Racjonalista - Strona głównaDo treści
Co to jest doświadczenie życiowe?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
06-03-2013 17:04vifix (2315 punktów)Co to jest doświadczenie życiowe?
Ocena 3 na 3
Często można usłyszeć, że ktoś do kogoś mówi, że brak mu doświadczenia życiowego. Zastanawiam się czym jest to sławne doświadczenie życiowe.
Gdy ktoś mnie oszuka to będę wiedział (z własnego doświadczenia), że... ludzie oszukują; gdy ktoś mi się włamie do domu to będę wiedział, że... ludzie kradną; gdy dziewczyna mnie zdradzi to będę wiedział, że... ludzie z różnych powodów ranią innych.
Jeżeli powyższe doświadczenia składają się na doświadczenie życiowe, to czy nie jest tak, że owe doświadczenie to po prostu płytka wyobraźnia i brak umiejętności wyciągania wniosków ze zdarzeń, które napotkały innych ludzi?

W wielu rankingach na premiera organizowanych na facebooku wygrywa Korwin-Mikke. Ludzie próbują tłumaczyć to jako brak doświadczenia życiowego ludzi w wieku nastu lat. Biorąc pod uwagę, że KM jest szczególnie znany z obrzydzenia do redystrybucji, sądzę, że doświadczenie to podświadomy oportunizm. Gdy mamy naście lat to, żyjemy w przekonaniu, że kradzież jest zła (sądzimy tak, bo wiele nie potrzebujemy). Gdy mamy czterdzieści lat i postanowimy otworzyć firmę na którą nie mamy pieniędzy to negatywna ocena kradzieży jest zastępowana przez wielką chęć otwarcia firmy (wiemy, że państwo ukradnie innym obywatelom i jak będziemy mieć szczęście to nam da). Podobnie jest w przypadku utraty pracy. Mamy 40 lat, rodzinę na utrzymaniu i wielką presje wpływów na konto więc nasze przekonania są zastępowane dużą chęcią otrzymania zasiłku, a że w młodości kibicowaliśmy KM nie zmienia faktu, że nabraliśmy doświadczenia życiowego, iż czasami potrzebujemy pieniądze, których nie mamy i jesteśmy gotowi poświęcić własne ideały byle je dostać.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Dariusz Godyń (2403 punktów)
To co przedstawiasz jest bardzo uproszczonym i karykaturalnym rozumieniem doświadczenia życiowego. Krótko ujmując jest to zespół cech których deficyt występuje w młodym wieku.
Ps. Pan KM jest oryginałem, którego cenię jako felietonistę, nie mieści mi się jednak w głowie by powierzyć mu jakąkolwiek poważną państwową funkcję. Jego sprzeciw odnośnie redystrybucji to szczyt góry lodowej jego niedorzecznych pomysłów i śmiesznych poglądów.
06-03-2013 17:39 
 Ocena 1 na 1
vifix (2315 punktów)
>To co przedstawiasz jest bardzo uproszczonym i karykaturalnym rozumieniem doświadczenia życiowego.

Aha

>Krótko ujmując jest to zespół cech których deficyt występuje w młodym wieku.

Dzięki za wyczerpującą definicję

>Jego sprzeciw odnośnie redystrybucji to szczyt góry lodowej jego niedorzecznych pomysłów i śmiesznych poglądów.

Również nie zgadzam się z niektórymi jego poglądami ale żeby od razu pisać, że to wierzchołek góry lodowej...
06-03-2013 18:28 
 Ocena 3 na 3
Dariusz Godyń (2403 punktów)

>Dzięki za wyczerpującą definicję

Nikt Ci nie udzieli wyczerpującej definicji ponieważ doświadczenie życiowe buduje się podczas życia i na portalu Racjonalista lub jakimkolwiek innym nie dostaniesz gotowej recepty. Jak ktoś powie, że takową posiada zakładaj, że to lipa.

>Również nie zgadzam się z niektórymi jego poglądami ale żeby od razu pisać, że to wierzchołek góry lodowej...

Ujmę to inaczej, KM jest zbiorem groteskowych poglądów, które są nośne medialnie natomiast doświadczenie życiowe podpowiada mi, że ich realizacja skończyłaby się tragedią.
06-03-2013 19:35 
 0 na 2
vifix (2315 punktów)
>Nikt Ci nie udzieli wyczerpującej definicji ponieważ doświadczenie życiowe buduje się podczas życia i na portalu Racjonalista lub jakimkolwiek innym nie dostaniesz gotowej recepty. Jak ktoś powie, że takową posiada zakładaj, że to lipa.

Ja nie proszę o definicje słownikową ale o opis tego co można przez to rozumieć w kontekście moich przemyśleń.

>Ujmę to inaczej, KM jest zbiorem groteskowych poglądów, które są nośne medialnie natomiast doświadczenie życiowe podpowiada mi, że ich realizacja skończyłaby się tragedią.

To zależy co kto nazywa tragedią. Zakładam, że w tym przypadku tragedia to zubożenie pewnej części społeczeństwa poprzez brak dostępu do pieniędzy skradzionych innym ludziom.
Sylwek (15472 punktów)

>To zależy co kto nazywa tragedią. Zakładam, że w tym przypadku tragedia to zubożenie pewnej części społeczeństwa poprzez brak dostępu do pieniędzy skradzionych innym ludziom.

Jeśli korporacje to ludzie...
Paul Figura. (1368 punktów)

>Nikt Ci nie udzieli wyczerpującej definicji ponieważ doświadczenie życiowe buduje się podczas życia i na portalu Racjonalista lub jakimkolwiek innym nie dostaniesz gotowej recepty. Jak ktoś powie, że takową posiada zakładaj, że to lipa.

Moje zdanie na ten temat jest takie wystarczy nie popełniac ciagle tych samych błedow to wystarczy.

Ratatoskr (4439 punktów)
>Jeżeli powyższe doświadczenia składają się na doświadczenie życiowe, to czy nie jest tak, że owe
>doświadczenie to po prostu płytka wyobraźnia i brak umiejętności wyciągania wniosków ze zdarzeń,
>które napotkały innych ludzi?

W zasadzie masz rację i - jak to mówią - mądry człowiek uczy się na błędach, a sprytny na cudzych błędach.

Niemniej pewnej wiedzy nie da się zebrać wyłącznie na sucho. Np. dopóki się sam nie zakochasz nie będą cię w ogóle interesowały emocje z tym stanem związane i dynamika całego procesu od zadurzenia po dojrzałe uczucie lub... rozpad związku.

Po drugie każdy człowiek jest inny. Tego jak się czujesz i reagujesz w różnych sytuacjach oraz jakich sytuacji i zachowań powinieneś raczej unikać nie nauczysz się raczej (wyjąwszy ogólniki) z książek.

Natomiast cudze doświadczenie: książki psychologiczne, cudze wspomnienia, przeżycia bohaterów książek/filmów* mogą być tutaj cennym uzupełnieniem wiedzy.

* Z tym zastrzeżeniem, że fikcyjni bohaterowie zazwyczaj nie są tworzeni po to, żeby nauczyć czytelnika konstruktywnego rozwiązywania określonych problemów, tylko żeby umożliwić autorowi malownicze opisanie tego jak się miotają powodowani sprzecznymi nakazami i emocjami.
vifix (2315 punktów)
>Niemniej pewnej wiedzy nie da się zebrać wyłącznie na sucho. Np. dopóki się sam nie zakochasz nie będą cię w ogóle interesowały emocje z tym stanem związane i dynamika całego procesu od zadurzenia po dojrzałe uczucie lub... rozpad związku.
>Po drugie każdy człowiek jest inny. Tego jak się czujesz i reagujesz w różnych sytuacjach oraz jakich sytuacji i zachowań powinieneś raczej unikać nie nauczysz się raczej (wyjąwszy ogólniki) z książek.

Masz rację, ale, w mojej ocenie, to o czym piszesz to coś już zupełnie innego. Można by to nazwać optymalizacją własnych zachowań np. każdy inaczej reaguje na różne temperatury i każdy sam musi znaleźć odpowiednie odzienie (metodą prób i błędów), które zapewni mu komfort.
To o czym ja pisałem dotyczy raczej doświadczenia, do którego odnoszą się osoby starsze mówiąc do młodszych "ty nic nie wiesz o życiu bo brak ci doświadczenia życiowego". Dlatego też wspomniałem o komentarzach do informacji o wysokiej pozycji JKM w sondażach internetowych. W tym wypadku zarzucanie komuś brak doświadczenia odnosi się do jego poglądów: "twoje poglądy są błędne bo brak ci doświadczenia życiowego".
06-03-2013 21:16 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>To o czym ja pisałem dotyczy raczej doświadczenia, do którego odnoszą się osoby starsze mówiąc do młodszych "ty nic nie wiesz o życiu bo brak ci doświadczenia życiowego".

Zazwyczaj w tego rodzaju rozmowach wapniakom chodziło o to, że czym innym jest wiedza, choćby wielka i obiektywna, ale wzięta tylko z książek, a czym innym jest doświadczenie tego i owego na własnej skórze. To nie dający się zastąpić składnik szeroko rozumianego procesu dojrzewania, nie tylko intelektualnego (jeśli już pytasz o poglądy), a głównie emocjonalnego. Człowiek nie nauczy się radzić sobie z innymi ludźmi, jeśli nie będzie z nimi wchodził w interakcje, a i rozmaitych sytuacji i ludzkich charakterów, z którymi będzie musiał iść przez życie jest co niemiara. Dużej części "doświadczenia życiowego" nie da się chyba zgrabnie ująć w kilku zgrabnych formułkach. To, co rzeczywiście jest jakimiś ogólnymi regułami psychologii społecznej, już dawno zostało zaobserwowane i opisane (nie tylko w podręcznikach psychologii, ale też i cynicznie wykorzystane przez niektóre religie), całą pozostałą, nie dającą się łatwo usystematyzować, chaotyczną nieraz prawdę o świecie musisz odkrywać sam.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
07-03-2013 01:16 
 Ocena 3 na 3
Ratatoskr (4439 punktów)
>To o czym ja pisałem dotyczy raczej doświadczenia, do którego odnoszą się osoby starsze mówiąc do młodszych "ty nic nie wiesz o życiu bo brak ci doświadczenia życiowego". Dlatego też wspomniałem o komentarzach do informacji o wysokiej pozycji JKM w sondażach internetowych. W tym wypadku zarzucanie komuś brak doświadczenia odnosi się do jego poglądów: "twoje poglądy są błędne bo brak ci doświadczenia życiowego".

Odnośnie JKM (i jemu podobnych) oraz odnosząc się do własnego doświadczenia życiowego, mogę stwierdzić, że jedną z pierwotnych potrzeb człowieka jest potrzeba bezpieczeństwa i "jak najszybszego zrobienia tak, żeby było dobrze" i budowanie własnego doświadczenia życiowego polega też na tym, żeby umieć wznieść się ponad tą potrzebę (a raczej ponad budowanie w sobie złudzeń jej zaspokojenia). Opiszę na przykładzie:

Jak miałam 15 lat, to usilnie starałam się nadal wierzyć w boga, chociaż wiara ta rozsypywała mi się coraz bardzie w konfrontacji z logiką, bo czułam w sobie pragnienie sensu życia i sprawiedliwości dla wszystkich ludzi.

Jak miałam jakieś 20-25 lat usilnie starałam się wierzyć, że kapitalizm jest lekiem na całe zło i teraz w naszym kraju będzie już tylko dobrze, a wszelkie problemy, które aktualnie obserwuję, to tylko takie "wypaczenia wczesnego kapitalizmu".

Za miesiąc skończę 40 i teraz już zdaję sobie sprawę, że większość problemów nie posiada prostych odpowiedzi i prostych rozwiązań. Że większość różnych ideologii i religiii zapewniających, że mają łatwy sposób na zgładzenie grzechów całego świata to zwykli populiści i że trzeba umieć się pogodzić z pewnym dyskomfortem związanym z niedoskonałościami naszego świata i starać się je w realnej skali i realnymi metodami rozwiązywać, nie zaś pożądać "rozwiązań idealnych" których pragnie czasem jednak to dziecko w naszej duszy.
vifix (2315 punktów)
>Za miesiąc skończę 40

Z góry wszystkiego najlepszego

>i teraz już zdaję sobie sprawę, że większość problemów nie posiada prostych odpowiedzi i prostych rozwiązań. Że większość różnych ideologii i religiii zapewniających, że mają łatwy sposób na zgładzenie grzechów całego świata to zwykli populiści i że trzeba umieć się pogodzić z pewnym dyskomfortem związanym z niedoskonałościami naszego świata i starać się je w realnej skali i realnymi metodami rozwiązywać, nie zaś pożądać "rozwiązań idealnych" których pragnie czasem jednak to dziecko w naszej duszy.

A mogłabyś opisać, co się stało na kolejnych etapach Twojego życia, że dochodziłaś kolejno do takich a takich wniosków? Coś Cię w życiu spotkało? Coś przeczytałaś? Z kimś rozmawiałaś?
07-03-2013 23:39 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>> trzeba umieć się pogodzić z pewnym dyskomfortem związanym z niedoskonałościami naszego świata i starać się je w realnej skali i realnymi metodami rozwiązywać, nie zaś pożądać "rozwiązań idealnych" których pragnie czasem jednak to dziecko w naszej duszy.

>A mogłabyś opisać, co się stało na kolejnych etapach Twojego życia, że dochodziłaś kolejno do takich a takich wniosków? Coś Cię w życiu spotkało? Coś przeczytałaś? Z kimś rozmawiałaś?

Chyba zawsze wiązało się to u mnie z nową wiedzą: programy, książki, ludzie.

Odnośnie religii to nawet jako wierząca nie miałam wątpliwości co do słuszności teorii ewolucji. W miarę jak dowiadywałam się o innych religiach i wędrownych motywach mitycznych starczych od chrześcijaństwa, cała ta moja wiara robiła się coraz bardziej abstrakcyjna. Pierwszą wątpliwość miałam tu przy jakieś czytance z polskiego w drugiej klasie podstawówki, kiedy jej bohater - pogański słowianin - zastanawiał się nad tym, czy ten jego pogański bóg to nie jest tylko aby bałwan wyrzeźbiony w drewnie i nic więcej. Na końcu był to u mnie jakiś rozwodniony deizm, potem agnostycyzm a w końcu nic.

Odnośnie zmiany przekonań z prawicowych na lewicowe, to jak się dziecięctwo spędziło w schyłkowym komunizmie, to raczej trudno było być w tych warunkach lewicowcem :> Potem przyszły lata 90-te i wielka transformacja, studia na których uczono mnie o zaletach "niewidzialnej ręki wolnego rynku". Owszem widziałam też wady kapitalizmu, ale zwalałam to na "wypaczenia systemu". Poza tym nie miałam wtedy praktycznie kontaktu z żadnym alternatywnym dyskursem odnośnie naszej rzeczywistości. Aż do momentu, gdy na taki w końcu trafiłam w internecie podczas zbierania materiałów do jakiegoś tekstu. Podrążyłam, pomedytowałam i stwierdziłam, że ci ludzie używają po prostu racjonalnych argumentów, że nie mają recepty na wszystko, ale przedstawiają konstruktywną krytykę i że... ja nie jestem prawicowcem tylko socjaldemokratką.

Odnośnie postaw życiowych. Takiego typowo polskiego wycofania, lęku przed aktywnością (bo już raz coś zrobiłam i wtedy nie wyszło) to wychowywałam się w społeczeństwie chronicznych malkontentów. Jak ktoś próbował coś robić, to go wyśmiewano, a jak mu nie wyszło, to wszyscy kiwali głowami, stwierdzając: a nie mówiłem? (Doskonale zostało to przedstawione np. w tekście: Truskawkowy milioner - polecam audiobooka). Aż poznałam dwie kobiety. Jedna jest kilkanaście lat starsza ode mnie, druga o dziesięć lat młodsza. I od każdej z nich udało mi się czegoś nauczyć. Z obiema z nich przez kilka lat pracowałam nad różnymi projektami/pomysłami.

Od tej starszej. Tego, że trzeba być aktywnym, trzeba próbować, a jak nie wyjdzie, to zastanowić się dlaczego i spróbować ponownie inaczej. Że tajemnicą osiągania sukcesu w dużej mierze jest po prostu to, że ci którzy go osiągają robią 10 różnych rzeczy i nie zrażają się porażkami, bo na tych 9-ciu się uczą 10-ta im w końcu wychodzi.

Natomiast od tej młodszej nauczyłam się kontrolowania swoich emocji, swojego samopoczucia, swojego życia w ogólności. Że jest się odpowiedzialnym za swoje emocje, że nie ma się nad nimi 100% władzy, ale można się starać je kontrolować, bo warto, bo to daje władzę nad życiem, zamiast dawać się unosić napływającym humorom. Patrzyłam najpierw jak ona żyje, jak się zachowuje, co robi i zaczynało do mnie docierać, że chociaż jest młodsza, to wie chyba coś, czego ja nie wiem. Zatem zaczęłam przyglądać się i pytać ją, jak ona właściwie to robi.

To nie koniecznie było tak, że one robiły mi wykłady. Czasem tak, czasem dzieliły się wiedzą odnośnie takich narzędzi jak: Macierz Eisenchowera, SMART, Get things done, SWOT, TOC - część tych technik znałam już wcześniej z zarządzania przedsiębiorstwem, ale nie przyszło mi do głowy, że można je odnosić do własnego życia. A czasem wystarczyło jakieś jedno zdanie. Jedno pytanie. Rzucona mimochodem opowieść o tym, jak któraś z nich poradziła sobie w jakichś okolicznościach, żeby dotarło do mnie, że pewne metody i pewne podejścia, które brałam wcześniej za oczywiste i jedynie możliwe, wcale takie nie są, bo można to samo zrobić zupełnie inaczej.

Poza tym z takich przełomowych rzeczy wymienię jeszcze dwa audiobooki:
- Truskawkowy milioner,
- Kto zabrał mój ser.

No a poza tym, to zmieniałam się zwykle wtedy, kiedy widziałam, że dotychczasowe paradygmaty życiowe po prostu się nie sprawdzają i trzeba coś zrobić, bo nie jestem zadowolona z tego, jak jest.

Na temat samorozwoju mogę jeszcze długo, ale nie chcę popaść w jakieś orgazmiczne autopeany Liczę, że to jest odpowiedź na twoje pytanie.
vifix (2315 punktów)
>Liczę, że to jest odpowiedź na twoje pytanie.

W dużej części tak. Bardzo dziękuję

>Od tej starszej. Tego, że trzeba być aktywnym, trzeba próbować, a jak nie wyjdzie, to zastanowić się dlaczego i spróbować ponownie inaczej. Że tajemnicą osiągania sukcesu w dużej mierze jest po prostu to, że ci którzy go osiągają robią 10 różnych rzeczy i nie zrażają się porażkami, bo na tych 9-ciu się uczą 10-ta im w końcu wychodzi.

W tym fragmencie doskonale widać, jak ludzkie doświadczenia i wnioski mogą być odmienne.
Ja jako właściciel firmy znam... innych właścicieli z różnym stażem. Gdy analizowałem z nimi przyczyny upadku oraz sukcesu ich różnych projektów to wychodziło na to, że... nie wiadomo dlaczego coś odniosło sukces a coś porażkę. Nie było w tym prawie żadnej prawidłowości. Utwierdziło mnie to w moim przekonaniu, że nawet najlepiej przygotowany projekt może okazać się porażką a to, że 9 na 10 projektów nie spełni swoich zadań a 10 spełni może równie dobrze potwierdzać, że po prostu mieliśmy szczęście a nie, że wyciągnęliśmy odpowiedni wnioski z wcześniejszych projektów. I tak naprawdę prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się czy za naszymi sukcesami stoi nasze przygotowanie czy... szczęście/zrządzenie losu.
Inna moja hipoteza, która się sprawdziła (przynajmniej dotąd się sprawdza) to to, że poradniki niewiele dają. Dawno temu słyszałem taką anegdotę: "Chopin na konferencji został zapytany przez młodego kompozytora jak napisać jakąś skomplikowaną kompozycję. Chopin odparł, że może lepiej będzie aby zaczął od czegoś prostszego? Młody odpowiedział ale przecież Pan nie zaczynał od prostych kompozycji. A chopin na to ale ja nie pytałem się jak je napisać." Mi ta anegdota pokazuje, że nie można nauczyć się być najlepszym. W topie znajdują się przede wszystkim osoby, które się czymś bardzo interesują i dana dziedzina jest im bardzo bliska od dawna. I to też potwierdziło się w rozmowie z moimi znajomymi. Większość osób, które były od dawna bardzo zainteresowane tematem wyróżniała się w jakiś sposób spośród reszty.
Generalnie większość rzeczy jakie uważałem za prawdziwe mając 20 lat jest nimi do dziś
08-03-2013 13:32 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>Ja jako właściciel firmy znam... innych właścicieli z różnym stażem. Gdy analizowałem z nimi przyczyny upadku oraz sukcesu ich różnych projektów to wychodziło na to, że... nie wiadomo dlaczego coś odniosło sukces a coś porażkę. Nie było w tym prawie żadnej prawidłowości. Utwierdziło mnie to w moim przekonaniu, że nawet najlepiej przygotowany projekt może okazać się porażką a to, że 9 na 10 projektów nie spełni swoich zadań a 10 spełni może równie dobrze potwierdzać, że po prostu mieliśmy szczęście a nie, że wyciągnęliśmy odpowiedni wnioski z wcześniejszych projektów.

Cóż... w orginale ta kwestia mojej starszej mentorki brzmiała: "10 rzeczy próbujesz, a 1 ci wychodzi". Wtręt o zbieraniu doświadczenia jest już ode mnie.

Zgadzam się, że nie da się w biznesie przewidzieć wszystkiego i z góry sprawdzić. Po prostu ilość czynników, które decydują o sukcesie jest tak ogromna, że nikt sobie tego wiernie nie wymodeluje i w 100% nie przewidzi. Natomiast jakieś reguły jednak są i warto zbierać tą wiedzę, bo jednak zawsze zwiększa nasze szanse.

Kluczowym czynnikiem jest chyba aktywność i wiara w siebie, z której wynika upór. Potem zdolność do wyciągania wniosków i projektowania strategii, bo to jednak przyspiesza cały proces i zwiększa szanse sukcesu.

>Inna moja hipoteza, która się sprawdziła (przynajmniej dotąd się sprawdza) to to, że poradniki niewiele dają (...) nie można nauczyć się być najlepszym. W topie znajdują się przede wszystkim osoby, które się czymś bardzo interesują i dana dziedzina jest im bardzo bliska od dawna

Masz rację i nie masz racji - zaraz rozwinę.
W swoim pliku nazwanym "samorealizacja i lista objawień" mam między innymi zapis takiej myśli, która ongi mi przyszła do głowy:

Cytat:
teoria sukcesu, to nie "dobra nowina"
- Nie wszyscy osiągają sukces. Niektórym brakuje talentów, cech psychofizycznych, przekonania, wiedzy. Niektórzy nie mają szczęścia, nie poznając właściwiej wiedzy i nie trafiając na właściwe okoliczności.


I pamiętam, że zanotowałam ją kiedyś z pewnym smutkiem, bo po odkryciu sobie technologii samorozwoju i kreowania swojego życia, przez chwilę uległam podobnej iluzji jak wcześniej opisana odnośnie kapitalizmu, że oto wynalazłam wreszcie "technikę zbawienia" dla wszystkich ludzi. Niestety nie.

Jeśli brakuje ci potencjału by zostać bardzo dobrym w jakiejś dziedzinie, to nie będziesz w niej bardzo dobry, może będziesz przeciętny, albo w miarę dobry po długich latach pracy.

Natomiast jeśli masz potencjał, ale brakuje ci pewnej wiedzy, koncepcji, określonych podejść życiowych. Jeśli masz rozległą wiedzę, ale brakuje ci w niej kilku kluczowych elementów, które pozwolą zespolić ją w całość i wpaść na to, jak ją wykorzystać praktycznie, to takie poradniki mogą być niezmiernie inspirujące. (W końcu Chopin też niczego by nie skomponował, gdyby najpierw nie zobaczył fortepianu). W moim wypadku to było nie tyle studiowanie godzinami jakichś poradników, co takie rwane myśli. Pojedyncze zdania/koncepcje, które łączyły mi nagle to co miałam w głowie w większe struktury i nagle - w ciągu minut, godzin - było już po prostu inaczej: level up

Poza tym, jeszcze odnośnie bycia bardzo dobry w jakiejś dziedzinie.
Bycie naprawdę dobrym (tak w jakiejś dziedzinie jak i ogólnożyciowo) możliwe jest zazwyczaj wtedy, kiedy jesteśmy w stanie ową dziedzinę przekroczyć.

Można być mieć uzdolnienia informatyczne. Całe życie być informatykiem klepiącym kod za godziwą pensję i przejść na godziwą emeryturę. A można też pewnego dnia zrozumieć, że "kodem" jest cały świat, że tak jak optymalizuje się algorytmy można też optymalizować swoje życie, a tak jak poszukuje się rozwiązań stojących przed tobą problemów programistycznych (które często polegają na tym, żeby zrobić to, czego "się nie da zrobić"), tak też możesz poszukiwać metod osiągania finansowego sukcesu w życiu (nawet jeśli wcześniej jawiło ci się to dziedziną zastrzeżoną dla jakiejś innej kategorii ludzi). I potem nadal jesteś informatykiem, ale też czymś więcej.

Można mieć talent literacki. Lubić i zajmować się pisaniem. Można czytać cudze teksty, czytać jakieś podręczniki kompozycji i chcieć pisać tak jak nasi ulubieni autorzy (a nawet lepiej). Ale żeby to naprawdę osiągnąć, trzeba wyjść ponad literaturę. Trzeba czegoś osobiście doświadczyć, poczuć, zdobyć jakieś przemyślenia życiowe i jakąś prywatną filozofię, którą później będzie można przekazać w swoich tekstach, inaczej trudno stworzyć coś wartościowego.

Zatem zajmowanie się czymś od dawna bardzo pomaga, ale dopiero jak dodasz do tego takie kolejne piętro: Zaraz, ale co ja właściwie robię? A jak wygląda większa całość, na którą się składa to, co od lat robię? Jak to co robię, funkcjonuje w jej ramach? Czy mogę robić tak, żeby odnosić korzyści nie tylko na swoim ulubionym poletku, ale też w tej szerszej skali? Czy mogę w ogóle robić coś trochę innego? Dopiero jak dostrzeżesz istnienie tej metastruktury, masz szansę dokonać jakościowego przełomu w swoim myśleniu i działaniu, który da ci przewagę.

Mogę być w światowej czołówce budowniczych silników parowych, ale jak wejdę piętro wyżej, do idei silnika jako takiego, to wtedy mam szansę zbudować np. silnik spalinowy.

Mogę być w światowej czołówce budowniczych silników parowych do kopalń, ale jak wpadnę na to, żeby zbudować na nim parowóz i sieć usług kolejowych, to mogę wykreować i podbić zupełnie nowy obszar technologii i rynku.

Itp.
08-03-2013 14:32 
 Ocena 1 na 1
vifix (2315 punktów)
>Zgadzam się, że nie da się w biznesie przewidzieć wszystkiego i z góry sprawdzić. Po prostu ilość czynników, które decydują o sukcesie jest tak ogromna, że nikt sobie tego wiernie nie wymodeluje i w 100% nie przewidzi. Natomiast jakieś reguły jednak są i warto zbierać tą wiedzę, bo jednak zawsze zwiększa nasze szanse.

Moje obserwację wskazują, że podstawową regułą jest po prostu profesjonalne podejście i odpowiednia strategia uwzględniające punkt widzenia otoczenia, w którym działamy.

>Jeśli brakuje ci potencjału by zostać bardzo dobrym w jakiejś dziedzinie, to nie będziesz w niej bardzo dobry, może będziesz przeciętny, albo w miarę dobry po długich latach pracy.
>Natomiast jeśli masz potencjał, ale brakuje ci pewnej wiedzy, koncepcji, określonych podejść życiowych. Jeśli masz rozległą wiedzę, ale brakuje ci w niej kilku kluczowych elementów, które pozwolą zespolić ją w całość i wpaść na to, jak ją wykorzystać praktycznie, to takie poradniki mogą być niezmiernie inspirujące.

Dla mnie poradniki nie mają wielkiej wartości bo one zazwyczaj uczą takich podstaw, które każda rozgarnięta osoba, która chciałaby jakąś czynność wykonywać, w mojej ocenie, powinna już wiedzieć obserwując to, co się dzieje w danym mikroświecie. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym przeglądałem poradnik dla przyszłego restauratora a tam porady w stylu: "Pamiętaj, aby stoliki były czyste" Pomyślałem sobie wtedy no k.... jak ktoś w momencie czytanie tego stwierdził pod nosem "bardzo dobra rada, muszę to zapamiętać" to chyba powinien się poważnie zastanowić, czy zostać restauratorem.
Natomiast dla mnie największym problemem większości ludzi nie jest brak potencjału ale brak zainteresowania tematyką, w której chcieliby się realizować. Pamiętam, że na studiach i w liceum miałem masę dziewczyn w klasie i na roku, które nie wykazywały zainteresowania w zasadzie niczym poza kolorem własnych paznokci a jednocześnie marzyły o własnych firmach i płaceniu najwyższej stawki podatkowej. Co prawda miały bardzo dobre oceny, ale był to efekt naszego systemu edukacji, który promuje kucie wiedzy zamiast myślenia nad tym co się czyta. Teraz mają duże problemy w realizowaniu swoich marzeń zawodowych.

>Można mieć talent literacki. Lubić i zajmować się pisaniem. Można czytać cudze teksty, czytać jakieś podręczniki kompozycji i chcieć pisać tak jak nasi ulubieni autorzy (a nawet lepiej). Ale żeby to naprawdę osiągnąć, trzeba wyjść ponad literaturę. Trzeba czegoś osobiście doświadczyć, poczuć, zdobyć jakieś przemyślenia życiowe i jakąś prywatną filozofię, którą później będzie można przekazać w swoich tekstach, inaczej trudno stworzyć coś wartościowego.

Hmm... ciekawe czego doświadczyła J. K. Rowling przed napisaniem Pottera albo Tolkien przed napisaniem Władcy Pierścieni
08-03-2013 18:52 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>Dla mnie poradniki nie mają wielkiej wartości bo one zazwyczaj uczą takich podstaw (...) poradnik dla przyszłego restauratora (...) "Pamiętaj, aby stoliki były czyste"

Bardziej miałam na myśli takie metaporadniki w stylu:

- Robert Kiyosaki - Kwadrant Przepływu Pieniędzy
- Napoleon Hill - Myśl i bogać się, Prawa Sukcesu
- Nathaniel Branden - 6 filarów poczucia własnej wartości
- Covey Stephen - 7 nawyków skutecznego działania
- Viktor Frankl - i jego teoria proaktywności

Tam nie piszą, że stoliki mają być czyste. Tam ci nie piszą nawet, że masz zostać restauratorem. Tam uczą pewnych schematów myślenia charakteryzującego się aktywnością, świadomym podejmowaniem wyborów, braniem odpowiedzialności za swoje decyzje. Skuteczności. Kontrolowania swojego samopoczucia i motywacji. Umiejętności dostrzeżenia potencjału, który tkwi w naszych umiejętnościach i w naszym otoczeniu. Itp.

Dla mnie większość z tego była ogromnym odkryciem. Nie uczą tego w szkole (mnie w każdym razie nie uczyli). Uczyli nas np. zarządzać przedsiębiorstwem, a nikt nie wpadł na to, żeby nauczyć nas najpierw zarządzania sobą.

>Natomiast dla mnie największym problemem większości ludzi nie jest brak potencjału ale brak zainteresowania tematyką, w której chcieliby się realizować.

Bo ciągle u nas jeszcze funkcjonuje (a w każdym razie do niedawna funkcjonowała) bajka: skończysz studia, to dostaniesz dobrze płatną pracę. D... tam. Studia nie są żadnym obrzędem magicznym, który zapewnia pomyślność, tylko okazją do tego, żeby człowiek zdobył wiedzę pomocną w dostaniu tej pracy - i tylko tyle.

>Hmm... ciekawe czego doświadczyła J. K. Rowling przed napisaniem Pottera albo Tolkien przed napisaniem Władcy Pierścieni

E... Potter to raczej odkrywczy wielce nie był. Ot dobrze skrojony produkt, sprzedawany z wielkim szumem.

Tolkien - nie wiem co przeżył - ale specjalizował się w mitologiach i w końcu postanowił stworzyć własną
vifix (2315 punktów)
>Tam nie piszą, że stoliki mają być czyste. Tam ci nie piszą nawet, że masz zostać restauratorem. Tam uczą pewnych schematów myślenia charakteryzującego się aktywnością, świadomym podejmowaniem wyborów, braniem odpowiedzialności za swoje decyzje. Skuteczności. Kontrolowania swojego samopoczucia i motywacji.

Tego typu porady zawsze mi się kojarzyły z naciągaczami, którzy używają ładnych słówek aby sprawiać wrażenie, że to co mówią zawiera wielką głębię a tak naprawdę nie mówią nic, żadnych konkretów.
No ale skoro twierdzisz, że one Ci pomogły, to może coś w tym jest.

>Bo ciągle u nas jeszcze funkcjonuje (a w każdym razie do niedawna funkcjonowała) bajka: skończysz studia, to dostaniesz dobrze płatną pracę. D... tam. Studia nie są żadnym obrzędem magicznym, który zapewnia pomyślność, tylko okazją do tego, żeby człowiek zdobył wiedzę pomocną w dostaniu tej pracy - i tylko tyle.

To też jest bardzo sprawne narzędzie eliminujące ludzi, którzy nie potrafią wyciągać wniosków z obserwacji rzeczywistości.
08-03-2013 23:31 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>>Tam uczą pewnych schematów myślenia charakteryzującego się aktywnością, świadomym podejmowaniem wyborów, braniem odpowiedzialności za swoje decyzje. Skuteczności. Kontrolowania swojego samopoczucia i motywacji.

>Tego typu porady zawsze mi się kojarzyły z naciągaczami, którzy używają ładnych słówek aby sprawiać wrażenie, że to co mówią zawiera wielką głębię a tak naprawdę nie mówią nic, żadnych konkretów.

Dokładnie tak samo mi się przez całe lata tak mi się właśnie kojarzyły wszelkie "samorozwoje i osiągania sukcesu". Ot - kolejna książka dla naiwnych, co wierzą, że ktoś ich może nauczyć, jak poprawić swoje życie. Jak widziałam te okładki z uśmiechniętymi po amerykańsku autorami, to mi się niedobrze robiło (no tego elementu to do dzisiaj akurat nie uważam za zbyt estetyczny I to amerykańskie parcie na sukces i bycie liderem, kompletnie nie rozumiejące subtelności naszej europejskiej kultury i mojej duszy intelektualisty. Ą, ę...

A potem wydarzyła się jedna z kluczowych rozmów w moim życiu. Po raz pierwszy spotkałam w realu tą moją starszą mentorkę i ona mówiła, mówiła... a ja się z tym w duchu nie zgadzałam, i nie zgadzałam. W tamtym czasie (2005 rok) byłam jeszcze ciągle świetnym nateriałem na "oburzonego", byłam zniechęcona, pozbawiona wiary i przekonania w to, że z tym światem da się wygrać (zwłaszcza grając w wysokie stawki). Ale tak patrzyłam na nią i w pewnym momencie pomyślałam sobie coś w stylu:

- Boże, ona gada jak te świry z poradników samorozwoju. Ale lubię ją, ufam jej, coś w życiu osiągnęła i twierdzi, że mówi to z własnej praktyki, więc... może nie kłamie?

I to było właśnie jedno z takich przełączeń w głowie wajchy o 180°.

> używają ładnych słówek aby sprawiać wrażenie, że to co mówią zawiera wielką głębię a tak naprawdę nie mówią nic, żadnych konkretów.

Po części masz rację. Tego typu porady nie zawierają gotowych procedur np. dorobienia się. Zawierają tylko pewne ogólne zasady, taką metawiedzę opisującą, jak najlepiej wykorzystać wiedzę, którą posiadasz.

Ta metawiedza była dla mnie bardzo cenna, bo zetknęłam się z nią, kiedy miałam za sobą już lata praktyki w IT, budowaniu ludziom stron WWW, pisaniu felietonów/artykułów do prasy i... figę z makiem tak naprawdę z tego miałam, męczyłam się z własnymi emocjami, nie widziałam sensu w tym co robię, a wyglądało na to, że będę musiała robić to do końca życia. Dzięki tej metawiedzy zrozumiałam, co jest nie tak. Zrozumiałam np, że: "Nie chodzi o to, żeby robić właściwie wszystkie rzeczy, tylko żeby robić właściwe rzeczy". I skierowałam swoją aktywność na pracę nad systemami, których budowa: a) przynosi mi frajdę, b) przynosi dochody, c) działa na zasadzie budowania dochodu pasywnego, więc potencjalnej wielkości dochodu nie limituje mój skończony czas pracy.

>No ale skoro twierdzisz, że one Ci pomogły, to może coś w tym jest.

Na pewnym etapie mojego życia pomogły mi bardzo
diogenes (42753 punktów)
>czym jest to sławne doświadczenie życiowe.

Doświadczeniem zmysłowym uzasadniamy wiedzę empiryczną.
Doświadczeniem mistycznym mistycy uzasadniają wiedzę mistyczną.
Inne doświadczenia to doświadczenie intelektualne, wewnętrzne, ekstremalne, itd.
W każdym wypadku chodzi o pewnego rodzaju uzasadnienie czegoś, co uważamy za wiedzę.

Doświadczenie życiowe to dla mnie wiedza, którą uzsasadniamy własną biografią.

>Gdy ktoś mnie oszuka to będę wiedział (z własnego doświadczenia), że... ludzie oszukują; ...Jeżeli powyższe doświadczenia składają się na doświadczenie życiowe, to czy nie jest tak, że owe doświadczenie to po prostu płytka wyobraźnia i brak umiejętności wyciągania wniosków ze zdarzeń...

To już problem prawdziwości oraz obiektywności doświadczenia życiowego. Doświadczenie życiowe z definicji nie może pretendować do powszechności: biografie róznią się od siebie, a więc i wiedza oparta na tychże biografiach może być wzajemnie sprzeczna. Inne jest doświadczenie świata żebraka, człowieka bogatego, inne dziecka czy starca. Inne jest też doświadczenie życiowe będących u władzy, od doświadczenia tych, którymi się rządzi.

>W wielu rankingach na premiera organizowanych na facebooku wygrywa Korwin-Mikke.

Moje doświadczenie życiowe podpowiada mi, aby nie ufać fircykom w polityce:

"NadesłanePytanie: Co myśli Pan na temat utrzymywania kościoła katolickiego przez państwo (czyli z naszych podatków)...?
Janusz Korwin-Mikke: Kościół nie jest utrzymywany - przeciwnie; księża płacą podatki."

czateria.i(*)zat,2104,Janusz Korwin-Mikke

Jak ktoś ma żółtą plamkę w kształcie krzyża, to niech się wali.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
vifix (2315 punktów)
>To już problem prawdziwości oraz obiektywności doświadczenia życiowego. Doświadczenie życiowe z definicji nie może pretendować do powszechności: biografie róznią się od siebie, a więc i wiedza oparta na tychże biografiach może być wzajemnie sprzeczna. Inne jest doświadczenie świata żebraka, człowieka bogatego, inne dziecka czy starca. Inne jest też doświadczenie życiowe będących u władzy, od doświadczenia tych, którymi się rządzi.

Innymi słowy zarzucanie drugiej osobie brak doświadczenia jest bezsensu ze względu na różnorodności ludzkich losów. A jedynie co można im zarzucić to niski poziom wiedzy i kiepską wyobraźnie?

>>W wielu rankingach na premiera organizowanych na facebooku wygrywa Korwin-Mikke.
>Moje doświadczenie życiowe podpowiada mi, aby nie ufać fircykom w polityce:
>"NadesłanePytanie: Co myśli Pan na temat utrzymywania kościoła katolickiego przez państwo (czyli z naszych podatków)...?
>Janusz Korwin-Mikke: Kościół nie jest utrzymywany - przeciwnie; księża płacą podatki."

Tą odpowiedź można w różny sposób zrozumieć. Faktycznie kościół nie jest utrzymywany a dotowany. Taka interpretacja jest tym bardziej odpowiednia, że ja również słyszałem jego stanowisko w tej kwestii, które mówiło, że żaden związek wyznaniowy nie powinien być utrzymywany i dotowany przez państwo. JKM używa czasami skrótów myślowych, przez które jego wypowiedzi mogą być inaczej zrozumiane niż chciałbym tego autor ich autor. To tyle w temacie bo nie chciałbym aby przerodził się w dyskusję o JKM.
07-03-2013 12:28 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>zarzucanie drugiej osobie brak doświadczenia jest bezsensu ze względu na różnorodności ludzkich losów.

No właśnie. Każdy świadomy człowiek ma jakieś doświadczenie życiowe. Rozumiemy, kiedy się na nie powołuje. Czasami wielu ludzi ma podobne doświadczenia: czasy wojny, kryzysów, kataklizmów. Takie sytuacje zbliżają do siebie ludzi, również ich przekonania, nawet filozofie (np. powojenny egzystencjalizm,Les Temps modernes Sartra). Nastepne pokolenia mają już swoje problemy, czują się znudzone retoryką przeszłości, formułują swoje życiowe credo.

Problemy pojawiają się, gdy ktoś powołuje się na cudze doświadczenie życiowe: typową sytuacją jest np. wiara w cuda niewidy różnej maści proroków.

Doświadczenie życiowe jako argument w ocenie sytuacji pojawiło się ostatnio w smutnym doniesieniu mediów na temat zaginięcia polskich himalaistów:

"Bazując na moim doświadczeniu, nie ma żadnych szans."

wiadomosci(*)bardz,1,5438506,wiadomosc.html


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
vifix (2315 punktów)
>Doświadczenie życiowe jako argument w ocenie sytuacji pojawiło się ostatnio w smutnym doniesieniu mediów na temat zaginięcia polskich himalaistów:
>"Bazując na moim doświadczeniu, nie ma żadnych szans."

Masz rację, ale trzeba też zwrócić uwagę, że ktoś może mieć inne zdanie bazując na własnym doświadczeniu zbudowanym na znajomości identycznych bądź podobnych przypadków. Zdarzały się bowiem "cuda" gdy ratowano kogoś spod gruzów po kilku tygodniach poszukiwań, gdy już nie było szans nikogo żywego znaleźć.
W niektórych przypadkach odwołanie się do cudu jest logiczne choćby z tego powodu, że tego typu cuda już się zdarzały. Zapewne stąd też powstało powiedzenie, że "tylko cud może ich uratować" zaspokajające potrzebę znalezienia słowa określającego zdarzenie bardzo mało prawdopodobne ale nie niemożliwe.
07-03-2013 14:14 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>...trzeba też zwrócić uwagę, że ktoś może mieć inne zdanie bazując na własnym doświadczeniu zbudowanym na znajomości identycznych bądź podobnych przypadków.

Tak. Doświadczenia życiowe nigdy się ze soba nie pokrywają, dlatego wnioski wyciągane w ich oparciu bywają odmienne, nawet sprzeczne.

>Zapewne stąd też powstało powiedzenie, że "tylko cud może ich uratować" zaspokajające potrzebę znalezienia słowa określającego zdarzenie bardzo mało prawdopodobne ale nie niemożliwe.

Dokładnie. Człowiek wierzący nazwie tego rodzaju zdarzenie ingerencją czegoś nadprzyrodzonego, co jest - logicznie rzecz biorąc - nadużyciem wyobraźni: nie ma powodu wprowadzania do fizycznego kontekstu jakiegoś nadprzyrodzonego sprawstwa. Świat się dzieje. To wszsytko. Tor planetoidy jest kwestią pól grawitacyjnych, a nie boskiej kary.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-03-2013 22:01 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>trzeba też zwrócić uwagę, że ktoś może mieć inne zdanie bazując na własnym doświadczeniu zbudowanym na znajomości identycznych bądź podobnych przypadków.

W każdym razie doświadczenie życiowe warto jest porównywac z innymi formami wiedzy. By pozostać przy przykładzie z Himalajów:

"Mając na uwadze wszystkie okoliczności, zaistniałe warunki, moje doświadczenie i historię himalaizmu jak i wiedzę z zakresu fizjologii i medycyny wysokogórskiej, po jeszcze dodatkowych konsultacjach z lekarzami i współorganizatorami wyprawy w Polsce można uznać Macieja Berbekę i Tomasza Kowalskiego za zmarłych."

wiadomosci(*)i-moz,1,5440132,wiadomosc.html

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Scarabaeus (2198 punktów)
>czym jest to sławne doświadczenie życiowe.

Umiejętnością radzenia sobie w sytuacjach zbliżonych do tych, w których już wcześniej się znajdowaliśmy.

>Gdy ktoś mnie oszuka to będę wiedział (z własnego doświadczenia), że... ludzie oszukują...

Nie.
Będziesz w stanie łatwiej/szybciej zorientować się, że ktoś Cie chce oszukać...

>... to czy nie jest tak, że owe
>doświadczenie to po prostu płytka wyobraźnia i brak umiejętności wyciągania wniosków ze zdarzeń,
>które napotkały innych ludzi?

Nie.
Jeżeli przyjeżdżasz po raz pierwszy do jakiegoś miasta, to możesz korzystać z doświadczenia innych(przewodniki, mapy i GPS), ale dopiero kilkudniowy pobyt pozwoli Ci na sprawniejsze poruszanie się po mieście a i tak daleko Ci będzie do kogoś kto mieszka tam od urodzenia.

>W wielu rankingach na premiera organizowanych na facebooku wygrywa Korwin-Mikke. Ludzie próbują
>tłumaczyć to jako brak doświadczenia życiowego ludzi w wieku nastu lat.

Jest w tym trochę racji. bardziej jednak chyba chodzi o naiwność i postrzeganie świata jako czegoś mało skomplikowanego.

>Biorąc pod uwagę, że KM jest
>szczególnie znany z obrzydzenia do redystrybucji, sądzę, że doświadczenie to podświadomy oportunizm.

Nie.

>Gdy mamy naście lat to, żyjemy w przekonaniu, że kradzież jest zła (sądzimy tak, bo wiele nie
>potrzebujemy).

Zakładasz, że złodzieje, przestępcy to w większości osoby starsze z doświadczeniem życiowym? A osoby młodsze nie kradną?

>Gdy mamy czterdzieści lat i postanowimy otworzyć firmę na którą nie mamy pieniędzy to...

Piszesz w oparciu o własne doświadczenie, czy doświadczenie innych?
Osobiście znam bardzo mało 40-latków nie mających pieniędzy i otwierających firmę.

>Podobnie jest w przypadku utraty
>pracy. Mamy 40 lat, rodzinę na utrzymaniu i wielką presje wpływów na konto więc nasze przekonania są
>zastępowane dużą chęcią otrzymania zasiłku

a może już sami kilkakrotnie byli bez pracy lub mają rówieśników, którzy stracili pracę? Może lepiej rozumieją czym jest strata pracy i czym jest sama praca niż ktoś kto odbył kilkutygodniowe praktyki i przez całe swoje dotychczasowe życie był utrzymywany przez tych "którzy tylko czekają na to że państwo ukradnie komuś i da im"

>...i jesteśmy
>gotowi poświęcić własne ideały byle je dostać.

Ja uważam, że jeżeli ktoś pozostał przy tych samych ideałach co w młodości to po prostu się nie rozwijał, niczego nie zrozumiał i niczego się nie nauczył.
vifix (2315 punktów)
>Nie.
>Będziesz w stanie łatwiej/szybciej zorientować się, że ktoś Cie chce oszukać...

O ile następny oszust zastosuje identyczną/podobną metodę.

>Jeżeli przyjeżdżasz po raz pierwszy do jakiegoś miasta, to możesz korzystać z doświadczenia innych(przewodniki, mapy i GPS), ale dopiero kilkudniowy pobyt pozwoli Ci na sprawniejsze poruszanie się po mieście a i tak daleko Ci będzie do kogoś kto mieszka tam od urodzenia.

Być może masz rację, tylko mi doświadczenie życiowe kojarzy się z czymś większym niż umiejętność poruszania się po mieście lub wbijania gwoździ.

>>W wielu rankingach na premiera organizowanych na facebooku wygrywa Korwin-Mikke. Ludzie próbują
>>tłumaczyć to jako brak doświadczenia życiowego ludzi w wieku nastu lat.
>Jest w tym trochę racji. bardziej jednak chyba chodzi o naiwność i postrzeganie świata jako czegoś mało skomplikowanego.

Albo postrzeganie świata jako bardzo skomplikowanego gdzie formułka "tego się nie da bo wizje JKM są z XIX wieku" jest mało wyczerpująca

>>Biorąc pod uwagę, że KM jest
>>szczególnie znany z obrzydzenia do redystrybucji, sądzę, że doświadczenie to podświadomy oportunizm.
>Nie.

Aha

>>Gdy mamy naście lat to, żyjemy w przekonaniu, że kradzież jest zła (sądzimy tak, bo wiele nie
>>potrzebujemy).
>Zakładasz, że złodzieje, przestępcy to w większości osoby starsze z doświadczeniem życiowym? A osoby młodsze nie kradną?

Niczego takiego nie napisałem.

>>Gdy mamy czterdzieści lat i postanowimy otworzyć firmę na którą nie mamy pieniędzy to...
>Piszesz w oparciu o własne doświadczenie, czy doświadczenie innych?

Innych.

>Osobiście znam bardzo mało 40-latków nie mających pieniędzy i otwierających firmę.

A co to ma do rzeczy ilu Ty osobiście znasz czterdziestolatków w takiej sytuacji?

>Może lepiej rozumieją czym jest strata pracy i czym jest sama praca niż ktoś kto odbył kilkutygodniowe praktyki i przez całe swoje dotychczasowe życie był utrzymywany przez tych "którzy tylko czekają na to że państwo ukradnie komuś i da im"

Może tak a może nie. Każdy na ciężkie zdarzenia reaguje inaczej. Co tylko potwierdza tezę, że gdy kogoś coś bardzo boli to nie widzi wiele złego w rzeczach, które uznawał za bardzo złe przed tym wydarzeniem.

>Ja uważam, że jeżeli ktoś pozostał przy tych samych ideałach co w młodości to po prostu się nie rozwijał, niczego nie zrozumiał i niczego się nie nauczył.

Czyli zakładasz, że ideały z młodości są zawsze fałszywe?
07-03-2013 19:53 
 Ocena 1 na 1
Scarabaeus (2198 punktów)
>O ile następny oszust zastosuje identyczną/podobną metodę.

i z kolejnym oszustwem nabierzesz dodatkowego doświadczenia

>Być może masz rację, tylko mi doświadczenie życiowe kojarzy się z czymś większym niż umiejętność poruszania się po mieście lub wbijania gwoździ.

Bo dotyczy większej ilości umiejętności.

>Albo postrzeganie świata jako bardzo skomplikowanego gdzie formułka "tego się nie da bo wizje JKM są z XIX wieku" jest mało wyczerpująca

Jego wizje nie są ani z XIX wieku ani z żadnego innego. A takie mało wyczerpujące formułki biorą się z niechęci do rozmowy z kimś komu trzeba tłumaczyć rzeczy, które nam wydają się oczywiste.

>>>Biorąc pod uwagę, że KM jest
>>>szczególnie znany z obrzydzenia do redystrybucji, sądzę, że doświadczenie to podświadomy oportunizm.
>>Nie.
>Aha

Patrz wyżej . Jest szczególnie znany z głoszenia poglądów nierealnych, często skrajnych do granic absurdu. Co do samej niechęci do redystrybucji to w tym temacie nie napotyka, aż tak stanowczego oporu.

>>>Gdy mamy naście lat to, żyjemy w przekonaniu, że kradzież jest zła (sądzimy tak, bo wiele nie
>>>potrzebujemy).
>>Zakładasz, że złodzieje, przestępcy to w większości osoby starsze z doświadczeniem życiowym? A osoby młodsze nie kradną?
>Niczego takiego nie napisałem.
Zasugerowałeś że młodzi ludzie są bardziej negatywnie nastawieni do kradzieży niż czterdziestolatkowie

>>Osobiście znam bardzo mało 40-latków nie mających pieniędzy i otwierających firmę.
>A co to ma do rzeczy ilu Ty osobiście znasz czterdziestolatków w takiej sytuacji?

To, że takich osób jest mniejszość, więc to nie oni przyczyniają się do małej popularności JKM

>Może tak a może nie. Każdy na ciężkie zdarzenia reaguje inaczej. Co tylko potwierdza tezę, że gdy kogoś coś bardzo boli to nie widzi wiele złego w rzeczach, które uznawał za bardzo złe przed tym wydarzeniem.

Możliwe. Możliwe, że zwolenników JKM coś bardzo boli (chcą zostać milionerami? chcą wreszcie być dorośli i nikt im nie będzie mówił co mają robić, nawet państwo) i nie widzą wiele złego w rzeczach, które uznają za bardzo złe gdy ból minie.

>Czyli zakładasz, że ideały z młodości są zawsze fałszywe?
W bardzo dużym uproszczeniu, możliwe że tak. I nie musi to dotyczyć tylko ideałów z młodości.
vifix (2315 punktów)
>i z kolejnym oszustwem nabierzesz dodatkowego doświadczenia

Które tak naprawdę nic nie daje bo nigdy nie ma się gwarancji, czy kolejny oszust powtórzy metodę poprzedniego, czy użyje innej. Tak czy tak trzeba być przygotowanym na wszystko.

>Bo dotyczy większej ilości umiejętności.

Umiejętności? Tym samym można powiedzieć, że pan złota rączka ma większe doświadczenie niż specjalista.

>Jego wizje nie są ani z XIX wieku ani z żadnego innego. A takie mało wyczerpujące formułki biorą się z niechęci do rozmowy z kimś komu trzeba tłumaczyć rzeczy, które nam wydają się oczywiste.

Właśnie, wydają się, co nie oznacza, że zawsze takie są.

>Patrz wyżej . Jest szczególnie znany z głoszenia poglądów nierealnych, często skrajnych do granic absurdu. Co do samej niechęci do redystrybucji to w tym temacie nie napotyka, aż tak stanowczego oporu.

Odnoszę wręcz przeciwne wrażenie. Wiele razy widziałem ogromne zdziwienie na twarzach dyskutantów, gdy mówił, że nie powinno być żadnej redystrybucji. No bo przecież pomoc innym kosztem kradzieży jest oczywista

>Zasugerowałeś że młodzi ludzie są bardziej negatywnie nastawieni do kradzieży niż czterdziestolatkowie

Nie to było moją intencją. Podałem jedynie przykład bazując na obserwacjach (z tego co mi wiadomo większość fanów JKM to ludzie młodzi).

>To, że takich osób jest mniejszość, więc to nie oni przyczyniają się do małej popularności JKM

Nie chodziło mi o próbę zdiagnozowania niskiego poparcia tego pana tylko o podanie osobistych refleksji na temat doświadczenia życiowego i sposobu jego postrzegania przez komentujących wysoką pozycję JKM w internetowych sondażach.

>W bardzo dużym uproszczeniu, możliwe że tak. I nie musi to dotyczyć tylko ideałów z młodości.

W zasadzie można również napisać: możliwe, że nie.
Scarabaeus (2198 punktów)
>Które tak naprawdę nic nie daje bo nigdy nie ma się gwarancji, czy kolejny oszust powtórzy metodę poprzedniego, czy użyje innej. Tak czy tak trzeba być przygotowanym na wszystko.

Czyli łatwiej oszukać osobę prowadzącą 20 lat działalność gospodarczą niż taką, która bez doświadczenia właśnie ją rozpoczęła?
Co chcesz udowodnić?
Doświadczenie, w tym i doświadczenie życiowe nie zapewnia nikomu nieomylności. Ktoś kto przez 10 lat jeździ samochodem pijąc alkohol i unika patroli policji też zdobywa doświadczenie, które może doprowadzić go do błędnych wniosków tragicznych w skutkach. Ale właśnie to jest doświadczenie życiowe, jedni z niego potrafia lepiej korzystac inni gorzej.

>>Bo dotyczy większej ilości umiejętności.
>Umiejętności? Tym samym można powiedzieć, że pan złota rączka ma większe doświadczenie niż specjalista.

Czasami może sprawiać takie wrażenie. Dużo też zależy od dziedziny, w której doświadczenie posiadamy.

>>Jego wizje nie są ani z XIX wieku ani z żadnego innego. A takie mało wyczerpujące formułki biorą się z niechęci do rozmowy z kimś komu trzeba tłumaczyć rzeczy, które nam wydają się oczywiste.
>Właśnie, wydają się, co nie oznacza, że zawsze takie są.

Tak, dlatego ja tego argumentu nie użyłem i prowadzę dyskusję z Tobą. Gdybym nie chciał dyskutować to skwitowałbym to własnie formułką w takim stylu.

>>Jest szczególnie znany z głoszenia poglądów nierealnych, często skrajnych do granic absurdu. Co do samej niechęci do redystrybucji to w tym temacie nie napotyka, aż tak stanowczego oporu.
>Odnoszę wręcz przeciwne wrażenie. Wiele razy widziałem ogromne zdziwienie na twarzach dyskutantów, gdy mówił, że nie powinno być żadnej redystrybucji. No bo przecież pomoc innym kosztem kradzieży jest oczywista

No właśnie dokładnie o tym piszę. To zdziwienie nie wynika z faktu, że ktoś sprzeciwia się redystrybucji ale z faktu tak skrajnego podejścia do tematu i proponowaniu rozwiązania uważanego za nierealne.

>Nie chodziło mi o próbę zdiagnozowania niskiego poparcia tego pana tylko o podanie osobistych refleksji na temat doświadczenia życiowego i sposobu jego postrzegania przez komentujących wysoką pozycję JKM w internetowych sondażach.

Tylko nie uważasz chyba, że większość komentujących to czterdziestolatkowie chcący założyć firmę ale nie posiadających na to pieniędzy?
Pewnie i tacy się trafiają, a motywacje skłaniające do takich komentarzy są pewnie bardzo zróżnicowane. Dlatego uważam, że Twoja diagnoza jest w tym przypadku błędna.

>>W bardzo dużym uproszczeniu, możliwe że tak. I nie musi to dotyczyć tylko ideałów z młodości.
>W zasadzie można również napisać: możliwe, że nie.
Bo to osobny i bardzo szeroki temat, w którym trudno uciec od uogólnień.

Osoba, która przez całe swoje dorosłe życie ubiera się tak samo, jest dla mnie dziwna. Może ona być wierna swoim "ideałom" (ubranie ma być eleganckie bądź ubranie ma być wygodne). Ale jej stosunek do tych definicji będzie się zmieniał. To tylko przykład, który nie całkiem da się przenieść na ideały światopoglądowe. Po za tym ideałów jest mnóstwo więc może nie wszystkie są prawdziwe? a jeżeli nie wszystkie to może żadne?
vifix (2315 punktów)
>Czyli łatwiej oszukać osobę prowadzącą 20 lat działalność gospodarczą niż taką, która bez doświadczenia właśnie ją rozpoczęła?

Żebyś się nie zdziwił
Tutaj wracamy do punktu wyjścia. Jeżeli ktoś oszukał kilka razy przedsiębiorcę z 20-letnim stażem tzn., że przedsiębiorca przyjrzał się sprawie dość dogłębnie i stara się uniknąć podobnych sytuacji. Tylko czy do tego potrzebne jest własne doświadczenie? Czy nie można mieć w świadomości tego, że ludzie będą nas próbowali oszukać na różne sposoby i najlepiej zabezpieczyć się na wiele scenariuszy?

>Co chcesz udowodnić?
>Doświadczenie, w tym i doświadczenie życiowe nie zapewnia nikomu nieomylności. Ktoś kto przez 10 lat jeździ samochodem pijąc alkohol i unika patroli policji też zdobywa doświadczenie, które może doprowadzić go do błędnych wniosków tragicznych w skutkach. Ale właśnie to jest doświadczenie życiowe, jedni z niego potrafia lepiej korzystac inni gorzej.

Tzn, że pijany kierowca wyciąga złe wnioski, bo nie został przyłapany?

>>Właśnie, wydają się, co nie oznacza, że zawsze takie są.
>Tak, dlatego ja tego argumentu nie użyłem i prowadzę dyskusję z Tobą. Gdybym nie chciał dyskutować to skwitowałbym to własnie formułką w takim stylu.

I właśnie dlatego takiego argumentu nie można nigdy używać, bo nigdy nie wiadomo czy się nie mylimy co do naszych "oczywistych" przekonań.

>No właśnie dokładnie o tym piszę. To zdziwienie nie wynika z faktu, że ktoś sprzeciwia się redystrybucji ale z faktu tak skrajnego podejścia do tematu i proponowaniu rozwiązania uważanego za nierealne.

Ja tutaj widzę raczej koncentrację na własnych poglądach i oburzenie faktem, że ktoś może być tak niewrażliwy.
Jak to powiedział kiedyś Pan Wojciech Olejniczak: podatek 75% to nie konfiskata tylko potrzebna solidarność społeczna

>Tylko nie uważasz chyba, że większość komentujących to czterdziestolatkowie chcący założyć firmę ale nie posiadających na to pieniędzy?
>Pewnie i tacy się trafiają, a motywacje skłaniające do takich komentarzy są pewnie bardzo zróżnicowane. Dlatego uważam, że Twoja diagnoza jest w tym przypadku błędna.

Oczywiście, że zapewne są to ludzie o różnej sytuacji życiowej. Ja próbowałem jedynie zatomizować problem doświadczenia życiowego jakiego rzekomo brakuje wyznawcą JKM.

>Po za tym ideałów jest mnóstwo więc może nie wszystkie są prawdziwe? a jeżeli nie wszystkie to może żadne?

A co rozumiesz przez "prawdziwe ideały"?
Kowalski4 (762 punktów)
>Gdy mamy naście lat to, żyjemy w przekonaniu, że kradzież jest zła (sądzimy tak, bo wiele nie
>potrzebujemy).
Albo, jeśli wyznajemy JPII, a nie JKM, że życie ludzkie od poczęcia jest najwyższą wartością, a aborcja drugim Holokaustem. Albo, że za wszystkim stoją Żydzi, względnie salon. Albo, że wszelka własność jest kradzieżą i należy natychmiast znacjonalizować całą gospodarkę...
Serio: pokazujesz pogląd bardzo uproszczony, charakterystyczny dla młodych, względnie 'pozbawionych doświadczenia życiowego' ludzi. To tak, jak w słynnej anegdotce, o fizyku poproszonym o pomoc w prowadzeniu wyścigów konnych, który zaczyna przedstawienie swojej propozycji od stwierdzenia: 'załóżmy, że koń jest sferyczny'. Przedstawia pogląd uproszczony, wyciągając bardzo logiczne (a jakże!) wnioski z abstrakcyjnych założeń. Może fizykowi też zabrakło 'doświadczenia życiowego' i nigdy nie opiekował się rzeczywistym koniem?
W tym przypadku 'doświadczenie życiowe', to nauka, że nic nie jest takie czarno-białe, że obracamy się w świecie wielu wartości (bynajmniej nie samego 'posiadania', na którym oparłeś swoją filozofię 'kradzieży'), a wybory zazwyczaj oznaczają próbę znalezienia równowagi między nimi; jak też, że każdy wybór ma wiele warstw. W tym przypadku znaczenie ma także empatia -- 'czterdziestolatka' odmalowałeś zupełnie bez wyczucia psychologicznego. Tego się nabiera (ostrzegam: nie zawsze!) z wiekiem.
vifix (2315 punktów)
>W tym przypadku 'doświadczenie życiowe', to nauka, że nic nie jest takie czarno-białe, że obracamy się w świecie wielu wartości (bynajmniej nie samego 'posiadania', na którym oparłeś swoją filozofię 'kradzieży'), a wybory zazwyczaj oznaczają próbę znalezienia równowagi między nimi; jak też, że każdy wybór ma wiele warstw. W tym przypadku znaczenie ma także empatia -- 'czterdziestolatka' odmalowałeś zupełnie bez wyczucia psychologicznego. Tego się nabiera (ostrzegam: nie zawsze!) z wiekiem.

Czyli relatywizm jest, według Ciebie, esencją doświadczenia życiowego?
Kradzież jest zła, chyba że....
Życie ludzkie od poczęcia jest najwyższą wartością, chyba że....
Aborcja drugim Holokaustem, chyba że....
07-03-2013 14:36 
 Ocena 2 na 2
Dariusz Godyń (2403 punktów)

>Czyli relatywizm jest, według Ciebie, esencją doświadczenia życiowego?
Esencją NIE doświadczenia życiowego jest infantylizm, który prezentujesz.
>Kradzież jest zła, chyba że....
Na przykład: kradzież bochenka chleba pozwoli przeżyć głodnemu człowiekowi...
>Życie ludzkie od poczęcia jest najwyższą wartością, chyba że....
Hipotetyczne życie od poczęcia gdy zagraża realnemu życiu matki, pochodzi z przestępstwa lub najnormalniej jest nie chciane.
>Aborcja drugim Holokaustem, chyba że....
Komuś brak doświadczenia życiowego i nie słyszał na czym polegał ten pierwszy holokaust.
07-03-2013 23:49 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>Czyli relatywizm jest, według Ciebie, esencją doświadczenia życiowego?

Relatywizm jest esencją wszelkiego doświadczenia w ogólności.

Ucząc się świata, zaczynamy rozumieć, że każdy obiekt i zjawisko funkcjonuje w ramach rozległych sieci powiązań z innymi obiektami i zjawiskami. Zaczynamy coraz lepiej rozumieć, że większość naszych działań polega na graniu w *gry wielokrotne*
www.polity(*)annem-o-grach-spolecznych.read
i to co w jednym kontekście jest korzystne w innym może okazać się szkodliwe.

Kiedy człowiek przychodzi do sklepu i prosi o "dobre buty", sklepowa zapyta go, czy: do pracy, na wesele, do biegania, do kopania ogródka itp. I tak jest z większością spraw.
vifix (2315 punktów)
>Relatywizm jest esencją wszelkiego doświadczenia w ogólności.

Oczywiście, ale w dużej części jest, według mnie, zły i demaskuje ludzki oportunizm.
To, że ludzie grają wiele ról dostosowując swoje zachowanie wewnątrz roli do sytuacji jest jasne i oczywiste, ale moim zdaniem, problem pojawia się, gdy mówią i robią zupełnie coś innego niż myślą. Podstawą odgrywania chyba każdej roli jest kłamstwo i manipulacja. Ludzie kłamią i manipulują choć gdyby zapytać ich co oficjalnie o tym myślą, to zapewne stwierdziliby, że to są bardzo złe rzeczy. A dlaczego tak postępują? Dla wygody. Aby kupić lepsze wakacje, samochody, odzież itd. Relatywizm przekonań jest w tym wypadku korzystny, ale potwierdza również ludzkie zakłamanie.
Dotyczy to przede wszystkim ludzi, którzy oficjalnie wyznają jakieś zasady np. nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe ale wspomniany relatywizm sprawia, że ta zasada zaczyna być względna gdy na horyzoncie pojawia się jakaś korzyść. Nigdy chyba nie zrozumiem katolika, który pracuje w banku i kłamie lub manipuluje informacjami tak, aby jakaś babcia skorzystała z drogiego kredytu. Katolik wie, że nie opłaca jej się to i mogłaby zaoszczędzić pieniądze na inne wydatki np. leki, no ale cóż... nowa plazma jest w promocji.
meercat (934 punktów)
(zablokowany)
Myślę, że dla każdego będzie to coś innego. Dla Ciebie jest to cudze działanie przeciwko Tobie. Dla kogoś może to być wielość miejsc i zdarzeń w jakich uczestniczył. Dla mnie doświadczenie życiowe jest synonimem mądrości życiowej, której praktycznie nie mam. Przez mądrość życiową rozumiem ustalanie na bieżąco, co dane zdarzenie o mnie mówi i umiejętność uczenia się na błędach, w celu ich uniknięcia. A zatem mogę powiedzieć, że nie zdobyłam praktycznie żadnego doświadczenia życiowego lub coś w mojej psychice to blokuje uniemożliwiając mi racjonalne korzystanie z własnych przeżyć.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365