 |
Śmierć ateisty- jak cieszyć się życiem ze świadomością końca Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-03-2013 19:32 | Panama (27 punktów) | Śmierć ateisty- jak cieszyć się życiem ze świadomością końca
1 na 1 | obawiam się, gdy będę stara,że nie poradzę sobie z tą świadomością, i popełnię samobójstwo,albo zwariuję, albo będę w depresji. Ostatnio umarł mi ktoś bliski, jestem ateistką i się trochę zdołowałam,zastanawiam jak cieszyć się tym życiem, które jest przypadkiem, chwilą,to,że jesteśmy świadomi (a świadomość to też iluzja-bo nie jesteśmy myślami, nie jesteśmy naszym ciałem (gdy ktoś nam utnie rękę to dalej jesteśmy), nie jesteśmy naszymi uwarunkowaniami)-jest straszne,okrutne, już nie wiem czy nie wolałabym być kamieniem, wodą, czy zwierzątkiem,które żyje bez świadomości i bez tego bólu egzystencjalnego-nieuchronności śmierci, wyłączenia zasilania, niby to koniec cierpienia,ale życie też jest piękne, i jak mam taki obrazek ja za kilkadziesiąt lat to widzę siebie chyba tylko na jakiś dragach,alkoholu,psychotropach,ze świadomością,że jeszcze kilka lat zostało...Macie jakieś mądre podejście ? Niby po śmierci już nic nas nie będzie obchodzić, a wieczność jest nudna, reinkarnacja-już nie byłabym sobą, przedłużanie życia pewnie tylko dla bogatych i wg buddystów codziennie umieramy i rodzimy się tysiące razy, ale właśnie, budzimy się i żyjemy dalej...a tu koniec...i zostaje sens tego wszystkiego, wstawania z łóżka, nauki, sztuki,czegokolwiek, w porównaniu do innych przypadkowych dzieł natury:wody,kosmosu,który nic nie czuje, wydajemy się ironią losu...my-i nasze dzieci też kiedyś umrą, i kiedyś umrą tez osoby, które o nas pamiętają. Jak żyć z tą świadomością ? racjonalnie chciałabym się cieszyć życiem, bo jest tylko jedne, i mamy wielkie szczęście ,że nie jesteśmy robakami, ale...i tak mamy zaprogramowany czas a to dobija i odbiera wszelką radość, sens i cel działania... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Ratatoskr (4439 punktów) | Jeszcze kilka lat temu budziłam się co rano z myślą "jestem śmiertelna". Budziłam się do życia, na które nie miałam pomysłu, i które za bardzo mnie nie cieszyło. Co mi pomogło? Znalezienie sobie w życiu ambitnych celów i uświadomienie sobie, że najwspanialszą rzeczą, z jakiej mogę w życiu skorzystać jest możliwość wyboru. Mogę zdecydować, co zrobię ze swoim życiem i chcę z nim zrobić jak najwięcej. Chcę żyć, przeżywać, tworzyć rzeczy, których nikt wcześniej nie stworzył i cieszyć się tym. Mogę decydować o tym, jak się czuję. Może nie wprost i nie zawsze bezpośrednio, ale mam świadomość, że jestem odpowiedzialna za swoje myśli i za swoje samopoczucie. To nie znaczy, że odkryłam "cudowny pstryczek", którym sobie co rano włączam szczęście i radość życia. To nie znaczy, że nie potrzebuję czasu na odcierpienie bolesnych doświadczeń, ale dzięki takiemu podejściu jestem jakby jeden poziom nad nimi. Doświadczam bólu straty i świadomości własnej śmiertelności, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że te doświadczenia to nie ja, i że nie jestem zdania na ich łaskę i tylko ode mnie zależy, co z nimi zrobię i jaki sposób życia dla siebie wybiorę: czy lamentowanie nad skończonością swojego bytu, czy czerpanie satysfakcji z tego, że jestem, żyję, myślę, mogę wybierać i tworzyć. Nie wiem, czy potrafię to dokładnie opisać i wytłumaczyć, bo to chyba trochę tak, jak probować opisywać buddyjskie oświecenie, ale wiem, że to jest wykonalne, że zrobiłam to ze swoim myśleniem, i że jakość mojego życia zmieniła się dzięki temu radykalnie. A poniżej zacytuję jeszcze taki "przepis na życie", który znalazłam całkiem niedawno, ale jest stosunkowo bliski tego, co sama sobie wymyśliłam i co w moim przypadku bardzo dobrze zadziałało: Cytat:Saamah Abdallah, analityk z NEF, wymienił ''pięć dróg do dobrostanu'': 1. bądź w kontakcie z ludźmi; 2. bądź aktywny; 3. dowiaduj się nowych rzeczy; 4. bądź hojny dla przyjaciół lub zostań wolontariuszem; 5. bądź uważny, czyli świadom siebie i świata, który cię otacza.
Od swych naśladowców Babauta oczekuje, że nigdy nie przestaną się uczyć, będą potrafili współczuć, znosić niewygody, uprawiać sport, podchodzić z dystansem do tego, co jest źródłem stresu, staną się otwarci na zmiany, nie będą się bali popełniać błędów i nie uzależnią poczucia własnej wartości od opinii innych.
Teorię tak pojętego szczęścia, które jest tzw. przepływem - rodzajem euforii towarzyszącej poczuciu spełniania się w doświadczaniu stanów, które uważamy za ważne, tworzeniu czegoś, co ma dla nas największe znaczenie - ukuł prof. Mihály Cs~kszentmihályi, psycholog i dyrektor Quality of Life Research Centre. Szczęście jest według niego kreatywnym momentem, w którym człowieka całkowicie pochłania to, co daje mu poczucie zadowolenia i spełnienia.
|
|
 | | Panama (27 punktów) | > Jeszcze kilka lat temu budziłam się co rano z myślą "jestem śmiertelna". Budziłam się do życia, na które nie miałam pomysłu, i które za bardzo mnie nie cieszyło.> Co mi pomogło? Znalezienie sobie w życiu ambitnych celów i uświadomienie sobie, że najwspanialszą rzeczą, z jakiej mogę w życiu skorzystać jest możliwość wyboru.> Mogę zdecydować, co zrobię ze swoim życiem i chcę z nim zrobić jak najwięcej. Chcę żyć, przeżywać, tworzyć rzeczy, których nikt wcześniej nie stworzył i cieszyć się tym.> Mogę decydować o tym, jak się czuję. Może nie wprost i nie zawsze bezpośrednio, ale mam świadomość, że jestem odpowiedzialna za swoje myśli i za swoje samopoczucie. To nie znaczy, że odkryłam "cudowny pstryczek", którym sobie co rano włączam szczęście i radość życia. To nie znaczy, że nie potrzebuję czasu na odcierpienie bolesnych doświadczeń, ale dzięki takiemu podejściu jestem jakby jeden poziom nad nimi.> Doświadczam bólu straty i świadomości własnej śmiertelności, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że te doświadczenia to nie ja, i że nie jestem zdania na ich łaskę i tylko ode mnie zależy, co z nimi zrobię i jaki sposób życia dla siebie wybiorę: czy lamentowanie nad skończonością swojego bytu, czy czerpanie satysfakcji z tego, że jestem, żyję, myślę, mogę wybierać i tworzyć.> Nie wiem, czy potrafię to dokładnie opisać i wytłumaczyć, bo to chyba trochę tak, jak probować opisywać buddyjskie oświecenie, ale wiem, że to jest wykonalne, że zrobiłam to ze swoim myśleniem, i że jakość mojego życia zmieniła się dzięki temu radykalnie.> A poniżej zacytuję jeszcze taki "przepis na życie", który znalazłam całkiem niedawno, ale jest stosunkowo bliski tego, co sama sobie wymyśliłam i co w moim przypadku bardzo dobrze zadziałało:> Cytat:Saamah Abdallah, analityk z NEF, wymienił ''pięć dróg do dobrostanu'': > 1. bądź w kontakcie z ludźmi; > 2. bądź aktywny; > 3. dowiaduj się nowych rzeczy; > 4. bądź hojny dla przyjaciół lub zostań wolontariuszem; > 5. bądź uważny, czyli świadom siebie i świata, który cię otacza. > Od swych naśladowców Babauta oczekuje, że nigdy nie przestaną się uczyć, będą potrafili współczuć, znosić niewygody, uprawiać sport, podchodzić z dystansem do tego, co jest źródłem stresu, staną się otwarci na zmiany, nie będą się bali popełniać błędów i nie uzależnią poczucia własnej wartości od opinii innych. > Teorię tak pojętego szczęścia, które jest tzw. przepływem - rodzajem euforii towarzyszącej poczuciu spełniania się w doświadczaniu stanów, które uważamy za ważne, tworzeniu czegoś, co ma dla nas największe znaczenie - ukuł prof. Mihály Cs~kszentmihályi, psycholog i dyrektor Quality of Life Research Centre. Szczęście jest według niego kreatywnym momentem, w którym człowieka całkowicie pochłania to, co daje mu poczucie zadowolenia i spełnienia. > Ratatoskr,dziękuję za pierwszą odpowiedź,zgadzam się, pomysł, by mieć zajęcie, cele, ciekawość świata, być dobrym- wszystko to "zajmuje" nas tu i teraz.Pewnie da radość po czasie, bo cały czas mózg nie może być z myślą "i tak umrzesz" i kwaśnym uśmiechem. Możemy zdecydować, jak się czujemy- na razie, jak będzie to na starość, strach pomyśleć... Mod: Kasuj, proszę, zbędne cytowania.
|
|
| julek (1527 punktów) |
Radzić komuś jak żyć, by być szczęśliwym i znaleźć sens życia, jest tak pretensjonalne że trzeba być psychoanalitykiem by to stosować. Nie trawię tych speców od wyciągania kasy. Odpowiem więc pewnie prostacko,ale tak to rozumiem. Najpierw trzeba zrozumieć generalny bezsens życia a potem zacząć brać wszystkie drobniutkie szczęścia i misternie składać je w całość. Ten utkany, jednak, coraz bardziej kolorowy kawał materiału będzie Twoim szczęściem. Życzliwy uśmiech nieznajomego na ulicy może zmienić zasadniczo bieg spraw, trzeba jednak nauczyć się go brać. Pomysł stawiania sobie dużych życiowych celów jest niewątpliwie poprawny, ale trzeba być świadomym że to ich łatwe osiąganie, dobrze funkcjonuje tylko w filmie. Sądzę też, że trudno "tkać" samotnie, zdecydowanie łatwiej i raźniej idzie ta robota we dwójkę, a już całkiem dobrze gdy poprzeć to pracą umysłu próbując zrozumieć, na ile to możliwe jak "kręci się" ten świat. Wioskowy filozof - ateista Julek.
|
|
 | 1 na 1 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Radzić komuś jak żyć, by być szczęśliwym i znaleźć sens życia, jest> tak pretensjonalne że trzeba być psychoanalitykiem by to stosować.Pretensjonalne czy nie - liczy się człowiek, który pyta i szansa, że może tchniemy w kogoś trochę ducha. Pamiętam, że parę lat temu zadałam znajomej podobne pytanie, jak autorka wątku: z czego ty się tak cieszysz? A ona próbowała odpowiadać, podobnie jak Ty powyżej i jak ja przedtem. I... miała rację
|
|
 | | Panama (27 punktów) | > Radzić komuś jak żyć, by być szczęśliwym i znaleźć sens życia, jest tak pretensjonalne że trzeba być psychoanalitykiem by to stosować. Nie trawię tych speców od wyciągania kasy. Odpowiem więc pewnie prostacko,ale tak to rozumiem. Najpierw trzeba zrozumieć generalny bezsens życia a potem zacząć brać wszystkie drobniutkie szczęścia i misternie składać je w całość. Ten utkany, jednak, coraz bardziej kolorowy kawał materiału będzie Twoim szczęściem. Życzliwy uśmiech nieznajomego na ulicy może zmienić zasadniczo bieg spraw, trzeba jednak nauczyć się go brać. Pomysł stawiania sobie dużych życiowych celów jest niewątpliwie poprawny, ale trzeba być świadomym że to ich łatwe osiąganie, dobrze funkcjonuje tylko w filmie. Sądzę też, że trudno "tkać" samotnie, zdecydowanie łatwiej i raźniej idzie ta robota we dwójkę, a już całkiem dobrze gdy poprzeć to pracą umysłu próbując zrozumieć, na ile to możliwe jak "kręci się" ten świat.> Wioskowy filozof - ateista Julek.>  > Tak, w sumie w całym tym bezsensie i tak chyba jesteśmy w lepszej sytuacji, może poza żółwiami z Galapagos, które żyją trochę dłużej niż my, aczkolwiek bez świadomości. Z drugiej strony, te "szczęścia', do których tak dążymy,są tylko emocjami, które nie są nami, nie są naszą świadomością, która jest ponad emocje,są też pewnym "programem", który ma nam umilić to bezsensowne bytowanie, byśmy dalej kolonizowali ziemię... Trzeba mieć naprawdę siłę, żeby być "szczęśliwym", żeby żyć. Druga osoba ułatwia, w gruncie rzeczy i tak jesteśmy "my i reszta świata", umieram samotnie, to tylko, albo i aż takie pocieszenie.
|
|
3 na 3 | Damian Orzeszek (281 punktów) | Czy w związku z tym, że umrę mam coś dodatkowego robić? Hmm. Na pewno nie będę na śmierć czekał. Gdy będę stary nie zamierzam w domu czekać na koniec. Będę robił przez większość czasu to co lubię, będę więcej pracował, niż odpoczywał. Wolę bardziej pracować, niż odpoczywać, zastanawiam się jak można wytrzymać w Niebie -czy Bóg tworzy tam zadania do wykonania? Jak można istnieć i nie pracować?
W życiu sam wyznaczam sobie cele, dzięki czemu wiem po co rano wstaję, i dalej żyję. A gdy przestanę, moje dzieła będą trwać, więc i ja w czyjejś świadomości.
Horacy - Oda III, 30 (Exegi monumentum aere perennius)
Stawiłem sobie pomnik trwalszy niż ze spiży, Od królewskich piramid sięgający wyżej; Ani go deszcz trawiący, ani Akwilony Nie pożyją bezsilne, ni lat niezliczony
Szereg, ni czas lecący w wieczności otchłanie. Nie wszystek umrę, wiele ze mnie tu zostanie Poza grobem. Potomną sławą zawsze młody, Róść ja dopóty będę, dopóki na schody
Kapitolu z westalką cichą kapłan kroczy. Gdzie z szumem się Aufidus rozhukany toczy, Gdzie Daunus w suchym kraju rządził polne ludy, Tam o mnie mówić będą, że ja, niski wprzódy,
Na wyżyny się wzbiłem i żem przeniósł pierwszy Do narodu Italów rytm eolskich wierszy. Melpomeno, weź chlubę, co z zasługi rośnie, I delfickim wawrzynem wieńcz mi włos radośnie.
|
|
 | | Panama (27 punktów) | >Gdy będę stary nie zamierzam w domu czekać na koniec. Będę robił przez większość czasu to co lubię, będę więcej pracował, niż odpoczywał. Wolę bardziej pracować, niż odpoczywać, zastanawiam się jak można wytrzymać w Niebie -czy Bóg tworzy tam zadania do wykonania? Jak można istnieć i nie pracować? >W życiu sam wyznaczam sobie cele, dzięki czemu wiem po co rano wstaję, i dalej żyję. A gdy przestanę, moje dzieła będą trwać, więc i ja w czyjejś świadomości.
Dobre stwierdzenie, nie zamierzam czekać w domu na koniec. Zastanawiałeś się jak psychicznie sobie z tym poradzisz ? Tak, niebo z pewnością byłoby dziwne, a myślałeś o nieśmiertelności ? Byłaby nudna, bezsensowna ? Albo takie przedłużenie życia, 200 lat życia i koniec ? Zmieniłaby się Twoja filozofia ?
Mod. Kasuj zbędne cytowania, a to, co zostawiasz, odpowiednio oznaczaj, by nie wzięto cytatu za Twoje słowa.
|
|
4 na 4 | Irracja (4721 punktów) | ... cieszyć się pięknem drogi, a nie zamartwiać smutkiem mety... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | | Panama (27 punktów) | > ... cieszyć się pięknem drogi, a nie zamartwiać smutkiem mety...  > ... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...Oczywiście, tak by było najlepiej, a gdy będziesz rok przed końcem ? Albo chory śmiertelnie ?
|
|
|  | 2 na 2 | Irracja (4721 punktów) | > > ... cieszyć się pięknem drogi, a nie zamartwiać smutkiem mety...  > >Oczywiście, tak by było najlepiej, a gdy będziesz rok przed końcem ? Albo chory śmiertelnie ? ... jeżeli boisz się śmierci, to unikaj życia... ono zawsze prowadzi do śmierci... ... jedną z największych obaw człowieka jest strach przed śmiercią, strach przed nicością... to na tym strachu bazują religie, to ten strach skłania ludzi do posłuszeństwa wobec struktur pasożytujących na nim... cóż religia oferuje tak cennego?... tylko poczucie, że się całkowicie nie zniknie, że po śmierci coś istnieje, coś gdzie trafimy, gdzie choć cząstka nas nie zniknie. Przeważnie to jakieś miejsce, choć czasami to przyzwolenie na ponowne narodzenie (reinkarnacja). To przeważnie kultury strachu i śmierci. Co ciekawsze, religie bazują na naszym poczuciu własnej wartości, na chęci bycia pożytecznym dla innych - to poczucie pożyteczności dla innych jest dość charakterystyczne dla gatunków stadnych, jakim jest człowiek. ... tragedią w tym wszystkim jest to, iż religie wpierw niszczą Twoje poczucie wartości. Wmawiają ludziom, że są niczym wobec innych ludzi, świata, itp. Po to by pokazać iż prawdziwa wartość leży w śmierci, w tym co po niej następuje... ... człowiek potrzebuje wiary. Wiary w pewne uniwersalne wartości jak prawda, sprawiedliwość, miłość, itd. Można dużo mówić o przyczynach powstania religii, ale jedną z podstawowych była "nagroda" która miała uzmysłowić wartość naszego życia. Wartość tego co robimy w tym życiu, jakimi jesteśmy ludźmi tu i teraz, jakimi byliśmy przez całe życie - od urodzin, aż po śmierć. Religie często prowadzą do sytuacji, gdy człowiek zapatrzony w "nagrodę" przestaje być prawym i uczciwym człowiekiem. Dochodzi do wniosku (czasami głęboko ukrytego w podświadomości), iż wystarczy wierzyć w istnienie nagrody, by tę nagrodę uzyskać. Iluż spotyka się ludzi, w gruncie rzeczy złych, samolubnych, itp. A jednocześnie zadowolonych ze swojego życia, bo wystarczy spowiedź, datek na tacę i wszystkie "grzechy są anulowane". Ciekawe jak wyglądałyby zawody sportowe, gdyby żaden zawodnik nic nie robił, bo nagroda mu się należy tylko dlatego, że w to wierzy?... ... właśnie ateizm opiera się na wartości życia tu i teraz. Świadomie odrzucając nie tylko "nagrodę", ale i samą świadomość, że taka nagroda może istnieć - świadomie odrzucając obawę przed "karą która też może nie istnieć" - promujemy wartość życia samego w sobie. Człowiek który, u progu śmierci, zdał sobie sprawę z bezsensu swego życia, z braku wartości siebie samego i dotychczasowego życia (zwłaszcza dla bliskich, i innych), zawsze umiera w strachu - bez względu na światopogląd, czy wyznanie ... ... wierzysz w istnienie dobra i zła?... wierzysz w prawdę, miłość, szczęście?... chcesz i pragniesz ich?... no to jesteś wierzący, jak wszyscy... i nie ważne jak nazywasz "tę swoją wiarę"... ... ateista to człowiek który nie opiera swojego życia i zachowań na "pożądaniu nagrody i strachu przed karą" , lecz na poczuciu wartości życia, innych i siebie. Ateizm to podejście do otaczającego nas świata i życia, zaś racjonalizm to sposób jego zrozumienia opartego na nauce - a nie na bajkach... ... pozdrawiam niedzielnie... ... ateizm odrzuca wpływ "Boga" na życie doczesne - racjonalizm odrzuca jego istnienie...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| |  | 2 na 2 | Meretseger (61860 punktów) |
>... ateizm odrzuca wpływ "Boga" na życie doczesne - racjonalizm odrzuca jego istnienie... A nie odwrotnie?
|
|
| | |  | | Maciej Stachowski (255 punktów) | >>... ateizm odrzuca wpływ "Boga" na życie doczesne - racjonalizm odrzuca jego istnienie... >A nie odwrotnie?
Jako racjonalista-agnostyk mówię: zdecydowanie odwrotnie.
I may disapprove of what you say, But I will defend to the death your right to say it.
|
|
| | | |  | | K. (21 punktów) | >>>... ateizm odrzuca wpływ "Boga" na życie doczesne - racjonalizm odrzuca jego istnienie... >>A nie odwrotnie? >Jako racjonalista-agnostyk mówię: zdecydowanie odwrotnie. Irracja mówi dobrze - tylko trochę enigmatycznie. Z ateizmu wynika odrzucenie wpływu "Boga"* na życie doczesne. Z racjonalizmu, odrzucenie istnienia "Boga" jako bytu znanego ze świętych ksiąg żydowskich. Czy twoja agnoza przyjacielu, przypadkiem też nie skłania się do odrzucenia "Boga" w formie zgodnej z podaniami, i raczej akceptacji możliwości istnienia jego wariacji?
* czy moglibyśmy zacząć używać prawdziwego imienia tego boga, a nie tej chrześcijańskiej propagandy?
|
|
| | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >... ateizm odrzuca wpływ "Boga" na życie doczesne - racjonalizm odrzuca jego istnienie...> A nie odwrotnie? ... może to być sporne, lecz do stwierdzenia iż "Bóg" nie wpływa na życie doczesne (a więc np. nie uzależnianie swojego życia od "nagrody i kary po śmierci") wystarczą obserwacje i doświadczenia jednego-kilku pokoleń. Do stwierdzenia, że nie istnieje, że nie istniał wcześniej ani nie będzie istniał w przyszłości, potrzeba dużo większej wiedzy wynikającej z nauki... nie będę się spierał, jednak ateizm i racjonalizm to nie to samo. Choć nader często obie postawy występują razem... ... pozdrawiam... 
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
5 na 5 | Marek Matejewski (3695 punktów) | > jak cieszyć się życiem ze świadomością końca> obawiam się, gdy będę stara,że nie poradzę sobie z tą świadomościąWysoka jest cena świadomości.  Świadomość jest jak narkotyk - czym bardziej świadome staje się nasze życie (od kompletnie nic nie rozumiejącego niemowlęcia do w pełni ukształtowanej i świadomej mnóstwa rzeczy dorosłej osoby), tym bardziej się od niego uzależniamy i nie chcemy się z nim rozstawać. Jest też drugi wymiar - ewolucyjny. Im bardziej ewoluują nasze mózgi i pozwalają nam jako gatunkowi lepiej interpretować świat, tym mocniej zderzamy się z bezpośrednio doświadczanym poczuciem absurdu. Myślę, że prawdziwy kryzys dopiero przed nami, gdy ziszczą się słowa Sama Harrisa o "końcu wiary". Ale jaki z tego płynie wniosek? Przede wszystkim taki, że wiara okazała się być lekarstwem na strach, które leczy tylko słabe umysły, a zarazem "średnioświadome". Osoby, które są bardziej świadome i mają większy potencjał intelektualny nie ulegają takim "leczniczym" urojeniom i problem poczucia absurdu powraca i trwa. Choć w zamian za to otrzymujemy uczucie satysfakcji, wiążące się z głębszym zrozumieniem rzeczywistości. Ta fascynacja światem i zrozumienie znacznie większej liczby praw, które nim rządzą są natomiast obce tym "wyleczonym ze strachu przed śmiercią". Oni mają zestaw gotowych odpowiedzi i badanie rzeczywistości jest im obce, bo przecież wszystko już "wiedzą". Całe to religijne placebo dla kogoś dużo bardziej świadomego jest w zasadzie nie do przyjęcia, gdyż jest po prostu kłamstwem. Żyć w (mimo wszystko pozornym) spokoju i przeświadczeniu o istnieniu wspaniałego raju po śmierci, mimo że współczesna nauka bez ogródek demaskuje te bzdurne fantazje, ma być postrzegane jako wartość? Nie ma mowy! Nie widzę bynajmniej żadnego wytłumaczenia i sensownej odpowiedzi na pytanie: Dlaczego już w tym raju nie jesteśmy? Jeżeli uparcie przyjmiemy, że istnieje jakiś tam wieczny raj, to po jaką cholerę cała ta "poza-rajowa" tymczasowa rzeczywistość o smaku absurdu, w której tkwimy teraz? Trzeba pogodzić się z tym, że dokładnie tak samo jak nie mieliśmy wpływu na nasze pojawienie się, tak samo nie mamy wpływu na nieuchronne zniknięcie. Bo jak tu żyć bez umierania? Gdyby żaden z urodzonych przez ostatnie 50 tysięcy lat ludzi nie umarł, to na Ziemi żyłoby teraz około 108 mld ludzi. No i jak to sobie w ogóle wyobrazić? Damian Orzeszek zacytował Horacego - którym już prawdopodobnie wtedy targały podobne rozterki. Mądrość płynąca z jego poetyckich przemyśleń jest jak najbardziej aktualna. Jednak ja zaproponuję dwa inne cytaty, które bardzo często chodzą mi po głowie, a są nieco innym spojrzeniem na problem. "Wysiłek położony na drodze do zrozumienia wszechświata to jedna z niewielu rzeczy, która wynosi życie ludzkie ponad stadium farsy i dodaje mu pewnej godności tragedii. " - słowa noblisty Stevena Weinberga (pozornie pesymistyczne) są chyba właśnie tym czymś co mnie będzie podtrzymywać w dobrym nastroju na starość. O ile nie postradam zmysłów chyba do końca będę starał się zrozumieć więcej i więcej i jak najwięcej na przekór nieuchronnej wizji śmierci, która przerwie moje poszukiwania. To wydaje się być dużo bardziej fascynujące niż wieczna wegetacja w hipotetycznym "raju". "Nie boję się śmierci. Nie żyłem przez miliardy lat zanim się urodziłem i nie czułem z tego powodu żadnego dyskomfortu." - Mark Twain sprowadza strach do absurdu i uspokaja - po śmierci nie doświadczymy żadnego cierpienia. Brak świadomości nie wiąże się z cierpieniem, a wyłącznie myśl o jej nieuchronnej utracie. Zatem finał nie jest straszny. Czy to oznacza, że wobec tego życie jest dolegliwością? Też zdecydowanie zaprzeczę, bo... Życie (bez znaczenia jak je zdefiniujemy) jest tylko częścią jakiejś matematycznej układanki, a co za tym idzie jest matematycznym imperatywem. Istnieje bo istnieje taki wariant rzeczywistości. Jesteśmy jakąś tam konfiguracją genów, które "kierując się" zupełnie elementarnymi prawami przyrody tak nas ukształtowały. Tak więc Horacy mówi: Żyj godnie i zostaw po sobie wartościowy ślad. Weinberg uczy: Nigdy nie rezygnuj z wysiłków na rzecz poznania. Twain celnie zauważa: Strach i panika w obliczu śmierci są złymi doradcami.
|
|
 | | Panama (27 punktów) | Trzeba pogodzić się z tym, że dokładnie tak samo jak nie mieliśmy wpływu na nasze pojawienie się, tak samo nie mamy wpływu na nieuchronne zniknięcie. Bo jak tu żyć bez umierania? Gdyby żaden z urodzonych przez ostatnie 50 tysięcy lat ludzi nie umarł, to na Ziemi żyłoby teraz około 108 mld ludzi. No i jak to sobie w ogóle wyobrazić? ~~ Mówimy o przeszłości, gdzie nie było innej możliwości, a żyjemy w przyszłości, gdzie pojawiają się prace nad terapią genową w celu przedłużenia życia, możliwości transplantacji, bada się mechanizm zwierzęcia,które potrafi cofnąć swoje stadium rozwojowe by ponownie się rozwijać, dywaguje nad przeniesieniem świadomości do rzeczywistości wirtualnej czy skopiowanie neuronów mózgu...Pojawiają się hipotetycznie nowe możliwości, dłuższe życie, problem przeludnienia=kolonizacja innych planet, lub dłuższe życie tylko dla bogatych, co pewnie też wywołałoby frustracje.Czy życie przez XXX lat nie straciłoby swojego sensu ? Nie stałoby się męczące ?
Damian Orzeszek zacytował Horacego - którym już prawdopodobnie wtedy targały podobne rozterki. Mądrość płynąca z jego poetyckich przemyśleń jest jak najbardziej aktualna. ~~ Pozostawienie swojej spuścizny w dziełach jakoś do mnie nie przemawia, cały ten ból rozchodzi się o tę nieszczęsną świadomość, która się skończy, i to, że nie wszystek umrę mnie nie pociesza.
"Wysiłek położony na drodze do zrozumienia wszechświata to jedna z niewielu rzeczy, która wynosi życie ludzkie ponad stadium farsy i dodaje mu pewnej godności tragedii. " - słowa noblisty Stevena Weinberga (pozornie pesymistyczne) są chyba właśnie tym czymś co mnie będzie podtrzymywać w dobrym nastroju na starość. O ile nie postradam zmysłów chyba do końca będę starał się zrozumieć więcej i więcej i jak najwięcej na przekór nieuchronnej wizji śmierci, która przerwie moje poszukiwania. To wydaje się być dużo bardziej fascynujące niż wieczna wegetacja w hipotetycznym "raju".~~ Na pewno ze świadomością widzimy więcej, poznajemy, dowiadujemy się, po to by i tak umrzeć. Nam, istotom myślącym, świadomym, potrafiącym tworzyć na pewno dodaje to więcej możliwości,ale i nieszczęścia. Szkoda,że nie ma przycisku, który wyłączyłby myśli o własnej śmiertelności, życie wtedy byłoby hm, prostsze ? Beztroskie,jak życie dziecka, które cieszy się każdym dniem, bez świadomości własnej skończoności. A w dorosłym życiu,żeby to osiągnąć, to zostaje albo rzucenie się w wir pracy albo narkotyki, jak Freud pisał.
"Nie boję się śmierci. Nie żyłem przez miliardy lat zanim się urodziłem i nie czułem z tego powodu żadnego dyskomfortu." - Mark Twain sprowadza strach do absurdu i uspokaja - po śmierci nie doświadczymy żadnego cierpienia. Brak świadomości nie wiąże się z cierpieniem, a wyłącznie myśl o jej nieuchronnej utracie. Zatem finał nie jest straszny. ~~ Tak, strach jest absurdem, po śmierci nic nie czujemy, nie ma nas, cierpieniem jest świadome życie, i na to chyba nawet Twain nic mądrego nie powie.
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >jak cieszyć się życiem ze świadomością końca
Świadomość końca to nie koniec. Cierpliwości.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 1 na 1 | Panama (27 punktów) | >>jak cieszyć się życiem ze świadomością końca >Świadomość końca to nie koniec. >Cierpliwości.
Tak, ta wypowiedź wywołała na mej twarzy półuśmieszek. Ciekawe jak będziesz myślał rok przed końcem...Masz jakąś ideę ?
|
|
|  | 4 na 4 | Grey (2102 punktów) | >Ciekawe jak będziesz myślał rok przed końcem...
Nie chcę Cię denerwować, ale... Skąd wiesz, że teraz nie jesteś rok przed końcem?
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Ciekawe jak będziesz myślał rok przed końcem...Masz jakąś ideę ?
Trudno za życia obchodzić rocznice przyszłej śmierci. Nie tylko pierwszą.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 3 | exbyły (17 punktów) |
>czas a to dobija i odbiera wszelką radość, sens i cel działania... Wszystko to przypomina mi dzieło Alberta Camusa "Mit Syzyfa" gdzie pana tekst jest tam zawarty i jest to po prostu logiczne, że jeśli nas życie przerasta to powinniśmy popełnić samobójstwo. Samobójstwo, które jest dla Camus'a najważniejszym problematem filozoficznym. Jest to zagadnienie, które jest wręcz punktem wyjściowym dla gł. przedstawicieli egzystencjalizmu: J. P. Sartre'a, E. Husserla, Martina Heidegger'a. A. Camus namawia do wprowadzenia sensu do swojego życia, do przeciwstawienia się absurdowi męki żywota. Człowiek jest tam herosem, który swoją świadomością przerasta bogów, którzy skazali go na bezsensowną mękę. (PS-filozof ten zginął w wypadku samochodowym w miejscowości Sens-może to było samobójstwo?) Polecam również utwór A. Czechowa "Nieciekawa historia" jak i całą jego twórczość. Pisarz ten według Lwa Szestowa lubi stawiać swojego bohatera w sytuacjach bez wyjścia. Nic tylko położyć się i nie wstawać albo walić głową w mur. Czechow ma w tym jakiś cel, a mianowicie chce żeby taki nieszczęśliwiec znalazł w sobie coś o czym nigdy wcześniej nie miał pojęcia, wyzwalają się w nim nawet tajemne siły, znajduje odpowiedzi, których by nie znalazł w żadnym podręczniku z psychologii. Trzeba przyznać, że Antoni Czechow lubi po prostu na końcu uśmiercić takiego osobnika. "Dopóki człowiek dziwi się, rozum stoi po jego stronie, kiedy jednak człowiek wpada w rozpacz, rozum nie tylko go porzuca, ale zawsze dobija. " LEW SZESTOW "(wiara jest) Możliwością, która otwiera się tam, gdzie wedle ostatecznej i niekwestionowanej decyzji rozumu wszystkie możliwości się skończyły, tam, gdzie króluje absolutna bezwyjściowość." LEW SZESTOW Ja natomiast mam swoje sposoby na depresję. Pamiętam jak kiedyś pojechałem do Wrocławia bez śniadania, byłem bardzo głodny i zmęczony. Kupiłem sobie shakera mlecznego i pijąc go powoli czułem jak łyk po łyku wraca życie do moich członków. Teraz gdy mnie łapie taka niemoc kładę się i czekam. Spadam na same dno mrocznych myśli i czekam. Jak jest dno to i można się od niego odbić ale nie zawsze się to udaje, więc czekam. I czuję jak zapadam w śmierć psychologiczną i czekam. I nagle czuję jak powoli powraca życie i jest to coś niesamowitego. Później łyk herbaty przynosi duże zadowolenie. Łapie cię depresja to wstań, wyjdź z domu, idź w mróz, idź w góry, daleko, daleko, idź, idź tak daleko aż pomyślisz o łyku gorącej herbaty. Ważne są też małe pasje życiowe, trzeba znaleźć coś co lubiłbyś robić. Ja np. mam jeszcze tyle płyt do przesłuchania. "a żurawie lecą" Trzeba przeżyć swoje ciało, nie śpiesz się, bo pamiętaj, że i tak umrzesz.
|
|
 | | Mateusz Wert (153 punktów) | Przede wszystkim trzeba otwarcie powiedzieć, że KK bazując na ludzkim lęku (strachu przed śmiercią)zarobił mnóstwo kasy. To nic innego jak bajki. Tym bardziej, że ci co czytali Biblię doskonale wiedzą, iż już na samym jej początku jest wzmianka o tym, że "żyjący wiedzą, że umrą, umarli nie są świadomi niczego". Biblia mówi, że po śmierci nic nie ma. Jednak ludzie z kościoła wmawiają wiernym, że gdy nadejdzie ich kres spotkają się z Panem Jezusem, który przecież Bogiem nie był, a jedynie kapłanem, jak się okazuje na krzyżu Chrystus nie umarł, lecz inny "mesjasz", którego postanowili olać i stworzyć mit o Jezusie.
Cóż strach przed śmiercią towarzyszy chyba każdemu. Ci co wierzą w Raj mają łatwiej, ale co im to da? Kiedy umrą przestaną być świadomi, nie będą o niczym wiedzieli. To mnie właśnie irytuje, że gdy się umrze to traci się pamięć. Niby to nic nie boli, ale to jednak smutne, że kiedy się umrze to już nigdy się nie urodzimy. już nigdy nie ujrzymy tego świata. Nie napijemy się piwa, nie zobaczymy filmu itd
|
|
|  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Cóż strach przed śmiercią towarzyszy chyba każdemu. Ci co wierzą w Raj mają łatwiej, ale co im to da? Kiedy umrą przestaną być świadomi, nie będą o niczym wiedzieli.> To mnie właśnie irytuje, że gdy się umrze to traci się pamięć. Niby to nic nie boli, ale to jednak smutne, że kiedy się umrze to już nigdy się nie urodzimy. już nigdy nie ujrzymy tego świata. Nie napijemy się piwa, nie zobaczymy filmu itdNie byłbym taki pewien czy każdemu, w końcu czego tu się bać? Idąc za słowami Epikura - "Póki jesteśmy, nie ma śmierci, gdy jest śmierć, nie ma nas". Tego drugiego zmartwienia nie rozumiem. Co w tym takiego strasznego? W każdym razie nie słyszałem, aby jakiś zmarły się skarżył  . Zresztą to oczywiste, będąc martwymi żadnej z wymienionych czynności nie wykonamy, ale przecież i do żalu za nimi zdolni nie będziemy.
|
|
| |  | | Panama (27 punktów) |
> Nie byłbym taki pewien czy każdemu, w końcu czego tu się bać? Idąc za słowami Epikura - "Póki jesteśmy, nie ma śmierci, gdy jest śmierć, nie ma nas". Tego drugiego zmartwienia nie rozumiem. Co w tym takiego strasznego? W każdym razie nie słyszałem, aby jakiś zmarły się skarżył . Zresztą to oczywiste, będąc martwymi żadnej z wymienionych czynności nie wykonamy, ale przecież i do żalu za nimi zdolni nie będziemy. Trzeba żyć z tą świadomością,sama śmierć, nie ma się czym martwić, bo i tak nic nie będziemy czuć, ale jak żyć ?
|
|
| | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | > Trzeba żyć z tą świadomością,sama śmierć, nie ma się czym martwić, bo i tak nic nie będziemy czuć, ale jak żyć ?
Tak jak się chce. Mając świadomość, że ma się tylko jedno życie, można się postarać o jego zaplanowanie. Zresztą to indywidualna sprawa każdego człowieka.
|
|
| | | |  | | Panama (27 punktów) |
>Tak jak się chce. Mając świadomość, że ma się tylko jedno życie, można się postarać o jego zaplanowanie. Zresztą to indywidualna sprawa każdego człowieka.
Chyba napisałeś jakieś magiczne słowa, "tak jak się chce"- proste...Zycie jest cierpieniem także, choroby, zarabianie,niemożliwość pozwolenia sobie na spełnianie marzeń i świadomość końca. Jak zaplanujesz swój koniec ?
|
|
| | | | |  | Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Chyba napisałeś jakieś magiczne słowa, "tak jak się chce"- proste...Zycie jest cierpieniem także, choroby, zarabianie,niemożliwość pozwolenia sobie na spełnianie marzeń i świadomość końca. Jak zaplanujesz swój koniec ?
Nie magiczne, tylko sensowne. Oczywiście najpewniej każdej zachcianki nie da rady spełnić, ale co przeszkadza w próbowaniu. Owszem, w życiu jest cierpienie, ale przecież nie tylko, jest też radość, szczęście. Choroby można leczyć. Zarabiać istotnie trzeba, ale co w tym złego. Co do marzeń to można próbować. A końca nie zaplanuje, nie ma takiej potrzeby. Gdy już umrę to z pewnością nie będę się tym martwił.
|
|
| | |  | | farmer (22440 punktów) |
> ale jak żyć ?
"Normalnie". Za 500 lat będziesz będę tym samym kim jest teraz dla mnie ktoś z prze pięciuset lat. To co dla mnie jest jutrem dla kogoś będzie już wczoraj.
Ileż to ludzi na przestrzeni lat gnębiło się pytaniem ale co jutro? Człowiek rzadko kiedy umie wykorzystać sensownie choć jeden dzień. A podany na tacy czas marnuje na "jutro" które potem analizuje jako wczoraj.
|
|
|  | -1 na 1 | exbyły (17 punktów) |
>"żyjący wiedzą, że umrą, umarli nie są świadomi niczego". Biblia mówi, że po śmierci >nic nie ma. Można też to zinterpretować, że po śmierci powrócimy do Boga Stwórcy i ulegniemy depersonalizacji, żyjąc w Jego mocy. Świadomość siebie jest świadomością ścian, które nas otaczają. >Cóż strach przed śmiercią towarzyszy chyba każdemu. Ci co wierzą w Raj mają łatwiej, ale co im to da? Kiedy umrą przestaną być świadomi, nie będą o niczym wiedzieli. Ja czuję strach przed umieraniem, cierpieniem z nim związanym ale nie przed nieistnieniem, śmiercią. Nieśmiertelność też może okazać się czymś strasznym. Już kiedyś przeprowadzałem symulację na ten temat na tym forum. W skrócie: osiągamy nieśmiertelność i stajemy się po pewnym czasie doskonali dochodząc do chwili 100% samospełnienia i stajemy się niebiańskim doskonałym akordem co może wyglądać zewnętrznie na 100% paraliż. W takiej sytuacji piwo też już nigdy by tak nie smakowało. Może mamy tego życia akurat tyle by docenić takie rzeczy i poprzez swą niedoskonałość świat staje się doskonały.
|
|
| |  | | Panama (27 punktów) |
>W takiej sytuacji piwo też już nigdy by tak nie smakowało. Może mamy tego życia akurat tyle by docenić takie rzeczy i poprzez swą niedoskonałość świat staje się doskonały.
Po co doceniać w takim razie? Bo radość , zadowolenie są lepszymi uczuciami na tym ziemskim padole ? I znów to dalej tylko uczucia, świadomość boli...
|
|
| |  | | Panama (27 punktów) |
>Nieśmiertelność też może okazać się czymś strasznym. Już kiedyś przeprowadzałem symulację na ten temat na tym forum.
Czytałam trochę o takich wizjach, teoretycznie, np. terapia genowa, wyłączenie mechanizmu starzenia się komórek, kolonizacja wszechświata i jesteśmy nieśmiertelni, żyjemy jak teraz, tyle , że w nieskończoność. Zapewne nie wszyscy mogliby sobie na to pozwolić- cena terapii, kosztów "przeprowadzki",niepokoje społeczne, bo to opcja tylko dla bogatych lub przymusowa kastracja, może zabójstwa dla nieśmiertelności...A jeśli dla wszystkich, to czy życie wtedy miałoby sens ? Nie stałoby się nudne, czy ludzie świadomie nie wybieraliby samobójstwa ? Więc co jest "lepsze",życie krótkie i bardziej treściwe, z bezsensem,ale i ciekawością czy nieśmiertelność-powtarzalność, praca tysiące lat, a może wieczne lenistwo, odkrycie wszystkich tajemnic świata... ?
|
|
| | |  | -1 na 1 | exbyły (17 punktów) | Więc co jest "lepsze",życie krótkie i bardziej treściwe, z bezsensem,ale i ciekawością czy nieśmiertelność-powtarzalność, praca tysiące lat, a może wieczne lenistwo, odkrycie wszystkich tajemnic świata... ? Na szczęście nie mamy jeszcze szansy na dokonywanie takiego wyboru a jak byśmy mieli to jest to całkowicie indywidualny wybór. "My zabijamy czas a czas zabija nas"-Życzę miłego zabijania.
|
|
|  | | Panama (27 punktów) |
>To mnie właśnie irytuje, że gdy się umrze to traci się pamięć. Niby to nic nie boli, ale to jednak smutne, że kiedy się umrze to już nigdy się nie urodzimy. już nigdy nie ujrzymy tego świata. Nie napijemy się piwa, nie zobaczymy filmu itd ~~dokładnie...
|
|
 | | Grey (2102 punktów) | >Ja natomiast mam swoje sposoby na depresję. Pamiętam jak kiedyś pojechałem do Wrocławia bez śniadania, byłem bardzo głodny i zmęczony. Kupiłem sobie shakera mlecznego i pijąc go powoli czułem jak łyk po łyku wraca życie do moich członków. Teraz gdy mnie łapie taka niemoc kładę się i czekam. Spadam na same dno mrocznych myśli i czekam. Jak jest dno to i można się od niego odbić ale nie zawsze się to udaje, więc czekam. I czuję jak zapadam w śmierć psychologiczną i czekam. I nagle czuję jak powoli powraca życie i jest to coś niesamowitego.
To nie jest sposób na depresję, tylko na tzw. "doła". Czasem stosuję tę metodę i działa rewelacyjnie. Żeby było szybciej "dobijam się" jeszcze ponurą muzyką. Ale to nie dla wszystkich. Osoba z prawdziwą depresją nie odbije się od dna. Nie polecałbym też tej metody komuś, kto niedawno stracił bliską osobę.
|
|
|  | | Panama (27 punktów) |
>Nie polecałbym też tej metody komuś, kto niedawno stracił bliską osobę.
A co polecasz ? Myślałam o upiciu się czy pogodzeniu, ale to wszystko tego głosika z głowy, tego zdania "i tak umrzesz, po co to" nic nie usunie...
|
|
| |  | | Grey (2102 punktów) | >A co polecasz ? Myślałam o upiciu się czy pogodzeniu, ale to wszystko tego głosika z głowy, tego zdania "i tak umrzesz, po co to" nic nie usunie...
Najgorsze trzeba przeczekać. Widzisz, nie ma innego wyjścia, jak tylko pogodzić się z tym, czego nie możemy zmienić.
|
|
 | | Panama (27 punktów) | > Człowiek jest tam herosem, który swoją świadomością przerasta bogów, którzy skazali go na bezsensowną mękę.
Ciekawe podejście, człowiek jest herosem- nie wierzę w mity, według tego pięknego założenia są bogowie i my, i tak niewiele znaczymy, jacy z nas tam herosi. Bogowie nie maja poczucia bezsensu, a może mają ? Ciekawa kwestia... > Polecam również utwór A. Czechowa "Nieciekawa historia" jak i całą jego twórczość.
Przeczytam.
> Trzeba przyznać, że Antoni Czechow lubi po prostu na końcu uśmiercić takiego osobnika.
ironia życia, pisarza...
>"Dopóki człowiek dziwi się, rozum stoi po jego stronie, kiedy jednak człowiek wpada w rozpacz, rozum nie tylko go porzuca, ale zawsze dobija. " >LEW SZESTOW
Zgadzam się, dopóki jest ciekawość, człowiek żyje. Tę ciekawośc mam. Tylko podszyta kwaśnym uśmiechem.
>"(wiara jest) Możliwością, która otwiera się tam, gdzie wedle ostatecznej >i niekwestionowanej decyzji rozumu wszystkie możliwości się >skończyły, tam, gdzie króluje absolutna bezwyjściowość." >LEW SZESTOW
Wiara- wytwór umysłu, reakcja na to, co niezbadane,niedoświadczone, nie ma sensu. Wiem, że umrę. Zwierzęta żyją bez wiary i też zdychają, może bardziej szczęśliwe.
>Ja natomiast mam swoje sposoby na depresję. Pamiętam jak kiedyś pojechałem do Wrocławia bez śniadania, byłem bardzo głodny i zmęczony. Kupiłem sobie shakera mlecznego i pijąc go powoli czułem jak łyk po łyku wraca życie do moich członków. Teraz gdy mnie łapie taka niemoc kładę się i czekam. Spadam na same dno mrocznych myśli i czekam. Jak jest dno to i można się od niego odbić ale nie zawsze się to udaje, więc czekam. I czuję jak zapadam w śmierć psychologiczną i czekam. I nagle czuję jak powoli powraca życie i jest to coś niesamowitego. Później łyk herbaty przynosi duże zadowolenie. Łapie cię depresja to wstań, wyjdź z domu, idź w mróz, idź w góry, daleko, daleko, idź, idź tak daleko aż pomyślisz o łyku gorącej herbaty.
Tak, to pomaga na takie życiowe chandry. Dochodzę do wniosku, ze w całym tym bezsensownym życiu przy naszej świadomości jego końca, żeby nie oszaleć ludzie rzucają się w wir pracy, tracą świadomość przy pomocy innych substancji,przyjemności, pasji. Zakrwawa to trochę na ironię losu, Uciekamy w przyjemności, by "nie myśleć". Na razie nic na to nie poradzimy, robiąc coś, nie myślimy. Pod koniec zostanie tylko żal.
|
|
|  | -1 na 1 | exbyły (17 punktów) |
>Ciekawe podejście, człowiek jest herosem- nie wierzę w mity, według tego pięknego założenia są bogowie i my, i tak niewiele znaczymy, jacy z nas tam herosi. Bogowie nie maja poczucia bezsensu, a może mają ? Ciekawa kwestia... Mit u Camusa jest przenośnią. Filozof ten jest zaliczany do odłamu ateistycznego egzystencjalistów (sam nie uważa się za egzystencjalistę, a czy jest ateistą to tego nigdzie w jego pracach nie wyczytałem, a przeczytałem wszystko, odrzuca jedynie jakąkolwiek teologię, zajmuje się tylko tym co jest poznawalne ludzkim rozumem). Wykorzystuje mit bo jest on ahistoryczny i prawda jaką w sobie zawiera jest ponadczasowa.
>>"Dopóki człowiek dziwi się, rozum stoi po jego stronie, kiedy jednak człowiek wpada w rozpacz, rozum nie tylko go porzuca, ale zawsze dobija. " >>LEW SZESTOW >Zgadzam się, dopóki jest ciekawość, człowiek żyje. Tę ciekawośc mam. Tylko podszyta kwaśnym uśmiechem. Zrozumiałem inaczej ten cytat, wręcz odwrotnie-rozum przeszkadza w poznaniu tego żywego życia. Rozum człowieka dobija, daje mu tzw. martwe życie, ograniczone, porady odwołujące się do rozumu nie trafią do chorego na depresję. Hiob nie dziwił się lecz rozpaczał.
PS-chory na depresję powinien być jednak hospitalizowany ponieważ targa nim mania samobójcza. Stres, dołek to nie depresja.
|
|
| |  | | Panama (27 punktów) |
>Zrozumiałem inaczej ten cytat, wręcz odwrotnie-rozum przeszkadza w poznaniu tego żywego życia. Rozum człowieka dobija, daje mu tzw. martwe życie, ograniczone, porady odwołujące się do rozumu nie trafią do chorego na depresję. Hiob nie dziwił się lecz rozpaczał.
Sugerujesz życie emocjami ? >PS-chory na depresję powinien być jednak hospitalizowany ponieważ targa nim mania samobójcza. Stres, dołek to nie depresja.
Nie chce targnąć się na swoje życie, bo to wszystko co mam, tylko ta świadomość,i przewidywania,że na starość ciekawie nie będzie-chyba jak u każdego , nie pozwala mi się śmiać,cieszyć, kwaśny uśmiech.
|
|
| | |  | -1 na 1 | exbyły (17 punktów) |
>Sugerujesz życie emocjami ? Chodzi mi o pogłębienie własnej psychiki, niektórzy nazywają to wiarą. Emocje są ważne ale ważniejsze są uczucia.
|
|
 | meercat (934 punktów) (zablokowany) |
> Teraz gdy mnie łapie taka niemoc kładę się i czekam. Spadam na same dno mrocznych myśli i czekam. Jak jest dno to i można się od niego odbić ale nie zawsze się to udaje, więc czekam. I czuję jak zapadam w śmierć psychologiczną i czekam. I nagle czuję jak powoli powraca życie i jest to coś niesamowitego. Później łyk herbaty przynosi duże zadowolenie. Łapie cię depresja to wstań, wyjdź z domu, idź w mróz, idź w góry, daleko, daleko, idź, idź tak daleko aż pomyślisz o łyku gorącej herbaty.Opisałeś medytację.
|
|
|  | | exbyły (17 punktów) |
> Opisałeś medytację.  > Może i tak. Jest to oczekiwanie obumarłego na żądze życia.Starając się być odpowiedzialnym każdego chorego na depresję wysyłam do lekarza.
|
|
Jan Werbiński (11380 punktów) (zablokowany) | > obawiam się, gdy będę stara,że nie poradzę sobie z tą świadomością, i popełnię samobójstwo,alboSamobójstwo ze strachu przed śmiercią? Bez sensu! > nam utnie rękę to dalej jesteśmy), nie jesteśmy naszymi uwarunkowaniami)-jest straszne,okrutne, już> nie wiem czy nie wolałabym być kamieniem, wodą, czy zwierzątkiem,które żyje bez świadomości i bezNo to masz problem. > cierpienia,ale życie też jest piękne, i jak mam taki obrazek ja za kilkadziesiąt lat to widzę siebie> chyba tylko na jakiś dragach,alkoholu,psychotropach,ze świadomością,że jeszcze kilka lat> zostało...Macie jakieś mądre podejście ? Niby po śmierci już nic nas nie będzie obchodzić, aDragi i alkohol też mogą być przyjemne. Wielu celebrytów idzie w tym kierunku. Musi coś w tym być. Zawsze jest to jakieś rozwiązanie.  > czuje, wydajemy się ironią losu...my-i nasze dzieci też kiedyś umrą, i kiedyś umrą tez osoby, któreNo i co z tego? Nic. Wiedząc to można się zająć czymś przyjemnym, albo produktywnym, albo po prostu poleniuchować. > czas a to dobija i odbiera wszelką radość, sens i cel działania...Dobija u Ciebie. U mnie nie. Nie boję się śmierci i lubię życie.
|
|
 | | Panama (27 punktów) |
>Dobija u Ciebie. U mnie nie. Nie boję się śmierci i lubię życie.
Racja, samobójstwo ze strachu przed końcem jest bez sensu, dragi,alkohol i inne "przyjemności" to jakaś alternatywa. Jest tyle rzeczy do odkrycia, które mnie ciekawią, ale... Myślałeś o tym, co będziesz myślał i robił, jeśli dożyjesz 90-tki ?
|
|
| Luxuria (526 punktów) | Szczerze? Mam te same pytania i problemy. Szczególnie od czasu, kiedy nie mam stałej pracy, narzuconego rytmu dnia, i stoi przede mną zadanie zbudowania swojego życia od podstaw. Najgorsze, że niewiele argumentów ludzi zadowolonych z życia do mnie trafia. Co z tego, że mogę przeżyć swoje życie jak tylko chcę, skoro za 50 lat nie będzie to miało żadnego znaczenia? Nigdy nie żałowałam utraty wiary, ale kiedyś to było łatwiejsze - koncepcja nieba pozwalała traktować śmierć jak przygodę, wiara zwalniała z zastanawiania się, jak właściwie to niebo miałoby wyglądać - po prostu zakładałeś, że to coś zajebistego. Kilka rzeczy, które wpływają pozytywnie na mojego stłamszonego ducha: - zajmowanie się rzeczami, które przynajmniej potencjalnie mogą przetrwać dłużej ode mnie lub które są "większe" ode mnie. Ja na przykład lubię rysować - kiepsko bo kiepsko, ale uczę się i istnieje nadzieja, że część mojej osobowości zachowa się w jakichś moich tworach. Jak ktoś ma takie inklinacje to może zająć się polityką i spróbować zmienić rzeczy ważne, albo coś odkryć, albo ratować dzieci w Afryce, - planowanie dziecka (dla osób takich jak ja, dla których zmienianie świata jest za trudne, osobista wersja nieśmiertelności  ), - świadomość, że nie ma takiego stanu, w którym chciałabym spędzić wieczność. Wyobraź sobie niebo... a teraz wyobraź sobie niebo, w którym jesteś przez miliony lat.. a potem wieczność. Słabo, nie?
|
|
2 na 2 | Norbert Marchewka (21 punktów) | Cześć. Właściwie twoje pytanie brzmi ,,Jak pozbyć się lęków egzystencjalnych". Myśle, że jest to sprawa indywidualna. Każdy człowiek je odczuwa, każdy inaczej im przeciw działa. Dla mnie wiara to mechanizm obronny, ludzie stworzyli bogów i zaświaty, żeby zmniejszyć wewnętrzny ból. Gdyby tego nie zrobili, to strach by ich sparaliżował, doprowadził do śmierci.
Dopóki wierzymy jest ok. Wszystko zaczyna się walić kiedy odrzucimy teizm. Wszystkie pytania trzeba sobie postawić od nowa, zapełnić powstałą pustkę. Staram się to robić, ale to trwa. Jest to proces dokonujący się w ramach życia. Musze chociaż próbować to robić, bo inaczej nie mógłbym żyć. Do czego doszedłem? Mam pare fundametów na których buduje swoją egzystencje. Czy wytrzymają próbe życia? Tego nie wiem, ale muszę w to wierzyć, bo innych nie mam.
Kiedy spojrzałem na siebie z perspektywy wieczności, uznałem, że znacze nie więcej, niż zmarszczka na oceanie. Jeki jest cel istnienia zmarszczki? Według mnie to, że jest. Dlatego uznałem, że celem istnienia jest istnienie. Wszystko co się w nim zawiera, miłość, przyjaźń, dobre jedzenie, przyjemność z oglądania pięknego kwiatu, a także cierpienie i ból. Dzięki nam, machina jaką jest wrzechświat, może trwać dalej. Ja odczuwam z tego przyjemność.
To było chyba takie przyżycie kosmiczne, natomiast myślę też bardziej przyziemnie. To znaczy, stawiam na relacje międzyludzkie. (Nie ma boga, są Ludzie). Staram się być potrzebny, tworze więzi. Po prostu, sam stworzyłem sobie sens życia.
Śmierć to fakt. Ja go zaakceptowałem, przyjmuje, że to oczywiste. Mam z tego powodu płakać? Chyba nie, wole żyć, bo to przyjemne.
|
|
| Grey (2102 punktów) | Ja tłumaczę sobie w ten sposób: Gdyby nie było śmierci, nie byłoby ewolucji. Życie zatrzymałoby się na etapie jednokomórkowców i nie byłoby potrzeby ani możliwości dalszego rozwoju. Czyli gdyby możliwa była nieśmiertelność, nie byłoby nas wcale. Wobec takiej alternatywy można się tylko cieszyć, że w ogóle istniejemy.
Druga sprawa. Gdybyśmy byli długowieczni, ewolucja przebiegałaby o wiele wolniej i do wypalenia się naszego Słońca nie osiągnęlibyśmy świadomości takiej, jaką mamy teraz. Czyli praktycznie też nie byłoby nas. Oczywiście, gdzieś w pobliżu małej gwiazdki mogłyby powstać długowieczne istoty żyjące np. miliony lat i rozwinąć świadomość. Problem w tym, że one też byłyby śmiertelne. Nawet, gdyby nie nie umierały z przyczyn naturalnych, kiedyś ich słońce zgaśnie i tego raczej nie przeżyją. Nawet jak znajdą nową planetę, to kiedyś cały Wszechświat wystygnie i nie będzie możliwe życie. Wcześniej czy później i tak musieliby zmierzyć się z problemem śmierci i mogą przeżywać to tak, jak my. Można powiedzieć, że milion lat to nie 80 lat. Niby racja, ale takie istoty mogą mieć inną percepcję czasu. Nawet u nas widać różnice. Bardzo młodzi ludzie myślą, że 80 lat to wieczność i nie wyobrażają sobie tyle żyć. Mają przed sobą niekończące się perspektywy. Później odkrywają, że życie jest krótkie, szybko ucieka i nie zdążą nacieszyć się nim. Nie to jest najważniejsze, jak długo obiektywnie żyjemy, tyko ile zdążymy zrobić w ciągu tych lat, czym wypełnimy ten czas.
|
|
| fango (1 punktów) | Cześć, kilka twoich stwierdzeń dla mnie zaskakujących, gdybyś mogła jedno rozwinąć.
>zdołowałam,zastanawiam jak cieszyć się tym życiem, które jest przypadkiem, chwilą,to,że jesteśmy >świadomi (a świadomość to też iluzja-bo nie jesteśmy myślami, nie jesteśmy naszym ciałem (gdy ktoś >nam utnie rękę to dalej jesteśmy), nie jesteśmy naszymi uwarunkowaniami)
Co rozumiesz przez to, że świadomość to iluzja? Napisałaś też czym nie jesteśmy - a czym w takim razie według Ciebie jesteśmy?
Mam wrażenie, że paradoksalnie postanowiłaś wierzyć, że życie nie ma sensu, a jednocześnie chciałabyś by miało. Może w takim razie problemem są same założenia, a nie ich efekt.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|