Racjonalista - Strona głównaDo treści
Co ma do zaoferowania ateizm?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
12-12-2013 15:26Jerzy Dorosz (187 punktów)Co ma do zaoferowania ateizm?
Ocena 18 na 18
Polemika z wypowiedzią Andrzeja Pawłowskiego do tekstu "Słabość Ateizmu" autorstwa Lucjana Ferusa. Wypowiedź Pawłowskiego:

"(...) poza krytyką religii, nie ma ateizm nic do zaproponowania, żadnej pociechy, nadziei, pociągającej idei. Gdyby tak było, mielibyśmy tu porywające artykułu o bohaterskich czynach robionych w imię ateizmu. Ostatnim bohaterem ateistów był Łyszczyński i tyle. Mamy zatem obleganie twierdzy. A za co wy ateiści gotowi jesteście umrzeć ?"

Zastosował Pan analogię do narkotyków i bardzo trafnie, gdyż wielu tak jak Pan uważa że religia jest opium dla ludu. Pytanie co daje niewierzącym ich ateizm jest analogiczne do pytania co daje ludziom nie branie narkotyków. Odpowiedź w obydwu przypadkach brzmi: bardzo wiele korzyści, w tym korzyści materialne, społeczne czy zdrowotne, jako te najistotniejsze. Oprócz tego życie w realnym świecie. Jako wadę wymienię tu to że nie jest się na haju.

Pyta Pan co konkretnie daje niewierzącym brak wiary? Bardzo proszę:

- Wolność od zabobonu i przesądu, który był przez wieki hamulcem rozwoju, a także większa wolność sumienia (brak zakazu stosowania antykoncepcji, radość płynąca z faktu posiadania potomstwa poczętego metodą in vitro etc...)
- Lepsze, godniejsze, dłuższe życie (wspomniałem o tym wyżej),
- Lepszy dostęp do edukacji (ateiści nie oblewają kwasem ani nie strzelają do dziewczynek które chcą chodzić do szkoły).

Sądzi Pan że społeczeństwo laickie bez religii pozbawione jest nadziei? Nieprawda. Uwolnienie się od przesądów religijnych (a tym właśnie jest ateizm) daje:

- Nadzieję dla nieuleczlnie chorych (terapia komórkami macierzystymi której sprzeciwia się wiele wierzących) i lepsze życie (choćby dla milionów ludzi żyjących w Afryce umierających z powodu głodu, AIDS i innych przyczyn którym można zapobiec, choćby informując ludzi że antykoncepcja nie jest grzechem),
- nadzieję na to że przelot samolotem czy przejazd metrem nie zakończy się eksplozją,
- nadzieję na pokój na Bliskim Wschodzie oraz na całym świecie, a to zaledwie kilka przykładów.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ratatoskr (4439 punktów)


Fafciu (953 punktów)
>Sądzi Pan że społeczeństwo laickie bez religii pozbawione jest nadziei? Nieprawda. Uwolnienie się od
>przesądów religijnych (a tym właśnie jest ateizm) daje:
>- Nadzieję dla nieuleczlnie chorych (terapia komórkami macierzystymi której sprzeciwia się wiele
>wierzących) i lepsze życie (choćby dla milionów ludzi żyjących w Afryce umierających z powodu głodu,
>AIDS i innych przyczyn którym można zapobiec, choćby informując ludzi że antykoncepcja nie jest
>grzechem),
>- nadzieję na to że przelot samolotem czy przejazd metrem nie zakończy się eksplozją,
>- nadzieję na pokój na Bliskim Wschodzie oraz na całym świecie, a to zaledwie kilka przykładów.

Łał, i to wszystko tak magicznie bo zmienimy złe idee na dobre?
12-12-2013 17:29
 Ocena 12 na 14
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> "A za co wy ateiści gotowi jesteście umrzeć?"

Ja osobiście staram się unikać pasożytów, które sukces reprodukcyjny osiągają poprzez doprowadzenie do śmierci nosiciela - no ale jak tam kto lubi...
gregg (489 punktów)
(zablokowany)
Przepraszam za minus, pomyłka.

Mod:
Możesz go wycofać plusem
12-12-2013 17:41
 Ocena-23 na 23
oportunista (1711 punktów)
Podane przez Pana przykłady niczego nie nie potwierdzają. To nie ideologia gna człowieka do poznania i postępu. Postęp techniczny wcale nie uszczęśliwia człowieka, nie czyni go lepszym ani rozsądniejszym. Swobodny i nieograniczony dostęp do dóbr i technologi tylko powiększa przepaści między ludźmi. Gdy jednostki żyją długo i dostatnio, większość umiera szybko i w nędzy. Byt kształtuje świadomość, światopogląd jest tylko środkiem. Ateizm ma się doskonale tylko w krajach zamożnych, bo ich mieszkańcy mają czas na fanaberie, jego niepraktyczność i nieskuteczność w starciu z pragmatyzmem teistycznych światopoglądów jest powalająca. Postępu nie powodują ateiści, ani teiści go nie zatrzymują, on jest bytem niezależnym, czasem się przebija, innym razem nie.
Tak na marginesie, brak wiary w prostej drodze prowadzi człowieka do depresji, ze wszystkimi jej konsekwencjami. Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.
12-12-2013 19:47 
 Ocena 11 na 11
Borgïr (736 punktów)
>To nie ideologia gna człowieka do poznania i postępu.

Ideologia nadaje kierunek postępu. Czy kierunek, w którym się idzie, nie jest równie ważny jak samo dążenie?

>Swobodny i nieograniczony dostęp do dóbr i technologi tylko powiększa przepaści między ludźmi.

Ależ gdyby ten dostęp był de facto swobodny i nieograniczony, taka przepaść by nie istniała!

>Gdy jednostki żyją długo i dostatnio, większość umiera szybko i w nędzy.

I to wina technologii, postępu? To samo możemy powiedzieć o duchowieństwie i feudalnych chłopach sprzed wieków.

>Ateizm ma się doskonale tylko w krajach zamożnych, bo ich mieszkańcy mają czas na fanaberie, jego niepraktyczność i nieskuteczność w starciu z pragmatyzmem teistycznych światopoglądów jest powalająca.

Czas na fanaberie wyrażony przez... niemarnowanie czasu na zapychanie do kościoła?
Niepraktyczność w starciu z teizmem? Tak, bo przecież składanie rączek z prośbami jest takie praktyczne.

>Tak na marginesie, brak wiary w prostej drodze prowadzi człowieka do depresji, ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Pięć sekund na wyszukanie w Google Scholar:
"Religious believers and strong atheists may both be less depressed than existentially-uncertain people"
www.hedweb.com/bgcharlton/existconv.html

>Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.

W jaki związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy jakimi zdarzeniami wierzą więc ateiści?
12-12-2013 20:08 
 Ocena 12 na 12
farmer (22440 punktów)

>Tak na marginesie, brak wiary w prostej drodze prowadzi człowieka do depresji, ze wszystkimi jej konsekwencjami. Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.

Tak na marginesie to Mikołaj był w tym roku u Ciebie? A i powiedz dzieciom w Afryce by pisały listy do Mikołaja. Tylko dlaczego prezenty dotrą głównie do Europy i USA?
13-12-2013 00:07 
 Ocena 15 na 15
Lengyel (2127 punktów)
>Tak na marginesie to Mikołaj był w tym roku u Ciebie? A i powiedz dzieciom w Afryce by pisały listy do Mikołaja. Tylko dlaczego prezenty dotrą głównie do Europy i USA?

Mikołaj (święty) był w Afryce. W Somalii rozejrzał się po ulicy i pyta jakiegoś tubylca:
- Dlaczego te dzieci takie smutne i chude?
- Bo one, święty Mikołaju, nie jedzą.
- Nie jedzą?! To za karę nie dostaną podarków!
12-12-2013 21:42 
 Ocena 12 na 12
DyktaFon (9281 punktów)

>... Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.

Dobre.... nawet świetna! Gratulacje dla autora tego zdania Wzbudził mój podziw i nieprzepartą chęć zostania katolikiem Już, zaraz!
13-12-2013 06:22 
 Ocena 3 na 3
slik (20011 punktów)
>>... Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.
>Dobre.... nawet świetna! Gratulacje dla autora tego zdania Wzbudził mój podziw i nieprzepartą chęć zostania katolikiem Już, zaraz!
>
Mnie też powaliło to na kolana! Chyba już jestem katolikiem!
13-12-2013 09:11 
 Ocena 3 na 3
maniek1 (3407 punktów)
>>... Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.
>Dobre.... nawet świetna! Gratulacje dla autora tego zdania Wzbudził mój podziw i nieprzepartą chęć zostania katolikiem Już, zaraz!>
Ja również chcę mieć gwałcącego dzieci pasterza! Chcę wierzyć w szpanera, który zamiast pozbawić świat chrób i cierpień - przechadzał się po wodzie, aby udowodnić że jest synem boga, jego ojcem i duchem (cokolwiek to znaczy), oraz zrobić wrażenie i zamknąć mordy niedowiarkom. Dobra, kończę, bo wybieram się na miasto w celach zarobkowych, ponieważ pasożyt na plebanii właśnie powiększył swoje żerowisko o jedną owcę i leżąc przed plazmą, czeka do niedzieli na moją kaskę!
Lengyel (2127 punktów)
>>... Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.
>Dobre.... nawet świetna! Gratulacje dla autora tego zdania Wzbudził mój podziw i nieprzepartą chęć zostania katolikiem Już, zaraz!
>

Eee, koniecznie katolikiem? Nie dałoby się zamiast tego pójść miedzy Karaibów i wraz z nimi mówić"O!" do starego Benamuki? Uwokaki są może tańsi w utrzymaniu niż księża?
14-12-2013 00:22 
 Ocena 1 na 1
Rafał Holewski (224 punktów)
(zablokowany)
Mamy cud,najprawdziwszy cud. Wracam do postawy klęczącej
13-12-2013 06:17 
 Ocena 16 na 16
romaro (25211 punktów)
>Ateizm ma się doskonale tylko w krajach zamożnych, bo ich mieszkańcy mają czas na fanaberie,
W zasadzie z tą częścią zdania się zgodzę. W myśl przysłowia:

WYGOŃ ZE WSI KSIĘDZA, ZNIKNIE I NĘDZA.
13-12-2013 18:42 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
> Postęp techniczny wcale nie uszczęśliwia człowieka, nie czyni go lepszym ani rozsądniejszym.
Dziwne zdanie
Pewnie, że nic człowieka nie uszczęśliwi na tym "łez padole" (jak nasz los określają wizjonerzy raju dla wybrańców), ale postęp techniczny wynika chyba właśnie z rozsądku. Nierozsądnym byłoby np. marnowanie czasu na zajęcia, które mogą wykonać maszyny. Zyskując wolny czas dzięki nadwyżce w ilości dóbr podstawowych, człowiek ma przynajmniej możliwość stawać się lepszym (nie musimy zabijać się o chleb).
> Swobodny i nieograniczony dostęp do dóbr i technologi tylko powiększa przepaści między ludźmi.
Sądzisz, że mniejsze były przepaści w starożytności? To nie technika je rodzi, lecz polityka. Rozwarstwienie społeczne pogłębia się przez faworyzowanie mocniejszych, którzy mają większe możliwości faworyzowania się. Elementem takiego nieegalitarnego sprzężenia zwrotnego są też religie, wielbiące wielkość i .. korzystające z większych ulg podatkowych niż przeciętny Kowalski.
> Ateizm ma się doskonale tylko w krajach zamożnych, bo ich mieszkańcy mają czas
Otóż to! To bardzo trafne (moim zdaniem) spostrzeżenie.
>.. jego niepraktyczność i nieskuteczność w starciu z pragmatyzmem teistycznych światopoglądów jest powalająca.
Oczywiście, że religie mają się świetnie w krajach biednych. Dlatego będą utrzymywać ciemnotę, zakazywać antykoncepcji i faworyzować ustroje elitarne. Skoro są skuteczniejsze wśród biedoty, to będą niejako dbać o istnienie biedy - pogłębiać przepaści między ludźmi.
> brak wiary w prostej drodze prowadzi człowieka do depresji, ze wszystkimi jej konsekwencjami.
Z kolei wiara prowadzi do łatwej wygody, często zbyt łatwiej i kosztującej zakłamanie. To chyba kwestia dojrzałości psychicznej - cóż - z wiary w św. Mikołaja też się z wiekiem rezygnuje.
> Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.
Och nie! To jest próba porzucenia przesądów, a że nie do końca się udaje, to przez ludzką słabość.
13-12-2013 21:07 
 Ocena 7 na 7
Anna Salman (16360 punktów)
>... Swobodny i nieograniczony dostęp do dóbr i technologi tylko powiększa przepaści między ludźmi. ...
Bynajmniej - jeżeli jest on rzeczywiście swobodny dla wszystkich. To ideologie, w tym religie tworzą podziały na lepszych - uprzywilejowanych i gorszych - którzy za wszystko płacą, nic albo niewiele z tego mając i, jak napisałeś, "większość umiera szybko i w nędzy".
>Byt kształtuje świadomość, ...
??? Cytat z rekolekcji??? To ten Franciszek rzeczywiście rewolucjonizuje kościół.
Jaki następny krok? "Wyklęty powstań ludu ziemi" na Nieszporach?
>... Ateizm ma się doskonale tylko w krajach zamożnych, ... jego niepraktyczność i nieskuteczność w starciu z pragmatyzmem teistycznych światopoglądów jest powalająca.
A jak w przypadku katolików działa brak praktyk woo-doo? Na pewno też można wykazać jego niepraktyczność i nieskuteczność ...
>Tak na marginesie, brak wiary w prostej drodze prowadzi człowieka do depresji,...
Tak na marginesie to badania wykazują, że osoby ze skłonnością do depresji są mniej podatne na oddziaływanie religii. Czyli na odwrót. Może to zanik panicznego strachu przed śmiercią tak działa ...
>Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.
Zgadzam się z pierwszą częścią, ale co do reszty, to najpierw dowiedz się, co to ateizm.
Fascynat (-25 punktów)
>>... Swobodny i nieograniczony dostęp do dóbr i technologi tylko powiększa przepaści między ludźmi. ...
>Bynajmniej - jeżeli jest on rzeczywiście swobodny dla wszystkich. To ideologie, w tym religie tworzą podziały na lepszych - uprzywilejowanych i gorszych - którzy za wszystko płacą, nic albo niewiele z tego mając i, jak napisałeś, "większość umiera szybko i w nędzy".

Doprawdy? "Miłuj bliźniego jak siebie samego" tworzy podziały?
>>Byt kształtuje świadomość, ...

>??? Cytat z rekolekcji??? To ten Franciszek rzeczywiście rewolucjonizuje kościół.
>Jaki następny krok? "Wyklęty powstań ludu ziemi" na Nieszporach?
>>... Ateizm ma się doskonale tylko w krajach zamożnych, ... jego niepraktyczność i nieskuteczność w starciu z pragmatyzmem teistycznych światopoglądów jest powalająca.
>A jak w przypadku katolików działa brak praktyk woo-doo? Na pewno też można wykazać jego niepraktyczność i nieskuteczność ...
>>Tak na marginesie, brak wiary w prostej drodze prowadzi człowieka do depresji,...
>Tak na marginesie to badania wykazują, że osoby ze skłonnością do depresji są mniej podatne na oddziaływanie religii. Czyli na odwrót. Może to zanik panicznego strachu przed śmiercią tak działa ...

Depresja chyba nie jest wynikiem tego, że radzimy sobie ze strachem przed śmiercią?

>>Ponadto ateizm nie uwalnia od przesądów, jest bowiem jednym z nich.
>Zgadzam się z pierwszą częścią, ale co do reszty, to najpierw dowiedz się, co to ateizm.


Michał ck
27-12-2013 20:26 
 Ocena 2 na 2
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Doprawdy? "Miłuj bliźniego jak siebie samego" tworzy podziały?

Ależ nie tworzy, tylko pokaż mi hierarchę katolickiego,albo w ogóle dowolną wysoko postawioną w jakiejś religii osobę, która by to praktycznie implementowała.


Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
29-12-2013 16:50 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>... "Miłuj bliźniego jak siebie samego" tworzy podziały?
Wymagałoby to dłuższego przekazu, ale ... może i tak. Może właśnie przy tej religii trwają ludzie zakompleksieni, którzy sami sobą gardzą, bo wychowano ich w poczuciu niższości, bezradności, zależności. Wówczas to ich "miłowanie bliźniego" jest jak najbardziej adekwatne do poczucia samozadowolenia.
>Depresja chyba nie jest wynikiem tego, że radzimy sobie ze strachem przed śmiercią?
Depresja często wyzwala apatię / obojętność, a w efekcie dystans do wielu rzeczy budzących strach. Oczywiście nadmierne poczucie bezsilności w zderzeniu z problemem może wywołać reakcję autodestrukcyjną, ale samobójstwo oznacza m.in. zanik instynktu samozachowawczego.
14-12-2013 15:07 
 Ocena 1 na 1
kika (1657 punktów)

>Tak na marginesie, brak wiary w prostej drodze prowadzi człowieka do depresji,..">

Hm... no nie wiem. Ja, gdy zrozumiałam, że jestem ateistką, poczułam radość i szczęście. I ulgę, że wreszcie wszystko jest spójne i nie trzeba zaprzeczać zdrowemu rozsądkowi i faktom.
12-12-2013 17:52
 Ocena 10 na 10
Jacholek (5699 punktów)
Może to dla niektórych zabrzmi paradoksalnie ale ateizm to otwarte drzwi do bogatszej, nieskrępowanej, twórczej duchowości.
Więcej można się z tym tematem zapoznać z książki francuskiego, współczesnego filozofa
laickie.pl(*)lle-recenzja-elzbieta-chlad-2/
12-12-2013 18:06
 Ocena 28 na 28
zinnyck (182 punktów)
>Polemika z wypowiedzią Andrzeja Pawłowskiego do tekstu "Słabość Ateizmu" autorstwa Lucjana Ferusa.
>Wypowiedź Pawłowskiego:
>"(...) poza krytyką religii, nie ma ateizm nic do zaproponowania, żadnej pociechy, nadziei,
>pociągającej idei. Gdyby tak było, mielibyśmy tu porywające artykułu o bohaterskich czynach
>robionych w imię ateizmu.

Ateizm nie ma nic więcej do zaproponowania i bardzo dobrze. Gorzej, gdyby miał.
Ateizm jest wewnętrznie pojęciowo negatywny. Odpowiednio pojmowany ogranicza się do definicji i jej zrozumienia.
W przeciwieństwie do teizmu nie posiada idei. Nie jest więc ideologią. Mało tego, racjonalnie pojmowany nie jest też światopoglądem. Co najwyżej jego składową. Rozsądny ateista nie definiuje sensu swojego życia pod katem niewiary w bóstwa. Określa ważne dla niego priorytety wg wewnętrznych potrzeb: kariera, miłość do dzieci czy napisanie "Bajek robotów".
Ateizm w życiu ateisty nie ma (mieć nie powinien) większego znaczenia. Podobnie jak niezbieranie etykiet zapałczanych.
12-12-2013 21:44 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)

>Ateizm w życiu ateisty nie ma (mieć nie powinien) większego znaczenia. Podobnie jak niezbieranie etykiet zapałczanych.
>
Co do etykiet bym polemizował....
12-12-2013 22:06 
 Ocena 12 na 12
pawel1618 (611 punktów)
>Ateizm nie ma nic więcej do zaproponowania i bardzo dobrze. Gorzej, gdyby miał.
>Ateizm jest wewnętrznie pojęciowo negatywny. Odpowiednio pojmowany ogranicza się do definicji i jej zrozumienia.
>W przeciwieństwie do teizmu nie posiada idei. Nie jest więc ideologią. Mało tego, racjonalnie pojmowany nie jest też światopoglądem. Co najwyżej jego składową. Rozsądny ateista nie definiuje sensu swojego życia pod katem niewiary w bóstwa. Określa ważne dla niego priorytety wg wewnętrznych potrzeb: kariera, miłość do dzieci czy napisanie "Bajek robotów".

Bardzo fajnie powiedziane. Gdy byłem jeszcze wierzącym, pragnącym wierzyć świadomie, los zagnał mnie na spotkanie tzw. wspólnoty neokatechumenalnej. Występował tam taki człowiek zestresowany nieco, który "dawał świadectwo". I mówił, że przedtem jego życie było bez sensu, trudne, beznadziejne itp a po odkryciu Jezusa wszystko stało się łatwe, zrozumiałe, radosne itd. Wzbudziło to mój wewnętrzny sprzeciw, bo przecież nie chodzi o to, żeby było łatwo, zrozumiale, żeby człowiek czuł się kochany, potrzebny itp, ale kluczowe pytanie brzmi: gdzie jest prawda? Jeśli "prawda" oznacza zmaganie ze sobą, z własnymi wątpliwościami, słabościami i strachem, mimo że na końcu niekoniecznie musi pojawić się "zbawienie" to czy to znaczy że nie warto jej szukać? Jeśli poszukiwanie prawdy czynimy z założeniem, że na końcu musi być Jezus i zbawienie, to czy rzeczywiście jest to poszukiwanie prawdy?
Jeżeli "prawda" oznacza życie tu i teraz a potem śmierć na zawsze, czy jest to usprawiedliwienie do zażycia narkotyku pod nazwą "wiara religijna" ? Czym różni się taki narkotyk od alkoholu czy amfetaminy?
12-12-2013 22:28 
 Ocena 12 na 12
hamp (3461 punktów)
Aż mi zagrało w głowie...
Wiaaaarą ukorzyć trzeeeeeebaaaa
myyyślii i rozum swóóóój...



Kiedyś ciekawość ściągnęła nas z drzew.
Niech zadziała raz jeszcze i podniesie nas z kolan.
13-12-2013 11:14 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)

> Wiaaaarą ukorzyć trzeeeeeebaaaa
> myyyślii i rozum swóóóój...
... zmyyyyysły....



Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
13-12-2013 12:10 
 Ocena 1 na 1
DyktaFon (9281 punktów)
>> Wiaaaarą ukorzyć trzeeeeeebaaaa
>> myyyślii i rozum swóóóój...
>... zmyyyyysły....

Czujność w każdej chwili...

13-12-2013 12:37 
 Ocena 2 na 2
hamp (3461 punktów)
Faktycznie, dawno nie śpiewałem

Kiedyś ciekawość ściągnęła nas z drzew.
Niech zadziała raz jeszcze i podniesie nas z kolan.
Targenor (25 punktów)
Rzeklbym, że rozum. Ale mogę się nie znać.
12-12-2013 21:09 
 Ocena 12 na 12
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Rzeklbym, że rozum. Ale mogę się nie znać.

Nie znasz się, bo jest zupełnie odwrotnie. To rozum zaoferuje Ci ateizm.
13-12-2013 02:12
 Ocena 10 na 10
Jennifer85 (821 punktów)
>"(...) poza krytyką religii, nie ma ateizm nic do zaproponowania, żadnej pociechy, nadziei,
>pociągającej idei. Gdyby tak było, mielibyśmy tu porywające artykułu o bohaterskich czynach
>robionych w imię ateizmu. Ostatnim bohaterem ateistów był Łyszczyński i tyle. Mamy zatem obleganie
>twierdzy. A za co wy ateiści gotowi jesteście umrzeć ?"

Ja za "pociągające idee" dziękuję. Wara z nimi ode mnie!

Bohaterowie? Tylko religianci nie czują zażenowania bawiąc się w licytowanie, kto miał więcej męczenników. To jest kwestia dobrego smaku. Człowiek na pewnym poziomie wybiera biografię nad hagiografią.

Gdyby pan Pawłowski zadał sobie trudu i zapoznał się lepiej z historią naszego gatunku zobaczyłby, co może zaoferować ateizm. Zwykła niewiara w proste odpowiedzi przenosi góry. Rozpisywać się nie będę. Książki są.

"A za co wy ateiści gotowi jesteście umrzeć ?"

Za co najmniej dwie istoty ludzkie, ale jeszcze mnie nie sprawdzono A za co Pan tak bardzo chce umierać?

A co do pociechy i nadziei to ... dorośnij Pan, Panie Pawłowski.

The road to wisdom? Well, it's plain and simple to express. Err and err and err again, but less and less and less.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Pyta Pan co konkretnie daje niewierzącym brak wiary? Bardzo proszę:
Tylko i aż brak wiary i co za tym idzie możność podejmowania decyzji bez zwracania uwagi na religijne tabu. Jednakże nic więcej. Ateizm to tylko część składowa światopoglądu, ważna tylko z powodu wszechobecności religii.
Patrząc zaś z perspektywy teistycznej jaką prezentuje pan Pawłowski ateizm nic nie oferuje, nie dość na tym pozbawia fałszywej nadziei i nie daję w zamian innych złudzeń. Człowiek przestaje być koroną stworzenia, staje się po prostu jednym z wielu gatunków zwierząt.
Heremis (587 punktów)
Ocena tego, co daje ateizm wynika z reguły z tego jaką postawę przyjmuje osoba oceniająca ateizm.
Dla mnie jako wierzącego heretyka ateizm proponuje świat bez bóstw, często też odrzuca transcendencje i mistycyzm, stąd w mojej ocenie nie jest dla mnie dobrą drogą. Warto iść drogą, którą się czuje. Jedni czują się dobrze jako ateiści, inni jako teiści. Myślę, że to w dużej mierze subiektywna sprawa. Każdy chce znaleźć właściwy sobie sens życia, jeśli ktoś widzi go w realizowaniu się w zakresie nauk przyrodniczych, odrzuca istnienie nadprzyrodzonego , jednym słowem odpowiada mu "pakiet" jaki oferuje tzw. nowy ateizm, wtedy znajdzie w tym wolność i spełnienie. Mi taki ateizm nie oferuje nic i nie znaczy to, że go krytykuję, o prostu to nie moja droga. Osobiście wolność i spełnienie znajduję w prywatnej wierze inspirowanej mistycyzmem i praktyką medytacji.
13-12-2013 13:36
 Ocena 11 na 11
Joaśka (59 punktów)

>"(...) poza krytyką religii, nie ma ateizm nic do zaproponowania, żadnej pociechy, nadziei,
>pociągającej idei. (...)
>A za co wy ateiści gotowi jesteście umrzeć ?"

Ja, w końcu:
- nie potrzebuję pociechy od kogoś, kto się nade mną znęca i mnie ciągle testuje w imię miłości i miłosierdzi. Uff!
- nie potrzebuję nadziei, że może w końcu mój los się odmieni, a zależeć to będzie nie ode mnie, a od widzimisię "kochającego" niby ojca
- idei tez nie potrzebuję.
A poza tym - mogę sobie spokojnie żyć i cieszyć się tym życiem
Nie muszę prowadzić dziecka na msze - a moje dziecko nie musi się bać tych "wspaniałych" obrazków w kościele i faceta na krzyżu.
Nie muszę głodować ;p no chyba, że akurat zrzucam kilogramy, ale wtedy tez nie muszę się przejmować i spowiadać z obżarstwa ;p
Nie ma problemu z obiadem w piątek ;p
Ja po prostu NIC nie muszę. A mogę co chcę.
Dobrym człekiem jestem, to nie mam chęci krzywdzić innym. Religia mi tego akurat przypominać nie musi.

A za co bym była gotowa umrzeć? Za nic. Nie ma takiej rzeczy.
Za to jest kilka takich osób.
kogut59 (3090 punktów)
>"(...) poza krytyką religii, nie ma ateizm nic do zaproponowania"
Nie musi, każdy ateista szuka dla siebie czego mu trzeba

Jacek Przypadek (1069 punktów)
Hehe, własnie dlatego ateizm jest ok, bo nie ma nic do zaoferowania. Katolicyzm też nie ma nic do zaoferowania, tylko udaje że ma. W ogóle dziwi mnie ten bełkot o tym co kto oferuje.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Hehe, własnie dlatego ateizm jest ok, bo nie ma nic do zaoferowania.
Skoro wolność od religijnych przesądów to dla ciebie nic.
>Katolicyzm też nie ma nic do zaoferowania, tylko udaje że ma.
Katolicyzm ma do zaoferowania całkiem sporo, raczej jednak pasterzom niż owieczkom. Bezkarność, łatwe życie, całkiem niezłe pieniądze, władzę i licencję na Prawdę Objawioną. Owieczki dostają tylko mgliste obietnice lepszego życia gdzieś tak, kiedyś tam i gotowe odpowiedzi na praktycznie każde pytania.
>W ogóle dziwi mnie ten bełkot o tym co kto oferuje.
Ludzi często dziwią rzeczy, których nie rozumieją.
14-12-2013 15:16 
 Ocena 2 na 2
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Trudno zrozumieć głupotę. Głupoty nie da się kontrolować logicznie.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Trudno zrozumieć głupotę. Głupoty nie da się kontrolować logicznie.
Głupotę czy indoktrynację? To nie głupota rodzi katolicyzm tylko kościelne nauczanie. Głupotą można ewentualnie nazwać tkwienie w pełnej absurdów wierze, gdy nic za nią nie świadczy. Póki jednak wiara jest sprawą prywatną to jak dla mnie problemu nie ma.
14-12-2013 16:05 
 Ocena-1 na 3
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Głupotą jest ocenianie wartości katolicyzmu czy ateizmu pod kątem tego co oferuje. Chyba, że jesteśmy już takimi konsumpcjonistami że nie potrafimy inaczej na rzeczy patrzeć. Nie raz słyszę idiotyczne argumenty np. za ateizmem, w rodzaju: jestem ateistą bo:
a) wiara w Boga nie uszczęśliwia mnie,
b) nie mam potrzeby modlitwy

czyli: to mi ma coś wiara dać, ja mam czuć potrzebę. A przecież jasne jest, że w wierze w Boga to modlitwa jest obowiązkiem, człowiek adoruje Boga, kontempluje go, wielbi, i tak dalej. Człowiek służy Bogu, nie szuka w tym własnego szczęścia (chociaż, rzecz jasna, potem może być zbawiony).

Podobnie jest z ateizmem: nie chcę być ateistą bo wtedy nie będę widział sensu w życiu. Ludzie chcą sobie wybrać światopogląd i mieć korzyści od razu. Modlitwa ma przynosić ukojenie - bo inaczej nie ma sensu. Katolicyzm oferuje zbawienie a ateizm pustkę pozagrobową... więc lepiej wybrać katolicyzm.
14-12-2013 16:24 
 Ocena 5 na 5
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Głupotą jest ocenianie wartości katolicyzmu czy ateizmu pod kątem tego co oferuje.
Głupotą jest nieocenianie pod tym kątem. Jeśli ateizm czy religia nic by ludziom nie oferowały to nie byłyby przez kogokolwiek wybierane. Po co trwać w wierze, która nie daje żadnych korzyści? Po co wybierać niewiarę jeśli nie niesie ona za sobą jakichkolwiek plusów?
>Chyba, że jesteśmy już takimi konsumpcjonistami że nie potrafimy inaczej na rzeczy patrzeć.
Naiwnością jest myślenie, że wybór nie ma nic wspólnego z oferowanymi zaletami "produktu".
>czyli: to mi ma coś wiara dać, ja mam czuć potrzebę. A przecież jasne jest, że w wierze w Boga to modlitwa jest obowiązkiem, człowiek adoruje Boga, kontempluje go, wielbi, i tak dalej. Człowiek służy Bogu, nie szuka w tym własnego szczęścia (chociaż, rzecz jasna, potem może być zbawiony).
Człowiek "służy" bogu właśnie dlatego, że szuka szczęścia. Pośmiertnego wprawdzie, ale zawsze. Relacja człowiek bóg to obopólny zysk. Zazdrosna bozia zyskuje ludzką adorację, człowiek zaświatowy hotelik.
>Podobnie jest z ateizmem: nie chcę być ateistą bo wtedy nie będę widział sensu w życiu. Ludzie chcą sobie wybrać światopogląd i mieć korzyści od razu. Modlitwa ma przynosić ukojenie - bo inaczej nie ma sensu. Katolicyzm oferuje zbawienie a ateizm pustkę pozagrobową... więc lepiej wybrać katolicyzm.
Ateizm oferuje korzyść - brak absurdalnych religijnych przesądów i koniec ze strachem przed szamańskimi tabu. Katolicyzm oferuje zaś tylko nadzieję zbawienia, bez możliwości reklamacji. Klasyczny wprost zakup kota w worku, choć w zasadzie nawet gorszy bo nigdy nie ma okazji na zajrzenie do owego worka.
14-12-2013 17:47 
 Ocena 1 na 1
Barbiel (1106 punktów)
No dobrze, a gdyby się nagle okazało, że wiara daje jakieś wielkie korzyści, np. dłuższe życie o 15 lat i wiele innych rzeczy, na których Ci zależy, to tak normalnie wziąłbyś i uwierzył?
14-12-2013 18:11 
 Ocena 6 na 6
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>No dobrze, a gdyby się nagle okazało, że wiara daje jakieś wielkie korzyści, np. dłuższe życie o 15 lat i wiele innych rzeczy, na których Ci zależy, to tak normalnie wziąłbyś i uwierzył?
Nie da się uwierzyć ot tak. Wiara religijna nie jest według mnie aktem woli, nie można się obudzić pewnego dnia i powiedzieć, od dzisiaj wierzę. W wierze nic mnie nie pociąga, ale trzeba być ignorantem do tego bardzo skupionym na sobie, aby uważać, iż nic ona nie oferuje. Oferuje, choćby fałszywą nadzieję. Mi taki rodzaj narkotyku nie odpowiada, ale nie jestem aż tak pozbawiony wyobraźni aby uważać, że każdy myśli tak samo jak ja.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Zgadzam się. Nie da rady wybierać sobie przedmiotu wiary całkiem dowolnie.
14-12-2013 22:53 
 Ocena 4 na 4
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Zgadzam się. Nie da rady wybierać sobie przedmiotu wiary całkiem dowolnie.
Dowolność to w ogóle ma mało wspólnego z wiarą. Wyznawana religia to najczęściej sprawa geografii i uwarunkowań kulturowych.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Jaane. Sporo do myślenia daje mi zawsze to, że np. jeżeli nawraca się polski ateista (bo np. wszyscy zginęli w wypadku a on przeżył) to zawsze nawraca się na katolicyzm. Najbardziej mnie to martwi u księży, którzy od małego żyją religijnie, potem okazuje się że mają powołanie, a przecież najczęściej nawet nie znają innych tradycji religijnych. Biorą to co pod ręką.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jaane. Sporo do myślenia daje mi zawsze to, że np. jeżeli nawraca się polski ateista (bo np. wszyscy zginęli w wypadku a on przeżył) to zawsze nawraca się na katolicyzm.
A jakiś się nawrócił?
>Najbardziej mnie to martwi u księży, którzy od małego żyją religijnie, potem okazuje się że mają powołanie, a przecież najczęściej nawet nie znają innych tradycji religijnych. Biorą to co pod ręką.
Mnie to wcale a wcale nie martwi. Co mi do czyjegoś wyboru zawodu - nazwę tylko by zmienili, nie ksiądz a akwizytor, bo z podobną subtelnością działają. Choć nie słyszałem jeszcze o akwizytorach nagabujących klientów od dziecka.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Owszem, nawracają się. Nawet w moim otoczeniu, a ze świata mediów - młody Pazura, ostatnio Muniek. Co prawda nie byli to zdeklarowani ateiści, ale mieli całe życie Kościół gdzieś i ich życie się od ateistycznego nie różniło. Na buddyzm według moich obserwacji prawie zawsze ludzie nawracają się z katolicyzmu.
15-12-2013 15:17 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Owszem, nawracają się. Nawet w moim otoczeniu, a ze świata mediów - młody Pazura, ostatnio Muniek. Co prawda nie byli to zdeklarowani ateiści, ale mieli całe życie Kościół gdzieś i ich życie się od ateistycznego nie różniło.
Czyli ateistami nie byli, ale są przykładem na to, że ateiści się nawracają. Ot ciekawostka. Jeśli nieinteresowanie się kościołem byłoby wyznacznikiem ateizmu to kto wie czy Polska nie byłaby najbardziej zateizowanym krajem Europy.
>Na buddyzm według moich obserwacji prawie zawsze ludzie nawracają się z katolicyzmu.
Ich sprawa, to tylko zmiana jednych bajek na inne.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Jeśli ktoś interesuje się wyłącznie swoją wygodą, swoim poczuciem sprawiedliwości, swoją wrażliwością, i w żadnym działaniu nie kieruje się nauką KK albo słowami Biblii to oczywiste jest, że to ateista. Może być niezdeklarowany, albo może wierzyć w jakąś siłę wyższą - ale wobec Boga JHWH jest ateistą. W ogóle Polska jest narodem straszliwie obojętnym na sprawy religijne, na nauczanie Kościoła, ale hipokryzja jest w naszym kraju tak głęboka (głównie za sprawą KK, bo Kościół sam umacnia tę hipokryzję) że ludzie nie zdają sobie z tego często sprawy.
15-12-2013 19:57 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli ktoś interesuje się wyłącznie swoją wygodą, swoim poczuciem sprawiedliwości, swoją wrażliwością, i w żadnym działaniu nie kieruje się nauką KK albo słowami Biblii to oczywiste jest, że to ateista.
Nie. To po prostu osoba nieinteresująca się danymi bajeczkami. Ateizm według mnie wymaga jednak pewnego wysiłku, świadomej deklaracji. Taka osoba jest zwyczajnie indyferentna religijnie.
>Może być niezdeklarowany, albo może wierzyć w jakąś siłę wyższą - ale wobec Boga JHWH jest ateistą.
Nie. Póki nie zadeklaruje swojego ateizmu (choćby w cichości ducha) to nim nie jest. Jest tylko obojętny wobec danej wiary.
>W ogóle Polska jest narodem straszliwie obojętnym na sprawy religijne, na nauczanie Kościoła, ale hipokryzja jest w naszym kraju tak głęboka (głównie za sprawą KK, bo Kościół sam umacnia tę hipokryzję) że ludzie nie zdają sobie z tego często sprawy.
Właśnie. Obojętnym nie niewierzącym. To dwie różne sprawy.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Jeżeli istnieje Bóg Wszechmogący, który to nie chce, aby Jan cudzołożył, ponieważ za cudzołóstwo przewidziana jest śmierć (może nawet wietrzne potępienie) i Jana to nie interesuje - wtedy mamy do czynienia z człowiekiem obojętnym, to jasne. Uważam jednak, że taka postawa jest możliwa tylko pod warunkiem, że się nie bierze tego Boga na serio - czyli że się w niego nie wierzy. Inaczej nie sposób być obojętnym. Chyba że masz na ten temat inny pogląd - tylko jaki?
15-12-2013 20:34 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli istnieje Bóg Wszechmogący, który to nie chce, aby Jan cudzołożył, ponieważ za cudzołóstwo przewidziana jest śmierć (może nawet wietrzne potępienie) i Jana to nie interesuje - wtedy mamy do czynienia z człowiekiem obojętnym, to jasne.
Jeśli istnieje, to zapewne owemu Janowi by to powiedział. Jest przecież wszechmiłosierny.
>Uważam jednak, że taka postawa jest możliwa tylko pod warunkiem, że się nie bierze tego Boga na serio - czyli że się w niego nie wierzy. Inaczej nie sposób być obojętnym. Chyba że masz na ten temat inny pogląd - tylko jaki?
Całkiem sporo ludzi nie uznaje globalnego ocieplenia. Czyżby trzeba w nie nie wierzyć aby być obojętnym wobec tego zjawiska? Czy może wystarczy przekonanie, że mnie to nie dotyczy? Albo traktowanie bozi czysto użytkowo, jak powiedzmy klamki. Jeśli potrzebujesz otworzyć drzwi to jej używasz, ale tak poza tym to raczej o niej nie myślisz. Tak samo bozia, nie zaprzątasz sobie nią głowy, ale jakby co na pasterkę pójdziesz.
15-12-2013 20:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Hehe, ale to wtedy nie byłaby wiara w Boga głoszonego przez Kościół. Tylko jakaś prywatna wizja wiary.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Hehe, ale to wtedy nie byłaby wiara w Boga głoszonego przez Kościół. Tylko jakaś prywatna wizja wiary.
Nie? Czyżby więc kościelny bóg nie był samą miłością? Czyżby nie istnieli teologowie głoszący doktrynę pustego piekła? Zaprawdę mistrzu, bądź mym nauczycielem
15-12-2013 21:05 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Słyszałem o teologu który głosi nadzieję powszechnego zbawienia, ale to jeszcze nie jest twierdzenie, że nikt nie zostanie potępiony. I widzę zżera cię zazdrość że wiem więcej niż ty, hi hi.
15-12-2013 21:10 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Słyszałem o teologu który głosi nadzieję powszechnego zbawienia, ale to jeszcze nie jest twierdzenie, że nikt nie zostanie potępiony.
Rzecz jasna twoje dogłębna wiedza z dziedziny teologii pozwala ci stwierdzić ze 100% pewnością, kto zostanie zbawiony a kto potępiony. Prawda to krynico mądrości wszelakiej? No i skoro jesteśmy na gruncie chrześcijaństwa to, który odłam ma rację - katolicy czy protestanci?
>I widzę zżera cię zazdrość że wiem więcej niż ty, hi hi.
Czego jak czego, ale poczucia humoru nie sposób ci odmówić. Choć takiego niskich lotów jednak.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Przecież nie mówię kto zostanie potępiony. Mówię, że żaden teolog nie mógł stwierdzić, że nikt nie zostanie - bo to byłoby niezgodne z nauczaniem KK.
15-12-2013 21:23 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Przecież nie mówię kto zostanie potępiony. Mówię, że żaden teolog nie mógł stwierdzić, że nikt nie zostanie - bo to byłoby niezgodne z nauczaniem KK.
A nauczanie kk jest całkowicie koherentne, ty zaś znasz je na wylot. Rzecz jasna wiesz też co i dlaczego mogą stwierdzać teologowie. Kościół jest więc całkowicie niepodzielony, nie ma żadnych różnych nurtów katolicyzmu. Papież natomiast regularnie usuwa nieprawdziwych katolików z łona Matki Kościoła.
Barbiel (1106 punktów)
Masz sporo racji. Jak dla mnie wyliczanie korzyści
to raczej racjonalizowanie swojej decyzji post factum.

Jeśli jestem zadowolony ze swojego wyboru to nie zastanawiam się nad wszystkimi za i przeciw, nie szukam dowodów, że mam rację.
Nie uważam, że wszystko musi być po coś.

Nie sugeruję tu od razu że wszyscy, którzy wyliczają korzyści ze swojego światopoglądu, nie są go pewni. Czasem dobrze jest omówić pewne sprawy, zwłaszcza gdy ktoś pyta.

>Ludzie chcą sobie wybrać światopogląd i mieć korzyści od razu.
Jeśli ktoś potrafi to niech wybiera i korzysta.
Tylko to trochę karkołomne.
Na przykład katolik pewnego dnia odkrywa, że wiara Świadków Jehowy da mu większe korzyści. No i postanawia, że zacznie w to wierzyć.
Ale czy to na pewno jest wiara? Coś tu jest nie tak.

>Chyba, że jesteśmy już takimi konsumpcjonistami że nie potrafimy inaczej na rzeczy patrzeć.
Oj, chyba jesteśmy.
15-12-2013 11:05 
 Ocena 2 na 2
maciejo (3492 punktów)
>Masz sporo racji. Jak dla mnie wyliczanie korzyści
>to raczej racjonalizowanie swojej decyzji post factum.

Oczywiście, że ludzie wierzą dla korzyści. Fakt, że buk cię nie zgniecie jest już wystarczającą. Podobnie jak idiotyczna nadzieja, że nie jesteś sam, a świat tak na prawdę nie ma cię gdzieś.

>Jeśli jestem zadowolony ze swojego wyboru to nie zastanawiam się nad wszystkimi za i przeciw, nie szukam dowodów, że mam rację.

I dlatego wiara wciąż istnieje, a osoby religijne o jej meandrach maja na ogół nikłe pojęcie.

>Nie uważam, że wszystko musi być po coś.
>Nie sugeruję tu od razu że wszyscy, którzy wyliczają korzyści ze swojego światopoglądu, nie są go pewni. Czasem dobrze jest omówić pewne sprawy, zwłaszcza gdy ktoś pyta.

Światopogląd winien być opart na racjonalnych przesłankach. Koncentrowanie swojego życia wokół bajki o żydowskim zombie to idiotyzm.

>>Ludzie chcą sobie wybrać światopogląd i mieć korzyści od razu.
>Jeśli ktoś potrafi to niech wybiera i korzysta.
>Tylko to trochę karkołomne.
>Na przykład katolik pewnego dnia odkrywa, że wiara Świadków Jehowy da mu większe korzyści. No i postanawia, że zacznie w to wierzyć.
>Ale czy to na pewno jest wiara? Coś tu jest nie tak.

Katolik uważa, że wielki brat patrzy - zdradzenie go jest równe wiecznemu potępieniu. Wystarczający hamulec. Jeśli osoba wiarę zmienia, to tak na prawdę wierzy deklaratywnie, może uważać że buk istnieje, nie mniej nie wpisuje się w ideologię swojego związku wyznaniowego. Taki outsider z punktu widzenia tegoż jest na piekiełko skazany.

>>Chyba, że jesteśmy już takimi konsumpcjonistami że nie potrafimy inaczej na rzeczy patrzeć.
>Oj, chyba jesteśmy.

Jesteśmy. Wystarczy się przyjrzeć co religie oferują. Chodzi tylko i wyłącznie o scalenie swoich wyznawców wokół obiektu kultu i stworzenie zachęty dla przyciągnięcia nowych.
15-12-2013 11:24 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Masz sporo racji. Jak dla mnie wyliczanie korzyści
>to raczej racjonalizowanie swojej decyzji post factum.
Wyliczanie a bycie świadomym owych korzyści to dwie różne sprawy.
>Jeśli jestem zadowolony ze swojego wyboru to nie zastanawiam się nad wszystkimi za i przeciw, nie szukam dowodów, że mam rację.
Jeśli jestem zadowolony z wyboru to najpewniej wcześniej przemyślałem go pod kątem korzyści. Należy jednak dodać, że jeśli chodzi o religię to świadomy wybór ma tu raczej mało do rzeczy.
>Nie sugeruję tu od razu że wszyscy, którzy wyliczają korzyści ze swojego światopoglądu, nie są go pewni. Czasem dobrze jest omówić pewne sprawy, zwłaszcza gdy ktoś pyta.
Po raz kolejny wyliczanie a bycie świadomym owych korzyści to nie to samo.
>Na przykład katolik pewnego dnia odkrywa, że wiara Świadków Jehowy da mu większe korzyści. No i postanawia, że zacznie w to wierzyć.
>Ale czy to na pewno jest wiara? Coś tu jest nie tak.
To po prostu interes, żadna wiara. Należałoby jednak zapytać na ile ów katolik wierzył, a na ile było mu wygodnie żyć z etykietką katolika.
>Oj, chyba jesteśmy.
Jesteśmy. Nic jednak złego w tym nie widzę.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
A ja widzę. Konsumpcjonizm w tym kontekście ma dużo wspólnego ze skrajnym egoizmem, a taka postawa pustoszy i czyni nas nieznośnymi dla innych.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>A ja widzę. Konsumpcjonizm w tym kontekście ma dużo wspólnego ze skrajnym egoizmem, a taka postawa pustoszy i czyni nas nieznośnymi dla innych.
Co konkretnie ma wspólnego? Jak pustoszy? W jaki sposób czyni nieznośnymi dla innych? No i co złego jest w egoizmie? Nie mówiąc już o tym, że guzik innym do tego jak dana osoba prowadzi własne życie, póki nie łamie prawa czy nie próbuje narzucać swoich poglądów.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Egoizm generalnie nie jest zły, ale w tym kontekście mówimy o pewnym specyficznym rodzaju egoizmu. Jeśli ktoś mówi, że nie wierzy w Boga bo wiara nie sprawia że lepiej mu jest na duszy - to znaczy, że tej osobie nawet nie przyjdzie na myśl że wiara w swoim założeniu NIE MA sprawiać ulgi, nie ma dawać korzyści tu i teraz. Jeśli by ktoś taki praktykował chrześcijaństwo, to w sercu tego chrześcijaństwa nie byłoby Jezusa tylko własnie on sam - wyznawca. Jeżeli ktoś myśli w ten sposób to nieznośny dla innych staje się dlatego, że jest niezdolny do myślenia nie egoistycznego. Zawsze musi być jego na wierzchu, nawet we wierze w Boga czy niewierze.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli ktoś mówi, że nie wierzy w Boga bo wiara nie sprawia że lepiej mu jest na duszy - to znaczy, że tej osobie nawet nie przyjdzie na myśl że wiara w swoim założeniu NIE MA sprawiać ulgi, nie ma dawać korzyści tu i teraz.
Dlaczego wiara nie miałaby dawać korzyści tu i teraz? Zresztą próżne te dywagację, wiara korzyści daję. Choćby odpowiedź na to jak powstał człowiek - fałszywą i nawiną, ale niektórych zadowalającą.
>Jeśli by ktoś taki praktykował chrześcijaństwo, to w sercu tego chrześcijaństwa nie byłoby Jezusa tylko własnie on sam - wyznawca. Jeżeli ktoś myśli w ten sposób to nieznośny dla innych staje się dlatego, że jest niezdolny do myślenia nie egoistycznego. Zawsze musi być jego na wierzchu, nawet we wierze w Boga czy niewierze.
Zupełnie jakby ktoś wyznawał religię bez widoków na korzyści i bez korzyści obecnych. Jeśliby religia żadnych profitów nie przynosiła, to jakim cudem miałaby tylu wyznawców?
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Na tym właśnie polega jej paradoks. Jeżeli ktoś jest chrześcijaninem ze względu na własną osobę, to ma karykaturę chrześcijaństwa. A przecież w chrześcijaństwie chodzi o to żeby oddać życie, to oczywiste. Nie musi to być wystawienie się na śmierć, jak np. w przypadku Kolbego czy samego Jezusa, ale poświęcanie się dla innych to też pewien rodzaj oddania życia, zrezygnowania z siebie (chociaż jasne jest że w stu procentach z siebie zrezygnować nie można jeżeli nie idzie się na śmierć). Zakonnice, które od rana do wieczora pomagają ludziom naprawdę praktykują chrześcijaństwo - reszta po prostu poprawia sobie samopoczucie, ale nie można powiedzieć że na serio praktykuje.

Więc nie można nawet powiedzieć że religia katolicka ma jakoś strasznie dużo wyznawców. Garstka ludzi. Reszta poprawia sobie samopoczucie i udaje kogoś kim nie jest. Jeżeli coś jest masowe to takie mamy efekty.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Na tym właśnie polega jej paradoks. Jeżeli ktoś jest chrześcijaninem ze względu na własną osobę, to ma karykaturę chrześcijaństwa. A przecież w chrześcijaństwie chodzi o to żeby oddać życie, to oczywiste. Nie musi to być wystawienie się na śmierć, jak np. w przypadku Kolbego czy samego Jezusa, ale poświęcanie się dla innych to też pewien rodzaj oddania życia, zrezygnowania z siebie (chociaż jasne jest że w stu procentach z siebie zrezygnować nie można jeżeli nie idzie się na śmierć). Zakonnice, które od rana do wieczora pomagają ludziom naprawdę praktykują chrześcijaństwo - reszta po prostu poprawia sobie samopoczucie, ale nie można powiedzieć że na serio praktykuje.
Od kiedy to decydujesz kto i w jakich okolicznościach jest chrześcijaninem? Nie mówiąc już o naiwnym myśleniu, że w chrześcijaństwie chodzi o oddawanie życia. Prędzej chodzi o kasę dla pasterzy i psychiczny komfort oraz nadzieję zbawienia dla owieczek. Religia to transakcja z obopólną (choć po jednej stronie mocno iluzoryczną) korzyścią.
>Więc nie można nawet powiedzieć że religia katolicka ma jakoś strasznie dużo wyznawców. Garstka ludzi. Reszta poprawia sobie samopoczucie i udaje kogoś kim nie jest. Jeżeli coś jest masowe to takie mamy efekty.
Można powiedzieć. To zupełnie jak myślenie, że prawdziwy Polak nie popełnia przestępstw bo prawdziwy Polak jest dobry. Ergo mało jest prawdziwych Polaków, dużo osób tylko udaje kogoś, kim nie jest.
15-12-2013 20:20 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
To niedobry przykład. Przede wszystkim na bycie prawdziwym Polakiem nie składa się nic poza przynależnością etniczną. Natomiast o co chodzi w chrześcijaństwie wiem na podstawie lektury tekstów religijnych, min. Ewangelii. I wiem, że są wymagania, poniżej których chrześcijaninem się nie jest. "Kto nie wyrzeka się wszystkiego co posiada nie może być moim uczniem" - i tego typu rzeczy. Wiem jednak, że teraz panuje moda na relatywizm, w którym każdy sam uznaje kim jest - i jeszcze wymaga aby to jego uznanie respektować. Nie tędy droga. Po czynach widać czy ktoś jest chrześcijaninem czy nie jest.
15-12-2013 20:29 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>To niedobry przykład.
Wręcz przeciwnie.
>Przede wszystkim na bycie prawdziwym Polakiem nie składa się nic poza przynależnością etniczną.
W byciu Prawdziwym Polakiem nie o przynależność etniczną chodzi.
>Natomiast o co chodzi w chrześcijaństwie wiem na podstawie lektury tekstów religijnych, min. Ewangelii. I wiem, że są wymagania, poniżej których chrześcijaninem się nie jest. "Kto nie wyrzeka się wszystkiego co posiada nie może być moim uczniem" - i tego typu rzeczy.
Czyli nikt nie jest chrześcijaninem bo ty tak zinterpretowałeś jakiś wyrywek ze starej książki, jakoby będący cytatem z syna panbucka?
>Wiem jednak, że teraz panuje moda na relatywizm, w którym każdy sam uznaje kim jest - i jeszcze wymaga aby to jego uznanie respektować. Nie tędy droga. Po czynach widać czy ktoś jest chrześcijaninem czy nie jest.
Tak, tak, po owocach ich poznacie. Zupełnie jakbyś to ty miał ustalać kto jest chrześcijaninem a kto nie.
15-12-2013 20:35 
 Ocena-1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Po owocach większość rzeczy wychodzi na jaw. I to nie ja decyduję kto jest chrześcijaninem - są po prostu obiektywne kryteria. Nie ma miejsca na relatywizm.
15-12-2013 20:41 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Po owocach większość rzeczy wychodzi na jaw. I to nie ja decyduję kto jest chrześcijaninem - są po prostu obiektywne kryteria. Nie ma miejsca na relatywizm.
Są obiektywne kryteria? Dajmy na to przez papieża nieomylnego przecież w sprawach wiary ustalone? No i rzecz jasna raczył cię o nich poinformować? Zadam więc nurtujące mnie pytanie - ktoś chodzący na niedzielną mszę 2 razy w miesiącu jest prawdziwym chrześcijaninem?
15-12-2013 20:51 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Jeżeli Kościół głosi, że opuszczenie każdej mszy niedzielnej jest grzechem ciężkim, a ktoś tak sobie swobodnie do tego podchodzi to znaczy że nie traktuje nauczania KK zupełnie poważnie, więc nie sądzę żeby był katolikiem. Może być katolicyzujący.

Ale generalnie nie uważam, że katolicyzowanie miałoby być gorsze od bycia Terlikowskim. Weźmy takiego seksuologa Zbigniewa Lwa Starowicza. On uznaje po części naukę KK a po części Kościoła Prawosławnego. Bierze udział w jednej i drugiej liturgii (tak przynajmniej zrozumiałem jego wypowiedzi). Ludziom, którzy żyją w abstynencji seksualnej, poleca masturbację dla podtrzymania sprawności. W gabinecie odwiedzają go księża mający kobiety i on daje im rady dotyczące seksu (wg KK jest to namawianie do grzechu). Popiera edukację seksualną. Śmieszą go prawicowe poglądy kojarzone z polskim katolicyzmem. I czy on jest prawdziwym katolikiem? Odpowiedź brzmi: NIE. Natomiast może być człowiekiem głębokiej wiary, tyle że to jest już jego własna wersja Boga.
15-12-2013 20:58 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli Kościół głosi, że opuszczenie każdej mszy niedzielnej jest grzechem ciężkim, a ktoś tak sobie swobodnie do tego podchodzi to znaczy że nie traktuje nauczania KK zupełnie poważnie, więc nie sądzę żeby był katolikiem. Może być katolicyzujący.
Ekspert widzę z ciebie niesłychany. A jeżeli ktoś oddawał się miłej bogu ascezie, albo nie szedł do kościoła, żeby nie oddawać czci bałwanom co jest niezgodne z II przykazaniem (tym prawdziwym)?
>...I czy on jest prawdziwym katolikiem? Odpowiedź brzmi: NIE. Natomiast może być człowiekiem głębokiej wiary, tyle że to jest już jego własna wersja Boga.
Więc to jednak ty decydujesz kto jest Prawdziwym Katolikiem. Mam się do ciebie zwracać ojcze święty czy wystarczy wasza wielebność na przykład?
15-12-2013 21:02 
 Ocena 1 na 1
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Mieszasz i plączesz. Nie oddawanie czci obrazom czy figurom nie jest katolickim przykazaniem (co widać słychać i czuć) więc jak ktoś taki miałby być katolikiem?
Natomiast nie wiem co za wytyczne masz na myśli. Takie, że można nie zgadzać się z nauką KK i być katolikiem?
15-12-2013 21:06 
 Ocena 1 na 1
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Mieszasz i plączesz. Nie oddawanie czci obrazom czy figurom nie jest katolickim przykazaniem (co widać słychać i czuć) więc jak ktoś taki miałby być katolikiem?
Za to ty się niezwykle wprost jasno wyrażasz. Skoro katolicyzm na Biblii się opiera, to jak można być katolikiem łamiąc jedno z przykazań? Taki fundamentalny fundament wiary katolickiej.
>Natomiast nie wiem co za wytyczne masz na myśli. Takie, że można nie zgadzać się z nauką KK i być katolikiem?
Takie, że nie został ekskomunikowany. Takie, że z kościoła według lokalnych szamanów odejść się nie da. Jest więc co najwyżej (wedle kościółkowej terminologii) błądzący.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
No właśnie. Ty decydujesz co Kościół katolicki musi robić żeby być katolicki (nie wywalać żadnego z przykazań). Dziwy i cuda...
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>No właśnie. Ty decydujesz co Kościół katolicki musi robić żeby być katolicki (nie wywalać żadnego z przykazań). Dziwy i cuda...
Ty zaś mówisz kto jest Prawdziwym Katolikiem i najwyraźniej nie uważasz, że przykazania są fundamentem wiary i jako takie powinny być niezmienne. Czyni cię to Nieprawdziwym Katolikiem niegodnym krytykowania Wierzących Prawdziwie co niniejszym ogłaszam bo dobrze znam doktrynę Nie dostrzegłeś też zapewne, że kościół zdążył się już z lekka zmienić od czasów Tomasza z Akwinu chociażby.
15-12-2013 21:16 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>Natomiast nie wiem co za wytyczne masz na myśli. Takie, że można nie zgadzać się z nauką KK i być katolikiem?

Ja tam nawet twierdzę, że katolikowi trudno jest zgadzać się z nauką kościoła, ale we mnie to nawet matematyka wzbudza wątpliwości
15-12-2013 20:32 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
> A przecież w chrześcijaństwie chodzi o to żeby oddać życie, to oczywiste. Nie musi to być wystawienie się na śmierć, jak np. w przypadku Kolbego czy samego Jezusa, ale poświęcanie się dla innych to też pewien rodzaj oddania życia, zrezygnowania z siebie (chociaż jasne jest że w stu procentach z siebie zrezygnować nie można jeżeli nie idzie się na śmierć). Zakonnice, które od rana do wieczora pomagają ludziom naprawdę praktykują chrześcijaństwo - reszta po prostu poprawia sobie samopoczucie, ale nie można powiedzieć że na serio praktykuje.

No popatrz... a mnie się wydawało, że aż tak nie trzeba się poświęcać, dobry chrześcijanin to wystarczy jak służy swojej żonie od porannej kawy do wieczornego orgazmu, a oprócz tego jest po prostu przyzwoitym człowiekiem.
Małżeństwo, rodzina, to też oddawanie siebie, czasem nawet trudniejsze niż życie w celibacie (ale tu tylko teoretyzuję)

Szanuję ludzi którzy swój czas poświęcają pracy dla innych. Zarówno zakonnice jak i ateistycznych wolontariuszy.
15-12-2013 20:41 
 0 na 2
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Chodzi o to, że chrześcijaństwo nie jest statyczne i nie może istnieć bez wyzwań. Innymi słowy - jeżeli ktoś prowadzi spokojne życie kochającego męża i ojca, nie zostanie dobrym chrześcijaninem, mimo że wychowanie to też wyzwania. Z czasem wychowanie dzieci staje się coraz mniej intensywne i absorbujące.
15-12-2013 21:05 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)
>Chodzi o to, że chrześcijaństwo nie jest statyczne i nie może istnieć bez wyzwań. Innymi słowy - jeżeli ktoś prowadzi spokojne życie kochającego męża i ojca, nie zostanie dobrym chrześcijaninem, mimo że wychowanie to też wyzwania.

Kimże Ty jesteś, aby sądzić czy ktoś jest, czy nie jest dobrym chrześcijaninem
"Albowiem którymbyście sądem sądzili, sądzeni będziecie, i którą miarą mierzyć będziecie, odmierzą wam." (Mt 7.2)

(A jeśli życie męża i ojca zwiesz spokojnym, to chyba w celibacie żywot wiedziesz )

Spokoju życzę
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Jak ma dzieci flegmatyczne to czemu nie? ;o
A sądzić mam prawo, w końcu nie jestem chrześcijaninem, a przykazanie Jezusa dotyczy chrześcijan.
Jacek Przypadek (1069 punktów)
Na tym właśnie polega jej paradoks. Jeżeli ktoś jest chrześcijaninem ze względu na własną osobę, to ma karykaturę chrześcijaństwa. A przecież w chrześcijaństwie chodzi o to żeby oddać życie, to oczywiste. Nie musi to być wystawienie się na śmierć, jak np. w przypadku Kolbego czy samego Jezusa, ale poświęcanie się dla innych to też pewien rodzaj oddania życia, zrezygnowania z siebie (chociaż jasne jest że w stu procentach z siebie zrezygnować nie można jeżeli nie idzie się na śmierć). Zakonnice, które od rana do wieczora pomagają ludziom naprawdę praktykują chrześcijaństwo - reszta po prostu poprawia sobie samopoczucie, ale nie można powiedzieć że na serio praktykuje.

Więc nie można nawet powiedzieć że religia katolicka ma jakoś strasznie dużo wyznawców. Garstka ludzi. Reszta poprawia sobie samopoczucie i udaje kogoś kim nie jest. Jeżeli coś jest masowe to takie mamy efekty.
doppelganger (3218 punktów)
>"A za co wy ateiści gotowi jesteście umrzeć ?"

Cóż za idiotycznie postawione pytanie. Na dodatek, na milę pachnie manipulacją.

Umrzeć? Ateista chce żyć, nie umierać. Wie, że życie ma jedno i chce je jak najlepiej przeżyć, w zgodzie ze swoim rozumem i sumieniem. Mam dać sobie wmówić, że to coś złego?

Najpodlejszą cechą zorganizowanej religii jest fakt, że obiekt indoktrynowany/manipulowany nie jest świadom tej indoktrynacji/manipulacji. Jest nawet gotów za nią umrzeć. Dodatkowo, obiekt taki jest zwykle potulny w stosunku do swoich pasterzy i sprzedawanej przez nich "idei boga" tak dalece, że godzi się ze swoim losem, naiwnie wierząc w pośmiertne "gruszki na wierzbie" ("Ostatni będą pierwszymi" - Mt, 20:16). Czy to przypadek, że odsetek wierzących w krajach słabo rozwiniętych jest zawsze wyższy niż krajach bogatszych?

Religia jest potrzebna rządzącym jako idealny kaganiec dla mas. To dlatego nikt się z nią jeszcze nie rozprawił i wygląda na to, że niestety jeszcze to trochę potrwa.

"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej." - A. Einstein

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365