkohol (w obiegowym znaczeniu) nie są substancjami i nie są wynalazkiem nowoczesnej chemii.
Większość z tych substancji też nie, niektóre z nich wręcz są od obu znacznie starsze.
>Były tu już takie wątki inicjowane przez niedoszłych lub przyszłych narkolubów in spe, zawiedzionych, że nie wszystko jest dopuszczalne.
Nie jestem "narkolubem", po prostu zdziwił mnie fakt zakazania mało szkodliwych substancji i jednocześnie dopuszczeniu do obiegu tych dużo gorszych.
|
|
 | 4 na 4 Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | >W ogóle takie rozważania przypominają mi dyskusje o wyższości wrzodu żołądka nad złamaniem nogi. Czego lepiej nie mieć...
Wybacz, ale równie dobrze państwo mogłoby w trosce o zdrowie obywateli zakazać uprawiania sportów ekstremalnych - w końcu mogą prowadzić do powstawania niebezpiecznych urazów a nawet zejść śmiertelnych. Za leczenie ewentualnych poszkodowanych zapłacimy wszyscy. Dlaczego więc coś takiego jest legalne? ;> Trzeba wreszcie skończyć z myśleniem o państwie, jako o groźnym rodzicu, który traktuje obywatela jak wiecznego nieletniego w pewnych kwestiach i "dla jego własnego dobra" obejmuje go systemem zakazów i nakazów.
Jeśli już arbitralnie ustalamy daną granicę pełnoletniości, po przekroczeniu której delikwent może decydować o swoim życiu, to dlaczego nie egzekwować tego w pełni? Żeby nie było nieporozumień - sam nie mam najmniejszego interesu w legalizacji jakichkolwiek używek. Nigdy nie zapaliłem papierosa (gdy koledzy z podstawówki udawali dorosłych zaciągając się po kątach mnie sam zapach dymu zwyczajnie odrzucał, potem doszła świadomość jego szkodliwości) alkohol piję okazyjnie (dobre wino, piwo ze znajomymi) i w ilościach, które nie prowadzą do zerwania kontaktu z rzeczywistością. Z jakimikolwiek zakazanymi używkami nigdy nie miałem do czynienia i nie planuję tego bez względu czy zostaną zalegalizowane czy też nie.
Uważam jednak, że ich zakazywanie jest kiepskim wyjściem. Te legalne także mogą zepsuć człowiekowi życie lub odebrać zdrowie, jednak czy powinno się zakazać handlu nimi? Przecież bez wprowadzania orwellowskiego państwa i tak nie będzie się dało wyeliminować czarnego rynku. Jeśli dorosły człowiek podejmuje znane sobie ryzyko sięgając po taką czy inną używkę (zwłaszcza w zaciszu swojego domu) to jego wyłączna sprawa i państwu nic do tego. Co innego z wykroczeniami i przestępstwami dokonywanymi pod wpływem środków odurzających lub z powodu ich braku. I tutaj wymiar sprawiedliwości powinien działać bezlitośnie - bez względu na to czy mówimy o pijanym kierowcy, agresywnym pijaku próbującym wymusić pieniądze na wino od przechodnia w parku, czy narkomanie robiącym to samo na dworcu kolejowym. Tutaj po prostu nie mamy już do czynienia z decydowaniem o własnej osobie, ale z drastycznym wkroczeniem na teren wolności osobistej innych jednostek.
|
|
|  | 1 na 1 | Scorp (5381 punktów) | >>W ogóle takie rozważania przypominają mi dyskusje o wyższości wrzodu żołądka nad złamaniem nogi. Czego lepiej nie mieć...
>Trzeba wreszcie skończyć z myśleniem o państwie, jako o groźnym rodzicu, który traktuje obywatela jak wiecznego nieletniego w pewnych kwestiach i "dla jego własnego dobra" obejmuje go systemem zakazów i nakazów.
Tak? No to idźmy dalej w Twoim stylu: trzeba wreszcie skończyć z traktowaniem państwa jak nieodpowiedzialny małolat traktuje kochającego rodzica. Cokolwiek z własnej głupoty nabroi, rodzic zapłaci, będzie leczył, zapewni opiekę. Koniec z tym, państwo to nie rodzic. Nie będzie zakazywać, zabraniać, upominać. Wolność.
Ale sęk w tym, że wolność to i odpowiedzialność. Warunkiem funkcjonowania takiego jest 'państwa wolności' jest jego wycofanie się z odpowiedzialności za skutki powodowane użyciem narkotyków i używek. Skutki zdrowotne, wypadki i wszelkie inne. Skoro państwo ma nie być jak ten rodzic, to dlaczego ma się troszczyć o tych co wpadli w narkotyki albo alkoholizm? Niech się troszczy rodzina, a jak delikwent rodziny nie ma, albo jej nie stać, to pod płot. Państwo to nie rodzic.
No więc jakie ma być według Ciebie państwo? Zabraniające i odpowiedzialne czy dopuszczające i nieodpowiedzialne? Jeżeli powiesz, że jednocześnie dopuszczające i odpowiedzialne, czyli ma się nie wtrącać ale płacić, to właśnie myślisz o państwie jako o rodzicu. Jak małolat.
>Uważam jednak, że ich zakazywanie jest kiepskim wyjściem.
Być może, a jakie jest lepsze?
>Jeśli dorosły człowiek podejmuje znane sobie ryzyko sięgając po taką czy inną używkę (zwłaszcza w zaciszu swojego domu) to jego wyłączna sprawa i państwu nic do tego.
A skutki tego ryzyka? A co z leczeniem? Na własny koszt? Z indywidualnego ubezpieczenia? A jak nie ma, to rodzina? A co z zapobieganiem? A co z leczeniem rodziny poszkodowanego?
Jak widzisz jest parę pytań w do tej fajnej koncepcji, że państwo się ma nie wtrącać.
Może więc raczej trzeba skończyć z traktowaniem państwa jako bogatego rodzica, dopiero wtedy będzie mogło przestać nim być. -
|
|
| |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Dobrze, w takim razie muszę powiedzieć czym, moim zdaniem powinno być państwo. Wedle mojej koncepcji to struktura powołana celem zarządzania wspólnym majątkiem obywateli. Obywatel, jako płatnik podatków regularnie odprowadza do wspólnej kasy pewną sumę, która w założeniach ma być przeznaczona na utrzymanie pewnej infrastruktury, z której on korzysta (publiczne drogi, służba zdrowia, służby porządkowe, wodociągi, kanalizacja, oczyszczanie miasta, media, komunikacja i telekomunikacja). Rządzący w demokratycznym państwie są nikim więcej, jak dobrze opłacanymi, regularnie wybieranymi menedżerami, których obowiązkiem jest sprawić, by to wszystko dobrze funkcjonowało. Czasami wprost przykro patrzeć i widzieć, że nie rozumie tego sam naród. Tym bardziej smutne jest to, że sprawujący funkcje publiczne mają problemy ze zrozumieniem swojego miejsca w tym systemie. Dosyć często widzą siebie raczej jako władców, a nie administratorów.
Odpowiadając na twoje pytanie: Jestem przeciwny państwu opiekuńczemu w obecnym kształcie. Dlaczego wszyscy obywatele mają robić zrzutkę na usuwanie skutków cudzej głupoty? Dlaczego mamy finansować zasiłki dla nałogowych alkoholików? Dlaczego my wszyscy mamy amortyzować konsekwencje cudzych działań, często wręcz głupoty?
Jak się zdaje nie przyjąłeś do wiadomości istotnej części wypowiedzi - braku konsekwencji. Powszechnie wiadomo o szkodliwości alkoholu i jego wręcz zabójczym działaniu. Wiemy o jego wpływie na wzrost agresji. Wiemy o chorobach wywoływanych przez wyroby tytoniowe. Wyjaśnij mi w takim razie dlaczego to dobroduszne, opiekuńcze państwo, mające na uwadze tylko i wyłącznie dobro obywateli nie tylko pozwala na sprzedaż tych środków w sklepach spożywczych, ale i czerpie z tego niemałe zyski? Natomiast inne środki o nieustalonej do końca szkodliwości (być może nawet mniejszej od tych legalnych) są nielegalne, a za ich produkcję i posiadanie (nawet w niewielkich ilościach) można dostać nieraz większy wyrok, niż za pobicie ze skutkiem śmiertelnym? W dodatku dlaczego ograniczenia są wciąż zwiększane (słynna dyskusja nad "dopalaczami" sprzed około roku) a pozycja dwóch legalnych środków odurzających jest niewzruszona?
Może pójdziemy z tym dalej? Może na przykład wprowadzimy koncesję na uprawianie seksu - rzecz jasna w trosce o dobro obywatela (ograniczenie zachorowalności na choroby weneryczne). Może powinniśmy w trosce o obywateli (i publiczne pieniądze) ograniczyć dostęp do stoków narciarskich i możliwości uprawiania sportów ekstremalnych? W zdecydowany sposób zmniejszy to śmiertelność i ograniczy koszty leczenia żądnych adrenaliny i zastrzyku endorfin delikwentów.
Opiekuńcza działalność państwa to iluzja. Zakazy jakoś nie pomagają zlikwidować problemu (przykład amerykańskiej prohibicji) a programy pomocy uzależnionym (od legalnych bądź nielegalnych substancji) jakoś też specjalnie rewelacyjne nie są (wystarczy przejść się po parku albo dworcu kolejowym). Z drugiej strony "opiekuńcze" państwo odbiera obywatelowi "dla jego własnego dobra" prawo posiadania broni i mocno ogranicza zakres środków możliwych do zastosowania w przypadku samoobrony. Przyznaje powyższe sobie i swoim służbom, na zasadzie monopolu. Tylko powiedz mi, jakie prawdopodobieństwo, że Pan Władza nadbiegnie z pomocą gdy Ty, toja siostra, matka lub dziewczyna zostaniecie napadnięci? Wolałbym, aby państwo "dla mojego własnego dobra" dało mi (tudzież mojej matce albo siostrze) możliwość posiadania niewielkiego pistoletu, zamiast zapewnienia mnie, iż w razie czego nas obroni.
|
|
| | |  | | Scorp (5381 punktów) | >Odpowiadając na twoje pytanie: Jestem przeciwny państwu opiekuńczemu w obecnym kształcie. Dlaczego wszyscy obywatele mają robić zrzutkę na usuwanie skutków cudzej głupoty? Dlaczego mamy finansować zasiłki dla nałogowych alkoholików? Dlaczego my wszyscy mamy amortyzować konsekwencje cudzych działań, często wręcz głupoty?
Tu się zgadzamy w dużym stopniu. Zauważ jednak, że duża liczba ludzi oczekuje od państwa, czyli od wspólnoty, wsparcia w swoich kłopotach, niezależnie od przyczyn, zawinionych lub nie. To oczekiwanie jest faktem o znaczeniu wyborczym. Nie można go zmienić tylko dlatego, że się nam nie podoba. Dawniej to tak było, że gdy człowiek chory, to był jego kłopot. Teraz to jest problem nas wszystkich. Nie cofniemy się do osiemnastego wieku.
>... - braku konsekwencji. dlaczego to dobroduszne, opiekuńcze państwo, mające na uwadze tylko i wyłącznie dobro obywateli nie tylko pozwala na sprzedaż tych środków w sklepach spożywczych, ale i czerpie z tego niemałe zyski?
Pytasz, jakbyś żył na innej planecie. Dlatego pozwala, że musi pozwalać. Bo ludzie tak chcą. Na dowód wyobraź sobie, że pewnego dnia aparat państwowy ogarnięty szałem, likwiduje w kraju alkohol, jak to niegdyś cesarz chiński zrobił z opium. Ilu ludzi by to zaakceptowało? Ty, ja, kilka milionów? A co z pozostałymi trzydziestoma? Mogliby wyjechać, ale bardziej prawdopodobne, że przywołaliby do porządku aparat państwowy i drogą natychmiastowej wymiany postawiliby inny. Tak samo by było po zlikwidowaniu upraw i importu tytoniu.
Jeszcze jedno. Państwo nie 'czerpie zysków'. Państwo nie zjada zabranych obywatelom pieniędzy. Z akcyz i innych takich podatków od rzeczy niepotrzebnych pieniądze wracają do społeczeństwa. Podział tych pieniędzy ustala władza a władzę wybierają ludzie. Myślenie, że państwo 'czerpie zyski' to dziennikarska manipulacja.
>Natomiast inne środki o nieustalonej do końca szkodliwości (być może nawet mniejszej od tych legalnych) są nielegalne, a za ich produkcję i posiadanie (nawet w niewielkich ilościach) można dostać nieraz większy wyrok, niż za pobicie ze skutkiem śmiertelnym? W dodatku dlaczego ograniczenia są wciąż zwiększane (słynna dyskusja nad "dopalaczami" sprzed około roku) a pozycja dwóch legalnych środków odurzających jest niewzruszona?
Podnosisz tu brak konsekwencji. To dziecinada. Konsekwencja jest dobra tylko w rzeczach dobrych, w innych jest zła. Narkotyki są rzeczą złą (tak uważam, i Ty też przecież niczego nie wąchasz). Nie oczekuję od władzy takiej zwichrowanej konsekwencji, że ulegalni wszystkie narkotyki tylko dlatego, że niektóre używki są legalne.
>Może pójdziemy z tym dalej? Może na przykład wprowadzimy koncesję na uprawianie seksu - rzecz jasna w trosce o dobro obywatela (ograniczenie zachorowalności na choroby weneryczne). Może powinniśmy w trosce o obywateli (i publiczne pieniądze) ograniczyć dostęp do stoków narciarskich i możliwości uprawiania sportów ekstremalnych? W zdecydowany sposób zmniejszy to śmiertelność i ograniczy koszty leczenia żądnych adrenaliny i zastrzyku endorfin delikwentów.
Daj już spokój z argumentami opartymi na żądaniu konsekwencji. Żądajmy od władzy raczej rozsądku.
>Z drugiej strony "opiekuńcze" państwo odbiera obywatelowi "dla jego własnego dobra" prawo posiadania broni i mocno ogranicza zakres środków możliwych do zastosowania w przypadku samoobrony. Przyznaje powyższe sobie i swoim służbom, na zasadzie monopolu.
Powiem tak: państwo odbiera prawo do posiadania broni milionom spokojnych obywateli i równocześnie wielu tysiącom przestępców i potencjalnych przestępców. W stosunku do potencjalnych przestępców to profilaktyka.
>Tylko powiedz mi, jakie prawdopodobieństwo, że Pan Władza nadbiegnie z pomocą gdy Ty, toja siostra, matka lub dziewczyna zostaniecie napadnięci? Wolałbym, aby państwo "dla mojego własnego dobra" dało mi (tudzież mojej matce albo siostrze) możliwość posiadania niewielkiego pistoletu, zamiast zapewnienia mnie, iż w razie czego nas obroni.
Czy chciałbyś, żeby Twoja siostra, która, powiedzmy, kłóci się z mężem i od czasu do czasu - polska norma - obrywa po pijanemu, trzymała w szafce kuchni pistolet? I żeby ten jej mąż w innej szafce miał własny?
A w stosunku do napastnika obeznanego z bronią, Twoja siostra ze swoim niewielkim pistoletem i tak nie miałaby większych szans. Prędzej by ją zastrzelił bojąc się, żeby go nie zraniła.
Praktycznie rzecz biorąc, napastnicy strzelaliby szybciej i częściej, spodziewając się, że napadnięty może nieć broń. Chciałbyś tego?
-
|
|
| | | |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | Ten argument z "konsekwencją" był raczej środkiem retorycznym. Chciałem zaakcentować nonsens stojący za zakazywaniem czegokolwiek ze względu na zagrożenia i koszty likwidowania skutków, skoro inne działania potencjalnie niebezpieczne i nawet bardziej kosztowne są w 100% legalne. Jak to określił Zajdel w "Limes Inferior" - można mieć jednocześnie albo wolność, albo porządek. Gdy wydaje ci się, że masz obydwa jednocześnie, to tak naprawdę jednego z nich nie masz i tylko doznajesz złudzenia. Moim zdaniem dzisiajsza sytuacja jest jeszcze bardziej ironiczna - złudzeniem z znacznym stopniu jest zarówno wolność, jak i bezpieczeństwo. Tego drugiego państwo nam nigdy nie zapewni, poproszę więc o swoją wolność. A państwo niech się zajmie tymi kwestiami, w których może coś zdziałać.  Zgadzam się z tym, że dopuszczając dostęp do broni dajemy ją przestępcą. Tutaj jednak wszystko zależy od dobrych przepisów wykonawczych, które nie pozwalałyby jej nabywać skazanym kryminalistom. Bandyta chcąc kupić broń zrobi to tak czy inaczej. Praworządny obywatel nie może tego zrobić o ile nie pozwala mu na to prawo. Wielokrotnie mówiłem też, że w moim rozumieniu dostęp do broni palnej nie oznacza wizyty w supermarkecie, podejścia do kasy i powiedzenia "dwa razy desert eagle wraz z kompletem amunicji poproszę".  Ja widzę to raczej na podobnej zasadzie, jak w przypadku prawa jazdy. Spotkanie z kryminalistą jest ryzykowne bez względu na to czy on i ja mamy broń. Paradoksalnie jednak broń wyrównuje szanse jakie w starciu. Bo bez niej skromny nauczyciel albo drobna dziewczyna mają niewielkie szanse na pokonanie wręcz dresiarza, który pół życia spędził na siłowni łykając sterydy. W takiej konfrontacji ofiara jest skazana na litość oprawcy, to on jest panem sytuacji i może posunąć się tak daleko, jak tylko będzie chciał. Dużo łatwiej jest zdobyć wprawę w strzelaniu z broni palnej, poza tym potencjalny napastnik będzie sobie zdawał sprawę, że dużo więcej ryzykuje - bo ten cherlawy człowieczek, albo drobna dziewczyna MOŻE stanowić dla niego realne zagrożenie. Państwo niech przestanie nam wmawiać, że potrafi nas obronić, bo nie potrafi. Zamiast tego niech pozwoli bronić się nam samym. Co do systemu opieki zdrowotnej to nie proponuję powrotu do prawa dżungli, w którym każdy jest pozostawiony samemu sobie a przeżywają jedynie najsilniejsi (najzdrowsi, najbogatsi). Jestem jedynie przeciwny przymusowi. Jeśli ktoś chce oszczędzić parę złotych na ubezpieczeniu - proszę bardzo. Niech jednak potem nie domaga się od społeczeństwa czegoś, z czego świadomie zrezygnował...
|
|
| | | | |  | | Scorp (5381 punktów) | > Moim zdaniem dzisiajsza sytuacja jest jeszcze bardziej ironiczna - złudzeniem z znacznym stopniu jest zarówno wolność, jak i bezpieczeństwo.Wydaje się, że masz skłonność do ideowego traktowania rzeczywistości (ideowego w kontraście do praktycznego). > Tego drugiego państwo nam nigdy nie zapewni, poproszę więc o swoją wolność. A państwo niech się zajmie tymi kwestiami, w których może coś zdziałać.  Niestety, żyjąc w społeczeństwie musisz przyjąć jego reguły, więc wolności Ci nie oddadzą. Ale masz jej wystarczająco dużo, żeby działać na rzecz zmiany tych reguł po Twojej myśli. W sprawie broni nie życzę Ci sukcesu, bo mam inne zdanie. Ale jeżeli przepisy się zmienią i będzie można, wszyscy kupimy sobie po colcie. Wszyscy, to znaczy ten, kogo będzie stać. Biedniejsi sobie nie kupią. Będziesz zadowolony? > Ja widzę to raczej na podobnej zasadzie, jak w przypadku prawa jazdy.Czyli ludzie mniej sprawni, z gorszym wzrokiem i starsi nie będą mogli kupić broni i ich - właśnie tych słabszych (nie mówiąc o dzieciach) bezpieczeństwo relatywnie się pogorszy. Fajna perspektywa. > Spotkanie z kryminalistą jest ryzykowne bez względu na to czy on i ja mamy broń. Paradoksalnie jednak broń wyrównuje szanse jakie w starciu.Szanse na zabicie się. Pamiętaj o czym mówisz. > Bo bez niej skromny nauczyciel albo drobna dziewczyna mają niewielkie szanse na pokonanie wręcz dresiarza, który pół życia spędził na siłowni łykając sterydy.Już widzę tę scenę: drobna dziewczyna zaatakowana przez bandytę z gnatem, otwiera torebkę, sięga do środka, wyciąga pistolet spomiędzy kosmetyków, ładuje, odbezpiecza, celuje, a tamten stoi i czeka aż będzie gotowa? Czy raczej najpierw wyrwie jej torebkę? Chyba że dziewczyny będą jak te laski z CSI, piękna i świetnie wyszkolona Melina Kanakaredes na przykład... Wiesz Ty co? - popracuj wyobraźnią nad swoimi pomysłami... > Państwo niech przestanie nam wmawiać, że potrafi nas obronić, bo nie potrafi. Zamiast tego niech pozwoli bronić się nam samym.Państwo tak nie twierdzi. Nasze i wiele innych państw twierdzą natomiast, że bezpieczniej jednak jest, gdy nie ma broni w każdej szufladzie. > Jestem jedynie przeciwny przymusowi. Jeśli ktoś chce oszczędzić parę złotych na ubezpieczeniu - proszę bardzo. Niech jednak potem nie domaga się od społeczeństwa czegoś, z czego świadomie zrezygnował..."Niech jednak potem nie domaga się..." Dziecinada. A on jednak będzie się domagał. To pewne. I co zrobisz? Jeżeli wypowiadasz się w tematach politycznych, to myśl politycznie, nie ideowo. -
|
|
| | | | | |  | Atlantis (1733 punktów) (zablokowany) | > Czyli ludzie mniej sprawni, z gorszym wzrokiem i starsi nie będą mogli kupić broni i ich - właśnie tych słabszych (nie mówiąc o dzieciach) bezpieczeństwo relatywnie się pogorszy. Fajna perspektywa.Mam nadzieję, że to była ironia. Bo parę godzin temu to mi zarzucano, że moje poglądy odnośnie powszechności praw są oderwane od rzeczywistości. Już wyobrażam sobie dziewięćdziesięcioletnią staruszkę z zaawansowaną krótkowzrocznością, która trzęsącymi się rękoma (z powodu choroby Parkinsona) próbuje wycelować w bandziora. Pół biedy jeśli w zasięgu strzału nie ma nikogo innego.  BTW to może na tej samej zasadzie (żeby było sprawiedliwie) powinniśmy umożliwić ludziom niewidomym prowadzenie samochodu. Bo co to za dyskryminacja!? :> > Szanse na zabicie się. Pamiętaj o czym mówisz.Heh... A jaką napadnięta ofiara ma mieć gwarancję, że byczek na testosteronie chce tylko się nieco wzbogacić i rozładować przez dotkliwe pobicie (mężczyzny) lub brutalne zgwałcenie (kobiety)? Skąd taka pewność, że w twoim idealnym społeczeństwie bez dostępu do broni po wszystkim ofiara nie zostanie uduszona, dźgnięta nożem w okolicach jakiegoś ważnego organu, albo po prostu napastnik będzie bił ciut za długo? Skąd wiesz, że napastnik pozwoli żyć świadkowi? W takim układzie realne ryzyko ponosi generalnie tylko ofiara. Można z dużym prawdopodobieństwem ocenić na pierwszy rzut oka, czy dana osoba ma szansę w walce wręcz. Wszystkie kursy samoobrony dla biznesmenów czy samotnych kobiet i tak niewiele znaczą w konfrontacji z brutalną siłą, masą mięśniową i doświadczeniem zdobytym na ulicy... W przypadku broni palnej nie da się momentalnie, optycznie rozpoznać czy dana osoba: a) posiada broń; b) potrafi jej dobrze używać. Napastnik ponosi znacznie większe ryzyko, gdyż może się okazać, iż cherlawy okularnik albo drobna dziewczyna tak naprawdę potrafią błyskawicznie posłać kulę z ogromną dokładnością. > Już widzę tę scenę: drobna dziewczyna zaatakowana przez bandytę z gnatem, otwiera torebkę, sięga do środka, wyciąga pistolet spomiędzy kosmetyków, ładuje, odbezpiecza, celuje, a tamten stoi i czeka aż będzie gotowa? Czy raczej najpierw wyrwie jej torebkę? Chyba że dziewczyny będą jak te laski z CSI, piękna i świetnie wyszkolona Melina Kanakaredes na przykład...No i właśnie po to potrzebne byłyby szkolenia i egzaminy. Żadnego trzymania broni w torebce! Na każdym kursie posługiwania się bronią Ci to powiedzą. Masz ją nosić w ten sposób, żeby mieć do niej szybki dostęp. Jeśli już się na na nią decydujesz, jeśli już wydajesz pieniądze na kurs, egzamin, pistolet i amunicję to chyba ni tak trudno to pojąć. > Wiesz Ty co? - popracuj wyobraźnią nad swoimi pomysłami...Popracuj nad swoim szowinizmem. Naprawdę myślisz, że kobieta nie byłaby w stanie nauczyć się reguł postępowania z bronią? :> > Państwo tak nie twierdzi. Nasze i wiele innych państw twierdzą natomiast, że bezpieczniej jednak jest, gdy nie ma broni w każdej szufladzie.Sam widzisz. Są jednak państwa, gdzie myśli się inaczej. W przypadku argumentów przeciwników liberalnego prawa regulującego dostęp do broni palnej dostrzega się jednak czasem całe mnóstwo nielogicznych argumentów. Na przykład klasyczne mylenie współwystępowania z powodowaniem. Próbuje się wmówić ludziom, że przestępca zabił, bo miał broń. Nie - przestępca zabił, bo chciał zabić. Broń (taką czy inną) zdobył by tak czy inaczej. To samo często pojawia się przy krytyce gier komputerowych: Media ochoczo podkreślały fakt, że psychopaci z Columbine byli fanami Dooma - jak miliony ich rówieśników... Wracając do państwa to zauważ, że ono nie tylko zabrania ludziom posiadać broni palnej. Zbiór legalnych środków służących do samoobrony jest śmiesznie niski. Zacznijmy od tzw. "gazu paraliżującego" który paraliżującym jest tylko z nazwy (bo takowego rzecz jasna użyć nie wolno) - ot, zwykły spray pieprzowy. Od dawna powtarzam, że pieprz to przyprawa - nie broń.  Napastnik na środkach odurzających (nawet tych naturalnych - adrenalinie i endorfinach) może się nawet nie przejąć naszym sprayem. Paralizatory, pałki teleskopowe itp. nie nadają się do walki na dystans - siłą rzeczy chcąc ich używać musisz być dobry w walce wręcz. Ich zastosowanie oznacza znalezienie się w zasięgu ramion i nóg napastnika, a on już skorzysta z takiej okazji. Znów wracamy do problemu szans, jakie będzie miał cherlawy mężczyzna albo drobna kobieta. To samo dotyczy bronienia się przy pomocy "ostrego narzędzia". Pistolety na sprężony CO2 o ile mi wiadomo nie są nawet dopuszczone do użycia w samoobronie, zresztą skuteczność niewiele większa od gazu pieprzowego - może się okazać, że nasz strzał tylko rozzłości napastnika. Broń palna gazowa też nie jest łatwo dostępna, też trzeba zezwolenia (trochę łatwiejsze do zdobycia niż na ostrą) - bo "pistolety gazowe" sprzedawane w sklepach internetowych bez zezwolenia to tak naprawdę miotacz gazu zabudowany w atrapie pistoletu. Nic więcej...
|
|
4 na 4 | zachaj (5239 punktów) |
>legalne podczas gdy wszystkie te "żółte" na tym wykresie są zakazane...
Propaganda.
Człowiek który wymyślił LSD dożył sędziwego wieku i do końca twierdził , że ten narkotyk jest lekarstwem. Nie zgadzam się z nim bo to nie jest lekarstwo. To raczej środek umożliwiający transgresję świadomości. Uzyskiwany efekt to nie jest coś co chciałoby się czuć codziennie ale ciekawe doświadczenie. Co do tytoniu to jest taki szkodliwy bo używamy go codziennie a uzależnienie jest bardzo silne. Marihuana pod tym względem podobnie ale jej nie pali się w takich ilościach co tytoń. Kokaina jest równie niebezpieczna co alkohol - działa na ten sam hormon - dopaminę. Wywołują inne efekty - przy niemal równym uzależnieniu. Ekstazy to pigułka typowo imprezowa dlatego na wykresie jej pozycja jest nico zaniżona. W UK status ekstazy został podniesiony do rangi najwyższej - typu A razem z kokainą i heroiną. Zgadzam się z tym ponieważ ekstazy zaburza mocno gospodarkę serotoninową - wywołując depresję. Najbardziej niebezpieczne są sztuczne preparaty gdyż zazwyczaj wywołują pozytywne emocje. Większość naturalnych "roślinek" to psychoaktywne alkaloidy , które są także truciznami. Przygoda z nimi to efekt zatrucia który nie każdy amator narkotyków polubi dlatego nigdy nie będą one tak popularne jak syntetyki. Grzybki , Khat czy Peyotl to ciężki psychodeliczny trip dla wytrwałych "szamanów".
Cała ta papka w mediach o narkotyków to wielka ściema ale jedyna droga do polityki antynarkotykowej. O wiele większy problem to alkohol - tysiące patologicznych rodzin i bezrobotnych.
|
|
| ramichael (36666 punktów) | > Znalazłem ostatnio na enwiki wykres:> Zaskoczyło mnie to, że szkodliwość alkoholu i tytoniu jest porównywalna do szkodliwości amfetaminy> i dużo większa od tej, którą ma ecstasy, lsd czy marihuana. Jakim cudem te dwie substancje są> legalne podczas gdy wszystkie te "żółte" na tym wykresie są zakazane...Pozwolę sobie zacytować znanego socjologa i poetę Kazika   : "Dobre pomysły są najbardziej banalne, co jest nielegalne - jest bardziej opłacalne. Refren:Pięć lat za posiadanie..."
|
|
2 na 2 | dnak (1340 punktów) | >Jakim cudem te dwie substancje są >legalne podczas gdy wszystkie te "żółte" na tym wykresie są zakazane...
Wydaje mi się, że to wynik tradycji i historii. Alkohol jest obecny w naszej kulturze od zarania dziejów i towarzyszył znacznej części cywilizacji, które powstały na Ziemii. Ciekawy jest fakt, że w dużych i średnich miastach na terenie Polski w XIII-XV wieku piwo stanowiło czasami i 60% wydatków na konsumpcję. Wynikało to nie tyle z pijaństwa, a faktu, że alkohol był czasami jedynym sposobem, żeby wypić cokolwiek innego niż woda - soki nie istniały, herbaty nie było, a mleko psuło się błyskawicznie. Miód, czy piwo (które wtedy miało po 20%) same się konserwowały i mogły leżakować miesiącami. No, a poza tym wszystkim: można się było nagrzmocić.
|
|
 | 2 na 2 | stilgar (7322 punktów) | > >Jakim cudem te dwie substancje są> >legalne podczas gdy wszystkie te "żółte" na tym wykresie są zakazane...> Wydaje mi się, że to wynik tradycji i historii. Alkohol jest obecny w naszej kulturze od zarania dziejów i towarzyszył znacznej części cywilizacji, które powstały na Ziemii.> Ciekawy jest fakt, że w dużych i średnich miastach na terenie Polski w XIII-XV wieku piwo stanowiło czasami i 60% wydatków na konsumpcję. Wynikało to nie tyle z pijaństwa, a faktu, że alkohol był czasami jedynym sposobem, żeby wypić cokolwiek innego niż woda - soki nie istniały, herbaty nie było, a mleko psuło się błyskawicznie. Miód, czy piwo (które wtedy miało po 20%) same się konserwowały i mogły leżakować miesiącami.> No, a poza tym wszystkim: można się było nagrzmocić.W dodatku picie wody niekoniecznie było zdrowe - brudna woda, pełna bakterii ( higiena jeszcze nie istniała  ) była gorsza od piwa, które samo się dezynfekowało...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|