Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czytanie na niedzielę - kuszenie Chrystusa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
19-02-2013 20:24Jan Grabiński (1015 punktów)Czytanie na niedzielę - kuszenie Chrystusa
Ocena 1 na 3
Jako ateista, ale nie wojownik, chodzę do kościoła na msze, jeżeli moja lepsza połowa ode mnie tego żąda.
I tak to ostatnio, w pierwszą niedzielę postu, posłuchałem czytania o kuszeniu Jezusa, po 40-dniowym pobycie na pustyni, przez Szatana. Wtedy nasunęły mi się skojarzenia ze starym Hiobem, kiedy to Szatan i Bóg rozmawiali jak równy z równym i kombinowali, co by temu Hiobowi za utrapienie wrzucić.

Tutaj Szatan nawet nie rozmawia jak równy z równym, ale chce skusić naszego bohatera do postępowania wedle swojej woli. Tak sobie pomyślałem, czy aby Szatan wiedział, z kim rozmawia?
Bo jak z Synem Bożym (czyli Bogiem), to próbuje przekabacić de facto swojego szefa. Tylko skąd miał taką władzę, żeby mu różne rzeczy oferować?
A jak rozmawia z człowiekiem, to dla mnie znaczy tyle, że nie uznaje jego boskości. Tylko po co tracić na niego tyle czasu?

A jak WY to rozumiecie?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

19-02-2013 20:41
 Ocena 17 na 17
Jerzy Piskorczyk (291 punktów)
Nijak
19-02-2013 20:46
 Ocena 10 na 12
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Oto skutki łażenia na msze - "teologiczne" rozważania nad religijnymi bajdami.

PS Ateista chodzący na msze, bo żona tego żąda... Co, obiadku ci w niedzielę nie ugotuje, gdy grzecznie nie podrepczesz do kościółka?



Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.
20-02-2013 00:24 
 Ocena 2 na 4
Jan Grabiński (1015 punktów)
>Oto skutki łażenia na msze - "teologiczne" rozważania nad religijnymi bajdami.
>PS Ateista chodzący na msze, bo żona tego żąda... Co, obiadku ci w niedzielę nie ugotuje, gdy grzecznie nie podrepczesz do kościółka?

>
Uwielbiam ludzi. Ich wygląd, ich sposoby myślenia, ich poglądy. Dlaczego? Bo uwielbiam się śmiać.


Nie ugotuje, bo ja gotuję
19-02-2013 20:49
 Ocena 10 na 10
Tomek Fiedorek (5805 punktów)
>Jako ateista, ale nie wojownik, chodzę do kościoła na msze
Jako ateista, wojownik, bo przecież do kościoła nie chodzę powiem tak:

>Tylko po co
>tracić na niego tyle czasu?
20-02-2013 00:25 
 Ocena-1 na 1
Jan Grabiński (1015 punktów)
>>Jako ateista, ale nie wojownik, chodzę do kościoła na msze
>Jako ateista, wojownik, bo przecież do kościoła nie chodzę powiem tak:
> >Tylko po co
>>tracić na niego tyle czasu?
>

Dla "świętego" spokoju.
20-02-2013 00:58 
 Ocena 3 na 3
Willmaster (423 punktów)
Poza kościołem znajdziesz o wiele więcej świętego spokoju.


Po śmierci jest to co ma być.
20-02-2013 09:11 
 Ocena 4 na 4
Marek Matejewski (3695 punktów)
>>Tylko po co
>>tracić na niego tyle czasu?
>Dla "świętego" spokoju.

Żeby posłuchać komentarza na temat bajki o kuszeniu Chrystusa nie trzeba co niedzielę maszerować do świątyni ciemnoty i ogłupiania. Za tyle co Pan jednorazowo dajesz na tacę, możesz Pan kupić kazania na cały rok i ogłupiać się samemu przy herbacie.

Cytat:
Dziennikarka: To dobrze, że księża kupują kazania w internecie?
O. Wacław Oszajca: Praktyka korzystania z gotowych tekstów przy przygotowywaniu kazań przez kapłanów to żadna nowość. Przecież zbiory kazań są publikowane już setki lat. (...) kiedy wynaleziono druk - ogólnodostępne stały się zbiory kazań zarówno katolickich, jak i - później - protestanckich.
20-02-2013 09:21 
 Ocena 8 na 8
facet (344 punktów)

>Dla "świętego" spokoju.
>
Za lekko to ty w chacie, widzę, nie masz...
20-02-2013 11:08 
 Ocena 3 na 3
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>>Dla "świętego" spokoju.
>Za lekko to ty w chacie, widzę, nie masz...
-Ano właśnie, jakoś nie słyszę tutaj tego typu opowieści ateistek, które muszą chodzić do kościoła dla świętego spokoju, by nie konfliktować się z "gorszą", katolicką połówką. Czy z tym patriarchatem ktoś przesadza, czy takowych związków nie ma?

Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
20-02-2013 12:08 
 Ocena 8 na 8
Anna Salman (16360 punktów)
>-Ano właśnie, jakoś nie słyszę tutaj tego typu opowieści ateistek, które muszą chodzić do kościoła dla świętego spokoju, by nie konfliktować się z "gorszą", katolicką połówką.
Raczej rzadko są takie związki. Po prostu rzymski katolik nie nadaje się ... w zasadzie do niczego. A jeśli już którejś odbiło, to on z reguły nie chodzi do kościoła, bo mu się nie chce.
20-02-2013 12:54 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Raczej rzadko są takie związki. Po prostu rzymski katolik nie nadaje się ... w zasadzie do niczego. A jeśli już którejś odbiło, to on z reguły nie chodzi do kościoła, bo mu się nie chce.
-Aha, czyli ateista jak chce pozyskać względy kobiety to i tak do kościoła pójdzie, gdy będzie trzeba, a wierzący nawet jak zapozna ateistkę, to nie chce jej zbytnio zrażać religijnością i w sumie wygodnie mu nie chodzić do kościoła. Więc ateistki jakby mają nieco lżej.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
20-02-2013 14:04 
 Ocena 2 na 2
Anna Salman (16360 punktów)
>... wierzący nawet jak zapozna ateistkę, to nie chce jej zbytnio zrażać religijnością i w sumie wygodnie mu nie chodzić do kościoła. ...
Nie o to chodzi. Po prostu są leniwi i nawet w "uczestnictwie" wyręczają ich mamusie.

>Więc ateistki jakby mają nieco lżej.
Zapomnij - przecież za każdym wierzącym facetem stoi mamusia (a on są bardzo uzależnieni od matek), sztab cioć, wujków i reszty rodziny, często nawet niewierzącej, ale tym gorliwiej praktykującej.
Nawet jeśli się to wytrzyma, to po latach, gdy przyjdzie opamiętanie, zostaje głęboki niesmak.
Jeżeli już brać wierzącego, to lepiej protestanta - starej tradycji. Poza tym są jacyś doroślejsi.
20-02-2013 14:59 
 Ocena 2 na 2
RX500 (1813 punktów)
(zablokowany)
>Zapomnij - przecież za każdym wierzącym facetem stoi mamusia (a on są bardzo uzależnieni od matek), sztab cioć, wujków i reszty rodziny, często nawet niewierzącej, ale tym gorliwiej praktykującej.
-Miałem na myśli, że ateistki mają lżej z religią niż ateiści, że łatwiej im znaleźć niewierzącego partnera, a nawet jak wierzący, to nie ciągnie do kościoła, choćby dlatego, że leniwy.
W sumie ona jest albo samotna, albo z kimś kto nie nawraca. On z kolei albo samotny, albo z kimś kto ciągnie do kościółka i nawraca, albo ....egzemplarz któremu się udało.


Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia - Albert Camus
Anna Salman (16360 punktów)
>-Miałem na myśli, że ateistki mają lżej z religią niż ateiści, że łatwiej im znaleźć niewierzącego partnera, a nawet jak wierzący, to nie ciągnie do kościoła, choćby dlatego, że leniwy.
To nie tak. Sama wiara i nawracanie to nie problem. A raczej, jeśli problem, to nie mój tylko psychiatry. Gorsza jest mentalność katolicka. Z tego się nie wyrasta tak po prostu. Niewierzący katolik jest równie denny, jak wierzący, a może nawet gorszy. W dodatku sam tego typu ateizm - deklarowany zgodnie z modą / wygodą / na złość mamusi?
Żałosne.
20-02-2013 17:19 
 Ocena 2 na 2
Grey (2102 punktów)
>jakoś nie słyszę tutaj tego typu opowieści ateistek, które muszą chodzić do kościoła dla świętego spokoju,
>czy takowych związków nie ma?

To zaraz usłyszysz.
Moja koleżanka, po śmierci swojej mamy zwątpiła w Boga, nie miała ochoty chodzić do kościoła, modlić się.
Niestety, jej radiomaryjny mąż zmuszał ją do chodzenia do kościoła (nie wnikałem w jaki sposób ją zmuszał)
Chodziła, chodziła, aż nawróciła się i dziś jest mu wdzięczna.
Teraz całą rodzinką chodzą co tydzień na mszę pod sam ołtarz.
Koleżanka nawet nie zagląda na to forum.
Ich 5-cioletni synek już boi się piekła.

Do autora wątku:
Uważaj z tym konformizmem więc, bo to się różnie kończy.
astrotaurus (12445 punktów)
>>jakoś nie słyszę tutaj tego typu opowieści ateistek, które muszą chodzić do kościoła dla świętego spokoju,

>To zaraz usłyszysz.
>Moja koleżanka, po śmierci swojej mamy zwątpiła w Boga, nie miała ochoty chodzić do kościoła, modlić się.
Twoja koleżanka po śmierci swej mamy raczej miała żal do Boga, w jego ingerujące istnienie zapewne nie zwątpiła ani na chwilę, zatem nie bardzo podpada pod przykład ateistki ciąganej do kościoła.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
23-02-2013 17:52 
 Ocena 2 na 2
Grey (2102 punktów)
>Twoja koleżanka po śmierci swej mamy raczej miała żal do Boga,

Też tak myślę, że było to raczej "obrażanie się na Boga"
Ale, widzisz, ja też od tego zaczynałem.

>w jego ingerujące istnienie zapewne nie zwątpiła ani na chwilę,

Sama użyła słowa "zwątpiłam".
A dokładnie zaczęła się zastanawiać nad istnieniem Boga.
Skoro obiecał (proście, a otrzymacie) i nie spełnił, to coś z nim jest nie tak i zastanawiała się, co.

>zatem nie bardzo podpada pod przykład ateistki ciąganej do kościoła.
No, nie miała nawet takiej szansy. Jej mąż bardzo się przyłożył, żeby ją przekonać,
że nie ma nic gorszego, niż utrata wiary.
20-02-2013 17:31 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Ano właśnie, jakoś nie słyszę tutaj tego typu opowieści ateistek, które muszą chodzić do kościoła dla świętego spokoju, by nie konfliktować się z "gorszą", katolicką połówką.

To rzeczywiście interesujące - mnie na przykład nigdy by do do głowy nie przyszło wybierać sobie na "połówkę" aktywnego katolika. Nie wyobrażam sobie budowy długotrwałego związku przy tak dużych różnicach w podejściu do życia. IMHO w związku niezbędna jest wspólna baza światopoglądowa, tymczasem aktywny katolicyzm obejmuje kwestię nie tylko spędzania niedzielnego poranka/popołudnia tudzież świąt rozmaitej maści, ale też sprawy z zakresu etyki seksualnej i nieco szerzej - ogólnie bioetyki (antykoncepcja, aborcja, eutanazja), pewien zakres istotnych dla mnie aspektów społecznych, finansowych i prawnych, rozwiązania dotyczące ogólnej organizacji czasu i życia rodzinnego, etc. To po prostu trochę za dużo, by się bawić w kompromisy.

"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
21-02-2013 00:56 
 Ocena 1 na 1
Ziutas (79 punktów)
>...Nie wyobrażam sobie budowy długotrwałego związku przy tak dużych różnicach w podejściu do życia...

No wiesz, nie wszyscy się rodzimy ateistami Moja cudowna, wierząca żona jak wyjdzie temat to mi półżartem wypomina, że widząc w okresie zalotów jak pomykam do kościoła przy byle święcie, była przekonana o moim przyszłym pozytywnym wpływie na jej nie nazbyt aktywne uczestnictwo w życiu Kościoła. Doznała lekkiego szoku, kiedy parę lat po ślubie okazało się, iż rodzina podejrzewa ją o bycie katalizatorem mojego zdecydowanego rozstania z Kościołem i ewolucji światopoglądowej. Gratulacje dla ludzi, którzy potrafili otrząsnąć się z religijnych ograniczeń wcześnie i racjonalnie budować swoje szczęście w życiu, innym pozostaje zawierać różnorodne kompromisy.
21-02-2013 18:59 
 Ocena 7 na 7
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)
>>...Nie wyobrażam sobie budowy długotrwałego związku przy tak dużych różnicach w podejściu do życia...
>No wiesz, nie wszyscy się rodzimy ateistami

Wszyscy.
szarley (54913 punktów)
>aktywny katolicyzm obejmuje kwestię nie tylko spędzania niedzielnego poranka/popołudnia tudzież świąt rozmaitej maści,

Większość ateistów świętuje tak samo, tylko zamiast Bożego Narodzenia jest Gwiazdka. Hipermarkety w niedziele są pełne KATOLIKÓW. W wielu małżeństwach różnica wyznania nie jest największym problemem, Oczywiście jeśli jedna ze stron jest wyznania toruńskiego a druga zdecydowanym antyklerykałem to może być problem, ale zdecydowana większość ludzi potrafi szukać i znajdować kompromis.
Przykład?
Każdy dietetyk doradzi jedzenie ryb, jedno z małżonków proponuje żeby ryba była zawsze w piątek. Gdzie tu pole sporu?
23-02-2013 16:31 
 Ocena 9 na 9
liliac (147340 punktów)
>Większość ateistów świętuje tak samo

Dzięki ci, łaskawco, za objaśnienia. Otworzyłeś mi oczy na świat

>Hipermarkety w niedziele są pełne KATOLIKÓW.

I?

>W wielu małżeństwach różnica wyznania nie jest największym problemem

Dziękuję ci za informacje na temat twojej na ten temat opinii. Moja wizja związku jest inna. Wspominałam - wydaje mi się - o wspólnej podstawie światopoglądowej. Religia się w niej nie mieści. Religia to nie jest tylko wizyta w świątyni z okazji X. Religia to cały pakiet mentalny i ja za ten pakiet uprzejmie dziękuję.
Jakkolwiek rozumiem, że wiele par ma inne oczekiwania względem siebie.

>zdecydowana większość ludzi potrafi szukać i znajdować kompromis

Jak już napisałam, nie widzę miejsca na kompromisy w zakresie podstawowych kwestii światopoglądowych. Nie widzę też powodów, by takie zawierać w związku. Nie odczuwam takiej potrzeby. Tolerować "dziwne" rzeczy mogę u znajomych. Względem swojego partnera mam nieco ostrzejsze kryteria. Uważam, że pomiędzy partnerami niezbędne jest coś więcej niż tolerancja i kompromisy - w końcu spędzamy ze sobą trochę więcej czasu, a nasze wspólne decyzje mają zazwyczaj nieco cięższy ciężar gatunkowy niż to, do jakiej knajpy wybiorę się ze znajomymi w weekend albo co gotujemy na domówce.

W przypadku "letniego" katolika olewającego zalecenia swojego Kościoła na polu np. etyki seksualnej wcale zresztą większego potencjału związkotwórczego niż u katolika zaangażowanego nie widzę - hipokrytów też nie lubię, a ktoś, kto deklaruje związek z KRK, jednocześnie ignorując jego oficjalne zalecenia, to hipokryta.

>Każdy dietetyk doradzi jedzenie ryb, jedno z małżonków proponuje żeby ryba była zawsze w piątek. Gdzie tu pole sporu?

Chyba czegoś nie rozumiesz. Jem rybę, kiedy chcę; jem mięso, kiedy chcę; jem twarożek, kiedy chcę. Jeśli mój mężczyzna planuje jeść coś innego niż ja, je coś innego. Nie ma obowiązku mieć takich samych upodobań kulinarnych. Natomiast idiotycznych wyjaśnień typu "mój bóg zabrania mi spożywania kotletów w piątki" albo "moja bogini mówi, że jedzenie sałatki z kalmarów to grzech" u osoby, z którą mam tworzyć stałą relację, nie zniosłabym. Nie dlatego, że nie zniosę cotygodniowej rezygnacji z kotletów, ale dlatego, że układanie sobie życia na podstawie rad czy zaleceń niewidzialnych przyjaciół nie mieści się w obrazie osoby, z którą chcę pozostawać w trwałym związku. To oznacza, że taka osoba ma zupełnie inne priorytety życiowe, innymi kryteriami się kieruje podczas dokonywania życiowych wyborów i jest obciążona pewnym pakietem mentalnym, z którym w relacjach regularnych, codziennych, bliskich nic wspólnego mieć nie chcę. Osoba o takiej mentalności zawsze będzie dla mnie do pewnego stopnia obca. Taka obcość nie wyklucza znajomości, może nawet i przyjaźni (choć krąg moich najbliższych znajomych to osoby niereligijne), ale IMHO taką relację, o jakiej rozmawiamy - i owszem - wyklucza.


"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
szarley (54913 punktów)
Każdy człowiek ma inne zasady , jakimi się kieruje w doborze partnera/partnerki
Każdy ma inny zakres tolerancji wobec odmienności

Chciałym żeby każdy mógł żyć według własnej definicji szczęścia. Tobie też życzę szczęścia wg własnych zasad
19-02-2013 21:03
 Ocena 14 na 14
Dariusz Godyń (2403 punktów)
>Jako ateista, ale nie wojownik, chodzę do kościoła na msze

Masz taki oto problem, Twój oportunizm prowadzi Cię do jałowych rozważań i straty czasu.
19-02-2013 21:35
 Ocena 14 na 14
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)
A co tu jest do zrozumienia? Arcynielogiczna, zydowska bajka napisana przez naprutych winem i ziolami swiniopasow a ty chcesz probowac rozumiec? To juz szybciej Monthy Pythona zrozumiesz
Zostaw interpretacje tych bredni teobuhahahalogom
szarley (54913 punktów)
>A co tu jest do zrozumienia? Arcynielogiczna, zydowska bajka napisana przez naprutych winem i ziolami swiniopasow a ty chcesz probowac rozumiec? To juz szybciej Monthy Pythona zrozumiesz

Żydowskich świniopasów... Taaaaa
23-02-2013 15:02 
 Ocena 3 na 5
astrotaurus (12445 punktów)

>Żydowskich świniopasów... Taaaaa
No sam widzisz jak to się kupy nie trzyma.

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Sceptyk35 (291 punktów)
>Jako ateista, ale nie wojownik, chodzę do kościoła na msze, jeżeli moja lepsza połowa ode mnie tego żąda.
Rozumiem Cię i nie potępiam. Mnie się udało dokonać cudu. Moja lepsza połowa już do kościoła nie chodzi, ale jeszcze kolendę przyjmuje - z czego mam niezły ubaw będąc obecnym i deklarując się jako antyklerykał.
>Tylko po co tracić na niego tyle czasu?
W moim przypadku to jest urozmaicenie. Jestem emerytem i zmiany działań są wręcz pożądane. Trochę siedzę przed monitorem, trochę czytam coś na papierze, trochę spaceruję, trochę coś robię, ale też chętnie z kimś podyskutuję. Kiedyś odwiedzali mnie Świadkowie i Mormoni, ale chyba spisali mnie na straty, bo wizyty się skończyły.
Do naszych baranów. Szatan w Biblii mnie fascynuje od pewnego czasu. Niby postać negatywna, ale PT Bogowie liczą się z nim dużo bardziej, niż z nami - ludźmi. U Hioba Bóg-ojciec jest przedstawiony jako samochwała, a Szatan stara się go nieco utemperować. I Jahwe zgadza się na wszelkie dręczenia Hioba, byle postawić na swoim. Czemu nie stara się przekonać nas: mnie, Ciebie, że on istnieje? Ergo. Szatan jest dla niego dużo ważniejszy niż my - świat, który podobno ukochał.
Kuszenie. Z własnego doświadczenia wiem, że już po kilku godzinach na pustyni bez jedzenia i wody widzisz co tylko jesteś sobie w stanie wyobrazić. A co dopiero po czterdziestu dniach. Nb. nie wiemy, co to oznaczało "pościł". Czy miał wodę (podstawa przetrwania) i co "papusiał".
Najbardziej frapuje mnie ta "bardzo wysoka góra, z której widać wszystkie królestwa ziemi" - dowód, że dla Boga ziemia jest płaska. Kiedyś wspomniany ŚJ powiedział, że to przenośnia, aby prości słuchacze to sobie lepiej wyobrazili. Moja odpowiedź: To czy nie lepiej w ogóle o tej górze nie wspominać? I najważniejsze. Po jaką cholerę Bóg-syn wdawał się z Szatanem w dyskurs? Ergo. Bóg syn nie jest silniejszy od Szatana.
Pozdrawiam i życzę pomyślności.
21-02-2013 16:00 
 Ocena 2 na 2
Grey (2102 punktów)
>> Kiedyś wspomniany ŚJ powiedział, że to przenośnia,

To Świadkowie Jehowy nie rozumieją Biblii dosłownie?
21-02-2013 18:08 
 Ocena 4 na 4
Sceptyk35 (291 punktów)
>To Świadkowie Jehowy nie rozumieją Biblii dosłownie?
Rozumieją, ale do czasu. Zapędzeni w kozi róg, najpierw usiłują problem zbagatelizować, ale jak nie ustępujesz, to chwytają się brzytwy.
Efekt? Spisują cię na straty (a ty masz spokój).
eipi (774 punktów)
>Jako ateista, ale nie wojownik, chodzę do kościoła na msze, jeżeli moja lepsza połowa ode mnie tego
>żąda.
>I tak to ostatnio, w pierwszą niedzielę postu, posłuchałem czytania o kuszeniu Jezusa, po 40-dniowym
>pobycie na pustyni, przez Szatana. Wtedy nasunęły mi się skojarzenia ze starym Hiobem, kiedy to
>Szatan i Bóg rozmawiali jak równy z równym i kombinowali, co by temu Hiobowi za utrapienie wrzucić.
>Tutaj Szatan nawet nie rozmawia jak równy z równym, ale chce skusić naszego bohatera do postępowania
>wedle swojej woli. Tak sobie pomyślałem, czy aby Szatan wiedział, z kim rozmawia?
>Bo jak z Synem Bożym (czyli Bogiem), to próbuje przekabacić de facto swojego szefa. Tylko skąd miał
>taką władzę, żeby mu różne rzeczy oferować?
>A jak rozmawia z człowiekiem, to dla mnie znaczy tyle, że nie uznaje jego boskości. Tylko po co
>tracić na niego tyle czasu?
>A jak WY to rozumiecie?

A ja nie uważam tych rozważań za bezsensowne. Przeciwnie, można na ich podstawie wysnuć ciekawe - choć może niezbyt odkrywcze, przynajmniej dla czytelników tego portalu - wnioski na temat rozwoju doktryny chrześcijańskiej.

Oczywiście historyjka o kuszeniu Jezusa przez szatana nie miałaby najmniejszego sensu przy założeniu, że Jezus jest Bogiem. Zachowanie tej historii w Nowym Testamencie dowodzi, że początkowo (w czasie powstania tej hisotrii) wyznawcy Jesusa nie uważali go za Boga, zwłaszcza "współistotnego Ojcu".

Oczywiście to samo wiadomo skądinąd: późnego (V w.) ogłoszenia tego dogmatu, tudzież historii herezji. Zabawne jednak że KK przechował niezależny, silny dowód tego faktu w swoich pismach kanonicznych i jeszcze go celebruje (vide: niedzielne czytania) nie zauważając - lub udając, że nie zauważa - jego znaczenia.
20-02-2013 00:26 
 Ocena 2 na 2
Jan Grabiński (1015 punktów)
Ja uwielbiam łamigłówki, a najbardziej sudoku. Takie rozważania prowadzę dla "płodozmianu" :-D
20-02-2013 00:53 
 Ocena 5 na 5
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>> Zachowanie tej historii w Nowym Testamencie dowodzi, że początkowo (w czasie powstania tej hisotrii) wyznawcy Jesusa nie uważali go za Boga, zwłaszcza "współistotnego Ojcu".<<
Żadna merytoryczna dyskusja nie ma tu sensu, ale gdyby w dyskusji z jakimś nawiedzonym ten temat się pojawił, to można z głupia frant spytać, a skąd ewangelista o tym wiedział, skoro Jezus był tam sam? Co, przyszedł później do uczniów z gadką: Nie uwierzycie chłopaki, co mi się przydarzyło. itd., itd.
20-02-2013 16:58 
 Ocena 2 na 2
Grey (2102 punktów)
Obawiam się, że wierzący odpowie, że ewangelista pisał pod natchnieniem Ducha Świętego, i Duch Święty mu to objawił.
21-02-2013 00:59 
 Ocena 1 na 1
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Obawiam się, że wierzący odpowie, że ewangelista pisał pod natchnieniem Ducha Świętego, i Duch Święty mu to objawił.<<
To jak to się stało, że ten Duch Święty podyktował cztery różne ewangelie? Nie licząc pozostałych, które nie weszły do kanonu.
21-02-2013 16:05 
 Ocena 1 na 1
Grey (2102 punktów)
>To jak to się stało, że ten Duch Święty podyktował cztery różne ewangelie? Nie licząc pozostałych, które nie weszły do kanonu.

Racja
Z tego chyba nikt nie wybrnie.
Wybrnąłby, gdyby te Ewangelie nie zawierały sprzecznych informacji.
Olek Mularski (3178 punktów)
>Jako ateista, ale nie wojownik, chodzę do kościoła na msze, jeżeli moja lepsza połowa ode mnie tego żąda.

Rozumiem Cię, nie wszyscy ateiści są wojującymi antyklerykałami, niektórym religia zupełnie nie przeszkadza. Żona jednak nie może zmuszać męża ateisty do chodzenia do kościoła! Z resztą następnym razem poproś ją, żeby zamiast do kościoła poszła z Tobą gdzieś na spacer/do parku/na ryby/do kina/do teatru, albo gdziekolwiek indziej- jest przecież tyle możliwości, żeby zaplanować coś ciekawego na niedzielę! Siedzenie w kościele to marnowanie czasu!

>I tak to ostatnio, w pierwszą niedzielę postu, posłuchałem czytania o kuszeniu Jezusa, po 40-dniowym pobycie na pustyni, przez Szatana. Wtedy nasunęły mi się skojarzenia ze starym Hiobem, kiedy to Szatan i Bóg rozmawiali jak równy z równym i kombinowali, co by temu Hiobowi za utrapienie wrzucić.
>Tutaj Szatan nawet nie rozmawia jak równy z równym, ale chce skusić naszego bohatera do postępowania wedle swojej woli. Tak sobie pomyślałem, czy aby Szatan wiedział, z kim rozmawia?
>Bo jak z Synem Bożym (czyli Bogiem), to próbuje przekabacić de facto swojego szefa. Tylko skąd miał taką władzę, żeby mu różne rzeczy oferować?
>A jak rozmawia z człowiekiem, to dla mnie znaczy tyle, że nie uznaje jego boskości. Tylko po co tracić na niego tyle czasu?

Od tego chodzenia do kościoła pojawił się u Ciebie teologiczny sposób myślenia, co jest bardzo niepokojące. Zastanawiasz się nad niepotrzebnymi, nieistniejącymi problemami. Jeszcze trochę i księża wypiorą Ci mózg i na nowo zaczniesz wierzyć!

>A jak WY to rozumiecie?

Tego się nie da zrozumieć, podobnie jak i całej biblii, będącej zbiorem urojeń jakiś niekoniecznie trzeźwych proroków i innych dziwaków.
20-02-2013 00:28 
 Ocena 1 na 3
Jan Grabiński (1015 punktów)
>Tego się nie da zrozumieć, podobnie jak i całej biblii, będącej zbiorem urojeń jakiś niekoniecznie trzeźwych proroków i innych dziwaków.
>

To jest groźne określenie. Już Dodę skazano za słowa "...naprutych ziołami i winem..."
20-02-2013 01:39 
 Ocena 1 na 1
rafal73 (9720 punktów)
(zablokowany)

>To jest groźne określenie. Już Dodę skazano za słowa "...naprutych ziołami i winem..."

Na szczescie mieszkam w kraju, w ktorym po pierwsze wolnosc slowa jest powazniej traktowana niz w Wielkiej Polsce Katolickiej.
I w ktorym po drugie nie ma czegos tak absurdalnie idiotycznego jak §196 kk
Olek Mularski (3178 punktów)
>To jest groźne określenie. Już Dodę skazano za słowa "...naprutych ziołami i winem..."

Z tym forum i moimi (i nie tylko) na nim wypowiedziami jest jak z koncertem Nergala- jest dla ludzi o określonych poglądach i wszyscy wiedzą, że można się tu spotkać z ostrymi atakami na kler i religię, więc jeśli ktoś nie chce, żeby jego "uczucia religijne" zostały obrażone to niech tu nie wchodzi.
faith (61 punktów)
Tu nie ma co rozumieć, wszystko to "pic na wode".Ksiądz może po imprezie był i szatan z bogiem mu się pomylił(jeśli o władzę chodzi).Zresztą jak można syna boga przekabacić na zła drogę.Przecież jezus zmarł za nasze grzechy ,nie swoje.

Ja ogólnie myśle ,ze ateista w kościele to ma na pewno niezłe kabarety z tego co tam się mówi.Grono zbłąkanych owiec czeka na zbawienie,które sam bóg przekazuje poprzez zwykłego śmiertelnika zwanego księdzem.
Szatan,bóg i kościół to polityka ,kasa i machloje.Cała ta wiedza jest zbędna. Byle przekazać to co jest w Pismie Świetym napisane i mieć spokój ,tak jakby ludzie nie umieli czytać. Najlepiej zebrać pieniądze na wczasy,bo przecież ksiądz pośrednikiem boga to mu się należy za cudze "odpoczywać".
21-02-2013 18:50 
 Ocena 1 na 1
Jan Grabiński (1015 punktów)
>Tu nie ma co rozumieć, wszystko to "pic na wode".Ksiądz może po imprezie był i szatan z bogiem mu się pomylił(jeśli o władzę chodzi).Zresztą jak można syna boga przekabacić na zła drogę.Przecież jezus zmarł za nasze grzechy ,nie swoje.
>Ja ogólnie myśle ,ze ateista w kościele to ma na pewno niezłe kabarety z tego co tam się mówi.Grono zbłąkanych owiec czeka na zbawienie,które sam bóg przekazuje poprzez zwykłego śmiertelnika zwanego księdzem.

Tak też to przyjmuję i dlatego nie jest to dla mnie wielkie obciążenie. Poza tym czasami dla równowagi skomentuję na gorąco takie kwiatki i jest OK.
Jacholek (5699 punktów)
>A jak WY to rozumiecie?
Wysłuchiwanie kazań niedzielnych nie jest najlepsze dla zdrowia psychicznego i umysłowego. Ja z konieczności zaprowadzam do kościoła swoją wiekowa matkę ale zostawiam ja samą i wychodzę na spacer. Jednak nie na tyle daleko (muszę być czujny) by nic nie słyszeć z zewnętrznych głośników. Udaje mi się więc czasami uchwycić niezłe "kwiatki retoryczne", na których opisywanie nie warto tracić czasu. Pytanie tylko czy takie nagłośnienie jest ograniczane prze jakiekolwiek normy ?
wafelos (517 punktów)
Takie pytanie zawsze możesz rzucić na fronde. Obstawiam że zanim by ci odpowiedzieli, to za przyznanie się do ateizmu, dostał byś zawieszone konto i kilka rzuconych klątw. A tak na serio to nie ma co takimi głupotami się przejmować. Jak ty chodzisz do kościoła bo twoja druga połowa tak chce, to też wymagaj by na przykład ona przeczytała "Boga Urojonego".
21-02-2013 18:48 
 Ocena 1 na 1
Jan Grabiński (1015 punktów)
>Takie pytanie zawsze możesz rzucić na fronde. Obstawiam że zanim by ci odpowiedzieli, to za przyznanie się do ateizmu, dostał byś zawieszone konto i kilka rzuconych klątw. A tak na serio to nie ma co takimi głupotami się przejmować. Jak ty chodzisz do kościoła bo twoja druga połowa tak chce, to też wymagaj by na przykład ona przeczytała "Boga Urojonego".

Krótkie teksy z Racjonalisty są lepsze, bo nie powodują znużenia i szybkiego odrzucenia
Eliath (1441 punktów)
>I tak to ostatnio, w pierwszą niedzielę postu, posłuchałem czytania o kuszeniu Jezusa, po 40-dniowym
>pobycie na pustyni, przez Szatana.

Jeszcze jesteś na etapie gdy mity traktujesz jako fakty... ale nie wierzysz w boga. Stąd ta dezorientacja
Traktujesz ozdobniki jako główną treść przekazu.

>A jak WY to rozumiecie?

Tak samo jak np. kuszenie Buddy, czy jakąkolwiek inną mitologiczną sytuację, gdzie bohaterowi oferuje się coś (czego: może pragnąć, pragnie lub powinien [zgodnie z uwarunkowaniami kulturowymi]) co odciągnie/ oddali go od osiągnięcia celu.
Jezus musiał być kuszony bo musiał pokonać własną słabość, nie ma znaczenia kto, jak i czym go kusił. Równie dobrze mogło być to dziecko połową ciastka...

... a że mit stworzyli ludzie, z określonej epoki, z ograniczoną wiedzą, określoną kulturą to ma taki kształt a nie inny.

Rzeczywistość jest kłamstwem
diogenes (42753 punktów)
>...chodzę do kościoła na msze, jeżeli moja lepsza połowa ode mnie tego żąda.

Napisz, gdzie chodzisz na żądania gorszej połowy. To zwykle jest ciekawsze.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
21-02-2013 18:45 
 Ocena 1 na 1
Jan Grabiński (1015 punktów)
>>...chodzę do kościoła na msze, jeżeli moja lepsza połowa ode mnie tego żąda.
>Napisz, gdzie chodzisz na żądania gorszej połowy. To zwykle jest ciekawsze.
>
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.


Na grilla z dobrą karkówką i odrobiną piwa (może być duża odrobina).
Luxuria (526 punktów)
>wedle swojej woli. Tak sobie pomyślałem, czy aby Szatan wiedział, z kim rozmawia?
>Bo jak z Synem Bożym (czyli Bogiem), to próbuje przekabacić de facto swojego szefa. Tylko skąd miał
>taką władzę, żeby mu różne rzeczy oferować?
>A jak rozmawia z człowiekiem, to dla mnie znaczy tyle, że nie uznaje jego boskości. Tylko po co
>tracić na niego tyle czasu?
>A jak WY to rozumiecie?

Nie zastanawiałam się nad tym, moja odpowiedź to wynik ostatnich kilku chwil, ale wydaje mi się, że rozmawianie z człowiekiem chyba byłoby bez sensu. Tryumf złego właśnie na tym miałby polegać, że podporządkowałby sobie tak ważną personę. Jezus był niby Bogiem, ale podczas pobytu na tym padole nie wydawał się być tego świadomy, a jedynie bycia synem. No i dlaczego przekabacić swojego szefa? Jak patrzę na Biblię to ona się chyba stara pomijać to, że szatana również musiał Bóg stworzyć, i traktuje go jednak jak niezależnego wroga. A skąd miał takie moce? Może stąd, skąd czarownicy faraona mieli swoje - najwyraźniej magia w Bibliolandzie jest prawdziwa
Eryk Buk (63 punktów)
>Tutaj Szatan nawet nie rozmawia jak równy z równym, ale chce skusić naszego bohatera do postępowania wedle swojej woli. Tak sobie pomyślałem, czy aby Szatan wiedział, z kim rozmawia?
W tym fragmencie zarówno u Łukasza jak i Mateusza pisze, że Szatan powiedział "Jeśli jesteś Synem Bożym...", więc można sądzić, że zdawał sobie z sprawę z kim rozmawia, ale chciał go, że tak powiem "podpuścić".

>Bo jak z Synem Bożym (czyli Bogiem), to próbuje przekabacić de facto swojego szefa.
Może o czymś nie wiem, ale czy Jezus był "szefem" Diabła?

>Tylko skąd miał taką władzę, żeby mu różne rzeczy oferować?
Tutaj i tu masz fragmenty z dwóch Ewangelii.
Zauważ, że Szatan oferuje coś Jezusowi tylko jeden raz, chcąc mu oddać królestwa świata, w pozostałych przypadkach to sam Jezus ma sprawić by kamienie zamieniły się w jedzenie, czy żeby aniołowie uchronili go przed upadkiem.

>A jak rozmawia z człowiekiem, to dla mnie znaczy tyle, że nie uznaje jego boskości.
W całej sprawie chodzi, zdaje się o to, że Chrystus był synem bożym, ale również człowiekiem. Nie miał boskich mocy, miał normalne ludzkie potrzeby (jedzenie itd.), oraz jak normalny człowiek mógł ulec pokusie (kto nie chciał by rządzić światem?).

>A jak WY to rozumiecie?
Z tego co wiem to całe to kuszenie ma być metaforą dla pokus nękających ludzi i że Jezus, jako człowiek zdołał się im oprzeć, co jest dobre, warte naśladowania itp.

>Wtedy nasunęły mi się skojarzenia ze starym Hiobem, kiedy to Szatan i Bóg >rozmawiali jak równy z równym i kombinowali, co by temu Hiobowi za utrapienie wrzucić.
Rzeczywiście jest pewne podobieństwo, ale w przypadku Hioba sprawdzano jego wiarę i ufność w Boga, a w przypadku Chrystusa wolę opierania się pokusom.

Jeśli interesują cię te kwestie, to zawsze możesz poszukać na Google. Może znajdziesz jakąś stronkę z dłuższymi rozważaniami.
24-02-2013 18:33 
 Ocena 1 na 1
Jan Grabiński (1015 punktów)
>Rzeczywiście jest pewne podobieństwo, ale w przypadku Hioba sprawdzano jego wiarę i ufność w Boga, a w przypadku Chrystusa wolę opierania się pokusom.
>Jeśli interesują cię te kwestie, to zawsze możesz poszukać na Google. Może znajdziesz jakąś stronkę z dłuższymi rozważaniami.

Dziękuję za dogłębne wyjaśnienie sprawy.
Niestety odpowiedź jest za dokładna , żeby wykorzystać w dyskusji z niektórymi osobami.
Michal Jafron (95 punktów)
Jezus to Szatan natomiast Szatan jest tym niby Bogiem.

Ale tak abstrahując to wybitnym zwodzicielem jest raczej Jezus to on zwiódł rzeszę ludzi największym kłamstwem w dziejach ludzkości (zbawienie = antyświat).

Szatan, kogo no zwiódł tych kilka procent księży, co są pedofilami.

Heh : )

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365