 |
Hierarchia społeczna jako kluczowe wyzwanie dla Polski Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-12-2014 18:08 | Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | Hierarchia społeczna jako kluczowe wyzwanie dla Polski | Joachim Lelewel to typowy podręcznikowy patriota. Założona przez niego Szkoła miała istotny wpływ na rozwój polskiej historiografii bo zajmowała się badaniem procesów historycznych w ich całości. Znany jest z tego, że w 1815 roku założył Tygodnik Wileński – czasopismo o charakterze naukowo-literackim, na łamach którego debiutował Adam Mickiewicz. A podziwiany jest za to, że błyskawicznie wykrył fałszerstwo nowo odkrytego dokumentu historycznego – Kroniki Prokosza. Uważam, że nauka dziś potrafiłaby bez trudu udowodnić pomyłkę Lelewela i przyznać rację historyczną Niemcewiczowi. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Być może, ale na jakiej podstawie tak sądzisz?
|
|
 | Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | >Być może, ale na jakiej podstawie tak sądzisz? Nie mam przekonywującego argumentu by uznać Kronikę Prokosza za autentyczną. Uważam jeno, że nauka dysponuje odpowiednimi narzędziami by udowodnić pomyłkę Lelewela. Widzę w tej sprawie kilka niejasności. Dlaczego dwóch masonów nie zgadza się w tak kluczowej dla siebie kwestii jak rodowód pierwszych Piastów? Jeśli kronika rzeczywiście została napisana w wieku X a w wieku XI uzupełniona o Kroniki Kagnimira i z przypisami krytycznymi komentatora wieku XVIII pierwszy raz wydrukowana z rękopisma nowo wynalezionego, to fałszywa jest historyjka o cudownym odnalezieniu. Żaden żyd z Lublina nie owijałby drobnych towarów w rękopis "Rosprawy o statystyce". Jeśli kronika nie została powielona w średniowiecznych skryptoriach, ani wydrukowana w czasach późniejszych, to oznacza, że jedyny jej egzemplarz jakikolwiek istniał znalazł się tak po prostu w podrzędnym sklepiku. Kto mógłby uwierzyć w taką legendę? Czy przyszli jej czytelnicy mogli zasilić konto wydawcy?
|
|
1 na 1 | oportunista (1711 punktów) | Całkowicie się z Tobą zgadzam, pójdę nawet dalej, w dzisiejszych czasach, jak i tych minionych nauka była jest i pewnie będzie na usługach mamony, co za tym idzie jest w stanie udowodnić wszystko za co się odpowiednio zapłaci. Naukowcy to nie anioły jak się niektórym wydaje, już nieraz dali popis swych umiejętności, oczywiście w imię wyższych celów - wiadomo jakich. Komentarz raczej natury ogólnej, chce przez niego tylko potwierdzić, że papier cierpliwy jest i wszystko przyjmie.
|
|
 | Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | >nauka była jest i pewnie będzie na usługach mamony, > co za tym idzie jest w stanie udowodnić wszystko za co się odpowiednio zapłaci. Nie wszystko, ale też nikt nie będzie płacił za udowadnianie tego, co się nie opłaci. No, chyba że są to kapłani. Dobrze wiedzą, że inwestycja w wiarę jest obecnie coraz mniej nieopłacalna a mimo tego wciąż płacą grube miliardy by utrzymać status quo w naukowym postrzeganiu świata. Tutaj posłużyłem się przykładem nauk historycznych, ale są i inne nauki tajemne.
|
|
 | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52275 punktów) | . > Całkowicie się z Tobą zgadzam, pójdę nawet dalej, w dzisiejszych czasach, jak i tych minionych nauka była jest i pewnie będzie na usługach mamony, co za tym idzie jest w stanie udowodnić wszystko za co się odpowiednio zapłaci. Naukowcy to nie anioły jak się niektórym wydaje, już nieraz dali popis swych umiejętności, oczywiście w imię wyższych celów - wiadomo jakich. Komentarz raczej natury ogólnej, chce przez niego tylko potwierdzić, że papier cierpliwy jest i wszystko przyjmie. Suwerenność nauki i wolność uczonych Wielu uczonych zgodnie z postulatem D. Hume'a, by nauka nie oceniała, lecz tylko stwierdzała, uważa, że nauka powinna być oderwana od ocen moralnych czy estetycznych. Dążenie do prawdy i ciekawość poznawcza to podstawowe motywy uczonego. Nadrzędną wartością w nauce jest prawda i fałsz, a obowiązkiem uczonych jest uzyskiwanie wiedzy o rzeczach i zjawiskach dotychczas niezbadanych, czyli docieranie do nieznanych obszarów rzeczywistości. I choć na przełomie XIX i XX wieku Henri Poincaré (przykładający dużą wagę do użyteczności badań) podkreślał, że utylitaryzm nie powinien dochodzić do głosu w odkrywaniu prawdy, to w naukach praktycznych stawia się niekiedy użyteczność powyżej moralności.
Nie tak dawno w obronie wolności uczonych wystąpiła profesor Maria Szyszkowska: Nie bacząc na konsekwencje swoich odkryć - bo te nie są możliwe do przewidzenia - uczony powinien starać się poznać to, co nieznane. Tych wysiłków nie powinna hamować świadomość, że dzieje każdej z nauk to zapis błędów, które człowiek popełnia, dążąc do pełniejszego poznania. Wyjątek stanowi tu historia filozofii, bowiem nadal są aktualne poglądy filozoficzne formułowane wcześniej, a nawet w starożytności. Badania naukowe nie powinny podlegać ocenom moralnym. Są to odmienne dziedziny, podobnie zresztą jak prawo stanowione i moralność, ale to dygresja na marginesie. W dziedzinie nauk wartością podstawową jest prawda - zaś w moralności dobro.(...) Uczeni odkrywając to, co nieznane, rozwiązują zarazem problemy istnienia człowieka.
Artykuł ten wzbudził dosyć gwałtowne protesty. Szczególnie w środowiskach związanych z Kościołem katolickim, choć nie tylko. Zwracano uwagę, że wielkie możliwości nauki powodują konieczność uwzględnienia zagadnień etycznych. Dla większości jest to sprawą oczywista, z którą zgadzamy się prawie wszyscy. Współczesne naukoznawstwo rozszerzyło swą problematykę o zagadnienia etyczne nauki, czemu poświęcają uwagę w Polsce takie organizacje jak Towarzystwo Popierania i Krzewienia Nauki czy Komitet Etyki Nauki PAN, i istota sporu leżała gdzie indziej. Czytając publikacje Marii Szyszkowskiej widać, że ona też nigdy tej problematyki nie lekceważyła. Jasnym jest więc, że to nie o etykę jej oponentom chodziło, a o etykę katolicką.
Nie zapominajmy przy tym, jak ważną rolę spełnia w działalności naukowej aspekt ideologiczny. Biorąc to pod uwagę, jest dla mnie oczywistym to, co dziwi w tym artykule panią profesor: Trudno zrozumieć tych, którzy cenią wolność i stwierdzają, że jest ona stanem faktycznym w Polsce, ale zarazem chcą ograniczać wolność uczonych. Trudno także zrozumieć tych, którzy godzą się z tym, że produkuje się broń mającą na celu zabijanie ludzi i zwierząt, natomiast "rozdzierają szaty" z powodu niektórych badań naukowych.
Tylko dominująca idea dysponuje w miarę pełną wolnością. Wszelkie inne nawet oczywiste prawdy muszą przebijać się z trudem. Nie do obrony jest twierdzenie o obiektywności nauki. Wyniki badań naukowych są propagowane bądź przemilczane w zależności od światopoglądu wyznawanego przez grupy posiadające władzę i wpływy w społeczeństwie. Najczęściej uczeni i naukowe struktury są powiązane rozlicznymi więzami zależności z biznesem i władzą, od których zależą fundusze na ich utrzymanie, a co za tym idzie nauka jest uwikłana i mniej lub bardziej wykorzystywana przez ideologię. Względy ideologiczne decydują o kierunkach i zakresie badań wielu dyscyplin naukowych, a zwłaszcza nauk społecznych: politologii, historii, ekonomii, socjologii, religioznawstwa i innych. Dosyć smutny obraz wolności myśli i nauki przedstawił profesor Stanisław Kozyr-Kowalski, w 13. i 14. numerze "Forum Klubowego". www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,625941#w626538@@@ .
|
|
|  | Šemū' el Lönneberg (1919 punktów) (zablokowany) | > Suwerenność nauki i wolność uczonychWielu uczonych zgodnie z postulatem D. Hume'a, by nauka nie oceniała, lecz tylko stwierdzała, uważa, że nauka powinna być oderwana od ocen moralnych czy estetycznych. Dążenie do prawdy i ciekawość poznawcza to podstawowe motywy uczonego. Nadrzędną wartością w nauce jest prawda i fałsz, a obowiązkiem uczonych jest uzyskiwanie wiedzy o rzeczach i zjawiskach dotychczas niezbadanych, czyli docieranie do nieznanych obszarów rzeczywistości. I choć na przełomie XIX i XX wieku Henri Poincaré (przykładający dużą wagę do użyteczności badań) podkreślał, że utylitaryzm nie powinien dochodzić do głosu w odkrywaniu prawdy, to w naukach praktycznych stawia się niekiedy użyteczność powyżej moralności.
Dobra. To ja się pytam dlaczego nazwa posągu "Światowid ze Zbrucza" została stworzona przez Joachima Lelewela i dlaczego ta błędna nazwa funkcjonuje po dziś dzień.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|