Racjonalista - Strona głównaDo treści
Młoda ateistka vs. nietolerancja i ślub kościelny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
03-10-2014 11:08tauryna (1 punktów)Młoda ateistka vs. nietolerancja i ślub kościelny
Podczas szukania odpowiedzi na temat uczestnictwa osoby niewierzącej w ceremoniach kościelnych (typu ślub kościelny, komunia, pogrzeb) przypadkiem trafiłam na to forum. I momentalnie uznałam, że to doskonałe miejsce, by spytać o kilka rad oraz podzielić własnymi spostrzeżeniami.
Jestem stosunkowo młodziutką osobą i wielu ludzi mogłoby uznać, że podążam za "modą na ateizm", którą swoją drogą zauważyłam i zdecydowanie ją potępiam. Ot, zwykły trend, moi rówieśnicy deklarują to, że są niewierzący, ale codziennie wieczorem zmawiają paciorek ("bo mnie mama pilnuje"), latają do kościoła ("bo mnie zmuszają"), przygotowują się do bierzmowania ("żeby to odbębnić"), snują plany o ślubie kościelnym ("bo jest bardziej nastrojowy, poza tym nie chcę, żeby ludzie gadali"). Nie, nie, to nie moja bajka, od razu muszę to podkreślić. Może i mam marne szesnaście lat, ale też jestem człowiekiem i mam prawo do własnego światopoglądu, wyznawania jakiejś religii lub też nie. Mój tata jest od wielu lat zdeklarowanym ateistą, chociaż pochodzi z hiperreligijnej rodziny, mama wydaje mi się osobą "ostrożnie wierzącą" - tak bym ją nazwała. Nie chodzi na msze, podczas ślubów i innych uroczystości stoi przed kościołem lub w przedsionku (tata ostentacyjnie nie zbliża się do "poświęconej ziemi"), mimo tego ja zostałam ochrzczona i poszłam do komunii. Było to spowodowane tylko naciskiem babci (mamy taty), typowego - kolokwialnie mówiąc - mohera. Przekonała rodziców, że będę w jakiś sposób naznaczona, jeśli nie dołączę do grona posłusznych bożych baranków. I wiecie, jakiś czas wierzyłam nawet w te jej opowiastki, zapewnienia... wątpliwości narodziły się we mnie w bodajże czwartej klasie podstawówki, gdy któregoś późnego wieczoru oglądałam program "Superwizjer" - akurat wtedy traktujący o pedofilii w kościele. Byłam świadomym dzieckiem i wiedziałam, o co chodzi, co oznacza to słowo. W moim uświęconym serduszku zasiało to ziarno zwątpienia - czy skoro "boży wysłannik" krzywdzi niewinne dziecko, to jego religia jest słuszna? Tak, tak, błąd ludzki nie równa się od razu błędowi boskiemu, ale tak to rozumiałam. Kolejna sprawa - w tym samym czasie zainteresowałam się innymi odłamami chrześcijaństwa (czytałam akurat "Anię z Zielonego Wzgórza" i byłam zszokowana tym, że pastor ma żonę i dzieci) oraz wojnami. I znowu myśli - skoro podstawą naszej religii jest miłosierdzie, skoro mamy się nawzajem kochać, tworzyć rodziny i mieć dzieci, które umocnią katolicką społeczność, to czemu księża nie mogą mieć rodzin, nie mogą mieć dzieci? Przecież i tak wielu z nich w tajemnicy (większej lub mniejszej) rezygnuje z celibatu, ba - molestują i gwałcą dzieci! I jednocześnie to stwierdzenie - skoro bóg pozwala na wojny, głód, ubóstwo, bo po prostu nie chce im zapobiec, to znaczy, że nie jest miłosierny. A jeśli nic nie robi, bo nie może, to nie jest wszechmocny. I tutaj mamy zgrabne wyjście z sytuacji - bóg dał ludziom wolną wolę. Czyż nie wygodnie? Tłumaczyć brak ingerencji boga w życie ludzi tym, że dał im wybór... Jednak opowieść jak to się u mnie zaczęło zmienia się powoli w mały wykładnik moich poglądów, zatem stop. Jestem obecnie w pierwszej klasie liceum, od początku gimnazjum nie chodzę na religię. Do kościoła nie chodzę także już bardzo długo. Kiedy jako jedyna w klasie przyniosłam oświadczenie (o jego nieprzyniesieniu nie było mowy!), że nie będę chodziła na religię ani etykę najpierw kobitka w sekretariacie, a potem wychowawczyni patrzyły na mnie jak na samego szatana. No fakt, wyróżniam się na tle pseudoreligijnej społeczności młodzieży tym, że nie boję się głosić swoich poglądów, nie obnoszę się z nimi, ale są rzeczy, których po prostu nie zrobię. I teraz zapytam o radę - zostałam zaproszona na ślub cioci mojego chłopaka (którego rodzina, bardzo religijna swoją drogą, nie do końca pogodziła się z faktem, że jestem niewierząca; mimo to od roku nic nie zrobili by nas rozdzielić i mam wrażenie, że nawet mnie lubią) jako osoba towarzysząca. Na ślub i wesele. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji, ponieważ ostatnio na ślubie byłam przed czwartą klasą i miałam jeszcze w głowie te wszystkie aniołki, serduszka i inne bzdurki, więc żadnych wątpliwości. Nie chcę wzbudzać szczególnej sensacji na tej uroczystości, a i tak pewnie zostanę wytknięta paluchami, bo planuję iść w czarnej sukience (a dla konserwatywnych i zabobonnych ludzi to bardzo zły omen i symbol nieprzychylnych życzeń w stronę państwa młodych). To jest jednak najmniejszy problem, ponieważ nie wiem, jak się ogólnie zachować podczas samego ślubu. Stanąć na zewnątrz kościoła? W przedsionku? Czy usiąść gdzieś w ostatniej ławce? I kolejna sprawa - wstawać i siadać razem z zebranymi (nie ma mowy o klęknięciu), czy też w uprzejmym zainteresowaniem przypatrywać się tej szopce niczym sztuce teatralnej? Najchętniej stanęłabym na zewnątrz, ale wiem, że M. mnie nie zostawi samej na dworze i będzie mi towarzyszył, a ślub bierze jego ciocia... ja jak ja, ale jemu nie wypada podczas takiej uroczystości stać przed kościołem. W związku z tym myślę o zajęciu w miarę niewidocznego miejsca i przyglądaniu się ślubowi, tak by nie urazić niczyich uczuć. Śmieszy mnie wiara wszelkiego rodzaju, ale nie jestem jak katolicy (a przynajmniej większość tej podatnej na obrazę i nienawistnej społeczności) - szanuję świątynie i szanuję ludzkie poglądy, choćby były kompletnie odmienne od moich. Nie chciałabym na tym ślubie nikogo urazić czy sprawić mu przykrości, zależy mi na dobrych stosunkach z tą familią, to chyba oczywiste...
Proszę o jakąś podpowiedź i pozdrawiam wszystkich Racjonalistów.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Pan Cogito (182 punktów)
>Podczas szukania odpowiedzi na temat uczestnictwa osoby niewierzącej w ceremoniach kościelnych
>(typu ślub kościelny, komunia, pogrzeb) przypadkiem trafiłam na to forum. I momentalnie uznałam, że
>to doskonałe miejsce, by spytać o kilka rad oraz podzielić własnymi spostrzeżeniami.
>Jestem stosunkowo młodziutką osobą i wielu ludzi mogłoby uznać, że podążam za "modą na ateizm",
>którą swoją drogą zauważyłam i zdecydowanie ją potępiam. Ot, zwykły trend, moi rówieśnicy deklarują
>to, że są niewierzący, ale codziennie wieczorem zmawiają paciorek ("bo mnie mama pilnuje"), latają
>do kościoła ("bo mnie zmuszają"), przygotowują się do bierzmowania ("żeby to odbębnić"), snują plany
>o ślubie kościelnym ("bo jest bardziej nastrojowy, poza tym nie chcę, żeby ludzie gadali"). Nie,
>nie, to nie moja bajka, od razu muszę to podkreślić. Może i mam marne szesnaście lat, ale też jestem
>człowiekiem i mam prawo do własnego światopoglądu, wyznawania jakiejś religii lub też nie.

Ja też jestem nie dużo starszy od Ciebie i czytając twoją wypowiedź czuje się trochę jakbym czytał swoje słowa.
Też słyszałem nie raz, że jestem ateistą bo mi się nie chce chodzić do kościoła albo podążam za tą modą..
Trafiłem na te forum chyba też w 1/2 liceum i bardzo lubię tutaj czytać wątki a od czasu do czasu i samemu się udzielać.

>Mój tata
jest od wielu lat zdeklarowanym ateistą, chociaż pochodzi z hiperreligijnej rodziny, mama wydaje mi
>się osobą "ostrożnie wierzącą" - tak bym ją nazwała. Nie chodzi na msze, podczas ślubów i innych
>uroczystości stoi przed kościołem lub w przedsionku (tata ostentacyjnie nie zbliża się do
>"poświęconej ziemi"), mimo tego ja zostałam ochrzczona i poszłam do komunii. Było to spowodowane
>tylko naciskiem babci (mamy taty), typowego - kolokwialnie mówiąc - mohera. Przekonała rodziców, że
>będę w jakiś sposób naznaczona, jeśli nie dołączę do grona posłusznych bożych baranków.

Oj przynajmniej tutaj nie masz tak źle, ja właśnie pochodzę a właściwie dalej mieszkam w rodzinie hiperreligijnej.. Przyznałem się dopiero w wieku 18 lat do swojego światopoglądu i minął rok i dalej mam pewne nieprzyjemności z tego powodu. Nie wiem czy kiedyś zaakceptują to moi rodzice..

>jego nieprzyniesieniu nie było mowy!), że nie będę chodziła na religię ani etykę najpierw kobitka w
>sekretariacie, a potem wychowawczyni patrzyły na mnie jak na samego szatana.

W jakiej miejscowości mieszkasz? Jest to duże miasto czy raczej małe?
Pytam bo często takie sytuacje mają miejsce w małych miejscowościach, gdzie każdy zna każdego i ateiści mają się tam czasem niezbyt fajnie..

>No fakt, wyróżniam się
>na tle pseudoreligijnej społeczności młodzieży tym, że nie boję się głosić swoich poglądów, nie
>obnoszę się z nimi, ale są rzeczy, których po prostu nie zrobię. I teraz zapytam o radę - zostałam
>zaproszona na ślub cioci mojego chłopaka (którego rodzina, bardzo religijna swoją drogą, nie do
>końca pogodziła się z faktem, że jestem niewierząca; mimo to od roku nic nie zrobili by nas
>rozdzielić i mam wrażenie, że nawet mnie lubią) jako osoba towarzysząca. Na ślub i wesele. >

Hm ja całkiem niedawno byłem na ślubie kuzyna od dziewczyny i miałem podobny problem..

>Pierwszy
>raz jestem w takiej sytuacji

Nie wiem zbytnio co Ci poradzić, ja poszedłem tam i usiadłem na samym końcu z dziewczyną i jej bratem. Jej brat też jest ateistą ale poszedł do kościoła więc nie chciałem wydziwiać i jako jedyny stać przed kościołem. Zrobiłem też tak, ponieważ bardzo lubię rodzinę jej dziewczyny i nie chciałem psuć sobie z nimi relacji.
Zrób tak, żebyś nie była potem zła na siebie, że robisz coś wbrew sobie.

Swoją drogą można by jakiś dział na forum stworzyć bo często zdarza się,że ludzie piszą o podobnych problemach i sytuacjach..


Sapere Aude
Kaśka Melissa Silmarien (710 punktów)
Jeśli ktoś będzie miał focha z powodu Twojej czarnej sukienki, to jedyną adekwatną reakcją jest wzruszenie ramion. Jeśli to jest zły omen, to co powiedzieć o kolesiu odprawiającym mszę? On niby co ma na sobie?

Co do uczestnictwa w uroczystości... najrozsądniejszym wyjściem będzie okupować tyły. Z tyłu najmniej osób zwróci uwagę, że nie uczestniczysz z innymi w gimnastyce. A Twój chłopak, jeśli jest w porządku, uszanuje Twoje poglądy i nie będzie wlókł Cię do przodu, gdzie byłabyś obiektem nieprzychylnych spojrzeń i komentarzy.

Życzę miłej zabawy.
zyggy (66 punktów)
Nie jestem ze służb mundurowych, ale stosuję ich metodę skutecznie. Moja rada jest taka: biorę bierny udział w takich imprezach jak msza tylko w wyjątkowych wypadkach tak jak wy, nie wykonuję całej tej gimnastyki, staram się być z tyłu lub z boku i cały czas stoję. Wspomniałem o mundurowych, bo właśnie tak wygląda ich fachowy / służbowy udział w takich zgromadzeniach: zero gimnastyki i cały czas na stojącą. Wiem, że nie każdy da radę, ale można się troszkę poprzemieszczać w trakcie.

pzdr
zyggy
KORUND (4922 punktów)
>Stanąć na zewnątrz kościoła? W przedsionku? Czy
>usiąść gdzieś w ostatniej ławce?
-Jak ładna pogoda to nie ma się co pchac do środka.

>I kolejna sprawa - wstawać i siadać razem z zebranymi (nie ma mowy
>o klęknięciu), czy też w uprzejmym zainteresowaniem przypatrywać się tej szopce niczym sztuce
>teatralnej?
-Właśnie tak się to robi. To nie Twój ślub. Zostałaś zaproszona na pewną imprezę i albo nie idziesz, albo idziesz i robisz mniej więcej to co inni.

> Śmieszy mnie wiara wszelkiego rodzaju,
> szanuję świątynie i szanuję ludzkie poglądy, choćby były kompletnie odmienne od
>moich.
-Teraz brak Ci konsekwencji w myśleniu albo odwagi, by napisać co myślisz. Wiara Cię śmieszy, wcześniej wspominasz o bzdurkach, potem o szopce, a na koniec chcesz wrażać szacunek? Może go mylisz z tolerancją? To nie to samo. Szacunek nikomu nie należy się z urzędu, a już na pewno nie żadnej religii. Poglądy też mają ludzie różne, niektóre podłe i ohydne, czasami baznadziejnie durne, czasami niebezpieczne i warte pogardy i potępienia, a nie szacunku. Co do świątyń, to nie bardzo rozumiem jak można je szanowac lub nie, to tylko budynek, chyba nie wyznajesz fetyszyzmu? Nie byłoby to mądrzejsze od wiary w Jezusa.

>Nie chciałabym na tym ślubie nikogo urazić czy sprawić mu przykrości, zależy mi na dobrych
>stosunkach z tą familią, to chyba oczywiste...
>Proszę o jakąś podpowiedź i pozdrawiam wszystkich Racjonalistów.
-Bądź sobą. Wystarczy chwię postać i nic nie robić i nie mówić. A jeśli sama Twoja obecność kogoś ma obrazić, to jego problem i Ciebie to powinno obrażać.
04-10-2014 11:31 
 Ocena 2 na 2
GretaGabro (5 punktów)
Ja jako agnostyczka i osoba wystrzegająca się obłudy, hipokryzji powiem Ci z własnego doświadczenia jak to u mnie wygląda.

Wśród przyjaciół i bliskich znajomych mam różnych ludzi i niejednokrotnie byłam zapraszana na ślub i tym podobne. Choćby przykład ślubu kościelnego mojej przyjaciółki. Chciałam tam być, chciałam jej towarzyszyć. Z oczywistych względów nie byłam świadkiem podczas ceremonii. Poszliśmy do kościoła z moim partnerem, usiedliśmy w ławce i po prostu tam byliśmy. Nie klepaliśmy formułek, nie uskutecznialiśmy gimnastyki w wizytowych strojach, ot - cieszyliśmy się razem z młodą parą, tym co ważne dla nich, a niekoniecznie dla nas. O dziwo pomimo faktu, że ceremonia odbywała się w maleńkim kościółku, w maleńkiej parafii nikt nie patrzył na nas jak na dziwolągów, nikt nie wytykał nas palcami, było jeszcze kilka osób takich jak my i naprawdę nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na nas (i słusznie - w końcu to nie był nasz dzień ). Nie ma się czego bać

A jeśli nie chcesz tam iść, tak najzwyczajniej w świecie czujesz, że to nie dla Ciebie, to może po prostu warto porozmawiać z tymi, którzy Cię tam zaprosili? Powiedzieć co czujesz, co myślisz? Przecież możesz świętować z nimi ich radość już poza murami kościoła? Najprostsze rozwiązania są najlepsze
04-10-2014 14:17 
 Ocena 1 na 1
KORUND (4922 punktów)
>Nie ma się czego bać
-Ja się nawet boga nie boję.
-Zgadam się z tym wszystkim, ale to nie ja powinienem być adresatem tych porad, tylko autorka wątku.
GretaGabro (5 punktów)
zauważyłam po fakcie, że odpowiedziałam nie tam gdzie trzeba przepraszam! jestem nowa na forum, może to błahe, ale jeszcze się z podstawowymi sprawami nie obyłam
Mimoza (73 punktów)
Zastanów się, czy tą czarną sukienką nie chcesz specjalnie pokazać swojej odrębności. A co ci szkodzi założyć bardziej pogodne kolory? Pamiętaj też, że ważny jest Twój chłopak. I tu też się zastanów, kto jest dla Ciebie ważniejszy, czy Ty sama ze swoimi poglądami, których chcesz się na każdym kroku trzymać, czy właśnie on. Przecież dla niego pójdziesz na tę uroczystość, nie dla jego cioci. To jednorazowa impreza. Wycisz się na ten moment i dostosuj się po to, aby sprawić radość ukochanemu. Potem znowu możesz być sobą, ale nie ran jego uczuć w podniosłej (dla niego) chwili w gronie rodzinnym. Nie odbierz mojej wypowiedzi jako próba nakłonienia do konformizmu. Tu chodzi o Twoje uczucie do Twojego chłopaka. Reszta jest nieważna.
07-10-2014 12:39 
 Ocena 2 na 2
Vinko (209 punktów)
>Zastanów się, czy tą czarną sukienką nie chcesz specjalnie pokazać swojej odrębności. A co ci szkodzi założyć bardziej pogodne kolory? Pamiętaj też, że ważny jest Twój chłopak. I tu też się zastanów, kto jest dla Ciebie ważniejszy, czy Ty sama ze swoimi poglądami, których chcesz się na każdym kroku trzymać, czy właśnie on. Przecież dla niego pójdziesz na tę uroczystość, nie dla jego cioci. To jednorazowa impreza. Wycisz się na ten moment i dostosuj się po to, aby sprawić radość ukochanemu. Potem znowu możesz być sobą, ale nie ran jego uczuć w podniosłej (dla niego) chwili w gronie rodzinnym. Nie odbierz mojej wypowiedzi jako próba nakłonienia do konformizmu. Tu chodzi o Twoje uczucie do Twojego chłopaka. Reszta jest nieważna.

To delikatnie powiedziane. Ja to widze w tej samej kategorii jakby dziewczyna z rozmysłem poszła na pogrzeb w weselnej sukience. Niby krzywdy nie zrobi, ale jednak bez powodu automatycznie urazi kilka osób. A jeśli chłopak jest ogarnięty i zrozumie sytuacje, to jemu będzie wstyd (o ile oczywiście nie jest takim samym trollem).

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365