Racjonalista - Strona głównaDo treści
Królicza łapka i coś jeszcze

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
21-08-2013 22:08farmer (22440 punktów)Królicza łapka i coś jeszcze
Ocena 3 na 3
Kiedyś było łatwiej. Nie, nie było ale kiedy coś chciałem bardzo to coś tam sobie mamrotałem w głowie i jakoś było (czyt. boże jak bardzo bym chciał....). Zdaje sobie sprawę że kiedy człowiek jest na fali to ciężko mu zrozumieć innych. Ale ta fala nie trwa wiecznie czasem jest to dół a czasem zwykła cisza. Nie sposób żyć non stop na fali choć to było by najlepsze. Tydzień dwa może miesiąc, ale nie trzydzieści czy czterdzieści lat. Ucieczka w alkohol, pornografię, sporty extremalne, pracę i w końcu w religię to najczęstsze sposoby radzenia sobie z życiem lub nie.


...Sartre twierdził również, że odwracamy się od wolności by uniknąć towarzyszącej jej udręki. Udrękę odczuwamy dlatego, że tam gdzie nic nie warunkuje wyboru – wszystko jest możliwe (np. to, że spacerując po skalnym występie – rzucimy się w przepaść bez żadnej wyraźnej przyczyny)...



Zaciskać kciuki czy nie? Nie myśleć, kupić po prostu ser. Napisać ofertę dla klienta i nie liczyć nie marzyć nie chcieć...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Marcin Łoziński (385 punktów)
>Kiedyś było łatwiej.

Ok, było łatwiej. Ale czy jeszcze wcześniej, przed tym mitycznym "kiedyś", było jeszcze łatwiej? A czy jeszcze wcześniej było jeszcze jeszcze łatwiej, a może trudniej, ale mniej łatwiej?

>Nie, nie było ale kiedy coś chciałem bardzo to coś tam sobie mamrotałem w
>głowie i jakoś było (czyt. boże jak bardzo bym chciał....).

Tak to jest, jak człowiek jest młody

>Zdaje sobie sprawę że kiedy człowiek
>jest na fali to ciężko mu zrozumieć innych. Ale ta fala nie trwa wiecznie czasem jest to dół a
>czasem zwykła cisza.

Znów się zgodzę. Jak sobie z tym radzić? Najlepiej udać się do specjalisty, ponieważ takie "fale" mogą świadczyć o tzw. chorobie afektywnej dwubiegunowej.

>Ucieczka w alkohol, pornografię, sporty
>extremalne, pracę i w końcu w religię to najczęstsze sposoby radzenia sobie z życiem lub nie.

Pornografia sposobem na radzenie sobie z życiem? To coś dla mnie!

>...Sartre twierdził również, że odwracamy się od wolności by uniknąć towarzyszącej jej udręki.
>Udrękę odczuwamy dlatego, że tam gdzie nic nie warunkuje wyboru - wszystko jest możliwe (np.
>to, że spacerując po skalnym występie - rzucimy się w przepaść bez żadnej wyraźnej
>przyczyny)...

Gdzieś kiedyś słyszałem, że ludzie boją się wolności. Dlatego na ten przykład mamy w większości krajów świata demokrację, w której tak naprawdę ludzie o niczym nie decydują. Odpowiedzialność jest... przerażająca.

Jeżeli ktoś obawia się, że idąc wzdłuż takiej przepaści, może w nią skoczyć, tak naprawdę nie jest wolny. Taka osoba jest przez coś spętana. Może to być niespełniona miłość, niespłacony kredyt bądź problemy w pracy. Prawdziwie wolna jednostka nie będzie w stanie skoczyć, ponieważ życie będzie dla niej czymś, czego utrata będzie o wiele gorszą rzeczą, niż to co może zyskać (bądź stracić) rzucając się w przepaść.
Człowiek z natury chce żyć, jeżeli chce skoczyć, to znaczy, że coś mu w życiu przeszkadza.

>Zaciskać kciuki czy nie? Nie myśleć, kupić po prostu ser. Napisać ofertę dla klienta i nie liczyć
>nie marzyć nie chcieć...

Nie zaciskaj kciuków. Zaciskaj pięści. I walcz. O ser. O klienta. O życie. Czy się opłaca? Pewnie nie, ale nie walczymy, bo warto. Walczymy, bo możemy.

JFK wysyłając człowieka na Księżyc powiedział, że robimy to nie dlatego, że jest to łatwe, ale dlatego, że jest to trudne.

A teraz idę sobie zrobić kanapkę z serem.
farmer (22440 punktów)

>Nie zaciskaj kciuków. Zaciskaj pięści. I walcz. O ser. O klienta. O życie. Czy się opłaca? Pewnie nie, ale nie walczymy, bo warto. Walczymy, bo możemy.
>JFK wysyłając człowieka na Księżyc powiedział, że robimy to nie dlatego, że jest to łatwe, ale dlatego, że jest to trudne.
>A teraz idę sobie zrobić kanapkę z serem.

Ja to wiem. Idź walcz, powstań etc. Przejadłeś się kiedyś lodami, przepiłeś piwem?
Dajesz sobie na luz wtedy. A jeśli pomyślisz sobie do przodu tak na parę lat tak dzień po dniu to okazuje się że tylko nieznane jest tym czymś co pcha człowieka do przodu.
A więc usprawniasz wszystko, budujesz mosty, uczysz się latać jak napisał Diogenes . Ale wiesz że kroczysz ku upadkowi że nie przepijesz życia nie dasz rady.

To nie jest pytanie o sens, nie potrzebuję pomocy.Mam plany na kilka lat do przodu i roboty po uszy. Pytam się jak oszukać mózg.


diogenes (42753 punktów)
>Ucieczka w alkohol, pornografię, sporty extremalne, pracę i w końcu w religię to najczęstsze sposoby radzenia sobie z życiem lub nie.

Alkohol, porno, sporty extremalne, praca, ateizm lub religia...słowem - życie. Mamy jakiś kalambur: ucieczka w życie to sposób na życie? Świetna pułapka.

>Sartre twierdził również, że odwracamy się od wolności by uniknąć towarzyszącej jej udręki.

To takie "zero-jedynkowe": wolność vs. zniewolenie, 1:0,... A przecież nie ma sytuacji czystych, czystej wolności (czyli fantazje o bogu) i czystego zniewolenia (czyli wolności od wolności, totalny determinizm). Wszsytko zależy od punktu widzenia: można mówić o łyżce dziegciu z domieszką beczki miodu, lub o beczce miodu z łyżka dziegciu. Może się np. wydawać, że życie polegające na fanatycznym naśladowaniu duchowego guru wolne jest od udręki samodzielnych wyborów. Ale szybko okazuje się, że sam guru ma problemy, które przekazuje innym. Permanentna szczęśliwość to przywilej nielicznych idiotów.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
farmer (22440 punktów)
>>Ucieczka w alkohol, pornografię, sporty extremalne, pracę i w końcu w religię to najczęstsze sposoby radzenia sobie z życiem lub nie.
>Alkohol, porno, sporty extremalne, praca, ateizm lub religia...słowem - życie. Mamy jakiś kalambur: ucieczka w życie to sposób na życie? Świetna pułapka.

Pułapka? Raczej życie, chcesz powiedzieć że ludzie udają?

>>Sartre twierdził również, że odwracamy się od wolności by uniknąć towarzyszącej jej udręki.
>To takie "zero-jedynkowe": wolność vs. zniewolenie, 1:0,... A przecież nie ma sytuacji czystych, czystej wolności (czyli fantazje o bogu) i czystego zniewolenia (czyli wolności od wolności, totalny determinizm). Wszsytko zależy od punktu widzenia: można mówić o łyżce dziegciu z domieszką beczki miodu, lub o beczce miodu z łyżka dziegciu. Może się np. wydawać, że życie polegające na fanatycznym naśladowaniu duchowego guru wolne jest od udręki samodzielnych wyborów. Ale szybko okazuje się, że sam guru ma problemy, które przekazuje innym. Permanentna szczęśliwość to przywilej nielicznych idiotów.

Można wszystko, można sobie powiedzieć że zawsze jest jakieś jutro i wybrać sobie punkt odniesienia. Ale co to zmienia?
diogenes (42753 punktów)
>Pułapka?

Coś w tym rodzaju. Wpadasz w to, od czego uciekasz.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Anna Salman (16360 punktów)
>...Sartre twierdził również, że odwracamy się od wolności by uniknąć towarzyszącej jej udręki.
I nie miał racji. Ludzie chcą wolności, ale de facto ona nie istnieje. Jeśli jednak ktoś sobie dał tak wmówić, to potem nie rozumie, dlaczego pojawiają się ograniczenia. Na poziomie intuicji wyczuwa brak wolności, na poziomie rozumu nadal w nią wierzy. Pojawia się poczucie silnego dysonansu poznawczego, który może prowadzić do udręki. Ale gorzej jest jednak, gdy ten brak wolności sobie uświadomimy. Wtedy udręka osiąga apogeum. Nasze życie jest warunkowane od samego początku - środowiskiem, w którym się wychowujemy, cechami dziedzicznymi, kapitałem społecznym zdobytym w ciągu życia.
Ta pozorna wolność to ewentualne wybory konsumenckie, też warunkowane zasobami finansowymi, modą, potrzebami fizjologicznymi.
>Zaciskać kciuki czy nie? Nie myśleć, kupić po prostu ser. Napisać ofertę dla klienta i nie liczyć nie marzyć nie chcieć...
To już symptom depresji. Albo szybko psychiatra (psychologa nie polecam), albo redefinicja potrzeb, stylu życia, cokolwiek. Ale na początek psychiatra nie zaszkodzi.
22-08-2013 15:37 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Ludzie chcą wolności,...

Przede wszsytkim ludzie chcą zaspokajać swoje potrzeby. Intuicyjne rozumienie wolności chyba zmierza do okreśelnia jej w kategoriach możliwości zaspokajania potrzeb. Czy to są potrzeby elementarne, czy kaprysy, to już inna sprawa. Mówi się, że ludzie walczą o wolność, ale owa wolność nie jest jakimś samodzielnym bytem, ale czymś bardzo konkretnym: dachem nad głową, talerzem zupy, samochodem, wykształceniem, pewną pulą zachowań, itd., itp. Wyliczanka ta nie ma końca. W gruncie rzeczy takie rozumienie wolności znosi ją: bo przecież zniewoleni jesteśmy czymś fundamentalnym, mianowicie wolą, pragnieniem (używając języka Schopenhauera). Chcąc wolności przyznajemy, że jesteśmy uwarunkowani.

>Nasze życie jest warunkowane od samego początku...

Zgoda. Ale wolność to właśnie sztuka wykorzystywania uwarunkowań. Kiedyś zniewalała nas grawitacja. Dzisiaj latamy samolotami, wiemy, co zrobić, aby oderwać się od ziemi. W tym sensie możemy iść tropem innego rozumienia wolności - jako wiedzy: jeśli wiesz, jak pozbyć się krat, jesteś wolny. Jeśli wiesz, jak zbudować most, rzeka przestaje cię ograniczać. Historia nauki jest też historią wolności.

Łącząc te dwa podejścia do wolności (zaspokajanie potrzeb i wiedza) powiedziałbym, ze wolność to wiedza zaspokajania potrzeb. W tym mieści się również realizacja marzeń.

W każdym razie mimo uwarunkowań jest możliwy dyskurs o wolności.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
22-08-2013 16:51 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>Przede wszystkim ludzie chcą zaspokajać swoje potrzeby. Intuicyjne rozumienie wolności chyba zmierza do określenia jej w kategoriach możliwości zaspokajania potrzeb. Czy to są potrzeby elementarne, czy kaprysy, to już inna sprawa...
A ja bym rozróżniła. Są potrzeby, które musimy zaspokoić (które wymieniłeś) - podstawowe i to są nasze ograniczenia (biologiczne). Powyżej można mówić o pewnej samorealizacji, czyli wyborach, ale wolność zaczyna się chyba ciut wcześniej - brak ograniczeń w zaspokajaniu potrzeb podstawowych. Jednak im wyżej w hierarchii potrzeb, tym szersze rozumienie wolności.
>... Ale wolność to właśnie sztuka wykorzystywania uwarunkowań. ... możemy iść tropem innego rozumienia wolności - jako wiedzy: jeśli wiesz, jak pozbyć się krat, jesteś wolny. Jeśli wiesz, jak zbudować most, rzeka przestaje cię ograniczać. Historia nauki jest też historią wolności.
Niekoniecznie - do pozbycia się ograniczeń sama wiedza, jako narzędzie nie wystarczy. Tak naprawdę ona często dopiero uświadamia ograniczenia. Bo i cóż mi po wiedzy, jak zbudować most, jeżeli do jej wykorzystania potrzebuję innych ludzi i sprzętu.
>Łącząc te dwa podejścia do wolności (zaspokajanie potrzeb i wiedza) powiedziałbym, ze wolność to wiedza zaspokajania potrzeb.
W takim razie wiedza niewiele by się różniła od instynktu. Wilk potrafi zaspokoić swoje potrzeby, chociaż nie ma wiedzy. I robi to skuteczniej od człowieka, więc może intelekt jest zbędnym balastem.
>W każdym razie mimo uwarunkowań jest możliwy dyskurs o wolności.
Dyskutuje się zawsze o czymś czego brak staje się odczuwalny. Tak jak ludzie myślą o kończynie, którą stracili. Na co dzień, mając obie sprawne ręce i nogi nie zaprzątają sobie tym głowy.
23-08-2013 14:44 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Są potrzeby, które musimy zaspokoić (które wymieniłeś) - podstawowe i to są nasze ograniczenia (biologiczne).

Nie rozumiem, w jakim sensie o naszych potrzebach biologicznych mówi się w kategoriach ograniczeń: to echo czystej wody platonizmu, jego "niepokalanego racjonalizmu" (Fedon) i religijnych rewelacji. Problemem nie jest to, że mamy potrzeby, ale ich zaspokajanie, nie głód, ale coś na "ruszt". W żadnym sensie nie traktowałbym biologii jako ograniczenia. Jeśli ograniczeniem byłaby biologia, to i chemia oraz fizyka, krótko - materialny świat, natura.

>cóż mi po wiedzy, jak zbudować most, jeżeli do jej wykorzystania potrzebuję innych ludzi i sprzętu.

Wiedza o tym, jak zbudować konkretny most nie obejmuje tylko wiedzy z zakresu budowy, materiałoznawstwa, wytrzymałości materiałów, itp., ale róznież wiedzy dotyczącej zatrudnienia ludzi, itd. Trzeba mieć też pojęcie o czynnikach motywujących ludzi, a więc nieco wiedzy psychologicznej czy socjologicznej. Jesli to jest kładka nad strumieniem, to nie ma z tym problemów. Ale jeśli ma powstać dwukilometrowy most, sprawa się komplikuje.

>...wiedza niewiele by się różniła od instynktu

Czy instykntu nie da się opisać w kategoriach wiedzy? Darwin traktował zachowania instyktowne jako zachowania "bez żadnego poprzedniego doświadczenia". Nie brał pod uwagę, że "poprzednie doświadczenia" gatunku zapisane są w genach, że organizm nie ma za sobą nicości.


Czynność, którą wykonuje zwierzę, zwłaszcza młode, bez żadnego poprzedniego doświadczenia i wykonuje ją wiele osobników w jednakowy sposób, bez znajomości celu, to czynność taką nazywamy instynktowną"[4]

>Dyskutuje się zawsze o czymś czego brak staje się odczuwalny.

Kiedy grecki filozof medytował pod oliwnym drzewem pracowali dla niego niewolnicy. Filozofia nie była na ogół filozofią braku. Skoro czegoś mi brakuje, to przecież wiem o tym tylko dlatego, że doświadczyłem obecności tego w przeszłości.

>ludzie myślą o kończynie, którą stracili. Na co dzień, mając obie sprawne ręce i nogi nie zaprzątają sobie tym głowy.

Ale ci, którzy budują protezy myślą o brakujących kończynach czasem dzień i noc.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Anna Salman (16360 punktów)
>Nie rozumiem, w jakim sensie o naszych potrzebach biologicznych mówi się w kategoriach ograniczeń: ...
Bo bez wody na pustyni i największy filozof umrze, niestety.
>Wiedza o tym, jak zbudować konkretny most nie obejmuje tylko wiedzy z zakresu ...
Czyli niezależnie od posiadanej wiedzy trzeba mieć dostęp do narzędzi
>Czy instynktu nie da się opisać w kategoriach wiedzy?
Jeżeli myślimy o doświadczeniach jednostkowych to Darwin miał rację, ale już nie jako doświadczenia gatunkowe. Instynkt, tak jak ludzką intuicję, możemy potraktować jako zasób "wiedzy" na poziomie genetycznym, ale jest to wiedza nieuświadomiona.
W potocznym rozumieniu wiedzą nazywamy to, czego nauczyliśmy się w ciągu własnego - jednego życia.
>Kiedy grecki filozof medytował pod oliwnym drzewem pracowali dla niego niewolnicy. Filozofia nie była na ogół filozofią braku.
Brak odczuwany przez filozofa był na wyższym poziomie w piramidzie Maslowa, niż brak odczuwany przez niewolnika. Nie musiał się zastanawiać, jak uniknąć bata, jak zasłużyć na większą porcję jedzenia. Ba, mając niewolników nie musiał zastanawiać się, czy zdąży zebrać oliwki na czas, gdy żona chora, a dzieci za małe.
>Skoro czegoś mi brakuje, to przecież wiem o tym tylko dlatego, że doświadczyłem obecności tego w przeszłości.
Na pewno? A jak działa marketing? Polega na kreowaniu potrzeb, których nie było.
>Ale ci, którzy budują protezy myślą o brakujących kończynach czasem dzień i noc.
Dla nich to źródło zarobku, a może i satysfakcji, a nie poczucie braku.
22-08-2013 23:38 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>To już symptom depresji. Albo szybko psychiatra (psychologa nie polecam), albo redefinicja potrzeb, stylu życia, cokolwiek. Ale na początek psychiatra nie zaszkodzi.

Dzięki . Jakoś nie przemawia do mnie obraz zawsze uśmiechniętych ludzi. W którymś momencie udają że jest fajnie.
Wymyślę sobie życie a potem umrę. Wcześniej wezmę tabletkę. To koszmar i nadaje się do psychiatry.
finerbijk (17282 punktów)
>Nie sposób żyć non stop na fali choć to było by najlepsze. Tydzień dwa może
>miesiąc, ale nie trzydzieści czy czterdzieści lat. Ucieczka w alkohol, pornografię, sporty extremalne, pracę i w końcu w religię to najczęstsze sposoby radzenia sobie z życiem lub nie.
To jest wpływ propagandy sukcesu i reklam, jeśli nie jesteś na fali to jesteś na dnie. A jeśli już raz pomyślisz, że jesteś na dnie, to musisz zrobić coś żeby o tym zapomnieć. A życie się przeżywa, a nie mierzy miarą salda na koncie, czy metrażem domu albo wielkością opon swojego SUVa. Wtedy na pewno przyjdzie wypalenie.

Współcześnie propaguje się wyznaczanie sobie celów i podaje cudowne metody ich osiągania w niezliczonych poradnikach. Jakby wszyscy mogli zostać prezesami korporacji albo prominentnymi politykami. Jeśli cele są nieosiągalne nieuchronnie przychodzi frustracja. Człowiek nie potrzebuje wiele żeby żyć, parę litrów wody i kilogramów jedzenia tygodniowo, oraz jakieś schronienie na czas niepogody. Ale ponadto, potrzebuje też czegoś, czego nie można kupić - poczucia własnej wartości, szacunku dla siebie i tego co się powszechnie określa mianem szczęścia, które każdy zawsze nosi w sobie, ale niektórym wmówiono, że aby je poczuć niezbędny jest jakiś katalizator. A wystarczy wstać rano, spojrzeć jak słońce się podnosi i pomyśleć że atomy z których się składamy mają tyle samo lat co ono. Nie trzeba bogów.
farmer (22440 punktów)

>To jest wpływ propagandy sukcesu i reklam, jeśli nie jesteś na fali to jesteś na dnie. A jeśli już raz pomyślisz, że jesteś na dnie, to musisz zrobić coś żeby o tym zapomnieć. A życie się przeżywa, a nie mierzy miarą salda na koncie, czy metrażem domu albo wielkością opon swojego SUVa. Wtedy na pewno przyjdzie wypalenie.

Nie ma znaczenia. Mi w gruncie rzeczy to chodzi o zupełnie coś innego.
O to że dogłębne myślenie nad życiem wymusza w człowieku stawianie sobie nawet błędnych
decyzji po to by mógł trwać. A praktycznie wszyscy po kolei odbierają mój temat jako kryzys człowieka. A tak nie jest. Ja chcę porozmawiać o funkcjonowaniu.
O tym że nikt nie siada z EXCELEM i nie wylicza życia.
Ze w Życiu jest dużo przypadkowości anektowanej jako tak ma być. Że ciągle sobie coś tłumaczymy. Bo nie dasz rady spróbować wszystkiego, więc na jakiejś podstawie wybiera sobie człowiek to co ma.

Może temat powinien brzmieć tak. Błąd jako siła napędowa człowieka.
24-08-2013 09:43 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Ze w Życiu jest dużo przypadkowości anektowanej jako tak ma być. Że ciągle sobie coś tłumaczymy. Bo nie dasz rady spróbować wszystkiego, więc na jakiejś podstawie wybiera sobie człowiek to co ma.
Byt określa świadomość, czy świadomość określa byt? Jedno i drugie. Nie o to chodzi jak się żyje ani po co, ale jak nam jest z tym życiem. Wszystko to wewnętrzne projekcje naszego idealnego bytowania, wzorzec wg którego oceniamy aktualny stan, a który często zostaje nam narzucony z zewnątrz. Można żyć pełnią życia gołym w jaskini i zanudzać się na jachcie wartym 10 mln dolarów. Nasza percepcja ustala priorytety, które (na szczęście) mogą być bardzo różne.
Nie można mieć wszystkiego na raz, ale to żaden powód do zmartwień.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365